Dodaj do ulubionych

Rozpada się Instytut Chopina

05.12.11, 02:35
nic nie rozumiem z tego artykułu
Obserwuj wątek
    • nec1 Furda instytut... 05.12.11, 06:56
      I co z tego? Najważniejsze, że czarni dostają rokrocznie 15 mld złotych z budżetu!
    • wojtek-gdansk Nawet elektronik może nie mieć słuchu. 05.12.11, 07:59
      "Nawet kucharka może być ministrem" - tow. W. I. Lenin
    • kirdan1 Rozpada się Instytut Chopina 05.12.11, 08:13
      Nie znam dokładnie sytuacji ale coś za bardzo przypieprzacie się do Monkiewicza, by nie nabrać podejrzeń. To te wasze "bezstronne" artykuły.
      No i wypominanie, że Monkiewicz nie zna Chopina też trochę buraczane... Jak to miał być menedżer, który zrestrukturyzuje jednostkę, to znać nie musi. Może jeszcze powinien umieć czytać nuty? Tu nie ma żadnej zależności... prezes PZPN był wybitnym piłkarzem i co z tego wynika?
      • wojtek-gdansk Monkiewicz,tak jak Ty, nie zna dokładnie sytuacji. 05.12.11, 08:45
        Ministrem finansów w potencjalnym rządzie Kaczyńskiego miała być Beata Szydło - etnograf więc dlaczego prezesem PZPN nie mógłby zostać jakiś baletmistrz a Baletu Narodowego Jan Tomaszewski - ten, który zatrzymał Anglię.
        Monkiewicz,tak jak Ty, nie zna dokładnie sytuacji. Niznajomość materii, którą sie zarządza to wystarczające kwalifikacje do zarządzania nią. Właściwie trudno zgłaszać pretensję do Monkiewicza, bo niewielu jest takich szczerych ludzi jak Ty, którzy zdają sobie sprawę z tego, że nie znają dokładnie sytuacji. Łączę wiec wyrazy szacunku.
        • kirdan1 Re: Monkiewicz,tak jak Ty, nie zna dokładnie sytu 05.12.11, 09:58
          Doceniam ironię :-D ale doprawdy: w zarządzaniu nie jest konieczna dogłębna znajomość szczegółów tematyki, którą zajmuje się dany podmiot. Gdyby tak było to najlepszym szefem Instytutu Chopinowskiego byłby Rafał Blechacz a przecież wiadomo, że nie byłby. A z reguły najlepszymi dyrektorami szpitali są akurat nie-lekarze a po prostu sprawni managerowie.
          Nie bronię tu zresztą specjalnie Monkiewicza, nie znam faceta. Jednak po to są studia w zakresie zarządzania aby taki absolwent mógł kiedyś zarządzać równie efektywnie rzeźnią i teatrem. Nie musząc umieć tańczyć na paluszkach ani odrąbywać półtusz.

          • wojtek-gdansk Święte słowa, pod warunkiem, że ... 05.12.11, 10:12
            ... lubi jeść to co produkuje firma, którą zarządza, bo inaczej nie będzie znał wartości jej produktów. Wegetarianin, zarządzający masarnią, będzie wiedział może, że opakowanie kaszanki jest estetyczne ale nie będzie wiedział, że kaszanka jest zdecydowanie za słona.
            Docenia specjalistów, których więcej słucha niż do nich mówi. No i nie stosuje obstrukcji w podejmowaniu decyzji. Ten ,który się nie zna na wyrobach masarskich ani trochę, zaczyna bać się podejmowania jakichkolwiek decyzji w sprawie solenia.
          • pak4 Re: Monkiewicz,tak jak Ty, nie zna dokładnie sytu 05.12.11, 10:37
            Wiesz... to zapewne prawda. Tylko powiedz mi, po co w takim radzie dyrektor Volkswagena siada za kółkiem samochodu konkurencji na targach samochodowych? Przecież to nie jest konieczne do zarządzania :D
            Poważnie: jeszcze raz napiszę, to prawda. Dyrektor NIFC nie musi być chopinistą. Ale powinien choć trochę się znać na pracy instytutu. Wiedzieć, ile kosztuje kontrakt z dobrym muzykiem, a nie tylko z zespołem disco polo zaproszonym do wiejskiej remizy. Wiedzieć, jak wygląda rynek wydawniczy. Nie wymagam by czytał nuty, ale by się wybrał do księgarni, czy sklepu internetowego zajmującego się muzyką, by sobie zaprenumerował ze dwa-trzy pisma o muzyce klasycznej (nie ma wielu polskich, więc brytyjskie, powiedzmy) i poczytał przez kilka recenzje, tak by wiedzieć kto jest na topie, a kto nie. Tego pan Monkiewicz bardzo wyraźnie nie spełnia.
      • pak4 Re: Rozpada się Instytut Chopina 05.12.11, 10:31
        Wiesz, widziałem filharmonię nieźle zarządzaną przez inżyniera. Ale tam przejście z nauk technicznych do zarządzania instytucją kulturalną przeszło stopniowo. Tu nie mam pełnego wglądu, z tego co jednak dociera, to niestety problemem jest brak orientacji w muzyce dyrektora Monkiewicza, który uważa wybitność muzyczną za jakiś spisek zawodowej koterii. I jak takiemu wytłumaczyć, że muzyczny rolls royce to jednak coś innego, niż muzyczna syrenka, choć jedno i drugie ma cztery koła (plus zapasowe)?
    • wilczek1968 Panie Stanisławie, może wróci Pan do S1? 05.12.11, 09:11
      Gdy Pan tu rządził to Studio S1 było kwitnącą instytucją kultury...
    • gajane4 Rozpada się Instytut Chopina 05.12.11, 09:13
      Przecież to standard w polskiej administracji: szef bez kwalifikacji i doświadczenia, ale "pomazany" przez jakiegoś wyżej postawionego (np. partyjnie) kolesia, któremu sie wydaje, że jednoosobowo kontrolując totalnie wszystko poprawi działania instytucji.
    • wilczek1968 Elektronik - a co to ma do rzeczy? 05.12.11, 09:19
      Ważne, żeby był sprawnym menedżerem. Elektronicy (do których się zaliczam) miewają szerokie horyzonty. A przy okazji mają sprawny, analityczny umysł, są dobrze predestynowani do zarządzania dużymi projektami. Nie trzeba być chopinoznawcą, żeby sprawnie zarządzać instytutem... Trzeba za to mieć trochę wyobraźni, kontakty (jak Pan Leszczyński), wdzięk osobisty. Dlaczego odmawiacie tego człowiekowi tylko dlatego, że jest elektronikiem?

      To, że historyk jest premierem a elektryk prezydentem wam nie przeszkadza?
      • wojtek-gdansk Elektronik elektronikowi nie równy, fakt. 05.12.11, 09:36
        Elektronik, posiadający kontakty w środowisku w którym jego instytucja działa no i troche wdzięku - to skarb, nawet w instytucie Chopina.
        Elektryk, z zasługami w kraju i znany w każdym zapyziałym zakatku kuli ziemskiej, jako prezydent - to skarb.
        Historyk, wyciągający wnioski z wszystkich nieudanych zrywów swoich rodaków i wszystkich ich zaniechań - to skarb.
        Jak wiemy, są różni historycy, różni ekonomiści, elektrycy, elektronicy, profesorowie, lekarze i doktorzy nauk wszelkich. Nikt nie rodzi sie prezydentem.
      • billyb Re: Elektronik - a co to ma do rzeczy? 05.12.11, 09:56
        Jeżeli nie ma kontaktów w środowisku, w którym kontakty są po prostu wszystkim,
        to jest tylko jeszcze jednym z tych, którzy " nie maturą, lecz chęcią szczerą..."

        Wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy, więcej curriculum vitae.

        W Polsce jest pełno ćwoków, którzy uważają, że każdy może robić wszystko, tymczasem prawda znana w lepiej zarządzanej części świata jest taka, że każdego można nauczyć śpiewu operowego, ale nie każdego uczyć się opłaca. I w tym małym szczególe zawarta jest prawda o "bogactwie narodów". I jedno z uzasadnień, dlaczego w Polsce nadal nie ma autostrad, kiedy w Chinach buduje się coś koło 5 tysięcy kilometrów. Rocznie. Dawno po olimpiadzie.
    • mandaryna.1 Rozpada się Instytut Chopina 05.12.11, 13:45
      I gdzie my mamy tych "patryjotów"? Za to min.Zdrojewski bardzo hojnie finansuje pałace biskupie,koscioły zakony i plebanie.Wszystkie dofinansowane,wyremontowane /z UE/ i budżetu,lśnią nowoscią i pięknem na błysk.Ale to co najwazniejsze wali się.Wstyd.
    • chopinspired Prawda o konflikcie w NIFC 05.12.11, 23:34
      Konflikt w NIFC wcale nie wynika "ze zwiększonej dyscypliny finansowej i przeprowadzonego tam audytu", jak czytamy w niektórych notatkach prasowych, nie chodzi też o pieniądze ani o "wojnę podjazdową" Stanisława Leszczyńskiego.

      Kazimierz Monkiewicz dosłownie sparaliżował Instytut. Przeciąga podjęcie najdrobniejszych decyzji, tygodniami przetrzymuje dokumenty, jednocześnie centralizuje władzę, usuwa specjalistów, likwiduje dyskusje (brak zebrań, komunikacji), a nawet obraża partnerów Instytutu. Pomysły ma takie jak ten by na festiwalu "Chopin i jego Europa" wobec mniejszych funduszy nie zmniejszać liczby koncertów (SL), tylko znaleźć TAŃSZYCH ARTYSTÓW. Żadnej wizji, żadnej próby zrozumienia specyfiki instytucji kultury i jej misji, ruchy pozorowane i "czyszczenie pola", by za wszelką cenę rządzić dalej.

      A menadżerem jest tak "sprawnym", że w ciągu roku nie znalazł przysłowiowej złotówki środków sponsorskich, co jest sytuacją bez precedensu od lat, sprzedaż spadła na łeb na szyję, żadnych udanych inicjatyw, blokowanie pomysłów innych.

      W tym sporze chodzi o być albo nie być instytucji uznanej na świecie, w program której ministerstwo zainwestowało spore fundusze podatników, czego owoce są trwonione przez trudny do wyobrażenia brak kompetencji, wstydu i zwykłej przyzwoitości obecnego p.o. dyrektora.
    • kto3 Rozpada się Instytut Chopina 06.12.11, 09:47
      Od początku swojego istnienia instytut chopinowski (NIFC) mając wybitnych szefów – wizjonerów i jednocześnie ludzi potrafiących swoje wielkie projekty realizować (myślę o dwóch Grzegorzu Michalskim i Stanisławie Leszczyńskim), nie miał szczęścia do ... ministrów kultury. Pierwszym, którego ustawa (o ochronie dziedzictwa chopinowskiego) obligowała do utworzenia instytutu (powołanego do życia na mocy ustawy) był Kazimierz Michał Ujazdowski – podał się do dymisji dzień po rozstrzygnięciu konkursu na dyrektora instytutu, który wygrał Grzegorz Michalski. Po nim przez kilka tygodni urzędował Andrzej Zieliński, by za moment oddać fotel Andrzejowi Celińskiemu – i tu się zaczęło. Instytut po raz pierwszy stanął pod ścianą. Po bardzo radykalnym „cięciu” budżetu instytutu, uratował go charyzmatyczny dyrektor Grzegorz Michalski i zespół jego współpracowników, którzy dobrowolnie zgodzili się obniżyć swoje wynagrodzenia aby budżet mógł „domknąć” się na koniec roku, jednocześnie nie ograniczając swojej działalności – koncert urodzinowy, publikacje, druga konferencja chopinowska – to wszystko udało się zrealizować. W niespełna rok po zabiegu obliczonym na likwidację lub przynajmniej uśmiercenie placówki, dzięki determinacji Grzegorza Michalskiego w instytucie pojawia się pierwszy fortepian (Erard 1848) otwierający kolekcję instrumentów z epoki Chopina. W instytucie pojawia się Stanisław Leszczyński. Tekę ministra kultury przejmuje Waldemar Dąbrowski. Sytuacja budżetu się nie zmienia w myśl zasady, „skoro udowodniliście, że można przetrwać za mniej to nie ma podstaw, żeby dawać wam więcej, radzicie sobie”. Teraz w instytucie jest dwóch wizjonerów, spierają się, nie są jednomyślni. Niestety ten „urodzaj” nie trwa długo – po raz pierwszy następuje zmiana na stanowisku dyrektora, na szczęście dla instytutu – nie na długo pojawia się Ryszard Zimak. To czas realizacji pierwszego festiwalu Chopin i jego Europa. Biuro organizacyjne festiwalu w trakcie festiwalu przeprowadza się z Nowogrodzkiej do Teatru Wielkiego (nowej tymczasowej siedziby) – siedząc na kartonach i tylko dzięki prywatnym "komórkom" realizuje pierwszą edycję festiwalu. Zespół tworzą trzy osoby. Udaje się nie tylko dzięki determinacji i entuzjazmowi zespołu. Bez charyzmy Leszczyńskiego, bez jego kontaktów festiwalu przygotowywanego w trzy miesiące nie udałoby się doprowadzić do skutku, bo do ostatnich godzin przez koncertem inauguracyjnym nie było wiadomości ostatecznie potwierdzającej dotację na realizację festiwalu. Stanisław Leszczyński gra va banque. Festiwal się zaczyna i kończy - z opinią najważniejszego europejskiego wydarzenia muzycznego. Kolejny rok, to następna zmiana na fotelu ministra. Wraca Ujazdowski, a po kilku miesiąca na stanowisko dyrektora instytutu Grzegorz Michalski - uff. Znowu można myśleć o rozwoju najważniejszych projektów: Chopin i jego Europa, wydaniu faksymilowym dzieł wszystkich Chopina, publikacjach naukowych, publikacjach płytowych, reformie konkursu chopinowskiego, inwestycjach w Żelazowej Woli, muzeum, centrum chopinowskim – siedzibie instytutu, wszak rok chopinowski zbliża się nieubłaganie. No i wydarza się w tym czasie druga – dla niektórych niezapomniana edycja festiwalu. Marta przyleciała!!! dotarła na próbę!!! – dzwonimy do siebie ciesząc się jak dzieci. Zespół przygotowujący festiwal nie rozrasta się, ale nabiera doświadczenia i entuzjazmu. Kulturę pracy tego zespołu kreuje Stanisław Leszczyński a instytutu Grzegorz Michalski. Dla nich zespół nie jest „zasobem ludzkim”, którym należy zarządzać, tylko grupą ludzi, z którymi się współpracuje. To wielka różnica! Przy tym festiwalu jest nieco lepiej z „kasą” bo jest pomoc miasta i przede wszystkim sponsor – Orlen, ale nadal mechanizm finansowania instytutu jest daleki od doskonałości. Znowu na fotel ministra wraca Dąbrowski, a instytut w perspektywie zbliżającego się roku chopinowskiego staje się instytucją kultury, której stawia się najwyższe wymagania. W kolekcji instrumentów z epoki wkrótce pojawiają się kolejne fortepiany. „Czarna seria” (Real Chopin) rozrasta się o kolejne tytuły, pojawiają się pierwsze tomy wydania faksymilowego. Inwestycje wychodzą z fazy science fiction. Kolejne koncerty urodzinowe. Pogorelic pierwszy raz po 26 latach przyjeżdża do Filharmonii Narodowej na zaproszenie instytutu. Kolejny festiwal. Coraz lepsze recenzje w najważniejszych magazynach muzycznych na świecie. I nieustanna walka o każdą złotówkę na projekty. Jedyne co względnie pewne to inwestycje. Na fotelu ministra Bogdan Zdrojewski. I kolejna zmiana w kierownictwie instytutu. Na stanowisku dyrektora pojawia się Andrzej Sułek, a Dąbrowski zostaje pełnomocnikiem ministra do spraw roku chopinowskiego. No i mamy 1 stycznia 2010 r. czyli początek chopinowskiej fety. Tuż przez jubileuszowym festiwalem następuje roszada na stanowisku dyrektora instytutu: Sułka zastępuje Dąbrowski. Festiwal w toku, seria płytowa z najważniejszymi nagrodami fonograficznymi prawie na ukończeniu, zreformowany konkurs chopinowski rozstrzygnięty, kongres chopinowski w trakcie i nagle nieoczekiwana zmiana: pełnić obowiązki dyrektora instytutu zaczyna Kazimierz Monkiewicz. Pewnie świetny menadżer, który ma – w myśl komunikatów ogłaszanych w mediach – uzdrowić sytuację instytutu. No i „uzdrawia”. W myśl nowych porządków instytut nie ma już odbiorców, publiczności i słuchaczy tylko klientów!!! Filharmonia Narodowa wraz z orkiestrą ma być angażowana „w pakiecie” bo tak może być taniej. Pracownicy, nawet ci, którzy nie dopominają się nadgodzin i finansowych ekwiwalentów swojej pracy w zasadzie nie mogą pracować w systemie innym niż „od godziny do godziny” – jak w korporacji, bo nowe porządki obejmują także te dziedziny pracy instytutu, o których dyrektor Monkiewicz nie ma prawa czegokolwiek wiedzieć, bo wszak jest menadżerem a nie dyrektorem artystycznym (na szczęście, bo Chopina zna głównie z jazzowych opracowań). Kończy się rok 2011. Festiwal w tym roku jest absolutnie najważniejszym wydarzeniem muzycznym w Polsce i jednym z ważniejszych w Europie i na świecie. Mimo zmniejszonego budżetu. Oczywiście jest kryzys. To zrozumiałe, że wszystkie instytucje kultury są „pod kreską”. Działa muzeum, Żelazową Wolę odwiedzają setki tysięcy turystów, konkurs chopinowski odzyskał renomę, festiwal osiągnął rangę wydarzenia i światowym poziomie, wydawnictwa fonograficzne zostały docenione przez opiniotwórcze magazyny i plebiscyty, badania naukowe, publikacje, konferencje stoją na najwyższym poziomie. TO WSZYSTKO STAŁO SIĘ ZA SPRAWĄ DWÓCH WIZJONERÓW GRZEGORZA MICHALSKIEGO I STANISŁAWA LESZCZYŃSKIEGO, nawet jeśli jeden z nich – Michalski – wcześniej już trafił „na boczny tor” (należałoby zapytać dlaczego???). Bez ich WIZJI i determinacji te projekty nie zostałyby zrealizowane NIGDY. Anna Dębowska z Gazety Wyborczej usiłuje dzisiaj sprowadzić konflikt między dyrektorem Leszczyńskim a Monkiewiczem do spraw finansowych. To nieporozumienie. Oczywiście konsekwencje tego konfliktu mają i ten wymiar, ale TU CHODZI O KOMPETENCJE. To konflikt wizjonera, wybitnego specjalisty, kontrowersyjnego i ekscentrycznego może, ale człowieka wielkiego intelektu i wiedzy z ... „Dyzmą”, który może genialnie zarządzał fabryką guzików czy sprzętu elektronicznego, ale nie ma bladego pojęcia o kierowaniu instytucją kultury. Nie wiem, czy rezygnacja dyrektora Leszczyńskiego jest wynikiem bezsilności w tej sytuacji niemożności nawiązania dialogu, czy krzykiem – bynajmniej nie na puszczy. Pozwalam sobie zabrać głos w tej debacie, jako wieloletni współpracownik dyrektorów: Michalskiego i Leszczyńskiego i producent trzech pierwszych festiwali.
      Pozdrawiam Tomek Kaliński
    • kto3 Rozpada się Instytut Chopina 06.12.11, 10:05
      Przeczytałem wszystkie z Waszych opinii, wszyscy macie nieco racji, ale tylko nieco. Fabryką, czy rzeźnia jak to ktoś poetycko napisał faktycznie należy ZARZĄDZAĆ, by dobrze funkcjonowała, instytucją kultury należy KIEROWAĆ. Co za różnica? - ogromna. Aby zarządzać wystarczy nieco narzędzi, umiejętności, wiedzy lepiej wykwalifikowanego księgowego, aby kierować, trzeba wiedzieć dokąd się zmierza i po co, trzeba mieć wizję. Instytucje kultury i niektóre naukowe to instytucje autorskie, dopóki jest wizjoner trwają, kiego go zabraknie giną albo przestają być tym czym były. Czasami - rzadko zdarza się to także w biznesie - vide APPLE - zobaczymy czym będzie bez Jobs'a...
    • tymon99 Rozpada się Instytut Chopina 06.12.11, 12:01
      NIFC spełnił już swoje zadanie. kto miał wydrzeć panstwową i unijną kasę na dziwne "projekty" z okazji roku chopinowskiego, ten wydarł. teraz zostały już tylko nędzne ochłapy. dalsze utrzymywanie tej instytucji wobec powyższego mija się z celem.
      • wojtek-gdansk Lcytacja potrzeb intelektualnych nigdy nie ustaje 06.12.11, 12:51
        Masz rację, ale to tylko Twoja racja. Prof. Albert mawiał w takich razach: "Zamiast obniżać nam poprzeczkę podwyższ swoją". Nie, nie mówię tego wprost do Ciebie, ale jednak w związku z Twoją wypowiedzią. Człowieka, z królestwa zwierząt, wyodrębnia głównie świat idei i sztuka. Postawa wyprostowana cechowała też neandertalczyka*, prostymi narzędziami posługują się niektóre małpy a nawet ptaki, jedzą nawet pierwotniaki.
        * To prawda, że w świetle dzisiejszego stanu wiedzy trudno już zaliczać neandertalczyka do królestwa zwierząt, ale ciągle mu bliżej do Enkidu niż do Gilgamesza.
        • tymon99 Re: Lcytacja potrzeb intelektualnych nigdy nie us 06.12.11, 18:36
          zgadzam się, ale gadasz nie na temat. żaden "narodowy instytut" nie jest w stanie wytworzyć liczącej się idei ni sztuki.
          • wojtek-gdansk Nie zamierzam się spierać kto tu gada nie na temat 06.12.11, 20:43
            Gdyby przyjąć twoją tezę za prawdziwą należałoby zlikwidować bibliteki a nawet księdarnie, muzea, galerie sztuki, biura koncertowe i kina oraz instytuty sztuki, katedry literatury albo muzykologii na uniwersytetach - bo sztuka, muzyka, filmy ani literatura (piękna) tam nie powstaje.
            ---
            "Bo nie jest światło by pod korcem stało,
            Ani sól ziemi do przypraw kuchennych"
            C.K.Norwid
            • tymon99 Re: Nie zamierzam się spierać kto tu gada nie na 08.12.11, 08:55
              wojtek-gdansk napisał:

              > Gdyby przyjąć twoją tezę za prawdziwą należałoby zlikwidować bibliteki

              to, że wyciągnąłeś z mojej tezy błędne wnioski, nie świadczy o jej fałszywości.
              • wojtek-gdansk Re: Nie zamierzam się spierać kto tu gada nie na 08.12.11, 09:30
                tymon99 napisał:

                > wojtek-gdansk napisał:
                >
                > > Gdyby przyjąć twoją tezę za prawdziwą należałoby zlikwidować bibliteki
                >
                > to, że wyciągnąłeś z mojej tezy błędne wnioski, nie świadczy o jej fałszywości.
                >
                To, że stwierdzasz, że wyciągnąłem błędne wnioski też nie świadczy, że tak jest w istocie, tę sprawę mogą rozstrzygnąć tylko inni, ponieważ żaden z nas nie może być sędzią we własnej sprawie. A my? My mamy wyjście, zawsze możemy pozostać przy własnych zdaniach.
    • dobbiaco Rozpada się Instytut Chopina 06.12.11, 21:37
      Dlatego Polska-to kraj galopującej niekompetencji;a Was zapewne pogodzi..totalne przywłaszczenie sobie Chopina-przez Francuzów-jak to czynią z Marią SKŁODOWSKĄ-Curie-znaną we Francji jako Maria Curie.. Jedynie Curie.
    • tyberium11 fantastycznie !!! 07.12.11, 21:06
      koniec truchła. koniec trupieszenia. Muzyka Szopena wiecznie żywa :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka