izu7
19.07.09, 21:37
Witam!
Jesteśmy 9 lat po ślubie, po 5 latach małżeństwa urodziłam upragnione dziecko.
Teraz jestem w drugiej, nieplanowanej ciąży. Od kiedy mąż dowiedział się o tej
ciąży, zmienił się nie do poznania.
Przede wszystkim podejrzewał, że to nie jego dziecko !!!
Dość długi czas przed zajściem w ciążę leczyłam się na grzybicę i nie mogliśmy
współżyć, ale jak widać wystarczył ten jeden raz w przerwach między jednym a
drugim leczeniem aby stało się...
Ta jego reakcja była dla mnie szokiem !
Mąż jest bardzo dobrym, spokojnym człowiekiem, bardzo mnie i wszystkim pomaga,
jest bardzo dobrym ojcem dla dziecka , bardzo oddanym, szanowanym
pracownikiem, ale...jest bardzo zamknięty w sobie. Był ponoć taki od zawsze,
jednak jak twierdzi jego rodzina , dopiero przy mnie się otworzył. Teraz znowu
zamknął się w sobie i praktycznie w ogóle ze mną nie rozmawia. Już zrozumiał,
ze tak mogło się stać od jednego razu i wierzy, ze to jego dziecko, ale cały
czas milczy. Od lutego, odkąd tylko lekarz potwierdził tą ciąże trwa taka
sytuacja. Ta cisza mnie zabija, wolałabym aby wykrzyczał co mu leży na
sercu,nawet wyzwał, ubliżył, chciałabym poznać prawdę...najgorszą ale prawdę.
A tymczasem nie wiem nic!!!
Próbowałam rozmawiać, ale najczęściej milczy jak grób lub odpowiada, że "sam
nie wie co ma myśleć" , "czuje pustkę", "jest wypalony". Zdrada nie wchodzi na
pewno w grę, ponadto zapytałam wprost, czy ma kogoś...powiedział, ze ...mnie!!!
Żyjemy jakby w naszym domu od zawsze trwały "ciche dni", jakbyśmy tylko grali
koło dziecka, ze jesteśmy razem. Tak na prawdę nic nie robimy razem, żyjemy
jak lokatorzy, jak brat z siostrą, śpimy razem ( albo nocujemy razem, bo nie
ma żadnego kontaktu cielesnego ), jemy razem śniadania i... milczymy,
milczymy, milczymy !
Nasze rozmowy dotyczą tylko zakupów, nieopłaconych rachunków, poczty, lekarza
w przypadku choroby dziecka itp, w żadnych rozmowach nie ma nas!!!
Mam już dosyć proszenia się o rozmowę, żebrania o miłość. Tą drugą ciążą mąż
nie interesuje się w ogóle, wręcz traktuje mnie tak, jakby jej nie było, nie
padło żadne pytanie o rozwój tej ciąży, o to jak się czuje, o dotykaniu
brzucha nie wspominając.
Podczas pierwszej ciąży był inny, może dlatego, ze bardzo pragnęliśmy tego
dziecka. Razem kupowaliśmy wyprawkę, mebelki, mąż kupił specjalnie kamerę,
nagrywaliśmy ruchy dziecka widoczne na moim brzuchu, mnie w ciąży. Maż był
także podczas porodu, przecinał pępowinę, wszystko nagrywał kamerą, robił
zdjęcia. Córka urodziła się w dniu jego urodzin. Było na prawdę dobrze!
Wylałam już morze łez, ciągle nie umiem go zrozumieć, nie wiem co mam o tym
myśleć, wiem, że, muszę być silna by nie zaszkodzić dziecku znajdującemu się
jeszcze w moim łonie. Rozmawiałam z wieloma koleżankami i żadna nie umie mi
doradzić...co robić i jak go rozumieć. Jedyne rady jakie dostałam, to
poczekać, aż urodzi się dziecko i wtedy zobaczyć jak on się zachowa.
Wiem z wielu wypowiedzi tu przeczytanych, ze drugie dziecko niekoniecznie
oznacza zmiany na lepsze, ale na prawdę nie mam pojęcia co o tej naszej
sytuacji myśleć. Może Wy pomożecie zinterpretować mi tę sytuację, a może pani
ekspert mogłaby mi coś doradzić...
Pozdrawiam. Iza.