Dodaj do ulubionych

Rok niespodzianek Benedykta XVI

19.04.06, 12:17
jaka luzacka fotka:P
Obserwuj wątek
    • piwi77 Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 12:19
      Benedykt przynajmniej zaczyna neutralizowac szkody wyrzadzone przez Radio
      Maryja, tak popierane przez poprzedniego papieza.
      • jadzka_k Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 12:25
        RM nie było popierane przez Jana Pawła II od bardzo dawna.
        • leszek.st37 Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 17:54
          Jeżeli JPII nie robił nic aby RM napomnieć , to znaczy ,że go
          popierał.
    • corradocatani Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 12:34
      Potwierdzają się moje przypuszczenia ze "pancerny kardynał" wcale nie jest taki
      pancerny, ani tym bardziej zakuty. To facet trzeźwo oceniający rzeczywistość,
      udawadniający ze postęp nie zagraża tradycji jeśli próbuje się go zrozumieć i
      zaprzędz do pracy także na rzecz tradycyjnego kościoła katolickiego. Mam
      nadzieję że jego reformy nie będą pozorne i podniosą kościół katolicki z
      kryzysu trwającego od dobrych kilkunastu lat.
      • nick3 "głupawa apologia zła":) 19.04.06, 14:23
        corradocatani napisał o BXVI:

        > To facet trzeźwo oceniający rzeczywistość,
        > udawadniający ze postęp nie zagraża tradycji jeśli próbuje się go zrozumieć i
        > zaprzędz do pracy także na rzecz tradycyjnego kościoła katolickiego.

        To ma coś znaczyć? Czy też jest to kreowanie nowej "mowy prawomyślnej"?

        Gdzie BXVI "udowadnia, że postęp nie zagraża tradycji"? Kiedy? Czy to aby nie
        jest jakieś władzochwalcze wodolejstwo?
        (A w ogóle to czy wśród miłośników "tradycyjnego kościoła katolickiego" - jest
        więc jakiś inny?:) - uznaje się istnienie czegoś takiego jak "postęp"?)

        Oczywiście, że można z powodzeniem zaprząc osiągnięcia techniki i rynku w
        służbę systemów nader "tradycyjnych":) (republiki islamskie, Chiny).

        Ale postęp cywilizacyjny to - choćby nie chciało się o tym słyszeć - nie tylko
        forsa i technika.

        Przekonacie się o tym.

        Postęp to także "głupawa apologia zła":)
        • donq Re: "głupawa apologia zła":) 19.04.06, 17:13
          > Ale postęp cywilizacyjny to - choćby nie chciało się o tym słyszeć - nie
          tylko
          > forsa i technika.
          >
          > Przekonacie się o tym.
          >
          > Postęp to także "głupawa apologia zła":)

          Doprawdy? Czym zatem ten postep jest? Slyszalem juz od Ciebie, ze postep "nie
          zawsze musi byc dobry". Tzn. jaki jest dobry a jaki nie?

          DonQ
          • nick3 Re: "głupawa apologia zła":) 19.04.06, 21:52
            Pozdrawiam, don.

            Postęp w znaczeniu pozytywnym (takim, w jakim go uznaję za wartość) to
            stopniowa eliminacja wszelkich form przymusu z relacji międzyludzkich (tego
            łatwo- i tego trudniej-zauważalnego).
            • kratzer "stopniowa eliminacja wszelkich form przymusu z re 19.04.06, 23:14
              lacji międzyludzkich"
              To straszne! A więc każdy walczy z każdym, czy będzie chciał, czy nie.
              • nick3 Re: "stopniowa eliminacja wszelkich form przymusu 21.04.06, 01:26
                Ależ walka "z każdym, czy będzie tego chciał, czy nie" to właśnie przymus w
                postaci czystej.

                Można powiedzieć, że przymus (prawny, ekonomiczny, religijny, mentalny,
                obyczajowy, etc.) to właśnie owa dawna walka "wszystkich przeciwko wszystkim",
                tyle że doprowadzona do równowagi, "zasiedziała" i zinstytucjonalizowana.

                Można liczyć na to, że to nie koniec uspołecznienia człowieka:)
            • donq Re: "głupawa apologia zła":) 20.04.06, 10:11
              Mozesz wymienic kilka najbardziej palacych form przymusu do usuniecia.

              Mnie nasuwaja sie (przykladowo jedynie) nastepujace:
              - przymus podporzadkowania sie policji
              - przymus pobytu w wiezieniu po wyroku sadu
              - przymus stosowania sie do zasad ruchu drogowego
              - przymus poddawania sie kontroli przy wsiadaniu do samolotu
              - przymus powstrzymywania sie od kontaktow seksualnych z chetnymi do tego
              nieletnimi
              - przymus niejedzenia cial zmarlych
              - przymus niekopulacji ze zmarlymi
              - przymus mowienia "dzien dobry"
              - przymus sluchania rodzicow przez dzieci
              - ... i tysiace innych przymusow, ktore czynia zycie w stadzie ludzkim nie
              tylko znosnym ale po prostu mozliwym

              DonQ
              • nick3 Re: "głupawa apologia zła":) 21.04.06, 01:18
                "powiedz <dzień dobry>, gnoju!":)


                donq napisał:
                > - przymus mowienia "dzien dobry"
                [...]
                > - ... i tysiace innych przymusow, ktore czynia zycie w stadzie ludzkim nie
                > tylko znosnym ale po prostu mozliwym


                Mówiąc poważnie: nie wiemy ile przymusu jest naprawdę niezbędnie
                potrzebne, "aby życie było w ogóle możliwe".

                Wydaje się, że mniej niż obecnie.

                Są dobre racje, by sądzić, że w ogóle nie ma tu nieprzekraczalnego minimium.

                Lecz, że w miarę rozwoju społeczeństwa ten próg się przesuwa.

                Czy to taka "absurdalna utopia":)?

                (Niektórzy poważni XIX-wieczni autorzy myśleli tak o zniesieniu niewolnictwa
                Czarnych, de Maistre nie wyobrażał sobie ładu społecznego bez kary śmierci, a
                wcześniejsze autorytety myśli konserwatywnej - bez tortur:)
                • donq Re: "głupawa apologia zła":) 21.04.06, 11:35
                  Dzien dobry!

                  (mowie choc na forum ucisk mowienia "dzien dobry" w zasadzie jest juz
                  wyeliminowany, niewatpliwy sukces "wolnosci")

                  > Mówiąc poważnie: nie wiemy ile przymusu jest naprawdę niezbędnie
                  > potrzebne, "aby życie było w ogóle możliwe".
                  > Wydaje się, że mniej niż obecnie.
                  > Są dobre racje, by sądzić, że w ogóle nie ma tu nieprzekraczalnego minimium.

                  To jedynie "wolnosciowcom" sie tak wydaje. Dobrze jesli wiedza, ze im sie tylko
                  wydaje.

                  > Lecz, że w miarę rozwoju społeczeństwa ten próg się przesuwa.
                  > Czy to taka "absurdalna utopia":)?

                  Oczywiscie nie negujac, ze spoleczenstwo sie zmienia, nie wierze w
                  jego "rozwoj", tzn. nieublagany postep spoleczny (zaklocany jedynie przez
                  chcacych plynac pod prad historii "faszystow" i "reakcjonistow").

                  Nie wciskaj mi zatem kitow na temat dawniejszych "autorytetow mysli
                  konserwatywnej" - ani to dla mnie "autorytety" (bo jestem wolnomyslicielem,
                  oczywiscie nie w sensie wyznawania lewackich "dogmatow wolnomysliciela") a i
                  dostrzegam, ze ludzie moga miec racje w jednym a mylic sie w innym. Oraz ze
                  kazdy do pewnego stopnia jest dzieckiem swojej epoki a prawdziwie
                  uniwersalistycznych idei jest bardzo malo.

                  Ja rowniez moge Ci znalezc bez liku niemilych Ci zapewne cytatow z ludzi,
                  ktorych uwazam za "autorytety mysli wolnosciowej", na co Ty mi powiesz, ze nie
                  sa oni nikim takim, co najwyzej "inspirowali" i tez sie nie trzeba zgadzac z
                  kazdym ich slowem itp. Ma to sens?

                  Z niewolnictwem czarnych jest jak z reklama margaryny i masla - mozna
                  reklamowac, ze to straszne albo pozyteczne zaleznie od sponsorow (czytales "A
                  Modest Proposal"?) Zniesienie niewolnictwa nie nastapilo dzieki
                  nieuchronnemu "wolnosciowemu" postepowi, ale m.in. wskutek sprzeciwu opartego
                  na przeslankach religijnych.

                  Jestem bardzo ostrozny w bezkrytycznym przyjmowaniu na wiare przypisywania
                  sobie zaslug (czasem "zaslug") tego typu przez "wolnosciowcow". Prawda jest
                  zazwyczaj bardziej zlozona niz propagandowki. Szczegolnie ze "wolnosciowe" mity
                  nie sa moimi mitami i nie odczuwam emocjonalnego przymusu identyfikowania sie z
                  nimi...

                  A do kary smierci nic nie mam, moze sobie byc. Rownie dobrze moze jej nie byc,
                  jesli sie zapewni alternatywe - np. prace w kamieniolomach lub siedzenie w
                  lochu do smierci. Jedyny sensowny argument przeciwko karze smierci to jej
                  nieodwracalnosc, co przyjmuje i godze sie na alternatywy jak wyzej. Nie
                  przymuje zadnych argumentow typu, ze to "niehumanitarne" itp. Sa one zazwyczaj
                  polaczone z ogolna poblazliwoscia dla bandytow, czyli "poszerzaniem kregu
                  wolnosci" i "likwidowaniem przymusu", oczywiscie bez nieprzekraczalnego minimum.

                  DonQ
                  • nick3 Re: "głupawa apologia zła":) 22.04.06, 01:17
                    Dzień dobry, don:) (bez przymusu:)

                    Kiedy krytykuję społeczne formy przymusu, ty natychmiast imputujesz mi
                    popieranie ("promowanie" - jak to ostatnio się mawia w mowie konserwatywnej:)
                    wszystkiego, co najbardziej "be".

                    A w szczególności, że chcę podle zniweczyć wielowiekowy dorobek przymusu
                    tradycji, jakim jest mówienie sobie na powitanie "dzień dobry".
                    (Jak wiadomo, bez przymusu nikt by tego nie robił. Czego to forum jest dowodnym
                    przykładem:)

                    Miłym chwytem erystycznym jest też osłabić nieco siłę przekonującą argumentów
                    oponenta, sugerując między wierszami, że jest on "twardogłowym komunistą":

                    donq napisał:
                    > nie wierze w
                    > jego [społeczeństwa] "rozwoj", tzn. nieublagany postep spoleczny

                    Ja też nie:) (Dla twojej ciekawości mogę dodać, że w taką "nieubłaganość" nie
                    wierzył również - vade retro satanas! - sam Marks)

                    Napisałem w poprzednim poscie:
                    > > Mówiąc poważnie: nie wiemy ile przymusu jest naprawdę niezbędnie
                    > > potrzebne, "aby życie było w ogóle możliwe".
                    > > Wydaje się, że mniej niż obecnie.
                    > > Są dobre racje, by sądzić, że w ogóle nie ma tu nieprzekraczalnego minimi
                    > um.

                    Coś mi się na te trzy zdania próbujesz odgryzać.

                    Więc krótko:

                    Zdanie 1) Wiesz? Ja - nie. Podejrzewam, że ty też nie.

                    A więc:

                    Verum

                    Zdanie 2) Choćby dlatego, że w wielu krajach społeczeństwo funkcjonuje w
                    warunkach większego liberalizmu niż w Polsce. Według mierzalnych obiektywnie
                    wskaźników - lepiej. Przynajmniej więc może do ich poziomu można się jeszcze
                    bez szkody liberalizować:)

                    Verum

                    Zdanie 3) Zgoda. Czy racje są "dobre" to rzecz gustu. Ale po pierwsze: to, co
                    najlepszym umysłom poprzednich epok wydawało się nieprzekraczalne w tym
                    względzie, nie było takim (dziwimy się wręcz, że tak można było myśleć!)

                    Po drugie: Zadam pytanie - jak taką nieprzekraczalność można by było w ogóle
                    stwierdzić.

                    Póki nie odpowiesz:

                    Verisimile:)
                    • donq Re: "głupawa apologia zła":) 22.04.06, 12:46
                      Witam, dzien dobry, ave!

                      > Kiedy krytykuję społeczne formy przymusu, ty natychmiast imputujesz mi
                      > popieranie ("promowanie" - jak to ostatnio się mawia w mowie konserwatywnej:)
                      > wszystkiego, co najbardziej "be".

                      Przeciez to nie ja twierdze, ze nie ma nieprzekraczalnego minimum. No to jak nie
                      ma to nie ma. Mozna podac zatem jakiekolwiek przyklady prawdziwie uwazajac, ze
                      do skasowania przymusu w nich zawartego chcesz dazyc.

                      W mojej oszolomskiej optyce dotrzegam wprawdzie, ze nie wszyscy lewacy sa
                      "twardoglowymi komunistami", ale rowniez ze Marks jest jednym z najbardziej
                      holubionych "inspiracji". A o postepie Ty bardzo chetnie mowisz. Chodzi o wiare,
                      ze spoleczentwo sie "rozwija" w kierunku wymarzonym przez "wolnosc", a Ty swoimi
                      postami (nie tylko w tym watku) wyraznie dajesz do zrozumienia, ze postep jest
                      "nieublagany", moze tylko dlatego, ze jest "nas" tylu ("siempre seremos muchos
                      mas" jak mowi Blanca w propagandowce Kena Loacha "Land and Freedom"), ze
                      nieublaganosc sama nastapi i "reakcja" (tego slowa tez zapewne unikasz jako
                      nietwardoglowy, bardziej szykowne teraz w Polsce jest ciemnota, ciemnogrod,
                      katofaszyzm itp.) peknie pod naporem ludzkiego pragnienia "wolnosci". Jak juz Ci
                      chyba kiedys napisalem, slyszalem od jakiegos pana (nie pamietam nazwiska) w
                      radiu RFI, ze taka postawa to "komunizm serca".

                      Nie interesuja mnie za bardzo zwoje mysli pana Marksa. Tyle ile o nim wiem mi
                      wystarczy, nie zamierzam go studiowac, czytac miedzy wierszami co on myslal, nie
                      myslal, w co wierzyl a w co nie. Rzeklem Ci juz, ze to nie moj mit i nie moja
                      "inspiracja" - nie odczuwam potrzeby egzegezy biblii marksistow.

                      Jeszcze jeden przyklad francuski - stricte "wolnosciowego" myslenia - przyklad
                      na to, jak sie mozna trwale skazic bzdurami odzegnujac sie od twardoglowosci.
                      Przeczytajmy w slowniku/encyklopedii Le Petit Robert de Noms Propres haslo
                      "Munzer ou Muntzer ou Muncerus (Thomas)" (przywodca ruchu anabaptystow, ktory to
                      ruch zle skonczyl w Munster). Haslo liczy 13 wierszy, z czego 2 zajmuje uwaga,
                      ze Engels w owym Munzerze widzial jednego z pierwszych rewolucjonistow. Engels,
                      podrzedny "mysliciel", wystepuje jako autorytet (duzo wiecej niz "inspiracja") i
                      punkt odniesienia do komentowania i oceny wydarzen wczesniejszych o 300 lat!
                      Typowe zboczenie i "twist" umyslu "wolno myslacego". Co czlowieka bez tego kretu
                      umyslowego (chcacego sie dowiedziec czegos o Munzerze a nie Engelsie)
                      interesowaloby, co o Munzerze myslal Engels (jest zapewne stu innych lepszych
                      myslicieli, ktorzy rowniez o Munzerze cos mysleli)?

                      Otoz o takie zboczenie umyslowe posadzam (jak to mowisz, sa do tego dobre racje)
                      wszelkiej masci lewactwo, twardoglowe mniej czy bardziej. I uwazam ich mlaskanie
                      o swoim "wolnomyslicielstwie" za wesole, humorystyczne i zartobliwe.

                      W Twoich ustach "verum" i "verisimile" brzmia pusto, bo przeciez prawda nie
                      istnieje...

                      Problem "ile przymusu jest niezbedne", tym bardziej "naprawde niezbedne" nie
                      zajmuje mnie zbytnio, poniewaz "likwidacja przymusu" nie jest moja idee fixe i
                      nie znajduje sie w centrum moich zainteresowan. Oczywiscie, ze ani Ty, ani ja,
                      ani nikt inny tego nie wie, bowiem "wiedziec" sie tego nie da, a poza tym jest
                      bez znaczenia. Przedmiotem sporu nie jest "ile przymusu", ale "na jakich
                      zasadach powinno byc oparte spoleczenstwo". Bledem zasadniczym przeciwnikow
                      lewactwa jest czesto "reaktywnosc" - przyjmowanie nie swojej optyki
                      "wolnosciowej" i dyskusje na tak przygotowanym gruncie. Zamiast bleblac o
                      "ilosciach niezbednego przymusu" (jak, nie przymierzajac, o diablach na koncu
                      szpilki :)) nalezy odniesc sie do realnego tematu rozmowy, czyli urzadzenia
                      spoleczenstwa. Nie bede sie zatem silil na odpowiadanie na Twoje ostatnie pytanie.

                      Co do tego, czy "zachodnie" spoleczenstwa funkcjonuja "lepiej", zdania sa
                      podzielone. Zgadzam sie, ze polskie funcjonuje zle (historycznie glownie dzieki
                      wysilkom panow Hitlera i Stalina oraz powojennej glebokiej demoralizacji
                      dokonanej przez "zainspirowanych"). Czy droga do ulepszenia to malpowanie
                      "wolnosci" w krajach "zachodu", jest co najmniej watpliwe i dyskusyjne.
                      Oczywiscie, trzeba patrzec majac oczy otwarte i robiac "critical evaluation"
                      przyjmowac to co warto. Gratuluje checi slepego nasladownictwa, czym
                      niezaprzeczalnie "liberalizowanie sie" do poziomu owych krajow jest. Niestety
                      taka postawa jak Twoja jest jedna z typowych wad Polakow.

                      > Zdanie 3) Zgoda. Czy racje są "dobre" to rzecz gustu. Ale po pierwsze: to, co
                      > najlepszym umysłom poprzednich epok wydawało się nieprzekraczalne w tym
                      > względzie, nie było takim (dziwimy się wręcz, że tak można było myśleć!)

                      Owszem, przekraczalnosc wielu rzeczy uznawanych za nieprzekraczalne udowodniono.
                      Wyspecjalizowali sie w tym wzgledzie panowie Hitler, Stalin i inni
                      "zainspirowani". Czy to dobrze? Hmmm...

                      Ja sie nie dziwie, jako ze nie mam do tego koniecznego kretu umyslu "w temacie"
                      postepu. A jesli chce sie zdziwic, siadam w kacie i tlumacze sobie, ze ja zyje
                      tu i teraz a tamci ludzie zyli tam i wtedy - sprobuj, to pomaga.

                      DonQ








                      • nick3 We własnej sprawie każdy jest liberałem:) 22.04.06, 21:12
                        Nawet niejaki Giertych nie posiadał się z oburzenia na myśl, że pisowskie CBA
                        będzie mu mogło "zaglądać do łóżka"(Lider LPR trzyma tam zapewne swój zupełnie
                        osobisty różaniec, poświęcony przez samego ojca Rydzyka i nie życzy sobie, aby
                        ktokolwiek go oglądał:)

                        Teraz tylko jeden drobny kroczek, panie Kali: "Cokolwiek byście chcieli, aby
                        wam czynili, tako i wy im czyńcie" (Autorytet:)

                        Z uroczą dezynwolturą zauważasz:
                        > "likwidacja przymusu" nie jest moja idee fixe i
                        > nie znajduje sie w centrum moich zainteresowan.

                        Wiesz, tak się składa, że zainteresowania tych, którzy odczuwają przymus jako
                        przymus są tu istotniejsze.

                        A ze względu na swoją deklarację możesz być najzasadniej, jak się tylko da,
                        nazwany - reakcjonistą.

                        Nie poskąpię ci tego miana. Jest ono jak najbardziej stosowne:)

                        PS. Dwie uwagi.

                        Pierwsza: Temat społecznego przymusu wiążesz z przymusem prawnym. Tymczasem w
                        państwie demokratycznym ta akurat forma nie jest najdotkliwszą postacią
                        przymusu (choć oczywiście - istnieje).

                        Nie zwróciłeś uwagi na przymus ekonomiczny czy kulturowy, bo tam gdzie
                        rzeczywiście można by dostrzec coś niepokojącego, lepiej udawać, że nic nie ma.

                        Druga uwaga: Charakterystyczne dla konserwatystów jest wyobrażenie wszelkiego
                        życia wolnego od przymusu jako czegoś w rodzaju czystego chaosu, zupełnie
                        losowej dowolności.
                        (Nawet bohaterowie Dostojewskiego są jakoś przewidywalni:)

                        Naprawdę nie ma powodów przypuszczać, że gdyby tylko cofnąć presję, znaczna
                        część obywateli zaczęłaby mówić "do widzenia" na powitanie, a "dzień dobry" na
                        zakończenie spotkania.

                        Eliminacja presji nie oznacza eliminacji wszelkich konwencji (ludzie mogą ich
                        przestrzegać np. dla wygody), a są - statystycznie skuteczniejsze od przymusu! -
                        sposoby przekonywania ludzi, że przestrzeganie czegoś leży w ich interesie.

                        No, ale przecież zawsze ktoś może popełnić Najstraszliwsze (uprawiać seks z
                        indykiem i w dodatku - gdybyż tego było jeszcze mało! - na czerwonym świetle:).

                        Ośmielam się powiedzieć, że od społeczeństwa, w którym nasz amator indyczych
                        wdzięków zostałby połamany kołem za herezję i obrazę Stwórcy, wolę
                        społeczeństwo, w którym czekałyby go ze dwa tygodnie pracy społecznej za
                        lekkomyślne narażanie indyka na wypadek drogowy:)

                        &#dZieŃ dObrY&> (to jest raczej: YrbOd ŃeiZd)

                        @ :)
                        • donq Re: We własnej sprawie każdy jest liberałem:) 22.04.06, 22:44
                          > A ze względu na swoją deklarację możesz być najzasadniej, jak się tylko da,
                          > nazwany - reakcjonistą.

                          Dziekuje (szczerze) - to komplement byc nazwanym reakcjonista, nie tylko z ust
                          "wolnosciowca".

                          Nie wiem co ma znaczyc "nawet niejaki Giertych" (szczegolnie nie wiem, co znaczy
                          w tej wypowiedzi "nawet").

                          > Nie zwróciłeś uwagi na przymus ekonomiczny czy kulturowy, bo tam gdzie
                          > rzeczywiście można by dostrzec coś niepokojącego, lepiej udawać, że nic nie
                          > ma.

                          Ja nic nie udaje. Nie interesuje mnie to, bo to pojecia opisujace cos, co nie
                          istnieje.

                          Przymusu kulturowego nie ma, jest kultura. Ty nie chcesz likwidowac przymusu
                          kulturowego a kulture. Jesli masz odwage, dzialaj antykulturowo ale spodziewaj
                          sie konsekwencji. Nie ma nic bardziej zalosnego niz tchorzliwi prowokatorzy
                          pragnacy zapewnic bezkarnosc prowokacji.

                          A co znaczy "przymus ekonomiczny", nie wiem chocby mnie krojono. Zapewne masz na
                          mysli przyziemna koniecznosc pracy na wlasne utrzymanie i pragnalbys "wyzwolic"
                          ludzi od tego, bo to przeciez czesto meczace i niezgodne z naszymi pragnieniami...

                          > Druga uwaga: Charakterystyczne dla konserwatystów jest wyobrażenie wszelkiego
                          > życia wolnego od przymusu jako czegoś w rodzaju czystego chaosu, zupełnie
                          > losowej dowolności.

                          No oczywiscie ze tak uwazam. Co bez przymusu (prawnego, obyczajowego czy tez jak
                          go tam nazwiesz w swojej bogatej klasyfikacji przymusow) powstrzyma pedofila od
                          gwalcenia niemowlat, co niewatpliwie jest jego pragnieniem? Moze w swiecie bez
                          przymusu jakims cudownym zrzadzeniem Architekta Wszechswiata pedofile znikna?

                          Oczywiscie, ze po zniesieniu "presji" wszystko sie nie rozsypie od razu, a to
                          nie dlatego, ze mozna zyc bez zasad i regul (tzw. "przymusu"), ale dzieki
                          bezwladnosci (a takze szczesliwie istniejacej "indoktrynacji kulturowej"). Ale
                          Ty chyba nie chcesz, by ludzie zachowywali sie jak niewolnicy po zniesieniu
                          "przymusu", ale chyba chodzi Ci o to, by korzystali z tego, ze juz "przymusu"
                          nie ma. Co to za "wolnosc", z ktorej nie mozna sobie pokorzystac.

                          > Eliminacja presji nie oznacza eliminacji wszelkich konwencji (ludzie mogą ich
                          > przestrzegać np. dla wygody), a są - statystycznie skuteczniejsze od przymusu!
                          > -
                          > sposoby przekonywania ludzi, że przestrzeganie czegoś leży w ich interesie.

                          Ciekaw jestem jak przekonasz pedofila, ze nie lezy w jego "interesie" (gra slow
                          niezamerzona :)) gwalcenie niemowlat, skoro jest to jego naglebsze pragnienie.
                          Jeszcze ciekawszy jestem, _dlaczego_ chcialbys go o tym przekonywac -
                          przekonywanie takie bez watpienia jest "forma przymusu" (a poklasyfikuje sobie -
                          "psychologicznego", ba, moze nawet indoktrynacja chcaca go nawrocic na "jedyna
                          sluszna seksualnosc"), albowiem chcialbys go po prostu odwiesc od samorealizacji.

                          Wy lewacy nie rozumiecie, ze sa i powinny byc rzeczy, ktorych sie nie robi. I ze
                          "opresje" sa wypracowanymi przez lata zasadami, ktore zapewniaja jaka taka
                          przyzwoitosc miedzyludzka. W imie swojej glupiej i naiwnej arogancji chcecie
                          "wyzwolic" ludzi od tego, bez czego nie da sie zyc.

                          A idiotyczne opowiastki o gwalceniu indykow na swiatlach sa zalosne, bo probuja
                          przekonac, ze przeciez wy jestescie fajni i nic gorszego niz ta humorystyczna
                          opowiesc wyniknac z waszego demontazu "opresji" wyniknac nie moze. Glupcow nie
                          brakuje, wiec taktyka moze byc skuteczna.

                          Na zakonczenie kilka aforyzmow jednego z naczelnych reakcjonistow (do ktorego
                          grona nieco na wyrost i niezasluzenie zostalem zaliczony, za co po raz wtory
                          dziekuje), ktory niezawodnie dostarcza materialu stosownego do tematu:

                          "Każde zło, które uczynić mogą ludzkie ręce, zostaje uczynione."
                          "Społeczeństwo przyszłości: niewolnicy bez panów."
                          "Jeśli zapominamy, że być wolnym to poszukać sobie pana, któremu powinniśmy
                          służyć, wówczas wolność nie jest niczym innym jak tylko absolutną szansą że
                          rozkazywać nam będzie pan najbardziej nikczemny."
                          "Ten kto nie biega stale z wywieszonym językiem, aby zaspokoić swoje żądze, ten
                          we współczesnym społeczeństwie czuje się zawsze trochę winny."
                          "<<Wyzwolić człowieka>> to od kilku stuleci ułatwiać mu plebejski sposób bycia."
                          "Wolność zasługuje jedynie na ten respekt, na jaki zasługują czyny, do których
                          prowadzi."
                          "Jako najwyższy ideał wolność jest pierwszym krokiem do ostatecznego nihilizmu."
                          "Despotyzm wyjaławia człowieka, rebelia sterylizuje, wolność deprawuje. Jedynie
                          na dobrowolnym poddaniu da się zbudować coś wzniosłego."
                          "Człowiek epoki nowoczesnej najbardziej ceni w wolności łagodny i wilgotny
                          klimat, w którym wszystko wiotczeje i gnije."
                          "Człowiek jest dziś wolny jak zbłąkany wędrowiec na pustyni."
                          "Wolność dla zdrady jest przedmiotem największej troski fanatyka wolności."
                          "Wolność jest metalem, z którego wykuwa się kraty."
                          "Wolność jest marzeniem niewolników. Człowiek wolny wie, że potrzebuje kryjówki,
                          ochrony i pomocy."

                          Niestety nie ja powyzsze aforyzmy wymyslilem...

                          DonQ
                          • nick3 Re: We własnej sprawie każdy jest liberałem:) 23.04.06, 18:08
                            "Reakcjonista" - to nie jest komplement.
                            Przynajmniej nie w moich ustach.

                            Człowiek, który mówi mi w twarz, że nie ma nic przeciwko trwaniu stosunków
                            przemocy w życiu społeczeństwa, jest dla mnie cynikiem.

                            (Mogę się z kimś spierać, czy coś jest przemocą czy nie, ale czy w ogóle
                            likwidować przemoc - wybacz - nie będę.)

                            Najogólniej jest tak: obaj, na tyle na ile w ogóle jesteśmy w stanie, znamy
                            swoje stanowiska.

                            Argumentowanie nie ma tu już sensu, ponieważ ludzie o różnych motywacjach
                            egzystencjalnych po prostu nie mają w dyskusji wspólnego celu.

                            Przemycasz takie definicje słów, by poglądy inne od twoich nie dały się w nich
                            wyrazić ("nie ma przymusu kulturowego, jest kultura..." "nie ma przymusu
                            ekonomicznego...")
                            Tak działa nowomowa.

                            Krótko: Są ludzie o temperamencie ceniącym wolność i są egzystencjalni lokaje.

                            Nie sposób dotrzeć z argumentami za zburzeniem więzienia, do kogoś komu
                            odebrałyby one największą dostępną mu satysfakcję erotyczną: satysfakcję
                            strażnika więziennego.

                            > "Wolność jest marzeniem niewolników. Człowiek wolny wie, że potrzebuje
                            kryjówki
                            > ,
                            > ochrony i pomocy."

                            Jak zwykle w perwersyjnych "mądrościach" reakcjonistów jest - czasem - sporo
                            bystrej obserwacji, przefiltrowanej przez ich chory umysł (dla zobaczenia, jak
                            można widzieć to samo inaczej, przypomnij sobie wiersz "Ptaszki w klatce"
                            Ignacego Krasickiego:).

                            Ale.
                            Więzień, który serio buntuje się przeciwko swojemu stanowi, nie jest już
                            niewolnikiem.

                            Zaś "wolny", który "szuka kryjówki", nosi kraty w sobie (to właśnie nazywam
                            przymusem kulturowym). Mówi o tym wnikliwie "Ucieczka od wolności" niejakiego
                            Fromma.

                            Możesz (a nawet w znacznym stopniu musisz:) sobie wierzyć, że:

                            > "Jeśli zapominamy, że być wolnym to poszukać sobie pana...

                            (pozdrawiam "wolnomyśliciela":))) (Mówiąc poważnie: absolutyzacja
                            tzw. "wartości" jest instrumentalizacją człowieka.)

                            ale kłopot w tym, że jest to sąd uniwersalny, a więc wysuwający sobie
                            roszczenie do prawdy życia innych ludzi.

                            A do tego w wolnym społeczeństwie nie miałbyś prawa, ponieważ takie roszczenie
                            nie umie (i nie chce!) pozostać "czysto teoretyczne" (zresztą nie ma czegoś
                            takiego, jak "czysta teoria").

                            Gdybyś natomiast jakimś cudem ograniczył zasięg tego poglądu tylko do siebie i
                            sobie podobnych, to OK.

                            Sadomaso nie będzie zabronione:)
                            • donq Re: We własnej sprawie każdy jest liberałem:) 23.04.06, 22:47
                              > "Reakcjonista" - to nie jest komplement.
                              > Przynajmniej nie w moich ustach.

                              Ja o tym wiem. Dziekuje Ci dlatego, ze zapewne dobrze sie przedstawilem jako
                              reakcjonista, poniewaz zdolalem od Ciebie wyciagnac ocene mnie jako
                              reakcjonisty. Co chcialem uczynic. Nie wiem tylko jeszcze, czy zasluzylem na
                              miano "zaplutego karla reakcji". Zasluguje?

                              > Człowiek, który mówi mi w twarz, że nie ma nic przeciwko trwaniu stosunków
                              > przemocy w życiu społeczeństwa, jest dla mnie cynikiem.

                              Nie interesuje mnie problem "trwania stosunkow przemocy w zyciu spoleczenstwa".
                              Cynikiem nie jestem - do tego, aby ten temat zglebiac trzeba byc lewakiem nie
                              cynikiem.

                              > (Mogę się z kimś spierać, czy coś jest przemocą czy nie, ale czy w ogóle
                              > likwidować przemoc - wybacz - nie będę.)

                              O lewackiej zdolnosci do rozmowy z faktycznie innymi pogladami juz chyba
                              napomykalem kilkakroc - o deklaratywnej checi do rozmowy, "otworzenia sie" na
                              innego czlowieka zamiast narzucania swojej ponoc nieistniejacej "jedynej prawdy"
                              duzo sie nasluchalem. Exemplum w Twoich slowach, ze to tylko deklaracje dla
                              naiwnych.

                              > Argumentowanie nie ma tu już sensu, ponieważ ludzie o różnych motywacjach
                              > egzystencjalnych po prostu nie mają w dyskusji wspólnego celu.

                              Ja juz dawno, wspierajac sie reakcjonistycznymi bon motami, twierdzilem, ze "To
                              have a dialog with those who do not share our basic premises is nothing more
                              than a stupid way to kill time.". Probowales zaprzeczac.
                              Jednak to milo uslyszec, ze "wolnosciowiec", ktorego poczciwosc (jak twierdzi)
                              polega na tym, ze jego swiat kreci sie dokola rozmow z innymi ludzmi i zawsze
                              kazdego poglaszcze i wyslucha tez tak uwaza :)

                              > Krótko: Są ludzie o temperamencie ceniącym wolność i są egzystencjalni lokaje.

                              Ty nie cenisz wolnosci. Jak ten reakcjonista napisal, ty chcesz, by rozkazywal
                              Ci pan najbardziej nikczemny ("erotyzm wyzwala", hue, hue, hue).
                              Zawsze sprawiala mi radosc ucieczka "wolnosciowcow" w rozmowach w inwektywy, bo
                              chyba "egzystencjalny lokaj" jest inwektywa w ustach "otwartego wolnosciowca".
                              Jak rowniez imputowanie mi jakichs radosci seksualnych straznikow wieziennych (a
                              na marginesie - straznicy wiezienni nie maja prawa do nieskrepowanej
                              manifestacji swej seksualnosci?)

                              > ... bystrej obserwacji, przefiltrowanej przez ich chory umysł ...

                              Milo tez widziec, jak elita "wolnosciowa" jak, nie przymierzajac, ponoc
                              faszystowski stalinizm, rowniez postepowo uwaza myslacych inaczej za niespelna
                              rozumu. Jak to pieknie brzmi w ustach kogos wzdrygajacego sie na mysl o
                              "intrumentalizacji" czlowieka. No, ale to dluuuga tradycja, podpowiadam nastepny
                              nieuchronny krok - moze nie tylko, ze maja oni chore umysly, ale w zasadzie to w
                              ogole sa nieuleczalnie chorzy - najlepiej sie ich leczy "wolna szabla".

                              I'm sorry, za duzo satysfakcji z jednego watku - potwierdzasz wszystkie moje
                              twierdzenia o micie "wolnosciowcow" - ze ich twierdzenia, ze nie maja swojej
                              prawdy sa bzdurne, ze ich maslane oczy "przeciez z naszej strony nic Ci nie
                              grozi" sa oszukancze, ze inwektywy to najwyzsza forma rozmowy. I moje
                              podejrzenia, ze Twoja "wolnosc", jesli doczeka sie realizacji, skonczy
                              bankrutujac jak kazde lewicowe "marzenie".

                              Na koniec, jeszcze kilka reakcjonistycznych cytatow (nie zaprzeczysz, ze
                              niektore sa niezle):

                              "Lewicowiec podaje się za partnera ale czuje się sędzią."
                              "Lewicowiec pisze śliną zmieszaną z żółcią."
                              "Łatwiej znieść polityczne poglądy lewicowca niż pozostałe jego poglądy."
                              "Domieszka kilku kropel chrześcijaństwa do lewicowych poglądów zamienia głupca w
                              głupca doskonałego." (to a propos nieustannego pouczania katolikow przez
                              "wolnosciowcow" jak nalezy rozumiec slowa Jezusa)
                              "Lewica jest najzdolniejszym menedżerem kloaki."
                              "<<Proletariat>>, <<kobieta>> i <<student>> to wkład nowoczesnego świata do
                              retoryki."
                              "Tak długo, jak długo nie traktuje się poważnie głoszącego prawdę, może on czas
                              jakiś żyć w demokracji. Potem: cykuta."
                              "Tolerować nie znaczy zapominać, że to, co tolerujemy na nic więcej nie zasługuje."
                              "Wielobarwność rewolucyjnych pochodów szarzeje niepostrzeżenie przyjmując zimny
                              kolor policyjnego uniformu"
                              "Kto we współczesnym świecie nie wyczuwa zapachu siarki, ten nie posiada zmysłu
                              powonienia."
                              "Współcześni filozofowie żyją pod władzą większej ilości tabu niż prymitywni
                              szamani."
                              "Ponieważ odbierający idee intelektualny aparat naszych współczesnych nastawiony
                              jest wyłącznie na tę częstotliwość, która autoryzowana została przez nowoczesne
                              dogmaty, to przebiegłe demokracje zrozumiały, jak dalece zbędna jest cenzura."
                              "Jedyny możliwy postęp to wewnętrzny postęp każdego pojedynczego człowieka.
                              Proces, który kończy się wraz z końcem każdego życia."

                              DonQ






                              • donq Re: We własnej sprawie każdy jest liberałem:) 24.04.06, 00:55
                                Jeszcze tylko jeden cytat z innego "reakcjonisty". Ten dedykuje wszystkim
                                hurraoprymistom "postepu" radosnie zapatrzonym w wzorzec do nasladowania -
                                "zliberalizowany zachod" i komfortowo zadowolonych z osiagnietego "wyzwolenia":

                                "The world will very soon be divided, unless I am mistaken, into those who still
                                go on explaining our success, and those somewhat more intelligent who are trying
                                to explain our failure."

                                DonQ
                            • donq Re: We własnej sprawie każdy jest liberałem:) 24.04.06, 14:04
                              Dzien dobry znowu!

                              Jeszcze pare uwag, ktorych juz nie wklepalem w poprzedniej odpowiedzi.

                              > Tak działa nowomowa.

                              Od nowomowy jestescie wy, drodzy "wolnosciowcy". "Przymus kulturalny" jest
                              najczystszej wody nowomowa na okreslenie kultury, ktora sie wam nie podoba w
                              celu uzasadnienia tego, ze trzeba ja zwalczac.

                              > Zaś "wolny", który "szuka kryjówki", nosi kraty w sobie (to właśnie nazywam
                              > przymusem kulturowym). Mówi o tym wnikliwie "Ucieczka od wolności" niejakiego
                              > Fromma.

                              Wolnosc czlowieka polega na wolnosci wyboru. Ty przez wolnosc rozumiesz stan
                              umyslu, w ktorym istnieje psychiczny zakaz dokonywania wyboru i psychiczny
                              nakaz folgowania sobie wszystkiemu, co przyjdzie (albo co "wolnosciowcy"
                              zaimportuja, o co w gruncie rzeczy chodzi) do glowy.

                              To takie mentalne AIDS - rozmontowanie zasad, ktore sa moralnym i mentalnym
                              systemem obronnym czlowieka. Dostep do niebronionego umyslu (ja ten stan
                              nazywam "drzaczka umyslowa", co jest reklamowane jako "umysl otwarty") ma juz
                              wtedy kazda bzdurna (w najlepszym wypadku) lub zabojcza idea, bo nad kazda
                              kazesz sie pochylac twierdzac, ze nie ma sensu "racjonalizowac" wyborow
                              moralnych i nie wolno "instrumentalizowac" czlowieka.

                              Taka definicja "wolnosci" jest niezbednym krokiem na drodze tworzenia
                              roznych "nowych ludzi", ktore to proby ludzkosc cwiczyla wielokrotnie. Ty
                              rowniez nalezysz do obozu sliniacych sie na mysl o "nowym czlowieku" mimo
                              swojej perfidnej retoryki "wyzwalania", "tolerancji" itp.

                              > A do tego w wolnym społeczeństwie nie miałbyś prawa,

                              Czy Ty wsluchales sie w to, co piszesz? W "wolnym spoleczenstwie"
                              bez "przymusu" nie mialbym do czegos prawa? A gdzie moja wolnosc?
                              Jaki "przymus" zastosowalbys do wyegzekwowania mojego "braku prawa"? Co Ci
                              pozwala sadzic, ze "przymus", ktory musialbys zastosowac, aby pokazac, ze "nie
                              mam prawa" bylby czyms lepszym i mniej opresyjnym niz mniemane "przymusy"
                              istniejace na szczescie (jeszcze) dzisiaj?

                              Ja oczywiscie znam odpowiedz na to pytanie - przyszly "przymus" bedzie lepszy,
                              bo bedzie skierowany przeciw "reakcjonistom", ktorzy sa w najlepszym razie
                              chorzy psychicznie, a egzekwowany przez "wolnosciowcow".

                              Strzal w tyl glowy czy "reedukacja" w odpowiednio do tego
                              przystosowanych "wolnosciowych" osrodkach polozonych w atrakcyjnych
                              klimatycznie miejscach? A moze jakas inna nowatorska metoda?

                              DonQ

                              • nick3 No pasaran:) 25.04.06, 20:05
                                Bul, bul, bul, zły indorze!:)

                                Już, już chciałbyś zostać męczennikiem!

                                donq napisał:
                                > > A do tego w wolnym społeczeństwie nie miałbyś prawa,
                                >
                                > Czy Ty wsluchales sie w to, co piszesz? W "wolnym spoleczenstwie"
                                > bez "przymusu" nie mialbym do czegos prawa? A gdzie moja wolnosc?

                                He, he, reakcyjny sofisto! Znam ja was! Nie ma i nie będzie "wolności" do
                                tłamszenia innych!
                                Nie ma tu sprzeczności.
                                "Granicą wolności twojej pięści jest wolność mojego nosa (i vice versa)" (a co
                                nadto jest, od złego pochodzi:)

                                Jest to w pewnym sensie przymus (nazywamy go demokracją liberalną), ale
                                rezygnacja z niego byłaby biernym udziałem w jeszcze większym przymusie.

                                Muszę cię jednak zmartwić, niedopieczony męczenniku. Nikt nie będzie ci
                                roztrzaskiwał czerepu motyką.

                                Reakcja, jako postawa irracjonalna, w warunkach liberalnych, gdy uniemożliwi
                                się jej monopol na indoktrynację społeczeństwa (po waszemu
                                chyba: "wychowanie":), zanika stopniowo sama (Reakcjoniści też zauważyli ten
                                proces. W waszym języku nazywa się on "zwycięstwem plebejskości, nikczemności i
                                mentalnego AIDS")

                                Zrobię wszystko, żebyś nie był prześladowany! (oczywiście i tak będziesz się za
                                takiego uważał:), ale rzecz można naprawdę dobrze opracować prawnie - patrz
                                walka pomiędzy Kościołem Katolickim a demokracją amerykańską na przełomie XIX i
                                XX wieku)

                                Piszesz:
                                > Wolnosc czlowieka polega na wolnosci wyboru. Ty przez wolnosc rozumiesz stan
                                > umyslu, w ktorym istnieje psychiczny zakaz dokonywania wyboru i psychiczny
                                > nakaz folgowania sobie wszystkiemu, co przyjdzie do głowy.

                                W pewnym sensie - masz sporo racji! (trochę tylko niedokładnie) Wybór rozumiany
                                jako konsekwencja jest jednym z ostatnich kamuflaży opresji - rodzajem
                                społecznego implantu w psychice jednostki.
                                (Jeśli komuś wydaje się to egzotyczne, niech poczyta ponure stronice tzw.
                                filozofów egzystencjalnych. "Konsekwencja osobowości" jest wymogiem społecznym,
                                którego wzięcie za dobrą monetę, nieuchronnie prowadzi osobowość
                                do "poświęcenia" i rozpaczy.)

                                "Nakaz folgowania" - to jednak sprzeczność. Owszem, "zabrania się zabraniać".

                                Ale "folgowanie" z istoty jest dobrowolne:)

                                Nie jest też żadnym "panem" (tak przedstawiają to ideologiczne wdruki, ale
                                chwila bezpośredniego kontaktu z własnymi przeżyciami wskazuje natychmiast, że
                                mamy do czynienia z czymś najbardziej własnym, osobistym, z czymś co jest n a m
                                i, w przeciwieństwie do terroryzujących psychikę wpojonych "wartości")

                                Nie widzę możliwości nazwania "nikczemnymi" naszych skłonności, przynajmniej
                                branych całościowo.

                                To one właśnie (a nie nic innego!) sprawiają, że w ogóle coś przeżywamy jako
                                dobre, wspaniałe, rozkoszne, wzruszające czy cudowne.

                                To za ich sprawą coś za takie (tj. dobre, etc.) - może dla nas w ogóle uchodzić!

                                Bonum est quod omnia appetunt. (Średniowieczna definicja dobra. Definicja!)

                                Kto nie ufa człowiekowi, ten zapomniał, że sam nim jest! Niech nie ufa własnej
                                nieufności! (czy np. własnemu rozpoznaniu autorytetu!)
                                Myślę, że gdybyś to zdanie potraktował jako moje poważne przesłanie i stosownie
                                do tego je uważnie przemyślał (gniew jest tu złym doradcą:), mogłoby to pomóc
                                ci zrozumieć mój nikczemny punkt widzenia.

                                Tak czy inaczej:

                                Wolność zwycięży i pośle reakcję do diabła!
                                • donq Re: No pasaran:) 25.04.06, 22:48
                                  > He, he, reakcyjny sofisto! Znam ja was! Nie ma i nie będzie "wolności" do
                                  > tłamszenia innych!
                                  > Nie ma tu sprzeczności.
                                  > "Granicą wolności twojej pięści jest wolność mojego nosa (i vice versa)" (a co
                                  > nadto jest, od złego pochodzi:)

                                  I ja was znam. Jezeli za zagrozenie dla wolnosci innych przyjmujecie milion
                                  roznych wydumanych "opresji", wrogiem ludu (lub "wolnosci" lub "demokracji")
                                  zostaje sie bezwiednie i calkiem niewinnie, zgodnie z aktualnymi potrzebami
                                  "wolniejszych wolnosciowcow". Nie trzeba piesci wysuwac, wystarczy, ze
                                  "wolnosciowcy" jako "opresje" zdefiniuja np. posiadanie (ziemi, zlota, domu,
                                  lalki, rozanca, myslacego umyslu - czegokolwiek, co "wolnosciowiec" sobie
                                  wymysli) lub roznego rodzaju myslozbrodnie ("homofobia", "reakcyjnosc",
                                  "nietolerancja", "antysemityzm" - oczywiscie dowolnie definiowane i
                                  redefiniowane). I juz sie idzie do piachu, albo w najlepszym razie do
                                  psychuszki. Przerabiane to bylo w historii tysiackroc.

                                  > Muszę cię jednak zmartwić, niedopieczony męczenniku. Nikt nie będzie ci
                                  > roztrzaskiwał czerepu motyką.

                                  Nie wierze Ci. Czym gwarantujesz, swoja glowa? Za siebie i za innych
                                  "wolnosciowcow"?
                                  A jesli bede sie stawial, to co system "wolnosciowy" ze mna zrobi?

                                  > Reakcja, jako postawa irracjonalna, w warunkach liberalnych, gdy uniemożliwi
                                  > się jej monopol na indoktrynację społeczeństwa (po waszemu
                                  > chyba: "wychowanie":), zanika stopniowo sama (Reakcjoniści też zauważyli ten
                                  > proces. W waszym języku nazywa się on "zwycięstwem plebejskości, nikczemności
                                  > i mentalnego AIDS")

                                  Istotnie "nasze" okreslenie jest duzo bardziej adekwatne.
                                  Zas zaszczepianie "wolnosci" nie jest oczywiscie indoktrynacja.
                                  Dzieci nie trzeba wychowywac.

                                  Przedstawiana przez ciebie filozofia czlowieka jest bledna, to wszystko, co
                                  mozna na ten temat powiedziec. Oducz sie prosze sugerowania, ze "nie rozumiem"
                                  lub jestem niedouczony albo psychicznie chory. To nic z tych rzeczy - ja po
                                  prostu sie nie zgadzam z Twoimi pogladami. Dobrze podsumowales blednosc
                                  koncepcji czlowieka piszac:
                                  > Nie widzę możliwości nazwania "nikczemnymi" naszych skłonności, przynajmniej
                                  > branych całościowo.

                                  > Kto nie ufa człowiekowi, ten zapomniał, że sam nim jest! Niech nie ufa własnej
                                  > nieufności! (czy np. własnemu rozpoznaniu autorytetu!)

                                  Juz Ci kiedys pisalem o niemoznosci bycia "meta-czlowiekiem". Ja mowie: kto
                                  naiwnie ufa czlowiekowi, ten zapomnial, ze sam nim jest. Niech nie ufa swojej
                                  ufnosci. Gdybys uwaznie przemyslal, moze zobaczylbys, ze jestes tylko
                                  czlowiekiem i twoja filozofia nie jest brama otwierajaca meta-czlowieczenstwo. I
                                  ze Twoje poglady sa rowniez wyborem jednej z mozliwych (pomyslalnych) koncepcji
                                  - jak mozesz byc pewien, ze masz racje? Ze wybrales sluszny autorytet?

                                  Jedna z cech 'conditio humana' jest to, ze czlowiek nie moze byc niczego pewien.
                                  Zdajac sobie sprawe z tego, czlowiek moze:
                                  1. Zostac skrajnym sceptykiem i pie..ac sie deklem
                                  2. Wmawiac sobie, ze moze sam wywyzszyc sie na poziom "meta-czlowieka"
                                  3. Przyjac ten fakt do wiadomosci i "do the right thing", wybierajac za pomoca
                                  swojego ulomnego rozumu, co "the right thing" oznacza

                                  Ty twierdzisz, ze 2. A ze jest to niemozliwe, faktycznie zrobiles 3. Oszukujesz
                                  po prostu, i innych i mozliwe ze siebie.

                                  Przenikliwi reakcjonisci trafiaja w sedno mowiac, ze:
                                  "Demokratyczna antropologia jest teologią człowieka."
                                  Czlowiek wymyslil sobie, ze potrafi sie za wlosy wyciagnac z bagna i ze moze
                                  zrobic z siebie Boga.

                                  Musze Cie zmartwic - wasza "wolnosc" nie wygra, bo nie da sie zbudowac
                                  stabilnego spoleczenstwa na jej zasadach. To co przedstawiasz jako wasze
                                  "osiagniecia" to stopniowe obieranie z kolejnych warstw cebuli, ktora zbudowali
                                  reakcjonisci. Skonczy sie, gdy nie bedzie juz czego obierac, bo zbudowac niczego
                                  nowego nie potraficie. A nie skonczy sie na "idealnie wolnym spoleczenstwie", bo
                                  bez tej cebuli zyc nie mozna.

                                  Jedyne co mozecie zrobic to utorowac droge nowym barbarzyncom. Ale coz, zadna
                                  cywilizacja nie jest wieczna. Jak mowi melancholijnie chory umysl reakcjonisty
                                  "Cywilizacje są letnim brzęczeniem owadów między dwoma zimami." Dodajac z
                                  nadzieja "To, że 'cywilizacje są śmiertelne', jest największą pociechą dla tego,
                                  kto żyje w dzisiejszych czasach". Tak ze nawet trudno miec do was pretensje...

                                  Ale "reakcja" jeszcze troche powalczy, mysle. Miejmy nadzieje.

                                  DonQ

                                  P.S.
                                  A na moje proste pytanie jak wytlumaczyc pedofilowi, ze niegwalcenie dzieci lezy
                                  w jego interesie i dlaczego mu to tlumaczyc odpowiedzi nie udzielasz. Bo na
                                  gruncie Twojej filozofii jej po prostu nie ma...
                                  Oczywiscie mam na mysli pedofila, ktory potrafic wytlumaczyc dzieciom, ze to
                                  rowniez i ich pragnienie. Nikomu nie dzieje sie krzywda, piesci pod nosem nikt
                                  nikomu nie trzyma, obie strony realizujac swoja wolnosc stwarzaja sie na nowo...

                                  No i nie wiem dalej, czy jestem "zaplutym karlem reakcji"...

                                  Nie wiem czy wiesz, jak sie "no pasaran" skonczylo...

                                  • nick3 Re: No pasaran:) 26.04.06, 15:50
                                    Nareszcie jakieś bardziej filozoficzne pytania pośród ogólnej kanonady:)

                                    W pozycji meta-człowieka stawia się właśnie ten, kto "nie ufa człowiekowi", kto
                                    twierdzi, że ludzkie pragnienia są "złe".

                                    To on (konserwatysta) właśnie zajmuje pozycję niemożliwą!

                                    Mój argument trzyma się logiki, twój - nie.

                                    "Nieufny" - jak pisałem - nie może ufać nawet swojemu autorytaryzmowi, nawet
                                    swojej "nieufności".

                                    Twoja zaś próba riposty symetrycznej jest bezzasadna. Samo życie obala twój
                                    wymóg totalnego sceptycyzmu.

                                    Nie twierdzę, że nie istnieje wątpliwość. Twierdzę tylko, że człowiek nie może
                                    żyć inaczej niż zasadniczo afirmując siebie, wierząc swojemu człowieczeństwu.
                                    Rozważanie tego faktu, pogłębia go:)

                                    Tu jest sedno rzeczy i jedyne miejsce, w którym racjonalnie możemy skrzyżować
                                    swoje argumenty.

                                    Reszta jest erystyką i gulgotaniem indorów w stylu:

                                    > Przedstawiana przez ciebie filozofia czlowieka jest bledna, to wszystko, co
                                    > mozna na ten temat powiedziec.

                                    czy "tupaniem nogą", jak to:

                                    > bez tej cebuli zyc nie mozna.

                                    (Zgodnie ze swoimi sceptyckimi deklaracjami, nie powinieneś być tego tak
                                    stanowczo pewien:)

                                    Co do twoich obaw o los reakcjonisty w wolnym społeczeństwie, pisałem:

                                    > > Muszę cię jednak zmartwić, niedopieczony męczenniku. Nikt nie będzie ci
                                    > > roztrzaskiwał czerepu motyką.

                                    Odpowiadasz:
                                    > Nie wierze Ci.

                                    Wiem, wiem:) To nie była z mojej strony obietnica. Ja po prostu tak oceniam
                                    sytuację w demokratyczno-liberalnym świecie. Że oskarżycielskiej paranoi
                                    połączonej z manią prześladowczą nie da się przekonać argumentami - mówić mi
                                    nie musisz.

                                    Przypomnę koronną argumentację konserwatysty, podważającą wiarygodność
                                    demokracji liberalnej:

                                    > Jezeli za zagrozenie dla wolnosci innych przyjmujecie milion
                                    > roznych wydumanych "opresji", wrogiem ludu (lub "wolnosci" lub "demokracji")
                                    > zostaje sie bezwiednie i calkiem niewinnie, zgodnie z aktualnymi potrzebami
                                    > "wolniejszych wolnosciowcow". Nie trzeba piesci wysuwac, wystarczy, ze
                                    > "wolnosciowcy" jako "opresje" zdefiniuja np. posiadanie (ziemi, zlota, domu,
                                    > lalki, rozanca, myslacego umyslu - czegokolwiek, co "wolnosciowiec" sobie
                                    > wymysli) lub roznego rodzaju myslozbrodnie ("homofobia", "reakcyjnosc",
                                    > "nietolerancja", "antysemityzm" - oczywiscie dowolnie definiowane i
                                    > redefiniowane). I juz sie idzie do piachu, albo w najlepszym razie do
                                    > psychuszki. Przerabiane to bylo w historii tysiackroc.

                                    To ważny punkt. Jak każdy zamordysta twierdzisz tu, że wszystko jest w gruncie
                                    rzeczy zamordyzmem, a cały demoliberalizm - tylko mydleniem oczu.

                                    Wniosek: nie ma więc sensu mówić o wolności, chyba że o wolności dla Prawdy
                                    Jedynej (ale to w gruncie rzeczy zabieg taktyczny, a nadto dla reakcjonisty
                                    ryzykowny. Lepiej nie kusić licha i nie wspominać niebezpiecznego słowa, tylko
                                    od razu mówić o Porządku, Prawdzie Prawdziwej, etc.)

                                    Otóż ludzie (w Europie) zasadniczo nie akceptują wniosku, który, wypowiedziany
                                    lub nie, wyłania się z konserwatywnej dywagacji: że "nie ma sensu mówić o
                                    wolności". Lewicowa "nikczemna propaganda" ma za zadanie tylko im o tym
                                    przypominać.

                                    Ponadto, nie jest tak źle jak mówisz. Po prostu, "co naprawdę jest wolnością",
                                    rozstrzygają nie demoniczni "wolnościowcy" ani również nie nauki Doktora
                                    Anielskiego, tylko praktyka życia w demokratycznym społeczeństwie. Naprawdę
                                    wolnością jest to, czego ludzie naprawdę chcą bronić.

                                    Kościół na przełomie XIX i XX wieku wysuwał podobne do twoich argumenty -
                                    przeciwko "bezbożnym" założeniom Konstytucji Stanów Zjednoczonych i za wszelką
                                    cenę usiłował stać się "męczennikiem".

                                    Może i kto - za jaką szczególnie ostrą prowokację - poszedł siedzieć, ale
                                    zasadniczo ustrój USA zdał egzamin - jako nad podziw nieopresywny - w tej
                                    konfrontacji z mentalnością totalną.

                                    Zwycięstwo moralne było (dla "ogłupiałego ogółu":)) - ewidentne.


                                    Dziś mamy islam w Europie. To samo. Czy - szwedzkiego pastora fundamentalistę,
                                    atakującego gejów agresywnymi cytatami z Biblii. (Poszedł na
                                    miesięczne "męczeństwo" do kozy (lux:), bo religia nie jest w demokracji świętą
                                    krową. Prawo do wolności mają w niej ludzie, nie - religie.)

                                    Koronnym dowodem na możliwość istnienia wolnego społeczeństwa będzie (już w
                                    znacznym stopniu zaczyna być!) jego zaistnienie.

                                    Póki to się nie stanie, zawsze można mówić o "braku ostatecznej pewności"
                                    czy "robieniu z człowieka Boga".
                                    (Pascal - bardzo inteligentny reakcjonista, przekonująco dowodził w
                                    swoich "Myślach", że nigdy nie będzie możliwy zasadniczy postęp nauk
                                    przyrodniczych:) Solvitur ambulando!

                                    A jak się skończyło „No pasaran!”? No, jak? Najpierw twój pobratymca ideowy,
                                    gen. Franco, wymordował w ciągu roku (1940) ok. 200 000 swoich nieprawomyślnych
                                    rodaków.

                                    A później mentalność, którą reprezentował, została wymieciona z Hiszpanii tak
                                    doszczętnie (jakimż to czerwonym terrorem?:), że dziś obchodzi Hiszpanów tyle,
                                    co zeszłoroczny śnieg!
                                    • donq Re: No pasaran:) 26.04.06, 22:03

                                      W pozycji "meta-czlowieka" stawia sie ten, kto twierdzi, ze moze nie wybierac i
                                      to go czyni wolnym, bo kazdy wybor to jest oddanie swojej wolnosci "opresjom".
                                      Ludzi sie, ze jest "ponad to". Ty rowniez nie jestes wolny (wg takiego
                                      rozumowania) - oddales swoja wolnosc spolecznej roli "postepowego intelektualisty".

                                      Nie mozna nie wybierac - kazda decyzja jaka podejmujemy jest wyborem. Nawet
                                      jesli postanowisz nic nie robic, to tez jest wybor.

                                      Nie jestem "totalnie sceptyczny", wlasnie dlatego, ze wybralem. Ty rowniez nie
                                      jestes totalnie sceptyczny wlasnie dlatego, ze wybrales ideologie "wolnosciowa".
                                      Bez wyboru nie ma innej drogi jak skrajny sceptycyzm.

                                      Nie twierdze, ze ludzkie pragnienia sa zle. Twierdze, ze moga byc zle lub dobre
                                      i podlegaja obiektywnej ocenie. W tym sensie nie ufam, tzn. nie zakladam, ze
                                      wszelkie pragnienia innych ludzi sa rownoprawne jako manifestacja ich wolnosci.

                                      Twierdze, ze nie ma nic, co daje pewnosc, czy to wyboru autorytetu, czy wyboru
                                      "filozofii wolnosciowej". Mimo swojej retoryki, Ty rowniez nie mozesz byc
                                      pewien, ze Twoja ideologia jest prawdziwa. To co pozwala nam wierzyc w nasze
                                      wybory jest tylko to, ze wybralismy.

                                      Twoja retoryke "bycia neutralnym" inaczej jak oszustwem intelektualnym nie mozna
                                      nazwac. W zasadzie cale lewactwo mozna sprowadzic do oszustwa intelektualnego.

                                      Ciekawe, ze sam odwolujesz sie do "samego zycia", jako ponoc obalajacego moj
                                      wymog "totalnego sceptycyzmu" (ktorego to wymogu nie stawiam, wiec nie ma co
                                      obalac), a na moje konkretne zyciowe pytania ani widu ani slychu. To jak jest z
                                      pragnieniami pedofila? To jestem zaplutym karlem reakcji czy nie? Jak sie
                                      "zyciowo" ma Twoja filozofia do filozofii innych, u ktorych "reakcja" budzila
                                      podobny wstret z podobnych powodow ideologicznych? Co sie stanie z
                                      reakcjonistami w "wolnym" spoleczenstwie przyszlosci?

                                      > Że oskarżycielskiej paranoi
                                      > połączonej z manią prześladowczą nie da się przekonać argumentami - mówić mi
                                      > nie musisz.

                                      "Mania przesladowcza" nazywasz znajomosc historii "postepu" i losu
                                      "reakcjonistow" oraz krytyczny oglad "filozofii wolnosciowej". No coz, lewactwo
                                      oszustwem intelektualnym jest. Ja tylko staram sie wyciagac wnioski z tego co widze.

                                      Zatrzymam sie przy demokracji, to interesujacy temat. W zasadzie nie mam nic
                                      przeciw demokracji jako takiej, rozumianej minimalnie jako system polityczny z
                                      powszechnymi wyborami. Demokracja jako taka nie ma nic wspolnego z "wolnoscia",
                                      tzw. "prawami" sodomitow, tzw. "wyzwoleniem" kobiet, nie wymaga "laickosci",
                                      poblazliwosci dla bandytow itp.

                                      Jednak lewactwo twierdzi, ze ma (tzw. demokracja "liberalna"), w zwiazku z czym
                                      dochodzi do paradoksu - demokratycznie (w jak najscislejszym znaczeniu) wybrane
                                      wladze okazuja sie "antydemokratyczne" nie dlatego, ze nie lubia demokracji w
                                      sensie minimalnym lecz demokracji "wolnosciowcow".

                                      Typowa nowomowa i redefiniowanie pojec. Demokracja nie jest juz systemem, gdzie
                                      decyduje wiekszosc, ale realizacja wizji "wolnosciowej", niezaleznie od tego,
                                      czy wiekszosci to sie podoba czy nie. Zachowuje sie pojecie "demokracja" po to,
                                      by moc skrzyknac pod sztandary "obroncow demokracji" zwolennikow demokracji
                                      rozumianej minimalnie.

                                      Gigantyczne oszustwo intelektualne, nieprawdaz?

                                      Oczywiscie prawda jest, ze minimalnie rozumiana demokracja to za malo, by cos
                                      stworzyc. Potrzebne jest jeszcze +cos. Twierdzenie, ze jako "cos" mozna
                                      zastosowac tylko "ideologie wolnosciowa" jest kuriozalne (i oszukancze).

                                      > To ważny punkt. Jak każdy zamordysta twierdzisz tu, że wszystko jest w gruncie
                                      > rzeczy zamordyzmem, a cały demoliberalizm - tylko mydleniem oczu.

                                      Skromnie jedynie zauwaze, ze to wlasnie idee "wolnosciowe" nieuchronnie prowadza
                                      do zamordyzmu (jak uczy historia a analiza pogladow "wolnosciowych" nie pozwala
                                      zrzucic wszystkiego na "wypaczenia").
                                      Jak juz wielokrotnie mowilem, podzial na lagodnych wolnosciowcow i innych
                                      (zamordystow) jest bzdurny i trzeba byc lewakiem by mu holdowac. Dlatego nawet
                                      sie nie bronie przez posadzeniem o "zamordyzm", bo jest to zarzut w moich oczach
                                      absurdalny.

                                      > Wniosek: nie ma więc sensu mówić o wolności, chyba że o wolności dla Prawdy
                                      > Jedynej (ale to w gruncie rzeczy zabieg taktyczny, a nadto dla reakcjonisty
                                      > ryzykowny. Lepiej nie kusić licha i nie wspominać niebezpiecznego słowa, tylko
                                      > od razu mówić o Porządku, Prawdzie Prawdziwej, etc.)

                                      Jak juz mowilem, prawienie o "uciskach", "opresjach" itp. rzeczywiscie mnie nie
                                      interesuje.
                                      Mowiac o wolnosci dla Prawdy Jedynej masz na mysli wolnosc dla jedynie slusznych
                                      pogladow "wolnosciowych", prawda?

                                      > Otóż ludzie (w Europie) zasadniczo nie akceptują wniosku, który, wypowiedziany
                                      > lub nie, wyłania się z konserwatywnej dywagacji: że "nie ma sensu mówić o
                                      > wolności". Lewicowa "nikczemna propaganda" ma za zadanie tylko im o tym
                                      > przypominać.

                                      Rzeczywiscie konkluzja, jak to mowisz, konserwatywna moze byc taka: "nie ma
                                      sensu mowic o zredefiniowanym przez oszustow intelektualnych pojeciu 'wolnosc'".
                                      A co to za argument z "ludzmi w Europie"? Ze niby jak ich duzo to maja racje?
                                      Nie bylbym taki pewien tych ludzi na Twoim miejscu. Duzo "reakcjonizmu" w nich
                                      nich siedzi, oj duzo (nawiasem mowiac, dlatego Europa jeszcze istnieje).

                                      > Ponadto, nie jest tak źle jak mówisz. Po prostu, "co naprawdę jest wolnością",
                                      > rozstrzygają nie demoniczni "wolnościowcy" ani również nie nauki Doktora
                                      > Anielskiego, tylko praktyka życia w demokratycznym społeczeństwie.

                                      Czyli praktyka zycia w spoleczenstwie zbudowanym (wg redefiniwanego pojecia
                                      demokracji) wg wzorcow wolnosciowych -> rozstrzygaja mniej czy bardziej
                                      demoniczni "wolnosciowcy".

                                      > Prawo do wolności mają w niej ludzie, nie - religie.

                                      Znakomite, znakomite - religia "poszla do kozy", nie czlowiek?
                                      Rozczulajace jest Twoje mentalne oddzielenie oburzenia na kare za cos, co
                                      uwazasz za "opresje" (pamietam Twoja przypowiesc o kims doprowadzanym na
                                      spowiedz, co mialo byc dowodem na "opresyjnosc") od beztroski, lekkosci i
                                      dowcipu "pojscia do kozy", jesli chodzi o "slusznie" ukaranego reakcjoniste.
                                      Owo mentalne rozdzielenie prowadzi ostatecznie (jak uczy historia) do masowych
                                      grobow "wrogow wolnosci".

                                      > (Pascal - bardzo inteligentny reakcjonista, przekonująco dowodził w
                                      > swoich "Myślach", że nigdy nie będzie możliwy zasadniczy postęp nauk
                                      > przyrodniczych:) Solvitur ambulando!

                                      Oszustwo intelektualne - falszywa analogia oparta logice zapewne "wolnosciowej":
                                      rozbrajajace wnioskowanie "Pascal myslal, ze postep nauk przyrodniczych jest
                                      niemozliwy" i "postep taki nastapil" -> "postep w rozumieniu 'wolnosciowym' tez
                                      nastapi / nastapic musi". Nic to, ze jeden i drugi postep laczy tylko szesc liter.

                                      > gen. Franco, wymordował w ciągu roku (1940) ok. 200 000 swoich
                                      > nieprawomyślnych rodaków.

                                      Musial ktos niezwykle postepowy to liczyc (juz Ci kiedys podsylalem zestawienia
                                      liczby ofiar, sprobuj sie nie blaznic).
                                      A co powiesz na temat egzekucji dokonywanych przez strone republikanska na
                                      nieprawomyslnych (dziesiatki tysiecy rowniez)? Jak ocena tych wydarzen wyglada
                                      ze strony "wolnosciowej"?
                                      A co do wspolczesnej Hiszpanii:
                                      Po pierwsze, Hiszpania swoj stan obecny zawdziecza gen. Franco w duzym stopniu.
                                      Po drugie, bzdura jest "zeszloroczny snieg" - dziedzictwo Franco jest obecne.
                                      Po trzecie, obecna Hiszpania nie jest tym, czym chcieli ja widziec republikanie
                                      z czasow wojny domowej. Moze jest nawet blizsza stronie nacjonalistycznej.
                                      Chyba jednak "faszysci" pasaron...
                                    • donq Re: No pasaran:) 27.04.06, 14:10
                                      Jeszcze jedna perelke wylowilem:

                                      > Otóż ludzie (w Europie) zasadniczo nie akceptują wniosku, który,
                                      > wypowiedziany lub nie, wyłania się z konserwatywnej dywagacji: że "nie ma
                                      > sensu mówić o wolności". Lewicowa "nikczemna propaganda" ma za zadanie tylko
                                      > im o tym przypominać.

                                      Oczywiscie, ze trzeba im przypominac, bo inaczej niebozeta zapomnialyby czego
                                      nie akceptuja. Mogliby popasc w niewole rol spolecznych propagowanych przez
                                      reakcje kierujac sie swoimi rzeczywistymi pragnieniami. Trzeba im zatem
                                      przypomniec, ze ich "pragnienia" musza byc zgodne z "filozofia wolnosciowa".

                                      DonQ

      • zoo_keeper Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 14:48
        Podniesienie kościoła z kryzysu to nie kwestia reform jednego papieża.
        Problem wynika raczej stąd, że dogmaty wiary coraz trudniej pogodzić z
        codziennym życiem. Coraz trudniej tzn. co raz mniej wygodnie. Życie zgodnie z
        przykazaniami uwiera, gniecie i jest mało tredny. Cała nadzieja w Pokoleniu
        JPII.
        --
        fotografia cyfrowa
        • sclavus Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 16:32
          zoo_keeper napisała:

          > Podniesienie kościoła z kryzysu to nie kwestia reform jednego papieża.
          > Problem wynika raczej stąd, że dogmaty wiary coraz trudniej pogodzić z
          > codziennym życiem. Coraz trudniej tzn. co raz mniej wygodnie. Życie zgodnie z
          > przykazaniami uwiera, gniecie i jest mało tredny. Cała nadzieja w Pokoleniu
          > JPII.
          > --
          > fotografia cyfrowa

          ... tyle, ze nie ma żadnego "pokolenia JP2"... .chyba, że chcesz odnieść to
          tylko i wyłącznie do wieku - to nie znaczy jednak nic.... absolutnie NIC!!!
      • leszek.st37 Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 17:57
        corradocatani napisał:

        > Potwierdzają się moje przypuszczenia ze "pancerny kardynał" wcale nie jest
        taki
        >
        > pancerny, ani tym bardziej zakuty. To facet trzeźwo oceniający rzeczywistość,
        > udawadniający ze postęp nie zagraża tradycji jeśli próbuje się go zrozumieć i
        > zaprzędz do pracy także na rzecz tradycyjnego kościoła katolickiego. Mam
        > nadzieję że jego reformy nie będą pozorne i podniosą kościół katolicki z
        > kryzysu trwającego od dobrych kilkunastu lat.

        Tak, to racja /święta/ i co jest na zachodzie oczekiwane.

      • henryad Umiłowanie Zła i jego propagandy, natura ludzka 21.04.06, 05:52
        Parszywe rabinistyczno-judajskie nadzieje spacyfikowania chrzescijaństwa
        doprowadzą do dwukrotnie większego holocaustu Zydów niż za Hitlera, bo Bóg nie
        da się z Siebie naśmiewać. Jezus Chrystus powiedział do Zydów: królestwo Boże
        będzie wam zabrane i dane narodowi, który będzie wydawał owoce jego.
        Koniec żydowskiego wybrania jako narodu wybranego na zawsze!!!!. W Jezusie
        Chrystusie nie ma już zyda ani greka ale nowonarodzony z Ducha człowiek.Plemie
        żmijowe jak o was powiedział wasz prorok Jan Chrzciciel.
        Każdy wasz ruch przeciw Jezusowi Chrystusowi i jego owczarni przepłacicie
        wiecznym piekłem a niekiedy i także już na tej ziemi.
        Benedykt to mniej kochający Chrystusa papież niż Jan Paweł II, to raczej
        filozof, który od czasu do czasu może wiele pobłądzić. Jezus Chrystus
        powiedział do uczniów po zmartwychwstaniu: o głupi i gnuśnego serca. Dlaczego
        głupi bo mało kochają Boga, Jezusa Chrystusa i dlatego głupi...Miłość do Boga,
        Jezusa Chrystusa daje prawdziwą mądrość duchową a nie zmysłową.Niemal 98% ludzi
        tego forum to głupi i gnuśni ludzie. 100% głupich Zydów, to zupełne gudłaje
        żądni władzy, bogactwa, wpływów i bezkarnej manipulacji innymi. Szambo ludzkie
        które wynosi się wskutek własnych oszustw ponad wszelkie poznanie Boże. Jezsus
        Chrystus powiedział, że bez Niego nic nie możemy uczynić. A więc cokolwiek
        dobrego jeśli chcemy uczynić musi to być w Nim przez Niego. Nie przez kościół
        katolicki, protestancki czy jakikolwiek inny, czy przez zademonionych Zydów. To
        w Jezusie Chrystusie jest wszystko co służy ku dobremu a poza Nim nie ma
        Nic!!!! Poza NIm są tylko diabelskie pozory niezależnie jak się one będą
        nazywać.
        • nick3 miodzio 22.04.06, 01:09
          Drodzy rodacy, skąd mu to przyszło?

          "Czyż zbiera się złe owoce z dobrego drzewa?"
    • calstop Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 13:50
      A dlaczego przyjmowanie lefebvrystow przez Benedykta XVI mialoby byc dla
      kogokolwiek szkokiem w Watykanie? Przeciez powszechnie znany jest fakt, ze kard.
      Ratzinger nie podzielal opinii Jana Pawla II na temat eksomuniki lefebvrystow ...
    • apoplaws Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 13:58
      "wartosci nad ktorymi *nie mozna* debatowac"
      Swiete oficjum w pelnej krasie. Gdyby za tym stala sila polityczna, mielibysmy
      inkwizycje ze wszystkimi tego konsekwencjami jak nic.
      • inzynier2 Rok bez niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 14:06
        apoplaws napisał:
        > "wartosci nad ktorymi *nie mozna* debatowac"
        > Swiete oficjum w pelnej krasie. Gdyby za tym stala sila polityczna, mielibysmy
        > inkwizycje ze wszystkimi tego konsekwencjami jak nic.

        Swieta prawda! Tresc artykulu podsumowalbym "Rok bez niespodzianek Benedykta
        XVI". Wiadomo bylo, ze byl on konserwatywnym funcjonariuszem Watykanu i
        pierwszy rok to potwierdzil. Autorka sama pisze "W Kościele zaś narastają
        problemy, które wymagają poważnej dyskusji, m.in. celibatu i komunii dla
        rozwiedzionych, o czym debatowali biskupi podczas wyjątkowo burzliwego
        październikowego synodu w Watykanie."

        Do jej optymistycznego zdania "Na odpowiedź, co dla tego Kościoła zrobi
        Benedykt XVI, trzeba jeszcze poczekać." dodalbym - poczekac na nastepnego
        papieza.
    • ciotka_zenobia B16 to wielki papiez 19.04.06, 14:48
      >Pod koniec sierpnia Benedykt XVI przyjął na audiencji bp. Bernarda Fellaya,
      >zwierzchnika lefebrystów. Komunikat biura prasowego po spotkaniu podkreślał,
      >że upłynęło ono "w klimacie miłości do Kościoła".

      >Lefebrystów ekskomunikował w 1988 r. Jan Paweł II za nieuznawanie Soboru
      >Watykańskiego II. Czy pontyfikat Benedykta XVI przyniesie koniec 20-letniej
      >schizmy w Kościele katolickim?

      Po dlugim pontyfikacie Jana Pawla Apostaty, ktory przeszedl do historii jako
      pierwszy papiez, ktory pocalowal koran nastapily czasy Benedykta Odnowiciela.

      Benedykt okazuje sie wielkim papiezem i wielkim politykiem. Widac to po tym, ze
      glosno mowi o tym jaki ma ogromny szacunek dla swojego poprzednika a po cichu
      zajmuje sie naprawianiem jego bledow.

      Ciotka Zenobia.

      • kipasku Re: B16 to wielki papiez 19.04.06, 18:00
        Ciotka Zenobia
        dobrze piszesz,
        ale czy b16 uda się odkręcić te 28 lat (nie 26), to nie wiem,
        jestem jednak pewny, że czas kuglarzy się skończył
      • awlasnie Re: B16 to wielki papiez 20.04.06, 08:42
        I znowu nalazło się tu schizmatyków - śmierdzących siarką ciotek i
        pociotków "papieża" Lefebvre'a. I jak zwykle cenzurują działania Ducha
        Świętego. I jak zwykle tylko ONI są Kościołem! Żenada.
    • hetmanwiechu Kiedy poswiecenie rury? 19.04.06, 18:12
      Benedictus nie moze sie doczekac kiedy pojedzie do Rosji rure poswiecic.
      Zazdrosci Schroderowi posadki. Jak przestanie byc papiezem ruscy zrobia go
      prezesem jakiejs tam firmy naftowej, aby sprawowal "opieke". Opus Dei i tak
      swiatem rzadzi wiec polaczenie z KGB jest nieuniknione.
      • kipasku Re: Kiedy poswiecenie rury? 19.04.06, 18:24
        rurę możesz poświcić sowie sam
        potem dorosnąć
        a potem pisać
    • joanna_can Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 18:31
      antefiks napisał:

      > jaka luzacka fotka:P

      Jaka gleboka i na temat uwaga.
    • antonioni1 Benedykt XVI 19.04.06, 18:40
      Nie można porównywać 58 letniego Jana Pawła II, z 78 - letnim Benedyktem XVI.
      Tyle mieli lat, gdy zostali papieżami. Jan Paweł II wiele czasu spędzał na
      wakacjach z młodzieżą, Benedykt XVI nad książkami. Karol Wojtyła był
      wysportowanym młodzieńcem, Józef Ratzinger molem książkowym. O "młodzieńczych
      naukowych pracach" Karola Wojtyły mówi się w zaciszu domowym i po cichu, żeby
      nie obrazić autentycznie WYBITNEJ OSOBOWOSCI, która wpłynęła na bieg historii
      XX i XXI wieku jaką był i jest Jan Paweł II. I za to Mu chwała i największy
      szacunek. Ale gdyby nie było u Jego boku RATZINGERA, intelektualisty, teologa,
      filozofa i autentycznego humanisty...
      • kipasku Re: Benedykt XVI 19.04.06, 19:12
        Antonioni1
        ........., że miałby problamy zostać “zwykłym proboszczem” ? (książę Adam
        kardynał Sapieha)
    • jerzy.zywiecki Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 20:21
      Benedykt to też schizmatyk.Wyraznie przeszkadza mu Vaticanum II.Jak pożyje
      dłużej to cofnie Kościół do lat 50-ch,albo nawet do XIX w.Kardynałom brakło
      odwagi by postawić na młodszą osobę,tak jak kiedyś na Wjtyłę.
    • bernardgui Lefebrysci 19.04.06, 22:57
      Nareszcie lefebrysci wracają do łask, ta ekskomunika za nieposłuszeństow była
      (moim zdaniem) niepotrzebna, powinno się raczej ekskomunikować tych wszystkich
      heretyków od "otwartego kościoła". Niektóre wypowiedzi duchownych mogą naprawdę
      szokować np. Życiński mówiący, że Kościół jest przeciwny karze śmierci (sic!),
      albo szczyt, szczytów wywiad z dużego formatu (tytuł GW: "Usta Kościoła")
      serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,3134654.html
      jak dla mnie SZOK!!!

      P.S. Nie wielbię rydzyka (jest zbyt postępowy;], jestem po prostu za zachowaniem
      tradycji w kościele i tyle!
      • nick3 Domorośli inkwizytorzy - polska specjalność:) 21.04.06, 01:32
        To jest chyba to słynne "jp2":)))
    • gjjjjj Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 19.04.06, 23:55
      Kościólę?ciele!Kośćciole!
      nic nie napisze.ważkie gorzkie dogmatyczne anatemy otwierają czasami piekło a wy nie boicie się niczego, pipi studenci.tak mam przez wasze przekleństwa piekło ale to wy nie boicie się śmierci.

      jan paweł jan AS
      czym podnieta jest rodacy

      a i musicie pamiętać że kochać jana pawła to za mało do godności raju.

      nazywam to teorią raparoję (teoria anagramstyczno teozoficzna niekapitalistycznoobłedna,m.
      • martino naprawdę dobry tekst.. 20.04.06, 01:25
        .. co brałeś? Albo czego zapomniałeś wziąć?
        • gjjjjj Re: naprawdę dobry tekst.. 20.04.06, 21:23
          martino napisał:

          > .. co brałeś? Albo czego zapomniałeś wziąć?
          czy to ważne co mnie nawiedziło, bez wzgledu na choroby>
          nie masz wyobraźni aby spytać co to był zza miast nieistniejąca

          myślisz że majac moje lekarstwa my ślałbys tak samo?czy sylabowałbyś synu rymował?
          czy powtarzasz tekst który gasi bo inni myślą, chwile później pewnie opowiadasz dowcip, kiedy zaczniesz się wstydzić, wstyd a nie seks jest najważniejszy z psychicznego punktu widzenia

          kpisz nagłowkiem , wymyśklasz ..i ani z ciebie krytyk ani artysta marti no nie
      • henryad Kościołem jesteś Ty mając Jezusa w swoim sercu 21.04.06, 06:01
        JParszywe rabinistyczno-judajskie nadzieje spacyfikowania chrzescijaństwa
        doprowadzą do dwukrotnie większego holocaustu Zydów niż za Hitlera, bo Bóg nie
        da się z Siebie naśmiewać. Jezus Chrystus powiedział do Zydów: królestwo Boże
        będzie wam zabrane i dane narodowi, który będzie wydawał owoce jego.
        Koniec żydowskiego wybrania jako narodu wybranego na zawsze!!!!. W Jezusie
        Chrystusie nie ma już zyda ani greka ale nowonarodzony z Ducha człowiek.Plemie
        żmijowe jak o was powiedział wasz prorok Jan Chrzciciel.
        Każdy wasz ruch przeciw Jezusowi Chrystusowi i jego owczarni przepłacicie
        wiecznym piekłem a niekiedy i także już na tej ziemi.
        Benedykt to mniej kochający Chrystusa papież niż Jan Paweł II, to raczej
        filozof, który od czasu do czasu może wiele pobłądzić. Jezus Chrystus
        powiedział do uczniów po zmartwychwstaniu: o głupi i gnuśnego serca. Dlaczego
        głupi bo mało kochają Boga, Jezusa Chrystusa i dlatego głupi...Miłość do Boga,
        Jezusa Chrystusa daje prawdziwą mądrość duchową a nie zmysłową.Niemal 98% ludzi
        tego forum to głupi i gnuśni ludzie. 100% głupich Zydów, to zupełne gudłaje
        żądni władzy, bogactwa, wpływów i bezkarnej manipulacji innymi. Szambo ludzkie
        które wynosi się wskutek własnych oszustw ponad wszelkie poznanie Boże. Jezus
        Chrystus powiedział, że bez Niego nic nie możemy uczynić. A więc cokolwiek
        dobrego jeśli chcemy uczynić musi to być w Nim przez Niego. Nie przez kościół
        katolicki, protestancki czy jakikolwiek inny, czy przez zademonionych Zydów. To
        w Jezusie Chrystusie jest wszystko co służy ku dobremu a poza Nim nie ma
        Nic!!!! Poza NIm są tylko diabelskie pozory niezależnie jak się one będą
        nazywać.

        ezus Chrystus jest prawdziwym Zyciem, a nie jacyś ''słudzy''.
    • duk123 Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 20.04.06, 02:13
      - Materialy o tym jak Watykan aktywnie chronil i dalej chroni pedofilow forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?s=&showtopic=348&view=findpost&p=10123
      forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?s=&showtopic=348&view=findpost&p=11853
      - Materialy o tym jak Watykan aktywnie chronil i dalej chroni gwalcicieli zakonnic i kobiet swieckich forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?s=&showtopic=433&view=findpost&p=10661
      forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?s=&showtopic=433&view=findpost&p=12566
      - Bez cenzury o Matce Teresie forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?showtopic=470
    • otawszczyk Re: Rok niespodzianek Benedykta XVI 20.04.06, 19:26
      JP 2 jest wielki - nikt tak jak on nie przyczynil sie do upadku KK na swiecie.
      I za to winnismy go czcic i wielbic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka