malford
17.01.08, 07:28
Henryk Woźniakowski nie zaprzecza, że wizja historii w wydaniu
Grossa jest wybiórcza, ale nie czyni mu z tego powodu zarzutu. Bubel
w swoich publikacjach też przedstawia wybiórcza wizję historii, ale
jego dzieła nie są sprzedawane w Tel Awiwie czy Jerozolimie, za to
on sam niedawno trafił do Tworek. Można by tu też wspomnieć o
casusie Irvinga. Tak to już jest - jednym wolno wszystko, innym nic.
Książka Grossa została obliczona na wywołanie nienawiści do Polaków
wśród Amerykanów, bo przeznaczona jest głównie na tamten rynek.
Polskie tłumaczenie to peryferyjna ciekawostka, mająca służyć
wywołaniu wśród Polaków antysemickich reakcji, potwierdzających
zawarte w książce tezy. Takie sobie perpetuum mobile. Przeciętny
amerykański matołek i tak już wie, że jedynym działającym w
okupowanej Polsce ruchem oporu były organizacje żydowskie, które
wywołały powstanie w Getcie. Polacy to była banda szmalcowników, w
przerwach między pogromami budująca wspólnie z Niemcami obozy
zagłady. Teraz matołek zostanie w tych przekonaniach utwierdzony, a
Gross zarobi na tym grube miliony. W Polsce nikt nigdy nie wyda
opracownia historycznego np. pod tytułem "Żydzi w komunistycznym
aparacie terroru", bo potencjalny desperat natychmiast trafiłby
prrzed oblicze prokuratora. Kiedy kilka lat temu podczas promocji
książki Szewacha Wiessa w białostockim ratuszu kilku facetów
rozwiesiło transparent z napisem: "Stop żydowskim interesom",
prokurator zażądał dla nich dwóch lat bezwzględnego więzienia. Kiedy
Gross szkaluje Polskę, jest przyjmowany na salonach, spotkaniach
autorskich i u Moniki Olejnik. W takim właśnie kraju żyjemy. Moja
rodzina pochodzi z kresów wschodnich i w czasie okupacji ukrywała
żydów. I co z tego? Teraz wg "historycznych" wywodów Grossa należę
do narodu oprawców. A dotąd myślałem, że głupców.