emily77
23.02.09, 12:48
Mieszkam z mężem i trójką dzieci u teściowej na wsi. Niby teściowa
przepisała dom i pole na męża, ale pod warunkiem „że będzie ją
utrzymywał i dochowa do śmierci”
Jej wszystkie dzieci mają wyższe wykształcenie. Mojego męża nie
posłała na studia, bo jest najmłodszy i przecież jest pole, a ona
taka schorowana. Po ślubie cały czas słyszałam, że tamtych urodziła
dla świata, a mojego męża dla siebie. Mój mąż bardzo kocha swoja
matkę, we wszystkim się jej radzi, bo przecież jest najmłodszy w
rodzinie i musi się z nią liczyć i niestety ZAJĄĆ.
Tylko w tym wszystkim niestety ja nie umiem się odnaleźć.
Moje kontakty z teściową są na ostrzu noża od siedmiu lat. Prawie ze
sobą nie rozmawiamy. Ja już nie wytrzymuję tego napięcia i awantur.
Ciągłych kłótni i poniżania. Wielokrotnie już chciałam to wszystko
zostawić…. A jednak jest trójka dzieci, która kocha ojca.
Kiedyś kazała mężowi odwieść mnie do matki, bo już z nami nie
wytrzymuje. Bo przecież nie wniosłam nic, nie dałam żadnych
pieniędzy. Ja wtedy też nie niestety nie byłam jej dłużna. Cóż nie
zawsze człowiek postępuje mądrze… Pojechałam do mamy i znów problem
dzieciątka tęsknią za tatusiem, babcią chcą do swego domku. Mąż
przyjechał przepraszał na kolanach, obiecał, ze wszystko się zmieni…
i wróciłam.
Wróciłam dla dobra dzieci, ale ja nadal żyję w tym koszmarze.
Dzisiaj znów była awantura o głupstwo.. Tylko wspomniałam, że może
mąż, by zmienił pracą. Sąsiad ma zakład produkcyjny i proponuje
mężowi około 3 tys. Wyzwała mnie od najgorszych, jak śmiem wtrącać
się w ich życie. Ona sama synowi w państwowym urzędzie robotę
załatwiła. A ja chcę to wszystko zatracić.
Wspomnę jeszcze, że u nas docinki ze strony teściowej są o wszystko
O wszystko …
..zaczynając od tego, że jestem zła matką, codziennie słyszę, ze
któreś dziecko jest ciężko chore przez moje niedopatrzenie, w niej
mniemaniu miało już białaczkę, bo blade, astmę, bo kaszle, zapalenie
płuc, krzywice …. Codziennie wymyśla im tysiąc chorób i to wszystko
przez moje zaniedbanie. Głodzę dzieci, bo przypominają kościotrupki.
Źle je wychowuję, bo 5 latek, brzydko jej odpowiada. Młody po prostu
broni się jak umie.
A tak na serio jak mogę zostawiać dzieci i iść do roboty. Moja mama
powinna mnie utrzymywać. Jak grzecznie jej tłumaczę, że tysiąc
złoty, które zarabia mój mąż nie starczy nam nawet na rachunki, to
wtedy się drze, że jestem nie gospodarna.
Nie wiem co robić. Jestem na skraju wytrzymałaości nerwowej. Naszego
małżeństwa prawie już nie ma. Ja nie mogę się pozbierać. A mąż chce
być rozjemcą. Mnie usprawiedliwia przed matką, matkę przede mną i
tak w kółko.
Mój brat chce mi dać trochę pieniędzy, żebyśmy się zaczęli budować.
Twierdzi, że na stan surowy wystarczy, bo przecież parcele mój mąż
ma. Ja w zamian swoją część domu po ojcu przepiszę na jego córkę. My
z mężem zaoszczędzonych pieniążków nie mamy. On chce wziąć pieniądze
i rozbudować dom teściowej. Tylko ja znów nie będę u siebie.
Przecież potrzebuję normalności, moim marzeniem jest swobodne
poruszanie się po SWOIM domu, podwórku, czasami mam po prostu ochotę
nie posprzątać, nie pozmywać i cały czas nie być ocenianym
Wiem, wiem to wszystko moja wina sama do tego doprowadziłam. Zawsze
zarzekałam się, że nie będę mieszkała ani z rodzicami, ani z
teściami.
Tylko życie pisze inne scenariusze.
pozdrawiam
Emilia