Dodaj do ulubionych

Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza

    • tppiotr Polska też ma tarczę ! 08.12.05, 06:55
      Polska czyli wielka moherowa tarcza antyrakietowa.
    • rsrh Wymień jakie jeszcze i kiedy państwo poza USA 08.12.05, 07:52
      stawało "w historii po naszej stronie"!! Wielka Brytanie i Francje możesz sobie
      darować!
      Ale oczywiście w naszym interesie jest posiadanie kolejnego solidnego obronnego
      sprzetu bowiem nigdy nie wiadomo z której strony możemy byc zaatakowani przez
      różnej masci dewiantów religijnych zy politycznych.Mimo zmian za wschodnia granica
      nie nastrajaja optymistycznie raporty mówiące ilu tzw bomb walizkowych
      ("brudne"nuklearne) Rosja nie może się doliczyć i myśle że to samo dotyczy
      rakiet tego byłego "mocarstwa"
    • wiesiex Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 08:44
      > USA nie było jedynym państwem w historii, które stawało po naszej stronie;
      > poza tym autor ma rację - warto mieć tarczę.

      Zaraz, w Iraku kto i po czyjej stronie stawał?
      A ta tarcza tonie jest do ochrony Polski tylko będzie chroniła dupę Busha, czyż
      nie?
    • antykretyn CO JEST LEPSZE?DAC SIE ZABIC BEZBRONNIE 08.12.05, 08:56

      Czy bedac zabijanym zabic rowniez bandyte ,ktory nas zabija.
      Cala historia Polski od konca XVII wieku uczy nas,ze cale pasmo nieszczesc
      zwiazanych z upadkiem panstwa polskiego i rozbiory spowodowane byly
      bezkarnoscia napadajacych na nas krajow sasiednich i nasza bezsilnoscia
      w mozlowosciach zadania smiertelnego ciosu napastnikom.
      Taka sytuacja trwala do naszych czasow i pogrozki ruskich wskazuja ;ze nie
      jestesmy wolni od obaw nawet teraz.
      Dlatego majac calkiem realna perspektywe kolejnego napadu ,w przyszlosci ,ze
      strony ruskich a moze nawet i niemcow,nalezy wszelkimi silami dazyc do
      uzyskania przez Polske takiej broni ,ktory pozwolilaby nam w smiertelnej
      godzinie napadu na nas zadac napadajacemu rowniez smiertelny cios.
      Taka mozliwosc bylaby kublem zimnej wody na tepe ruskie lby,ktorym ciagle
      marzy sie panowanie nad nami i okradanie nas ,jak to robili za komuny i w
      czasie zaborow.I na pewno zastanowiliby sie 100 razy zanim zdecydowaliby sie na
      atak.
      • coster Jakie "pogrozki ruskich" ? Poprosze o przyklady 08.12.05, 10:23
        ...
      • bolko_turan Polacy chca dla USA umierac w wojnie z Chinami? 08.12.05, 13:27
        Co to za satysfikacja umyslowo kalego, gdy Chiny dotychczas w Polsce nie widzac
        zadnego militarnego konkurenta ale partnera gospodarczego, w nuklearnej wojnie z
        USA wymazujac Polakow tarcza rakietowa broniacych globalny monopol sily tego
        kraju, zostana w odwecie uszkodzeni przez pare rakiet?
    • salmotrutta Baran nie profesor... 08.12.05, 09:57
      Ciekawe po co Korea albo Iran mialyby wystrzelic rakiete w kierunku Polski? Moze
      od tego pytania powinien zaczac ten dupoliz z profesorskim tytulem...
    • pablo63 PYTANIE? 08.12.05, 11:13
      Czy my zawsze musimy nadstawiać du.. za kogoś??????
      Teraz będziemy tarczą "najpotęrzniejszego kraju" ku... mać! Jeśli już to raczej
      oni powinni nas chronić a nie my ich. Od kiedy to słaby chroni mocnego??

      Pzdr Pablo
    • phun Autor jest amerykanskim agentem sponsorowanym 08.12.05, 11:24
      przez CIA, stad takie jednostronne tezy, ktore trafiaja na podatny grunt
    • presentation1 AUTOR KLAMIE......... 08.12.05, 11:59
      Pogróżki rosyjskiego szefa sztabu są wystarczającym argumentem dla tej tezy.
      Zadnych pogrozek nie bylo.Tak sie sklada ze czytalem ten wywiad.Dodatkowo
      wywiad zaaranzowala Gazeta akurat na temat tarczy w Polsce.Ten artykul jest na
      zamowienie .
    • podchmielony_wikary no nono 08.12.05, 12:33
      Mysle ze ta frustracja i zawisc wobec Ameryki bierze sie z poczucia wlasnej
      beznadziei i bezsilnosci. Wielu juz bylo takich, co to prorokowalo, ze US
      niebawem zbankrutuja, upadna, rozpadna etc... o nich wszystkich juz dawno
      zapomniano i o tych niedowartosciowanych biedakach, krzykaczach, "ekspertach"
      od ekonomii, polityki i technologii militarnych, rowniez nikt nie bedzie
      pamietal, a jankesom dalej bedzie sie wiodlo.
    • witomir SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:17
      Peter Gowan w swojej książce Globalny poker (Londyn 1999) stwierdza, że
      Waszyngton uległ "faustycznej pokusie dominacji nad światem ". Ale określenie
      "pokusa " może być mylące, sprowadza bowiem problem do wymiarów
      psychologiczno-moralnych, podczas gdy jedyną istotną sprawą jest to, czy
      Waszyngton jest dość "silny, zwarty i gotowy ", aby rządzić imperium światowym
      oraz czy potrafi nim rządzić. Amerykańskie imperium światowe powstało w wyniku
      naturalnego procesu walki o władzę, w trakcie której "przetrwali najlepsi ".
      Najpierw pokonali oni Europę pod przywództwem Niemiec, potem pokonali Związek
      Sowiecki i dlatego im przypadła władza nad światem. Kiedy pod koniec lat 80.
      rozpadła się jedyna siła, która stanowiła przeciwwagę dla Ameryki, ta siła,
      która pozostała na scenie wypełnia powstałą próżnię polityczną, i rozciągać się
      musi swą władzę ku najdalszym granicom, nawet gdyby subiektywnie tego "nie
      chciała ". Ustanawia ona swój status jako hiperpotęgi i imperium światowego,
      gdyż inaczej postąpić nie może. Nawet gdyby było to dla niej ciężarem nie do
      udźwignięcia, nie może uchylić się od przyjęcia na swe barki tego obowiązku. USA
      "skazane " są na to, aby rządzić światem, jako zwycięzca muszą wziąć na siebie
      odpowiedzialność za świat. Ale kwestia, czy podołają temu zadaniu godnemu siły
      Atlasa, pozostaje otwarta. Należy tutaj unikać skrajnych opinii - tych
      głoszonych przez propagandystów imperium i tych głoszonych przez wrogów
      imperium. Propagandyści pierwsi mają za zadanie przedstawić imperium jako
      niezwyciężone, wszechmocne i wieczne Imperium Dobra i przekonać jego poddanych,
      że Ameryka jest "Bogiem ", źródłem wszelkiej wolności i dobra na naszej planecie
      (operacja rządu "Szok i Przerażenie " jest autoportretem władzy podobnej do
      Boga). Wrogowie widzą w nim Imperium Zła, wyszukują jego najmniejsze słabości i
      wieszczą jego rychły upadek.
      Propagandysta imperium prof. Michael Ignatieff z Uniwersytetu Harvarda pisze o
      Stanach Zjednoczonych "To jedyne państwo, które nadzoruje świat za pomocą pięciu
      globalnych systemów dowodzenia, utrzymuje pod bronią ponad milion mężczyzn i
      kobiet na czterech kontynentach, wysyła na wszystkie oceany lotniskowce i
      towarzyszące im eskadry, gwarantuje istnienie wielu państw - od Izraela po Koreę
      Południową; napędza tryby globalnej gospodarki i międzynarodowego handlu,
      wypełnia myśli i serca ludzi z całej planety marzeniami i pragnieniami ". Według
      Ignatieffa światowe imperium amerykańskie nie jest imperium z przeszłości
      zbudowanym na koloniach, podboju i "brzemieniu białego człowieka ". To XXI.
      wieczne imperium jest nowym rozdziałem w księgach nauki o polityce, jest
      globalną hegemonią, której znamieniem są wolne rynki, prawa człowieka i
      demokracja wymuszana przez najstraszliwszą potęgę militarną, jaką kiedykolwiek
      znał świat ( "New York Times Magazine ", 5.I.2003). Inaczej widzi rzecz Immanuel
      Wallerstein: "Stany Zjednoczone dzisiaj to supermocarstwo, któremu brakuje
      rzeczywistej siły, przywódca światowy, którego nikt nie słucha, a tylko niewielu
      szanuje ".
      Zdaniem Wallersteina USA potrafią jedynie wywoływać globalny chaos, którego nie
      są w stanie kontrolować. Jedni uważają, że zbudowanie amerykańskiego imperium
      światowego to "koniec historii ", zainicjowanie planetarnej epoki par
      excellance, w której wszystkie drogi będą prowadzić do Waszyngtonu. Drudzy jak
      Emmanuel Todd, że mamy do czynienia z "teatralnym militaryzmem " USA, z
      symulacją wszechpotęgi, ze zręcznym tworzeniem własnego obrazu w światowych
      mediach, który skrywa rzeczywistą słabość. Jedni podkreślając potęgę gospodarczą
      USA, wskazują na niekwestionowaną dominację wśród wielkich korporacji, banków,
      firm ubezpieczeniowych, farmaceutycznych, informatycznych, telekomunikacyjnych,
      dominację w najnowocześniejszych technologiach, w technice kosmicznej,
      mikroelektronice, światłowodach, w sieciach komputerowych, w produkcji
      oprogramowania, w biotechnologii, w technikach medialnych etc. Inni zaś, jak
      Emmanuel Todd, przestrzegają, że dane gospodarcze w USA są tak samo godne
      zaufania jak te podawane przez planistów w ZSRR, że rynek akcji, różne finansowe
      statystyki to element PR, gospodarcza reklama, która skrywa fakt, że USA
      przestały już być lokomotywą gospodarki światowej.
      Nie ulega jednak wątpliwości, że USA stanowią największe na świecie skupienie
      władzy militarnej, finansowej i ekonomicznej (większość wielkich
      transnacjonalnych korporacji ma swoje bazy w USA), w USA znajduje się główna
      baza materialnej struktury cyberprzestrzeni, USA kontrolują infrastrukturę
      globalnego "imperium informacyjnego ", język amerykański jest światowym językiem
      internetu, handlu, techniki i nauki.
      Przewaga Ameryki nad innymi państwami w dziedzinie militarnej i technologicznej
      jest olbrzymia, jej gospodarka jest nadal potężna, posiada ona najpotężniejsze
      na świecie instrumenty władzy politycznej, wojskowej, wywiadowczej,
      agenturalnej, ideologicznej, medialnej, finansowej o zasięgu globalnym.
      W chwili obecnej amerykańskie Imperium Mundi nie ma rywala w żadnym istotnym
      wymiarze władzy, żadna koalicja nie stanowi dlań strategicznego zagrożenia.
      Imperium posiada najbardziej zaawansowaną technologicznie armię, dowodzoną przez
      najwyższej klasy profesjonalistów, może przerzucać swoje kontynentalne armie na
      oceaniczne odległości, wydaje na zbrojenia połowę wszystkich wydatków tego typu
      na świecie, jego klasę rządzącą cechuje polityczna odwaga i wola władzy.
      Imperium dominuje nad strategicznymi zasobami (ropa) czyli nad systemem
      energetycznym świata, nad systemem finansowym (hegemonia dolara) i nad
      wszystkimi ważnymi z geostrategicznego punktu widzenia obszarami świata, łącznie
      z przestrzenią powietrzną, okołoziemską i kosmiczną. Globalny system
      energetyczny, globalny system finansowy i globalny system militarny zarówno w
      sensie globalnego zasięgu jak i globalnej obecności wojskowej - amerykańskie
      imperium światowe panuje nad tymi trzema systemami dziś i pragnie panować
      zawsze. Wrogowie imperium wieszczą jego upadek, ale fakt, że imperium kiedyś
      upadnie jak wszystkie imperia (Ferdynand Braudel: "Historia prędzej czy później
      odbiera swoje dary ") nie ma znaczenia dla konkretnej analizy historycznej i
      politycznej. Przewidywanie upadku nie uwzględnia siły aktualnych struktur władzy
      imperialnej, a używanie kategorii typu "imperial overstretch " jest podejściem
      ahistorycznym. "Upadek imperium " to ahistoryczna spekulacja, która zakłada, że
      budowa i funkcjonowanie imperium winny zgadzać się z jakimś idealnym wzorem,
      gdzie zyski i koszty muszą się w każdym momencie bilansować.
      Tymczasem dzieje imperium dzielą się na różne okresy, występują w nich rozmaite
      dysproporcje, rozszerzenie imperium może oznaczać "nadmierne rozciągnięcie ",
      ale równocześnie przynosić rozszerzenie puli zasobów, rekrutów, klientów,
      wasali, trybutariuszy etc. (pomijamy to, że w pewnych okolicznościach więcej
      niebezpieczeństw niż "imperial overstretch " może nieść z soba "imperial
      understretch "). Istnieją co prawda sprzeczności i konflikty w łonie imperialnej
      klasy rządzącej, pomiędzy różnymi sektorami gospodarczymi oraz pomiędzy sektorem
      gospodarczym a wojskowym, który zyskuje na autonomii i władzy w czasie wojny,
      pomiędzy cywilnymi politykami i profesjonalnymi agencjami wojskowymi i
      wywiadowczymi etc., ale konflikty te nie są specjalnie groźne dla imperium,
      które ma trwałe i ustabilizowane od dawna instytucje państwowe, polityczne i
      medialne zaangażowane w budowę imperium. Cały system polityczny, Kongres, obie
      najważniejsze partie, wszystkie gałęzie biurokracji, banki, korporacje
      przemysłowo-handlowe i mass media są wkomponowane w strukturę imperialną. W
      elicie imperialnej panuje konsensus co do globalnych celów i priorytetów
      politycznych, choć nie zawsze co do metod i taktyki ich osiągania. Istnieje
      również konsensus w kwestii wartości i idei:
      Republikanie i Demokraci, chrześcijańscy fundamentaliści i liberałowie,
      bankierzy i funkc
      • witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:20
        Republikanie i Demokraci, chrześcijańscy fundamentaliści i liberałowie,
        bankierzy i funkcjonariusze korporacji - wszyscy niezależnie od ideologicznych
        niuansów poruszają się imperialnej strukturze ideologicznej.
        Nie można też nie doceniać zdolności klasy imperialnej do transferu do
        metropolitalnej prowincji imperium zasobów i środków, bogactw i zysków z całego
        świata potrzebnych dla utrzymania imperium, jej umiejętności rekrutowania
        agentów, klientów i najemników służących imperium, ich wysoko rozwiniętej sztuki
        kupowania, korumpowania, zastraszania etc. Stąd wieszczenia o rychłym upadku
        imperium są rodzajem ideologii konsolacyjnej dla ideologiczno-politycznych
        wrogów imperium oraz dla "baronów " i "lordów " rządzących największymi
        prowincjami, którzy odczuwają boleśnie władzę imperium i boją się, że imperium
        może ich pewnego poranka pozbawić zasobów i środków, które woleliby zatrzymać
        dla siebie. Ale nawet jeśli "upadek imperium " uznamy za "wishful thinking "
        zakłócające realną ocenę sytuacji, to nie oznacza to, iż należy ulegać
        propagandzie imperialnej, która stara się narzucić wyidealizowany obraz imperium
        i wpajać wszystkim poddanym przekonanie, że imperium jest wszechpotężne a jego
        ideologiczne wartości są wartościami uniwersalnymi: poddani imperium mają
        wierzyć, że bomby zrzucane przez imperialne bombowce nie są bombami, które służą
        osiągnięciu takich czy innych celów politycznych, ale "bombami etycznymi "
        torującymi drogę "nowemu ładowi moralnemu ".
        Trzeba zatem odrzucić zarówno "ideologię pocieszenia " wyrażaną w
        przepowiedniach o "upadku imperium ", jak i imperialną "propagandę sukcesu ",
        która uniemożliwia chłodną analizę celów imperium, zasad jego funkcjonowania,
        jego możliwości skutecznego rządzenia światem. "Siła " i "słabość " imperium
        mogą być mierzone tylko w odniesieniu do całkowicie nowych wyzwań, jakie przed
        nim stoją, do nowych zadań i obowiązków, jakie na siebie musi przyjąć, do jego
        nowych rozmiarów i nowych potrzeb. Trzeba zakładać, że środki i zasoby konieczne
        dla utrzymania i funkcjonowania imperium to nie środki i zasoby konieczne dla
        sprawowania przywództwa, prymatu czy hegemonii ale dla imperialnej penetracji
        całego świata. A to rodzi niezwykle trudne dylematy, które elita imperialna musi
        rozstrzygać.
        Przypomnijmy, co pisaliśmy wcześniej o stosunkach USA - Europa po upadku Związku
        Sowieckiego: z jednej strony upadek ten uczynił możliwym ustanowienie imperium
        światowego ale zarazem podciął filary dotychczasowych struktur kontrolnych,
        pozbawił USA legitymizacji jako protektora i lidera "wolnego świata ", wyzwolił
        stłumione energie polityczne, które trzeba hamować, blokować i tłumić siłą lub
        brutalnym naciskiem polityczno-militarnym pozbawionym moralnej osłony.
        Imperialna dominacja zaczyna być dotkliwie odczuwana właśnie jako dominacja,
        która nie posiada usprawiedliwienia w postaci wspólnego wroga. Imperium stara
        się wprawdzie w miejsce dawnego "międzynarodowego komunizmu " wstawić nowego
        wspólnego wroga ( "globalny terroryzm ") i budować w ten sposób strategiczną
        konfigurację polityczno-ideologiczną służącą w jego interesom, lecz w porównaniu
        z tą zbudowaną na zagrożeniu sowieckim i komunistycznym brak jej mocnych
        fundamentów politycznych i propagandowo-psychologicznej siły przekonywania.
        Propaganda imperialna może żarliwie przekonywać, że imperium to "życzliwe
        imperium ", "Imperium Demokracji i Wolności ", "dobrotliwy hegemon ", "Lewiatan
        z sumieniem ", który zwalcza wszelkie dotychczasowy zło tego świata etc., ale
        mechanika procesów politycznych jest nieubłagana: imperium, które utraciło
        moralny autorytet "lidera wolnego świata ", "obrońcy przed sowieckim zagrożeniem
        ", wzbudza jedynie strach, niechęć i nienawiść. Wzbudza nie dlatego, że jest
        Imperium Zła, i nie dlatego, że wielu jego poddanych kieruje się irracjonalnym
        lub naiwnym "antyamerykanizmem ", lecz dlatego, że każda władza, a szczególnie
        władza, która jak na razie nie wytworzyła innej legitymizacji oprócz siły, z
        natury rzeczy rodzi opór, opozycję i bunt tych wszystkich, których ambicje
        polityczne hamuje i blokuje. Nadchodzące czasy będą zatem także czasami rewolt,
        buntów i oporu wobec władzy imperialnej.
        Wojnę w Iraku interpretowaliśmy wyżej jako realizację długofalowej strategii
        globalnej, jako niezwykle ważny element "Wielkiego Planu " od lat i z żelazną
        konsekwencją wcielanego w życie przez Waszyngton. Ale możliwe jest również
        spojrzenie na tę wojnę jako na przejaw desperackiej samoobrony imperium
        zagrożonego ze wszystkich stron, jako na próbę stłumienia narastającej opozycji
        "świata " wobec jego dominacji. Bowiem na przełomie wieków czyli w 10 lat po
        upadku Związku Sowieckiego ujawniają się energie polityczne skierowane przeciw
        imperium i następuje osłabienie jego pozycji politycznej. Irak, którego
        przywódca Saddam Husajn należy do Klubu Wrogów Miesiąca, został zaakceptowany
        przez OPEC i kraje islamskie. Przez 10 lat USA nie były w stanie obalić lub
        izolować irackiego reżimu.
        Irak mimo sankcji nawiązał "tajne " lub oficjalne handlowe stosunki z firmami
        europejskimi i bliskowschodnimi, został reintegrowany do OPEC i zaakceptowany
        jako członek spotkań krajów znad Zatoki Perskiej, na szczytach państw arabskich
        i międzynarodowych konferencjach islamskich, sprzedawał ropę za pośrednictwem
        "przemytników " do Syrii i Turcji i dalej. Bagdad zawarł wielomiliardowe
        kontrakty na wydobycie ropy z Francją, Rosją i Chinami. Sankcje ONZtu, na straży
        których samotnie trwały Stany Zjednoczone, były coraz powszechniej krytykowane i
        wzmagał się nacisk na ich zniesienie. Było tylko kwestią czasu kiedy będą
        musiały zostać zniesione. Prezydent Wenezueli Hugo Chavez złożył jako pierwsza
        głowa państwa od 1991 roku oficjalną wizytę w Bagdadzie, co mogło przyczynić się
        do przełamania międzynarodowej izolacji Iraku. Iran i Libia, dwa inne kraje
        będące na celowniku USA złamały amerykański bojkot, zaczęły odbudowywać więzy
        ekonomiczne i polityczne z Europą, z Afryką i Japonią. Libia zawarła kontrakty z
        europejskimi korporacjami naftowymi, szczególnie włoskimi i nawiązała stosunki
        dyplomatyczne z różnymi krajami, w tym z krajami należącymi do NATO. Sankcje
        przeciw Iranowi były de facto łamane przez sojuszników USA z Europy, przez
        Japonię i państwa arabskie. Iran został zaakceptowany jako członek OPEC, zawarł
        umowy z Rosją w sprawie wykorzystania energii atomowej, kontrakty na ropę z
        Japonią i porozumienia inwestycyjne i handlowe ze wszystkimi głównymi krajami
        świata oprócz USA (nawet korporacje amerykańskie poprzez pośredników miały
        udział w handlu z Iranem). Iran, Irak i Libia wzmocniły swoje wpływy i więzi z
        resztą świata osłabiając polityczną pozycję Waszyngtonu w regionie Bliskiego
        Wschodu osiągniętą po wojnie w Zatoce Perskiej. Kraje zrzeszone w OPEC podejmują
        próby rewitalizacji kartelu.
        Antyizraelska palestyńska intifada otrzymała niemalże zgodne poparcie krajów
        arabskich, nawet tych będących w ścisłych kontaktach z USA. Najwierniejszy
        sojusznik (klient) Waszyngtonu Izrael znajduje się pod coraz ostrzejszym ogniem
        krytyki na całym świecie, co można odczytywać jako krytykę zastępczą skierowaną
        w rzeczywistości wobec patrona państwa żydowskiego.
        Unia Europejska przyspiesza procesy integracyjne, rozszerza swoją strefę
        polityczną na wschód, poważnie przymierza się do wypracowania wspólnej polityki
        zagranicznej i obronnej, tworzy zalążki armii europejskiej i wprowadza wspólną
        walutę, która realnie zagraża hegemonii dolara. Firmy europejskie (i japońskie)
        skutecznie konkurują z amerykańskim firmami w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim
        Wschodzie. W Ameryce Łacińskiej rozwijają się opozycyjne ruchy społeczne
        (Wenezuela, Ekwador, Brazylia, Argentyna), wybucha ostry kryzys finansowy w
        Argentynie, w Wenezueli dochodzi do władzy Hugo Chavez, który otwarcie wzywa do
        globalnego oporu wobec hegemonii USA, Wenezuela, Brazylia i Ekwador występują
        przeciw Bankowi Światowemu i deklarują swoje pra
        • witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:21
          pragnienie niezależności od finansowej kontroli USA, w Kolumbii nasilają
          działalność ruchy partyzanckie. Korea Północna zapowiada realizację militarnego
          programu nuklearnego kpiąc w żywe oczy ze Stanów Zjednoczonych.
          Następuje zbliżenie Unii Europejskiej (jej twardego jądra czyli Francji i
          Niemiec) i Rosji. Prowadzone są rozmowy z Rosją na temat współpracy w produkcji
          zbrojeniowej, badań kosmicznych i w dziedzinie wojskowości. Niektóre z tych
          inicjatyw wykraczają poza ramy NATO i podejmowane są bez uprzednich konsultacji
          z Waszyngtonem. Tworzą się "osie ": Paryż - Berlin - Moskwa, Moskwa - Pekin,
          Moskwa - Teheran. Coraz silniejsze stają się ruchy antyglobalistyczne (rodzaj
          oddanej antyimperialnej "opozycji demokratycznej "), które za główny cel ataków
          obrały sobie Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy będące de facto
          wydziałami Departament Skarbu USA. Międzynarodowe nstytucje finansowe przeżywają
          kryzys legitymizacji.
          Na to wszystko nakłada się zaostrzająca się walka na szczytach władzy imperium,
          czego przejawem są wybory prezydenckie w 2000 roku, kiedy mamy do czynienia z
          zarzutami o oszustwo wyborcze, a wyborze prezydenta decydują sędziowie.
          Do tego dochodzą spektakularne bankructwa gigantów korporacyjnych Enronu i
          Worldcomu, na jaw wychodzą oszustwa i "kreatywna księgowość ", pękają
          spekulacyjne bańki w tzw. New Economy, grozi kompromitacja elity gospodarczej
          USA, chwieje się zaufanie świata do Ameryki jako do jedynego dobrego i
          bezpiecznego miejsca dla lokowania zysków i prywatnych oszczędności i fortun,
          słabnie przekonanie zagranicznych inwestorów o tym, że ich pieniądze są w USA
          bezpiecznie zdeponowane. Komentator gospodarczy "Gazety Wyborczej " Witold
          Gadomski napisał na jej łamach (19-21 IV 2003): "Przed dwoma laty coś się
          zepsuło i amerykańska lokomotywa nie chce już ciągnąć gospodarki światowej ".
          USA mają słaby wzrost gospodarczy, rosnący ujemny bilans wymiany handlowej i
          rosnący deficyt budżetowy.
          Widać jasno, że sytuacja nie jest najlepsza, wielcy "baronowie " i "lordowie "
          knują i spiskują przeciw globalnemu suwerenowi, zawiązują porozumienia poziome,
          starają się spętać imperium międzynarodowymi traktatami, antyglobalistyczna
          antyimperialna opozycja zdobywa moralne poparcie etc. Z tej perspektywy atak na
          Irak nie był spokojnie wybranym posunięciem, ale absolutną koniecznością,
          desperacką samoobroną imperium stojącego w obliczu kryzysu swojego panowania.
          Dawna niekwestionowana legitymizacja USA jako "lidera wolnego świata " odchodzi
          w przeszłość a nowa legitymizacja USA jako światowego imperium i globalnego
          suwerena jeszcze się nie wytworzyła. Ujawnia się paradoks, który opisywaliśmy
          wcześniej: przyrostowi władzy USA po upadku Związku Sowieckiego towarzyszy
          kryzys dotychczasowych struktur kontrolnych, dzieki którym w poprzednim okresie
          Waszyngton sprawował hegemonię nad tzw. wolnym światem. Najjaskrawszym tego
          wyrazem była nieudana próba uzyskania przez Waszyngton poparcia w ONZ dla
          interwencji w Iraku. Stała się rzecz niebywała: po raz pierwszy od czasu
          powstania Rady Bezpieczeństwa Stany Zjednoczone w sprawie, która była dla nich
          sprawą wielkiej wagi, nie potrafiły zgromadzić większości w Radzie
          Bezpieczeństwa i musiały wycofać projekt rezolucji w sprawie Iraku, mimo iż
          włożyły wiele wysiłku politycznego, aby sprawa ta została rozwiązana po ich
          myśli. Prezydent Bush osobiście telefonował do przywódców w całym świecie, ale
          ani groźby ani prośby, ani naciski ani obietnice pomocy finansowej nie pomogły.
          USA musiały wycofać projekt rezolucji, żeby nie narażać się na prestiżową
          porażkę. Było to dotkliwe polityczne upokorzenie imperium i tak zostało to
          powszechnie odczytane.
          Można słusznie argumentować, że prezydent Bush skupiający w swoim ręku najwyższą
          suwerenną władzę nad światem nie musi kierować się żadnym prawem, np. tym
          zawartym w Karcie ONZ - najwyższa suwerenna władza ograniczona przez prawo
          pozytywne jest wszak sprzecznością terminologiczną. Suweren, którego władza jest
          ograniczona prawem nie jest suwerenem, może on jedynie sam sobie nałożyć prawa i
          moralne obowiązki, ale są to raczej pewne maksymy, wytyczne, zasady, wskazówki,
          których suweren nie ma obowiązku przestrzegać. Jedyne jego ograniczenie to
          samoograniczenie a nie ograniczenie przychodzące z zewnątrz. Prezydent Bush
          może, jeśli tak zechce, zwrócić się do Rady
          Bezpieczeństwa z apelem, aby udzieliła ona moralnego wsparcia jego decyzjom, ale
          jeśli takiego poparcia nie otrzyma, to w niczym nie zmieni to jego decyzji.
          Wszystko to jest prawdą, tym niemniej jeśli mimo swojego wyraźnego życzenia
          suweren nie otrzymuje poparcia, to nie może być to przecież uznane za świadectwo
          jego siły.
          Z jednej strony imperium jest wszechpotężne, może się z nikim nie liczyć i robić
          co mu się żywnie podoba, a z drugiej strony ma trudności z pozyskaniem do
          współpracy lokalnych władz. Tymczasem poparcie lokalnych elit jest sprawą
          podstawową dla trwania i długowieczności imperium USA mogą ignorować ONZ, Radę
          Bezpieczeństwa i inne organizacje międzynarodowe lub nawet je opuścić, ale tym
          samym "likwidują " pożyteczne instrumenty, którymi posługiwały się przez
          ostatnie kilkadziesiąt lat. To jest dylemat, przed którym stoi imperium
          światowe: z jednej strony nie mieści się ono już w dotychczasowych ramach prawa
          międzynarodowego i samą swoją potęgą rozbija instytucje międzynarodowe, które
          nakładają pęta na jego władzę, a zarazem nie posiada i nie tworzy w to miejsce
          nowych struktur i instytucji niezbędnych dla dobrego zarządzania sprawami świata
          i legitymizujących jego władzę, staje się imperium wyłącznie komenderującym i
          rozkazującym, a nie łatwiej akceptowalnym przez poddanych i rządy prowincji
          imperium jako globalnym systemem politycznym kierowanym przez USA.
          Jednak największym problemem dla imperium jest problem kosztów utrzymania
          globalnej struktury kontrolnej w sytuacji, gdy nie posiada narzędzi
          pozwalających mu ściągać podatki od wszystkich poddanych. Hegemonia dolara,
          która jest absolutnie niezbędna dla zebrania "dziesięciny " od całego świata,
          może pewnego dnia nie wystarczyć, i jedyną realną bazą podatkową dla imperium
          pozostanie metropolitalna prowincja imperium czyli Republika Amerykańska. Czy
          jednak baza ta nie okaże się zbyt wąska, skoro oprócz finansowania globalnego
          aparatu wojskowego i globalnej polityki, Republika Amerykańska musi jeszcze
          dodatkowo finansować własne "welfare state " oraz politykę "wielkiego rządu "?
          Mają rację ci, którzy wskazują na fakt, że w 1950 roku przeznaczano w USA
          większy procent budżetu na wydatki wojskowe niż dziś, ale zapominają oni, że
          wówczas inne wydatki rządowe były o wiele mniejsze.
          Jak sfinansować imperium nie obniżając wysokiego poziomu życia obywateli
          Republiki Amerykańskiej, którzy psychologicznie
          pozostają "izolacjonistami " i nie mają ochoty ponosić materialnych wyrzeczeń
          dla imperium? Pół wieku temu Republika Amerykańska wytwarzała połowę globalnego
          PKB, miała nadwyżki w handlu, największe rezerwy złota na świecie i pełny
          skarbiec, dziś niewiele z tego pozostało, zaś obowiązki, jakie wzięło na siebie
          imperium są o wiele cięższe. Czy jest w stanie im podołać? Czy imperialny trybut
          ściągany przy pomocy deficytu handlowego nie okaże się za jakiś czas
          nieściągalny? Dopóki świat będzie akceptował papierowe dolary w zamian za dobra
          i usługi, wkładał zielony papier do sejfów i nazywał je lokatami i dobrami,
          dopóki będzie trwał import akcji z USA zamiast realnych dóbr i usług, dopóty
          imperium może się utrzymać. Dostęp amerykańskiej gospodarki do globalnych
          oszczędności mający swoje źródło w centralnym miejscu zajmowanym przez Wall
          Street i dolara w systemie globalnych rynków finansowych pozwala jej na swobodny
          import dóbr konsmpcyjnych bez konieczności rezygnacji z innych celów. Ale jak
          długo stan ten jeszcze potrwa?
          Imperium bierze na siebie obowiązki: utrzymywania pokoju i ładu na całym
          świecie, łapania "złoczyńców ", dbania o to, aby lok
          • witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:22
            lokalne konflikty nie wymknęły się spod kontroli zagrażając stabilności systemu
            gospodarki światowej i światowych finansów, ochrony inwestycji i własności etc.
            Thomas L.Friedman z "New York Times " napisał: "Niewidzialna ręka nic by nie
            zwojowała bez niewidzialnej pięści. Gospodarka rynkowa może funkcjonować i
            kwitnąć tylko wtedy, gdy przestrzegane jest prawo własności, co z kolei wymaga
            struktury władzy wspieranej przez siłę militarną. `Niedocenianie roli
            bezpieczeństwa militarnego w epoce wzrostu gospodarczego i boomu informacyjnego
            to tak jak zapominanie o roli tlenu w oddychaniu`, twierdzi politolog Joseph Nye
            Jr z Harvard University. Rzeczywiście, McDonald nie mógłby się tak pomyslnie
            rozwijać, gdyby nie McDonnell Douglas, konstruktor myśliwca F-15. Tą
            niewidzialną pięścią, która umożliwia bezpieczny rozkwit technologiom wymyślanym
            w Dolinie Krzemowej są amerykańska armia, amerykańskie siły powietrzne,
            amerykańska marynarka wojenna i amerykańska piechota morska.
            Militarno-policyjna potęga imperium zostaje użyta, aby chronić inwestycje,
            rynki, rurociągi, zasoby, układy handlowe, walutę, system finansowy świata. Ale
            ochrona kosztuje, utrzymanie kontroli nad strategicznymi zasobami pożera znaczną
            część bogactwa, które jest z nich czerpane, za piechotą morską podążają
            inwestorzy, którzy muszą tę piechotę sfinansować itd.
            Imperium musi zapewniać "pokój i bezpieczeństwo ", bo to jest w jego interesie i
            jest źródłem jego legitymizacji, ale koszty "pokoju i bezpieczeństwa " rosną.
            Imperium nadaje sobie prawo do "zmiany reżimu " i demontażu państw uznanych za
            "zagrażające pokojowi światowemu ", ale musi zarazem być gotowe do ponoszenia
            kosztów odbudowy i przebudowy tych państw. Imperium ma siłę, aby niszczyć
            "przestarzałe " struktury polityczne, ale musi też potrafić budować nowe
            struktury, a to kosztuje. Interwencje zbrojne i akcje policyjne imperium umie
            znakomicie przeprowadzać, ale musi również "rewitalizować " gospodarki obszarów,
            na których przeprowadza interwencje, zapobiegać upadkowi lokalnych i
            regionalnych rynków. Imperium dzierży w ręku kij i potrafi się nim znakomicie
            posługiwać, ale bez marchewki rządzić światem się nie da: trzeba subsydiować,
            subwencjonować, przekupywać, pomagać, podtrzymywać lokalne elity i ich armie,
            dostarczać broni etc.
            I wszystko to imperium musi robić samo, gdyż z nikim nie chce (nie umie? nie
            może?) dzielić się władzą. W 1991 roku John Lewis Gaddis napisał na łamach
            "International Herald Tribune " (23 kwietnia): "W obrębie wspólnoty
            międzynarodowej rozwinął się rodzaj podziału pracy, polegający na tym, że Stany
            Zjednoczone wnoszą wkład w oddziałach wojskowych i broni dla zachowania
            równowagi władzy, podczas gdy sojusznicy finansują budżetowe, energetyczne i
            handlowe deficyty, które Amerykanie zaciągają poprzez swoją niechęć do
            uczynienia choćby minimalnych poświęceń w stylu życia i w portfelu ". Jest
            rzeczą oczywistą, że taki "podział pracy " nie zostanie zaakceptowany, ponieważ
            tak naprawdę imperium światowe nie ma sojuszników. Istnieje tylko imperium i
            podporządkowane mu prowincje, które użyją wszystkich sposobów, aby uniknąć
            ponoszenia kosztów i ciężarów, którymi chce je obarczyć imperium. Prowadzić one
            będą świadomą, wyrachowaną politykę zwodzenia i oszukiwania władz imperium, będą
            stosować bierny opór w miarę możliwości nie rzucając jawnego wyzwania imperium,
            będą praktykować "pełzającą rewoltę antypodatkową " skierowaną przeciw imperium.
            Imperium stanie przed wielkim problemem: jak zmusić tych, którym udziela
            "protekcji ", której tamci nie zawsze sobie życzą, aby dołożyli się do
            sfinansowania tej "protekcji " - w dawnych czasach można było obłożyć podatkiem
            wszystkich poddanych imperium, nałożyć kontrybucję, ściągnąć daninę, splądrować
            skarbiec tej czy innej prowincji. Dziś jest to niemożliwe: imperium nie ma
            instrumentów, aby bezpośrednio czerpać z budżetów bogatszych prowincji. Jeden z
            dyrektorów Boeniga oświadczył: "nie bronimy Ameryki, ale czynimy świat
            bezpieczniejszym " - problem tkwi w tym, że to nie cały świat płaci za produkty
            Boeniga ale podatnik amerykański.
            "Świat " nie ma zamiaru płacić za "bezpieczeństwo " (czyt. władzę imperium), nie
            chce dobrowolnie współfinansować infrastruktury polityczno-militarnej imperium i
            ponosić kosztów globalnej polityki imperium. Imperium nie może po prostu zmusić
            kontrolowanych do ponoszenia kosztów sprawowanej nad nimi kontroli (na tej
            zasadzie na jakiej państwo opodatkowuje wszystkich na rzecz policji i wojska
            nawet jeśli ci uważają, że policja i wojsko są im niepotrzebne).
            Jedyną realną i pewną bazą ekonomiczno-finansową, na którą imperium może liczyć,
            pozostaje Republika Amerykańska, a ta baza jest bez wątpienia zbyt wąska, aby
            utrzymać globalny porządek. I nie widać, żeby miała się poszerzać.
            Zwrócić tu należy uwagę na to, że coraz wyraźniej zarysowuje się sprzeczność
            pomiędzy Republiką Amerykańską jako państwem narodowym a amerykańskim Imperium
            Mundi. Imperium Mundi to globalny aparat wojskowy i wywiadowczo- policyjny,
            międzynarodowe instytucje kierowane przez imperium, wielonarodowe korporacje
            związane z imperialnym państwem, zaś Republika Amerykańska to lokalna
            gospodarka, lokalne instytucje państwowo-polityczne i fiskalne na terytorium
            USA. Żołnierze imperium rekrutują się przede wszystkim z obywateli Republiki
            Amerykańskiej, to obywatele Republiki Amerykańskiej płacą podatki na utrzymanie
            imperium. Rząd w Waszyngtonie jest surogatem rządu światowego, Kongres jest
            globalną legislatywą, ale wybierane są tylko przez obywateli Republiki
            Amerykańskiej.
            Przemówienia prezydenta Busha i jego orędzia o stanie państwa skierowane są
            jednocześnie do obywateli Republiki Amerykańskiej (lud realny) i do wszystkich
            poddanych imperium na całym świecie (lud idealny), Narodowa Strategia
            Bezpieczeństwa jest "narodowa ", bo adresowana jest do obywateli Republiki,
            którzy wybierają prezydenta i płacą podatki a zarazem "globalna ", bo adresowana
            do wszystkich poddanych imperium, którzy prezydenta nie wybierają i nie
            podlegają władzy amerykańskich urzędów podatkowych. Trzeba realnemu ludowi,
            który jest podmiotem republikańskiej demokracji, prezentować plany i cele
            imperialne jako te, które leżą w jego "egoistycznym " interesie, służąc jego
            ochronie i obronie. Stąd sprzeczność pomiędzy narodowo-patriotyczną retoryką i
            propagandą nakierowaną przede wszystkim na obywateli Republiki a jej
            "uniwersalistycznym " opakowaniem, które ma oddziaływać przed wszystkim na
            pozostałych poddanych imperium. Ta sprzeczność musi być na różne sposoby
            zamazywana, gdyż z jednej strony obywatele Republiki mogą dojść do wniosku, że
            nie warto poświęcać się dla zapewnienia "bezpieczeństwa i ładu " na świecie
            (nawet jeśli propaganda imperialna przekonuje ich, że "bezpieczeństwo i pokój "
            na świecie " to tyle samo, co "bezpieczeństwo i ład " Republiki Amerykańskiej),
            zaś z drugiej pozostali poddani imperium mogą dojść do wniosku, że skoro
            "bezpieczeństwo i ład " na świecie to tyle samo, co "bezpieczeństwo i ład "
            będące w "egoistycznym " interesie Republiki Amerykańskiej, to niech imperium
            zapewnia światu " bezpieczeństwo i ład " wyłącznie za pieniądze obywateli
            Republiki i przy pomocy jej żołnierzy. Imperium chce, aby wszyscy poddani na
            świecie wspierali je finansowo, politycznie i moralnie, ale zarazem odmawia im
            demokratycznych praw do uczestnictwa w bezpośrednim wyborze przedstawicieli do
            Kongresu imperium i w wyborze prezydenta (suwerena imperium), którzy nimi
            rządzą. Takie niezrozumiałe z punktu widzenia ideologii demokratycznej
            ograniczenie przy pomocy cenzusu obywatelstwa Republiki Amerykańskiej praw
            wyborczych sprawia, że trudno znaleźć dobry kontrargument na argument "no
            taxation without representation ".
            Być może w przyszłości imperium stanie przed dylematem: znieść demokrację w
            Republice Amerykańskiej i pozbawić jej obywateli prawa wyboru prezydenta poprzez
            wprowadzenie innych mechanizmów poli
            • witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:24
              mechanizmów polityczno-ustrojowych lub też znieść cenzus wyborczy i rozszerzyć
              prawo wyboru prezydenta imperium na całą ludzkość, co byłoby realnym spełnieniem
              słów prezydenta Wilsona, który w przemówieniu z 4 lipca 1914 roku powiedział, że
              flaga Stanów Zjednoczonych jest nie tylko flagą Ameryki, ale flagą ludzkości.
              Oba rozwiązania są dziś trudno wyobrażalne, ale historia polityczna świata pełna
              jest wszak ustrojowych reform wymuszanych koniecznościami zachowania władzy. Na
              razie imperium skazane jest na demokratyczną Republikę Amerykańską jako na swoją
              podstawową bazę finansową oraz źródło politycznego i moralnego wsparcia. Dla
              utrzymania pod swoją pełną kontrolą Republiki Amerykańskiej władze imperium
              muszą co pewien czas mobilizować politycznie i moralnie obywateli Republiki przy
              pomocy medialnego aparatu propagandowego, wzmacniać w nich poczucie symbolicznej
              partycypacji ( "jesteście obywatelami najpotężniejszego państwa świata, państwa
              najdoskonalszego i niezwyciężonego ") oraz zapobiegać powstaniu wewnętrznych
              ruchów opozycyjnych czy wręcz rewolucyjnych, utrzymywać "dyscyplinę obywatelską
              " i ściślej kontrolować mieszkańców Republiki.
              W związku z tym następuje wzmocnienie egzekutywy, a w szczególności prezydenta,
              któremu sama doktryna "wyprzedzającego
              uderzenia " pozwala działać bez jakiegokolwiek oglądania się na Kongres.
              Ponieważ prowadzona jest globalna "wojna z terroryzmem ", rośnie rola armii a
              wraz z nią pozycja prezydenta jako naczelnego wodza, rośnie tymczasowo, ale
              ponieważ "wojna z terroryzmem " nigdy się nie skończy, więc rośnie "tymczasowo
              na stałe ". Centralna Agencja Wywiadowcza i inne agencje bezpieczeństwa w coraz
              mniejszym stopniu zajmują się wywiadem i kontrwywiadem a w coraz większym
              organizowaniem tajnych operacji i prowokacji na całym świecie. Następuje
              zatarcie granic pomiędzy długoterminowymi tajnymi operacjami CIA i jednostek
              wojskowych sił specjalnych, rozrasta się "czarny świat " tajnych operacji,
              prezydentowi jako głównodowodzącemu armii podlegają tajne elitarne oddziały
              wojskowe tworzone przez Departament Obrony mające do dyspozycji środki i zasoby
              umożliwiające przeprowadzenie wszelkiego rodzaju tajnych operacji, których
              epicentrum jest Joint Special Operations Command określane jako Delta Force.
              Reorganizuje się i rozbudowuje działający na skalę globalną aparat
              bezpieczeństwa, który jest coraz bardziej utajniony, wyjęty spod "demokratycznej
              " kontroli i przekształca się w quasi - prywatną tajną armię prezydenta
              (imperatora).
              W imię "wojny z terroryzmem " władze uchwalając "ustawy patriotyczne " i "ustawy
              o bezpieczeństwie wewnętrznym ", wprowadzają nowe przepisy i regulacje,
              rozbudowują struktury administracyjno-policyjne, tworzą nowe instytucje i
              agencje kontrolne. Pozwala to lepiej kontrolować obywateli Republiki
              Amerykańskiej, ale powoduje zarazem rozrost biurokracji i podnosi koszty
              funkcjonowania państwa. Jeśli temu, co bardzo prawdopodobne, towarzyszyć będą:
              wzrost interwencjonizmu państwowego, militarny keynesizm, merkantylizm, obrona
              monopoli, protekcjonizm, rozdawanie subwencji, wówczas zjawisko "imperial
              overstretch " stanie się czymś rzeczywistym, gdyż będzie się powiększać rozziew
              pomiędzy rosnącymi potrzebami imperium a malejącą pulą zasobów finansowych
              czerpanych z obszaru ulegającej wewnętrznej transformacji Republiki
              Amerykańskiej, która ponosząc największe ofiary na rzecz imperium zacznie się
              wykrwawiać finansowo.
              Nie zapominajmy, że jeszcze w połowie lat 80. zeszłego stulecia USA były
              wierzycielem świata, inwestując i pożyczając innym więcej niż pożyczając od
              innych, dziś są największym dłużnikiem świata. Jeśli w ciągu kilku lat nic się
              nie zmieni, deficyt handlowy sięgnie 3,5 biliona dolarów, a w ciągu dekady
              sięgnie 50% PKB. Imperium istnieje i funkcjonuje na kredyt, jego pozycja
              finansowa raczej słabnie niż się wzmacnia. Część komentatorów zatroskanych o los
              imperium stwierdza, że zbudowane jest ono na ruchomych piaskach a nie na trwałym
              i mocnym fundamencie. Są nawet tacy, którzy uważają, że stoi ono już po kolana,
              zarzucone w tych piaskach. Inni wskazują na niedawno opublikowany przez
              Departament Skarbu raport ostrzegający przed kryzysem podatkowym, jaki nadchodzi
              w związku z rosnącymi kosztami opieki zdrowotnej i emerytur starzejącej się
              "baby boom generation ".
              Dlatego zachowanie starych i poszukiwanie nowych źródeł finansowania imperium
              bezustannie zaprząta uwagę elity imperialnej. W tym kontekście warto przyjrzeć
              się interwencji w Afganistanie w 2001 roku, która, taką hipotezę wolno postawić,
              nie była powodowana wyłącznie względami geostrategicznymi. Trzeba bowiem brać
              pod uwagę fakt, że 60-70% światowej produkcji surowego opium służącego do wyrobu
              heroiny przypada na Afganistan i częściowo na jego okolice np. Uzbekistan. Rynek
              europejski jest w 80% zaspokajany z tamtego regionu. Afganistan, jedno z
              najbiedniejszych państw świata, jest równocześnie źródłem potężnych zysków,
              które z handlu narkotykami pośrednio czerpią finansowe instytucje syndykaty. W
              2000 roku nastąpiło załamanie produkcji surowego opium w Afganistanie - podaje
              się różne przyczyny tego zjawiska: być może talibowie po prostu ograniczyli
              dopływ opium na rynek, aby podnieść cenę. Tak czy inaczej oznaczało to straty w
              obrocie rzędu 150-200 mld dolarów (wartość przerobionego opium sprzedawanego
              jako heroina na ulicach), suma ta nabiera na "wartości " po przejściu przez
              banki, giełdy i inne finansowe instytucji piorące zyski z handlu narkotykami.
              Kiedy po interwencji amerykańskiej w 2001 roku kontrolę nad uprawami przejął
              Sojusz Północny nastąpił w 2002 roku ponowny wzrost produkcji, który osiągnął
              połowę poziomu produkcji z 1999 roku (w 1999 uprawiano 91000 hektarów maku, w
              2002 roku najprawdopodobniej - 45000 hektarów).
              Opium produkowane w Afganistanie pozostaje istotnym składnikiem światowej
              "gospodarki równoległej ". Produkcja i handel heroiną (8-10% światowego handlu)
              to ważna gałąź gospodarki światowej: szacuje się, że połowa tej branży jest
              kontrolowana przez banki amerykańskie i ich filie na całym świecie, amerykańskie
              instytucje finansowe oraz amerykańskie służby specjalne, które posiadają własne
              firmy, aby prać narkodolary służące m.in. dla kupna, sprzedaży i transportu
              broni, do finansowania tajnych operacji, wspierania finansowego rozmaitych grup
              i ruchów wewnątrz krajów uznanych za wrogie wobec imperium. Z tych względów
              handel narkotykami, szlaki ich transportu i dostaw uważane są za kwestie
              "strategiczne ". Potężne finansowe interesy kryjące się za kulisami mogą
              wywierać wpływ, tak jak inne grupy interesów, na politykę imperium, które
              pobiera wszak podatek emisyjny od transakcji dokonywanych w ramach całkowicie
              zdolaryzowanego handlu narkotykami. Miliardy dolarów, którymi obraca narkotykowy
              biznes, wchodzą do legalnego obiegu bankowego i są opodatkowane na rzecz
              imperium. Szacuje się, że banki amerykańskie piorą rocznie od 250 do 500 mld
              dolarów pochodzących z handlu narkotykami oraz nielegalnego handlu bronią (jest
              to połowa ogólnej sumy zysków pochodzących z tych branż). Do tego dochodzą
              nielegalne transfery od skorumpowanych elit politycznych z Ameryki Łacińskiej,
              Afryki, Azji i z b. krajów komunistycznych przede wszystkim z b. Związku
              Sowieckiego, od multimilionerów - oszustów podatkowych z różnych krajów świata
              (szacunkowo 50 mld rocznie). Służy tym celom wysoce wyrafinowany i skomplikowany
              system tzw. private banks i correspondent banks, związanych z wielkimi bankami
              mającymi swoje główne siedziby w USA (elementami tego systemu są "raje " bankowe
              i podatkowe).
              Banki komercyjne, które piorą pieniądze, pobierają opłatę za milczenie, zyskując
              dodatkowy tzw. "pieniądz wysokooktanowy ", dla swojej komercyjnej działalności:
              kredyty, inwestycje na rynkach kredytowych, kupno obligacji, zakup i sprzedaż
              złota i akcji. Posiadanie takiego "wysokooktanowego " pieniądza daje przewagę
              nad konkurencją.
              Szacuje się
              • witomir Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:25
                Szacuje się, że w ciągu ostatniej dekady od 3 do 5,5 biliona "nielegalnych "
                dolarów weszło do systemu bankowo-finansowego USA, gdzie zostały zalegalizowane
                również poprzez zakup obligacji państwowych, i innych papierów wartościowych,
                akcji i nieruchomości. Aby ściągnąć miliardy dolarów do swojego systemu
                finansowego imperium toleruje "szarą strefę ", przymyka oko na pranie "brudnych
                " pieniędzy, ściąga haracz z olbrzymiej firmy o nazwie Działka Inc., którą
                oficjalnie zwalcza. Zanim jednak wybuchniemy moralnym oburzeniem, zanim z
                moralnym patosem oskarżymy imperium, że korzysta z "brudnych " pieniędzy, musimy
                sobie uświadomić skalę finansowych potrzeb imperium i wczuć się w moralne
                dylematy tych, na których barkach spoczywa odpowiedzialność za jego los.
                Albowiem budowa imperium
                i jego utrzymanie to nie spacer po parku w letni wieczór czy spotkanie przy
                herbatce o piątej. Jak zawsze bywało w historii, ci którzy budują imperium mają
                krew na rękach, nigdy nie było inaczej i teraz inaczej być nie może. To jest
                tragizm historii i władzy - nie było nigdy i nie ma dziś imperium, które
                powstałoby bez przelewu krwi, bez przemocy, bez cierpień zadawanych niewinnym,
                bez ofiar. Nawet więc jeśli, jak podkreślają wrogowie imperium, międzynarodowe
                syndykaty przestępcze są jego sojusznikami, to wynika to z nadrzędnego
                politycznego imperatywu przetrwania imperium, z zasady samozachowania, którą
                kieruje się każda polityczna jednostka, i przed którym ustąpić muszą inne cele i
                wartości.
                Gdyby rządzący imperium chcieli mieć "czyste ręce " i kierowali się zasadą, że
                taki czy inny pieniądz "śmierdzi ", to nie przetrwałoby ono długo, a oni sami
                byliby winni sprzeniewierzeniu się egzystencjalnym wartościom imperium.
                Pieniądze mogą być "brudne " z punktu widzenia prywatnej moralności i prawnych
                przepisów, ale są "czyste ", ponieważ podtrzymują polityczną egzystencję
                imperium. Jednakże fakt, że imperium musi sięgać po te "brudne " pieniądze, jest
                świadectwem jego finansowej słabości, która znacznie utrudnia realizację
                imperialnych ambicji. Ambicji tych nie ma sensu oceniać pozytywnie czy
                negatywnie, gdyż należą one do naturalnych sił historii. Zawsze jednak oceniać
                można, jak te ambicje są realizowane, jak imperialna elita daje sobie radę z
                rządzeniem światem. Nie kto rządzi, ale jak rządzi - to jest najważniejsze.
                USA zdobyły władzę nad światem, stały się światowym imperium, wzięły na siebie
                odpowiedzialność za świat i z tego będą rozliczane. Realne imperium światowe to
                nie to samo co wirtualne imperium Microsoftu i Coca-Coli: tutaj naprawdę trzeba
                rządzić skomplikowanym światem, podejmować decyzje o losie państw i innych
                politycznych wspólnot, zapewniać światu "ład i pokój ", tutaj uniwersalne zasady
                i ideologiczne hasła, wielkie ambicje i abstrakcyjne plany zderzają z konkretną
                różnorodnością ludzkości, jej cywilizacyj, narodów, ludów, ziem i plemion. Od
                jakości elity imperialnej zależy, czy będzie ona zdolna do pokierowania losami
                ludzkości, czy potrafi panować nad światem, który zdaje się być za mały dla
                dwóch, ale za duży dla jednego. Czy znajdzie w sobie dość pokory i siły
                duchowej, aby udźwignąć brzemię olbrzymiej władzy i odpowiedzialności, jakie
                spoczęło na jej barkach? Czy zdoła znieść ból i cierpienie, które ta władza
                przynosi? Czy nie załamie się pod ciężarem berła, które władca, jak pisał św.
                Robert Bellarmin, musi nosić jak krzyż? Tego nie wiemy. Ale widzimy tragizm
                sytuacji, w jakiej znalazło się kierownictwo imperium: jest już "o jeden most za
                daleko " i nie ma drogi odwrotu. Pozostaje mu tylko jedno: "Forwards! ". Aby na
                tej drodze prowadzącej w niewiadomą przyszłość nie zbłądzić, elita imperialna
                musi posiadać i praktykować polityczne cnoty: samodyscyplinę i rozwagę,
                trzeźwość umysłu i zdolność chłodnej kalkulacji, czujność i wytrwałość,
                ostrożność i męstwo, umiejętność racjonalnej oceny zagrożeń i szans, śmiałość
                działania i poczucie odpowiedzialności, roztropność i wspaniałomyślność,
                cierpliwość i dalekowzroczność, zaś obce być jej muszą wszelkie ideologiczne,
                religijne, rasowe i narodowe uprzedzenia, wolna być musi od ideologicznych
                iluzji, od nienawiści, mściwości,arogancji, prostactwa, pychy, zawiści i chciwości.
                W przeciwnym razie nie tylko zejdzie na manowce, zgubi drogę i utonie na bagnach
                lub spadnie w górską przepaść, co byłoby dla niej zasłużoną karą i nie powinno
                wywoływać nawet jednej łzy współczucia, ale może też pociągnąć za sobą cały
                świat w spiralę chaosu i zniszczenia.
                • el_matador9 Re: SŁABE STRONY IMPERIUM MUNDI- PRZECZYTAJCIE ! 08.12.05, 13:45
                  oby ukochana płonąca złotym blaskiem Rosja zmasowanym ciosem broni
                  EM,klimatologicznych i termojądrowych ostatecznie roztrzaskała w drobny pył to
                  masońskie ciemne Imperium Diabelskich Mocy...
    • kwako1234 spartanie wrócili na tarczy 08.12.05, 13:43
      nas też to może spotkać
    • ben-oni Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 13:56
      fajnie, gdyby tak jeszcze pan profesorek od kiszonej kapusty przypomniał mi
      kiedy to USA było po naszej stronie i kiedy zrobiło cokolwiek dla nas
      bezinteresownie?
      • toja3003 No jakto kiedy? Przecież już w 200 lat temu pozwol 08.12.05, 15:22
        No jakto kiedy? Przecież już w 200 lat temu pozwolili bezinteresownie naszemu
        Kościuszce i Puławskiemu walczyć na amerykańskiej ziemi za amarykańską wolność.

        W czasie I-szej wojny światowej nie przeszkadzali amerykańskim Polakom
        sformować Błękitnej Armii a ich prezydent zachwycał się grą na fortepianie
        Paderewskiego.

        W czasie II-giej wojny już 5 lat po jej rozpoczęciu pośpieszyli z pomocą
        Polakom, którzy schronili się w Anglii i otworzyli drugi front a jednocześnie
        wspierali jak mogli Stalina żeby ten pomógł Polsce z drugiej strony. I pomógł.

        Później Kenedy pojechał do Berlina i chciał stamtąd nam pomagać mówiąc „ich bin
        ein Berliner” a potem Regan płakał jak oglądał film o Solidarności.

        I wreszcie teraz od lat i całkiem bezinteresownie Amerykanie chronią nam przed
        wizytami w USA nie udzielając nam wiz.

        Dzięki wam, nasi prawdziwi przyjaciele – zawsze możemy na was liczyć.

      • pawka55 Dzurawa "Tarcza" 08.12.05, 15:31
        Jak do tej pory, to wszystkie proby zestrzelania makiet rakiet
        miedzykontynentalnych pociskami wystrzelonymi z instalacji "Tarczy" byly
        nieudane. I byly to makiety pozbawione tzw.decoys, czyli rakietek
        towarzyszacych rakiecie glownej, a majacych za zadanie odwrocic uwage od
        rakiety glownej i sciagnac na siebie niszczacy pocisk. Ocenia sie , ze uzycie
        przez nieprzyjaciela decoys calkowicie pozbawi "Tarcze" jej uzytecznosci.
        Nastepny "bajkowy" program Busha, rownie pozyteczny i kosztowny jak "Lot na
        Marsa"

        Polak w Ameryce
        • toja3003 to czemu na niego tam głosujecie? 08.12.05, 15:40
        • borrka1 Re: Dzurawa "Tarcza" 08.12.05, 19:36
          pawka55 napisał:

          > Jak do tej pory, to wszystkie proby zestrzelania makiet rakiet
          > miedzykontynentalnych pociskami wystrzelonymi z instalacji "Tarczy" byly
          > nieudane. I byly to makiety pozbawione tzw.decoys, czyli rakietek
          > towarzyszacych rakiecie glownej, a majacych za zadanie odwrocic uwage od
          > rakiety glownej i sciagnac na siebie niszczacy pocisk. Ocenia sie , ze uzycie
          > przez nieprzyjaciela decoys calkowicie pozbawi "Tarcze" jej uzytecznosci.
          > Nastepny "bajkowy" program Busha, rownie pozyteczny i kosztowny jak "Lot na
          > Marsa"
          >
          > Polak w Ameryce


          po prostu Bush chce powtorzyc slynny blef Reagana z wojnami gwiezdnymi,tyle ze
          sie przeliczyl,Rosja to nie ZSRR,Putin to nie Brezniew,umoczy chlop dupe na
          bank!
    • worgules Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 17:46
      To sługus,a nie amerykanista.Żyje z głoszenia bzdur-proamerykańskich.Niechby
      spróbował napisać źle o USA,jeo noga nie stanęłaby już wiecej na amerykańskiej
      ziemi.Dlatego pisze jak pisze.
    • malaczarownica Autor jest AMERYKANISTĄ 08.12.05, 18:00
      To jakie ma miec zdanie? Opłaca go USA.
      • bestia81 Re: Autor jest AMERYKANISTĄ 08.12.05, 21:19
        Roman Kuzniar jest wykladowca w Instytucie Stosunkow Miedzynarodowych UW. w
        tymze instytucie juz od jakiegos czasu krazy opinia (zdobywajaca sobie wielu
        zwolennikow, pozdro dla pewnego Pana Doktora) ze Lewicki Zbigniew jest po
        prostu na zoldzie CIA. prawda czy falsz?

        nie wiem. wiem natomiast jedno - Kuzniar jest politologiem (jeden z obszarow
        zainteresowania - studia strategiczne), Lewicki jest p-rzede wszystkim specem
        od literatury amerykanskiej(absolwent Instytutu Anglistyki UW). kto ma
        lepsze "wyczucie" tematu?
    • stpaul Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 19:15
      No to kupiliśmy tarczę. Gazeta zaczęła urabiać jaka to fajna zabawka. Sprawa
      załatwiona.
    • stpaul Re: Z tarczą Polska będzie bezpieczniejsza 08.12.05, 19:16
      A ja mówię wypie..ć mi z tą tarczą.
    • krzysztof3 Bin Laden w kosmosie? A czemu nie 08.12.05, 19:38
      Długo by spierać się zarówno z Kuźniarem jak i Lewickim - rozumiem, że obydwaj
      uczeni chcą zasypać dół ignorancji naszej administracji państwowej, która nie
      potrafiła w sposób cywilizowany i nie obrażający inteligencji Polaków zabrać
      głosu w dyskusji sprowokowanej nierozważnym stwierdzeniem(autor, autor!!) z
      expose nowego premiera. Nierozważnym, bo premier i cały rzad łacznie z
      ministrami sp.zagr. i obrony w tej materii musiał być 'tabula rasa', a takich
      deklaracji nie wrzuca się do jednego worka z dodatkami becikowymi.

      W dyskusji nt. potencjalnych rakietowych środków przenoszenia broni masowego
      rażenia warto mieć 'oczy szerzej otwarte'. Przecież niedawno temu za 20 mln
      USD prywatna firma na zlecenie ekstrawaganckiego miliarder skonstruowała i
      przetestowała SpaceShipOne. Kolejna ekstrawagancja tego rodzaju w wykonaniu
      miliardera z innego kraju za 5, 10, 15 lat nie jest niewyobrażalna. A co,
      jeśli ten miliarder będzie miał kod genetyczny pewnego znanego szejka z Arabii
      Saudyjskiej?
    • yanca3 Re: Z tarczą ....... lub na niej 08.12.05, 19:55
      po pierwsze : wzmocniony złoty? 4 : 1-go to upadek a nie wzmocnienie (
      przynajmniej dla narodu czyli zwykłego Polaka ),
      po drugie : mamy kilku amerykanistów , którzy usułują przekonać nas do
      Wielkiego Brata i jego opieki nad nami . Ja osobiście nie chę być tarczą dla
      Ameryki , która jest za oceanem !! Prawdopodobnie mają za duży potencjał
      militarny i chcą z nim coś zrobić .Wybierają najbiedniejsze państwa do swoich
      działań .Tam gdzie oni - tam bieda .A co szanowny panie amerykanisto ? ta niby
      przyjaźń ma polegać na tym ,że z naszego koryta można brać ile wlezie ! Mam
      nadzieję ,że nowy rząd okaże się mądrzejszy i nie będzie lizał zadu : wiadomo
      komu !!
    • bestia81 Gdzie jest ten txt Kuzniara? 08.12.05, 21:08
      czy ktos dysponuje linkiem??? Lewicki polemizuje z czyms czego nie czytalem,
      wiec... ;-)

      z gory dziekuje za pomoc!
      • bolko_turan LINK do Romana Kuźniara 08.12.05, 23:38
        bestia81 napisał:

        > czy ktos dysponuje linkiem??? Lewicki polemizuje z czyms czego nie czytalem,
        > wiec... ;-)


        Czy Polsce potrzebna jest tarcza rakietowa?

        Roman Kuźniar 05-12-2005, ostatnia aktualizacja 05-12-2005 16:26

        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3049607.html
    • 1europejczyk Szkoda, ze nie ma linku do do artykulu R Kuzniara 08.12.05, 21:39
      Pomimo tego trudno jest nie zauwazyc wielu "zyczeniowych" stwierdzen Z.
      Lewickiego.

      Czytaj ten artykul ma sie wrazenie, ze "amerykanista" zamiast oznaczac
      rzeczowego i krytycznym okiem patrzacego specjaliste w jezyku polskim oznacza
      entuzjastycznie oczarowanego Stanami Zjednoczonymi turyste.
      Artykul pana Z Lewickiego jest kolejnym, po roznych wypowiedziach ustnych i
      pisemnych sprzed bushowskiego napadu na Irak, ktore sa dostepne w archiwach,
      potwierdzeniem tego nowego znaczenia wyrazu amerykanista.

      Mozna by sie ograniczyc do powyzszej uwagi gdyby "polemika" pana Z Lewickiego
      nie byla usiana propagandowymi niescislosciami albo celowymi niedomowieniami:
      pierwsze i w zasadzie malo istotne to ocena amerykanskiego systemu MD: pan
      Lewicki zapomnial napisac, ze byla to jedyna udana proba z conajmniej kilku a
      nie wykluczone, ze kilkunastu przeprowadzonych.
      Taka skuteczniosc jest "psu na buty" jak mawiala moja Babcia, madra kobieta.

      Dalej nastepuja dewagacje polityczne o <<irracjonalnych reżimach, którym "jest
      wszystko jedno" lub które ogarnięte zostały chorobliwą misją
      zniszczenia "amerykańskiego szatana".>> tyle samo warte, co te robione w
      polskim MSZ. Autor nie zauwaza po pierwsze: ze te rezimy powstaly dzieki
      agresywnej polityce amerykanskiej (bushowski awanturniczy napad na Irak jest
      tego jaskrawym przykladem) i po drugie, ze maja one wiecej niz poparcie we
      wlasnych krajach(ostatnie wybory w Iranie sa tego dowodem).Niektore wrecz
      opieraja swoja wladze na antyamerykanizmie wywolanym 50 letnim jednostronnym i
      bezmyslnym amerykanskim poparciem dla Izraela. Te kraje, ktorych rezimy
      wspolpracuja z Amerykanami, borykaja sie coraz czesciej z terrorytyczna
      opozycja wewnetrzna.

      <<W imię czego USA miałyby zrezygnować z zabezpieczenia się przed takim
      zagrożeniem ? >>

      Pierwszym pytaniem powinno byc:

      W imie czego USA wystawiaja swoj wlasny kraj, swoja awanturnicza swiatowa
      polityka, na takie zagrozenia ?

      Potem mozna dopiero zadac pytanie autora.

      Odpowiedz na to pierwsze pytanie pozostawiam panu Z Lewickiemu.

      Watek rosyjski bylby smieszny w swojej argumentacji i cytatach gdyby nie mial
      propagandowego celu odniesienia sie do polskiego straszaka antyrosyjskiego.
      Nie trzeba byc amerykanista by wiedziec, ze mozna zawsze liczyc na polska
      schizofrenie antyrosyjska. Nie ma tam zadnej rzeczowej i istotnej argumentacji.
      Jest niejako kontynuacja prl-owskich niedorzecznosci polskiej
      pseudoinetligencji. Gdyby dzisiaj zebrac "nocne Polakow rozmowy" z tamtych lat
      to osmieszyloby sie 80% ich uczestnikow. Nikt, nie tylko w Polsce zreszta, nie
      dalby wtedy zlamanego grosza za dobrowolne (bez wojny) wycofanie sie Rosji z
      podporzadkowanych sobie krajow. Dzisiejsze pustoslowie pana Z Lewickiego bardzo
      przypomina mi apokaliptyczne wizje Polakow rosyjskiego barbarzynstwa
      nukleranego!

      "Jest kwestią trywialnie oczywistą, że większość takich zagrożeń nie dochodzi
      do fazy realizacji właśnie dlatego, że cel ataku przedsięwziął zawczasu
      odpowiednie kroki zapobiegawcze"

      Jest to zdanie wyjete z podrecznika propagandy: Jakie srodki przedsiewziely
      Stany Zjednoczone przed atakiem w Nowym Yorku ? Zadnych. Mozna zaryzykowac
      stwierdzenie, ze zrobily wszystko by do tych atakow doszlo (scisla wspolpraca z
      Arabia Saudyjska z ktorej pochodzila wiekszosc samobojcow). Podobnie z
      Londynskim metrem. Francuzi od lat ostrzegali Anglikow o dzialanosci na
      terenie UK ugrupowan terrorystycznych zwracajac uwage na barak jakichkolwiek
      dzialan brytyjskich majacych charakter zapobiegawczy.

      Prawdziwe fajerwerki propagandy zaczynaja sie dopiero pod tytulem

      <<"Co ma zrobic Polska">>

      Rys historyczny naszych zwiazkow ze Stanami Zjednoczonymi autor zaczal wtedy
      kiedy bylo mu wygodnie.Fakt,ze nie bylo wojny polsko amerykanskiej("Polska i
      USA nigdy nie były wrogami")jest podstawa do szukanie plaszczyzny porozumienia.

      Z dzisiejszego punktu widzenia i przyjmujac sposob rozumowania pana Lewickego,
      mozna by sie zapytac, czy ta nasza "zgodna" przeszlosc nie wynika z braku
      znaczacych zloz ropy w Polsce ?

      Co spowodowalo, ze autor zapomnial napisac, ze to wlasnie Amerykanie z
      Anglikami sprzedali nas za darmo, ze strachu przed Stalinem, Rosji.
      Moze wlasnie fakt, ze jest amerykanista.

      "Znaczenie Polski dla USA wzrosło dopiero w okresie władzy komunistycznej. Z
      jednej strony nasi komuniści zezwalali na takie herezje jak publikacja
      propagandowego miesięcznika "Ameryka" czy w miarę szeroki dostęp do
      amerykańskiej literatury czy filmu. Z drugiej przywódcy PRL niezwykle wysoko
      cenili sobie wizyty prezydentów USA. Nikt jednak wówczas nie nazywał takiej
      wymiany świadczeń stosunkami sojuszniczymi."

      Ten fragment bylby moze godny komentarza gdyby byl napisany przez 15-letniego
      licealiste w ramach pracy domowej o stosunkach polsko-amerykanskich. Spod piora
      amerykanisty pozostaje tylko swiadectwem wplywu amerykanskiej powierzchownej
      pop kultury na tworczosc s-f.Konkluzja jest stwierdzenie, ze Polska w okresie
      czlonkowstwa w UW (Ukladzie Warszawskim) nie byla sojusznikiem Stanow
      Zjednoczonych:

      "Nikt jednak wówczas nie nazywał takiej wymiany świadczeń stosunkami
      sojuszniczymi"

      Doprawdy nie potrzeba bylo do tej konkluzji ani powierzchownych pare zdan
      wstepnych wstepnych ani statutu amerykanisty. I tak jest juz niestety do
      samego konca tej propagandowej polemiki.

      "Po zwycięstwie roku 1989 dalsze wspieranie polskich przemian przez USA wcale
      nie było oczywiste i inne państwa przechodzące podobną transformację pomocy
      takiej praktycznie nie otrzymały. Polska otrzymała ją m.in. w postaci
      niezbędnego funduszu stabilizacyjnego złotego, a swoistym rewanżem była
      ewakuacja amerykańskich oficerów z Iraku przez polski wywiad. Ale nie było to
      przecież działanie "coś za coś" tylko sojusznicza pomoc."

      To sa fakty, pobozne zyczenia czy interpretacje ?

      Co oznacza:

      "dalsze wspieranie polskich przemian przez USA wcale nie było oczywiste"
      Mozna by sie domyslac, ze powinnismy byc wdzieczni, ze Amerykanie nie stworzyli
      sojuszu z Rosjanami w celu zwalczania polskich przemian.

      Bylismy i jestesmy pionkiem w amerykanskiej grze, ktory byli i sa nadal gotowi
      w kazdej chwili poswiecic gdy tylko bedzie to w ich interesie tak jak to
      zrobili 60 lat temu.

      Dodawanie sobie znaczenia "a swoistym rewanżem była ewakuacja amerykańskich
      oficerów z Iraku przez polski wywiad w oczekiwaniu partnerskich stosunkow ze
      Stanami Zjednoczonymi" jest kolejnym rysem polskich amerykanistow swiadczacym o
      braku poczucia politycznej rzeczywistosci.

      Fragment ten stoi w jakrawej sprzecznosci z dalszym ciagiem pisaniny pana Z
      Lewickiego

      "Warto jednak nie zapominać, że bez obecności Polski wojna w Iraku potoczyłaby
      się dokładnie tak samo, a bez naszej zgody program MD zostanie zrealizowany w
      identycznej postaci. Nie jest zresztą przesądzone, że USA w ogóle zdecydują się
      na współdziałanie w tym zakresie z Polską"

      "Ewakuacja amerykanskich oficerow z Iraku potoczylaby sie dokladnie tak samo
      bez polskiego wywiadu"

      Jedno z dwojga: albo mamy ku temu przyslanki i aspirujemy do partnerstwa (moim
      zdaniem nie mamy najmniejszych przyslanek do takich aspiracji) albo nie i wtedy
      jestesmy skazani na jednostronne amerykanskie decyzje wystawiajac sie na
      niepotrzebne niebezpieczenstwo odrywania kozla ofiarnego w zaleznosci od
      sukcesow i porazek imperialnej a ostatnio awanturniczej polityki amerykanskiej.
      Propagandy (ordynarnej) ciag dalszy:
      "Niemniej nasza sojusznicza gotowość została dostrzeżona i doceniona. I gdyby
      polski rząd i prezydent potrafili wyartykułować rzeczywiste potrzeby Polski
      choćby w kwestii dozbrojenia armii, wiele można było uzyskać."
      Ta "sojusznicza gotowosc" zostala przede wszystkim dostrzezona w Europie
      oslabiajac nasza pozycje w miare jak "sukcesy" amerykanskie w Iraku zaczely
      nabierac nowe
      • 1europejczyk Szkoda, ze nie ma linku do do artykulu R Kuzn..cd 08.12.05, 21:41
        Co sklania pana Z Lewickiego do oskarzania polskiego rzadu o nieumiejetnosc
        artykulowanie potrzeb Polski ?

        Z racji na braku jakichkolwiek argumentow popierajacych to oskarzenie, mozna
        posunac sie do domniemania, ze jest to moze wlasne doswiadczenie z
        umiejetnoscia artykulowania wlasnych potrzeb jako "amerykanista" ?

        "Ale nie potrafili i szansę taką dostali obecnie ich następcy."

        W aspekcie powyzszych domniemania, propaganda przeradza sie w dwuznaczne
        propozycje by "wiele uzyskac" dla nastepcow.

        "Szeroka debata jest potrzebna, ale z punktu widzenia rzeczywistych interesów
        Polski, nie zaś z perspektywy kramarza żądającego gotówki za towar: od razu, do
        ręki. I bez wyobraźni, że kiedyś sam może potrzebować zrozumienia u swego
        kontrahenta za jedyną walutę mając tylko dawny dług."

        Potrzbowalismy tego zrozumienia 60 lat temu: dlug tez byl Kosciuszko,
        Poniatowski, nasz udzial wojskowy w pokonaniu Stalina. Wszystko co dostalismy
        to "kopa w dupe" na nastepne 50 lat do rosyjskiej strefy mimo wielokrotnych
        obietnic Cherchila i Roosvelta. ("Sprawa Honoru"). Nie chodzi nawet o te 45 lat
        tylko o fakt, ze nie nic nie tylko nie zrobili, nie nawet nie probowali zrobic
        by nas z rak Stalina wyrwac.
        I dzisiaj pan Z Lewicki proponuje nam to samo.
        Gdyby zamiast amerykanista napisal Amerykanin
        to moja polemika bylaby zupelnie bez sensu.
      • 1europejczyk Re: Szkoda, ze nie ma linku do do artykulu R Kuzn 08.12.05, 21:52
        Propagandy (ordynarnej) ciag dalszy:

        "Niemniej nasza sojusznicza gotowość została dostrzeżona i doceniona. I gdyby
        polski rząd i prezydent potrafili wyartykułować rzeczywiste potrzeby Polski
        choćby w kwestii dozbrojenia armii, wiele można było uzyskać."

        Ta "sojusznicza gotowosc" zostala przede wszystkim dostrzezona w Europie
        oslabiajac nasza pozycje w miare jak "sukcesy" amerykanskie w Iraku zaczely
        nabierac nowego znaczenia nawet dla zaslepionych Amerykanow.

        Co sklania pana Z Lewickiego do oskarzania polskiego rzadu o nieumiejetnosc
        artykulowanie potrzeb Polski ?

        Z racji na braku jakichkolwiek argumentow popierajacych to oskarzenie, mozna
        posunac sie do domniemania, ze jest to moze wlasne doswiadczenie z
        umiejetnoscia artykulowania wlasnych potrzeb jako "amerykanista" ?

        "Ale nie potrafili i szansę taką dostali obecnie ich następcy."

        W aspekcie powyzszego domniemania, propaganda przeradza sie w dwuznaczne
        propozycje dla nastepcow by "wiele uzyskac" .
    • vontomke KOCHANA AMERYKA !!!! 08.12.05, 22:11
      Ameryka stała po naszej stronie... Z niedawo ujawnionych przez Sikorskiego
      planów wynika że scenariusz wojenny przewidywał nuklearne wyzwolenie Polski
      przez NATO. Według planu "Dropshot" z posiadanych przez USA 500 bomb atomowych,
      180 miano użyć na cele taktyczne i komunikację w państwach ościennych ZSRR. W
      tej chwili kochani Amerykanie również stoją po naszej stronie, powstanie tarczy
      antyrakietowej spowoduje automatycznie skierowanie przez Rosję pocisków
      nuklearnych na nasze państwo. Ale oczywiście nasz rząd musi włazić w dupę
      Ameryce, nawet za cenę bezpieczeństwa kraju.
    • bolko_turan Tarcza rakietowa = rozbudowany system ECHELON 08.12.05, 23:36
      Nalezy przeanalizowac (rowniez publicznie) czy wspolpraca z USA w
      kwestii tarczy rakietowej Polsce sie w ogole oplaca, bo nie jestem taki
      pewny...

      Jezeli Polska z tego projektu ma tyle zyskac co z wojny w Iraku, to raczej
      dziekujemy... Polska dzieki temu projektowi moze wiele stracic, nie tylko ze
      wzgledu na to, ze dla obrony USA zostaniemy celem w ich przyszlych wojnach
      nuklearnych. Warto myslec o tym, ze USA w przyszlosci beda mieli wrogow
      ktorych dzis jeszcze nie znamy, ktorzy to nie koniecznie musza sie stac
      rowniez wrogami Polski - np. Chiny.

      Polacy nie potrzebuja wrogow, ani wrogow starych ani tez
      nowych, w konfliktach w ktore to nas beda chcieli wmieszac USA czy Izrael. Iran
      Polsce nic zlego nie zrobil i nie mialby w tym zadnego interesu, nie inaczej ma
      sie z Syria badz Korea pln. Jezeli USA odkryja w Chinach nowego wroga, to
      jedynie dlatego iz bedzie on stanowil konkurencje dla USamerykanskiego
      globalnego monopolu sily. Chiny natomiast dla Polski nie beda stanowily zadnej
      militarnej konkurencji, gdyz Polska nie ma zadnego originarnego interesu
      narodowego w szukaniu militarnych konkurentow na obcych kontynentach.

      Zaloga systemu nie bedzie polska, a nawet tam stacjonowane wojsko nie bedzie
      polskie - wszyscy oni beda dbali jedynie o interesy USA, nie zas Polski.
      Dotyczy to rowniez USAmerykanow polskiego pochodzenia stacjonowanych w tym
      celu w Polsce, ktorzy to holdujac ichniej fladze narodowej, sa lojalni
      interesom USA, nie zas interesom Polski.

      Niegdys Krzyzacy byli najwiekszym i wiernym sojusznikiem Polski, dzis sa nim
      USA. Zapraszanie obcych wojsk do pobytu w Polsce to zdrada Polski, rowna
      zaproszeniu Krzyzakow na lono ojczyzny. Ziemia wolnej Polski jest swieta i
      nietykalna dla obcego wojska, nie robi sie geszeftow ani z bezpieczenstwem
      Polski ani wolnoscia...

      Ponadto nalezy byc swiadomym ze USA realizujac projekt tarczy rakietowej,
      w Polsce zainstalowaliby rozbudowane systemy podobne do projektu informacyjnego
      ECHELON (lub/oraz inne/podobne systemy informacyjne), ktory dzis np. w Niemczech
      USamerykanskiemu wywiadowi gospodarczemu NSA, sluzy do podsluchu biznesu
      zachodnioeuropejskiego.

      Echelon

      pl.wikipedia.org/wiki/Echelon


      Echelon Project - NSA Defense Intelligence

      home.flash.net/~bob001/echelon.htm


      Instalacja silosow rakietowych a zatem i rowniez instalacja systemow
      informacjnych NSA, nie jest zadnym transferem technologicznym ani tez inwestycja
      w polska gospodarke, nie jest wiec czyms na czym technologicznie gospodarka
      polska a zatem i konkurencyjnosc Polski by zyskala, lecz ubezpieczenie
      gospodarczych interesow USA w Europie. Umozliwianie rozbudowanemu systemowi
      informacyjnemu obcego wywiadu, na ziemi polskiej, w przyszlosci czerpania
      informacji z dziedziny naukowej, gospodarczej oraz politycznej naszego panstwa
      oraz naszych europejskich sojusznikow na rzecz bezpieczenstwa gospodarki USA,
      jest sabotazem konkurencyjnosci Polski.

      Mnie sie wydaje ze w Polsce nazbieralo sie juz wystaraczajaco obcych szpiegow
      dzialajacych na niekorzysc Polski oraz naszego rodzimego biznesu polskiego...
      Jezeli USA nie beda sie chcieli dzielic pobranymi informacjami ekonomicznie
      dla nas istotnymi, to dziekujemy.

      Wywiad gospodarczy NSA sluzy pobranymi informacjami gospodarczymi
      USamerykanskiemu biznesowi, broni bowiem ich interesy przed globalna
      konkurencja, wtym rowniez polska. Jezeli NSA bedzie sklonny podzielic sie z
      Polakami wiedza np. o niemieckich technologiach badz projektach niemieckich firm
      w Polsce, to mozemy byc pewni ze NSA z drugiej strony np. z Niemcami beda
      handlowali naukowa wiedza generowana w Polsce, oraz przyszlymi polskimi
      technologiami. Takie sa reguly handlu, i o handel informacjami wynikajacy z tego
      projektu tu wlasnie chodzi...

      Kraj jest silny sila SWYCH obywateli. Dzieki ciezkiej pracy Polakow,
      konkurencyjnosc oraz technologiczny poziom Polski rozwijaja sie
      dynamicznie z kazdym rokiem, by perspektywicznie w bliskiej przyszlosci dogonic
      zachodnich konkurentow - polski patriota powinien czynic wszystko, by ow trend
      nie byl chamowany lub zatrzymany, natomiast sie zdrowo rozwijal i to z wlasnej
      sily polskich obywateli. Polacy dzisiaj nad tym ciezko pracuja by Polska w
      przyszlosci byla technologicznie nowoczesnym panstwem bedacym w stanie globalnie
      konkurowac wlasnymi technologiami i w Polsce generowana wiedza - polskie firmy i
      technologie jak i wiedza naukowa w przyszlosci beda stanowily konkurencje nie
      tylko dla firm i technologii z USA.

      NSA informujac amerykanski biznes, transferujac poza krajem generowana wiedze,
      badz informujac o obcych gospodarczych projektach i technologiach stanowiacych
      konkurencje dla firm z USA - obojetnie czy to w kraju badz poza krajem -
      jedynie czyni to co ma za zadanie: NSA gwarantuje bezpieczenstwo we wlasnym
      panstwie, dbajac o gospodarcze bezpieczenstwo i konkurencyjnoc swego rodzimego
      biznesu.

      Jednak nie jestem a priori przeciw temu projektowi, licza sie bowiem jak
      zwykle WYLACZNIE zyski wynikajace dla Polski - taki system w Polsce
      rzeczywiscie moze byc wielkim plusem wobec Rosji. Biorac natomiast pod uwage
      ze wymierajacy zywiol rosyjski dla Polski w przyszlosci nie bedzie stanowil
      zadnego zagrozenia, wiazaca sie z owym projektem niekorzysc przybiera dla
      Polski nadwagi, gdyz bazy te nie bedzie mozna tak sobie z Polski wyprosic,
      wowczas gdy same USA mieszajac Polske w ichnie przyszle konflikty globalne,
      bycmoze rowniez dla nas Polakow stana sie zagrozeniem.

      Zanim sie podejmie jakies decyzje, nalezy byc swiadomym iz zawsze jest
      niekorzystnie, gdy da sie nabrac na machnizm fobii wszelkich masci,
      szerzonych i kultywowanych - obojetnie czy to przez Rosjan czy USA - w celu
      sterowania polskim spoleczenstwem...

      Juz dzis moge sobie wyobrazic jakiej to kategorii beda ci Polacy, cieszacy
      sie z tego ze USA systemami stacjonowanymi w Polsce szpieguje polskich
      naukowcow, polski biznes i pobiera informacje o gospodarczych projektach
      polskich firm, oraz o przyszlych rodzimych technologiach, wtym rowniez
      wojskowych...

      Nalezy byc swiadomym ze USA beda o naukowej wiedzy generowanej w Polsce,
      przyszlych polskich technologiach i projektach ekonomicznych - ktore to dla
      USamerykanskich firm badz technologii w przyszlosci beda mogly stanowic
      konkurencje - poinformowany, jeszcze zanim beda one zrealizowane przez nasze
      firmy.

      Germanofobia, rusofobia, arabofobia, eurofobia jak rowniez inne polityczne
      fobie (zreszta np. tez judeofobia, badz fobia przed USA czy masonami) to
      mechanizm ktory na mnie nie dziala, stad tez sprawe probuje sobie rozstrzygnac
      racjonalnie.
      • john_wayne Re: Tarcza rakietowa = rozbudowany system ECHELON 09.12.05, 04:37
        bolko_turan napisał:

        >Jezeli USA odkryja w Chinach nowego wroga, to
        >jedynie dlatego iz bedzie on stanowil konkurencje dla USamerykanskiego
        >globalnego monopolu sily.


        Stany coraz bardziej uzalezniaja sie od Chin. USA staja sie chinskim (i
        japonskim) dluznikiem. Za jakis czas Chinczycy zdobeda realny wplyw na
        amerykanska polityke.

        Slusznie zauwazyl ktorys z forumowiczow, ze USA pod pretekstem okrazania Rosji
        faktycznie okrazaja Chiny. Pytanie, w jakim celu.
        • ubu66 robia to co racjonalne, okrążaja jednych i drugich 09.12.05, 20:11
          bo jedni i drudzy moga byc na swój sposób niebezpiezni.
        • sapeha Re: Tarcza rakietowa = rozbudowany system ECHELON 13.12.05, 15:40
          Chiny moga skorzystac z rosyjskiej bazy "Volga" na Bialorusi.
    • 1europejczyk To co zdumiewa to fakt, ze w Polsce obecna 09.12.05, 00:05
      Konstytucja pozwala Prezydentowi wyslac Wojsko Polskie na wojne na caly swiat
      na czas nieograniczony bez konsultacji z Sejmem i w podobny sposob polskiemu
      rzadowi negocjowac bez zgody Sejmu bezterminowa obecnosc obcych wojsk na
      polskich ziemiach.
      Fakt, ze decyzje o tak waznych sprawach dla kraju, zapadaja bez debaty sejmowej
      nie mowiac juz o potrzebie zdobycia wiekszosci glosow w Sejmie swiadczy o
      powaznym niedostatku demokracji w Polsce.
      Fakt, ze wiekszosc Polakow ta decyzje popieralo swiadczy juz tylko o
      niedojrzalosci politycznej i hipokryzji katolickiej wiekszosci Polakow.
      Nie ma lepszego argumentu jak obecna rzeczywistosc w Iraku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka