verdana
07.05.10, 18:53
Artykuł w tej formie jest jednym z najbardziej szkodliwych i
przerazajacych artykułów, jakie udało mi sie przeczytać w Waszym
czasopismie. Dlaczego?
Sam pomysł dyrektora bydgoskiej szkoly, ktory "wyłapuje "
dzieci mające problem z wagą i kieruje je do pielegniarki i na ew.
leczenie - OK, nie mam zstrzeżeń.
Rodzice zazwyczaj podchodzą do sprawy rozsądnie. Na codzień dieta,
na wyjątkowe okazje malutki kawałek tortu, batonik ew. raz w
tygodniu, zmiana żywienia calej rodziny - nadal OK.
Ale reszta artykułu... I ideologia.
1. Pomylono dwa problemy - olbrzymią otyłość - 30, 50 kg nadwagi, z
którą trzeba walczyć, z lekką nadwagą - dziewczynka 149 cm, 51 kg.
140 cm, 45 kg. To są dwa kompletnie rózne problemy i odchudzanie w
podobny sposób tych dwóch grup jest szkodliwe. Fakt, otyłość to
choroba, nie defekt estetyczny. Nadwaga jednak to tylko defekt, albo
i to nie...
2. "Geny może u co czwartego odpowiadają za nadwagę" - takie zdanie
w artykule pada, nie wyciąga się jedna z niego ŻADNEGO wniosku, a
dzieci z genetyczna nadwagą sa traktowane tak samo, jak obżerające
się chipsami. A to nie 1%, tylko co czwarty, sporo, prawda?
3. Panikę wzbudziły we mnie dwie sprawy. Pierwsza - to wypowiedź
pani psycholog. Zaczyna motywowanie tak:"Odchudzanie to nie tylko
utrata kilogramów, to zmiana przekonań. Wzmacnia mocne strony:
wytrwałość, samoskuteczność. Poprawia samoocenę, leczy z kompleksów
(...) Niektóre dzieci twierdzą uparcie, ze otyłość w niczym im nie
przeszkadza. Inne, jak szczerze porozmawiamy, to pękają i mowią, jak
jest naprawdę. Niektóre płaczą."
Dla mnie to idealny manifest na strony pro-ana... Odchudzanie sie
jest tu bowiem dobrem samym w sobie, nie odchudzasz się, by byc
zdrowym, tylko lepszym i akceptowanym. Ci, co sie odchudzają mają
więcej zalet niż inni, wzmacniają charakter. Odchudzanie jest
pokazane jako cel. A zamiast wzmacniać samoocenę grubych
dzieci, jeszcze się ją obniża - wyduszając z nich wyznanie, jak źle
się ze swoim wyglądem czują.
Tymczasem trzeba pamietać, ze wiekszość tych dzieci nie będzie nigdy
szczupła. I bedzie musiała sie z tym pogodzić.
4. Matka opisuje z dumą dramat dziewczynki, która schudła już 22
kg. Caly czas chudnie. "Raz przeżyła dramat. Po świętach przytyła 30
dag. Płakała." Matka jest zadowolona, a powinna być przerażona. Za
dwa lata będzie biegała po psychiatrach i leczyła u córki zaburzenia
odzywiania. W artykule pozostawiono to bez komentarza...
5. Cytowana już psycholog (mam mordercze uczucia, trudno) twierdzi
też, ze za wpadki dzieci nie gani. Rozmawia tylko "Dlaczego nie
potrafiłem odmowić sobie czekolady? Byłem zdenerwowany? Smutny?
Zły?". Cóż, pani psycholog zapomniała, że czekolada jest smaczna, a
jedzenie - jedzenie powinno byc przyjemnoscią, nie jedyną rozrywką,
ale przyjemnoscią na pewno. Można zjeść czekoladę, bo lubi się
czekoladę, a nie dlatego, ze się ma problem.
Mam, cholera, ochotę zapytać p. psycholog, czy uprawia seks z mężem,
gdy nie ma w planach prokreacji i dlaczego to robi. Jest
zdenerwowana? Smutna? Zła?
Mam wrazenie, ze ten artykuł wpaja rodzicom przekonanie, ze dobre
dziecko to szczupłe dziecko. Że odchudzanie to nie tylko kwestia
zdrowia, ale moralnosci. Że nie ma nic złego w pogardzie dla grubych
dzieci (artykuł pisze o "grubaskach" i "pulpecikach".
Boję się, ze w sumie przyniesie on więcej złego niż dobrego - nie
tylko otyłość zabija, uzaleznianie od odchudzania także.
jako, ze nie bylam pewna swoich ocen, zapytałam psychologa na jednym
z forum gazety wyborczej. przynał mi rację, zę wg. badań brytyjskich
takie nastawienie do odchudzania dzieci prowadzi do groznych
zaburzeń odzywiania.
Sukcesem, proszę Panstwa, nie jest dziecko odchudzone, tylko dziecko
zdrowe. Sukcesem nie jest szczupły nastolatek z zaburzeniami
psychicznymi i zaniżoną dramatycznie samooceną. Ani dorosła kobieta,
ktora panicznie boi się utyć, do tego stopnia, ze nie moze sie
zdecydowac na ciąże. Ani dama w wieku dojrzałym, ktora utratę figury
nastolatki przezywa jako swoją zyciową kleskę.
Zdrowie jest ważne, całe zdrowie, a nie tylko jego jeden element.