hangaroa
22.07.09, 09:49
Jakis czas temu opisywalam juz moje problemy z rodzicami, minelo
troche czasu i niestety znow sie odzywam. W skrocie: mam kochajacego
meza i 2-letniego synka, mieszkamy szczesliwie we wlasnym
mieszkaniu, a moich rodzicow odwiedzamy mniej wiecej co 2-3
tygodnie.
Jestem jedynaczka, malzenstwo moich rodzicow nie jest zbyt udane,
nie maja zadnych zainteresowan i tak naprawde chcieliby, abym
mieszkala z nimi, bo wtedy cos by sie dzialo.
Rodzice niedawno skonczyli 60 lat, wiec na razie swietnie radza
sobie sami. Zycia pod jednym dachem z moimi rodzicami sobie po
prostu nie wyobrazamy, bo wtracaja sie do wszystkiego i o wszystkim
chca wiedziec, poza tym sa nerwowi, czesto sie kloca miedzy soba.
Mimo, ze mam juz prawie 38 lat, nie rozumieja, ze dzieci kiedys
dorastaja i ida wlasna droga. Przeciez jakis czas temu wyjasnilismy
im, ze nie zamieszkamy z nimi, ze chcemy mieszkac sami i niby to
zrozumieli. Niestety, tak tylko mi sie wydawalo.
Pare dni temu chcielismy zrobic im przyjemnosc i na ich prosbe
zgodzilismy sie przyjechac na kilka dni, zeby mogli pobyc dluzej z
wnusiem. Pierwsze dwa dni sielanka, grille w ogrodku i wielokrotne
zachwalanie (przez nich) klimatu domu rodzinnego. Trzeciego dnia
wyjechalismy od nich na 2 godziny do lekarza ginekologa,gdyz
wczesniej wypadl nam pozytywnie test ciazowy i tylko w tym terminie
mogl nas przyjac umowiony lekarz. W czasie USG okazalo sie, ze
bedziemy miec ... BLIZNIAKI. To byla dla nas niespodziewana nowina,
ale bylismy oboje bardzo szczesliwi. Postanowilismy od razu
podzielic sie po powrocie nasza radoscia z rodzicami. Pokazalismy im
zdjecie z USG z dwoma malenkimi ludkami. Wybuchli wrecz niesamowita
radoscia, mieli lzy w oczach. Myslalam, ze sie ciesza na kolejne
wnuki, ale okazalo sie, ze cieszyli sie, bo mysleli, ze teraz juz
nas usidla i na pewno w piec osob nie zmiescimy sie w naszym
mieszkanku i bedziemy musieli zamieszkac u nich w domu.
Oczywiscie powiedzielismy, ze bedziemy mieszkac sami i nagle
wszystko sie zmienilo jak za dotknieciem rozdzki. Ojciec powiedzial,
ze na nic byly te grille i po co to wszystko bylo. I zaczely sie
pretensje. O wszystko. Jak to zle sobie zycie ulozylam, zlego faceta
sobie znalazlam, bo starszy ode mnie, jak to on mi zycie zmarnowal i
na pewno robi mi pranie mozgu. Bo przeciez oni nie tak mnie
wychowali. Kompletnie nie obchodzi ich, ze ja i moj maz bardzo sie
kochamy, jestesmy razem od wielu lat i nie wyobrazamy sobie zycia
bez siebie, mamy cudownego synka i dobrze nam razem, a teraz jeszcze
bedziemy miec dwa malenstwa.
Jestem w szoku, bo nigdy wczesniej tak otwarcie nie napadli na
mojego meza, a tym razem po prostu go obrazali.
On jest kulturalnym czlowiekiem, ale w koncu i jemu nerwy troche
puscily i doszlo do ostrej klotni. Powiedzielismy im, ze nie
pozwolimy sie obrazac, na co moja mama, z wyrazna zawiscia
powiedziala "no oczywiscie, dobraliscie sie jak w korcu maku,
agresja w duecie, nadajecie na tych samych falach". Przykre to
bardzo, bo zrozumialam, ze moim rodzicom w ogole nie zalezy na moim
szczesliwym zwiazku, najlepiej byloby, zeby maz mnie zostawil, a ja
musialabym przyjsc do nich po pomoc.
Podczas klotni oni nie potrafia spokojnie rozmawiac, tylko sie
wydzieraja. Prosilam, by nie krzyczeli, bo slucha tego nasz synek,
ponadto zaczelo mnie z tych nerwow bolec w dole brzucha, na co
uslyszalam od matki "przeciez ciaza to nie choroba"... Brak slow. A
niby tak sie ucieszyli na wiesc o ciazy...
Padaly jeszcze slowa, jak to juz nie mam rodzicow, ze moj ojciec
sobie zycie odbierze, a matka dostanie zawalu, ze kiedys jeszcze
przyjde do nich po prosbie.
Wyjezdzalismy stamtad w ogromnym szoku, ja cala we lzach. Matka
jeszcze rzucila mi list, w ktorym napisala, jaka to jestem wyrodna
corka.
Czytalam troche "Toksycznych Rodzicow" S. Forward i dlatego mysle,
ze oni wlasnie tacy sa. Boli mnie to bardzo, a jednoczesnie mam
jakies poczucie winy, ze oni maja tylko mnie, beda coraz starsi i co
wtedy??? Z drugiej strony wiem, ze nigdy ich nie zadowole, co bym
nie zrobila i tak bedzie zle.
A nie chce narazac mojej najblizszej rodziny, meza, synka, nie moge
sie teraz przeciez denerwowac.
Co zrobic z takimi rodzicami? Czy dac sobie chwilowo spokoj i nie
kontaktowac sie? Tak chce zrobic, bo gdyby obrazili tylko mnie, to
jeszcze pol biedy, ale oni potraktowali mojego meza w bardzo chamski
sposob i nie moge i nie chce tego zaakceptowac, dopoki go nie
przeprosza.