Gość: to_nie_tylkoPMS
IP: *.ilabs.pl
14.11.06, 14:49
Pracuje w miedzynarodowej organizacji i jestem jak mozna sie domyslic od spraw
Europy Wschodniej i Srodkowej. Niedawno zostalam imiennie zaproszona na pewno
konferencje, ktora moze byc dosyc wazna dla naszej organizacji. Niestety nie
moge na nia jechac, bo w tym czasie mam urlop i wykupione bilety na rodzinny
wyjazd zagraniczny, zupelnie w innym kierunku niz ta konferencja. Urlop
musialam zalatwiec duzo wczesniej niz bylo wiadomo o tej nieszczesnej
konferencji. Moja szefowa uznala, ze nie ma problemu i skoro ja nie moge
jechac to pojedzie na ta konferencje moja koleznaka z pracy. Kolezanka jak to
uslyszla to o malo nie zniosla jajka za szczescia, ze pojedzie, ze wreszcie ma
okazje zajac sie sprawami Europy Srodkowej, ktora do tej pory nalezaly w 98%
do mnie. Wkurza mnie, ze podchodzi do tego nie tak jakby jechala jako moj
sybstytut, ale jakby to byla jej zyciowa szansa. Nie sadze zeby chciala mnie
wykopac, bo dotychczasowa wspolpraca poza 1 zgrzytem byla dobra. Boje sie
jednak, ze do swojego zakresu obowiazkow, ktory jest niewieli doda sobie
stopniowo coraz wiecej zagadnien Europy Srodkowej i wtedy moja pozycja bedzie
zagrozona. Kilka lat pracowalam na to zeby dostawac imienne zaproszenia na
takie konferencje, a ona jedzie za mnie jakby to nie bylo "zamiast", ale jako
rowna mnie ekspertyza.
Dzieki, ze sie mozliwosc wypisania sie. Chetnie poczytam Wasze przemyslenia
na ten temat.