Dodaj do ulubionych

Samotna w małżeństwie (długie)

27.05.09, 20:14
Piszę trochę po to, żeby się wyżalić, a trochę po to, żeby wysłuchać
obiektywnych ocen sytuacji.
Sprawa wygląda tak:
Na początku 2005 poznałam mojego obecnego męża. Pracował i mieszkał wtedy w
Warszawie, ale od kwietnia wziął urlop bezpłatny i wrócił do rodziców (60 km
od stolicy) pomagać im w uprawie truskawek. Przyjeżdżał do mnie kiedy tylko
miał okazję. Potem przyszedł wrzesień, koniec sezonu, firma w której pracował
rozpadła się więc został u rodziców. Pod koniec roku postanowiliśmy razem
zamieszkać, zadzwonił wtedy do niego znajomy z propozycją pracy, którą mój M
przyjął stawiając pewne warunki, tzn. od kwietnia urlop bezpłatny na 4 m-ce,
kolega się zgodził. No to razem mieszkaliśmy, pracowaliśmy, odwiedzaliśmy
rodziców, było fajnie. W międzyczasie M kupił mieszkanie, które mieliśmy
odebrać w 2007.
No i przyszedł kwiecień, M wrócił do rodziców. Przyjeżdżał, kiedy tylko mógł,
ale przeważnie wyglądało to tak, że przyjeżdżał późno w nocy, kładł się spać,
a rano odjeżdżał i tyle się widywaliśmy. I miał do mnie pretensje, że mu każę
przyjeżdżać, kiedy on jest zmęczony i może zasnąć za kierownicą i w drzewo
uderzyć i ja się nic nie martwię. Wyjazd wakacyjny planowaliśmy na 2 dni
wcześniej, bo nigdy nie wiedział co jeszcze będzie musiał tam zrobić, a z czym
rodzice sobie poradzą sami. Już wtedy było mi źle. I po rozmowie ze mną
stwierdził, że powiedział rodzicom, że jeszcze 2 lata im będzie pomagał.
We wrześniu wrócił do mnie i do pracy, ale jeszcze musiał czasem po pracy lub
na weekend jechać do rodziców, bo coś trzeba było zrobić.
W kwietniu 2007 odebraliśmy mieszkanie, zaczął się sezon, ale chcąc nie chcąc
musiał trochę więcej być w Wawie, bo wiadomo, kafelki, farby, podłogi, meble,
itd. Zaręczyliśmy się pod koniec wakacji, chciałam ślub latem, bo fajnie,
ciepło i mam wtedy wolne, on –nie, bo truskawki. Mam już dosyć truskawek!
Ostatecznie datę ustaliliśmy na listopad 2008, no ale wcześniej jeszcze jeden
sezon i wyjazd mojego M. Już nie mogłam tego znieść, że mnie tak zostawia
samą. Bez przerwy się kłóciliśmy o truskawki, że są ode mnie ważniejsze i o
wszystko inne- ja się czepiałam, bo może w ten sposób chciałam odreagować to,
że o mnie nie myśli. Przed ślubem postanowiłam z nim poważnie porozmawiać, bo
ja nie widziałam tak naszego wspólnego życia, te jego wyjazdy na 4 miesiące
mnie dobijały, nie wyobrażałam sobie, żeby mógł mnie tak zostawić z dzieckiem,
które kiedyś przecież się zjawi w naszym życiu. Powiedziałam mu o tym, jak się
czuję i jak to na mnie działa i że jeżeli on chce te truskawki sobie trzymać
do końca życia, to musi ze mnie zrezygnować. Bo tego się niestety nie da
pogodzić, więc zamiast się kłócić przez całe życie, to może się rozstańmy
zanim jest za późno. Obiecał mi wtedy, że rok 2009 to będzie ostatni, a potem
rodzice będą musieli sobie radzić sami.
No i jesteśmy już po ślubie, kolejny sezon się zaczął, a u nas kolejne wojny.
Ja po prostu nie mogę wytrzymać tego, że nie mam go kiedy potrzebuję, że
założyłam rodzinę a wracam do pustego domu. Nie wytrzymuję jego gadania, że
się stara do mnie przyjeżdżać. Niech się stara jeździć do rodziców, a ze mną
ma być!
On jakby w ogóle nie zauważył, że założył rodzinę, że ma żonę i zobowiązania
wobec niej. Tolerowałam( słabo, bo słabo, ale jakoś) te jego truskawki dopóki
byliśmy po prostu parą, ale teraz jestem już ŻONĄ! Zaczęłam mu nawet wyciągać
kodeks rodzinny – prawa i obowiązki małżonków. Też nie podziałało, tylko
powiedział, że mam mu nie sypać paragrafami. Cytaty z Biblii o mężczyźnie
zostawiającym ojca swego i matkę swoją, aby z żoną stworzyć jedność też na
niego nie działają, choć taki świątobliwy.
A do wszystkiego jeszcze jego mama dorzuca swoje trzy grosze, teksty typu:”
Już jedziesz? Jak my sobie teraz poradzimy? Kto nam pomoże?” – taki szantaż
emocjonalny, ale na mamę złego słowa powiedzieć nie można. Wcześniej była
wojna o naszą pierwszą Wigilię w nowym mieszkanku – chciałam zrobić sama,
poczuć się gospodynią pełną gębą, ale mama: „Jak to? Nie przyjedziecie na
wigilię? To ja będę płakać”. Jak pojechaliśmy w pierwsze święto to opowiadała,
jak to całą wigilię przepłakała, bo jej synka nie było.
A teraz to już przegiął. W poniedziałek złapał mnie atak grypy, wróciłam z
pracy z gorączką, wszystko mnie bolało, nie miałam siły z łóżka się podnieść,
wysłałam mu smsa. A on oddzwania, że nie może przyjechać, że mam jechać do
lekarza, to ja mu, że nie jestem w stanie za kierownicą siąść, że nie ma mi
kto nawet herbaty zrobić, a on mi, żebym zadzwoniła po koleżankę. Powiedziałam
mu, że mam męża i rzuciłam słuchawkę.
Już nie mam siły na to wszystko. Kocham go bardzo, ale już nie daję rady.
Jestem cały czas na którymś tam miejscu na jego liście priorytetów, przy czym
cały czas twierdzi, że mnie kocha nad życie. A ja tu siedzę sama, bo on ma cos
ważniejszego na głowie i te swoje truskawki porównuje do mojej pracy, Gucio,
bo ja jestem w pracy od do, a on w truskawkach non stop. Mam pretensje do
niego i jego mamy, że go tam trzyma, zamiast powiedzieć mu: „Synu, co ty tu
robisz? Wracaj do żony.”
Ostatnio powiedział mi, że nie zostawi tych truskawek, że to jest jego pasja,
oderwanie od rzeczywistości, że będzie się bez nich dusił i będzie
nieszczęśliwy. Czy to znaczy, że ja mogę być nieszczęśliwa, on nie może? I
stwierdził, że jak się nie umiemy dogadać, to się rozstańmy, choć on tego nie
chce, bo mnie kocha i chce być ze mną do końca życia.
Nie wiem już, co robić, jak mu przemówić do rozsądku. Nie mam już siły. Tyle
już łez wylałam, a on wydaje się niewzruszony, płaczę mu do słuchawki a on nie
ma czasu rozmawiać.
Nie daję rady.
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 27.05.09, 20:44
      Widzialy galy co braly.
      • majda12 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 27.05.09, 20:57
        wiesz,chyba uwierzylas w to ze po slubie bedzie lepiej a on spelni swoje
        obetnice,ja tez tak mialam...hehh...teraz jestem x lat starsza i x lat w
        malzenstwie i wiem ze jak przed slubem nie jest dobrze to i po nie
        bedzie....przytulam cie mocno :)
        • martas29 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 27.05.09, 21:05
          Wiesz zwykle po przeczytaniu tego typu postów "biorę" stronę kobiet
          w imię kobiecej solidarności. Ale tym razem mam miesznae uczucia.
          Jawisz mi się jako rozchisteryzowana "gospodyni domowego ogniska"
          która musi mieć tak jak sobie zaplanowała. Rany przecież te
          truskawki nie są cały rok a Ty streściłaś kilka lat swego życia
          które toczy się wokół truskawek!.
        • krzysztof-lis Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 21:41
          > wiesz,chyba uwierzylas w to ze po slubie bedzie lepiej a on spelni
          > swoje obetnice,

          Jeszcze nie miał szansy
    • alis123 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 27.05.09, 21:18
      Dziewczyno, nie jestes fgair! Zawarliscie umowe, ze rok 2009 bedzie
      ostatnim, kiedy on tam pracuje, wiec sie jej trzymaj. Nie rob
      awantur. Umowa to umowa. Jezeli chcesz, zeby on ja respektowal to ty
      tez powinnas. Zamiast awantur opowiadaj mu z radoscia jak to bedzie
      w przyszlym roku, gdy spedzicie letnie wakacje razem. Zaplanuj cos
      fajnego. Nie witaj go naburmuszona i zla, jak tesknisz to sama skocz
      do niego na weekend. Gdybys nie robila awantur co 5 minut to pewnie
      bardziej by sie przejal telefonem o grypie. A tak pomyslal, ze
      histeryzujesz i placzesz jak zwykle.
      A wigilia to przeciez swieto rodzinne. Jezeli chcialas ja
      zorganiowac u was to dlaczego nie zaprosilas jego rodzicow?
      • phantomka Re: Samotna w małżeństwie (długie) 27.05.09, 21:31
        "Tolerowałam( słabo, bo słabo, ale jakoś) te jego truskawki dopóki
        byliśmy po prostu parą, ale teraz jestem już ŻONĄ"
        To zdanie bardzo duzo mowi. Tobie ktos po prostu nakladl jakis
        dziwnych frazesow do glowy, ze po slubie to nagle zmieniamy sie o
        180 stopni, bo zona/maz tak chce. Nie moja droga. Ty po prostu
        chcialas koniecznie wziac ten slub i nie chcialo ci sie pomyslec
        racjonalnie, ze on mowi ci to, co ty chcesz w danej chwili uslyszec.
        Tak wiec winna jestes sobie sama, ze zdecydowalas sie na
        zaobraczkowanie.
    • mrowkojad2 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 27.05.09, 22:44
      Twój post, w wymowie swej smutny, bardzo mnie jednak rozbawił, dawno
      nie widziałam takiego zmasowanego ataku wyrazu "truskawki". Biedne,
      gdyby wiedziały, ile zamętu wnoszą w czyjeś życie.
      Ale do rzeczy. Z jednej strony cię rozumiem, mąż u teściowej rwie te
      truskawki, a ty sama. Z drugiej mam wrażenie, że wymusiłaś na nim
      rezygnacje z tych wyjazdów, a on tego nie chce, bo to lubi i sprawia
      mu to frajdę. Słusznie zwrócono ci uwagę, że masz jakiś wydumany
      obraz małżeństwa, poza tym on wcale się nie krył z tą pasją przed
      ślubem.
    • karolina331 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 28.05.09, 09:47
      A mąż na tych truskawkach zarabia, czy pracuje u rodziców za friko?
    • serendepity Re: Samotna w małżeństwie (długie) 28.05.09, 14:45
      Idealny temat dla pani, ktora chciala klasc uszy po sobie. Przedsmak jak moze byc.
      • ewik35 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 28.05.09, 23:09
        Wygląda na to, że jesteś jeszcze młoda :). Rada: znajdź sobie swoją
        pasję, zbuduj swój świat.Przestań wieszać się na mężu - to go tylko
        odsuwa od Ciebie, i tym bardziej pragnie truskawek. Pokaż mu swoją
        niezależność, swoją dumę, pojedź sobei sama / ze znajomymi na fajny
        wyjazd, pochodź na imprezy, do kina...Naucz się tego, cieszyć się
        sobą - jest ciężko na początku, ale procentuje na całe zycie. Jest
        duża szansa, że staniesz się WARTOŚCIĄ o wiele większą większą niż
        truskawki. Jeżeli będziesz brnęła w rozpacz, bezradnośc,
        obwinianie.... i tak wylądujesz sama.... i życie Cię zmusi do
        posmakowania niezależności. I czasem to dobrze, że się tak dzieje.
        Miłość kwitnie, jak dwie strony dają sobie wolnośc, ale jednoczesnie
        szanują uczucia, uczą się kompromisów... Może jemu trochę czasu
        trzeba ? Daj mu szanse !

        Zaden facet (mąż czy nie mąż) nie da Ci szczęśliwego zycia..jeżeli
        sama nie zaczniesz sterować życiem i się tym cieszyć...a samotność w
        związku zdarza się dość często - nie jest dobra, ale wierzę, że do
        przezwyciężenia przy odrobinie wisiłku obu stron. Powodzenia !
        • emag1 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 10:42
          sluchaj, a nie myslalas o tym, zeby pozbierac truskawki ze swoim
          mezem?
          moze zamiast walczyc z problemem (co pewnie potwornie Was wykancza),
          poradzic sobie z nim wlasnie w taki sposob.

          Powiem ci cos, co powiedzial mi kiedys moj narzeczony i co mocno
          postawilo mnie do pionu (z korzyscia dla nas obydwojga): nie masz
          monopolu na szczescie w zwiazku. Jezeli to zrozumiesz, zobaczysz
          inne wyjscia z drazliwych sytuacji.

          pozdrowienia,
          Emag
          • pipsia5 Re: Zocha00 29.05.09, 12:51
            Po przeczytaniu Twojego postu, wierzę że czujesz się beznadziejnie i jest Ci
            źle. Ja w podobny do Ciebie sposób rozumiem specyfikę małżeństwa i zgadzam się z
            Tobą, że od dnia ślubu powinnaś być dla męża najważniejszą osobą w jego życiu.
            Nie znaczy to, że zamykasz go w więzieniu. Nie do końca zgadzam się z
            dziewczynami, które napisały, że tylko gderasz i marudzisz co tym bardziej
            irytuje Twojego męża. Ciekawe, czy tak samo napisałyby gdyby ich mężowe tak się
            zachowywali. Byłyby szczęśliwe wiedząc, że ich M zostawia ich na bardzo długi
            czas i zajmuje się sprawami swoich rodziców? Nie chodzi mi o to, że nie można
            komuś pomóc, ale co za dużo to niezdrowo. Widzę tutaj też, że Twoja teściowa ma
            duży wpływ na Twojego męża. On, choć jest już dorosłym mężczyzną, który założył
            już własną rodzinę nie może przeciwstawić się swojej matce. To ona pierwsza,
            powinna robić wszystko aby małżeństwo jej własnego syna było szczęśliwe. Nie
            pomylę się chyba, jak napiszę, że jesteś o teściową zazdrosna? Czujesz, że ona
            jest ważniejsza dla męża niż Ty.
            Jeśli teściowe prowadzą plantację truskawek, niech zatrudnią kogoś do pomocy.
            Przecież, Twój mąż nie będzie cały czas tam pracował. Chyba, że odpowiada mu
            taki stan rzeczy, że on jest tam a Ty tu.
            Może spróbuj (chociaż to będzie trudne) wytrzymać jeszcze ten jeden sezon. Mąż
            powiedział Ci przecież, że to ostatni raz. Powiedz mu spokojnie, że w przyszłym
            roku będziecie we wakacje robić to czy tamto, lub wybierzecie się gdzieś na
            wcześniej zaplanowane wakacje. Jeśli mąż to potwierdzi, będziesz mieć wtedy jego
            słowa za argument. Przyjdzie sezon na truskawki w 2010 r. i wtedy zobaczysz czy
            coś się jednak zmieniło. Jeśli nie, to wtedy musisz postawić na swoim. Wiem z
            własnego doświadczenia (jestem 4 lata po ślubie), że nie można dać wejść sobie
            na głowę. Mąż musi wiedzieć, że gdy następnym razem wybierze
            "truskawki-teściową" to straci Ciebie. Wiem, że bardzo go kochasz, ale czasem
            trzeba znaleźć taką siłę i postawić na swoim. Albo mąż się opamięta i wybierze
            rodzinę, albo niech szuka szczęścia u swojej mamy. Jestem przekonana, że w
            takiej sytuacji zrozumiałby swój błąd.

            Życzę Ci dużo wytrwałości!
          • ledzeppelin3 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 13:51

            > sluchaj, a nie myslalas o tym, zeby pozbierac truskawki ze swoim
            > mezem?
            > moze zamiast walczyc z problemem (co pewnie potwornie Was wykancza),
            > poradzic sobie z nim wlasnie w taki sposob.

            Rada roku. Nie uwierzyłabym, gdybym nie przeczytała,,,
            • annb Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 13:57
              co sie dziwisz ;)
              taki chinski model
              zona idzie za mezem aby obslugiwac tesciow
              w tym wypadku ich truskawkowe pole

              ;)


        • ledzeppelin3 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 13:45
          > Wygląda na to, że jesteś jeszcze młoda :)

          Wygląda na to, że zadowalasz się byle czym :)
    • uli Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 13:22
      Powinnaś znaleźć sobie taką rozrywkę na okres truskawek, żeby ten Twój chłop
      zaczął Ci jej zazdrościć. On ma pasję pt "truskawki", to Ty sobie wymyśl jeszcze
      lepszą, nie wiem - kurs nurkowania, najlepiej z jakimś przystojnym instruktorem,
      do tego może jakaś fascynacja światem podwodnym - filmy o morskich głębinach,
      albumy - wiesz, zafascynuj się czymś na 100%! Powiedz, że pogodziłaś się z tym,
      że jego pasją są truskawki i stara matka, i że Twoją jest podwodny świat i
      spędzanie czasu z ciekawymi ludzmi. Zapomnij o tych truskawkach :)
      • uli Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 13:27
        I koniecznie rób zdjęcia dokumentujące to, jak świetnie się bawisz, jak go nie ma :D
      • triss_merigold6 A nie prościej znaleźć nowego, lepszego chłopa? 29.05.09, 15:27
        Takiego, który zajmuje się kobietą a nie truskawkowym polem swoich
        starych?
        • uli Re: A nie prościej znaleźć nowego, lepszego chłop 02.06.09, 16:33
          Ha - to już zalezy. Czy jest się z natury osobą romantyczną czy praktyczną :)
    • 0ttolina Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 18:43
      Wyglada na to, ze cierpisz na masochizm, bezradnosc i beznadziejnosc. Zgadzasz sie byc ofiara znecania sie ze strony tych, z ktorymi zyjesz. To TY musisz sie zmienic! Jezeli nie potrafisz sama pracowac nad soba, to szukaj pomocy fachowca. Zwroc uwage nie na meza, lecz na siebie. Przypatrz sie na swoje zachowanie, na to, co zgadzasz sie akceptowac od meza. Gdybys sie zmienila i odzyskala poczucie swojej wartosci, to otworzylyby ci sie oczy i nigdy nie odpowiadal by ci maz, ktory cie lekcewazy.

      • efi-efi Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 22:01
        Małżeństwo to nie pole walki.
        Chyba, że mąż zmienia się we wroga. Ale w tym przypadku chyba nie o to chodzi.

        Ja też bym radziła jechać na zbiór truskawek.

        No jest ten Twój mąż pewnie oczkiem w głowie swojej mamusi i pewnie mama też
        zajmuje znaczne miejsce w jego serduszku.
        Rzeczywiście takie chłopy połączone pępowiną z matkami to nie lada problem w
        małżeństwie.
        Ale może trzeba zawrzeć koalicję z matką. Nic nie piszesz jakie między Wami
        (Tobą i teściową) panują stosunki.
        MOże pojedź na to pole truskawkowe i pozbieraj te owoce razem z własnym mężem i
        mu powiedz, że jesteś tam bo chcesz z nim po prostu być ,obojętnie gdzie, czy w
        kinie czy w domu czy na truskawkowym polu .

        Moja rada ma zastosowanie wtedy i tylko wtedy jeżeli rzeczywiście sprawia Ci
        radość przebywanie z własnym mężem.
        • ajnina_1972 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 23:07
          osobiscie nienawidze zbierac czegokolwiek, w tym truskawek, wiec moze autorka
          watku tez tego nie cierpi?
        • krzysztof-lis Re: Samotna w małżeństwie (długie) 29.05.09, 23:44
          > MOże pojedź na to pole truskawkowe i pozbieraj te owoce razem z
          > własnym mężem i mu powiedz, że jesteś tam bo chcesz z nim po
          > prostu być ,obojętnie gdzie, czy w kinie czy w domu czy na
          > truskawkowym polu .

          Ale przecież tak nie jest. Przecież nie jest jej obojętne...
        • triss_merigold6 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 30.05.09, 17:34
          Zbieranie truskawek czy innych płodów rolnych nie jest przyjemnością
          tylko ciężką harówą. Nie widzę żadnego powodu dla którego autorka
          miałaby orać na polu teściów skoro ma własną pracę w mieście. Pan
          powinien wybrać z kim chce tworzyć związek.
          • krzysztof-lis Re: Samotna w małżeństwie (długie) 30.05.09, 17:36
            > Zbieranie truskawek czy innych płodów rolnych nie jest
            > przyjemnością tylko ciężką harówą.

            Dla Ciebie, ale to nie oznacza, że i dla wszystkich.
            • triss_merigold6 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 30.05.09, 18:05
              Szczęśliwie nie musiałam nigdy zawodowo zbierać czegokolwiek,
              obskubanie paru krzaczków na działce w 15 minut faktycznie można
              traktowac jak relaks.
              Obiektywnie a nie tylko dla mnie zbieranie truskawek jest ciężką
              harówką - zobacz w jakiej pozycji się to czyni i jakie mięśnie i
              stawy są obciążone przez wiele godzin.
              Uparcie odmawiasz tezom i ocenom innych ludzi jakiejkolwiek
              obiektywności co zaczyna ocierać się o śmieszność.
              • krzysztof-lis Re: Samotna w małżeństwie (długie) 30.05.09, 19:14
                > Szczęśliwie nie musiałam nigdy zawodowo zbierać czegokolwiek,

                To po co piszesz coś, o czym nie masz zielonego pojęcia?

                > Obiektywnie a nie tylko dla mnie zbieranie truskawek jest ciężką
                > harówką

                Co jeszcze nie oznacza, że opisywany facet nie może jej lubić, prawda?
                • triss_merigold6 Re: Samotna w małżeństwie (długie) 30.05.09, 19:57
                  Hm, cóż Ty nie masz doświadczenia w związkach a nieustannie o nich
                  piszesz. Czyż to nie zabawne?
                  Jeśli chodzi o truskawki, relacje ludzi, którzy zarobkowali w ten
                  sposób uważam za miarodajne + coroczne informacje, że nie ma
                  chętnych do takiej pracy i truskawki/porzeczki/maliny/inne
                  trudnozbieralne płody sobie gniją. A chętnych nie ma, bo to praca
                  ciężka i niskopłatna w Polsce.

                  Opisywany facet może wielbić zbieranie czegokolwiek u swoich starych
                  przez 4 miesiące w roku ale propozycja aby pani mu w tym
                  towarzyszyła, bo w ten sposób spędzą czas RAZEM jest kuriozalna.
                  • pipsia5 Re: Zgadzam się z triss_merigold6 30.05.09, 20:07
                  • krzysztof-lis Re: Samotna w małżeństwie (długie) 30.05.09, 20:14
                    > propozycja aby pani mu w tym towarzyszyła, bo w ten sposób spędzą
                    > czas RAZEM jest kuriozalna.

                    Wielkiego wyboru nie ma
                  • marianka_marianka Do Triss 30.05.09, 23:42
                    Na zasadzie uzupełnienia informacji (zbierałam truskawki) - jeżeli nawet Autorka zgodziłaby się na zbieranie znienawidzonych truskawek (!) aby spędzić czas z mężem, to niekoniecznie udał by się ten zamiar. Nawet gdyby przydzielił jej grządkę w sąsiedztwie, to bardzo prawdopodobne wydaje się być zostawienie ukochanej daleko w tyle, bo z racji doświadczenia zbiera efetywniej:)
                    A zamienienie choć słowa z mężem późnym wieczorem, po pracy będzie co najmniej trudne. Na "bliższe kontakty" wcale bym nie liczyła...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka