Dodaj do ulubionych

Koszt odwagi

26.01.10, 13:36
W ramach follow-up Sarcozy ogłosił, że wojska już więcej do
Afganistanu "wielka Francja" nie wyśle. Owszem doślą szkoleniowców i
cywilów, którzy znowu okażą się "potępienia godnej lekkomyślności".
Taka to już jest ta Francja, jej wielkość mineła bezpowrotnie.
Obserwuj wątek
    • 10robo10 Koszt odwagi 26.01.10, 13:46
      Na tym polega ryzyko, że nie ma pewności powodzenia przedsięwzięcia. W tym
      przypadku jednak chyba było to fałszywe ryzyko: dziennikarze byli pewni, że
      jeśli ktoś ich porwie to państwo będzie ich ratować. Z jednej strony działali
      dla dobra ogółu, z drugiej dla chęci zarobku - swojego i swojej firmy. Być
      może spodziewali się też innych profitów: sławy, uznania ich odwagi, nagród
      itd. Czy ciągnący lwa za ogon może liczyć pomoc na państwa?
    • elwood_blues Koszt odwagi 26.01.10, 18:46
      Nie byłoby innego wyjścia, jak tylko zgodzić się z powyższym tekstem, gdyby tylko napisany został 30-40 lat temu. Szanowny Autor jest z epoki, w której istniała misja dziennikarska. Dziś tzw. reporterzy handlują obrazkami i streszczeniami dla masowego widza, a pokazywane jest nie to, co ktoś uznał za prawdę, a to co zwiększy nakład/oglądalność/słuchalność danego medium. Dlatego też nikt nie stara się szukać drugiej opinii, ani analizować problemu z innej perspektywy. Chodzi o to, żeby szybko dać niusa, więc nie ma na to ani czasu ani popytu. W moim telewizorze jest kilkanaście kanałów informacyjnych i wszystkie (z wyjątkiem może Al-Dżaziry) pokazują to samo.

      Żałuję francuskich reporterów i uważam, że należy wszystko zrobić, aby ich uwolnić, ale gloryfikacja ich działalności to raczej przesada. Oczywiście należy unikać uogólnień i być może akurat porwani zostali _prawdziwi_ reporterzy. To by znaczyło, że istnieją.

      Pozdrowienia

      Elwood
    • miss-maple Koszt odwagi 26.01.10, 19:09
      Nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy porwani dziennikarze są odpowiedzialnymi
      wykonawcami swojego zawodu niegdyś (a może wciąż?) uważanego za misję, czy
      wspomnianymi przez moich przedmówców poszukiwaczami newsów. Mimo to reakcja
      Sarkozy'ego była co najmniej nie na miejscu - w takim momencie powinno się
      raczej myśleć o ratowaniu ludzkiego życia. Wyobraźmy sobie, jak mogliby poczuć
      się ci ludzie, co z ich rodzinami? Być może ich działanie nie było podyktowane
      wysokimi pobudkami, ale zdecydowanie nie jest to czas na roztrząsanie tego
      typu kwestii. Jeśli byli to przypadkowi pismacy, prawdopodobnie po raz drugi
      na coś takiego się nie porwą.

      I jeszcze odnośnie początkowej anegdoty: jako fotoamator spieszę zgłosić, iż
      autor musiał pomylić się względem nazwiska wspomnianego fotoreportra
      wojennego. Naprawdę nazywa się on Robert Capa - z pochodzenia Węgier,
      który podczas pracy dla słynnej agencji Magnum zmienił nazwisko na to, pod
      którym znany jest do dziś. I co znamienne, zginął od wybuchu miny, na którą
      wszedł robiąc zdjęcia... Polecam jego fotografie zrobione podczas hiszpańskiej
      wojny domowej. Właściwa odległość względem tematu została zachowana z
      niebezpieczną, choć zachwycającą dokładnością.
      Frank Cappa natomiast jest postacią z hiszpańskich komiksów. Zbieżność nazwisk
      jest rzeczywiście duża, i błąd ten od czasu do czasu powraca, dlatego
      zdecydowałam się wyjaśnić to dokładniej.

      Pozdrawiam,
      Magda

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka