Dodaj do ulubionych

PO wybrała Marcinkiewicza

    • tetsujin Re: PO wybrała Marcinkiewicza 20.11.06, 14:10
      Galba, czytaj wreście ze zrozumieniem. To jest analiza, zresztą całkiem
      słuszna. Jak już cie wypuszczą z zakładu zamkniętego idz i zobacz jak wygląda
      salon. Podpowiem, że to taki duży pokój.
    • mielis Nawet gdyby M B udzielił poparcia to tylko swoim 20.11.06, 15:12
      głosem (no może jeszcze rodziny).
      Lewica to nie Kaczo - rydzowe bezmózgowie, które uzależnia krzyżyk od
      instrukcji z Torunia!
      • czyzyk33 Marcinkiewicz wspiera swoją rodzinę 21.11.06, 09:09
        (Nowy Dzień, 06.01.06)
        Brat premiera awansuje
        To dowód na to, jak dobrze mieć w rodzinie premiera. Mirosław, starszy brat
        Kazimierza Marcinkiewicza, został dyrektorem I Oddziału Banku PKO BP w
        Gorzowie, największej placówki tego banku w mieście.
        Najstarszy z trójki braci Marcinkiewiczów przed laty działał w ZChN, w latach
        1990-99 był dyrektorem w Urzędzie Wojewódzkim w Gorzowie. Zwolnił go ówczesny
        wojewoda lubuski Jan Majchrowski (AWS). Podejrzewano, że Mirosław był
        zaangażowany w niezgodną z prawem próbę przekazania w prywatne ręce wartej 2
        mln zł stacji ornitologicznej. Ale od czego ma się braci. Kazimierz
        Marcinkiewicz, wtedy już szef doradców premiera Buzka, ostro zaatakował
        Majchrowskiego. Miejscowy ZChN zarzucił wojewodzie arogancję i zwalczanie ludzi
        ze środowisk narodowo-katolickich. To wtedy Majchrowski nazwał
        Marcinkiewicza "człowiekiem o mentalności Krzyżaka". Premier jednak się ugiął i
        wojewodę odwołał.
        Mirosław długo nie cierpiał bez pracy. Bardzo szybko znalazła się dla niego
        posada dyrektora generalnego w Ministerstwie Łączności, którym rządził wtedy
        kolega z partii Maciej Srebro. Później brat obecnego premiera przewodniczył
        radzie nadzorczej Banku Pocztowego. Po upadku solidarnościowego rządu zajął się
        prywatnym biznesem. W 2004 r. wygrał konkurs na dyrektora placówki PKO BP w
        Sulęcinie, a rok później został szefem PKO w Skwierzynie. Teraz z tej
        podgorzowskiej miejscowości przenosi się na bardziej prestiżowe stanowisko w
        stolicy województwa.
        Mirosław Marcinkiewicz uważa, że swoją karierę zawodową zawdzięcza wyłącznie
        sobie, a pozycja brata nie miał wpływu na jego nominację w banku, w którym o
        wszystkim decyduje państwo. Jest żonaty, ma dwójkę dzieci. Nie należy do PiS.
        Najmłodszy z trójki braci Marcinkiewiczów Arkadiusz aktywnie działa w PiS. Jest
        wiceprzewodniczącym gorzowskiej rady miasta. Prowadzi kino Kopernik.
        (Artur Brykner05-02-2006, ostatnia aktualizacja 05-02-2006 23:40
    • mirkakulik PO wybrała Marcinkiewicza 20.11.06, 15:54
      Nie po raz pierwszy PO wyjdzie z tych wyborow przegrana.Czy oni niczego jeszcze
      nie zrozumieli?A PIS zaciera rece z radosci.
      • aa9916 Re: PO wybrała Marcinkiewicza 20.11.06, 17:08
        POlak przed glosowaniem i PO glosowaniu nie zmadrzeje.
    • scubabartek Re: PO wybrała Marcinkiewicza 20.11.06, 17:24
      PO to lewica? Hmm... galbusiu kochanie, widze że twoje leki przeciwpsychotyczne
      się skończyły. Skocz no słonko do apteki, co?

      galba napisał:

      > Zmiana taktyki propagandowej - pokazywanie sufitowych sondaży nie działa więc
      > teraz "salon" będzie straszył i mobilizował lewicę (PO, SLD) wizją tego,
      > że "prawie już przegraliśmy".
      • czyzyk33 Pytlak oskarża Marcinkiewicza ... 20.11.06, 19:46
        „Grażyna Pytlak, dawna działaczka podziemia (kilkadziesiąt razy przesłuchiwana
        przez SB), do dzisiaj nie może zapomnieć Marcinkiewiczowi stylu, w jakim
        zetchaenowcy próbowali usunąć ją z diecezjalnego miesięcznika "Aspekty". Flügel
        i Marcinkiewicz pisali w "Aspektach" sążniste teksty o konflikcie między
        liberalizmem a chrześcijaństwem. (…)Działacze ZChN-u zarzucali Pytlak, która od
        1980 roku była naczelną "Aspektów", że pismo niebezpiecznie oscyluje w
        stronę "Tygodnika Powszechnego". Postanowili przejąć nad nim kontrolę. Między
        innymi Marcinkiewicz i Flügel byli autorami listu do biskupa, w którym, jak
        pamięta Pytlak, żądali jej odwołania, bo pismo jest "niezgodne z linią ZChN-u".
        Odeszła, a "Aspekty" stały się z czasem cotygodniową wkładką
        lokalną "Niedzieli" największego katolickiego tygodnika w Polsce,
        sympatyzującego z Radiem Maryja.
        Przez jakiś czas naczelnym wkładki był Marcinkiewicz.”(…)
    • signal po cholerę iść i skreślać obu 20.11.06, 21:10
      przecież to bez sensu
    • tojestnowekonto PO wybrała Marcinkiewicza 20.11.06, 21:12
      Autor ma rację w tym, że Rokita ostatecznie zniechęcił wielu komuchów do
      głosowania na Gronkiewicz-Waltz. To fakt, znam osobiście takie przypadki. W tej
      sytuacji szanse Atrakcyjnego Kazimierza na stołek znacznie wzrosły, choć
      zapowiada się na wyrównany wyścig do samego końca.
    • korektor.opole PO wybrała Marcinkiewicza 21.11.06, 00:59
      Cytat z red. Pacewicza: "A skoro Borowski nie poparł... znacząca część jego
      zwolenników nie pójdzie na wybory". Itd. Pan Pacewicz ma elektorat Borowskiego
      za durniów, którzy bez wskazania wodza nie wiedzą, co począć, nie mają własnej
      woli ani pomysłu na życie. Toż to absurd.
      Ale zasadnicza idea tekstu jest moim zdaniem inna. Jest nią kampania naciskania
      na PO, by wreszcie pokochała lewicę (w tym oczywiście SLD) i wspólnie wojowała
      przeciw PiS. "Ponad podziałami", zapominając o historii i o... sensie. Od
      dłuższego czasu lansuje autor tę ideę, zgodną zresztą z pojednawczą filozofią i
      misją totalnego wybaczania uprawianą przez samego red. Michnika. O ile jakoś
      jestem w stanie rozumieć szlachetne pobudki Adama Michnika, jego
      wielkoduszność - to działalność p. Pacewicza uważam za szkodliwą. Złą
      politycznie, złą również dla Gazety!
      Negowanie wszelkich konserwatywnych, tradycyjnych wartości, zacieranie
      wszelkich różnic, homogenizacja postaw i poglądów, więc zasadnicze cechy
      aktywności Pacewicza i ton, jaki wskutek jego pracy staje się w GW dominujący -
      to zgubna droga dla pisma.
      Apeluję do Redakcji Gazety o pozbycie się tego pana. W jego rękach moja
      ulubiona Gazeta zostanie zmarginalizowana, stanie się trybuną środowisk
      nihilistycznych, wyjałowionych, zblazowanych, dla których historia nie ma
      żadnego znaczenia, dla których nie ma istotnej różnicy między ofiarami a
      katami, i których wkład we współczesną kulturę polega na podziwianiu i
      zachwalaniu każdego dziwactwa, każdego zboczenia - w imię tolerancji i
      wolności, i oryginalności. Społeczeństwo i państwo ma obowiązek tolerować, a
      nawet pielęgnować zwłaszcza homoseksualistów i ich fascynującą działalność -
      pisze Pacewicz i jego ekipa ostatnio niemal w każdym numerze GW - nawet w takim
      tekście jak komentowany, stricte polityczny, nie omieszkał Pacewicz niby na
      marginesie się o nich upomnieć.
      To naprawdę jest wypaczenie, jakiego się po ludziach Gazety nie spodziewałem.
      Trzeba skończyć z tym kierunkiem. Pan Pacewicz niechaj znajdzie sobie pracę w
      jakimś organie dla gejów - przyjmą go tam baaardzo serdecznie, z wdzięczności
      za dotychczasową działalność, za nieustanną popularyzację i promocję.

      Pozdrawiam Czytelników Gazety, którzy wierzą w coś więcej niż tylko Święta
      Tolerancja - obiekt kultu red. Pacewicza. Kto mieszka w Warszawie - niechaj
      idzie i głosuje na reprezentantkę Platformy. W niej cała nasza nadzieja na
      więcej sensu. A p. Pacewicz i jemu podobni niech lepiej siedzą w domu.
      • czyzyk33 Klan Marcinkiewiczów w natarciu na PiS... 21.11.06, 09:07
        (Tygodnik Fakty i mity, nr 28(332) 20.07.06
        patrzymy im na ręce
        Kinomania
        „Dla nas podstawową zasadą jest przezroczystość władzy. Nasi poprzednicy często
        zamiast rządzeniem zajmowali się robieniem własnych interesów. To się nie
        powtórzy” – obiecywał kiedyś premier Marcinkiewicz. Żartował...
        Komentując ustąpienie Kazimierza Marcinkiewicza z funkcji premiera, poseł
        Jacek „Bulterier” Kurski zauważył, że jego partyjny kolega premier zaczął się
        już „zużywać”, więc „byłoby głupio przespać moment, kiedy jego notowania
        zaczęłyby spadać. To świetny moment, aby po udanym okresie premierostwa oddać
        Marcinkiewicza jako prezydenta stolicy”.
        To fakt, wskaźniki popularności dowodzą, że Marcinkiewicz jest najbardziej
        wiarygodnym kłamcą spośród ludzi ze świecznika Prawa i Sprawiedliwości, więc
        byłoby dla partii szkodą nieodwracalną, gdyby zmarnotrawić taki kapitał.
        Dlaczego nie boimy się pisać podobnych herezji, podczas gdy PiS usiłuje ścigać
        nawet zagranicznych dziennikarzy kpiących z miłościwie nam panującego Pana
        Prezydenta? Ano popatrzmy:
        1. Sprawa biznesmena Jana Łuczaka
        U schyłku 2005 r. przetoczył się przez Polskę skandal: oto mający poważne
        kłopoty z prokuraturą milioner Łuczak (por. „Piraci” i „s-PiS inwentarza” –
        „FiM” 23, 41/2005) pożyczał w okolicach 2001 r. duże – rzędu kilkudziesięciu
        tysięcy złotych – pieniądze rodzinie Kazimierza Marcinkiewicza.
        Pomińmy w tym miejscu rozliczne afery, w które – bardziej lub mniej
        bezpośrednio – uwikłany był ów dobroczyńca. Warto jedynie odnotować, że
        najgłośniejsza związana była z koncesjami na telefonię komórkową, a działo się
        to w okresie (2001 r.), gdy pan premier był jeszcze zwykłym posłem, ale już na
        tyle ustosunkowanym, by swojego starszego brata Mirosława uczynić dyrektorem
        generalnym w Ministerstwie Łączności, zarządzanym przez partyjnego kolegę z
        ZChN.
        „Dzwonię do Kazia i mówię, że Majchrowski [Jan, wojewoda lubuski z nadania AWS –
        dop. red.] wyrzucił mnie z urzędu wojewódzkiego. »Gadasz, naprawdę to
        zrobił?« – zdziwił się Kazimierz. I mówi: »Nie przejmuj się. Trzeba się
        rozejrzeć«. I akurat Kazimierz spotkał nowego ministra łączności Macieja
        Srebrę, który właśnie szukał dyrektora generalnego. »No, to może mój brat« –
        zaproponował. Srebro zadzwonił. Złożyłem podanie. Z trzech kandydatów wybrał
        mnie” – wspomina Mirosław Marcinkiewicz.
        Z kolei „Kaziu” świetnie pamięta, że było zupełnie inaczej: „Nie reklamowałem
        brata. Srebro sam przyszedł. Mówi: »W gazecie czytam, że Mirka zwolnili w
        Gorzowie, a ja mam właśnie wakat«. Tak było. Szukał kogoś z ZChN-u. Nie było z
        mojej strony akcji w kierunku Ministerstwa Łączności, bo ja się tym resortem
        nie zajmowałem”.
        Dodajmy jeszcze, że bezpośrednią przyczyną czasowego bezrobocia Mirosława była
        smutna okoliczność przewodniczenia radzie nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu
        Ochrony Środowiska i osobista odpowiedzialność za niezgodne z prawem
        przekazanie darowizną prywatnemu Regionalnemu Stowarzyszeniu na rzecz
        Zrównoważonego Rozwoju reprezentacyjnej nieruchomości, samochodu i sprzętu
        biurowego, co uszczupliło kasę Funduszu o ponad 1,3 mln zł. Na szczęście
        wszystko rozeszło się po kościach i choć prokuratura trochę go nękała
        podejrzeniami o fałszywe zeznania, krótko po nominacji Kazimierza na premiera
        Mirosław został (w lutym 2006 r.) dyrektorem I Oddziału PKO BP w Gorzowie.
        Skupmy się teraz na reakcji najbardziej znanego z Marcinkiewiczów wobec zarzutu
        tygodnika „Wprost”, że „Łuczak pożyczał pieniądze także obecnemu kandydatowi na
        premiera. Kazimierz Marcinkiewicz przyznał, że dzięki pożyczce od Łuczaka w
        2002 roku razem ze swymi najbliższymi spędził zimowe ferie w znanym
        szwajcarskim kurorcie Zermatt”.
        Kazimierz twardo zareagował na to ohydne posądzenie: „Najpierw będę domagał się
        zamieszczenia sprostowania, a jeśli tygodnik mnie nie przeprosi, skieruję
        sprawę do sądu” – zapewnił publiczne (Radio Zet, 11 października 2005 r.).
        Wkrótce minie rok, sprostowania ani przeprosin nie opublikowano, sprawy w
        sądzie nie ma...
        2. Grunt to rodzinka
        Kandydat na premiera Marcinkiewicz, oświadczył też w Radiu Zet, że w kwestii
        pożyczek było całkiem odwrotnie, gdyż to jego bracia pożyczali pieniądze
        krezusowi: „Mój młodszy brat Arkadiusz prowadzi działalność gospodarczą od
        wielu lat, nie powiem, żeby był bogaty, ale do ubogich nie należy” – wyjaśnił
        zdumionej dziennikarce. A gdy ta pragnęła jeszcze raz się upewnić: „Czyli
        nieprawdziwa jest informacja, że bracia pożyczali od Łuczaka, tylko sami
        pożyczali Łuczakowi?”, oznajmił stanowczo: „Tak, takie mam oświadczenia moich
        braci”.
        Skoro sam pan premier wywołał do tablicy swojego młodszego brata Arkadiusza,
        przyjrzyjmy się i temu – „do ubogich nienależącemu” – radnemu PiS w Gorzowie
        Wielkopolskim…
        W jego oświadczeniu majątkowym czytamy, że w okresie, gdy finansowo wspomagał
        Łuczaka, był dzierżawcą gorzowskiego kina „Kopernik” (wraz z żoną Barbarą,
        rodzicami Teresą i Marianem oraz – wspomnianym wyżej – najstarszym bratem
        Mirosławem). Żył od pierwszego do pierwszego (stan swoich zasobów pieniężnych
        określił mianem „na bieżące potrzeby”), a jego całoroczny dochód zamknął się
        kwotą... 877 zł 38 gr.
        Gdzie zatem – Panie Premierze – brat drukował banknoty, żeby pożyczać pieniądze
        zaprzyjaźnionemu z rodziną milionerowi?
        O tym, że mimo przejściowych (np. w 2004 r. Arkadiusz miał już 40 tys. zł
        oszczędności przy 133,3 tys. zł dochodu, a w 2005 r. – odpowiednio 50 tys. zł
        przy 157,4 tys. zł) kłopotów finansowych PiS-owski radny Marcinkiewicz łeb do
        interesów ma, niech świadczy fakt, że mimo apelu biskupów i wszelkich możliwych
        organizacji kościelnych zdecydował się wpuścić na ekrany swojego kina
        bluźnierczy „Kod Leonarda”: „Nie mogłem zerwać długoterminowej umowy z
        dystrybutorem, gdyż groziłoby to poważnymi konsekwencjami finansowymi. Ale z
        pewnością nie będę tego filmu reklamować” – przysięgał 19 maja 2006 r.
        Katolickiej Agencji Informacyjnej.
        Najbardziej zaś dobitną ilustracją jego (prawicowego już wówczas radnego)
        apolitycznych talentów biznesowych jest zarejestrowana przez wrogów klasowych
        pogawędka z komuszym prezydentem Gorzowa Tadeuszem Jędrzejczakiem (SLD), który
        na przełomie 2004/2005 zasłynął na całą Polskę z tego, że przez kilka miesięcy
        pełnił swoje obowiązki z aresztu. Niżej przytaczamy fragmenty stenogramu
        rozmowy obu panów (z 20 września 2002 r.), toczonej – nie wiedzieć czemu – po
        wyłączeniu telefonów komórkowych…
        Jędrzejczak: – Co dobrego?
        Marcinkiewicz: – Mam trochę spraw zawodowych i politycznych…
        – A gdzie pan zawodowo pracuje?
        – Ja mam w tej chwili trzy kina…
        – Eee, to kapitalista z pana.
        – Nie, taka jest – bym powiedział – posucha, że ledwo wiążę koniec z końcem
        (najwyraźniej milioner Łuczak zwlekał ze zwrotem pożyczki… – dop. red.). Ja mam
        jeszcze w Słubicach kino i w Kostrzynie, ale to są takie miejscowości, że na
        razie dokładam do interesu. A pan ma jakieś kontakty i możliwości z Wojewódzkim
        Funduszem Ochrony Środowiska?
        – Ja ich tam wszystkich znam. A co?
        – Bo też bym potrzebował tam wsparcia… (Marcinkiewicz tłumaczy dalej szczegóły
        planowanej modernizacji kotłowni w swoim kinie „Kopernik” i przejścia na
        ogrzewanie gazowe – dop. red.). Ja bym się właśnie do tego gazu przyłączył.
        – To niespecjalnie jest tańsze.
        – Tak, ale z wojewódzkiego funduszu to jest bardzo dobry kredyt, z gminnego
        fun
    • olias PO wybrała Marcinkiewicza 21.11.06, 11:30
      wygrana Marcinkiewicza w Warszawie to za mało. Potrzebny jest jeszcze jeden
      krok. Koalicja większości - lewica i PiS.
      Moze wtedy PO przestanie grać primadonnę?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka