Dodaj do ulubionych

proszę o radę...

26.01.09, 18:10
Hmmm nie wiem co napisać i jak zacząć. Jestem po ślubie 3,5 roku.
Mamy dwójkę dzieci, synek ma 3 latka, córcia pół roku.
Nasze problemy z mężem zaczynają być poważne.
W skrócie: ja gderam, czepiam się (czyli chcę pogadać, mam dosyć
jego spraw, chcę zwrócić jego uwagę na siebie), on: spędza minimum
czasu w domu, skupia się tylko na sobie, chodzi codziennie na
siłownię (ja czasem przez tydzień nie wychodzę z domu bo siedzę z
dziećmi), tylko ciagle się waży i patrzy czy rosną mu mięśnie no a
ostatnio każda kłótnia praktycznie już zaczyna się od wyzwisk,
przekleństw i zaczyna mi grozic biciem, rzucił wczoraj przy
dzieciech we mnie leżaczkiem... uważa, że zasłużyłam sobie na takie
kraktowanie, że nie będzie mnie za nic przepraszał.
Czuję się upokorzona. Ja chcę dobrze, chcę z nim pogadać, a on mówi,
że nie ma na to ochoty.
Jestem zmęczona ciagłym siedzeniem w domu z dziećmi. Ostatnio
zaczęłam wychodzić sobie np na dyskotekę z koleżanką, ale przeciez
nie o to mi chodzi. Chciałabym wychodzić z nim. Wychodzimy max. raz
na dwa miesiące, na bilarda do pobliskiego baru, gdzie prakycznie
nie ma ludzi... Mam czasem dosyc swoich dzieci za to, że zostałam
przez nich uziemiona... Nie mamy ich z kim zostawić. Z jego mamą nie
utrzymujemy kontaktów, z resztą jest schorowana, nie dałaby rady.
Moja mama opiekuje się moją babcią i jest generalalnie osobą, która
owszem pilnuje dzieci, ale tylko kiedy my musimy coś załatwić,
lekarza czy jakiś urząd. Jeśli chodzi o rozrywkę to mówi, że ona też
nigdzie nie wychodzi to ja tez nie muszę...
Aktualnie mamy marną sytuację z kasą, liczę rachunki i raty. (on
planuje tylko co kupi, jakie odżywki i części do motoru) nie stać
nas więc na opiekunkę do dzieci.
Ja nie mam jak wrócić do pracy, bo moja malutka musi byc
rechabilitowana, nie mogę na nikogo zrzucić ciężaru wykonywania
ćwiczeń.
W takich sytuacjach jak dziś, kiedy to taka afera była wczoraj to
myślę tylko o jedym, że muszę się wyprowadzić, zabrać dzieci,
spakować manatki i uciec. Ale czy to najlepsze rozwiązanie???
Kiedy tylko ma czas, albo mu każę to zajmuje się dzieciakami, kocha
je bardzo, wyremontował nam mieszkanie.
Ehh nie wiem już co myśleć.
Generalnie nie chciałabym siedzieć cicho, nie odezwać się, bo będę
się bała, że dostanę w łeb... Nie potrafię sie też nie odezwać. Może
i w wielu momentach mopgłabym trzymać język za zębami, ale po prostu
nie mogę się powstrzymać, zawsze byłam na tyle otwartą osobą, że
wolałam cos powiedziec niż milczeć.

Co Pani nam radzi? Czy to naprawdę moja wina???
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: proszę o radę... 26.01.09, 19:42
      ". Mam czasem dosyć swoich dzieci za to, że zostałam
      przez nich uziemiona.."- nie, ty z mężem w dosyć ekspresowym tempie (zaledwie
      3,5 roku po ślubie!) powołałaś je do życia, więc nie zwalaj na nie, że jesteś
      uziemiona, poza tym nie wiedziałaś z kim się wiążesz? Bo z opisu to jakiś kark
      bez szyi napakowany na siłowni, być może zwiększa masę mięśniową sterydami, bo
      wtedy ma się kłopoty z panowaniem nad emocjami.
      • vickydt Re: proszę o radę... 26.01.09, 19:53
        to samo zwrocilo moja uwage. Najpierw sie robi dzieci a potem ma do nich
        pretensje, ze sie jest uziemionym. Autorko, to nie one pchaly sie na swiat!

        Kolejna pretensja do matki, ze nie chce brac dzieci. To nie są jej dzieci, tylko
        Wasze.

        I kolejna kobieta, ktora siedzi z mezem i boi sie, ze oberwie, o matko...


        Rady nie mam zbyt uniwersalnej - rozwiesc sie. Ale i popracowac nad
        sprecyzowaniem swoich dążeń i swoich oczekiwan wobec swiata i siebie.
        • mkostki Re: proszę o radę... 26.01.09, 22:29
          Dziewczyny, nie naskakujcie na autorkę wątku, że czasami czuje
          pretensję do dzieci. Kiedy się siedzi w domu i ma się zero wsparcia -
          bywa że człowiek czasami tak czuje. A świadomość, że one niewinne
          dziewczyna na pewno ma.
          Większym problemem jest tatus dzieci. Trudno cokolwiek poradzić
          sensownego. Miałam podobnego szwagra - ja dość szybko zobaczyłam, że
          facet na głowę rodziny nadaje się jak paralityk do baletu, ale jego
          żonie zajęło to ładnych kilka lat, rozwód, powrót, dawanie szansy
          itp. Facet jest z tych,co nigdy nie dojrzewają do odpowiedzialności
          za swoją rodzinę. Ostatnio w sądzie powiedział, że nie staćgona
          alimanety dla dzieci,bo musi spłacać motor! Twój najwyraźnbiej jest
          podobny.
          Jeśli masz dużo siły i cierpliwości - można spróbować faceta tej
          odpowiedzialności pouczyć. Na początek - przestać samej
          zapobiegliwie liczyć kasę,raty itd. Niech on żądzi pieniędzmi - daj
          mu listę rzeczy,które są potrzebne i niech planuje wydatki. Jak się
          okaże, że trzeba wybierać czy odżywka czy np.rehabilitacyjny sprzęt
          dla dziecka,to może coś mu się pod czaszką ruszy. Ale pewności nie
          ma, więc plan ryzykowny. Aha, i o kasie na swoje przyjemności możesz
          zapomnieć, o ile masz w tej sytuacji o czym zapominać. Pewne jednak,
          że dopóki tej odpowiedzialności na własnej skórze nie poczuje,to sie
          jej nie nauczy. Trzeba się tylko,jeśli taki plan zdecydujesz się
          zastosować, wyzbyć się wszelkiej złośliwości i gderania.
          Taka luźna propozycja, na siłę wywyslona,bo rada żeby wiać gdzie
          pieprz rośnie ciśnie się na usta.
        • diament79 Re: proszę o radę... 27.01.09, 12:19
          nie napisałam wcale, że siedzę z nim i boję się, że oberwę, wręcz cos
          przeciwnego! Proszę Cie dokładnie doczytaj!
      • krzysztof-lis Re: proszę o radę... 27.01.09, 13:25
        > ty z mężem w dosyć ekspresowym tempie (zaledwie
        > 3,5 roku po ślubie!) powołałaś je do życia,

        To ja się nie będę przyznawać, że moje dziecko urodzi się kilka miesięcy
        wcześniej nim minie nam pierwsza rocznica ślubu.
    • mrowkojad2 Re: proszę o radę... 26.01.09, 22:38
      Nie piszesz, jaki był kiedyś, ale moim zdaniem, skoro tak łazi na
      siłkę, to łyka zapewne jakiś koks i mu szajba odbija.
      Co do ciebie, to masz prawo do złości, zniecierpliwienia, bo jesteś
      zmęczona, siedzisz z dziećmi całe dnie. Moja rada: zostawić pana z
      dwójeczką i iść, gdzie lubisz: kino, fitness, zakupy, nawet połazić
      tylko po sklepach.
      • diament79 Re: proszę o radę... 27.01.09, 12:12
        Nie, kiedys nie był takiem karkiem. Pokazywał jedynie to, jak bardzo zależy mu
        na mnie i na rodzinie. Siłownię ma pod nosem na podwórku, za darmo, więc
        korzysta. Nie łyka koksów, to wiem, bo na pewno by się przyznał, odżywki
        białkowe koksami nie są.
        Dzieci swoje kocham, i jak każda kochająca matka mam ich czasem dosyć, nie
        widziałam jeszcze kury domowej siedzącej non stop w domu, która była by naprawdę
        szczęśliwa, poza jedną, ale ona się nie liczy ;)
        Ja wiem jakie są sposoby wyleczenia, basen, spotkania z koleżankami itp. ALE
        problemem jak na razie jest kasa :( Zawsze wolę cos kupić do domu czy
        dzieciakom. Aha na swoje wydatki to on ma swoje pieniądze, zrobi komuś jakąś
        fuchę i ma kaskę.
        • diament79 Re: proszę o radę... 27.01.09, 12:16
          w sumie to chodziło mi o radę czy to może rzeczywiście moja wina, te kłótnie...
          On się stara, zajmuje się dziećmi, ile bym chciała to by z nimi siedział, jak
          tylko miałby wolne, zarabia na dom, a ja tylko w kółko sie o coś czepiam. Jak
          sie tego oduczyć??? Tego gderania?
          I czy moje wady mogą usprawiedliwiać jego napadu agresji w stosunku do mnie???
          • kicia031 Re: proszę o radę... 27.01.09, 13:26
            Nic nie usprawiedliwiea agresji.
            Ale jesli chcesz, by maz pragnal z toba przebywac, to powinnas byc
            ososba, z ktora milo przebywac. Nie oznacza to braku asertywnosci,
            czy nie stawiania granic, ale robienia tego w sposob uprzemy i
            niekonfrontacyjny, bez pretensji, z wola rozwiazania problemow, a
            nie znalezienia winnego za jego powstanie.
            • diament79 Re: proszę o radę... 27.01.09, 14:21
              W takim razie nie wiem jak zmienić siebie. Domyślam się, że obecnie nie jestem
              osobą miłą jemu, tylko mi ciagle jest cos nie tak, ale ja bym chciała spędzać
              troszkę czasu z nim, a jakos nie mamy takiej możliwości. Kiedy każde sobie
              rzepkę skrobie a tak jest obecnie, lub mogłoby byc gdybym jeszcze ja znalazła
              tylko sobie zajęcie, nie rozwiąże problemów....
              może mam depresję czy coś? sama o sobie nie mam dobrego zdania... a dochodzą
              jeszcze problemy finansowe, które tylko to pogłebiają
              • marzeka1 Re: proszę o radę... 27.01.09, 17:58
                "Nie łyka koksów, to wiem, bo na pewno by się przyznał, odżywki
                białkowe koksami nie są."- tego nie byłabym taka pewna, bo opis pokazuje kogoś,
                kto nie panuje nad emocjami, a to jeden z objawów sterydów. Jeśli np. bardzo
                szybko do tego przybrał masy mięśniowej, to niepokoiłabym się.
                • diament79 Re: proszę o radę... 27.01.09, 18:44
                  Przybrał dzięki specjalnemu lekarstwu, które z resztą jest w lodówce, więc mogę
                  przeczytać ulotkę, i dzięki ciężkim treningom. Można widzieć w tym dobrą rzecz
                  patrząc na tych chlejących i zdradzających, że mój przyjamnije ćwiczy, nie
                  szlaja się.
                  Mogę z czystym sumieniem go w tej kwestii usprawiedliwić, bo nigdy mnie nie
                  zawiódł! Mam dosyć wpisów oskarżających mnie lub niego, prosiłam o radę a nie o
                  oskarżenia, żałuję, że cokolwiek pisałam, mogłam zapłacić za wizytę u psychiatry :|
                  Jego agresja na pewno jest w pewnym stopniu dziedziczna, bo ojciec taki sam "wariat"

                  Jedyna jeszcze moja nadzieja w tym, że Pani Ekspert wypowie się na temat jak
                  poradzić sobie z własnymi negatywnymi emocjami i jak żyć z nim, tłumić nasze
                  kłótnie w zarodku.....
                  • agnieszka_iwaszkiewicz Re: proszę o radę... 30.01.09, 15:05
                    Wydaje mi się, że w chwili obecnej jest kilka sytuacji obiektywnych
                    powodujących zmiany nastroju i rodzących konflikty. Mało pieniędzy, małe
                    dzieci,mała różnica wieku między nimi itp.
                    To minie i sytuacja sama się polepszy. Wygląda na to, że jest sporo obszarów, za
                    które Pani męża akceptuje i pewnie tyle samo, które Panią denerwują i zrozpaczają.
                    Tak jest zwykle i na tym daje się oprzeć związek. Więc chyba wyprowadzanie się
                    byłoby przedwczesne.
                    Kłótnie nie są złe, jeśli się nauczy dobrej w nich komunikacji. Czyli nie
                    obrażać drugiej strony , nie używać komunikatu "ty" tylko komunikat "ja", nie
                    wypominać. Emocji nie tłumić, tylko o nich mówić: Powiedzieć "ja jestem zła, gdy
                    kupujesz sobie części do motoru, bo czuję, że lekceważysz wtedy naszą sytuację
                    materialną i moje potrzeby. Uzgadniajmy razem wydatki" I powtarzać to wiele razy
                    i być konsekwentną w różnych propozycjach czy proponowanych sankcjach.
                    Może to pomóc, choć jest to program długofalowy. Jak każde małżeństwo. To co
                    może utrudniać, to fakt, że zachowania Pani męża pokazują , że bywa on po
                    prostu źle wychowany. Tak się o tym potocznie mówi. Trzeba to też wziąć pod
                    uwagę. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
                    • kalinka711 Re: proszę o radę... 31.01.09, 00:08
                      Sytuacja dość trudna piszesz że kiedyś tak nie było.Doskonale Cię rozumiem,sama
                      jestem w domu i czasem mam wszystkiego dość.Możesz wykorzystać dobre strony
                      męża,to że potrafi i chce zająć się dziećmi.Ja bym ustaliła z mężem swoje
                      wychodne,nie musi to być związane z wydawaniem pieniędzy,ot po prostu połażenie
                      po sklepach czy wyjście do koleżanki.Na spokojnie,powiedz,że również należy Ci
                      się prawo do odpoczynku i walcz o to.Ja to praktykuję i zawsze wracam "z innymi
                      myślami",pozytywnie naładowana.Co ważne powiedziałabym mężowi stanowczo i
                      spokojnie,że nie życzysz sobie podnoszenia na siebie ręki jeśli ma dla Ciebie
                      jakikolwiek szacunek.Myślę,że nie da się tej sytuacji radykalnie zmienić,metodą
                      małych kroczków,jeśli będziesz więcej wychodzić może nie będziesz tak nerwowa i
                      zmieni się komunikacja w Waszym związku.Wiele też zależy od postawy męża ale
                      warto spróbować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka