Dodaj do ulubionych

Cherlawe wojsko Rosji

21.06.10, 14:20
Jak ja lubie takie teksty. Parenie cherlawe, samoloty sie rozbijaja
a w Moskwie nedza jak w San Domingo na Haiti. Tylko ze jak byłem w
Hiltonie 5* w Hurghadzie * to naszych było kilka osób, a 50 procent
ruskich. I cholera, jakoś dobrze ubranych, żadnego chamstwa, a jak
pytałem z jakich miast, to nikt nie mówił ze z Moskwy. To samo w
zimie w Zakopanem i Madonna di Campilio.
A o tym że w Polsce 90 procent dzieci, wiecej niż w Bułgarii i
Rumunii ma nieleczoną próchnicę zebów, to wiadomo w naszym wojsku
czy nie ?
Obserwuj wątek
    • snellville Re: Cherlawe wojsko Rosji 21.06.10, 18:43
      rwakulszowa napisał:

      > Jak ja lubie takie teksty. Parenie cherlawe, samoloty sie rozbijaja
      > a w Moskwie nedza jak w San Domingo na Haiti. Tylko ze jak byłem w
      > Hiltonie 5* w Hurghadzie * to naszych było kilka osób, a 50 procent
      > ruskich. I cholera, jakoś dobrze ubranych, żadnego chamstwa, a jak
      > pytałem z jakich miast, to nikt nie mówił ze z Moskwy. To samo w
      > zimie w Zakopanem i Madonna di Campilio.
      > A o tym że w Polsce 90 procent dzieci, wiecej niż w Bułgarii i
      > Rumunii ma nieleczoną próchnicę zebów, to wiadomo w naszym wojsku
      > czy nie ?



      Tzn. ze chcialbys zobaczyc obdartych ruskich w hotelu pieciogwiazdkowym??
      Trzeba bylo sie przejsc do gorszego,i tam napewno tez bys znalazl ruskich.
      I nie chwal sie ze gdzies tam byles.

    • kapitan.kirk Cherlawe wojsko Rosji 21.06.10, 19:30
      Normalna rzecz w sytuacji, gdy armia jest duża i z poboru, a administracja
      skorumpowana - to samo zjawisko znane jest z historii wielu innych krajów
      (także i z Polski, z początku lat 90.). Wyjściem jest śmielsza niż dotąd
      redukcja i restrukturyzacja armii (bo jak na razie wygląda to trochę
      dziwacznie - znikają kolejne jednostki bojowe, a ludzi, w tym zwłaszcza
      oficerów średniego i wyższego szczebla, jakoś nie ubywa zbyt radykalnie...)
      oraz stopniowe przejście na zawodowstwo. Naprawdę nie ma żadnego sensu
      utrzymywanie ponad miliona nominalnych żołnierzy, z których realnie jest w
      stanie jako tako skutecznie walczyć nie więcej niż 1/4.
      Pozdrawiam
    • eva15 Ciekawy obraz rosyjskiej nędzy 21.06.10, 21:27
      Poczciwy wyrobnik propagandy napocił się, by pokazać ruski upadek i jak zwykle
      mu nie wyszło. Ciekawy obraz rosyjskiej nędzy, gdzie jak pisze Radziwinowicz:
      "(...)poza Rosją żyją dziesiątki tysięcy mężczyzn w wieku poborowym. To
      przede wszystkim ci, których rodziny stać na opłacenie studiów w Wielkiej
      Brytanii, Niemczech czy Francji(...)"


      Słowem - dziesiątki tys. rodzin stać na wydatek rzędu 30-60 tys. euro
      rocznie.

      "Biedniejsi uciekają się do tradycyjnej metody - jak ocenia tygodnik
      "Niezawisimoje Wojennoje Obozrienije", zwolnienie od służby można bez trudu
      kupić za łapówkę w wysokości 5 tys. dol."

      Czyli rosyjskich bedaków stać na wydanie ca. 6- 8 krotności średniej pensji.

      A co do tuszy i porównywania z US-idolami - myślę, że to raczej US-spaślaki
      powinny schudnąć 40 kg, a nie rosyjscy żołnierze tyle przytyć.
      • kapitan.kirk Ależ spokojnie :-) 21.06.10, 21:52
        Rozumiem, że dostajesz opryszczki na sam widok jakiegokolwiek tekstu napisanego
        przez p. R. na temat Rosji; ale nie daj się chorobie i spróbuj przeczytać ze
        zrozumieniem.

        1.) Akurat to, że rosyjscy mężczyźni są ogólnie w gorszej kondycji fizycznej niż
        średnia dla krajów rozwiniętych (czego przejawem jest m.in. średnia długość
        życia krótsza o wiele lat) nie jest żadnym redaktorskim wymysłem ani tajemnicą,
        ale powszechnie znanym faktem, o którym z troską wypowiadają się także i sami
        rosyjscy decydenci. To się oczywiście zapewne zmieni - jeszcze 2-3 pokolenia
        życia we względnym dobrobycie i rażące różnice w końcu znikną. Ale na razie jest
        jak jest i nie ma naprawdę sensu obrażać się na rzeczywistość.
        2.) Artykuł - jak zapewne zauważysz, po wczytaniu się weń ponownie - nie jest o
        tym, że ogół Rosjan to cherlaki i gołodupcy, ale o tym, że tacy przeważnie
        przymusowo trafiają do wojska. I to też nie jest nic oryginalnego - tak jak
        pisałem, zjawisko to znane jest także z Polski czy innych krajów
        pokomunistycznych z początku lat 90. i do tej pory występuje w wielu innych poza
        rosyjską armiach posowieckich. I po prostu nie może być inaczej, tam gdzie
        wojsko jest biedne, pobór przymusowy, a dawanie w łapę powszechnie przyjęte; do
        czasu aż ktoś zmądrzeje i weźmie się za reformy bardziej zdecydowanie.
        3.) Nie bardzo Ci wychodzi łapanie za słówka :-) W artykule nie ma mowy o tym,
        że łapówki po 5 tys. $ płacą "biedacy", tylko "biedniejsi" od tych, co płaca po
        kilkadziesiąt tysięcy - to chyba logiczna konstatacja?
        4.) Oczywiście w USA pełno jest grubasów, ale przecież nie w wojsku. Wymagania
        fizyczne wobec kandydatów i "czynnych" żołnierzy są bowiem ostre i surowo
        przestrzegane, niezależnie od stopnia - nawet najwyżsi rangą
        generałowie/admirałowie muszą zdawać okresowe sprawdziany z WF bez żadnej taryfy
        ulgowej. Co ciekawe, takie same przepisy są również i w wielu innych krajach (w
        tym w Rosji), ale - by tak rzec - im dalej na wschód, tym łatwiej uzyskać
        "nadzwyczajne" zwolnienie ze względu na szczególna sytuacje itd. Niestety w WP
        też jest niemało takich "zasłużonych"... ;-)

        Pozdrawiam
        • eva15 Jestem spokojna, opryszczka to nie wścieklizna 21.06.10, 22:09
          kapitan.kirk napisał:

          > Rozumiem, że dostajesz opryszczki

          Widzę, że nie tylko na wojskowości ale i na medycynie sią znasz i to tak dobrze,
          że możesz stawiać diagnozę bez widzenia pacjenta.

          >na sam widok jakiegokolwiek tekstu napisanego > przez p. R. na temat Rosji; ale
          nie daj się chorobie i spróbuj przeczytać ze> zrozumieniem.

          Nie dam się chorobie i spróbują coś Ci wytłumaczyć. Czytając przegięte
          propagandowo teksty Radziwinowicza ochoczo wpadam w ten styl i też przeginam,
          tyle, że w drugą stronę. To jedyne rozsądne wyjście, choć są tacy (jak widzę)
          którzy biorą jego teksty serio.
          • kapitan.kirk Re: Jestem spokojna, opryszczka to nie wścieklizn 21.06.10, 23:00
            eva15 napisała:

            > Widzę, że nie tylko na wojskowości ale i na medycynie sią znasz i to tak dobrze
            > że możesz stawiać diagnozę bez widzenia pacjenta.

            Prawda jest dużo bardziej banalna - sam jestem właśnie pokąsany przez komarzyce
            i w związku z tym podświadomie traktuję wszystkich innych Forumowiczów jak co
            najmniej równie parchatych.

            > Nie dam się chorobie i spróbują coś Ci wytłumaczyć. Czytając przegięte
            > propagandowo teksty Radziwinowicza ochoczo wpadam w ten styl i też przeginam,
            > tyle, że w drugą stronę.

            No cóż, któż z nas jest bez grzechu... ;-)
            Pozdrawiam
      • redix68 może rzeczywiście te jego artykuły 22.06.10, 10:37
        są monotematyczne. Ale to jest autentyczny problem Rosji i R. cytuje wypowiedzi
        zatroskanych przedstawicieli władz. Nam też grozi wyludnienie i związane z tym
        zjawiska, które on tu opisuje.
        Nikt nie kwestionuje istnienia w Rosji zamożnej klasy ludzi. Dziesiątki tysięcy?
        No to jak u nas tysiące...Ale to nie jest społeczeństwo w pełnym wymiarze
        ekonomicznym, społecznym i wiekowym.
        Ciekawostką jest to, że po raz pierwszy dyskretnie zwraca się tam uwagę na
        rozwarstwienie, a był to w ostatnich latach temat tabu. Widomo czemu. Ci co
        mieli pieniądze, byli związani z władzą..
      • bmc3i Re: Ciekawy obraz rosyjskiej nędzy 22.06.10, 21:26
        eva15 napisała:

        > Poczciwy wyrobnik propagandy napocił się, by pokazać ruski upadek i jak zwykle
        > mu nie wyszło. Ciekawy obraz rosyjskiej nędzy, gdzie jak pisze Radziwinowicz:
        > "(...)poza Rosją żyją dziesiątki tysięcy mężczyzn w wieku poborowym. To
        > przede wszystkim ci, których rodziny stać na opłacenie studiów w Wielkiej
        > Brytanii, Niemczech czy Francji(...)"

        >
        > Słowem - dziesiątki tys. rodzin stać na wydatek rzędu 30-60 tys. euro
        > rocznie.
        >

        Nie, zalewie 12 tys euro dla studentow spoza UE na rok, na London Westminster
        University, czy London School of Economics, na przyklad.



        > "Biedniejsi uciekają się do tradycyjnej metody - jak ocenia tygodnik
        > "Niezawisimoje Wojennoje Obozrienije", zwolnienie od służby można bez trudu
        > kupić za łapówkę w wysokości 5 tys. dol."
        >
        > Czyli rosyjskich bedaków stać na wydanie ca. 6- 8 krotności średniej pensji.


        Sama napisalas jaka jest srednia....

        >
        > A co do tuszy i porównywania z US-idolami - myślę, że to raczej US-spaślaki
        > powinny schudnąć 40 kg, a nie rosyjscy żołnierze tyle przytyć.

        Przecietny rekrut US Army wazy +/-70 kg, a Sekretarz Obrony USA broniac w
        kongresie ciec w budzecie Pentagonu, na pytanie czy nie boi sie ewentualnego
        zagrozenia ze strony Rosji w przyszlosci, odpowiedzial ze nawet gdyby Rosja
        chciala stnowic zagrozenie dla Stanow Zjednoczonych, nie ma takiej mozliwosci ze
        swoimi poborowymi, z ktorych 3/4 nie przeszloby badan lekarskich dla
        amerykanskich rekrutow.
    • vonknote wacka poznasz po tytule 22.06.10, 11:48
      Fakt - gość dorobił się swojego stylu. Jego żmudna praca
      propagandysty połączona z antyrosyjskim obłędem daje ten efekt, że
      widząc sam tytuł tekstu wiadomo kto jest autorem (oraz co znajdziemy
      w środku). Te tytuły to swoiste haiku - degradujący
      przymiotnik "cherlawe" "biedne" "zasyfione/zas..ne/żałosne..."
      dowolny rzeczownik "wojsko, drogi, sklepy" i oczywiście określenie
      miejsca "Rosji".

      Aż dziw bierze że tak biedny, cherlawy i w ogóle marny kraj tak
      straszliwie przeraża Wacka że dzień i noc płodzi swe propagandowe
      kabałki mające na celu pokrzepienie serc rodaków i pokazanie im że
      ta Rosja to słaba jest i w ogóle do d... (co jednocześnie nie
      przeszkadza straszyć nią i jej neoimperialnymi zakusami, ot logika).

      A ad rem, to gdy jest pobór do armii to różne "kwiatki" się
      zdarzają, kto pamięta wizyty w polskim WKU ten wie o co chodzi. A
      generalnie do wojska na szeregowych to idzie biedota, czy jest to
      armia poborowa, czy zawodowa tak było i będzie więc odkrycie Wacka
      że w Rosji do wojska na szeregowych idą biedni a bogaci już nie jest
      doprawdy genialne!

      Inna kwestia że niepełna dywizja tego "cherlawego wojska" bez
      przygotowania i przewagi liczebnej rozpędziła w dwa dni na cztery
      wiatry gruzińską "najlepszą armię obszaru byłego ZSRR" (zdaniem
      Gazety Wyborczej) wytrenowaną i wyposażoną przez USA. Więc nie
      byłbym przekonany jak to z tą cherlawością do końca jest...





      • kapitan.kirk Re: wacka poznasz po tytule 22.06.10, 23:00
        vonknote napisał:

        > A
        > generalnie do wojska na szeregowych to idzie biedota, czy jest to
        > armia poborowa, czy zawodowa tak było i będzie więc odkrycie Wacka
        > że w Rosji do wojska na szeregowych idą biedni a bogaci już nie jest
        > doprawdy genialne!

        Cóż, różne są odkrycia. Wspomniany przez Ciebie fakt, że do wojska idą ludzie
        raczej biedni niż bogaci, z pewnością dla prawie nikogo odkryciem nie jest. Dla
        Ciebie najwyraźniej odkryciem może być konstatacja, że jednym z podstawowych
        zadań powszechnego poboru do wojska była/jest walka z tym zjawiskiem, nie zaś -
        jak m.in. w Rosji - jego potęgowanie. Rosyjskiemu MON natomiast, jak widać,
        pozostaje do zrobienia odkrycie, że jedynym wyjściem z tej absurdalnej sytuacji
        jest reforma armii, racjonalizacja zatrudnienia i przejście na zawodowstwo;
        czego po koleżeńsku wypada Sąsiadom życzyć.

        > Inna kwestia że niepełna dywizja tego "cherlawego wojska" bez
        > przygotowania i przewagi liczebnej rozpędziła w dwa dni na cztery
        > wiatry gruzińską "najlepszą armię obszaru byłego ZSRR" (zdaniem
        > Gazety Wyborczej) wytrenowaną i wyposażoną przez USA. Więc nie
        > byłbym przekonany jak to z tą cherlawością do końca jest...

        Ponieważ wojna o której wspominasz toczyła się przypadkiem w bezpośredniej
        bliskości słynnego miasta Erewania, nie chciałbym odbierać chleba tamtejszej
        rozgłośni radiowej. Tym niemniej pokrótce jednak zauważę, iż:

        - nie "niespełna dywizja", ale 58. Armia, wzmocniona jednostkami
        powietrzno-desantowymi, kilkudziesięcioma samolotami i śmigłowcami oraz eskadrą
        ciężkich okrętów Floty Czarnomorskiej (o łącznej liczebności - wraz z siłami
        abchasko-osetyjskimi - nieco większej od zaangażowanych w walkę jednostek
        gruzińskich i dysponująca dużo większą ilością sprzętu),
        - nie "rozpędziła na cztery wiatry", ale rozbiła jedną i mocno pokancerowała
        drugą z 5 gruzińskich brygad,
        - z pewnością nie "najlepszą armię obszaru byłego ZSRR" (skąd właściwie
        konkretnie wytrzasnąłeś ten - jak rozumiem - cytat?).

        Pozdrawiam
        • vonknote Re: wacka poznasz po tytule 23.06.10, 13:55
          kapitan.kirk napisał:

          > Cóż, różne są odkrycia. Wspomniany przez Ciebie fakt, że do wojska
          idą ludzie
          > raczej biedni niż bogaci, z pewnością dla prawie nikogo odkryciem
          nie jest. Dla
          > Ciebie najwyraźniej odkryciem może być konstatacja, że jednym z
          podstawowych
          > zadań powszechnego poboru do wojska była/jest walka z tym
          zjawiskiem,

          A ja zawsze myślałem że podstawowym celem powszechnego poboru do
          wojska było zapewnienie armiom odpowiedniej ilości żołnierzy... ale
          widać myliłem się chodziło o prowadzenie przez armie polityki
          równości społecznej...

          > Ponieważ wojna o której wspominasz toczyła się przypadkiem w
          bezpośredniej
          > bliskości słynnego miasta Erewania, nie chciałbym odbierać chleba
          tamtejszej
          > rozgłośni radiowej. Tym niemniej pokrótce jednak zauważę, iż:
          >
          > - nie "niespełna dywizja", ale 58. Armia, wzmocniona jednostkami
          > powietrzno-desantowymi, kilkudziesięcioma samolotami i śmigłowcami
          oraz eskadrą
          > ciężkich okrętów Floty Czarnomorskiej (o łącznej liczebności -
          wraz z siłami
          > abchasko-osetyjskimi - nieco większej od zaangażowanych w walkę
          jednostek
          > gruzińskich i dysponująca dużo większą ilością sprzętu),

          Taaa, i jeszcze bombardowanie kosmiczne było i 4 bomby atomowe...\
          58 armia pilnuje całego Kaukazu. W Osetii były zaangażowany tylko
          wycinek jej sił (poprostu te które były najbliżej i mogły zdążytć w
          ciągu kilku godzin na odsiecz miastu napadniętemu przez gruzinów).

          > - nie "rozpędziła na cztery wiatry", ale rozbiła jedną i mocno
          pokancerowała
          > drugą z 5 gruzińskich brygad,

          Cóż, paniczną ucieczkę armii z porzuceniem praktycznie całego
          sprzętu i otwarciem drogi do strategicznych portów i stolicy bedę
          uparcie nazywał rozpędzeniem na cztery wiatry armii a
          nie "pokancerowaniem brygady". Armia z "pokancerowaną brygadą"
          próbuje dalej bronic kraju, armia rozpędzona na cztery wiatry
          ucieka... a wyszkoloni i wyposażeni a'la NATO oraz zaprawieni w
          misjach NATOwskich Gruzini prosili Rosjan o pozwolenie na ucieczkę
          prywatnymi samochodami spod jednostek - to raczej nie uporządkowany
          odwrót armii z pokancerowaną jedną z brygad :)

          > - z pewnością nie "najlepszą armię obszaru byłego ZSRR" (skąd
          właściwie
          > konkretnie wytrzasnąłeś ten - jak rozumiem - cytat?).

          Czytając w GW i reszcie polskiej prasy peany o (i) doskonałym
          amerykańskim sprzęcie dla gruzinów, (ii) doskonałym
          amerykańsko/natowskim wyszkoleniu gruzinów, (iii) bezcennym
          doświadczeniu bojowym gruzinów zdobywanym w misjach w Iraku oraz
          czytając jednocześnie w GW o zapijaczonym, cherlawym,
          znarkotyzowanym, bezbronnym, niedoposażonym wojsku Rosji trudno o
          inny wniosek.

          A wyszło, jak wyszło. Zresztą wszyscy widzieli czmychających
          gruzinów. Sprzęt jest tyle wart co żołnierze którzy go noszą a
          szkolenie a'la nato (i praktyka na "misjach") w strzelaniu do
          bezbronnych cywilów albo słabo uzbrojonych partyzantów przy
          absolutnym panowaniu w powietrzu i przewadze wsparcia ogniowego nie
          do końca sprawdza się gdy przeciwnik "niesprawiedliwie" wystawi
          nowoczesne czołgi i samoloty i wyszkolonych/zdeterminowanych
          żołnierzy. Którzy na dodatek nie czytali o sobie w GW wywodów Wacka
          zgodnie z którymi są cherlawi zapijaczeni znarkotyzowani i ogólnie
          nie nadają się do walki :)
          • kapitan.kirk Re: wacka poznasz po tytule 24.06.10, 10:38
            vonknote napisał:

            A ja zawsze myślałem że podstawowym celem powszechnego poboru do
            wojska było zapewnienie armiom odpowiedniej ilości żołnierzy...


            I bardzo dobrze myślałeś, bo to było główną przyczyną wprowadzenia swego czasu
            powszechnego i obowiązkowego poboru. Czasy jednak się zmieniają i obecnie
            przyczyna ta w zasadzie znikła – bowiem kraje, które realnie potrzebują, a
            zarazem ekonomicznie są w stanie zmobilizować, odpowiednio uzbroić i wyszkolić
            cały swój available manpower można policzyć w zasadzie na palcach jednej ręki (i
            akurat ani Rosja, ani Gruzja do tej grupy się z pewnością nie zaliczają).

            ale
            widać myliłem się chodziło o prowadzenie przez armie polityki
            równości społecznej...


            Ten czynnik uświadomiono sobie równie wcześnie, wraz z rodzeniem się w XIX wieku
            społeczeństw obywatelskich, kiedy to „poborowe” wojsko zaczęto uważać za jeden z
            kluczowych elementów budowania państwowej świadomości patriotycznej i
            niwelowania w tym względnie podziałów na klasy społeczne czy grupy etniczne. I
            od czasu gdy znaczenie faktycznie stracił czynnik „liczebnościowy” wspomniany
            powyżej, w wypowiedziach zwolenników obowiązkowej służby wojskowej to właśnie
            ten argument egalitarno-patriotyczny zajmuje pozycję naczelną, co łatwo
            stwierdzisz jeśli tylko szerzej zapoznasz się z toczonymi w Europie i na świecie
            od lat dyskusjami na ten temat. Sęk w tym, że ów system jednoczenia narodowego
            przez zrównanie obywateli obowiązkach wojskowych może zarówno działać całkiem
            nieźle (jak np. w Finlandii czy w Szwajcarii), jak i w pewnych warunkach
            wyradzać się w swoje dokładne przeciwieństwo (jak np. w krajach
            postkomunistycznych po 1990, w tym m.in. w Rosji). A w tej drugiej sytuacji
            naprawdę lepiej zdecydować się na reformy i stopniowe uzawodowienie niż brnąć
            dalej fikcję de facto szkodliwą dla obronności i w ogóle dla całego państwa.

            Taaa, i jeszcze bombardowanie kosmiczne było i 4 bomby atomowe...\

            Nie było bombardowań kosmicznych ani bomb atomowych, a tylko 58. Armia, wsparta
            silnym lotnictwem, wyrzutniami rakiet balistycznych bliskiego zasięgu i głównymi
            siłami Floty Czarnomorskiej.

            58 armia pilnuje całego Kaukazu. W Osetii były zaangażowany tylko
            wycinek jej sił (poprostu te które były najbliżej i mogły zdążytć w
            ciągu kilku godzin na odsiecz miastu napadniętemu przez gruzinów).


            Chłechłechłe – widzę, że tzw. radziecka szkoła kreatywnej księgowości militarnej
            nie odeszła w zaświaty wraz ze śp. Marszałkiem Żukowem :-DDD Otóż niestety
            sensowne są w takich sytuacjach tylko dwa rodzaje porównywania sił:

            1.) Porównujemy ze sobą tylko siły rzeczywiście bezpośrednio zaangażowane w
            walkę – czyli ze strony rosyjskiej, czołówki 58. Armii i siły
            abchasko-osetyjskie (nadal co prawda nijak nie wyjdzie z tego „niespełna
            dywizja”, ale w sumie równowartość ok. 2 dywizji), a ze strony gruzińskiej –
            dwie brygady zmechanizowane i część brygady artylerii. W tym ujęciu, przewaga
            strony rosyjskiej jest mniej więcej dwukrotna.

            2.) Porównujemy ze sobą wszystkie siły obu stron konfliktu – a więc wszystkie
            wojska rosyjskie i gruzińskie. W tym przypadku, przewaga rosyjska jest
            oczywiście kilkudziesięciokrotna, nie uwzględniając nawet czynnika jakościowego.
            Jeśli zaś przyjąć pewien fałszywy kompromis i porównać całą armię gruzińską z
            sama tylko 58. Armią rosyjską i siłami abchasko-osetyjskimi (choć takie
            zestawienie w sposób nieuprawniony abstrahuje od kwestii ogromnych rezerw i
            bezpiecznego zaplecza Rosjan, czego kompletnie pozbawieni byli Gruzini), to
            przewaga Rosjan maleje, ale tylko mniej więcej do poziomu określonego w punkcie
            1.) W każdym z obu przypadków nb. występuje ogromna ilościowa i jakościowa
            przewaga strony rosyjskiej w lotnictwie oraz marynarce wojennej.

            Btw., oczywiście nie było żadnej potrzeby „zdążać w ciągu kilku godzin” przy
            pomocy rzekomo zaimprowizowanych sił będących najbliżej pola bitwy – 58. Armia
            była bowiem zmobilizowana i w pełni gotowa do boju od kilku tygodni, a nawet
            zdążono przez ten czas podesłać do niej z głębi kraju pododdziały z jednostek
            szkolnych wyposażone w egzemplarze eksperymentalnej i prototypowej broni, dzięki
            czemu w związku z całkowicie niespodziewaną gruzińską agresją, możliwe było
            przetestowanie „na ostro” od pierwszego dnia m.in. bombowców Su-34, czołgów
            lekkich Sprut czy rakiet balistycznych Iskander-M.

            Cóż, paniczną ucieczkę armii z porzuceniem praktycznie całego
            sprzętu i otwarciem drogi do strategicznych portów i stolicy bedę
            uparcie nazywał rozpędzeniem na cztery wiatry armii a
            nie "pokancerowaniem brygady" (...)


            Problem w tym, że ok. 2/3 gruzińskiej armii w ogóle nie brało udziału w walkach
            i nie wyjechało na front, w związku z czym niejako z definicji nie miało skąd
            ani dokąd uciekać…

            Czytając w GW i reszcie polskiej prasy peany o (i) doskonałym
            amerykańskim sprzęcie dla gruzinów, (ii) doskonałym
            amerykańsko/natowskim wyszkoleniu gruzinów, (iii) bezcennym
            doświadczeniu bojowym gruzinów zdobywanym w misjach w Iraku oraz
            czytając jednocześnie w GW o zapijaczonym, cherlawym,
            znarkotyzowanym, bezbronnym, niedoposażonym wojsku Rosji trudno o
            inny wniosek.


            Pardon, ale w swojej wypowiedzi stwierdziłeś, że konkretnie GW użyła
            przytoczonych przez Ciebie w cudzysłowie słów o "najlepszej armii obszaru byłego
            ZSRR" – o źródło tego właśnie konkretnego cytatu Cię pytam, a nie o ogólne
            wrażenia z lektury polskiej prasy (w dość chyba zresztą specyficznym wyborze, bo
            ja akurat specjalnych „peanów” sobie nie przypominam)..

            Sprzęt jest tyle wart co żołnierze którzy go noszą (...)

            Nic dodać, nic ująć :-)
            Pozdrawiam
            • vonknote Re: wacka poznasz po tytule 24.06.10, 23:53
              kapitan.kirk napisał:

              > vonknote napisał:
              >
              > A ja zawsze myślałem że podstawowym celem powszechnego poboru
              do
              > wojska było zapewnienie armiom odpowiedniej ilości żołnierzy...

              >
              > I bardzo dobrze myślałeś, bo to było główną przyczyną wprowadzenia
              swego czasu
              > powszechnego i obowiązkowego poboru. Czasy jednak się zmieniają i
              obecnie
              > przyczyna ta w zasadzie znikła – bowiem kraje, które realnie
              potrzebują,
              > a
              > zarazem ekonomicznie są w stanie zmobilizować,

              oki, czyli zgadzamy się że generalnie chodzi o mięsko armatnie dla
              toczonych wojen. Co do reszty to jak się mawia w robocie let's cut
              the bull shit i możemy się chyba zgodzić ze idee egalite fraternite
              itd poza okresami zrywów rewolucyjnych nie za bardzo sprawdzały się
              przy powszechnym poborze niezależnie od szerokości geograficznej.
              Zresztą już w Republice biuletyny ulotne rospisywały się o korupcji
              przy poborze a i w ukochanych przez ciebie stanach zjed. am. płn. i
              w czasie wojny o niepodległość i secesyjnej i wietnamskiej kryteria
              poboru dziwnie korelowały z zamożnością (tzn. im biedniejszyś tym
              większe szanse miałeś trafić do woja w ogóle a w szczególności do
              oddziałów linowych). Że Rosja nie jest pod tym względem ideałem, w
              którym bezstronnie uczciwe komisje przebierają w patriotycznie
              nastawionych rosłych młodzieńcach - nie zaprzeczę. Tak idealny stan
              reprezentuje jedynie Wielka Polska Mocarstwowa z pozycji siły ustami
              Wacka oceniająca cheralwą armię Rosji... (no i oczywiście USA gdzie
              w armii służy wyłącznie czuk noris, sylwester stalą oraz komando :).

              > 58 armia pilnuje całego Kaukazu. W Osetii były zaangażowany
              tylko
              > wycinek jej sił (poprostu te które były najbliżej i mogły zdążytć
              w
              > ciągu kilku godzin na odsiecz miastu napadniętemu przez gruzinów).

              >
              > Chłechłechłe – widzę, że tzw. radziecka szkoła kreatywnej
              księgowości mil
              > itarnej
              > nie odeszła w zaświaty wraz ze śp. Marszałkiem Żukowem :-DDD Otóż
              niestety
              > sensowne są w takich sytuacjach tylko dwa rodzaje porównywania sił:
              >
              > 1.) Porównujemy ze sobą tylko siły rzeczywiście bezpośrednio
              zaangażowane w
              > walkę – czyli ze strony rosyjskiej, czołówki 58. Armii i siły
              > abchasko-osetyjskie (nadal co prawda nijak nie wyjdzie z
              tego „niespełna
              > dywizja”, ale w sumie równowartość ok. 2 dywizji), a ze strony
              gruzińskie
              > j –
              > dwie brygady zmechanizowane i część brygady artylerii. W tym
              ujęciu, przewaga
              > strony rosyjskiej jest mniej więcej dwukrotna.
              >
              > 2.) Porównujemy ze sobą wszystkie siły obu stron konfliktu – a
              więc wszys
              > tkie
              > wojska rosyjskie i gruzińskie. W tym przypadku, przewaga rosyjska
              jest
              > oczywiście kilkudziesięciokrotna, nie uwzględniając nawet czynnika
              jakościowego
              > .
              > Jeśli zaś przyjąć pewien fałszywy kompromis i porównać całą armię
              gruzińską z
              > sama tylko 58. Armią rosyjską i siłami abchasko-osetyjskimi (choć
              takie
              > zestawienie w sposób nieuprawniony abstrahuje od kwestii ogromnych
              rezerw i
              > bezpiecznego zaplecza Rosjan, czego kompletnie pozbawieni byli
              Gruzini), to
              > przewaga Rosjan maleje, ale tylko mniej więcej do poziomu
              określonego w punkcie
              > 1.) W każdym z obu przypadków nb. występuje ogromna ilościowa i
              jakościowa
              > przewaga strony rosyjskiej w lotnictwie oraz marynarce wojennej.

              To jest dopiero kreatywna księgowość z twojej strony (nb ZSRR
              rozleciał się głównie dlatego że nie dbał o żadną księgowość, nawet
              kreatywną - tak widać mają imperia w fazie schyłkowej vide
              dzisiejsze USA) tak liczyć by wyszło na nasze. To może jeszcze
              wariant 4 - po stronie Gruzji doliczmy osobistą ochronę Saki (tych
              paru gości co go nakrywali jak kwicząc ze strachu rzucał się na
              ziemię [przy kamerach] myśląc że trwa nalot) a po stronie Rosji te
              parę tysięcy wojsk ochrony Kremla i garnizonu Moskwy. Wyjdzie
              jeszcze większa przewaga Rosji. Ma to taki sam sens jak doliczanie
              wojsk z Abchazji do sił Rosyjskich bijących się w stolicy Osetii w
              Twoim wykonaniu (co ma jedna odrębna i oddalona zbuntowana prowincja
              do drugiej? przecież z przedpola Abchazji gruzinów przepędzili
              Abchazi z dużą łatwością w osobnej operacji już PO TYM jak morale
              gruzińskiej armi zostało złamane w Cchinwali, nie był to jeden
              front - jaki ma sens doliczanie zatem sił abchaskich???) Równie
              dobrze po stronie Gruzji można doliczyć nieodległe aż tak
              geograficznie wojska USA z Iraku (w końcu sojusznik Gruzji jakby nie
              było przynajmniej tak się deklarowali a durni gruzini wierzyli chłe,
              chłe , nawet wojska do Iraku wysyłali chłe chłe :) i jak nam wyjdzie
              równanie?

              Do czego zmierzam? Wojska rosyjskie które rozgromiły i haniebnie
              upokorzyły armię gruzińską wyposażoną i wytrenowaną a'la NATO były
              jakby nie liczyć niewiele mniej liczne / porównywalne liczbą z
              gruzińskimi (mówię o fazie decydującego starcia o miasto, nie
              późniejszej fazie zabezpieczenia terytorium Gruzji kiedy oczywiście
              z czasem sprowadzone siły Federacji były nieporównanie większe) -
              czyli wychodzi na to że banda cherlawych, znarkotyzowanych pijaków
              (podsumowując tekst Wacka) jest więcej warta niż wojsko szkolone
              według najlepszych standardów NATO. Jaki to dla nas prognostyk?
              • kapitan.kirk Re: wacka poznasz po tytule 25.06.10, 11:43
                vonknote napisał:

                > oki, czyli zgadzamy się że generalnie chodzi o mięsko armatnie dla
                > toczonych wojen.

                Konstatacja, że zadanie żołnierzy w wojsku polega zasadniczo na walce podczas
                wojny, nie jest może szczególnie oryginalna; ale doceniam jej trafność.

                > Co do reszty to jak się mawia w robocie let's cut
                > the bull shit i możemy się chyba zgodzić ze idee egalite fraternite
                > itd poza okresami zrywów rewolucyjnych nie za bardzo sprawdzały się
                > przy powszechnym poborze niezależnie od szerokości geograficznej (...)

                Nie możemy się zgodzić. Np. wszystkie państwa biorące udział w I czy w II wojnie
                światowej stosowały powszechny i przymusowy pobór - co konkretnie się wówczas
                nie sprawdziło i gdzie?

                > Że Rosja nie jest pod tym względem ideałem, w
                > którym bezstronnie uczciwe komisje przebierają w patriotycznie
                > nastawionych rosłych młodzieńcach - nie zaprzeczę.

                To i dobrze, skoro właśnie o tym - i o niczym innym - jest omawiany artykuł.

                > Tak idealny stan
                > reprezentuje jedynie Wielka Polska Mocarstwowa z pozycji siły ustami
                > Wacka oceniająca cheralwą armię Rosji... (no i oczywiście USA gdzie
                > w armii służy wyłącznie czuk noris, sylwester stalą oraz komando :).

                Gdzie spotkałeś się z takimi głupstwami??? Ktokolwiek Ci tych bredni
                naopowiadał, był w błędzie - choćby z tego prostego powodu, że zarówno w USA,
                jak i w Polsce zniesiono powszechny pobór do wojska m.in. właśnie ze względu na
                to, że się coraz gorzej sprawdzał.

                > To może jeszcze
                > wariant 4 - po stronie Gruzji doliczmy osobistą ochronę Saki (tych
                > paru gości co go nakrywali jak kwicząc ze strachu rzucał się na
                > ziemię [przy kamerach] myśląc że trwa nalot) a po stronie Rosji te
                > parę tysięcy wojsk ochrony Kremla i garnizonu Moskwy. Wyjdzie
                > jeszcze większa przewaga Rosji.

                Ucieczka w ton sardoniczny rzadko jest w stanie przesłonić brak merytorycznych
                argumentów :-) Jak napisałem powyżej, przewaga strony rosyjskiej pod względem
                liczby ludzi i sprzętu byłą ewidentna niezależnie od obranej metody jej
                liczenia, i naprawdę nie trzeba w tym celu kogoś specjalnie doliczać czy
                odliczać. Na życzenie służę szczegółami w postaci liczb, jednostek, sprzętu
                etc., ale ostrzegam że jest to bardziej nudne niż wycinek jelita dla kogoś spoza
                grona gastroenterologów.

                > Ma to taki sam sens jak doliczanie
                > wojsk z Abchazji do sił Rosyjskich bijących się w stolicy Osetii w
                > Twoim wykonaniu (co ma jedna odrębna i oddalona zbuntowana prowincja
                > do drugiej? przecież z przedpola Abchazji gruzinów przepędzili
                > Abchazi z dużą łatwością w osobnej operacji już PO TYM jak morale
                > gruzińskiej armi zostało złamane w Cchinwali, nie był to jeden
                > front - jaki ma sens doliczanie zatem sił abchaskich???)

                Skoro siły abchaskie nie walczyły wówczas z Marsjanami, tylko z wojskami
                gruzińskimi, będę się jednak upierał, że doliczanie ich do ogólnej liczby sił
                walczących z Gruzją ma pewne uzasadnienie.

                > Równie
                > dobrze po stronie Gruzji można doliczyć nieodległe aż tak
                > geograficznie wojska USA z Iraku (w końcu sojusznik Gruzji jakby nie
                > było przynajmniej tak się deklarowali a durni gruzini wierzyli chłe,
                > chłe , nawet wojska do Iraku wysyłali chłe chłe :) i jak nam wyjdzie
                > równanie?

                Doliczanie sił amerykańskich stacjonujących w Iraku lub gdziekolwiek indziej nie
                miałoby żadnego uzasadnienia, zważywszy że siły te nie należały do żadnej z
                walczących stron, nie brały w żaden sposób i na żadną skalę udziału w walkach,
                jak również takiego swojego udziału nigdy nikomu nie zapowiadały.

                > Do czego zmierzam? Wojska rosyjskie które rozgromiły i haniebnie
                > upokorzyły armię gruzińską wyposażoną i wytrenowaną a'la NATO były
                > jakby nie liczyć niewiele mniej liczne / porównywalne liczbą z
                > gruzińskimi (mówię o fazie decydującego starcia o miasto, nie
                > późniejszej fazie zabezpieczenia terytorium Gruzji kiedy oczywiście
                > z czasem sprowadzone siły Federacji były nieporównanie większe)

                Siły rosyjskie i towarzyszące ani przez moment nie były mniej liczne czy gorzej
                wyposażone niż gruzińskie. Btw. otóż i kreatywnej księgowości ciąg dalszy -
                porównywać się powinno, jak widzimy, tylko te momenty kampanii, które w jakiś
                sposób odpowiadają naszym założeniom :-) Wspomniany przeze mnie wyżej marsz.
                Żukow był jednak mimo wszystko lepszym od Ciebie specjalistą w tej dziedzinie,
                skoro powiodło mu się nawet tak karkołomne zadanie jak przekształcenie w swoich
                pamiętnikach rzeczywistej kilkukrotnej przewagi ZSRR nad III Rzeszą w lecie 1941
                w taką samą przewagę...niemiecką :-D

                A jak tam z "najlepszą armią obszaru byłego ZSRR" - odszukałeś już źródło tego
                smacznego cytatu? :-DDD
                Pzdr
                • vonknote Re: wacka poznasz po tytule 25.06.10, 23:51
                  kapitan.kirk napisał:

                  > vonknote napisał:
                  >
                  > > oki, czyli zgadzamy się że generalnie chodzi o mięsko armatnie dla
                  > > toczonych wojen.
                  >
                  > Konstatacja, że zadanie żołnierzy w wojsku polega zasadniczo na walce
                  podczas
                  > wojny, nie jest może szczególnie oryginalna; ale doceniam jej trafność.

                  Cieszę się. Widzę, że choć z oporami to można cię do czegoś przekonać.
                  Czyli zgadzamy się że w poborze chodzi o pozyskanie względnie niedrogo i w
                  dużej ilosci żołnierza który może ginąć za dowolnie wybrane cele a nie o
                  szerzenie równości społecznej, integrację róznych środowisk, awans
                  społeczny i wycieczki krajoznawcze. Naprawdę się cieszę że się w czymś
                  zgodziliśmy bo już miałem wrażenie że jesteś z tych których nic nie
                  przekona że "białe jest białe".

                  > > idee egalite fraternite
                  > > itd poza okresami zrywów rewolucyjnych nie za bardzo sprawdzały się
                  > > przy powszechnym poborze niezależnie od szerokości geograficznej (...)
                  >
                  > Nie możemy się zgodzić. Np. wszystkie państwa biorące udział w I czy w
                  II wojni
                  > e
                  > światowej stosowały powszechny i przymusowy pobór - co konkretnie się
                  wówczas
                  > nie sprawdziło i gdzie?

                  Tzn. co się sprawdzało? Że jak do obrony Berlina wzięli wszystkich co
                  mogli unieść karabin to znaczyło "egalite" - równo WSZYSTKICH bo taka była
                  idea? Czy moze jednak dlatego że już nikt inny nie został?

                  Do czasu kiedy wojna była zwycięska i mimo wszystko nie angażowała
                  wszystkich sił to jakoś dziwnie bogaci lądowali (jeśli już byli w ogóle
                  powołani) w organizacji todta lub innych tyłowych organizacjach u
                  aliantów. Podobnie i w innych wojnach. Choćby USA i wojna wietnamska gdzie
                  w kanałach mekongu tonęli murzyni a bogaci królewiczowie oligarchicznych
                  dynastii jak np. busz służyli w national guard. Więc nie rozumiem o co ci
                  chodzi? Dopóki trwa pobór i jest jakiś wybór to do okopów idą biedniejsi a
                  dopiero gdy mamy wojnę totalną to idą wszyscy. Chyba, że jak pisałem mamy
                  zryw rewolucyjny i do woja idą nawet ci którzy normalnie by się wykupili,
                  ale aktualna presja społeczna/moda jest taka że bardziej się opłaca
                  przyodziać kamasze (raczej oficerki w przypadku bogatszych) bo to daje
                  większy prestiż/kasę/powodzenie u panienek.

                  > > Tak idealny stan
                  > > reprezentuje jedynie Wielka Polska Mocarstwowa z pozycji siły ustami
                  > > Wacka oceniająca cheralwą armię Rosji... (no i oczywiście USA gdzie
                  > > w armii służy wyłącznie czuk noris, sylwester stalą oraz komando :).
                  >
                  > Gdzie spotkałeś się z takimi głupstwami??? Ktokolwiek Ci tych bredni
                  > naopowiadał, był w błędzie - choćby z tego prostego powodu, że zarówno w
                  USA,
                  > jak i w Polsce zniesiono powszechny pobór do wojska m.in. właśnie ze
                  względu na
                  > to, że się coraz gorzej sprawdzał.
                  >

                  Wiem, język polski jest trudny i czasami, zwłaszcza zdania złożne, trudno
                  jest zrozumieć. Więc jeszcze raz ci wytłumaczę. Nie porównywałem poborowej
                  armii polskiej/amerykańskiej z poborową armią rosyjską. Porównywałem armię
                  polską/amerykańską z armią rosyjską abstrahując (nie przeklinam w tej
                  chwili, nie obrażaj się) od sposobu w jaki jest tworzona/uzupełniana (RU:
                  pobór, US: werbownictwo w biednych środowiskach emigranckich - to ostatnie
                  znam z własnego doświadczneia, PL: nie wiadomo co). Pobór nie ma
                  znaczenia. Obecnie, w czasach gdy nie ma wielkich wojen i podbojów w
                  każdej amrii służą ludzie przeciętni lub poniżej przeciętnej, a ci którzy
                  są nieźli traktują ją jeśli muszą jako etap przejściowy (piszę to na
                  podstawie moich i moich znajomych doświadczeni z us army, w Rosji może
                  jest lepiej bo tam resorty siłowe idą w górę ostatnimi czasy).

                  Ale oczywiście jeśli wolisz, zawsze możesz pieścić się myślą o
                  niepokonanych zimnych polskich ZAWODOWCACH oraz o wspomnianym przeze mnie
                  sylwku stalą i czuku norisie z zielonych beretów us army z wyższością
                  patrzących na "cherlawe wojsko Rosji" jak to ku pokrzepieniu Twego serca
                  pisze Wacek.

                  > Ucieczka w ton sardoniczny rzadko jest w stanie przesłonić brak
                  merytorycznych
                  > argumentów :-) Jak napisałem powyżej, przewaga strony rosyjskiej pod
                  względem
                  > liczby ludzi i sprzętu byłą ewidentna niezależnie od obranej metody jej

                  Ostateczna - oczywiście tak. Trzeba było być kretynem pokroju saki by się
                  rzucić z motyką na słońce czyli na Rosję w tym wypadku (fakt, może
                  uwierzył za bardzo w zapewnienia - oficjalne - Bidena że USA trzyma stronę
                  Gruzji - i pewnie nieoficjalne też że USA pomoże :).

                  Tym niemniej bezsprzecznym pozostaje fakt, że natarcie gruzinów zostało
                  rozbite już przez samą szpicę wojsk rosyjskich która przeszła przez tunel.
                  I nie atakowała ona z przewagą liczebna - wojska wchodziły do akcji z
                  marszu - ale poprostu lepsze wyszkolenie i większa determinacja wojsk
                  rosyjskich wzięła górę. To nie były wielomiesięczne bombardowania
                  terrorystyczno/zmiękczające a'la NATO tylko szturm miasta bez
                  przygotowania - całkiem dobry test dla jakości żołnierza. Z którego wojsko
                  szkolone a'la NATO wyszło z podkulonym ogonem.

                  > skoro powiodło mu się nawet tak karkołomne zadanie jak przekształcenie w
                  swoich
                  > pamiętnikach rzeczywistej kilkukrotnej przewagi ZSRR nad III Rzeszą w
                  lecie 194
                  > 1
                  > w taką samą przewagę...niemiecką :-D

                  W 1941 Niemcy zaatakowały i niemal pokonały ZSRR. Dopiero po miesiącach
                  walk atak Niemiec został zatrzymany, a po LATACH walk odparty. Obrona ZSRR
                  oparta była na wysiłku/poświęceniu narodu niespotykanym w innych krajach
                  (Francja kapitulujaca po 3 tygodniach, Polska de facto po dwóch, Dk, N, NL
                  i pozostałe nawet nie liczę). Niemcy nie są durni, atakując w 1941szym
                  MIELI przewagę co historia potwierdziła. Na podobną (lokalnie) przewagę
                  liczyli amerykanie i gruzini, podobnie jak niemcy (choć szybciej)
                  przeliczyli się.
                  • kapitan.kirk Re: wacka poznasz po tytule 26.06.10, 00:31
                    vonknote napisał:

                    > Czyli zgadzamy się że w poborze chodzi o pozyskanie względnie niedrogo i w
                    > dużej ilosci żołnierza który może ginąć za dowolnie wybrane cele a nie o
                    > szerzenie równości społecznej, integrację róznych środowisk, awans
                    > społeczny i wycieczki krajoznawcze.

                    W tym oczywiście - jak doskonale rozumiesz - właśnie się nie zgadzamy. Nie
                    wiadomo czemu usiłujesz bowiem wykazać, iż oba te czynniki - pozyskanie dużej
                    liczy żołnierzy i ich społeczne zintegrowanie - wzajemnie się wykluczają, co nie
                    ma naturalnie żadnego sensu.

                    > Tzn. co się sprawdzało? Że jak do obrony Berlina wzięli wszystkich co
                    > mogli unieść karabin to znaczyło "egalite" - równo WSZYSTKICH bo taka była
                    > idea? Czy moze jednak dlatego że już nikt inny nie został?

                    Powszechny pobór do wojska nie zaczął się oczywiście w czasie obrony Berlina
                    (jeśli już, to właśnie w tych okolicach czasowych się kończył...). Wszystkie
                    państwa uczestniczące w wojnie (z drobnym czasopoślizgiem w przypadku Wspólnoty
                    Brytyjskiej) od samego początku stosowały powszechny pobór, a jeśli uważasz że w
                    którymś miejscu i czasie się on w tym okresie nie sprawdził jako - by tak rzec -
                    społeczny integrator, to bardzo proszę o konkrety.

                    > Podobnie i w innych wojnach. Choćby USA i wojna wietnamska gdzie
                    > w kanałach mekongu tonęli murzyni a bogaci królewiczowie oligarchicznych
                    > dynastii jak np. busz służyli w national guard. Więc nie rozumiem o co ci
                    > chodzi? Dopóki trwa pobór i jest jakiś wybór to do okopów idą biedniejsi a
                    > dopiero gdy mamy wojnę totalną to idą wszyscy.

                    Wszystko się zgadza (takżej w opisywanym w artykule przypadku Rosji), i dlatego
                    właśnie przecież powszechny pobór w tak wielu krajach już zniknął.

                    > Wiem, język polski jest trudny i czasami, zwłaszcza zdania złożne, trudno
                    > jest zrozumieć. Więc jeszcze raz ci wytłumaczę. Nie porównywałem poborowej
                    > armii polskiej/amerykańskiej z poborową armią rosyjską. Porównywałem armię
                    > polską/amerykańską z armią rosyjską abstrahując (nie przeklinam w tej
                    > chwili, nie obrażaj się) od sposobu w jaki jest tworzona/uzupełniana (...).
                    Pobór nie ma
                    > znaczenia.

                    Dość dziwne to stwierdzenie w sytuacji, gdy przecież właśnie o powszechnym
                    poborze jest omawiany artykuł, jak również głównym tematem naszej dyskusji od
                    początku była różnica między wojskiem z powszechnego poboru a ochotniczym, a nie
                    miedzy narodami. Przyznam, że powoli tracę z oczu wątek Twoich wypowiedzi.

                    > Ale oczywiście jeśli wolisz, zawsze możesz pieścić się myślą o
                    > niepokonanych zimnych polskich ZAWODOWCACH oraz o wspomnianym przeze mnie
                    > sylwku stalą i czuku norisie z zielonych beretów us army z wyższością
                    > patrzących na "cherlawe wojsko Rosji" jak to ku pokrzepieniu Twego serca
                    > pisze Wacek.

                    ????? Nie mam pojęcia, czemu przypisać mógłbym taką projekcję niezrozumiałych
                    dla mnie tez i emocji na moją skromną osobę. Jeśli sugerujesz w ten sposób, że w
                    ciągu swoich wielu lat obecności na tym forum (lub na jakimkolwiek innym)
                    wypowiadałem się choćby raz o jakowychś "niepokonanych polskich zawodowcach" czy
                    o wojskach amerykańskich złożonych z samych superherosów, to wskaż mi proszę to
                    miejsce, abym mógł się odpowiednio pokajać - obawiam się jednak, że mylisz mnie
                    w tym momencie z kimś innym, a może nawet z samym sobą :-O

                    > > przewaga strony rosyjskiej pod
                    > względem
                    > > liczby ludzi i sprzętu byłą ewidentna niezależnie od obranej metody jej
                    > Ostateczna - oczywiście tak.

                    Ostateczna oraz na każdym wcześniejszym etapie.

                    > Trzeba było być kretynem pokroju saki by się
                    > rzucić z motyką na słońce czyli na Rosję w tym wypadku

                    To jest fakt.

                    > Tym niemniej bezsprzecznym pozostaje fakt, że natarcie gruzinów zostało
                    > rozbite już przez samą szpicę wojsk rosyjskich która przeszła przez tunel (...)

                    Odnośnie przebiegu działań, sugerowałbym zapoznać się także z innymi źródłami,
                    niż same tylko rosyjskie :-) To jest zresztą temat rzeka i niekoniecznie na to
                    forum...

                    > W 1941 Niemcy zaatakowały i niemal pokonały ZSRR. Dopiero po miesiącach
                    > walk atak Niemiec został zatrzymany, a po LATACH walk odparty. Obrona ZSRR
                    > oparta była na wysiłku/poświęceniu narodu niespotykanym w innych krajach
                    > (Francja kapitulujaca po 3 tygodniach, Polska de facto po dwóch, Dk, N, NL
                    > i pozostałe nawet nie liczę).

                    To jakiś dowcip? :-) W ciągu pierwszego miesiąca po 22 czerwca 1941 ZSRR stracił
                    terytoria kilkakrotnie większe od całej Francji, a także liczbę żołnierzy i
                    sprzętu wojskowego kilkakrotnie przewyższającą całą armię francuską, o polskiej
                    już nawet nie mówiąc. I to - przypominam - posiadając formalnie olbrzymią
                    przewagę militarną nad Niemcami, którego to luksusu Francja, a tym bardziej
                    Polska, były oczywiście pozbawione...
                    Btw., zajrzawszy do odpowiedniego elementarza, z miejsca przypomnisz sobie, że
                    Francja skapitulowała po 5 tygodniach kampanii, a Polska nie skapitulowała w ogóle.

                    > Niemcy nie są durni, atakując w 1941szym
                    > MIELI przewagę co historia potwierdziła.

                    No no, nie sądziłem że jeszcze na kogoś takiego trafię :-D No cóż, w tej
                    sytuacji pozostaje mi tylko prosić, byś wymienił jedną jedyną - naprawdę
                    zupełnie dowolną - kategorię ludzką czy sprzętową, w której Wehrmacht w czerwcu
                    1941 miał przewagę nad Armią Czerwoną. Życzę owocnych poszukiwań :-D

                    Pozdrawiam i dobranoc
                    • vonknote Re: wacka poznasz po tytule 26.06.10, 17:55
                      kapitan.kirk napisał:

                      > W tym oczywiście - jak doskonale rozumiesz - właśnie się nie
                      zgadzamy. Nie
                      > wiadomo czemu usiłujesz bowiem wykazać, iż oba te czynniki -
                      pozyskanie dużej
                      > liczy żołnierzy i ich społeczne zintegrowanie - wzajemnie się
                      wykluczają, co ni
                      > e
                      > ma naturalnie żadnego sensu.

                      Nie piszę że te czynniki się wykluczają. Piszę że pozyskanie
                      żołnierzy jest czynnikiem kluczowym i pozostawiającym inne daleko w
                      tyle (porównując powiedzmy armię z przemysłem - miło jest gdy komin
                      fabryczny jest estetycznie pomalowany, ale jego funkcją potawową
                      jest odprowadzanie dymu). Dobrze jeśli pobór spełnia funkcje
                      integracji społecznej ale podstawą jest pozyskanie wojska i jeśli
                      akurat dane państwo tak wybierze na integrację możńa plunąć (stąd
                      np. w czasie wojen światowych w USA do wojska zaciągano luda ile się
                      dało ale w ramach "integracji" murzyni i biali służyli w osobnych
                      jednostkach. Podobnie Francja itd.).

                      > Dość dziwne to stwierdzenie w sytuacji, gdy przecież właśnie o
                      powszechnym
                      > poborze jest omawiany artykuł, jak również głównym tematem naszej
                      dyskusji od
                      > początku była różnica między wojskiem z powszechnego poboru a
                      ochotniczym, a ni
                      > e
                      > miedzy narodami. Przyznam, że powoli tracę z oczu wątek Twoich
                      wypowiedzi.

                      Czyli uważasz że jeśli jedna armia jest z poboru, druga zawodowa a
                      trzecia dajmy na to ochotniczna to nie można ich porównywać?

                      A tekst jest o "cherlawej" armii Rosji. Ja twierdzę, że nie jest
                      taka cherlawa jak Wacek opisuje. I jako porównanie daję np. nasze
                      wojsko o którym wiemy jakie jest.

                      (...)
                      Dalej chyba się zadzamy (co do oklepu i głupoty gruzinów) więc nie
                      komentuję.
                      (...)

                      > > W 1941 Niemcy zaatakowały i niemal pokonały ZSRR. Dopiero po
                      miesiącach
                      > > walk atak Niemiec został zatrzymany, a po LATACH walk odparty.
                      Obrona ZSR
                      > R
                      > > oparta była na wysiłku/poświęceniu narodu niespotykanym w innych
                      krajach
                      > > (Francja kapitulujaca po 3 tygodniach, Polska de facto po dwóch,
                      Dk, N, N
                      > L
                      > > i pozostałe nawet nie liczę).
                      >
                      > To jakiś dowcip? :-) W ciągu pierwszego miesiąca po 22 czerwca
                      1941 ZSRR straci
                      > ł
                      > terytoria kilkakrotnie większe od całej Francji, a także liczbę
                      żołnierzy i
                      > sprzętu wojskowego kilkakrotnie przewyższającą całą armię
                      francuską, o polskiej
                      > już nawet nie mówiąc. I to - przypominam - posiadając formalnie
                      olbrzymią
                      > przewagę militarną nad Niemcami, którego to luksusu Francja, a tym
                      bardziej
                      > Polska, były oczywiście pozbawione...

                      Potwierdzasz to co piszę - pomimo potwornych strat ZSRR pokonało III
                      Rzeszę. W moim wpisie zaś podkreślałem z jakim ogromnym trudem to
                      się udało. Oznacza to, że NIemcy przynajmniej w pierwszym roku wojny
                      MIELI PRZEWAGĘ nad ZSRR.Inaczej nie osiągnęliby tych sukcesów.
                      A i owszem, ich przewaga wynikała z lepszego dowodzenia nie z ilości
                      wojska/sprzętu (zwłaszcza liczonego na zasadzie sztuka jest sztuka
                      bez uwzględniania wieku/stanu techniczneo sprzętu). Tylko co to
                      zmienia?

                      > Btw., zajrzawszy do odpowiedniego elementarza, z miejsca
                      przypomnisz sobie, że
                      > Francja skapitulowała po 5 tygodniach kampanii, a Polska nie
                      skapitulowała w og
                      > óle.

                      Jak się już czepiamy szczególików to Francja skapitulowała po około
                      roku wojny - w końcu wypowiedzieli ją Niemcom we wrześniu 1939...
                      (ale oczywiście zgadzam się ca 5 nie trzy, przynajmniej licząc od
                      dnia ataku na beneluks).

                      O Polsce pisałem że de facto skapitulowała, bo za takowe można uznać
                      ucieczkę rządu za granicę po 2 tygodniach wojny. Stosując
                      terminologię sportową można nazwać to walkowerem. Mecz bokserski
                      wygrywasz nie tylko kiedy przeciwnik rzuci ręcznik ale takewtedy
                      kiedy zwieje z ringu :)

                      > No no, nie sądziłem że jeszcze na kogoś takiego trafię :-D No cóż,
                      w tej
                      > sytuacji pozostaje mi tylko prosić, byś wymienił jedną jedyną -
                      naprawdę
                      > zupełnie dowolną - kategorię ludzką czy sprzętową, w której
                      Wehrmacht w czerwcu
                      > 1941 miał przewagę nad Armią Czerwoną. Życzę owocnych poszukiwań :-
                      D

                      Kategorię ludzką/sprzętową powiadasz? Lepszy system dowodzenia i
                      komunkacji. Rzecz istotniejsza od ilości luf - w końcu inaczej by
                      się Niemcy pod Moskwąnie znaleźli :)

                      • kapitan.kirk Re: wacka poznasz po tytule 28.06.10, 13:28
                        Nie piszę że te czynniki się wykluczają. Piszę że pozyskanie
                        żołnierzy jest czynnikiem kluczowym i pozostawiającym inne daleko w
                        tyle (…)


                        Ależ sęk w tym, że właśnie już nie jest – i to od dość dawna. Jak
                        pisałem, nawet bogatych i wysoko rozwiniętych krajów nie stać by
                        dziś było na odpowiednie uzbrojenie i wyszkolenie tak licznych
                        armii, jakie teoretycznie mogłyby one sformować z posiadanych
                        zasobów ludzkich. Zresztą, jak dowiodły konflikty ostatnich
                        dziesięcioleci, nie miałoby to większego sensu, bo obecnie „goła”
                        liczebność wojska nie tylko praktycznie przestała stanowić o
                        przewadze, ale nawet zaczęła coraz bardziej przeszkadzać (oczywiście
                        wyjąwszy sytuacje, gdy różnica liczebności jest radykalna, np.
                        kilkunastokrotna). W tej sytuacji, głównym argumentem topniejącego
                        grona zwolenników powszechnego poboru pozostaje właśnie jego walor
                        integracyjno-społeczny – i nie jest to mój wymysł, tylko teza do
                        znudzenia powtarzana w licznych dyskusjach, z którymi szczerze radzę
                        Ci się zapoznać zanim zaczniesz negować ich treści ;-)

                        Czyli uważasz że jeśli jedna armia jest z poboru, druga zawodowa
                        a
                        trzecia dajmy na to ochotniczna to nie można ich porównywać?


                        Oczywiście, że można (btw., zawodowa jest z definicji ochotnicza) –
                        ale co to ma wspólnego z treścią artykułu?

                        A tekst jest o "cherlawej" armii Rosji. Ja twierdzę, że nie jest
                        taka cherlawa jak Wacek opisuje. I jako porównanie daję np. nasze
                        wojsko o którym wiemy jakie jest.


                        Tyle, że przecie ż główna tezą artykułu jest to, że owa „cherlawość”
                        poborowych wynika z wadliwego mechanizmu powszechnego poboru
                        ograniczającego się w zasadzie do najbiedniejszych i upośledzonych
                        grup społecznych. Porównywanie z wojskiem polskim czy amerykańskim
                        nie ma zatem w tej sytuacji sensu, skoro w żadnym z nich poboru
                        powszechnego już się nie stosuje (m.in. właśnie z tego względu), a
                        jednym z podstawowych kryteriów przyjęcia do wojska jest wszak
                        właśnie odpowiednia kondycja fizyczna i psychiczna.

                        Potwierdzasz to co piszę - pomimo potwornych strat ZSRR pokonało
                        III
                        Rzeszę. W moim wpisie zaś podkreślałem z jakim ogromnym trudem to
                        się udało.


                        A co w tym dyskusyjnego?

                        Oznacza to, że NIemcy przynajmniej w pierwszym roku wojny
                        MIELI PRZEWAGĘ nad ZSRR.Inaczej nie osiągnęliby tych sukcesów.
                        A i owszem, ich przewaga wynikała z lepszego dowodzenia nie z ilości
                        wojska/sprzętu (zwłaszcza liczonego na zasadzie sztuka jest sztuka
                        bez uwzględniania wieku/stanu techniczneo sprzętu).


                        Przewaga Armii Czerwonej nad Wehrmachtem w czerwcu 1941 polegała nie
                        tylko na kilkakrotnie większej liczbie ludzi i sprzętu, ale też – w
                        ogromnej większości kategorii porównawczych – na posiadaniu większej
                        liczby sprzętu nowocześniejszego i w lepszym stanie technicznym.
                        Natomiast co do przewagi Niemców w sztuce dowodzenia, logistyki etc.
                        na tym etapie, rzeczywiście trudno polemizować – biorąc pod uwagę
                        niespotykane w historii rozmiary klęski ZSRR w pierwszej fazie
                        kampanii, zwłaszcza w zestawieniu z warunkami w jakich została ona
                        poniesiona.

                        Tylko co to
                        zmienia?


                        Zmienia bardzo wiele. Gdyż:
                        1.) Kilka postów wyżej pisałeś o śmiechu wartych dokonaniach
                        obrońców Polski czy Francji (innych krajów nawet nie licząc),
                        przeciwstawiając je bohaterskiej, wytrwałej i zdecydowanej obronie
                        Sowietów, która umożliwiła reorganizację, kontratak i – po kilku
                        latach – pobicie napastnika.
                        2.) Gdy to pisałeś, najwyraźniej umknął Ci fakt, że w takim samym
                        odpowiednio czasie, w jakim została pokonana Polska (2-3 tygodnie) i
                        Francja (5-6 tygodni), ZSRR w lecie 1941 poniósł klęski
                        nieporównanie większe, tracąc o wiele większe terytoria niż Polska i
                        Francja, jak również o wiele więcej sprzętu i żołnierzy zabitych, a
                        przede wszystkim wziętych do niewoli.
                        3.) Nie wspomniałeś również o tym, że o ile Wehrmacht miał nad
                        Wojskiem Polskim zdecydowaną przewagę w każdej kategorii, a w
                        porównaniu z armią francusko-koalicyjną był mniej więcej
                        równorzędny, to w czerwcu 1941 było dokładnie odwrotnie – to Armia
                        Czerwona zdecydowanie górowała nad przeciwnikiem praktycznie we
                        wszystkim.
                        4.) Tym samym, Twoja teza streszczona kilka postów wyżej w słowach:
                        Obrona ZSRR oparta była na wysiłku/poświęceniu narodu
                        niespotykanym w innych krajach (Francja kapitulujaca po 3
                        tygodniach, Polska de facto po dwóch, Dk, N, NL i pozostałe nawet
                        nie liczę)
                        , okazuje się niestety być całkiem do chrzanu. Skoro
                        bowiem w terytorium ZSRR i w jego mocarną armię ci sami napastnicy
                        weszli jak w masło dużo łatwiej niż w przypadku np. Polski czy
                        Francji, to nieuchronny wniosek jest taki, że ów „wysiłek i
                        poświęcenie” w ZSRR były najwyraźniej na tym etapie mniejsze
                        niż w tych krajach, a dowódcy i żołnierze radzieccy najwyraźniej
                        dużo głupsi lub mniej bitni niż Polscy czy Francuscy – bo jak
                        inaczej ten fenomen wytłumaczyć? I tym samym, nie tyle „wysiłek i
                        poświęcenie” pozwoliły Sowietom na tym etapie przetrwać, co raczej
                        ogrom terytoriów i rezerw ludzkich oraz przemysłowych – może i
                        Polska, gdyby liczyła sobie trzy razy więcej ludzi niż III Rzesza i
                        miał możliwość cofnięcia wojsk aż do Wołgi, też by sobie z Hitlerem
                        poradziła; cóż, kiedy ludzi było mniej i można się było cofnąć
                        jedynie za Wisłę, a i to tylko po to żeby dostać cios w plecy...

                        Jak się już czepiamy szczególików to Francja skapitulowała po
                        około
                        roku wojny - w końcu wypowiedzieli ją Niemcom we wrześniu 1939...


                        Jak już się czepiamy szczególików, to z pewnością zauważyłeś, że nie
                        pisałem o wojnie, ale o kampanii – czyli o czasie od
                        rozpoczęcia ofensywy niemieckiej (10 maja) do podpisania kapitulacji
                        (22 czerwca).

                        O Polsce pisałem że de facto skapitulowała, bo za takowe można
                        uznać
                        ucieczkę rządu za granicę po 2 tygodniach wojny. Stosując
                        terminologię sportową można nazwać to walkowerem. Mecz bokserski
                        wygrywasz nie tylko kiedy przeciwnik rzuci ręcznik ale takewtedy
                        kiedy zwieje z ringu :)


                        Pewnie nie uwierzysz, ale wojna niezbyt wiele ma wspólnego z meczem
                        bokserskim. Polska nie skapitulowała ani de facto, ani tym
                        bardziej de iure – co łatwo wywnioskować z prostego faktu, że
                        nigdy nie podpisano żadnego aktu kapitulacji czy choćby zawieszenia
                        broni, rząd polski działał nadal w trybie konstytucyjnym, uznawany
                        dyplomatycznie przez cały świat (z niektórymi państwami Osi
                        włącznie), a siły zbrojne walczyły wspólnie z pozostałymi aliantami
                        przez cały czas, aż do końca wojny. Natomiast jeśli masz na myśli
                        to, że armia poniosła klęskę w Kampanii Wrześniowej, to masz
                        oczywiście rację – tyle, że nie słyszałem, aby ktoś temu przeczył.

                        Kategorię ludzką/sprzętową powiadasz? Lepszy system dowodzenia i
                        komunkacji. Rzecz istotniejsza od ilości luf - w końcu inaczej by
                        się Niemcy pod Moskwąnie znaleźli :)


                        No i wszystko jasne – Sowietów było więcej, mieli silniejszą i
                        lepiej wyposażoną armię, ale przewagę mieli Niemcy, bo inaczej
                        przecież by nie wygrali... Kreatywnej księgowości historycznej ciąg
                        dalszy ;-P Tylko – dalej mnie to nurtuje – czemu oddanie przez
                        Sowietów dużo słabszym napastnikom terytorium wielkości kilku
                        Francji oraz utratę sprzętu i żołnierzy w liczbie kilku całych
                        francuskich armii uznajesz za przejaw bohaterstwa i determinacji,
                        zaś dużo skuteczniejszą walkę obronną słabszej od napastnika Polski
                        czy Francji traktujesz zarazem z taką pogardliwą wyższością...? :-P

                        Pozdrawiam
                        • vonknote Re: wacka poznasz po tytule 29.06.10, 15:28
                          kapitan.kirk napisał:

                          > Nie piszę że te czynniki się wykluczają. Piszę że pozyskanie
                          > żołnierzy jest czynnikiem kluczowym i pozostawiającym inne daleko
                          w
                          > tyle (…)

                          >
                          > Ależ sęk w tym, że właśnie już nie jest – i to od dość dawna.

                          (...) W tej sytuacji, głównym argumentem topniejącego
                          > grona zwolenników powszechnego poboru pozostaje właśnie jego walor
                          > integracyjno-społeczny – i nie jest to mój wymysł, tylko teza do
                          > znudzenia powtarzana w licznych dyskusjach, z którymi szczerze
                          radzę
                          > Ci się zapoznać zanim zaczniesz negować ich treści ;-)

                          Uwielbiam obserwować Twój upór (i radość) gdy z uporem strzelasz
                          gole do pustej ustawionej przez siebie w dyskusji bramki.

                          A ad rem to potwierdzasz moją tezę że głownym celem poboru do wojska
                          jest pozyskiwanie żołnierzy a gdy metoda ta zaczyna obecnie
                          szwankować, bo nowoczesnemu technicznie wojsku potrzeba raczej
                          wieloletnie szkolonych specjalistów niż mas z bagnetami (w czym się
                          z Tobą zgadzam i nigdzie nie występowałem jako orędownik poboru),
                          państwa się z niej wycofują. Zgadzam się też że głosy broniące
                          poboru powołują się na jego funkcje społeczne ale ich waga (i szansa
                          na sukces) jest podobna jak orędowników utrzymania oddziałow
                          kawaleryjskich bo się ładnie prezentują na defiladach (i produkują
                          ekologiczny nawóz). Dowodzi to tylko tego, że funkcje społecznie
                          nigdy nie były najważniejsze ani nawet ważne w poborze (podałem
                          przykłady państw gdzie masowy pobór był skuteczny mimo iż zakładał
                          tak "integrujące społecznie" rozwiąznaia jak segregacja rasowa). W
                          poborze chodziło zawsze o dostarczenie mięsa armatniego a gdy to
                          ostatnie przestało być potrzebne w ilościcah hurtowych przestał być
                          potrzebnym sam pobór i jest likwidowany. Trudno o bardziej dosadne
                          (i oczywiste) potwierdzenie tej tezy.

                          (na marginesie można tylko dodać, że proces odchodzenia od poboru
                          zależy od poziomu technicznego/gospodarczego krajów który nie jest
                          jednolity w całym świecie i można znaleźć sporo regionów w Azji, Am.
                          Płd i zwłaszcza Afryce gdzie pobór ciągle może być bardziej
                          efektywny od wojska zawodowego).

                          > Tyle, że przecie ż główna tezą artykułu jest to, że
                          owa „cherlawość”
                          > ;
                          > poborowych wynika z wadliwego mechanizmu powszechnego poboru
                          > ograniczającego się w zasadzie do najbiedniejszych i upośledzonych
                          > grup społecznych. Porównywanie z wojskiem polskim czy amerykańskim
                          > nie ma zatem w tej sytuacji sensu, skoro w żadnym z nich poboru
                          > powszechnego już się nie stosuje (m.in. właśnie z tego względu), a
                          > jednym z podstawowych kryteriów przyjęcia do wojska jest wszak
                          > właśnie odpowiednia kondycja fizyczna i psychiczna.

                          A tu się nie zgodzę bo o tym właśnie dyskutujemy. Od początku
                          stawiałem tezę, że system uzupełnień armii
                          (pobór/zawodowstwo/ochotnicy)* nie ma aż tak istotnego przełożenia
                          na grupy społeczne z których armia czerpie gross żołnierzy. I w
                          Rosji i w USA będą to biedne grupy społeczne. I tak w komisji
                          poborowej w Rosji trafisz na kolejkę biednych chłopaków z jakiegoś
                          za..pia za Wołgą a w biurze rekrutera US Army trafisz na biednych
                          imigrantów z Meksyku, Hondurasu czy Polski (często bez obywatelstwa
                          a tylko z zieloną kartą [zanim się przyczepisz do jej koloru to
                          chodzi mi o alien residency permit i tak, jest on w rzeczywistości
                          różowy] - tak przynajmniej było w połowie lat 90tych, teraz pewnie
                          jest gorzej bo widmo niekończących się wojen zmniejsza entuzjazm
                          kandydatów co powoduje że trzbea przebierać w coraz słabszych.

                          Więc nie wiem czemu upierasz się że nie można porównywać armii
                          zawodowej z poborową?

                          *[podział ma sens bo o ile zawodowiec teoretycznie przynajmniej
                          wyraża "ochotę" do służby dobrowolnie to już w kwestii gotowości
                          poświęcenia będziemy mieli sporą różnicę pomiędzy np. armią
                          zawodową=najemniczą a motywowaną patriotyzmem armią ochotniczą].

                          > Tylko co to
                          > zmienia?

                          >
                          > Zmienia bardzo wiele. Gdyż:
                          > 1.) Kilka postów wyżej pisałeś o śmiechu wartych dokonaniach
                          > obrońców Polski czy Francji (innych krajów nawet nie licząc),
                          > przeciwstawiając je bohaterskiej, wytrwałej i zdecydowanej obronie
                          > Sowietów, która umożliwiła reorganizację, kontratak i – po kilku
                          > latach – pobicie napastnika.

                          No właśnie sobie odpowiedziałeś co różniło kampanie ww. krajów i
                          ZSRR. Różnica polega na takim drobiazgu że ZSRR po dużych stratach
                          POKONAŁO III Rzeszę, zaś w.wzmiankowane kraje zostały pokonane i
                          musiały czekać aż zostaną wyzwolone przez innych po tym jak III
                          Rzesza przez innych (głównie ZSRR zostanie pokonana).

                          Poza tym nie wyśmiewałem się z Francji czy innych krajów -
                          stwierdziłem tylko że trudno ich wysiłek porównać z wysiłkiem ZSRR i
                          że krótko się broniły. Jeśli chodzi o moją prywatną opinię to np.
                          Francuzów szanuję - przeprowadzili kilka akcji w której zagrozili
                          Niemcom a gdy obrona stała się beznadziejna skapitulowali, żeby nie
                          powiększać strat narodu. Całkiem odpowiedzialna postawa w mojej
                          ocenie znacznie leposza niż rozegranie tego a'la Polonais czyli
                          zantagonizowanie dwóch sąsiednich mocarstw rzucanie się jak wesz na
                          kołnierzu, krzyczenie że nie odda się guzika a potem klęska w dwa
                          tygodnie.

                          > 2.) Gdy to pisałeś, najwyraźniej umknął Ci fakt, że w takim samym
                          > odpowiednio czasie, w jakim została pokonana Polska (2-3 tygodnie)
                          i
                          > Francja (5-6 tygodni), ZSRR w lecie 1941 poniósł klęski
                          > nieporównanie większe, tracąc o wiele większe terytoria niż Polska
                          i
                          > Francja, jak również o wiele więcej sprzętu i żołnierzy zabitych,
                          a
                          > przede wszystkim wziętych do niewoli.

                          Tobie zaś najwyraźniej umknął fakt, że MIMO tych strat ZSRR pokonał
                          III Rzeszę w porzeciwieństwie do Francji czy Polski.

                          Czy Twoim zdaniem wojna to jakaś rozgrywka na punkty, na ilosć
                          zabitych, kilometry zajętego terenu, tony straconej stali czy
                          jakakolwiek inna statystyka?

                          Już Clausewitz pisał (a bynajmniej nie był odkrywcą tej tezy) że
                          celem wojny jest doprowadzenie przeciwnika do stanu, wktórym nie
                          będzie mógł jej kontynuować. Można stracić więcej żołnierzy, czasowo
                          więcej terytorium ale wygrać wojnę. I tak zrobiło ZSRR pomimo
                          ogromnych strat które inne narody doprowadziłyby do klęski.

                          Doprawdy <kapitanie> nie podejrzewałem Cię o taką ignorancję jeśli
                          chodzi o podstawy teorii wojskowości. Czyżby Twoja, momentami bardzo
                          dobra, wiedza o wojskowości ograniczała się li tylko do technikaliów
                          zaczerpniętych z NTW czy Małego Modelarza? ;)

                          > 3.) Nie wspomniałeś również o tym, że o ile Wehrmacht miał nad
                          > Wojskiem Polskim zdecydowaną przewagę w każdej kategorii, a w
                          > porównaniu z armią francusko-koalicyjną był mniej więcej
                          > równorzędny, to w czerwcu 1941 było dokładnie odwrotnie – to Armia
                          > Czerwona zdecydowanie górowała nad przeciwnikiem praktycznie we
                          > wszystkim.

                          Poza dowodzeniem i komunikacją które w II WŚ będącej JUŻ wojną
                          nowoczesną z naszej perspektywy miały kluczowe znaczenie.

                          > 4.) Tym samym, Twoja teza streszczona kilka postów wyżej w
                          słowach:
                          > Obrona ZSRR oparta była na wysiłku/poświęceniu narodu
                          > niespotykanym w innych krajach (Francja kapitulujaca po 3
                          > tygodniach, Polska de facto po dwóch, Dk, N, NL i pozostałe nawet
                          > nie liczę)
                          , okazuje się niestety być całkiem do chrzanu. Skoro
                          > bowiem w terytorium ZSRR i w jego mocarną armię ci sami napastnicy
                          > weszli jak w masło dużo łatwiej niż w przypadku np. Polski czy
                          > Francji, to nieuchronny wniosek jest taki, że ów „wysiłek i
                          > poświęcenie” w ZSRR były najwyraźniej na tym etapie mniejsze


                          Widać nie były skoro jednak udało im się Niemcy pokonać w
                          przeciwieństwie do Polski czy Francji. Oczywiście zgadzam się że
                          jeśli konflikt zbro
      • three-gun-max Re: wacka poznasz po tytule 25.06.10, 18:09
        Twoją kochaną ruską armię najlepiej było widać na akcji w Gruzji, kiedy z "wyzwalanych" domów wynosiła do popadnie, łącznie z muszlami klozetowymi i deskami sedesowymi powieszonymi na szyi ;-)
        • malkontent6 Re: wacka poznasz po tytule 25.06.10, 19:45
          Zgarki już im nie wystarczają? :)
      • malkontent6 Re: wacka poznasz po tytule 25.06.10, 19:42
        vonknote napisał:

        > straszliwie przeraża Wacka że dzień i noc płodzi swe propagandowe
        > kabałki

        Ten pan jest korespondentem w Rosji więc o jakim kraju miałby pisać
        artykuły?
        • vonknote Re: wacka poznasz po tytule 26.06.10, 17:59
          malkontent6 napisał:

          > vonknote napisał:
          >
          > > straszliwie przeraża Wacka że dzień i noc płodzi swe propagandowe
          > > kabałki
          >
          > Ten pan jest korespondentem w Rosji więc o jakim kraju miałby pisać
          > artykuły?

          Mógłby więc zacząć pisać reportaże/korespondencje a nie propagandowe
          kabałki. Nie mam problemu z tym że pisze o Rosji - mam problem że
          pisze propagandowe bzdety a nie obiektywne relacje.
    • grba Cherlawe wojsko Rosji 22.06.10, 14:09
      Każdy, kto czyta rosyjska prasę często spotyka podobne opinie na temat armii
      rosyjskiej, że za często trafiają do niej niedołęgi, platfusy, które nie mają
      życiowego przebicia, bo nawet nie potrafią się wykupić od zaszczytnej służby.

      Rosja ma dużą armię, ale do niedawna można było nią operować jak tankowcem,
      czyli na szybkość reakcji, działania nie bardzo było co liczyć i dlatego mamy
      w Rosji reformę armii.

      Z bólem, wyrzeczeniami, zwalniając tłumy pod kapelusz, pozbywając się masy
      peryferyjnych dla wojska jako takiego jednostek armia rosyjska przekształca
      się, m.in z powodu Gruzji, bo okazało się, że nie można było zebrać 60 tysięcy
      żołnierzy w ramach sił szybkiego reagowania.
    • rijselman12.0 Zalosne i smieszne... 22.06.10, 18:53
      ,a jakie "polskie".-Co rusz -jakis polski szpenio zabiera sie do
      krytyki innych.-Dajcie Ruskim spokoj;-Ruscy sie pomartwia za siebie
      samych i ,na pewno,nie potrzebuja obserwacji dziennikarzy z Kraiku
      Nadwislanskiego.-Bedzie ,chyba,lepiej , gdyby Gubernia Warszawska
      zajela sie wlasnym super wojskiem.
      • bmc3i Re: Zalosne i smieszne... 22.06.10, 21:35
        rijselman12.0 napisał:

        > ,a jakie "polskie".-Co rusz -jakis polski szpenio zabiera sie do
        > krytyki innych.-Dajcie Ruskim spokoj;-Ruscy sie pomartwia za siebie
        > samych i ,na pewno,nie potrzebuja obserwacji dziennikarzy z Kraiku
        > Nadwislanskiego.-Bedzie ,chyba,lepiej , gdyby Gubernia Warszawska
        > zajela sie wlasnym super wojskiem.

        Czyzbys pomylił fora intenretowe? Chcialbym zwroci towja uwage ze to nie jest
        forum rosyjskojezyczne, tylko gazeta.pl, ktora nie jest przeznaczona dla Rosjan
        w celu martwienia sie za nich, lecz dla dostarczania informacji osobom
        poslugujacym sie jezykiem polskim. Ktorzy chca czasami poczytac jak wyglada
        sytuacja w innych krajach. Twoje insynuacje wiec, ze autor artykułu pisze dla
        Rosjan, tak sie maja do rzeczywistiosci, jak doganiajace a nawet przescigajace
        juz kapitalizm ZSRR.
      • bmc3i Cos dla Cibei, o wolnosci wypowiedzi w Rosji 22.06.10, 21:40
        rijselman12.0 napisał:

        > ,a jakie "polskie".-Co rusz -jakis polski szpenio zabiera sie do
        > krytyki innych.-Dajcie Ruskim spokoj;-Ruscy sie pomartwia za siebie
        > samych i ,na pewno,nie potrzebuja obserwacji dziennikarzy z Kraiku
        > Nadwislanskiego.-Bedzie ,chyba,lepiej , gdyby Gubernia Warszawska
        > zajela sie wlasnym super wojskiem.


        www.rferl.org/content/article/1051822.html
        • rijselman12.0 Re: Cos dla Cibei, o wolnosci wypowiedzi w Rosji 22.06.10, 22:04
          Swietnie to rozumiem ,ale holduje przyslowiu "pierw posprzataj przed
          wlasnymi drzwiami..."
          • bmc3i Re: Cos dla Cibei, o wolnosci wypowiedzi w Rosji 22.06.10, 22:17
            rijselman12.0 napisał:

            > Swietnie to rozumiem ,ale holduje przyslowiu "pierw posprzataj przed
            > wlasnymi drzwiami..."


            W Polsce nikt, a zwlaszcza zaden sad, nie nakazuje providerom intenetowym
            cenzurowac wypowiedzi, wiec próba przypiecia łatki Polsce, to strzal kulą w płot.
          • vonknote Re: Cos dla Cibei, o wolnosci wypowiedzi w Rosji 23.06.10, 14:03
            rijselman12.0 napisał:

            > Swietnie to rozumiem ,ale holduje przyslowiu "pierw posprzataj
            przed
            > wlasnymi drzwiami..."

            Cóż, nie zapominaj że Wacek pisze "ku pokrzepieniu serc" takich
            czytelników jak <bmci>, <kapitan> czy im podobni którzy dla spokoju
            ducha (a może i, w niektórych przypadkach przynajmniej, dla
            satysfakcji autoerotycznej) potrzebują wiary w Wielką Polskę
            Mocarstwową co to "kacapom" "szwabom" "pepikom" a nawet "żabojadom"
            (gdyby była wspólna granica) swą żelazną pięścią może pogrozić i ani
            guzika od munduru nie oddać. Fakt że od przedwojnnia odsetek takich
            osobników szczęśliwie w Polsce znacznie się zmniejszył, ale jakiś
            tam dalej pozostaje i do tego targetu Wacek uderza. Ponieważ o
            naszych zuchach za wiele dobrego napisac nie można (a to się rozbiją
            samolotem jednym, a to drugim, a to jak już się im uda zastrzelić
            taliba to wredni zagraniczni dziennikaże pokażą zdjęcia że to była
            kobieta w ciąży) to trzeba pomniejszać propagandowo siłę
            wyimaginowanych wrogów.
    • nie-tak Re: Cherlawe wojsko Rosji 22.06.10, 22:28
      Widzimy jak Polska staczy się całkowicie do rynsztoka, jak media, tak polityka,
      tak i społeczeństwo. To już bierze obrzydzenie czytać same tytuły w polskich
      mediach, to już nie jest rynsztok to jest niżej jak rynsztok. Powoli można się
      Polaków zapytać gdzie leży Polska chyba nie w Europie z takim intelektem.
      -------------------------------------------------------------------
      • santa666 Re: Cherlawe wojsko Rosji 23.06.10, 12:25
        masz kompleksik europeski koteczku ????
      • malkontent6 Re: Cherlawe wojsko Rosji 25.06.10, 19:48
        nie-tak napisała:

        > To już bierze obrzydzenie czytać same tytuły w polskich
        > mediach

        Przestań czytać polską prasę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka