korektor11
25.05.10, 03:20
Dziwi mnie brak jakichkolwiek komentarzy: ani poważnych ani niepoważnych. Czyżby ten cykl Gazety nikogo nie interesował?
«Ewa Kontek, ówczesna wicedyrektorka Izby Skarbowej we Wrocławiu, mówiła w jednym z wywiadów, że urzędnicy nie czują się odpowiedzialni za sytuację JTT: "Poza tym żyjemy z podatków i nie mamy interesu w doprowadzaniu firm do upadłości. To owce, które się strzyże, a nie zarzyna"». Po pierwsze forma wypowiedzi nie licuje z postawą urzędnika państwowego ani tym bardziej ze stanowiskiem dyrektorskim. Takiego języka nie powinno się w żadnym przypadku tolerować w administracji państwowej. Ale cóż, przykład idzie z góry i to z najwyższych stołków, nawet z foteli sejmowych i taki język propagują media – zwłaszcza radio i telewizja. Po drugie – z treści wypowiedzi należy wysnuć prosty wniosek: jeśli urzędnik „strzygąc” owcę „zarżnął” ją jednak, to musi ponieść konsekwencje zawodowe, tak jak lekarz czy inżynier; zakaz pracy w administracji państwowej lub samorządowej na jakimkolwiek stanowisku. Zawsze zostaje mu możliwość zatrudnienia się u konkurencji, na rzecz której zarżnął tę owcę. Bo że uczynił to z premedytacją w to wątpić nie sposób („Tak prywatnie sobie myślę, że firmy zagraniczne chciały wejść na rynek i w taki oto sposób wycięto im konkurencję”).