witomir
10.01.04, 14:43
Słowiański Wiec... BARBARZYŃSKA WOLA LUDU - bo to mnie zainteresowało. Co
ciekawe jak podkreślił profesor Karol Modzelewski na wykładzie
pt. "Barbarzyńskie Korzenie Europy" elementy ustroju barbarzyńskiego jakie
opisywał już Tacyt u Germanów, pokrywają się prawie idealnie z tym co pisze -
zapomniałem imienia, ale jakiś niemiecki biskup - o Lucicach - Słowiańskich
plemionach znad Łaby 1000 lat później. Co więcej to już dopisze sam... ten
ustrój musiał być z grubsza TAKI SAM. nie tylko tam, ale również taki jak u
dzisiejszych
Afgańczyków, jak i u WSZYSTKICH plemion niepiśmiennych (nawet nie tyle
niepiśmiennych , ale o nieskodyfikowanym Prawie, i co z tym związane braku
hierarchicznego podziału na ... posiadających władzę i niewolników), a więc
np. dzisiejszej wspólnocie sąsiedzkiej . Nie tylko.
Otóż elementy tego ustroju widzimy nie tylko w czasach demokracji
szlacheckiej, ale i ... w czasach SOLIDARNOŚCI. Także na komunistycznych
mityngach z czasów Lenina, jak i hitlerowskich partaitagach. A jeśli tak to
dotykamy tu czegoś Najważniejszego - ARCHETYPU ( nie-hierarchizowanych
zbiorowych relacji?). Niektórzy historycy piszą o tym, ze w czasach
plemiennych pominąwszy różnice językowe i etniczne ... taki sam Ustrój
panował i w Germanii, i wśród Słowian Nadwiślańskich, i na Rusi. Oczywiście
różnie nazywało się Bogów , bo języki nabywały z czasem swoistej odrębności
w wyniku przepaści geograficznych, ale z grubsza panteon bóstw
odzwierciedlający namiętności ludzkiej duszy był też podobny.
Ale Wiec był również instytucja sądownicza, gdzie osądzano tych, którzy
złamali prawa zwyczajowe. Wiec, gdy okazało się ze prymitywna buta "nowych
chrześcijan" nie tylko uderza w starych bogów, ale powoduje całkowite
rozprzężenie... wśród plemion podbitych, zamieniających się w zbrojne bandy
łupieskie poza jakimkolwiek prawem... przywrócono czym prędzej większość
zwyczajów plemiennych , poza oczywiście bóstwami, naginając do tego
chrześcijaństwo jak się da. A jak wiecie da się .
Otóż na Wiecach decyzje podejmowano przez aklamacje. Tj. niejako dopóki nie
było zgody powszechnej, to decyzji nie uznawano za podjęta, a sprawy za
rozstrzygnięta.
Wypada się w tym miejscu zastanowić, czym różni się duch Wspólnoty opartej
na rządach Jedności od np. plebejskiej demokracji .. czyli ducha opartego na
rządach Większości. Nie przypadkowo demokrację większościową nazywam
plebejską, ponieważ zawsze kończy ona w rynsztoku... I choćby nie wiadomo z
jakich szczytnych racji ją wprowadzano - czego autentyczności nie ujmuje...
zawsze koniec jest takim sam - czyli gówno.
Czym różni się geszefciarska taktyka przeliczania głosów, od konieczności
przekonania Wszystkich Wolnych do własnej racji. Aby w ogóle mieć szansę
mówić że taką rację się ma. Wiec jest Zebraniem Wolnych - nikt z Wolnych nie
może wyjść z niego z poczuciem, iż podjęta decyzja jest wbrew jego woli i
sumieniu. Za taki rezultat prędzej czy później zapłaci cała Wspólnota ...
osłabieniem swej Jedności. To oczywiste. Nie znaczy to jednak, że brak
consensusu na Wiecu blokuje przepływ Energii.
Wiec miał - jak już napisałem- nie tylko charakter „mobilizacyjny”, ale
również sądowniczy. Sądu nad „przestępca łamiącym zwyczaj". Stosując
normatywy "cywilizacyjne" mówi się w tym miejscu o "kolektywistycznym
przymusie" , "zduszeniu indywidualizmu", "odruchu stadnym", "samosądach
tłuszczy", bo kto się nie zgadzał dostawał w ryj i się zgodzić musiał. Być
może bywało i tak.
Ale wg mnie nie o to tu chodzi.
Są to bowiem dla mnie projekcje Ducha niewolniczej Cywilizacji na
świat "przeklętych przecież pogan".
Ale jak to często bywa ... wczorajsze Przekleństwo już Jutro może się okazać
drogą do Świętości.... kto to wie...
Przyjrzyjmy się duchowi takiego barbarzyńskiego WIECU.
Osobnicy w społecznościach nie-zhierachizowanych żyją w oparciu o wspólnotę
sąsiedzka. Wszyscy są Wolni, a raczej ... nie-podlegli.... bo nie podlegają
nikomu... i jak słusznie zauważyli dziejopisarze ... „u barbarzyńców nie ma
królów”. „Niewolnikiem” zostaje się wyłącznie jako jeniec wojenny, ale i to
nie jest status "przypisany" raz na zawsze... bo gdy "złość wojenna"
mija ... to taki gość dostaje swój kawałek lasu do wykarczowania, i jest po
prostu z nami. Bez trudu może się okazać najbardziej cenionym kowalem w
danej osadzie, jeśli w wojennej sztuce - jako przeciwnikowi- mu się nie
powiodło... Nie ma problemu. Byle tylko zachował swoją cześć , czyli ...
Wartość Swojego Słowa. Bo nic inne nie ma takiej Wartości... dobra
materialne, o ile są jakoś znaczące... służą nie jednostkom, ale Całej
wspólnocie. Najlepszy kowal będzie więc miał kuźnię, najlepszy wojownik
konia itd. Właściwie nie ma problemu wolności... każdy żyje by żyć, a ilość
przeciwieństw zewnętrznych i związanych z natura jest tak wielka ze
dzielenie się na wrogie obozy jest w takich społecznościach czystą głupota.
Z drugiej Strony : To jak trudnym jest nam zrozumieć praktykę braku
przywiązania do dóbr materialnych... pozwala od razu dostrzec jak mocno
jesteśmy przykuci do tej idei... związanej przecież w oczywistym sposób z
lękiem przed niedostatkiem ( z czasów wczorajszych) i osamotnieniem w takim
stanie (w naszych Czasach).
Ale czasami się zdarza ze coś przerywa tą sielankę ... i wtedy trzeba wyjść
ze swej zagrody, chaty, ziemianki, mieszkania i ... skupić się (bo
pojedynczo nas wytłuką), z tymi którzy mówią tak jak my , myślą podobnie jak
my i radzić. Mówi się o tych społecznościach, że nie wyróżniały SACRUM OD
PROFANUM.
(Jakże pożałowania godnymi w tej perspektywie są ci "którym się to
udaje"....)
Otóż tylko na Wiecu wiadomo było z kim są bogowie, z kim jest MOC, kto ma
sile przekonania całej reszty do swej racji. Kto może zmienić oblicze
przekonań i Wiary Wszystkich członków np. plemienia. Oczywiście by zabrać
glos przeciwko - najczęściej milczącej i niechętnej jakimkolwiek zmianom -
Większości, należało mieć nie tylko odwagę .. narażenia się na ostracyzm,
ale i silne przekonanie o tym, w co się wierzy. Tylko to dawało szanse, że
się uda wiarę swą przelać w dusze innych, nie narażając się na śmiech ,
kpinę lub krzywe spojrzenia. Gdy ktoś wypił za dużo (pitnego miodu) i
dziamdzial bez mocy, to oczywiście ze dostawał kijem po głowie od teściowej
by się lepiej zamknął, nie narażając się na "gniew ludu". Ale ci co
faktycznie mocy nie mieli, po prostu siedzieli cicho, i klaskali jak inni,
nie przejmując się wyrokami losu - jaki przyniesie efekt takiego
zgromadzenia.
Jedno zastrzeżenie - Barbarzyński Wiec ma wtedy Boską MOC objawienia wyroków
Opatrzności, jeśli zgromadzeni... tworzą Wspólnotę Wolnych. (Wspólnota
komunikacyjna) ... jeśli każda myśl jaka wyjawia się w duchu zebranych
zostanie wypowiedziana w słowach do Ogółu... jeśli nikt nie jest skrytym, i
pod stołem nie szykuje własnego rozegrania tej gry... nikt więc nie może być
tu Zniewolonym przez Wspólnotę „tchórzem”. Być może temu służyła Inicjacja -
uwolnienia od Lęku.
To bardzo ciekawa instytucja taki WIEC - Ta instytucja jest pozaczasowa...
wszędzie będzie działała TAK SAMO !
Wracając do sądu. "Przestępca" był ktoś, kto złamał zwyczaj. Nie był to
żaden uczynek klasyfikowany jako "dobry" lub "zły" za który groziło jakieś
absurdalne i Realne Wieczne Potępienie - (trudno mi opisać kondycję duchową
tych, którzy potrafią szczuć się wzajemnie czymś takim - oczywiście poza
potępieniem w Pamięci Wspólnoty), ale np. taki, którego nie robiono
wcześniej - za pamięci. Wiec służył tu za miejsce upostaciowienia się Ducha
Zbiorowego. Co z takim przekroczeniem zrobić? Gdy "przestępca" wierzył
niezbicie w sens swego działania ... bardzo możliwe ze zmieniał wspólnotowe
Tabu.
Modyfikował "odwieczny" mit plemienny, stając się jego częścią, jako kolejny
z herosów. Ba, jedynie "Przestępca", czyli ten , który jest