Dodaj do ulubionych

Toksyczni rodzice, co zrobic...

22.07.09, 09:49
Jakis czas temu opisywalam juz moje problemy z rodzicami, minelo
troche czasu i niestety znow sie odzywam. W skrocie: mam kochajacego
meza i 2-letniego synka, mieszkamy szczesliwie we wlasnym
mieszkaniu, a moich rodzicow odwiedzamy mniej wiecej co 2-3
tygodnie.
Jestem jedynaczka, malzenstwo moich rodzicow nie jest zbyt udane,
nie maja zadnych zainteresowan i tak naprawde chcieliby, abym
mieszkala z nimi, bo wtedy cos by sie dzialo.
Rodzice niedawno skonczyli 60 lat, wiec na razie swietnie radza
sobie sami. Zycia pod jednym dachem z moimi rodzicami sobie po
prostu nie wyobrazamy, bo wtracaja sie do wszystkiego i o wszystkim
chca wiedziec, poza tym sa nerwowi, czesto sie kloca miedzy soba.
Mimo, ze mam juz prawie 38 lat, nie rozumieja, ze dzieci kiedys
dorastaja i ida wlasna droga. Przeciez jakis czas temu wyjasnilismy
im, ze nie zamieszkamy z nimi, ze chcemy mieszkac sami i niby to
zrozumieli. Niestety, tak tylko mi sie wydawalo.

Pare dni temu chcielismy zrobic im przyjemnosc i na ich prosbe
zgodzilismy sie przyjechac na kilka dni, zeby mogli pobyc dluzej z
wnusiem. Pierwsze dwa dni sielanka, grille w ogrodku i wielokrotne
zachwalanie (przez nich) klimatu domu rodzinnego. Trzeciego dnia
wyjechalismy od nich na 2 godziny do lekarza ginekologa,gdyz
wczesniej wypadl nam pozytywnie test ciazowy i tylko w tym terminie
mogl nas przyjac umowiony lekarz. W czasie USG okazalo sie, ze
bedziemy miec ... BLIZNIAKI. To byla dla nas niespodziewana nowina,
ale bylismy oboje bardzo szczesliwi. Postanowilismy od razu
podzielic sie po powrocie nasza radoscia z rodzicami. Pokazalismy im
zdjecie z USG z dwoma malenkimi ludkami. Wybuchli wrecz niesamowita
radoscia, mieli lzy w oczach. Myslalam, ze sie ciesza na kolejne
wnuki, ale okazalo sie, ze cieszyli sie, bo mysleli, ze teraz juz
nas usidla i na pewno w piec osob nie zmiescimy sie w naszym
mieszkanku i bedziemy musieli zamieszkac u nich w domu.

Oczywiscie powiedzielismy, ze bedziemy mieszkac sami i nagle
wszystko sie zmienilo jak za dotknieciem rozdzki. Ojciec powiedzial,
ze na nic byly te grille i po co to wszystko bylo. I zaczely sie
pretensje. O wszystko. Jak to zle sobie zycie ulozylam, zlego faceta
sobie znalazlam, bo starszy ode mnie, jak to on mi zycie zmarnowal i
na pewno robi mi pranie mozgu. Bo przeciez oni nie tak mnie
wychowali. Kompletnie nie obchodzi ich, ze ja i moj maz bardzo sie
kochamy, jestesmy razem od wielu lat i nie wyobrazamy sobie zycia
bez siebie, mamy cudownego synka i dobrze nam razem, a teraz jeszcze
bedziemy miec dwa malenstwa.
Jestem w szoku, bo nigdy wczesniej tak otwarcie nie napadli na
mojego meza, a tym razem po prostu go obrazali.
On jest kulturalnym czlowiekiem, ale w koncu i jemu nerwy troche
puscily i doszlo do ostrej klotni. Powiedzielismy im, ze nie
pozwolimy sie obrazac, na co moja mama, z wyrazna zawiscia
powiedziala "no oczywiscie, dobraliscie sie jak w korcu maku,
agresja w duecie, nadajecie na tych samych falach". Przykre to
bardzo, bo zrozumialam, ze moim rodzicom w ogole nie zalezy na moim
szczesliwym zwiazku, najlepiej byloby, zeby maz mnie zostawil, a ja
musialabym przyjsc do nich po pomoc.

Podczas klotni oni nie potrafia spokojnie rozmawiac, tylko sie
wydzieraja. Prosilam, by nie krzyczeli, bo slucha tego nasz synek,
ponadto zaczelo mnie z tych nerwow bolec w dole brzucha, na co
uslyszalam od matki "przeciez ciaza to nie choroba"... Brak slow. A
niby tak sie ucieszyli na wiesc o ciazy...
Padaly jeszcze slowa, jak to juz nie mam rodzicow, ze moj ojciec
sobie zycie odbierze, a matka dostanie zawalu, ze kiedys jeszcze
przyjde do nich po prosbie.
Wyjezdzalismy stamtad w ogromnym szoku, ja cala we lzach. Matka
jeszcze rzucila mi list, w ktorym napisala, jaka to jestem wyrodna
corka.
Czytalam troche "Toksycznych Rodzicow" S. Forward i dlatego mysle,
ze oni wlasnie tacy sa. Boli mnie to bardzo, a jednoczesnie mam
jakies poczucie winy, ze oni maja tylko mnie, beda coraz starsi i co
wtedy??? Z drugiej strony wiem, ze nigdy ich nie zadowole, co bym
nie zrobila i tak bedzie zle.
A nie chce narazac mojej najblizszej rodziny, meza, synka, nie moge
sie teraz przeciez denerwowac.
Co zrobic z takimi rodzicami? Czy dac sobie chwilowo spokoj i nie
kontaktowac sie? Tak chce zrobic, bo gdyby obrazili tylko mnie, to
jeszcze pol biedy, ale oni potraktowali mojego meza w bardzo chamski
sposob i nie moge i nie chce tego zaakceptowac, dopoki go nie
przeprosza.
Obserwuj wątek
    • hangaroa Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 09:50
      Dopiero zobaczylam, jak sie rozpisalam, przepraszam...
      Ale moze ktos z Was potrafil sobie z toksycznymi rodzicami poradzic,
      bede wdzieczna za wszystkie rady.
      • agusia-g Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 10:06
        Moim zdaniem na pewno na jakiś czas musisz się odciąć od tego wszystkiego. Czy
        przeproszą nie wiem -raczej wątpię. Oni swojej winy raczej nie widza. Masz
        wspaniałego męża , macie upragnione dziecko, a teraz będziecie mieć jeszcze
        dwójkę. To jest najważniejsze to jest w tej chwili twoja najbliższa rodzina. Nie
        jesteś już ich małą córeczką , która kierują. Może to egoistyczne , ale ja bym
        żyła swoim życiem tym co daję mi radość i szczęście każdego dnia. Jak dla mnie
        nie ma wątpliwości dla mnie najważniejsza była by moja rodzina czyli mąż i dzieci.
      • perilla Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 10:54
        Daj sobie z rodzicami spokój na dłużej.

        Owszem kiedyś pewnie będą potrzebowali opieki i ty im ją jakoś zorganizujesz, ale to nie jest powód aby dawać się im poniżać przez wszystkie poprzedzające lata
    • kicia031 Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 10:13
      Przede wszystkim - GRATULACJE - ale dbaj o siebie, ciaze blizniacze
      bywaja bardziej ryzykowne niz pojedyncze, nie narazaj siebie i
      dzieci niepotrzbnymi stresami!

      Ja zerwalam kiedys kontakt z moja matka na 2 lata - nie przeprosila
      mnie potem, ale dotarlo do niej, ze moje zycie to moja sprawa, a ona
      moze wyrazic swoje zdanie, ale nie moze mi rozkazywac ani decydowac
      o moich sprawach.

      Czego i tobie zycze.
      • verdana Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 12:44
        Gratulacje i wyrazy współczucia jednoczesnie...
        Twoim rodzicom nie zalezy absolutnie na Tobie - zalezy im na dwoch
        rzeczach - na sprawowaniu wladzy i uzaleznionej od siebie, darmowej
        pomocy. Bo o to przeciez im chodzi - jak zamieszkacie u rodzicow, to
        postaraja się Was skłócic, a nastepnie pozostaniesz u nich z trójka
        dzieci - jak nie będziesz grzeczna, to gdzie sie podziejesz. gdyby
        tesknili i chcieli was miec przy sobie, to starli by się nie obrazać
        Twojego meża.
        Wyrzuty sumienia? Cóz, na to, aby dziecko zajęło się rodzicami na
        stareość tez trzeba sobie "zapracować". oczywiscie, ze nie mozna
        pozwolić niedołęznym rodzicom umrzec z glodu, ale w takim wypadk
        twoim obowiązkiem bedzie zapewnienie przyzwoitego Domu Opieki.
        • marzeka1 Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 14:21
          "Co zrobic z takimi rodzicami?"- nic, tzn. nie dyskutuj, nie tłumacz itp. Po
          prostu odetnij się, bo masz teraz własną rodzinę, która niebawem się powiększy
          (gratulacje). Verdana ma rację, rodzice chcą sprawować nad tobą władzę, usidlić
          cię, to nie ma wiele wspólnego z miłością. Myślę, że gdybyś oszalała i jednak do
          rodziców się wprowadziła, szybko skłóciliby cię z mężem,bo jego taktują jako
          tego, który zabrał jedyne dziecko.
          • magdalenka77 Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 16:09
            Może nie miałam tak skrajnej sytuacji, ale moi też - w skrócie -
            chcieliby mnie kontrolować i zapewnić sobie opiekę/rozrywkę na
            późniejsze lata.

            Można rozluźnić stosunki (zrobiłam tak już raz i było ok), ale z
            drugiej strony nie mogłabym tego zrobić własnym dzieciom.

            Mają 2 i 4 latka, dziadków uwielbiają i efekt jest taki, że minimum
            raz w tygodniu się widzimy. Dla mnie jest to wątpliwa rozrywka, bo i
            tak na dzieci muszę uważać (mój ojciec np. do łazienki z dziećmi nie
            pójdzie, a moj mama, jak coś przygotowuje do jedzenia, to nie zawsze
            pamięta, na co dzieci mają alergię, a poza tym oboje są przekonani o
            swojej nieomylności i nieasmowitym talencie do zajmowania się
            dziećmi) i do tego znosić czepianie się w imię troski o mnie i moją
            rodzinę.

            Czyli jak się odseparować, żeby dzieci na tym nie ucierpiały?
            Podpowiedzcie proszę?
            • perilla Re: magdalenka77 23.07.09, 13:09
              magdalenka77 napisała:

              > Może nie miałam tak skrajnej sytuacji, ale moi też - w skrócie -
              > chcieliby mnie kontrolować i zapewnić sobie opiekę/rozrywkę na
              > późniejsze lata.
              >
              > Można rozluźnić stosunki (zrobiłam tak już raz i było ok), ale z
              > drugiej strony nie mogłabym tego zrobić własnym dzieciom.
              >

              Dopuść do siebie myśl że twoje potrzeby są równie ważne jak potrzeby dzieci i zmniejsz częstość kontaktów do bardziej komfortowego dla ciebie poziomu, tak aby pomiędzy wizytami był czas na odchorowanie czepialstwa i cieszenie się życiem.
              Nic strasznego się nie stanie dzieciom jeśli będą widywały dziadków np. co 2 tygodnie. Później jak dzieci podrosną to będą mogły zostawać z nimi same
              Nie musisz uroczyście ogłaszać swojej decyzji ani tłumaczyć się z niej dzieciom czy rodzicom.

              Na marginesie dzieci uwielbiają różne rzeczy jak słodycze czy telewizję bez ograniczeń oraz miejsca i przedmioty niedostępne w domu.
    • one.alinka Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 22.07.09, 17:47
      ja mam podobna sytuacje, tyle ze z tesciami. niby wszystko jest ok
      przed ludzmi graja jaka to my nie jestesmy wspaniala rodzina a w
      domu tysiace zlotych rad jak powinnismy wychowywac synka po co
      kupilismy szafke do pokoju dlaczego synowa jest zmeczona po calym
      dniu z dzieckiem przeciez to najwspanialsze moc nosic malenstwo na
      rekach i tulic do piersi - tesciowa jest nadopiekuncza matka nie
      moze pogodzic sie tak jak twoi rodzice ze dzieci dorastaja i maja
      swoje zycie i rodziny nie daja nam oddychac. tez mieszkamy osobno i
      ja powiedzialam mezowi ze nie mam ochoty ich odwiedzac i maz rowniez
      niezbyt ochoczo rwie sie do kontaktu z rodzicami, tych ludzi nie da
      sie juz zmienic mimo ze duzo razy probowalismy im uswiadomic zeby
      nie wtracali sie w nie swoje sprawy - ale oni maja dosiwadczenie i
      chca pomoc :) dlatego wspolczuje Ci bo nie jest to takaa prosta
      sprawa uporac sie z takim problemem POZDRAWIAM
    • barbasia017 Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 23.07.09, 13:33
      Gratulacje! Dbaj o siebie,bo to najważniejsze.Toksyczni rodzice z reguły nie
      uświadamiają sobie jaką krzywdę robią dzieciom,nigdy nie przepraszają ani nie
      uznają racji dzieci.Zawsze czują się pokrzywdzeni i manipulują usiłując
      wzbudzić poczucie winy.Poprzedniczki dobrze radzą, od siebie mogę dodać iż mam
      takich teściów.Są teraz starszymi ludźmi i wierz mi ich rozżalenie sięgnęło
      zenitu,czują się niezwykle pokrzywdzeni,każde nasze "nie" jest odbierane jak
      zniewaga.Szantaż,wyzwiska,pomówienia aby tylko osiągnąć swoj cel,łzy i żale
      przeplatane pogróżkami.I co ciekawe to zawsze partner dziecka był najzacieklej
      atakowany,a gdy to nie przyniosło efektów to dopiero samo dziecko było posądzane
      tak jak u Ciebie,że jest pod złym wpływem współmałżonka.Wszyscy się od rodziców
      odsunęli,mimo bliskiego zamieszkiwania widujemy się tylko w święta [i to też nie
      zawsze].Dobrze napisała verdana,trzeba sobie niejako zapracować na to by się
      nami zajęto na starość,szacunku się nie kupi ani nie wymusi,miłości zresztą
      też,a toksyczni tak właśnie rozumują.
    • hangaroa Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 23.07.09, 15:19
      Dziekuje Wam za wszystkie odpowiedzi. Im wiecej o tym mysle, tym
      bardziej jestem pewna, ze chodzi im tylko o siebie. I de facto,
      rzucajac mojemu mezowi w twarz rozne kalumnie mysla naiwnie, ze
      powinnam stanac po ich stronie. I co, zostawic meza, przeprowadzic
      sie do nich i skazac sie na pieklo? Niedoczekanie.
      Musze chyba przyjac, ze co bym nie zrobila, i tak bedzie zle, wiec
      po co sie starac? Do tej pory jezdzilismy do nich naprawde czesto,
      bo co 2 tygodnie. Dzwonilam do mamy dwa razy w tygodniu, to mi
      ostatnio wykrzyczala, ze inne corki dzwonia do swoich matek
      codziennie. Sami widzicie... Wiec skoro i tak jestem ta wyrodna, to
      bede wykonywac plan minimum. Wizyty nie za czeste, i to U NAS w
      mieszkaniu, a nie u nich w domu. Choc i tak teraz spodziewam sie
      kilku miesiecy braku kontaktu, bo przeciez sa ciezko obrazeni.
      Musze nauczyc sie walczyc z tym poczuciem winy, ze jako jedynaczka
      mam obowiazek zajac sie nimi na starosc. Rok temu powiedzielismy im,
      ze chcemy sie przeprowadzic w strony rodzinne meza i tam zbudowac
      dom, a oni mogliby zamieszkac stosunkowo niedaleko nas (oczywiscie
      oddzielnie). Chodzilo mi o to, zeby na starosc moc sie nimi lepiej
      zaopiekowac. Oczywiscie, obraza byla straszna, bo jak to, oni sie ze
      swojego domu nie rusza. I to my mamy naginac swoje zycie, zeby im
      bylo dobrze.
      A najgorzej wkurzaja mnie teksty mojej mamy, jaka to ona jest
      wspaniala matka (cyt. "takich matek jak ja juz nie ma"), jak to mi
      wszystko poswiecila, no po prostu wzor. A ja oczywiscie doceniam jej
      wysilek wlozony w wychowanie mnie, ale jak ktos napisal dzieci sie
      na swiat nie pchaja, wiec jak sie urodza to psim obowiazkiem
      rodzicow jest dbac o nie. Moj ojciec potrafi mi teraz wypominac, jak
      20 lat temu podwozil mnie samochodem do stacji kolejowej, zebym nie
      szla pieszo. I ze kupil mi komputer. Massakra.
      Dziekuje Wam tez za gratulacje - czuje sie lepiej, spokojna
      atmosfera i bliskosc najukochanszych mi osob (meza i synka) dzialaja
      cuda!
      • verdana Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 23.07.09, 15:44
        A inne matki - nie toksyczne - jak chca pogadac z corką, to same
        dzwonią. Nawet juz nie dostrzegasz jak bardzo Twoi rodzice starają
        się toba pomiatać...
        Masz jedynie obowiązek alimentacyjny wobec rodziców - nic ponadto.
        Fakt, ze jesteś jedynaczka "obciąża" Twoich rodzicow, nie Ciebie.
        Matka niczego dla dziecka nie poświeca 9pomijam przypadki choroby),
        ponieważ dziecko jest tym, co sama chciala mieć, jej wyborem. Jesli
        się poswieca - to robi to w gruncie rzeczy albo dlatego, że chce,
        albo dlatego, ze była zbyt glupai, aby zrozumiec,z e dziecko to nie
        jest zabawka, tylko ktoś, wobec kogo ma się obowiązki. Mozesz
        spokojnie przestac doceniac wysiłek, wlozony w wychowanie Ciebie, bo
        tego wysilku chciala Twoja mama, nie Ty. Owszem, czasaem nalezy
        doceniać rodzicow - jesli jako dorastajacy nastolatek swiadomie
        sprawialo się kłopoty, jesli pomagali znacznie ponad normę itd.
    • barbasia017 Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 23.07.09, 17:30
      Być może się mylę,jednak Twoi rodzice boją się iż na starość zostaną
      sami.Mieszkam na wsi gdzie starsi ludzie niesamowicie potępiają oddanie rodzica
      do domu spokojnej starości.Po oglądnięciu programów o tym jak się traktuje osoby
      niedołężne[raptem kilka prywatnych domow opieki i to prowadzone dziko] był to
      temat nr 1 wśród starszych osób.Same się wręcz nakręcały,w tym i moi
      teściowie,wszyscy rysowali czarne scenariusze.Wiadomo,że każdy wolałby opiekować
      się pogodnym staruszkiem,a nie zgorzkniałym,wiecznie niezadowolonym
      człowiekiem,od którego usłyszało się tyle "prawd" i dużo gorzkich słów po
      wyzwiska.Teraz jeszcze sobie radzą,ale na samą myśl o spędzeniu paru minut z
      takimi rodzicami mąż nawet myśleć nie chce i paradoksalnie pojawia się myśl o
      domu spokojnej starości.
      • hangaroa Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 23.07.09, 18:38
        Nie myslalam o oddaniu rodzicow do domu opieki. Niedawno skonczyli
        60 lat i na szczescie na razie sobie radza sami. Nasz plan zakladal,
        ze sprzedajemy mieszkanie i przeprowadzamy sie w rodzinne strony
        meza, by tam zbudowac dom dla nas i naszych dzieci. Chcielismy, zeby
        rodzice sprzedali swoj dom i kupili jakis inny stosunkowo niedaleko
        nas, bysmy mogli ich odwiedzac, ale jednoczesnie mieszkac
        oddzielnie. Mamy tam dzialke, wiec chcielibysmy, by nasze dzieci
        mialy choc kawalek ogrodka i niewielki domek, bo teraz mieszkamy w
        niezbyt duzym mieszkaniu na 3 pietrze, bez windy.
        Plan dodatkowy zakladal, ze jak rodzice beda duzo starsi i beda
        wymagac ciaglej opieki, to wtedy zamieszkaja z nami w naszym domu.
        Ale tego nie chcielismy im mowic, bo moja mama natychmiast zapadlaby
        na tysiac chorob, zebysmy tylko nie zamieszkali sami... Niestety oni
        powiedzieli, ze nigdy sie ze swojego domu nie wyprowadza. Rozumiem
        ich przywiazanie, jest przeciez powiedzenie, ze starych drzew sie
        nie przesadza. Ale jesli my sie przeprowadzimy 300 km od nich,
        widywac sie bedziemy duzo rzadziej. Stad byla nasza propozycja,
        naprawde z dobrego serca.
        Jednak po ostatnich wydarzeniach i ich ataku na mojego meza,
        szczerze nie wyobrazam sobie, jak kiedykolwiek moglibysmy zamieszkac
        z nimi razem bez zrobienia sobie rodzinnego piekla.
        Wyglada na to, ze dla moich rodzicow wybor jest jeden - albo oni i
        ja mieszkajaca z dziecmi u nich w domu albo moj maz.
        Wybiore meza i swoja rodzine - bede ta wyrodna, co to rodzicow sie
        wyrzekla.
        Wybiore rodzicow - zniszcze swoje malzenstwo i do konca zycia bede
        nieszczesliwa... Naprawde, nie jest to wszystko latwe. Czasem
        zaluje, ze tak bardzo sie tym wszystkim przejmuje. Gdybym byla tak
        wyrodna, jak opisuje mnie moja mama, machnelabym na nich reka. Ale
        jakos nie moge...
        • verdana Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 23.07.09, 20:38
          Dlaczego czujesz, ze bedziesz wyrodna, jesli nie przeniesiesz się do
          rodzicow? Nie wpada Ci do glowy, ze przed wszystkim masz obowiązki
          wobec dzieci i wobec męża. A jesli dzieci będa stosunkowo male -
          wyprowadzenie się z domu jest krzywda dla nich. Nie masz żadnego
          obowiązku uszczęśliwiania rodziców, w dodatku takich, ktorzy z
          przyjemnością skrzywdzili by Twoje dzieci rozbijając małżenstwo -
          tylko dla wlasnego dobra. Pomysl o tym, ze Twoi rodzice, jesli to
          oni "zwyciężą" skrzywdza nie tylko Ciebie - skrzywdza tez Twoje
          dzieci. A na to po prostu nie mozesz pozwolić.
          przestań zastanawiac się, co rodzice i obcy ludzie o Tobie pomyslą.
          Choćby dlatego, ze jesli nawet zdecydujesz sie, ze dzieci będa
          wychowywane bez matki, a mąż zoastanie na cale lata porzucony, to i
          tak będziesz wyrodna. Bo zniszczylas rodzicom wiele pieknych lat
          życia, wiążąc się z byle kim. Bo chcesz odwiedzić dzieci, kiedy oni
          xle sie czują. Bo się nie rozwiodlas i teraz ta swolocz, Twój mąż
          odziedziczy ich krwawicę i wyda na dziwki.
          Opanuj sie, dziewczyno.
    • bas-122 Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 24.07.09, 19:24
      Również gratuluję.
      Wiesz doskonale, że Twoi rodzice są jacy są, obojętnie, czy określić ich jako
      toksycznych, czy też zaborczych, czy też jeszcze inaczej.Choć wiesz czego się
      możesz po nich spodziewać, liczysz, ze się nagle zmienią. To błąd. Musisz
      przyjąć do wiadomości, że nie zmienią się nigdy. Choćby nie wiem co. Taki mają
      charakter, taka jest ich psychika, takie są ich wewnętrzne potrzeby. Nigdy, ale
      to nigdy nie oczekuj z ich strony innego podejścia. Sama przekonałaś się, że
      nawet wspólny grill może skończyć się dla Ciebie i Twojego męża koszmarnie. A
      dla Twoich rodziców...wspaniale. Tak, właśnie wspaniale. Bo ta awantura była im
      potrzebna, chociażby po to by mogli narzekać, wzbudzić w Tobie wyrzuty sumienia,
      sprawić Ci przykrość. " chcielismy zrobic im przyjemnosc i na ich prosbe
      zgodzilismy sie przyjechac na kilka dni"- no i zrobiliście im przyjemność.
      Dosłownie.
      Czytałaś "Toksycznych Rodzicow" S. Forward ,ale chyba rzeczywiście tylko
      "trochę". Gdybyś czytała tę książkę uważnie, nie obiecywałabyś spędzić u
      rodziców kilku dni.
      Co powinnaś zrobić?
      Przede wszystkim przyjąć do wiadomości, że rodzice są jacy są i nie zmienisz
      ich. Powinnaś także wyzbyć się wszelkich wyrzutów sumienia. Nie jesteś wyrodną
      córką. Nie masz obowiązku odwdzięczać się za to, że rodzice kupili Ci komputer
      czy coś innego. Jeśli masz z tym problem, kup komuś komputer, albo podaruj komuś
      swój kiedy będziesz kupowała nowszy. W ten sposób spłacisz dług. Naucz się, że
      telefon, to urządzenie, które działa w dwie strony. A to oznacza, że nie masz
      obowiązku do nich dzwonić co tydzień. Gdyby się coś złego działo-powiadomiliby
      Cię niezwłocznie. Kolejna sprawa, w momencie kiedy zaczynają te swoje
      "gierki"-ucinaj sprawę, wychodź. Jesteś dorosła i masz prawo wyjść w każdej
      chwili. Masz prawo powiedzieć: "nie będę na ten temat rozmawiała. Idę. Pa." Masz
      prawo nie tłumaczyć im się z własnych decyzji. "Z drugiej strony wiem, ze nigdy
      ich nie zadowole"-ależ Ty nie musisz ich zadowalać. Nie musisz! Nie masz takiego
      obowiązku! Rozumiesz???
      I jeszcze jedno, jesteś córką swoich rodziców. Pilnie obserwuj siebie i swój
      sposób myślenia. Czy aby z wiekiem nie stajesz się do nich podobna? Piszesz "oni
      maja tylko mnie, beda coraz starsi i co wtedy???", wspominasz o planowanej
      przeprowadzce waszej i ich...Chcesz im urządzać życie? Chcesz im mówić gdzie
      mają mieszkać? Gdy przyjdzie starość i niedołężność, wtedy będziesz się martwiła.

      "Czy dac sobie chwilowo spokoj i nie kontaktowac sie? " Oczywiście, że dać sobie
      spokój. I to nie tylko dlatego, że obrazili Twojego męża, ale przede wszystkim
      Ciebie. Nie kontaktować się, bo po co. Masz czarno na białym list matki. Po co
      im zainteresowanie "wyrodnej" córki. A kiedy oni zadzwonią nie tłumacz się, bo
      niby z czego?
      Odpoczywaj, myśl o dzieciach, miej dobry humor. Bądź silna.
      • hangaroa Bas-122 25.07.09, 10:21
        Dziekuje za Twoja opinie. Jest bardzo trafna. Ja faktycznie nie
        zmienie moich rodzicow i juz nie bede nawet probowac. Dam sobie
        teraz czas na uporzadkowanie mysli i ostateczne pozbycie sie
        wyrzutow sumienia. Bo ja wyboru dokonalam juz dawno: kocham mojego
        meza i chce razem z Nim tworzyc szczesliwy dom dla naszych dzieci. A
        jak moi rodzice beda kiedys potrzebowac pomocy, nie odwroce sie od
        nich, ale postaram sie tak im pomagac, by byc w zgodzie sama ze soba.

        Dziekuje Wam wszystkim za wsparcie i cieple slowa!
        • bas-122 :) 25.07.09, 10:41
          I tak właśnie trzymaj. Zawsze pamiętaj, że jesteś wartościową kobietą. Świat zaś
          urządzony jest w ten sposób, że rodzice wychowują dzieci, a później te dzieci
          mają obowiązek, wręcz muszą opuścić "gniazdo", zacząć własne życie.
          Jedyna rzecz o której musisz pamiętać, to to by unikać powielania błędów
          rodziców.Twoi rodzice mieli swój czas na własny rozwój, radość, troski, sami
          ułożyli sobie życie. Sami decydują jakie to ich życie jest. Oni. Nie Ty. Ty
          teraz decydujesz i układasz życie własnej rodziny. Twój wybór czy będziesz
          rozgoryczona przeszłością, czy odpuścisz i będziesz patrzeć do przodu. Życzę
          powodzenia.
        • bas-122 Re: Bas-122 25.07.09, 10:51
          "Wyrzuty sumienia"? Błąd w myśleniu. Haczyk, na którym trzymają Cię
          rodzice.Odetnij to!
          Kradniesz? Bijesz rodziców? Zabraniasz im jeść? Przecież życzysz im dobrze.
          Starałaś się i nadal się staraj w granicach zdrowego rozsądku.Jesteś ich córką,
          ale nie niewolnicą. Nie daj się omamić. Nie myl pojęć.
          A że rodzice myśleli, że wychowali SOBIE córkę...To ich, a nie Twój błąd. Dzieci
          przecież wychowuje się dla świata, a nie dla siebie.
    • hangaroa Kontakt po 2 tygodniach 31.07.09, 21:21
      Przez 2 tygodnie byl spokoj, zero kontaktu z rodzicami, dzis
      zadzwonila mama i bardzo grzecznie zapytala, czy bedzie mogla na
      chwile jutro przyjechac, bo w ogrodku dojrzalo mnostwo owocow i nie
      chca, zeby sie zmarnowaly. Pytala, jak sie czuje, jak sie czuje
      wnusio. Wyczulam, ze chyba zdala sobie sprawe, ze wtedy mocno
      przegieli i teraz pewnie beda probowac naprawiac nasze stosunki.
      Nie wiem, czy dobrze zrobilam, ale powiedzialam, ze jesli chce, to
      moze przyjechac, ja jej wstepu do mojego domu nie bronie. Maz
      najpierw chcial wyjsc na czas wizyty, ale potem stwierdzil, ze samej
      mnie nie zostawi.

      Sporo o tym wszystkim myslalam, poczytalam troche fachowej
      literatury, ale tez przede wszystkim dzieki Waszym wypowiedziom
      nabralam dystansu i staram sie zyc inaczej, myslec przede wszystkim
      o najblizszej rodzinie, mezu, synku i maluchach w brzuszku.
      Zaakceptowalam fakt, ze moi rodzice sie nie zmienia, to JA mam byc
      inna, niezalezna od nich, przekonana o wlasnej wartosci.
      Ale nie chce calkiem sie od nich odcinac, jak beda chcieli to moga
      czasem przyjechac zobaczyc wnuka, my do nich juz sie na pewno nie
      wybierzemy po tym wszystkim. Jak myslicie, dobrze robie?
      • marzeka1 Re: Kontakt po 2 tygodniach 31.07.09, 21:44
        "Zaakceptowalam fakt, ze moi rodzice sie nie zmienia, to JA mam byc
        inna, niezalezna od nich, przekonana o wlasnej wartosci. "- dobrze i mądrze :)
        tak trzymać. Nikt ci przecież kontaktu z rodzicami zrywać nie każe, dobrze
        tylko, byś na te spotkania spojrzała inaczej.Ty swoją rodzinę, tę najbliższą
        teraz, już masz, prawda?
      • bas-122 Re: Kontakt po 2 tygodniach 31.07.09, 22:48
        Uważaj na te "dary" od rodziców.I to dla ich dobra. Mogą pomyśleć,
        że w ten sposób znów Cię uzależnią , przywiążą nimi do siebie,
        zobowiążą do czegoś.Za jakiś czas mogą przecież powiedzieć: "My Ci
        tyle daliśmy, a Ty nie chcesz..." I znów będziesz miała wyrzuty
        sumienia. Powinnaś się zrewanżować czymś. Jeśli będzie tego dużo, to
        możesz im przekazać część przetworów, które z tych owoców
        zrobisz.Staraj się rzadko coś od nich brać. Takie jest moje zdanie.
        Tak postępuję wobec mojej Mamy, która często mówi: "Ty ode mnie
        niczego nie chcesz". A ja Jej odpowiadam: Ano, wszystko co mi do
        szczęścia potrzebne już mam". I Ona wtedy wie, że nie mamnie co
        uszczęśliwiać po "swojemu".
      • bas-122 Re: Kontakt po 2 tygodniach 31.07.09, 22:55
        I pamiętaj, jesteś dorosłą, niezależną osobą. Nie tłumasz się. Jeśli
        mama nawiąże do drastycznej sytuacji-wysłuchaj. Zawsze możesz
        powiedzieć "Przemyślę to co mama mówi" i zmienić temat.
      • martuska-5 Re: Kontakt po 2 tygodniach 06.08.09, 12:04
        Rodzina z jednym dzieckiem przez psychologów uważana jest za patologię. Typowy
        trójkąt wygląda tak, że więź między małżonkami jest bardzo luźna, właściwie
        małżeństwo funkcjonuje głównie dzięki dziecku, na którym skupia się cała uwaga
        rodziców.Dziecko jest buforem wszystkich napięć między małżonkami. Jedynak
        uwiązany na smyczy zwanej "poczucie winy i odpowiedzialności", staje na głowie
        aby zadowolić rodziców, jednocześnie często rezygnując z własnych potrzeb. W ten
        sposób kręci się to błędne koło, często kręci się dość długo, tak jak w Twoim
        przypadku, dopóki nie stanie się coś, co mogłoby je przerwać tj. przejście na
        emeryturę rodziców (wzbudza to w nich duży lek i poczucie bycia niepotrzebnym)
        oraz wyprowadzenie się jedynego dziecka z domu. O ile do tej pory ich małżeństwo
        opierało się na dziecku, o tyle teraz muszą nauczyć się żyć we dwoje, co nie
        jest dla nich łatwe. Dlatego tak bronią tego trójkątka, który funkcjonował przez
        lata.
        To jest bardzo toksyczne. Twoi rodzice są niedojrzali emocjonalnie, ale to ich
        problem. Już wystarczająco wiele lat poświęciłaś próbom zadowolenia i
        uszczęśliwienia ich. Skutki będziesz odczuwała prawdopodobnie do końca życia.
        Jedynaczce trudno pozbyc się poczucia winy, bo w ten sposób byłaś wychowywana
        przez lata.
        Pamiętaj, ze jeśli nie przetniesz tego błędnego koła, w pewnym momencie Twoje
        małżeństwo może znaleźć się w kryzysie. Pomyśl też o swoim dziecku, które na to
        wszystko patrzy. Uważaj, żebyś nie zafundowała mu tego samego, co przeżyłaś sama.

        Przed Tobą dużo pracy, pracy nad sobą, swoim poczuciem winy i odpowiedzialności
        za rodziców. Czasem będzie Ci się wydawało, ze rodzice wreszcie zaczynają coś
        rozumieć, a potem znowu kolejna awantura i emocjonalne szantaże. Naprawdę masz
        przed sobą ogromne wyzwanie. W chwilach zwątpienia powtarzaj sobie, ze
        najważniejsza jest Twoja nowa rodzina i walka toczy się o jej szczęście.

        Jeszcze raz powtórzę myśl z początku postu. Zachowanie Twoich rodziców jest
        bardzo toksyczne i bardzo Ciebie niszczy. Nie może tak być. Twoi rodzice muszą
        zrozumieć, że nie mogą wchodzić z butami w Twoje życie i muszą zaakceptować
        fakt, ze jesteś już dorosłą kobietą. Co więcej, fakt, że jesteś niezależna
        powinien napawać ich dumą. Rodzice wychowują dziecko nie dla siebie ale dla świata.
        Umacniaj swoje małżeństwo, spraw aby stało się skałą, było nierozerwalne.
        Nie wchodź z rodzicami w dyskusje, nie pozwalaj się wyprowadzić z równowagi.
        Skoncentruj się na mężu i dzieciach. To za nich jesteś teraz odpowiedzialna i to
        jest Twoje największe wyzwanie. Nikt nie ma prawa zakłócać Waszego rodzinnego
        szczęścia.

        A o rodziców sie nie martw. Układaj z mężem życie tam, gdzie uważacie to za
        stosowne i tam gdzie będziecie szczęśliwi. Jak przyjdzie ten moment, kiedy
        rodzice będą potrzebowali Twojej pomocy, to będą musieli się do Ciebie dostosować. .
        Twoim rodzice odnieśli ogromny życiowy sukces. Wychowali mądrą i samodzielna
        kobietą a do tego na starość nie będą sami, bo doczekali się wnuków. Kiedyś będą
        musieli to zrozumieć i moim zdaniem kiedyś wreszcie nadejdzie ten czas. A Ty żyj
        swoim życiem i dbaj o siebie.

        Pozdrawiam Cię ciepło,
        Marta

        P.S. bardzo dużą pomocą w rozwiązaniu problemu z rodzicami będzie Twój mąż.
        Możesz omawiać z nim konkretne sytuacje i zastanawiać się wspólnie nad właściwą
        reakcją. On utwierdzi Cię w przekonaniu, żenie powinnaś mieć wyrzutów sumienia.
        Więcej, będzie musiał Ci w tym utwierdzać praktycznie po każdym kontakcie z
        Twoimi rodzicami.

        P.P.S. przepraszam, że tak sie rozpisałam.
        • martuska-5 Re: Kontakt po 2 tygodniach 06.08.09, 12:29
          Aha, jeszcze jedno
          Nie jesteś wyrodną córką, tylko mądrą żoną i mamą. Tak trzymaj!
        • hangaroa Re: Kontakt po 2 tygodniach 07.08.09, 12:17
          Martuska, bardzo dziekuje. Trafnie to wszystko ujelas.
          W mezu mam naprawde duze wsparcie, jest kochanym czlowiekiem i
          jestem z nim bardzo szczesliwa. Czesto mam wrazenie, ze moja mama
          wolalaby, zebym byla z jakims draniem, ktory by bil i pil, a ona
          wtedy moglaby mnie pocieszac. A tak co, "nadajecie na wspolnych
          falach", zgroza.
          W ubiegla sobote rodzice przyjechali z warzywami z ogrodka, tata nie
          chcial wejsc do mieszkania, czekal w aucie, mama przyszla,
          powiedziala mezowi dzien dobry i nic wiecej. Udawala, jakby nic sie
          nie stalo. Zadnego przepraszam, nic. Rozmawiala tylko z wnukiem i
          troche ze mna. Odprowadzilam ja z synkiem do auta i wtedy mialam
          okazje przez chwile porozmawiac z rodzicami. Tak jak sie
          spodziewalam, nic z tego co sie stalo nie zrozumieli. No bo przeciez
          nic takiego mezowi nie powiedzieli, oni maja racje, a ja corka - coz
          nie tak mnie wychowali, maz mnie przekabacil. Moja mama tylko za
          jedna rzecz przeprosila, za to, ze jak wtedy tak bardzo bolal mnie z
          nerwow brzuch, to powiedziala, ze "ciaza to nie choroba". I tyle.
          Zadnych refleksji, zadnej proby zalagodzenia. Oczekuja natomiast, ze
          teraz to ja przyjade do nich w odwiedziny. Powiedzialam, ze sie nie
          wybierzemy do nich do domu, dopoki nie przeprosza mojego meza. Na to
          moj tata, ze w takim razie trudno. Powtorzylam, ze jesli zechca
          zobaczyc wnuka, to w kazdej chwili moga do nas przyjechac. Ale
          podejrzewam, ze ostatnia wizyta odfajkowali program obowiazkowy,
          przywiezli warzywa, czyli okazali mi tyyyyle serca, a ja
          niewdzieczna tak sie zachowuje... Oczywiscie odjechali we lzach
          machajac mi przez okno, jakby swiat sie konczyl.
          Nie odezwalam sie od tej pory do mamy, szczerze mowiac, troche nie
          wiem, co robic. Czekac na kolejny kontakt z ich strony i w ten
          sposob kontynuowac proces odrywania sie od nich? Maz jest tego
          zdania, twierdzi, ze za 2 tygodnie mam urodziny, wiec na pewno to
          oni sie odezwa. Czy moze skontaktowac sie z nimi? Jedna czesc mnie
          mowi, ze mam byc twarda, ale ta druga czesc wciaz walczy...
          Doradzcie, prosze.
          Swoja droga, musze przeczytac "Szantaz emocjonalny" S. Forward,
          tylko musze to gdzies upolowac. Wydaje mi sie, ze to bedzie ksiazka
          akurat dla mnie.
          Martuska, tez bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i jeszcze raz
          dziekuje za cieple slowa pod moim adresem!
          • marzeka1 Re: Kontakt po 2 tygodniach 07.08.09, 12:26
            Masz fajnego, mądrego męża. Posłuchaj jego rady.

            "Czy moze skontaktowac sie z nimi? Jedna czesc mnie
            > mowi, ze mam byc twarda, ale ta druga czesc wciaz walczy... "- walcz, bo
            walczysz o własną niezależność, a najbliższą dla ciebie teraz rodziną są mąż i
            dziecko (-ci). A wiesz dlaczego warto być tu twardą? Bo rodzice chcą skłócić cię
            z mężem, jak sama zauważyłaś: matka chyba wolałaby, abys źle trafiła w
            małżeństwie, a wtedy oni mogliby się wtrącać do woli, no "bo przeciez tak cię
            kochają". Odpuśc sobie.
          • martuska-5 Re: Kontakt po 2 tygodniach 07.08.09, 15:49
            Jest nikła szansa na to, ze rodzice przeproszą Twojego męża. Obawiam się, że nie
            możesz tego od nich wymagać. Na tym etapie, na którym teraz się znajdują jest to
            dla nich niemal niewykonalne.
            Uważam, że rozsądnym rozwiązaniem jest postawienie sprawy w ten sposób, że Twoi
            rodzice muszą zaakceptować Twoje życiowe wybory, czyli męża i dzieci. Powiedz im
            jasno, że nie akceptujesz ich zachowania i nie życzysz sobie, aby ... (wymień
            dokładnie, czego sobie nie życzysz) ustal z rodzicami zasady, na jakich
            będziecie funkcjonować. Powiedz im, że bardzo ich kochasz, i że są bardzo ważni
            w Twoim życiu, ale najważniejszy jest mąż i dzieci i nic tego nie zmieni.
            Powtarzaj im to do znudzenia. W końcu nauczą się akceptować Twoje wybory i
            Twojego męża. Ale to nie stanie się z dnia na dzień. Przed Tobą trudna walka.
            Pamiętaj, żelazna konsekwencja i trzymanie się zasad. Jeśli zasady ustalisz
            razem z rodzicami, to nie będą mogli ich podważyć, będą musieli się ich trzymać.
            Nie wchodź w dyskusje prowadzące donikąd, nie daj się wciągać w emocjonalny
            szantaż. Pokaż im, że nic w ten sposób nie ugrają. Ale moim zdaniem oczekiwanie
            przeprosin z ich strony to zbyt wysoka poprzeczka.
            Umów się z nimi w neutralnym miejscu i ustal zasady.
            Chyba zaczynam się powtarzać.:-)
            Życzę powodzenia. Przed Tobą trudna walka, ale jeśli będziesz konsekwentna, w
            końcu odetchniesz z ulgą a relacje z rodzicami będą przynosiły Ci satysfakcję a
            nie ból i poczucie winy.

            Pamiętaj, Twoje małżeństwo musi być skałą. Umacniaj je. Za każdym razem, kiedy
            będziesz miała wątpliwości (odnośnie rodziców) pomyśl, że jesteś odpowiedzialna
            za swoją nową rodzinę i musisz być twarda. Rodzice sami z siebie się nie zmienią
            a im będą starsi tym trudniej będzie uzyskać u nich jakąkolwiek zmianę.
    • laura_anna Re: Toksyczni rodzice, co zrobic... 07.08.09, 19:23
      Podpisuję się obeima rękami pod każdym postem, który mówi, że musisz odciąć
      pępowinę.... Przeszłam przez to. Byłam z 3 dzieckiem w ciąży. Przestałam
      dzwonić. Odbierałam telefony, ale gdy tylko rozmowa schodziła na moje życie
      prywatne przerywałam ją mówiąc, że jestem w ciąży i nie mogę się denerwować.
      Dzwoniłyżmy z mamą do siebie z okazji imienin i urodzin. Minęły 3 lata. Już jej
      się nie zdarza skometować niczego w niewłaściwy sposób. A ja? Ponazywałam pewne
      rzeczy po imieniu ... żyje mi się lżej... dużo lżej. Chcesz - pisz na priva.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka