7silesian7 moje marzenie 15.04.08, 12:10 Jeżeli w danej grupie obowiązuje wymiana pokoleniowa, ilość intratnych pozycji/etatów/stanowisk jest ograniczona, młodzi robią więcej niż starzy, a starzy czerpią korzyści bardziej z zajmowanej pozycji niż rzeczywistej wiedzy (świadomie stawiam bardzo poważny zarzut w tym miejscu!). To proszę państwa, w tej grupie mamy po prostu zjawisko które określamy mianem fali. Sytuacja jest o tyle patogenna, że osoba z wymęczoną habilitacją będzie starała sobie „wynagrodzić” lata zależności. Koło zamknięte. Problem habilitacji rzeczywiście najbardziej dotyka humanistów. I tutaj nie mam pomysłu, przyznaję. Jednak w dziedzinach ścisłych dorobek jest dosyć dobrze mierzalny. Pozwólcie mi pomarzyć. Nie ma habilitacji. Nie ma tytułów profesora. Istniałby tylko doktorat. Coś na kształt prawa do wykonywania zawodu. Uprawnień inżynierskich. Panie i Panowie. Papiery na stół! Liczą się publikacje, patenty, zdobyte granty itd. Jesteś tak dobry jak twoje ostatnie osiągnięcia. Liczy się pomysł i jego realizacja. Nie muszę się zastanawiać, czy stanowi on ciągłość tematyczną z poprzednim dorobkiem. Nie muszę się zastanawiać czy podjąć współpracę z profesorem, czy nie, i jak on zachowa się w chwili kiedy będę się starał o habilitację. Starając się o grant miałbym takie same szanse jak inni. Moja jednostka macierzysta przedłużałaby moje zatrudnienie tylko na podstawie moich osiągnięć – to co wnoszę jako dorobek do jej licznika. Dorobek podlegałby okresowej weryfikacji i tylko to decydowałoby o dalszym zatrudnieniu. Wolałbym przegrać z kolegami w stylu: „Przykro nam to mówić, ale dorobek Pana jest poniżej średniej wydziału. Dajemy Panu jeszcze dwa lata. Jak nie będzie wyników to się pożegnamy.” Wolałbym czuć nacisk młodych doktorantów i doktorów którzy chcą się wykazać, a jednocześnie sam zmuszać starą kadrę do intelektualnego wysiłku. Pracując w dużej jednostce wiedziałbym, że jej wielkość wynika z rzeczywistej pracy całego zespołu a nie z wielkości miasta, przekonania „przecież nas nie zamkną” i pracy jedynie kilku zespołów (a resztę to najlepiej zamieść pod dywan). Nie miałbym kompleksów pracując w małej jednostce skoro wskaźnik dorobku do liczby zatrudnionych miałaby wysoki. Problem nadawania stopnia doktora? Te jednostki, które mają odpowiedni dorobek naukowy. Chcę konkurować o miejsce pracy zarówno z młodymi, świeżo upieczonymi doktorami, jak i ze starą kadrą. Niech wreszcie wygra lepszy! Odpowiedz Link Zgłoś
proteasom Gerontokracja sie broni 15.04.08, 12:40 Dosc rzadow post-PRLowskiej gerontokracji w nauce polskiej! Precz z habilitacja i profesura belwederska! To najwyzszy czas na reformy. Panie Premierze, prosze sie nie bac tzw. autorytetow - to zwykla grupa nacisku broniaca swojego koryta jak okopow Sw. Trojcy. Najwyzsza to pora na powrot nauki polskiej na lono cywilizacji zachodniej.Naukowcy powinni byc oceniani wedlug dorobku liczacego sie na swiecie, a srodki na badania powinny byc rozdzielane w niezaleznych konkursach grantowych. Dosc kumoterstwa i nepotyzmu na uczelniach! Cezary Wójcik Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:06 precz z wszystkimi preczami! Odpowiedz Link Zgłoś
xabc123 Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:11 Czyli z Pańskim preczem też precz! Odpowiedz Link Zgłoś
proteasom Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:20 xabc123 napisał: > Czyli z Pańskim preczem też precz! Amen Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:45 tak, ale teraz jest Pan drobiazgowy. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:03 mam 43 lata i jestem i mam tytul profesorski. rozumiem ze ja tez jestem gerontokrata, bo bronie habilitacji. a habilitacja to jest ocena dorobku. niech pan wreszcie sonczy z ta koszmarna demagogia i niech pan pokaze jak konkretnie zrobic tak, zeby konkursy, o ktorych pan mowi, byly uczciwe. proteasom napisał: > Dosc rzadow post-PRLowskiej gerontokracji w nauce polskiej! Precz z > habilitacja i profesura belwederska! To najwyzszy czas na reformy. > Panie Premierze, prosze sie nie bac tzw. autorytetow - to zwykla > grupa nacisku broniaca swojego koryta jak okopow Sw. Trojcy. > Najwyzsza to pora na powrot nauki polskiej na lono cywilizacji > zachodniej.Naukowcy powinni byc oceniani wedlug dorobku liczacego > sie na swiecie, a srodki na badania powinny byc rozdzielane w > niezaleznych konkursach grantowych. Dosc kumoterstwa i nepotyzmu na > uczelniach! > > Cezary Wójcik Odpowiedz Link Zgłoś
proteasom Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:09 niech pan pokaze jak konkretnie zrobic tak, > zeby konkursy, o ktorych pan mowi, byly uczciwe. > Bardzo prosto - wielokrotnie o tym pisalismy na lamach NFA. Otwarte konkursy oglaszane na ogolnopolskim portalu, prowadzone z udzialem recenzentow zagranicznych i czlnkow z inncyh uczelni krajowych, mozliwosc zaskarzania wynikow konkursu do niezaleznego ombudsmana akademickiego. W 100% uczciwych konkursow nie ma nigdzie na swiecie, bo ludzie to nie anioly, ale w ten sposob na pewno bedzie uczciwiej niz teraz. pozdrawiam Cezary Wojcik (tez profesor, tylko ze zagraniczny, wiec sie nie liczy, tak jak zagraniczne tytuly szlacheckie sie nie liczyly w I Rzeczpospolitej...) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:38 zupelnie nie rozumiem jak konkurs na stanowisko uczelniane ma sie odbywac z recenzentami zagranicznymi. mowie powaznie, szczegolnie na adiunkta, czy 'docenta'. na stopien, absolutnie (pisze o tym do znudzenia), na stanowisko? a skad ten zagraniczny bedzie wiedzial, czego chce departanement (ja widzialem konkursy, ale tylko na profesure gdzie w panelu siedzial zewnetrzny, ale tylko jako doradca 'jakosciowy', w sesnie, czy kandydat X moglby byc zatrudniony na ich uniwerstyecie jako profesor). w Polsce jest to logistycznie i praktycznie nie do zrobienia: przeciez nie bedziemy tych wszystkich zagranicznych sciagac na kazdy panel, a to panel decyduje, a nie recenzent, bo moga po polsku nie mowic. jeszcze dlugo nie do zrobienia. a w malych podrzednych szkolach? zarty! recenzenci zagraniczni? bez jaj. dlatego jestem za zmodyfikowana habilitacja, jako ocena dorobku, ktory jest oceniany przez pryzmat standardow miedzynarodowych. ona nie jest taka zla, tylko system jest naduzywany. a wszystko nie ma nic wspolnego z wiekiem, tylko z rzetelnoscia. a tego nam brakuje. a ja zagraniczny tez, he he. :-). i to sie liczy, tylko zalezy gdzie. w dobrych prywatnych uczelniach tez sie liczy. Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 13:09 Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? Napisz: listydogazety@gazeta.pl a jak sie nie ukaże napisz do NFA ! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 13:40 jak sie nie ukaze, to spisek.....nawiasem mowiac moj sie nie ukazal, chociaz jestem za habilitacja. pewnie dlatego, ze nie wystarczajaco jestem za? albo za niewystarczajaco szlachecki mam tytul :-) nfa05 napisała: > Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? Napisz: > listydogazety@gazeta.pl > a jak sie nie ukaże napisz do NFA ! Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 17:07 To już nawet nie kryptoreklama, to jawne zaganianie na swoje forum (czy z tego właśnie żyje "kapitalista" dr Wieczorek?) Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 17:15 Tak, skoro NFA umieszcza to co GW nie umieści to jest to - 'zaganianie'. STRACH ogarnia zwolenników jedynie słusznej gazety starajacej sie reaktywowac FJN. Ma zwolennikow ! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 17:45 no ja sie rzeczywiscie troche boje.... nfa05 napisała: > Tak, skoro NFA umieszcza to co GW nie umieści to jest to - > 'zaganianie'. > STRACH ogarnia zwolenników jedynie słusznej gazety starajacej sie > reaktywowac FJN. Ma zwolennikow ! Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chcesz tra 15.04.08, 13:30 cić ciężko zarobionych pieniędzy na utrzymanie kasty mandarynów. Jeżeli chcesz, aby nauka w Polsce nie była chorym geriatrycznie człowiekiem Europy (np. wskaźnik ilości projektów naukowych finansowanych przez UE liczonych na głowę mieszkańca plasuje nas na ostatnim miejscu w UE i jest kilka razy niższy niż np. w Estonii i na Cyprze). Jeżeli nie chcesz, poprzez system dotacji UE, dopłacać do nauki niemieckiej, czy francuskiej. Jeżeli nie chcesz oglądać chałturników z tytułami plecących zdroworozsądkowe androny w TV na każdy temat (plaga to nawiedzeni politolodzy i socjolodzy). Jeżeli chcesz czytać ciekawe ksążki humanistyczne, a nie oglądać od pięciu lat w księgarni te same cegły o niskim nakładzie, które powstały pod habilitację. Jeżeli chcesz poprawić wskaźniki innowacji i wynalazczości w Polsce (jeden z najniższych w Europie), co wpłynie na twój dobrobyt. Jeżeli nie chcesz układów korupcyjnych w nauce, w których środkiem obrotu są stanowiska i częściowo habilitacje. Jeżeli tego wszystkiego nie chcesz Polski Podatniku to wymuś na władzach, które demokratycznie wybrałeś: - stosowanie ilościowych (punkty) i konkursowych (bez fikcji) procedur awansu, - zniesienie habilitacji i "profesora belwederskiego" - przyjęcie Europejskiej Karty Naukowca. - wprowadzenie zasad wolnego rynku we wszystkich naukach stosowanych (reforma JBR) Za kilka lat nie będziesz musiał się wstydzić i czytać podobnych apeli, bowiem wszyscy zajmą się nauką, a nie noszeniem stopni i tytułów. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 17:11 Tak trochę nie a propos. Jeżeli za przykład i wzór do naśladowania stawiamy Estonię, to dlaczego (te same zazwyczaj osoby) w czambuł potępia się naukę rosyjską? Toż ta estońska była maleńkim tylko fragmencikiem nauki radzieckiej (czy sowieckiej, jak dziś wypada mówić). Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 19:03 Estonia z nauką radziecką nie ma za wiele wspólnego. Miała pewne tradycje przedwojenne (Szwedzi jeszcze w XVII wieku założyli uniwersytet w Dorpacie (Tartu). Po zapaści za Sowietów, bardzo szybko nawiązała kontakt z nauką światową (Fakt, że pomagali w tym Szwedzi i Finowie). Przyjęli właśnie wzorce zachodnie a odrzucili radzieckie. I to procentuje. Naukowcy w Polsce są też antysowieccy, tyle że tylko werbalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 19:40 Wybacz, Kwinks, ale w ten brak wpływu nauki radzieckiej na estońską jakoś nie mogę uwierzyć. Tradycje, owszem, ważne, ale i my mieliśmy piękne tradycje. Już bardziej wierzę w tę chęć odcięcia sie od przeszłości i obrócenie sie ku Skandynawom. By the way, dlaczego my się nie obrócimy? Szkolnictwo fińskie należy do najlepszych na świecie. A my zamiast poprosić o pomoc, skopiować dobre wzory, jak zwykle idziemy "trzecia drogą". Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 19:56 Napisałem, że za sowietów był tam dołek i to był ten wpływ. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 21:20 No tak, ale w powszechnej opinii nasz "dołek" zawdzięczamy temu samemu. Dlaczego więc tam jest tak dobrze, a tu tak źle? Może "tam" zamiast gadać, po prostu zabrali sie do roboty? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 21:24 od razu do roboty sie brac. nie przesadza pan troche? chilly napisał: > No tak, ale w powszechnej opinii nasz "dołek" zawdzięczamy temu > samemu. Dlaczego więc tam jest tak dobrze, a tu tak źle? Może "tam" > zamiast gadać, po prostu zabrali sie do roboty? Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Wkład postkomunistycznej/postsolidarnoś ciowej (do 15.04.08, 13:33 wyboru) nauki polskiej do wiedzy ogólnoludzkiej: Nauki nowe: Gerontologia praktyczna (albo Zarządzanie gerontologiczne nauką) Synekurologia stosowana (bardzo szeroko) Fasadologia (nauka jak nie dopuszczać do zmian używając tzw. autorytetu) Psychologia narcyzmu profesorskiego (tzw. wielkie nazwiska) Komitetologia (dział synekurologii zajmujący się metodologią tworzenia zbytecznych Komitetów) Lamentologia Profesorska Stosowana (przy okazji dzielenia budżetu) Gnoza profesorska (tajna nauka o umiejętności ukrywania niekompetencji) Apelologia (nauka o pisaniu nieskutecznych apeli do władz), w tym odmiana: apelologia komiczna Monografologia teoretyczna (pisanie tzw. monografii pod habilitację, których nikt nie czyta) Wizytologia Profesorska (jak zostać Visiting professor uczelni anglosaskiej nie znając angielskiego) Stare nauki po nowemu: Paleontologia - nauka o rozpoznawaniu i konserwacji skamieniałości profesorskich Ochrona środowiska (kolesiów esbesiów) Mechanika (Pierwsze prawo poparcia: poparty poprze) Ikonografia (umiejętność odczytywania hieroglifów z pożółkłych 30- letnich notatek na wykłady) Dla młodych. Przydatne umiejętności w nauce polskiej: Gimnastyka korekcyjna (nauka chodzenia w półukłonie przed Profesorem) Znajomość języka angielskiego (gdy Profesor dostanie przypadkiem korespondencję z zagranicy, albo trzeba napisać angielskie streszczenie do monografii Profesora) Znajomość obsługi komputera (komputera Profesora) Odpowiedz Link Zgłoś
prof_uj Bronią habilitacji 15.04.08, 13:43 Zawsze jest jakies ale. To prawda, ze na zachod od Odry juz prawie habilitacji nie ma i zeby byc profesorem, wystarczy byc doktorem. Ale prawda jest taka, ze poziom doktoratow z najlepszych szkol na Zachodzie jest niebotyczny w porownaniu ze srednim polskim doktoratem (doktoraty na najlepszych zachodnich uczelniach wnosza cos istotnego do nauki swiatowej, sa publikowane w najlepszych, prestizowych czasopismach, doktorant ma przed obrona 4-6 publikacji). Ze na prestizowe uczelnie dostaja sie (na profesury) NAJPELSI doktorzy z NAJLEPSZYCH uczelni a nie doktorzy studiow doktorskich przy np. z Wyzszej Szkoly Czegos Tam w Pecimiu Dolnym. Dalej, zeby byc zatrudnionym na stale (po 6-8 latach pracy jako professor-stazysta) trzeba "wychodowac" 3-5 doktorow i miec imponujacy dorobek publikacyjny w prestizowych czasopismach, o ktorego znaczeniu swiadczy CYTOWALNOSC i, dodatkowo, zapraszanie jako tzw. invited speaker na swiatowe konferencje. I recenzje niezaleznych recenzentow. Jesli Rada Wydzialu JEDNOGLOSNIE uzna, ze kandydat jest OK, wysyla wniosek do Rektora o stabilizacje, ktory moze albo i nie zatwierdzic. Nie widze, jak to ma byc latwiejsza droga do profesury niz habilitacja. Oczywiscie, jesli Rada Wydzialu albo Rektor nie zatwierdza kandydatury, nastepnego dnia kandydat oddaje klucze. Jaki wariat chcialby po 10-15 letniej karierze zawodowej prawnika, chirurga itp itd starac sie o etat profesorski w polskich warunkach? Chce Pani Minister podniesc poziom nauki w Polsce? Wystarczy podniesc poprzeczke. na przyklad wprowadzic wymog aby przy doktoracie recenzentami dorobku byl jeden recenzent z Polski i 2 recenzentow z wiodacych osrodkow swiatowych wskazanych przez CCK (recenzent z osrodka promujacego bylby czlonkiem komisji obrony i na podstawie jego opinii Rada Wydzialu dopuszczala kandydata do procedury). Podobnie z grantami MNiSzW. Przeszlaby co 10 pcaca doktorska, co 20 wniosek grantowy. OK, jesli MNiSzW zniesie habilitacje, niech zniesie tez w tym samym momencie i centralnie ustalane programy studiow wydzialowych i kierunkowych sprawdzane przez "Komisje Akredytacyjna". Wtedy regulatorem stanie sie rynek (pracy i nauki). Odpowiedz Link Zgłoś
pyzz Re: Bronią habilitacji 16.04.08, 11:23 > Ale prawda jest taka, ze > poziom doktoratow z najlepszych szkol na Zachodzie jest niebotyczny w porownani > u > ze srednim polskim doktoratem Tylko, że to wynika nie z tego, że doktoranci źli, tylko, że profesorowie są źli. Poziom doktoratów wynika z warunków, na jakich doktoranci pracują. Mechanizm jest bardzo prosty: Doktoranci pracują na zasadach niewolniczych. Efekt tego taki, że koszty pracy związane ze stanowiskiem doktoranta są mikroskopijne w porównaniu zarówno z asystentem, adiunktem, czy post-dokiem. To z kolei implikuje fakt, że uczelnie zrezygnowały praktyczne w ogóle z zatrudniania jakichkolwiek adiunktów, czy asystentów (o post-dokach nie wspomnę), bo taniej im całą tę robotę zwalić na doktorantów. Z tego powodu doktoranci zajmują się WSZYSTKIM, tylko nie pracą naukową. Wcale NIE DLATEGO, że są głupi, czy leniwi, tylko dlatego, że im profesorowie każą robić mnóstwo krótkoterminowych głupot (jak choćby takie zwyczajne oszustwa, jak prowadzenie zajęć za profesora). Tak na konkretach: na wydziale Biologii UJ doktorantom kazano jakiś czas temu wykonywać pracę de facto ochroniarzy: wydział udostępniał po zajęciach sale komputerowe studentom, a doktorantom kazano siedzieć i pilnować studentów, aby nie kradli sprzętu ORAZ, aby nie ściągali filmów i mp3. A tak się składa, że jak doktorant ma psi obowiązek siedzieć i zaglądać studentom przez ramię i sprawdzać co ten robi w internecie, to nie jest w stanie latać po lesie i podpatrywać co robią dzięcioły, czy jakie tam badania behawioralne prowadzą. Efekt: doktorat słabszy. > Dalej, zeby byc zatrudnionym na stale (po 6-8 latach pracy jako > professor-stazysta) trzeba "wychodowac" 3-5 doktorow i miec imponujacy dorobek > publikacyjny w prestizowych czasopismach, o ktorego znaczeniu swiadczy (ciach!) Ta, tylko, że jak nauka w Polsce rozwijana jest na zasadzie "doktoranci mierzą, a po doktoratach mają se pójść, a adjunktów nie potrzebujemy", to potem na stanowiska "profesorskie" aplikuje mniej osób. A jak aplikuje mniej osób, to konkurencja mniejsza i trzeba obniżać kryteria. Sami sobie, profesorstwo to piwko nawarzyli. Zaklinanie deszczu i głoszenie, że to młodzi źli może przekona decydentów i spowoduje dalsze obniżenie kosztów pracy doktoranta po stronie pracodawcy, ale NIE spowoduje, że liczba dobrych publikacji wzrośnie. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Bronią habilitacji 16.04.08, 13:33 I co z tego, ze mam dobry doktorat (PhD z Monash), jak bolszewicki dziekan z UW go kwestionuje, bowiem moj promotor (supervisor) z Monash nie mial habilitacji? Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Garśc listów do sygnatariuszy 15.04.08, 14:03 Garśc listów do sygnatariuszy listu forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=78332852 Chyba wnioski mogą byc ciekawe jak sie porowna z poprzednimi akcjami tych samych sygnatariuszy i ich arogacja Odpowiedz Link Zgłoś
rheo Ludzie! Tu nie ma o czym dyskutowac 15.04.08, 14:18 Sprawa jest jasna - habilitacja jest przezytkiem i powinna zostac zniesiona. System awansu naukowego powinien byc tak skonstruowany, zeby mozliwie mlodzi naukowcy - po doktoracie i krotkim stazu (najlepiej w zagranicznych osrodkach) - zaczynali prace na SWOJ rachunek. Tylko w ten sposob mozna uruchomic ludzka inwencje i poprawic sytuacje w nauce. Grono zasiedzialych na stanowiskach i przyzwyczajonych do adoracji pracownikow nauki nie chce rezygnowac z przywilejow, poddac sie ocenie i konkurowac z innymi. Nawet to rozumiem (choc nie popieram), ale czy ten stan powinien akceptowac polski podatnik ? Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Ludzie! Tu nie ma o czym dyskutowac 15.04.08, 14:22 Tak podatnik tego nie powinien akceptowac ale musi byc o tym poinformwoany a GW tego nie robi i dezinformuje. Trzeba zrobic apel 440 czy 4 400 i go upublicznić aby podatnik wiedział co sie święci. rheo napisał: > Sprawa jest jasna - habilitacja jest przezytkiem i powinna zostac > zniesiona. System awansu naukowego powinien byc tak skonstruowany, > zeby mozliwie mlodzi naukowcy - po doktoracie i krotkim stazu > (najlepiej w zagranicznych osrodkach) - zaczynali prace na SWOJ > rachunek. Tylko w ten sposob mozna uruchomic ludzka inwencje i > poprawic sytuacje w nauce. > Grono zasiedzialych na stanowiskach i przyzwyczajonych do adoracji > pracownikow nauki nie chce rezygnowac z przywilejow, poddac sie > ocenie i konkurowac z innymi. Nawet to rozumiem (choc nie popieram), > ale czy ten stan powinien akceptowac polski podatnik ? Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Formułuję wyśrubowane warunki habilitacji: 15.04.08, 15:57 czemu od tych ludzi nie zażądać certyfikatu British Council albo TOEFLA? Nagle okazałoby się, że jednak tego angielskiego nie znają tak? I oczywiście kadra używa komputera , bo „używa poczty elektronicznej”. A może tylko to panna Krysia (po maturze tylko ale kompa zna) klika myszką za „uczonego”? A zrobić egzamin z podstaw PC- ta. Godzinka: napisać i odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo, wklepać do excela prostacką formułkę, streścić banalny artykulik z wikipedii, posłużyć się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę CD/DVD, wszystko – zobaczymy, który z habilitantów zaliczy. Samo zwiększanie budżetowych nakładów to zbyt słaby warunek, bo nie gwarantuje sensownego wydawania pieniędzy. Co to za „nauka” kierowana przez profesorów nie umiejących obsłużyć programu poczty elektronicznej na PC-cie? Robi to panna Krysia z sekretariatu, po maturze tylko ale umie. No a jak ktoś dzwoni do sławnego profesora to on mówi do panny Krysi: „po polsku? Aaaa to jestem!”, bo nie zna języków obcych. Wstyd. I wydaje taki kasę na granty sprowadzające się do finansowania tłumaczeń zagranicznych mądrości z Wikipedii na polski. He, he „"Rezydentów", którzy nic nie robią, a zajmują tylko stanowiska profesorów, należy usuwać.” – czy ten gość wierzy w to co mówi? No może w Łodzi mają nadmiar profesorów ale nie na przeciętnym wydziale czy katedrze przeciętnej uczelni. Po pierwsze: im więcej mam na liście pracowników, ludzi z tytułami, tym wyżej stoję z moją jednostką naukową we wszelkich sondażach a więc mam więcej kasy, bo jestem „lepszy”. Po drugie: po to żebym miał prawo doktoryzować i habilitować u mnie, muszę mieć określoną ilość profesorów zgadza się? Czyli wtedy generuję sobie następnych doktorów i habilitowanych i znowu idę wyżej w rankingach i zyskuję kolejne prawa doktoryzowania i habilitowania w kolejnych dziedzinach, mam znaną, zasobną i szanowaną jednostkę a czy ten profesor coś robi czy nie to już insza inszość. Zajęcia odwalą asystenci, dorobek zbierze się do kupy z tego co robią młodzi, zdolni (bo przecież z wdzięcznością przyjmą profesorską propozycję dopisania się do pracy nie?) i kółko kręci się dalej a pan tu panie psorze proponuje te złote kury z listy pracowników skreślać? I tylko dlatego, że nic nie robią? Ależ oni najwięcej robią już tym, że są na tej liście, że piastują, nobilitują, nakreślają kierunki, wytyczają trendy, roztaczają wizje i że nie przeszkadzają całej reszcie. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Formułuję wyśrubowane warunki habilitacji: 15.04.08, 17:22 Argumenty powalające. A ja mogę sobie wyobrazić naprawdę wybitnego naukowca, który pisze wspaniałe książki, choć nie umie obsługiwać poczty elektronicznej i nie wie co to jest USB. Praca z komputerem, co prawda, bardzo by mu ułatwiła robotę. Od tego ma jednak panią Krysię, która przepisze jego rękopis. Za to pani Krysia, poza prostą obsługą komputera i faksu oraz umiejętnością parzenia kawy, nigdy nie będzie w w stanie wznieść sie wyżej (choć przyznaję, znając stosunki w polskiej nauce, że może profesor zrobi ja jednak kiedyś doktorem). Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Formułuję wyśrubowane warunki habilitacji: 15.04.08, 17:40 W projekcie reformy jest informatyzacja takze nauki ale prosze spróbowac się skontaktować 'informatycznie' z sygnatariuszami listu. Rzadko to jest mozliwe. Polecam władze PAN. Tam nawet wice nie maja e-maila. Łatwiej było zinformatyzowac szkoły elementarne a nawet przedszkola, ale informatyzacja PAN to nie jest taka łatwa sprawa. Znam sekretarki przerobiene na doktorki także poza Polska, takze takie które jako sekretarki byłu kiepskie a jako doktorki sa czołówką światowa w swojej dziedzinie. Róznie to w życiu bywa. chilly napisał: > Argumenty powalające. A ja mogę sobie wyobrazić naprawdę wybitnego naukowca, > który pisze wspaniałe książki, choć nie umie obsługiwać poczty elektronicznej i > nie wie co to jest USB. Praca z komputerem, co prawda, bardzo by mu ułatwiła > robotę. Od tego ma jednak panią Krysię, która przepisze jego rękopis. Za to pan > i > Krysia, poza prostą obsługą komputera i faksu oraz umiejętnością parzenia kawy, > nigdy nie będzie w w stanie wznieść sie wyżej (choć przyznaję, znając stosunki > w > polskiej nauce, że może profesor zrobi ja jednak kiedyś doktorem). Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Oczywiście, że w drodze wyjątku może zdarzyć się „ 16.04.08, 11:52 Oczywiście, że w drodze wyjątku może zdarzyć się „wybitny naukowiec”, który nie umie obsłużyć komputera i nie zna obcych języków. Pdobna sytuacja była ze Stanisławem Lemem, który otwarcie się przyznawał, że nie umie obsłużyć komputera i nie rozumie jak ktoś do niego coś mówi po angielsku i od tych rzeczy miał faktycznie swego sekretarza. A więc można sobie wyobrazić jakiegoś genialnego Einsteina, który dysponując kartką papieru i ołówkiem tworzy przełomowe teorie. Ale ja nie mówię o wyjątkach z minionych epok. Przecież jeśli mamy takiego niedouczonego profesora w Polsce, za którego panna Krysia robi e-maile i zagraniczną korespondencję albo tłumaczy mu na polski mądrości z zagranicznych artykułów, to pytam: czy ten człowiek był od razu profesorem z sekratarką czy też wcześniej był doktorem i magistrem? Bo jeśli tak to, pytam dalej, kto pomagał mu przy doktoracie, gdzie np. musiał wykonywać badania literaturowe w obcych językach? Kto stał obok doktoranta jako tłumacz na międzynarodowej konferencji naukowej? Też ciągle jakaś panna Krysia? Otóż nie wyobrażam sobie pracownika naukowego bez znajomości angielskiego – bo musi mieć kontakt z nauką światową. I nie wyobrażam sobie pracownika naukowego bez umiejętności obsługi komputera, jako że uczelnia, jak każda współczesna instytucja, jest skomputeryzowana i organizacja pracy na uczelni jest w znacznym stopniu wspomagana komputerowo. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Mity na temat Lema 16.04.08, 13:26 Lem akurat: 1. Znal sie dskonale na komputerach, tylko go denerwowala ich zawodnosc (na poczatku) a pozniej zasmiecenie Internetu przez reklamy. 2. Lem znal doskonale angielski, tyle ze mowil po angielsku z silnym slowianskim akcentem (bo sie sam nauczyl tego jezyka), wiec unikal wypowiedzi w tym jezyku. I pamietajmy, ze Lem oprocz wspanialej znajomosci polskiego mial bone Francuzke, wiec znal perfect francuski, zas od ojca, jakby nie bylo oficera CK Armii, nauczyl sie doskonalego niemieckiego (wersja wiedenska), a ze mlodosc spedzil we Lwowie, to tez mowil plynnie po rosyjsku i ukrainsku. Ze szkoly sredniej i studiow medycznych na pewno znal doskonale lacine (stad tyle laciny w jego pismach, szczegolnie tych niefantastycznych). Nie jestem tylko pewien, jak dobrze znal greke. Ale 99.9% szans, ze ja znal i 99.0% szans, ze znal ja dobrze. Mial przeciez za mlodu IQ 160... A habilitacji nie zrobil! Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Co do języków Lema to masz rację – pisałem jedynie 16.04.08, 17:19 Co do języków Lema to masz rację – pisałem jedynie, że nie rozumiał mówionego angielskiego, bo tak sam twierdził ale poza tym Stanisław Lem do nauki się nie nadawał. Nawet próbował u dr Chojnackiego ale mu nie wyszło zagadza się? Lem był znakomity w wymyślaniu fantastycznych bajeczek i chętnie sobie takowe czytam ale to nie nauka. Więcej, padałem ze śmiechu jak Lem „naukowo” wypowiadał się np. na tematy internetowo-komputerowe, o których nie miał pojęcia. Dysponował wiedzą gazetową i epatował nią czytelników gazet. Tyle. Powtarzam: robił to znakomicie, i chętnie te felietoniki czy opowiastki czytywałem sobie do poduszki i może trzeba było mu dać Nobla z literatury ale co to ma wspólnego z nauką? To, że Doda dobrze się prezentuje na scenie to nie znaczy, że „się do niczego nie nadaje, bo nie zna się na komputerach”. Owszem nadaje się do pajacowania na scenie i przyjemnie się na nią patrzy ale to też nie nauka prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
wiarusow Re: Co do języków Lema to masz rację – pisa 17.04.08, 15:33 toja3003 napisał: Co do języków Lema to masz rację – pisałem jedynie, że nie rozumiał mówionego angielskiego, bo tak sam twierdził ale poza tym Stanisław Lem do nauki się nie nadawał. Nawet próbował u dr Chojnackiego ale mu nie wyszło zagadza się? 1. Rozumial English doskonale, tylko mowil z akcentem. Probowal u dra CHOYNOWSKIEGO, ale Choynowskiego zgnoili bolszewicy (nie mylic z Marksistami - Marksistami byli np., i sa wciaz, L. Kolakowski i Z. Bauman). Lem był znakomity w wymyślaniu fantastycznych bajeczek i chętnie sobie takowe czytam ale to nie nauka. Więcej, padałem ze śmiechu jak Lem „naukowo” wypowiadał się np. na tematy internetowo-komputerowe, o których nie miał pojęcia. Dysponował wiedzą gazetową i epatował nią czytelników gazet. Tyle. Powtarzam: robił to znakomicie, i chętnie te felietoniki czy opowiastki czytywałem sobie do poduszki i może trzeba było mu dać Nobla z literatury ale co to ma wspólnego z nauką? 2. Czytales DIALOGI, SUMME, FANTASTYKE I FUTUROLOGIE CZY FILOZOFIE PRZYPADKU albo Lema artykuly w "Studiach Filozoficznych"? Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 cytowałem wypowiedź Lema, twierdzę, że 17.04.08, 17:33 czytałem co najmniej 90% jego pisarstwa (łącznie z felietonami w różnych czasopismach) i twierdzę, że Lem nie miał pojęcia o technologiach "internetowo-komputerowych" i o tym mówiłem a nie o filozofii rozwoju cywilizacji opisanej w znakomitych dziełach, które zacytowałeś. To był znakomity filozof ale nie ekspert od technologii internetowo-komputerowych. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: cytowałem wypowiedź Lema, twierdzę, że 17.04.08, 17:46 OK. Tu zgoda. Sam opisalem jego potkniecia w dziedzinie IT (np. napisal byl, i to chyba w PC World, ze makrowirusy, czyli wirusy dzialajace tylko w ramach plikow danych MS Word'a) sa bardziej szkodliwe niz "zwykle", ktore potrafia zespsuc kazdy plik... Chodzilo mi o to, ze jak napisalem w moim doktoracie, Lem byl filozofem i pisarzem sensu stricte politycznym. Na komputerach zas sie znal niezle, jak na jego generacje, ale oczywiscie ekspertem od IT to on zdecydowanie nie byl. Pozdr. :) Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 zdaje się, że się dogadaliśmy, 18.04.08, 09:04 np. w jednym ze swych dzieł opisywał system "ludzkich pikseli" twierdząc, że żaden monitor nie może się równać z nim rozdzielczością gdy tymczasem chodziło o śmiesznie małą liczbę 64 tysięcy, gdzie indziej znowu udowadniał, że internet wyeliminuje inne języki niż angielski podczas gdy właśnie dzięki internetowi nawet bardzo małe i egzotyczne kulturowo społeczności zyskały platformę zachowywania swojej kultury; myślę zresztą, że Lem nie był doceniony w Polsce (sądzę, że nawet bardziej za granicą był doceniony) a nawet uważam, że powinien był dostać Nobla literackiego i że był wybitnym filozofem, którego warto studiować. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: zdaje się, że się dogadaliśmy, 18.04.08, 12:35 Mam tez taka nadzieje. Nigdy i nigdzie nie pisalem, ze Lem byl ekspertem od informatyki (ICT, computer science), ale ze byl filozofem nauki i pisarzem sensu stricte politycznym i ze jest sens pisac na jego temat, takze doktoraty. arts.monash.edu.au/politics/research/theses.php Lech Keller "Visions of the future in Stanislaw Lem's work" PhD 2002 library.monash.edu.au/cgi-bin/Pwebrecon.cgi?v1=4&ti=1,4&SAB1=lech%20keller&BOOL1=all%20of%20these&FLD1=Keyword% 20Anywhere%20%28GKEY%29&CNT=20&PID=3JL7d- QZelND7FzQWto04RKH9Y&SEQ=20080418203149&SID=1 Visions of the future in the writings of Stanisław Lem by Lech Keller. Author: Keller, Lech, 1949- Title: Visions of the future in the writings of Stanisław Lem [manuscript] / by Lech Keller. Publisher: 2000. Material type: [manuscript] / Description: 2 v. : 31 cm. ------------------------ Location: Matheson Library Music Multimedia: Microform Call Number: MICROFICHE 2475/3813 Number of Items: 1 Status: available -------------------------------------------------------- Location: Offsite Store Call Number: K29.92 Notes: To be used in Rare Books reading room only Number of Items: 2 Status: available Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 oczywiście, że jest sens badać dzieło Lema 18.04.08, 14:46 i nawet możnaby się w niektórych kręgach naukowych doszukać czegoś w rodzaju "lemologii"; szkoda, że tak słabo go doceniono i kojarzono jedynie z s-f (zresztą też znakomitą). Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: oczywiście, że jest sens badać dzieło Lema 18.04.08, 21:02 Oczywiscie, ze SF Lema byla najwyzszej klasy swiatowej, porownywalna wlasciwie tylko ze Swiftem, Stapledonem, Wellsem i PK Dickiem. Niestety, za Lema wzieli sie w Polsce glownie polonisci typu Jarzebskiego, ktorzy o nauce (science), a wiec i science fiction pojecia nie mieli i miec nie mogli. Na dodatek, znany bolszewicki wojownik o stalinizacje polskiej nauki, niejaki Leszek Kolakowski, strasznie skrytykowal pisma filozoficzne Lema, a Lema pierwszy opiekun naukowy, dr Choynowski, tez zostal usuniety z UJ przez polskich bolszewikow w sluzbie Stalina, stad Lem wzial sie za SF, ktora mu zreszta doskonale sie udala... Mozna powiedziec, ze beton stalinowski nie dopuscil do powstania Lema - swiatowej klasy futurologa (Toffler?) i filozofa, w tym nauki (Russell?), ale niechcacy przyczynil sie do tego, ze mielismy Lema - swiatowej klasy prozaika. Co nie znaczy, ze jego dziela stricte naukowe sa bez wartosci - one tylko nie sa az tak dobre, jak mogly by byc, gdyby polscy bolszewicy nie wzieli sie pod koniec lat 1940. za czystki na UJ. A niektorzy z tych najmlodszych stalinistow sa chyba wciaz na UJ, niby na emeryturze, ale za sznurki wciaz tam pociagaja... :( Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 trafne uwagi, np. porównanie z Tofflerem i również 21.04.08, 10:42 jak i ciebie dziwi mnie to wychwalanie byłego ideologa marksizmu - Kołakowskiego i robienie z niego jakiegoś autorytetu. Dla mnie większym jest pan profesor Michał Heller. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: trafne uwagi, np. porównanie z Tofflerem i ró 21.04.08, 18:46 Heller jest zrecznym popularyztorem. Przynajmniej jako ksiadz nie zmienia, jak Kolakowski, swych pogladow wraz z kazda zmiana systemu... Ale tez uwazam, ze jako ksiadz, Heller ma zbyt silna pokuse, aby wszedzie widziec Boga... Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Zarzut stawiany księdzu, że „wszędzie chce widzieć 22.04.08, 10:49 Zarzut stawiany księdzu, że „wszędzie chce widzieć Boga” brzmi dla mnie kuriozalnie. Akurat ksiądz jest od tego prawda? Heller ma rację i słusznie dostał tego "Nobla", wskazując, że na gruncie teologii naturalnej, możliwe jest naukowe udowodnienie istnienia Boga. Bo skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd? Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Zarzut stawiany księdzu 22.04.08, 12:19 1. Ksiedzu wolno wszedzie widziec Boga, tak samo jak choremu psychicznie wolno uwazac sie za Napoleona Bonaparte, ale nie wolno naukowcowi szukac nieistniejacego Boga i mieszac starozydowskie legendy z naukowo stwierdzalnymi faktami... 2. Swiat powstal bez zadnej ponadnaturalnej przyczyny. Rownie dobrze moge sie zapytac ksiedza profesora "a skad sie wzial Bog? Kto (co) go stworzyl(o)?". Zreszta po co idealnemu duchowi (Bogu) swiat materialny? Zastanowiles sie kiedys nad tym? 3. Nauka uczy nas dzis, ze z "niczego" moze powstac "cos" - p. wspolczesna fizyka (mechanika kwantowa)... Tyle, ze to za trudne dla kleru katolickiego... Tu trzeba miec iscie zydowska kiepele, jak Einstein czy tez, skromnie mowiac, ja (Cadyk z Nowilipek) ;) Pozdr. :) PS: Jam Keller (nfao5), a nie Wieczorek (nfa05). Literka "o" to nie to samo co cyfra "0". Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Spokojnie, po kolei: 23.04.08, 16:15 Spokojnie, po kolei: 1. Argument o psychicznie chorych mnie nie przekonuje, to może każdy każdemu zarzucić i co z tego? I dalej wykażę, że Bóg istnieje i to jako naukowo stwierdzalny fakt. Otóż 2. Twierdzenie „Swiat powstal bez zadnej ponadnaturalnej przyczyny” trzeba jeszcze udowodnić, w nauce obwowiązuje logika: założenie-teza- dowód. Gdzie dowód tego twierdzenia? Brak. Aha, jest to bezdowodowy dogmat? Można. Ale na każdy aksjomat jest inny aksjomat. Proste równoległe nie przecinają się w geometrii euklidesowej ale np. Łobaczewski przyjął inne założenia. W logice boolowskiej są tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce niepodważalnych pewników. Więcej, już w ramach samego systemu aksjomatycznego istnieją zdania, o których prawdziwości czy fałszywości nie jesteśmy w stanie niczego powiedzieć w ramach tego systemu (twierdzenia Gödla). Z kolei empiria także nie jest jakimś absolutem, w który trzeba bezwarunkowo wierzyć. Nie ma „czystych danych empirycznych”. Zawsze związane są one z naszą zmysłową i modelową interpretacją. Zmysły mają swoje ograniczenia a model jest tylko uproszczeniem rzeczywistości. Z kolei w obliczu unikalności pewnych obiektów nie mamy szans na powatrzalność doświadczeń, względnie na ich przeprowadzenie. Jest jeden gatunek ludzki z jedną historią i cywilizacją, jedna Ziemia i jeden Wszechświat, który znamy, z jedną ewolucją materii i przyrody ożywionej. To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim. Sama fizyka niewiele ma do powiedzenia na temat fenomenu świadomości, bo nie zajmuje się funkcjonowaniem obiektów żywych. Takie pojęcia jak np. wolność czy świadomość są jej obce. Tu potrzebne są z jednej strony dokonania nauk humanistycznych a z drugiej ich powiązanie np. z biologią, chemią, genetyką, informatyką (infogenetyką), neurologią; z fizyką też ale jak widać nie tylko. I dalej odpowiadam na pytanie "a skad sie wzial Bog?". Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać inaczej to chętnie posłucham. Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać, twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową) ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej” itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy. Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie. W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja inna. Pytanie „po co idealnemu duchowi (Bogu) swiat materialny?” zakłada, że Bóg i „świat materialny” to zupełnie odrębne byty tymczasem deklarując się jako katolik, stwierdzam, że są mi bliskie elementy panteizmu tzn. pod pojęciem Boga rozumiem także Rzeczywistość jako całość zatem istnienie Boga jest dla mnie jak najbardziej potwierdzone obserwacjami i również za udowodnione uważam „oddziaływanie Boga na materię”. 3. Kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona bezprzyczynowość oraz powstawanie czegoś z niczego, chętnie zrewiduję moje poglądy, na razie są one niepodważalne. Otóż pojęcie materia ma co najmniej dwa znaczenia. Pierwsze, wąskie oznacza obiekty masowo-energetyczne a więc to czego doświadczamy zmysłowo w naszym codziennym życiu w kontaktach z przedmiotami czy zjawiskami. Czyli mówiąc językiem fizyki materia to wszystko co posiada masę względnie energię. Taka wąska definicja nie wystarcza do poszukiwania odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie, wykraczające poza obszar zainteresowań fizyki. Drugie znaczenie „materii” jest szersze i oznacza całość rzeczywistości, którą da się kategoryzować np. pięciorako: masa, energia, przestrzeń, czas, informacja. W tym kontekście zasada zachowania materii oznacza, że rzeczywistość podlega transformacjom ale nie może być „zniszczona” tzn. doprowadzona do stanu nicości. Jednocześnie działa zasada odwrotna: z nicości nie może coś powstać. Ta druga zasada koresponduje z zasadą przyczynowości. W szczególności nie ma doświadczenia pokazującego, że cokolwiek może powstać z nicości. Nie ma też doświadczenia pokazującego, że cokolwiek zachodzi bezprzyczynowo. Próżnia to nie nicość, próżnia jest już czymś, tzn. co najmniej czasoprzestrzenią wypełnioną znanymi nam oddziaływaniami polowymi. Takim doświadczeniem byłoby np. pojawienie się opisywanej próżni o znanych nam właściwościach właśnie z nicości i to jest pytanie, które stawiam: skąd taka próżnia o takich właściwościach, że mogą w niej zachodzić fluktuacje kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to one są już czymś. Zero i „nic” to dwie różne rzeczy, masz odmienne zdanie – twoja sprawa, ja pozostaję przy swoim. Służę przykładami: np. z ekonomii zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu nieistniejącej firmy to dwie różne rzeczy. Fizyka: równowaga sił oddziałujących na obiekt a brak tych sił i brak obiektu to też dwie różne rzeczy. Matematyka stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia się zerową wartość pola (lub np. spacje dla zmiennych znakowych) oraz brak wartości czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski, nie mylić z niemieckim Null czyli zerem właśnie). Definicje matematyczne „niczego” są najbardziej zaawansowane formalnie i oznaczają np. wyróżnioną wartość, którą można przypisać dowolnemu atrybutowi dowolnego typu. Oznacza ona, że faktyczna wartość tego atrybutu jest niedostępna, nieprzypisana, nieznana lub nieistotna. Pominę dalsze przykłady i komentarze – temat obszerny. Wniosek: wartość zerowa dla rozważań kosmologicznych dot. praprzyczyny jest nieprzydatna; należy wychodzić od braku wartości. Analogicznie: próżnia to nie to samo co nicość. Prawo zachowania materii jest dla mnie dowodem na wyższą spójność modelu powstania Wszechświata stworzonego przez Boga niż bez, co pokazałem wcześniej; kwestie związków moralności z religiami to odrębny temat, który mnie tu naukowo nie interes Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Spokojnie, po kolei: 23.04.08, 22:22 toja3003 napisał: 1. Argument o psychicznie chorych mnie nie przekonuje, to może każdy każdemu zarzucić i co z tego? I dalej wykażę, że Bóg istnieje i to jako naukowo stwierdzalny fakt. - Niestety, Bog jest tylko urojeniem... Stad kazdemu wierzacemu wydaje sie ze Bog jest inny, a przeciez gdyby byl, to powinien wydawac sie byc IDENTYCZNY... 2. Twierdzenie „Swiat powstal bez zadnej ponadnaturalnej przyczyny” trzeba jeszcze udowodnić, w nauce obwowiązuje logika: założenie-teza- dowód. Gdzie dowód tego twierdzenia? Brak. - Nie, nie brak. Brak jest zas empirycznego dowodu na cudowna boska interwencje, stad zostaje nam tylko calkiem naturalne powstanie naszego swiata... Aha, jest to bezdowodowy dogmat? - Nie, to nie dogmat, to tylko FAKT opraty na wynikach obserwacji i badania naszego materialnego swiata... (...)To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim. - Nie schodz ma manowce metafizyki. Pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś” nie ma odpowiedzi na gruncie jalowych metafizycznych rozwazan. Daje ja tylko fizyka: powstanie naszego swiata to po prostu wynik procesu stochastycznego. Wystarczy, aby prawdopodobienstwo jego powstania bylo tylko nieznacznie wieksze od zera, i taki kosmos moze wtedy powstac. A ze moze, to i powstal. Choc mogl nie powstac. Po prostu trzeba rozumiec statystyke matematyczna... I dalej odpowiadam na pytanie "a skad sie wzial Bog?". Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. - Materia jest rownowazna energii, a energia jest zwiazana z informacja. Wystarczy, ze struktura "niczego", ktore istnialo zanim powstal nasz kosmos dopuszczala jego powstanie. Znow odwoluje sie do teorii procesow stochastycznych... Jeśli są inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać inaczej to chętnie posłucham. - Wlasnie to wyjasnilem powyzej na gruncie mechaniki kwantowej i teorii prawdopodobienstwa... (...) ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej” itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. - Rozumiesz materie w bardzo prymitywny sposob, jak Newton czy uczeni z XVIII wieku. Materia to tylko szczegolny sposob istnienia energii (E=m*c^2), a energia tez moze miec rozne postacie i moze (przynajmniej teoretycznie) istniec poza czasoprzestrzenia i w formach, o ktorych pojecia jeszcze nie mamy, i nie za bardzo jeszcze (poza Lemem i prof. Donda) rozumiemy zwiazki miedzy informacja, energo-materia i czaso-przestrzenia... Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie. - Jest tu sprzecznosc, bowiem istnieje skutek a nie ma przyczyny. I rownie dobrze mozna wiec powiedziec, ze energomateria na wlasciwosc samokreacji, ale to odrzucasz w przypadku energo-materii, a przyjmujesz w przypadku hipotetycznego Boga... W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza językiem nic nie istnieje. - Wedlug Berkeleya nic nie istnialo poza nim... Znow schodzimy na manowce metafizyki... :( Językiem matematyki, naturalnym czy jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie ma tej jednej, jedynie słusznej. - Znow schodzisz na manowce matafizyki. Mozna wyobrazic sobie logike n-wartosciwa i na tej podstawie udowodnic, ze 0=1 a czarne jest biale. Pytanie tylko po co? Jaki to ma w ogole sens? Pytanie „po co idealnemu duchowi (Bogu) swiat materialny?” zakłada, że Bóg i „świat materialny” to zupełnie odrębne byty tymczasem deklarując się jako katolik, stwierdzam, że są mi bliskie elementy panteizmu tzn. pod pojęciem Boga rozumiem także Rzeczywistość jako całość zatem istnienie Boga jest dla mnie jak najbardziej potwierdzone obserwacjami i również za udowodnione uważam „oddziaływanie Boga na materię”. - Tu nie odpowiadasz na moje pytanie tylko rozciagasz do ekstremum definicje Boga. Ale jesli Bog to wszystko, to nie tylko Ty i ja, ale i Szatan sa Bogiem. Metoda redukcji do absurdu wykazalem ci w tym miejscu bezsens twego rozumowania... Kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona bezprzyczynowość oraz powstawanie czegoś z niczego, chętnie zrewiduję moje poglądy, na razie są one niepodważalne. - W fizyce kwantowej nie takie cuda sa znane... Otóż pojęcie materia ma co najmniej dwa znaczenia. Pierwsze, wąskie oznacza obiekty masowo-energetyczne a więc to czego doświadczamy zmysłowo w naszym codziennym życiu w kontaktach z przedmiotami czy zjawiskami. Czyli mówiąc językiem fizyki materia to wszystko co posiada masę względnie energię. Taka wąska definicja nie wystarcza do poszukiwania odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie, wykraczające poza obszar zainteresowań fizyki. Drugie znaczenie „materii” jest szersze i oznacza całość rzeczywistości, którą da się kategoryzować np. pięciorako: masa, energia, przestrzeń, czas, informacja. W tym kontekście zasada zachowania materii oznacza, że rzeczywistość podlega transformacjom ale nie może być „zniszczona” tzn. doprowadzona do stanu nicości. - A czemu nie? Zreszta masa=energia, przestrzen=czas, a informacja jest zwiazana z obydwoma... Skoro entropia rosnie, to informacja znika, wiec... Jednocześnie działa zasada odwrotna: z nicości nie może coś powstać. - Zalezy co rozumiesz przez "nicosc"... W szczególności nie ma doświadczenia pokazującego, że cokolwiek może powstać z nicości. Nie ma też doświadczenia pokazującego, że cokolwiek zachodzi bezprzyczynowo. - Znow - postudiuj choc troche mechanike kwantowa i teorie prawdopodobienbstwa, a zobaczysz, jak sie mylisz... Próżnia to nie nicość, próżnia jest już czymś, tzn. co najmniej czasoprzestrzenią wypełnioną znanymi nam oddziaływaniami polowymi. Takim doświadczeniem byłoby np. pojawienie się opisywanej próżni o znanych nam właściwościach właśnie z nicości i to jest pytanie, które stawiam: skąd taka próżnia o takich właściwościach, że mogą w niej zachodzić fluktuacje kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to one są już czymś. CDN Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Spokojnie, po kolei: 23.04.08, 22:27 - Mowimy o "nicosci" istniejacej poza czasoprzestrzenia, a nie o strukturze juz istniejacej czasoprzestrzeni... Mylisz te oba pojecia... Zero i „nic” to dwie różne rzeczy, masz odmienne zdanie – twoja sprawa, ja pozostaję przy swoim. Służę przykładami: np. z ekonomii zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu nieistniejącej firmy to dwie różne rzeczy. - I co z tego? Kazdy bilans, nawet tej nieistniejacej firmy, z def. musi wyjsc na zero... Poducz sie troche z ksiegowosci... Bilans oznacza, ze aktywa=pasywa, a wiec aktywa-pasywa=0. Fizyka: równowaga sił oddziałujących na obiekt a brak tych sił i brak obiektu to też dwie różne rzeczy. - Wychodzi na to samo, szczegolnie w machanice klasycznej... Matematyka stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia się zerową wartość pola (lub np. spacje dla zmiennych znakowych) oraz brak wartości czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski, nie mylić z niemieckim Null czyli zerem właśnie). - Ale spacja to nie to samo co zero i nie to samo co brak wypelnienia pola - kazda z tych wartosci ma inny kod (np. w systemie ASCII)... Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Bóg nie jest urojeniem ale naukowo, teoretycznie i 24.04.08, 09:45 Bóg nie jest urojeniem ale naukowo, teoretycznie i empirycznie potwierdzonym faktem, co wykazałem w poprzednim poście. Powiadasz „Stad kazdemu wierzacemu wydaje sie ze Bog jest inny, a przeciez gdyby byl, to powinien wydawac sie byc IDENTYCZNY...”. Mylisz tu fakt istnienia Boga z konkretnymi religiamii a to zupełnie inny temat. Ja tylko pytam „dlaczego w ogóle istnieje coś” a nie „jaki jest Bóg”. Również oczekiwanie identyczności w kontekście Boga to nieporozumienie wynikające ze stosowania binarnej logiki na zasadzie „jeżeli są dwa różne zdania to oba nie mogą być prawdziwe”. Binarna logika to tylko pewien model, w logice wielowartościowej dochodzimy do innych wniosków. Owszem prawda jest tylko jedna ale to nie jest binarna wartość zero lub jeden, bo prawda jest niezwykle złożona i ta sama prawda może być różnie postrzegana z różnych stron. Tak jak jedna kula, która jest tylko jedna ale widziana z różnych stron może być widziana inaczej - jeden obswerwator powie „kula jest czerwona” a drugi powie „kula jest zielona” i obaj mają rację. A nie ma takiego człowieka, który mógłby powiedzeić widzę całą kulę”, bo w tej metaforze oznaczałoby to, że jest ktoś kto poznał całą prawdę. Jest ktoś taki? Nie. Mówisz o faktach „opratych na wynikach obserwacji i badania naszego materialnego swiata...”. Tyle tylko, że poza materią są w tym świecie zjawiska niematerialne. Czy może uważasz, że „myśl to wydzielina z mózgu”. Co fizyka ma do powiedzenia na temat sfery uczuciowej człowieka? Nic. Co ma do powiedzenia na temat sfery duchowej? Nic. A sfera ta jak najbardziej w człoeiku istnieje. Co fitzyka wie na temat miłości? Co wie na temat strachu, wolnej woli, zajwisk psychologicznych, społecznych. Fizyk potrafi numerycznie opisać spektrum akustyczne V-tej symfonii Beethovena ale czy w ten sposób pokazał całą prawdęo muzyce? Wątpię. A jak fizyka tłumaczy fakt, że poruszyłem moją rękę. Powiedziałem sobie „ręka do góry” i proszę parę kilo miźśni i kości się rusza a przecież moja myśl to nie masa czy energia więc jak niematerialna myśl może poruszyć materialną rękę. Czy może myśl to też tylko bio-chemo- elektromagnetyczno impulsy? Twierdzę, że można bardzo naukowo prowadzić rozważania teologiczne dotyczące Boga i kompletnie nienaukowo zajmować się np. makroekonomią albo tzw. ociepleniem klimatu. Problem polega m.in. na tym, że człowiek nie jest tylko algorytmicznie działającym automatem ale ma także sferę uczuciową i nie można jej odrzucać tylko dlatego, że jest rudno wymierna (jeżeli w ogóle). Uparcie powtarzasz „Nie schodz ma manowce metafizyki” a ja odpieram „nie pozostawaj w ślepej uliczce tylko materialnej fizyki”. Bo ta nie ma nic do powiedzenia na wyżej wymienione tematy. Twierdzisz „powstanie naszego swiata to po prostu wynik procesu stochastycznego. Wystarczy, aby prawdopodobienstwo jego powstania bylo tylko nieznacznie wieksze od zera, i taki kosmos moze wtedy powstac”. Zgrabna teoria a gdzie dowód empiryczny? Gdzie powtarzalne doświadczenie? I dalej pytam: jeśli rzeczywistość to efekt „procesu stochastycznego” to skąd wiął się ten „proces stochastyczny”. Dlaczego akurat miał taką właściwość? Obecnie, tu i teraz, mamy do czynienia z konkretną sytuacją rzeczywistości, tzn. Big-Bang trwa kilkanaście miliardów lat a nie np. sto kilkanaście. Jego konsekwencją jest rozwój ludzkiej cywilizacji, istniejącej 10 tysięcy lat a nie 10 milionów lat. Wiadomo też, że niewielkie różnice dotyczące parametrów w pierwszych chwilach Wybuchu musiałyby doprowadzić do powstania kosmosu o innych parametrach niż obecnie. Pytanie zatem jak najbardziej zasadne: dlaczego akurat te a nie inne parametry. Również takie pytania fizyka stawia od Einsteina do Hawkinga więc czemu masz pretensje do mnie, że również jestem ciekawy jak brzmi odpowiedź? Dlaczego liczba pi jest przestępna a nie „okrągła” a z kolei w równaniu grawitacyjnym Newtona wykładnik jest mały i naturalny. Gdyby było odwrotnie Kepler prawdopodobnie miałby znacznie większe problemy, bo ruchy planet w takiej przestrzeni byłyby o wiele bardziej skomplikowane. A przecież fizyka opiera się na doświadczeniu i trudno byłoby bez doświadczeń tylko ołówkiem na kartce papieru teoretycznie wyliczyć parametry otaczającej nas rzeczywistości. Jeżeli człowiek to dla ciebie „tylko maszyneria biochemiczna” to życzę powodzenia. Dla mnie jednak o wiele więcej. Ale masz prawo wierzyć w co chcesz a ja też mam prawo do własnych wyborów. Argument, że „W fizyce kwantowej nie takie cuda sa znane” nie przekunej mnie. Pokaż taki „cud”. Gdzie eksperyment bezprzyczynowego kreowania czegoś z niczego? I ciągle mylisz zero, próżnię względnie wszechświat poza znaną nam czasoprzestrzenią z nicością. Owo pozaczasoprzestrzenne coś też musiałoby jakoś powstać. Jak? Wiem, że istnieją modele teoretyczne, które próbują zastąpić zasadę przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w żadnym laboratorium jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę zachowania materii. Można dokonywać jej transformacji ale nie samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni sposób nie uzyskano dotąd choćby jednej, najmniejszej cząsteczki. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to niech poda źródło naukowe opisujące takie powtarzalne doświadczenie. Pominę dalsze rozważania teoretyczne jakie warunki musiałyby być spełnione aby takie doświadczenie przeprowadzić. Heisenberg to przy tym drobnostka. M.in. musiałoby nie być żadnych pól ani czasoprzestrzeni, żadnych obserwatorów, żadnego Wszechświata. Niemożliwe? A więc taka teoria pozostaje bezdowodową spekulacją.I dalej: matematyczny język fizyki jest aksjomatyczno- dedukcyjny. Czy to pewnik? Jeśli uważasz, że nie, to wykaż to, inaczej twoje podejście nie jest naukowe. A zatem u fundamentów tego języka znajdują się aksjomaty, które przyjmuje się dogmatycznie na wiarę, bo aksjomat jest, z definicji, „prawdą”. Tymczasem na każdy aksjomat jest inny aksjomat. W logice boolowskiej są tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce niepodważalnych pewników. Czy to też „pewnik”? Osąd zostawiam każdemu wedle własnego rozeznania. Więcej, już w ramach samego systemu aksjomatycznego istnieją zdania, o których prawdziwości czy fałszywości nie jesteśmy w stanie niczego powiedzieć w ramach tego systemu (twierdzenia Gödla). Z kolei empiria także nie jest jakimś absolutem, w który trzeba bezwarunkowo wierzyć. Nie ma „czystych danych empirycznych”. Zawsze związane są one z naszą zmysłową i modelową interpretacją. Zmysły mają swoje ograniczenia a model jest tylko uproszczeniem rzeczywistości. Jeśli uważasz, że powoływanie się na twierdzenia matematyczne to „dogmatyka” masz prawo tak sądzić, z powodów o jakich mówiłem wyżej. Pokaż inne twierdzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Bóg jest tylko urojeniem 24.04.08, 11:04 To nie temat na to forum. Proponuje przeniesc dyskusje na forum NAUKA. Niemniej: jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem boskiego cudu, to w takim razie cala nauka nie ma sensu. Jesli to wszystko stworzyl Bog, to moze on w kazdej chwili zakonczyc ten eksperyment albo zmienic stale fizyczne, moze tez wstrzymac uplyw czasu albo go odwrocic, a my jestesmy tylko bezmyslnymi kuklami wykonujacymi jego program, kuklami, mniej wolnymi niz skrzynie prof. Corcorana opisane przez Lema. Stad swiat z Bogiem jest dla mnie nie do przyjecia... Pozdr. :) Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem istnieni 24.04.08, 11:40 Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem istnienia rzeczywistości, to w takim razie cala nauka nie ma sensu. Jesli to wszystko stworzyly procesy stochastyczne, to moga one w kazdej chwili zakonczyc ten eksperyment albo zmienic stale fizyczne, moga tez wstrzymac uplyw czasu albo go odwrocic, a my jestesmy tylko bezmyslnymi kuklami wykonujacymi ten program, kuklami, mniej wolnymi niz skrzynie prof. Corcorana opisane przez Lema. stad rzeczywistosc jest dla mnie nie do przyjecia... To oczywiście twoja wypowiedź gdzie pewne słowa zostały zastąpione innymi. Całą złożoność praprzyczyn i rozwoju rzeczywistości upraszczasz do przyjętego przez ciebie modelu i nie dopuszczasz, że mogą być inne modele i inne poglądy. W szczególności fetyszyzujesz cechy stochastyki czy mechaniki kwantowej przypisując im własności niewątpliwie nadprzyrodzone. Bo twierdzisz, że te prawa same z siebie mogły wykreować całą rzeczywistość i każde pytanie o przyczynowość bądź rozważanie innych modeli jest tu zabronione i heretyckie. Twoje wyznanie wiary wygląda następująco: „Wierzę w stochastykę wszechmocną, praprzyczynę nieba i ziemii, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, stochastyka ze stochastyki, stochastyka prawdziwa ze stochastyki prawdziwej, samoistniejąca a niezniszczalna, wiecznie istniejąca, była jest i będzie. Wierzę w ducha nauki, który mówi o fizyce przez swych jedynie słusznych noblistów i profesorów. W jeden, powszechny, uniwersalny i naukowy światopogląd oparty na samoprzyczynowości. Wyznaję jeden i jedynie słuszny model powstania rzeczywistości i oczekuję ostatecznego wyjaśnienia przez taką naukę wszelkich problemów i wieczne trwanie jej praw w stochastyce”. Proponuję żebyś słowo „stochastyka” zaczął pisać dużą literą, bo ręce po takim wyznaniu to chyba same składają się do modlitwy. Twoja sprawa. Ale jest to postawa zamknięta i zupełnie nienaukowa. Skąd taka parafraza znanej modlitwy? Z porównania cech przypisywanych Bogu przez wierzących i przypisywanych rzeczywistości (materii) przez niewierzących. To ten sam tekst wyrażony innymi słowami (patrz relatywizm językowy). Mówimy zatem o tym samym różnymi językami. Czy to taka wielka różnica? Chyba, że nie wierzysz w Rzeczywistość ale przecież wierzysz prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem ist 24.04.08, 17:09 1. Prosilem o przeniesienie dyskusji na forum NAUKA. 2. Nie wierze w nic, w tym nie wierze w statystyke matematyczna ani w teorie prawdopodobienstwa, tylko przyjmuje ich twierdenia za sluszne, jako iz nie mam zadnego dowodu, ze nie sa one sluszne... Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Ależ możesz przenisć co chcesz gdzie chcesz. Ja ty 24.04.08, 17:25 Ależ możesz przenisć co chcesz gdzie chcesz. Ja tylko stawiam pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś?” Również przyjmuję za słuszne teorie statystyczne. Np. powiadają one, że w czasie t = ∞ prawdopodobieństwo zajścia dowolnego zdarzenia p = 1. Np. gdzieś ktoś w jakimś świecie czy wszechświecie 100 niedziel z rzędu zagra w totka i 100 razy trafi 6-kę. Może nawet już zagrał? A zatem statystyka powiada, że zdarzenie polegające na istnieniu Boga jest też 100% pewne. Potrzeba tylko nieskończoną ilość czasu a tego przecież nie brakuje prawda? W przeszłości czy przyszłości, które to zresztą pojęcia są całkowicie umowne. W obliczu unikalności pewnych obiektów nie mamy szans na powatrzalność doświadczeń, względnie na ich przeprowadzenie. Jest jeden gatunek ludzki z jedną historią i cywilizacją, jedna Ziemia i jeden Wszechświat, który znamy, z jedną ewolucją materii i przyrody ożywionej. To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim. Sama fizyka niewiele ma do powiedzenia na temat fenomenu świadomości, bo nie zajmuje się funkcjonowaniem obiektów żywych. Takie pojęcia jak np. wolność czy świadomość są jej obce. Tu potrzebne są z jednej strony dokonania nauk humanistycznych a z drugiej ich powiązanie np. z biologią, chemią, genetyką, informatyką (infogenetyką), neurologią; z fizyką też ale jak widać nie tylko. Organizmy biologiczne to nie tylko maszyneria biochemiczna. Powtórzę: maszyneria nie tłumaczy fenomenu samoświadomości. Owszem, zgoda na to, że mysli sa zwiazane z dzialaniem mozgu ktory realizuje po prostu pewne algorytmy przetwarzania informacji. Ale uważam, że to wcale nie jest tak „po prostu”. I fizyka niewiele tu pomoże. Powiadasz: „prawo” a zatem jakiś „algorytm”, „informacja”. Zapytam zatem też „po prostu”: czym jest informacja? Cóż może nam tu jedynie fizyka odpowiedzieć? Niewiele. Owszem istnieje zgrabna definicja entropiczna, są prace Shanonna (to już teoria informacji) ale też będące opisem ilościowym. A co z kontekstem informacji? A jest ona jak najbardziej kontekstowa. I znowu wracam do samoświadomości. Czy informacja, jako taka, ma własności materialne? Jeśli tak to jakie? I nie mówię o nośnikach danych tj. reprezentacji informacji ani o fizycznym transporcie jonów wapnia w mózgu bądź innych sygnałach elektro-chemo- magnetycznych. Idea (informacja) jako taka jest czymś niematerialnym (choć ma materialną reprezentację ale to nie to samo). Jak fizyka (czy w ogóle nauka) tłumaczy fakt, że coś niematerialnego, np. sama moja myśl, wola, jest w stanie poruszyć jak najbardziej materialną ręką ważącą parę kilo? Uważasz, że to „po prostu” taki sam proces jak zderzenie dwóch kulek, które opisują klasyczne równania mechaniki? Wątpię. Sam fakt bowiem istnienia określonej zasady jest przyczyną dla konsekwencji z niej wynikających. Ja po prostu pytam „skąd ta zasada, dlaczego akurat taka?” Powołujesz się na stan współczesnych teorii kosmologicznych czy fizykę kwantową. Pięknie. Ale, która z nich jest w stanie pewnie wnioskować o rzeczywistości sięgając poza osobliwość, która zapoczątkowała Wielki Wybuch? Owszem posuwamy się tu krok po kroku ale sam punkt osobliwości jest niczym dziurka od klucza w zatrzaśniętych przed nami drzwiach. Przez tą dziurkę eksplodował cały wszechświat, zaczął się czas i ten proces trwa kilkanaście miliardów lat. To wiemy. Ale dlaczego nie miałoby być „czegoś” za tymi drzwiami? Wiem, wiem. Zaraz powiesz „takie pytanie nie ma sensu”. Wybacz ale to nie argument dla tych, którzy mimo to zechcą je postawić. Nie ma sensu w jakim kontekście? Twojego modelu? Skoro nie chcesz cofać się w czasie spróbujmy prognozować. W końcu cała nauka to prognozowanie. Formułujemy prawa i badamy czy są potwierdzane powtarzalnością empirii. Zapytajmy zatem co się stanie z naszym eksplodującym wszechświatem. Otóż modele friedmanowskie nie wykluczają, że wszechświat zacznie się kurczyć i wszystko wróci do osobliwego punktu. Dlaczego zatem ten punkt nie miałby ponownie eksplodować i doprowadzić do podobengo stanu jak obecnie i jacyś przyszli ludzie bądą toczyć podobnie nierozstrzygalny spór jak my. A skoro tak, to te przyszłe istoty też nie będą miały (w ich roku 2008, około 15 miliardów lat po ich Big-Bangu) żadnych danych na nasz temat czyli na to, co, z ich punktu widzenia, było przed ich Wielkim Wybuchem. Jaka jest zatem gwarancja, że my teraz nie znajdujemy się w podobnej sytuacji? Przyjmijmy, że nasz wybuch jest którymś kolejnym, wówczas istniałby poziom metaczasu mierzonego kolejnymi wybuchami a więc jak widać mogłoby być coś i „przed” i „po”, względnie „obok”, bo nie musimy tu mówić o czasie liniowym ale nie widzę powodu, dla którego także na tym metapoziomie nie możnaby znaleźć pewnych bardziej ogólnych praw fizyki. Np. czas definiowany jako pewna miara zmiany, od jednego do drugiego wybuchu. Mielibyśmy zatem i wtedy do czynienia z zasadą przyczynowości czy też zechcesz twierdzić, że nie ma na nią miejsca także w modelu wielowybuchowym? Owszem, można modelowo przyjąć, że wiara i nauka to „przeciwieństwa” ale to tylko model czyli uproszczenie rzeczywistości. Jest tylko jedna rzeczywistość, z jednym ludzkim gatunkiem, i jej pełne zrozumienie tylko od strony religijnej albo tylko od strony naukowej jest niemożliwe. Rzeczywistość jest naukowo-religijna a człowiek jest istotą religijno-naukową. Konwergencja to proces dwustronny a więc owo „przedefiniowanie” dotyczy zarówno nauki jak i religii. Mamy tylko jedną rzeczywistość i jest ona właśnie religijno-naukowa (bo nauka istnieje i religia istnieje w tej samej rzeczywistości) więc kurczowe trzymanie się tylko jednej strony jest podejściem skrajnym i mało optymalnym. Zdaniem JPII, „nasza cywilizacja potrzebuje do lotu dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z jednym skrzydłem nie da się latać”. I z tym zdaniem się osobiście zgadzam. A wiara jest jak widać bardzo potrzebna skoro cała ludzkość jest wierząca: większość wierzy w istnienie Boga a mniejszość wierzy w jego nieistnienie prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Ależ możesz przenisć co chcesz gdzie chcesz. 24.04.08, 17:42 Ja ci nie bronie wierzyc ani w Jehowe, ani w gusla. Tylko nie mieszaj swych zydowsko-slowianskich zabobonow z nauka! Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 no masz a ten w kółko swoje: 25.04.08, 09:17 Prawo zachowania materii jest dla mnie dowodem na wyższą spójność modelu powstania Wszechświata stworzonego przez Boga niż bez, co pokazałem wcześniej; o „gusłach” niczego nie mówiłem; kwestie związków moralności z religiami to odrębny temat, który mnie tu naukowo nie interesuje ja stawiam tylko pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś”. Owszem, nie znamy na nie odpowiedzi ale właśnie od sposobu w jaki sposób na to pytanie n i e odpowiemy zależy bardzo wiele prawda? Zadałem konkretne pytanie: skąd wziął się Wszechświat? Czemu unikasz odpowiedzi? Boisz się, że twój materializm nagle by się rozsypał? Twierdzisz, że ja „nie mam pojęcia” zatem wykaż to, udowodnij naukowo, że ty takie pojęcie masz, bo na razie nic konkretnego nie odpowiedziałeś prawda? Twierdzę, że można bardzo naukowo prowadzić rozważania teologiczne dotyczące Boga i kompletnie nienaukowo zajmować się np. makroekonomią albo tzw. ociepleniem klimatu. Problem polega m.in. na tym, że człowiek nie jest tylko algorytmicznie działającym automatem ale ma także sferę uczuciową i nie można jej odrzucać tylko dlatego, że jest trudno wymierna (jeżeli w ogóle). skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd? Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać inaczej to chętnie posłucham. Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać, twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową) ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej” itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy. Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie. W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja inna, nie mam z tym żadnego problemu. Ty masz? Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: no masz a ten w kółko swoje... 25.04.08, 10:05 1. Jak pisalem: dowodem na istnienie Wszechswiata jest jego istnienie. Natomiast nie ma zadnego empirycznego, a wiec obiektywnego dowodu na istnienie chocby jednego Boga czy boga. 2. Ty na pytanie "skad sie wzial Wszechwiat?" odpowiadasz, ze "Bog go stworzyl". A ja sie pytam wiec: "Skad sie wzial Bog?". "Kto (co), kiedy, gdzie, w jaki sposob i w jakim celu go stworzyl(o)?", na co ty mi nie dajesz zadnej odpowiedzi poza niespojnymi cytatami z katechizmu na temat rzekomego cudownego samostworzenia sie Boga. Po prostu ty uciekasz przed odpowiedzia na pytanie "skad sie wzial Wszechwiat?", a wiec "czemu jest cos, a nie nic?" w nieracjonalne obszary religijnych zabobonow... 3. Twierdzisz, ze z nicosci nic nie moze postac, wiec wyjasnij mi, jak z nicosci mogl powstac twoj Bog? Jesli mog powstac twoj Bog, to moglo powstac wszystko, jako iz dla ciebie (o czym wczesniej pisales) Bog jest wszystkim... Wymyslilwes sobie jako proteze rozumu wiare religijna, i sie nia poslugujesz. Twierdzisz, ze Bog jest wszechmogacy, wiec mogl sie sam stworzyc z niczego, ale nie masz nic do powiedzenia ani na temat mechanimu tego zajwiska jak i na temat dowodow na to, ze takowe cudowne samostworzenie nastapilo. Co wiecej, jesli takie cuda sa mozliwe, to powinnismy miec praktycznie nieskonczona ilosc Bogow, jako iz praktycznie w kazdej chwili, gdzies poza naszym Kosmosem, a takze w nim, powinien z nicosci cudownie tworzyc sie kolejny, wszechmocny Bog, ktory z kolei zabiera sie z zapalem Jehowy do tworzenia nowych Wszechswiatow... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Dowod Eulera na istnienie Boga 25.04.08, 10:06 Dowod Eulera na istnienie Boga dany Diderotowi na dworze carskim: Monsieur, (a + b^n)/n = x, donc Dieu existe: respondez! Czyli: (a + b^n)/n = x, Tak wiec Bog istnieje: Odpowiedz! French encyclopaedist Diderot paid a visit to the Russian Court at the invitation of the Empress. He conversed very freely, and gave the younger members of the Court circle a good deal of lively atheism. The Empress was much amused, but some of her councillors suggested that it might be desirable to check these expositions of doctrine. The Empress did not like to put a direct muzzle on her guest's tongue, so the following plot was contrived. Diderot was informed that a learned mathematician was in possession of an algebraical demonstration of the existence of God, and would give it him before all the Court, if he desired to bear it. Diderot gladly consented: though the name of the mathematician is not given, it was Euler. He advanced toward Diderot, and said gravely, and in a tone of perfect conviction: Monsieur, (a + b^n)/n = x, donc Dieu existe: respondez! [(a + b^n)/n = x., Therefore God exists: reply!] Diderot, to whom algebra was Hebrew, was embarrassed and disconcerted; while peals of laughter arose on all sides. He asked permission return to France at once, which was granted. Zrodlo: Augustus de Morgan, “A Budget of Paradoxes” (1872) – cytowane za Carl Sagan “Broca’s Brain” (1980 s. 160, rozdzial “Norman Bloom, Messenger, of God”) Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest 25.04.08, 12:31 Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest istnienie Wszechświata, natomiast nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że Bóg nie istnieje. Porównałem listę cech Rzeczywistości i cech Boga i okazało się, że są podobne tzn. w istocie mówimy nie o różnych ale tożsamych bytach, reszta jest kwestią językową. Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać inaczej to chętnie posłucham. Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać, twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową) ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej” itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy. Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie. W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja inna, nie mam z tym żadnego problemu. Oczywiście jako materialista możesz uzupełnić model materialistyczny o założenie, że wyjątkowo czy cudownie powstała materia miała możliwość samostworzenia się „na początku” ale to oznaczałoby przypisanie materii cech boskich właśnie a więc powrót do idei Boga. Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było, to trzebaby go wymyśleć aby stworzyć bardziej spójny model opisujący świat. Niestety, nie znajduję, z materialistycznego punktu widzenia, odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego w ogóle istnieje COŚ? Rozumiem, że skłaniasz się ku tezie, iż „pytanie o początek wszechświata nie ma sensu”. Skądinąd wszakże pokazujesz Big-Bang czyli coś, co jak najbardziej miało początek i nadal ma swój chronologiczny przebieg w postaci ewolucji materii a następnie przyrody ożywionej. W końcu na p o c z ą t k u był wodór a dopiero potem dinozaury prawda? Czy zatem nie wolno pytać także o przyczynę Big-Bangu? Ja o nią właśnie pytam. Ale powiedzmy, że zgadzam się nawet o niezasadność pytania o „początek”. Nie zgadzam się jednak w żadnym wypadku na odrzucenie zasady przyczynowości, bo tego uczy mnie cała nauka i całe doświadczenie ludzkości i moje własne. To pokazują równania w matematyce, chemii, ekonomii czy fizyce. Czy jesteś w stanie wskazać jakąkolwiek rzecz istniejącą bez przyczyny? Nie znajdziesz choćby najmniejszej a twierdzisz, że największa z nich, czyli wszechświat, powstała ot tak sobie z niczego!? W nauce istnieją prawa zachowania masy czy energii a więc taka masa jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli znasz inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka masa mogła powstać inaczej to chętnie posłucham. Skoro NICOŚĆ miała takie własności, że doprowadziła do powstania nie tylko CZEGOŚ ale jeszcze dodatkowo i ANTYCZEGOŚ to przyznasz, że musiała zawierać też pewien PLAN (IMPULS, ALGORYTM, POCZĄTEK) a w szczególności masowo-energetyczny ekwiwalent naszego Wszechświata, który przez PUNKT Big-Bangu transformował się do postaci znanej nam (i nieznanej) materii i antymaterii. Zatem uszczegóławiasz tylko użytą przeze mnie kategorię CZEGOŚ (powiadasz, że moje COŚ to twoje COŚ+ANTYCOŚ) a postawione pytania o przyczynę NICOŚCI pozostają. Wielokrotnie powtarzałem, że nie zamierzam nikogo ewangelizować. Szanuje inne poglądy ale mam prawo także prezentować własne. Żyjemy w demokratycznym społeczeństwie, gdzie istnieje swoboda przekonań religijnych więc musisz się pogodzić z tym, że to co chcesz zaprezentować jako absolutną prawdę, którą inni na wiarę muszą przyjąć wywołuje tylko wzruszenie ramion. Czasy jedynie słusznych poglądów mamy w Polsce już za sobą. Są ludzie wierzący i niewierzący a każdy ma prawo własnych wyborów. Zostań sobie przy swoich tak jak ja zostaję przy swoich. Cytowałem JPII „nasza cywilizacja potrzebuje do lotu dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z jednym skrzydłem nie da się latać”. I z tym zdaniem się osobiście zgadzam. Odpowiedz Link Zgłoś
wyjasniacz Derida, to przy was przyszcz! 25.04.08, 12:41 toja3003 napisał: > Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest istnienie Wszechświata, > natomiast nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że Bóg nie > istnieje. Porównałem listę cech Rzeczywistości i cech Boga i okazało > się, że są podobne tzn. w istocie mówimy nie o różnych ale tożsamych > bytach, reszta jest kwestią językową. > > Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i .... itd., itp, itd. Co to ma do tematu wątku? A moze tak? a+b=b+a, zatem habilitacja jest konieczna. Nie wierzycie? Kwestionujecie dowód? No to won z uczelni!! (z nauki, z Polski, itp. co tam kto lubi). Odpowiedz Link Zgłoś
wyjasniacz Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 18:24 Nie, tylko wyjasniacz. I wyjaśniam, ze podejrzewam, iz SzPan albo nic do powiedzenia w temacie nie masz, albo chcesz przykryc temat innym. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 18:36 i to laskawemu tak przeszkadza? jakosc zycia obniza? proponuje zatem napietnowac, zbanowac i na madagaskar wyslac Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 19:16 Syjonisci do Syjamu, Ksieza na Ksiezyc, a reszta na redukacje i re- HABILITACJE np. do Berezy Kartuskiej. Ten oboz to chyba dzisiejsza Bialorus - wystarczy wiec tylko ladnie poprosic Lukaszenke... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 A na serio: 25.04.08, 19:16 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420&wv.x=2&v=2&s=0 Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 19:13 On nie cenzor, ale ma racje. Przeniesmy te dyskusje na forum NAUKA! Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Derida, to przy was przyszcz! 25.04.08, 19:12 Juz pisalem, ze to nie jest temat na to forum, ale na forum NAUKA... Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem ist 24.04.08, 17:12 Jesli chodzi o rzeczywistosc: tu zgadzam sie w 100% z biskupem Berkeley'em: nie mam zadnego dowodu, ze istnieje cos wiecej niz ja i to, co ja spostrzegam... esse=pericipi (cytat z mojej pamieci) Pozdr. :) Kagan Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Berkeley to też tylko pewien model. A na każdy mod 24.04.08, 17:32 Berkeley to też tylko pewien model. A na każdy model jest inny model. Możesz wierzyć w co chcesz. Jeśli pozwolisz to przeprowadzę teraz pewne rozumowanie opierając się jedynie na dwóch bezdowodowo przyjętych założeniach: 1) poglądy, które głosisz są naukowe 2) jesteś człowiekiem niewierzącym Pod koniec wywodu stanie się jasne dlaczego są one na wstępie potrzebne. W dalszym ciągu zamierzam posłużyć się tylko twoimi wypowiedziami, starając się usystematyzować. Przede wszystkim, jak wykazałeś, praprzyczyną również i samej siebie a więc wszelkiej przyczynowości jest rzeczywistość. Z niej wynikają wszelkie dalsze konsekwencje Wielkiego Wybuchu, ewolucji przyrody nieożywionej i ożywionej z fenomenem samoświadomości włącznie. Również wyraźnie wskazałeś, że gdyby nawet nast Wszechświat nie miał być jedynym, gdybyśmy mieli do czynienia ze wszechświatami równoległymi czy kaskadowymi Wybuchami to przecież i tak dochodzimy do stanu najwyższej symetrii. Stan ten bowiem ma cechę samostwarzalności, samoprzyczynowości. Jednocześnie wskazałeś słusznie, iż nie ma powodu aby wykluczyć fakt, że stany ludzkiej świadomości dadzą wytłumaczyć się algorytmicznie a zatem można będzie je także powiązać ze stanem najwyższej symetrii czy innymi prawami fizyki, matematyki. Jasne jest również, że wszystko to, czego dzisiaj jeszcze objaśnić nie potrafimy, nie znamy, i tak można powiązać z tymi prawami już teraz, np. otwartą kwestię ciemnej materii. Wiemy, że taka materia istnieje a nie znamy jeszcze wszystkich mechanizmów nią rządzących ale zakładamy, że i ona ma swoje źródło w tych prawach. Również wszelkiego rodzaju inne stayn materialne czy uczuciowe, wszelkiego rodzaju materie jeszcze „ciemniejsze” czy jeszcze „jaśniejsze”, możliwe intelekty czy świadomości jeszcze potężniejsze niż te, którymi obecnie dysponuje człowiek, które powstaną w drodze ewolucji biologicznej czy sztucznej, tworzone przez człowieka czy przyrodę – również i to wszystko da się sprowadzić do materii i praw ją opisujących A więc każde życie, każde istnienie, gdziekolwiek nie miałoby miejsca, w znanym nam Wszechświecie, czy też jakimś innym obszarze, przejawie rzeczywistości – wszystko to, ma swoje w tych prawach. Zatem dlaczego mielibyśmy zakładać, że najdoskonalszą istotą we Wszechświecie i wieczności, teraz i na zawsze jest tylko homo sapiens, na poziomie kulturowo-cywilizacyjnym roku 2008? Akurat gdzieś na trzeciej planecie peryferyjnej gwiazdy jednej z miriad galaktyk, i tulko tu, w tym miejscu i czasie? Jasne, że najwyższa sysmetria możebyć źródłem, a może nawet już jest, cywilizacji czy istot o wiele potężniejsdzych od współczesnego człowieka – takich, dla których człowiek może być przodkiem albo rozwijających się zupełnie niezależnie od życia na Ziemii. Trudno byłoby zakładać, że dla rozwoju takich istot miałyby istnieć jakieś ograniczenia. Przykładowo: opisy istot nazywanych przez religie aniołami, nie byłyby w tym kontekście niczym szczególnym. Co więcej, nieograniczoność takiego rozwoju powoduje, że nie ma przeszkód aby uznać Rzeczywistość także za cechę związaną z Absolutem. Dlaczegóż by więc, Rzeczywistość, która objawia swoje działanie na każdym kroku, bo widzimy je w całej różnorodności rzeczywistości, nie mogłaby gwarantować człowiekowi korzystnia z mechanizmów dających nam np. nieśmiertelność? Atrybuty Rzeczywistość, skonfrontowane z atrybutami o charakterze boskim, wykazują zadziwiającą zbieżność. Opierając się na Rzeczywistość możnaby ważyć się na naukowy dowód istnienia Boga. Dlatego właśnie poczyniłem owe dwa założewnia na wstępie. Ponieważ najbardziej wiarygodnym tego typu dowodem jest taki, który opiera się jedynie na poglądach naukowych i to formułowanych przez osobę niewierzącą. Wówczas nie można bowiem mówić o stronniczości. W ten sposób twoje rozumowanie, paradoksalnie, można zinterpretować jako naukowy przyczynek do istnienia Boga. Oczywiście masz prawo się tutaj obruszyć, powiedzieć, że „wszystko przekręcam”, że Abel (oczywiście nie ten biblijny ale od swoich grup) nie to miał na myśli, dając nam do dyspozycji określone narzędzia matematyczne, aby ktoś wykrzystywał je do pokazywania boskich cech rzeczywistości. Tak więc to, co w zamyśle z mojej strony, początkowo miałoby być tylko myślowym paradoksem, stopniowo zaczęło mnie naprowadzać w kierunku pewnej głębszej idei, którą warto rozwarzyć szerzej. Być może, faktycznie kiedyś, rozwijająca się tak wspaniale nauka dostarczy nam coraz więcej narzędzi, które mogą pokazać istnienie boskości. Podstawowym bowiem problemem, wielu ludzi wierzących, jest odpowiedź na pytanie: „kto stworzył Boga”. Rzeczywistość rozwiązuje ten problem. Ponieważ, w czysto naukowy sposób, pokazuje, że „coś i nicość są podobnymi formami istnienia”, że przyczynowość może mieć charakter samoprzyczynowości. Zatem twierdzenie, iż „Bóg był, jest i będzie, że sam jest przyczyną samego siebie” jest zrozumiałe a pytanie o jakąś zewnętrzną przyczynę, jak to ująłeś „zewnętrzny aksjomat”, jest nieistotne. Wszystko bowiem koresponuje z matematycznymi teoriami Rzeczywistości. Byś może zatem nauka zatacza już wielkie koło – począwszy od pooświeceniowego krytykowania religii, przez postawę wobec niej neutralną, wróci do niej na gruncie czysto naukowym właśnie i to od strony nauk najbardziej ścisłych a nie humanistycznych. Jak wyobrażam sobi taki proces? Niewątpliwie mamy obecnie w fizyce do czynienia z krokiem w kierunku rozszerzenia modelu standardowego i unifikacją znanych nam oddziaływań, wszczególności grawitacyjnych. Jesteśmy blisko odkrycia grawitonu. Gdyby teoria pól Higgsa (byś może jest ich wiele) się potwierdziła, byłby to poważny krok w tym kierunku. Ale wówczas zanlezione odpowiedzi natychmiast prowokować będą do następnych pytań. Grawiton to jeszcze nie wszystko. Szereg biologów i genetyków, wysuwa przypuszczenie, że infogentyka czy spektukularne rozszyfrowywanie ludzkiego genomu w ostatnich latach nie tłumaczy całkowicie mechanizmu powstawania życia. Byś może istnieje również swego rodzaju biologiczne „pole życiowe”, mające swoje odpowiedniki we właściowściach pól fizycznych. Być może będziemy mogli kiedyś zacząć poszukiwania takiej „cząstki życia” i fizyko-chemo-biologicznego pola umożliwiającego rozwój życia. Z kolei socjologia poszukuje aktualnie pewnych podstawowych „cząstek” o charakterze kulturowym (teoria memów). Natychmiast powstaje tu zasadne pytanie o fizyczne odpowiedniki tych tworów. Ba, Demokryt gdy formułował swoją ideę atomu również nie miał mikroskopu elektronowego aby zajrzeć do wnętrza materii. A jednak taka idea była pomocna Bohrowi czy Ruthefordowi kiedy tworzyli podwaliny nowoczesnej fizyki. Dalczego by więc nie pójść tropem biologicznego pola, memów, dalej nawet – założyć, że istnieją pola czy cząstki odpowiedzialne za inteligencję, świadomość. Swego rodzaju pole informacyjne. Jeśli by zatem udałoby się kiedyś połączyć wszytskie te pola i oddziaływnia, wszystkie fenomeny rzeczywistości, w jedną Teorię Wszystkiego, która byłaby znacznie szersza od tej o której fizyka mówi dziś, wówczas moglibyśmy zrobić kolejny krok: ważyć się na Teorię Teorii. Zrealizować odwieczne marzenie ludzkości i w spójny sposób połączyć całą naszą wiedzę. W takim momencie, różnice które dzisiaj jeszcze mogą wydawać się istotne – różnice między religią a nauką – mogłyby ulec naturalnemu zmniejszeniu na zasadzie konwergencji. W trakcie tego procesu, pewne teorie mogę pełnić rolę atraktorów, kto wie czy jednym z nich nie okaże się Najwyższa Symetria? Może więc warto w seminariach duchownych wykładać wyższą matematykę i fizykę kwantową? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Powalajacy argument 15.04.08, 16:56 "Obok talentu oraz inwencji niezbędna jest bowiem w naukach humanistycznych i społecznych wszechstronna erudycja, wobec czego osiąganie dojrzałości badawczej i dydaktycznej jest tu procesem długotrwałym, którego nie da się skrócić ministerialnym zarządzeniem ani ustawą." Niee, no, w naukach scislych artykuly do czasopism z listy filadelfijskiej same sie pisza, a badania przeprowadzaja sie tez same, wiec mozna im skrocic droge do awansu. PT Sygnatariusze sami strzelaja sobie wlasnie w stope. A przy "skroconych" wymaganiach do awansu, wszystkie wydzialy skroca czas zatrudnienia na stanowisku adiunkta i szacownych humanistow przeglosuja na uczelnianym senacie. Skonczy sie na tym, ze adiunktow na wydzialach humanistycznych bedzie sie rotowac zanim erudycyjnie "dojrzeja" do habilitacji. Jak to ma nie poglebic zapasci humanistyki? A moze wlasnie o to chodzi, zeby jednak poglebic? Odpowiedz Link Zgłoś
yot23 To niech sobie humaniści mają habilitację 15.04.08, 17:06 najważiejsze żeby w dziedzinach bardziej życiowych jej nie było. Nigdzie tego na świecie nie ma. W USA znam 25-letnich doktrorów, a co jak są zdolni to dlaczego mają czekać? Oczywiście nie mam zielonego pojęcia o humaniźmie więc jak sobie poloniści itd. chcą latami rzeźbić habilitację to ich sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
salzburg młodzi zdolni 15.04.08, 18:28 1. Pewnie tak jest, ze jest jakas grupa samodzielnych, którzy mają niewielki dorobek; ale tak na prawde o wiele więcej jest takich adiunktow (jest ich po prostu o wiele wiecej), ktorych trzeba by popedzic z uczelni bo nic nie robią. Zadziwia mnie te ciagle deklaracje że "mlodzi sa zdolni" a profesorowie zadnego dorobku nie mają tylko wlasne interesy. W ciągu ostatnich 10 lat na mojej Radzie Wydziału były 2 przypadki nie zatwierdzenia habilitacji (jedna została zakwestionowana przez CK, zrobiła póżniej habilitacje na Slowacji, druga padła na kolokwium w nowym trybie - i moim zdaniem przejść nie powinna). Nikt nikogo z czystej zlosliwości nie sekuje. Tak na prawde wplyw habilitanta na koncowy pozytywny efekt jest bardzo duży - dobra ksiązka z pozytywnymi recenzjami, 2 godzinne kolokwium i 10 minutowy wyklad i koniec. 2. doktor certyfikowany bedzie oznaczał, że wszystko bedzie w rekach CK (czy jak tam sie ta instytucja bedzie nazywala), czyli jak ktos tu pisal "mafii profesorskiej". Jeżeli ktos liczy, że to bedzie taka skrzynka, że wysyłam aplikacje a za 3 m-c dostane informacje, że juz jestem profesorem grubo sie pomyli - bo nigdzie tak na swiecie nie ma. 3. I jeszcze jedno tzw. mlodzi zdolni za chwile beda "starymi prykami" bez dorobku, ktorych nastepne pokolenie bedzie odsylac do lamusa, bo blokuja stanowiska, pisza bzdety, i jeszcze nie daj boże nie znają najnowszych nowinek technicznych. I w tym nic dziwnego nie ma każdy najpierw jest mlody bardzo zdolny, dobrze rokujący, potem już tylko rokujacy, a na koniec staje się "mafią", starym dziadem bez dorobku i przeszkoda w karierze, a jakze "mlodych bardzo zdolnych". A zegar tyka. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: młodzi zdolni 15.04.08, 18:38 salzburg napisał: > 1. Pewnie tak jest, ze jest jakas grupa samodzielnych, którzy mają niewielki > dorobek; ale tak na prawde o wiele więcej jest takich adiunktow (jest ich po > prostu o wiele wiecej), Naprawde nie chce sie do tego odnosic, bo po co? Zeby policzyc jednych i drugich? > 2. doktor certyfikowany bedzie oznaczał, że wszystko bedzie w rekach CK (czy > jak tam sie ta instytucja bedzie nazywala), czyli jak ktos tu pisal "mafii > profesorskiej". I bardzo mi sie to w tym pomysle nie podoba. Naprawde. CK juz swoje kompetencje pokazala. > 3. I jeszcze jedno tzw. mlodzi zdolni za chwile beda "starymi prykami" bez > dorobku, ktorych nastepne pokolenie bedzie odsylac do lamusa, bo blokuja > stanowiska, pisza bzdety, > A zegar tyka. Alez te stare pryki bez dorobku przeszly sito CK!!! Mysle, ze nie ma sensu przeciwstawiac jednych drugim, tylko trzeba wreszcie cos zrobic, zeby przerwac produkcje kolejnych pokolen starych prykow bez dorobku. Odpowiedz Link Zgłoś
salzburg Re: mlodzi zdolnii 15.04.08, 18:41 Chyba nie zrozumiales - niezaleznie od dorobku bedziesz "starym prykiem bez dorobku". taka juz uroda mlodosci. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: mlodzi zdolnii 15.04.08, 18:59 To faktycznie sie nie zrozumielismy. Ja mowie o starych prykach, ktorzy faktycznie nie maja zadnego liczacego sie dorobku, za to wianuszek literek przed nazwiskiem. Nazwisk litosciwie nie podam, bo kazdy moglby sobie sprawdzic w dostepnych bazach, a gdyby ktos mojego nicka rozszyfrowal, to mam przechlapane w tym kraju do konca zycia. Na indeks mnie wpisza i jeszcze na wszelki wypadek na stosie spala, a popioly kolkiem osinowym przebija. Odpowiedz Link Zgłoś
januszz4 Bronią habilitacji 15.04.08, 18:35 I jeszcze jedno, bezwzględnie należy podniść poprzeczkę przy doktoratach. Od dłuższego już czasu postępuje bowiem degrengolada prac doktorskich. Właśnie praca doktorska powinna być podstawowym i jedynym progiem przed wejściem na ścieżkę kariery naukowej. Później to tylko kwestia dalszego dorobku publikacyjnego, badawczego i dydaktycznego. Ale doktoraty muszą trzymać poziom. Należy odebrać prawa doktoryzowania wydziałom, które przepuszczają knoty. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Bronią habilitacji 15.04.08, 18:45 Tutaj już zupa się wylała i stare dziadki jakoś nie pisały protestów. Czteroletnie studia doktoranckie (trzeciego stopnia) dla wszystkich, którzy znajdą sobie promotora, trwające cztery lata. Bardzo jestem ciekaw, jak to połączyć z tym "dojrzewaniem do humanistyki". Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:15 Czytam ten list czytam i dochodzę do wniosku, że nie jest to list 44 najwybitniejszych humanistów, tylko najzabawniejszych kabareciarzy. Piszą zatem tak: "Wskutek zbyt hojnego przyznawania prawa do nadawania stopni naukowych uczelniom słabym oraz ograniczenia kompetencji kontrolnych Centralnej Komisji obniżyła się też jakość magisteriów i doktoratów, a nawet habilitacji" A kto to pisze? Promotorzy tych magisteriów i doktoratów, recenzenci tych magisteriów, doktoratów i habilitacji. Same się wypromowały? Marsjanie pisali recenzje? Wypełzły spod kamienia i żal było kopnąć? Piszą tutaj badacze, którzy ze swoimi tytułami "dopisywali się" do list płac "uczelni słabych" (przecież same sobie nie wypromowały odpowiedniej liczby samodzielnych) i za "skromną" opłatą umożliwiały realizowanie ich ambicji. Piszą członkowie gremiów kontrolnych, którym nie chciało się kontrolować. Piszą senatorowie, posłowie, ministrowie, którzy wspólnym wysiłkiem zbudowali obecny syf, a przynajmniej ramy prawne, w którym mógł rozkwitnąć. Czy list kończy się deklaracją "nigdy więcej już nic nie zrobimy, bo wszystko, z czego nie mieliśmy indywidualnych korzyści, już spieprzyliśmy? Nie. Chcą teraz ustawiać świat na przyszłość po naszemu. A my podejmujemy dyskusję nad ich postulatami jak jakieś barany... Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:22 Tak, to kabaret. Ponadto to są antyeuropejscy europejczycy. A przy tym potwierdzenie, że część ziemian chyba pochodzi z 'Marsa'. i ze 'Marsjanie' jednak zagrażają Ziemi. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:38 nie ma to jak rzeczowe argumenty. a tak w ogole Panie Doktorze, taki Sztompka zabija Pana dorobkiem. nie ma Pan startu do niego, nawet w dzikich marzeniach sennych. moze wiec odrobine szacunku, niewiele, odrobine. bo akurat on, w przeciwienstwie do pana, przynosi nauce polskie chlube. i pod tym listem jest jeszcze przynajmniej kilku takich. i mnie obrzydzeniem napawaja te personalne ataki na ludzi, ktorzy pokazali ze potrafia wyrobic sobie pozycje miedzynarodowa, o ktorej wiekszosc krytykow tu i nie tylkko, moze jedynie pomarzyc. Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:52 Jakbym skopiował fragment korespondencji z prof. to jednak byłby to kabaret. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:53 Bardzo przepraszam, ale wsrod sygnatariuszy sa rowniez osoby o jakze typowym w polskiej humanistyce indeksie h = 0 i nie sa to bynajmniej tylko i wylacznie polonisci, by calkowity brak kontaktu ze swiatem zewnetrznym usprawiedliwic. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 20:03 To do mnie? Uderz w stól, a nożyce się odezwą ;) Ma byc o Sztopce? Bedzie o Sztompce. Zabija mnie dorobkiem - moj dorobek jest sladowy i raczej na wage - ale ja napisalem nic o dorobku. Nie napisalem też nic o tym, ze Sztompka sie dopisal do listy plac Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, ale teraz piszę. W dostępnych rankingach nie jest to najlepsza szkoła pod słońcem, ale daje magistra. Miedzy innymi dlatego, ze ma na liście płac prof. dr. hab. P. Sztompkę. A dorobek? No to mamy dowód, że żaden dorobek nie pomoże, jak ktoś chce się publicznie ośmieszać w obronie swojej pozycji rynkowej. I tyle. Mnie też jest przykro, że widzę w tym kabaretowym towarzystwie osoby o dorobku godnym szacunku. Tyle że z tego, co napisali, wynika, że jest to towarzystwo o zerowej zdolności do autorefleksji. Są jak chlopaki z PZPN. To kapitalizm, to wolny rynek, to prasa, nas przy tym nigdy nie bylo, wianki dziewicze na naszej skroni... Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 21:10 ale tez ja do Pana nic nie mowile drogi fordzie-ka na temat Sztompki :-) i ja osobiscie uwazam ze kazdy powineienien pracowac na tylu etatach na ile mu sil starczy. bo to pensum kadrowe jest kompletnym idiotyzmem. i rynek powinien weryfikowac szkoly a nie pensum kadrowe. niech sobie kazdy otworzy uniwersytet w kazdej wsi Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 21:21 Przecież napisałem: uderz w stół... ;) Powinien, oczywiście, pracować, gdzie zechce, ale nie powinien potem wyrzekać w listach otwartych na jakość szkół, w których sam pracuje i jakość stopni i tytułów, za które ponosi (w teorii przynajmniej) odpowiedzialność z imienia i nazwiska. Powtarzam - ta "czołówka" polskiej humanistyki wykazała się zdolnością do autorefleksji i samokrytycyzmu identyczną z zarządem Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jeśli tacy ludzie czegokolwiek bronią, to najlepszy powód, żeby to coś zlikwidować. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:27 Kabaret faktycznie. To magisterki CK tez chce teraz kontrolowac? A jezeli adiunkt, ktory jest promotorem takiej magisterki ma doktorat zatwierdzony przez CK, to tez ja beda kontrolowac? Czy tylko od habilitowanych, ktorzy nie zostali zatwierdzeni (blogoslawieni) przez CK? A czemu CK nie cofa uprawnien do nadawania stopni, skoro ma takie prawo? Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjoner na 15.04.08, 19:35 uki polskiej. Inny kwiatek: "osiąganie dojrzałości badawczej i dydaktycznej jest procesem długotrwałym, którego nie da się skrócić ministerialnym zarządzeniem ani ustawą". Ale znakomicie ustawą mozna go wydłużyć, tak że tylko starcy nie chodzą w polskiej nauce ze śliniaczkami pod brodą i w pampersach. Po tym wykładzie mniemanologii stosowanej cały dzień mam świetny humor. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 19:42 jak wszystkie uogolnienia to nie dziala rowniez. ja akurat nie znam nikogo, kto bylby wstrzymywany w cuglach bo sie tak wyrywal do przodu i habilitacje chcial zrobic w wieku 30 lat. ja zrobilem jak mialem 36 (w naukach humanistycznych). i mysle ze to niezly wynik. i to z zewnatrz, bez znajomosci ktore sa podobno niezbedne Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 19:59 ... i jako niedojrzały piszesz nie używając polskich czcionek. Wszystko się zgadza. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 19:59 dalatata napisał: > ja zrobilem jak > mialem 36 (w naukach humanistycznych). Skandal !!! Jak to tak - bez naleznej erudycji ??? Taki wynik to moze byc w naukach przyrodniczych, ale w humanistycznych to nie do pomyslenia !!! I CK to puscila ? Trzeba adresowac pismo do sygnatariuszy, zeby sprawdzili, kto wazyl sie puscic takiego mlodego, co to jeszcze ani troche nie zdazyl skwasniec !!! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 21:06 dobra dobra, nie ze mna te numery Khmara! pochlebstem nie nic nie osiagniecie! i do wczesniejszego postu - jasne ze sa tam ludzie z h=0, ale sa tez inni. ja mam wrazenie, ze Pan chce koniecznie nam udowodnic ze jest syf syfow syfem popychany. a to tylko prawie tak jest :-) co wiecej, nie ma dobrej metody na posprzatanie syfu. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Betoniarze bronią habilitacji 15.04.08, 20:03 Oto czarna lista polskiej nauki: Maria Janion, Barbara Skarga, Hanna Świda-Zięba, Marek Safjan, Karol Modzelewski, Jerzy Osiatyński, Krzysztof Pomian, Michał Głowiński, Janusz Tazbir, Jerzy Szacki, Henryk Samsonowicz, Andrzej Zoll. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Betoniarze bronią habilitacji 15.04.08, 20:07 Ręce precz od Marysi Janion! Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Betoniarze bronią habilitacji 15.04.08, 20:32 A czemu to mam nie nazwac Pani dozywotniej prof. zw. belw. dr hab. M. Janion nazwa, na jaka zasluguje? Ona broni swych partykularnych przywilejow, kosztem rozwoju polskiej nauki. Jest wiec obiektywnie szkodnikiem, i jako taka zsluguje na nagane i wykluczenie z grona uczonych (naukAwcem moze zas zostac na zawsze)... :( Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Panie Keller! 15.04.08, 20:12 Prosze zmienic nick, zeby nikt Pana w tej dyskusji z Wieczorkiem nie mylil. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Me Sir is nfao5, NOT nfa05! 15.04.08, 20:26 Ja jestem nfao5, a nie naf05. Jesli ktos z prof zw. belw. dr hab. wciaz myli LITERY z CYFRAMI, to juz nie moja wina... :( Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Panie Keller! (Errata) 15.04.08, 20:27 Jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy. Mialo byc: Ja jestem nfao5, a nie nfa05. Jesli ktos z prof zw. belw. dr hab. wciaz myli LITERY z CYFRAMI, to juz nie moja wina... :( Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 My name is Keller, Lech Keller... 15.04.08, 20:28 PS: Yes, my name is Keller, Lech Keller. And you Sir? Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:04 W skrócie: Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu doktorskiego wysłałem do prof. dr hab. Tadeusza Mołdawy, Dziekana Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 3, pokój nr 20, tel./fax (0-22) 55 20 218 tel./fax (0-22) 826 57 91 email: wdinp@uw.edu.pl dnia 22 sierpnia 2007, i do dziś nie otrzymałem na nie odpowiedzi. Dziekan nie chce się ze mną spotkać, a jego sekretarka jest wobec mnie wręcz agresywna i insynuuje mi, że mój dyplom jest wręcz fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam nawet matury. Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które wysłałem tamże w listach poleconych. Dzisiaj, to jest w środę, 14 listopada 2007, udało mi się wreszcie spotkać z Dziekanem Mołdawą, ale dopiero po poinformowaniu jego sekretarki, że zgłosiłem mą sprawę do Pana Rzecznika. Dziekan był w stsounku do mnie wręcz agresywny, i powiedział mi, iż 1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody prawne, to jest: - Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić, mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski), - Zarząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na nostryfikację) oraz - Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone przez przepisy regulujące nostryfikację. 2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż formalnie mam tytuł doktora filozofii. Zanaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych stopień doktora filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest najwyższym z możliwych stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to stopień równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest np. w Niemczech, gdzie na stanowisko profesora wymaga się „Habilitation oder PhD”. Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”, Monash University zajmuje 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet Warszawski nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w roku 2006 miejsce 326, a Monash wówczas miejsce 38 (www.ui.ac.id/indonesia/extra/tabelqs.pdf). Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:10 Panie Keller! To wszystko już było. Dlaczego tak bardzo Panu zależy, żeby na kolejnym forum ludzie Panu udowodnili, że jest pan żałosny? Bez odbioru!!! Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:20 A male pytanie, to nfa05 to tez Keller? to nieladnie w sumie :( A między nami pies naszego znajomego jest docentem bez habilitacji ;) Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:22 poetria napisała: > A male pytanie, to nfa05 to tez Keller? Nie to jest Wieczorek. Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:35 W końcu zrozumialam male o i 0 drobna roznica :( Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:39 Jesli o NOT=0, to mozna dzielic przez to "o", ale nigdy nie mozna w obecnie obowiazujacej arytmetyce dzielic przez 0. Stad roznica jest istotna, wieksza nawet niz miedzy kompozytorem Gomółką, a politykiem Gomułką... Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:36 Juz tlumaczylem, wiec jeszcze raz w Pidgin English, aby profesura belwederska tez zrozumiala : me Keller, me nfao5, me not nfa05. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:40 Podobno kot Kaczynskiego ma habilitacje z lowienia myszy... Tylko nie wiadomo, ktorego Kaczynskiego... Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:34 I co ztego, ze bylo, jak wciaz jest? Przeciez polscy profesorowie tkwia mentalnie wciaz w PRLu, uwazja np. ze doktorzy z tej tam, panie kolego Australii to przeciez lipa, bo tam nigdy nie bylo habilitacji! Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Jak uzdrowic polska nauke? 15.04.08, 20:07 Jak uzdrowic polska nauke? Autor: nfao5 11.04.08, 15:59 Jej urynkowienie to jedna skuteczna metoda oczyszczenia tej augiaszowej stajni, jaka jest obecnie polskie szkolnictwo wyzsze i PAN. A wiec: 1. Kazdy moze zalozyc wyzsza uczelnie i kazdy moze na niej uczyc, oraz kazdy moze byc rektorem, ale dyplomy beda tylko uczelniane. 2. Jesli ktos chce miec dyplom panstwowy, to musi zdac panstwowy egzamin, oceniany miedzynarodowo (conajmniej 50% egzaminu w j,. obcym typu angielski, niemiecki, francuski, hiszpanski, rosyjski, chinski czy japonski - podobnie jak egzaminy unijne). 3. Dyplomy dobrych uczelni beda i tak uznawane de facto przez pracodawcow, wiec dobre uczelnie nie maja sie czego obawiac. 4. Doktoraty musza byc (poza polonistyka) pisane w jezyku obcym i oceniane conajmniej w 50% za granica, stad beda na poziomie obecnych anglosaskich PhD. 5. Zniesienie dozywotnich, belwederskich profesur, habilitacji, certyfikacji itp. 6. Doktorat (PhD) jako jedyna wymagana licencja do samodzielnego prowadzenia badan naukowych. 7. Nostryfikacja tylko dyplomow z krajow "postkomunistycznych" i III Swiata, ale za wyjatkiem czolowych uczelni (Uniwersytet Karola w Pradze, Lomonosowa w Moskwie itp.). 8. Automatyczne uznanie dyplomow uczelni z pierwszej 500 listy TES, rankingu Webometric i rankingu "sznaghajskiego". 9. Otwarte, transparentne konkursy na kazde naukowe i dydaktyczne stanowisko na panstwowej uczelni, oglaszane centralnie na internecie i z procedura odwolawcza i na koniec: 10. Wprowadzenie jako prawa Europejskiej karty Naukowca, lacznie z jej przepisami odnosnie rekrutacji i zatrudniania naukowcow. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=78192806&a=78192806 Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Bronią habilitacji 15.04.08, 20:08 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=72016465 Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Bronią habilitacji 15.04.08, 21:03 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420 Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Reformowanie polskiej nauki wg J. Brzechwy 15.04.08, 21:40 Ryby, żaby i raki Raz wpadły na pomysł taki, Żeby opuścic staw, siąść pod drzewem I zacząć zarabiać śpiewem. No, ale cóż, kiedy ryby Śpiewały tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Karp wydął żałośnie skrzele: "Słuchajcie mnie przyjaciele, Mam sposób zupełnie prosty - Zacznijmy budować mosty!" No, ale cóż, kiedy ryby Budowały tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Rak tedy rzecze: "Rodacy, Musimy się wziąć do pracy, Mam pomysł zupełnie nowy - Zacznijmy kuć podkowy!" No, ale cóż, kiedy ryby Kuły tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Odezwie się więc ropucha: "Straszna u nas posucha, Coś zróbmy, coś zaróbmy, Trochę żywnosci kupmy! Jest sposob, ja wam mówię, Zacznijmy szyć obuwie!" No, ale cóż, kiedy ryby Szyły tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Lin wreszcie tak powiada: "Czeka nas tu zagłada, Opuścilismy staw przeciw prawu - Musimy wrócić do stawu." I poszły. Lecz na ich szkodę Ludzie spuścili wodę. Ryby w płacz, reszta też, lecz czy łzami Zapełni się staw? Zważcie sami, Zwłaszcza że przecież ryby Płakały tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Reformowanie polskiej nauki wg J. Brzechwy 15.04.08, 21:49 ;) Stad mój, dośc RADYKALNY program uzdrowienia polskiej nauki: Moim skromnym zdaniem urynkowienie to jedna skuteczna metoda oczyszczenia tej augiaszowej stajni, jaka jest obecnie polskie szkolnictwo wyższe i PAN. A wiec: 1. Każdy może założyć wyższą uczelnie i każdy może na niej uczyć, oraz każdy może być rektorem, ale dyplomy będą tylko uczelniane. 2. Jeśli ktoś chce mięć dyplom państwowy, to musi zdać państwowy egzamin, oceniany międzynarodowo, (co najmniej 50% egzaminu w j,. obcym typu angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski, chiński czy japoński - podobnie jak egzaminy unijne, czyli w UE). 3. Dyplomy dobrych uczelni będą i tak uznawane de facto przez pracodawców, wiec dobre uczelnie nie maja się czego obawiać. 4. Doktoraty musza być (poza polonistyka) pisane w języku obcym i oceniane co najmniej w 50% za granica, stad będą na poziomie obecnych anglosaskich PhD. 5. Zniesienie dożywotnich, belwederskich profesur, habilitacji, certyfikacji itp. 6. Doktorat (PhD) jako jedyna wymagana licencja do samodzielnego prowadzenia badań naukowych. 7. Nostryfikacja tylko dyplomów z krajów "postkomunistycznych" i III Świata, ale za wyjątkiem czołowych uczelni (Uniwersytet Karola w Pradze, Łomonosowa w Moskwie itp.). 8. Automatyczne uznanie dyplomów uczelni z pierwszej 500 listy TES, rankingu Webometrics i rankingu "sznaghajskiego" 9. Otwarte, transparentne konkursy na każde naukowe i dydaktyczne stanowisko na państwowej uczelni, ogłaszane centralnie na internecie i z procedura odwoławcza i na koniec: 10. Wprowadzenie jako prawa Europejskiej karty Naukowca, łącznie z jej przepisami odnośnie rekrutacji i zatrudniania naukowców. Odpowiedz Link Zgłoś
kwinks Re: Reformowanie polskiej nauki wg J. Brzechwy 15.04.08, 21:59 Wszystko się zgadza. Ale wymienmy najpierw "ryby, żaby i raki". Odpowiedz Link Zgłoś
xabc123 Pani minister ma jaja 15.04.08, 22:15 Tylko kobiety mogą jeszcze przeforsować jakieś zmiany w tym zdemoralizowanym sektorze zdominowanym przez kolesiów, którzy zbyt łatwo się poddają i ulegają zgniłym kompromisom. W porównaniu z poprzednim ministrem-gerontem Seweryńskim pani Kudrycka jest postacią, która chce rzeczywiście coś zmienić w polskiej nauce. Niech pani minister się nie poddaje. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Popieram xabc 16.04.08, 10:59 xabc123 napisał: Tylko kobiety mogą jeszcze przeforsować jakieś zmiany w tym zdemoralizowanym sektorze zdominowanym przez kolesiów, którzy zbyt łatwo się poddają i ulegają zgniłym kompromisom. W porównaniu z poprzednim ministrem-gerontem Seweryńskim pani Kudrycka jest postacią, która chce rzeczywiście coś zmienić w polskiej nauce. Niech pani minister się nie poddaje. Odpowiedz Link Zgłoś
anwad Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 01:11 ...nie było tyle nieuczciwości przy jej nadawaniu! Wiele pozostałych pomysłów minister Kudryckiej to natomiast prawdziwy SKANDAL, zwłaszcza: 1. doktorat po licencjacie, 2. wspieranie finansowe szkół prywatnych, których poziom nauczania - jak każdy dobrze wie - jest godny pożałowania... Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska - nie jest tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 08:17 Powraca Radio Erewan. To wszystko prawda, ale 1. Kudrycka powiedziala, ze powinna byc mozliwosc w przypadku osob wybitnie genialnych, by mogli przeskoczyc robienie magisterki - czyli to jest oferta dla kilku osob rocznie, a nie wszystkich 2. o pieniadze dobijaja sie rektorzy szkol prywatnych, a nie oferuje im Kudrycka - czyli nie ona ukradla, ale jej ukradli, ale na pewno byla zamieszana w kradziez ;) Dorzuce jeszcze punkt 3. od siebie. Nikt nie mowi, ze wszyscy adiunkci zostana od dzisiaj profesorami. Beda mogli stawac do konkursow czyli tam gdzie sa stada habilitowanych i belwederskich, nic sie nie zmieni, a moze sie zmienic tam, gdzie rozpaczliwie brakuje samodzielnych (sa takie miejsca na panstwowych uczelniach!). Ale moze bysmy tak dali sobie spokoj do poludnia, kiedy pojawia sie jakies fakty? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 09:30 co za roznica, czy dokotrat jest po licencjacie, jesli to dobry doktorat, kotry przejdzie przez wszystkie wymagane procesy i kryteria? co do wspierania szkol prywatnych, zgadzam sie. panstwo nie powinno dokladac do prywatnych biznesow. anwad napisała: > ...nie było tyle nieuczciwości przy jej nadawaniu! > Wiele pozostałych pomysłów minister Kudryckiej to natomiast prawdziwy SKANDAL, > zwłaszcza: > 1. doktorat po licencjacie, > 2. wspieranie finansowe szkół prywatnych, których poziom nauczania - jak każdy > dobrze wie - jest godny pożałowania... > Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska - nie jest > tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 11:18 > co do wspierania szkol prywatnych, zgadzam sie. panstwo nie powinno dokladac do prywatnych biznesow. Tlumaczę: Państwo powinno pieniądze podatników przeznaczać na takie szkoły, jakie chce, nie licząc się z tych podatników realną sytuacją. Jeśli podatnik chce je wydać inaczej, pieniądze z jego podatków przechodzą na wykupienie usług dla innych podatników, którzy zgadzają się z państwem w opinii co jest słuszne i zbawienne. Czyli wyksztalceni rodzice (nie zawsze, ale coraz czesciej bogaci) dzieciaków z dużych miast dostają za dwoje podatki darmowe studia na najwyższym poziomie dla swoich dzieci. Nieywksztalceni rodzice (zwykle biedni i bez wielkich szans na wzbogacenie) biednych dzieciaków muszą swoim dzieciom kupić za gotowke studia na niskim poziomie. Brawo! Jakie to proste. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 11:47 gratuluje dobrego samopoczucia. i bardzo prosze nie tlumaczyc - bo to co pan mowi, to opinia, a nie fakty. a to co pan mowi, to nie dosc ze uproszczenie, to na dodatek zieje uprzedzeniami. co wiecej, tak, uniwersytety to nie jest miejsce w ktorym tylko wyrownujemy szanse, to jest miejsce w ktorym uczymy tych, ktorzy najlepoiej moga skorzystac. i choc to czesto oznacza ludzi z tzw. klasy sredniej, wcale nie zawsze. i ja duzobardziej wolalbym te pieniadze przeznaczyc na szkolenie nauczycieli i wyposazanie szkol podstawowych i srednich, szczegolnie na wsi, zeby kazde dziecko mialo rowne szanse edukacyjne, natomiast nie chce zeby kazdy mlodzieniec musial koniecznie studiowac za darmo, bo cos tam. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 14:18 Bo ja mam złe uprzedzenia... Dobre uprzedzenia każą z góry gnoić szkoły prywatne ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 14:25 "Na moich zajęciach nie widziałem prawdziwego syna rodziny rolniczej od ponad 20 lat. Mam nadzieję, że to się nareszcie zmieni." To uprzedzenia niejakiego Irka Krzeminskiego. www.dziennik.pl/opinie/article156282/Profesorowie_apeluja_do_Tuska.html Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Matoly profesorami w Polsce 16.04.08, 14:37 Pan Turski to matol, ktory Marksa nic a nic nie rozumie. Ilosc zawsze przechodzi w jakosc, w tym sensie, ze zmiany ilosciowe powoduja zmiany jakosciowe. I zwiekszenie ilosci prowadzi do zmiany jakosci, ale na ogol do jej pogorszenia (chyba, ze produkcja jest przeniesiona z zawodnych rak ludzkich na automaty i roboty, ktore, na ogol, produkuja wiecej, szybciej, taniej i lepiej). Jednak w edukacji zwiekszenie ilosci studentow per wykladowca praktycznie zawsze prowadzi do pogorszenia jakosci edukacji... Jesli ktos, jak pan Turski, zna marksizm tylko z WUML, to nic dziwnego, ze nic z niego nie rozumie... :( Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 18:47 to ja jeszcze poprosze o definicje 'prawdziwej rodziny rolniczej'. a nie widzial pan nie dlatego ze oni sa glupi i dlatego nie moga pojsc na uniwerystet, tylko dlatego, ze ich szkoly do tego nie przygotowuja. i rozwiazaniem jest wzmocnic szkoly, a nie pchac ich na studia, na ktorych nie dadza sobie rady. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:38 Może ja jestem i biedny i głupi, ale do tej pory sądziłem, że prof. dr hab. nauk społecznych Ireneusz Krzemiński wie, co rozumie pod pojęciem "prawdziwej rodziny rolniczej". Ale może to tylko dowód, że ja jestem nainwy, a habilitacja nie chroni nauki przed nieukami ;) Reszty nie komentuje, bo po co mam wypisywać rzeczy oczywiste. Zapewne w odróżnieniu od Pana mam sporo doświadczeń z prywatnymi szkołami poza centrami kulturalnymi i mam świadomość, że takie szkoły wybiera się z bardziej złożonych powodów. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:54 no to pewnie ja nie doczytalem Krzeminskiego, a laskawy Pan PRR (prawdziwa rodzina rolnicza) rozpoznaje na pierwszy rzut oka. ja bym nie potrafil. ja mam wyklady na prywatnej szkole i ja rowniez mysle ze uczelnie takie wybiera sie z roznych wzgledow, jednak glownie one sa wyborem negatywnym, po tym, jak sie student nie dostal na studia nieplatne. i choc sa wyjatki (znam takie) to atrakcyjnosc nieplacenia jest glownym motorem. co wiecej, chodza na te szkoly zarowno dzieci z PRR, jaki dzieci z NIE-PRR. a dychotomia - rolnicy do szkol prywantych, a nierolnicy na fajne panstwowe jest uproszczeniem. to wszystko jednak nie zmienia faktu, ze prywatna szkola to prywatny biznes, od kotrego panstwo powinno sie trzymac jak najdalej i co najwyzej konotrolowac jakosc naczuania. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:16 Nie rozpoznaje. Od rozpoznawania PRR mam socjologów, tak jak nie próbuję rozpoznawać, co się zepsuło w moim samochodzie, tylko odstawiam go do warsztatu. Socjolodzy (zgadzam się, to taka udawana i nie do konca wiarygodna nauka) twierdzą, że zbliżamy się do opisanej przez Pana dychotomii. A ja w piętnastym roku pracy nie jestem jakoś skłonny się z nimi wykłócać. Edukacja nigdy nie jest prywatnym biznesem, bo jej efekty wykraczają daleko poza kwestie indywidualne. Zadaniem państwa jest wyrównywanie szans. Oczywiscie, na jak najwczesniejszym etapie, bo pozniej moze juz byc za pozno. Mydlenie oczu, że to prywatny biznes, więc wara państwu od niego, jest po prostu nieuczciwe. Nawet rolnicy, ktorzy PITu nie placa, nie uciekna przed podatkami posrednimi, wiec dotacja na studia ich dzieci bedzie szla z ich podatkow, ktore w tej chwili "przejadaja" inni. Kiedyś ponoć było w UK że jak się człowiek dostal na studia, mógł liczyć na to, że gmina mu za te studia zapłaci, a kiedy studiował poza domem, dostanie stypendium. Cos sie w tej sprawie zmienilo? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:24 nie rozpoznaje Pan....to skad Pan wie ze nie mial Pan do czynienia z takimi rodzinami? bo to Pan stwierdzil. rozumiem, czyli panstwo powinno tez doplacac do przemyslu motoryzacyjnego, bo efekty wykraczaja daleko.....wlasciwie to powinno doplacac tez drukowania ksiazek (wiem, zabawne jest ze w Polsce tak jest). najlepiej tez dac mnostwo pieniedzy producentom paracetamolu i viagry. wlasciwie tez powinnismy doplaca wydawcom gazet. proponuje tez producentom gumy do zucia, bo przeciez zucie ma podobno zbawienne skutki dla uzebienia? mysle, ze jeszcze pare rzeczy by sie znalazlo. a co do rolnikow, ktorych podatki sa przejadane, to ja proponuje zeby rolnicy leczyli sie i uczyli sami, skoro nie chca placic podatkow na tych darmozjadow, co medycyne za darmo studiuja. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:35 > nie rozpoznaje Pan....to skad Pan wie ze nie mial Pan do czynienia z takimi rodzinami? bo to Pan stwierdzil. No i sie wydalo... Tak, to ja, Ireneusz Krzeminski. A tak sie probowalem ukrywac ;) Jesli Pan nie widzi roznicy miedzy motoryzacja a edukacja, to nie mamy o czym gadac. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:36 A czy on sie spodziewa, ze "synowi rodziny rolniczej" sloma z butow wystaje? Ci studenci niczym sie nie roznia od innych studentow. To juz nie te czasy. ford.ka napisał: > "Na moich zajęciach nie widziałem prawdziwego syna rodziny rolniczej > od ponad 20 lat. Mam nadzieję, że to się nareszcie zmieni." > To uprzedzenia niejakiego Irka Krzeminskiego. > www.dziennik.pl/opinie/article156282/Profesorowie_apeluja_do_Tuska.html Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:40 Glupio mi takie rzeczy pisac, ale chyba po to jest socjologiem, zeby potrafic takie rzeczy rozpoznac. To troche tak jak gdyby podawac w watpliwosc stwierdzenie fonetyka, ze od dwudziestu lat nie przyszedl do niego na zajecia zaden student native speaker. Rzeczywiscie, trudno dzisiaj rozpoznac native speakera po ubraniu. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:48 ja mam w nosie co rozpoznaje socjolog, podejrzewam zreszta ze mowi kategoriach weberowskich typow idealnych. ale to pan twierdzil, ze pan nie widzi, wiec to pan powienien rowniez rozpoznawac nie? Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Prywatne czy panstwowe? 16.04.08, 14:32 To nie ma znaczenia. Sa tylko uczelnie i firmy dobre i zle, a kto jest ich wlascicielem: panstwo czy prywatny kapital to sprawa drugorzedna. Pracowalem w dobrze zarzadzanych firmach panstwowych (Compaq, Eagle Star, ANZ Bank). Podobnie wyzsze szkoly: w Australii licza sie tylko panstwowe (Monash i Melbourne, ktore ukonczylem, sa panstwowymi uniwerytetami), ale w USA najlepsze sa np. uczelnie prywatne... Tylko niedouki typu Balcerowicza mysla, ze panstwowe znaczy konicznie lepsze (do roku 1989) albo na odwrot (po roku 1989)... :( Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Re: Prywatne czy panstwowe? ERRATA 16.04.08, 14:39 Mialo byc: To nie ma znaczenia. Sa tylko uczelnie i firmy dobre i zle, a kto jest ich wlascicielem: panstwo czy prywatny kapital to sprawa drugorzedna. Pracowalem w dobrze zarzadzanych firmach panstwowych (Impexmetal, IOZiDK) i ZLE zarzadzanych firmach prywatnych (Compaq, Eagle Star, ANZ Bank). Podobnie wyzsze szkoly: w Australii licza sie tylko panstwowe (Monash i Melbourne, ktore ukonczylem, sa panstwowymi uniwerytetami), ale w USA najlepsze sa np. uczelnie prywatne... Tylko niedouki typu Balcerowicza mysla, ze panstwowe znaczy koniecznie lepsze (do roku 1989) albo na odwrot (po roku 1989)... :( Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 18:46 Pana uprzedzenia, to stwierdzenie ze biedni to glupi. nie wiem tez dlaczego niechec do tego, zeby podatnik wspieral prywatne biznesy jest gnojeniem tych bizensow, czyli szkol prywatnych. to moze bedziemy tez wspierac korepetytorow, bo oni tez udzielaja uslug edukacyjnych. czy to tez gnojenie korepetytorow, jesli ja nie chcialbym placic im z panstwoej kiesy? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:15 > Pana uprzedzenia, to stwierdzenie ze biedni to glupi. > Nic takiego nie napisalem i niczego takiego nie mysle. Napisalem, ze obecny system z podatkow biednych funduje darmowe studia dzieciom wyksztalconych ludzi z duzych miast. A w ten sposob konserwuje istniejacy porzadek (nieporzadek?). W UK jest tak samo (i Oxford i Cambridge sa od lat krytykowane za to ze maja studentow z klas srednio-wyzszych i z public schools) ale to akurat nie znaczy, ze tak jest super. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:33 drogi fordzie ka, nie trzeba nic takiego pisac, zeby implikowac (czy pan chce czy nie, nie wiem). to co pan pisze implikuje ze ci biedni nie dostaja sie na darmowe, lepsze uniwersytety. a to jest taka polprawda w najlepszym razie. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:51 Tak, ci biedni nie dostają się na darmowe, lepsze uniwersytety. Część w ogóle nie startuje, bo nie ma jak się utrzymać w innym mieście. Jeśli się odważą, muszą pracować, żeby się utrzymać, podczas gdy ich tutejsi koledzy mieszkają z rodzicami za darmo i mają więcej czasu na naukę. Często są słabsi od swoich miejskich kolegów - n.p. pod względem językowym, bo poziomo w Grodzisku Mazowieckim odbiega od tego, co oferują szkoły w Warszawie. Kiedy kończą studia, nie zostają na studiach doktoranckich za 1200 netto, tylko idą do pracy, bo się sami nie utrzymają, a nie mają wsparcia rodziny na kilka-kilkanaście lat, aż zaczną zarabiać tyle, by się utrzymać na własną rękę. Mam więcej takich "półprawd" wygłosić czy odesłać do badań socjologów? Mogę n.p. zaimplikować, że w średniowieczu na UJ (jakkolwiek się wtedy nazywał ;) było więcej dzieci chłopskich niż dzisiaj. Taka półprawda. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:03 bardzo prosze o wiecej polprawd o biednych. bo mowiac o Grodzisku, nie mowi pan o biednych, tylko o stanie nauczania na prowincji, ktory jest katastrofalny i nie ma nic wspolnego z biednymi. sa slabsi jezykowo, bo nie maja szkoly w kotrej je sie tego nauczy. to mowi pan o biednych, czy o stanie nauki, bo ja caly czas o stanie nauki, a pan sie nie moze zdecydowac, czy mowi pan o ludziach, czy o tym, jak sie ich uczy. a rodziny chlopskie, prosze pana, to zupelnie inna kategoria niz ludzie biedni, wiec, po raz ktorys tam, prosze sobie darowac proteskcjonalnosc i zdecydowac sie o czym pan mowi. o statusie ekonomicznym, czy o klasie spolecznej. bo ja znam dwoje magistrow - ludzi bardzo biednych, glownie z wyboru i pogladow, ale ich dzieci sobie swietnie radza w szkole, bo maja zaplecze w domu. bo choc biedni, oni maja inny habitus (polecam Bourdieu) od bogatszego cinkciarza. to o czym tak dokladnie pan mowi? o biednych, o klasie spolecznej, czy moze o nauczaniu na prowincji. prosze sie laskawie zdecydowac. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:31 "Wyksztalceni rodzice (nie zawsze, ale coraz czesciej bogaci) dzieciaków z dużych miast dostają za swoje i innych podatki darmowe studia na najwyższym poziomie dla swoich dzieci. Niewyksztalceni rodzice (zwykle biedni i bez wielkich szans na wzbogacenie) biednych dzieciaków muszą swoim dzieciom kupić za gotowke studia na niskim poziomie." O czym to ja mowie? Moze Pan to przeczyta i zacznie komentowac na temat. Mowienie w Polsce o klasie spolecznej i statusie nie ma wielkiego sensu, bo normalne (t.j zachodnioeuropejskie) opisy wciaz slabo przystaja. Profesor uniwersytetu, nauczyciel i lekarz - czyli zawody o wysokim statusie spolecznym niezaleznie od miejsca ich wykonywania - moga byc w Polsce biedni (z wyboru i pogladow, ale niekoniecznie, sa tacy, co by sie sprzedali, tylko nikt ich nie chce kupic) ale przecietnie ow habitus coraz czesciej zaczyna sie przekladac na status finansowy. Jak ktos nie chce, oczywiscie, nie musi. Bordieu sobie chyba nie wyobrazal spoleczenstwa, w ktorym nauczyciel panstwowej szkoly sciaga garnitur i popoludniami pracuje za trzy razy wieksza pensje jako pomocnik murarza. Przepraszam, ale zaczynamy sie chyba zapetlac i niewiele z tego wyniknie. Ja sie najwyrazniej slabo sprawdzam w tej skrotowej formie ;) Tematem, na ktory sie akurat wypowiadalem, nie byl akurat stan nauki tylko dofinansowanie przez panstwo szkolnictwa na kazdym poziomie niezaleznie od formy wlasnosci, bo wazne jest kto z tej edukacji korzysta i jakie calosc spoleczenstwa ma z tego pozytek, a nie jaki brzydki kapitalista moze zarobic na oferowaniu uslug edukacyjnych. Co sie na dluzsza mete pewnie przelozy na stan nauki, ale tego nie da sie w tej chwili przewidziec na 100%. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:40 ja dosc wyraznie napisalem o statusie ekonomicznym, a nie spolecznym, o korym pan teraz pisze. te rzeczy, jak slusznie pan zauwaza, nie maja ze soba w Polsce wiele wspolnego. wlasnie dlatego o tym NIE pisalem. pewnie pan nie doczytal. Bourdieu dokladnie to sobie wyobrazal! prosze sobie poczytac jego rozwazania o typach kapitalu (ekonomicznym, spolecznym i symbolicznym). on o tym wlasnie pisze. i dlatego zreszta jest ciekawszy od prostych rozwazan na temat klasy. Pan zaczal mowic o ludziach biednych, ja na to zareagowalem. status EKONOMICZNY nie ma nic wspolnego z uczestnictwem w wyzszym nauczaniu (wlasnie dlatego nalezy wspierac uczelnia panstwowe i darmowe i wlasnie daltego podatnik nie powienien placic uczelniom prywatnym). z kolei klasa spoleczna, czy, lepiej, typ habitusu, ma. a na to sie naklada jakosc nauczania na prowincji. ale to sa 3 rozne rzeczy, ktorych nie nalezy mieszac. i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:51 Jeszcze raz mam przekleic, zeby dotarlo? Czy stwierdzenie, ze brak wyksztalcenia przeklada sie zwykle na biede, wymaga naprawde wielkich debat? Czy zapala sie Panu czerwone swiatelko na dzwiek slowa "bieda"? Te trzy rozne rzeczy sa zawsze ze soba zmieszane, warunkuja sie wzajemnie. Do opisow naukowych mozemy je sobie rozdzielac i analizowac, ale w zyciu jest inaczej. Niech Pan moze opowiada, ze status ekonomiczny nie ma nic wspolnego z uczestnictwem w wyzszym wyksztalceniu, maturzyscie, ktory zeby studiowac musialby sie przeniesc do innego duzego miasta i ktorego rodzina nie moze sobie na to pozwolic, a kredytu ani stypendium na pierwszym roku nie dostanie. Potem tez moze (ale nie musi, trafiaja sie superzdolni i ambitni) nie miec stypendium, bo poziom nauczania, z ktorego korzystal jest taki, ze kolegow nie dogoni, a wykladowcy szybciej go zgnoja niz pomoga. Akademika tez nie dostanie, bo o 3,70 przekracza sredni dochod na glowe czlonka rodziny. Przeciez tu sie nic z niczym nie laczy. Mnie sie nie chce tego sluchac. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 21:00 na krzyczenie nie odpowiadam dobrze. a pan nie mowi o biedzie. pan mowi PRR i o ludziach biednych, ktorzy nie moga sobie postudiowac, bo.....sa biedni. i dlatego trzeba doplacac do szkol prywatnych. argument mi ucieka. Pan nie powiedzial ani razu o kosztach studiowania, a to jest zupelnie co innego, nie? pewnie to ten skrot, ktory nie dotarl do mnie. to takie cos oczywiste, o kotrym zapomnial pan powiezdiec, mowiac ze biedny nie studiuje, bo jest biedny. bo panu sie wszystko laczy i jest pan zatroskany na tyle, zeby 'przez przypadek' stygmatyzowac, ale przeciez to do mnie dociera, bo pan przeciez ma najlepsze na siwecie intencje. i nie, nie dotarlo. bo oczekuje od kogos kto zyje z mowienia, mowienia na tyle jasno, zeby nie bylo tych wszystkich 'niefortunnych' implikacji, tych wszystkich polaczen. ale to ja. i pewnie do mnie po prostu nie dociera. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 21:06 Przepraszam, myslalem, ze z wyksztalciuchami nie trzeba wszystkiego wykladac w obszernych przypisach. Jak mowie "biedny" to stwierdzam "ma skromne mozliwosci finansowe" a nie stygmatyzuje. Mnie PC wiecej zdrowego rozsadku, prosze. A teraz proponuje zajac sie wraz ze mna lektura zalozen reformy (link ponizej) - moze bedzie z tego wiecej pozytku. Jestem w polowie i na razie jestem za. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 23:04 no tak, zawsze jeszcze mozna PC zarzucic.....chyle czola, Pan wygral. to ja nie mam racji. ford.ka napisał: > Przepraszam, myslalem, ze z wyksztalciuchami nie trzeba wszystkiego > wykladac w obszernych przypisach. > Jak mowie "biedny" to stwierdzam "ma skromne mozliwosci finansowe" a > nie stygmatyzuje. Mnie PC wiecej zdrowego rozsadku, prosze. > A teraz proponuje zajac sie wraz ze mna lektura zalozen reformy > (link ponizej) - moze bedzie z tego wiecej pozytku. Jestem w polowie > i na razie jestem za. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Betonowe kalmstwa awad 16.04.08, 10:52 anwad napisała: Wiele pozostałych pomysłów minister Kudryckiej to natomiast prawdziwy SKANDAL, zwłaszcza: 1. doktorat po licencjacie, NFAO5: W takich krajach jak USA czy Australia mozna otrzymac najwyzszy stopien naukowy to jest doktora filozofii (PhD) bez robienia magistra (Masters). Co wiecej, w takiej np. Australii Masters (magister) uchodzi bardziej za tytul zawodowy niz naukowy, ktorym jest zdecydowanie PhD. 2. wspieranie finansowe szkół prywatnych, których poziom nauczania - jak każdy dobrze wie - jest godny pożałowania... NFAO5: Poziom WSZYSTKICH polskich szkol wyzsych jest obecnie godny pozalowania. I sa dobre szkoly prywatne i zle pasntwowe i na odwrot. Nie mozna popelniac wciaz Fallacy of Composition... Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska - nie jest tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną. NFAO5: I co w tym zlego? Najbardziej mafijne uklady sa przeciez na uczelniach PANSTWOWYCH... Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej GW i PiS w jednym obozie 17.04.08, 00:37 anwad napisała: > Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska - nie jest > tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną. Kudrycka skończyła i swoją habilitację robiła na najwyżej notowanej polskiej uczelni państwowej - UW. A to, że prowadziła uczelnię prywatną, pozwoliło jej uzyskać obiektywną wiedzę na temat wartości i przydatności ludzi z hab. i bez hab.. Prawdopodobnie doszła do wniosku, że hab. nie jest żadnym kryterium, dlatego chce wprowadzić reformę upodabniającą nas do Zachodu. I nie można jej zarzucić, że działa w swoim interesie, bo ona habilitację ma. P.S. 1) Obawiam się, że z tej reformy będą nici, bo ją Prezydent zawetuje, a SLD nie poprze koalicji rządowej przy odrzucaniu weta (w tej partii zwyciężyli ostatnio postkomunistyczni aparatczycy). Ale kropla drąży skałę, może następnym razem się uda? 2) Dochodzę do wniosku, że GW kompletnie nie rozumie nauki światowej XXI wieku. W niej posłuch mają jedynie humaniści nie uczestniczący w światowej rywalizacji naukowej i nie rozumiejący jakim wysiłkiem jest umieszczenie czegoś na LF i jaką to ma wartość. Poza tym - niestety - ton nadają niewolnicy swoich życiorysów, którzy kojarzą podważanie habilitacji z wydarzeniami Marca 1968. Paradoksalne, że w tej sprawie Kaczyńscy, PiS i GW mówią jednym głosem. Odpowiedz Link Zgłoś
smile010 Najwybitniejsi humaniści 16.04.08, 11:36 Można zadać pytanie na podstawie jakiego kryterium określono grupę 44 nawybitniejszych polskich humanistów? Kto jest pierwszym najwybitniejszym, kto 42,43,44, a kto 45,46,... . To jest poprostu żałosna bufonada. Straszycie Szanowni Państwo zapaścią cywilizacyjną i obniżeniem poziomu nauki. A gdzie było grono "44 najwybitniejszych polskich humanistów", kiedy znoszono obowięzek zdawania matematyki na maturze? Nie protestowaliście Państwo z tego powodu. Wasze wielkie umysły nie potafiły dostrzec związku pomiędzy koniecznością masowej edukacji matematycznej na przyzwoitym poziomie a rozwojem cywilizacyjnym Polski. Dotyczy to także humanistów. Kto tego nie dostrzega, niewiele rozumie z otaczającej rzeczywistości. Szanowni Państwo przez dziesiątki lat obowiązująca w Polsce habilitacja nie spowodowała podniesienia, czy nawet tylko utrzymania poziomu nauki w Polsce. Habilitacja jest jednym z głównych (obok marnego finansowania) powodów degrengolady w naukach technicznych. Albo postawimy na masową współpracę środowisk naukowych z przemysłem (habilitacje stanowią w tym przypadku ogromną przeszkodę), co doprowadzi w dłuższej prespektywie czasowej do rozwoju technologicznego kraju, albo zakonserwujemy obecny stan w którym głownym celem prac badawczych nie jest rozwiązywanie rzeczywistych problemów, tylko zdobywanie kolejnych stopni i tytułów naukowych. Można tutaj zastosować analogię do kopalni węgla, która cały wydobyty węgiel zużywa na własne potrzeby. Mam nadzieję, że Pan Premier i Pani Minister nie zrezygnują z szybkiego wprowadzenia reformy polskiej nauki. KAŻDA KORPORACJA ZAWODOWA PILNUJĄC PARTYKULARNYCH INTERSÓW BRONI SIĘ PRZED WPROWADZENIEM REFORM. Odpowiedz Link Zgłoś
nfao5 Najwybitniejsi polscy inzynierowie z habilitacja 16.04.08, 13:31 Na poczatek to dac im kielnie i lopaty, tym wszystkim prof. dr hab. od budownictwa i gornictwa, i wyslac na budowe metra w Warszawie. Niech habilitowani eksperci od geologii podtrzymuja ten tunel za stacja Marymont, aby sie nie zapadal, habilitowani elektrycy niech pomoga zalozyc instalacje elektryczne, a habilitowani eksperci od pojazdow niech sie zajma remontami przegladami pociagow metra. Wtedy zaobaczymy, co oni naprawde soba reperezentuja! Odpowiedz Link Zgłoś
amanasunta Propnuje zrownac honoris causa z doktorem -:)))))) 16.04.08, 20:37 Swiat nauki polskiej wzbogaci sie o takich tuzow jak Walesa i Lepper. Bartoszewski tez sie zalapie,niech ma chlop na starosc.Tylko Olek - prezydent zachla ryj w swoim 800-metrowym apartamencie,cichutko w kaciku.....wychla swoje pol litra-:)))))Magistra bidula nie zalapie. Odpowiedz Link Zgłoś
malgorzata-4 to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko tak 16.04.08, 20:44 siebie nazywają. Kto ich zna na świecie???Kto ich cytuje??? Czy ich "twórczość" jest choćby w bibliotece Kongresu Amerykańskiego??? Matematyka, fizyka i chemia są w pierwszej 20-tce. Reszta się nie liczy. A własnie tacy "intelektualiści" doprowadzili do tego ,że wybitni powyjeżdżali. Premierze proszę być twardym. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 16.04.08, 20:49 to prosze sobie zobaczyc indeks cytowan Sztompki. od czasu do czasu sie go cytuje..... Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 16.04.08, 20:57 Malgorzata ma sporo racji. W tym panteonie jest sporo gwiazd, ktore maja duzo do powiedzenia na kazdy temat, ale na cytowania sie nie przeklada. Polska nalezy do "transition countries" i na ten temat sie sporo w swiecie publikuje. Gdzie sa publikacje z Polski? Gdzie sa cytowania tych gwiazd, ktore kazda dyskusje medialna monopolizuja i swoim autorytetem narzucaja sposob myslenia? List 44 (to jakies szalenstwo z Mickiewicza?) ukazal sie tuz przed ogloszeniem rzadowych planow reform. Ci "wybitni" powinni byli choc zaczekac na oficjalne ogloszenie programu przeciw ktoremu protestuja. Jezeli sygnatariusze pretenduja do miana elit intelektualnych kraju, to takie zachowanie ze strony tych rzekomych elit jest skandaliczne. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 16.04.08, 21:04 khmaro drogi, uwielbiam te polskie skandale....ja mysle ze oni maja sobie prawo do mowienia tego, co im sie tylko podoba. ich sprawa. i zeby to od razu skadnal byl? pewnie miedzynarodowy od razu. i wie pan dobrze, ze tam sa rowniez gwiazdy miedzynarodowe, do poziomu kotrych ja nie mam nawet startu, jesli Pan ma, to moge tylko pozazdroscic. i wreszcie, ja watpie, zeby oni sami siebie nazwali wybitnymi, wiec o co idzie? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 21:26 Sa gwiazdy miedzynarodowe i sa uczeni o bardzo prowincjonalnym dorobku. Nie podoba mi sie udzial wielu tych gwiazd i gwiazdeczek w rozpetywaniu medialnej histerii. Zostaly przygotowane bardzo szczegolowe zalozenia wstepne do reformy calego systemu. Zaden rzad do tej pory na tak kompleksowy plan sie nie zdecydowal. W tej chwili potrzebna jest merytoryczna dyskusja nad tymi zalozeniami a nie histeryczne wrzaski o koncu swiata poparte przez medialne gwiazdy z kompletem literek przed nazwiskiem, ktore w wywiadach przyznaja "ja tego pokolenia nie rozumiem". Cala medialna histeria dotyczy jednego sformulowania w zalozeniach: "zniesienie habilitacji jako stopnia naukowego". Stopnia nie damy, obojetne co by mialo byc zamiast niego? Dla mnie to nie jest wojna o habilitacje, ale wojna przeciw reformie PAN, przeciw jakimkolwiek probom zobiektywizowania zasad oceny dorobku naukowego, przeciw miedzynarodowym recenzjom. Przeciw wszystkiemu, co mogloby zagrozic dotychczasowym przywilejom, ktore bardzo czesto nie sa zasluzone i nie maja przelozenia na zaden dorobek naukowy poza popularonaukowa publicystyka. Ma racje Tusk - Norman Davies nie moglby byc w Polsce promotorem pracy doktorskiej. A co by bylo, gdyby takiemu Davisowi odbilo i stanolby do udzialu w konkursie na dyrektora instytutu PAN? Zgroza!!! Zebralo sie grono starcow i wrzeszczy - prosze nie otwierac okna, bo sie przeziebie. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 21:49 Co do Normana daviesa jako przykładu. Bardzo lubie tego autora. uważam, że ma swieże spojrzenie na historie naszego grajdołka. Nie jestem jednak historykiem i nie porywam się na jego ocene merytoryczną. Pamiętam jednak, że przy okazji publikacji kolejnych jego książek zawsze wracały zarzuty dotyczące warsztatu naukowego tego historyka i zawartości merytorycznej jego prac. Khmara powie - to z zawiści. Ja nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 23:07 khmaro, ja rozumiem ze jest skandal, bo oni osmielili sie nie zgodzic z panem. jakos podejrzewam, ze gdyby sie zgodzili, to skadnalu by nie bylo. o PAN chodzi....hmmmm.... ja bym jeszcze zapytal kto za tym stoi i piecze swoja brudna pieczen na ogniu krzywdy uciemiezonych adiunktow.... Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata PS 16.04.08, 23:10 a z tym Normanem Daviesem to to chyba niedokladnie tak, nie? Norman Davis, jak nam to wskazuje kolego Keller, moze miec tylko PhD, dopoki nie jest obywatelem polskim. poza tym, tak szczerze mowiac, nie jestem pewien czy nalezy zniesc habilitacje dla Normana Daviesa. mam nadzieje, ze on chociaz wyrazil ochote na to, zeby byc promotorem Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 23:38 dalatata napisał: > o PAN chodzi....hmmmm.... ja bym jeszcze zapytal kto za tym stoi i > piecze swoja brudna pieczen na ogniu krzywdy uciemiezonych > adiunktow.... A co maja adiunkci do rzeczy? PAN ma byc reformowany w pierwszej kolejnosci. A szykuja sie takie mniej wiecej zmiany (cytuje wybiorczo z ministerialnej prezentacji): Praca wyselekcjonowanych Komitetów PAN (ok. 30) i administracji centralnej PAN powinna byc poddawana okresowym audytom. Instytuty PAN, powinny podlegac cyklicznemu zewnetrznemu audytowi wykonanemu przez miedzynarodowe zespoły ekspertów. Wyniki audytu beda podstawa decyzji dotyczacych miedzy innymi: modyfikacji zestawu grup badawczych w instytucie, łaczenia instytutów (z uwzglednieniem instytucji zewnetrznych) lub likwidacji instytutów. przeprowadzanie miedzynarodowych konkursów na dyrektorów instytutów; Wymagania jak dla Maxa Plancka! Cos z tym trzeba zrobic, bo nas posla w stan spoczynku! To PO to gorsze od PiSu! Warto sprawdzic, ilu sygnatariuszy listu 44 jest zwiazanych z PAN. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 23:56 adiunkci maja z tym wspolnego tyle, co 'list 44' z reforma PAN. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:01 za grosz sie nie znasz na polityce nie zrobilbys habilitacji w Polsce ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:04 jasne ze nie znam sie. i jestem naiwny. i wogle. i dobrze ze zrobilem wczesniej, bo teraz to na pewno bym nie zrobil :-) Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:06 alez teraz to bys wlasnie zrobil bez problemu ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:21 no wlasnie nie. ja ja zrobilem bez wiekszych problemow prawie 10 lat temu. teraz, przy mojej naiwnosci i nieznaniu sie na polityce? nigdy w zyciu. a tak powaznie mowiac, w propozycjach Kudryckiej nie ma jednego, a przynajmniej ja tego nie znalazlem. nie ma mechanizmu zapewniajacego ze nowy system bedzie dzialal, ze nie bedzie go mozna naduzyc. jej przyszlo do glowy to, ze miedzynarodowe panele beda oceniac PAN (nawiasem mowiac, nie wierze w to, to sie bedzie rozmydlalo - Polak potrafi!), nie przychodzi jej do glowy wporwadzenie niczego innego miedzynarodowego. wiele mi sie nie podoba w tej reformie, jednak jeszcze gorsze od tej reformy bedzie jej fiasko. a ja nie widze (ale moze w pelnym dokumencie to sie znajduje), mechanizmow zabezpioeczajacych. to jest wishful thinking w duzej mierze. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:33 Na razie to sa zalozenia do reformy. Wszystko zalezy od tego, co z tego trafi do projektu ustawy i co z tego zostanie, jak zabierze sie za to parlament. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:36 to prawda...nawiasem mowiac, ta reforma nie jest az tak radykalna jak moglaby byc (poza miedzynarodowym audytem PAN, nie ma tam nic radykalnego). w sejmie ja jeszcze stonuja.....i jako sie przestaje martwic o habilitacje.... jakakowliek ona bedzie,zle by bylo gdyby ta reforma upadla. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:43 dalatata napisał: > jakakowliek ona bedzie,zle by bylo gdyby ta reforma upadla. zgadzam sie. Tez mi sie niektore szczegoly nie podobaja - troche za duze pole do interpretacji, ale ogolnie to ma szanse zadzialac. Nareszcie sie troche przewietrzy... Odpowiedz Link Zgłoś
wiarusow Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 15:25 Zrobiles, bo miales plecy, a nie wiedze. Znales nie co trzeba, ale kogo trzeba... :( dalatata napisał: no wlasnie nie. ja ja zrobilem bez wiekszych problemow prawie 10 lat temu. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:28 Prywatne zyja przede wszystkim ze studiow licencjackich, a tu nie ma juz duzego zapotrzebowania na habilitowanych. Kilka lat temu minima kadrowe dla studiow licencjackich zostaly obnizone (zwiekszono liczbe wymaganych dr) za sprawa lobby... malych szkol panstwowych. A do prowadzenia studiow magisterskich pewnie wprowadza minimum wymaganych dr cert. i prywatne i tak nic nie zyskaja. Cala arefe nakreca profesura panowska i czlonkowie PAN, bo oni najwiecej na tych wszystkich reformach traca. Jak wprowadza audyt miedzynarodowy instytutow humanistycznych i zaczna "zespoly" rozliczac z publikacji, to sie okaze, ze wszystkie te instytuty sa do likwidacji w pierwszej kolejnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:31 to jest taka optymistyczna wersja szkol prywatnych....niech bedzie.co do minimow kadrowych zobaczymy (wedle mnie to jest najwieksza zakala poslkiej nauki) a co do profesury PAN.....wiem, oni pieka te brudna profesorska pieczen na niejawnym ogniu dorobku Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:37 dalatata napisał: > a co do profesury PAN.....wiem, oni pieka te brudna profesorska > pieczen na niejawnym ogniu dorobku > aha, no, piora z tej pieczeni poleca, jak sie miedzynarodowy audytor do niej dobierze Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:46 zalatwi sie i to.....naprawde wierzysz w te miedzynarodowe audyty? tak z reka na sercu? ja niestety nie. i mowie to z bardzo ciezkim sercem..... bo to jest najlepsza czesc projektu Kudryckiej. oj przewietrzyc te wszystkie instytuty. ale wlasnie przez to ze sie da zalawic, ta reforma padnie. nie ma w niej nic, co wskazuje na mechanizm zabiezpieczajacy przed kompletnym wydymaniem tego systemu. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:51 kompletenie wydymane to jest wszystko w tej chwili. jest szansa ze przynajmniej przez jakis czas bedzie dzialac Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:57 zgadzam sie z ocena tego co jest teraz. niestety nie widze nadziei na to, ze nowy system bedzie dzialal inaczej. i to jest najsmutniejsze dla mnie w tej calej dyskusji. khmara napisał: > kompletenie wydymane to jest wszystko w tej chwili. jest szansa ze przynajmniej > przez jakis czas bedzie dzialac Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 01:09 Jezeli zaczna reformowac od PANu, to zaczna od samej gory. Od glowy, jak mowi Wieczorek. I bardzo dobrze. Jezeli wprowadzac miedzynarodowa ocene, to sensowniej zaczac od tej glowy, ktora juz wrzeszczy, niz od doktoratow. Reforma zaklada bardzo duza plastycznosc PANu, wiec jezeli audytor wyda zalecenie rozwiazania zespolu, to trzeba to bedzie wprowadzic w zycie. W ten sposob jest szansa, ze to sie nie zasklepi i nie zaskorupi. Jak w tym dowcipie o bacy, co nosil koty w worku i robil im co jakis czas rewolucje, jak za mocno zaczynaly w plecy drapac. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 01:13 oj potrzebne to! jednak moge sie zalozyc ze nigdy zaden audytor nie wyda takiego zalecenia. ael oby sie mylil. dobranoc. czas poczytac. Odpowiedz Link Zgłoś
gazetapl.online Mafia prof.: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie! 25.12.08, 14:24 A tu sie zgadzam z khamara: Dla mnie to nie jest wojna o habilitacje, ale wojna przeciw reformie PAN, przeciw jakimkolwiek probom zobiektywizowania zasad oceny dorobku naukowego, przeciw miedzynarodowym recenzjom (dodal bym tez, ze contra uznawaniu w PL dyplomow z USA, Australii czy Kanady - LK). Przeciw wszystkiemu, co mogloby zagrozic dotychczasowym przywilejom, ktore bardzo czesto nie sa zasluzone i nie maja przelozenia na zaden dorobek naukowy poza popularonaukowa publicystyka. Ma racje Tusk - Norman Davies nie moglby byc w Polsce promotorem pracy doktorskiej. A co by bylo, gdyby takiemu Davisowi odbilo i stanolby do udzialu w konkursie na dyrektora instytutu PAN? Zgroza!!! Zebralo sie grono starcow i wrzeszczy - prosze nie otwierac okna, bo sie przeziebie. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Sygnatariusze powinni sie wstydzic 16.04.08, 20:49 www.nauka.gov.pl/mn/_gAllery/36/57/36574/20080416_projekt_zalozen_reformy.pdf www.nauka.gov.pl/mn/_gAllery/36/57/36572/20080416_prezentacja_KPRM.pdf Odpowiedz Link Zgłoś
smile010 Re: Sygnatariusze powinni sie wstydzic 16.04.08, 22:14 Pewnie niewiele osób zapoznało się z projektem reformy, bo dyskutanci nie odnoszą się do meritum, tylko kierują się intuicją. Po raz pierwszy mamy do czynienia z kompleksowym projektem reformy polskiej nauki. Duże uznanie dla Pani prof. Kudryckiej i całego zespołu, który opracował ten dokument. Wykazaliście się Państwo sporą odwagą, bo chcąc-niechcąc staliście się czarnymi owcami w tym stadzie "wybitności". Odpowiedz Link Zgłoś
pisubek Jak rozwalic uniwersytet? Zniesienie habilitacji 16.04.08, 22:28 to tylko zaslona dymna. Chodzi tylko o to, zeby szkoly prywatne nie musialy zatrudniac kosztownych pracownikow. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Idz gdzie indziej kit wciskac 16.04.08, 22:31 Nie ma w Polsce prywatnych uniwerystetow, wiec sie nie rozwala. pisubek napisała: > to tylko zaslona dymna. Chodzi tylko o to, zeby szkoly prywatne nie musialy > zatrudniac kosztownych pracownikow. > Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Idz gdzie indziej kit wciskac 16.04.08, 23:15 tak ogolnie, to pisubek napisal o szkolach, a nie uniwersytetach, wiec, khmaro, blagam, nie tym poziomem. to co mowi pisubek nie jest az takie glupie, jak by sugerowala Pana riposta. zniesienie habilitacji jest na reke szkolom prywatnym, ktore cierpia na brak kadry i wypelniania wymogu pensum kadrowego. jest mniej na reke szacownym uniwersytetom, ktore cierpia na nadmiar kadry. mysle ze nie ma sensu temu zaprzeczac, bez wzgledu na to, czy sie jest za czy przeciw habilitacji. Trudno tez nie widziec tego, ze Kudrycka dazy do rozwiazania dobrego dla siebie. khmara napisał: > Nie ma w Polsce prywatnych uniwerystetow, wiec sie nie rozwala. > > pisubek napisała: > > > to tylko zaslona dymna. Chodzi tylko o to, zeby szkoly prywatne nie musia > ly > > zatrudniac kosztownych pracownikow. Odpowiedz Link Zgłoś
wissarionowicz Re: Jak rozwalic uniwersytet? 19.02.09, 12:40 Nie dopuszczac nan swiezej krwi, szczegolnie stwarzac bariery w uznawaniu zachodnich stopni i tytulow naukowych, jako obcych naszej polskiej tradycji. Trzymac sie za wszelka cene modelu z : 1. Habilitacja, aby spowolnic kariere mlodych naukowcow i uzaleznic ich bardziej od obecnej, post-PRLowskiej profesury. 2. Dozywotnim tytulem profesora "belrwederskiego", aby mlodzi naukowcy wiedzieli, ze dopiero po szescdziesiatce mozna w Polsce zostac naprawde samodzielnym naukowcem. 3. Nie uznawac doktoratow (PhD)z krajow aglosaskich (USA, UK, Australii, Kanady etc.) a takze nie uznawac doktoratow z Niemiec, Francji, Skndynawii i ogolnie z tzw. Zachodu, ale uznawac automatycznie doktoraty z takich poteg naukowych jak Slowacja czy Libia, bowiem Zachod, jak wiadomo, jest zgnily i imperialistyczny. 4. Popierac model kariery typu "od studenta do rektora na jednej i tej samej uczelni", bo tylko wtedy mamy pewnosc, ze ktos przypadkowy i nam nieznany nie zrobi naukowej kariery w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
wissarionowicz Jak rozwalic uniwersytet? 19.02.09, 13:06 Przede wszystkim, to brakuje nam dziś w Polsce odpowiedniej polityki naukowej. A wiec po pierwsze, to nie wolno nam, i to pod żadnym pozorem, dopuszczać do polskiej nauki świeżej krwi, szczególnie zaś należy stwarzać nieprzezwyciężalne bariery w zatrudnianiu w RP naukowców z zagranicznymi kwalifikacjami poprzez uniemożliwienie nostryfikacji w Polsce zachodnich stopni i tytułów naukowych, jako obcych naszej polskiej, sarmackiej tradycji. Trzymać się tez należy, i toteż za wszelka cenę, modelu z: 1. Habilitacją, aby spowolnić karierę młodych naukowców i uzależnić ich bardziej od obecnej, post-PRLowskiej profesury, utrzymując tym samym obecna, jakże wysoka jakość naszej polskiej nauki, jak wiadomo przodującej na swiecie. 2. Dożywotnim tytułem profesora „belwederskiego”, aby młodzi naukowcy wiedzieli, ze dopiero po sześćdziesiątce można w Polsce zostać naprawdę samodzielnym naukowcem - jak bowiem wiadomo, to nikt jeszcze nie wymyślił nic nowego w wieku poniżej 55-60 lat. 3. Nie uznawać (i to także po żadnym pozorem) doktoratów (PhD) z krajów anglosaskich (USA, UK, Australii, Kanady etc.) a także nie uznawać doktoratów z Niemiec, Francji, Skandynawii i ogólnie z tzw. Zachodu, ale uznawać automatycznie doktoraty z takich potęg naukowych jak Słowacja czy Libia, albowiem Zachód, jak wiadomo, jest zgniły i imperialistyczny. 4. Popierać wszelkimi siłami model kariery typu „od studenta do rektora na jednej i tej samej uczelni”, bo tylko wtedy mamy pewność, ze ktoś przypadkowy i nam nieznany nie zrobi naukowej kariery w Polsce i nie obniży nam tym samym jakże wysokiego dziś poziomu nauki polskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Zalozenia ministerialne 16.04.08, 23:47 rzeczywiscie, ja wlasnie sobie przeczytalem prezentacje ministerialna. czesc jest ciekawa, czesc jest wyjatkowo niejasna, czesc jest idiotyczna. bo czyz nie jest idiotyczne stwierdzenie o umiedzynarodowieniu uczelni przez udzial w projektwach miedzynarodowych i zwiekszeniu ilsco studenotw z zagranicy? od kiedy udzial w projektach zalezy od rzadu?! a te setki studentow z UK i z USA jadace do Polski studiowac.....tez widze.... uczelnie flagowe: tragedia, szkoda mowic nawet o tym. niejasne: co to znaczy zniesienie kolokwium habilitacyjnego? to habilitacja zostaje czy nie? jak zwiekszymy mobilnosc ludzi, ktorych nie stac na wynajecie mieszkania nigdzie? obowiazkowe staze? kto za to zaplaci?! skoro naklady na nauke spadaja. co to znaczy zroznicowac wymogi kadrowe miedzy uczelniami? JEST JAWNOSC dorobku naukowego.....wreszcie....ale nie o to chodzilo NFA. chodzi o rezultaty badan..... hurraaaaa: konkursy beda oglaszane na forum ogolnopolskim. yes yes yes!!!!! YEAAAAAHHHHHHH!!!!!! ciekawe: audyt PAN przez panele miedzynarodowe! bardzo dobrze! no. to zeby nie bylo, ze nie wiem co mowie Odpowiedz Link Zgłoś
smile010 Re: Zalozenia ministerialne 17.04.08, 08:40 Tak własnie wygladają dyskusje w polskim środowisku akademickim: "uczelnie flagowe: tragedia, szkoda mowic nawet o tym." Zamiast argumentów, przekonanie o własnej racji. Pomysł z uczelniami flagowymi, to właśnie silna strona projektu reformy. Należy dążyć do stworzenia modelu szkolnictwa wyższego, który będzie przypominał piramidę. Dlaczego? Bo to się sprawdza od wielu lat we wszyskich rozwiniętych krajach. W tych krajach jest miejsce dla uczelni elitarnych, średnich i przeciętnych. Ponieważ w Polsce mamy ograniczone środki finansowe na naukę, więc trzeba je bardzo efektywnie wykorzystać. Warto natomiast dyskutować o sposobie wyboru uczelni flagowych, o sposobie podziału dostępnych środków finansowych dla poszczególnych grup uczelni. Skąd wynikają obawy? Jeśli ktoś jest dobry (wybitny) i ma duże aspiracje naukowe, to bez problemu znajdzie zatrudnienie w takiej jednostce. Ale w tym przypadku przestanie wystarczać zrobiona wiele lat temu habilitacja, która obecnie jest furtką do zajmowania intratnych stanowisk. W pewnej uczelni państwowej, w celu "wzmocnienia" kadry próbowano zatrudnić dr habilitowanego. Jakie warunki przedstawił ten tuz polskiej nauki? Aparatura badawcza? NIE! Finansowanie badań? NIE! Ilość adiunktów i asystentów, z których stworzy zespół badawczy? NIE! To tego pana nie intersowało. Tego pana intersowało jedynie to, czy jako kierownik zakładu dostanie sekretarkę, chociaż w całym instytucie jest zatrudniona tylko jedna (w zupełności to wystarczy) i czy dostanie pensję z górnej granicy widełek. To nie przykład patologii, to ilustracja standardu polskiej nauki. Na szczęście ten osobnik znalazł zatrudnienie w innej Dużej i Uznanej jednostce naukowej. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Zalozenia ministerialne 17.04.08, 09:29 mea cuplpa. tyle ze ja juz o tym pisalem nie raz. uczelnie flagowe sa zlym pomyslem bo nie ma czegos takiego jak flagowa uczelnia. sa dobre instytytuy a nie uczelnie. polityka flagowa doprowadzi do tego, ze slabe instytuty w uczelniach flagowych beda maily cieple kaciki, w ktorych za wiecej pieniedzy beda mogly dalej nie robic nic. a dobre instytuty w nieflagowych uczelniach padna, bo zabierze sie im to co maja teraz. argument o zatrudnieniu jest chybiony. ja moge chciec mieszkac w Bialej Podlaskiej (a nawet Podlasce) i pracwoac tam w dobrym instytucie. flagowe powinny byc instytuty a nie uczelnie.nie ma homogneicznych uczelni, swietnych w kazdym aspekcie ich dzialalnosci. wystarczajaco dobry argument? Odpowiedz Link Zgłoś
gazetapl.online Re: Sygnatariusze powinni sie wstydzic 25.12.08, 14:25 No i co z ta reforma? Kompletna klapa? Odpowiedz Link Zgłoś