diament79
26.01.09, 18:10
Hmmm nie wiem co napisać i jak zacząć. Jestem po ślubie 3,5 roku.
Mamy dwójkę dzieci, synek ma 3 latka, córcia pół roku.
Nasze problemy z mężem zaczynają być poważne.
W skrócie: ja gderam, czepiam się (czyli chcę pogadać, mam dosyć
jego spraw, chcę zwrócić jego uwagę na siebie), on: spędza minimum
czasu w domu, skupia się tylko na sobie, chodzi codziennie na
siłownię (ja czasem przez tydzień nie wychodzę z domu bo siedzę z
dziećmi), tylko ciagle się waży i patrzy czy rosną mu mięśnie no a
ostatnio każda kłótnia praktycznie już zaczyna się od wyzwisk,
przekleństw i zaczyna mi grozic biciem, rzucił wczoraj przy
dzieciech we mnie leżaczkiem... uważa, że zasłużyłam sobie na takie
kraktowanie, że nie będzie mnie za nic przepraszał.
Czuję się upokorzona. Ja chcę dobrze, chcę z nim pogadać, a on mówi,
że nie ma na to ochoty.
Jestem zmęczona ciagłym siedzeniem w domu z dziećmi. Ostatnio
zaczęłam wychodzić sobie np na dyskotekę z koleżanką, ale przeciez
nie o to mi chodzi. Chciałabym wychodzić z nim. Wychodzimy max. raz
na dwa miesiące, na bilarda do pobliskiego baru, gdzie prakycznie
nie ma ludzi... Mam czasem dosyc swoich dzieci za to, że zostałam
przez nich uziemiona... Nie mamy ich z kim zostawić. Z jego mamą nie
utrzymujemy kontaktów, z resztą jest schorowana, nie dałaby rady.
Moja mama opiekuje się moją babcią i jest generalalnie osobą, która
owszem pilnuje dzieci, ale tylko kiedy my musimy coś załatwić,
lekarza czy jakiś urząd. Jeśli chodzi o rozrywkę to mówi, że ona też
nigdzie nie wychodzi to ja tez nie muszę...
Aktualnie mamy marną sytuację z kasą, liczę rachunki i raty. (on
planuje tylko co kupi, jakie odżywki i części do motoru) nie stać
nas więc na opiekunkę do dzieci.
Ja nie mam jak wrócić do pracy, bo moja malutka musi byc
rechabilitowana, nie mogę na nikogo zrzucić ciężaru wykonywania
ćwiczeń.
W takich sytuacjach jak dziś, kiedy to taka afera była wczoraj to
myślę tylko o jedym, że muszę się wyprowadzić, zabrać dzieci,
spakować manatki i uciec. Ale czy to najlepsze rozwiązanie???
Kiedy tylko ma czas, albo mu każę to zajmuje się dzieciakami, kocha
je bardzo, wyremontował nam mieszkanie.
Ehh nie wiem już co myśleć.
Generalnie nie chciałabym siedzieć cicho, nie odezwać się, bo będę
się bała, że dostanę w łeb... Nie potrafię sie też nie odezwać. Może
i w wielu momentach mopgłabym trzymać język za zębami, ale po prostu
nie mogę się powstrzymać, zawsze byłam na tyle otwartą osobą, że
wolałam cos powiedziec niż milczeć.
Co Pani nam radzi? Czy to naprawdę moja wina???