Gość: tomsliw
IP: *.173-65-87.adsl-dyn.isp.belgacom.be
22.05.07, 08:17
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,4150066.html
ak się dowiadujemy, orzeczenie decyzji unijnego Ombudsmana, czyli rzecznika
praw obywatelskich, które ma być wkrótce ogłoszone, jest miażdżące dla EPSO,
czyli instytucji odpowiedzialnej za rekrutację pracowników do unijnych
instytucji. Ombudsman stwierdza wprost, że EPSO dopuściła się "nieudolności
administracyjnej" i dyskryminowała językowo obywateli nowych państw. Na dwa
sposoby.
- Narzucając obowiązek, by w otwartych konkursach kandydaci zademonstrowali
wystarczającą znajomość jednego z 11 języków "starych" państw członkowskich, a
nie jakiegokolwiek z języków oficjalnych Unii [czyli także języków nowych
państw], EPSO złamała przepisy - stwierdził Nikiforos Diamandouros. Drugim
przejawem dyskryminacji była decyzja, by fragment egzaminów rekrutacyjnych
(organizowanych w nowych państwach UE od maja 2004 do września 2005)
przeprowadzać tylko po angielsku, francusku lub niemiecku. A podobne testy
robione w starych państwach członkowskich w tym samym czasie i na te same
stanowiska kandydaci mogli pisać w językach ojczystych.
Orzeczenie Nikiforosa Diamandourosa spowodowała skarga polskiej organizacji
pozarządowej Stowarzyszenia Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji
Publicznej (SAKSAP).
- Chcieliśmy zaprotestować przeciwko gorszemu traktowaniu obywateli nowych
państw. Wybraliśmy kilka przykładów konkursów i we wrześniu 2005 r. wysłaliśmy
pismo do rzecznika. Wiedzieliśmy, że już wcześniej przypatrywał się pracy EPSO
- opowiada Lech Marcinkowski z SAKSAP. - Mamy wielką satysfakcję. Udało się
nam zrobić coś, co posłuży nie tylko Polakom, ale wszystkim obywatelom nowych
państw. Bo skala dyskryminacji dotyczyła tysięcy osób z całego regionu -
podkreśla.
Nadzorującą pracę EPSO Komisja Europejska jest zaskoczona decyzją rzecznika. -
Wydawało nam się, że te konkursy nie mają charakteru dyskryminującego -
przyznał "Gazecie" Maximilian Strotmann, rzecznik komisarza Sima Kallasa
odpowiedzialnego za sprawy administracyjne. - Egzaminy teraz organizowane już
na pewno nie mają charakteru dyskryminującego - zapewnia Strotmann.
Sprawdziliśmy. Faktycznie, jeszcze w trakcie postępowania przed rzecznikiem
EPSO musiała się zorientować się, że zasady konkursów są nie do obrony. I po
cichu zmieniła reguły. Teraz - przykładowo - wszyscy obywatele Unii (a nie
tylko obywatele nowych państw) kluczowe części egzaminu piszą po angielsku,
francusku lub niemiecku. Przy czym np. Francuz musi pisać po angielsku lub
niemiecku.
EPSO zmieniła reguły, mimo że orzeczenia rzecznika teoretycznie nie są prawnie
wiążące. Mają jednak wystarczający ciężar polityczny, by unijne instytucje ich
nie ignorowały.
- Gdyby się okazało, że EPSO nie zmienia reguł, to rozważyłabym interwencję na
forum europarlamentu - powiedziała "Gazecie" europosłanka Grażyna Staniszewska
(LiD), która wspierała autorów skargi.
Zmiany zasad konkursów nastąpiły jednak późno. Jeszcze w połowie zeszłego roku
EPSO organizowała konkursy z nieuczciwymi regułami, w których startowały
tysiące Polaków. Tylko setkom udało się przejść przez sito. W kwietniu 2007 r.
w Komisji Europejskiej, największej instytucji pod względem liczby
zatrudnionych, pracowało raptem 703 Polaków. Mniej niż wynosi przysługujący
nam limit.
- Uczestnicy rozstrzygniętych konkursów mogą się teraz zwrócić do unijnego
sądu i zakwestionować ich wyniki. Być może jakiś ostateczny wynik unijnego
trybunału w tej sprawie jest potrzebny - zastanawia się Strotmann.
Marcinkowski jest jednak sceptyczny: - Ja nie wystąpiłbym do unijnego sądu.
Unieważnienie wyników egzaminów oznaczałoby paraliż wszystkich unijnych
instytucji, bo unieważnione zostałyby listy potencjalnych pracowników [po
zdanym egzaminie]. Nie wiem, czy sąd się na to zdecyduje - mówi Marcinkowski.
Rzecznik prowadzi kolejne postępowanie przeciwko EPSO, też w sprawie
egzaminów. - Być może trzeba będzie się tej instytucji bliżej przyjrzeć. Ale
taka decyzja jeszcze nie zapadła - zastrzega Marta Hirsh-Ziębińska, jedna z
prawniczek biura ombudsmana w Strasburgu.
Źródło: Gazeta Wyborcza