tppiotr Polska też ma tarczę ! 08.12.05, 06:55 Polska czyli wielka moherowa tarcza antyrakietowa. Odpowiedz Link Zgłoś
rsrh Wymień jakie jeszcze i kiedy państwo poza USA 08.12.05, 07:52 stawało "w historii po naszej stronie"!! Wielka Brytanie i Francje możesz sobie darować! Ale oczywiście w naszym interesie jest posiadanie kolejnego solidnego obronnego sprzetu bowiem nigdy nie wiadomo z której strony możemy byc zaatakowani przez różnej masci dewiantów religijnych zy politycznych.Mimo zmian za wschodnia granica nie nastrajaja optymistycznie raporty mówiące ilu tzw bomb walizkowych ("brudne"nuklearne) Rosja nie może się doliczyć i myśle że to samo dotyczy rakiet tego byłego "mocarstwa" Odpowiedz Link Zgłoś
wiesiex Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 08:44 > USA nie było jedynym państwem w historii, które stawało po naszej stronie; > poza tym autor ma rację - warto mieć tarczę. Zaraz, w Iraku kto i po czyjej stronie stawał? A ta tarcza tonie jest do ochrony Polski tylko będzie chroniła dupę Busha, czyż nie? Odpowiedz Link Zgłoś
antykretyn CO JEST LEPSZE?DAC SIE ZABIC BEZBRONNIE 08.12.05, 08:56 Czy bedac zabijanym zabic rowniez bandyte ,ktory nas zabija. Cala historia Polski od konca XVII wieku uczy nas,ze cale pasmo nieszczesc zwiazanych z upadkiem panstwa polskiego i rozbiory spowodowane byly bezkarnoscia napadajacych na nas krajow sasiednich i nasza bezsilnoscia w mozlowosciach zadania smiertelnego ciosu napastnikom. Taka sytuacja trwala do naszych czasow i pogrozki ruskich wskazuja ;ze nie jestesmy wolni od obaw nawet teraz. Dlatego majac calkiem realna perspektywe kolejnego napadu ,w przyszlosci ,ze strony ruskich a moze nawet i niemcow,nalezy wszelkimi silami dazyc do uzyskania przez Polske takiej broni ,ktory pozwolilaby nam w smiertelnej godzinie napadu na nas zadac napadajacemu rowniez smiertelny cios. Taka mozliwosc bylaby kublem zimnej wody na tepe ruskie lby,ktorym ciagle marzy sie panowanie nad nami i okradanie nas ,jak to robili za komuny i w czasie zaborow.I na pewno zastanowiliby sie 100 razy zanim zdecydowaliby sie na atak. Odpowiedz Link Zgłoś
bolko_turan Polacy chca dla USA umierac w wojnie z Chinami? 08.12.05, 13:27 Co to za satysfikacja umyslowo kalego, gdy Chiny dotychczas w Polsce nie widzac zadnego militarnego konkurenta ale partnera gospodarczego, w nuklearnej wojnie z USA wymazujac Polakow tarcza rakietowa broniacych globalny monopol sily tego kraju, zostana w odwecie uszkodzeni przez pare rakiet? Odpowiedz Link Zgłoś
salmotrutta Baran nie profesor... 08.12.05, 09:57 Ciekawe po co Korea albo Iran mialyby wystrzelic rakiete w kierunku Polski? Moze od tego pytania powinien zaczac ten dupoliz z profesorskim tytulem... Odpowiedz Link Zgłoś
pablo63 PYTANIE? 08.12.05, 11:13 Czy my zawsze musimy nadstawiać du.. za kogoś?????? Teraz będziemy tarczą "najpotęrzniejszego kraju" ku... mać! Jeśli już to raczej oni powinni nas chronić a nie my ich. Od kiedy to słaby chroni mocnego?? Pzdr Pablo Odpowiedz Link Zgłoś
phun Autor jest amerykanskim agentem sponsorowanym 08.12.05, 11:24 przez CIA, stad takie jednostronne tezy, ktore trafiaja na podatny grunt Odpowiedz Link Zgłoś
presentation1 AUTOR KLAMIE......... 08.12.05, 11:59 Pogróżki rosyjskiego szefa sztabu są wystarczającym argumentem dla tej tezy. Zadnych pogrozek nie bylo.Tak sie sklada ze czytalem ten wywiad.Dodatkowo wywiad zaaranzowala Gazeta akurat na temat tarczy w Polsce.Ten artykul jest na zamowienie . Odpowiedz Link Zgłoś
podchmielony_wikary no nono 08.12.05, 12:33 Mysle ze ta frustracja i zawisc wobec Ameryki bierze sie z poczucia wlasnej beznadziei i bezsilnosci. Wielu juz bylo takich, co to prorokowalo, ze US niebawem zbankrutuja, upadna, rozpadna etc... o nich wszystkich juz dawno zapomniano i o tych niedowartosciowanych biedakach, krzykaczach, "ekspertach" od ekonomii, polityki i technologii militarnych, rowniez nikt nie bedzie pamietal, a jankesom dalej bedzie sie wiodlo. Odpowiedz Link Zgłoś
witomir SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:17 Peter Gowan w swojej książce Globalny poker (Londyn 1999) stwierdza, że Waszyngton uległ "faustycznej pokusie dominacji nad światem ". Ale określenie "pokusa " może być mylące, sprowadza bowiem problem do wymiarów psychologiczno-moralnych, podczas gdy jedyną istotną sprawą jest to, czy Waszyngton jest dość "silny, zwarty i gotowy ", aby rządzić imperium światowym oraz czy potrafi nim rządzić. Amerykańskie imperium światowe powstało w wyniku naturalnego procesu walki o władzę, w trakcie której "przetrwali najlepsi ". Najpierw pokonali oni Europę pod przywództwem Niemiec, potem pokonali Związek Sowiecki i dlatego im przypadła władza nad światem. Kiedy pod koniec lat 80. rozpadła się jedyna siła, która stanowiła przeciwwagę dla Ameryki, ta siła, która pozostała na scenie wypełnia powstałą próżnię polityczną, i rozciągać się musi swą władzę ku najdalszym granicom, nawet gdyby subiektywnie tego "nie chciała ". Ustanawia ona swój status jako hiperpotęgi i imperium światowego, gdyż inaczej postąpić nie może. Nawet gdyby było to dla niej ciężarem nie do udźwignięcia, nie może uchylić się od przyjęcia na swe barki tego obowiązku. USA "skazane " są na to, aby rządzić światem, jako zwycięzca muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za świat. Ale kwestia, czy podołają temu zadaniu godnemu siły Atlasa, pozostaje otwarta. Należy tutaj unikać skrajnych opinii - tych głoszonych przez propagandystów imperium i tych głoszonych przez wrogów imperium. Propagandyści pierwsi mają za zadanie przedstawić imperium jako niezwyciężone, wszechmocne i wieczne Imperium Dobra i przekonać jego poddanych, że Ameryka jest "Bogiem ", źródłem wszelkiej wolności i dobra na naszej planecie (operacja rządu "Szok i Przerażenie " jest autoportretem władzy podobnej do Boga). Wrogowie widzą w nim Imperium Zła, wyszukują jego najmniejsze słabości i wieszczą jego rychły upadek. Propagandysta imperium prof. Michael Ignatieff z Uniwersytetu Harvarda pisze o Stanach Zjednoczonych "To jedyne państwo, które nadzoruje świat za pomocą pięciu globalnych systemów dowodzenia, utrzymuje pod bronią ponad milion mężczyzn i kobiet na czterech kontynentach, wysyła na wszystkie oceany lotniskowce i towarzyszące im eskadry, gwarantuje istnienie wielu państw - od Izraela po Koreę Południową; napędza tryby globalnej gospodarki i międzynarodowego handlu, wypełnia myśli i serca ludzi z całej planety marzeniami i pragnieniami ". Według Ignatieffa światowe imperium amerykańskie nie jest imperium z przeszłości zbudowanym na koloniach, podboju i "brzemieniu białego człowieka ". To XXI. wieczne imperium jest nowym rozdziałem w księgach nauki o polityce, jest globalną hegemonią, której znamieniem są wolne rynki, prawa człowieka i demokracja wymuszana przez najstraszliwszą potęgę militarną, jaką kiedykolwiek znał świat ( "New York Times Magazine ", 5.I.2003). Inaczej widzi rzecz Immanuel Wallerstein: "Stany Zjednoczone dzisiaj to supermocarstwo, któremu brakuje rzeczywistej siły, przywódca światowy, którego nikt nie słucha, a tylko niewielu szanuje ". Zdaniem Wallersteina USA potrafią jedynie wywoływać globalny chaos, którego nie są w stanie kontrolować. Jedni uważają, że zbudowanie amerykańskiego imperium światowego to "koniec historii ", zainicjowanie planetarnej epoki par excellance, w której wszystkie drogi będą prowadzić do Waszyngtonu. Drudzy jak Emmanuel Todd, że mamy do czynienia z "teatralnym militaryzmem " USA, z symulacją wszechpotęgi, ze zręcznym tworzeniem własnego obrazu w światowych mediach, który skrywa rzeczywistą słabość. Jedni podkreślając potęgę gospodarczą USA, wskazują na niekwestionowaną dominację wśród wielkich korporacji, banków, firm ubezpieczeniowych, farmaceutycznych, informatycznych, telekomunikacyjnych, dominację w najnowocześniejszych technologiach, w technice kosmicznej, mikroelektronice, światłowodach, w sieciach komputerowych, w produkcji oprogramowania, w biotechnologii, w technikach medialnych etc. Inni zaś, jak Emmanuel Todd, przestrzegają, że dane gospodarcze w USA są tak samo godne zaufania jak te podawane przez planistów w ZSRR, że rynek akcji, różne finansowe statystyki to element PR, gospodarcza reklama, która skrywa fakt, że USA przestały już być lokomotywą gospodarki światowej. Nie ulega jednak wątpliwości, że USA stanowią największe na świecie skupienie władzy militarnej, finansowej i ekonomicznej (większość wielkich transnacjonalnych korporacji ma swoje bazy w USA), w USA znajduje się główna baza materialnej struktury cyberprzestrzeni, USA kontrolują infrastrukturę globalnego "imperium informacyjnego ", język amerykański jest światowym językiem internetu, handlu, techniki i nauki. Przewaga Ameryki nad innymi państwami w dziedzinie militarnej i technologicznej jest olbrzymia, jej gospodarka jest nadal potężna, posiada ona najpotężniejsze na świecie instrumenty władzy politycznej, wojskowej, wywiadowczej, agenturalnej, ideologicznej, medialnej, finansowej o zasięgu globalnym. W chwili obecnej amerykańskie Imperium Mundi nie ma rywala w żadnym istotnym wymiarze władzy, żadna koalicja nie stanowi dlań strategicznego zagrożenia. Imperium posiada najbardziej zaawansowaną technologicznie armię, dowodzoną przez najwyższej klasy profesjonalistów, może przerzucać swoje kontynentalne armie na oceaniczne odległości, wydaje na zbrojenia połowę wszystkich wydatków tego typu na świecie, jego klasę rządzącą cechuje polityczna odwaga i wola władzy. Imperium dominuje nad strategicznymi zasobami (ropa) czyli nad systemem energetycznym świata, nad systemem finansowym (hegemonia dolara) i nad wszystkimi ważnymi z geostrategicznego punktu widzenia obszarami świata, łącznie z przestrzenią powietrzną, okołoziemską i kosmiczną. Globalny system energetyczny, globalny system finansowy i globalny system militarny zarówno w sensie globalnego zasięgu jak i globalnej obecności wojskowej - amerykańskie imperium światowe panuje nad tymi trzema systemami dziś i pragnie panować zawsze. Wrogowie imperium wieszczą jego upadek, ale fakt, że imperium kiedyś upadnie jak wszystkie imperia (Ferdynand Braudel: "Historia prędzej czy później odbiera swoje dary ") nie ma znaczenia dla konkretnej analizy historycznej i politycznej. Przewidywanie upadku nie uwzględnia siły aktualnych struktur władzy imperialnej, a używanie kategorii typu "imperial overstretch " jest podejściem ahistorycznym. "Upadek imperium " to ahistoryczna spekulacja, która zakłada, że budowa i funkcjonowanie imperium winny zgadzać się z jakimś idealnym wzorem, gdzie zyski i koszty muszą się w każdym momencie bilansować. Tymczasem dzieje imperium dzielą się na różne okresy, występują w nich rozmaite dysproporcje, rozszerzenie imperium może oznaczać "nadmierne rozciągnięcie ", ale równocześnie przynosić rozszerzenie puli zasobów, rekrutów, klientów, wasali, trybutariuszy etc. (pomijamy to, że w pewnych okolicznościach więcej niebezpieczeństw niż "imperial overstretch " może nieść z soba "imperial understretch "). Istnieją co prawda sprzeczności i konflikty w łonie imperialnej klasy rządzącej, pomiędzy różnymi sektorami gospodarczymi oraz pomiędzy sektorem gospodarczym a wojskowym, który zyskuje na autonomii i władzy w czasie wojny, pomiędzy cywilnymi politykami i profesjonalnymi agencjami wojskowymi i wywiadowczymi etc., ale konflikty te nie są specjalnie groźne dla imperium, które ma trwałe i ustabilizowane od dawna instytucje państwowe, polityczne i medialne zaangażowane w budowę imperium. Cały system polityczny, Kongres, obie najważniejsze partie, wszystkie gałęzie biurokracji, banki, korporacje przemysłowo-handlowe i mass media są wkomponowane w strukturę imperialną. W elicie imperialnej panuje konsensus co do globalnych celów i priorytetów politycznych, choć nie zawsze co do metod i taktyki ich osiągania. Istnieje również konsensus w kwestii wartości i idei: Republikanie i Demokraci, chrześcijańscy fundamentaliści i liberałowie, bankierzy i funkc Odpowiedz Link Zgłoś
witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:20 Republikanie i Demokraci, chrześcijańscy fundamentaliści i liberałowie, bankierzy i funkcjonariusze korporacji - wszyscy niezależnie od ideologicznych niuansów poruszają się imperialnej strukturze ideologicznej. Nie można też nie doceniać zdolności klasy imperialnej do transferu do metropolitalnej prowincji imperium zasobów i środków, bogactw i zysków z całego świata potrzebnych dla utrzymania imperium, jej umiejętności rekrutowania agentów, klientów i najemników służących imperium, ich wysoko rozwiniętej sztuki kupowania, korumpowania, zastraszania etc. Stąd wieszczenia o rychłym upadku imperium są rodzajem ideologii konsolacyjnej dla ideologiczno-politycznych wrogów imperium oraz dla "baronów " i "lordów " rządzących największymi prowincjami, którzy odczuwają boleśnie władzę imperium i boją się, że imperium może ich pewnego poranka pozbawić zasobów i środków, które woleliby zatrzymać dla siebie. Ale nawet jeśli "upadek imperium " uznamy za "wishful thinking " zakłócające realną ocenę sytuacji, to nie oznacza to, iż należy ulegać propagandzie imperialnej, która stara się narzucić wyidealizowany obraz imperium i wpajać wszystkim poddanym przekonanie, że imperium jest wszechpotężne a jego ideologiczne wartości są wartościami uniwersalnymi: poddani imperium mają wierzyć, że bomby zrzucane przez imperialne bombowce nie są bombami, które służą osiągnięciu takich czy innych celów politycznych, ale "bombami etycznymi " torującymi drogę "nowemu ładowi moralnemu ". Trzeba zatem odrzucić zarówno "ideologię pocieszenia " wyrażaną w przepowiedniach o "upadku imperium ", jak i imperialną "propagandę sukcesu ", która uniemożliwia chłodną analizę celów imperium, zasad jego funkcjonowania, jego możliwości skutecznego rządzenia światem. "Siła " i "słabość " imperium mogą być mierzone tylko w odniesieniu do całkowicie nowych wyzwań, jakie przed nim stoją, do nowych zadań i obowiązków, jakie na siebie musi przyjąć, do jego nowych rozmiarów i nowych potrzeb. Trzeba zakładać, że środki i zasoby konieczne dla utrzymania i funkcjonowania imperium to nie środki i zasoby konieczne dla sprawowania przywództwa, prymatu czy hegemonii ale dla imperialnej penetracji całego świata. A to rodzi niezwykle trudne dylematy, które elita imperialna musi rozstrzygać. Przypomnijmy, co pisaliśmy wcześniej o stosunkach USA - Europa po upadku Związku Sowieckiego: z jednej strony upadek ten uczynił możliwym ustanowienie imperium światowego ale zarazem podciął filary dotychczasowych struktur kontrolnych, pozbawił USA legitymizacji jako protektora i lidera "wolnego świata ", wyzwolił stłumione energie polityczne, które trzeba hamować, blokować i tłumić siłą lub brutalnym naciskiem polityczno-militarnym pozbawionym moralnej osłony. Imperialna dominacja zaczyna być dotkliwie odczuwana właśnie jako dominacja, która nie posiada usprawiedliwienia w postaci wspólnego wroga. Imperium stara się wprawdzie w miejsce dawnego "międzynarodowego komunizmu " wstawić nowego wspólnego wroga ( "globalny terroryzm ") i budować w ten sposób strategiczną konfigurację polityczno-ideologiczną służącą w jego interesom, lecz w porównaniu z tą zbudowaną na zagrożeniu sowieckim i komunistycznym brak jej mocnych fundamentów politycznych i propagandowo-psychologicznej siły przekonywania. Propaganda imperialna może żarliwie przekonywać, że imperium to "życzliwe imperium ", "Imperium Demokracji i Wolności ", "dobrotliwy hegemon ", "Lewiatan z sumieniem ", który zwalcza wszelkie dotychczasowy zło tego świata etc., ale mechanika procesów politycznych jest nieubłagana: imperium, które utraciło moralny autorytet "lidera wolnego świata ", "obrońcy przed sowieckim zagrożeniem ", wzbudza jedynie strach, niechęć i nienawiść. Wzbudza nie dlatego, że jest Imperium Zła, i nie dlatego, że wielu jego poddanych kieruje się irracjonalnym lub naiwnym "antyamerykanizmem ", lecz dlatego, że każda władza, a szczególnie władza, która jak na razie nie wytworzyła innej legitymizacji oprócz siły, z natury rzeczy rodzi opór, opozycję i bunt tych wszystkich, których ambicje polityczne hamuje i blokuje. Nadchodzące czasy będą zatem także czasami rewolt, buntów i oporu wobec władzy imperialnej. Wojnę w Iraku interpretowaliśmy wyżej jako realizację długofalowej strategii globalnej, jako niezwykle ważny element "Wielkiego Planu " od lat i z żelazną konsekwencją wcielanego w życie przez Waszyngton. Ale możliwe jest również spojrzenie na tę wojnę jako na przejaw desperackiej samoobrony imperium zagrożonego ze wszystkich stron, jako na próbę stłumienia narastającej opozycji "świata " wobec jego dominacji. Bowiem na przełomie wieków czyli w 10 lat po upadku Związku Sowieckiego ujawniają się energie polityczne skierowane przeciw imperium i następuje osłabienie jego pozycji politycznej. Irak, którego przywódca Saddam Husajn należy do Klubu Wrogów Miesiąca, został zaakceptowany przez OPEC i kraje islamskie. Przez 10 lat USA nie były w stanie obalić lub izolować irackiego reżimu. Irak mimo sankcji nawiązał "tajne " lub oficjalne handlowe stosunki z firmami europejskimi i bliskowschodnimi, został reintegrowany do OPEC i zaakceptowany jako członek spotkań krajów znad Zatoki Perskiej, na szczytach państw arabskich i międzynarodowych konferencjach islamskich, sprzedawał ropę za pośrednictwem "przemytników " do Syrii i Turcji i dalej. Bagdad zawarł wielomiliardowe kontrakty na wydobycie ropy z Francją, Rosją i Chinami. Sankcje ONZtu, na straży których samotnie trwały Stany Zjednoczone, były coraz powszechniej krytykowane i wzmagał się nacisk na ich zniesienie. Było tylko kwestią czasu kiedy będą musiały zostać zniesione. Prezydent Wenezueli Hugo Chavez złożył jako pierwsza głowa państwa od 1991 roku oficjalną wizytę w Bagdadzie, co mogło przyczynić się do przełamania międzynarodowej izolacji Iraku. Iran i Libia, dwa inne kraje będące na celowniku USA złamały amerykański bojkot, zaczęły odbudowywać więzy ekonomiczne i polityczne z Europą, z Afryką i Japonią. Libia zawarła kontrakty z europejskimi korporacjami naftowymi, szczególnie włoskimi i nawiązała stosunki dyplomatyczne z różnymi krajami, w tym z krajami należącymi do NATO. Sankcje przeciw Iranowi były de facto łamane przez sojuszników USA z Europy, przez Japonię i państwa arabskie. Iran został zaakceptowany jako członek OPEC, zawarł umowy z Rosją w sprawie wykorzystania energii atomowej, kontrakty na ropę z Japonią i porozumienia inwestycyjne i handlowe ze wszystkimi głównymi krajami świata oprócz USA (nawet korporacje amerykańskie poprzez pośredników miały udział w handlu z Iranem). Iran, Irak i Libia wzmocniły swoje wpływy i więzi z resztą świata osłabiając polityczną pozycję Waszyngtonu w regionie Bliskiego Wschodu osiągniętą po wojnie w Zatoce Perskiej. Kraje zrzeszone w OPEC podejmują próby rewitalizacji kartelu. Antyizraelska palestyńska intifada otrzymała niemalże zgodne poparcie krajów arabskich, nawet tych będących w ścisłych kontaktach z USA. Najwierniejszy sojusznik (klient) Waszyngtonu Izrael znajduje się pod coraz ostrzejszym ogniem krytyki na całym świecie, co można odczytywać jako krytykę zastępczą skierowaną w rzeczywistości wobec patrona państwa żydowskiego. Unia Europejska przyspiesza procesy integracyjne, rozszerza swoją strefę polityczną na wschód, poważnie przymierza się do wypracowania wspólnej polityki zagranicznej i obronnej, tworzy zalążki armii europejskiej i wprowadza wspólną walutę, która realnie zagraża hegemonii dolara. Firmy europejskie (i japońskie) skutecznie konkurują z amerykańskim firmami w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie. W Ameryce Łacińskiej rozwijają się opozycyjne ruchy społeczne (Wenezuela, Ekwador, Brazylia, Argentyna), wybucha ostry kryzys finansowy w Argentynie, w Wenezueli dochodzi do władzy Hugo Chavez, który otwarcie wzywa do globalnego oporu wobec hegemonii USA, Wenezuela, Brazylia i Ekwador występują przeciw Bankowi Światowemu i deklarują swoje pra Odpowiedz Link Zgłoś
witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:21 pragnienie niezależności od finansowej kontroli USA, w Kolumbii nasilają działalność ruchy partyzanckie. Korea Północna zapowiada realizację militarnego programu nuklearnego kpiąc w żywe oczy ze Stanów Zjednoczonych. Następuje zbliżenie Unii Europejskiej (jej twardego jądra czyli Francji i Niemiec) i Rosji. Prowadzone są rozmowy z Rosją na temat współpracy w produkcji zbrojeniowej, badań kosmicznych i w dziedzinie wojskowości. Niektóre z tych inicjatyw wykraczają poza ramy NATO i podejmowane są bez uprzednich konsultacji z Waszyngtonem. Tworzą się "osie ": Paryż - Berlin - Moskwa, Moskwa - Pekin, Moskwa - Teheran. Coraz silniejsze stają się ruchy antyglobalistyczne (rodzaj oddanej antyimperialnej "opozycji demokratycznej "), które za główny cel ataków obrały sobie Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy będące de facto wydziałami Departament Skarbu USA. Międzynarodowe nstytucje finansowe przeżywają kryzys legitymizacji. Na to wszystko nakłada się zaostrzająca się walka na szczytach władzy imperium, czego przejawem są wybory prezydenckie w 2000 roku, kiedy mamy do czynienia z zarzutami o oszustwo wyborcze, a wyborze prezydenta decydują sędziowie. Do tego dochodzą spektakularne bankructwa gigantów korporacyjnych Enronu i Worldcomu, na jaw wychodzą oszustwa i "kreatywna księgowość ", pękają spekulacyjne bańki w tzw. New Economy, grozi kompromitacja elity gospodarczej USA, chwieje się zaufanie świata do Ameryki jako do jedynego dobrego i bezpiecznego miejsca dla lokowania zysków i prywatnych oszczędności i fortun, słabnie przekonanie zagranicznych inwestorów o tym, że ich pieniądze są w USA bezpiecznie zdeponowane. Komentator gospodarczy "Gazety Wyborczej " Witold Gadomski napisał na jej łamach (19-21 IV 2003): "Przed dwoma laty coś się zepsuło i amerykańska lokomotywa nie chce już ciągnąć gospodarki światowej ". USA mają słaby wzrost gospodarczy, rosnący ujemny bilans wymiany handlowej i rosnący deficyt budżetowy. Widać jasno, że sytuacja nie jest najlepsza, wielcy "baronowie " i "lordowie " knują i spiskują przeciw globalnemu suwerenowi, zawiązują porozumienia poziome, starają się spętać imperium międzynarodowymi traktatami, antyglobalistyczna antyimperialna opozycja zdobywa moralne poparcie etc. Z tej perspektywy atak na Irak nie był spokojnie wybranym posunięciem, ale absolutną koniecznością, desperacką samoobroną imperium stojącego w obliczu kryzysu swojego panowania. Dawna niekwestionowana legitymizacja USA jako "lidera wolnego świata " odchodzi w przeszłość a nowa legitymizacja USA jako światowego imperium i globalnego suwerena jeszcze się nie wytworzyła. Ujawnia się paradoks, który opisywaliśmy wcześniej: przyrostowi władzy USA po upadku Związku Sowieckiego towarzyszy kryzys dotychczasowych struktur kontrolnych, dzieki którym w poprzednim okresie Waszyngton sprawował hegemonię nad tzw. wolnym światem. Najjaskrawszym tego wyrazem była nieudana próba uzyskania przez Waszyngton poparcia w ONZ dla interwencji w Iraku. Stała się rzecz niebywała: po raz pierwszy od czasu powstania Rady Bezpieczeństwa Stany Zjednoczone w sprawie, która była dla nich sprawą wielkiej wagi, nie potrafiły zgromadzić większości w Radzie Bezpieczeństwa i musiały wycofać projekt rezolucji w sprawie Iraku, mimo iż włożyły wiele wysiłku politycznego, aby sprawa ta została rozwiązana po ich myśli. Prezydent Bush osobiście telefonował do przywódców w całym świecie, ale ani groźby ani prośby, ani naciski ani obietnice pomocy finansowej nie pomogły. USA musiały wycofać projekt rezolucji, żeby nie narażać się na prestiżową porażkę. Było to dotkliwe polityczne upokorzenie imperium i tak zostało to powszechnie odczytane. Można słusznie argumentować, że prezydent Bush skupiający w swoim ręku najwyższą suwerenną władzę nad światem nie musi kierować się żadnym prawem, np. tym zawartym w Karcie ONZ - najwyższa suwerenna władza ograniczona przez prawo pozytywne jest wszak sprzecznością terminologiczną. Suweren, którego władza jest ograniczona prawem nie jest suwerenem, może on jedynie sam sobie nałożyć prawa i moralne obowiązki, ale są to raczej pewne maksymy, wytyczne, zasady, wskazówki, których suweren nie ma obowiązku przestrzegać. Jedyne jego ograniczenie to samoograniczenie a nie ograniczenie przychodzące z zewnątrz. Prezydent Bush może, jeśli tak zechce, zwrócić się do Rady Bezpieczeństwa z apelem, aby udzieliła ona moralnego wsparcia jego decyzjom, ale jeśli takiego poparcia nie otrzyma, to w niczym nie zmieni to jego decyzji. Wszystko to jest prawdą, tym niemniej jeśli mimo swojego wyraźnego życzenia suweren nie otrzymuje poparcia, to nie może być to przecież uznane za świadectwo jego siły. Z jednej strony imperium jest wszechpotężne, może się z nikim nie liczyć i robić co mu się żywnie podoba, a z drugiej strony ma trudności z pozyskaniem do współpracy lokalnych władz. Tymczasem poparcie lokalnych elit jest sprawą podstawową dla trwania i długowieczności imperium USA mogą ignorować ONZ, Radę Bezpieczeństwa i inne organizacje międzynarodowe lub nawet je opuścić, ale tym samym "likwidują " pożyteczne instrumenty, którymi posługiwały się przez ostatnie kilkadziesiąt lat. To jest dylemat, przed którym stoi imperium światowe: z jednej strony nie mieści się ono już w dotychczasowych ramach prawa międzynarodowego i samą swoją potęgą rozbija instytucje międzynarodowe, które nakładają pęta na jego władzę, a zarazem nie posiada i nie tworzy w to miejsce nowych struktur i instytucji niezbędnych dla dobrego zarządzania sprawami świata i legitymizujących jego władzę, staje się imperium wyłącznie komenderującym i rozkazującym, a nie łatwiej akceptowalnym przez poddanych i rządy prowincji imperium jako globalnym systemem politycznym kierowanym przez USA. Jednak największym problemem dla imperium jest problem kosztów utrzymania globalnej struktury kontrolnej w sytuacji, gdy nie posiada narzędzi pozwalających mu ściągać podatki od wszystkich poddanych. Hegemonia dolara, która jest absolutnie niezbędna dla zebrania "dziesięciny " od całego świata, może pewnego dnia nie wystarczyć, i jedyną realną bazą podatkową dla imperium pozostanie metropolitalna prowincja imperium czyli Republika Amerykańska. Czy jednak baza ta nie okaże się zbyt wąska, skoro oprócz finansowania globalnego aparatu wojskowego i globalnej polityki, Republika Amerykańska musi jeszcze dodatkowo finansować własne "welfare state " oraz politykę "wielkiego rządu "? Mają rację ci, którzy wskazują na fakt, że w 1950 roku przeznaczano w USA większy procent budżetu na wydatki wojskowe niż dziś, ale zapominają oni, że wówczas inne wydatki rządowe były o wiele mniejsze. Jak sfinansować imperium nie obniżając wysokiego poziomu życia obywateli Republiki Amerykańskiej, którzy psychologicznie pozostają "izolacjonistami " i nie mają ochoty ponosić materialnych wyrzeczeń dla imperium? Pół wieku temu Republika Amerykańska wytwarzała połowę globalnego PKB, miała nadwyżki w handlu, największe rezerwy złota na świecie i pełny skarbiec, dziś niewiele z tego pozostało, zaś obowiązki, jakie wzięło na siebie imperium są o wiele cięższe. Czy jest w stanie im podołać? Czy imperialny trybut ściągany przy pomocy deficytu handlowego nie okaże się za jakiś czas nieściągalny? Dopóki świat będzie akceptował papierowe dolary w zamian za dobra i usługi, wkładał zielony papier do sejfów i nazywał je lokatami i dobrami, dopóki będzie trwał import akcji z USA zamiast realnych dóbr i usług, dopóty imperium może się utrzymać. Dostęp amerykańskiej gospodarki do globalnych oszczędności mający swoje źródło w centralnym miejscu zajmowanym przez Wall Street i dolara w systemie globalnych rynków finansowych pozwala jej na swobodny import dóbr konsmpcyjnych bez konieczności rezygnacji z innych celów. Ale jak długo stan ten jeszcze potrwa? Imperium bierze na siebie obowiązki: utrzymywania pokoju i ładu na całym świecie, łapania "złoczyńców ", dbania o to, aby lok Odpowiedz Link Zgłoś
witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:22 lokalne konflikty nie wymknęły się spod kontroli zagrażając stabilności systemu gospodarki światowej i światowych finansów, ochrony inwestycji i własności etc. Thomas L.Friedman z "New York Times " napisał: "Niewidzialna ręka nic by nie zwojowała bez niewidzialnej pięści. Gospodarka rynkowa może funkcjonować i kwitnąć tylko wtedy, gdy przestrzegane jest prawo własności, co z kolei wymaga struktury władzy wspieranej przez siłę militarną. `Niedocenianie roli bezpieczeństwa militarnego w epoce wzrostu gospodarczego i boomu informacyjnego to tak jak zapominanie o roli tlenu w oddychaniu`, twierdzi politolog Joseph Nye Jr z Harvard University. Rzeczywiście, McDonald nie mógłby się tak pomyslnie rozwijać, gdyby nie McDonnell Douglas, konstruktor myśliwca F-15. Tą niewidzialną pięścią, która umożliwia bezpieczny rozkwit technologiom wymyślanym w Dolinie Krzemowej są amerykańska armia, amerykańskie siły powietrzne, amerykańska marynarka wojenna i amerykańska piechota morska. Militarno-policyjna potęga imperium zostaje użyta, aby chronić inwestycje, rynki, rurociągi, zasoby, układy handlowe, walutę, system finansowy świata. Ale ochrona kosztuje, utrzymanie kontroli nad strategicznymi zasobami pożera znaczną część bogactwa, które jest z nich czerpane, za piechotą morską podążają inwestorzy, którzy muszą tę piechotę sfinansować itd. Imperium musi zapewniać "pokój i bezpieczeństwo ", bo to jest w jego interesie i jest źródłem jego legitymizacji, ale koszty "pokoju i bezpieczeństwa " rosną. Imperium nadaje sobie prawo do "zmiany reżimu " i demontażu państw uznanych za "zagrażające pokojowi światowemu ", ale musi zarazem być gotowe do ponoszenia kosztów odbudowy i przebudowy tych państw. Imperium ma siłę, aby niszczyć "przestarzałe " struktury polityczne, ale musi też potrafić budować nowe struktury, a to kosztuje. Interwencje zbrojne i akcje policyjne imperium umie znakomicie przeprowadzać, ale musi również "rewitalizować " gospodarki obszarów, na których przeprowadza interwencje, zapobiegać upadkowi lokalnych i regionalnych rynków. Imperium dzierży w ręku kij i potrafi się nim znakomicie posługiwać, ale bez marchewki rządzić światem się nie da: trzeba subsydiować, subwencjonować, przekupywać, pomagać, podtrzymywać lokalne elity i ich armie, dostarczać broni etc. I wszystko to imperium musi robić samo, gdyż z nikim nie chce (nie umie? nie może?) dzielić się władzą. W 1991 roku John Lewis Gaddis napisał na łamach "International Herald Tribune " (23 kwietnia): "W obrębie wspólnoty międzynarodowej rozwinął się rodzaj podziału pracy, polegający na tym, że Stany Zjednoczone wnoszą wkład w oddziałach wojskowych i broni dla zachowania równowagi władzy, podczas gdy sojusznicy finansują budżetowe, energetyczne i handlowe deficyty, które Amerykanie zaciągają poprzez swoją niechęć do uczynienia choćby minimalnych poświęceń w stylu życia i w portfelu ". Jest rzeczą oczywistą, że taki "podział pracy " nie zostanie zaakceptowany, ponieważ tak naprawdę imperium światowe nie ma sojuszników. Istnieje tylko imperium i podporządkowane mu prowincje, które użyją wszystkich sposobów, aby uniknąć ponoszenia kosztów i ciężarów, którymi chce je obarczyć imperium. Prowadzić one będą świadomą, wyrachowaną politykę zwodzenia i oszukiwania władz imperium, będą stosować bierny opór w miarę możliwości nie rzucając jawnego wyzwania imperium, będą praktykować "pełzającą rewoltę antypodatkową " skierowaną przeciw imperium. Imperium stanie przed wielkim problemem: jak zmusić tych, którym udziela "protekcji ", której tamci nie zawsze sobie życzą, aby dołożyli się do sfinansowania tej "protekcji " - w dawnych czasach można było obłożyć podatkiem wszystkich poddanych imperium, nałożyć kontrybucję, ściągnąć daninę, splądrować skarbiec tej czy innej prowincji. Dziś jest to niemożliwe: imperium nie ma instrumentów, aby bezpośrednio czerpać z budżetów bogatszych prowincji. Jeden z dyrektorów Boeniga oświadczył: "nie bronimy Ameryki, ale czynimy świat bezpieczniejszym " - problem tkwi w tym, że to nie cały świat płaci za produkty Boeniga ale podatnik amerykański. "Świat " nie ma zamiaru płacić za "bezpieczeństwo " (czyt. władzę imperium), nie chce dobrowolnie współfinansować infrastruktury polityczno-militarnej imperium i ponosić kosztów globalnej polityki imperium. Imperium nie może po prostu zmusić kontrolowanych do ponoszenia kosztów sprawowanej nad nimi kontroli (na tej zasadzie na jakiej państwo opodatkowuje wszystkich na rzecz policji i wojska nawet jeśli ci uważają, że policja i wojsko są im niepotrzebne). Jedyną realną i pewną bazą ekonomiczno-finansową, na którą imperium może liczyć, pozostaje Republika Amerykańska, a ta baza jest bez wątpienia zbyt wąska, aby utrzymać globalny porządek. I nie widać, żeby miała się poszerzać. Zwrócić tu należy uwagę na to, że coraz wyraźniej zarysowuje się sprzeczność pomiędzy Republiką Amerykańską jako państwem narodowym a amerykańskim Imperium Mundi. Imperium Mundi to globalny aparat wojskowy i wywiadowczo- policyjny, międzynarodowe instytucje kierowane przez imperium, wielonarodowe korporacje związane z imperialnym państwem, zaś Republika Amerykańska to lokalna gospodarka, lokalne instytucje państwowo-polityczne i fiskalne na terytorium USA. Żołnierze imperium rekrutują się przede wszystkim z obywateli Republiki Amerykańskiej, to obywatele Republiki Amerykańskiej płacą podatki na utrzymanie imperium. Rząd w Waszyngtonie jest surogatem rządu światowego, Kongres jest globalną legislatywą, ale wybierane są tylko przez obywateli Republiki Amerykańskiej. Przemówienia prezydenta Busha i jego orędzia o stanie państwa skierowane są jednocześnie do obywateli Republiki Amerykańskiej (lud realny) i do wszystkich poddanych imperium na całym świecie (lud idealny), Narodowa Strategia Bezpieczeństwa jest "narodowa ", bo adresowana jest do obywateli Republiki, którzy wybierają prezydenta i płacą podatki a zarazem "globalna ", bo adresowana do wszystkich poddanych imperium, którzy prezydenta nie wybierają i nie podlegają władzy amerykańskich urzędów podatkowych. Trzeba realnemu ludowi, który jest podmiotem republikańskiej demokracji, prezentować plany i cele imperialne jako te, które leżą w jego "egoistycznym " interesie, służąc jego ochronie i obronie. Stąd sprzeczność pomiędzy narodowo-patriotyczną retoryką i propagandą nakierowaną przede wszystkim na obywateli Republiki a jej "uniwersalistycznym " opakowaniem, które ma oddziaływać przed wszystkim na pozostałych poddanych imperium. Ta sprzeczność musi być na różne sposoby zamazywana, gdyż z jednej strony obywatele Republiki mogą dojść do wniosku, że nie warto poświęcać się dla zapewnienia "bezpieczeństwa i ładu " na świecie (nawet jeśli propaganda imperialna przekonuje ich, że "bezpieczeństwo i pokój " na świecie " to tyle samo, co "bezpieczeństwo i ład " Republiki Amerykańskiej), zaś z drugiej pozostali poddani imperium mogą dojść do wniosku, że skoro "bezpieczeństwo i ład " na świecie to tyle samo, co "bezpieczeństwo i ład " będące w "egoistycznym " interesie Republiki Amerykańskiej, to niech imperium zapewnia światu " bezpieczeństwo i ład " wyłącznie za pieniądze obywateli Republiki i przy pomocy jej żołnierzy. Imperium chce, aby wszyscy poddani na świecie wspierali je finansowo, politycznie i moralnie, ale zarazem odmawia im demokratycznych praw do uczestnictwa w bezpośrednim wyborze przedstawicieli do Kongresu imperium i w wyborze prezydenta (suwerena imperium), którzy nimi rządzą. Takie niezrozumiałe z punktu widzenia ideologii demokratycznej ograniczenie przy pomocy cenzusu obywatelstwa Republiki Amerykańskiej praw wyborczych sprawia, że trudno znaleźć dobry kontrargument na argument "no taxation without representation ". Być może w przyszłości imperium stanie przed dylematem: znieść demokrację w Republice Amerykańskiej i pozbawić jej obywateli prawa wyboru prezydenta poprzez wprowadzenie innych mechanizmów poli Odpowiedz Link Zgłoś
witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:24 mechanizmów polityczno-ustrojowych lub też znieść cenzus wyborczy i rozszerzyć prawo wyboru prezydenta imperium na całą ludzkość, co byłoby realnym spełnieniem słów prezydenta Wilsona, który w przemówieniu z 4 lipca 1914 roku powiedział, że flaga Stanów Zjednoczonych jest nie tylko flagą Ameryki, ale flagą ludzkości. Oba rozwiązania są dziś trudno wyobrażalne, ale historia polityczna świata pełna jest wszak ustrojowych reform wymuszanych koniecznościami zachowania władzy. Na razie imperium skazane jest na demokratyczną Republikę Amerykańską jako na swoją podstawową bazę finansową oraz źródło politycznego i moralnego wsparcia. Dla utrzymania pod swoją pełną kontrolą Republiki Amerykańskiej władze imperium muszą co pewien czas mobilizować politycznie i moralnie obywateli Republiki przy pomocy medialnego aparatu propagandowego, wzmacniać w nich poczucie symbolicznej partycypacji ( "jesteście obywatelami najpotężniejszego państwa świata, państwa najdoskonalszego i niezwyciężonego ") oraz zapobiegać powstaniu wewnętrznych ruchów opozycyjnych czy wręcz rewolucyjnych, utrzymywać "dyscyplinę obywatelską " i ściślej kontrolować mieszkańców Republiki. W związku z tym następuje wzmocnienie egzekutywy, a w szczególności prezydenta, któremu sama doktryna "wyprzedzającego uderzenia " pozwala działać bez jakiegokolwiek oglądania się na Kongres. Ponieważ prowadzona jest globalna "wojna z terroryzmem ", rośnie rola armii a wraz z nią pozycja prezydenta jako naczelnego wodza, rośnie tymczasowo, ale ponieważ "wojna z terroryzmem " nigdy się nie skończy, więc rośnie "tymczasowo na stałe ". Centralna Agencja Wywiadowcza i inne agencje bezpieczeństwa w coraz mniejszym stopniu zajmują się wywiadem i kontrwywiadem a w coraz większym organizowaniem tajnych operacji i prowokacji na całym świecie. Następuje zatarcie granic pomiędzy długoterminowymi tajnymi operacjami CIA i jednostek wojskowych sił specjalnych, rozrasta się "czarny świat " tajnych operacji, prezydentowi jako głównodowodzącemu armii podlegają tajne elitarne oddziały wojskowe tworzone przez Departament Obrony mające do dyspozycji środki i zasoby umożliwiające przeprowadzenie wszelkiego rodzaju tajnych operacji, których epicentrum jest Joint Special Operations Command określane jako Delta Force. Reorganizuje się i rozbudowuje działający na skalę globalną aparat bezpieczeństwa, który jest coraz bardziej utajniony, wyjęty spod "demokratycznej " kontroli i przekształca się w quasi - prywatną tajną armię prezydenta (imperatora). W imię "wojny z terroryzmem " władze uchwalając "ustawy patriotyczne " i "ustawy o bezpieczeństwie wewnętrznym ", wprowadzają nowe przepisy i regulacje, rozbudowują struktury administracyjno-policyjne, tworzą nowe instytucje i agencje kontrolne. Pozwala to lepiej kontrolować obywateli Republiki Amerykańskiej, ale powoduje zarazem rozrost biurokracji i podnosi koszty funkcjonowania państwa. Jeśli temu, co bardzo prawdopodobne, towarzyszyć będą: wzrost interwencjonizmu państwowego, militarny keynesizm, merkantylizm, obrona monopoli, protekcjonizm, rozdawanie subwencji, wówczas zjawisko "imperial overstretch " stanie się czymś rzeczywistym, gdyż będzie się powiększać rozziew pomiędzy rosnącymi potrzebami imperium a malejącą pulą zasobów finansowych czerpanych z obszaru ulegającej wewnętrznej transformacji Republiki Amerykańskiej, która ponosząc największe ofiary na rzecz imperium zacznie się wykrwawiać finansowo. Nie zapominajmy, że jeszcze w połowie lat 80. zeszłego stulecia USA były wierzycielem świata, inwestując i pożyczając innym więcej niż pożyczając od innych, dziś są największym dłużnikiem świata. Jeśli w ciągu kilku lat nic się nie zmieni, deficyt handlowy sięgnie 3,5 biliona dolarów, a w ciągu dekady sięgnie 50% PKB. Imperium istnieje i funkcjonuje na kredyt, jego pozycja finansowa raczej słabnie niż się wzmacnia. Część komentatorów zatroskanych o los imperium stwierdza, że zbudowane jest ono na ruchomych piaskach a nie na trwałym i mocnym fundamencie. Są nawet tacy, którzy uważają, że stoi ono już po kolana, zarzucone w tych piaskach. Inni wskazują na niedawno opublikowany przez Departament Skarbu raport ostrzegający przed kryzysem podatkowym, jaki nadchodzi w związku z rosnącymi kosztami opieki zdrowotnej i emerytur starzejącej się "baby boom generation ". Dlatego zachowanie starych i poszukiwanie nowych źródeł finansowania imperium bezustannie zaprząta uwagę elity imperialnej. W tym kontekście warto przyjrzeć się interwencji w Afganistanie w 2001 roku, która, taką hipotezę wolno postawić, nie była powodowana wyłącznie względami geostrategicznymi. Trzeba bowiem brać pod uwagę fakt, że 60-70% światowej produkcji surowego opium służącego do wyrobu heroiny przypada na Afganistan i częściowo na jego okolice np. Uzbekistan. Rynek europejski jest w 80% zaspokajany z tamtego regionu. Afganistan, jedno z najbiedniejszych państw świata, jest równocześnie źródłem potężnych zysków, które z handlu narkotykami pośrednio czerpią finansowe instytucje syndykaty. W 2000 roku nastąpiło załamanie produkcji surowego opium w Afganistanie - podaje się różne przyczyny tego zjawiska: być może talibowie po prostu ograniczyli dopływ opium na rynek, aby podnieść cenę. Tak czy inaczej oznaczało to straty w obrocie rzędu 150-200 mld dolarów (wartość przerobionego opium sprzedawanego jako heroina na ulicach), suma ta nabiera na "wartości " po przejściu przez banki, giełdy i inne finansowe instytucji piorące zyski z handlu narkotykami. Kiedy po interwencji amerykańskiej w 2001 roku kontrolę nad uprawami przejął Sojusz Północny nastąpił w 2002 roku ponowny wzrost produkcji, który osiągnął połowę poziomu produkcji z 1999 roku (w 1999 uprawiano 91000 hektarów maku, w 2002 roku najprawdopodobniej - 45000 hektarów). Opium produkowane w Afganistanie pozostaje istotnym składnikiem światowej "gospodarki równoległej ". Produkcja i handel heroiną (8-10% światowego handlu) to ważna gałąź gospodarki światowej: szacuje się, że połowa tej branży jest kontrolowana przez banki amerykańskie i ich filie na całym świecie, amerykańskie instytucje finansowe oraz amerykańskie służby specjalne, które posiadają własne firmy, aby prać narkodolary służące m.in. dla kupna, sprzedaży i transportu broni, do finansowania tajnych operacji, wspierania finansowego rozmaitych grup i ruchów wewnątrz krajów uznanych za wrogie wobec imperium. Z tych względów handel narkotykami, szlaki ich transportu i dostaw uważane są za kwestie "strategiczne ". Potężne finansowe interesy kryjące się za kulisami mogą wywierać wpływ, tak jak inne grupy interesów, na politykę imperium, które pobiera wszak podatek emisyjny od transakcji dokonywanych w ramach całkowicie zdolaryzowanego handlu narkotykami. Miliardy dolarów, którymi obraca narkotykowy biznes, wchodzą do legalnego obiegu bankowego i są opodatkowane na rzecz imperium. Szacuje się, że banki amerykańskie piorą rocznie od 250 do 500 mld dolarów pochodzących z handlu narkotykami oraz nielegalnego handlu bronią (jest to połowa ogólnej sumy zysków pochodzących z tych branż). Do tego dochodzą nielegalne transfery od skorumpowanych elit politycznych z Ameryki Łacińskiej, Afryki, Azji i z b. krajów komunistycznych przede wszystkim z b. Związku Sowieckiego, od multimilionerów - oszustów podatkowych z różnych krajów świata (szacunkowo 50 mld rocznie). Służy tym celom wysoce wyrafinowany i skomplikowany system tzw. private banks i correspondent banks, związanych z wielkimi bankami mającymi swoje główne siedziby w USA (elementami tego systemu są "raje " bankowe i podatkowe). Banki komercyjne, które piorą pieniądze, pobierają opłatę za milczenie, zyskując dodatkowy tzw. "pieniądz wysokooktanowy ", dla swojej komercyjnej działalności: kredyty, inwestycje na rynkach kredytowych, kupno obligacji, zakup i sprzedaż złota i akcji. Posiadanie takiego "wysokooktanowego " pieniądza daje przewagę nad konkurencją. Szacuje się Odpowiedz Link Zgłoś
witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:25 Szacuje się, że w ciągu ostatniej dekady od 3 do 5,5 biliona "nielegalnych " dolarów weszło do systemu bankowo-finansowego USA, gdzie zostały zalegalizowane również poprzez zakup obligacji państwowych, i innych papierów wartościowych, akcji i nieruchomości. Aby ściągnąć miliardy dolarów do swojego systemu finansowego imperium toleruje "szarą strefę ", przymyka oko na pranie "brudnych " pieniędzy, ściąga haracz z olbrzymiej firmy o nazwie Działka Inc., którą oficjalnie zwalcza. Zanim jednak wybuchniemy moralnym oburzeniem, zanim z moralnym patosem oskarżymy imperium, że korzysta z "brudnych " pieniędzy, musimy sobie uświadomić skalę finansowych potrzeb imperium i wczuć się w moralne dylematy tych, na których barkach spoczywa odpowiedzialność za jego los. Albowiem budowa imperium i jego utrzymanie to nie spacer po parku w letni wieczór czy spotkanie przy herbatce o piątej. Jak zawsze bywało w historii, ci którzy budują imperium mają krew na rękach, nigdy nie było inaczej i teraz inaczej być nie może. To jest tragizm historii i władzy - nie było nigdy i nie ma dziś imperium, które powstałoby bez przelewu krwi, bez przemocy, bez cierpień zadawanych niewinnym, bez ofiar. Nawet więc jeśli, jak podkreślają wrogowie imperium, międzynarodowe syndykaty przestępcze są jego sojusznikami, to wynika to z nadrzędnego politycznego imperatywu przetrwania imperium, z zasady samozachowania, którą kieruje się każda polityczna jednostka, i przed którym ustąpić muszą inne cele i wartości. Gdyby rządzący imperium chcieli mieć "czyste ręce " i kierowali się zasadą, że taki czy inny pieniądz "śmierdzi ", to nie przetrwałoby ono długo, a oni sami byliby winni sprzeniewierzeniu się egzystencjalnym wartościom imperium. Pieniądze mogą być "brudne " z punktu widzenia prywatnej moralności i prawnych przepisów, ale są "czyste ", ponieważ podtrzymują polityczną egzystencję imperium. Jednakże fakt, że imperium musi sięgać po te "brudne " pieniądze, jest świadectwem jego finansowej słabości, która znacznie utrudnia realizację imperialnych ambicji. Ambicji tych nie ma sensu oceniać pozytywnie czy negatywnie, gdyż należą one do naturalnych sił historii. Zawsze jednak oceniać można, jak te ambicje są realizowane, jak imperialna elita daje sobie radę z rządzeniem światem. Nie kto rządzi, ale jak rządzi - to jest najważniejsze. USA zdobyły władzę nad światem, stały się światowym imperium, wzięły na siebie odpowiedzialność za świat i z tego będą rozliczane. Realne imperium światowe to nie to samo co wirtualne imperium Microsoftu i Coca-Coli: tutaj naprawdę trzeba rządzić skomplikowanym światem, podejmować decyzje o losie państw i innych politycznych wspólnot, zapewniać światu "ład i pokój ", tutaj uniwersalne zasady i ideologiczne hasła, wielkie ambicje i abstrakcyjne plany zderzają z konkretną różnorodnością ludzkości, jej cywilizacyj, narodów, ludów, ziem i plemion. Od jakości elity imperialnej zależy, czy będzie ona zdolna do pokierowania losami ludzkości, czy potrafi panować nad światem, który zdaje się być za mały dla dwóch, ale za duży dla jednego. Czy znajdzie w sobie dość pokory i siły duchowej, aby udźwignąć brzemię olbrzymiej władzy i odpowiedzialności, jakie spoczęło na jej barkach? Czy zdoła znieść ból i cierpienie, które ta władza przynosi? Czy nie załamie się pod ciężarem berła, które władca, jak pisał św. Robert Bellarmin, musi nosić jak krzyż? Tego nie wiemy. Ale widzimy tragizm sytuacji, w jakiej znalazło się kierownictwo imperium: jest już "o jeden most za daleko " i nie ma drogi odwrotu. Pozostaje mu tylko jedno: "Forwards! ". Aby na tej drodze prowadzącej w niewiadomą przyszłość nie zbłądzić, elita imperialna musi posiadać i praktykować polityczne cnoty: samodyscyplinę i rozwagę, trzeźwość umysłu i zdolność chłodnej kalkulacji, czujność i wytrwałość, ostrożność i męstwo, umiejętność racjonalnej oceny zagrożeń i szans, śmiałość działania i poczucie odpowiedzialności, roztropność i wspaniałomyślność, cierpliwość i dalekowzroczność, zaś obce być jej muszą wszelkie ideologiczne, religijne, rasowe i narodowe uprzedzenia, wolna być musi od ideologicznych iluzji, od nienawiści, mściwości,arogancji, prostactwa, pychy, zawiści i chciwości. W przeciwnym razie nie tylko zejdzie na manowce, zgubi drogę i utonie na bagnach lub spadnie w górską przepaść, co byłoby dla niej zasłużoną karą i nie powinno wywoływać nawet jednej łzy współczucia, ale może też pociągnąć za sobą cały świat w spiralę chaosu i zniszczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
el_matador9 Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:45 oby ukochana płonąca złotym blaskiem Rosja zmasowanym ciosem broni EM,klimatologicznych i termojądrowych ostatecznie roztrzaskała w drobny pył to masońskie ciemne Imperium Diabelskich Mocy... Odpowiedz Link Zgłoś
ben-oni Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 13:56 fajnie, gdyby tak jeszcze pan profesorek od kiszonej kapusty przypomniał mi kiedy to USA było po naszej stronie i kiedy zrobiło cokolwiek dla nas bezinteresownie? Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 No jakto kiedy? Przecież już w 200 lat temu pozwol 08.12.05, 15:22 No jakto kiedy? Przecież już w 200 lat temu pozwolili bezinteresownie naszemu Kościuszce i Puławskiemu walczyć na amerykańskiej ziemi za amarykańską wolność. W czasie I-szej wojny światowej nie przeszkadzali amerykańskim Polakom sformować Błękitnej Armii a ich prezydent zachwycał się grą na fortepianie Paderewskiego. W czasie II-giej wojny już 5 lat po jej rozpoczęciu pośpieszyli z pomocą Polakom, którzy schronili się w Anglii i otworzyli drugi front a jednocześnie wspierali jak mogli Stalina żeby ten pomógł Polsce z drugiej strony. I pomógł. Później Kenedy pojechał do Berlina i chciał stamtąd nam pomagać mówiąc „ich bin ein Berliner” a potem Regan płakał jak oglądał film o Solidarności. I wreszcie teraz od lat i całkiem bezinteresownie Amerykanie chronią nam przed wizytami w USA nie udzielając nam wiz. Dzięki wam, nasi prawdziwi przyjaciele – zawsze możemy na was liczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
pawka55 Dzurawa "Tarcza" 08.12.05, 15:31 Jak do tej pory, to wszystkie proby zestrzelania makiet rakiet miedzykontynentalnych pociskami wystrzelonymi z instalacji "Tarczy" byly nieudane. I byly to makiety pozbawione tzw.decoys, czyli rakietek towarzyszacych rakiecie glownej, a majacych za zadanie odwrocic uwage od rakiety glownej i sciagnac na siebie niszczacy pocisk. Ocenia sie , ze uzycie przez nieprzyjaciela decoys calkowicie pozbawi "Tarcze" jej uzytecznosci. Nastepny "bajkowy" program Busha, rownie pozyteczny i kosztowny jak "Lot na Marsa" Polak w Ameryce Odpowiedz Link Zgłoś
borrka1 Re: Dzurawa "Tarcza" 08.12.05, 19:36 pawka55 napisał: > Jak do tej pory, to wszystkie proby zestrzelania makiet rakiet > miedzykontynentalnych pociskami wystrzelonymi z instalacji "Tarczy" byly > nieudane. I byly to makiety pozbawione tzw.decoys, czyli rakietek > towarzyszacych rakiecie glownej, a majacych za zadanie odwrocic uwage od > rakiety glownej i sciagnac na siebie niszczacy pocisk. Ocenia sie , ze uzycie > przez nieprzyjaciela decoys calkowicie pozbawi "Tarcze" jej uzytecznosci. > Nastepny "bajkowy" program Busha, rownie pozyteczny i kosztowny jak "Lot na > Marsa" > > Polak w Ameryce po prostu Bush chce powtorzyc slynny blef Reagana z wojnami gwiezdnymi,tyle ze sie przeliczyl,Rosja to nie ZSRR,Putin to nie Brezniew,umoczy chlop dupe na bank! Odpowiedz Link Zgłoś
worgules Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 17:46 To sługus,a nie amerykanista.Żyje z głoszenia bzdur-proamerykańskich.Niechby spróbował napisać źle o USA,jeo noga nie stanęłaby już wiecej na amerykańskiej ziemi.Dlatego pisze jak pisze. Odpowiedz Link Zgłoś
malaczarownica Autor jest AMERYKANISTĄ 08.12.05, 18:00 To jakie ma miec zdanie? Opłaca go USA. Odpowiedz Link Zgłoś
bestia81 Re: Autor jest AMERYKANISTĄ 08.12.05, 21:19 Roman Kuzniar jest wykladowca w Instytucie Stosunkow Miedzynarodowych UW. w tymze instytucie juz od jakiegos czasu krazy opinia (zdobywajaca sobie wielu zwolennikow, pozdro dla pewnego Pana Doktora) ze Lewicki Zbigniew jest po prostu na zoldzie CIA. prawda czy falsz? nie wiem. wiem natomiast jedno - Kuzniar jest politologiem (jeden z obszarow zainteresowania - studia strategiczne), Lewicki jest p-rzede wszystkim specem od literatury amerykanskiej(absolwent Instytutu Anglistyki UW). kto ma lepsze "wyczucie" tematu? Odpowiedz Link Zgłoś
stpaul Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 19:15 No to kupiliśmy tarczę. Gazeta zaczęła urabiać jaka to fajna zabawka. Sprawa załatwiona. Odpowiedz Link Zgłoś
stpaul Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 19:16 A ja mówię wypie..ć mi z tą tarczą. Odpowiedz Link Zgłoś
krzysztof3 Bin Laden w kosmosie? A czemu nie 08.12.05, 19:38 Długo by spierać się zarówno z Kuźniarem jak i Lewickim - rozumiem, że obydwaj uczeni chcą zasypać dół ignorancji naszej administracji państwowej, która nie potrafiła w sposób cywilizowany i nie obrażający inteligencji Polaków zabrać głosu w dyskusji sprowokowanej nierozważnym stwierdzeniem(autor, autor!!) z expose nowego premiera. Nierozważnym, bo premier i cały rzad łacznie z ministrami sp.zagr. i obrony w tej materii musiał być 'tabula rasa', a takich deklaracji nie wrzuca się do jednego worka z dodatkami becikowymi. W dyskusji nt. potencjalnych rakietowych środków przenoszenia broni masowego rażenia warto mieć 'oczy szerzej otwarte'. Przecież niedawno temu za 20 mln USD prywatna firma na zlecenie ekstrawaganckiego miliarder skonstruowała i przetestowała SpaceShipOne. Kolejna ekstrawagancja tego rodzaju w wykonaniu miliardera z innego kraju za 5, 10, 15 lat nie jest niewyobrażalna. A co, jeśli ten miliarder będzie miał kod genetyczny pewnego znanego szejka z Arabii Saudyjskiej? Odpowiedz Link Zgłoś
yanca3 Re: Z tarczą ....... lub na niej 08.12.05, 19:55 po pierwsze : wzmocniony złoty? 4 : 1-go to upadek a nie wzmocnienie ( przynajmniej dla narodu czyli zwykłego Polaka ), po drugie : mamy kilku amerykanistów , którzy usułują przekonać nas do Wielkiego Brata i jego opieki nad nami . Ja osobiście nie chę być tarczą dla Ameryki , która jest za oceanem !! Prawdopodobnie mają za duży potencjał militarny i chcą z nim coś zrobić .Wybierają najbiedniejsze państwa do swoich działań .Tam gdzie oni - tam bieda .A co szanowny panie amerykanisto ? ta niby przyjaźń ma polegać na tym ,że z naszego koryta można brać ile wlezie ! Mam nadzieję ,że nowy rząd okaże się mądrzejszy i nie będzie lizał zadu : wiadomo komu !! Odpowiedz Link Zgłoś
bestia81 Gdzie jest ten txt Kuzniara? 08.12.05, 21:08 czy ktos dysponuje linkiem??? Lewicki polemizuje z czyms czego nie czytalem, wiec... ;-) z gory dziekuje za pomoc! Odpowiedz Link Zgłoś
bolko_turan LINK do Romana Kuźniara 08.12.05, 23:38 bestia81 napisał: > czy ktos dysponuje linkiem??? Lewicki polemizuje z czyms czego nie czytalem, > wiec... ;-) Czy Polsce potrzebna jest tarcza rakietowa? Roman Kuźniar 05-12-2005, ostatnia aktualizacja 05-12-2005 16:26 serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3049607.html Odpowiedz Link Zgłoś
1europejczyk Szkoda, ze nie ma linku do do artykulu R Kuzniara 08.12.05, 21:39 Pomimo tego trudno jest nie zauwazyc wielu "zyczeniowych" stwierdzen Z. Lewickiego. Czytaj ten artykul ma sie wrazenie, ze "amerykanista" zamiast oznaczac rzeczowego i krytycznym okiem patrzacego specjaliste w jezyku polskim oznacza entuzjastycznie oczarowanego Stanami Zjednoczonymi turyste. Artykul pana Z Lewickiego jest kolejnym, po roznych wypowiedziach ustnych i pisemnych sprzed bushowskiego napadu na Irak, ktore sa dostepne w archiwach, potwierdzeniem tego nowego znaczenia wyrazu amerykanista. Mozna by sie ograniczyc do powyzszej uwagi gdyby "polemika" pana Z Lewickiego nie byla usiana propagandowymi niescislosciami albo celowymi niedomowieniami: pierwsze i w zasadzie malo istotne to ocena amerykanskiego systemu MD: pan Lewicki zapomnial napisac, ze byla to jedyna udana proba z conajmniej kilku a nie wykluczone, ze kilkunastu przeprowadzonych. Taka skuteczniosc jest "psu na buty" jak mawiala moja Babcia, madra kobieta. Dalej nastepuja dewagacje polityczne o <<irracjonalnych reżimach, którym "jest wszystko jedno" lub które ogarnięte zostały chorobliwą misją zniszczenia "amerykańskiego szatana".>> tyle samo warte, co te robione w polskim MSZ. Autor nie zauwaza po pierwsze: ze te rezimy powstaly dzieki agresywnej polityce amerykanskiej (bushowski awanturniczy napad na Irak jest tego jaskrawym przykladem) i po drugie, ze maja one wiecej niz poparcie we wlasnych krajach(ostatnie wybory w Iranie sa tego dowodem).Niektore wrecz opieraja swoja wladze na antyamerykanizmie wywolanym 50 letnim jednostronnym i bezmyslnym amerykanskim poparciem dla Izraela. Te kraje, ktorych rezimy wspolpracuja z Amerykanami, borykaja sie coraz czesciej z terrorytyczna opozycja wewnetrzna. <<W imię czego USA miałyby zrezygnować z zabezpieczenia się przed takim zagrożeniem ? >> Pierwszym pytaniem powinno byc: W imie czego USA wystawiaja swoj wlasny kraj, swoja awanturnicza swiatowa polityka, na takie zagrozenia ? Potem mozna dopiero zadac pytanie autora. Odpowiedz na to pierwsze pytanie pozostawiam panu Z Lewickiemu. Watek rosyjski bylby smieszny w swojej argumentacji i cytatach gdyby nie mial propagandowego celu odniesienia sie do polskiego straszaka antyrosyjskiego. Nie trzeba byc amerykanista by wiedziec, ze mozna zawsze liczyc na polska schizofrenie antyrosyjska. Nie ma tam zadnej rzeczowej i istotnej argumentacji. Jest niejako kontynuacja prl-owskich niedorzecznosci polskiej pseudoinetligencji. Gdyby dzisiaj zebrac "nocne Polakow rozmowy" z tamtych lat to osmieszyloby sie 80% ich uczestnikow. Nikt, nie tylko w Polsce zreszta, nie dalby wtedy zlamanego grosza za dobrowolne (bez wojny) wycofanie sie Rosji z podporzadkowanych sobie krajow. Dzisiejsze pustoslowie pana Z Lewickiego bardzo przypomina mi apokaliptyczne wizje Polakow rosyjskiego barbarzynstwa nukleranego! "Jest kwestią trywialnie oczywistą, że większość takich zagrożeń nie dochodzi do fazy realizacji właśnie dlatego, że cel ataku przedsięwziął zawczasu odpowiednie kroki zapobiegawcze" Jest to zdanie wyjete z podrecznika propagandy: Jakie srodki przedsiewziely Stany Zjednoczone przed atakiem w Nowym Yorku ? Zadnych. Mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze zrobily wszystko by do tych atakow doszlo (scisla wspolpraca z Arabia Saudyjska z ktorej pochodzila wiekszosc samobojcow). Podobnie z Londynskim metrem. Francuzi od lat ostrzegali Anglikow o dzialanosci na terenie UK ugrupowan terrorystycznych zwracajac uwage na barak jakichkolwiek dzialan brytyjskich majacych charakter zapobiegawczy. Prawdziwe fajerwerki propagandy zaczynaja sie dopiero pod tytulem <<"Co ma zrobic Polska">> Rys historyczny naszych zwiazkow ze Stanami Zjednoczonymi autor zaczal wtedy kiedy bylo mu wygodnie.Fakt,ze nie bylo wojny polsko amerykanskiej("Polska i USA nigdy nie były wrogami")jest podstawa do szukanie plaszczyzny porozumienia. Z dzisiejszego punktu widzenia i przyjmujac sposob rozumowania pana Lewickego, mozna by sie zapytac, czy ta nasza "zgodna" przeszlosc nie wynika z braku znaczacych zloz ropy w Polsce ? Co spowodowalo, ze autor zapomnial napisac, ze to wlasnie Amerykanie z Anglikami sprzedali nas za darmo, ze strachu przed Stalinem, Rosji. Moze wlasnie fakt, ze jest amerykanista. "Znaczenie Polski dla USA wzrosło dopiero w okresie władzy komunistycznej. Z jednej strony nasi komuniści zezwalali na takie herezje jak publikacja propagandowego miesięcznika "Ameryka" czy w miarę szeroki dostęp do amerykańskiej literatury czy filmu. Z drugiej przywódcy PRL niezwykle wysoko cenili sobie wizyty prezydentów USA. Nikt jednak wówczas nie nazywał takiej wymiany świadczeń stosunkami sojuszniczymi." Ten fragment bylby moze godny komentarza gdyby byl napisany przez 15-letniego licealiste w ramach pracy domowej o stosunkach polsko-amerykanskich. Spod piora amerykanisty pozostaje tylko swiadectwem wplywu amerykanskiej powierzchownej pop kultury na tworczosc s-f.Konkluzja jest stwierdzenie, ze Polska w okresie czlonkowstwa w UW (Ukladzie Warszawskim) nie byla sojusznikiem Stanow Zjednoczonych: "Nikt jednak wówczas nie nazywał takiej wymiany świadczeń stosunkami sojuszniczymi" Doprawdy nie potrzeba bylo do tej konkluzji ani powierzchownych pare zdan wstepnych wstepnych ani statutu amerykanisty. I tak jest juz niestety do samego konca tej propagandowej polemiki. "Po zwycięstwie roku 1989 dalsze wspieranie polskich przemian przez USA wcale nie było oczywiste i inne państwa przechodzące podobną transformację pomocy takiej praktycznie nie otrzymały. Polska otrzymała ją m.in. w postaci niezbędnego funduszu stabilizacyjnego złotego, a swoistym rewanżem była ewakuacja amerykańskich oficerów z Iraku przez polski wywiad. Ale nie było to przecież działanie "coś za coś" tylko sojusznicza pomoc." To sa fakty, pobozne zyczenia czy interpretacje ? Co oznacza: "dalsze wspieranie polskich przemian przez USA wcale nie było oczywiste" Mozna by sie domyslac, ze powinnismy byc wdzieczni, ze Amerykanie nie stworzyli sojuszu z Rosjanami w celu zwalczania polskich przemian. Bylismy i jestesmy pionkiem w amerykanskiej grze, ktory byli i sa nadal gotowi w kazdej chwili poswiecic gdy tylko bedzie to w ich interesie tak jak to zrobili 60 lat temu. Dodawanie sobie znaczenia "a swoistym rewanżem była ewakuacja amerykańskich oficerów z Iraku przez polski wywiad w oczekiwaniu partnerskich stosunkow ze Stanami Zjednoczonymi" jest kolejnym rysem polskich amerykanistow swiadczacym o braku poczucia politycznej rzeczywistosci. Fragment ten stoi w jakrawej sprzecznosci z dalszym ciagiem pisaniny pana Z Lewickiego "Warto jednak nie zapominać, że bez obecności Polski wojna w Iraku potoczyłaby się dokładnie tak samo, a bez naszej zgody program MD zostanie zrealizowany w identycznej postaci. Nie jest zresztą przesądzone, że USA w ogóle zdecydują się na współdziałanie w tym zakresie z Polską" "Ewakuacja amerykanskich oficerow z Iraku potoczylaby sie dokladnie tak samo bez polskiego wywiadu" Jedno z dwojga: albo mamy ku temu przyslanki i aspirujemy do partnerstwa (moim zdaniem nie mamy najmniejszych przyslanek do takich aspiracji) albo nie i wtedy jestesmy skazani na jednostronne amerykanskie decyzje wystawiajac sie na niepotrzebne niebezpieczenstwo odrywania kozla ofiarnego w zaleznosci od sukcesow i porazek imperialnej a ostatnio awanturniczej polityki amerykanskiej. Propagandy (ordynarnej) ciag dalszy: "Niemniej nasza sojusznicza gotowość została dostrzeżona i doceniona. I gdyby polski rząd i prezydent potrafili wyartykułować rzeczywiste potrzeby Polski choćby w kwestii dozbrojenia armii, wiele można było uzyskać." Ta "sojusznicza gotowosc" zostala przede wszystkim dostrzezona w Europie oslabiajac nasza pozycje w miare jak "sukcesy" amerykanskie w Iraku zaczely nabierac nowe Odpowiedz Link Zgłoś
1europejczyk Szkoda, ze nie ma linku do do artykulu R Kuzn..cd 08.12.05, 21:41 Co sklania pana Z Lewickiego do oskarzania polskiego rzadu o nieumiejetnosc artykulowanie potrzeb Polski ? Z racji na braku jakichkolwiek argumentow popierajacych to oskarzenie, mozna posunac sie do domniemania, ze jest to moze wlasne doswiadczenie z umiejetnoscia artykulowania wlasnych potrzeb jako "amerykanista" ? "Ale nie potrafili i szansę taką dostali obecnie ich następcy." W aspekcie powyzszych domniemania, propaganda przeradza sie w dwuznaczne propozycje by "wiele uzyskac" dla nastepcow. "Szeroka debata jest potrzebna, ale z punktu widzenia rzeczywistych interesów Polski, nie zaś z perspektywy kramarza żądającego gotówki za towar: od razu, do ręki. I bez wyobraźni, że kiedyś sam może potrzebować zrozumienia u swego kontrahenta za jedyną walutę mając tylko dawny dług." Potrzbowalismy tego zrozumienia 60 lat temu: dlug tez byl Kosciuszko, Poniatowski, nasz udzial wojskowy w pokonaniu Stalina. Wszystko co dostalismy to "kopa w dupe" na nastepne 50 lat do rosyjskiej strefy mimo wielokrotnych obietnic Cherchila i Roosvelta. ("Sprawa Honoru"). Nie chodzi nawet o te 45 lat tylko o fakt, ze nie nic nie tylko nie zrobili, nie nawet nie probowali zrobic by nas z rak Stalina wyrwac. I dzisiaj pan Z Lewicki proponuje nam to samo. Gdyby zamiast amerykanista napisal Amerykanin to moja polemika bylaby zupelnie bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
1europejczyk Re: Szkoda, ze nie ma linku do do artykulu R Kuzn 08.12.05, 21:52 Propagandy (ordynarnej) ciag dalszy: "Niemniej nasza sojusznicza gotowość została dostrzeżona i doceniona. I gdyby polski rząd i prezydent potrafili wyartykułować rzeczywiste potrzeby Polski choćby w kwestii dozbrojenia armii, wiele można było uzyskać." Ta "sojusznicza gotowosc" zostala przede wszystkim dostrzezona w Europie oslabiajac nasza pozycje w miare jak "sukcesy" amerykanskie w Iraku zaczely nabierac nowego znaczenia nawet dla zaslepionych Amerykanow. Co sklania pana Z Lewickiego do oskarzania polskiego rzadu o nieumiejetnosc artykulowanie potrzeb Polski ? Z racji na braku jakichkolwiek argumentow popierajacych to oskarzenie, mozna posunac sie do domniemania, ze jest to moze wlasne doswiadczenie z umiejetnoscia artykulowania wlasnych potrzeb jako "amerykanista" ? "Ale nie potrafili i szansę taką dostali obecnie ich następcy." W aspekcie powyzszego domniemania, propaganda przeradza sie w dwuznaczne propozycje dla nastepcow by "wiele uzyskac" . Odpowiedz Link Zgłoś
vontomke KOCHANA AMERYKA !!!! 08.12.05, 22:11 Ameryka stała po naszej stronie... Z niedawo ujawnionych przez Sikorskiego planów wynika że scenariusz wojenny przewidywał nuklearne wyzwolenie Polski przez NATO. Według planu "Dropshot" z posiadanych przez USA 500 bomb atomowych, 180 miano użyć na cele taktyczne i komunikację w państwach ościennych ZSRR. W tej chwili kochani Amerykanie również stoją po naszej stronie, powstanie tarczy antyrakietowej spowoduje automatycznie skierowanie przez Rosję pocisków nuklearnych na nasze państwo. Ale oczywiście nasz rząd musi włazić w dupę Ameryce, nawet za cenę bezpieczeństwa kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
bolko_turan Tarcza rakietowa = rozbudowany system ECHELON 08.12.05, 23:36 Nalezy przeanalizowac (rowniez publicznie) czy wspolpraca z USA w kwestii tarczy rakietowej Polsce sie w ogole oplaca, bo nie jestem taki pewny... Jezeli Polska z tego projektu ma tyle zyskac co z wojny w Iraku, to raczej dziekujemy... Polska dzieki temu projektowi moze wiele stracic, nie tylko ze wzgledu na to, ze dla obrony USA zostaniemy celem w ich przyszlych wojnach nuklearnych. Warto myslec o tym, ze USA w przyszlosci beda mieli wrogow ktorych dzis jeszcze nie znamy, ktorzy to nie koniecznie musza sie stac rowniez wrogami Polski - np. Chiny. Polacy nie potrzebuja wrogow, ani wrogow starych ani tez nowych, w konfliktach w ktore to nas beda chcieli wmieszac USA czy Izrael. Iran Polsce nic zlego nie zrobil i nie mialby w tym zadnego interesu, nie inaczej ma sie z Syria badz Korea pln. Jezeli USA odkryja w Chinach nowego wroga, to jedynie dlatego iz bedzie on stanowil konkurencje dla USamerykanskiego globalnego monopolu sily. Chiny natomiast dla Polski nie beda stanowily zadnej militarnej konkurencji, gdyz Polska nie ma zadnego originarnego interesu narodowego w szukaniu militarnych konkurentow na obcych kontynentach. Zaloga systemu nie bedzie polska, a nawet tam stacjonowane wojsko nie bedzie polskie - wszyscy oni beda dbali jedynie o interesy USA, nie zas Polski. Dotyczy to rowniez USAmerykanow polskiego pochodzenia stacjonowanych w tym celu w Polsce, ktorzy to holdujac ichniej fladze narodowej, sa lojalni interesom USA, nie zas interesom Polski. Niegdys Krzyzacy byli najwiekszym i wiernym sojusznikiem Polski, dzis sa nim USA. Zapraszanie obcych wojsk do pobytu w Polsce to zdrada Polski, rowna zaproszeniu Krzyzakow na lono ojczyzny. Ziemia wolnej Polski jest swieta i nietykalna dla obcego wojska, nie robi sie geszeftow ani z bezpieczenstwem Polski ani wolnoscia... Ponadto nalezy byc swiadomym ze USA realizujac projekt tarczy rakietowej, w Polsce zainstalowaliby rozbudowane systemy podobne do projektu informacyjnego ECHELON (lub/oraz inne/podobne systemy informacyjne), ktory dzis np. w Niemczech USamerykanskiemu wywiadowi gospodarczemu NSA, sluzy do podsluchu biznesu zachodnioeuropejskiego. Echelon pl.wikipedia.org/wiki/Echelon Echelon Project - NSA Defense Intelligence home.flash.net/~bob001/echelon.htm Instalacja silosow rakietowych a zatem i rowniez instalacja systemow informacjnych NSA, nie jest zadnym transferem technologicznym ani tez inwestycja w polska gospodarke, nie jest wiec czyms na czym technologicznie gospodarka polska a zatem i konkurencyjnosc Polski by zyskala, lecz ubezpieczenie gospodarczych interesow USA w Europie. Umozliwianie rozbudowanemu systemowi informacyjnemu obcego wywiadu, na ziemi polskiej, w przyszlosci czerpania informacji z dziedziny naukowej, gospodarczej oraz politycznej naszego panstwa oraz naszych europejskich sojusznikow na rzecz bezpieczenstwa gospodarki USA, jest sabotazem konkurencyjnosci Polski. Mnie sie wydaje ze w Polsce nazbieralo sie juz wystaraczajaco obcych szpiegow dzialajacych na niekorzysc Polski oraz naszego rodzimego biznesu polskiego... Jezeli USA nie beda sie chcieli dzielic pobranymi informacjami ekonomicznie dla nas istotnymi, to dziekujemy. Wywiad gospodarczy NSA sluzy pobranymi informacjami gospodarczymi USamerykanskiemu biznesowi, broni bowiem ich interesy przed globalna konkurencja, wtym rowniez polska. Jezeli NSA bedzie sklonny podzielic sie z Polakami wiedza np. o niemieckich technologiach badz projektach niemieckich firm w Polsce, to mozemy byc pewni ze NSA z drugiej strony np. z Niemcami beda handlowali naukowa wiedza generowana w Polsce, oraz przyszlymi polskimi technologiami. Takie sa reguly handlu, i o handel informacjami wynikajacy z tego projektu tu wlasnie chodzi... Kraj jest silny sila SWYCH obywateli. Dzieki ciezkiej pracy Polakow, konkurencyjnosc oraz technologiczny poziom Polski rozwijaja sie dynamicznie z kazdym rokiem, by perspektywicznie w bliskiej przyszlosci dogonic zachodnich konkurentow - polski patriota powinien czynic wszystko, by ow trend nie byl chamowany lub zatrzymany, natomiast sie zdrowo rozwijal i to z wlasnej sily polskich obywateli. Polacy dzisiaj nad tym ciezko pracuja by Polska w przyszlosci byla technologicznie nowoczesnym panstwem bedacym w stanie globalnie konkurowac wlasnymi technologiami i w Polsce generowana wiedza - polskie firmy i technologie jak i wiedza naukowa w przyszlosci beda stanowily konkurencje nie tylko dla firm i technologii z USA. NSA informujac amerykanski biznes, transferujac poza krajem generowana wiedze, badz informujac o obcych gospodarczych projektach i technologiach stanowiacych konkurencje dla firm z USA - obojetnie czy to w kraju badz poza krajem - jedynie czyni to co ma za zadanie: NSA gwarantuje bezpieczenstwo we wlasnym panstwie, dbajac o gospodarcze bezpieczenstwo i konkurencyjnoc swego rodzimego biznesu. Jednak nie jestem a priori przeciw temu projektowi, licza sie bowiem jak zwykle WYLACZNIE zyski wynikajace dla Polski - taki system w Polsce rzeczywiscie moze byc wielkim plusem wobec Rosji. Biorac natomiast pod uwage ze wymierajacy zywiol rosyjski dla Polski w przyszlosci nie bedzie stanowil zadnego zagrozenia, wiazaca sie z owym projektem niekorzysc przybiera dla Polski nadwagi, gdyz bazy te nie bedzie mozna tak sobie z Polski wyprosic, wowczas gdy same USA mieszajac Polske w ichnie przyszle konflikty globalne, bycmoze rowniez dla nas Polakow stana sie zagrozeniem. Zanim sie podejmie jakies decyzje, nalezy byc swiadomym iz zawsze jest niekorzystnie, gdy da sie nabrac na machnizm fobii wszelkich masci, szerzonych i kultywowanych - obojetnie czy to przez Rosjan czy USA - w celu sterowania polskim spoleczenstwem... Juz dzis moge sobie wyobrazic jakiej to kategorii beda ci Polacy, cieszacy sie z tego ze USA systemami stacjonowanymi w Polsce szpieguje polskich naukowcow, polski biznes i pobiera informacje o gospodarczych projektach polskich firm, oraz o przyszlych rodzimych technologiach, wtym rowniez wojskowych... Nalezy byc swiadomym ze USA beda o naukowej wiedzy generowanej w Polsce, przyszlych polskich technologiach i projektach ekonomicznych - ktore to dla USamerykanskich firm badz technologii w przyszlosci beda mogly stanowic konkurencje - poinformowany, jeszcze zanim beda one zrealizowane przez nasze firmy. Germanofobia, rusofobia, arabofobia, eurofobia jak rowniez inne polityczne fobie (zreszta np. tez judeofobia, badz fobia przed USA czy masonami) to mechanizm ktory na mnie nie dziala, stad tez sprawe probuje sobie rozstrzygnac racjonalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
john_wayne Re: Tarcza rakietowa = rozbudowany system ECHELON 09.12.05, 04:37 bolko_turan napisał: >Jezeli USA odkryja w Chinach nowego wroga, to >jedynie dlatego iz bedzie on stanowil konkurencje dla USamerykanskiego >globalnego monopolu sily. Stany coraz bardziej uzalezniaja sie od Chin. USA staja sie chinskim (i japonskim) dluznikiem. Za jakis czas Chinczycy zdobeda realny wplyw na amerykanska polityke. Slusznie zauwazyl ktorys z forumowiczow, ze USA pod pretekstem okrazania Rosji faktycznie okrazaja Chiny. Pytanie, w jakim celu. Odpowiedz Link Zgłoś
ubu66 robia to co racjonalne, okrążaja jednych i drugich 09.12.05, 20:11 bo jedni i drudzy moga byc na swój sposób niebezpiezni. Odpowiedz Link Zgłoś
sapeha Re: Tarcza rakietowa = rozbudowany system ECHELON 13.12.05, 15:40 Chiny moga skorzystac z rosyjskiej bazy "Volga" na Bialorusi. Odpowiedz Link Zgłoś
1europejczyk To co zdumiewa to fakt, ze w Polsce obecna 09.12.05, 00:05 Konstytucja pozwala Prezydentowi wyslac Wojsko Polskie na wojne na caly swiat na czas nieograniczony bez konsultacji z Sejmem i w podobny sposob polskiemu rzadowi negocjowac bez zgody Sejmu bezterminowa obecnosc obcych wojsk na polskich ziemiach. Fakt, ze decyzje o tak waznych sprawach dla kraju, zapadaja bez debaty sejmowej nie mowiac juz o potrzebie zdobycia wiekszosci glosow w Sejmie swiadczy o powaznym niedostatku demokracji w Polsce. Fakt, ze wiekszosc Polakow ta decyzje popieralo swiadczy juz tylko o niedojrzalosci politycznej i hipokryzji katolickiej wiekszosci Polakow. Nie ma lepszego argumentu jak obecna rzeczywistosc w Iraku. Odpowiedz Link Zgłoś