Dodaj do ulubionych

Córka Wałęsy pozwała wydawcę Zyzaka

    • tadjan Córka Wałęsy pozwała wydawcę Zyzaka 16.10.09, 18:53
      kobito daj sobie luz, że szmaciarzami z pis nikt nie wygra bo u nich
      białe nie jest białe, a czarne- czarne. To jest katolicka forpoczta
      antychrysta z Torunia i do wszystkiego zdolna. G.wna się nie
      rusza... bo będzie śmierdzieć.
    • nfajw a kto pozwie wydawców bubli prof UJ 16.10.09, 19:36
      Prof. UJ wydali bubel:

      DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO
      Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec .
      Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.
      Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski
      Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska
      Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka
      stron 242, oprawa twarda

      w którym 'historycy' nie zidentyfikowali nawet stanu wojennego
      i ten bubel jest literaturą obowiązkową dla przyszłych studentów UJ
      uczestniczących w konkursie wiedzy o UJ.
      Mimo że książka jest szkodliwa i obraża rozumne istoty do tej pory
      nie została wycofana.
      blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/
    • bydlo_prof_wb Miałki intelektualnie? 16.10.09, 19:46
      Wykluczone. Wystarczy poczytać sobie teksty zredagowane przez pana prezydenta
      osobiście i bez ingerencji niedouczonych redaktorów. Porywająca lektura w
      wydaniu rzadkiej klasy intelektualisty. Uderza też wręcz wybitna znajomość
      stylistyki, gramatyki i ortografii języka polskiego. Popieram pozew licząc na
      dogłębną analizę pisanych dokumentów źródłowych.
      • tw_wielgus Re: Miałki intelektualnie? 16.10.09, 21:19
        O tu masz rację ale... podejrzewam, że jako człowiek głęboko
        wierzący Wałęsa zasłuchał się w wspaniałe przepełnione filozoficzną
        treścią frazy ojca ciepłociąga. A te jego dowcipy.. no bajka po
        prostu.... rzec by się chciało przygoda intelektualna na całego.


        PS. Jak się wierci w kieszeniach emerytów? Pytam, a Ty jakoś
        unikasz tego tamatu.
        • bydlo_prof_wb Te dowcipy bledną przy... 16.10.09, 21:50
          Twoim intelekcie. A o "ciepłociąg" się nie martw tak bardzo. Ma się dużo lepiej
          niż Twoja gramatyka i ortografia razem wzięte... Szczęka Ci opadnie na czas. Jak
          zwykle zresztą...
    • zg13 kolejny bachor Bolka chce byc na afiszu 16.10.09, 20:56

      • jotemm Re: kolejny bachor Bolka chce byc na afiszu 16.10.09, 21:22
        Tak jak się pchał na afisz ten niedojda nad niedojdami jarosłwa kłamczyńska. W
        1990 roki jarosława kazał wszystkim głosować na bolka, bo jak nie, to zabierze
        im obywatelstwo. Ale dzieci neostrady tego nie pamiętają (bo ich wtedy nie było
        na świecie), emeryci wspomagający rydzyka też (sclerosis arteris).
        • nowo.mowa Re: kolejny bachor Bolka chce byc na afiszu 16.10.09, 21:29
          Ale ja to pamiętam, w odróżnieniu od Ciebie...chyba,że pamiętasz i... kłamiesz.
    • unamatita Pewnie tatuś kasiorę ograniczył i córeczka 16.10.09, 22:26
      próbuje cos na własną ręke skroić. Obrzydliwa rodzinka.
      u.
    • balsamlomzynski Trzech agentów wynurzyło się z Bugu we Włodawie 17.10.09, 07:10
      Wstrzymano natomiast wszystkie bieżące operacje CBA, zaczynając od
      tych najważniejszych. Narządy rodne agentów wyjęto z rozognionych
      korzyścią osobistą ciał osób prowokowanych; bagażniki furgonetek
      wypełniły się niewręczonymi korzyściami, które przez całą noc zwożono
      i deponowano w sejfach Banku Gospodarki Żywnościowej. W nocy z
      czwartku na piątek, w zamkniętym na głucho składzie celnym na
      Białostoczyźnie otworzyło się wieko skrzyni z oliwą z oliwek, w
      Rzeszowie z częściami zamiennymi do maszyn rolniczych i bawełną z
      Kazachstanu; trzech agentów wynurzyło się z Bugu we Włodawie i oddało
      się do dyspozycji tamtejszego, nigdy porządnie niezlustrowanego
      establishmentu; jeden patrol po prostu nie wysiadł w Poznaniu i
      pojechał do Berlina, gdzie przebywa do dzisiaj, utrzymując się z
      wymuszeń, prostytucji i drobnych kradzieży. Skruszeni ojcowie
      wrócili do swoich żon i dzieci i oddali się lekturze gazet; wiele
      mieszkań wypełniła woń zupy grzybowej i powideł ze śliwek gotowanych
      ze szczególną gorliwością przez skruszone żony. Ruszyły zahamowane
      procesy prywatyzacyjne, dostosowawcze i globalizacyjne, a znużona
      gospodarka ponownie wsparła się na wiedzy.

      Fragment blogu „Ostatnie 497 dni prezydenta”
      Więcej notek: balsamlomzynski.blox.pl/html

    • jacek230 Bardzo slysznie, pani Anno. Calym sercem jestem z 17.10.09, 09:12
      Pania i Pani Ojcem. Tek trzeba te sprawe zalatwic.
    • wiaderko.stefana A kim jest ten zyzek, żeby się na Wałęsę porywać? 17.10.09, 09:21
      nieznane toto, i chciało być sławne więc wybrało sobie człowieka, który
      zmienił historie i gryzie
    • swarozyc Bolek 1 17.10.09, 09:32
      Mała miejscowość w Sudetach Zachodnich. Szkoła zawodowa. Przewaga chłopców.
      Większość z tzw. trudnych rodzin. Częste rozróby. Opieka milicji. Kierownictwo
      szkoły ciągle wysłuchiwało skarg na wychowanków. Ta sprawa zbulwersowała
      opinię. Milicja przyłapała kilku młodzieniaszków na paskudnych uczynkach.
      Tworzyli gang młodocianych przestępców. Przewodził im najmłodszy z nich. Nic
      nie wskazywało, że to on jest wodzem. Nie był ani zdolny, ani sprytny, ani
      chytry, ani silny, ani mądry. Posiadał jednak niesamowity zmysł przywódczy.
      Nie mając żadnych osiągnięć, potrafił sobie podporządkować kolegów o wiele
      starszych, silniejszych, cwańszych.
      Z takich ludzi wyrastają albo wielcy trybuni ludowi, albo wielcy bandyci.
      Problemem dla takich jak oni są zazwyczaj pieniądze, szczególnie trudne do
      zdobycia w małych miejscowościach. Gang dowodzony przez małolata szybko
      poradził sobie z kłopotem.
      Wódz znalazł sposób na zdobywanie środków. Nocami chodzili na miejscowy
      cmentarz i grabili groby. Interesowało ich wszystko to, co da się sprzedać.
      Najcenniejsze były złote zęby, pierścionki i zegarki.
      Po co umarłym zęby? – tłumaczyli po zatrzymaniu.
      Hieny cmentarne – proceder znany od początku cywilizacji. Groby grabili nie
      tylko młodociani przestępcy z okresu realnego socjalizmu, ale tylko w realnym
      socjaliźmie można było wykorzystać w taki sposób fakt ujawnienia grupy
      przestępczej. Milicjanci, a raczej bezpieka, która przejęła sprawę,
      wykorzystała wpadkę gangu dla swoich celów.
      Przywódca został agentem służb tajnych. Nadano mu pseudonim „Bolek”(było to
      najczęściej, bo 34 razy powtarzające się imię w spisie uczniów szkoły)
      Od tej pory w zawodówce nie było prawie skarg na wyczyny młodzieży. „Bolek”
      trzymał całe towarzystwo w ryzach. Oficer obiektowy SB dostawał w miarę
      regularne meldunki o sytuacji w szkole. Język, jakim donosy pisano
      wskazywał,że „Bolek” może mieć poważne kłopoty z ukończeniem nauki. Bezpieka
      czuwała. Agent, nie bez pomocy opiekuna z resortu, boć nauka do głowy mu nie
      szła, zawodówkę ukończył. Przeniósł się do miasta wojewódzkiego i zaczął pracę
      w dużym zakładzie produkującym duże rzeczy.
      Zakład był oczkiem w głowie władz nie tylko wojewódzkich. O dusze robotników
      walczyły w nim różne instytucje. Najwięcej do powiedzenia miała oczywiście
      bezpieka, ale agentów łowili również zwiadowcy Wojsk Ochrony Pogranicza,a
      nawet oficerowie Wojskowej Służby Wewnętrznej. „Bolek” był już jednak
      przypisany do bezpieki. Jego akta z powiatu przesłano do województwa.
      Nowy opiekun prowincjusza miał już jednak swoich sprawdzonych, wyszkolonych i
      ulubionych agentów. Machnął ręką na nieopierzonego współpracownika i nie
      zawracał sobie nim głowy. Lekceważył go, nie zauważał. „Bolek” czuł się urażony.
      Dwuletnia przerwa na wojsko. Przejście pod opiekę Wojskowej Slużby
      Wewnętrznej. Poważne potraktowanie jego współpracy. Donosy na kolegów i
      przełożonych. Awans na podoficera. List z gratulacjami za wzorową służbę.
      Powrót do cywila i pod opiekę bezpieki. Znowu boleśnie odczuł lekceważący
      stosunek oficera obiektowego.
      „Bolek” zapamiętał zniewagi. Zapamiętał również, że w wojsku, mimo że był
      równie malutki, traktowano go z całą odpowiedzialnością. Dawano zadania
      dowartościowujące. Rozpracowywał nie tylko dowódcę plutonu czy kompanii, ale i
      dowódcy batalionu się przyglądał i pisał, pisał. Nikt mu nie wytykał że robi
      błędy ortograficzne i stylistyczne, posługuje się mową neandertalską i używa
      słów, którymi cywilizowany człowiek posługiwać się nie powinien. Oficer WSW
      prowadzący agenta pisał w charakterystyce: „Bolek” jest przeczulony na punkcie
      swojej wartości. Trzeba mu codziennie mówić jak bardzo jest potrzebny, inaczej
      staje się podejrzliwy”.
      „Bolka” w wojsku rozliczano, chwalono, a gdy była potrzeba, to zmywano głowę,
      to prawda, ale traktowano odpowiedzialnie.
      cdn.
      • swarozyc Bolek 2 17.10.09, 09:59
        A ci faceci od Moczara, Szlachcica i innych, to wyjątkowo parszywa zgraja,
        lekceważąca prostego człowieka. Szkoda gadać, czasami, choć z trudem, pozowali
        nawet na jajogłowych.
        Czy taki potrafi rozmawiać z prawdziwym robotnikiem?
        Aż przyszedł rok 1970. W wojewódzkim, przygranicznym mieście zaczął się duży
        ruch. Duży zakład niespodziewanie zafalował. W prowincjonalnym absolwencie
        zawodówki obudził się lew. Znowu wyzwolił się w nim instynkt przywódcy. Bezpieka
        obudziła się z ręką w nocniku. Misternie tkane sieci popruły się przy pierwszym
        podmuchu niezadowolenia.
        Wypróbowani agenci odmawiali posłuszeństwa, a czasami robili wrogą robotę,
        ostrzegając innych, zdradzając kto donosi, a kto jest kadrowym pracownikiem
        tajnych służb.
        Opiekun „Bolka” pozujący do niedawna na intelektualistę, straciwszy prawie
        wszystkich współpracowników, chwycił się ostatniej deski ratunku. Dokładnie
        przestudiował materiały niekochanego współpracownika. Znalazł do niego klucz.
        Podbechtywał umiejętnie agenta, dowartościowywał go pochwałami, obiecywał złote
        góry. Za odnowieniem znajomości poszło odnowienie dokumentów. W teczce „Bolka”
        pojawiła się lojalka i kilka, pisanych jego stylem, meldunków.
        Cierpiąc na pisanowstręt agent nie mógł oczywiście zaspokoić apetytu oficera
        obiektowego na informacje. Pseudojajogłowiec postanowił popracować za
        podopiecznego. Pisał za niego meldunki. Były złe. Pisane językiem absolwenta
        uczelni Walichnowskiego, sprawiały wrażenie skrzyżowania felietonu z „Trybuny
        Ludu” z pamiętnym wystąpieniem wicepremiera Stanisława Kociołka piętnującego
        chuliganów i innych, antyrobotniczych rozrabiaczy. Ale przełożeni kupowali wszystko.
        „Bolek” pracował kilka lat. Gdy osłabło napięcie społeczne, poluzowano naciski
        na agenturę.
        Pisał po swojemu. Donosił na kolegów, informował o sytuacji w zakładzie,
        oceniał brygadzistę, majstra, kierownika, brał niewielkie pieniądze, które
        kwitował pseudonimem.
        Jego materiały nigdy nie stanowiły podstawy do wszczęcia jakiejkolwiek sprawy.
        Takich agentów bezpieka nie ceni. Wprawdzie oficer obiektowy robił co mógł,
        uzupełniając dokumentację we własnym zakresie, ale niewiele z tego wynikało.
        Prowadzący szybko zrozumiał, że praca nad dokształcaniem agenta, próba
        nauczenia go właściwego klecenia zdań, sprawienia, aby był w nich
        jakikolwieksens, mijała się z celem.
        Łatwiej mu było tłumaczyć to, co usłyszał od „Bolka” na język polski i samemu
        pisać notatki i doniesienia niż sprawić, aby agent czegoś się nauczył. Im więcej
        pracy w dokumentację wkładał opiekun, tym bardziej hardział agent. Aż pewnego
        dnia , kto wie, czy nie pod wpływem nauk korowców, „Bolek” doszedł do wniosku,
        że ma dosyć współpracy.
        Powiedział to wprost oficerowi prowadzącemu. Obiektowy, przyzwyczajony do
        odwalania czarnej roboty za agenta, nie zmartwił sie tym zbytnio. Pisał dalej,a
        pieniądze brał do swojej kieszeni. Teczki „Bolka” puchły. Sam agent spuszczony z
        uwięzi, wdał się w inne przyjaźnie.
        Przekonano go, że powinien dołączyć do ruchu odnowy. Dołączył.
        Jajogłowi, którzy powoli przejmowali sprawy robotnicze w swoje ręce, poznali się
        na zaletach „Bolka” o wiele lepiej niż bezpieka. Nikt nie usiłował go zmieniać.
        Wręcz przeciwnie. Starano się w nim rozwinąć naturalne predyspozycje do
        przywódctwa. Udało się.
        „Bolek” uwierzył w siebie.
        Był czas że ja również wierzyłem w „Bolka”. Wbrew temu, co wyczytałem w aktach,
        sądziłem że „Bolek” był wówczas potrzebny. Co więcej, nadal tak myślę.
        Przyjaciele mają mi to za złe.
        -Spójrz w jego oczy – mówią – są wypłowiałe jak stare dżinsy. Nie patrzą
        wprost, tylko błądzą po bokach, jakby je wszystko raziło. „Bolek” jest tworem
        bezpieki. Na podstawie jego akt w latach 80. usiłowano przeprowadzić kombinację
        operacyjną. cdn.
        • swarozyc Bolek 3 17.10.09, 10:25
          Po latach rozmawiam z przełożonym oficera obiektowego, który „Bolka” kiedyś
          prowadził. Ten oficer już nie żyje. Jego dawny szef wie, że w maju 1986 r. Przez
          trzy dni przeglądałem materiały dotyczące agenta – sześć tomów po ok. 500 stron
          każdy. W Firmie opracowywano alternatywne rozwiązania, w jaki sposób postępować
          z przeciwnikami politycznymi. Nie znałem tych planów. Mój rozmówca też ich
          zapewne nie znał, choć musiał wiedzieć znacznie więcej od innych.
          Jednym z drobniejszych elementów szerszego planu perspektywicznego wytyczanie
          kierunków pracy Firmy, było propagandowe przygotowanie do przyszłych
          niestereotypowych decyzji – prób dogadania się z przeciwnikami politycznymi za
          cenę oddania części władzy.
          Wcześniej zaplanowano napisanie cyklu książek w oparciu o rozmowy z
          najważniejszymi osobami w państwie. Powołano odpowiednie zespoły. Podobno
          przygotowano kilka wersji maszynopisów w oparciu o wypowiedzi gen. Kiszczaka i
          innych prominentów ze sfer partii, rządu i bezpieki.[…]
          Dawny szef oficera obiektowego, ”Bolka” zna jedynie ze spotkań kontrolnych,
          materiałów operacyjnych i innych przekazów. Pytam jaki jest ten ich były agent.
          Jest tępy jak paleolityczna bestia, co mu nie przeszkadza mieć o sobie jak
          najlepsze zdanie. To naprawdę rzadko spotykany fenomen – wytwór cywilizacji
          XXw., współczesny Frankenstein. Mimo że nie ma nic do powiedzenia, bo zawsze za
          niego myśleli inni, mówi co mu przyjdzie do głowy i jest bardzo z siebie
          zadowolony. Dzięki specyficznej sytuacji, wytworzonej oczywiście niezależnie od
          niego, udało mu się niektóre sprawy przeprowadzić w taki sposób, w jaki je
          zaplanowały mózgi stojące w centrum świata. I on uwierzył, że to jego zasługa.
          A człowiek prymitywny, któremu uda się coś raz i drugi, słyszy już tylko
          oklaski. Na wszystko inne jest głuchy. On ma teraz dla siebie tyle szacunku, że
          nie starcza go już dla innych.
          Pytasz dlaczego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych zrezygnowano z
          ujawniania roli „Bolka”?
          Bo nagle zmieniły się koncepcje nie tylko Firmy. Nagle świat zaczął się
          zmieniać, wszystko się poplątalo. Firma musiała się szybko dostosować do nowych
          wymogów. Pewne osoby, o których strach wspominać, uznały, że pora na generalne
          porządki i nowe przestawianie mebli. „Bolek”, który nie był „Bolkiem” załapał
          się do pierwszego zespołu. Popierały go obie strony myśląc, że on jest z nimi.
          Zaczęto go chronić jak królewski brylant. Był bardzo potrzebny. Naprawdę.
          Odegrał kapitalnie swoją rolę, zresztą znakomicie rozpisaną. I znowu się urwał.
          Tak jak kiedyś faktyczny „Bolek” urwał sie oficerowi obiektowemu.
          Czy go lubię? Zdecydowanie nie lubię.
          Co robię gdy pojawia się na szklanym ekranie mojego telewizora?
          Naciskam w pilocie przycisk wyłącznika.

          Henryk Piecuch - Służby specjalne atakują. Warszawa 1996.
    • heraldek Wciaz nie chce uwierzyc, ze jest corka SB-ka Bolka 17.10.09, 11:20
      .....i wciaz czeka, ze rodzina otrzyma jakis tytul szlachecki...
    • wlserwis Święty Boże Bolkowi już nie pomoże... 17.10.09, 12:18
      Juz Bolkiem zostanie.
    • bokassa Córka Wałęsy pozwała wydawcę Zyzaka 17.10.09, 21:45
      Sens wypocin Brzyduli jest w jednym zdaniu taki,przez książkę Zyzaka
      straciłam szacunek do własnego ojca-Bola.
    • ft-35 Córka Wałęsy pozwała wydawcę Zyzaka 17.10.09, 22:37
      HaHa . Chyba by zaistnieć w mmediach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka