Dodaj do ulubionych

Zabijali Niemców z zemsty

    • sokrates22 Zabijali Niemców z zemsty 18.01.08, 09:10
      • anti.war a Niemcy zabijali Polakow z "rozkoszy" mordowania 18.01.08, 09:13
    • sokrates22 Eeeeeee.... 18.01.08, 09:14
      Za 1-go niemca zabitego hitlerowcy rozwalali od kilku do stu
      Polaków to i tak statystycznie jesteśmy do tyłu...
      Czyli mamy coś do wyrównania...

      Historia to opis serii przypadków.

      ergo12 napisał:

      > Mordercy!!!
      • mracek Re: Eeeeeee.... 18.01.08, 09:56
        Rozumiem dobrze, ze chcesz, zeby Polacy w zbrodniach dogonili Niemcow?
        • kolonistka Re: Eeeeeee.... 18.01.08, 10:31
          z ust mi to wyjales - planu nie wyrobilismy .. po raz kolejny ..
          nieroby
    • orrt Zabijali Niemców z zemsty 18.01.08, 09:19
      ja nie bardzo rozumiem o czym my tu rosprawiamy. Ja jestem z Wawy a
      tu na co czwartej ulicy jest tablica z napisem :tu rozstrzelano 15 ,
      30 , bądż 50 polaków a moja mama w czasia okupacji była swiadkiem
      jak po egzekucji krew płynęła rynsztokiem ... rynsztokiem !!! Polska
      krew!!!Osobiście usprawiedliwiam chłopaków , którzy po 5 latach
      terroru i poniżania ( przecież dla nich byliśmy polskimi świniami)
      odreagowali. To co mysmy im uczynili jest niczym w porównaniu z tym
      co oni nam. Wszystkim uważającym inaczej życze dobrego samopoczucia
      • cirano Re: Zabijali Niemców z zemsty 18.01.08, 09:29
        Chory łeb ma ten orrt. Wojna sie skonczyla. Polacy zajmowali obce, nafaszerowane
        majatkiem tereny...i tu kojarze z Kielcami "nie oddamy co teraz nasze", a i
        swiadkowie niepotrzebni...
      • l.o.r.t.e.a Pochodzę z umęczonej Zamojszczyzny. Popieram cię 18.01.08, 10:21
        orcie.
    • woytolo GW uznało temat mordowania za najważniejszy. 18.01.08, 09:19
      Afganistan, Gross, Świnoujście. Co następne? Akcja Wisła? Czy inna Biała Plama?
      A przecież Mazowiecki mówił o Grubej Kresce?
      • 3centy Re: GW uznało temat mordowania za najważniejszy. 18.01.08, 09:22
        woytolo napisał:

        > Co następne?

        65 mld. $ ;)
        • vytrisalov Centus, bredzisz 18.01.08, 09:35
          Centus napisal:
          > "Mordujcie odważni czerwonoarmiejcy , mordujcie !
          > autor Ilia Erenburg:
          > Pochodził z kupieckiej zasymilowanej rodziny żydowskiej.

          Zgadza sie,Erenburg napisal ten apel. Wedlug hitlerowskich Ustaw Norymberskich
          (Rassengesetze) byl Zydem. Rozumiem, ze te ustawy sa dla ciebie wyznacznikiem,
          kto jest Zydem, a kto nie.
          Dla mnie Erenburg byl rosyjskim pisarzem.

          Ale czego ten cytowany przez ciebie tekst ma dowodzic ???
          Ze Polacy nie zabili tych Niemcow i Niemek, czy byli tak durni, ze dali sie
          podpuscic ???
          • 3centy Re: Centus, bredzisz 18.01.08, 09:38
            vytrisalov napisał:
            > podpuscic ???

            Wystąpienia ludności ukrainskiej przeciw Polakom były w poludniowych powitch
            Polski szczególnie okrutne. Wkraczajacy Niemcy pozwalali Ukraincom na bezkarnosc
            przez 24 godz.
            • edek47 To temu panu nie pasuje. 18.01.08, 09:46
              Wedlug niego Polaka nie mozna zabic,Polak ma byc morderca,a ten pan
              bedzie lal lzy i rozpaczal nad jego ofiarami.
              • 3centy Re: To temu panu nie pasuje. 18.01.08, 09:54
                edek47 napisał:

                > Wedlug niego Polaka nie mozna zabic,

                to spróbuj rezunski bohaterze ?
                • edek47 Nie warto pomagac glupim... 18.01.08, 10:06
                  Po co ja to robie ?... OSIOL NIE ZROZUMIAL TEGO , CO DO NIEGO
                  NAPISALEM.
                • edek47 Nie warto pomagac glupim... 18.01.08, 10:06
                  Po co ja to robie ?... OSIOL NIE ZROZUMIAL TEGO , CO DO NIEGO
                  NAPISALEM.
                  • 3centy Re: Nie warto pomagac glupim... 18.01.08, 10:12
                    edek47 napisał:

                    > OSIOL NIE ZROZUMIAL TEGO , CO DO NIEGO
                    > NAPISALEM.


                    ty od stołu wigilijnego dopiero co wstałeś bucu Buga ?
                  • vytrisalov Edku, ten matol nic nie zrozumial 18.01.08, 18:31
                    edek47 napisał:

                    > Po co ja to robie ?... OSIOL NIE ZROZUMIAL TEGO , CO DO NIEGO
                    > NAPISALEM.

                    Panie Edku, ja Pana dobrze zrozumialem,Pan bronil tego matola, a on jast tak
                    durny, ze to do niego nie dociera.Nadaje jak nawiedzony ten sam takst.Wkolo
                    Macieju.
                    Nie zgadzam sie z panskimi pogladami, ale mimo wszystko pozdrawiam.
    • anti.war GW zawzięła sie na udowadnianie "zbrodni" Polakow 18.01.08, 09:23
      zeby zamaskować prawdziwe zbrodnie ludobojstwa popelniane przez
      zydow na naszych oczach na Palestynczykach. To jest celowa zaslona
      dymna.
    • sokrates22 Niemców... 18.01.08, 09:28
      A każdemu wg. zasług.
      W 2 -ej wojnie "zginęło" 6mln. Polaków,
      to Niemcy rozpętały ten horror.
      Zrujnowały Polską gospodarkę,zniszczyli miasta,wytępili inteligencję,
      pośrednio zafundowali nam Katyń i "komunizm".
      Nie pochwalam bandytyzmu,ale po Niemcach nie będę płakał.

      Oko za oko,ząb za ząb,sex za pieniądze

      • rikol Zydzi sa lub nie sa klasyfikowani jako Polacy 18.01.08, 12:45
        Jak liczycie ofiary wojny, to Polakow jest 6 mln, mimo, ze w tej liczbie byly
        miliony Zydow i innych narodowosci. Za to po wojnie, kiedy mowa o zbrodniach
        polskich, to ci sami Zydzi, obywatele polscy, nie sa uznani za Polakow, tylko za
        Zydow (ciekawe, jakiego pochodzenia? ksiezycowego?).

        Jak wypominacie ofiary polskiej narodowosci innym (Zydom, Ukraincom), to dobrze
        byloby zauwazyc rowniez, jak nacjonalistyczna i antysemicka byla miedzywojenna
        Polska. Zamykanow np. szkoly mniejszosci, burzono cerkwie prawoslawne,
        falszowano statystyki, zastraszano. Pilsudski wiezil przeciwnikow politycznych.
        Bylo ghetto lawkowe. Jak Zydzi i inne narodowosci mieli wstepowac do prawicowcyh
        partii, jesli te krzyczaly 'Polska dla Polakow'? Jedyna opcja polityczna dla
        mniejszosci byla partia komunistyczna, ktora glosila rownosc i sprawiedliwosc.
        Polska miedzywojenna nie byla krajem demokratycznym. Polska prowadzila taka sama
        polonizacje mniejszosci, jak wczesniej Rosjanie czy Niemcy przeprowadzali
        rusyfikacje czy germanizacje. Polska niepodlegla przesladowala mniejszosci
        narodowe, niewinnych ludzi. Wojna domowa to byl po prostu efekt fatalnej
        polskiej polityki narodowosciowej, efekt podzegania jednych obywateli polskich
        przeciwko drugim.
    • dkrytyk55 Zabijali dla rabunku i zwyrodniałej przyjemności. 18.01.08, 09:37
      A może tak "My Polacy złote ptaki,aniołki."
      • profanum_vulgus Mścili się bo mieli do tego święte prawo. 18.01.08, 09:41
        Największym beneficjentem krzywd Polaków w latach 1939-45 był zwykły Niemiec -
        cywil.
        • anjew Swiete powiadasz? tak po chrzescijansku znaczy? :) 18.01.08, 11:05
          Tzn ze jak byli 'beneficjentami' to nalezalo ich gwalcic i mordowac,
          zwlaszcza tych, co siedzieli na dupie u siebie na niemieckim w owych
          czasach i od stuleci Wolinie i Uznamie? Rozumiem, ze to
          taka´'swieta' logika... :-)))
      • 3centy Re: Zabijali dla rabunku i zwyrodniałej przyjemno 18.01.08, 09:50
        dkrytyk55 napisał:

        > A może tak "My Polacy złote ptaki,aniołki."


        "Podporucznik Thompson był jednym który 16 marca 1968roku. nie strzelał, gdy
        jego towarzysze zaszlachtowali 504 mieszkańców wietnamskiej wsi MyLai, wśród
        nich 173 dzieci i 76 niemowlat/ Na przykldzie procesu norymberskiego powinno
        tych 25 morderców i ich zleceniodawców stanąć przed sądem, powołali się jednak
        na to że wykonywali rozkzy. Tylko jeden morderca, porucznik W. Calley został w
        końcu skazany za dokonanie morderstw z premedytacją na 22 Wietnamczykach na
        dozywocie. Po trzy i pół roku wyszedł na wolność.

        Der Spiegel nr 13 1998r strona 174


    • sokrates22 Niemcy & Polacy... 18.01.08, 09:41
      Jeżeli chodzi o zabijanie z przykrością muszę stwierdzić
      że Niemcy byli lepsi i wydajniejsi.
      Jeżeli chodzi o mordowanie to tak samo.
      Jeżeli chodzi o grabieże jw.
      Zawsze twierdziłem ze jeżeli chodzi o organizację to Polacy
      muszą uczyć się od innych .{Auschwitz Birkenau,Katyń}
    • nivol Zabijali Niemców z zemsty 18.01.08, 09:53
      Łambinowice,Świętochłowice..Ślązacy pamiętają!
      • 3centy Re: Zabijali Niemców z zemsty 18.01.08, 09:57
        nivol napisał:

        > Łambinowice,Świętochłowice..Ślązacy pamiętają!

        to jest niestety wielka tragedia :(
      • czarny_petrus Re: Klonowanie hitlera 18.01.08, 10:03
        koniecmilczenia.pl/art/7amzro.html
        W mediach swiatowych toczy sie burza wywolana zeslaniem 16 letniego
        problematycznego niemieckiego chlopaka do lagru na Syberii. Teraz,
        przez urzad d/s socjalnych czy mlodziezowych. Wstrzasajace
        sasiedztwo nam jest dane.
    • 10danek Niewiedza 18.01.08, 09:56
      trzeba blizej poznac Niemcy i Niemcow, byc tam dluzej niz na parodniowej
      wycieczce, miec chec siegniecia do archiwow, zeby zrozumiec co zrobili i co
      robia nadal Niemcy balastem wlasnej przeszlosci. Przerazajaca jest niewiedza
      Polakow wychowanych na czarno-bialej wersji "Czterech pancernych".
      W Polsce jest inaczej. U nas nie ma zadnego balastu, wszystko jest krysztalowe.
      I co jeszcze gorsze nic sie nie robi zeby te falszywe pojecia zmieniac.
      Najlepszy przyklad Gross. Z nim sie nie walczy argumentami. Z nim sie walczy
      duma narodowa, antysemityzmem, manipulowaniem historii i wreszcie prokuratura.
      • adeinwan Re: Niewiedza 18.01.08, 10:09
        Bzdury opowiadasz z tym Grossem - Chodakiewicz i Gontarczyk
        proponowali mu debate, odmówił. To on boi sie dyskusji, gdyz wie, ze
        jego tezy sa slabiutkie.
        • 10danek Re: Niewiedza 18.01.08, 10:25
          Zeby wiekszosc zrozumiala nie wystarczy debata fachowcow. Zeby walczyc na
          argumenty nie potrzeba fizycznego udzialu Grossa. Gdzie sa te artykuly w prasie
          pisane przez historykow, gdzie sa te programy w telewizji zajmujace sie
          krytycznie tym problemem z udzialem fachowcow?
          • uchachany Przeczytaj coś poza GW i obejrzyj coś poza "szkłem 18.01.08, 10:54
            kontaktowym" to może znajdziesz te "artykuły" i "programy" :-).

            10danek napisał:

            > Zeby wiekszosc zrozumiala nie wystarczy debata fachowcow. Zeby
            walczyc na
            > argumenty nie potrzeba fizycznego udzialu Grossa. Gdzie sa te
            artykuly w prasie
            > pisane przez historykow, gdzie sa te programy w telewizji
            zajmujace sie
            > krytycznie tym problemem z udzialem fachowcow?
        • maura4 Re: Niewiedza 18.01.08, 11:48
          Okropnie mnie zezłoscił ten Gontarczyk ,kiedy wypowiadał się w TVN
          24.Co chwila powtarzał,że książka Grossa jest kłamliwa,a ja
          nadstawiłam ucha i czekałam,kiedy usłyszę jakieś konkrety,jakieś
          przykłady z książki,które podważy.Rozmowa dobiegła końca i guzik,nic
          ani jednego podważonego faktu.Byłam zła,niepotrzebnie słuchałam,a
          miałam masę roboty.
          • adeinwan Re: Niewiedza 18.01.08, 11:51
            Rozmowa trwala moze 10 minut i nie bylo czasu na roztrząsanie
            poszczegolnych przykladow. To mialo nastapic w debacie, na ktora
            Gross nie wyrazil zgody.
    • sokrates22 GW piewcą pokoju.. 18.01.08, 09:56
      Zabijali Niemców z zemsty
      Adam Zadworny, Szczecin
      2008-01-18, ostatnia aktualizacja 2008-01-17 19:16

      Na pewno w Szczecinie są ciekawsze tematy...
      Ale ten jest najaktualniejszy...,
      Można jeszcze np. napisać o tym jak Bolesław Chrobry "wprowadzał"
      chrześciaństwo w Polsce przez np.wybijanie zębów..itd

      Z wyrazami szacunku itd...
      • 3centy Re: GW piewcą pokoju.. 18.01.08, 09:59
        sokrates22 napisał:

        > Można jeszcze np. napisać o tym jak Bolesław Chrobry "wprowadzał"
        > chrześciaństwo w Polsce przez np.wybijanie zębów..itd

        albo wyrżnąl slowiańskich Wieletów na spolkę z Marchią Wschodnią :))
    • topek2000 Zawsze musimy byc z lepszej,szlachetniejszej gliny 18.01.08, 09:57
      W jednym z ostatnich Focusow jest ciekawy artykul o tym jak konczyli polscy
      krolowie. Otrucia, skrytobojstwo. W podstawowce i liceum mowi sie tylko o
      szlachetnych polakach i romantycznych zrywach. O sku**ysynach w naszej hisotrii
      miliczymy a to nie jest moim zdaniem dobre, bo wiekszosc Polakow zyje w
      przeswiadczeniu, ze tylko my doznawalismy krzywdy a my sami to tacy super
      jestesmy. Polak mordercom? W zyciu, my sie do takich rzeczy nie znizamy. Owszem,
      nie mozna porownywac przemyslowego mordowania w wykonaniu nazistow do tych
      morderstw z zemsty (o wiele "zdrowsze" podstawy) ale przemilczanie takich faktow
      w naszej historii prowadzi do wypaczen i agresywnego reagowania, jak ktos
      probuje prawde powiedziec, ze byl jeden ch*j z drugim i zle sie Polsce przysluzyli.

      No ale widac jak kto odbiera takie artykuly. Wyborcy PiS*y dostali sraczki i juz
      bagnety beda zawierac na bron i na berlin udezac. Normalni ludzie, przyjmuja to
      do wiadomosci i przywracaja normalnosc w postrzeganiu naszej historii. Niestety
      nie zawsze krystalicznie czystej. Ale normalnej, bo kazdy narod ma jakies
      grzechy na sumieniu.

      Mnie ten artykul tylko utwierdzil w przekonaniu, ze trzeba uwazac z
      jednoznacznymi osadami i czarno bialym postrzeganiu swiata, bo sie mozna przejechac.


      topek -> jak zawsze pozdrawiajacy
      • 3centy Re: Zawsze musimy byc z lepszej,szlachetniejszej 18.01.08, 10:04
        topek2000 napisał:

        > Mnie ten artykul tylko utwierdzil w przekonaniu,

        stare szmaty, stare garki, stare koszule ...
      • sokrates22 Re: Zawsze musimy byc z lepszej,szlachetniejszej 18.01.08, 10:16
        w naszej historii prowadzi do wypaczen i agresywnego reagowania, jak ktos
        > probuje prawde powiedziec, ze byl jeden ch*j z drugim i zle sie Polsce przysluz
        > yli.
        >
        > No ale widac jak kto odbiera takie artykuly. Wyborcy PiS*y dostali sraczki i ju
        > z


        Nie znam krajów o kryształowej historii.
        Niemcy,Rosja,Polska,USA itd po prostu wszędzie są ludzie,ludziska i
        ludojady.Historia jest wypadkową zdarzeń.
        Moda na matrylologię występuje najbardziej w Izralu i Polsce,
        czytaj historię ,i nie ma w tym nic dziwnego.
        Większość młodzieży ma to jednak gdzieś i szacuneczek dla nich.
        Mają inne problemy typu komura,fura,skóra i słusznie .

        Patrz z czego żyjesz lub inaczej
        żyj tak byś nie żałował żadnego dnia.

        Zdrówka wszystkim...
        Co do polityków to w pewnym wieku człowiek pozbywa się złudzeń.
    • l.o.r.t.e.a GW tak przegina, że wszyscy zaczynają to widzieć. 18.01.08, 10:04

    • maximus999 Po 6 latach krawawych mordow 18.01.08, 10:14
      "Protokół przesłuchania niemieckiego jeńca wojennego Unteroffiziera Willy
      Fieldlera, dokonanego w Niemczech w dniach 29-30 listopada 1945 przez członków
      polskiej Grupy Łącznikowej dla Spraw Zbrodni Wojennych przy Brytyjskiej Armii Renu.

      Zeznanie dotyczy masowych egzekucji na terenie Miejskich Zakładów Opałowych przy
      ul. Okopowej 59 i położonej naprzeciw garbarni "Pfeiffer i S-ka" przy ul.
      Okopowej 58/72.

      "Służyłem w 5. kompanii w 102. batalionie transportowym "Turkiestan"
      [Bataillon-Nachschub-Turkiestan] od 1942 roku do października 1944 roku.
      Znajdowałem się z moją kompanią w Polsce, w Modlinie, od końca sierpnia do
      września 1944 roku. W tym czasie był codziennie posyłany samochodem z Modlina do
      Warszawy oddział roboczy [Arbeitskommando], składający się z sierżanta
      [Feldwebel] Bruno Webera, mnie, Obergefreitra Duchecka i około 70-80
      Turkiestańczyków dla wykonania pracy w garbarni "Pfeiffera i Ski".

      Dla lepszego objaśnienia moich dalszych zeznań poprzedzam je opisem terenu i
      położenia garbarni. Dołączam plan do moich zeznań i w dalszym ciągu będę się nań
      powoływać.

      Naszym zadaniem było opróżnienie kadzi garbarskich [oznaczonych jako "a"] w
      garbarni Pfeiffera i Ski [oznaczonej jako "I"], a następnie odtransportowanie
      skóry z garbarni na dworzec towarowy. Podczas naszej trzy- czy czterotygodniowej
      pracy w tej garbarni sam widziałem, jak Polacy, osoby cywilne - mężczyźni,
      kobiety i dzieci, byli codziennie wprowadzani przez bramę wejściową "f" na teren
      garbarni [oznaczony jako "I"] i umieszczani za drutami kolczastymi na terenie
      "c", położonym tuż przy terenie garbarni. Te osoby cywilne były przyprowadzane
      stale w ciągu całego dnia. Zaraz widziałem, że te same osoby były znów
      wyprowadzane z terenu "c" za drutem kolczastym przez bramę "f" i już więcej nie
      powracały. Ten fakt pierwszego dnia mojej pracy nie zainteresował mnie, ponieważ
      mówiono, że te osoby cywilne były sprowadzane na przesłuchanie, a następnie je
      zwalniano. Opowiadania te przyjmowałem za prawdziwe, ponieważ na terenie
      garbarni w budynku "d" znajdowało się SS. Podczas drugiego dnia mojej pracy
      wyprowadzono przed południem znów 10 osób cywilnych z terenu "c" za drutem
      kolczastym do bramy "f". Za tymi ludźmi poszedł z ciekawości pracujący ze mną
      podoficer turkiestański [nazwiska nie znam] i gdy zauważył, że zaprowadzono ich
      na teren składów drzewa "II", położony mniej więcej naprzeciwko garbarni, to
      usiłował się tam dostać wraz z prowadzonymi ludźmi, ale nie wpuszczono go. Mając
      pewne podejrzenia, starał się on znaleźć sposobność by zobaczyć, co się dzieje z
      tymi ludźmi. Znalazł w parkanie z desek dziurę, między deskami "h", patrzył
      przez nią i zaobserwował, jak polscy cywile musieli tam układać stosy, a
      następnie zostali rozstrzelani i spaleni.

      O tym fakcie podoficer powiedział mi natychmiast. Nie chciałem wierzyć i
      pragnąłem przekonać się o tym osobiście. Tego samego dnia po południu, gdy znów
      wyprowadzono dalszych cywilów z ogrodzenia z drutu kolczastego, poszedłem razem
      z podoficerem za tymi ludźmi i usiłowałem wejść wraz z nimi na teren składów
      drzewa "II", położony po drugiej stronie. Polscy cywile zostali wpuszczeni, nas
      jednak odprawiono z uwagą: "Wojsko [Wehrmacht] nie ma tu nic do roboty".
      Poszliśmy więc do drewnianego parkanu w miejscu, gdzie znajdowała się szpara "h"
      i sam widziałem, jak wprowadzeni cywile bądź sami na rozkaz, bądź popychani
      siłą, szamocąc się, układali się na przygotowane stosy i zostali następnie
      rozstrzelani przez SS-mana z pistoletu maszynowego, a później, kiedy stos był
      pełen rozstrzelanych, widziałem jak stosy ze zwłokami oblewano płynem
      łatwopalnym i palono.

      Nie mogłem tego pojąć i dlatego postanowiłem - dla dokładniejszego przekonania
      się, jak się naprawdę cała sprawa przedstawia - wejść razem z Polakami przy
      najbliższej sposobności na ten teren. Następnego dnia zdecydowałem się
      przyłączyć niepostrzeżenie do nowej grupy nieszczęśliwych cywilów i w ten sposób
      przeszedłem przez bramę "g" na teren składów drzewa "II".

      Na podwórzu ujrzałem stłoczonych około 150-200 polskich cywilów - mężczyzn,
      dzieci, kobiety z dziećmi przy piersi. Z jedną partią tych cywilów przedostałem
      się znów niepostrzeżenie, poprzez poprzeczny budynek "k" przez wejście "m", na
      plac ze stosami, ukryłem się za nimi i widziałem przebieg mordu z najbliższej
      odległości.

      Gdy egzekucja była w pełnym toku, wyszedłem po chwili ze swego ukrycia i stojąc
      tuż przy stosie - w oddaleniu około trzech metrów - przyjrzałem się dokładnie
      całej akcji. Gdy zostałem zauważony przez wartownika, powiedziano mi, że "nie
      powinienem się temu przyglądać, w przeciwnym razie mogę mieć duże nieprzyjemności".

      Wtedy widziałem, jak wpędzano siłą polskich cywilów z podwórza przez poprzeczny
      budynek "m" partiami po 10 osób, kładziono ich na stosach twarzą w dół,
      niektórych nawet wleczono za włosy i następnie SS-man rozstrzeliwał ich
      strzałami w kark. Zabitych nie odciągano i następna partia ofiar musiała
      wchodzić na zwłoki lub była na nie wciągana, a następnie również rozstrzeliwana.
      I tak działo się dalej, dopóki cały stos nie został zapełniony i wszyscy
      przyprowadzeni Polacy nie zostali rozstrzelani. Widziałem około 9-10 warstw
      trupów ułożonych na stosie. Kobiety z dziećmi przy piersi były rozstrzeliwane
      razem z innymi.

      Wprowadzani na teren garbarni ludzie pochodzili z różnych części miasta Warszawy
      i byli przyprowadzani przez SS i zwykłą policję. Na moje pytanie, skierowane do
      kilku policjantów, otrzymałem odpowiedź, że ludzie ci mają być przesłuchani na
      terenie ogrodzonym drutem kolczastym. Widziałem ich tam. Siedzieli pod gołym
      niebem, stłoczeni jak bydło, nie otrzymywali żadnego pożywienia, pozostawali tam
      niekiedy przez całą noc i byli wypędzani - czasem już po kilku godzinach, a
      czasem dopiero następnego dnia - na plac składów drzewa. Musieli przy tym
      zabierać ze sobą wszystkie pakunki.

      Rozmawiałem z Polakami na terenie garbarni "I" lub przy ogrodzeniu z drutu
      kolczastego. Sądzili, że będą zwolnieni lub wzięci na przesłuchanie.
      Stwierdziłem przy tej sposobności, że nie chodziło tu o Żydów, to byli Polacy
      wyznania chrześcijańskiego. Wiem także z pewnością, że ludzie ci nie byli tam
      przesłuchiwani ani sądzeni. Polaków, których przeprowadzano z terenu za drutem
      kolczastym na plac składów drzewa eskortowali zawsze ci sami SS-mani.

      Polakom przyprowadzanym na teren składów drzewa, odbierano na podwórzu [między
      punktem "g" i "m"] wszystkie pakunki. Wiem, że SS-mani prowadzili na szeroką
      skalę handel zrabowanymi w ten sposób pakunkami i różnego rodzaju
      kosztownościami oraz biżuterią.

      Aż do chwili przejścia przez "m" i poprzecznego budynku "k" nie wiedzieli ci
      biedni ludzie, co ich czeka. W momencie, gdy wchodzili na plac ze stosami "i",
      orientowali się, że zostaną rozstrzelani. Egzekucja była wykonywana przez tych
      samych pięciu SS-manów, którzy eskortowali Polaków z terenu za drutem
      kolczastym. Na terenie składów drzewa "II" trzej pilnowali Polaków na podwórzu,
      jeden z nich wprowadzał ich partiami przez budynek poprzeczny "k" na plac ze
      stosami "i". Na tym placu stał czwarty SS-man na stosie i rozstrzeliwał
      układanych Polaków. Piąty SS-man wlókł ludzi na stosy.

      Według mego zdania, tych pięciu SS-manów mordowało przeciętnie w ciągu dnia
      około 200 Polaków, tak że w czasie mojej pracy w garbarni zostało zamordowanych
      w tym miejscu około pięciu tysięcy Polaków.

      Było jednak wiadomo, że w Warszawie znajdowało się więcej tego rodzaju miejsc
      egzekucji. Takiemu mordowaniu Polaków na tym miejscu przyglądałem się osobiście
      cztery razy. Spalanie zwłok na stosach widziałem i czułem każdego dnia. Nie wiem
      kto sprawował dowództwo przy egzekucji. Nazwiska SS-manów nie są mi również
      znane. Nie odważyłem się wejść w kontakt z SS-manami, ponieważ sam mogłem
      narazić się na niebezpieczeństwo. Meldowałem o tym, co widziałem feldweblowi
      Weberowi i kapitanowi Kleberowi, dowódcy mojej kompanii. Obaj byli takż
    • teacher Mord na Niemcach, a nie Niemcow 18.01.08, 10:18
      Tak a propos to ten artykul powinien byc zatytulowany "Mord na Niemcach" a nie
      Niemcow. A reszta jest juz jasna. To, iz Polacy zabijali po wojnie Niemcow,
      niewinnych, rowniez kobiety, jest tajmnica Poliszynela, wiecej odwagi rodacy,
      popytajcie sie zyjacych jeszcze dziadkow i babc, a recze Wam, ze dowiecie sie
      strasznych rzeczy.
      • 3centy Re: Mord na Niemcach, a nie Niemcow 18.01.08, 10:23
        teacher napisał:

        > wiecej odwagi rodacy,

        więcej odwagi teacher, podpisz się z nazwiska :)
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty 18.01.08, 10:19
      Zeznanie Wandy Felicji Lurie



      Protokół z dn. 10.XII.1945



      Od roku 1937 mieszkałam wraz z rodziną w Warszawie, przy ul. Wawelberga 18 m. 30.

      W dniu 1 sierpnia 1944 r. o godzinie 3 po południu rozpoczęły się na naszym
      punkcie zacięte walki. Powstańcy wybudowali w pobliżu naszego domu, tj. na rogu
      Wolskiej i Górczewskiej, dwie zapory. W sąsiednim domu znajdowały się karabiny
      maszynowe, amunicja, granaty. Sytuacja od pierwszych chwil była bardzo ciężka.
      Liczni zamieszkujący tu Volksdeutsche strzelali z ukrycia do powstańców i
      wskazywali Niemcom położenie i sytuację Polaków. Użyto do akcji czołgi -
      tygrysy, rozbito szereg domów. Czołgi niemieckie atakowały od ulicy Górczewskiej
      i od Wolskiej i wtargnąwszy na nasz teren Niemcy wyciągnęli z domów mężczyzn,
      każąc im rozbierać barykady. Jednocześnie podpalono parę domów rzucając do
      mieszkań butelki z benzyną. Ludność, której nie wezwano przedtem do opuszczenia
      mieszkań, uniemożliwione miała wyjście na ulicę.

      Do dnia 5 sierpnia przebywałam w piwnicy domu z trojgiem dzieci w wieku lat 11,
      6, 3,5 i sama będąc w ostatnim miesiącu ciąży. Tegoż dnia o godz. 11-12
      wkroczyli na podwórko żandarmi niemieccy oraz Ukraińcy, wzywając ludność do
      natychmiastowego opuszczenia domu. Kiedy mieszkańcy piwnic od strony podwórza
      wyszli, żandarmi wrzucili do piwnic granaty zapalające. Zapanował popłoch i
      pośpiech. Nie mając przy sobie męża, który nie powrócił z miasta, ociągałam się
      z opuszczeniem domu, miałam nadzieję, że pozwolą mi zostać. Musiałam jednak
      opuścić dom. Wraz z dziećmi i rodziną Gulów wyszłam na ulicę Działdowską. Domy
      na ulicy już płonęły.

      Usiłowałam przejść początkowo w stronę Górczewskiej, ale na ulicy Działdowskiej
      stało dużo Ukraińców i żandarmów, którzy nie pozwolili mi przejść w tym
      kierunku, a kazali mi udać się na ulicę Wolską. Droga była ciężka. Na ulicach
      leżało pełno kabli, drutów, resztek barykad, gumy, trupy. Domy paliły się po obu
      stronach ulic. Na ul. Wolskiej i na ul. Skierniewickiej wszystkie domy były już
      spalone. Na rogu Działdowskiej i Wolskiej widziałam pojedyncze trupy młodych
      mężczyzn w cywilnym ubraniu. Na ul. Wolskiej podeszłam do grupy osób z naszego
      domu. Ogółem było nas pod fabryką ponad 500 osób. Z rozmów współtowarzyszy
      zorientowałam się, że w fabryce zgromadzono mieszkańców domów z ulic
      Działdowskiej, Płockiej, Sokołowskiej, Staszica, Wolskiej i z ul. Wawelberga.

      Staliśmy przed bramą fabryki "Ursus", położonej przy ul. Wolskiej nr 55. Fabryka
      ta stanowi oddział państwowej fabryki, położonej w miejscowości Ursus pod
      Warszawą. Przed bramą fabryki czekaliśmy około godziny. Z podwórza fabryki
      słychać było strzały, błagania i jęki. Do wnętrza fabryki Niemcy wpuszczali, a
      raczej wpychali, przez bramę od ul. Wolskiej po sto osób. Chłopiec około lat 12
      ujrzawszy przez uchyloną bramę zabitych swoich rodziców i brata dostał wprost
      szalu, zaczął krzyczeć, wzywając matkę i ojca. Niemcy i Ukraińcy bili go i
      odpychali, gdy usiłował wedrzeć się do środka.

      Nie mieliśmy wątpliwości, że na terenie fabryki zabijają, nie wiedzieliśmy czy
      wszystkich. Ja trzymałam się z tyłu, stale się wycofując, w nadziei, że kobietę
      w ciąży przecież nie zabiją. Zostałam wprowadzona w ostatniej grupie. Na
      podwórzu fabryki zobaczyłam zwały trupów do wysokości jednego metra. Trupy
      leżały w kilku miejscach, po całej lewej i prawej stronie pierwszego podwórza.
      Wśród trupów rozpoznałam zabitych sąsiadów i znajomych. Środkiem podwórza
      wprowadzono nas w głąb, do przejścia wąskiego na drugie podwórze. Tu Ukraińcy i
      żandarmi ustawili nas czwórkami. Mężczyźni szli z rękoma podniesionymi w górę. W
      grupie prowadzonej było około 20 osób, w tym dużo dzieci lat 10-12, często bez
      rodziców. Jedną bezwładną staruszkę przez całą drogę niósł na plecach zięć, obok
      szła jej córka z dwojgiem dzieci 4 i 7 lat. Trupy leżały na prawo i lewo, w
      różnych pozycjach.

      Naszą grupę skierowano w kierunku przejścia między budynkami. Leżały tam już
      trupy. Gdy pierwsza czwórka dochodziła do miejsca, gdzie leżały trupy, strzelali
      Niemcy i Ukraińcy w kark od tyłu. Zabici padali, podchodziła następna czwórka,
      by tak samo zginąć. Bezwładną staruszkę zabito na plecach zięcia, on również
      zginął. Przy ustawianiu ludzie krzyczeli, błagali lub modlili się. Ja byłam w
      ostatniej czwórce. Błagałam otaczających nas Ukraińców, by ratowali dzieci i
      mnie, któryś z nich zapytał, czy mogę się wykupić. Dałam mu złote 3 pierścienie.
      Zabrawszy to, chciał mnie wyprowadzić, jednak kierujący egzekucją Niemiec -
      oficer-żandarm, który to zauważył, nie pozwolił i kazał mnie dołączyć do grupy
      przeznaczonej na rozstrzelanie, zaczęłam go błagać o życie dzieci i moje,
      mówiłam coś o honorze oficera. Odepchnął mnie jednak, tak że się przewróciłam.
      Uderzył tez i pchnął mojego starszego synka wołając "prędzej, prędzej, ty polski
      bandyto".

      W międzyczasie wprowadzono nową partię Polaków. Podeszłam więc w ostatniej
      czwórce razem z trojgiem dzieci do miejsca egzekucji trzymając prawą ręką dwie
      rączki młodszych dzieci, lewą - rączkę starszego synka. Dzieci szły płacząc i
      modląc się. Starszy widząc zabitych wołał, że i nas zabiją. W pewnym momencie
      Ukrainiec stojący za nami strzelił najstarszemu synkowi w tył głowy, następne
      strzały ugodziły młodsze dzieci i mnie. Przewróciłam się na prawy bok. Strzał
      oddany do mnie nie był śmiertelny. Kula trafiła w kark z lewej strony i przeszła
      przez dolną część czaszki wychodząc przez prawy [prawdopodobnie błąd w protokóle
      - patrz orzeczenie lekarskie poniżej] policzek. Dostałam krwotok ciążowy. Wraz z
      kulą wyplułam kilka zębów. Czułam odrętwienie lewej części głowy i ciała. Byłam
      jednak przytomna i leżąc wśród trupów widziałam prawie wszystko, co się działo
      dookoła. Obserwowałam dalsze egzekucje. Wprowadzono nową partię mężczyzn,
      których trupy padały i na mnie. Przywaliły mnie około 4 trupy. Wprowadzono
      dalszą partię kobiet i dzieci - i tak grupa za grupą rozstrzeliwano aż do
      późnego wieczoru.

      Było już ciemno, kiedy egzekucje ustały. W przerwach oprawcy chodzili po
      trupach, kopali, przewracali, dobijali żyjących, rabowali kosztowności. Ciała
      dotykali przez jakieś specjalne szmatki. Mnie samej zdjęto z ręki zegarek, nie
      zauważyli przy tym, że jeszcze żyję. W czasie tych okropnych czynności pili
      wódkę, śpiewali wesołe piosenki, śmieli się. Obok mnie leżał jakiś tęgi, wysoki
      mężczyzna w skórzanej kurtce, który długo rzęził. Niemcy oddali 5 strzałów,
      zanim skonał. W czasie dobijania strzały raniły mi nogę. Leżałam tak przez długi
      czas w kałuży krwi, przyciśnięta trupami. Myślałam tylko o śmierci, jak długo
      będę się jeszcze męczyć. W nocy zepchnęłam martwe ciała leżące na mnie.

      Następnego dnia egzekucje ustały. Niemcy wpadli tylko kilkakrotnie z psami,
      biegali po trupach, sprawdzali, czy kto nie żyje. Słyszałam pojedyncze strzały,
      prawdopodobnie dobijali żyjących. Leżałam tak trzy dni, tj. do poniedziałku
      [egzekucja odbyła się w sobotę]. Trzeciego dnia poczułam, że dziecko, którego
      oczekiwałam, żyje. To dodało mi energii i podsunęło myśl o ratunku. Zaczęłam
      myśleć i badać możliwości ocalenia. Próbując wstać kilka razy dostałam torsji i
      zawrotu głowy. Wreszcie na czworakach przeczołgałam się po trupach do muru.
      Wszędzie leżały trupy, wysokości co najmniej mojego wzrostu i to na całym
      podwórzu. Odniosłam wrażenie, że mogło tam być ponad 6000 zabitych.

      Z miejsca, na którym leżałam, przeczołgałam się pod mur i stąd szukałam
      możliwości wydostania się dalej. Droga przejściowa przez pierwsze podwórze,
      przez które nas prowadzono, była zawalona trupami. Za bramą słychać było głosy
      Niemców, musiałam szukać innego wyjścia. Przeczołgałam się na trzecie podwórze,
      po drabinie przez otwarty lufcik weszłam do hali. W obawie przed Niemcami
      pozostałam tu całą noc. W nocy tygrysy wyły bezustannie na ulicy Płockiej,
      samoloty bombardowały. Myślałam, że lada chwila fabryka spłonie wraz z trupami.
      Nad ranem uciszyło się. Weszłam na okno i na podwórzu
      • l.o.r.t.e.a Dobra robota maximusie. Oto prawda o Niemcach. 18.01.08, 10:24

    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty cd 18.01.08, 10:22
      Z miejsca, na którym leżałam, przeczołgałam się pod mur i stąd szukałam
      możliwości wydostania się dalej. Droga przejściowa przez pierwsze podwórze,
      przez które nas prowadzono, była zawalona trupami. Za bramą słychać było głosy
      Niemców, musiałam szukać innego wyjścia. Przeczołgałam się na trzecie podwórze,
      po drabinie przez otwarty lufcik weszłam do hali. W obawie przed Niemcami
      pozostałam tu całą noc. W nocy tygrysy wyły bezustannie na ulicy Płockiej,
      samoloty bombardowały. Myślałam, że lada chwila fabryka spłonie wraz z trupami.
      Nad ranem uciszyło się. Weszłam na okno i na podwórzu zobaczyłam żywego
      człowieka - mieszkankę naszego domu ob. Zofię Staworzyńską. Połączyłam się z nią.

      Przyczołgał się do nas jakiś niedobity mężczyzna w wieku około 60 lat z wybitym
      okiem, którego nazwiska nie znam. Po długim szukaniu i wielu próbach wydostania
      się odkryliśmy wyjście od ul. Skierniewickiej i tamtędy wraz z ob. Staworzyńską
      opuściłyśmy fabrykę. Mężczyzna, słysząc głosy Ukraińców, został. Wyszłyśmy na
      ul. Skierniewicką, chcąc się udać na przedmieście Czyste, gdzie znajdował się
      szpital. Ukraińcy stali na ulicy Wolskiej i początkowo nie zorientowali się,
      skąd idziemy. Zatrzymali nas i pomimo próśb i błagań, by nas puścili do szpitala
      jako ranne, popędzili nas w kierunku Woli, zabierając po drodze coraz więcej osób.

      Niedaleko kościoła św. Stanisława rozdzielono grupę [na] młodych i starych.
      Grupę młodych mężczyzn i kobiet wprowadzono do jakiegoś zburzonego domu, skąd po
      chwili doszły nas odgłosy strzałów. Przypuszczam, że odbyła się tam egzekucja.
      Resztę, w tej grupie i mnie, popędzono do kościoła św. Wojciecha przy ul.
      Wolskiej. Po drodze widziałam leżące na jezdni i na chodnikach trupy i części
      ciała. Grupy Polaków pod strażą uprzątały trupy. Stojący przed kościołem
      oficerowie niemieccy przyjęli nas popychaniem, biciem i kopaniem. Kościół był
      już zapełniony ludnością Warszawy z różnych dzielnic. Leżałam przez parę dni
      przy głównym ołtarzu. Żadnej pomocy [mi] nie udzielono. Jedynie współtowarzysze
      niedoli podali mnie tylko trochę wody. Po dwóch dniach zostałam przewieziona
      furmanką z ciężko rannymi lub chorymi do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd
      do szpitali w Komorowie i Leśnej Podkowie. Obecnie nie czuję się zdrowa,
      jakkolwiek muszę pracować, by wychować dziecko urodzone po strasznych przeżyciach.


      Sędzia (-) Halina Wereńko

      (-) Wanda Felicja Lurie

      Oględziny sądowo-lekarskie
      20.XI.1946 - Warszawa

      1) Wywiad lekarski.

      Na stosowne pytanie poszkodowana wyjaśniła, iż w dniu 5 sierpnia 1944 r. razem
      ze wszystkimi mieszkańcami została wypędzona przez żołnierzy niemieckich z domu
      przy ul. Wawelberga nr 18 w Warszawie i odstawiona do fabryki "Ursus", przy ul.
      Wolskiej nr 55, gdzie odbyła się masowa egzekucja Polaków. W czasie egzekucji
      żołnierz niemiecki strzelił z rewolweru do poszkodowanej trafiając w kark w ten
      sposób, iż kula wyszła przez lewy policzek, następnie, po osunięciu się na
      ziemię, trzy razy w nogi, raz w lewą, dwa razy w prawą, powyżej kostek. W parę
      godzin później w przerwie pomiędzy rozstrzeliwaniem przyprowadzonych grup
      Polaków żołnierz niemiecki czy ukraiński szukając kosztowności u trupów wszedł
      butem na lewą nogę poszkodowanej powodując zwichnięcie w kostce.

      W czasie egzekucji poszkodowana była w 9 miesiącu ciąży, dostała krwotoku
      ciążowego i z ran. Po udanej ucieczce z miejsca egzekucji poszkodowana,
      zatrzymana na ul. Wolskiej przez żandarmerię niemiecką, została odstawiona do
      kościoła św. Wojciecha, gdzie leżała przed ołtarzem dwa dni bez opatrunku i
      pomocy lekarskiej. Rany szyi i klatka piersiowa nabrały koloru ciemnego, lewa
      ręka była bezwładna. Po odstawieniu w transporcie chorych do obozu przejściowego
      w Pruszkowie wraz z innymi ciężko chorymi w dniu 11 sierpnia 1944 r. dostała się
      do szpitala PCK w Leśnej Podkowie, gdzie po raz pierwszy założono jej opatrunki.
      W szpitalu w Leśnej Podkowie pozostała do 19 sierpnia 1944 r., następnie
      przebywała w szpitalu powiatowym w Pruszkowie, gdzie w dniu 20 sierpnia 1944 r.
      urodziła syna. Od 29 sierpnia 1944 r. odesłano poszkodowaną do PCK w Leśnej
      Podkowie i odtąd pozostała w wyznaczonym lokalu pod opieką docenta Rutkowskiego
      i dr. Churskiego. Poszkodowana okazuje kartę wypisową szpitala powiatowego w
      Pruszkowie z datą 29.VIII.1944 r., z której wynika, iż Wanda Lurie przebywała w
      szpitalu powiatowym w Pruszkowie od dnia 19 sierpnia do dnia 29 sierpnia 1944 r.
      z powodu porodu, rany postrzałowej twarzy i podudzia prawego. Karta wypisowa
      jest zaopatrzona podpisem dyrektora szpitala dr. Komorowskiego i odciskiem
      okrągłej pieczęci z treścią "Wydział Powiatowy Szpital w Pruszkowie".

      Do dnia dzisiejszego poszkodowana pozostaje pod opieką lekarską PCK, czuje się
      niedobrze, odczuwa bóle głowy, szczęki, obu nóg, wątroby, jest osłabiona, łatwo
      się męczy. Syn poszkodowanej jest nerwowy i źle sypia.

      [...]

      Biegły

      (-) Grzywo-Dąbrowski


      p.o. Sędzia

      (-) Halina Wereńko
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty III 18.01.08, 10:23
      Powstanie Warszawskie
      Zeznanie Jana Grabowskiego, egzekucja na ul. Wolskiej 122/124



      "W dniu 5 sierpnia 1944 pomiędzy godz. 10 a 11-tą wpadło na podwórze około 100
      żandarmów niemieckich, ustawili się szpalerem od podwórza na ulicy Wolskiej aż
      do kuźni, która mieściła się w głębi ulicy Wolskiej nr 124, prawie naprzeciwko
      naszego domu. Wszyscy byli uzbrojeni, mieli ręczne karabiny maszynowe i karabiny
      z bagnetami, a także granaty. Na podwórzu wołali, by wychodzić z domu. Wyszli
      mężczyźni, kobiety i dzieci; wszyscy zostali spędzeni na plac obok kuźni. Ja
      wyszedłem razem z żoną Franciszką Grabowską, lat 33, i córką Ireną, lat 4, i
      synem Zdzisławem Jerzym, 5 miesięcy. Na placu przed kuźnią padł rozkaz, by
      wszyscy położyli się na ziemi. Z naszego domu grupa zawierała około 500 ludzi. W
      chwili gdy ja z rodziną dobiegłem przed kuźnię, na placu już leżeli ludzie, czy
      byli to mieszkańcy naszego domu, czy z innych domów, tego nie wiem. Gdy już
      leżałem, zobaczyłem, iż jest ustawiony na podwyższeniu karabin maszynowy na
      placu po spalonym domu, w odległości około 5 do 10 m od leżących ludzi. W pewnej
      chwili Niemcy zaczęli strzelać z karabinu maszynowego i z karabinów ręcznych, a
      także rzucać granaty w tłum leżących ludzi. Po jakimś niedługim czasie
      strzelanina ustała i Niemcy przypędzili nową grupę ludzi. Słyszałem, że spośród
      przypędzonych jakaś kobieta spytała: "z którego domu jesteście?", ale nie
      usłyszałem odpowiedzi i nie wiem z jakiego domu mieszkańcy zostali przypędzeni.
      Ile osób zawierała grupa przypędzonych, nie zauważyłem. Ludzie ci położyli się
      na placu i na nowo rozpoczęła się strzelanina, która z przerwami na dobijanie
      poruszających się trwała co najmniej 6 godzin.

      Po mnie żandarm przeszedł się butami, sam ranny nie byłem, ale żona i dzieci
      zostały zamordowane. Słyszałem, jak żandarm mówił, by zabić mego
      5-ciomiesięcznego synka, który płakał, po czym posłyszałem strzał i dziecko
      ucichło. [...] Ja leżąc udawałem zabitego, po jakimś czasie strzelanina ustała,
      pojedynczy żandarmi chodzili pomiędzy leżącymi i dobijali jeszcze żyjących, jak
      już zauważyłem, po mnie trzy razy przeszedł żandarm. Potem słyszałem rozmowę po
      polsku, myślałem, iż żandarmi odeszli, jednakże zorientowałem się, iż są to
      Polacy-robotnicy przypędzeni przez Niemców, zabierają walizki i tłumoczki
      pomordowanych. Po pewnym czasie ta sama partia robotników wróciła, by zbierać
      trupy, za nimi szli żandarmi i wciąż dobijali ludzi, którzy się poruszali lub w
      inny sposób okazali, że żyją. Potem usłyszałem, iż robotnicy polscy wołają, by,
      kto jeszcze żyje, wstał, że już nie będzie zabity, że przyjechał jakiś Niemiec i
      przywiózł taki rozkaz. Ja nie wierzyłem wezwaniu i leżałem nadal, do chwili gdy
      robotnicy noszący trupy przyszli, by i mnie zabrać. Wtedy wstałem, wziąłem razem
      z robotnikami trupa do niesienia i robiłem to aż do zakończenia roboty.

      Trupy nosiliśmy na dwie kupy; nosiliśmy trupy do zmroku. Jeden stos miał
      długości około 20 m, drugi 15 m, szerokości około 10 m, wysokości do 1½ m [tak
      wysoko jak było można wrzucić trupa]".
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty IV 18.01.08, 10:24
      Powstanie Warszawskie
      Zeznanie Kazimierza Szajewskiego, mieszkańca ul. Zawiszy.

      "Dnia 2 VIII powstańcy wycofali się ze swoich pozycji. Na teren naszej posesji
      przez ogród od strony ul. Magistrackiej wtargnęli Niemcy. Weszło 10 żołnierzy
      niemieckich i Ukraińców uzbrojonych w granaty. Ja stałem w tym momencie w grupie
      18 mężczyzn i około 10 kobiet na parterze klatki schodowej. Niemcy kazali nam
      wyjść na podwórze wszystkim. Jednocześnie z mieszkania parterowego dwóch Niemców
      wyprowadziło lokatora naszego domu - Kowalskiego Mariana - w ogrodzie jeden z
      żołnierzy strzelił do niego w tył głowy, kładąc go na miejscu trupem. Następnie
      nas mężczyzn, w ilości około 18, ustawili w rogu ogrodu między budynkiem
      frontowym a oficyną.

      Kobietom stojącym na podwórzu pozwolili wyjść swobodnie na ulicę. Następnie na
      rozkaz Niemca jeden z Ukraińców rzucił na nas kolejne dwa granaty. Po pierwszym
      granacie padliśmy wszyscy na ziemię, usłyszałem rzężenie leżących obok mnie. Po
      drugim wszystko ucichło, zrozumiałem wtedy, że wszyscy zostali zabici. Ja
      zostałem ranny w twarz i lewą rękę, przytomności nie straciłem. Leżąc widziałem,
      że Niemcy, chodząc po domu, zabierają z mieszkań znajdujących się tam jeszcze
      mężczyzn.

      Widziałem, jak jeden z Ukraińców wyprowadził 77-letniego starca, lokatora
      naszego domu [nazwiska nie pamiętam], poprowadził go do miejsca, gdzie myśmy
      leżeli, i strzelił do niego w twarz z rewolweru. Starzec padł martwy. Następnie
      ten sam Ukrainiec wyprowadził jeszcze 4 lokatorów [pośród nich znajdował się
      Józef Woźniak, innych nie znałem nazwisk] i następnie nieopodal miejsca, gdzie
      leżałem, strzelił do nich kolejno z rewolweru w twarze. Następnie Niemcy i
      Ukraińcy opuścili naszą posesję. Wszyscy padli martwi. Ja wtedy podniosłem się i
      zobaczyłem, że wszyscy moi towarzysze leżą zabici jeden obok drugiego;
      przeważnie wszyscy mieli pozrywane czaszki i wypłynięty mózg. [...] Wszyscy
      mieszkańcy naszego bloku, wszyscy cywile nie biorący udziału w powstaniu".
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty V 18.01.08, 10:25
      Powstanie Warszawskie
      Relacja kpr. "Dudy" - Małgorzaty Damięckiej, sanitariuszki z oddziału por.
      "Szumskiego"



      W dniu 22 września na terenie Solec nr 53... pozostało z naszej grupy przy życiu
      30 osób. Nie mieliśmy już z czego strzelać, uciekać nie było gdzie, nie mieliśmy
      ubrań, by się przebrać za cywilów. Jeden por. "Szumski" [Stanisław Jordan
      Warzycki] zdobył sobie ubranie, a także po cywilnemu ubrany był kapelan... ks.
      Stanek pseudo "Rudy" [kapelan zgrupowania "Kryska"]. Pozostali byli ubrani
      częściowo po wojskowemu, w kombinezonach spadochronowych; przybyli ze Starówki
      mieli "panterki" i przeważnie opasek nie zdjęli...

      W dniu 23 września 1944, o godzinie 6 rano usłyszałam wołanie w języku
      niemieckim. Wyszliśmy z "Szumskim" i zobaczyłam stojącego w wypalonym oknie
      Solec nr 53 SS-mana. Ludność cywilna przechodziła przez to okno na plac położony
      pomiędzy Solcem a ulicą Czerniakowską [przy zburzonej fabryce farb].



      kpr. "Duda" Małgorzata Damięcka

      Nie widząc rannych kolegów, razem z "Szumskim" udałam się w kierunku okna, tu
      oficer SS nas zatrzymał. Na mnie od razu powiedział "Banditin", "Szumskiego"
      zaczął rewidować, znajdując w jego portfelu fotografię z czasów powstania i
      gwizdek. Powiedział również "Bandit" i odstawił nas razem pod mur od strony
      pola, gdzie już stał nasz ksiądz kapelan ubrany w sutannę bez odznaczeń akowskich.

      Ludność cywilna była zgrupowana na placu w odległości mniej więcej 30 kroków. O
      kilka kroków od nas stały pod eskortą Niemców dwie łączniczki przybyłe ze
      Starówki, których nazwisk nie znam.

      SS-man, ten sam, który mnie odstawił jako "Banditin" zbliżył się i dał do
      "Szumskiego" dwie serie z rozpylacza, po czym rannego na jego prośbę dobił.
      Obecni na placu SS-mani w liczbie około 15 rzucili się, by rewidować ludność
      cywilną, zabierając złoto i lepsze rzeczy. W trakcie tego inni Niemcy
      przyprowadzili 20 żołnierzy z armii Berlinga, kazali im na placu złożyć broń, po
      czym bez szykan wraz z ograbioną ludnością cywilną przez dziurę w murze fabryki
      farb pod eskortą przeprowadzili w kierunku miasta... Kiedy plac się zwolnił, od
      strony ulicy Solec SS-mani przyprowadzili około 20 AK-owców z naszej grupy, w
      tym 5 kobiet. Mężczyzn zgrupowano na placu w szeregu, po czym SS-mani oddali do
      nich kilka salw, a do leżących rannych dawali strzały w tył głowy.

      Sanitariuszki-łączniczki zostały poprowadzone dziurą do fabryki farb. Później
      odchodząc z placu widziałam przechodząc przez fabrykę farb, iż na transmisjach
      wszystkie 5 kobiet były powieszone. Widziałam także, iż znajdowało się tam 3
      mężczyzn w ubraniach cywilnych, nie znanych mi, powieszonych jak sądzę przed
      kilku dniami.

      Zaraz po egzekucji moich kolegów usłyszałam nieludzkie krzyki i zobaczyłam, iż
      SS-mani ciągną po ziemi za nogi, ręce i włosy 5 rannych z naszego oddziału,
      którzy leżeli w oficynie domu Solec nr 53. Widziałam jak wszystkich 5-ciu
      SS-mani powiesili na szynach, łączących ścianę budynku parterowego, położonego
      na środku placu. Ja z księdzem staliśmy pod ścianą pilnowani przez młodego
      SS-mana, który uprzednio zabił "Szumskiego". Inni SS-mani zaczęli mówić, że
      trzeba z nami skończyć, odpowiedział po niemiecku "ci należą do mnie", po czym
      powiesił księdza na ścianie domu, na jego własnym szaliku.

      ks. Józef Stanek "Rudy"


      Ksiądz Józef Stanek "Rudy", kapelan zgrupowania AK "Kryska".

      Dane dotyczące śp. księdza Józefa Stanka do czasu przyjścia na odcinek
      "czerniakowskie Powiśle" zamieszczono w relacji ks. Wiktora Bartkowiaka SAC,
      również kapelana na odcinku czerniakowskim, na terenie szpitala ZUS przy ul.
      Książęcej i Czerniakowskiej. Według tego opracowania zamieszczonego w
      "Rocznikach Pallotyńsklch" 7 (1966) s. 235–241 nad Wisłą pogrzebanych było 278
      pomordowanych. Zwłoki były złożone w różnych dołach i przekopach. Podczas
      ekshumacji przeprowadzonej na wiosnę w 1945 roku odszukano je wszystkie i
      złożono tymczasowo w dwóch wielkich mogiłach na skrawku tuż nad brzegiem Wisły.
      W pierwszej mogile było 150 zwłok, a w drugiej 128. W tej ostatniej złożono też
      zwłoki kapelana Józefa Stanka. Ponieważ zwłoki księdza "Rudego" były w czwartej
      warstwie i nie godziło się przerzucać innych szczątków ludzkich, ekshumacji
      kapelana dokonano dopiero na wiosnę w 1946 roku. W dobrze zachowanych zwłokach
      znaleziono na szyi odciętą pętlę. W czasie egzekucji ks. Józef Stanek miał na
      sobie sutannę i w niej też został pogrzebany. W kieszeni sutanny znajdował się
      kapłański brewiarz. W czasie ekshumacji szczątki kapelana "Rudego" złożono do
      przygotowanej trumny, przewieziono na Pragę do kościoła Chrystusa Króla, gdzie
      odbyło się nabożeństwo żałobne za jego duszę, następnie zwłoki zostały złożone
      do ziemi na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, wśród poległych
      powstańców warszawskich. W PCK zwłoki księdza Józefa Stanka omówione są w
      protokole nr 95/10 z blaszką rozpoznawczą 1801.

      Staliśmy przy ścianie domu Solec nr 51. W tej chwili na plac przyprowadzono sto
      kilkadziesiąt osób ludności cywilnej z dalszych domów... Na środku placu na
      rozkaz Niemców mężczyźni zaczęli się brać do kopania grobów. SS-mani grabili
      pozostałą ludność cywilną, zrobiło się zamieszanie. W tym czasie podszedł do
      mnie SS-man, który uprzednio zamordował "Szumskiego" i księdza, i kazał mi się
      odwrócić do ściany twarzą... Powiedziałam, że się nie odwrócę... spostrzegł, że
      mam na szyi złoty krzyżyk. Chciał go zabrać i równocześnie na mnie spojrzał.
      Wtedy nic nie mówiąc, odwrócił się, a ja krok za krokiem odeszłam do ludności
      cywilnej... skierowano naszą grupę do alei Szucha, naprzeciw gestapo. Gestapowcy
      chodzili między naszą grupą i na oko wybierali młodych mężczyzn i kobiety,
      którzy na nich robili wrażenie AK-owców, odprowadzali na bok, po czym usłyszałam
      salwy.



      Małgorzata Damięcka-Lorentowicz [1927-2005], po wojnie popularna aktorka
      teatralna i filmowa.
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty VI 18.01.08, 10:27
      Powstanie Warszawskie

      Zeznanie Marii Kamińskiej - Szpital św. Łazarza, ul. Wolska

      "W dniu 4 VIII 1944 jako chora przebywałam w Szpitalu św. Łazarza. [...]
      Widziałam stojąc, jak żołnierze rzucali granaty i strzelali w okna schronu, w
      którym pozostali ciężko chorzy. Po chwili kilku osobom z naszej grupy żołnierze
      kazali zejść do piwnicy sąsiadującej z piwnicą, z której nas wyprowadzono. Zaraz
      potem zaczęto zabierać po kilka osób. Znajdowałam się na końcu grupy. Gdy
      nadeszła moja kolej, schodząc po schodach wiedziałam, po co mnie prowadzą. W
      piwnicy paliło się światło. Znajdowało się tam szereg oddziałów wzdłuż
      korytarza. Schodząc ze stopni zobaczyłam przez otwarte drzwi III oddziału leżące
      na ziemi zwłoki. Przy drzwiach stali żołnierze z rewolwerami w ręku. Trzej idący
      przede mną w tej chwili wchodzili na zwłoki, a stojący przy drzwiach żołnierze
      strzelali im w tył głowy. Zobaczywszy, że odbywa się egzekucja, zaczęłam
      krzyczeć i opierać się. Jakiś żołnierz chwycił za ramię mnie i idącą za mną
      kobietę i obie wepchnął do I oddziału piwnicy, na lewo od wejścia. Za progiem
      przewróciłam się, nie będąc ranną, poczułam, iż na nogi upadła mi kobieta.

      Potem wchodziły i były zastrzelone inne osoby. Na mnie leżało kilka trupów.
      Leżąc koło szafki z bandażami rzuciłam bandaże żyjącym rannym mężczyznom. Gdy
      egzekucja się skończyła, w tym oddziale, licząc na oko, zwłok mogło być do 50. W
      pewnej chwili posłyszałam kroki. Dwóch żołnierzy polało jakimś płynem zwłoki
      leżące przy drzwiach, a następnie podpaliło je. Ogień buchnął. Ranni mężczyźni
      rzucili się do ucieczki, żołnierze ich dogonili i nie wiem czy ucieczka się
      udała. Korzystając, iż nie ma żołnierzy niemieckich, razem z pozostałym rannym
      mężczyzną przeskoczyłam płonące zwłoki".
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty VII 18.01.08, 10:28
      Powstanie Warszawskie

      Zeznanie ks. Bernarda Filipiuka - egzekucja na ul. Górczewskiej 5.VIII.1944

      "W chwili wybuchu powstania leżałem po operacji w Szpitalu Wolskim [ul. Płocka
      nr 26]. Dnia 5 sierpnia Niemcy znowu wkroczyli do Szpitala Wolskiego w większej
      liczbie; zapełnili hol i korytarze. Wśród nich byli Ukraińcy i Gruzini z
      napisami na opaskach »Georgen«. Było to wojsko frontowe SS, nie wyłączając
      legionów wschodnich w służbie niemieckiej. O godzinie mniej więcej pierwszej w
      południe oficer niemiecki z dwoma SS-manami wkroczył do gabinetu dyrektora
      szpitala dr Piaseckiego, przy którym byli prof. dr Zejland i ks. kapelan
      szpitala. Po zapytaniu, kto jest naczelnym lekarzem, a kto są ci dwaj inni,
      oficer ten sam osobiście ich trzech zastrzelił... Po wyprowadzeniu wszystkich ze
      szpitala, poprowadzono nas pod ścisłym konwojem ul. Płocką, a dalej w kierunku
      kolei obwodowej. Gdyśmy szli ul. Górczewską, widziałem, że przy każdym domu
      leżały trupy. Przy niektórych domach częściowo popalone, dzieci, kobiety,
      mężczyźni i starcy. Domy zaś wszystkie już były spalone. Bezpośrednio za
      wiaduktem kolejowym widziałem na burcie dużo zamordowanych Polaków, Polek, nawet
      dzieci, a wśród nich leżały walizki, teczki i inne tobołki. Po drugiej stronie
      na burcie stał karabin maszynowy, który widocznie rozstrzeliwał ludzi.
      Skierowano nas na lewo - zdaje się na ul. Magistracką, i poprowadzono nas obok
      toru kolejowego na podwórko jakiejś fabryki. Wtłoczono nas do dwóch olbrzymich
      hal fabrycznych i kazano nam usiąść na ziemi. Po jakimś czasie przypędzono sporą
      partię ludzi - podobno mieszkańców z ul. Działdowskiej, z domów Wawelberga i
      innych ulic. Wkrótce potem przywieziono kilkoma samochodami ciężarowymi mężczyzn
      i kobiety.

      Wola sierpień 1944...

      W fabryce był taki tłok, że nie było ani jednego miejsca, gdzie mógł ktoś
      usiąść. Między godziną drugą a trzecią po południu weszli do fabryki gestapowcy
      i od razu zaczęli wybierać mężczyzn zdrowych. Wypędzono ich przed fabrykę,
      ustawiono czwórkami i gdzieś poprowadzono pod silnym konwojem. Gestapowcy
      zapowiedzieli, że ich biorą do rozbierania barykad. To wyciąganie ludzi zdrowych
      trwało do godziny 4-tej po południu. Około godziny 4:30 - 5:00 po południu
      gestapowcy zabrali pierwszą partię chorych z fabryki. Za chwilę następną partię,
      wśród której byłem ja.

      Na dziedzińcu fabrycznym ustawiono nas czwórkami po 12 osób. Takich dwunastek
      naliczyłem sześć w tej partii ludzi, w której ja byłem. Gestapowcy zażądali od
      nas byśmy im oddali zegarki, pierścionki, wieczne pióra i inne drogocenne
      rzeczy. Te przedmioty kładli na jakiejś pace wywróconej do góry dnem. Widziałem
      bardzo dużo zegarków na tej pace i innych drobiazgów. Ja swój zegarek i wieczne
      pióro włożyłem do tylnej kieszeni w sutannie i nie oddałem, myśląc, że po tym
      zegarku kiedyś moja rodzina może rozpoznać moje zwłoki. Byliśmy już pewni, że
      idziemy na śmierć, tak samo jak poprzednia partia ludzi, wyciągnięta z fabryki.
      Wówczas byłem już w sutannie i pantoflach, które szarytka zabrała z mojego
      pokoju w szpitalu, gdyż już mnie tam nie było, w fabryce doręczyła mi.

      Poprowadzono nas tą samą drogą, obok toru kolejowego, w stronę wiaduktu
      kolejowego, którą szliśmy przedtem do fabryki. Cała ta trasa z jednej i drugiej
      strony obstawiona była żołnierzami stojącymi w odległości mniej więcej co 10
      metrów, z karabinami skierowanymi w naszą stronę, to jest do środka jezdni.
      Ponadto każda 12-tka była obstawiona gestapowcami z rewolwerami w ręku.
      Przeprowadzono nas w poprzek ul. Górczewskiej na drugą stronę, tuż obok toru
      kolejowego - zdaje się, że to był nr posesji 35, bo tak mi mówiono w rok potem,
      w szpitalu. Jest to miejsce po prawej stronie ul. Górczewskiej, obok zaraz toru
      kolejowego, ale za nim idąc od ulicy Płockiej. Dzisiaj stoi tam krzyż pamiątkowy.

      Miejsce egzekucji to było duże podwórko, po prawej stronie był tor kolejowy,
      naprzeciwko płonąca kamienica piętrowa i tak samo płonąca kamienica po lewej
      stronie. Gdy nas przyprowadzono na to podwórko, stało tam jeszcze kilka 12-tek
      ludzi przede mną, z fabryki wziętych chorych i zdrowych, oczekujących na swoją
      śmierć. Wówczas ukradkiem wyciągnąłem zegarek z głębokiej kieszeni sutanny i
      zobaczyłem, że była to godzina 7:30. Po dwunastu ludzi bez przerwy podprowadzano
      i rozstrzeliwano. Rozkaz strzelania wydawał gestapowiec. Trzech żołnierzy stało
      na początku podwórka po lewej stronie, z bronią maszynową [rozpylacze] i oni na
      rozkaz rozstrzeliwali. Obok nich przechodziłem i dokładnie widziałem, że wszyscy
      trzej byli w mundurach niemieckich, jeden z nich wyglądał z twarzy na Mongoła.
      Nie wiem, czy byli to Niemcy, czy innej narodowości. Stałem na tym podwórku może
      15-20 minut i widziałem dokładnie, jak przede mną rozstrzeliwano każdą dwunastkę
      ludzi, strzelając w plecy. Widziałem też, że po salwie gestapowiec dobijał
      jeszcze rannych z rewolweru, celując w głowę. Trupami było już założone jakieś ¾
      podwórka, niektóre z nich, bliżej płonących domów, paliły się. W tym oczekiwaniu
      na swoją bezpośrednią śmierć ks. Żychoń, misjonarz z Krakowa, który jako chory
      był w Szpitalu Wolskim, udzielił wszystkim generalnego rozgrzeszenia, a ja jemu,
      po czym na wezwanie jednego chorego odmówiliśmy głośno po raz ostatni »Ojcze
      nasz«. Przy ostatnich słowach »Ojcze nasz« gestapowiec krzyknął: "Naprzód!".
      Jedna chwila, a usłyszałem po niemiecku "ognia!" Padła salwa, a ja przewróciłem
      się razem z ks. Żychoniem, który mnie, słabego po operacji, trzymał cały czas
      pod rękę - on mnie też za sobą pociągnął. Od razu zorientowałem się, że żyję i
      nie jestem ranny, ale zacząłem udawać trupa wiedząc, że gestapowiec dobija
      żyjących. Gdy do mnie podszedł, kopnął mnie w kolana, zaklął i strzelił do głowy
      z rewolweru - kula przeszła koło ucha. Byłem więc uratowany. Potem
      rozstrzeliwano następne dwunastki ludzi. Z jednej dwunastki kobieta padła
      czubkiem głowy na moje stopy. I po rozstrzelaniu jeszcze kilku dwunastek ona
      zaczęła głośno wołać, że żyje i nie jest ranna. Wówczas podbiegł jeden z tych
      żołnierzy, którzy rozstrzeliwali, i całą serią strzelił do niej z rozpylacza.
      Widziałem to, gdyż leżałem tak, iż niepostrzeżenie zerkając w kierunku swoich
      nóg, obserwowałem cały czas oprawców. Przez cały czas lękałem się, że może mnie
      jakaś zabłąkana kula trafić, gdyż oni strzelali do dwunastek w kierunku leżących
      trupów. Tak leżałem w ciągłej obawie śmierci do godziny 11:30 wieczorem dnia 5
      sierpnia 1944, o tej godzinie przestali już strzelać, a ci trzej oprawcy
      odeszli, zapaliwszy papierosy, na ul. Górczewską i stanęli na burcie, przed
      wjazdem w tunel. Wówczas zacząłem się wyczołgiwać po trupach do kamienicy, przed
      którą nas rozstrzeliwano. [...]

      W mojej dwunastce razem ze mną była kobieta. Na ręku trzymała dziecko małe,
      które mogło mieć rok. Z tym dzieckiem została rozstrzelana. Prosiła gestapowca,
      aby najpierw zabił dziecko, a potem ją. Uśmiechnął się tylko i nic nie odrzekł.
      Dziecko to długi czas po rozstrzelaniu matki kwiliło i płakało, słyszałem to, a
      jego kwilenie krew mi w żyłach mroziło. Niewątpliwie słyszeli to oprawcy
      hitlerowscy. [...] Wiem, że rozstrzelano lekarzy Szpitala Wolskiego, bo ich
      widziałem, jak rozstrzeliwani byli. [...]

      Według moich obliczeń - a całe podwórko widziałem zasłane trupami z domu, do
      którego wczołgałem się - rozstrzelano około 2000 osób".
    • maximus999 Zabijali Niemców z zemsty VIII 18.01.08, 10:29
      Powstanie Warszawskie

      Zeznanie Janiny Rozińskiej - egzekucja w zajezdni tramwajowej na ul. Młynarskiej 2.

      "W popłochu ludność na oślep uciekała, SS-mani popędzali uciekających ul. Wolską
      w kierunku zajezdni tramwajowej na ul. Młynarskiej. Razem z dziećmi znalazłam
      się w zajezdni w tłumie około 200 osób, przeważnie kobiet i dzieci oraz kobiet
      ciężarnych, wpędzanych tu zarówno ze schronu fabryki "Franaszek" [ul. Wolska nr
      43], jak i z ulicy Wolskiej. Grupa stłoczyła się na ul. Młynarskiej obok
      ubikacji zajezdni. Dokoła grupy stało około 40 żołnierzy SS i żołnierzy w
      mundurach bez odznak SS. W jakimś miejscu blisko stał karabin maszynowy, miejsca
      jednak nie umiem określić z powodu zbyt silnych wrażeń, jakie wtedy przeżywałam.
      Z karabinu maszynowego Niemcy otworzyli ogień do naszej stłoczonej grupy.

      Po pierwszej salwie ze stłoczonego tłumu zaczęli podnosić się ranni, a wówczas
      Niemcy rzucili w tłum granaty ręczne. Widziałam, jak z kobiety ciężarnej, rannej
      w brzuch, wypłynęło dziecko i jak Niemiec podszedł, wziął żyjące dziecko,
      położył na jakimś żelazie i kłuł drutami. Ja znalazłam się pod ścianą ubikacji
      razem z mymi dziećmi. Synek mój został ciężko ranny, po pierwszej salwie, w tył
      głowy. Ja zostałam raniona granatem w obie nogi i brzuch. Od granatu została
      raniona w nogi, brzuch i piersi moja córka. Gdy wszyscy z grupy padli, Niemcy
      stojąc poza naszą grupą strzelali do rannych, którzy się podnosili lub
      poruszali. Aż do zmroku podchodzili do leżących Niemcy, celując do poruszających
      się, równocześnie z żartami i śmiechami, zwłaszcza, gdy ranny został trafiony. O
      zmroku zdołałam wczołgać się do ubikacji razem z synem i córką oraz 16-letnią
      Jadwigą Perkowską, ranną w nogę.

      Synek mój dawał jeszcze słabe oznaki życia".
    • an9991 Takie rozliczenia sa potrzebne!! 18.01.08, 10:29
      W Polsce przez wiele lat nie potrafilismy uporac sie z ciemnymi
      kartami naszej historii. Pewnie wynikalo to z naszej historii i
      ciaglego powtarzania, ze Polska przez ostatnie 200 lat byla
      nieustannie ofara. A wypominanie ofierze jej niegodziwosci jest w
      naszej mentalnosci niedopuszczalne. Byc moze teraz, kiedy pokolenia,
      ktore byly swiadkami tamtych wydarzen odchodza bedziemy wreszcie
      mogli spojrzec w narodowe lustro i powiedziec sobie samym, ze nsze
      rece nie zawsze byly czyste. Skoro wymagamy od naszych oprawcow
      ciaglego kajania sie, byc moze sami powinnismy pokajac sie przed
      ofiarami polskich zbrodniarzy?
      • l.o.r.t.e.a Poczytaj palancie maximusa. 18.01.08, 10:33

        • an9991 A co to ma do rzeczy?? 18.01.08, 10:51
          Jak to jest ze Polacy maja taka wyjatkowa latwosc w
          usprawiedliwianiu swoich zbrodni zbrodniami innych? Mordowanie
          niewinnych cywili mialo byc czym? Wymierzaniem sprawiedliwosci?
          • l.o.r.t.e.a Nie ma żadnego porównania między tymi 2 sytuacjami 18.01.08, 11:06
            Niemcy masowo i planowo mordowali Polaków, na Wolinie kilku Polaków
            zamordowało kilku Niemców.

            Niemcy za mordowanie Polaków dostawali ordery i premie, po wojnie w
            Niemczech uniewiniono wszystkich dowodzących tłumieniem Powstania.
            Owi ubecy zostali natychmiast skazani.

            Pisanie więc że że oto my poalcy zachowywaliśmy się w gruncie rzeczy
            jak Niemcy i mamy tyle samo na sumieniu, jest kłamstwem.
            • macrow my na sumieniu?? 18.01.08, 11:17
              glupia wypowiedz moim zdaniem. jak to my mamy na sumieniu, jak to niemcy maja na
              sumieniu wiecej, niz my??
              ja nie mam niczego na sumieniu, tak samo i niemiec nie powinien miec niczego na
              sumieniu, o ile nikogo nie zamordowal.
              nieczyste sumienie moga miec ci, ktorzy mordowali! ty mordowales?
              ja mam wlasne problemy! przeciez nie mozemy brac tego na siebie.
              mimo to jestem zdania, ze konieczne jest ujawnianie takich faktow. nie po to,
              zeby komus utrudniac zycie i obciazac sumienie - przeciez to nie my mordowalismy.
              pisanie o takich zbrodniach jest konieczne, bo sensybilizuje nas, przestrzega...
              zemsta nie jest tez wytlumaczeniem, ani zbrodnie popelnione przez niemcow. czy w
              twojej moralnosci mordy z zemsty nie sa zbrodniami?
              przestancie mowic MY! niewielu z nas bylo tam, gdzie mordowano. mowcie za
              siebie, do cholery! JA nie doznalem cierpienia, JA nie mordowalem, MNIE tam nie
              bylo.
              nie przypisuje sobie wiec cierpien, ani zaslug, ani zbrodni mojego dziadka. i
              dobrze.
              • l.o.r.t.e.a Tak, Nimecy mają na sumieniu. 18.01.08, 11:23
                Jako cały naród skorzystali z wojny, jedli i ubierali się w to co
                zagrabiono Polsce.

                Odpowiedzialność zbiorowa w historii obowiązuje i tyle. Tak poprostu
                jest.
                • macrow Re: Tak, Nimecy mają na sumieniu. 18.01.08, 11:36
                  gdyby odpowiedzialnosc byla zbiorowa, to mordy na cywilach nie bylyby sadzone
                  przed sadami wojennymi. a jednak sa.

                  poza tym niemcy maja czyste sumienie, z wyjatkiem starcow, ktorzy w pewnej
                  czesci popelniali zbrodnie w czasach nsdap.

                  ja mam czyste sumienie, nie czuje sie odpowiedzialny za to, co sie dzialo w
                  swinoujsciu... bo mnie tam nie bylo. tak samo nie szczyce sie osiagnieciami, ani
                  cierpieniami, ktorych doznali przodkowie niektorych z nas. oni to nie ja.
                  • l.o.r.t.e.a Więc skoro nic nie czujesz w sprawie Świnoujścia, 18.01.08, 11:40
                    stul klawiaturę i nie jątrz.
                    • macrow czuje... 18.01.08, 11:44
                      ...radosc z powodu ujawnienia prawdy. i tyle. a co, mam sam sie przyznawac do
                      tego, ze w 1946r. gwalcilem 16latki? nie, mnie tam nei bylo.
                      a moze moj niemiecki rowiesnik ma sie przyznac do tego, ze zgwalcil siostre
                      mojej prababci w 1940r.? nie, jego tez tam nie bylo, bo urodzil sie dlugo po wojnie.
                      • l.o.r.t.e.a Prawdy nie ujawniono teraz. Nikt tego nie zamiótł 18.01.08, 11:46
                        pod dywan. W 1946 tych ludzi od razu skazano.
                        • macrow Re: Prawdy nie ujawniono teraz. Nikt tego nie zam 18.01.08, 12:00
                          ...wniosek?
                          • l.o.r.t.e.a Ża kłamiesz, prubując udowadniać jak to źli 18.01.08, 12:07
                            Polacy bronią się przed swoją historią. Bo nie tylko owych ludzi
                            osądzono natychmiast, ale i dziś IPN chce odnaleźć groby tych
                            niemców.
    • macrow kwestia punktu widzenia... 18.01.08, 10:31
      wielu z nas uwaza, ze niemcy nie powinni sie czepiac kwestii np. wysiedlen. ja
      rowniez jestem zdania, ze na tle popelnionych przez niemcow przestepstw,
      wysiedlenie ich z mazur, pomorza i slaska bylo "najbardziej humanitarnym"
      rozwiazaniem.
      zawsze moglismy sie bronic tym, ze w przeciwienstwie do wojsk radzieckich i
      niemieckich, nie stawialismy cywilow pod sciana, by strzelic mu w tyl glowy -
      darowalismy im zycie pod warunkiem, ze sie wyniosa. niemcy sa nieslychanie
      szczegolowo edukowani w dziedzinie dziejow II wojny swiatowej i do wiekszosci z
      nich ten argument przemawia pozytywnie.
      niestety okazuje sie, ze ta nasza obrona pada: jednak polacy nie wszystkim
      cywilom pozwolili uciec! katowali, mordowali i gwalcili. ciesze sie, ze fakt ten
      ujrzal swiatlo dzienne i mam nadzieje, ze inne zbrodnie tego typu zostana
      zbadane i ujawnione.
      jak widac na przykladzie rosyjskim lub amerykanskim, wybielanie sie z wlasnej
      winy nie zniecheca do prowadzenia wojny. nigdy nie pozbedziemy sie tych, ktorzy
      wysylaja wojska do iraku, nigdy nie stlumimy chceci do masowego mordowania,
      jesli bedziemy trzymali wlasne zbrodnie w tajemnicy, a te, ktore wyszly na jaw,
      bedziemy uswiecac celem lub uwarunkowaniami.
      dziekuje za uswiadomienie polakom, ze nie sa przez boga wybranym, w 100% swietym
      narodem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka