27.03.07, 12:21
Mam wuja, starego PZPR-owca, który był działaczem SLD; o takich jak on mówi
się żelazny elektorat, beton; partia mogła zawsze na niego liczyć… Ile razy
widzieliśmy się, zawsze basował za Olkiem, Józkiem, Leszkiem, zawsze
agitował, zachwalał swoich przywódców i ich światłe działania. Co prawda
kilka lat temu można było zauważyć lekką erozję światopoglądu. Wtedy
weteranów „lewicy” wpieniały „wielkie” wydarzenia takie jak „Ola Kwaśniewska
na balu debiutantek w Paryżu”, „prezydent na balu noworocznym w Wiedniu”… ale
to były drobiazgi, wodzom dużo wybaczano: rosnącą alienację i ignorowanie
partyjnych dołów. Teraz jednak nie ma zmiłuj się. Po "onych" taśmach, wuj
czuje się wystrychnięty na dudka. Gdybyście mogli posłuchać jak lżył Olka…
Obserwuj wątek
    • grba Jerzy Szteliga wywiad 27.03.07, 13:14
      Oleksy zawsze był chory na władzę

      Wywiad z Jerzym Szteligą, byłym szefem opolskiego SLD i wiceszefem klubu
      parlamentarnego tej partii.

      Szteliga: - Raz ośmieliłem się skrytykować Józka, a on zaczął mnie niszczyć. To
      jest wyjątkowo mściwy facet.

      - Jak pan odebrał taśmy Gudzowatego?
      - Tak jak kiedyś byłem wdzięczny Michnikowi za nagranie Rywina i zdemaskowanie
      tym samym układu wewnątrz SLD, tak samo jestem dziś wdzięczny Gudzowatemu.
      Niezależnie od okoliczności tej prowokacji czy prawdziwych intencji
      Gudzowatego, należy mu się medal na zdemaskowanie prawdziwego oblicza Oleksego.

      - Czyli?
      - Czyli za zdjęcie z niego maski elokwentnego i subtelnego intelektualisty i
      pokazanie twarzy ordynarnego, mściwego faceta.

      - Będę złośliwy: panu też po wódce zdarzało się tracić fason. Wyzywał pan
      publicznie asystenta posłanki Jakubowskiej od cymbałów.
      - Dziś żałuję, że mu mordy nie zbiłem, bo gdyby nie ta banda, nie byłbym w tym
      miejscu gdzie jestem, nie miałbym kłopotów z prawem. Ale chyba widzi pan
      różnicę między nazwaniem kogoś cymbałem a wyzywaniem wszystkich wokół od
      skończonych durniów, obrażaniem kobiet?

      - A jakże, widzę. Oleksy zwyzywał wszystkich eseldowskich świętych. Buc, dupek,
      krętacz - nikogo nie oszczędził. Mam nieodparte wrażenie, że SLD to kłębowisko
      żmij...
      - Nie oskarżałbym całej partii, a skupił się na Oleksym. Jego dramat polegał na
      tym, że od zawsze nienawidził Kwaśniewskiego i Millera, choć publicznie co
      innego deklarował.

      - Potwierdza to scenka z forum ekonomicznego w Krynicy. Oleksy obściskuje się z
      Kwaśniewskim, choć mówi, że nim gardzi. Za chwilę razem obrzucają błotem
      Millera...
      - Nie spotkałem się nigdy z sytuacjami, by Kwaśniewski tak pomiatał ludźmi.
      Oleksy - owszem. Długo tolerowaliśmy jego chamskie zachowania. Zbyt długo. On
      zawsze uważał siebie za najmądrzejszego i najpiękniejszego na świecie. Stąd
      jego problemy. Jak go ktoś skrytykował, od razu robił zadymy. Pamiętam rok
      1993, Oleksy jest marszałkiem Sejmu, a Kwaśniewski przewodniczącym klubu.
      Siedzimy w biurze, a Olek mówi spokojnie do Józka, że trzeba usprawnić prace
      kancelarii Sejmu, bo są skargi. Na to Józiu jak poparzony zrywa się z krzesła,
      podchodzi do Kwaśniewskiego i w furii go beszta: - Co ty mi się tu, k...,
      wpier...! Kancelaria to moja sprawa! Potem wyrywa mi z ręki paczkę papierosów i
      wychodzi z pokoju, trzaskając drzwiami. I znika gdzieś obrażony, a cała partia
      go szuka.

      - Do podobnych incydentów dochodziło częściej?
      - Oczywiście. Oleksy jest chory na władzę. Miał takie ulubione powiedzenie:
      wszędzie na mnie czekają. Co znaczyło, że może pełnić każdą funkcję w państwie.
      Jeśli ktoś podważał tę jego nieomylność, stawał się jego śmiertelnym wrogiem.
      Sam tego doświadczyłem.



      - Proszę przypomnieć.
      - W 1997 byłem w grupie, która go usunęła z funkcji przewodniczącego SLD. Po
      podjęciu decyzji spotkaliśmy się w partyjnym klubie. Józiu swoim zwyczajem
      zrobił dziką awanturę, że go niszczymy. Działacze patrzyli na buty, bo nikt nie
      chciał jeszcze bardziej go rozjuszać. A ja wstałem i powiedziałem: - Józiu,
      byłem tobą zauroczony. Ale widzę, że ty bardziej dbasz o własną dupę niż o
      korporację. Tym się doigrałem, od tej pory Oleksy mnie niszczył.

      - Jak?
      - Według swojego ulubionego schematu - manipulowania ludźmi, napuszczania ich
      na siebie. On szuka w partii zagubionych czy sfrustrowanych działaczy, zaprasza
      ich na kolacyjki i podjudza przeciwko swoim wrogom. Jak chciał kiedyś wykończyć
      Krzysia Janika, podsycał różne plotki o nim. Mnie niszczył, posługując się
      Tomaszem Garbowskim, moim byłym asystentem. Wykorzystał go przeciwko mnie, a
      potem porzucił, kiedy już mu nie był potrzebny. Zaatakował mnie też osobiście,
      u Moniki Olejnik. Nazwał mnie złodziejem, człowiekiem chorym z nienawiści.

      - Może w rozmowie z Gudzowatym wyszła jego frustracja? Jest w sile wieku, a
      trafił na bocznicę...
      - Może. Ale osoba o takich cechach jak on nie powinna pełnić żadnych poważnych
      funkcji. On kompletnie nie potrafi grać w grupie. Jeszcze niedawno łaził za
      Millerem i błagał go, żeby dał mu ministerstwo spraw wewnętrznych. A kiedy w
      końcu je dostał, to pokazał, że potrafi tylko występować w telewizji. Oleksy
      byłby świetnym publicystą, ale nie politykiem. Powinno się dla niego utworzyć w
      Warszawie taki Hyde Park, postawić go na skrzynkach od wódki i niech przemawia
      od rana do wieczora.

      - Jednak Oleksy ma rację, kiedy mówi, że po sprawie Olina, kiedy zarzucono mu
      bezpodstawnie szpiegostwo, większość przyjaciół go opuściła. Może jad, jaki
      wylewa się z taśm Gudzowatego, wynika ze strasznego rozczarowania Oleksego
      kolegami z SLD.
      - Nie sądzę. Uważam zresztą, że Oleksy niesłusznie robi z siebie ofiarę. Myśmy
      w SLD wiedzieli, że wszystkie możliwe służby mówiły Józkowi, żeby nie chlał
      wódki z Ałganowem. Przecież on jako jedna z najważniejszych osób w państwie był
      pod przykryciem kontrwywiadowczym, dostawał raporty i bezpośrednie ostrzeżenia.
      Nie oskarżam go o agenturalność, ale o głupotę. Bo on nawet po tych
      ostrzeżeniach wymykał się biesiadować z Ałganowem. Jego miłość do żarcia i
      picia przesłoniła troskę o bezpieczeństwo państwa.

      - Obok plotek rodem z magla Oleksy powtarza poważny zarzut pod adresem byłego
      prezydenta. Uważa, że majątek przez niego zgromadzony może być z nielegalnego
      źródła.
      - Ja takiej wiedzy nie mam. Natomiast jako osoba obeznana ostatnio z kodeksem
      karnym wiem, jak trudno jest się oczyścić po pomówieniu, jak ciężko się
      udowadnia własną niewinność. Dlatego nie wykluczam, że Oleksy wiedział, że jest
      nagrywany, i celowo pomawiał Kwaśniewskiego.

      - Sam wykonałby na sobie polityczny wyrok śmierci?
      - Może ktoś, kto się nim posłużył, obiecał mu, że części obyczajowe rozmowy nie
      będą wykorzystane? Co najmniej od kilku lat wiadomo, że Gudzowaty ma bzika na
      punkcie bezpieczeństwa, że nagrywa rozmowy, że jego ochrona ma wolną rękę w
      stosowaniu technik operacyjnych. Cała "warszawka” to wie, a mądry Oleksy nie
      wiedział? Tym bardziej, że chlali w budynku Gudzowatego, i to jeszcze w
      towarzystwie Bisztygi, człowieka z dawnych służb. Taki głupi Oleksy nie jest...

      - Jednak wokół prezydenta gęstnieje atmosfera. Nie tylko Oleksy, ale wcześniej
      aresztowany lobbysta Dochnal, jeszcze wcześniej baroni paliwowi - wszyscy oni
      mieli zeznać, że Kwaśniewski miał podejrzane kontakty z biznesem.
      - Powtarzam - nic o tym nie wiem. Ale mam sporą wiedzę o tym, jak Oleksy
      potrafił obsikiwać swoje terytorium. Ilu kumpli porozstawiał po radach
      nadzorczych. Otwierałem "Rzepę” i czytałem na zielonych stronach, kogo nowego
      ustawił. W SLD zawsze istniał podział na "warszawkę” i nas z prowincji.
      A "warszawka” zawsze swoje interesy miała.

      - Domyśla się pan, jaki interes miał Gudzowaty w nagrywaniu ludzi lewicy?
      - Od kilkunastu lat polscy politycy dzielą się na takich, którzy chcą uwalić
      Gudzowatego, i na takich, którzy chcą od niego pieniędzy i stanowisk. On, póki
      co, umiejętnie lawiruje pomiędzy jednymi i drugimi. Słyszałem, że ktoś próbował
      utopić Gudzowatego, a on jak osaczony zwierz postanowił się bronić. Ale
      szczegółów nie znam.

      - To jest już koniec Oleksego?
      - Myślę, że tak. Choć, znając jego charakter, sądzę, że kiedy już się otrząśnie
      po szoku, będzie jeszcze ostro kąsać. Koledzy chcą go spuścić do szamba, a on
      nie ma ochoty sam iść na dno. Przez te wszystkie lata zgromadził ogromną wiedzę
      o ludziach władzy. Jeśli partia będzie go nadal poniżać, może być
      niebezpieczny.

      - "Taśmy Gudzowatego” wzmocnią w SLD pozycję Olejniczaka, który był ostatnio
      podgryzany przez partyjnych weteranów, m.in. przez Oleksego?
      - Ma szansę się wzmocnić, ale musi wykonać to nowe otwarcie, które zapowiedział
      na konferencji prasowej. Łącznie z weryfikacją osób ze swojego bliskiego
      środowiska. Bo wielu chłopaków z jego generacji też się już zdążyło zepsuć,
      szczególni
      • grba Jerzy Szteliga wywiad #2 27.03.07, 13:15
        szczególnie za czasów Millera. Samoloty, hotele, limuzyny, komórki bez limitu -
        to wszystko poprzewracało im w głowach. Olejniczak, pod patronatem swojego
        promotora Aleksandra Kwaśniewskiego, musi odrzucić wielu eseldowców i otworzyć
        się na socjaldemokratów Borowskiego czy środowisko Partii
        Demokratycznej. "Taśmy Gudzowatego” ostatecznie dobiły stare SLD.

        Krzysztof Zyzik
        kzyzik@nto.pl
        www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070324/WYWIAD/70323052
      • hildegunst Oleksy = Brzytwa, Szteliga = Żyletka Jednorazówka? 27.03.07, 13:28
        Taki pojedyńczy wywiadzik. Mała "chwila szczerości" doktora z Leningradu.
        Całe SLD to jedno wielkie szambo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka