katmoso
18.01.10, 12:34
mam wrażenie, że autorka artykułu (i pewnie też wspomniani
ekonomiści) widzą Polskę za bardzo czarno-biało. z jednej strony
wielkie metropolie, z drugiej odcięte od nowoczesnego świata tereny
popegeerowskie. a rzeczywistość prowincji (i nie tylko tej na wschod
od Wisły) jest raczej szara, w różnych odcieniach.
i nie chodzi o to, żeby na siłę pod Białymstokiem czy Rzeszowem
stawiać fabryki. raczej o to, żeby stymulować taką gospodarkę, która
już istnieje w danym regionie. agroturystyka, punkty usługowe i
handlowe, transport. wielu drobnych przedsiębiorców w małych
miasteczkach całej Polski chętnie zatrudniłoby dodatkowego
pracownika, tylko że nie mają gwarancji, że za kilka miesięcy nadal
będą w stanie utrzymać to dodatkowe miejsce pracy, więc wolą sami
pracować więcej i sami ponosić konsekwencję ewentualnych przestojów.
nawet roczna poważna ulga podatkowa związana z utworzeniem nowego
miejsca pracy mogłaby to zmienić. w tej chwili w Polsce powiatowej
powstaje mnóstwo jednoosobowych firm, które mogą zacząc działalność
tylko dzięki sporej dotacji. wiele z nich upadnie w perpsektywie
kilku lat, ale część sie utrzyma, a być może nawet rozrośnie. trzeba
to podtrzymywać - a to juz rola państwa, jeśli chce mieć wzrost
gospodarczy.
dlaczego zagraniczny inwestor może liczyć na miejsce w strefie
ekonomicznej i specjalne traktowanie, a mały lokalny podmiot nie.
ten pierwszy pewnie zatrudni jakieś 200 osób, ale większość usług
bedzie miał z zewnatrz (księgowość, prace inżynieryjne, utrzymanie
serwerów) i za kilka lat zwinie się, bo mu inny region (albo kraj)
zaproponuje lepsze warunki. lokalny przedsiębiorca zostanie.
wprawdzie na początek zatrudni tylko kilka osób, ale da pracę
usługodawcom na miejscu, a jego przykład być może pociągnie innych,
zmieni oblicze regionu na długo. o ile oczywiście będzie miał
wsparcie ze strony państwa.
więcej miejsc pracy to więcej pieniędzy do wydania - to zarobek dla
sklepów, transportu, usług, knajp. trzeba tylko mieć globalny pomysł
jak to ruszyć.
pomysł z konkurowaniem z Indiami w odczytywaniu brytyjskich RTG
poroniony. Hindusi znają angielski, są wykształceni, jest ich dużo i
pracują za naprawdę niskie stawki. Polacy na Podkarpaciu, którzy
mogliby to robić liczą się może w dziesiątkach. nie możemy
konkurować z Azją, bo nasza kultura pracy jest europejska. obozy
pracy i harówka za pajdę chleba już były i oby nie wróciły. w
Chinach czy Tajlandii to nadal jest normalność. szkoda że "wielcy
ekonomiści" tego nie rozumieją.
pomysł pana Balcerowicza, żeby z Warszawy uczynić Kuala Lumpur też
jest idiotyczny. miasta europejskie rozwijają się wszerz i
napotykają bariery geograficzne (lasy, góry, jeziora, rzeki).
dlaczego Wiedeń, będący prawdziwą metropolią z licznymi agendami
międzynarodowymi, centrami finansowymi i nader liczną emigracją
nadal ma tylko około 2 mln mieszkańców? a w "stolicy Europy"
Berlinie do tej pory straszą niezamieszkałe blokowiska? i każde
miasto europejskie przeznacza sporo terenów na parki? bo kultura
europejskich miast nie znosi nadmiernego zagęszczenia i
zabetonowania całej połaci miejskiej. ceni sobie przestrzeń, miejsce
do rekreacji, ład i niższą zabudowę. wystarczy spojrzeć co się
ostatecznie stało z podparyskimi blokowiskami.
inwestycje w "Polskę B" zwrócą się pewnie szybciej niż to sie
zakłada. wystarczy spojrzeć na skok cywilizacyjny, jakiego dokonały
ośrodki powiatowe w oparciu o pieniądze z UE.