Dodaj do ulubionych

Z policją na radnych

31.05.06, 09:02
ale się porobiło

31.05.2006 r.
Nie doszło do skutku posiedzenie Komisji Zdrowia Rady Miejskiej, zwołane na 23 maja w Szpitalu nr 1 w Gliwicach. Nie została na nie wpuszczona część radnych oraz zainteresowani pracownicy. Później do grupki kilku radnych, rozmawiających spokojnie przed szpitalem, likwidator tej placówki Ewa Świderska wezwała siły porządkowe, informując o rzekomej sytuacji zagrożenia.
- Idąc na spotkanie, w holu szpitala zostałem zatrzymany przez ochroniarza, który przepytał mnie, jak się nazywam - mówi jeden z radnych, dr Marek Kopała. Potem usłyszał, że nie ma prawa wejść na posiedzenie Komisji Zdrowia.
Podobnie potraktowani zostali pracownicy szpitala, wśród nich m.in. lekarz Witold Kraszkiewicz. - Chciałem być obecny na tym spotkaniu, bo jestem zainteresowany sprawami szpitala, w którym od pracuję - powiedział nam po tym, jak i jemu ochrona zabroniła wejścia. - To co tu się dzieje, przypomina czasy, o których wszyscy myśleliśmy, że nigdy już nie wrócą.
Także dziennikarka "Nowin Gliwickich" została najpierw wypytana w punkcie informacyjnym o personalia, a potem usłyszała, że z mediów prawo wstępu na salę ma tylko przedstawiciel Miejskiego Serwisu Informacyjnego. - Taka jest decyzja pani likwidator - dowiedzieli się wszyscy, którym zabroniono wejścia na posiedzenie komisji. Gdy dziennikarka "Nowin" robiła w holu zdjęcia, ochroniarz nakazał jej na polecenie Ewy Świderskiej opuścić budynek.
Niebezpieczna pikieta?
- Posiedzenie komisji zwołane zostało w Szpitalu nr 1 ze względu na sytuację, do jakiej doszło w tej placówce pod koniec kwietnia. Lekarze dwóch z oddziałów złożyli wówczas oświadczenia o niemożności kontynuowania obowiązków lekarzy w ramach ostrych dyżurów internistycznych. Motywowali to m.in. na chronicznym brakiem łóżek oraz niedoborami personelu lekarskiego i pielęgniarskiego, powodującymi zagrożenia życia i zdrowia pacjentów - mówił w chwilę później "Nowinom" stojący przed wejściem do szpitala przewodniczący Komisji Zdrowia, Tadeusz Urban. On sam najpierw został wpuszczony na spotkanie, ale później, gdy wyszedł, by zobaczyć, co dzieje się w holu, zatrzymała go ochrona. - Jest to także placówka zdrowia o kluczowym znaczeniu dla miasta, więc przed zbliżającą się sesją Rady Miejskiej chcieliśmy zapoznać się z panującą w nim sytuacją. Jednak dziś, w takich warunkach jakie tu stworzono, posiedzenie nie może się odbyć. Zwołuję je na jutro w budynku Urzędu Miejskiego.
Gdy radni jeszcze w niewielkiej grupce rozmawiali przed szpitalem, przybył patrol straży miejskiej oraz w chwilę później policyjny radiowóz. Ewa Świderska w tym czasie znajdowała się w swym gabinecie z zastępcą prezydenta Andrzejem Karasińskim, któremu podlegają sprawy miejskiego lecznictwa. Policjant stwierdził, że wezwano go przed szpital informując o nielegalnej pikiecie. "Pikietę" tę tworzyli: przewodniczący Rady Miejskiej Stanisław Ogryzek, przewodniczący Komisji Zdrowia RM Tadeusz Urban, przewodniczący Klubu Radnych PiS Marek Kopała oraz radni Wojciech Kuszkowski, Tadeusz Bielesz i Ryszard Malec. Służby porządkowe nie miały żadnych podstaw, by interweniować.
Pomylenie z poplątaniem. Dokończenie w papierowym wydaniu "NG"


www.nowiny.gliwice.pl/ng/wiadomosci.htm
Obserwuj wątek
    • bux Re: Z policją na radnych 31.05.06, 09:06
      i jeszcze tu:
      www.gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/605711.html
      Komisja, czyli pikieta
      25.05.2006

      Ewa Świderska, likwidator gliwickiego Szpitala Miejskiego nr 1 nakazała ochroniarzom wyprowadzenie z posiedzenia samorządowej komisji zdrowia radnych i związkowców, którzy chcieli przysłuchiwać się obradom. Po chwili pod szpital podjechały wozy straży miejskiej i policji. Funkcjonariuszom zgłoszono nielegalną pikietę, którą tworzyli: przewodniczący rady miejskiej Stanisław Ogryzek, przewodniczący komisji zdrowia Tadeusz Urban, szef klubu PiS Marek Kopała i radni Wojciech Kuszkowski, Tadeusz Bielesz i Ryszard Malec.

      Komisja postanowiła 23 maja zebrać się w szpitalu przy ul. Kościuszki, bo właśnie z prywatyzacją "jedynki" są w mieście największe problemy. Takie posiedzenia zgodnie z ustawami o samorządzie i dostępie do informacji publicznej są jawne i ma w nich prawo uczestniczyć każdy - nie tylko radni, ale i mieszkańcy miasta. Likwidator szpitala Ewa Świderska zlekceważyła te przepisy.

      - Na miejscu byłem jako jeden z pierwszych. Nie jestem członkiem komisji, ale wpuszczono mnie do sali dopiero po okazaniu legitymacji radnego. Nagle okazało się, że pani Świderska przygotowała jakąś listę i ochrona wpuszcza tylko wybrane osoby. To było niezgodne z prawem. Za drzwiami zostali radni i związkowcy. Ochroniarz wyprowadził też z budynku dziennikarkę. Wyszedłem z sali. Opuścił ją też przewodniczący komisji Tadeusz Urban. Chciał wrócić, ale już go nie wpuszczono. To skandal! - denerwuje się radny Ryszard Malec.

      Zbulwersowani radni pod budynkiem dyskutowali o tym, co się stało. Zaczęli się rozchodzić, kiedy pojawił się patrol straży miejskiej. Dwaj strażnicy uzbrojeni w pałki weszli do szpitala. Po chwili podjechała także policja.

      - Nie mieliśmy wezwania. Dyżurny straży miejskiej poinformował naszego oficera, że patrol straży kieruje na pikietę pod szpital. Powiedział, że robi to na polecenie przełożonego strażników. Oficer powiedział o tym zastępcy komendanta. Ten wysłał patrol ruchu drogowego, by sprawdzić, co się dzieje. Funkcjonariusze ustalili, że nie było żadnej pikiety. Kilka osób stało pod budynkiem i spokojnie rozmawiało - mówi Arkadiusz Ciozak, rzecznik gliwickiej policji.

      Ewa Świderska tłumaczyła wczoraj radnym, że tuż przed rozpoczęciem feralnego spotkania komisji, dotarły do niej informacje, że formuje się pikieta. Dlatego stworzyła listę osób, które miały prawo wejść na spotkanie. - Aby nikt obcy i niepowołany do szpitala się nie dostał. Chodziło mi o bezpieczeństwem pacjentów - wyjaśniała.

      Kiedy opowiadała o rzekomych niepokojących sygnałach oraz o grupie tajemniczych i nieznanych ludzi zbliżających się do szpitala - na sali rozległy się salwy śmiechu. Świderska utrzymywała, że doszło do nieporozumienia:- Wszystkich państwa przepraszam - powtarzała.

      Radny Marek Kopała (PiS) twierdzi, że Świderska obraziła personel szpitala. Jego zdaniem to właśnie obecności tych osób na komisji się obawiała. Potwierdził to Stanisław Ogryzek, który trzykrotnie w czasie spotkania apelował do niej, by sprawdziła, czy osoby za drzwiami sali to jej podwładni. Likwidatorka zamiast tego wezwała straż miejską.

      Gliwiccy radni w najbliższych dniach skierują do Prokuratury Okręgowej pismo w sprawie naruszenia prawa przez likwidatorkę szpitala. Chodzi o uniemożliwienie wykonywania mandatu radnego. Posiedzenie komisji zdrowia odbyło się dopiero wczoraj i to w budynku magistratu. Tym razem zgodnie z prawem mogli w nim uczestniczyć wszyscy, którzy mieli na to ochotę.
      Aldona Minorczyk-Cichy, Marlena Polok-Kin - Dziennik Zachodni

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka