tow_rydzyk
28.07.10, 02:28
SPOJRZMY NA SIEBIE RODACY
Czy PRL mozna porownywac z Generalna Gubernia? Dlaczego nadal niektorzy nasi
historycy i dziennikarze traktuja nasza najnowsza historie tak wybiorczo. Czy
jest to rezultatem slabej znajomosci historii czy uzaleznienia od uwarunkowan
i kalkulacji geopolitycznych?
Dlaczego stosunki z Rosja sa dla Polski tak wazne? Krotka odpowiedz
odnajdziecie w starym madrym przyslowiu finskim : “Szukaj przyjaciol blisko a
wrogow daleko”.
Polecam naszym politykom zapoznanie sie z : “Mein Kampf” i “Rozmowami przy
stole” Hitlera, tworczoscia Rosenberga, Dziennikami Goebbelsa, Hansa Franka
czy Rudolfa Hoessa: ktore jednoznacznie nakreslaly “przyszlosc” dla
“slawischen Untermenschen” na Wschodzie w ramach realizacji tzw. “Lebensraum”.
Nic w dziejach ludzkosci nie jest porownywalne do OFICIALNEJ RZADOWEJ
RASISTOWSKIEJ DOKTRYNY LUDOBOJSTWA I MASOWEJ PRZEMYSLOWEJ EKSTERMINACJI LUDZI
przez III Rzesze. To nie moralne porownywac ofiary K.L.Auschwitz z ofiarami
zbrodni Stalina. Zbrodnia zawsze pozostanie zbrodnia. Jednakze skladajac
kwiaty w Katyniu polskim ofiarom NKWD pamietajmy o milionach Rosjan, ktorzy
mieli odwage aby sie stalinizmowi sprzeciwiac. Spoczywaja oni w zbiorowych
mogilach rozsianych po calej Rosji... nie tylko w Katyniu. Z drugiej strony
anty-hitlerowcow w III Rzeszy (tzn. wsrod Niemcow i Austriakow note bene
narodu, ktory po wojnie po arcymistrzowsku wmowil calej Europie i swiatu, ze
tak jak wiekszosc sasiadow III Rzeszy zalicza sie do jej ofiar) nawet po 1944
roku mozna ze swieczka szukac.
Badzmy szczerzy; tzw. Konferencja w Jacie (Uklad Monachijski numer 2), po
ktorej sprzedano Polske Stalinowi jest nie tylko radzieckim/rosyjskim
problemem moralnym.
Ekscesy CZESCI (gwalty i grabieze) podpitych i zdemoralizowanych brutalnoscia
wojny zolnierzy radzieckich nigdy nie byly czescia doktryny Armii Czerwonej.
Bylo to po prostu karygodne zaniedbanie dyscypliny i regulaminow wojskowych
niedostatecznie karane przez dowodztwo.
“Wojna” na Zachodzie to wakacje w porownaniu z bezwzglednoscia Frontu
wschodniego. Stalin jak i wiekszosc jego dowodcow nie liczyl sie ze stratami
ludzkimi, traktujac swoich zolnierzy jak przyslowiowe mieso armatnie. Slal nie
wyszkolonych i nie dozbrojonych cywilow prosto na linie frontu do walki z
doskonale wydrylowana i juz bojowo doswiadczona nazistowska maszyna wojenna.
Szanowany przez prostych zolnierzy rosyjskich gen. Rokossowski - dla nas
Polakow nadal “zdrajca”- byl pod tym wzgledem szlachetnym wyjatkiem. O
traktowaniu przez hitlerowcow rosyjskich jencow wojennych gorzej od bydla i to
wcale nie lepiej od Zydow nawet nie warto wspominac. Pierwsze eksperymenty z
masowym gazowaniem ludzi przeprowadzono w K.L.Auschwitz wlasnie na jencach
radzieckich.
Porownywanie okupacji hitlerowskiej 1939-1945 z tzw "okupacja" radziecka PRL-u
jest tendencyjnym wypaczeniem faktow. Jak mozna wysuwac takie analogie
wiedzac, ze zyja jeszcze ludzie, ktorzy tamta rzeczywistosc doskonale pamietaja?
Spojrzmy na siebie. Nasz kler zyl za komuny jak u pana Boga za piecem. Tak jak
i teraz nasza hierarchia koscielna mieszkala w palacach, rozbijala sie
zachodnimi wozami i miala dostep do wyjazdow zagranicznych. Tempo budownictwa
koscielnego na leb i szyje bilo tempo budownictwa mieszkaniowego. Liczni
ksieza i nawet niektorzy luminarze opozycji z Panem Walesa na czele przez lata
zyli w perwersyjnej symbiozie z SB a pozniej - tak jak tow.Wielgus - lali
krokodyle lzy na pogrzebach gornikow z “Wujka” czy ks.Popieluszki.
W 1980/81 Jaruzelski nie potrzebowal Ruskich. Nasz Narod masochistycznie
gloryfikujacy rodzima martytologie/wiktymologie przyzwyczajony jest do obelg i
kopniakow od obcokrajowcow a tymczasem w 1981 zostalismy powaleni na kolana
przez naszych braci Polakow, co bylo i jest bolem szczegolnie dotkliwym.
Prawda jest smutna, niemalze trywialna, nastrojem przywolujaca “Wesele”
Wyspianskiego: do stlumienia naszego plomiennego narodowego zrywu w 1981
wystarczyly ZOMO-wskie gumowe paly i sikawki. Ten opluwany rezim jakos nigdy
nie mial klopotow z rekrutacja wielotysiecznej armii ZOMO-wcow badz co badz
tych samych prostych polskich chlopakow wierzacych katolikow uczeszczajacych
na niedzielne msze, przystepujacych do komunii swietej i chodzacych do
spowiedzi. Oni byli naszymi szkolnymi kumplami i sasiadami. Tak chcialbym
wiedziec gdzie dzisiaj sa tysiace tych bylych weteranow ZOMO? ”Jaka partie
popieracie, panowie? Czy rozpoznajecie na ekranach telewizyjnych swoje byle
ofiary, ktore palowaliscie z takim animuszem za troche lepsze racje zywnosciowe?
A moze rozpoznajecie swoich bylych rozkazodawcow? W koncu powiedzcie jak wy
rozumieliscie/rozumiecie definicje “patriotyzmu ?”. “Wszyscy, nawet nasi
historycy cierpia na zbiorowa amnezje w tej kwesti. Temat jednostek ZOMO jakby
za sprawa czarodziejskiej rozdzki zniknal z naszej swiadomosci narodowej.
Przypominam, ze mowimy tutaj o tysiacach jesli nie setkach tysiecy naszych
rodakow, o ktorych istnieniu po 1989 zaginal wszelki sluch.
Przypomnijcie sobie naszych znajomych w RFN rodem ze Slaska, ktorzy w 1944/45
witali wkraczajacych Sowietow jako Polacy a w latach 70/80-ych pozegnali
Polske jako etniczni Niemcy na podstawie odnalezionych na strychu i
zakurzonych (raczej skrzetnie odkurzonych) dokumentow potwierdzajacych ich
“koniunkturalne” pochodzenie.
W 1984 spotkalem bylych dzialaczy robotniczej Solidarnosci, ktorzy po stanie
wojennym ze wszystkich mozliwych krajow przyjmujacych emigrantow wybrali
rasistowska RPA gdzie dokladnie w tym samym czasie stary Nelson Mandela
dogorywal w wiezieniu. Szybko sie urzadzili i oczywiscie kontynuowali swoja
walke o wolnosc, rownosc i sprawiedliwosc spoleczna ze swoich posiadlosci
otoczonych drutem kolczastym i czarnoskora pomoca domowa, ktorej zrzeszanie
sie w zwiazkach zawodowych bylo zabronione.
Wysmiewanie PRL-owskiego cyrku "w okupowanym przez Rosjan" kraju (nawet na
ekranach oficjalnej tv) byla tak powszechna, ze nawet owczesne wladze
machnely na nia reka. Stosunkowo duzej jak na tamte czasy swobody slowa i
bogactwa zycia kulturalnego mogly nam pozazdroscic nie tylko pozostale baraki
obozu socjalistycznego ale rowniez niektore kraje zachodnie. Walka PRL-owskiej
cenzury z tzw. “literatura drugiego obiegu” przypominala walke z wiatrakami.
Wiekszosc parlamentarzystow dzisiejszej RP posiada dyplomy i tytuly naukowe
zdobyte na "komunistycznych" uczelniach, na ktore dostala sie z pomoca
“punktow za pochodzenie” do czego jednak zaden sie nie przyzna. Wielu z tzw.
“represjonowanych” (wlaczajac sp. prezydenta Kaczynskiego) robilo kariere
naukowa.