My już słodyczami gardzimy

07.05.10, 18:53
Artykuł w tej formie jest jednym z najbardziej szkodliwych i
przerazajacych artykułów, jakie udało mi sie przeczytać w Waszym
czasopismie. Dlaczego?

Sam pomysł dyrektora bydgoskiej szkoly, ktory "wyłapuje "
dzieci mające problem z wagą i kieruje je do pielegniarki i na ew.
leczenie - OK, nie mam zstrzeżeń.
Rodzice zazwyczaj podchodzą do sprawy rozsądnie. Na codzień dieta,
na wyjątkowe okazje malutki kawałek tortu, batonik ew. raz w
tygodniu, zmiana żywienia calej rodziny - nadal OK.
Ale reszta artykułu... I ideologia.
1. Pomylono dwa problemy - olbrzymią otyłość - 30, 50 kg nadwagi, z
którą trzeba walczyć, z lekką nadwagą - dziewczynka 149 cm, 51 kg.
140 cm, 45 kg. To są dwa kompletnie rózne problemy i odchudzanie w
podobny sposób tych dwóch grup jest szkodliwe. Fakt, otyłość to
choroba, nie defekt estetyczny. Nadwaga jednak to tylko defekt, albo
i to nie...
2. "Geny może u co czwartego odpowiadają za nadwagę" - takie zdanie
w artykule pada, nie wyciąga się jedna z niego ŻADNEGO wniosku, a
dzieci z genetyczna nadwagą sa traktowane tak samo, jak obżerające
się chipsami. A to nie 1%, tylko co czwarty, sporo, prawda?
3. Panikę wzbudziły we mnie dwie sprawy. Pierwsza - to wypowiedź
pani psycholog. Zaczyna motywowanie tak:"Odchudzanie to nie tylko
utrata kilogramów, to zmiana przekonań. Wzmacnia mocne strony:
wytrwałość, samoskuteczność. Poprawia samoocenę, leczy z kompleksów
(...) Niektóre dzieci twierdzą uparcie, ze otyłość w niczym im nie
przeszkadza. Inne, jak szczerze porozmawiamy, to pękają i mowią, jak
jest naprawdę. Niektóre płaczą."
Dla mnie to idealny manifest na strony pro-ana... Odchudzanie sie
jest tu bowiem dobrem samym w sobie, nie odchudzasz się, by byc
zdrowym, tylko lepszym i akceptowanym. Ci, co sie odchudzają mają
więcej zalet niż inni, wzmacniają charakter. Odchudzanie jest
pokazane jako cel. A zamiast wzmacniać samoocenę grubych
dzieci, jeszcze się ją obniża - wyduszając z nich wyznanie, jak źle
się ze swoim wyglądem czują.
Tymczasem trzeba pamietać, ze wiekszość tych dzieci nie będzie nigdy
szczupła. I bedzie musiała sie z tym pogodzić.
4. Matka opisuje z dumą dramat dziewczynki, która schudła już 22
kg. Caly czas chudnie. "Raz przeżyła dramat. Po świętach przytyła 30
dag. Płakała." Matka jest zadowolona, a powinna być przerażona. Za
dwa lata będzie biegała po psychiatrach i leczyła u córki zaburzenia
odzywiania. W artykule pozostawiono to bez komentarza...
5. Cytowana już psycholog (mam mordercze uczucia, trudno) twierdzi
też, ze za wpadki dzieci nie gani. Rozmawia tylko "Dlaczego nie
potrafiłem odmowić sobie czekolady? Byłem zdenerwowany? Smutny?
Zły?". Cóż, pani psycholog zapomniała, że czekolada jest smaczna, a
jedzenie - jedzenie powinno byc przyjemnoscią, nie jedyną rozrywką,
ale przyjemnoscią na pewno. Można zjeść czekoladę, bo lubi się
czekoladę, a nie dlatego, ze się ma problem.
Mam, cholera, ochotę zapytać p. psycholog, czy uprawia seks z mężem,
gdy nie ma w planach prokreacji i dlaczego to robi. Jest
zdenerwowana? Smutna? Zła?
Mam wrazenie, ze ten artykuł wpaja rodzicom przekonanie, ze dobre
dziecko to szczupłe dziecko. Że odchudzanie to nie tylko kwestia
zdrowia, ale moralnosci. Że nie ma nic złego w pogardzie dla grubych
dzieci (artykuł pisze o "grubaskach" i "pulpecikach".
Boję się, ze w sumie przyniesie on więcej złego niż dobrego - nie
tylko otyłość zabija, uzaleznianie od odchudzania także.
jako, ze nie bylam pewna swoich ocen, zapytałam psychologa na jednym
z forum gazety wyborczej. przynał mi rację, zę wg. badań brytyjskich
takie nastawienie do odchudzania dzieci prowadzi do groznych
zaburzeń odzywiania.
Sukcesem, proszę Panstwa, nie jest dziecko odchudzone, tylko dziecko
zdrowe. Sukcesem nie jest szczupły nastolatek z zaburzeniami
psychicznymi i zaniżoną dramatycznie samooceną. Ani dorosła kobieta,
ktora panicznie boi się utyć, do tego stopnia, ze nie moze sie
zdecydowac na ciąże. Ani dama w wieku dojrzałym, ktora utratę figury
nastolatki przezywa jako swoją zyciową kleskę.
Zdrowie jest ważne, całe zdrowie, a nie tylko jego jeden element.
    • annnnia Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 02:06
      ewodentnie Pani verdana nalezy do modnej ostatnio frakcji "grube jest ok, dajmy
      grubasom spokoj". Szkoda, ze ze zdrowym rozsadkiem to nie ma nic wspolnego.
      Porownanie diety do seksu jest dosc przykre. Dla informacji Pani verdany, od
      uprawiania seksu sie nie tyje tak jak od czekolady. Wrecz przeciwnie nawet ;-)
      Kobieta w srednim wieku ktora nie miesci sie w spodnie z liceum poniosla na tym
      polu porazke, i wmawianie sobie ze z wiekiem kobieta MUSI przytyc jest
      idiotyczne. Otoz nie musi, do wiadomosci Pani verdany i innych pan wmawiajacych
      sobie ze w srednim wieku to normalne byc grubaska. Tak samo ciaza nie oznacza
      automatycznie koniecznej nadwagi.
      Idea wmawiania grubasom, w tym grubym dzieciom, ze sa ok wygladajac jak pilka na
      nozkach jest ostatnio politycznie poprawne, ale w naszym tyjacym spoleczenstwie
      jest rowniez ogromnie szkodliwe.
      Brawo dla urzednikow dbajacych o zdrowie przyszlych pokolen, i brawa dla
      rodzicow za odchudzanie swoich "paczusiow". Mam nadzieje, ze inne miasta w
      Polsce to podchwyca.
      • robotkuchenny Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 12:48
        kobieto, nic nie zrozumiałaś z postu verdany.
        • rikol Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 17:56
          Zgadzam sie calkowicie z verdana. Dziewczynka, ktora placze z powodu utycia 30
          dag, powinna isc do psychologa, jesli nie do psychiatry. NATYCHMIAST.

          Motywacja do odchudzania nie powinna byc obcisla bluzka czy uznanie rowiesnikow.
          Motywacja powinno byc ZDROWIE, sprawnosc, dobra forma. MOTYWACJA POWINNA BYC
          POZYTYWNA. W przeciwnym wypadku, zawsze mozna schudnac jeszcze jeden rozmiar
          mniej - i tak sobie chudnac az do osiagniecia wagi 30 kg, kiedy sie nie da juz
          ukryc, ze to jest normalne. Poza tym chude dzieci tez sa obiektem kpin
          otoczenia, wiec nie jest tak, ze szczupla sylwetka gwarantuje sympatie.

          Czemu ludzie jedza czekolade? Bo jest smaczna. I mozna ja jesc, byle nie za
          duzo. To zupelnie jak z alkoholem - jest niezdrowy, ale smaczny, wiec ludzie go
          pija. Czesc zapada na alkoholizm, ale wiekszosc potrafi pic bezpiecznie. We
          Francji ludzie codziennie jedza deser, pija tez alkohol, a mniej tam grubasow
          niz w USA, gdzie co sezon obowiazuje nowa cudowna dieta.

          Absurdem jest tez wrzucenie do jednej grupy dzieci, ktore maja kilka kilo
          nadwagi, razem z tymi, ktore waza dwa razy wiecej niz powinny. Plan dzialania
          dla obu grup powinien byc zupelnie inny! Tym zaokraglonym wystarczy, ze
          przestana pic gazowane slodkie napoje i jesc slodycze. Tym otylym potrzebny jest
          dietetyk. W obu przypadkach konieczna jest ZMIANA NAWYKOW ZYWIENIOWYCH CALEJ
          RODZINY. Dzieci, ktore sa grube, czesto pochodza z rodzin, gdzie sie je
          niewlasciwie.

          Dzisiejsze dzieci coraz mniej sie ruszaja. Kiedys dzieci byly na podworku od
          sniadania do obiadu, a potem od obiadu do kolacji (oczywiscie wtedy, kiedy nie
          byly akurat w szkole). Pamietam, ze ciastka jadlo sie calymi workami (oprocz
          tego obiad w domu, rzecz jasna) i nadwage mieli nieliczni, w mojej klasie jedna
          lub dwie osoby. No ale dzis glowna atrakcja domowa jest telewizor, komputer,
          gry. Nic dziwnego, ze dzieciaki maja problem z waga, kregoslupem, gluchna od
          halasu gier i muzyki z ipoda. Coraz wiecej tez jest chorob psychicznych, bo nie
          da sie czlowieka wychowac normalnie z dala od natury, w bezruchu, na smieciowym
          jedzeniu.
          • funiaextra Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 22:07
            Niestety sprawa jest bardziej skomplikowana niz zrzucenie , skadinad
            slusznie, zdrowo i z pozytkiem dla wygladu ilus tam kilogramow.
            Odchudzane dzieciaki wiedza jedno, im jestem chudszy, tym jestem
            ladniejszy i bardziej akceptowany.Granica, za ktora jest anoreksja i
            bulimia jest bardzo blisko. Wtedy dopiero zacznie sie prawdziwy
            dramat...Mysle, ze w tym programie powinien byc dobry, doswiadczony
            psycholog a nawet psychiatra...
      • flasska Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 13:59
        Na moje oko verdana należy do frakcji: "Zdrowie jest ważne, całe zdrowie, a nie tylko jego jeden element". Czytaj uważniej.
        • maruda.r Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 15:32
          flasska napisała:

          > Na moje oko verdana należy do frakcji: "Zdrowie jest ważne, całe zdrowie, a nie
          > tylko jego jeden element". Czytaj uważniej.

          *************************

          Verdana argumentuje anoreksją, co w przypadku dzieci na poziomie szkoły
          podstawowej nie ma żadnego sensu.

          • flasska Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 16:40
            Nie argumentuje wyłącznie anoreksją. Potraktowała problem trochę szerzej. A nawet gdyby tylko do anoreksji się jej głos sprowadzał, to późna szkoła podstawowa to wyśmienity czas na początek choroby.

            A skoncentrowanie się na motywacji negatywnej ("nie chcę być grubasem, bo źle jest być grubasem i grubym źle na świecie"), zamiast na motywacji pozytywnej ("chcę być zdrowy, a będę zdrowy, gdy zacznę spędzać aktywnie czas i dbać o to, czym się żywię") w przypadku dzieci wkraczających w wiek dojrzewania nie jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza w przypadku dziewczynek jest to posunięcie bardzo ryzykowne. I dobrze, że verdana zwróciła (m.in.) na to uwagę.

          • nat.wroclaw Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 18:51
            maruda.r napisał:

            > Verdana argumentuje anoreksją, co w przypadku dzieci na poziomie szkoły
            > podstawowej nie ma żadnego sensu.

            No to g.. wiesz o anoreksji.
            • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:28
              zgoda, pod warunkiem, że otyly będzie sam sobie płacił - za leczenie
              (nie z moich składek zdrowotnych), za podwójne miejsce w
              samolocie/autobusie (a nie, jak do tej pory wciskał się siłą na moje
              miejsce, bo się na swoim nie mieści)... mam wymieniać dalej?

              Z jednej strony chcecie, aby dzieciaki nie były otyłe, z drugiej
              strony nie macie nic przeciwko nadwadze. Każde dziecko - KAŻDE - ma
              genetycznie uwarunkowaną NORMALNĄ wagę - nie ma czegoś takiego, jak
              ciężkie kości, nie ma czegoś takiego, jak 'pulchność'. Dziecko ma
              mieć dużo aktywności fizycznej. Nie zauważyłem, aby grube dzieciaki
              chętnie się poruszały. Wręcz przeciwnie, im grubsze dziecko, tym
              niechętniej bierze udział w zabawach sportowych. Nie mam nic
              przeciwko jedno-dwukilogramowej nadwadze w wieku dorastania. To się
              zdarza, wiadomo - hormony zaczynają działać, zmieniać metabolizm,
              nie każde dziecko od razu załapie, o co chodzi więc może odrobinę
              'wyskoczyć' z miarki. Ale nie może być tak, że dziecko ma 5 kilo za
              dużo, a ludzie mówią, że to nic. To bardzo dużo. Często około 10%
              wagi takiego dziecka. Skoro już wyrobiliśmy pewne normy, to
              powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby te normy spełniać.

              Przykład anoreksji czy bulimii uważam za nietrafiony. Po pierwsze
              NIGDZIE nie jest powiedziane, że te dzieciaki mają problemy z
              łaknieniem. Raczej na odwrót - wyregulowano czas posiłków,
              zbilansowano dietę. Dzieciaki mają pewien cel, do którego dążą. To
              nie będzie tak, że jak ten cel osiągną, to będą chciały jeszcze
              więcej - po pierwsze dlatego, że będą już dużo starsze, kiedy
              osiągną cel, druga rzecz - rodzice, którzy pilnie przypatrują się
              temu, jak dziecko je i czy je na pewno szybciej zauważą jakieś
              problemy niż rodzice, którzy nigdy nie zawracali sobie czymś takim
              głowy. A szybsze wyłapanie choroby to już bardzo dużo w jej
              prewencji. Wystarczy rozmowa z mamą, aby dziewczyna 'uwierzyła', że
              jest już szczupła i nie musi się katować.

              A wy szukacie tutaj jakichś motywacji...
              Moim zdaniem bardzo dobrze, że w dzieciakach wytwarza się negatywne
              skojarzenia z otyłością czy nadwagą. Nie będzie społecznego
              pozwolenia na tycie, jak to jest w kochanej hammeryce czy
              społeczeństwach zachodnich. Uważam to za zdrową tendencję.

              Aha - jeszcze 100 lat temu grubasów pokazywali w cyrku. Może taka
              lekcja historii uciekła niektórym.

              Przykłady z życia - koledze się strasznie przytyło, od kiedy zaczął
              pracowac. Wiadomo - brak ruchu, dużo słodkich przekąsek na lunchu i
              stało się. Ale on sam, wychowany w duchu, że trzeba mieć normalną
              wagę, pragnął to zmienić, więc zaczął biegać, ćwiczyć. Zwiększył
              swoją aktywność fizyczną i wcale nie musiał rezygnować z pączka do
              kawy. Od razu wrócił do swojej normalnej wagi, bo z nadwagą czuł się
              po prostu źle. Tego doświadczenia nie będą miały dzieci od małego
              zbyt grube. Co więcej, wytworzy się u nich problem w postaci - jak
              schudnę to będzie inaczej, źle. Zawsze byłem gruby, więc muszę być
              gruby, bo to jest norma.

              Pozostawiam do przemyślenia, co bardziej ambitnym, łącznie z
              verdaną, która podobnie jak wielu oszołomów, szuka dziury w
              szczytnym programie, który należy rozszerzać na województwa i nawet
              wprowadzić ogólnopolsko.
              • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:38
                porshe napisał:

                > zgoda, pod warunkiem, że otyly będzie sam sobie płacił

                Przecież płaci
                • koko1957 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:59
                  To raczej twoje argumenty sa zupelnie nietrafione.
                  Osoba ktora nie kupi batonika wyda te pieniadze na cos innego, bardziej
                  pozytecznego. A podatek i tak zaplaci.
                  To samo jest z palaczami i alkoholikami.
                  • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:11
                    koko1957 napisał:

                    > To raczej twoje argumenty sa zupelnie nietrafione.
                    > Osoba ktora nie kupi batonika wyda te pieniadze na cos innego, bardziej
                    > pozytecznego.

                    Na przykład książkę? 0% VAT, brak przychodu dla budżetu państwa, a koszty
                    leczenia z garba i ślepoty ogromne.

                    Niech czytający też sami płacą za swoje leczenie, nieprawdaż.
                    • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:27
                      a przepraszam - najesz się książką? Coś z twoją główką nie bardzo. Idź
                      do lekarza, a już lepiej do szkoły, bo twoja logika jest rodem z 'tv'
                      czy innego zmanipulowanego źródła.
                • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:26
                  > Przecież płaci
                  • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:46
                    Jesli skladka zdrowotna ma byc podniesiona dla osoba z nadwaga to
                    powinna byc tez podniesiona na pracoholikow bo tu zawal prawie
                    murowany ale koszty leczenia kosmiczne. Dla palaczy tak samo - nie
                    dosc ze taki dostaje zadyszki od wchodzenia po schodach to moze sie
                    liczyc z rakiem pluc. Powinno sie tez podniesc dla osob pijacych
                    powyzej tygodniowego limitu alkohol - marskosc watroby i inne
                    dolegliwosci. Powinno sie tez podniesc skladki dla osob genetycznie
                    obciazonych nowotoworami bo jest duza szansa, ze zachoruja. Tak jak
                    duzo osob jest tak czy inaczej obciazonych nadwaga - byc moze ktos w
                    rodzinie byl otyly, byc moze sterydy w dziecinstwie, moze
                    przekarmiane - to sa obciazenia na ktore nie ma sie wplywu a placic
                    za nie trzeba cale zycie. Juz pomijam trudnosci w kupnie ubran.
                    Wyzwiska w szkole i na podworku, podsmiewanie sie w starszym wieku,
                    pogarda ze strony znajomych bo przeciez nikt nie docieka dlaczego
                    jestes gruby. Jestes gruby bo zresz, tak mysli wiekszosc. A skoro nie
                    umiesz mniej zrec to jestes nieudacznikiem.

                    Co do miejsc w srodkach transportu - chetnie zaplace wiecej jesli
                    dostane wieksze miejsce a nie dwa miejsca obok siebie z
                    podlokietnikiem po srodku.
                    • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 20:43
                      zauważ, że alkoholicy i palacze już teraz mają 'swoje własne,
                      prywatne' towary, an które akcyza czy inne podatki są systematycznie
                      podnoszone. Podobnie zresztą jak w benzynie u kierowców.

                      Dlatego jestem w stanie zaakceptować, iż palaczy i pijaków leczymy
                      'z wspólnej kasy' bo oni akurat już swoje cegiełki dołożyli - jak
                      ktoś pali paczkę dziennie, to obecnie jest to koszt 300 zł. Z tego
                      180 to czysty podatek dla państwa. Jak nie więcej. 180 x 20 lat
                      palenia (przyjmijmy, że tyle trzeba do rozwoju raka płuc) = 3600 zł
                      czyli już całkiem sensowna kwota. Teraz trzeba dodać, że nie każdy
                      palacz raka płuca ma, nie każdy dożyje do tego wieku, w którym
                      mógłby raka mieć. Powiedzmy, że leczona z tego tytułu jest 1/3
                      palaczy (to i tak dużo). Czyli 'na łeb' w chwili obecnej wychodzi
                      grubo ponad 10 000 zł. To jest 'czysty zysk' bo oprócz tego każdy
                      płaci składkę zdrowotną, oprócz tego sam pokrywa z prywatnej
                      kieszeni część swoich badań i leków. A i tak 'wkłada' do wspólnej
                      kasy prawie 4000 zł więcej niż ktoś inny. Nie wiem, ile wynosi
                      akcyza na wyroby alkoholowe, ale podejrzewam, że człowiek płaci
                      naprawdę dużo więcej (średnio na alkohol miesięcznie mężczyzna
                      przeznacza od 100 do 500 zł - zależy od klasy napoju). Więc pijak i
                      palacz sam jeden dokłada już grube 8000 zł więcej w podatku. A to
                      jest w chwili obecnej nawet więcej niż NFZ płaci za operację
                      usunięcia płuca czy tam za leczenie pacjenta nowotworowego (cykle
                      chemioterapii i radioterapii). Tak więc - biorąc pod uwagę
                      zwiększenie ilości podatków - inni ludzie, którzy mają problemy z
                      nałogiem (w sensie - zaliczmy tu również otyłość) - dokładają sporą
                      część za swoje leczenie w innych podatkach, które jednak są ściśle
                      powiązane z towarem ich uzależnienia.

                      A otli nie i tyle. Pozostawiam do przemyślenia.
                      • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 13.05.10, 18:14
                        No jak nie jak tak. Zeby utyc powiedzmy do jakichs 100 kilo albo i
                        wiecej trzeba codziennie latami jesc wiecej niz inni. Wystarczy, ze
                        na slodycze i w ogole jedzenie osoba otyla wyda powiedzmy 10 zlotych
                        wiecej niz szczupla dziennie. I tez jest te 300 zlotych miesiecznie,
                        jesli vat to 20% to znaczy ze panstwo sciaga 60 zlotych miesiecznie.
                        Razy no niech juz bedzie te 20 lat do kiedy mozliwe, ze rozwina sie
                        rozne dolegliwosci (ktore moga sie tez rozwinac u szczuplych).
                        Wychodzi 14400 zlotych przez ten czas a nawet wiecej. Plus miesieczna
                        skladka zdrowotna, rzadko uzywana bo osoba otyla unika lekarzy,
                        ktorzy zamiast zajac sie problemami nakaza sie jej schudnac. Moj
                        rodzinny kiedy jeszcze tylko mialam nadwage uwazal, ze stad biora sie
                        moje problemy wiec zamiast marudzic o skierowanie na badania to
                        powinnam mniej zrec. Poszlam wiec prywatnie i rzucilam mu plik badan
                        na biurko, powazna niedoczynnosc, anemia, niedobory. Do endokrynologa
                        i na USG tarczycy musialam isc prywatnie bo na NFZ trzeba bylo czekac
                        11 miesiecy, przy czym skierowanie na USG moze wypisac wylacznie endo
                        wiec od wizyty u lekarza trzeba jeszcze pare miesiecy poczekac na
                        USG. Tak wiec publiczna sluzba zdrowia sciagala moje skladki nie
                        dajac nic w zamian.

                        Oczywiscie palacze i alkoholicy placa wiecej ale otyli tez. Skladke
                        zdrowtna placa wszyscy. Rowniez osoby niby szczuple ale np.
                        zestresowane, ktore nagle dostaja zawalu albo wylewu z powodu takiego
                        a nie innego trybu zycia. I plac takiemu do konca zycia rente bo
                        niezdolny do pracy a jeszcze dokladaj do refundowanych pieluch i
                        zapewniaj pielegniarke.

                        Jedzenie jest tak czy inaczej opodatkowane. Najgorsze jest to, ze
                        zdrowe jest o wiele drozsze niz niezdrowe. Szczegolnie widac to na
                        zachodzie. Najtansza lazania w Lidlu - 2.99 euro, najgorszy syf.
                        Produkty do takowej w domu to podstawowo minimum pol kilo miesa
                        mielonego czyli jakies 3 euro, przecier pomidorowy, cebula, platy
                        lazanii, maka, jajka, mleko, zolty ser dobrej jakosci. I robi sie 10
                        euro.
                  • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:55
                    > Wcale nie je więcej niż ja. Problem w tym, że ja jem rzeczy zdrowe,
                    > dbam o to, by nie była to żywność wysoko-przetworzona. A zjadam
                    > tyle, że niejeden 'grubas' się dziwi.

                    A ty się możesz kolego bardzo zdziwić, jak mało niejeden "grubas" je i jak
                    starannie dba o to, co zjada. I ile wydaje na to pieniędzy.

                    Bo widzisz, twój stereotyp "grubas = widać dużo żre, jest głupi, prymitywny i
                    leniwy" kupy się nie trzyma. Problemy z otyłością mają inteligentni,
                    wykształceni ludzie, którzy wiedzą o zdrowej żywności daleko więcej niż ty. I
                    co? I gucio. Nie schudną już. I dalej będą ich rozmaite samozadowolone prymitywy
                    wyzywać od "grubasów".

                    Powiem tak
                    • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:09
                      a ja ci powiem, jak było na endokrynologii - kobiety się skarżyły,
                      że nie mogą schudnąć, chociaż jedzą zdrowo, mało i generalnie
                      unikają tłuszczów i cukrów. Tak same mówiły. Ale jak je przyjęto na
                      oddział, zafundowano dziennie 1500 kcal i do tego 5x w tygodniu
                      rowerek/bieżnię/pływanie po około 1h to jakoś nie było najmniejszego
                      problemu, aby schudły. Wychodziły szczuplejsze, z zaleceniami i
                      doświadczeniami wyniesionymi z oddziału. I wracały za pół roku znowu
                      z nadwagą i odwiecznym problemem - nie mogę schudnąć. Okazuje się,
                      że część ludzi musi zwracać większą uwagę na to, co podjada. Bo
                      nawet taka smakowa woda mineralna ma w sobie tyle cukru co coca-cola
                      w połowę mniejszej zawartości. Można człowiekowi pokazać, jak należy
                      chudnąc, ale jak człowiek sam nie chce, albo nie może - co wynika z
                      pracy, jaką wykonuje, albo środowiska, w jakim przebywa, to już
                      trudno. Nie jest to wina 'organizmu' danej osoby, tylko jej
                      nastawienia do problemu.

                      Co do zdrowej żywności to akurat wiem sporo, bo miałem w edukacji. I
                      wiem, jak bardzo 'grubasy' są podatne na wszelkie diety i inne
                      specyfiki, które zadziałają 'same' bez ich wkładu własnego. Zabija
                      ich lenistwo. I tutaj zazwyczaj są to osoby, które w/g ciebie 'nie
                      schudną i już'. Ja wiem, że i takie osoby da się odchudzić. Ja to
                      widziałem na własne oczy. Ty nie (jak podejrzewam).

                      Co do miejsca stojącego - owszem, chętnie postoję. Tylko, że
                      płaciłem za miejsce siedzące. Więc stać przez 5h - proszę bardzo,
                      żaden problem. Ale wtedy 'podróżuję' za darmo, albo za przysłowiową
                      złotówkę, a ty w normalnej cenie biletu, jakieś 20x drożej. Pasuje?
                      W końcu muszę nazbierać na operację żylaków... a ty zabierz sobie te
                      miejsce siedzące i już po problemie. W przeciwieństwie do otyłego -
                      ja będę miał wybór, czy chcę siedzieć i płacić za miejsce siedzące,
                      czy też 'postoję' i pojadę za bezcen.
              • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:39
                Taak, każdy ma zakodowana taka sama wagę i taki sam wzrost. Jasne
                jak słonce. Normy są stworzone sztucznie, nie są naturalne - 5 kg za
                dużo u dziewcząt w wieku dojrzewania to bardzo czesto fizjologia -
                odchudzanie ich wtedy czesto zaburza dojrzewanie, opóxnia
                miesiączkę.
                Domagam się też, aby za leczenie zaburzeń odżywiania kazdy płacił z
                własnej kieszeni. Dlaczego nie? I żeby kazdy placił z własnej
                kieszeni za zaburzenia krążenia, spowodowane złą dietą, nawet gdy ma
                odpowiednią wagę. I za zaburzenia psychiczne spowodowane
                pracoholizmem. I za wszelkie kontuzje odniesione w trakcie biegania
                dla zdrowia. O chorobach wenerycznych nie wspomnę.
                Chcemy, aby dzieciaki nie były otyłe i aby je odchudzano nie
                niszcząc im przy okazji psychiki. Tak trudno zrozumieć?
                Część z tych dzieci nigdy nie będzie szczupła. Zakodowanie im
                negatywnych skojarzeń z otyloscia lub nadwagą oznacza, ze nigdy w
                życiu siebie nie zaakceptują. Będą więc nie tylko w gorszym stanie
                fizycznym, ale i psychicznym.
                • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:40
                  dobra, chcesz na ostro to ci dowalę -
                  wskaż - ale to dosłownie weź zdjęcie i pokaż mi na tym zdjęciu,
                  obrazie, czy innym rysunku DZIECKO otyłe. Masz całą nieskończoność i
                  NIE ZNAJDZIESZ. Ergo - myślałem, że rozmawiam z kimś inteligentym, a
                  ty po prostu jesteś niewykształcona (pomimo posiadania zapewne
                  papierków).

                  Puknij się w głowę - popatrz co nazywasz 'nienaturalnym' - NORMY. To
                  może ja powiem, że ty jesteś dziwoląg, mutant i obcy bo masz wzrost
                  w normie, co? Przecież to 'sztuczne', 'nienaturalne'. Lepiej ci?
                  Czemu tak bardzo cię boli, że nasz organizm jest PRZYSTOSOWANY do
                  prawidłowej wagi i taką też stara się utrzymać sam z siebie? Było to
                  potrzebne w czasach ewolucji - mniej mobilne osobniki po prostu były
                  szybciej zjadane, wydawały mniej potomstwa.

                  Piszesz, że chcesz, aby dzieci były odchudzane bez niekrzystnych
                  działań na ich psychikę. Przepraszam - jakich? Motywowania ich do
                  trzymania stałej wagi, wskazywania, że otyłość jest zła? To ci
                  przeszkadza? No to zgadnij co - taki jest świat, i tak zawsze było
                  że z grubasów się wyśmiewano (i słusznie). Sam byłem grubasem w
                  dzieciństwie i osoby twojego pokroju przenigdy nie doprowadziłyby u
                  mnie do odchudzania. Przeciwnie, miałym wrażenie, że otyłość jest
                  wręcz pożądaną cechą, bo każdy musi być sobą. Że nie potrzebuję
                  odchodzania, mogę wpieprzać batoniki, chipsy i wielkie porcje frytek
                  bez obaw, bo już przecież jestem gruby.

                  Skoro twierdzisz, że część z tych dzieci nigdy nie będzie szczupła
                  to - tak jak mówię - rozmawiam do kogoś o inteligencji dmuchanej
                  lalki, która ma taką wiedzę o życiu, że lepiej, aby nikt jej nie
                  kwestionował, bo jeszcze sprowadzisz go do swojego poziomu i
                  pobijesz doświadczeniem w pie*rzeniu głupot. Lecz się, ucz się.
                  Czytanie nie boli, a myślenie to nie jest zło konieczne.

                  Ja widzę na chirurgii dziecięcej takie 'potwory' wychowane przez
                  osobniki twojego pokroju, że mam ochotę wziąć ciężki przedmiot i
                  zdzielić w twarz, chyba, że jesteś kobietą, to wtedy sprałbym ci
                  tyłek na kwaśne jabłko. Część z tych dzieci po rozmowie, m.in ze mną
                  przychodzi na kontrolę za pół roku, za rok. I wracają do 'normalnej'
                  wagi. Wystarczyło tylko uwolnić się od jedzonka serwowanego przez
                  rodziców, zamienić leżenie przed tv, komputerem na aktywność
                  sportową, zmienić chipsy na kanapki z warzywami. I waga tym
                  dzieciakom spada. Jeśli widziałaś gdzieś, że powrót do normalnej
                  wagi u dziewczyn dojrzewających powoduje zaburzenia miesiączkowania,
                  zamiast ich regulacji (zarówno pod względem czasowym jak i
                  obfitości) to gratuluję nobla w przyszłym roku. A jeśli jednak nie
                  jest tak jak prawisz, to gratuluję pośmiewiska jakie z siebie
                  zrobiłaś w tym wątku.

                  Z idiotami się nie dyskutuje - powiedział Palikot. Choć go nie
                  lubię, z tym zdaniem wypada mi się zgodzić.
                  • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:46
                    > Czemu tak bardzo cię boli, że nasz organizm jest PRZYSTOSOWANY do
                    > prawidłowej wagi i taką też stara się utrzymać sam z siebie?

                    Bo to przecież bzdura. Każdy biolog ci to powie.

                    Organizm jest przystosowany do tego, żeby w okresach dostatku pożywienia jak
                    najwięcej go zmagazynować na czasy niedostatku.

                    Po to jesteśmy wyposażeni w ogóle w tkankę tłuszczową
                    • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:00
                      pomyliłes ludzi z misiami polarnymi czy innymi zwierzętami, które
                      zapadają w sen zimowy albo też bronią się przed zbliżającą się zimą.
                      W afryce nie ma zwierząt otyłych, choć zaczęły istnieć rezerwaty
                      więc pożywienia jest dużo (pracownicy nawet dokarmiają w czasach
                      suszy), podobnie w zoo. Tyja tylko te zwierzęta, które w ten sposób
                      przystosowały się do cyklicznych pór roku. Zwierzęta udomowione nie
                      tyją. Zwierzęta pociągowe nie tyją. A są regularnie karmione i to
                      często paszą wzbogacaną (taką, której nie ma w przyrodzie). Podobnie
                      ludzie - najwyższa forma życia, w dodatku obarczona inteligencją -
                      przez szereg wieków nie miała problemów z otyłością. Teraz, z racji
                      postępu cywilizacji i ograniczania aktywności fizycznej poprzez
                      ogólnodostępny transport i brak konieczności upolowania pożywienia,
                      zaczynamy tyć. Nie tylko ze względu na brak ruchu, głównie ze
                      względu na przesadne zjadanie słodyczy czy innych świństw, które
                      wybitnie dobrze smakują. Dzieci należy chronić przed tego typu
                      jedzeniem. Nie zaburzać ich 'naturalnego' apetytu, który powinien
                      być właśnie taki, aby pokryć zapotrzebowanie energetyczne.

                      Zaledwie mniej niż 1% dzieciaków cierpi z powodu chorób
                      zaburzających łaknienie na otyłość.

                      Jeśli nasz organizm jest zaprogramowany na tycie, to jak to się
                      dzieje, że np. bogaci ludzie potrafią być szczupli? Przecież oni
                      powinni od razu tyć najszybciej. W końcu to ich stać na najwięcej
                      jedzenia? Dlaczego ludzie świadomi nie mają problemów z wagą,
                      natomiast wszelkiej maści 'eksperci' sami przeważnie są 'nieco'
                      zaokrągleni? Widziałem grubych lekarzy i lekarki. Oni wiedzą, że to
                      jest problem, ale z różnych przyczyn nie mogą w danej chwili się
                      odchudzać, chociaż bardzo by chcieli. Ograniczają jedynie ilość
                      kalorii w posiłkach o ile jest to możliwe. Trudno takich, dorosłych
                      i świadomych ludzi, winić. Oni nie mają czasu, ale czują potrzebę.
                      Dzieci natomiast mają mnóstwo czasu na aktywność fizyczną a nie
                      czują potrzeby odchudzania się. Jak napisała verdana - przecież to
                      'normalne' i niekorzystnie jest dzieciakom tłumaczyć, że odchudzanie
                      się jest potrzebne, bo będą miały uraz w psychice. Moim zdaniem
                      całkowicie przeciwnie - u otyłych dzieciaków należy tworzyć zły
                      obraz otyłości, by czuły potrzebę powrotu do normalnej wagi.
                      • tomek854 Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 04:16
                        porshe napisał:

                        > pomyliłes ludzi z misiami polarnymi czy innymi zwierzętami, które
                        > zapadają w sen zimowy albo też bronią się przed zbliżającą się zimą.
                        > W afryce nie ma zwierząt otyłych, choć zaczęły istnieć rezerwaty
                        > więc pożywienia jest dużo (pracownicy nawet dokarmiają w czasach
                        > suszy), podobnie w zoo. Tyja tylko te zwierzęta, które w ten sposób
                        > przystosowały się do cyklicznych pór roku. Zwierzęta udomowione nie
                        > tyją. Zwierzęta pociągowe nie tyją. A są regularnie karmione i to
                        > często paszą wzbogacaną (taką, której nie ma w przyrodzie).

                        A nie przyszło Ci do głowy że owe zwierzęta nie tyją, bo są karmione w
                        odpowiedni sposób aby zachować prawidłową wagę? Świnie na ten przykład z kolei
                        są karmione, ba, tuczone wręcz w taki sposób, aby przybierały na wadze możliwie
                        szybko - pokaż mi takiego dzika w naturze który w pół roku rośnie do takich
                        rozmiarów...
                        • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 20:14
                          karmione w odpowiedni sposób? Co ty myślisz, że oni to żarcie jakoś
                          'limitują'? - dobra, w Zoo to jeszcze ale jest spore dokarmianie
                          przez zwiedzających, ale na takim polu, jak stoi paśnik to leśniczy
                          się nie zastanawia, czy dać dzisiaj troszkę mniej, bo mu sarenki i
                          jelenie przytyją. On daje tam tyle żarcia, żeby jeszcze zostało, jak
                          ponownie przyjdzie. A jakoś zwierzątka nie zjedzą wszystkiego (a
                          pewnie jedzą do syta i często odwiedzają paśnik, bo żarcia nikt
                          przecież nie wykrada). Kolejna próba udowodnienia, że białe jest
                          czarne zakończona niepowodzeniem ;)

                          Co do świń i dzików - oczywiście, że świnie tyją. Po pierwsze, jakby
                          ciebie zamknęli w chlewiku bez możliwości wybiegu, to też byś
                          przytył, a druga sprawa - wypuść świnię do lasu, to też wróci
                          spasiona (nie aż tak bardzo, ale wróci) - mówi ci coś słowo
                          'hodowla'? Wybieranie okazów najszybcie nabierających tuszy? Jak
                          wyselekcjonowaliśmy akurat takie świnie, bo to one były pożądane to
                          się nie dziw. Z drugiej strony - dzików nikt nie selekcjonował, a i
                          one potrafią mieć duże rozmiary. Z tego co wiem, ludzi nikt na razie
                          nie hodował, a eugenika niestety nie przyjęła się w praktyce.
                      • tomek854 Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 04:20
                        porshe napisał:
                        > Jeśli nasz organizm jest zaprogramowany na tycie, to jak to się
                        > dzieje, że np. bogaci ludzie potrafią być szczupli? Przecież oni
                        > powinni od razu tyć najszybciej. W końcu to ich stać na najwięcej
                        > jedzenia?

                        Stać ich na najwięcej (i dlatego są też bogaci grubi, a jakoś nie ma grubych
                        bezdomnych), ale też stać ich na lepsze jedzenie. Ludzie bogaci nie jedzą syfu
                        wielokrotnie przetwarzanego z dużą ilością "witaminy E" a odżywiają się
                        jedzeniem z lusksusowych delikatesów lub podawanym w drogich restauracjach...

                        Poza tym ludzie bogaci mają inne rozrywki niż gnicie na kanapie przed
                        telewizorem z butelką piwa i wiaderkiem popcornu - grają sobie w squasha albo
                        chodzą do fitness clubu, wspinają się po górach, uprawiają inne sporty, jak są
                        starzy to golfa...
                        • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 20:29
                          zostało udowodnione, drogi tomku, że spożycie wysokokalorycznego
                          alkoholu u bezdomnych to ich największa ochrona - po pierwsze
                          dostarczają olbrzymich ilości energii potrzebnej do tego, aby się
                          ogrzać, po drugie - akurat oni są w ciągłym ruchu przemierzając
                          miasta w poszukiwaniu petów/puszek. Tak więc - oprócz tego, że są na
                          permanetnej diecie to jeszcze naprawdę sporo 'ćwiczą' a do tego
                          muszą wydatkować energię na coś, co tobie akurat energii nie zabiera
                          (ogrzewanie się, zdobywanie środków do życia etc.)

                          Myślisz, że bogaci są grubi? A nie pomyliło ci się z nowobogackimi,
                          czy dorobkiewiczami albo karierowiczami? Bo jak już tak mamy
                          generalnizować to bogaci nie są otyli przez to, że jedzą fikuśne
                          żarcie. Często, gęsto zamawiają sobie kubełek z KFC czy Pizze na
                          dowóz. I jedzą całkiem 'normalnie'. Co prawda ich jedzenie jest
                          lepsze jakościowo, od tego co spożywają ludzie przeciętni, ale
                          oskarżanie chemii spożywczej o przyrost wagi (zamiast nadmiernej
                          ilości tłuszczy czy cukrów szukanie problemu w barwnikach, subst.
                          smakowych) to już skrajne nieporozumienie.
                          Wiesz, czym się różni bogaty od przeciętniaka, co ma naprawdę duży
                          wpływ na jego jedzenie - wychowanie. Tu rola rodziców/opiekunów jest
                          bardzo istotna. Przeciętny człowiek nauczy dziecko operować
                          łyżką/widelcem a nożem to już ekstrawagancja. A u bogatego zwraca
                          się od najmłodszych lat uwagę do etykiety stołowej. Jakiej wielkości
                          porcje, jakie sztućce do jakich potraw, jakie kęsy, kiedy można
                          poprosić o dokładkę itd. itp. Poza tym przeciętny bogaty człowiek ma
                          dużo więcej wolnego czasu by ćwiczyć (a umięśnione ciało jest bardzo
                          modne od jakichś 20 lat), by zwracać uwagę na to, co pije
                          (przeważnie piją soki jednodniowe, niesłodzone, albo też mają
                          wyciskarkę i sami takie soki przygotowują w domu).

                          A teraz mi powiedz, gdzie chcesz dobiec tą dyskusją, bo ja tylko
                          przedstawiam swoje racje, że dziecko nie może być otyłe i to jest
                          nieakceptowalne, choćby rodzice się zaklinali, że im to nie
                          przeszkadza. (oczywiście wyjątkiem jest ten 1% dzieci obarczonych
                          odpowiednimi chorobami). Przedstawiam wszelkie argumenty, że w
                          naturze nie toleruje się otyłości (oprócz skrajnych przypadków
                          zwierząt żyjących w niskich temperaturach - reakcja przystosowawcza
                          a nie 'nawyk' żywieniowy), coś takiego jak otyłość zasługuje na
                          napiętnowanie społeczne. chyba, że chcemy dalej sobie hodować 35-
                          letnich rencistów i emerytów i pokrywać coraz wyższe koszty leczenia
                          i walki z otyłością w społeczeństwie. Zobaczysz, co się stanie w
                          ameryce za 20-30 lat, ile tam będzie powikłań naczyniowych obecnej
                          otyłości. Już od dawna zresztą w społeczeństwach wysoko
                          ucywilizowanych nadciśnienie i otyłość zbiera większe żniwo niż
                          wszystkie nowotwory razem wzięte.
                  • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:46
                    z tym obrazem naturalnie chodziło mi o czasy, kiedy nie było chipsów i
                    hamburgerów oraz słodyczy.
                    • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:51
                      Słodycze były zawsze. Hamburgery także pod wdzięczna nazwą kotlet
                      mielony.
                      • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:56
                        Słodycze dostawało się w nagrodę, czekolady nie było. Kotlet mielony w wielu
                        domach był od święta, w niedzielny obiad. A dzieci, nawet te, które jadły
                        niezdrowe placki z jabłkami, czy ryż z cukrem, zaraz to spalały, biegając, czego
                        nie można powiedzieć o dzisiejszych dzieciach i kaloryczności fast-foodów.
                      • tomek854 Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 04:21
                        Ciekawe co mówisz, bo za mojego dzieciństwa czekolada to był rarytas, dostawało
                        się kostkę albo dwie w niedzielę, a nie wcinało po kilka tabliczek dziennie.
              • flasska Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:46
                Czekam na czasy, gdy głupków zaczną pokazywać w cyrku, ale chyba się nie doczekam.
                • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:29
                  słusznie, miałbym na co popatrzeć.
              • alia_od_noza Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:41
                porshe napisał:
                > Każde dziecko - KAŻDE - ma
                > genetycznie uwarunkowaną NORMALNĄ wagę - nie ma czegoś takiego, jak
                > ciężkie kości, nie ma czegoś takiego, jak 'pulchność'.

                Śmiem się nie zgodzić. Tak się składa bowiem, że ja mam te ciężkie kości. Byłam
                już otyła, obecnie wróciłam do normy, ale w każdej sytuacji ludzie na oko dawali
                mi pięć kilo mniej niż miałam naprawdę. Łącznie z lekarzem medycyny pracy i
                lekarzem w stacji krwiodawstwa - obu nie chciało się mnie stawiać na wagę, obaj
                usłyszeli moją prawdziwą odpowiedź, stwierdzili "Pani tyle nie waży" i wpisali
                mi do akt pięć kilo mniej.
                W tej chwili mam BMI rzędu 23, czyli norma, choć bliżej górnej granicy. A oprócz
                tego mam wystające żebra i obojczyki, a rozmiar 38 powoli robi się na mnie za
                duży. Jak to wyjaśnisz? Może jednak istnieje coś takiego jak ciężkie kości.

                Jak już wspomniałam, w pewnym momencie swojego życia (już w dorosłości) byłam
                otyła. Po czym znalazłam motywację i w ciągu roku schudłam ponad 25 kilo. Ale
                moją główną motywacją były przypadki uszkodzenia stawów u otyłych krewnych,
                stwierdziłam, że nie chcę na starość stracić sprawności. Przemyślałam co jem,
                ile jem i dlaczego jem, zaczęłam więcej ćwiczyć i efekty przyszły właściwie
                same, bez głodzenia się i katowania. Ale to była motywacja pozytywna, "chcę być
                zdrowa", nie motywacja "chcę się podobać innym".
                Jak dla mnie tekst jest trudny do zaakceptowania.
                • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:16
                  w tym przypadku można potraktować, iż masz 'ciężkie kości' - już
                  mówię, skąd takie podsumowanie z moich ust. Otóż gdy byłaś otyła,
                  twój kościec przyjmował większe obciążenia i stawał się mocniejszy
                  (wapń do kości jest wbudowywany przez całe życie, ale wchłaniany z
                  mleka czy jogurtu tylko do około 35 r.ż). Gdy schudłaś, kościec nie
                  'nadążył' za spadkiem wagi, wskutek czego ciągle masz pozostałości
                  po nadwadze, jako właśnie 'ciężkie kości'. Ale to zniknie. Jeśli
                  dalej będziesz utrzymywała wagę tak jak to robisz do tej pory
                  (gratuluję BMI, sam mam 21), to kościec ponownie ulegnie przebudowie
                  i twoje kości staną się lżejsze. I wtedy znowu stracisz na wadze.
                  Pomimo swojego niskiego BMI mam tylko wystające żebra, resztę ciała
                  mam umięśnioną, więc nie wygląda to tak źle. Zreszta zarys żeber na
                  szczupłej (ale nie wygłodzonej) klatce piersiowej nigdy nie wyglądał
                  źle. Tak jesteśmy zbudowani po prostu. Mam nadzieję, że moje
                  wyjaśnienie troszeczkę pomogło.

                  chodziło mi w nim o to, że 'ciężkie kości' są efektem nadwagi, a nie
                  czymś 'wbudowanym' w człowieka od chwili poczęcia.
                  • turzyca Re: My już słodyczami gardzimy 14.05.10, 00:51
                    Jestem ciekawa jak wytlumaczysz nastepujace zjawisko: dwie siostry. Wzrost ten
                    sam - 1,7 m. Obydwie przez cale zycie szczuple, bez gwaltownych przyborow wagi i
                    takze bez gwaltownych spadkow, bo matka nauczona swoim doswiadczeniem zwracala
                    uwage na sposob zywienia i tryb zycia. Starsza wazac 57 kilo, nosi rozmiar 38.
                    Do tego buty w rozmiarze 35, pierscionek w rozmiarze 8 i bransoletki w rozmiarze
                    XS. Mlodsza nosi rozmiar 36, wazac 62 kilo. Buty rozmiar 38, piersionek - 16,
                    bransoletka - M.
              • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 10:42
                Wystarczy rozmowa z mama? Wystarczy szybkie spojrzenie na kolezanka
                ktora wcina chipsy, zapija cola i miesci sie w rozmiar 32 zeby taka
                dziewczynka stwierdzila, ze jej zdrowy rozmiar 36/38 jest stanowczo za
                duzy.
              • rikol Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:00
                Jasne, ze te dzieciaki maja problem z laknieniem - jedza jak swinie. Gdyby mialy
                normalny apetyt, mialyby normalna wage. A jesli maja zaburzenia apetytu ' w
                jedna strone' ,to wahadlo moze sie wychylic w druga rownie dobrze. Obzarstwo
                moze tez miec motyw psychiczny, nie tylko bulimia czy anoreksja.
              • funiaextra Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 22:19
                Ty porshe, naprawsde nic nie wiesz o anoreksji. Z pewnoscia nie
                wszystkie odchudzane dzieciaki w nia wpadna, ale z artykulu wynika,
                ze o tym aspekcie odchudzania dzieciakow zapomniano.A jest to
                STRASZNA,SMIERTELNA choroba, ktora bardzo, ale to bardzo trudno
                wyleczyc. Wlasciwie nie ma sposobu.
          • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:13
            > Verdana argumentuje anoreksją, co w przypadku dzieci na poziomie szkoły
            > podstawowej nie ma żadnego sensu.

            Zartujesz? A na jakim poziomie twoim zdaniem zaczyna się anoreksja? Już całe
            lata temu podczas terapii zajęciowej w szpitalu dziecięcym na oddziale
            psychiatrycznym widziałam głównie anorektyczki
            • maruda.r Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:57
              nessie-jp napisała:

              > > Verdana argumentuje anoreksją, co w przypadku dzieci na poziomie szkoły
              > > podstawowej nie ma żadnego sensu.
              >
              > Zartujesz? A na jakim poziomie twoim zdaniem zaczyna się anoreksja? Już całe
              > lata temu podczas terapii zajęciowej w szpitalu dziecięcym na oddziale
              > psychiatrycznym widziałam głównie anorektyczki
              • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:06
                na moim zdjęciu klasowym z lat 60 z nadwaga jest ok. 1/4 dzieci.
                A do filmów, wybacz, dzieci się wybiera. Szczuple.
                • tomek854 Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 04:22
                  verdana napisała:

                  > na moim zdjęciu klasowym z lat 60 z nadwaga jest ok. 1/4 dzieci.
                  > A do filmów, wybacz, dzieci się wybiera. Szczuple.

                  Ja na przełomie lat 80tych i 90tych miałem ciężki przypadek anoreksji w
                  klasie... W szóstej klasie podstawówki.
              • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:10
                > Spójrz tylko na zdjęcie klasowe z lat 60. i 70. Przypomnij sobie filmy "Czarne
                > stopy" czy "Pana Kleksa". Wszystkie dzieci były suche jak wióry, ale o żadnym
                > nie mówiono w kategoriach niedożywienia czy anoreksji.

                !!!

                W kategoriach niedożywienia dzieci mówiono akurat cholernie dużo!

                W latach 60-tych nie mówiono także o autyzmie, depresji, pedofili i ciążach ze
                związków kazirodczych. "Nie było" również szeregu innych problemów.

                Dzieci zawsze miały problemy z postrzeganiem własnego ciała. Czytałeś "Anię z
                Zielonego Wzgórza"
                • porshe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:27
                  sugerujesz, że za kilka lat będziemy się chwalić otyłym dzieckiem,
                  jako dzieckiem zdrowym? A ania akurat miała ten problem, że
                  próbowała być zaakceptowana przez towarzystwo, do którego po prostu
                  nie pasowała, a winą za to obarczała właśnie swój wygląd. Nigdzie w
                  książce nie było powiedziane przez nauczyciela czy innego
                  dorosłeego, że to źle, że jest chuda. Poza tym sama się przyznawała
                  do niedożywienia w dzieciństwie.

                  Dziwną miałaś klasę, bo ja na początku lat 90-tych nie miałem
                  otyłych w klasie a nadwagę jednokilogramową miał mój brat i był z
                  tego powodu 'szykanowany' jako jeden z nielicznych 'grubasów' w
                  szkole, choć na dzisiejsze standardy wcale otyły nie był. A co do
                  filmów - kiedyś bardziej się liczyła 'piękna buzia' i zdolności
                  aktorskie a nie 'figura', szczególnie u małych dzieci. Marylin
                  Monroe jest tego najlepszym przykładem - pokonała w castingu wiele
                  'piękniejszych' i 'zgrabniejszych' dziewczynek do swojego pierwszego
                  filmu. Bo zachwyciła wszystkich grą aktorską. Także twoje wrażenia o
                  filmach wczesno-hollywood są też troszkę wypaczone.
                • annnnia Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 23:53
                  nessie-jp napisała:

                  > Teraz społeczeństwo zaszczuwa dzieci w inny sposób
            • marzannasz Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:16
              zdrowie fizyczne - prawidłowe funkcjonowanie organizmu, jego układów i narządów,
              co nierozerwalnie jest zwiazane z waga i ruchem. Nikt tu nie mowi o zabuzeniach
              z odzywianiem, anoreksji itd. mowa jest o prawidlowej wadze do wzrostu, czyli
              np. 160cm wzrostu - waga ok 50 kg, lub troche wiecej, przy tych parametrach
              organizm funkcjonuje najlepiej.

              Mysle ze najwieksza frustracja osob odchudzajacych sie jest swiadomosc ze jesli
              uda im sie schudnosc to do konca zycia beda musieli sobie pewnych rzeczy
              odmawiac, do konca zycia beda na diecie - a to nie prawda.
              Przykladowo Ja - zawsze 10 kg wiecej jako dziecko, potem doszlo do 30kg,
              myslalam ze jestem za slaba zeby schudnac, katowalam sie dietami, chudlam
              -tylam, brak slodyczy doprowadzal mnie do frustracji, natomiast gdy je jadlam -
              tylam i tak w kolko.
              Teraz wiem ze moge schudnac, miec prawidlowa wage i caly czas jesc wszystko -
              zaczelam gotowac, nakladam sobie mniejsza porcje niz mojemu facetowi - ale jem
              wszystko. Czesto jakies ciasto zrobie - nieodmowie sobie kawalka, ale tylko
              jeden - nie ma dokladki. Przedtem pochlanialam jedzenie - teraz delektuje sie
              dobrze sporzadzonym posilkiem, smakiem. Staram nie podjadac pomiedzy posilkami,
              ale jak przedsnem czuje ssawe w zoladku zjem kanapke bez wyrzutow sumienia.
              Do tego pare razy w tygodniu silownia, bieganie - uwielbiam to zmeczenie po.
              Nie na darmo ktos powiedzial
              "w zdrowym ciele zdrowy duch"
              • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:50
                Brawo, marzanno, dotknęłaś sedna sprawy :-) UMIAR to podstawa :-)
          • watersnakes2 Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 17:07
            > Verdana argumentuje anoreksją, co w przypadku dzieci na poziomie
            szkoły
            > podstawowej nie ma żadnego sensu.

            Doprawdy?
            Anoreksja to nie domena nastolatek chcacych byc modelkami.
            Małe dziewczynki (i chlopcy) tez chorują na zaburzenia odzywiania.
          • funiaextra Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 22:11
            Nie masz racji, ze anoreksja nie dotyczy dzieci w podstawowce.
            Dziewczynka opisana w artkule sie cieszy , ze moze nosic obcisla
            bluzke, rowiesnicy zaczeli te dzieciaki akceptowac, rowniez
            dorosli... oj, zle to widze...
      • luni8 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:11
        Akurat verdana ma sporo racji.
        Nadwaga nie jest problemem tylko otyłość.
        Pojawienie się nadwagi jest jedynie informacją że z djetą jest coś nie tak.
        Inna sprawa że mnie babcie wiecznie wmawiają że chudo wyglądam. Ale też z jedzeniem nie wariuję.
        Lubie dużo zjeść, nie rozumiem o co chodzi z tym tłuszczem. Właściwie z porad prawidłowego żywienia stosuję się tylko do trzech - jem śniadania, jem o stałych porach i jem ten kwadrans ( wynika to nie tyle z dbałości o dietę a z tego że lubie zjeść przy jakimś filmie)
      • gewurztraminer Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:23
        Nic nie zrozumiałaś z postu verdany. Totalnie nic.
        Na dodatek wykazujesz dziwną agresję w stosunku do osób z nadwagą. Może
        sama masz problem, tylko w drugą, anorektyczną stronę - annnniu...
    • b-a-lau Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 09.05.10, 11:53
      To prawda dzieci robią się coraz bardziej kwadratowe. Nie miło nawet patrzeć
      na taką okrągłą pociechę. Wolę gdy dzieci są szczupłe, w moim pokoleniu
      wszyscy byli "szczypiorkami" a tylko dziecko uwarunkowane genetycznie było
      otyłe. Wstyd, bo w moim pokoleniu taki rówieśnik był wyśmiewany.
      • dubienka33 Re: Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 09.05.10, 16:12
        Pewnie sama wyśmiewałaś takie dzieci szczypiorku.
        Nadwaga i otyłość mają różne podłoża, genetyczne rzadko. często
        młody człowiek ma kłopoty, które stara się zagłuszyć batonikiem, a
        jedzenie batonika to przyjemność, tańsza, łatwiejsza do zdobycia niż
        wymarzony gadżet. Niska sprawność ruchowa nie jest mile widziana w
        gronie rówieśników, więc dlaczego nie unikać wysiłku.
        Jednak to rodzice, dziecko, szkoła (opisany lekarz super facet)muszą
        zapobiegać lub zwalczać problem.
        • rikol Re: Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 12.05.10, 18:09
          W Oswiecimiu grubych nie bylo, takze tych genetycznie grubych - czyli kazdego da
          sie odchudzic.
          • verdana Re: Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 12.05.10, 18:26
            Tak, tylko raczej chudzi w Oswięcimiu zdrowi nie byli. Część nawet -
            o dziwo, zmarła.
            • black_halo Re: Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 12.05.10, 19:33
              Moja druga babcia, ktora wojna dotknela w bardzo znaczny sposob na
              zdjeciach zprzed wojny wyglda szczuplo. zdjec z okresu wojny nie ma
              jednak wiem, ze to byly lata walki o przezycie a kawalek chleba raz
              na tydzien to byl rarytas. Moja babcia odkad pamietam jest gruba.
              Skad jej sie to wzielo? Z wojennego poszczenia wlasnie.

              antyproana.blox.pl/2009/03/Eksperyment-Minnesota.html
              ot taka ciekawostka.
      • luni8 Re: Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 09.05.10, 19:15
        Kiedyś pracowałem w sklepie.
        I zadziwiła mnie pewna matula przychodząca regularnie z córką.
        Matula wyglądała jak wrak człowieka, niska, sama skóra i kości, córeczka w okolicach 2-3 klasy nieco niższa ale masa 2-3 razy większa i oczywiście głównym elementem zakupów były słodycze.
      • black_halo Re: Szacun dla dyrekcji i jej pomysłu 09.05.10, 21:20
        I co, bylo ci fajnie z tym wysmiewaniem? W poprzednim pokoleniu
        grubych dzieci bylo mniej bo popierwsze wiekszosc spedzala na
        podworku cale popoludnia po szkole nie zajmujac sie bzdurami w
        rodzaju obiadu, po drugie jedzenie nie bylo tak napakowane chemia, po
        trzecie zdna mamusia nie brala na dwugodzinny spacer z dzieckiem
        paczki herbatnikow, litra soczku i lizaka.
    • suicide_season My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 14:26
      Andzelika z artykulu juz ma poczatki anoreksji...
      • flasska Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 15:28
        Ale przynajmniej nie jest gruba... Tadam!
        • urszak Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 15:52
          Pewnie, lepiej zeby byla tlusta.
          A kazda szczupla osoba dbajaca o swoje zdrowie to anorektyczka.
          • flasska Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 16:14
            Przeczytałaś to u mnie, w artykule czy spreparowałaś w wyobraźni? W czym rzecz?
          • suicide_season Re: My już słodyczami gardzimy 11.06.10, 08:42
            urszak napisała:

            > Pewnie, lepiej zeby byla tlusta.
            > A kazda szczupla osoba dbajaca o swoje zdrowie to anorektyczka.

            nie, lepiej zeby miala spustoszenie w glowie i w organizmie...
            ze skrajnosci w skrajnosc i do piachu, ale za to chudziutka w trumnie bedzie sie
            lepiej prezentowala...
    • dar61 Oj, rodzice, rodzice... 09.05.10, 15:58
      Warto przypomnieć rodzicom, o czym mówią naukowcy.
      Twierdzą oni:
      łatwo "nauczymy" organizm dziecięcy nawyku nadwagi, właśnie wtedy
      utworzona - w wieku dziecięcym - zwielokrotniona baza komórek
      tłuszczowych
      zostaje taka na całe życie.
      Będzie domagała się "wypełnienia", wyposażenia, uzupełnienia.
      Będzie gnębiła, "ssała" i "kapała ślinką".

      Musimy, jako rodzice się nauczyć, że przekarmiając [za mamusię!/ za
      tatusia!/ i za babcię] swe dzieci, czynimy im krzywdę!

      Nie dzieci, jak dla mnie, są winne temu, jak wyglądają.
      W 99 przypadkach na 100 dzieci wyglądają tak, jak ich rodzice.
      I tak jedzą.
    • turzyca Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 16:58
      2. "Geny może u co czwartego odpowiadają za nadwagę" - takie zdanie
      > w artykule pada, nie wyciąga się jedna z niego ŻADNEGO wniosku, a
      > dzieci z genetyczna nadwagą sa traktowane tak samo, jak obżerające
      > się chipsami. A to nie 1%, tylko co czwarty, sporo, prawda?

      A jak traktuje sie osobe, u ktorej otylosc, jest uwarunkowana genetycznie? Czym
      sie to rozni od traktowania osoby, ktorej otylosc nie jest warunkowana
      genetycznie? Nie komponuje sie jej diety dobranej do jej potrzeb? Nie zaleca sie
      cwiczen?


      > Tymczasem trzeba pamietać, ze wiekszość tych dzieci nie będzie nigdy
      > szczupła. I bedzie musiała sie z tym pogodzić.

      Zalezy co rozumiesz przez "szczupla". Jesli "noszaca rozmiar 34" to owszem,
      pewnie nie. Ale jesli ma byc to synonimem "bedacy w zdrowej normie, bez
      nadwagii", to czemu nie?

      > 5. Cytowana już psycholog (mam mordercze uczucia, trudno) twierdzi
      > też, ze za wpadki dzieci nie gani. Rozmawia tylko "Dlaczego nie
      > potrafiłem odmowić sobie czekolady? Byłem zdenerwowany? Smutny?
      > Zły?". Cóż, pani psycholog zapomniała, że czekolada jest smaczna, a
      > jedzenie - jedzenie powinno byc przyjemnoscią, nie jedyną rozrywką,
      > ale przyjemnoscią na pewno. Można zjeść czekoladę, bo lubi się
      > czekoladę, a nie dlatego, ze się ma problem.
      > Mam, cholera, ochotę zapytać p. psycholog, czy uprawia seks z mężem,
      > gdy nie ma w planach prokreacji i dlaczego to robi. Jest
      > zdenerwowana? Smutna? Zła?

      Bardzo celne porownanie. A jesli pani psycholog uprawia z mezem seks, np. po to,
      zeby pojechal z nia na urlop nad morze, a nie upieral sie przy gorach? Uznasz to
      za rozsadny powod do uprawiania seksu?
      Mysle, ze jesli na pytanie o czekolade, pada odpowiedz "bo mialem ochote na smak
      czekolady" to nie ma problemu. Czekolada jest dla ludzi. Ale trzeba sobie zawsze
      zadac pytanie "czy ja w tym momencie zaspokajam moja ochote na czekolade, czy
      jem z nudow/z frustracji/dla towarzystwa mimo ze tak naprawde wcale nie mam ochoty?"


      A poza tym ogolnie zgadzam sie z Toba: szczuplosc jest czyms pozytywnym tylko
      jesli jest objawem zdrowia, a nie jako cel sam w sobie.
      • nomina Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 18:38
        Jakkolwiek program dyrektora jest warty poklasku - martwi mnie podejście do
        problemów z nadwagą. Wymyśla się różne cuda, a ile dzieci miało zrobionych
        głupie OGTT z insuliną? Niestety, śmieciowe, przetwarzane żarcie oraz tony
        konserwantów i polepszaczy, dodawanych nawet do mielonego mięsa na wagę,
        powodują lawinowo rosnącą insulinooporność. Do tego niedobór magnezu, manganu,
        cynku - i już są zaburzenia metaboliczne. W ten sposób nieświadomie "załatwia"
        się niejedno dziecko. Ale inicjatywa musi wyjść od pediatrów, a ja sama znam
        lekarza POZ, który nie wiedział, co to jest OGTT (sic!) i osobie z podejrzeniem
        zaburzeń gospodarki węglowodanowej zlecił "w zamian"... pomiar glukozy na czczo
        (sic!).

        Szczególnie niepokojąca ta niefrasobliwość zabrzmiała w ustach mamy dziecka z
        ADHD. Myślała, że od leków. OK, ale leki zaczęto podawać na coś, prawda?
        • luni8 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:18
          > Szczególnie niepokojąca ta niefrasobliwość zabrzmiała w ustach mamy dziecka z
          > ADHD. Myślała, że od leków. OK, ale leki zaczęto podawać na coś, prawda?
          leki były na ADHD, w celu uspokojenia.
          a na cóż innego?
          • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:25
            > leki były na ADHD, w celu uspokojenia.
            > a na cóż innego?

            W takim razie matka miała świętą rację, a dyrektor idiota
            • very.martini Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:01
              > W takim razie matka miała świętą rację, a
              dyrektor idiota
              • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:59
                Właśnie, tym bardziej, że o wywoływanie ADHD coraz częściej obwinia się właśnie
                niezdrową żywność, słodycze, wszystko, co sztucznie barwione i przetworzone.
                Sama zauważyłam, ze kiedy jem więcej "śmieci", to gorzej się czuję, mam problemy
                z koncentracją, miewam stany lękowe.
      • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:07
        > A jak traktuje sie osobe, u ktorej otylosc, jest
        > uwarunkowana genetycznie?

        Przede wszystkim otacza się w inny sposób opieką psychologiczną i w inny sposób
        motywuje. Uczy się, że z obciążeniem genetycznym można żyć i że trzeba z nim
        walczyć
        • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:50
          Dziecko, które ma genetyczna skłonność do tycia i ma nadwagę - nie
          bedzie szczupłe. I na to trzeba je przygotować. Owszem, musi całe
          życie uwazać na to, co je, ale nie można ani go rozliczać ze
          straconych kilogramów, ani tez uznać, ze osiagnie idealną wagę. W
          jego wypadku czesto nie ma możliwośći drastycznej zmiany diety - bo
          ono może odżywiać sie zupełnie racjonalne, a mimo to nie być
          szczupłe. Dieta w takim przypadku musialaby być niezwykle
          drastyczna, a takiej nie wolno stosować w wieku dojrzewania.
    • detarame Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 18:39
      Brawo verdana!
    • lares87 trzeba po prostu mniej żreć 09.05.10, 18:44
      ale w domu. Dlaczego szczupli i dbający o linię mają być poszkodawani
      przez hordę grubasów. Nie powinno być żadnych zakazów w stawianiu
      takich automatów.
      • black_halo Re: trzeba po prostu mniej żreć 09.05.10, 21:25
        Ale jest cale mnostwo chudych zracych slodycze na potege i nie
        tyjacych. Moja chuda jak szczypior kuzynka, ktorej pozwalano na
        jedzenie slodyczy bo jest za chuda w wieku 23 lat nie ma zadnego
        swojego zeba, za to dwie protezy za ktore ja musialamb zaplacic ze
        swoich podatkow. Jak i za jej leczenie. Mnostwo chudych dzieci ma
        notoryczne problemy z zaladkiem bo skora sa chude to nikt nie zwraca
        uwagi na to co jedza. Ja natomiast z powazna nadwaga do lekarza
        chodze 3 razy do roku, 2 razy do enedokrynologa z powodu tarczycy i
        raz na rok do ginekologa bo tak powinna czynic kazda kobieta. I nic
        nie poradze na to, ze pomimo racjonalnego odzywiania chudne w zolwim
        tempie bo mam tarczyce a szczupla zapewne nigdy nie bede bo w
        dzienctsiwe babcia tak mnie utuczyla na kaszce i slodkich bulkach, ze
        mam z dziesiec razy wiecej komorek tluszczowych niz normalny
        czlowiek. I co mam zrobic? Isc i sie powiesic?
    • anty_pro_ana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 18:49
      Przeczytałam artykuł i zawrzało we mnie. Najbardziej poruszył mnie fragment, w
      którym dziewczynka, której w czasie świąt zdarzyło się przytyć - płakała.
      Przerażające też było nagromadzenie określeń typu pulpecik, grubasek itp. Koszmar.

      Verdana uprzedziła mnie swoim komentarzem. Podpisuję się pod każdym jej słowem.
      Do tego dodałabym jeszcze jeden aspekt - dzieci, które mają wagę w normie i
      obserwują odchudzonych rówieśników i reakcje otoczenia na to schudnięcie. W ilu
      głowach zalęgnie się myśl, że "skoro koleżanka schudła i jest teraz lubiana i
      popularna, to może ja też schudnę i będę bardziej lubiana i popularna?" - mimo,
      że wcale nie będzie to konieczne?Czy ktoś pomyślał o tym, żeby WSZYSTKIM
      dzieciom wytłumaczyć, dlaczego niektóre dzieci powinny schudnąć? Że chudszy nie
      znaczy lepszy, bardziej popularny? Że utrzymanie wagi jest często trudniejsze
      niż samo schudnięcie?

      I jeszcze na koniec chciałabym dodać jedną myśl - akceptacja osób z nadwagą czy
      otyłych, nie oznacza przyzwolenia na tycie. Jeżeli te dzieci powinny się
      odchudzać, to dla zdrowia, a nie dlatego, żeby mogły założyć obcisłą bluzkę, ani
      nie dlatego, żeby inne dzieci się z nich nie śmiały.
    • nessie-jp My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:03
      Przerażający jest język tego artykułu i tego dyrektora. Jakim prawem z taką
      pogardą mówi o chorych dzieciach "grubasy, grubaski"? Jakim prawem
      pielęgniarka wytyka je paluchem na korytarzu?

      Pomoc w leczeniu otyłości
      • alpepe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:12
        ale tak szczerze, czy jak nazwiesz te dzieci chudymi inaczej, to czy coś to zmieni?
        • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:24
          alpepe napisała:

          > ale tak szczerze, czy jak nazwiesz te dzieci chudymi inaczej, to czy coś to zmi
          > eni?

          Ale po co silisz się na kolejne drwiny? Dzieci z nadwagą nazywa się dziećmi z
          nadwagą, dzieci otyłe nazywa się otyłymi. Po co z nich drwić? Czemu to ma służyć?

          Czy dzieci niewidome albo niedowidzące należy nazywać ślepowronami, a dzieci bez
          jednej nogi
          • irneriusz Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:00
            Nazywanie ich grubyi, to tak naprawde nazywanie rzeczy po imieniu. Chociaz nie
            widze problemu jesli czlowiek ma lekka nadwage, a gdy ma otylosc.
            Naprawde jednak przerazila mnie ta dziewczynka co plakala z powodu tego malego
            poruszenia na wadze. Kurede moja waga pokazuje plus/minus 2kg to bylby dopiero
            placz:P
    • alpepe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:10
      dziecko zapasione, to dziecko maltretowane przez rodziców. Co za różnica, czy
      krzyki, czy klapsy czy tuczenie? Żadnej. Tak powinno się postawić sprawę tym
      wszystkim kochającym rodzicom i dziadkom, co to się zabawiają w Babę Jagę z
      Jasia i Małgosi.
      Najbardziej zaś artykule rozbawiły mnie stwierdzenia rodziców o słodyczach
      schowanych w domu. U mnie słodycze się kupuje, konsumuje w miarę ochoty i
      koniec. Córka przeżyła pewien rodzaj szoku, jak była u koleżanki, a ta na biurku
      miała jedne słodycze, w szafce drugie a częstowała jeszcze innymi. Ktoś powie:
      słodycze mogą się opatrzyć, ale to nie jest takie łatwe, poza tym łatwiej
      sięgnąć po batonika niż wziąć z lodówki marchew, umyć, oskrobać i chrupać, ale
      jak słodyczy w domu nie ma, to chcąc nie chcąc, człowiek chwyci się za marchewkę.
      • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:43
        Dziecko zapasione to nie zawsze dziecko maltretowane przez rodziców,
        chociaż pasienie dziecka uwazam za skandal. Dzieci otyłe trzeba
        odchudzać, fakt. Ale inaczej - motywacją nie moze byc akceptacja
        społeczna, ani idealny wygląd. Motywacją powinno być zdrowie,
        możliwość biegania bez zadyszki i wchodzenia po schodach bez
        zmęczenia. I mówimy tu o nie tuczeniu (oczywista oczywistość) , a o
        restrykcyjnym odchudzaniu.
        Dzieci z nadwagą to już zupełnie inny problem. Takie same smieciowe
        jedzenie , batoniki i chipsy jedzą często dzieci chude jak patyk. A
        im jakos dyrektor i dietetyczka nie tłumacza, ze powinny jeść
        marchewkę. A powinny - dokładnie tak samo. I tak samo na słodycze
        moga pozwolić sobie czasami, niezależnie od wagi. Odchudzanie dzieci
        z nadwagą nie powinno w ogóle miec miejsca - tu trzeba pilnować, aby
        nie tyły i aby się ruszały. I czasem zamiast tłumaczyć im, ze maja
        być szczupłe, trzeba tłumaczyć, ze szczuple nigdy nie będą, wazne
        jest, aby się w miarę zdrowo odżywiały. I zakceptowaly to, że nie
        mają figury modelki.
        Marchewka nie jest alternatywą dla batonika, to slogan. Alternatywą
        dla batonika jest nie zjedzenie batonika.
        Odchudzanie w dzieciństwie ma wiele negatywnych skutków, o ktorych
        Brytyjczycy już mówia, a Polacy jeszcze nie. Prócz możliwosci
        zaburzeń odzywiania, powoduje brak samoakceptacji (nie podobam się
        nikomu, wszyscy cały czas mówia, ze taki, jaki jestem - jestem nie
        do przyjęcia), i co też istotne - na resztę życia zazwyczaj niszczy
        przyjemność z jedzenia. Można lubic jeść, ale jedzac ma się zawsze
        wyrzuty sumienia. Nawet, jak to sałatka, albo kanapka na śniadanie.
        Zjedzenie ciastka powoduje, ze człowiek czuje się nieudacznikiem,
        ktory nie panuje nad instynktami.
        Ja jednak wrócę do porównania z seksem, bo analogia wydaje mi się
        wyraźna. Stosunki seksualne we wczesnym wieku są niewskazane,
        szkodliwe tez jest posiadanie zbyt dużej ilosci partnerów. Warto
        więc, aby nastolatki nie współżyły. Ilu jednak rodziców zgodziloby
        się, aby nastolatka, ktory wcześnie rozpoczęła zycie seksualne, albo
        obawiamy się, ze je rozpocznie, wysłać na terapię, ktora by
        pomogła - czyli przestałby chcieć seksu, a jednoczesnie skutkiem tej
        terapii byłoby uznanie seksu za ogólnie zły, przeświadczenie, ze
        najlepiej go w ogóle nie uprawiać, ze służy tylko przekazywaniu
        zycia i ze czerpanie z niego przyjemnosci, nawet jesli jest się w
        łóżku ze współmałzonkiem, jest folgowaniem sobie?
        A to dokladnie to samo.
        • hajota Brawo verdana, brawo nessie-jp 09.05.10, 20:32
          Szacun!
        • miminko Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 23:13
          mysle, verdano, ze troche przesadzasz.

          anoreksja wsrod dzieci to nadal znikomy problem versus otylosc. pamietam wywiad
          z Anna Wintour (nie jestem jej fanka, zaznaczam), ktora dziennikarz przyatakowal
          o to, ze przemysl modowy lansuje nienaturalny wizerunek wychudzonej kobiety, ze
          modelki to anorektyczki, etc. odpowiedziala, ze wyjezdzajac poza nowy jork widzi
          ludzi, wobec ktorych najlagodniejsze okreslenie, jakie przychodzi jej do glowy
          to "male domy" i wobec skali otylosci spoleczenstwa anoreksja jest naprawde,
          marginalnym problemem. mozemy sie czepiac nienaturalnego wizerunku lansowanego
          przez swiat mody/mediow, ale rownie dobrze pretensje mozemy miec o to, ze
          niektore dziedziny sportu, balet - to nic innego jak potencjalne kontuzje,
          wyniszczanie ludzkiego organizmu, produkowanie przyszlych kalek.

          rownie dobrze moglabys protestowac przeciwko kampanii 'zapnij pasy'. owszem,
          zdarza sie, ze zapiete pasy powoduja obrazenia u pasazerow, ale w porowaniu z
          ryzykiem jakie niesie za soba ich niezapinanie jest to zdecydowanie mniejsze zlo.

          ludzie walczacy z otyloscia u dzieci opisani w tym artykule rzeczywiscie
          sprawiaja wrazenie dosc prostych, nie zastanawiajacych sie nad druga strona
          medalu. ale dyrektor nie zamknal sklepiku ze slodyczami wlacznie dzieciom otylym
          - zamknal go dla wszystkich dzieci. i slusznie. w kraju, w ktorym nadal zdrowe
          dziecko to dziecko 'odkarmione', w ktorym cale pokolenie rodzicow i dziadkow
          futruje dzieci cukrem bo sa niedoedukowani i bezmyslni czasem dopiero radykalne
          dzialania moga uswiadomic skale problemu. moja wlasna matka, wyksztalcona
          pedagog byla pierwsza osoba, ktora podala mojemu, wtedy 8-miesiecznemu dziecku
          (!) slodycze. kinder czekoladke konkretnie, twierdzac, ze przeciez mu nie
          zaszkodzi i ze dzieci lubia. dodam, ze ona sama ma odkad pamietam problemy z
          nadwaga a momentami otyloscia. prezentem nr 1 od dziadkow i innych SA slodycze i
          jest to problem. moje dziecko, mimo ze szczuple i zdrowe jest slodyczowym
          narkomanem, niczego tak nie pragnie jak slodyczy i dopiero radykalne odstawienie
          skutkuje spadkiem zainteresowania nimi.

          zgadzam sie, ze fokus powinien byc na zdrowie, a nie wyglad, ale najwyzszy czas
          zaczac zmieniac mentalnosc spoleczenstwa. rodzice, ktorzy beda zwracac uwage na
          diete dziecka maja szanse zorientowac sie, kiedy szala wagi zacznie przechylac
          sie w zla strone. zmiana nawykow zywieniowych, wprowadzenie zdrowej,
          zbilansowanej diety, w ktorej jest miejsce na wszystko, w rozsadnych ilosciach
          moze byc tylko i wylacznie z pozytkiem dla spoleczenstwa. nadzieja, ze dziecko
          sie 'wyciagnie' jest nadzieja zludna. to wlasnie nadwaga, przekarmianie
          slodyczami i innym wysokokalorycznym pozywieniem w dziecinstwie ma oplakane
          skutki w zyciu doroslym - bo na zawsze zaburza metabolizm organizmu i oznacza
          ciagla walke z organizmem o zdrowa wage. nikt mi nie w mowi, ze czlowiek z
          nadwaga to czlowiek zdrowy i ze nadwaga nie prowadzi do otylosci. wystarczy, ze
          metabolizm spowalnia sie z wiekiem.

          szkola MUSI wziac odpowiedzialnosc za to, czym i jak sa tam karmione dzieci. won
          ze sklepikami batonowo-czipsowymi, z hot-dogami i frytami na obiad, i gazowanymi
          napojami. w moim otoczeniu spotkalam sie z jednym (!) przypadkiem anoreksji u
          dziewczynki w wieku szkolnym. miala cudownych, kochajacych rodzicow, ktorzy
          niestety olewali kwestie diety, na lunch oprocz kanapek pakujac jej zawsze
          batonika i czipsy ekstra. i to nadwaga, ktora jej zafundowali bezmyslnym
          zachowaniem stala sie problemem, ktory doprowadzil do braku samoakceptacji
          (akceptacji i uwagi od rodzicow miala wystarczajaco duzo, ale rowiesnicy sa, i
          zawsze byli - rowniez zanim nastalo panowanie Anny Wintour i kolorowych
          magazynow - niestety bezlitosni wobec "grubaskow", podobnie jak wobec wszelkiego
          innego). i jestem przekonana, ze to wyhodowanie u niej nadwagi przy pomocy
          banalnego ale ZBEDNEGO batona&czipsa bylo jedna z glownych przyczyn lezacych u
          podstaw pozniejszej anoreksji.

          edukowac, edukowac i jeszcze raz edukowac. zarowno rodzicow i dziadkow - ze
          zdrowa dieta i aktywny tryb zycia to podstawa zdrowia dziecka, ze slodycze
          podawane na co dzien SA niepotrzebne i szkodliwe, jak i dzieci - ze na innosc
          nie wolno reagowac smiechem i odrzuceniem tylko tolerancja i wsparciem.
          • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 10:59
            Anoreksja i inne zaburzenia jak bulimia i kompulsywne objadanie
            (ktore to sa zazwyczaj poczatkami anoreksji) nie sa tak znikome jak
            sie niektorym wydaje. oczywiscie masakrycznie wychudzonych
            anorektyczek nie widzi sie na kazdym kroku na ulicy. Ale wlasnie
            lansowany przez swiat mody ideal w rozmiarze 0 prowadzi do tych
            zaburzen. Poniewaz z takowych lecze sie sama to powiem jak wyglada
            zazwyczaj. Najpierw dziecko slyszy, czy w domu czy w szkole, ze jest
            troche za grube, ze nie przystaje do idealu. Wiec przechodzi na
            diete, 500 kcal, jedna marchewka dziennie czy podobne wynalazki bo
            oczekiwanie pol roku na schudniecie kilku kilo za pomoca zdrowej
            diety i ruchu wydaje sie latami swietlnymi. Ale juz przy pierwszej
            restrykcyjnej czyli glupiej diecie pojawia sie chec zjedzenia czegos
            zabronionego. Dieta sie konczy, na wadze pokazuje sie wymarzona
            cyferka i wtedy, jesli nikt tego nie wytlumaczy to mozna zaczac sie
            obzerac. I wpada sie w petle odchudzania sie i obzerania sie.
            Niektore dzieci wpadaja tez na pomysl wymiotowania czyli zjesc
            ciastko, wyzygac ciastko i nie utyc. Po tych zazwyczaj widac, ze sa
            szczuple wiec nikt nie zwraca uwagi na te zaburzenie a za leczenie
            ich zebow placimy z wlasnych podatkow. Czasem te zaburzenia
            przeradzaja sie w anoreksje, czyli uzaleznienie od odchudzania. Warto
            poczytac strony pro-ana zeby wiedziec wiecej i jak w to sie wpada. I
            od czego sie zaczyna a zazwyczaj sie zaczyna "Chcialam schudnac kilka
            kilo ... i roche mi sie to wymknelo spod kontroli".

            Otylosc wsrod dzieci to zazwyczaj zabranianie jedzenia slodyczy w
            domu i niebudowanie poczucia wartosci w dzieciach, takiego
            niezaleznego od stanu majatkowego, urody, figury. Jest mnostwo dzieci
            z defektami w rodzaju odstajace uszy czy slaby wzrok, pomijam juz
            dzieci z rudymi wlosami czy piegami - wszystkie sa wysmiewane i wciaz
            sie mowi, ze trzeba w nich wzmacniac poczucie wartosci. A dzieci z
            nadwaga akceptowac nie mozna. Smiem twierdzic, ze gdyby wiekszosc
            dzieci z lekka nadwaga a nawet otyloscia byla w dziecinstwie
            akceptowana to dzisiaj mielisbysmy szczuplych doroslych.

            50 lat temu nie bylo anoreksji czy bulimii bo po pierwsze nikt nad
            dziecmi nie skakal tak jak dzisiaj. Po szkole szlo sie na podworko i
            bawilo sie tam do pozniego wieczora z rzadka zawracajac sobie glowe
            jedzeniem. Ale tez nikt nie lansowal przesadnie chudych wzorcow
            wygladu, nikt nie odczuwal presji dopasowania sie do rozmiarowki
            sieciowek. Ze swoich czasow natoletnich, czyli jakies 8-12 lat temu
            pamietam, ze rozmiarowka w sklepach wisiala od 36 do 46. Dzisiaj
            raczej od 30-40, max. 42. Presja jest ogromna. Zerozumieli to juz
            brytyjczycy, ktorzy wlasnie na lansowaniu idealmu chudosci
            wychodowali sobie spolecznestwo grubasow, do tej pory nie rozumieja
            tego amerykanie gdzie waga 150 kilo nie jest niczym niezwyklym.
            • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 12:13
              Było, było tylko nie w Polsce.
              W Chinach mlode panny marły na anoreksję jak muchy.
            • rikol Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:16
              Anorektyczki, ktore sa w zlym stanie, sa zamkniete w szpitalach, dlatego ich nie
              widac na ulicy. Bulimiczki sobie chodza wolno, tak samo osoby objadajace sie z
              powodow psychicznych. Dodajmy do tego, ze jemy w jedzeniu rozne swinstwa, mamy
              za malo ruchu - i nadwaga oraz otylosc gwarantowana.
            • rikol Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:22
              Pamietam, ze w dziecinstwie panowalo przekonanie, ze kto wiekszy, ten silniejszy
              - rowniez w odniesieniu do dziewczyn. Nikt nie uwazal, ze 60 kg przy wzroscie
              164 cm to jest nadwaga czy otylosc; wiecej, taka wage uznawano kiedys za
              normalna i idealna dla takiego wzrostu. Dzis dziewczynki sa przerazone kazdym
              przybywajacym kilogramem; to jest chore i na pewno prowadzi do zaburzen.
              Dziewczynki dzis sa przekonane, ze im mniej waza, tym lepiej; stad epidemia
              anoreksji i bulimii. Smieszne jest mowienie, ze to z powodu problemow
              rodzinnych, kiedy w kazdym pismie dla nastolatek sa propagowane diety cud;
              kiedys tego nie bylo. Rzeczywiscie moze 30 lat temu anoreksje mialy te, ktore
              mialy problemy rodzinne, w kazdym razie ja sobie nie przypominam takiej choroby
              w moim otoczeniu; dzis to jest nieslychanie powszechne, mnostwo dziewczyn sie
              odchudza - a dieta to pierwszy krok do zaburzen odzywiania. Zamiast glupich diet
              powinno sie promowac ZDROWE ODZYWIANIE.
              • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:28
                Głos rozsądku.... Otóż to - zdrowe odżywianie. Dal za grubych, dla
                za chudych i dla tych w normie.
    • aarvedui uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 19:34
      poza tym - ludzie wpierdalają, jakby co dzień musieli tonę węgla wyfedrować.
      dużo za dużo.
      nawet nasi ciężej pracujący przodkowie na ogół tyle nie żarli, a średnia życia
      podobna.

      cukier, mleko w proszku, wzmacniacze smaku, soja, glukoza - producenci dodają je
      wszędzie, bo to ekonomiczny wypełniacz.
      żarcie dziś jest bardziej szkodliwe niż sprzed wieku.
      • verdana Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 20:48
        Cóż, akurat śrenia zycia w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła o 7-8 lat,
        a w porownaniu z okresem miedzywojennym - o ok. 20.
        • pochodnia_nerona Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 21:38
          verdana napisała:

          > Cóż, akurat śrenia zycia w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła o 7-8 lat,
          > a w porownaniu z okresem miedzywojennym - o ok. 20.

          Szkoda, że zapomniałaś dodać, o ile zwiększyła się zachorowalność na raka,
          cukrzycę, alergie. Co z tego, że ludzie OGÓLNIE żyją dłużej, skoro to ich życie
          nie ma dobrej jakości?
          • nessie-jp Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 21:49
            > Szkoda, że zapomniałaś dodać, o ile zwiększyła się zachorowalność na raka,
            > cukrzycę, alergie.

            A ty z kolei zapomniałaś dodać, o ile zmniejszyła się umieralność niemowląt i
            umieralność na choroby inne niż rak czy choroby krążenia.

            Brutalnie mówiąc, na coś umrzeć trzeba. Ludzie, którzy kiedyś powymieraliby na
            astmę, zapalenie płuc, zatrucia pokarmowe, dyzenterię, ospę, odrę, polio --
            dożywają sędziwego wieku i w końcu każdy na coś zachoruje. Rak to naturalna
            konsekwencja długowieczności
          • verdana Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 21:50
            Cóż, lepiej umrzeć zdrowszym 20 lat wczesniej? I jakos watpie, aby
            ludzie kiedyś byli zdrowsi i z tego zdrowia padali jak muchy.
            Wyeliminowano wiele chorób nie mniej cięzkich, ktore wówczas były
            plaga - gruxlicę kosci np.
            Nowotworow bylo mniej, bo nowotwory sa 1. zwykle w starszym wieku,
            2. wiele z nich bylo pom prostu niewykrywanych. Człowiek marniał,
            marniał - i umierał.
            Cukrzykow było mniej, rzeczywiscie. Bo szybko umierali. Wkrótce po
            wykryciu choroby.
            • pochodnia_nerona Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 22:39
              Lepiej umrzeć naturalnie, kiedy organizm się zużyje.
              Dobrze, ze teraz wzrosła długość życia, ale jednocześnie z powodów rozwoju
              cywilizacji, spadła jego jakość. Wychowując dzieci zdrowo zapewniamy im start w
              długie, zdrowe życie, o ile w późniejszym wieku nie narobią sobie kuku, albo nie
              zatrują ich cywilizacyjne wyziewy.
              Nowotwory atakują coraz młodszych ludzi - również przez niezdrowe jedzenie.
              Więcej jest nowotworów piersi, jelita grubego - zwłaszcza ten drugi łatwo
              połączyć z żywieniem (mam znajomy przypadek młodej jeszcze kobiety).

              > Cukrzykow było mniej, rzeczywiscie. Bo szybko umierali. Wkrótce po
              > wykryciu choroby.

              Piszesz o cukrzykach typu I. Ale teraz obfite żniwo zbiera cukrzyca typu II,
              którą powoduje otyłość pochodząca z fatalnego odżywiania i braku ruchu.
              • verdana Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 22:51
                Fakt, cukrzycy jest cioraz więcej i nie przeczę, ze na pewno
                żywienie sie do tego przyczyniło. Ale nie tylko - do wzrostu
                cukrzycy przyczyniło się także - ratowanie coraz słabszych
                noworodkow, przeżywanie dzieci o slabszej odpornosci, ktore kiedys
                byly po prostu "eliminowane" przez choroby i badania - ktoprych
                kiedyś nie robiono.
                Popatrzcie na fotografie dzieci z lat międzywojennych. Te z
                zamożniejszych rodzin sa na dzisiejsze standardy po prostu grube.
                • pochodnia_nerona Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 09.05.10, 23:01
                  > Popatrzcie na fotografie dzieci z lat międzywojennych. Te z
                  > zamożniejszych rodzin sa na dzisiejsze standardy po prostu grube.

                  No, ale ile ich było? Wiadomo, że "córka rzeźnika" była zazwyczaj grubsza, bo
                  pasiono ją kiełbasami, parówkami, tłustą szynką. A dlaczego? Żeby nie była nigdy
                  głodna, bo większość ludzi jednak żyła skromniej, ale, paradoksalnie, zdrowiej.
                  Ci, których nie zmogły gruźlice czy zapalenia płuc, dożywają teraz setki.
                  Wątpię by dzisiejsze otyłe dzieci dożyły choć siedemdziesiątki.
                  • verdana Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 10.05.10, 08:16
                    Nie, dzieci z "lepszych rodzin" żyły zdecydowanie dłużej. Bo te
                    zywione gorzej znacznie częściej po prostu umierały z powodu chorób,
                    ktore je wlasnie "zmogły". Oczywiscie, jeśli nie będziemy leczyć
                    dzieci, to te, co przezyja będą żyły dłużej - nie dlatego, ze chude,
                    tylko dlatego, ze odporne.
                    A dlugość zycia jednak sie zwiększa, a na "przeżartym" zachodzie
                    szybciej niż w krajach trzeciego świata.
                    Nie neguję, ze otyłość jest szkodliwa, ale nie popadajmy w przesadę.
                  • black_halo Re: uzależnienie od cukru, żywności przetworzonej 10.05.10, 11:04
                    Chude tez nie dozyja. Chudosc nie oznacza zdrowia a jedynie dobry
                    metabozlim. radze sie zapoznac. Im szybszy metabozlim tym szybsze
                    zuzywanie sie ciala. Dla przykladu pod lodowcami odkryto organizmy,
                    ktorych dluzgosc zycia szacuje sie na kilkanascie tysiecy lat.
                    Dlaczego? Bo do minimum sa ograniczone wszelkie procesy zyciowe takie
                    jak wlasnie metabolizm. Ten kto szybciej przetwarza ten szybciej sie
                    zuzywa.
    • parowkowa Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 19:54
      Dobrze gadasz verdana.

      No ja teraz oczekuje od wyborczej ze napisze art w podobnym tonie o anorektyczkach, i beda tam takie pogardliwe okreslenia chorych dzieciakow jak TRUPEK, SZKIELECIK itp. Nie do pomyslenia zeby dzieciaka z nadwaga zaraz grubasem nazywac. Wyborcza stac juz tylko na artykuly pisane przez debili?
      • ll66 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:21
        Dobrze gadasz verdana, ale jest jedno ale. To co piszesz odnosi sie do doroslych
        ludzi ktorzy swiadomie powinni wiedziec co dla nich dobre i zdrowe, a mowienie
        dziecku ze marcheweczka jest zdrowa a czekoladka nie to tak jak pitolenie babci
        zeby chodzic w szaliczku jak jest zimno. co z tego ze to madre i wlasciwe jak
        nikt na podworku nie nosi szalika?
        • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:32
          Całkowicie się zgadzam. Dlatego tez w domu nie powinno być słodyczy.
          Mozna arbitralnie dziecku powiedzieć "Nie ma slodyczy, bo nie jedzac
          ich będziesz zdrowszy. Koniec dyskusji." Uwierzy, nie uwierzy -
          batonika nie zje:) Natomiast mowienie temu dziecku "Nie ma słodyczy,
          bo powinnas byc szczupla, zeby się podobać i żeby Cię lubili." - to
          zupełnie co innego. W to, niestety, dziecko uwierzy.
          Zresztą mam wrażenie, ze dzieci zdają sobie sprawę, ze marcheweczka
          jest zdrowa, ale tak czy inaczej jest ohydna i wmawianie, ze jest
          dobrym zamiennikiem batonika to nawet dla mnie pitolenie. A stara
          juz jestem wystarczajaco.
          Pomijajac fakt, ze czekolada jest zdrowa, kto wie, czy nie zdrowsza
          od sypanej marcheweczki!
          • very.martini Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:06
            > Pomijajac fakt, ze czekolada jest zdrowa, kto
            wie, czy nie zdrowsza
            > od sypanej marcheweczki!

            Może należałoby uściślić, że niektóre czekolady
            są zdrowe... Większość tego, co zalega na
            półkach, to mieszanina lecytyny sojowej, miazgi
            kakaowej i jakichś dziwnych tłuszczy.

            16%VOL
            22%VAT

            --
            takie tam... forum homeopatia
          • kebbe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:29
            Verdano,podpisuję się pod Twoimi wypowiedziami. Zwłaszcza pod tą
            pierwszą.
            Tekst jest naprawdę poniżej krytyki. Oto jak 11-sto letnia (!) Sandra
            motywuje swoją (czy aby na pewno?) potrzebę odchudzania:
            "Muszę być szczupła, żeby ładnie wyglądać w obcisłych bluzkach"
            No ludzie, jak to można zostawić bez komentarza?!
            Porażka :(
            • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:50
              Dzieci mają różne motywacje, może być nią założenie upragnionej bluzki, w której
              wreszcie będzie się ładnie wyglądało, bo na pewno nie trafią do nich argumenty
              typu: ruch to zdrowie, ruszaj się, to nie zachorujesz na miażdżycę, itp.
              abstrakcyjne dla nich rzeczy.
              Dziecko rozumie jasne sytuacje, proste przykłady. Jesteś gruby, bo jesz
              słodycze, nie ruszasz się. Żeby założyć tę świetną bluzkę, musisz schudnąć. I tyle.
              A podstawową rzeczą, którą zauważyłam w podejściu rodziców z artykułu, jest
              pozwalanie dzieciom na wszystko. Tata pozwala jeść lody, bo on nie miał. Sam
              jest tłusty i pewnie za parę lat padnie na zawał, albo będzie wymagał
              specjalistycznego jedzenia, dziecko powiela schematy, do tego ma
              błogosławieństwo ojca. Mama pozwala na picie coli, jedzenie słodyczy, nakłada
              dziecku, jak dorosłemu, bo "mam jej jeść nie dać, jak chce"? Tak, masz jej,
              kobito, nie dać, bo zjadła już za siebie, za babcię za mamę, za wujka i ciocię.
              A ma jeść za siebie, tylko i wyłącznie.
              Niestety, nie zgadzam się z Verdaną, bo ona widzi, że jedne dzieci mają tylko
              kilka kg nadwagi, więc jak można traktować je na równi z otyłymi dzieciakami.
              Można - problem ten sam, ale do zduszenia w zarodku, jeżeli zmieni się nawyki
              całej rodziny.
              A więc: ruch, odpowiednie jedzenie, współpraca całej rodziny, łącznie z
              podkarmiającymi słodyczami babciami, niepozwalanie na gnuśnienie przed tv czy
              komputerem.
              Zdrowi ludzie to szczupli ludzie i warto dbać o to od samego początku.
              Przychylam się do zdania, ze kiedyś dzieci były szczuplejsze. Ale one: nie jadły
              i nie piły śmieci, tylko domowe, często skromne posiłki, biegały całymi dniami
              po dworze, za piłką, bawiąc się w berka, w chowanego, a naprawdę w klasie
              "grubas" był zazwyczaj jeden, miał ksywkę Gruby, albo Misiek, czasem schudł, ale
              nie zawsze. Czasem dzieci na starych zdjęciach wyglądają na pulchne, ale bywało
              najczęściej tak, że wyrastały nagle z tej pulchności, bo to był okres przejściowy.
              Naprawdę, wielki szacunek dla tego dyrektora szkoły i brawa za odwagę.
              • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:56
                Dodam tylko tak marginesienie, ze duzo szczuplych dzieci wlasnie zre
                junk food i gnije przed tv. Dla otylego dziecka ruch to katorga,
                glownie z powodu w-f w szkole, ktory nie jest dostosowany do dzieci
                mniej sprawnych. Ja sobie po po przejsciach w podstawowce zalatwilam
                zwolnienie z w-f na cale liceum zeby nie przezywac koszmaru ponizenia
                bo nie umiem biegac rownie szybko co kolezanki.

                Ruch powinien byc przyjemnoscia. Ja sport odkrylam dopiero na
                studiach gdy zaczelam z upodobaniem jezdzic na lyzwach. A i to
                kochana mama uswiadomila mi, ze dwa razy na tydzien to stanowczo za
                malo zeby schudnac. I tak czlowiek grubszy nie ma ochoty na ruch bo
                mu sie kojarzy tylko ze spalaniem kalorii.
                • turzyca odpowiedzialnosc rodzicow 14.05.10, 02:02
                  > Ruch powinien byc przyjemnoscia. Ja sport odkrylam dopiero na
                  > studiach gdy zaczelam z upodobaniem jezdzic na lyzwach.

                  Ale to jest wlasnie rola rodzicow. Zeby odkryc, co dziecko lubi, postarac sie,
                  zeby ten rodzaj ruchu mialo zagwarantowany, i ew. ubrac w atrakcyjna otoczke. I
                  zdecydowanie nie mowic ani slowa o wadze.
                  Ja tez nie cierpialam wf-u w podstawowce i wole w ogole nie przypominac sobie,
                  ze cos takiego w moim zyciu mialo miejsce. Bo wf byl ograniczony do siatkowki, a
                  ja na boisku siatkarskim nie powinnam sie znajdowac w zadnych okolicznosciach.
                  Za to za mozliwosc wlezienia do wody dam sie pokroic w cienkie plasterki,
                  wykazywalam te ceche od wczesnego dziecinstwa i na katorznicze treningi na basen
                  chodzilam z najwieksza przyjemnoscia. Dopiero po latach z roznych rozmow
                  domyslilam sie, ze pierwszy raz na basen zostalam zapisana, gdy wrocilam z
                  wakacji u babci duuuuzo ciezsza. Ale to dopiero po latach, wtedy bylo "Mysle, ze
                  jestes na tyle duza dziewczynka, ze poradzisz sobie sama na basenie. Chcialabys
                  chodzic na zajecia z plywania?", moja straszna duma, ze chodze na prawdziwy kurs
                  prawdziwego plywania i kazdorazowa radosc, ze jedziemy na plywalnie. W ten
                  sposob zupelnie bez zlych skojarzen typu "musze plywac, bo jestem za gruba" moja
                  milosc do wody rozwinela sie w milosc do plywania i dzis na basen chodze przede
                  wszystkim dlatego, ze to po prostu uwielbiam. Moi rodzice bez wielkich
                  deklaracji i potoku slow uksztaltowali mnie tak, zeby pewne rzeczy przychodzily
                  mi z latwoscia, byly wewnetrzna potrzeba, a nie kwestia samodyscypliny. Dlatego
                  lubie warzywa i nie wyobrazam sobie obiadu bez jarzyny, bo taki byl zawsze obiad
                  w domu lub nie pijam slodkich napojow, bo do picia zawsze byla nieslodzona
                  herbat(k)a. To jak mycie zebow - nie wyobrazam sobie, ze moglabym inaczej.
                  Wyrobienie w dziecku takich przyzwyczajen, ktore w pozniejszych latach beda
                  procentowac, jest czescia odpowiedzialnego rodzicielstwa.
                  • black_halo Re: odpowiedzialnosc rodzicow 14.05.10, 08:18
                    Masz oczywista racje. Ja tez tak na marginesie lubie wode. Ale ty
                    mialas szczescie miec madrych rodzicow a ja mialam zwyczajnie
                    niedoswiadczonych i coby tu nie pisac - glupich. Moja mama uwaza, ze
                    jak mi nie powie, ze jestem gruba to ja sama tego nie bede wiedziala.
                    Wiem, przeciez mam lusterko. I tak samo uwaza, ze sport dla
                    przyjemnosci to moze sobie uprawiac moja cienka jak igla sasiadka, ja
                    natomiast powinnam sie codziennie porzadnie spocic minimum przez
                    godzine, najlepiej przy bieganiu bo od plywania sie nie chudnie. Ty
                    mialas wzmocnienie pozytywne, ja negatywne. Dzisiaj juz staram sie
                    nie myslec o tym, ze osoba, ktora panicznie boi sie zanurzyc w wodzie
                    powyzej pasa moze mowic, ze 60 dlugosci basenu w 45 minut to jest nic
                    bo to tylko 1500 metrow. Ale do roweru mam uraz, w-f nienawidzilam.
                    Lubie jazde na lyzwach, przez cale studia mialam lodowisko niedaleko
                    uczelni wiec kupowalam roczny karnet i smigalam ile wlezie.
                    Najchudszy okres w moim zyciu.

                    Tez mam nawyk jedzenia obiadu z warzywem, gotowanym czy tez nie ale
                    musi byc. To nie zmienia jednak faktu, ze mam spora nadwage i jest
                    ona wynikiem 'kosmetycznego odchudzania'.
              • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:57
                Owszem, problem nadwagi jest do zduszenia w zarodku, tyle, ze nie
                zawsze może to dotyczyć całej rodziny. Często jedno tylko dziecko ma
                nadwagę, drugie - niedowagę. I cóż wtedy - trudno odchudzić to,
                ktore i tak jest za chude. Pewnie, ze coli czy słodyczy nie należy
                mieć w domu tak czy inaczej, ale juz dania obiadowe to inna sprawa.
                mam dwoje dzieci z niedowaga i jedno z nadwagą. Ktore z nich
                uprawiało i uprawia sport - łacznie z medalami zdobywanymi na
                zawodach? Które pilnuje tego co je, a ktore jedza słodycze?
                Tak, zgadliscie. Czasem sprawa jest rzeczywiście prosta, czasem - o
                wiele bardziej skomplikowana, niestety - i nie sposób dziecka z
                nadwagą klasywikować automatycznie jako obżerającego sie milosnika
                telewizji.
                A zdrowi ludzie to zdrowi ludzie, nie koniecznie idealnie szczupli.
              • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:58
                Pochodnia, ale przecież zgadzasz się z Verdaną
                • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:29
                  Ale ja nie widzę niszczenia psychicznego. Tym dzieciom należy powiedzieć prawdę
                  - jesteś grube, ale to zmienimy. Nikt im psychiki tym nie niszczy. Gdyby rodzic
                  się wyśmiewał, mówił: nie kocham już tłuścioszka,jak przytyjesz, to nie będę się
                  do ciebie odzywać - to byłoby to niszczenie. Nie zauważyłam tego w omawianym
                  artykule.
                  • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:39
                    Bo nie rodzice tu niszczą psychike, tylko psycholog.
                    • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 23:02
                      Tego też nie zauważyłam. Dziecko powinno mieć świadomość, że to, co robi
                      (jedzenie słodyczy, niezdrowe odżywianie i brak ruchu) jest złe. To nie ma być
                      bezstresowe wychowywanie, tylko ukazywanie konsekwencji obżarstwa.
                      • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 08:21
                        Ale psycholog nie mowi, że śmieciowe odżywianie jest złe - mowi, ze
                        człowiek za gruby jest mniej wartosciowy niż szczupły i że jego
                        odrzucenie społeczne jest oczywiste. Dziecko za grube nie jest
                        gorsze od szczupłego rówieśnika, tylko grubsze. Ten szczuply moze
                        odżywiać się rónie źle, także nie mieć ruchu, a w dodatku wiele wad -
                        jego jednak się nie piętnuje. Tak samo może nie mieć silnej woli, a
                        jednak uznaje się, ze ma prawo śmiać się z grubszego rówiesnika.
                        Konsekwencje żłego odzywiania u szczuplych dzieci nie są wcale
                        lepsze, ale sa szczupłe - wiec z definicji lepsze.
                      • parowkowa Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 11:43
                        Rozumiem ze jestes zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu:
                        Wiec rozumiem ze dziecku z problemami nizej wymienionymi tez bys powiedziala "po
                        imieniu" np:
                        1) dziecku z dysleksja: DEBIL, ale nie martw sie popracujemy nad tym

                        dziecku na wozku - KALEKA ale nie martw sie, popracujemy nad tym

                        dziecku z downem: IMBECYL, i niestety z tym sie juz nic nie da zrobic. itp itd.

                        Skad w ludziach taka uparta chec uswiadamiania osob z nadwaga ze sa GRUBE?
                        Myslicie ze nie sa tego swiadomi???
                        Moze poprostu chcesz dokopac osobom z nadwaga bo innym odmiencom nie wypada? DNO
                        i 10 warstw mulu.
                        I do tego jeszcze takie zachowanie w stosunku do dzieci - oby twoje dziecko
                        kiedys ktos tak "po imieniu" dosadnie i glosno skomentowal. Moze wtedy sie
                        oduczysz. IDIOTKA.
                        • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 13:20
                          Rozumiem, parówkowa, że to wszystko, na co cię stać? Takie debilne
                          nadinterpretacje budzą chęć interpretowania twojej wypowiedzi w sposób, który
                          dobitnie świadczy o tym, że masz problemy ze swoim zdrowiem psychicznym. Może
                          dlatego, że jesteś otyła? To taka interpretacja, bez urazy...
                          Dziecko grube, to dziecko grube. Nie oznacza to, że nie będzie kochane i że
                          rodzice mają go nie znosić, ale że mają mu wytłumaczyć, że jest grube, więc
                          niezdrowe, a zatem trzeba przystąpić do leczenia.
                          Pomyśl, zanim kogoś wyzwiesz od idiotek, łatwo nawrzucać, jak się jest schowanym
                          za monitorkiem, nie?
                          • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 14:08
                            Dziecko grube to dziecko grube, dziecko kalekie to dziecko kalekie a
                            dziecko niedorozwiniete umyslowo to niedorozwiniete. Pierwsze nazywa
                            sie grubym, drugie sprawnym inaczej a trzecie "powoli sie
                            rozwijajacym". Widzisz roznice? Dlaczego kalece nikt nie powie
                            wprost, ze jest kaleka i dlatego nie bedzie sie nim bawic? Dlaczego
                            rodzicom dziecka niedorzinietego umyslowo (vcalkiem spory odsetek)
                            nie powie sie "Prosze panstwa, panstwa dziecko nigdy nie osiagnie nic
                            w zyciu poniewaz stopien jego rozwoju umyslowego jest taki a nie
                            inny. Dlatego najlepiej poslac go do szkoly specjalnej a nastepnie
                            zawodowki gdzie byc moze nauczy sie zawodu". Nawet leniwym dzieciom
                            zalatwia sie wszelkie zaswiadczenia o dyslekcji i dyskortografii,
                            dyskalkulii i bog wie co jeszcze zamiast powiedziec wprost "jestes
                            niedorozwiniety umyslowo a wiec nie do konca zdrowy i pomimo, ze
                            teraz bedziemy cwiczyc matematyke po dwie godziny dziennie to nigdy
                            nie osiagniesz poziomu swoich kolegow". A Ty jakos nie widzisz w
                            nazywaniu rzeczy po imieniu przy dzieciach zwyczajnie grubszych niz
                            rowiesnicy.
                            • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 14:54
                              Bzdury. W pierwszych przypadkach nie osiągniemy pełni rozwoju fizycznego bądź
                              psychicznego, poza tym nie spotykam się z innymi określeniami, niż dziecko
                              kalekie, niesprawne czy niedorozwinięte, tudzież opóźnione. Nie mówię o
                              obraźliwych, jak "debil" czy "ułom", bo przecież to zrozumiałe.
                              Gruby to gruby - a to można zmienić. Nie mówić "grubas", "tłuścioch", ale
                              dziecko grube nie jest określeniem obraźliwym.
                              Tak naprawdę czepiacie się jakichś detali, rozwadniając temat. Otyłość to nazwa
                              medyczna, a potocznie mówi się, że ktoś jest gruby. Pomijam kretyńskie wyzwiska.
                              Naprawdę myślicie, że ja nie mam nic do roboty, tylko szydzić z ludzi grubych?
                              Nie. Można to zmienić, a nawet trzeba, o ile przyczyną otyłości nie są choroby
                              hormonalne, czy branie leków. Bo najczęściej przyczyna jest prozaiczna - zła
                              dieta i brak ruchu.
                              • parowkowa Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 17:52
                                Wbij sobie do tego szpetnego lba - gruby to jest wyzwisko.
                                Na rowni z DEBILEM, IMBECYLEM (mimo ze to medyczne okreslenia!!)

                                mozesz mowic PULCHNE dziecko albo Z NADWAGA.

                                Chore zeby trzeba bylo doroslej babie tlumaczyc takie podstawy. Z jakiej wsi piszesz, ze nie umiesz doroznic wyzwiska od neutralnego okreslenia?
                                • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 21:33
                                  No cóż. Gruby to wyzwisko, "szpetny łeb", "idiotka", "z jakiej wsi piszesz" to
                                  zapewne komplementy w twoim wydaniu.
                                  Na szczęście, moje realne życie jest ciekawe i nie muszę dowartościowywać się,
                                  wyzywając od powyższych nieznane sobie forumowe byty, czego i tobie życzę, o ile
                                  nie jest za późno.
                                  • parowkowa Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:38
                                    Tak sobie tlumacz, BUCU
                                    • dorotaniejest Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 23:39
                                      coś taka agresywna, parówkowa.

                                      "gruby" to taki sam przymiotnik jak "chudy", "blady" albo "rumiany".
                                      to, że tobie się kiepsko kojarzy, nie robi z niego obelgi.
                                      • parowkowa Re: My już słodyczami gardzimy 14.05.10, 22:37
                                        widac zes IDIOTKA. Idiotka tez nie jest nacechowana negatywnie, poprostu jestes idiotka, mozliwe ze blada.
                                        • dorotaniejest Re: My już słodyczami gardzimy 28.09.10, 13:00
                                          parówkowa.

                                          no mówią, że w takich wszystko, ino przemielone.

                                          dotąd nie wierzyłam.
                  • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 11:12
                    Tym dzieciom zamiast brutalnej prawdy o tym, ze sa grube nalezy
                    powiedziec, ze sa kochane i wyjatkowe. A nastepnie nauczyc ich
                    rodzicow zdrowego zywienia tak zeby dziecko nie wiedzialo, ze jest
                    odchudzane. I ze to musi byc zmiana nawykow dla calej rodziny a nie
                    tylko dziecka. Bo nie wyorazam sobie, ze jednemu dziecku odmawia sie
                    slodyczy bo jest grube i to w momencie gdy cala rodzina wcina
                    niedzielna szarlotke z bita smietana. Wielu rodzicow nie umie
                    pozytywnie motywowac dzieci i najczesciej grubsze dziecko slyszy, ze
                    musi schudnac, wziasc sie za siebie, zmobilizowac, samozmotywowac i
                    podobne, zeby bylo szczuple. Moaja mama mowila mi, ze co to bedzie
                    jak bede miala 18 lat i bede sie wstydzila isc na plaze z chlopakiem
                    jesli w ogole jakiegos znajde w tym wieku. No rzeczywiscie motywacja
                    dla osmiolatki.
                    • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 13:25
                      Ale to wina mamy, a co to ma do artykułu? Oczywiście, że jeżeli rodzina ma
                      wspierać małego grubaska w walce z otyłością, to przejawia się to m.in. tym, że
                      nie je się na jego głodnych oczach rzeczy, które tuczą, a jemu się ich odmawia.
                      Dziecko powinno mieć świadomość tego, ze czy grube, czy chude, jest tak samo
                      kochane, ale nie wyklucza to stwierdzenia, że jest grube i trzeba to zmienić, bo
                      to oznaka, że dzieje się coś nie tak. Może to właśnie objaw tego, że rodzina źle
                      się dożywia - po innych nie widać, a ten okrągły malec jest tym właśnie
                      papierkiem lakmusowym?
                      • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 19:21
                        Myslisz sie. Z perpsktywy czasu oceniam, ze gadanie, ze jestem gruba
                        i trzeba to zmienic doprowadzilo mnie do stwierdzenia, ze cos jest ze
                        mna nie tak, ze odstaje, nie przystaje, nie jestem jak inni. Czyli,
                        ze tak ogolnie jestem niefajna. Dziecko czy za grube czy za chude nie
                        powinno w ogole takich rzeczy slyszec. Lepiej mu naturalnie
                        wprowadzic zasady zdrowego zywienia bo calkiem mozliwe, ze nigdy nie
                        schudnie do idealnych wymiarow ale przynajmniej bedzie mialo pewnosc
                        siebie.
          • kebbe Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:34
            Verdano,podpisuję się pod Twoimi wypowiedziami. Zwłaszcza pod tą
            pierwszą.
            Tekst jest naprawdę poniżej krytyki. Oto jak 11-sto letnia (!) Sandra
            motywuje swoją (czy aby na pewno?) potrzebę odchudzania:
            "Muszę być szczupła, żeby ładnie wyglądać w obcisłych bluzkach"
            No ludzie, jak to można zostawić bez komentarza?!
            Porażka :(
            • marta_monika Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 11:25
              A czym 11-letnia (!) Sandra ma motywowac walke z nadwaga? Dla
              dziecka obnizenie poziomu cholesterolu i cukru, obnizenie ryzyka
              chorob serca czy zawalu za 40 lat to czysta abstrakcja. Ale ladna
              nowa bluzka brzmi dobrze. Wynikami badan krwi mozna straszyc pana w
              srednim wieku a nie jedenastolatke.
              • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 12:15
                I ta Sandra będzie budowała swoje dobre samopoczucie na tym, czy
                jest atrakcyjna.
                A potem się odchudzi, ale dostanie pryszczy i z domu będzie się
                wstydziła wyjść.
                • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 13:27
                  No, jeżeli nie widzisz różnicy między niezdrową otyłością a zmianami
                  hormonalnymi charakterystycznymi dla danego wieku, to już Ty masz, verdano,
                  problem. Chodzi w tym momencie o ładne wyglądanie w bluzce, komunikat jest jasny
                  i klarowny.
                  • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 15:28
                    Czy umiesz czytać ze zrozumieniem?
                    Jeśli pozwolimy dziecku na myslenie , ze tylko atrakcyjne fizycznie
                    jest "dobre' i tylko wkladając obcisła bluzkę jest towarzysko
                    atrakcyjne i do zaakceptowania - to nauczymy je, ze do tego, aby
                    funkcjonowac w spoleczeństwie trzeba wyglądac nieskazitelnie.
                    Niezawinione (oczywiście!) pryszcze będa wiec dla takiego dziecka
                    dowodem, ze jest gorsze...
                    • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 16:22
                      Ale kto mówi o takim myśleniu, że tylko atrakcyjne fizycznie jest dobre? Dziecko
                      rozumie proste przekazy i dlatego tak sobie wytłumaczyło: będę gruba, to nie
                      będę dobrze wyglądała w tej bluzce, którą chcę nosić. Nie widzę tutaj żadnych
                      dylematów z gatunku tych, które tutaj kreujesz.
                      • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 17:33
                        Wszyscy w tym tekscie - wymuszając na dziecku wyznanie, ze źle się
                        czuje w towarzystwie bo jest grube....
                        Poza tym widzialam sporo grubych dziewczyn w obcislych bluzkacj,
                        ktore wyglądały b. atrakcyjnie. Ta dziewczynka już ma jednak
                        wdrukowane - ładne bluzki sa dla szczuplych.
          • ll66 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:25
            ta, w domu nie bedzie ale kase na kanapke przeznaczy na smieciowe zarcie.
            czekolada zdrowa tak ale gorzka wysoko procentowa a dzieci raczej takiej nie lubia
          • bellis.blog.onet.pl Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 23:03
            Verdana, stwierdzenie, że jeśli dziecku zabronimy zjeść batonika to
            go nie zje jest bardzo... naiwne. Większość dzieci nie chce być
            zdrowa tylko chce jeść słodycze. To, że rodzic batonika nie da (o ile
            rzeczywiście się nie złamie) nie znaczy, że dostęp do tych batoników
            jest zamknięty. Gdy ja byłam w podstawówce mało kto miał kieszonkowe,
            wszyscy biegaliśmy z kanapkami z sałatą, ogórkiem i żółtym serem albo
            jajkiem i pomidorem. Teraz sytuacja się zmieniła - rzadko które
            dziecko kieszonkowego nie ma i kupują słodycze (słodycze ogólnie ale
            również słone przekąski, pączki, napoje gazowane słodzone) na potęgę,
            o czym rodzice nie musza wcale wiedzieć.
            Sama mam przykład z własnego podwórka, chłopak prawie pełnoletni, mający chorobę skóry (nie otyły), któremu szkodzą produkty o których
            mówimy. Wydawałoby się, że w tym wieku już powinien kumać o co chodzi
            i nie kupować sobie takich przekąsek - a większość kieszonkowego
            spyla właśnie na to, mimo iż rodzice starają się od lat z tym
            walczyć. Wszędzie w domu kamufluje czekolady z owocowym nadzieniem,
            chipsy, zimą za oknem trzyma pepsi.
            Oczywiście, argumentacja "nie wolno" na cześć dzieciaków zadziała,
            przynajmniej do czasu. Ale zakazany owoc smakuje jeszcze lepiej. A
            próba tłumaczenia i przekonania dziecka do robienia pewnych rzeczy z
            własnej woli i z przekonania jest w moim odczuciu znacznie lepsza. Bo
            nawet jeśli argumenty są na początku nie najlepsze to można ciągle z
            dzieckiem pracować i mieć je w zasięgu wzroku, starać się naprowadzać
            na właściwe tory i nie pozwolić na przegięcie w którąkolwiek ze
            stron. To oczywiście też jest trochę naiwne i zakłada, że rodzice
            rzeczywiście zaczynają dbać o dziecko i poświęcać mu czas jak należy
            ale według mnie ma i tak więcej sensu niż "nie jesz słodyczy - koniec
            dyskusji".
            • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 08:24
              W domu, w domu - to zawsze trochę tych słodyczy mniej. O to mi
              chodziło, bo nie jestem tak naiwna, aby sadzić, ze slodyczy sobie
              nie kupi - zawsze to jednak ich ograniczenie, no chyba, ze dziecko
              ma nadmiar kasy na wydatki.
              Jestem jak najbardziej za przekonywaniem i wychowywaniem dziecka, za
              odchudzaniem go, co już pisałam wielokrotnie. Jednak nalezy
              tłumaczyć "To szkodzi i dlatego nie nal;eży jeść tego w nadmiarze",
              a nie "Musisz być szczupły, bo tylko taki możesz zoatać
              aakceptowany".
              • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 13:30
                Ale kto tak tłumaczy, do jasnej anielki? Że "nie będziesz akceptowany"? I nie
                dlatego, że "szkodzi", bo kiedy tak powiesz do 11-latki, to ona nie wyobrazi
                sobie tego, że jej batonik w jakiś sposób "szkodzi". "Szkodzić" mogą jej
                wyzywające ją od grubasów koleżanki, zatem do tego typu rozumowania dopasowuje
                się argumentowanie.
                • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 15:29
                  Psycholog - najpierw wydobywa od dzieci - wcale nie takich do tego
                  chetnych, wyznanie, ze czują się nieakceptowane, a potem tłumaczy,
                  ze ci, co się odchudzają stoją moralnie wyżej od tych, ktorzy tego
                  nie robią.
                  Prawdę mówiąć nigdy w życiu nikt z rówieśnikow mnie nie wyzwał od
                  grubasów, choć miałam niewielką nadwagę. Prócz lekarki i rodziny,
                  niestety.
                  • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 16:23
                    Racja, mnie tez o tuszy pierwszy powiedzial lekarz, zapewne w dobrej
                    wierze. Rodzina podchwycila temat. Rowiesnicy jakos nie zauwazali tej
                    niby tuszy za to jednak mieli uzywke kiedy nie umialam skakac przez
                    plotek, biegac na czworaka, grac w pilke czy gume bo mi we wczesnym
                    dziecinstwie nie zezwalano - bo sie spoce i rozchoruje. Mialam niezla
                    przemiane materii bo nawet w okolicach matury mialam wciaz tylko
                    kosmetyczne 8-10 kilo nadwagi, dokladnie 10 kilo wiecej niz na
                    poczatku liceum kiedy wage mialam na poziomie 63 kilo przy wzroscie
                    169. Rodzina mi pilowala ciagle, ze jestem za gruba i za tgruba. Ja
                    myslalam o sobie jak o mostrum, tymczasem oni mieli zapewne na mysli
                    jakies kosmetyczne 5 kilo. Bardzo zaluje ze wtedy nie trafilam na
                    kogos madrego kto by mi przetlumaczyl, ze nie jest rozsadne sie
                    drastycznie odchudzac. A tak mam za swoje. No i rodzina tez. Do
                    dzisiaj mi wytykaja cukier czy mleczko w kawie.

                    Dzisiaj majac 26 lat zdecydowanie moge powiedziec, ze mimo tuszy
                    jestem szczesliwa io moje poczucie wlasnej wartosci jest wysokie.
                    Szczuplosc dalaby mi troche wiecej szczescia i moze ciut lepsze
                    zdrowie ale juz nie czuje potrzeby posiadania idealnego wygladu. Jak
                    zejde do wagi "wzrost minus 100" to bede zadowolona.
                  • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 16:25
                    Wcale nie takich chętnych, bo się wstydzą początkowo obcej babie mówić, że źle
                    się czują we własnej skórze, albo, że są wyśmiewane.

                    > Prawdę mówiąć nigdy w życiu nikt z rówieśnikow mnie nie wyzwał od
                    > grubasów, choć miałam niewielką nadwagę. Prócz lekarki i rodziny,
                    > niestety.

                    No to od tego powinnaś zacząć swoje wywody. Że miałaś kompleks wywołany przez
                    lekarkę i rodzinę, którzy to ludzie mało delikatnie się z Tobą obchodzili. I to
                    w takim stopniu teraz rzutuje na Twoje postrzeganie tematu otyłości i
                    argumentowania konieczności jej leczenia.
                    • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 17:26
                      I takie własnie kompleksy bedą miały dzieci z nadwagą (jeszcze raz
                      podkreslam, nie mowie o otylych!!!!), traktowane w ten sposób, co
                      dzieci z tego artykułu. I chodzi własnie o to, ze takie kompleksy i
                      czesto idace za nimi zaburzenia odzywiania są znacznie groźniejsze,
                      niż parokilogramowa nadwaga.
                      Od takiego "kosmetycznego odchudzania" i tlumaczenia, ze odchudzanie
                      jest dobre, bo ksztaltuje wole i samodyscypline zaczyna się
                      wiekszość przypadków anoreksji.
                      Lepiej dziecko z lekką nadwagą wysłac na rower, nie kupować do domu
                      słodyczy i siedzieć cicho.
          • rikol Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:26
            Marchewka jest bardzo smaczna, ale tylko surowa;) Slodycze tez sa smaczne, ale
            niezdrowe. Nadwaga dziecka to wina rodzicow - bo dziecko samo sobie jedzenia nie
            kupuje.
    • rabbinhood obtłuszczenie jajników 09.05.10, 20:45
      obtłuszczenie jajników, cukrzyca, zwyrodnienia stawów, ociężałość umysłowa,
      nadciśnienie i niska samoocena. To wszystko fundujesz swoim dzieciom kupując
      fast foody z chipsami i colą na czele. Aktywnie sprawiasz że dziecko staje się
      kaleką. Zamiast tego naucz robić sałatki i kanapki z gotowanym lub duszonym
      mięskiem, a także owoce przez cały rok i minimum 3kilometry marszu dziennie.W
      szkole powinien być absolutny zakaz fast foodów i junk food.Warto zastanowić
      się nad uczeniem dzieci gotowania zdrowej i odżywczej żywności na zajęciach
      praktycznych.
    • bukanor My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 20:55
      Mam wrażenie, że artykuł trochę odwraca kota ogonem. Dzieciaki dzisiejsze mają nadwagę, fakt, ale wątpię żeby od ziemniaków i tłustych sosów. Rzaczej od kanapy i koputera. Mam 25 lat i kiedy byłam w podstawówce komputer miała jedna osoba w całej klasie. Całe dzieciństwo spędziłam jedząc zupy, sosy, ziemniaki itp, nawet słodycze, ale po szkole szłam się ganiać z kolegami do wieczora po parku/boisku/lesie. Problemem jest że dzieciaki nie bardzo mają gdzie się ganiac, terenów zielonych w miastach ubywa (park w którym się bawiłam zmieniono w parking, na boisku na którym grałam w piłkę wybudowano tesco, tylko las został, tyle że wejście do niego opłotowane z napisem "teren prywatny"). Na osiedlach zakaz gry w piłkę i hałasowania, a gdzie na boga te dzieciaki mają się bawić?? A kawałek skwerka burzy geometryczną wizję ulicy, więc trzeba go zabudować. I tutaj jest moim zdaniem część problemu. Osobiście nie przepadam za batonami i czekoladą ale uwielbiam czipsy. Tym dzieciakom z artykułu psychikę zniczszą mówieniem "że chudym jest lepiej", a ryk z powodu 30 dag?? Ta dziewczyna za kilka lat będzie leczyc anoreksję....
      • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:08
        I od samochodów. I pilotów do telewizora (spoleczeństwu
        amerykanskiemu podobno przybylo po 2 kg na osobe po wynalezieniu
        pilota).
        I od obsesji matek, że na podwórku za każdym krzakiem czai się
        pedofil, więc niech lepiej dziecko samo nie wychodzi.
        Całkowicie sie zgadzam.
      • tomek854 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:10
        bukanor napisała:

        > Mam wrażenie, że artykuł trochę odwraca kota ogonem. Dzieciaki dzisiejsze mają
        > nadwagę, fakt, ale wątpię żeby od ziemniaków i tłustych sosów. Rzaczej od kanap
        > y i koputera. Mam 25 lat i kiedy byłam w podstawówce komputer miała jedna osoba
        > w całej klasie. Całe dzieciństwo spędziłam jedząc zupy, sosy, ziemniaki itp, n
        > awet słodycze, ale po szkole szłam się ganiać z kolegami do wieczora po parku/b
        > oisku/lesie. Problemem jest że dzieciaki nie bardzo mają gdzie się ganiac, tere
        > nów zielonych w miastach ubywa (park w którym się bawiłam zmieniono w parking,
        > na boisku na którym grałam w piłkę wybudowano tesco, tylko las został, tyle że
        > wejście do niego opłotowane z napisem "teren prywatny"). Na osiedlach zakaz gry
        > w piłkę i hałasowania, a gdzie na boga te dzieciaki mają się bawić?? A kawałek
        > skwerka burzy geometryczną wizję ulicy, więc trzeba go zabudować. I tutaj jest
        > moim zdaniem część problemu. Osobiście nie przepadam za batonami i czekoladą a
        > le uwielbiam czipsy. Tym dzieciakom z artykułu psychikę zniczszą mówieniem "że
        > chudym jest lepiej", a ryk z powodu 30 dag?? Ta dziewczyna za kilka lat będzie
        > leczyc anoreksję....

        To prawda. Ja jak byłem w podstawówce to chodziłem na basen 4 razy w tygodniu a
        raczej jeździłem na basenie. Pojechanie w weekend na wycieczkę rowerową z
        Wrocławia do Trzebnicy i z powrotem, i to bocznymi drogami (120 kilometrów) było
        może nie codziennością, ale żadnym wielkim wyczynem.

        Dziś obserwuję dzieciaki, które dostają zadyszki po przejechaniu długości mojej
        ulicy normalnym tempem (a moja ulica jest krótka).

        Bardzo dobry też jest post verdany. Szczególnie to o jedzeniu czekolady. Ja się
        niedawno przerzuciłem na nieco zdrowszą dietę, bo mi brzuszek urósł (siedząca
        praca...) ale od czasu do czasu zjem sobie słodycza czy chipsy. Bo lubię. I za
        tą wszystką zieleninę na parze którą wciągam dla zdrowia chyba mi się należy? ;-)

        Wszystko można - byle z umiarem i zrównoważone.
        • tomek854 Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:14
          Hihi, jeździłem na basen. Na rowerze :-)
      • shigella Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:07
        bukanor napisała:

        > Mam wrażenie, że artykuł trochę odwraca kota ogonem.
        > Dzieciaki dzisiejsze mają nadwagę, fakt, ale wątpię
        > żeby od ziemniaków i tłustych sosów. Rzaczej od kanapy
        > i koputera. Mam 25 lat i kiedy byłam w podstawówce
        > komputer miała jedna osoba w całej klasie.
        IMO tu jest kilka rzeczy polaczonych - z jednej strony
        tluste i bogate w weglowodany jedzenie, z drugiej - brak ruchu.
        Rodzice i dziadkowie czesto uwazaja, ze dziecko pulchne to
        dziecko zdrowe, ze oni nie mieli, to niech sie dzieciak nacieszy.
        Do tego dochodza sklepiki i sklepy gdzie z polek wylewa sie wysoko
        przetworzona zywnosc z syropem kukurydzianym, glutaminianem sodu,
        tluszczami itp. ktora zacheca "kup mnie, kup mnie, kup 10 paczek dostaniesz
        nagrode".
        Rodzinny obiad sklada sie z kupy skrobi polanej sosem z torebki, albo pizzy.

        Wystepuje jako wykonawca na festynach archeologicznych i widze, ze dzieci
        interesuja sie glownie tym, co mozna kupic za zlotowke i z wypiekami na twarzy
        szukaja fast-foodow. Niemal kazde ma w reku paczke chipsow czy batoniki.

        > Całe dzieciństwo spędziłam jedząc zupy, sosy, ziemniaki itp,
        > nawet słodycze, ale po szkole szłam się ganiać z kolegami do
        > wieczora po parku/boisku/lesie.
        To prawda, ze wiekszosc chaszczy z czasow mojego dziecinstwa wypelniaja obecnie
        "Wierzbowe zakatki" czy inne "Domy blizej natury", gdzie dzieciaki nie maja
        gdzie biegac i szalec, bo halas, bo przeszkadzaja, bo samochody.
        Dzieciak mojej kolezanki (lat 8) nigdy nie wychodzi sam z domu "bo jest
        niebezpiecznie".

        Do tego dochodzi nudny WF, na ktorym dzieci ocenia sie za wyniki.
        Pamietam go jako koszmar, bo jako kompletny antytalent ruchowy dostawalam
        wiecznie same dwoje, co mnie absolutnie zniechecalo i powodowalo, ze wagarowalam.
        Teraz, gdy sama sobie dobieram rozne formy ruchu, cwiczenia zaczely mnie bawic i
        uprawiam aktywnosc fizyczna z ogromna przyjemnoscia (ba, place za to;))

        Dodatkowo niedzwiedzia przysluge wyrzadzaja dzieciakom rodzice, wypisujacy na
        kazde zadanie zwolnienia z WF.

        > I tutaj jest moim zdaniem część problemu. Osobiście nie
        > przepadam za batonami i czekoladą ale uwielbiam czipsy.
        Kilka chipsow raz na tydzien, w trakcie dlugiego spaceru nikogo nie zabije;
        strasznie mi sie podoba szwedzki system "slodkich sobot" - jednego dnia w
        tygodniu, gdzie dziecko je slodycze.

        > Tym dzieciakom z artykułu psychikę zniczszą mówieniem "że
        > chudym jest lepiej", a ryk z powodu 30 dag?? Ta dziewczyna
        > za kilka lat będzie leczyc anoreksję....
        Drodzy pogromcy grubasow, za leczenie wychudzonych anorektykow tez placicie.
        Wazne jest, czy ktos jest zdrowy, a nie jego waga. Owszem, otylosc powoduje (a
        raczej moze powodowac) klopoty z krazeniem, bole stawow itp, ale z drugiej
        strony osoby b. szczuple maja problemy z ukladem pokarmowym i zebami.
        Chude dziecko moze miec osteoporoze, awitaminoze i inne niedobory.
        Czesto widze chude dziewczyny jedzace male frytki z cola i nikt mi nie wmowi, ze
        to dobra dieta, ktora uchroni je od problemow w przyszlosci.
        Moj brat z powazna niedowaga zywil sie do pewnego momentu chlebem z dzemem lub
        czekolada i makaronem z cukrem (tylko to jadl bez przymusu, a rodzicielka
        rzucala sie jak ranna lwica, gdy ktos mu chcial dac cos zdrowego).
        Pozniej jako wielki postep doszly do tego kurczaki z KFC i sucha kielbasa, oraz
        makaron z sosem z torebki, a do tego wiadra napojow gazowanych. Byl szczuply,
        owszem ale co z tego?
        Mlody ma koszmarne zeby (mimo wydatkow na dentyste), klatka piersiowa zapadnieta
        i jeczy nam teraz, ze dlaczego nie zmuszalimy go do spozywania zdrowej zywnosci.
    • vesper_lynd brawo verdana 09.05.10, 21:14
      Podpisuję się obiema rękami pod wypowiedziami Verdany.

      Ale jest też jedna rzecz - abstrahując od języka naszpikowanego upokarzającymi "pulpecikami" i "grubaskami" - akcja w bydgoskiej podstawówce to jednak nowość w Polsce. I za to szacunek, że zwrócono uwagę na problem, dyrektor zakasał rękawy i postanowił działać. Metodami, powiedzmy, nieco kulawymi, siermiężnymi. Ze skrzywionym podejściem, że otyłość to nie problem zdrowotny, a problem braku akceptacji rówieśników. Ale jednak sama akcja jest dla mnie pozytywnym przejawem, że w Polsce nareszcie (także w mniejszych miastach) ludzie przekonują się, że dobrobyt i szczęście nie równa się jedzeniu ile wlezie, pasieniu siebie i dziecka. Bo pyzata pociecha to zdrowa pociecha, wyznacznik majętnego domu.

      Przydałyby się szkolenia, albo chociaż broszury z podstawami wiedzy o dietetyce dla pedagogów i dyrektorów szkół. Ogólnopolska akcja, ale z solidnymi fundamentami przygotowanymi przez profesjonalnych dietetyków i psychologów. Od głupiego odchudzania dzieci z nastawieniem rodem z Bravo Girl do zaburzeń odżywiania, jak bulimia i anoreksja, jest bardzo blisko.
      • verdana Re: brawo verdana 09.05.10, 21:32
        Toteż ja dyrektora się nie czepiam, przeciwnie. Sama akcja jest
        dobra, choć powinna być przeprowadzana dyskretniej. I pielegniarka
        powinna najpierw rozmawiać z rodzicami, a potem dopiero z dzieckiem -
        choćby dlatego, żeby nie zacząć tlumaczyć koniecznosci odchudzania
        się dziecku z problemami zdrowotnymi, ktore uniemożliwiają utrate
        wagi.
        A najbardziej to przydałaby się nie akcja, tylko lekcje wf-u, ktore
        uczniowie by lubili, a nie błagali lekarzy o zwolnienie, bo sa
        wysmiewani, albo nie potrafią dostatecznie daleko rzucić pilką
        lekarską i dostają jedynki....
        • vesper_lynd Re: brawo verdana 09.05.10, 21:58
          Lekcje wf pięć razy w tygodniu to nie jest chyba wyjście... Nawet najciekawszy wf dla niektórych dzieci (nawet niekoniecznie z nadwagą) nie będzie dobrą zabawą, bo będą mieć słabsze wyniki, albo w grach zespołowych będą tymi pomijanymi - z różnych powodów. Dzieci potrafią być okrutne i będą wynajdywać kozły ofiarne czy to te z nadwagą, czy te z np. zielonym, a nie różowym plecakiem. Sama nie tak wiele lat temu miałam wf-y, w podstawówce bardzo ciekawe, urozmaicane przez świetną nauczycielkę. Co z tego, skoro dzieci widocznie gorsze w sporcie były i tak odpychane przez rówieśników. A w wieku dojrzewania większosć dziewcząt i tak zwalniała się na potęgę. Jak się nie wyniosło z domu nawyku i sympatii do uprawiania sportu, to dopiero wiele sprzyjających czynników może to sprawić w szkole.

          Ważniejsze jest to, co się wynosi z domu, czy rodzice umieją zachęcać dziecko do aktywności fizycznej i czy jej zupełne pomijanie + złe nawyki żywieniowe nie skończyły się zaniedbaniem zdrowia dziecka.
          Szkoła z otyłego siedmiolatka nie zrobi nawet najciekawszym wf-em wielbiciela sportu. A znowu zajęcia z podziałem na mniej lub bardziej sprawnych uczniów to towarzyska śmierć dla wielu dzieci.
          Szkoła powinna zauważyć problem i dyskretnie, ale stanowczo zwrócić na niego uwagę rodzicom, którzy nie widzą/ nie wiedzą pewnych rzeczy. Matka z wykształceniem podstawowym nie wie, że trzy batoniki dziennie dla otyłej, ale uśmiechniętej córci to niekoniecznie dobry wybór.
          • alia_od_noza Re: brawo verdana 09.05.10, 22:02
            vesper_lynd napisała:

            > Lekcje wf pięć razy w tygodniu to nie jest chyba wyjście... Nawet
            > najciekawszy wf dla niektórych dzieci (nawet niekoniecznie z
            > nadwagą) nie będzie dobrą zabaw ą, bo będą mieć słabsze wyniki,
            > albo w grach zespołowych będą tymi pomijanymi - z różnych powodów.
            > Dzieci potrafią być okrutne i będą wynajdywać kozły ofiarne
            > czy to te z nadwagą, czy te z np. zielonym, a nie różowym
            > plecakiem.

            Pięć godzin w-f? Chyba bym się załamała albo zażądała od matki załatwienia mi
            zwolnienia. Nienawidziłam w-f, tych wszystkich głupich gier zespołowych, które
            moje koleżanki traktowały jak świętość i oczywiście były wściekłe, jeśli przeze
            mnie (ich zdaniem) przegrywały. Co ciekawe, od kiedy na studiach mogłam sobie
            wybrać rodzaj zajęć, polubiłam aktywność fizyczną.
        • aka10 Re: brawo verdana 09.05.10, 22:02
          Masz calkowita racje, Verdana.
          Dyrektor powinien byl po prostu zmienic asortyment w sklepiku, a
          pielegniarka po wazeniu i mierzeniu dzieci na poczatku roku
          szkolnego podzwonic do rodzicow tych dzieci, ktore maja nadwage.
          Najpierw moze by sie dalo cos we wspolpracy z domem zrobic, ale nie
          takimi metodami, jak opisane w artykule.
          Zastanawiam sie tez nad powstaniem tych sklepikow szkolnych, ktore
          sprzedaja chipsy, cole i inne swinstwa. Jakos kiedys bralo sie ze
          soba kanapke czy dwie i jakis owoc i tez bylo dobrze.
          W podstawowce w moim roczniku byla jedna otyla osoba (powaznie
          chora, caly czas brala leki).
    • ivva1 My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:37
      Dzieci jedzą i piją to czego nauczyły się w domu. Jeśli rodzice zamiast wody mineralnej i np. bakalii kupują colę i chipsy,bo fajny film w TV leci, to ciężko dzieci przekonać o szkodliwości tego syfu, bo kojarzy się z czymś fajnym. Aby uświadomić dzieciom szkodliwość najpierw trzeba uświadomić ją ''odpowiedzialnym'' rodzicom.
      Tony batoników na święta i urodziny....
      Popcorn w kinie....
      wypasione imprezy....
      Mnożyć by można w nieskończoność.
      I nagle nastolatka budzi się któregoś dnia z ręką w nocniku....bo jej koleżanki ważą po 50kg a ona 85kg. Depresja, głodówka i...anoreksja.
      Nim ktoś zacznie się mądrzyć niech pomyśli teraz o jednym: A CO MOJE DZIECKO DZIŚ JADŁO??????
      • nessie-jp Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:51
        > I nagle nastolatka budzi się któregoś dnia z ręką w nocniku....bo jej koleżanki
        > ważą po 50kg a ona 85kg. Depresja, głodówka i...anoreksja.

        Ale widzisz, tu problemem jest również to, że jej koleżanki ważą po 50 kg, a
        żarły czipsy i piły colę tak samo jak ona... I to jest dopiero cholerny problem
        dla dziecka.
      • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:52
        Słusznie, tylko nie na temat.
      • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 21:56
        ivva1 napisała:
        .........

        Otóż to! Rodzice, wychowujcie swoje dzieci, nie hodujcie ich bezmyślnie! Róbcie
        przemyślane zakupy, planujcie posiłki, planujcie ciekawie czas dzieciom,
        zachęcajcie do aktywności!
        Kiedyś wszystkie wolne placyki były oblegane przez smarkaterię, która grała w
        nogę do upadłego. Ktoś napisał, ze teraz te miejsca są ogrodzone, z tabliczką
        "teren prywatny". Owszem, czasem tak właśnie jest. Ale zauważyłam też inną
        rzecz. Taki placyk przed blokiem zarósł niepostrzeżenie trawą, choć wręcz kusi,
        żeby na nim zagrać w nogę. Trzepaki opustoszały. Place zabaw świecą pustką,
        również na wsiach, gdzie nie ma jakichś szczególnych rozrywek. Powód? TV,
        komputer, siedzenie na dupskach.
        • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:01
          Nie tylko.
          Ja stawiam przede wszystkim na strach tzw "dobrych" rodziców - przed
          pedofilią, złym towarzystwem, tym, ze beda musieli spuscić dziecko z
          oczu, ze może przebiegnie przez jezdnię, ze może w krzakach wypali
          papierosa.
          I najwazniejsze - ze jak będzie tak z kolegami biegało, to przeciez
          niczego się nie nauczy. A przecież powinno racjonalnie wykorzystać
          czas - na dodatkowe zajęcia, lekturę, gry edukacyjne, kółko
          filozoficzne i korepetycje z czegokolwiek.
          To tak na marginesie...
          • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:32
            Wielu rodziców kompletnie nie interesuje to, co robi dziecko. Im jest wszystko
            jedno, czy jest na dworze, czy grzebie w kompie. Kiedyś tez byli nadgorliwi
            rodzice, którzy nie wypuszczali dzieci, ale jednak większość biegała i cholery
            można było dostać, bo nawet ja, gówniara, zauważyłam, że małe dzieciaki biegają
            po ciemku. Teraz jest podobnie, tylko net ciekawszy od latania z kolegami...
            • black_halo Re: My już słodyczami gardzimy 24.06.10, 15:29
              Nawet jak internet i tv nie sa ciekawsze od biegania po podworku to
              jeszcze trzeba miec z kim. Jesli wszyscy koledzy sa na korkach,
              specjalnych zajeciach sportowych w rodzaju karate czy szermierki,
              kursach jezykowych, ognisku muzycznym a wieczorami graja w gry
              edukacyjne to trudno siedziec samemu na placu i czekac az ktos zagra
              w noge. Za moich czasow podstawowkowych (ledwie 12 lat temu
              skonczylam) wlasciwie malo ktore dziecko mialo jakies dodatkowe
              zajecia. U mnie w klasie miala jedna dziewczynka i bylo to pianino.
    • ivva1 My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:34
      Tyle się pisało o całym tym syfie, który POWINIEN zniknąć ze sklepików szkolnych.....i na pisaniu się skończyło.
      Widziałam kiedyś taką fajną fotkę gdzieś w necie:dwóch facetów wciąga toy-toya do ciężarówki coca-coli i podpis "z tego się robi coca-cole"-nawet nie wiecie jak podziałało to na wyobraznie moich dzieci. Zawsze kiedy wspomną o coli przypominam im tą fotkę i działa jak nie wiem co!
      Jak rodzice i szkoła nawet chudzielcom nie uświadomią,że to istny śmietnik ta jako 30latki mogą ważyć o 30kg za dużo
      • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 22:48
        Tyle, że sprytni sklepikarze, nawet wyrzuceni, robią interes "za rogiem". Dzieci
        kupują ten syf, bo jest po prostu smaczny. Dużo w tym winy rodziców, którzy,
        zamiast przygotować jakieś fajne śniadanie do szkoły, dają kilka groszy i "kup
        sobie coś w sklepiku". To kupują.
        Siostra mojej koleżanki chodziła do klasy z gościem, który nie dostawał
        śniadania, tylko kasę i WSZYSTKO wydawał na chipsy, colę, batoniki. Był gruby,
        jak wieprz.
        Bliska osoba pracuje w służbie zdrowia, opowiadała, kiedy rodzice jednego
        dziecka przyprowadzili je do szpitala i zostawili niezdrową wałówę i, UWAGA,
        kilogram cukru, bo jedzenie szpitalne za chude!
        Masakra!
        A co do ruchu na WF - też nienawidziłam gier zespołowych, biegania, miałam
        zwolnienia z WF. Po takim niedołężnym dorastaniu sama zapragnęłam ruchu, teraz
        sporo chodzę, dużo jeżdżę rowerem i jestem szczęśliwsza, mam kondycję, a przede
        wszystkim - JESTEM ZDROWSZA, nie pamiętam, kiedy byłam przeziębiona, nie wspomnę
        o antybiotykach.
        Lekcje WF powinny być ciekawe, zbierać dzieci z różnych klas w grupy łączące
        osoby o konkretnych upodobaniach sportowych, a nie jednej klasie kazać biegać w
        kółko, podczas, gdy jest kilka osób wolących gimnastykę czy kosza.
    • incan My już słodyczami gardzimy 09.05.10, 23:58
      Od kilku miesięcy mam staż w podstawówce i powiem szczerze jestem przerażona tym, co jedzą dzieci. Myślę, że to konieczne, aby zmienić asortyment tych sklepików, bo będzie bardzo, bardzo źle. Są tacy, którzy na każdej przerwie opychają się dziwnymi, pełnymi chemii rzeczami, które nawet trudno mi tu opisać. Ze zdrowszych rzeczy tylko kanapki, reszta to słodkie bułki, chipsy i przeróżne słodkości, a także takie wynalazki jak barwiony papier jadalny (!). Poza tym hamburgery, hot dogi, pizze itp., polane ketchupem, od którego dzieci koleżanki mają uczulenie. Zakupy robią tam już sześciolatki...Po prostu rozpacz mnie ogarnia, jak pomyślę, że za kilka lat będę musiała posłać tam swojego synka (teraz ma 1.5 roku).
      Od początku starałam się go żywić zdrowo, najpierw karmienie piersią, potem warzywa na parze, własnoręcznie robione kaszki (żadnych gotowców w ładnych opakowaniach, z cukrem i nie wiadomo czym jeszcze), domowe zupki zamiast słoiczków. Żadnych chrupek kukurydzianych, ani słodycze (tylko owoce). Babciom i dziadkom po prostu zabroniliśmy dawania słodyczy naszemu dziecku.
      Chcę też w synku zaszczepić umiłowanie sportu, chodzimy na basen, jeździmy na rowerach, no i dużo spacerujemy...Synek jest szczupły ("w sam raz"), dotychczas nie chorował. Chciałabym, aby zdrowo się odżywiał, ale wiem, że jak jedne dzieci ciągle kupują coś w sklepiku, to i drugie kusi...
      Czy ktoś ma jakiś pomysł - jak dążyć do likwidacji takich sklepików, albo zmiany asortymentu?
      • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 08:28
        Wbrew pozorom, sporo własnie takich "idealnie zywionych" dzieci
        zaczyna w wieku szkolnym jeść koszmarne świństwa. Bo to dla nich
        nowość, bo są słodkie, a w domu nic słodkiego nie ma.
        Naprawdę, radziłabym nieco zmienić dietę. Trochę domowego ciasta,
        gorzka czekolada, czasem lody nie zaszkodzą, a uczynia mniej
        atrakcyjnym slodkie badziewie. Mam trzecie dziecko w szkole, widze
        co dzieci kupują - i najmniej kupuja te , które są żywione
        racjonalnie, ale nie restrykcyjnie.
    • mpb My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 09:39
      no cóż, nie przebrnęłam przez całą dyskusję za co przepraszam, jednak zgadzam
      się w pełni z Verdaną. Mam 15 letnią anorektyczkę w domu i wiem w zmierzam się
      z tym co dzień, jak wielkim problemem jest samoakceptacja. Artykuł bardzo
      jednostronnie odnosi się do problemu nadwagi/otyłości, grube - złe, szczupłe -
      dobre. Do słów Verdany nic dodać, nic ująć, najważniejsze zdrowie.
      • agni69 Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 10:00
        No cóż, ja przebrnęłam przez całą dyskusję. Mam prawie 18-letnią
        córkę, która właściwie do 16 roku życia zawsze miała nadwagę. Nie
        była otyła, ale zawsze miała parę kilo za dużo. Od 12 roku życia
        jeździła na obozy odchudzające z dobrymi efektami. Czasami dłużej,
        czasami krócej utrzymywała swoją nową wagę. Nowa szkoła, nowi
        znajomi, chciała lepiej wyglądać - pojawiły się nowe problemy.
        Właściwie od półtora roku choruje na anoreksję. Jest „ciekawym i
        dość rzadkim przypadkiem”, który wyszedł z nadwagi i wpadł w
        anoreksję. Dla lekarza psychiatry i psychologa bardzo trudne
        zadanie. Dla nas rodziców też a przede wszystkim dla córki. Córka
        była już na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym, teraz ma
        cotygodniową terapię (nadmieniam, żeby nie było że leczę ją teraz za
        pieniądze podatników - lekarz i terapia - niestety prywatnie),
        myślę, że robi postępy, ale niestety przychodzi jej to bardzo
        ciężko. W tej chwili jej BMI waha się 16-16,5. Boi się, że jeśli
        zacznie jeść normalnie, znów będzie ważyć tyle co kiedyś, że nie
        będzie akceptowana przez rówieśników, że będzie mieć problemy z
        kupnem ubrań. Dlatego żal mi tych wszystkich otyłych dzieci, lub
        nawet tych mających większą lub mniejszą nadwagę. Wiem, co może je
        spotkać i nikomu nie życzę tego, co ja przeżywam od ponad roku.
    • perski_dziadzio Tuczący dwutlenek węgla ??? 10.05.10, 09:57
      Dyrektor: "Fast foodów i chipsów nie uznaję, gazowanego nie piję."

      Co ma "gazowane" do pozostałych trucizn? "Od zawsze" piję wodę
      mineralną z naturalną zawartością CO2 i jakoś nie utyłem.

      • pochodnia_nerona Re: Tuczący dwutlenek węgla ??? 10.05.10, 13:33
        Woda gazowana, poprzez naturalne "bąbelki" powodujące zwiększone wydzielanie
        kwasu solnego, pobudza apetyt.
        • black_halo Re: Tuczący dwutlenek węgla ??? 10.05.10, 13:57
          Woda mineralna zwykla rozpycha zoladek, tez niewskazana.
          • pochodnia_nerona Re: Tuczący dwutlenek węgla ??? 10.05.10, 14:59
            black_halo napisała:

            > Woda mineralna zwykla rozpycha zoladek, tez niewskazana.

            Możesz mi powiedzieć, w jaki sposób niby ta zwykła, niegazowania woda ma
            rozpychać żołądek? A co za tym idzie, to, Twoim zdaniem, lepiej pić colę i inne
            gazowane, przesładzane świństwa, bo woda i tak rozpycha? O tym mówisz? Bo w
            takim razie, co pić, ale tak bez ograniczeń? Jakieś bzdury wypisujesz.
            • black_halo Re: Tuczący dwutlenek węgla ??? 10.05.10, 16:16
              Nie widzisz sarkazmu? Byla to zreszta swego czasu dosc popularna opinia
              zeby nie pic duzo wody bo rozpycha zoladek. Po pol szklaneczki naraz,
              nie wiecej.
              • pochodnia_nerona Re: Tuczący dwutlenek węgla ??? 10.05.10, 21:35
                Wybacz, ale na forum nie widać sarkazmu ;-)
    • verdemia My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 11:15
      nie wiem jak rodzice mogą dopuścić do nadwagi lub otyłości u swoich własnych
      dzieci. Pierwsza część artykułu jest wprost przerażająca... jak można dawać
      dziecku słodycze, które wymusza jak ma niby atak?!! chore...a potem się ludzie
      dziwią, że trzeba stosować drastyczne metody odchudzania. Jestem jak
      najbardziej za żeby odchudzić te dzieci. Ewentualny problem z późniejszym ED
      to i tak wynik tego pierwotnego problemu czyli otyłości.
    • tornson Sranie w banie! Kiedyś dzieci też jadały słodycze, 10.05.10, 11:22
      powszechnym przysmakiem był chleb z cukrem, słodką oranżadę czy polocolę piło
      się litrami i jakoś nikt nie tył!
      Po prostu dzieciaki mają za mało ruchu, za mało sportu!!! Tu jest przyczyna! W
      szkołach religia zamiast WFu, brak SKSów, w miastach powstają ogromne blokowiska
      bez jednego placu do gry, dzieciaki całymi dniami siedzą przy komputerach i TV,
      śniadanie, obiad, kolacja w fastfoodach przy śmieciowym żarciu. Tu jest
      przyczyna! A nie w małym batoniku czy tabliczce czekolady.
      • verdana Re: Sranie w banie! Kiedyś dzieci też jadały słod 10.05.10, 12:16
        Święte słowa.
    • kamelia111 Przy okazji chcę sie poradzic 10.05.10, 15:02
      Proszę o rady i opinie.
      Moje dzieci uwielbiają tłuste salami i pasztet. Innych wędlin nie
      chcą jeść. Syn jest fanem żółtego sera, a córka lubi biały serek do
      smarowania (15% tłuszczu). Syn lubi masło orzechowe, a córka masło
      krowie.
      Oboje uwielbiaja placuszki na słodko...
      Nie wygląda to zbyt dobrze... Czy zastąpić te watpliwie "zdrowotne"
      przysmaki?

      Czy uważacie, że tłumaczenie synowi, ze jak będzie sie tak objadał
      to zrobi sie zbyt gruby i będziemy mieli problem bo wszystkie
      spodnie będą za ciasne w pasie jest dopuszczalne pod względem
      psychologicznym? Tłumaczenie takie, bo jakieś pół roku temu przytył
      w pasie i tak sie stało, że wszystki ubrania nagle zrobiły się
      ciasne w pasie. Wprowadziłam pewne ograniczenia i dzięki temu teraz
      jest juz w porządku. Syn ma 7 lat.

      W chwili obecnej dzieci wyglądaja "normalnie". Córka waży 15kg,
      ubranka na 98-104cm, syn 25kg, ma 122cm.
      • verdana Re: Przy okazji chcę sie poradzic 10.05.10, 15:35
        Plasterek żółtego sera dziennie jest jak najbardziej OK, jest wrecz
        wskazny - stanowi doskonałe źródło wapnia. Dla dziecka nawet nieco
        więcej sera nie zaszkodzi, bez przesady. Jesli dzieci nie mają
        nadwagi, to nic złego w maśle orzechowym nie widzę, no chyba, ze
        jest pożerane łyżką. Gorzej z masłem zwyklym - jest w diecie
        konieczne, ale bez przesady.
        Ubrania 7-latków robią się za ciasne i za krótkie błyskawicznie,
        tłumaczenie dziecku, ze ma sie zawsze miescić w stare spodnie jest
        absurdalne.
        Uwazam, ze przesadzasz - w obie strony. Raz, ze boisz się nawet
        niezbyt szkodliwych rzeczy. Dwa - ze jesteś zbyt mało stanowcza -
        uwazasz, e dziecko nie powinno jeść masła orzechowego i placuszków -
        nie kupuj i tyle.
        • kamelia111 Re: Przy okazji chcę sie poradzic 10.05.10, 15:42
          Verdana, to nie o to chodzi żeby przegiąć w którąś stronę...
          Plaserek sera jest OK, też to wiem. Maslo orzechowe jest OK, wiem.
          Porcje ograniczam do tych, które wydają mi sie rozsądne...
          Placuszki okazjonalnie, np. raz w tygodniu.
          Co do ciasnych ubrań - był moment, że syn mocno poprawił się
          wizualnie -tzn. 4 fałdki na brzuchu... ;), a ubrania dobre wzrostowo
          zrobiły się ciasne w szerokości. Wtedy zareagowałam ograniczeniami.


          Bardziej chodziło mi o to, że brakuje mi sensownych pomysłów na
          sensowne jedzenie dla moich dzieci na śniadania i kolacje. Pracuję,
          mam mało czas, różne zajęcia dodatkowe. Może ktoś podpowie co jest
          zdrowe, niezbyt czasochłonne i może byc atrakcyjne.
          Mimo, ze się staram widzę, ze dzieci lubują sie w rzeczach tłustych
          (a oprócz tego i słodkich, ale nie o tym tym razem chciałam).


          Acha, sama mam nadwagę i nienajlepsze gusta kulinarne. Dlatego
          szukam inspiracji.
          • pochodnia_nerona Re: Przy okazji chcę sie poradzic 10.05.10, 16:33
            Nauczyłaś dzieci jeść słodko i tłusto, to teraz masz problem, niestety. Zacznij
            od zwiększenia ilości zieleniny w jedzeniu. Ser wędzony czy żółty, ok, ale na
            chlebie z sałatą, do tego dobra jakościowo, chuda wędlina, szczypiorek, czasem
            jajko z chowu ściółkowego. Takie "wielkie" kanapy potrafią nieźle nasycić,
            dziecko zje ich mniej, niż takich tylko z serem czy masłem orzechowym. A chleb
            ciemny, pełnoziarnisty. Więcej chudego twarogu. Na obiady dużo warzyw, chude
            mięso + smaczne sałatki z sałaty, oliwy, pomidorów, jakiegoś sera białego. Masło
            samo w sobie jest dobre, tylko smarujcie tak, żeby zaklejać dziurki w chlebie,
            nie więcej. Bawcie się razem w kuchni, jeżeli nie masz czasu, to dawaj zadania,
            np. umycie sałaty i warzyw, pokrojenie ich, wymieszanie razem.
            A jak z ruchem? Może częściej wybierajcie się na spacery, macie rowery? Basen
            też jest fajny. Dzieci prędko podrosną i będą mogły same sobie organizować czas
            wolny, jeśli zasmakują w ruchu.
    • szeera My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 22:31
      A mnie przeraziła wypowiedź pani dietetyczki:
      "Dzieciom daję tabelkę: co mogą jeść, czego nie.
      -Po której stronie jest więcej?
      - Zakazanej, rzecz jasna. Są tam nie tylko fast foody, ale też słodycze,
      suszone owoce, smakowe płatki śniadaniowe."
      Jak po stronie zakazanej może być więcej niż po stronie tego co można jeść?
      Tak naprawdę przecież nie pomoże zakazanie pewnych produktów i zostawienie
      dziecka z poczuciem, że nie może zjeść nic smacznego. W takich przypadkach to
      chyba nie dziecku, a rodzicom trzeba mówić jak powinni zmienić swój sposób
      gotowania. Jest mnóstwo warzyw, kasz, prostych i zdrowych potraw których się w
      ogóle nie zna i nie przyrządza w ramach tradycyjnej polskiej kuchni. Czy pani
      dietetyczka pokazuje jak zmienić sposób żywienia, tak aby było i smacznie i
      zdrowo (da się!) czy tylko wprowadza zakazy?
      A na pocieszenie dla dzieci z nadwagą, badania pokazują, że nieodpowiednie
      odżywianie wywiera negatywny wpływ również na tych których waga jest
      prawidłowa. Więc tak naprawdę wszyscy powinni być uczeni jak jeść zdrowo i
      nawet bardzo chude dzieci nie powinny żywić się chipsami, słodyczami i colą.
      • pochodnia_nerona Re: My już słodyczami gardzimy 10.05.10, 22:54
        No oczywiście, że cała rodzina powinna zmienić nawyki żywieniowe, podobnie też
        koleżanki, które obżerają się fast-foodami i zapijają colą. Taki zdrowo jedzący
        gimnazjalista może zarazić dobrym przykładem całą klasę :-)
        A co do tabelki, to zrozumiałam, że jest ona dla tych odchudzających się,
        podczas procesu odchudzania. Wtedy faktycznie, lepiej wyeliminować wszystko, co
        słodkie, jak te właśnie smakowe płatki ( w domyśle: czekoladowe, miodowe,
        bezwartościowe w sumie, bo lepsze te ziarniste).
        Zostawiłabym za to suszone owoce, bo można nimi zabić napad apetytu na słodkie,
        poza tym wspomagają przemianę materii, o czym boleśnie się przekonałam, kiedy
        zżarłam z łakomstwa paczkę suszonych moreli ;-)
        • tanczacy.z.myslami "Zmienić nawyki żywieniowe"? 11.05.10, 18:34
          pochodnia_nerona napisała:

          > No oczywiście, że cała rodzina powinna zmienić nawyki żywieniowe,

          Dobra dobra... Moja połowica po urodzeniu dziecka postanowiła przejść na dietę, żeby się trochę odchudzić. Ona się odchudzała a ja chudłem... Ciekawe jak, skoro to ona zmieniła "nawyki żywieniowe" a nie ja? :)
          • pochodnia_nerona Re: "Zmienić nawyki żywieniowe"? 11.05.10, 20:46
            To znaczy, że test wypadł pomyślnie :-D
        • verdana Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 17:31
          ja zdecydowanie jestem za wyeliminowaniem wszystkiego, co slodkie,
          bo po prostu tak jest łatwiej nie jeść slodyczy. Suszone owoce sa
          jednak po prostu zdrowe. Podobnie jak bardzo kaloryczne orzechy. I
          konieczne dla młodzieży masło. Dzieci nie wolno odchudzać eliminujac
          wszystko, co kaloryczne - bo część tego jest po prostu zdrowa.
          Eliminujac większość rzeczy uniemożliwia się jedzenie nie tylko
          zdrowych, ale i smacznych posilków - a jedzenie powinno być smaczne.
          Chocby to nieszczęsne gotowane mięso, ktore jak widac te dzieci żra
          na okrągło - dlaczego nie pieczone w folii - bardziej wartościowe i
          bez porównania lepsze. Albo smażone bez tluszczu na grillowej
          patelni?
          Mam wrażenie, ze zadaniem tej diety jest nie tylko odchudzenie
          dzieci, ale sprawienie, aby posiłki nie byly przyjemne, a dania
          smaczne - jedzenie ma być tylko po to, aby przezyć. To duży błąd -
          tego sie nie da utrzymać po schudnięciu. Efekt jo-jo murowany.
          • szeera Re: My już słodyczami gardzimy 12.05.10, 18:52
            O właśnie. Też odniosłam wrażenie, że te diety mają służyć przede wszystkim
            umartwieniu. Taki przekaz: jesteś gruby a więc zły, teraz musisz cierpieć aby
            zasłużyć na to żeby być znowu chudym.
            A przecież zdrowe jedzenie może być naprawdę smaczne. Taka zmiana stylu żywienia
            powinna być zresztą nie tylko na czas diety odchudzającej ale na stałe -
            zakładam, że te dzieci żywiły się wcześniej w przeciętny, polski sposób.
          • alia_od_noza Re: My już słodyczami gardzimy 16.05.10, 18:48
            verdana napisała:

            > Mam wrażenie, ze zadaniem tej diety jest nie tylko odchudzenie
            > dzieci, ale sprawienie, aby posiłki nie byly przyjemne, a dania
            > smaczne - jedzenie ma być tylko po to, aby przezyć. To duży błąd -
            > tego sie nie da utrzymać po schudnięciu. Efekt jo-jo murowany.

            Też już jakiś czas temu zauważyłam, że dla wielu ludzi dieta równoznaczna z
            umartwieniem. Czyli ta przeklęta chuda pierś z kurczaka gotowana na parze bez
            żadnych przypraw, warzywa też oczywiście saute. I nic dziwnego, że jeśli
            człowiek odmawia sobie wszystkiego, co lubi, a jednocześnie wmusza w siebie coś,
            co mu nie smakuje, to później chce to sobie odbić.
            Ja schudłam sporo, z poziomu otyłości zeszłam do poziomu normalnej wagi. Zajęło
            mi to dobrych kilka miesięcy, minął rok i nie zaczęłam tyć, a do najbardziej
            kalorycznego i niezdrowego jedzenia mnie nie ciągnie. Ale ja się nie umartwiałam
            - moje jedzenie jest zawsze dobrze przyprawione, zjadam sporo potraw z dodatkiem
            cebuli i czosnku (które uwielbiam, a które same w sobie nie są zakazane w żadnej
            diecie), chipsy z serowym czy majonezowym dipem zastąpiłam warzywami w słupkach
            z sosem jogurtowo-czosnkowym. Wyrzuciłam na dobre właściwie tylko słodkie napoje
            i fast foody, białą mąkę zastąpiłam mąką z pełnego przemiału, zmniejszyłam
            porcje, a poza tym wcale nie czuję, żebym się umartwiała.

            I jeszcze jedna rzecz na temat surowych diet - moja matka w pewnym momencie
            przeszła na bardzo ostrą dietę eliminacyjną. Nie dlatego, że chciała, ale miała
            problemy z żołądkiem i po dużej części produktów żywnościowych czuła się źle.
            Rzeczywiście, bardzo zeszczuplała, ale dieta skończyła się w jej wypadku anemią
            i osteoporozą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja