Dodaj do ulubionych

"Anna In w grobowcach świata": nowa książka Olg...

12.09.06, 19:07
pierwszy!
Obserwuj wątek
    • tom1003 "Anna In w grobowcach świata": nowa książka Olg... 12.09.06, 19:12
      "Skoro mit w naszej epoce może przyjmować wyłącznie postać socjotechnicznej
      manipulacji dokonywanej na zbiorowej świadomości, to po co go odzyskiwać?"

      Czy to jest "odzyskiwanie mitu", czy raczej kolejna socjotechniczna manipulacja.
      To nawet nie mit, ale kolejna bajka o złym męskim świecie i kobietach, które
      nam zagwarantują szczęście. Takie feministyczne bajki były może czymś
      nowatorskim w latach 60 tych.
      • nick3 Niech zstąpi Duszyca Bogiń i odnowi oblicze Ziemi! 12.09.06, 20:21
        Bo ta Ziemia chyba niczego nie potrzebuje bardziej! Naprawdę.

        Nie, biblijny Bóg nie jest w stanie - bez przejścia solidnej psychoanalizy -
        zmienić tu czegokolwiek.

        Biblijny obraz boskości sam w sobie jest w dużym stopniu produktem i
        jednocześnie filarem tego chorego świata.

        To bardzo ważne, żeby to zauważyć!


        Drodzy strwożeni obrońcy Depozytu, nie potrząsajcie ze wzgardą
        głowami, "wiedząc co o tym myśleć":)

        To właśnie wasz świat i wasza boskość ma przeminąć, bo jest bodaj czy nie
        najważniejszym źródłem mankamentów i brzydoty zachodniej cywilizacji!

        (Co ciekawe, także ateizm należy tu rozumieć jako "heretyckie" odgałęzienie
        judeochrześcijaństwa! Są naprawde dobre powody, by uznać tę intrygującą myśl za
        zasadną.)

        tom1003 napisał:
        > "Skoro mit w naszej epoce może przyjmować wyłącznie postać socjotechnicznej
        > manipulacji dokonywanej na zbiorowej świadomości, to po co go odzyskiwać?"

        W myśli, którą przytaczasz, chodziło o mit "nowoczesny" (komunizm, faszyzm)
        wymyślany sztucznie.

        Dlatego właśnie należy odzyskiwać mity dawne. To właśnie jest logiczne
        rozumowanie autora tekstu.

        > Czy to jest "odzyskiwanie mitu", czy raczej kolejna socjotechniczna
        > manipulacja

        Tak sobie można z panami demonologami porozmawiać:)

        "A nie mówiliśmy, że jesteś Samarytaninem i masz złego ducha?"


        Może jednak warto byłoby zająć mniej uprzedzoną i demonizującą postawę wobec
        poszukiwań mitologicznych współczesnego człowieka?

        Przecież to idzie o "naszą i waszą wolność"!

        Pytam was prosto z mostu: Czy główną emocją chrześcijan wobec rodzącej się
        nowej duchowości globalizującego się świata musi być zawiść tchórzy wobec tych,
        którzy się odważyli!?

        To nie "kobiety zagwarantują nam szczęście", jak lekceważąco interpretujesz.
        Tu idzie o przewrót w paradygmacie boskości.

        "Bajki" z lat 60-tych? Lata 60-te to był w historii zachodniej cywilizacji i
        jej uniwersum duchowego - koniec pewnej epoki a początek nowej.
        Kto nie widzi, że zaszło tu coś, czego się nie da odwócić i że zachodzi to
        nieprzerwanie dalej i coraz dalej, ten zamyka oczy na znaki czasu.

        A czy to "bajki"? Ależ ludzkość niczym nie żyła i nie zyje bardziej niż
        takimi "Bajkami"!

        Bez nich by jej nie było.
        • pantera01 Re: Niech zstąpi Duszyca Bogiń i odnowi oblicze Z 12.09.06, 21:43
          Nikus
          Zstap na ziemie i przestan bredzic. Moze zacznij od zmiany paradygmatu
          normalnosci i wtedy Twoje wypowiedzi beda normalne.
          • nick3 Re: Niech zstąpi Duszyca Bogiń i odnowi oblicze Z 12.09.06, 21:50
            "bredził" (deliravit) - ulubione słowo Ojców i Doktorów Kościoła (zwłaszcza
            lubił je Tomasz z Akwinu) na temat każdego, z kim się nie zgadzali.

            Duchowość tak wyglądać nie musi!
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl deliravit 13.09.06, 08:48
              > "bredził" (deliravit) - ulubione słowo Ojców i Doktorów Kościoła

              :-D

              Dla mnie to akurat autor recenzji _delirat_... Mity cenię, feminizm cenię,
              Tokarczuk też cenię, ale o co chodzi w tym artykule - nie potrafię zrozumieć.
              Niekonkretne pitolenie humanisty. Ciekawe, czy autor sam wie, o co mu chodziło,
              czy puścił swój strumień świadomości na żywioł.

              → → → → → → → → → →
              Odkryjmy Białoruś!
              odkryjmybialorus.blox.pl
              • iluminacja256 Re: deliravit 13.09.06, 08:58
                Patrz - moje kilka słów na temat Czaplińskiego niżej - zawsze jak go słyszę ,
                albo czytam, też sama siebie pytam - " Co pan, panie Przemysławie do cholery
                miał na myśli w trakcie zapisywania tych 40 stron:)" Nic tak nei zabija
                przyjemności interpretacji jak romemłanie jej w tysiącu słów, wierząc, ze
                gdzieś tam są cztery wazne, ale nie siląc się na napisanei tych 4 jasno i
                wyraznie, zamiast 1000 ozdobników.
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: deliravit 13.09.06, 11:55
                  > zawsze jak go słyszę, albo czytam

                  Tzn. musisz go słuchać i czytać? Współczuję... :-)

                  → → → → → → → → → →
                  Odkryjmy Białoruś!
                  odkryjmybialorus.blox.pl
                  • nick3 Re: deliravit 13.09.06, 21:17
                    A mnie się tekst Czaplińskiego podoba.

                    Nie widzę w nim tych dłużyzn czy ozdobników, które mu zarzucacie.

                    Przeciwnie - daje do myślenia w prostych słowach.

                    Czytało mi się z intelektualną przyjemnością.
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: deliravit 15.09.06, 16:19

                      Gratuluję.

                      → → → → → → → → → →
                      Odkryjmy Białoruś!
                      odkryjmybialorus.blox.pl
                      • nick3 anuszka 15.09.06, 20:56
                        Co to jest, anuszka, "niekonkretne pitolenie humanisty"? Hmmm?:)


                        Czy musisz się uwiarygodniać powtarzając antyintelektualne klisze myślowe
                        właściwe naszym drogim prawicowym panom adwersarzom?


                        A co do tekstu Czaplińskiego, podtrzymuję zdanie. To jest konkretnie, mocno i
                        przejrzyście napisane.

                        I - co w polskich realiach może jest rzadkością:) - choć chwalę, nie jestem ani
                        trochę znajomym autora:)
      • iluminacja256 Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 08:36
        Mit nie tyle tzreba "odzyskac" , co odgrzebać, archeologicznie odnależc,
        przeczyścić i wyjąć na światło dzienne. Kazdy weilki mit starozytnego swiata ma
        w swoim repertuarze kobiete, która jest boginią i ziemiankę, , która działa.
        Mit chrzescijański - nei ma kobiety , która jest boginią, ale ziemiankę, która
        na wszystko się zgadza,nie działajac , wiec zostaje wreszcie boginią w nagrodę
        za to, z e nie przeszkadzała...

        Jak zdaje sie czytamy u Arystotelesa - mit to okruchy prawdy, które przetrwały
        ze starego swiata po wielkiej katastrofie - mit chrzescijański ktoś urabał jak
        toporem i dostosowal do swoich potrzeb, dziwiąc się, że kobiety pytają o Marie
        Magdalenę ...
        • szarobury Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 10:17
          iluminacja256 napisał:

          > Mit nie tyle tzreba "odzyskac" , co odgrzebać, archeologicznie odnależc,
          > przeczyścić i wyjąć na światło dzienne. Kazdy weilki mit starozytnego swiata
          ma
          >
          > w swoim repertuarze kobiete, która jest boginią i ziemiankę, , która działa.
          > Mit chrzescijański - nei ma kobiety , która jest boginią, ale ziemiankę,
          która
          > na wszystko się zgadza,nie działajac , wiec zostaje wreszcie boginią w
          nagrodę
          > za to, z e nie przeszkadzała...
          >
          > Jak zdaje sie czytamy u Arystotelesa - mit to okruchy prawdy, które
          przetrwały
          > ze starego swiata po wielkiej katastrofie - mit chrzescijański ktoś urabał
          jak
          >
          > toporem i dostosowal do swoich potrzeb, dziwiąc się, że kobiety pytają o
          Marie
          > Magdalenę ...

          Mit to tyleż opis świata, jak i język, w którym się ten opis przedtawia.
          Odszyfrowywanie mitów jest w istocie nauką języka, w którym porozumiewała się
          dana kultura. Niestety, nie da się tego ukryć, na naukę owych języków wpływały
          zawsze względy ideologiczne. Kiedyś odczytywano je przez pryzmat
          chrześcijaństwa, dziś najmocniej zideologizowanym sposobem odczytywania mitów
          posługuje się feminizm. Zabawnie jest patrzeć, jak sięga do chrześcijaństwa,
          będącego przecież mitem/językiem żywym i próbuje go tłumaczyć na własny sposób,
          bez jakichkolwiek prób zrozumienia tych, którzy owym językiem posługują się na
          codzień. Pozwala to zrozumieć jak feministki odczytują stare mity i pomaga
          zachowywać dystans do tego typu odkryć.
          • iluminacja256 Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 10:27
            hmmm...z częscią Twojej wypowiedzi mozna sie zgodzić ,ale tylko z czescia -
            oczywiscie, ze mit jest rodzajem jezyka pierwotnego, jest archetypem zachowań
            typowych dla danej kultury - no własnie , ale TYLKO dla danej kultury.

            Z takiego punktu widzenia oczytywanie mitów przez pryzmat chrzescijaństwa jest
            taką sam potworną uzurpacją, jak odczytywanie przez feminizm. Bo
            chrzescijaństwo nie posługiwało sie pojęciami i archetypami mitu greckiego, czy
            mitów celtyckich - nie rozumiało ich i nie nalezało do ich repertuaru
            symboliki, a jednak pzrejmowało neiktóre ich elementy i nadawalo sobie
            przywilej jedynej słusznej interpretacji. Tym samym zawlaszczalo mit dla
            siebie, nei pamietajac, z e nalezy do innego porzadku i mówi o micie nie-
            swoim, ukradzionym , wyrwanym z kultury, w której mit powstał - i takze bez
            próbporozumienia sie z tymi, którzy bezposrednio, choćby mity platońskie
            komentowali...Takze nic nowego pod słońcem .
            • szarobury Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 10:36
              iluminacja256 napisał:

              > hmmm...z częscią Twojej wypowiedzi mozna sie zgodzić ,ale tylko z czescia -
              > oczywiscie, ze mit jest rodzajem jezyka pierwotnego, jest archetypem zachowań
              > typowych dla danej kultury - no własnie , ale TYLKO dla danej kultury.
              >
              > Z takiego punktu widzenia oczytywanie mitów przez pryzmat chrzescijaństwa
              jest
              > taką sam potworną uzurpacją, jak odczytywanie przez feminizm. Bo
              > chrzescijaństwo nie posługiwało sie pojęciami i archetypami mitu greckiego,
              czy
              >
              > mitów celtyckich - nie rozumiało ich i nie nalezało do ich repertuaru
              > symboliki, a jednak pzrejmowało neiktóre ich elementy i nadawalo sobie
              > przywilej jedynej słusznej interpretacji. Tym samym zawlaszczalo mit dla
              > siebie, nei pamietajac, z e nalezy do innego porzadku i mówi o micie nie-
              > swoim, ukradzionym , wyrwanym z kultury, w której mit powstał - i takze bez
              > próbporozumienia sie z tymi, którzy bezposrednio, choćby mity platońskie
              > komentowali...Takze nic nowego pod słońcem .

              Ależ całkowicie się zgadzam! Chrześcijaństwo przepisało stare mity po swojemu i
              wpoiło nam je tak, że właściwie nie potrafimy juz ich inaczej rozumieć/czytać.
              Inicjatywa odmiennego odczytania mitów przez feminizm byłaby chwalebna, gdyby
              nie fakt, że zawiera zafałszowanie już u samych podstaw. Rzecz w tym, że sam
              feminizm, jakby się przed tym nie bronił, wywodzi się z cywilizacji
              chrześcijańskiej. Może i na zasadzie negacji, ale i tak mówi w tym samym
              języku, choć tupie przy tym mniej lub bardziej zgrabnymi nóżkami. W efekcie
              wybrał sobie zadanie trudne, kto wie, może nawet niemożliwe do wykonania.
              Rzeczywiście proponują nam zatem feministki, a z nimi Tokarczuk, starą zabawę,
              według tych samych zasad, tylko na lekko przemalowanej planszy. Czy ma zatem
              ona jakikolwiek sens - pomijając frajdę uczestników gry? Moim zdaniem - i
              owszem, bo mimo wszystko czegoś nowego możemy się nauczyć. Problem polega na
              tym, że feminizm powiela i inny stary błąd - pragnienie wiedzy przekuwa na
              pragnienie udawadniania, a to ślepa uliczka.
              • iluminacja256 Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 10:53
                Co do tego , czy feminizm wywodzi sie z tradycji chrzescijańskiej,
                polemizowałbym ...Ja bym raczej powiedziała, z wywodzi sie z tradycji
                oswieceniowej i po oświeceniowej, a zatem tej, która neguje pierwiastek boski w
                ogóle, łacznei z językiem, sacrum i profanum, dość utopijnei twierdząc, ze
                człwoeik sam sobie moze zbudować raj, albo piekło na ziemi, a bóg nie jest
                istotą mu niezbedna, bo prawo moralne kazdy z nas nosi w sobie i odpowiednio od
                dzieciństwa ukształtowany , wie, jakiej granicy przekroczyć nie mozna... I to
                znamienne, ze jesli kogos w chrzescijańskeij wizji feminizm " lubi" , albo
                raczej potzrebuje to zdecydowanie Jezusa , nei Matkę Boską - to swoja droga
                bardzo ciekawy temat na esej :)
                Ja to widze raczej tak, ze feminizm ma pewien problem w swojej istocie, mówiąc
                jezykiem oswieceniowym , jednoczesnei wygrzebuje mityczną Wielką Matkę i tę
                przeciwstawia Bogu Ojcu czyli w sumei walczy ta sama bronią, którą walczyło
                niegdyś chrzescijaństwo...Ale zdrugiej strony, czy jakikolwiek nurt moze
                istnieć, jesli nei ejst uparty i trochę doktrynalny? Gdyby chrzesciajnei
                słuchali tylko nauki Jezusa, po tej religii nei byłoby dziś sladu:)
                • szarobury Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 11:10
                  iluminacja256 napisał:

                  > Co do tego , czy feminizm wywodzi sie z tradycji chrzescijańskiej,
                  > polemizowałbym ...Ja bym raczej powiedziała, z wywodzi sie z tradycji
                  > oswieceniowej i po oświeceniowej, a zatem tej, która neguje pierwiastek boski
                  w
                  >
                  > ogóle, łacznei z językiem, sacrum i profanum, dość utopijnei twierdząc, ze
                  > człwoeik sam sobie moze zbudować raj, albo piekło na ziemi, a bóg nie jest
                  > istotą mu niezbedna, bo prawo moralne kazdy z nas nosi w sobie i odpowiednio
                  od
                  >
                  > dzieciństwa ukształtowany , wie, jakiej granicy przekroczyć nie mozna... I to
                  > znamienne, ze jesli kogos w chrzescijańskeij wizji feminizm " lubi" , albo
                  > raczej potzrebuje to zdecydowanie Jezusa , nei Matkę Boską - to swoja droga
                  > bardzo ciekawy temat na esej :)
                  > Ja to widze raczej tak, ze feminizm ma pewien problem w swojej istocie,
                  mówiąc
                  > jezykiem oswieceniowym , jednoczesnei wygrzebuje mityczną Wielką Matkę i tę
                  > przeciwstawia Bogu Ojcu czyli w sumei walczy ta sama bronią, którą walczyło
                  > niegdyś chrzescijaństwo...Ale zdrugiej strony, czy jakikolwiek nurt moze
                  > istnieć, jesli nei ejst uparty i trochę doktrynalny? Gdyby chrzesciajnei
                  > słuchali tylko nauki Jezusa, po tej religii nei byłoby dziś sladu:)

                  Ciekawy jest ten wątek Matki Boskiej i Jezusa. Zabawne, że tutaj Kościół
                  Katolicki i feminizm zupełnie nie potrafią się spotkać, bo obie strony mają
                  kompletnie inaczej zbudowane obrazy Marii - dla kościoła jest niemal symbolem
                  kobiecego wyzwolenia, dla feminizmu wręcz przeciwnie.
                  Ale to temat na inną rozmowę. I - obawiam się - musiałbym trochę do niej
                  książek przeczytać.
                  Oświecenie nie wydaje mi się tak jednorodne, jak piszesz, to był raczej melanż
                  całej masy pomysłów i idei, z których wiele, koniec końców, poodkrywało
                  konieczność Boga na nowo, inna sprawa w jaki sposób. Ale to znów temat na
                  osobną dyskusję.
                  Tak, czy owak - dziękuję - podobało mi się rozmawianie na te tematy bez
                  ciskania w rozmówcę ciężkimi przedmiotami:). W tym kontekście - wiwat nowa
                  powieść Tokarczuk!:)
                  • nick3 Cip, ci.. owieczki... 15.09.06, 14:14
                    szarobury napisał:
                    > Oświecenie nie wydaje mi się tak jednorodne, jak piszesz, to był raczej
                    melanż
                    > całej masy pomysłów i idei, z których wiele, koniec końców, poodkrywało
                    > konieczność Boga na nowo


                    Kościelne wishful thinking!:)

                    Czy też raczej - próba stanowienia rzeczywistości poprzez słowa powołujące ją
                    do istnienia (co zresztą w świecie ludzkiej kultury nie jest wcale
                    niemożliwoscią:).


                    To, co mówisz, jest w najlepszym razie interpretacją (dość tendendcyjną i przez
                    to mało wartościową).

                    A nie - jak zdajesz się sugerować - faktem.
                • nick3 Utopia - niby dlaczego "nierealizowalna"?:) 13.09.06, 11:18
                  Nie sądzę, iluminacja, by chrześcijaństwo było aż tak bardzo potrzebne:)

                  Przekonanie, że tak jest, stanowi część ideologii patriarchalnej, która broni
                  swojego porządku społecznego przed zmianą.


                  Myślę, że patriarchalizm bardzo pragnie skłonić feminizm do takich deklaracji
                  jak Twoja, by stał się wkomponowanym i służącym systemowi "papieskim
                  feminizmem".

                  Myślę jednak, że zmiany pójdą o wiele wiele dalej niż taka
                  przedwczesna "synteza" żeńskiej boskości z chrześcijaństwem.

                  "Synteza" w cudzysłowie. Bo w istocie jest to kapitulacja.
                  • iluminacja256 Re: Utopia - niby dlaczego "nierealizowalna"?:) 13.09.06, 11:33
                    Mnie wcale nie chodziło tutaj o potrzebę istnienia chrzescijaństwa dla
                    zachowania porządku moralnego na swiecie . Nie, raczej o te drugą część -
                    utopijną wizję budowy raju, albo piekla na ziemi TYLKO w wykonaniu
                    cżłowieka. Historia pokazuje, ze człwoeikowi jednak o wiele łatwiej idzie
                    budowanie piekła na ziemi niż raju, a jego demiurgie są tak wykoslawione, jakby
                    budował je sam diabeł - komunizm miał zaistniec jako raj, szybko pzrekształcił
                    się w piekło. Dlatego taka wizja wydaje mi sie utopijna.

                    Ja nie złożyłam zadnej deklaracji, a już szczególnie takiej zwracającej sie ku
                    kultowi religijnemu Matki Boskiej i papieskiemu feminizmowi . Wręcz przeciwnie -
                    wyraznei napisałam, ze jesli feministki kogoś w chrzescijańskim panteonie
                    cenią to jest to Jezus, nie jego matka, a Wielka Matka, nei ma kompletnie nic
                    wspólnego z Maryją - to archetyp, wierzenie pierwotne - powstałe jeszcze pzred
                    wyodrębnieneim takich Wielkich Matek jak Kybele , Demeter, Izyda - coś co
                    istniało zanim powstał, albo wtedy kiedy powstawał język - symbol. Ta która
                    daje zycie, ma neizliczona ilosć piersi do karmeinia, jest mądra i
                    doswiadczona , ale także mściwa, pamiętliwa i okrutna jesli jest ku temu
                    powód. Tę drugą część Weilkich Matek Maryi amputowano kompletnie, wiec nijak mi
                    nei po drodze z papieskimi matkami pokornymi i cichymi.:)
                    • nick3 Czy Bóg jest potrzebny? 13.09.06, 12:12
                      Przy takim postawieniu sprawy przez Ciebie jakoś byśmy się pewnie dorozumieli.

                      Wydaje mi się jednak, że konserwatywna nieufność do człowieka (mocno podsycona
                      przez katastrofę komunizmu) jest nie do pogodzenia z feministycznym
                      przeżywaniem siebie, które jest zasadniczo ufne wobec natury.

                      Dlatego konserwatywna kultura lęku jest wyrazem emocjonalności patriarchatu. A
                      to ją wyraża, moim zdaniem, ten fragment:

                      iluminacja256 napisał:
                      >tradycji
                      >oswieceniowej i po oświeceniowej [...] dość utopijnei twierdząc, ze
                      >człwoeik sam sobie moze zbudować raj, albo piekło na ziemi, a bóg nie jest
                      >istotą mu niezbedna, bo prawo moralne kazdy z nas nosi w sobie i odpowiednio
                      >od
                      >dzieciństwa ukształtowany , wie, jakiej granicy przekroczyć nie mozna...


                      W pewnym sensie żeńskiemu przezywaniu świata "Bóg nie jest potrzebny"!

                      Mówię tak patrząc na starozytne kultury feminocentryczne (Kreta, Malta).

                      Ale w zupełnie innym sensie niż patriarchalnemu ateizmowi Oświecenia (czy
                      komunizmu).

                      Kultura feminocentryczna jest bowiem bez reszty przeniknięta sacrum.

                      Można wręcz powiedzieć, że "Bóg" - sacrum właściwe religii czasów patriarchatu
                      jest zanikającym śladem tej dawnej Obecności. (Tutaj widziałbym możliwość
                      dialogu z tradycją religijną patriarchatu. Ale "bardzo powoli":)

                      Tutaj może się wyjaśnia lepiej to dziwne zdanie, które napisałem, że ateizm
                      jest "herezją" religii patriarchalnej. Można powiedzieć, że jest tej religii
                      odmianą najmłodszą i najbardziej konsekwentnie patriarchalną (W tym sensie o
                      dziwo judaizm - jako najbardziej archaiczna postać patriarchalizmu - miałby
                      może wiele śladów sacrum kobiecego).

                      Właśnie wyrazem skrajnego patriarchalizmu nowoczesności i oświeceniowego
                      ateizmu jest traktowanie przezeń świata (i człowieka - co wyraźnie widać w
                      przypadku komunizmu) jako tworzywa, materiału.
                      (Kapitalistyczne "zasoby ludzkie" są też w tym klimacie:)

                      To właśnie z tego skrajnie instrumentalnego stosunku do rzeczywistości wzięła
                      się katastrofa patriarchalnego projektu wyzwolenia człowieka jakim był komunizm.

                      Ale kapitalizm wolnorynkowy jest wyrazem tego samego instrumentalnego stosunku
                      do życia.

                      To przeciwko niemu protestował Marks zarzucając mu "utowarowienie" życia.

                      Kłopot z marksizmem w tym, że Marks sam był za bardzo zanurzony w tym, na co
                      słusznie się oburzał. Marks był produktem tej samej kultury i lekarstwo, które
                      zaproponował miało w sobie zbyt wiele z trucizny świata w którym żył.

                      Mówiąc krótko: patriarchat to "bezduszność".


                      Feminizm jest obrończynią sakralnego przeżywania świata.
                      • iluminacja256 Czy sacrum ma płeć?:) 13.09.06, 13:01
                        No dobrze, po przeczytaniu Twojego postu moge równei dobzre zadać pytanie :

                        - Czy bóg ma pleć?
                        - Czy sacrum ma płeć?

                        Zdaje sie, ze u początków etnologii, stary, dobry i "mylący sie co chwilę"
                        Frazer twierdził, ze istnial taki czas w historii ludzkości, kiedy "kobieta
                        była jak bóg" (potem pisał o tym Delumeau w "Grzechu, strachu...", który jest
                        chyba moim ulubionym historykiem kultury() -------->tutaj dochodzimy do tego
                        fundamntalnego hasla , które pojawia sie w rozmowie tam niżej " społeczństwo
                        znajduje dla kogoś więcej zastowsowań, dla spoleczństwa użyteczny jest
                        bardziej, ktoś kto ..." I twój oponent twierdzi tam, z użyteczniejszy jest
                        ten, kto jest silny i inteligentny zarazem. A paradoks tego wszystkeigo polega
                        na tym, ze dla społeczństtwa ZAWSZE wazniejsza jest kobieta , bo ona
                        multiplikuje - rodzi:) I tutaj wlasnie Frazer widział pierwiastek boskości
                        kobiety, daleko odległy od bokosci Maryjnej ------> sacrum kobiety tkwiło w
                        tym , ze pzredłużała zycie rodziny, leczyła, wychowywała. Nie bylo tak, ajk
                        doskonała wieszkośc mysli ------> facet walił w łeb maczuga i gwałcił, zeby
                        mieć dzieci. Nie, nei łaczył przyczyny i skutku, to kobieta dawała zycie, jesli
                        by być dla niej złym , moglaby sie obrazić i pzrestać rodzic - mówimy o czasei
                        tak odleglym, ze nie do rekonstrukcji.

                        To co zrobił patriarchat i czym rozpierdzielił to sacrum w drobny mak, było
                        połozenie łapy na seksualnosci kobiety i całkowite podporządkowanei tej
                        seksualnosci mezczyżnie. Tutaj gdzieś tkwią dzieci małzenskie i bekarty, kult
                        dziewictwa, potepienie tych, które sie puszczają i wogóle ustalenie hierarchii
                        kobiet na te, które się puiszczają i te , które są cnotliwe, a wreszcie to
                        gromkie, prawie jednogłośne krzyczenie męskei o zakazie aborcji. Jesli
                        podporządkujesz sobie seksualność kobiety , zawłaszczysz to, co pierwotnie
                        stanowiło sacrum .
                        • szarobury Re: Czy sacrum ma płeć?:) 13.09.06, 14:28
                          Myślę, że to ociupinkę za proste, co piszesz. W wszelkich mitach pojawia się i
                          ta, która jest płodna, która rodzi i ten, który zapładnia. Czy bóg (Bóg) ma
                          płeć? Czy sacrum ma płeć? A o czym właściwie rozmawiamy - o kulturach
                          pierwotnych, o chrześcijaństwie?
                          Ale i tak jest ciągle jeszcze za prosto. Są tacy, którzy piszą o większej roli
                          kobiet - bo przedłużają życie rodziny, są tacy, którzy wskazują, że chłopcy
                          byli dla społeczności cenniejsi od dziewczynek (Harris). Czyżby patriarchat? A
                          może jednak kryterium użyteczności miało coś do powiedzenia? Feminizm też nie
                          rozpoczął się od mistycyzmu lub nagłego odkrycia roli rodzicielek, ale od
                          wojny, w wyniku której zabrakło mężczyzn w fabrykach i kobiety musiały iść do
                          pracy.
                          Naturalnie, reprezentujemy tu zupełnie różne punkty widzenia. Ja uważam, że
                          społeczności musiały zauważyć, że ktoś, zdolny i dostarczać pożywienie i zadbać
                          o gospodarstwo (gdy już musiał), a także mający swój udział w rozmażaniu jest
                          dla społeczności cenniejszy od kogoś słabszego, kogo mobilność jest
                          ograniczona, gdy spodziewa się dziecka. Naturalnie, znaleziono sposoby, by
                          wytłumaczyć to metafizycznie, mamy więc okresową nieczystość kobiety, jej
                          bliskość "tamtemu światowi" itp. itd. Religia przyszła tu za życiem, nie na
                          odwrót. I w tym jedynie upatrywałbym "przewrotu płci", który feministki ukazują
                          pod nazwą ekspansji patriarchatu i zamachu na boginię. Bo dopóki ludzkość
                          funkcjonowała na poziomie niewielkich grup zbieraczych, rola mężczyzn nie była
                          zbyt wyeksponowana, gdy weszliśmy na wyższy stopień organizacji, a zmiany
                          klimatyczne wzmocniły łowiectwo kosztem zbieractwa, wszystko się zmieniło. Coś,
                          co bywa nazywane matriarchatem nie zdało egzaminu, bo nie mogło. Niby jak miały
                          zarządzać społecznością łowców kobiety-kapłanki, które o łowach nie miały
                          pojęcia i nie miały też narzędzi na zdobycie szacunku łowców, którzy
                          wypracowali już własne rytuały? Gdy pojawiła się hodowla, a później rolnictwo,
                          dla kobiet było już za późno - rola mężczyzny była ugruntowana. Ale znów nic w
                          tym dziwnego - bo przecież pojawiły się konflikty "o miedzę";), w których
                          ponownie większą rolę musieli odgrywać mężczyźni.
                          Prawdę powiedziawszy wszystko to wydaje mi się naturalne i konsekwentne. Tak
                          jak to, że kobiety starają się obecnie - bo mogą, zapewnia im to rozwój
                          techniki - odzyskać swą utraconą pozycję.
                          Choć, naturalnie, ja pewnie jestem skrzywiony patriarchatem:).
                          • iluminacja256 Re: Czy sacrum ma płeć?:) 13.09.06, 18:03
                            W wszelkich mitach pojawia się i
                            > ta, która jest płodna, która rodzi i ten, który zapładnia

                            Ty mowisz o mitach stwórczysz swiata, ja mówie o micie matki-ziemi, tej która
                            odpowiada za urodzaj - zwróć uwage ze kazda z wymienionych przeze mnei nei jest
                            w parze inicjującej poczatek swiata, ale odpowida za plodnośc ziemi , urodzaj ,
                            prokreację i ...rolnictwo. I tu mamy sedno.

                            Piszesz:
                            a uważam, że
                            > społeczności musiały zauważyć, że ktoś, zdolny i dostarczać pożywienie i
                            zadbać
                            >
                            > o gospodarstwo (gdy już musiał), a także mający swój udział w rozmażaniu jest
                            > dla społeczności cenniejszy od kogoś słabszego, kogo mobilność jest
                            > ograniczona, gdy spodziewa się dziecka.

                            I od razu stawiasz tezę wynikajaca z ukradzionej historii , w której kobieta
                            gotuje i rodzi siedząc w domu, a męczyzna dostarcza pozywienie. Tyle tylko, ze
                            tak nie było nigdy - tutaj ktos wtłoczył ci, jak zresztą większości z nas do
                            głowy XIX-sto wieczny projekt mieszczańskeij rodziny, w którym - ona rodzi i
                            nei mzoe sie pzrez to ruszać 9 miesiacy, a on pracuje.

                            A rzeczywistośc neolitu jest taka, ze oni polują stadem, a one stadem uprawiaja
                            role - to jedyna mozliwośc, zeby społeczność pzretrwała głod i identycznie jest
                            u wspólczesnych plemion pierwotnych , u których jakoś ciąza nie ogranicza
                            mobilności , oprócz 9 miesiąca :))) Magia, religia itp nie ma tu nic do
                            rzeczy,po prostu permanentnei zapomina sie o tym, ze dopiero uprawa roli,
                            zainicjowana pzrez kobiety własnie ,które pozostawały w wiosce z dziećmi ,
                            calkowicie postawiła na głowie rozwoj ludzkości. Od koczowniczego zmieniania
                            miejsca w pogoni za zwietzętami, których ZAWSZE było za mało,z eby wyzywić
                            wszystkich , po osiadly tryb zycia w wioskach, wraz z uprawą ziemi i
                            polowaniami co pewien czas.

                            Paradoksalnei w kulturach agrarnych, tam, gdzie rolnictwo jest istotne, rola
                            kobiety nigdy nei była niska, w pzreciwieństwie do wielu plemion koczowniczych,
                            które traktowały kobiety jak kolejny egzemplarz bydła - i porywały zmieniajac
                            miejsce pobytu - to własnei wyjasnia jak wazne jest to podkreślenei, ze
                            przeszlismy od koczownictwa do osiadłego trybu zycia i dlaczego to się stało.
                            Gdyby tylko meczyzni meili dostarczać pozywienia, obawiam sie, ze doskonaął
                            większość kobiet by wymarła, bo akzdy woli najeść się sam niż dac słabszemu,
                            nawet w stadzie.

                            I ani religia, ani magia, nie ma z tym faktem nic wspólnego, to po prostu
                            historia naszego gatunku. Szlismy od polowania po rolnictwo, nei na odwrót -
                            jak twierdzisz:)))))))))))))))))))))))
                            • iluminacja256 Re: Czy sacrum ma płeć?:) 13.09.06, 18:12
                              Aha i nigdy nei było też tak, zebyśmy zyli ze zbieractwa , a wtedy rządziły
                              kobiety i stopniowo przechodzilismy do łowiectwa, kiedy męzczyzni pzrejmowali
                              władzę - nie - zawsze łowiectwu towarzyszyło zbieractwo i zawsze odbywało sie
                              to stadami vel grupami nei rodzina, przynajmneij do czasu neolitu - inaczej po
                              prostu cżłoweik nie pzretrwałby jako gatunek - słowem umarlibyśmy z głodu.

                              Mozesz mi naprawde wierzyć, bo cały pierwszy rok moich studiów dotyczył
                              epipaleolitu, megalitu, neolitu, kultur pucharow lejkowatych i tym podobnych
                              mało komu potzrebnych rzeczy:)
                              • iluminacja256 Re: Czy sacrum ma płeć?:) 13.09.06, 18:28
                                Hmmm...i tak na koniec - bardzo "ewolucyjnie" :)

                                Widzisz majac 10 mezczyzn i jedną kobietę na bezludnej wyspie, zgubisz
                                gatunek :))) Najpierw nastąpi awantura o przynależność kobiety, przy czym
                                wybije sie iluś męczyzn, a wreszcie kobieta urodzi moze trójkę dzieci i zapewne
                                umrze, bo kolejny męczyzna bedzie chciał ukraść ja pierwszemu, a zawsze trafi
                                sie jakiś psychopata, nawet na bezludnej wyspie - moze to zresztą stać sie
                                zupełnei przypadkowo, przy kolejnym porodzie, czy awantuzre własnei.

                                Mając na tejze wyspie 1- kobiet i jednego meczyznę , wystarczy meisiąc aby miec
                                potencjalnych 10 nowych meiszkańców wyspy:)


                                • nick3 Niekiedy nawet nią jest!:))) 13.09.06, 23:00
                                  Jak to ma miejsce u tzw. "pogan" i "ludów dzikich".

                                  Oczywiście zacni monoteiści mogą uważać, że ich sacrum przeklina "głoszących
                                  ewangelię inną od tej", "zazdrośnie strzeże swojej czci" lub "nędzników marnie
                                  wytraca" w sposób wysoce neutralny płciowo.

                                  Nie mają jednak racji. Na pytanie "Czy Bóg ma płeć?" odpowiadam często
                                  pytaniem: "A czy ma uczucia?"

                                  Uczucia mają płeć.

                                  Co zaś do koncepcji bezpłciowego Ducha, to jest to wyższa perwersja
                                  patriarchalna w postaci wypierającej kłopotliwą płeć fantazji o wszechwładzy
                                  intelektu:)

                                  Jedno jest pewne: sacrum nie jest "neutralne":)))


                                  Co do Twojej dyskusji z szaroburym - śledzę ją z sympatią i pozdrawiam.
                                  • donq Re: Niekiedy nawet nią jest!:))) 14.09.06, 13:57
                                    Ciezko sobie wyobrazic cos bardziej intelektualnie miernego niz dorosly
                                    mezczyzna - feminista gledzacy o patriarchacie. To jak Zyd uzywajacy
                                    nazistowskiej frazeologii antysemickiej.

                                    Niektorzy z feministow nawet nosza transparenty z napisem "patriarchat skona".
                                    Slowo, sam widzialem (na zdjeciu co prawda, zawsze mozliwosc fotomontazu
                                    istnieje). Dorosly mezczyzna z takim transparentem - przekomiczny widok, mowie
                                    Wam.

                                    DonQ
                                    • nick3 Czy jestem "męską feministką"?:) 14.09.06, 21:36
                                      To chyba gorzej niż gej, co???:)

                                      Jak by kto nie wiedział, gdzie jest ta przemoc patriarchatu, to np. jest ona
                                      obecna w naszej kulturze w możliwości utworzenia tak skutecznie oddziałujących
                                      zwrotów jak "męska feministka":)
                                      Lub w tej jakże "oczywistej śmieszności", o której piszesz, don:)

                                      Bo tak się składa, że jest to przemoc:)

                                      I jest to przemoc "systemowa" (twoją osobistą przemocą, don, jest ona w
                                      znacznie mniejszym stopniu).
                                      Dlaczego mówię "systemowa"? Bo "wisi" ona "w powietrzu" potencjalnie nad każdym
                                      (tak jak prawo karne nad wszystkimi obywatelami).

                                      Mówię wprost: nie widzę powodu dla którego dorosły mężczyzna miałby się
                                      wstydzić swojego sprzeciwu wobec ograniczeń nakładanych na naszą ekspresję
                                      przez patriarchalne ramy naszej kultury.

                                      A ty widzisz, don?

                                      Możesz oczywiście odmówić poważnej rozmowy, udając przysłowiowego
                                      Greka: "Patriarchat? Jaki patriarchat!?"

                                      Wzorcowo tę postawę oddaje jeden z pierwszych postów szaroburego:

                                      > Otóż mityczny patriarchat, przyjmując
                                      > twierdzenia feministycznej magii, nazywanej niekiedy nauką, opiera się na
                                      > bardzo prostym założeniu wolnorynkowym - ten, z kogo społeczeństwo ma więcej
                                      > pożytku, ten posiada w nim większe przywileje.

                                      Wolna od zgubnej "lewackiej dialektyki" sprzeczność tego zdania budzi moją
                                      szczerą sympatię.

                                      Tak! Właśnie, między innymi, na tym "bardzo prostym założeniu" opiera się
                                      ten "mityczny patriarchat":)))


                                      Twoja demagogiczna analogia feminizmu z nazizmem jest bardzo nierzetelna i
                                      złośliwa.
                                      W praktykowaniu zniesławiających skojarzeń, zupełnie obojętnych na rzetelność
                                      poznawczą, ultraprawica jest godnym kontynuatorem tego, czego rzekomo
                                      nienawidzi: języka totalitarnych "kwadransów nienawiści" z lat 50-tych.

                                      Z prostej przyczyny: insynuuje się tu, że feminizm dąży do prześladowania (i -
                                      zapewne - mordowania:) mężczyzn. Trudno o większy absurd. Czy ty w to wierzysz?
                                      Brrr!!!

                                      Feminizm taki, jak ja go zdefiniowałem, nie dzieli nikogo na "nadistoty"
                                      i "podistoty" (a nie definiowałem arbitralnie, w oderwaniu od tego, co myślą
                                      rzeczywiste feministki).

                                      Idzie o odzyskanie miejsca w kulturze dla żeńskiego przeżywania świata -
                                      t y l k o t y l e -
                                      poprzez stworzenie metafor alternatywnych do tych, które zostały nam dane przez
                                      nasze patriarchalne "korzenie".

                                      Po prostu alternatywa. Żadnych "socjomanipulacji":))

                                      Tu nie grozi ci żaden "bolszewicki terror" (choć oczywiście będą krzyki
                                      o "obrazie uczuć religijnych". Będą, będą:) Tak jak ze wspomnianym w artykule
                                      teatrem Wierszalin. Ale w Iranie są takie same krzyki w odpowiedzi na każdy
                                      odruch wolności. I doprawdy nie dawałbym zbyt pośpiesznie wiary, że ci co
                                      krzyczą, są tu stroną prześladowaną:)))
                                      • donq Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 14.09.06, 22:37
                                        > Mówię wprost: nie widzę powodu dla którego dorosły mężczyzna miałby się
                                        > wstydzić swojego sprzeciwu wobec ograniczeń nakładanych na naszą ekspresję
                                        > przez patriarchalne ramy naszej kultury.
                                        >
                                        > A ty widzisz, don?

                                        Owszem, poniewaz uwazam feministyczne bajania za dno (jedno z, zeby nie bylo
                                        nieporozumien), do ktorego moze sie posunac refleksja, powiedzmy, filozoficzna.
                                        Zaznaczam, ze nie chce powiedziec, ze widze powod, dla ktorego mialbys sie
                                        wstydzic "swojego sprzeciwu wobec ograniczeń...", ale ze widze powod, dla
                                        ktorego mialbys sie wstydzic takich wypowiedzi, jak owa o ograniczeniach, bo
                                        doroslym rozsadnym mezczyznom nie przystoi powtarzanie bzdur.

                                        Jesli baja kobieta, mozna przypuscic, ze ma rozum, ktory dostrzega w owym
                                        bajaniu jakies korzysci dla kobiet, czyli moze bajac z egoizmu w swoim jakos tam
                                        pojetym interesie.

                                        Jesli o patriarchacie (w rozumieniu feministek) baja facet, to cos jest nie tak.
                                        No chyba, ze z bajania sie utrzymuje, np. za pieniadze podatnikow wykladajac
                                        gender studies czy inne gluty z mozgu na uniwersytecie - wtedy mozna go uwazac
                                        za bajarza, ale ciezko mu odmowic pewnej inteligencji. Jest tak z toba?

                                        > Twoja demagogiczna analogia feminizmu z nazizmem jest bardzo nierzetelna i
                                        > złośliwa.

                                        Co znaczy "rzetelnosc" u osoby niechetnej "racjonalizowaniu" i u piewcy
                                        relatywizmu? Wyjasniam - cos takiego jak rzetelnosc nie istnieje, a ja w zgodzie
                                        ze swoimi pragnieniami i dajac upust swojej ekpresji po swojemu przezywajac
                                        swiat tak sobie wlasnie analogizuje. I co - nie wolno mi? Inne interpretacje sa
                                        lepsze? Dlaczego i na jakiej podstawie?

                                        DonQ
                                        • nick3 Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 15.09.06, 14:26
                                          Widzę, że dobrze przyswoiłeś sobie pewne wątki diamatu i materialistyczna
                                          metoda socjologii wiedzy (w pewnej praktycznej wersji) nie jest ci obca:

                                          donq napisał:
                                          > Jesli o patriarchacie (w rozumieniu feministek) baja facet, to cos jest nie
                                          tak
                                          > .
                                          > No chyba, ze z bajania sie utrzymuje, np. za pieniadze podatnikow wykladajac
                                          > gender studies czy inne gluty z mozgu na uniwersytecie - wtedy mozna go uwazac
                                          > za bajarza, ale ciezko mu odmowic pewnej inteligencji. Jest tak z toba?


                                          Nie.


                                          Do poparcia feminizmu skłoniła mnie solidarność, kiedy poprzez indywidualne
                                          lektury doszedłem do wniosku, że te kobiety mają rację w swojej diagnozie stanu
                                          rzeczy.

                                          • donq Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 15.09.06, 17:43
                                            Zdziwilbys sie, jakie rzeczy nie sa mi obce...

                                            A swoja droga, do takiej mysli nie trzeba dochodzic przez 'diamat'. To bardzo
                                            prosta mysl...

                                            Do owej solidarnosci dodam jedynie, ze 'otwarte' i 'wolno myslace' lewactwo
                                            dziwnym trafem przewaznie dochodzi do wniosku, ze inni lewacy maja racje, a
                                            nielewacy jej nie maja...

                                            DonQ
                                            • nick3 Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 15.09.06, 21:11
                                              Wszystko ci się potwierdzi, don, i uspójni:)

                                              'otwarte' i 'wolno myslace' lewactwo
                                              > dziwnym trafem przewaznie dochodzi do wniosku, ze inni lewacy maja racje, a
                                              > nielewacy jej nie maja...


                                              Zdefiniowałeś mnie sobie jako "lewaka" i następnie ta moja "substancjalność"
                                              doskonale tłumaczy ci cechy mojego myslenia.

                                              Tymczasem po prostu dwa razy nazywasz to samo ("lewakiem" nazywasz mnie bowiem
                                              m. in. za obecne u mnie wątki myślowe, które zaczerpnąłem od feministek:).


                                              A ponadto, jak już gdzieś powiedziałem, epitet "lewactwa" jest w żargonie
                                              prawicy anatemą na całą postawę humanistyczną, nie oznacza więc żadnego
                                              stanowiska politycznego, lecz każdy indywidualny, a więc twórczy stosunek do
                                              życia.

                                              Rzeczywiście ta postawa jest "nieotwarta" na przeciwstawną:)


                                              Ale może warto się zastanowić, czym jest ta - przeciwstawna.
                                              Nim powiemy, że a priori ma niby na "otwartość" zasługiwać.
                                              • donq Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 15.09.06, 22:12
                                                Nie powiesz mi, ze nie widzisz tego, ze jestes, przy deklaratywnej "otwartosci",
                                                okopany na swoich pozycjach. Z pewnoscia 99% mozna powiedziec, ze zgodzisz sie z
                                                kims ze swojego obozu, na 99% mozna powiedziec, ze nie zgodzisz sie z nikim z
                                                przeciwnego.

                                                Taka ideologiczna trybalizacja. Nic dziwnego, ale gdzie tu "otwartosc"?

                                                Oczywiscie, ze nie jestes "otwarty" (jak sam w koncu przyznajesz). Masz (jak
                                                kazdy trybalista) swoj zestaw przekonan, ideologicznych przyjaciol i wrogow.
                                                Masz swoje dogmatyczne ideologiczne granice, za ktore odmawiasz sie wychylic,
                                                masz swoj zestaw "wartosci", w czym nie ma nic dziwnego. Dziwne jest tylko to,
                                                ze okraszasz to gledzeniem o "relatywizmie", "otwartosci", "tolerancji" itp. Ale
                                                to tylko retoryka obliczona na naiwnych.

                                                DonQ

                                                • nick3 Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 15.09.06, 23:10
                                                  Obawiam się, że nie jesteś zdolny dowiedzieć się na mój temat niczego, co
                                                  podważyłoby ten obraz mnie.

                                                  Nie mam żadnego jednolitego "obozu", choć oczywiście istnieje pewien rodzaj
                                                  wrażliwości, którego posiadacze są mi zdecydowanie bliżsi niż ty.

                                                  Dla poparcia tezy: czy anuszka lub iluminacja są według ciebie z "obozu"
                                                  (Układu?:)) czy - nie?

                                                  A widzisz! Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, którą w swoim czarnobiałym widzeniu
                                                  świata chciałbyś mieć!

                                                  Z kolei sądzę ("ekstrapolując" dotychczasowy bieg dyskusji), że z szaroburym
                                                  znaleźlibyśmy wiele punktów wspólnych mimo, że to zadeklarowany konserwatysta.

                                                  Z tobą ich nie mam, bo unikasz rozmowy racjonalnej (używasz tylko momentami
                                                  czegoś, co przypomina racjonalną argumentację, po to by jeśli tylko wezmę to za
                                                  dobrą monetę, zaraz przejść w demagogię i inwektywy).

                                                  Twoim celem jest poczuć się zwycięzcą w sporze, a nie, choćby trochę, naprawdę
                                                  wczuć się w motywacje takiego myślenia, jakie próbuję ci zaprezentować.

                                                  Przeciwnie, nie chcesz wyjść z konwencji nieustannego insynuowania, że są
                                                  one "jak najgorsze".

                                                  Otwarty jestem na czyjeś rzeczywiste zapytywania czy dostrzeżone aspekty rzeczy.

                                                  Na przemoc jednak otwarty nie jestem.

                                                  A że "sam ustalam, co jest przemocą"? Zawsze tak jest wobec przemocy i musi być.

                                                  Jeszcze tego by brakowało, by ktoś miał obowiązek udowadniać, że go naprawdę
                                                  boli!

                                                  Oczywiście i oszust może twierdzić, że pada ofiarą przemocy (np. tak czynią
                                                  często religianci, tj. ludzie, którzy manifestują religijność w celu zdobycia
                                                  przewagi).

                                                  Tego się więc nie udowodni.

                                                  Jeśli przypisujesz złą wiarę mojemu skarżeniu się na twoją "metodę" rozmawiania
                                                  niespodziewającego się u oponenta niczego wartościowego, co mógłby ci
                                                  przekazać, to dobrze nam obu radzę - rozstańmy się, by pożyteczniej spędzić
                                                  czas.
                                                  • donq Re: Czy jestem "męską feministką"?:) 15.09.06, 23:29
                                                    Rozstanmy sie zatem. Bez kilku uwag nie jestem w stanie.

                                                    To prawda, ze nie zamierzam dyskutowac na polu przygotowanym przez Ciebie (czy
                                                    jak mowisz, "wczuc sie w motywacje Twojego myslenia"). Np. nie bede dyskutowal
                                                    na powaznie o "patriarchacie", czym jest a czym nie jest - jest to problem urojony.

                                                    Jak juz wyjasnialem, klepie w klawiature jedynie ku pustej rozrywce.

                                                    A czy racjonalna dyskusja przystoi lewakowi? Czy "racjonalnosc" nie jest to
                                                    przypadkiem cos, co zostalo wymyslone przez np. "patriarchat" aby uciskac
                                                    "zenski sposob przezywania swiata"?

                                                    Bye, bye...

                                                    DonQ
                            • szarobury Re: Czy sacrum ma płeć?:) 14.09.06, 08:31
                              Odpowiem tylko w jednej sprawie i szybciutko, bo zaraz wyjeżdżam i będę musiał -
                              z prawdziwym żalem - porzucić wątek aż do poniedziałku, kiedy to wszyscy o
                              nim, najpewniej, zapomną.
                              być może napisałem to niezręcznie, być może się nie zrozumieliśmy - pisałem o
                              przejściu od zbieractwa do polowania. Rolnictwo rzeczywiście przyszło później.
                              Ale - jak zaznaczyłem - dla kobiet było już za późno.
                              Nie wiem jak odnieść się do "zawłaszczonej historii", bo taki argument jest nie
                              do odparcia (w każdym rzie na szybko). To trochę tak, jakbym tupnął nogą i
                              oznajmił, że Bóg jest i już, a jeśli w niego nie wierzysz, to masz fałszywy
                              obraz. Teza o "zawłaszczaniu" jest, moim zdaniem, pochodną pewnej ideologii,
                              nie zaś na odrót i jako taka wydaje mi się podejrzana.
                              Niestety, muszę lecieć. Skopiuję sobie pozostałe Twoje wypowiedzi i spróbuję na
                              nie odpowiedzieć w poniedziałek.
                              pozdrawiam
                              • iluminacja256 Re: Czy sacrum ma płeć?:) 14.09.06, 09:43
                                Ok, poczekam. Tyle tylko, ze ja po prostu mówię od razu - nigdy nei nasytapiło
                                pzrejscie od zbieractwa (kiedy rządziły kobiety) do polowania (kiedy zaczeli
                                rządzić męzczyżni), bo gatunek wyginałby na wstępie swojej historii i nic w
                                historii ziemi na to nei wskazuje - okresy ciepeljsze i zimniejsze następowały
                                naprzemian, a nie od najcieplejszych do najzimniejszych co tłumaczyłoby twoją
                                teorię z brakiem czasu... Po prostu najpierw zbierano i zjadano padlinę lub
                                polowanoo na małe zwierzęta -typu jaszczurki , przy jednoczesnej zbiurce runa,
                                potem zaczeto poloac na większe zwierzeta , nei porzucajac zbieractwa i
                                jedzenia padliny - w sumie to jest czas, kiedy głoduje sie zbiorowo. Tutaj
                                mówimy o czasie, kiedy cżłoweik nei potrafi jeszcze nawet krzesać ognia:)))
                                Problem tej rozmowy wynika z tego, z ety to widzisz tak, ze albo rządzą kobiety
                                i męzczyzni nei maja nic do powiedzenia, albo mezczyzni i kobiety nei maja nic
                                do powiedzenia- nei mozesz wyjśc poza ten europejski dualizm. A mamy przeciez
                                przykłady tego to jakiego wynaturzenia prowadzi taka wizja swiata (kobiety w
                                wielu krajach arabskich wyrosłych wlasnei z tradycji koczowniczych) , w
                                opozycji do ostatnich kultur pierwotnych, zyjacych w górnej Amazonce -
                                Araukanie zdaje się maja taki układ plemienny, ze jesli kobiecie nie odpowiada
                                jej maz najpierw skarzy sie do wodza, a potem po prostu od meza odchodi i nikt
                                nie ma prawa powiedzieć złego słowa na ten temat. Albo i to , ze poluja na ryby
                                przez zatruwanie wody , bardzo prymitywna, aleskuteczną metodą- w naszej
                                cywiilizacji to faceci łowią, a tam - oni przygotowują truciznę na ryby, a one
                                ja układaja w rzece . Zresztą co najzabawneijsze, nawet myja sie w innych
                                częsciach rzeki, czyli podział na WC meskie i damskei, nei ejst im obcy:)

                                Kwestia wladzy i uzytecznosci lezy gdzies w sile - sam popełniłeś ten bład czy
                                po prostu powieliłeś sposób myślenia - napisałeś , ze silny i inteligentny
                                wojownik jest wazniejszy dla społeczeństwa...od razu załozyłeś, ze silny, wiec
                                i inteligentny. A silnych i inteligentnych jest niewielu, neistety.I tu chyba
                                wasnei coś sie stało dawno temu w kulturze, ze męczyzni doszli do wnisoku, ze
                                skoro są silniejsi, to automatycznei są też mądrzejsi - a jesli ktoś temu
                                zapzrecza, to siła mozna mu dać do zrozumienia, ze ma być głupszy. Potem to juz
                                tylko byla kwestia utzrmania tego getta , która trwado dziś - to ssamo
                                wykształcenie, to samo doświadczenia, ale ..wolę do pracy męczyznę, bo wydaje
                                sie kompetentniejszy. Dlaczego? Nie wiem, tak juz jest po prostu.
    • pendrek_wyrzutek Przygotowywanie gruntu pod "zmienianie" plci 12.09.06, 19:36
      "Pojęcia [...] męskości i żeńskości, rozumu, moralności - uważane często za
      naturalne i wieczne - należy postrzegać jako historyczne, a więc przez
      człowieka stworzone, zmienne i niespójne."

      To juz sie szerzy na Zachodzie - pederasci, ktorzy po operacji
      sa oglaszani kobietami. Kwestionowanie ich nowej plci jest zbrodnia
      nienawisci.

      Ale nic nowego pod sloncem. Byl taki postepowy cesarz w starozytnym
      Rzymie - Elagabalus / Heliogabal.

      www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=157
      • mt7 Re: Przygotowywanie gruntu pod "zmienianie" plci 12.09.06, 19:51
        W życiu nie słyszałam takiego bełkotu. Czy przeczytałeś chociaż jedną książkę
        Pani Tikarczuk? A po co, prawda?
        • pendrek_wyrzutek Re: Przygotowywanie gruntu pod "zmienianie" plci 12.09.06, 20:45
          mt7 napisała:

          > Czy przeczytałeś chociaż jedną książkę
          > Pani Tikarczuk? A po co, prawda?

          Nie, pierwszy raz slysze o "Pani Tikarczuk".
          Co ona (czy on) napisala (napisal)?
      • ojciec_rereredaktor ++++++++ Cześć Olga a ty jaką amsz płeć? +++++++++ 13.09.06, 12:03
        Kobieta, mezczyzna czy redaktorka GW?
    • fmichus Pani Ola to niewiele zna świat, skoro tu gardzą 12.09.06, 23:36
      jedź kobieto za wschodnią granice, jedź do azji mniejszej, większej, dalekiej
      czy bliskiej, jedź do afryki a zobaczysz że miałas wiele szczęscia rodząc sie w
      takim kraju i takiej cywilizacji
      • szara_mysza_szara Re: Pani Ola to niewiele zna świat, skoro tu gard 13.09.06, 00:12
        czy to znaczy,ze twoim zdaniem nie ma prawa do zmieniania swiata w ktorym
        przyszlo jej zyc?czy fakt,ze gdzies kobiety maja gorzej niz tu sprawia,ze nie ma
        prawa pokazywac co w naszym swiecie ,jej zdaniem,blokuje nie tylko kobiety,ale
        tez mezczyzn?
      • nick3 Zaraz myślisz że tu chodzi o przewagę nad facetami 13.09.06, 00:51
        (Co za patriarchalne ustawienie sobie idei feministycznej!:)

        Feminizm to nie walka o władzę, ale walka przeciwko swiatu opartemu na walce o
        władzę:) (a okazuje się w historii, że bywał inny świat i że - w związku z tym -
        może być)

        Częściowo masz w swoim poscie rację. Warto rozważyć na czym ta "część" polega,
        a gdzie ta typowa droga dyskredytowania feminizmu się myli.

        a) większość współczesnych kultur to kultury patriarchalne. W tym znaczeniu
        masz rację - ciemiężenie kobiet jest dość powszechne.
        (W wielu kulturach istnieją jednak jakieś resztki dawnej kultury
        feminocentrycznej - i w związku z tym pewne ciekawe enklawy wolności i
        kultywowania wartości kobiecych. Największą w kulturze europejskiej jest...
        kultura "miłości romantycznej" wywodząca się ze starożytnych religii żeńskich
        via pogańska w istocie "Pieśń nad pieśniami"; reprezentująca żywą jeszcze
        starohelleńską tradycję feminocentryczną poezja Safony; i
        wreszcie "niedochrzczone" barbarzyńskie średniowiecze z jego kultem damy
        (niedawno przedtem - bogini)

        b) Oświecenie rzeczywiście przyniosło ideę Praw Człowieka (ale było bardzo
        zdziwione myślą, że tym człowiekiem może okazać się kobieta). Nasza
        przednowoczesna kultura nie ma czym się specjalnie wywyższać nad resztę świata.

        A Oświecenie? Ono raczej stworzyło tylko ramy, w których kobiety (emancypantki
        i feministki) mogły walką (nie uczy o tym w naszych szkołach "polityka
        historyczna":) zdobyć sobie prawa obywatelskie. Stało się to bardzo niedawno i
        warto o tym pamiętać chwaląc "naszą cywilizację":)

        c) Czy jednak w związku z tym można powiedzieć, że w świecie zachodnim
        patriarchat się skończył?

        Absolutnie nie! (Rozmaite wytykane przez feministki tu i ówdzie trwające nadal
        nierówności są tego symptomami.)

        Idzie o to, że represjonowane (tj. tępione:) (spychane jako nieprestiżowe) jest
        w naszej kulturze "żeńskie" przeżywanie świata, ponieważ on cały zbudowany jest
        na wartościach, które wykrystalizowały się w czasach, gdy kultura była
        zdecydowanie patriarchalna.

        To nie idzie o jakieś mało ważne "drobiazgi". "Diabeł tkwi w szczegółach"!!!

        Od drobiazgów zależy szczęście człowieka w swoim społeczeństwie.

        Feminizm twierdzi, że nasza kultura nie tylko jest nieprzystosowana do tego,
        żeby szczęśliwie żyć mogły w niej kobiety.

        Uważa też, że choć tego mężczyźni nie chcą a nawet nie umieją widzieć, jest ona
        z dokładnie tych samych powodów nie dostosowana do tego, żeby szczęśliwie mogli
        w niej żyć - mężczyźni.

        Kultura patriarchalna przenika nasze emocje i ogranicza naszą wyobraźnię.

        Dlatego nie potrafimy sobie wyobrazić, w jaki sposób inaczej moglibyśmy
        odczuwać i żyć.

        A gdyby nam nawet kto to pokazał, wpojone nam przez kulturę patriarchalną lęki
        kazałyby nam to zbanalizować, wyśmiać. Tak że nic byśmy z tego nie zrozumieli.

        Niestety, te same lęki sprawiają, że nasze życie cały czas jedzie na zupełnie
        niepotrzebnym poziomie agresji, nieufności, poniżenia...

        I nie jest to sprawa indywidualna, lecz jest to naturalne "środowisko
        emocjonalne" naszego społeczeństwa.


        Nauki społeczne wiedzą, że mogłoby być zupełnie inaczej.
        • chabergebertwilker Feminizm sie konczy, gdy trzeba wniesc szafe.. 13.09.06, 00:58
          ..na V pietro.
          • nick3 Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 01:06
            :)
            • sigact1 Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 01:34
              hehe
            • szarobury Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 10:27
              Przeciwnie, zrozumiał, jak sądzę, wszystko i odpowiedział Ci bardzo sensownym i
              trudnym do podważenia argumentem. Otóż mityczny patriarchat, przyjmując
              twierdzenia feministycznej magii, nazywanej niekiedy nauką, opiera się na
              bardzo prostym założeniu wolnorynkowym - ten, z kogo społeczeństwo ma więcej
              pożytku, ten posiada w nim większe przywileje. Naturalnie, świat się zmienia i
              po to wymyślono dźwigi, by kobiety mogły zdobyć równouprawnienie;). Niemniej na
              ziszczenie feministycznej wizji raju (nieosiągalnej, jak każda utopia)
              przyjdzie jeszcze poczekać. I nie ma się co przeciw temu buntować, wszelkie
              zmiany wymagają czasu i nawet rewolucje niewiele mogą tu "pomóc".
              • iluminacja256 Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 10:31
                A całej tej tezie zapzreczają zawody strongmenów -kobiet, które ciągna w
                pojedynkę wózek z 10-cioma kegami piwa, kazdy po 30 litów:))) Ostatnio mozna je
                było oglądać zdaje sie gdzieś koło Lublina.
                • szarobury Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 10:40
                  iluminacja256 napisał:

                  > A całej tej tezie zapzreczają zawody strongmenów -kobiet, które ciągna w
                  > pojedynkę wózek z 10-cioma kegami piwa, kazdy po 30 litów:))) Ostatnio mozna
                  je
                  >
                  > było oglądać zdaje sie gdzieś koło Lublina.

                  :))). Dobre. Problem w tym, że powoływanie się na szczególne przypadki niczego
                  nie dowodzi. To tak, jakbyś zbudowała teorię o sprawności fizycznej mężczyzn w
                  starożytnym Rzymie wyłącznie na podstawie badań przeprowadzonych wśród
                  gladiatorów:).
                  • nick3 Mężczyzna-osiłek & płeć słaba:))) 13.09.06, 11:04
                    No dobrze, ale o czym to ma decydować, że jeden może coś wnieść na V pietro a
                    drugi - nie?

                    I dlaczego wokół tego mamy koncentrować nasze wartościowania kulturowe?


                    Arystoteles np. uważał że wśród ludzi daje się wyraźnie zauważyć podział na
                    tych skłonnych do myślenia i na tych "dźwigających szafy".

                    Tylko, że dla niego był to dowód na naturalny charakter ustroju niewolniczego.
                    Bo do czego taki osiłek się jeszcze nadaje oprócz tego, by służyć temu, który
                    rozmyśla. (Myślenie było według Arystotelesa czynnością wyróżniającą człowieka.)

                    Jednostki zdolne do myslenia powinny ustawić osiłków w ten sposób, by jeden
                    pilnował drugiego i by nie przejęli władzy, gdyż to byłby stan barbarzyński.

                    Na szczęście myślącym nad głupimi łatwo panować.


                    Nawet więc jeśli kobiety muszą pozostać statystycznie rzecz biorąc słabsze od
                    mężczyzn, nie przesądza to jeszcze na czyją korzyść to ma przemawiać.

                    I czy w ogóle na "korzyść".
                    • szarobury Re: Mężczyzna-osiłek & płeć słaba:))) 13.09.06, 11:38
                      nick3 napisał:

                      > No dobrze, ale o czym to ma decydować, że jeden może coś wnieść na V pietro a
                      > drugi - nie?
                      >
                      > I dlaczego wokół tego mamy koncentrować nasze wartościowania kulturowe?
                      >
                      >
                      > Arystoteles np. uważał że wśród ludzi daje się wyraźnie zauważyć podział na
                      > tych skłonnych do myślenia i na tych "dźwigających szafy".
                      >
                      > Tylko, że dla niego był to dowód na naturalny charakter ustroju
                      niewolniczego.
                      > Bo do czego taki osiłek się jeszcze nadaje oprócz tego, by służyć temu, który
                      > rozmyśla. (Myślenie było według Arystotelesa czynnością wyróżniającą
                      człowieka.
                      > )
                      >
                      > Jednostki zdolne do myslenia powinny ustawić osiłków w ten sposób, by jeden
                      > pilnował drugiego i by nie przejęli władzy, gdyż to byłby stan barbarzyński.
                      >
                      > Na szczęście myślącym nad głupimi łatwo panować.
                      >
                      >
                      > Nawet więc jeśli kobiety muszą pozostać statystycznie rzecz biorąc słabsze od
                      > mężczyzn, nie przesądza to jeszcze na czyją korzyść to ma przemawiać.
                      >
                      > I czy w ogóle na "korzyść".

                      Co to korzyść? Wszystko dobre, co mogę osiągnąć to właśnie korzyść:).
                      Teoretycznie masz rację, ale jeśli potencjalnie jestem równy Ci intelektem oraz
                      silniejszy od Ciebie, to społeczeństwo będzie miało dla mnie więcej zastosowań
                      niż dla Ciebie. Jak Sokrates, będę mógł być i żołnierzem i filozofem. Podział u
                      Arytotelesa jest nieco szerszy, niż tylko na "umysłowców" i "osiłków",a wynika
                      z współczesnych Arystotelesowi uwarunkowań cywilizacyjnych.
                      Naturalnie toczymy teraz dyskusję nieco obstrakcyjną, ponieważ siła fizyczna, w
                      obrębie cywilizacji technicznej, przestaje powoli odgrywać rolę. Niemniej -
                      przyzwyczajenia pozostały. I biologia, tak niechętnie widziana przez koleżanki
                      Kingi Dunin (na przykład), miała i ma wciąż spore znaczenie.
                      • nick3 Jestem "zasobem ludzkim"... 13.09.06, 12:24
                        szarobury napisał:
                        > [...]społeczeństwo będzie miało dla mnie więcej zastosowań...

                        Myślę, że na przykładzie takich zwrotów - przez kontrast:) - można się
                        doskonale dowiedzieć, czym jest "żeńskie przeżywanie swiata", o miejsce dla
                        którego chodzi feministkom.


                        Por. mój post powyżej pt. "Czy Bóg jest potrzebny"
                        • donq Re: Jestem "zasobem ludzkim"... 14.09.06, 23:24
                          > Myślę, że na przykładzie takich zwrotów - przez kontrast:) - można się
                          > doskonale dowiedzieć, czym jest "żeńskie przeżywanie swiata", o miejsce dla
                          > którego chodzi feministkom.

                          Zaraz, zaraz. Chyba chodzi o indywidualne przeżywanie świata, zgodnie ze swoimi
                          pragnieniami.

                          Nie istnieje coś takiego jak "żeńskie przeżywanie swiata". Kobiety, UWAGA -
                          feministki probują zabrać Waszą bezcenną wolność opresyjnie Wam wmawiając, że
                          powinnyście przeżywać świat zgodnie z ich wzorcem (jedynie z przebiegłości
                          wężowej zwanym "żeńskim").

                          Dajcie feministycznym zamordystom fest odprawę, jesli Wam wolność miła!

                          Kiedy i gdzie spotykamy się na manifestacji w obronie naszej wolności? Już
                          przygotowuję transparent "NIE zamordystkom! Feminizm skona!".

                          DonQ
                  • iluminacja256 Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 11:08
                    Heheh, no dobrze, to tzrymajac sie tej "szafy":) ------> zdaje sie , ze dziś to
                    tylko meble z Ikei i podobnych tylko tanszych, składane, kupowane we
                    fragmentach , które potem samodzielnei montuje sie w domu i dokupuje w miarę
                    potzreby...Jaki problem to wnieść, skoro to tak lekkie i podzielne ? :)

                    No tak, piszac to pomyslałam, ze najpierw chciałm tylko znależć argument,
                    który zbije twój argument, ale chwile pózniej trochę spoważniałam , bo
                    rzeczywiscie , pzrecież tak jest. Definitywnie zamknęła sie za nami epoka
                    mieszczańska - ze stabilnymi, cięzkimi, gdańskimi szafami, mahoniowymi ,
                    solidnymi stołami , cięzkimi zyrandolami, dywanami i parkietem itp . Meble
                    stały sie lekkie , funkcjonalne, łatwe do pzreniesienia i zmiany miejsca.
                    Zupełnie jak nasze zycie wspólcześnie .
                    • szarobury Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 11:12
                      iluminacja256 napisał:

                      > Heheh, no dobrze, to tzrymajac sie tej "szafy":) ------> zdaje sie , ze dzi
                      > ś to
                      > tylko meble z Ikei i podobnych tylko tanszych, składane, kupowane we
                      > fragmentach , które potem samodzielnei montuje sie w domu i dokupuje w miarę
                      > potzreby...Jaki problem to wnieść, skoro to tak lekkie i podzielne ? :)
                      >
                      > No tak, piszac to pomyslałam, ze najpierw chciałm tylko znależć argument,
                      > który zbije twój argument, ale chwile pózniej trochę spoważniałam , bo
                      > rzeczywiscie , pzrecież tak jest. Definitywnie zamknęła sie za nami epoka
                      > mieszczańska - ze stabilnymi, cięzkimi, gdańskimi szafami, mahoniowymi ,
                      > solidnymi stołami , cięzkimi zyrandolami, dywanami i parkietem itp . Meble
                      > stały sie lekkie , funkcjonalne, łatwe do pzreniesienia i zmiany miejsca.
                      > Zupełnie jak nasze zycie wspólcześnie .

                      Naturalnie. Ale znacznie łatwiej przebudować szafę, niż ludzkie
                      przyzwyczajenia. I nie dotyczy to tylko - umięśnionych rycerzy "patriarchatu".
                      • nick3 Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 11:33
                        Nie takie rzeczy zrobiono:)


                        Przecież wystarczy popatrzeć na historię.

                        Po co powtarzać konserwatywne wierzenia, że "musi być tak jak jest", lub
                        że "bardzo powoli".

                        Przecież to niezgodne z faktami.
                        • szarobury Re: Nie zrozumiałeś zbyt wiele:) 13.09.06, 11:42
                          nick3 napisał:

                          > Nie takie rzeczy zrobiono:)
                          >
                          >
                          > Przecież wystarczy popatrzeć na historię.
                          >
                          > Po co powtarzać konserwatywne wierzenia, że "musi być tak jak jest", lub
                          > że "bardzo powoli".
                          >
                          > Przecież to niezgodne z faktami.

                          Tu dochodzimy do ryzykownego momentu. Niestety, rzeczywiście, "nie takie
                          rzeczy robiono" i jakoś nie mogę przypomnieć sobie z historii bezkrwawych tego
                          przykładów. Tu jednak będzie nam się trudno porozumieć, bo jako umiarkowany
                          konserwatysta, uważam, że lepsze jest zwykle wrogiem dobrego (przy odrobinie
                          generalizacji, oczywiście). Chętnie o tym porozmawiam, tylko nie wiem, czy to
                          forum jest odpowiednim ku temu miejscem.
                          • nick3 Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie uda" 13.09.06, 12:37
                            A kto śmie myśleć inaczej jest potencjalnym zbrodniarzem ("już Marks próbował":)


                            szarobury napisał:
                            >jakoś nie mogę przypomnieć sobie z historii bezkrwawych tego
                            >przykładów.

                            Szkoda. Wbrew konserwatywnej propagandzie jest ich o wiele więcej niż tych
                            krwawych.

                            Konserwatyzm jedzie na wrogiej nieufności do człowieka, która mieni się
                            być "realizmem".

                            A według mnie jest tylko teoretycznym wyrazem Gbura.


                            Świat Gbura może przeminąć. O to chodzi w feminizmie.
                            • szarobury Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 13.09.06, 14:34
                              nick3 napisał:

                              > A kto śmie myśleć inaczej jest potencjalnym zbrodniarzem ("już Marks
                              próbował":
                              > )
                              >
                              >
                              > szarobury napisał:
                              > >jakoś nie mogę przypomnieć sobie z historii bezkrwawych tego
                              > >przykładów.
                              >
                              > Szkoda. Wbrew konserwatywnej propagandzie jest ich o wiele więcej niż tych
                              > krwawych.
                              >
                              > Konserwatyzm jedzie na wrogiej nieufności do człowieka, która mieni się
                              > być "realizmem".
                              >
                              > A według mnie jest tylko teoretycznym wyrazem Gbura.
                              >
                              >
                              > Świat Gbura może przeminąć. O to chodzi w feminizmie.

                              Oj, dostało mi się;).
                              Dla mnie konserwatyzm to postawa opierająca się na ostrożności w stosunku do
                              zmian. Co jakiś czas rodzi sie ktoś przekonany, że zdobył/wymyślił receptę na
                              dobro ludzkości. Doświadczenie wykazuje, że jeśli taki ktoś odniesie sukces,
                              dojdzie do makabry. Twierdzisz, że może być inaczej, ale przykładu nie podałaś,
                              a mnie uparcie żaden nie chce przyjść do głowy. Z dwojga złego ostrożność
                              okazywała się mniej niebezpieczna od hurraoptymizmu. Zmiany są konieczne i
                              nieuniknione - nie neguję tego. Ewolucja jest jednak przyjaźniejsza ludziom od
                              rewolucji.
                              • nick3 Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 13.09.06, 22:48
                                Konserwatystom pod rozwagę: nigdzie nie jest powiedziane, że powstrzymywanie
                                zmian nie może przynieść więcej zła niż ich dopuszczanie czy nawet wprowadzanie!

                                Katastrofalne skutki jednej - jak piszesz - "recepty na dobro ludzkości" wbrew
                                pozorom niczego nam w tej sprawie nie rozstrzygają.

                                Świat porusza się w pewnej widocznej koleinie i niebranie odpowiedzialności za
                                jego kierunek też może skończyć się fatalnie.

                                Źle byłoby gdyby po zrujnowaniu życia (dosłownie i w przenośni) milionom ludzi
                                przez "branie przez niektórych odpowiedzialności" za losy swiata, miała nas z
                                kolei spotkać inna ruina tym razem z powodu biernego przyglądania się
                                patologicznemu biegowi spraw.

                                A ze światem zbyt dobrze nie jest. Na kierunek jego biegu zważać trzeba (choć
                                niekoniecznie zaraz - chcieć władać nim samemu).

                                Myślę, że dobrą metaforą jest terapia. Chirurgia jak najrzadziej, przez jak
                                najbardziej kompetentną osobę, ale jak konieczna - nie wolno zwlekać.

                                Ale poza leczeniem operacyjnym istnieje mnóstwo innych mniej lub bardziej
                                subtelnych terapii.

                                I może tylko dobrze, żeby lekarz zdawał sobie sprawę, że jest przede wszystkim
                                pomocnikiem samoleczących sił organizmu, bez których nic by nie zdziałał (ale
                                jakąś wizję tj. "utopię" - choć uważnie konfrontowaną z symptomami i
                                korygowaną, jesli trzeba - przecież musi mieć!).


                                Jeśli tylko taka byłaby nauka konserwatyzmu, wycofałbym ostre słowa.


                                Kłopot w tym, że on uważa, że człowiek musi mieć nad sobą bat, bo inaczej jest
                                dla siebie niebezpieczny.

                                Z tym już zgodzić się nie mogę.
                                • szarobury Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 14.09.06, 08:38
                                  Też, niestety, szybciutko, bo pociąg już czeka.
                                  Budując opinie na wizji jakiegoś powszechnego konswerwatyzmu dokonujemy
                                  ograniczenia poznania i przez to zafałszowujemy je. Zresztą - dokładnie to samo
                                  dzieje się z obrazem feminizmu wśród konserwatystów:). Konserwatyzm np. Rokity
                                  różni się od parakonserwatyzmu Giertycha. Ten pierwszy rozumie nieuchronność
                                  zmian i chciałby tylko je uporządkować, nie pozwolić na chaos. Ten drugi
                                  chciałby nie tyle powstrzymać zmiany, co wręcz nakazać ich rzece, by zaczęła
                                  płynąć pod prąd. Jakoś tam rozumiejąc jego pobudki (te polityczne też),
                                  zupełnie się z nim nie zgadzam.
                                  Niestety, w tym momencie musze przerwać.
                                  Do potencjalnego zobaczenia w poniedziałek.
                                  pozdrawiam
                                • donq Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 10:18
                                  > Myślę, że dobrą metaforą jest terapia. Chirurgia jak najrzadziej, przez jak
                                  > najbardziej kompetentną osobę, ale jak konieczna - nie wolno zwlekać.

                                  I Ty mi mowisz, ze nie mam sie czego bac. Tacy jak Ty entuzjastycznie w bardzo
                                  bliskiej przeszlosci uwazali, ze "najbardziej kompetentna osoba" do
                                  przeprowadzenia jakze niezbednej chirurgii wedlug metody najbardziej
                                  kompetentnego filozofa (rozroslego w swieta trojce, w ktorej tow. Lenin od
                                  Marksa i Engelsa pochodzi - takie po lewacku zdegenerowane filioque) jest
                                  oczywiscie wujek Joe.

                                  Niech nikt nie ma cienia watpliwosci, ze nastepny chirurg spotka sie z rownie
                                  entuzjastycznym wsparciem milosnikow "wolnosci".

                                  DonQ
                                  • nick3 Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 15:32
                                    Czyżbyś sugerował, że komunizm był formą przejścia Rosji na katolicyzm
                                    (oczywiście "po lewacku zdegenerowany")?:))

                                    donq napisał:
                                    > [...]swieta trojce, w ktorej tow. Lenin od
                                    > Marksa i Engelsa pochodzi - takie po lewacku zdegenerowane filioque


                                    To napewno robota tego kryptokatolika Dzierżyńskiego.

                                    (Jak może wiesz, prawosławie odrzuca filioque. Jest to właśnie jego główny
                                    powód rozłamu z katolicyzmem)
                                    • donq Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 17:57
                                      > Czyżbyś sugerował, że komunizm był formą przejścia Rosji na katolicyzm
                                      > (oczywiście "po lewacku zdegenerowany")?:))

                                      Nie, ja sugeruje, ze czlowiek bez religii zyc nie moze i po jej odrzuceniu nowe
                                      rytualy wypelniaja pustke. "Zdegenerowany" w stosunku do owych rytualow to moze
                                      nienajlepszy termin, gdyz degeneracja zaklada stoczenie sie z jakiegos
                                      niezdegenerowanego poziomu. Lewackie rytualy zas to tylko malpowanie i farsa.

                                      DonQ
                                      • nick3 Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 21:14
                                        Don, o obrazę uczuć religijnych cię nie oskarżę:)

                                        Ale myślę, że nie ma sensu dyskutować o feminizmie bez kobiet.
                                        • donq Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 22:16
                                          Nie czytalem maili, wiec nie jestem pewien, ale zapewne rzucales sie na forum w
                                          obronie swietosci Jacka Kuronia? Oskarzales osmielajacych sie swietosc podwazac
                                          o obraze i swietokradztwo?

                                          Prawde mowiac ja uwazam, ze w ogole nie ma sensu rozmawiac o feminizmie wsrod
                                          powaznych ludzi (na forum to co innego :))

                                          DonQ
                                        • donq Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 22:46
                                          I jeszcze jedno. Moze chciales powiedziec, ze "relatywista" to po prostu
                                          czlowiek, ktorego latwiej przekonac niz "inkwizytora".

                                          Moze to znaczyc, ze:
                                          - jest bardziej naiwny i manipulowalny
                                          - ma jeszcze niesprecyzowane poglady bo jest mlody
                                          - ma niesprecyzowane poglady bo nie mysli
                                          - mysli i mysli, ale nie moze nic wymyslic, bo to neci i tamto kusi (osiolkowi w
                                          zlobie dano)
                                          - mysli i mysli, ale nie moze nic wymyslic, wiec niemoc wymyslenia przedstawia
                                          jako najwyzszy poziom myslenia (lewak akademicki)

                                          Jak by nie bylo, lewak jest wyjatkowo twardoglowym, zideologizowanym i
                                          nieprzekonywalnym stworzeniem, wiec na pewno nie jest "relatywista".

                                          "Konserwatysta" (czy tam jak chcesz "inkwizytor") zas jest czlowiekiem z
                                          definicji (i w praktyce) w znacznie mniejszym stopniu zideologizowanym, w jak
                                          najscislejszym ludzkim sensie otwartym i wykorzystujacym swoje krytyczne wladze
                                          umyslowe w stopniu dla zdogmatyzowanego lewaka niedostepnym. Tyle tylko, ze nie
                                          zaprzecza, ze ma poglady.

                                          Jest dokladnie odwrotnie niz to przedstawiasz.

                                          DonQ


                                          • nick3 Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 23:20
                                            Nie, nie "to" chciałem powiedzieć.

                                            Ponadto nigdy nie uważałem się za człowieka "poważnego".
                                            • donq Re: Konserwatyzm: "Siedzieć cicho, nic się nie ud 15.09.06, 23:31
                                              Juz mowilem, ze na forum to co innego.

                                              Nie czuj sie zbyt komfortowo w swojej "powadze" rowniez.

                                              DonQ
    • ubu_roy Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 01:44
      Baby do garow !!!
      • nick3 Co to jest patriarchat? 13.09.06, 02:18
        Patriarchat to najprościej - PiS:)

        i G.W. Bush

        i fundamentaliści chrześcijańscy

        i fundamentaliści muzułmańscy

        i koncern Halliburton

        i Produkt Krajowy Brutto

        i to:

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3614643.html



        A ty, ubu_roy, wraz z chabergebertem, piszecie jakbyście chcieli uwiarygodnić
        to, co pisałem o naszej kulturze, że jest patriarchalna i że to nic dobrego.

        Może się nie ucieszycie, chłopaki, moim podziękowaniem za bardzo, ale i tak,
        dziękuję:)
    • amanasunta53 Olga moja pierwsza dojrzała lektura... 13.09.06, 07:27
      ,,Prawiek i inne czasy''to moja pierwsza ,,poważna'' przeczytana
      książka,pomijając obowiązkowe lektury.Nadal uważam ,że świetna.Ale potem było
      gorzej.,,Dzień dzeinny dzień nocny''słabsza,chociaż temat ciekawy.Potem znowu
      dobre-złe opowiadania ,,Blaszane bębenki'' i ,,Ciekawe historie''.Ciekawe co
      teraz napisała?Jeszcze bardziej mnie ciekawi czy i taki temat będzie okazją do
      przywalenia ,,kaczorom''?Na razie cisza.
      • iluminacja256 Re: Olga moja pierwsza dojrzała lektura... 13.09.06, 08:54
        Najleszą ksiazka Tokarczuk jest "Podróż ludzi księgi" . "Podróż " i "Prawiek i
        inne czasy" - to dwie ksiazki , które pozostana w literaturze polskiej na pewno.

        A jak czytam Czplińskiego to mi się flaki przewracają - kazdy jego tekst,
        poczawszy od tekstow na konferencjach naukowych, pzrez fragmenty książek ,
        kończac na felietonach, jak ten, a wreszcie na wypowiedziach w TV to jakiś
        gesty budyń z pływajacymi co 3 metry rodzynkami. Ja nei zarzucam panu
        Czaplińskiemu, że żle pisze i źle mówi, co byłoby dość smieszne, jesli
        zarzucać taką rzecz poloniście, ja mu zarzucam to, ze mówi za dużo, kiedy
        esencję mozna zawrzeć w 15 zdaniach . Mnei tej esencji brak jak nie wiem co w
        jego tekstach, bo rozpływa sie ona w za duzej ilości słów .

        Miałam okazję oglądać ostatnio program o ksiazkach przez Czaplińskiego
        prowadzony i powiem szczerze, gdyby pan miał precyzję Boleckiego i naiwną
        fascynację Kłosińskiego, to miałby pan to coś, czego pan nie ma nazywając sie
        Czapliński :P Howgh.
        • amanasunta53 Re: Olga moja pierwsza dojrzała lektura... 13.09.06, 09:20
          Mnie sie flaki nie przewracają ,bo ...Czaplińskiego nie czytam...Podróż''mi
          umkneła.Pełna zgoda do Twojej oceny.A do Olgi Tokarczuk dotarłam nie przez
          recenzje tylko czytały to dziewuchy z VIII a ja byłam w VI i też chciałam
          poczytać.Jak przeczytały to mi pozyczyły.

          iluminacja256 napisał:

          > Najleszą ksiazka Tokarczuk jest "Podróż ludzi księgi" . "Podróż " i "Prawiek i
          > inne czasy" - to dwie ksiazki , które pozostana w literaturze polskiej na pewno
          > .
          >
          > A jak czytam Czplińskiego to mi się flaki przewracają - kazdy jego tekst,
          > poczawszy od tekstow na konferencjach naukowych, pzrez fragmenty książek ,
          > kończac na felietonach, jak ten, a wreszcie na wypowiedziach w TV to jakiś
          > gesty budyń z pływajacymi co 3 metry rodzynkami. Ja nei zarzucam panu
          > Czaplińskiemu, że żle pisze i źle mówi, co byłoby dość smieszne, jesli
          > zarzucać taką rzecz poloniście, ja mu zarzucam to, ze mówi za dużo, kiedy
          > esencję mozna zawrzeć w 15 zdaniach . Mnei tej esencji brak jak nie wiem co w
          > jego tekstach, bo rozpływa sie ona w za duzej ilości słów .
          >
          > Miałam okazję oglądać ostatnio program o ksiazkach przez Czaplińskiego
          > prowadzony i powiem szczerze, gdyby pan miał precyzję Boleckiego i naiwną
          > fascynację Kłosińskiego, to miałby pan to coś, czego pan nie ma nazywając sie
          > Czapliński :P Howgh.
      • nick3 Patriarchat a pisowska wizja kultury 13.09.06, 09:50
        amanasunta53 napisała:
        Jeszcze bardziej mnie ciekawi czy i taki temat będzie okazją do
        > przywalenia ,,kaczorom''?

        Źle by się stało. W porównaniu ze sprawą, o którą chodzi, "kaczory" są bardzo
        mało ważne (lata 60-te miały chociaż takiego Nixona:).

        To nie sprawę zmiany patriarchalnego paradygmatu kultury należy wykorzystać do
        przywalenia "kaczorom".
        To raczej "kaczory" służą tu jako przykład tego, czym jest emocjonalność
        patriarchatu. Jeden z wielu. Mało ważny.

        Ot, takie ukonkretnienie na polski użytek.

        Patriarchalna emocjonalność (której przykładem tylko - ale wyrazistym - są
        propozycje kulturowe PiS-u) nie mogłaby juz dziś istnieć bez oferowanego przez
        ten system pseudowyzwolenia żeńskości (coś kobietom już w dzisiejszych czasach
        rzucić trzeba:)

        Jednym przykładem bardzo nośnej propozycji pseudofeminizmu jest "feminizm JPII"

        Jan Paweł II - wzywający kobiety, by "były jak Maryja" (zachodni
        symbol "kobiecości ocenzurowanej")

        Kobiety, które obiorą ten styl właściwie nie muszą o nic walczyć, by wierzyć,
        że są dowartościowane.

        Tu przykładem ze swojskiego podwórka jest pani prezydentowa Kaczyńska.

        Drugi przykładem przykładem pseudoemancypacji w patriarchacie (np. "pisowskim"
        modelu kultury) jest "emancypacja nie negująca systemu", której ilustracją może
        być pani Elżbieta Kruk, która mówi:

        "Ja w przeciwieństwie do pani Środy nie jestem kobietą, tylko człowiekiem."

        (zabawny cytat dobrze ilustrujący POZORNE WYZWOLENIE oferowane kobiecie w
        ramach patriarchatu - dopuszczenie na zarezerwowane dla mężczyzn pozycje w
        zamian za uznanie patriarchalnego systemu wartości)

        Kobietom, które w ten sposób zdradzą siebie, jest źle. Dlatego są wredne. A nie
        wiedzą dlaczego, bo nie znają feministycznej krytyki kultury. A patriarchat
        zaprzęga tę ich wredotę do podtrzymania swojej władzy. (np. moher, islamistki,
        Condoleeza Rice:)
        • r_mol Przepraszam, a gdzie Pani widzi ten patriarchat? 13.09.06, 10:09
          Bo ja widzę ZRÓWNANIE praw kobiet i mężczyzn we wszyystkich dziedzinach życia.
          • nick3 Re: Przepraszam, a gdzie Pani widzi ten patriarch 13.09.06, 10:47
            Nie chodzi o żadne "prawa".

            O co chodzi - wszystko napisałem w poprzednich postach.

            Gdyby łaskawi przeciwnicy "feminizmu" uwierzyli, że warto czytać z pewną wolą
            zrozumienia, byłoby to z pożytkiem - co najmniej dla rozmowy.
            • r_mol A można prosić o skonkretyzowanie? 13.09.06, 11:09
              Bona razie dowiedziałem się, że rowność praw to zawracanie głowy, a chodzi
              o "żeńskie przeżywanie świata". Co to jest to żeńskie przeżywanie świata -
              nadal nie wiem.
              • nick3 Re: A można prosić o skonkretyzowanie? 13.09.06, 11:27
                r_mol napisał:
                > Co to jest to żeńskie przeżywanie świata -
                > nadal nie wiem.


                Na przykład niezadawanie takich pytań:)

        • donq Re: Patriarchat a pisowska wizja kultury 14.09.06, 16:47
          Alez lewacki belkot.

          Cytat z p. Kruk nie jest zabawny lecz oddajacy sedno sprawy. Nie chodzi o
          zadne "wyzwolenie", ale o konstatacje najprostszych faktow.

          Feministki (te nowe odpalone ktorejs tam fali) odrzucaja w ogole
          koncepcje "czlowieka". Dla nich istnieja kobiety i niekobiety. Niekobiety to
          mezczyzni i byc moze, zaleznie od nastroju i stopnia wojowniczosci,
          niefeministki (prosze zwrocic uwage na poglad, ze niefeministki "zdradzily
          siebie"). Kobiety sa "nadistotami" (trudno powiedziec nadludzmi, bo "czlowiek"
          nie istnieje. Niekobiety sa "podistotami". Podobienstwa z rasowa koncepcja
          podludzi i nadludzi sa prawie 100% - prosze w tekstach feministycznych
          podstawic sobie za kobiety aryjczykow, za niekobiety Zydow a za patriarchat np.
          swiatowe zydostwo i zobaczyc co wyszlo.

          Dla lewactwa im gorsza logika tym lepsza. Sprzecznosci to nie problem,
          lecz "inspirujaca" dialektyka. Unikamy "racjonalizacji", np. dlatego,
          ze "racjonalizacja" to produkt "patriarchatu". W takim ukladzie wszystko da sie
          powiedziec, wszystko mozna twierdzic i zbywac "racjonalnych" krytykow np.
          wynioslym milczeniem "wtajemniczonego". Oczywiscie w cos trzeba wierzyc -
          przedmiotem wiary jest arbitralnie przyjety zestaw przekonan, z koniecznosci
          kopiujacy "autorytety", bo wlasnych umyslowych wladz krytycznych pozbawilo sie
          siebie samemu na mocy wyznawanej filozofii.

          Wedlug lewactwa, kobieta, ktora nie "zdradzila siebie" musi byc feministka.
          Kazda kobieta, ktora nie jest feministka nie jest nia, bo nie
          zna "feministycznej teorii kultury". Nie ma mozliwosci, ze sie zna i np.
          odrzuca lub wyrzuca do kosza jako belkot. Tzn. jest, ale wtedy sie "zdradza".

          Smiechu warte jest przekonanie, ze jesli kogos "oswieci" owa "feministyczna
          teoria kulury", "oswiecony" nie moze sie jej oprzec (no chyba ze "zdradza"
          oczywiscie). To wersja kalwinskiej teorii "irresistible grace", po lewacku
          zwulgaryzowana i doprowadzona do farsy.

          Poslugujac sie podobnym rozumowaniem, moge twierdzic, ze nick3 tylko dlatego
          lubi jeszcze Zydow, ze nie splynelo na niego swiatlo "Mein Kampf". Bo gdyby owo
          dzielo przeczytal i jeszcze Zydow lubil, zdradzilby siebie (i swoja rase)...

          DonQ
          • nick3 Re: Patriarchat a pisowska wizja kultury 14.09.06, 21:52
            Czy można tak myśleć jak ty, don? Można.

            Ja tylko twierdzę, że nie trzeba.


            To co robisz, to czynisz zarzut wolności z tego, że nie potrafi siebie
            nieodparcie i obiektywnie udowodnić.


            Nie potrafi. Z tej prostej przyczyny, że to, co potrafi siebie nieodparcie
            udowodnić - nie jest wolnością.

            Potrafi natomiast - i tu zawsze spotka ideologów fest odprawa - bardzo dobrze
            wykazywać, dlaczego ich "prawdziwa wolność" nie jest wolnością!:)

            Tu się możemy zawsze spotkać (jeśli zachowasz wstępne kanony szacunku dla
            rozmówcy). Nie możesz więc zarzucić, że język "lewactwa" (tak nowomowa
            ultraprawicy nazywa wszelki indywidualny, a więc twórczy stosunek do życia)
            jest niefalsyfikowalny.

            Jest negatywny, "apofatyczny", mówi o wolności "raczej, czym nie jest, niż czym
            jest", nie może inaczej, bo wolność nie jest rzeczą.

            Ale w swoich tezach przeczących jest bardzo konkretny.
            • donq Re: Patriarchat a pisowska wizja kultury 14.09.06, 22:49
              > Czy można tak myśleć jak ty, don? Można.
              > Ja tylko twierdzę, że nie trzeba.

              Dziekuje jasnie panu. Tak jak jasnie pan mysli tez nie trzeba myslec.

              > To co robisz, to czynisz zarzut wolności z tego, że nie potrafi siebie
              > nieodparcie i obiektywnie udowodnić.

              Bardzo mi sie podoba, jak mowisz mi co powiedzialem i to zwalczasz, podczas gdy
              ja nic takiego nie powiedzialem ani nawet nie myslalem. Ja nie zajmuje sie
              "wolnoscia" w waszym rozumieniu, nie czynie jej zadnych zarzutow, ani nie
              zamierzam o niej na twoich warunkach rozmawiac.

              Jedyne co robie to daje upust swojemu nieustannemu i bezbrzeznemu zdumieniu jak
              dziala umysl relatywisty, ktory uznaje, ze nie istnieje jedna prawda i prawdy
              roznych ludzi sa rownie dobre (bo gdyby nie byly to istnialaby jakas prawda
              pozwalajaca uszeregowac inne prawdy) a jednoczesnie nie przeszkadza mu to
              wypowiadac osadow, dyskutowac i dawac "fest odprawy" "wrogom wolnosci".
              Relatywista nie moze dac zadnej "odprawy" nikomu z definicji.

              Dialektyka (czyli im gorsza logika tym lepsza), prawda?

              DonQ
              • nick3 Re: Patriarchat a pisowska wizja kultury 15.09.06, 21:24

                donq napisał:
                >jak
                >dziala umysl relatywisty, ktory uznaje, ze nie istnieje jedna prawda i prawdy
                >roznych ludzi sa rownie dobre (bo gdyby nie byly to istnialaby jakas prawda
                >pozwalajaca uszeregowac inne prawdy)


                Relatywista nie twierdzi (nie musi twierdzić), że prawdy różnych ludzi są
                równie dobre.

                Gradacja może jednak pozostawać, mówiąc po herbertowsku, "kwestią smaku".


                Ten smak może nawet (ale nie musi) próbować się eksplikować, czyli, jak piszesz:

                > istnialaby jakas prawda
                > pozwalajaca uszeregowac inne prawdy

                Ale relatywista - w przeciwieństwie do inkwizytora (antyrelatywisty) - nie
                udaje, że wyszedł z własnej skóry.

                I zawsze wie, że ta prawda nadal jest jego osobistą prawdą, a nie "prawdą
                absolutną".
                • donq Re: Patriarchat a pisowska wizja kultury 15.09.06, 22:35
                  Otoz to - kwestia smaku. Trafiles w sedno. Nie ma neutralnosci i relatywizmu,
                  jest smak.

                  Dodajmy, ze smak lewacki jest calkowicie nieznosny dla ludzi poslugujacych sie
                  rozumem.

                  No i mamy dwa smaki naprzeciw siebie - "konserwatywny" i "lewacki". To jest caly
                  obraz. Nikt z "konserwatystow" nie powinien dac sie zaszczuwac lewackimi
                  bredniami. Nie ma prawa natury, ktore wskazywaloby na wyzszosc smaku lewaka.

                  Swoja droga demagogia niezla. "Relatywista z gradacja smakowa" to ladne
                  okreslenie na twardoglowego zideologizowanego lewaka, nie przecze. Taki co to
                  niby nic nie mniema, ale jednak troche mniema, ale tak jakby mniej niz
                  "inkwizytor". Kto sie nabiera na takie bzdury?

                  DonQ

    • anaimie "Anna In w grobowcach świata": nowa książka Olg.. 13.09.06, 08:54
      Już się cieszę na to czytanie-smakowanie kolejnej książki Olgi Tokarczuk :-)))
      Ja zaczęłam od książki "Dom dzienny, dom nocny" i ciągle mi mało. Teraz czytam
      zbiór "Gra na wielu bębenkach" i choć nie lubię opowiadań, lektura każdego z
      nich, no może poza jednym ;-) - jest jak.... nie powiem co - bo to osobista
      sprawa :-D
    • joannakurd "Anna In w grobowcach świata": nowa książka Olg.. 13.09.06, 09:45
      "Dom dzienny, dom nocny" byla dla mnie jak otwarte okno, musze uzbroic sie w cierpliwosc zanim uda
      mi sie siegnac po nowa ksiazke Olgi Tokarczuk, nie mieszkam w Polsce, ale wystarczy przeczytac
      powyzszy artykul aby poczuc powiew swiezego powietrza;
      wiekszosc reakcji na tym forum budzi we mnie wspolczucie graniczace z przerazeniem - wspolczucie
      jakie wywoluje obraz krasnoludka w Szuflandii (z filmu Kingsajz) ktory myslal ze blekitny durszlak to
      wlasnie niebo i ktory widok prawdziwego nieba przyjmuje z nabozenstwem; przerazenie (wiem wiem,
      moj brak odpornosci na waskie perspektywy jest co najmniej nie na miejscu)- bo wielu ludzi nie tylko
      zyje w Szuflandii ale na widok prawdziwego nieba reaguje glosnym "be", bo jakies takie za glebokie, za
      blekitne, ba - bezgraniczne! co za hanba! Niech zyje durszlak!
      • naturelovers Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 11:43
        Swietnie to ujelas! Wydaje mi sie jednak, ze czlowiek wychowany w durszlaku
        (np. pan Wierzejski) ma prawo do swoich fobii. One sa zupelnie zrozumiale, a
        rola czlowieka myslacego powinno byc nie wykopywanie go na sile pod otwarte
        niebo, ale podanie melisy, wziecie za reke, usmiech i pelne spokoju
        uswiadomienie, ze niebo nie jest mu wrogiem, ze jest piekne i pod nim powietrze
        ma bardziej odswiezajacy smak.
        • joannakurd Re: "Anna In..": jeszcze o durszlaku 13.09.06, 13:24
          naturelovers napisał:

          > Swietnie to ujelas! Wydaje mi sie jednak, ze czlowiek wychowany w durszlaku
          > (np. pan Wierzejski) ma prawo do swoich fobii. One sa zupelnie zrozumiale, a
          > rola czlowieka myslacego powinno byc nie wykopywanie go na sile pod otwarte
          > niebo, ale podanie melisy, wziecie za reke, usmiech i pelne spokoju
          > uswiadomienie, ze niebo nie jest mu wrogiem, ze jest piekne i pod nim powietrze
          >
          > ma bardziej odswiezajacy smak.

          prawda, fobie sa zrozumiale, i nic tu po sile;
          rzecz w tym ze ludzie myslacy raczej nie wykopuja a staraja sie tak jak P.Olga Tokarczuk o tym niebie
          opowiadac; a wykopywanie jest najczesciej jedyna reakcja kogos kto sie tak bardzo bezpiecznie czuje
          pod oslona durszlaka
          i o tak, oby obecna byla chociaz chec przyjecia porcji melisy! ..

    • szarobury A gdzie w tym cyberpunk? n/t 13.09.06, 10:08
      ***
    • tom1003 "Anna In w grobowcach świata": nowa książka Olg.. 13.09.06, 12:42
      Dlaczego fobia wobec mężczyzn lub fobia fobec katolicyzmu, islamu czy judaizmu
      ma być lepsza niż przypisywana Wierzejskiemu fobia wobec homoseksualistów?
      To raczej radykalni działacze gejowscy i feministki maja zwyczaj określać tych
      którzy się z nimi nie zgadzają róznymi inwektywami, jak np. mianem faszystów.
      Nie mówiąc juz o niedouczeniu takich osób jak pani Środa, która uznając
      "homofobię " za "lęk przez człowekiem" daje dowód, ze nie odróżnia źródłosłowu
      "homo sapiens" od serka homogenizowanego.
      • imacc Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 16:13
        > Nie mówiąc juz o niedouczeniu takich osób jak pani Środa, która uznając
        > "homofobię " za "lęk przez człowekiem" daje dowód, ze nie odróżnia źródłosłowu
        > "homo sapiens" od serka homogenizowanego.

        Naprawdę wierzysz, że M. Środa tego nie wie? Nie pomyślałeś, że może chodzić o
        jakiś głębszy i w sumie oczywisty sens?

        Mnie interesuje całkiem co innego. Czy autor pisząc książkę wie co miał na
        myśli, czy już w momencie pisania rozmyśla nad wielorakimi głebokimi
        interpretacjami swojego dzieła ?
        Na przykład Olga Tokarczuk napisała książkę w którym zajęła się pewnym mitem
        sumeryjskim.
        Czytelnicy forum już wiedzą: Tokarczuk jest feministką, nie lubi Kaczyńskich,
        chce nowego świata opartego na żeńskich wartościach, lubi gejów, jest
        wegetarianką, głosuje na socjalistów (gdyby takowi byli), albo sympatyzuje z
        alterglobalistami. Inni czytelnicy już wiedzą "to książka nie dla mnie" - kocham
        Kaczyńskich, Busha, oglądam Fox News, a moim blogowym idolem jest Galba"
        W ten sposób dobrej literaturze wyrządza się krzywdę, bo mit sumeryjski,
        niezależnie od tego czy "feministyczny" czy nie, może być mitem dla każdego.
        A gdyby tak autorka odpowiedziała "wcale się nad tym nie zastanawiałam.
        napisałam książkę o micie, który mnie zafascynował"
        Miny by Wam zrzedły...
        • nick3 Re: "Anna In w grobowcach świata": nowa książka O 13.09.06, 21:52
          imacc napisał:
          > Miny by Wam zrzedły...

          Niekoniecznie:) Uznalibyśmy to za autorską kokieterię:)

          Choć oczywiscie masz rację. Tekst artystyczny przekracza takie wstępnie
          naszkicowane podziały.

          I dlatego warto, by nikt nie przesądzał swojego stosunku do książki przed jej
          przeczytaniem.

          Kontekst kulturowy, który w nieco groteskowej postaci skreśliłeś, jest
          jednakowoż ewidentny.

          Tekst zawsze wpisuje się w pewne odniesienia, a one stanowią jego niezbywalną
          część.

          Nie masz racji pisząc:

          > W ten sposób dobrej literaturze wyrządza się krzywdę


          Wskazanie pozycji tekstu w świecie jego odniesień kulturowych nie zubaża go.

          Zubażałoby go, gdyby się chciało jego sens do nich sprowadzić.

          Ale tego - ja przynajmniej - nie czyniłem.

          Twoje wrażenie może wynikać stąd, że bierzesz nasze posty za recenzje książki.
          A my czytaliśmy przecież tylko artykuł. (Oczywiście, że wypowiedzi bez czytania
          książki nie mogą być jej adekwatnymi recenzjami, o ile książka nie jest
          harlekinem:)))

          "Dobra literatura" ma w sobie rzecz jasna Coś Więcej niż dające się streścić
          przesłanie społeczno-kulturowe. Ale nie są to też sfery przeciwstawne.

          "Mapowanie" nie musi być zaraz szufladkowaniem.

          • nick3 Ta książka -Święta Ku.. Mać!-nie jest o Sumerach! 14.09.06, 22:00
            Nieprawdaż?:)

            Z tego, że Dziady cz.III są arcydziełem literackim nijak nie wynika, że nie
            są "ponadto" wielkim aktem politycznego oskarżenia rosyjskiego panowania nad
            Polską.
            • nick3 Miało być całym słowem, bo to Bogini... 14.09.06, 22:11
              ...wszak wzywamy jej Imienia częściej niż patriarchalnego Boga!


              Tyle, że - podeptana.
            • pendrek_wyrzutek "Dziady" sa wybitne ale nie sa arcydzielem 15.09.06, 03:55
              nick3 napisał:

              > Z tego, że Dziady cz.III są arcydziełem literackim nijak nie wynika, że nie
              > są "ponadto" wielkim aktem politycznego oskarżenia rosyjskiego panowania nad
              > Polską.

              Czy Sofokles, Cervantes, Szekspir lub Dostojewski zajmowali
              sie politycznym oskarzaniem i brali strone jednego narodu
              przeciw drugiemu w swych dzielach?

              "Dziady" sa wybitne ale nie sa arcydzielem i nie maja
              uniwersalnej wartosci.
              • nick3 arcydzieło 15.09.06, 14:42
                Na wstępie: książka Tokarczuk, z tego co o niej czytamy, dotyczy sprawy
                znacznie bardziej uniwersalnej niż carska władza nad Polską.

                Dalej: Dzieła wszystkich dżentelmenów, których wymieniłeś, mają swój rys
                mocnego zaangażowania w sprawy swoich czasów (nawet te polityczne. A książka
                Tokarczuk, jeśli dotyka polityki, to raczej w jej "strukturach głębokich").

                Np. dzieła Dostojewskiego są wielką obroną Świętej Rusi a także caratu (autor
                został doceniony i był niemal oficjalnym carskim "pisarzem rosyjskim").

                O twórczości pozostałych też da się podobne rzeczy powiedzieć (Sofokles -
                demokracja ateńska, etc.)

                Uniwersalność dzieła nie polega na jego oderwaniu od życia (a życie zawsze jest
                jakoś historyczne).
              • totalna_apokalipsa Re: "Dziady" sa wybitne ale nie sa arcydzielem 16.09.06, 13:01
                Oczywiscie, ze tak . Dostojwski jawnie wyrazał w swoich ksiazkach antypolskie
                sympatie, dlatego w Polsce dośc długo go nei wydawano - uwazał, ze to dobrzedla
                Polakwó, z eich kraj jest czescią zaboru rosyjskiego, a powstania uwazał za
                smieszne. Podobnei są tak gigentyczne opisy politycznych ruchów w Rosji -
                przede wszystkim w "Biesach" - radzę doczytac Dostojwseigo, bo twierdzenie, ze
                on akurat jest ponad polityką to oczywiste przekłamanie. Podobnie Szkspir w
                dramatach historycznych o królach angielskich , jak choćby "Henryk IV" mowi
                dokładanei o tym, o czym piszesz - o poltyce i bierze stronę jednego z
                bohaterów tej historii.
    • daniel40 Re:Chętnie ją kupię. Mało kto potrafi operować 14.09.06, 00:40
      słowem tak jak Tokarczuk.
    • p-1-to-ja Uniwersalizm u Tokarczuk 08.09.08, 16:50
      Witam, ja mam jedno zasadnicze pytanie: czy miożemy mówic o uniwersalnym sensie powieści "Anna In w grobowcach swiata"??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka