analogowy01
12.02.12, 23:52
Sprawność argumentacji, powściągliwość i dorzeczność tekstu budzi moje, ateisty, duże uznanie.
Wydaje mi się, że jednak Autor nieco się zapędził, krytykując K. Vargę za nazwanie arcybiskupa J. Michalika tylko "biskupem". Z mojej (przyznam, że pobieżnej) wiedzy wynika, iż nie ma święceń arcybiskupich, a jedynie biskupie, natomiast arcybiskup jest po prostu biskupem diecezji będącej metropolią. Przedrostek "Arcy-" to taki "dodatek funkcyjny" (niestety - wiem, to uogólnienie - w pewnej odmianie religijności, częstej w Polsce, "ARCYbiskupa" traktuje się niby "ARCYksięcia", a więc kogoś z natury rzeczy innego, lepszego niż zwykłego księcia). A więc nie profesor w stosunku do doktora, tylko - i najwyżej! - profesor z Uniwersytetu Warszawskiego w stosunku do profesora z Uniwersytetu Tego i Tamtego w Dziurze Małej.
K. Varga, może nieintencjonalnie, podszedł do sprawy bardziej ewangelicznie niż Autor, obrońca Prawdziwej Wiary (Bez Mało Istotnych Skrzywień).
Pewnie to również uogólnienie, ale mam wrażenie, że nie trzeba szeroko zakrojonych badań (które dopuszcza Autor) nad znalezieniem przyczyn skrzywionego obrazu Kościoła, by zasadnie przypuścić, że dosyć istotną rolę ogrywa właśnie takie podejście Ludzi Kościoła (niektórych, może niewielu, lecz za to najbardziej obecnych w dyskursie publicznym) do tych wybrańców bożych. Którzy zostali wybrani, tak - jednak do służby. Tymczasem ów "pokorny sługa", jak się często na głos modli, ma się nieledwie za bożego regenta. Upierścieniony, namaszczony, okadzany (także niestety takim, niby nieznaczącym, przywołaniem do porządku profana, który śmiał zapomnieć o arcy-!).
Może (to tylko przypuszczenia) K. Varga i z dużą dozą prawdopodobieństwa wielu innych tęskni za takim Bogiem, którego "naziemny personel" (copyright L. Janerka) i jego społeczni obrońcy nie będą tak bardzo przywiązani do dziekanowania, kanoniczenia, prałacenia, ach! arcybiskupowania, ach! ach! kardynałowania. Gdyby swym nieziemskim blaskiem ks. prałat Jankowski z o dr. Rydzykiem (lecz imię ich Legion) nie przyćmiewali s. Chmielewskiej (bez żadnej tytulatury?!), to by łatwiej było wskazywać, co jest Istotą i Prawdziwym Wyrazem Wiary, a co tylko nieznaczącym marginesem. I różnym nieznającym się nie wydawało by się, że to s. Chmielewska jakoś nie pasuje do całości.
Taka refleksja amatora.