ajamamsynka
12.05.08, 15:00
Z natury jestem spokojną osobą, ale wystarczy, że w domu mąż nie
zareaguje od razu na moją prośbę-polecenie, albo synek (półtora
roku) zacznie histerycznie płakać (bo coś muszę mu zabrać albo
zabronić) wpadam w taką złość, że aż się trzęsę. Na początku staram
się spokojnie wytłumaczyć, lub odwrócić uwagę (synka) ale
najczęściej moje próby nic nie dają i w końcu wybucham. Czy to jest
jakaś choroba? Czy inne matki też tak macie? Jak mam się zmienić???
A mój mąż ostoja cierpliwości patrzy na mnie jak na wariatkę!
Pomóżcie!