kirdan1
24.10.11, 13:49
Postanowiłem dokonać pobieżnej lustracji (wiem, to tutaj przeklęte i niemile widziane słowo) felietonistów „GW”.
Jak w każdej zbiorowości mamy tu „jastrzębi” i „gołębie” a między nimi frakcję pośrednią.
Jastrzębie są wyrazistymi przedstawicielami michnikizmu, czasem wychodzą nawet przed szereg. Nie cofną się przed niczym, a ich felietony częściej od innych wykraczają poza granicę rzetelnego dziennikarstwa a nawet dobrego smaku. Teksty niejednokroć chamsko emocjonalne albo chamsko cyniczne. Do grupy tej zaliczam: K.Naszkowską, K.Wiśniewską W.Kuczyńskiego, P.Smoleńskiego, P.Pacewicza, S. Blumsztajna, W.Mazowieckiego, M.Wojciechowskiego, W.Czuchnowskiego i G.Sroczyńskiego. Ze smutkiem zaliczam tu również J.Żakowskiego, który co prawda potrafi czasem iść pod prąd w „GW” ale nawet wtedy robi to z gracją hipopotama obracającego się w windzie.
Dalej idą ci, którzy może sami z siebie jastrzębiami nie są, ale w sytuacjach typu „wszystkie ręce na pokład” kładą uszy po sobie i piszą „po linii”. Jednak stać ich czasem na refleksje samodzielne. Tu mieszczą się dwie Ewy – Milewicz i Siedlecka, Agata Nowakowska oraz – choć już z trudem – M.Beylin i W.Gadomski
Gołębie częściej starają się rozglądać wokół dalej niż pozwalają agorowe klepki. Nawet gdy piszą rzeczy z którymi zgodzić się nie sposób, czynią to z elementarną kulturą i choćby próbą wyważonego spojrzenia. Do tej grupy zaliczam D.Wielowiejską, P. Wrońskiego, T. Bieleckiego, B.Węglarczyka i W.Radziwinowicza. Ci ostatni zresztą usadowili się w miarę bezpiecznych niszach (ekonomia, sprawy wschodnie), ale nie poczytujmy im tego za minus.
Ostatnią grupę stanowią dziwadełka-osobliwości, które stanowią pewien koloryt ale nie sposób traktować ich poważnie. Z różnych powodów: bycia listkiem figowym dla jastrzębi (J.Turnau), poważnymi fobiami i obsesjami spychającymi ich nawet w środowisku „GW” na margines (M.Środa), ogólną mydłkowatością i małą siłą przebicia (A.Leszczyński, J.Krzyk, G.Borkowska). Zupełnie osobną podkategorię w tej grupie stanowi zakochany w sobie W.Orliński, zresztą zamknięty w swoich przyzwyczajonkach i sepulkach, więc też mało istotny.
Co do pierwszej grupy to nie jest oczywiście jednolita. Są obsesjoniści IV RP, którzy niczym narkoman potrzebują działki w postaci napisania czegoś o Kaczyńskim i PiS (Kuczyński, Mazowiecki, Naszkowska). Jest silna grupa socjalizująca – Żakowski, Kumór, Leszczyński. Jest grupa anty-opresjonistów: Pacewicz (geje), Blumsztajn (Żydzi), Sroczyński (ateiści). Plus oddelegowana na odcinek walki o nowy , lepszy Kościół - K.Wiśniewska.
Nawet i tu są pewne różnice: od chropowatego ale zasługującego czasem na uwagę J. Żakowskiego po najbardziej irytującego Sroczyńskiego (szczylowaty besserwisser z idiotycznym uśmieszkiem na twarzy, typowy „gazetowy mądrala” z wielkim ego).
Jakieś uwagi? Kogoś pominąłem? :-)