kontome
02.07.09, 00:44
Dzień dobry,
opiszę krótko sprawę, która mnie męczy, z moim partnerem często się kłócimy, niezależnie od tego co i które z nas jest przyczyną kłótni, winą obarcza zazwyczaj mnie.
W moim odczuciu, wina leży przynajmniej po środku. Kłótnie o nic które w moim odczuciu dają mu okazję aby wyrzucić to co go gryzie: to, że jak mówi nie okazuję mu uczucia przy innych, że nie mówię często, że kocham, że jak to określił jestem "krową", że rozmawiałam z obcymi facetami, że nie pytam jak minął mu dzień, nie zawsze całuję na powitanie.
W przypadku kłótni zazwyczaj to ja wyciągam pierwsza rękę. On jest obrażony, ja nalegam na spotkania!!, on mówi, że nie chce, że chce odpocząć ode mnie, często sprawia mi przykrość slowami, a jednocześnie nie chce się oddalić za bardzo, kontroluje mnie,np. pytając gdzie jestem. Kłótnie są coraz bardziej uporczywe, moim błędem jest, że przepraszam i toleruję takie zachowanie. Jego okresy obrażania się trwają coraz dłużej, ja czasami jestem nieustępliwa, a czasami jeszcze bardziej chce ugody i zabiegam o niego mocno, żeby mu wszystko "wynagrodzić"..czuję że wysysa ze mnie energię.
Czy możliwe jest to, że poprzez takie zachowanie mój partner manipuluje mną tak abym okazywała mu więcej uczucia (należę do grupy kobiet mało wylewnych)? Czy to możliwe, że facet jest tak "niedokochany"? Czy mogło to być spowodowane brakiem ojca? Jak postępować z taką osobą? Dziękuję za odpowiedź.