Dodaj do ulubionych

Bronią habilitacji

    • 7silesian7 moje marzenie 15.04.08, 12:10
      Jeżeli w danej grupie obowiązuje wymiana pokoleniowa, ilość
      intratnych pozycji/etatów/stanowisk jest ograniczona, młodzi robią
      więcej niż starzy, a starzy czerpią korzyści bardziej z zajmowanej
      pozycji niż rzeczywistej wiedzy (świadomie stawiam bardzo poważny
      zarzut w tym miejscu!). To proszę państwa, w tej grupie mamy po
      prostu zjawisko które określamy mianem fali. Sytuacja jest o tyle
      patogenna, że osoba z wymęczoną habilitacją będzie starała
      sobie „wynagrodzić” lata zależności. Koło zamknięte.
      Problem habilitacji rzeczywiście najbardziej dotyka humanistów. I
      tutaj nie mam pomysłu, przyznaję.
      Jednak w dziedzinach ścisłych dorobek jest dosyć dobrze mierzalny.
      Pozwólcie mi pomarzyć. Nie ma habilitacji. Nie ma tytułów profesora.
      Istniałby tylko doktorat. Coś na kształt prawa do wykonywania
      zawodu. Uprawnień inżynierskich. Panie i Panowie. Papiery na stół!
      Liczą się publikacje, patenty, zdobyte granty itd. Jesteś tak dobry
      jak twoje ostatnie osiągnięcia. Liczy się pomysł i jego realizacja.
      Nie muszę się zastanawiać, czy stanowi on ciągłość tematyczną z
      poprzednim dorobkiem. Nie muszę się zastanawiać czy podjąć
      współpracę z profesorem, czy nie, i jak on zachowa się w chwili
      kiedy będę się starał o habilitację. Starając się o grant miałbym
      takie same szanse jak inni. Moja jednostka macierzysta przedłużałaby
      moje zatrudnienie tylko na podstawie moich osiągnięć – to co wnoszę
      jako dorobek do jej licznika. Dorobek podlegałby okresowej
      weryfikacji i tylko to decydowałoby o dalszym zatrudnieniu. Wolałbym
      przegrać z kolegami w stylu: „Przykro nam to mówić, ale dorobek Pana
      jest poniżej średniej wydziału. Dajemy Panu jeszcze dwa lata. Jak
      nie będzie wyników to się pożegnamy.” Wolałbym czuć nacisk młodych
      doktorantów i doktorów którzy chcą się wykazać, a jednocześnie sam
      zmuszać starą kadrę do intelektualnego wysiłku. Pracując w dużej
      jednostce wiedziałbym, że jej wielkość wynika z rzeczywistej pracy
      całego zespołu a nie z wielkości miasta, przekonania „przecież nas
      nie zamkną” i pracy jedynie kilku zespołów (a resztę to najlepiej
      zamieść pod dywan). Nie miałbym kompleksów pracując w małej
      jednostce skoro wskaźnik dorobku do liczby zatrudnionych miałaby
      wysoki. Problem nadawania stopnia doktora? Te jednostki, które mają
      odpowiedni dorobek naukowy.
      Chcę konkurować o miejsce pracy zarówno z młodymi, świeżo
      upieczonymi doktorami, jak i ze starą kadrą. Niech wreszcie wygra
      lepszy!
    • proteasom Gerontokracja sie broni 15.04.08, 12:40
      Dosc rzadow post-PRLowskiej gerontokracji w nauce polskiej! Precz z
      habilitacja i profesura belwederska! To najwyzszy czas na reformy.
      Panie Premierze, prosze sie nie bac tzw. autorytetow - to zwykla
      grupa nacisku broniaca swojego koryta jak okopow Sw. Trojcy.
      Najwyzsza to pora na powrot nauki polskiej na lono cywilizacji
      zachodniej.Naukowcy powinni byc oceniani wedlug dorobku liczacego
      sie na swiecie, a srodki na badania powinny byc rozdzielane w
      niezaleznych konkursach grantowych. Dosc kumoterstwa i nepotyzmu na
      uczelniach!

      Cezary Wójcik
      • jakub11a Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 12:49
        precz z preczem :)
        • xabc123 Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 12:59
          Precz z preczem z preczem
          • dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:06
            precz z wszystkimi preczami!
            • xabc123 Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:11
              Czyli z Pańskim preczem też precz!
              • proteasom Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:20
                xabc123 napisał:

                > Czyli z Pańskim preczem też precz!

                Amen
              • dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:45
                tak, ale teraz jest Pan drobiazgowy.
      • dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:03
        mam 43 lata i jestem i mam tytul profesorski.
        rozumiem ze ja tez jestem gerontokrata, bo bronie habilitacji.

        a habilitacja to jest ocena dorobku. niech pan wreszcie sonczy z ta
        koszmarna demagogia i niech pan pokaze jak konkretnie zrobic tak,
        zeby konkursy, o ktorych pan mowi, byly uczciwe.

        proteasom napisał:

        > Dosc rzadow post-PRLowskiej gerontokracji w nauce polskiej! Precz
        z
        > habilitacja i profesura belwederska! To najwyzszy czas na reformy.
        > Panie Premierze, prosze sie nie bac tzw. autorytetow - to zwykla
        > grupa nacisku broniaca swojego koryta jak okopow Sw. Trojcy.
        > Najwyzsza to pora na powrot nauki polskiej na lono cywilizacji
        > zachodniej.Naukowcy powinni byc oceniani wedlug dorobku liczacego
        > sie na swiecie, a srodki na badania powinny byc rozdzielane w
        > niezaleznych konkursach grantowych. Dosc kumoterstwa i nepotyzmu
        na
        > uczelniach!
        >
        > Cezary Wójcik
        • proteasom Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:09
          niech pan pokaze jak konkretnie zrobic tak,
          > zeby konkursy, o ktorych pan mowi, byly uczciwe.
          >
          Bardzo prosto - wielokrotnie o tym pisalismy na lamach NFA. Otwarte
          konkursy oglaszane na ogolnopolskim portalu, prowadzone z udzialem
          recenzentow zagranicznych i czlnkow z inncyh uczelni krajowych,
          mozliwosc zaskarzania wynikow konkursu do niezaleznego ombudsmana
          akademickiego. W 100% uczciwych konkursow nie ma nigdzie na swiecie,
          bo ludzie to nie anioly, ale w ten sposob na pewno bedzie uczciwiej
          niz teraz.
          pozdrawiam

          Cezary Wojcik (tez profesor, tylko ze zagraniczny, wiec sie nie
          liczy, tak jak zagraniczne tytuly szlacheckie sie nie liczyly w I
          Rzeczpospolitej...)
          • dalatata Re: Gerontokracja sie broni 15.04.08, 13:38
            zupelnie nie rozumiem jak konkurs na stanowisko uczelniane ma sie
            odbywac z recenzentami zagranicznymi. mowie powaznie, szczegolnie na
            adiunkta, czy 'docenta'. na stopien, absolutnie (pisze o tym do
            znudzenia), na stanowisko? a skad ten zagraniczny bedzie wiedzial,
            czego chce departanement (ja widzialem konkursy, ale tylko na
            profesure gdzie w panelu siedzial zewnetrzny, ale tylko jako
            doradca 'jakosciowy', w sesnie, czy kandydat X moglby byc
            zatrudniony na ich uniwerstyecie jako profesor). w Polsce jest to
            logistycznie i praktycznie nie do zrobienia: przeciez nie bedziemy
            tych wszystkich zagranicznych sciagac na kazdy panel, a to panel
            decyduje, a nie recenzent, bo moga po polsku nie mowic. jeszcze
            dlugo nie do zrobienia. a w malych podrzednych szkolach? zarty!
            recenzenci zagraniczni? bez jaj.

            dlatego jestem za zmodyfikowana habilitacja, jako ocena dorobku,
            ktory jest oceniany przez pryzmat standardow miedzynarodowych. ona
            nie jest taka zla, tylko system jest naduzywany. a wszystko nie ma
            nic wspolnego z wiekiem, tylko z rzetelnoscia. a tego nam brakuje.

            a ja zagraniczny tez, he he. :-). i to sie liczy, tylko zalezy
            gdzie. w dobrych prywatnych uczelniach tez sie liczy.
    • nfa05 Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 13:09
      Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? Napisz:
      listydogazety@gazeta.pl
      a jak sie nie ukaże napisz do NFA !
      • dalatata Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 13:40
        jak sie nie ukaze, to spisek.....nawiasem mowiac moj sie nie ukazal,
        chociaz jestem za habilitacja. pewnie dlatego, ze nie wystarczajaco
        jestem za? albo za niewystarczajaco szlachecki mam tytul :-)

        nfa05 napisała:

        > Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? Napisz:
        > listydogazety@gazeta.pl
        > a jak sie nie ukaże napisz do NFA !
        • chilly Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 17:07
          To już nawet nie kryptoreklama, to jawne zaganianie na swoje forum (czy z tego
          właśnie żyje "kapitalista" dr Wieczorek?)
          • nfa05 Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 17:15
            Tak, skoro NFA umieszcza to co GW nie umieści to jest to -
            'zaganianie'.
            STRACH ogarnia zwolenników jedynie słusznej gazety starajacej sie
            reaktywowac FJN. Ma zwolennikow !
            • dalatata Re: Czy habilitacje należy utrzymać czy znieść? 15.04.08, 17:45
              no ja sie rzeczywiscie troche boje....

              nfa05 napisała:

              > Tak, skoro NFA umieszcza to co GW nie umieści to jest to -
              > 'zaganianie'.
              > STRACH ogarnia zwolenników jedynie słusznej gazety starajacej sie
              > reaktywowac FJN. Ma zwolennikow !
    • kwinks Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chcesz tra 15.04.08, 13:30
      cić ciężko zarobionych pieniędzy na utrzymanie kasty mandarynów.
      Jeżeli chcesz, aby nauka w Polsce nie była chorym geriatrycznie
      człowiekiem Europy (np. wskaźnik ilości projektów naukowych
      finansowanych przez UE liczonych na głowę mieszkańca plasuje nas na
      ostatnim miejscu w UE i jest kilka razy niższy niż np. w Estonii i
      na Cyprze). Jeżeli nie chcesz, poprzez system dotacji UE, dopłacać
      do nauki niemieckiej, czy francuskiej. Jeżeli nie chcesz oglądać
      chałturników z tytułami plecących zdroworozsądkowe androny w TV na
      każdy temat (plaga to nawiedzeni politolodzy i socjolodzy). Jeżeli
      chcesz czytać ciekawe ksążki humanistyczne, a nie oglądać od pięciu
      lat w księgarni te same cegły o niskim nakładzie, które powstały
      pod habilitację. Jeżeli chcesz poprawić wskaźniki innowacji i
      wynalazczości w Polsce (jeden z najniższych w Europie), co wpłynie
      na twój dobrobyt. Jeżeli nie chcesz układów korupcyjnych w nauce, w
      których środkiem obrotu są stanowiska i częściowo habilitacje.
      Jeżeli tego wszystkiego nie chcesz Polski Podatniku to wymuś na
      władzach, które demokratycznie wybrałeś:
      - stosowanie ilościowych (punkty) i konkursowych (bez fikcji)
      procedur awansu,
      - zniesienie habilitacji i "profesora belwederskiego"
      - przyjęcie Europejskiej Karty Naukowca.
      - wprowadzenie zasad wolnego rynku we wszystkich naukach
      stosowanych (reforma JBR)
      Za kilka lat nie będziesz musiał się wstydzić i czytać podobnych
      apeli, bowiem wszyscy zajmą się nauką, a nie noszeniem stopni i
      tytułów.
      • chilly Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 17:11
        Tak trochę nie a propos. Jeżeli za przykład i wzór do naśladowania stawiamy
        Estonię, to dlaczego (te same zazwyczaj osoby) w czambuł potępia się naukę
        rosyjską? Toż ta estońska była maleńkim tylko fragmencikiem nauki radzieckiej
        (czy sowieckiej, jak dziś wypada mówić).
        • kwinks Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 19:03
          Estonia z nauką radziecką nie ma za wiele wspólnego. Miała pewne
          tradycje przedwojenne (Szwedzi jeszcze w XVII wieku założyli
          uniwersytet w Dorpacie (Tartu). Po zapaści za Sowietów, bardzo
          szybko nawiązała kontakt z nauką światową (Fakt, że pomagali w tym
          Szwedzi i Finowie). Przyjęli właśnie wzorce zachodnie a odrzucili
          radzieckie. I to procentuje. Naukowcy w Polsce są też antysowieccy,
          tyle że tylko werbalnie.
          • chilly Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 19:40
            Wybacz, Kwinks, ale w ten brak wpływu nauki radzieckiej na estońską jakoś nie
            mogę uwierzyć. Tradycje, owszem, ważne, ale i my mieliśmy piękne tradycje. Już
            bardziej wierzę w tę chęć odcięcia sie od przeszłości i obrócenie sie ku
            Skandynawom.
            By the way, dlaczego my się nie obrócimy? Szkolnictwo fińskie należy do
            najlepszych na świecie. A my zamiast poprosić o pomoc, skopiować dobre wzory,
            jak zwykle idziemy "trzecia drogą".
            • kwinks Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 19:56
              Napisałem, że za sowietów był tam dołek i to był ten wpływ.
              • chilly Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 21:20
                No tak, ale w powszechnej opinii nasz "dołek" zawdzięczamy temu
                samemu. Dlaczego więc tam jest tak dobrze, a tu tak źle? Może "tam"
                zamiast gadać, po prostu zabrali sie do roboty?
                • dalatata Re: Apel do podatnika polskiego. Jeżeli nie chces 15.04.08, 21:24
                  od razu do roboty sie brac. nie przesadza pan troche?

                  chilly napisał:

                  > No tak, ale w powszechnej opinii nasz "dołek" zawdzięczamy temu
                  > samemu. Dlaczego więc tam jest tak dobrze, a tu tak źle?
                  Może "tam"
                  > zamiast gadać, po prostu zabrali sie do roboty?
    • kwinks Wkład postkomunistycznej/postsolidarnoś ciowej (do 15.04.08, 13:33
      wyboru) nauki polskiej do wiedzy ogólnoludzkiej:
      Nauki nowe:
      Gerontologia praktyczna (albo Zarządzanie gerontologiczne nauką)
      Synekurologia stosowana (bardzo szeroko)
      Fasadologia (nauka jak nie dopuszczać do zmian używając tzw.
      autorytetu)
      Psychologia narcyzmu profesorskiego (tzw. wielkie nazwiska)
      Komitetologia (dział synekurologii zajmujący się metodologią
      tworzenia zbytecznych Komitetów)
      Lamentologia Profesorska Stosowana (przy okazji dzielenia budżetu)
      Gnoza profesorska (tajna nauka o umiejętności ukrywania
      niekompetencji)
      Apelologia (nauka o pisaniu nieskutecznych apeli do władz), w tym
      odmiana: apelologia komiczna
      Monografologia teoretyczna (pisanie tzw. monografii pod
      habilitację, których nikt nie czyta)
      Wizytologia Profesorska (jak zostać Visiting professor uczelni
      anglosaskiej nie znając angielskiego)
      Stare nauki po nowemu:
      Paleontologia - nauka o rozpoznawaniu i konserwacji skamieniałości
      profesorskich
      Ochrona środowiska (kolesiów esbesiów)
      Mechanika (Pierwsze prawo poparcia: poparty poprze)
      Ikonografia (umiejętność odczytywania hieroglifów z pożółkłych 30-
      letnich notatek na wykłady)
      Dla młodych. Przydatne umiejętności w nauce polskiej:
      Gimnastyka korekcyjna (nauka chodzenia w półukłonie przed
      Profesorem)
      Znajomość języka angielskiego (gdy Profesor dostanie przypadkiem
      korespondencję z zagranicy, albo trzeba napisać angielskie
      streszczenie do monografii Profesora)
      Znajomość obsługi komputera (komputera Profesora)
    • prof_uj Bronią habilitacji 15.04.08, 13:43
      Zawsze jest jakies ale. To prawda, ze na zachod od Odry juz prawie habilitacji
      nie ma i zeby byc profesorem, wystarczy byc doktorem. Ale prawda jest taka, ze
      poziom doktoratow z najlepszych szkol na Zachodzie jest niebotyczny w porownaniu
      ze srednim polskim doktoratem (doktoraty na najlepszych zachodnich uczelniach
      wnosza cos istotnego do nauki swiatowej, sa publikowane w najlepszych,
      prestizowych czasopismach, doktorant ma przed obrona 4-6 publikacji). Ze na
      prestizowe uczelnie dostaja sie (na profesury) NAJPELSI doktorzy z NAJLEPSZYCH
      uczelni a nie doktorzy studiow doktorskich przy np. z Wyzszej Szkoly Czegos Tam
      w Pecimiu Dolnym.
      Dalej, zeby byc zatrudnionym na stale (po 6-8 latach pracy jako
      professor-stazysta) trzeba "wychodowac" 3-5 doktorow i miec imponujacy dorobek
      publikacyjny w prestizowych czasopismach, o ktorego znaczeniu swiadczy
      CYTOWALNOSC i, dodatkowo, zapraszanie jako tzw. invited speaker na swiatowe
      konferencje. I recenzje niezaleznych recenzentow. Jesli Rada Wydzialu
      JEDNOGLOSNIE uzna, ze kandydat jest OK, wysyla wniosek do Rektora o
      stabilizacje, ktory moze albo i nie zatwierdzic. Nie widze, jak to ma byc
      latwiejsza droga do profesury niz habilitacja. Oczywiscie, jesli Rada Wydzialu
      albo Rektor nie zatwierdza kandydatury, nastepnego dnia kandydat oddaje klucze.

      Jaki wariat chcialby po 10-15 letniej karierze zawodowej prawnika, chirurga itp
      itd starac sie o etat profesorski w polskich warunkach?

      Chce Pani Minister podniesc poziom nauki w Polsce? Wystarczy podniesc
      poprzeczke. na przyklad wprowadzic wymog aby przy doktoracie recenzentami
      dorobku byl jeden recenzent z Polski i 2 recenzentow z wiodacych osrodkow
      swiatowych wskazanych przez CCK (recenzent z osrodka promujacego bylby czlonkiem
      komisji obrony i na podstawie jego opinii Rada Wydzialu dopuszczala kandydata do
      procedury). Podobnie z grantami MNiSzW. Przeszlaby co 10 pcaca doktorska, co 20
      wniosek grantowy.

      OK, jesli MNiSzW zniesie habilitacje, niech zniesie tez w tym samym momencie i
      centralnie ustalane programy studiow wydzialowych i kierunkowych sprawdzane
      przez "Komisje Akredytacyjna". Wtedy regulatorem stanie sie rynek (pracy i nauki).
      • pyzz Re: Bronią habilitacji 16.04.08, 11:23
        > Ale prawda jest taka, ze
        > poziom doktoratow z najlepszych szkol na Zachodzie jest niebotyczny w porownani
        > u
        > ze srednim polskim doktoratem
        Tylko, że to wynika nie z tego, że doktoranci źli, tylko, że profesorowie są źli.
        Poziom doktoratów wynika z warunków, na jakich doktoranci pracują.
        Mechanizm jest bardzo prosty:
        Doktoranci pracują na zasadach niewolniczych.
        Efekt tego taki, że koszty pracy związane ze stanowiskiem doktoranta są
        mikroskopijne w porównaniu zarówno z asystentem, adiunktem, czy post-dokiem.
        To z kolei implikuje fakt, że uczelnie zrezygnowały praktyczne w ogóle z
        zatrudniania jakichkolwiek adiunktów, czy asystentów (o post-dokach nie
        wspomnę), bo taniej im całą tę robotę zwalić na doktorantów.
        Z tego powodu doktoranci zajmują się WSZYSTKIM, tylko nie pracą naukową. Wcale
        NIE DLATEGO, że są głupi, czy leniwi, tylko dlatego, że im profesorowie każą
        robić mnóstwo krótkoterminowych głupot (jak choćby takie zwyczajne oszustwa, jak
        prowadzenie zajęć za profesora). Tak na konkretach: na wydziale Biologii UJ
        doktorantom kazano jakiś czas temu wykonywać pracę de facto ochroniarzy: wydział
        udostępniał po zajęciach sale komputerowe studentom, a doktorantom kazano
        siedzieć i pilnować studentów, aby nie kradli sprzętu ORAZ, aby nie ściągali
        filmów i mp3. A tak się składa, że jak doktorant ma psi obowiązek siedzieć i
        zaglądać studentom przez ramię i sprawdzać co ten robi w internecie, to nie jest
        w stanie latać po lesie i podpatrywać co robią dzięcioły, czy jakie tam badania
        behawioralne prowadzą. Efekt: doktorat słabszy.

        > Dalej, zeby byc zatrudnionym na stale (po 6-8 latach pracy jako
        > professor-stazysta) trzeba "wychodowac" 3-5 doktorow i miec imponujacy dorobek
        > publikacyjny w prestizowych czasopismach, o ktorego znaczeniu swiadczy
        (ciach!)
        Ta, tylko, że jak nauka w Polsce rozwijana jest na zasadzie "doktoranci mierzą,
        a po doktoratach mają se pójść, a adjunktów nie potrzebujemy", to potem na
        stanowiska "profesorskie" aplikuje mniej osób. A jak aplikuje mniej osób, to
        konkurencja mniejsza i trzeba obniżać kryteria.
        Sami sobie, profesorstwo to piwko nawarzyli. Zaklinanie deszczu i głoszenie, że
        to młodzi źli może przekona decydentów i spowoduje dalsze obniżenie kosztów
        pracy doktoranta po stronie pracodawcy, ale NIE spowoduje, że liczba dobrych
        publikacji wzrośnie.
        • nfao5 Re: Bronią habilitacji 16.04.08, 13:33
          I co z tego, ze mam dobry doktorat (PhD z Monash), jak bolszewicki
          dziekan z UW go kwestionuje, bowiem moj promotor (supervisor) z
          Monash nie mial habilitacji?
    • nfa05 Garśc listów do sygnatariuszy 15.04.08, 14:03
      Garśc listów do sygnatariuszy listu
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=78332852
      Chyba wnioski mogą byc ciekawe jak sie porowna z poprzednimi
      akcjami tych samych sygnatariuszy i ich arogacja
    • rheo Ludzie! Tu nie ma o czym dyskutowac 15.04.08, 14:18
      Sprawa jest jasna - habilitacja jest przezytkiem i powinna zostac
      zniesiona. System awansu naukowego powinien byc tak skonstruowany,
      zeby mozliwie mlodzi naukowcy - po doktoracie i krotkim stazu
      (najlepiej w zagranicznych osrodkach) - zaczynali prace na SWOJ
      rachunek. Tylko w ten sposob mozna uruchomic ludzka inwencje i
      poprawic sytuacje w nauce.
      Grono zasiedzialych na stanowiskach i przyzwyczajonych do adoracji
      pracownikow nauki nie chce rezygnowac z przywilejow, poddac sie
      ocenie i konkurowac z innymi. Nawet to rozumiem (choc nie popieram),
      ale czy ten stan powinien akceptowac polski podatnik ?
      • nfa05 Re: Ludzie! Tu nie ma o czym dyskutowac 15.04.08, 14:22
        Tak podatnik tego nie powinien akceptowac ale musi byc o tym
        poinformwoany a GW tego nie robi i dezinformuje.
        Trzeba zrobic apel 440 czy 4 400 i go upublicznić aby podatnik
        wiedział co sie święci.

        rheo napisał:

        > Sprawa jest jasna - habilitacja jest przezytkiem i powinna zostac
        > zniesiona. System awansu naukowego powinien byc tak skonstruowany,
        > zeby mozliwie mlodzi naukowcy - po doktoracie i krotkim stazu
        > (najlepiej w zagranicznych osrodkach) - zaczynali prace na SWOJ
        > rachunek. Tylko w ten sposob mozna uruchomic ludzka inwencje i
        > poprawic sytuacje w nauce.
        > Grono zasiedzialych na stanowiskach i przyzwyczajonych do adoracji
        > pracownikow nauki nie chce rezygnowac z przywilejow, poddac sie
        > ocenie i konkurowac z innymi. Nawet to rozumiem (choc nie
        popieram),
        > ale czy ten stan powinien akceptowac polski podatnik ?
    • toja3003 Formułuję wyśrubowane warunki habilitacji: 15.04.08, 15:57
      czemu od tych ludzi nie zażądać certyfikatu British Council albo
      TOEFLA? Nagle okazałoby się, że jednak tego angielskiego nie znają
      tak? I oczywiście kadra używa komputera , bo „używa poczty
      elektronicznej”. A może tylko to panna Krysia (po maturze tylko ale
      kompa zna) klika myszką za „uczonego”? A zrobić egzamin z podstaw PC-
      ta. Godzinka: napisać i odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo,
      wklepać do excela prostacką formułkę, streścić banalny artykulik z
      wikipedii, posłużyć się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę
      CD/DVD, wszystko – zobaczymy, który z habilitantów zaliczy.

      Samo zwiększanie budżetowych nakładów to zbyt słaby warunek, bo nie
      gwarantuje sensownego wydawania pieniędzy.

      Co to za „nauka” kierowana przez profesorów nie umiejących obsłużyć
      programu poczty elektronicznej na PC-cie? Robi to panna Krysia z
      sekretariatu, po maturze tylko ale umie. No a jak ktoś dzwoni do
      sławnego profesora to on mówi do panny Krysi: „po polsku? Aaaa to
      jestem!”, bo nie zna języków obcych. Wstyd. I wydaje taki kasę na
      granty sprowadzające się do finansowania tłumaczeń zagranicznych
      mądrości z Wikipedii na polski.

      He, he „"Rezydentów", którzy nic nie robią, a zajmują tylko
      stanowiska profesorów, należy usuwać.” – czy ten gość wierzy w to co
      mówi? No może w Łodzi mają nadmiar profesorów ale nie na przeciętnym
      wydziale czy katedrze przeciętnej uczelni. Po pierwsze: im więcej
      mam na liście pracowników, ludzi z tytułami, tym wyżej stoję z moją
      jednostką naukową we wszelkich sondażach a więc mam więcej kasy, bo
      jestem „lepszy”. Po drugie: po to żebym miał prawo doktoryzować i
      habilitować u mnie, muszę mieć określoną ilość profesorów zgadza
      się? Czyli wtedy generuję sobie następnych doktorów i habilitowanych
      i znowu idę wyżej w rankingach i zyskuję kolejne prawa
      doktoryzowania i habilitowania w kolejnych dziedzinach, mam znaną,
      zasobną i szanowaną jednostkę a czy ten profesor coś robi czy nie to
      już insza inszość. Zajęcia odwalą asystenci, dorobek zbierze się do
      kupy z tego co robią młodzi, zdolni (bo przecież z wdzięcznością
      przyjmą profesorską propozycję dopisania się do pracy nie?) i kółko
      kręci się dalej a pan tu panie psorze proponuje te złote kury z
      listy pracowników skreślać? I tylko dlatego, że nic nie robią? Ależ
      oni najwięcej robią już tym, że są na tej liście, że piastują,
      nobilitują, nakreślają kierunki, wytyczają trendy, roztaczają wizje
      i że nie przeszkadzają całej reszcie.







      • chilly Re: Formułuję wyśrubowane warunki habilitacji: 15.04.08, 17:22
        Argumenty powalające. A ja mogę sobie wyobrazić naprawdę wybitnego naukowca,
        który pisze wspaniałe książki, choć nie umie obsługiwać poczty elektronicznej i
        nie wie co to jest USB. Praca z komputerem, co prawda, bardzo by mu ułatwiła
        robotę. Od tego ma jednak panią Krysię, która przepisze jego rękopis. Za to pani
        Krysia, poza prostą obsługą komputera i faksu oraz umiejętnością parzenia kawy,
        nigdy nie będzie w w stanie wznieść sie wyżej (choć przyznaję, znając stosunki w
        polskiej nauce, że może profesor zrobi ja jednak kiedyś doktorem).
        • nfa05 Re: Formułuję wyśrubowane warunki habilitacji: 15.04.08, 17:40
          W projekcie reformy jest informatyzacja takze nauki ale prosze
          spróbowac się skontaktować 'informatycznie' z sygnatariuszami
          listu. Rzadko to jest mozliwe. Polecam władze PAN. Tam nawet wice
          nie maja e-maila. Łatwiej było zinformatyzowac szkoły elementarne a
          nawet przedszkola, ale informatyzacja PAN to nie jest taka łatwa
          sprawa.
          Znam sekretarki przerobiene na doktorki także poza Polska, takze
          takie które jako sekretarki byłu kiepskie a jako doktorki sa
          czołówką światowa w swojej dziedzinie.
          Róznie to w życiu bywa.

          chilly napisał:

          > Argumenty powalające. A ja mogę sobie wyobrazić naprawdę wybitnego
          naukowca,
          > który pisze wspaniałe książki, choć nie umie obsługiwać poczty
          elektronicznej i
          > nie wie co to jest USB. Praca z komputerem, co prawda, bardzo by
          mu ułatwiła
          > robotę. Od tego ma jednak panią Krysię, która przepisze jego
          rękopis. Za to pan
          > i
          > Krysia, poza prostą obsługą komputera i faksu oraz umiejętnością
          parzenia kawy,
          > nigdy nie będzie w w stanie wznieść sie wyżej (choć przyznaję,
          znając stosunki
          > w
          > polskiej nauce, że może profesor zrobi ja jednak kiedyś
          doktorem).
        • toja3003 Oczywiście, że w drodze wyjątku może zdarzyć się „ 16.04.08, 11:52
          Oczywiście, że w drodze wyjątku może zdarzyć się „wybitny
          naukowiec”, który nie umie obsłużyć komputera i nie zna obcych
          języków. Pdobna sytuacja była ze Stanisławem Lemem, który otwarcie
          się przyznawał, że nie umie obsłużyć komputera i nie rozumie jak
          ktoś do niego coś mówi po angielsku i od tych rzeczy miał faktycznie
          swego sekretarza.

          A więc można sobie wyobrazić jakiegoś genialnego Einsteina, który
          dysponując kartką papieru i ołówkiem tworzy przełomowe teorie. Ale
          ja nie mówię o wyjątkach z minionych epok. Przecież jeśli mamy
          takiego niedouczonego profesora w Polsce, za którego panna Krysia
          robi e-maile i zagraniczną korespondencję albo tłumaczy mu na polski
          mądrości z zagranicznych artykułów, to pytam: czy ten człowiek był
          od razu profesorem z sekratarką czy też wcześniej był doktorem i
          magistrem?

          Bo jeśli tak to, pytam dalej, kto pomagał mu przy doktoracie, gdzie
          np. musiał wykonywać badania literaturowe w obcych językach? Kto
          stał obok doktoranta jako tłumacz na międzynarodowej konferencji
          naukowej? Też ciągle jakaś panna Krysia?

          Otóż nie wyobrażam sobie pracownika naukowego bez znajomości
          angielskiego – bo musi mieć kontakt z nauką światową. I nie
          wyobrażam sobie pracownika naukowego bez umiejętności obsługi
          komputera, jako że uczelnia, jak każda współczesna instytucja, jest
          skomputeryzowana i organizacja pracy na uczelni jest w znacznym
          stopniu wspomagana komputerowo.

          • nfao5 Mity na temat Lema 16.04.08, 13:26
            Lem akurat:
            1. Znal sie dskonale na komputerach, tylko go denerwowala ich
            zawodnosc (na poczatku) a pozniej zasmiecenie Internetu przez
            reklamy.
            2. Lem znal doskonale angielski, tyle ze mowil po angielsku z silnym
            slowianskim akcentem (bo sie sam nauczyl tego jezyka), wiec unikal
            wypowiedzi w tym jezyku. I pamietajmy, ze Lem oprocz wspanialej
            znajomosci polskiego mial bone Francuzke, wiec znal perfect
            francuski, zas od ojca, jakby nie bylo oficera CK Armii, nauczyl sie
            doskonalego niemieckiego (wersja wiedenska), a ze mlodosc spedzil we
            Lwowie, to tez mowil plynnie po rosyjsku i ukrainsku. Ze szkoly
            sredniej i studiow medycznych na pewno znal doskonale lacine (stad
            tyle laciny w jego pismach, szczegolnie tych niefantastycznych).
            Nie jestem tylko pewien, jak dobrze znal greke. Ale 99.9% szans, ze
            ja znal i 99.0% szans, ze znal ja dobrze. Mial przeciez za mlodu IQ
            160... A habilitacji nie zrobil!
            • toja3003 Co do języków Lema to masz rację – pisałem jedynie 16.04.08, 17:19
              Co do języków Lema to masz rację – pisałem jedynie, że nie rozumiał
              mówionego angielskiego, bo tak sam twierdził ale poza tym Stanisław
              Lem do nauki się nie nadawał. Nawet próbował u dr Chojnackiego ale
              mu nie wyszło zagadza się?

              Lem był znakomity w wymyślaniu fantastycznych bajeczek i chętnie
              sobie takowe czytam ale to nie nauka. Więcej, padałem ze śmiechu jak
              Lem „naukowo” wypowiadał się np. na tematy internetowo-komputerowe,
              o których nie miał pojęcia. Dysponował wiedzą gazetową i epatował
              nią czytelników gazet. Tyle. Powtarzam: robił to znakomicie, i
              chętnie te felietoniki czy opowiastki czytywałem sobie do poduszki i
              może trzeba było mu dać Nobla z literatury ale co to ma wspólnego z
              nauką?

              To, że Doda dobrze się prezentuje na scenie to nie znaczy, że „się
              do niczego nie nadaje, bo nie zna się na komputerach”. Owszem nadaje
              się do pajacowania na scenie i przyjemnie się na nią patrzy ale to
              też nie nauka prawda?
              • wiarusow Re: Co do języków Lema to masz rację – pisa 17.04.08, 15:33
                toja3003 napisał:
                Co do języków Lema to masz rację – pisałem jedynie, że nie rozumiał
                mówionego angielskiego, bo tak sam twierdził ale poza tym Stanisław
                Lem do nauki się nie nadawał. Nawet próbował u dr Chojnackiego ale
                mu nie wyszło zagadza się?
                1. Rozumial English doskonale, tylko mowil z akcentem. Probowal u
                dra CHOYNOWSKIEGO, ale Choynowskiego zgnoili bolszewicy (nie mylic z
                Marksistami - Marksistami byli np., i sa wciaz, L. Kolakowski i Z.
                Bauman).

                Lem był znakomity w wymyślaniu fantastycznych bajeczek i chętnie
                sobie takowe czytam ale to nie nauka. Więcej, padałem ze śmiechu jak
                Lem „naukowo” wypowiadał się np. na tematy internetowo-komputerowe,
                o których nie miał pojęcia. Dysponował wiedzą gazetową i epatował
                nią czytelników gazet. Tyle. Powtarzam: robił to znakomicie, i
                chętnie te felietoniki czy opowiastki czytywałem sobie do poduszki i
                może trzeba było mu dać Nobla z literatury ale co to ma wspólnego z
                nauką?
                2. Czytales DIALOGI, SUMME, FANTASTYKE I FUTUROLOGIE CZY FILOZOFIE
                PRZYPADKU albo Lema artykuly w "Studiach Filozoficznych"?
                • toja3003 cytowałem wypowiedź Lema, twierdzę, że 17.04.08, 17:33
                  czytałem co najmniej 90% jego pisarstwa (łącznie z felietonami w
                  różnych czasopismach) i twierdzę, że Lem nie miał pojęcia o
                  technologiach "internetowo-komputerowych" i o tym mówiłem a nie o
                  filozofii rozwoju cywilizacji opisanej w znakomitych dziełach, które
                  zacytowałeś. To był znakomity filozof ale nie ekspert od technologii
                  internetowo-komputerowych.
                  • nfao5 Re: cytowałem wypowiedź Lema, twierdzę, że 17.04.08, 17:46
                    OK. Tu zgoda. Sam opisalem jego potkniecia w dziedzinie IT (np.
                    napisal byl, i to chyba w PC World, ze makrowirusy, czyli wirusy
                    dzialajace tylko w ramach plikow danych MS Word'a) sa bardziej
                    szkodliwe niz "zwykle", ktore potrafia zespsuc kazdy plik...
                    Chodzilo mi o to, ze jak napisalem w moim doktoracie, Lem byl
                    filozofem i pisarzem sensu stricte politycznym. Na komputerach zas
                    sie znal niezle, jak na jego generacje, ale oczywiscie ekspertem od
                    IT to on zdecydowanie nie byl.
                    Pozdr. :)
                    • toja3003 zdaje się, że się dogadaliśmy, 18.04.08, 09:04
                      np. w jednym ze swych dzieł opisywał system "ludzkich pikseli"
                      twierdząc, że żaden monitor nie może się równać z nim
                      rozdzielczością gdy tymczasem chodziło o śmiesznie małą liczbę 64
                      tysięcy, gdzie indziej znowu udowadniał, że internet wyeliminuje
                      inne języki niż angielski podczas gdy właśnie dzięki internetowi
                      nawet bardzo małe i egzotyczne kulturowo społeczności zyskały
                      platformę zachowywania swojej kultury; myślę zresztą, że Lem nie był
                      doceniony w Polsce (sądzę, że nawet bardziej za granicą był
                      doceniony) a nawet uważam, że powinien był dostać Nobla literackiego
                      i że był wybitnym filozofem, którego warto studiować.
                      • nfao5 Re: zdaje się, że się dogadaliśmy, 18.04.08, 12:35
                        Mam tez taka nadzieje. Nigdy i nigdzie nie pisalem, ze Lem byl
                        ekspertem od informatyki (ICT, computer science), ale ze byl
                        filozofem nauki i pisarzem sensu stricte politycznym i ze jest sens
                        pisac na jego temat, takze doktoraty.
                        arts.monash.edu.au/politics/research/theses.php
                        Lech Keller "Visions of the future in Stanislaw Lem's work" PhD 2002
                        library.monash.edu.au/cgi-bin/Pwebrecon.cgi?v1=4&ti=1,4&SAB1=lech%20keller&BOOL1=all%20of%20these&FLD1=Keyword%
                        20Anywhere%20%28GKEY%29&CNT=20&PID=3JL7d-
                        QZelND7FzQWto04RKH9Y&SEQ=20080418203149&SID=1
                        Visions of the future in the writings of Stanisław Lem by Lech
                        Keller.
                        Author: Keller, Lech, 1949-
                        Title: Visions of the future in the writings of Stanisław Lem
                        [manuscript] / by Lech Keller.
                        Publisher: 2000.
                        Material type: [manuscript] /
                        Description: 2 v. : 31 cm.
                        ------------------------
                        Location: Matheson Library Music Multimedia: Microform
                        Call Number: MICROFICHE 2475/3813
                        Number of Items: 1
                        Status: available
                        --------------------------------------------------------
                        Location: Offsite Store
                        Call Number: K29.92
                        Notes: To be used in Rare Books reading room only
                        Number of Items: 2
                        Status: available
                        • toja3003 oczywiście, że jest sens badać dzieło Lema 18.04.08, 14:46
                          i nawet możnaby się w niektórych kręgach naukowych doszukać czegoś w
                          rodzaju "lemologii"; szkoda, że tak słabo go doceniono i kojarzono
                          jedynie z s-f (zresztą też znakomitą).
                          • nfao5 Re: oczywiście, że jest sens badać dzieło Lema 18.04.08, 21:02
                            Oczywiscie, ze SF Lema byla najwyzszej klasy swiatowej, porownywalna
                            wlasciwie tylko ze Swiftem, Stapledonem, Wellsem i PK Dickiem.
                            Niestety, za Lema wzieli sie w Polsce glownie polonisci typu
                            Jarzebskiego, ktorzy o nauce (science), a wiec i science fiction
                            pojecia nie mieli i miec nie mogli. Na dodatek, znany bolszewicki
                            wojownik o stalinizacje polskiej nauki, niejaki Leszek Kolakowski,
                            strasznie skrytykowal pisma filozoficzne Lema, a Lema pierwszy
                            opiekun naukowy, dr Choynowski, tez zostal usuniety z UJ przez
                            polskich bolszewikow w sluzbie Stalina, stad Lem wzial sie za SF,
                            ktora mu zreszta doskonale sie udala... Mozna powiedziec, ze beton
                            stalinowski nie dopuscil do powstania Lema - swiatowej klasy
                            futurologa (Toffler?) i filozofa, w tym nauki (Russell?), ale
                            niechcacy przyczynil sie do tego, ze mielismy Lema - swiatowej klasy
                            prozaika. Co nie znaczy, ze jego dziela stricte naukowe sa bez
                            wartosci - one tylko nie sa az tak dobre, jak mogly by byc, gdyby
                            polscy bolszewicy nie wzieli sie pod koniec lat 1940. za czystki na
                            UJ. A niektorzy z tych najmlodszych stalinistow sa chyba wciaz na
                            UJ, niby na emeryturze, ale za sznurki wciaz tam pociagaja... :(
                            • toja3003 trafne uwagi, np. porównanie z Tofflerem i również 21.04.08, 10:42
                              jak i ciebie dziwi mnie to wychwalanie byłego ideologa marksizmu -
                              Kołakowskiego i robienie z niego jakiegoś autorytetu. Dla mnie
                              większym jest pan profesor Michał Heller.
                              • nfao5 Re: trafne uwagi, np. porównanie z Tofflerem i ró 21.04.08, 18:46
                                Heller jest zrecznym popularyztorem. Przynajmniej jako ksiadz nie
                                zmienia, jak Kolakowski, swych pogladow wraz z kazda zmiana
                                systemu... Ale tez uwazam, ze jako ksiadz, Heller ma zbyt silna
                                pokuse, aby wszedzie widziec Boga...
                                • toja3003 Zarzut stawiany księdzu, że „wszędzie chce widzieć 22.04.08, 10:49
                                  Zarzut stawiany księdzu, że „wszędzie chce widzieć Boga” brzmi dla
                                  mnie kuriozalnie. Akurat ksiądz jest od tego prawda? Heller ma rację
                                  i słusznie dostał tego "Nobla", wskazując, że na gruncie teologii
                                  naturalnej, możliwe jest naukowe udowodnienie istnienia Boga. Bo
                                  skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się sprężył
                                  i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy
                                  cała Nauka, więc skąd?

                                  • nfao5 Re: Zarzut stawiany księdzu 22.04.08, 12:19
                                    1. Ksiedzu wolno wszedzie widziec Boga, tak samo jak choremu
                                    psychicznie wolno uwazac sie za Napoleona Bonaparte, ale nie wolno
                                    naukowcowi szukac nieistniejacego Boga i mieszac starozydowskie
                                    legendy z naukowo stwierdzalnymi faktami...
                                    2. Swiat powstal bez zadnej ponadnaturalnej przyczyny. Rownie dobrze
                                    moge sie zapytac ksiedza profesora "a skad sie wzial Bog? Kto (co)
                                    go stworzyl(o)?". Zreszta po co idealnemu duchowi (Bogu) swiat
                                    materialny? Zastanowiles sie kiedys nad tym?
                                    3. Nauka uczy nas dzis, ze z "niczego" moze powstac "cos" - p.
                                    wspolczesna fizyka (mechanika kwantowa)... Tyle, ze to za trudne dla
                                    kleru katolickiego... Tu trzeba miec iscie zydowska kiepele, jak
                                    Einstein czy tez, skromnie mowiac, ja (Cadyk z Nowilipek) ;)
                                    Pozdr. :)

                                    PS: Jam Keller (nfao5), a nie Wieczorek (nfa05).
                                    Literka "o" to nie to samo co cyfra "0".
                                    • toja3003 Spokojnie, po kolei: 23.04.08, 16:15
                                      Spokojnie, po kolei:
                                      1. Argument o psychicznie chorych mnie nie przekonuje, to może każdy
                                      każdemu zarzucić i co z tego? I dalej wykażę, że Bóg istnieje i to
                                      jako naukowo stwierdzalny fakt. Otóż
                                      2. Twierdzenie „Swiat powstal bez zadnej ponadnaturalnej przyczyny”
                                      trzeba jeszcze udowodnić, w nauce obwowiązuje logika: założenie-teza-
                                      dowód. Gdzie dowód tego twierdzenia? Brak. Aha, jest to bezdowodowy
                                      dogmat? Można. Ale na każdy aksjomat jest inny aksjomat. Proste
                                      równoległe nie przecinają się w geometrii euklidesowej ale np.
                                      Łobaczewski przyjął inne założenia. W logice boolowskiej są tylko 2
                                      kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice wielowartościowej
                                      ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce niepodważalnych
                                      pewników.

                                      Więcej, już w ramach samego systemu aksjomatycznego istnieją zdania,
                                      o których prawdziwości czy fałszywości nie jesteśmy w stanie niczego
                                      powiedzieć w ramach tego systemu (twierdzenia Gödla). Z kolei
                                      empiria także nie jest jakimś absolutem, w który trzeba bezwarunkowo
                                      wierzyć. Nie ma „czystych danych empirycznych”. Zawsze związane są
                                      one z naszą zmysłową i modelową interpretacją. Zmysły mają swoje
                                      ograniczenia a model jest tylko uproszczeniem rzeczywistości.

                                      Z kolei w obliczu unikalności pewnych obiektów nie mamy szans na
                                      powatrzalność doświadczeń, względnie na ich przeprowadzenie. Jest
                                      jeden gatunek ludzki z jedną historią i cywilizacją, jedna Ziemia i
                                      jeden Wszechświat, który znamy, z jedną ewolucją materii i przyrody
                                      ożywionej. To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego
                                      w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie
                                      obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu
                                      lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim. Sama fizyka niewiele ma
                                      do powiedzenia na temat fenomenu świadomości, bo nie zajmuje się
                                      funkcjonowaniem obiektów żywych. Takie pojęcia jak np. wolność czy
                                      świadomość są jej obce. Tu potrzebne są z jednej strony dokonania
                                      nauk humanistycznych a z drugiej ich powiązanie np. z biologią,
                                      chemią, genetyką, informatyką (infogenetyką), neurologią; z fizyką
                                      też ale jak widać nie tylko.

                                      I dalej odpowiadam na pytanie "a skad sie wzial Bog?". Otóż w nauce
                                      istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na
                                      myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych
                                      praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są inne prawa
                                      czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać inaczej to
                                      chętnie posłucham.

                                      Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać,
                                      twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można
                                      przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i
                                      dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z
                                      samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową)
                                      ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga”
                                      zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę
                                      wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z
                                      materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej”
                                      itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I
                                      jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
                                      człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

                                      Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
                                      sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i
                                      będzie.

                                      W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne
                                      założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń
                                      połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo
                                      składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy
                                      uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides
                                      przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria
                                      ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                                      definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                                      języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                                      językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy
                                      jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii
                                      wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie
                                      ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja
                                      inna.

                                      Pytanie „po co idealnemu duchowi (Bogu) swiat materialny?” zakłada,
                                      że Bóg i „świat materialny” to zupełnie odrębne byty tymczasem
                                      deklarując się jako katolik, stwierdzam, że są mi bliskie elementy
                                      panteizmu tzn. pod pojęciem Boga rozumiem także Rzeczywistość jako
                                      całość zatem istnienie Boga jest dla mnie jak najbardziej
                                      potwierdzone obserwacjami i również za udowodnione
                                      uważam „oddziaływanie Boga na materię”.

                                      3. Kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona bezprzyczynowość oraz
                                      powstawanie czegoś z niczego, chętnie zrewiduję moje poglądy, na
                                      razie są one niepodważalne. Otóż pojęcie materia ma co najmniej dwa
                                      znaczenia. Pierwsze, wąskie oznacza obiekty masowo-energetyczne a
                                      więc to czego doświadczamy zmysłowo w naszym codziennym życiu w
                                      kontaktach z przedmiotami czy zjawiskami. Czyli mówiąc językiem
                                      fizyki materia to wszystko co posiada masę względnie energię. Taka
                                      wąska definicja nie wystarcza do poszukiwania odpowiedzi na
                                      wcześniej postawione pytanie, wykraczające poza obszar zainteresowań
                                      fizyki. Drugie znaczenie „materii” jest szersze i oznacza całość
                                      rzeczywistości, którą da się kategoryzować np. pięciorako: masa,
                                      energia, przestrzeń, czas, informacja. W tym kontekście zasada
                                      zachowania materii oznacza, że rzeczywistość podlega transformacjom
                                      ale nie może być „zniszczona” tzn. doprowadzona do stanu nicości.
                                      Jednocześnie działa zasada odwrotna: z nicości nie może coś powstać.
                                      Ta druga zasada koresponduje z zasadą przyczynowości. W
                                      szczególności nie ma doświadczenia pokazującego, że cokolwiek może
                                      powstać z nicości. Nie ma też doświadczenia pokazującego, że
                                      cokolwiek zachodzi bezprzyczynowo.

                                      Próżnia to nie nicość, próżnia jest już czymś, tzn. co najmniej
                                      czasoprzestrzenią wypełnioną znanymi nam oddziaływaniami polowymi.
                                      Takim doświadczeniem byłoby np. pojawienie się opisywanej próżni o
                                      znanych nam właściwościach właśnie z nicości i to jest pytanie,
                                      które stawiam: skąd taka próżnia o takich właściwościach, że mogą w
                                      niej zachodzić fluktuacje kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to
                                      one są już czymś.

                                      Zero i „nic” to dwie różne rzeczy, masz odmienne zdanie – twoja
                                      sprawa, ja pozostaję przy swoim. Służę przykładami: np. z ekonomii
                                      zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu nieistniejącej firmy
                                      to dwie różne rzeczy. Fizyka: równowaga sił oddziałujących na obiekt
                                      a brak tych sił i brak obiektu to też dwie różne rzeczy. Matematyka
                                      stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia się zerową wartość pola
                                      (lub np. spacje dla zmiennych znakowych) oraz brak wartości
                                      czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski, nie mylić z
                                      niemieckim Null czyli zerem właśnie). Definicje
                                      matematyczne „niczego” są najbardziej zaawansowane formalnie i
                                      oznaczają np. wyróżnioną wartość, którą można przypisać dowolnemu
                                      atrybutowi dowolnego typu. Oznacza ona, że faktyczna wartość tego
                                      atrybutu jest niedostępna, nieprzypisana, nieznana lub nieistotna.
                                      Pominę dalsze przykłady i komentarze – temat obszerny.

                                      Wniosek: wartość zerowa dla rozważań kosmologicznych dot.
                                      praprzyczyny jest nieprzydatna; należy wychodzić od braku wartości.
                                      Analogicznie: próżnia to nie to samo co nicość.

                                      Prawo zachowania materii jest dla mnie dowodem na wyższą spójność
                                      modelu powstania Wszechświata stworzonego przez Boga niż bez, co
                                      pokazałem wcześniej; kwestie związków moralności z religiami to
                                      odrębny temat, który mnie tu naukowo nie interes
                                      • nfao5 Re: Spokojnie, po kolei: 23.04.08, 22:22
                                        toja3003 napisał:
                                        1. Argument o psychicznie chorych mnie nie przekonuje, to może
                                        każdy każdemu zarzucić i co z tego? I dalej wykażę, że Bóg istnieje
                                        i to jako naukowo stwierdzalny fakt.
                                        - Niestety, Bog jest tylko urojeniem... Stad kazdemu wierzacemu
                                        wydaje sie ze Bog jest inny, a przeciez gdyby byl, to powinien
                                        wydawac sie byc IDENTYCZNY...
                                        2. Twierdzenie „Swiat powstal bez zadnej ponadnaturalnej przyczyny”
                                        trzeba jeszcze udowodnić, w nauce obwowiązuje logika: założenie-teza-
                                        dowód. Gdzie dowód tego twierdzenia? Brak.
                                        - Nie, nie brak. Brak jest zas empirycznego dowodu na cudowna boska
                                        interwencje, stad zostaje nam tylko calkiem naturalne powstanie
                                        naszego swiata...

                                        Aha, jest to bezdowodowy dogmat?
                                        - Nie, to nie dogmat, to tylko FAKT opraty na wynikach obserwacji i
                                        badania naszego materialnego swiata...

                                        (...)To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego
                                        w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie
                                        obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu
                                        lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim.
                                        - Nie schodz ma manowce metafizyki. Pytanie „dlaczego
                                        w ogóle istnieje coś” nie ma odpowiedzi na gruncie jalowych
                                        metafizycznych rozwazan. Daje ja tylko fizyka: powstanie naszego
                                        swiata to po prostu wynik procesu stochastycznego. Wystarczy, aby
                                        prawdopodobienstwo jego powstania bylo tylko nieznacznie wieksze od
                                        zera, i taki kosmos moze wtedy powstac. A ze moze, to i powstal.
                                        Choc mogl nie powstac. Po prostu trzeba rozumiec statystyke
                                        matematyczna...

                                        I dalej odpowiadam na pytanie "a skad sie wzial Bog?". Otóż w nauce
                                        istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na
                                        myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych
                                        praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu.
                                        - Materia jest rownowazna energii, a energia jest zwiazana z
                                        informacja. Wystarczy, ze struktura "niczego", ktore istnialo zanim
                                        powstal nasz kosmos dopuszczala jego powstanie. Znow odwoluje sie do
                                        teorii procesow stochastycznych...

                                        Jeśli są inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia
                                        mogła powstać inaczej to chętnie posłucham.
                                        - Wlasnie to wyjasnilem powyzej na gruncie mechaniki kwantowej i
                                        teorii prawdopodobienstwa...

                                        (...) ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w
                                        Boga” zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię,
                                        przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia
                                        prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości
                                        fotonowej” itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym
                                        języku.
                                        - Rozumiesz materie w bardzo prymitywny sposob, jak Newton czy
                                        uczeni z XVIII wieku. Materia to tylko szczegolny sposob istnienia
                                        energii (E=m*c^2), a energia tez moze miec rozne postacie i moze
                                        (przynajmniej teoretycznie) istniec poza czasoprzestrzenia i w
                                        formach, o ktorych pojecia jeszcze nie mamy, i nie za bardzo jeszcze
                                        (poza Lemem i prof. Donda) rozumiemy zwiazki miedzy informacja,
                                        energo-materia i czaso-przestrzenia...

                                        Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
                                        sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i
                                        będzie.
                                        - Jest tu sprzecznosc, bowiem istnieje skutek a nie ma przyczyny. I
                                        rownie dobrze mozna wiec powiedziec, ze energomateria na wlasciwosc
                                        samokreacji, ale to odrzucasz w przypadku energo-materii, a
                                        przyjmujesz w przypadku hipotetycznego Boga...

                                        W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne
                                        założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń
                                        połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo
                                        składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy
                                        uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides
                                        przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria
                                        ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                                        definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                                        języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                                        językiem nic nie istnieje.
                                        - Wedlug Berkeleya nic nie istnialo poza nim... Znow schodzimy na
                                        manowce metafizyki... :(

                                        Językiem matematyki, naturalnym czy jakimś innym. Stąd człowiek ma
                                        swobodę konstruowania teorii wychodząc od różnych założeń i
                                        przyjmując różną logikę, bo i tu nie ma tej jednej, jedynie
                                        słusznej.
                                        - Znow schodzisz na manowce matafizyki. Mozna wyobrazic sobie logike
                                        n-wartosciwa i na tej podstawie udowodnic, ze 0=1 a czarne jest
                                        biale. Pytanie tylko po co? Jaki to ma w ogole sens?

                                        Pytanie „po co idealnemu duchowi (Bogu) swiat materialny?” zakłada,
                                        że Bóg i „świat materialny” to zupełnie odrębne byty tymczasem
                                        deklarując się jako katolik, stwierdzam, że są mi bliskie elementy
                                        panteizmu tzn. pod pojęciem Boga rozumiem także Rzeczywistość jako
                                        całość zatem istnienie Boga jest dla mnie jak najbardziej
                                        potwierdzone obserwacjami i również za udowodnione
                                        uważam „oddziaływanie Boga na materię”.
                                        - Tu nie odpowiadasz na moje pytanie tylko rozciagasz do ekstremum
                                        definicje Boga. Ale jesli Bog to wszystko, to nie tylko Ty i ja, ale
                                        i Szatan sa Bogiem. Metoda redukcji do absurdu wykazalem ci w tym
                                        miejscu bezsens twego rozumowania...

                                        Kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona bezprzyczynowość oraz
                                        powstawanie czegoś z niczego, chętnie zrewiduję moje poglądy, na
                                        razie są one niepodważalne.
                                        - W fizyce kwantowej nie takie cuda sa znane...

                                        Otóż pojęcie materia ma co najmniej dwa znaczenia. Pierwsze, wąskie
                                        oznacza obiekty masowo-energetyczne a więc to czego doświadczamy
                                        zmysłowo w naszym codziennym życiu w kontaktach z przedmiotami czy
                                        zjawiskami. Czyli mówiąc językiem fizyki materia to wszystko co
                                        posiada masę względnie energię. Taka wąska definicja nie wystarcza
                                        do poszukiwania odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie,
                                        wykraczające poza obszar zainteresowań fizyki. Drugie
                                        znaczenie „materii” jest szersze i oznacza całość rzeczywistości,
                                        którą da się kategoryzować np. pięciorako: masa, energia,
                                        przestrzeń, czas, informacja. W tym kontekście zasada zachowania
                                        materii oznacza, że rzeczywistość podlega transformacjom ale nie
                                        może być „zniszczona” tzn. doprowadzona do stanu nicości.
                                        - A czemu nie? Zreszta masa=energia, przestrzen=czas, a informacja
                                        jest zwiazana z obydwoma... Skoro entropia rosnie, to informacja
                                        znika, wiec...

                                        Jednocześnie działa zasada odwrotna: z nicości nie może coś powstać.
                                        - Zalezy co rozumiesz przez "nicosc"...

                                        W szczególności nie ma doświadczenia pokazującego, że cokolwiek może
                                        powstać z nicości. Nie ma też doświadczenia pokazującego, że
                                        cokolwiek zachodzi bezprzyczynowo.
                                        - Znow - postudiuj choc troche mechanike kwantowa i teorie
                                        prawdopodobienbstwa, a zobaczysz, jak sie mylisz...

                                        Próżnia to nie nicość, próżnia jest już czymś, tzn. co najmniej
                                        czasoprzestrzenią wypełnioną znanymi nam oddziaływaniami polowymi.
                                        Takim doświadczeniem byłoby np. pojawienie się opisywanej próżni o
                                        znanych nam właściwościach właśnie z nicości i to jest pytanie,
                                        które stawiam: skąd taka próżnia o takich właściwościach, że mogą w
                                        niej zachodzić fluktuacje kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to
                                        one są już czymś.
                                        CDN
                                      • nfao5 Re: Spokojnie, po kolei: 23.04.08, 22:27
                                        - Mowimy o "nicosci" istniejacej poza czasoprzestrzenia, a nie o
                                        strukturze juz istniejacej czasoprzestrzeni... Mylisz te oba
                                        pojecia...

                                        Zero i „nic” to dwie różne rzeczy, masz odmienne zdanie – twoja
                                        sprawa, ja pozostaję przy swoim. Służę przykładami: np. z ekonomii
                                        zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu nieistniejącej firmy
                                        to dwie różne rzeczy.
                                        - I co z tego? Kazdy bilans, nawet tej nieistniejacej firmy, z def.
                                        musi wyjsc na zero... Poducz sie troche z ksiegowosci... Bilans
                                        oznacza, ze aktywa=pasywa, a wiec aktywa-pasywa=0.

                                        Fizyka: równowaga sił oddziałujących na obiekt a brak tych sił i
                                        brak obiektu to też dwie różne rzeczy.
                                        - Wychodzi na to samo, szczegolnie w machanice klasycznej...

                                        Matematyka stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia się zerową
                                        wartość pola (lub np. spacje dla zmiennych znakowych) oraz brak
                                        wartości czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski, nie mylić
                                        z niemieckim Null czyli zerem właśnie).
                                        - Ale spacja to nie to samo co zero i nie to samo co brak
                                        wypelnienia pola - kazda z tych wartosci ma inny kod (np. w systemie
                                        ASCII)...
                                        • toja3003 Bóg nie jest urojeniem ale naukowo, teoretycznie i 24.04.08, 09:45
                                          Bóg nie jest urojeniem ale naukowo, teoretycznie i empirycznie
                                          potwierdzonym faktem, co wykazałem w poprzednim poście.
                                          Powiadasz „Stad kazdemu wierzacemu wydaje sie ze Bog jest inny, a
                                          przeciez gdyby byl, to powinien wydawac sie byc IDENTYCZNY...”.
                                          Mylisz tu fakt istnienia Boga z konkretnymi religiamii a to
                                          zupełnie inny temat. Ja tylko pytam „dlaczego w ogóle istnieje coś”
                                          a nie „jaki jest Bóg”.

                                          Również oczekiwanie identyczności w kontekście Boga to
                                          nieporozumienie wynikające ze stosowania binarnej logiki na
                                          zasadzie „jeżeli są dwa różne zdania to oba nie mogą być prawdziwe”.
                                          Binarna logika to tylko pewien model, w logice wielowartościowej
                                          dochodzimy do innych wniosków. Owszem prawda jest tylko jedna ale to
                                          nie jest binarna wartość zero lub jeden, bo prawda jest niezwykle
                                          złożona i ta sama prawda może być różnie postrzegana z różnych
                                          stron. Tak jak jedna kula, która jest tylko jedna ale widziana z
                                          różnych stron może być widziana inaczej - jeden obswerwator
                                          powie „kula jest czerwona” a drugi powie „kula jest zielona” i obaj
                                          mają rację. A nie ma takiego człowieka, który mógłby powiedzeić
                                          widzę całą kulę”, bo w tej metaforze oznaczałoby to, że jest ktoś
                                          kto poznał całą prawdę. Jest ktoś taki? Nie.

                                          Mówisz o faktach „opratych na wynikach obserwacji i badania naszego
                                          materialnego swiata...”. Tyle tylko, że poza materią są w tym
                                          świecie zjawiska niematerialne. Czy może uważasz, że „myśl to
                                          wydzielina z mózgu”. Co fizyka ma do powiedzenia na temat sfery
                                          uczuciowej człowieka? Nic. Co ma do powiedzenia na temat sfery
                                          duchowej? Nic. A sfera ta jak najbardziej w człoeiku istnieje. Co
                                          fitzyka wie na temat miłości? Co wie na temat strachu, wolnej woli,
                                          zajwisk psychologicznych, społecznych. Fizyk potrafi numerycznie
                                          opisać spektrum akustyczne V-tej symfonii Beethovena ale czy w ten
                                          sposób pokazał całą prawdęo muzyce? Wątpię. A jak fizyka tłumaczy
                                          fakt, że poruszyłem moją rękę. Powiedziałem sobie „ręka do góry” i
                                          proszę parę kilo miźśni i kości się rusza a przecież moja myśl to
                                          nie masa czy energia więc jak niematerialna myśl może poruszyć
                                          materialną rękę. Czy może myśl to też tylko bio-chemo-
                                          elektromagnetyczno impulsy? Twierdzę, że można bardzo naukowo
                                          prowadzić rozważania teologiczne dotyczące Boga i kompletnie
                                          nienaukowo zajmować się np. makroekonomią albo tzw. ociepleniem
                                          klimatu. Problem polega m.in. na tym, że człowiek nie jest tylko
                                          algorytmicznie działającym automatem ale ma także sferę uczuciową i
                                          nie można jej odrzucać tylko dlatego, że jest rudno wymierna (jeżeli
                                          w ogóle).

                                          Uparcie powtarzasz „Nie schodz ma manowce metafizyki” a ja
                                          odpieram „nie pozostawaj w ślepej uliczce tylko materialnej fizyki”.
                                          Bo ta nie ma nic do powiedzenia na wyżej wymienione tematy.

                                          Twierdzisz „powstanie naszego swiata to po prostu wynik procesu
                                          stochastycznego. Wystarczy, aby prawdopodobienstwo jego powstania
                                          bylo tylko nieznacznie wieksze od zera, i taki kosmos moze wtedy
                                          powstac”. Zgrabna teoria a gdzie dowód empiryczny? Gdzie powtarzalne
                                          doświadczenie? I dalej pytam: jeśli rzeczywistość to efekt „procesu
                                          stochastycznego” to skąd wiął się ten „proces stochastyczny”.
                                          Dlaczego akurat miał taką właściwość? Obecnie, tu i teraz, mamy do
                                          czynienia z konkretną sytuacją rzeczywistości, tzn. Big-Bang trwa
                                          kilkanaście miliardów lat a nie np. sto kilkanaście. Jego
                                          konsekwencją jest rozwój ludzkiej cywilizacji, istniejącej 10
                                          tysięcy lat a nie 10 milionów lat. Wiadomo też, że niewielkie
                                          różnice dotyczące parametrów w pierwszych chwilach Wybuchu musiałyby
                                          doprowadzić do powstania kosmosu o innych parametrach niż obecnie.

                                          Pytanie zatem jak najbardziej zasadne: dlaczego akurat te a nie inne
                                          parametry. Również takie pytania fizyka stawia od Einsteina do
                                          Hawkinga więc czemu masz pretensje do mnie, że również jestem
                                          ciekawy jak brzmi odpowiedź? Dlaczego liczba pi jest przestępna a
                                          nie „okrągła” a z kolei w równaniu grawitacyjnym Newtona wykładnik
                                          jest mały i naturalny. Gdyby było odwrotnie Kepler prawdopodobnie
                                          miałby znacznie większe problemy, bo ruchy planet w takiej
                                          przestrzeni byłyby o wiele bardziej skomplikowane.

                                          A przecież fizyka opiera się na doświadczeniu i trudno byłoby bez
                                          doświadczeń tylko ołówkiem na kartce papieru teoretycznie wyliczyć
                                          parametry otaczającej nas rzeczywistości. Jeżeli człowiek to dla
                                          ciebie „tylko maszyneria biochemiczna” to życzę powodzenia. Dla mnie
                                          jednak o wiele więcej. Ale masz prawo wierzyć w co chcesz a ja też
                                          mam prawo do własnych wyborów.

                                          Argument, że „W fizyce kwantowej nie takie cuda sa znane” nie
                                          przekunej mnie. Pokaż taki „cud”. Gdzie eksperyment bezprzyczynowego
                                          kreowania czegoś z niczego? I ciągle mylisz zero, próżnię względnie
                                          wszechświat poza znaną nam czasoprzestrzenią z nicością. Owo
                                          pozaczasoprzestrzenne coś też musiałoby jakoś powstać. Jak?

                                          Wiem, że istnieją modele teoretyczne, które próbują zastąpić zasadę
                                          przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w żadnym laboratorium
                                          jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę
                                          zachowania materii. Można dokonywać jej transformacji ale nie
                                          samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni sposób nie uzyskano dotąd
                                          choćby jednej, najmniejszej cząsteczki. Jeśli ktoś twierdzi inaczej
                                          to niech poda źródło naukowe opisujące takie powtarzalne
                                          doświadczenie. Pominę dalsze rozważania teoretyczne jakie warunki
                                          musiałyby być spełnione aby takie doświadczenie przeprowadzić.
                                          Heisenberg to przy tym drobnostka. M.in. musiałoby nie być żadnych
                                          pól ani czasoprzestrzeni, żadnych obserwatorów, żadnego
                                          Wszechświata. Niemożliwe? A więc taka teoria pozostaje bezdowodową
                                          spekulacją.I dalej: matematyczny język fizyki jest aksjomatyczno-
                                          dedukcyjny. Czy to pewnik? Jeśli uważasz, że nie, to wykaż to,
                                          inaczej twoje podejście nie jest naukowe. A zatem u fundamentów tego
                                          języka znajdują się aksjomaty, które przyjmuje się dogmatycznie na
                                          wiarę, bo aksjomat jest, z definicji, „prawdą”. Tymczasem na każdy
                                          aksjomat jest inny aksjomat. W logice boolowskiej są tylko 2
                                          kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice wielowartościowej
                                          ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce niepodważalnych
                                          pewników. Czy to też „pewnik”? Osąd zostawiam każdemu wedle własnego
                                          rozeznania. Więcej, już w ramach samego systemu aksjomatycznego
                                          istnieją zdania, o których prawdziwości czy fałszywości nie jesteśmy
                                          w stanie niczego powiedzieć w ramach tego systemu (twierdzenia
                                          Gödla). Z kolei empiria także nie jest jakimś absolutem, w który
                                          trzeba bezwarunkowo wierzyć. Nie ma „czystych danych empirycznych”.
                                          Zawsze związane są one z naszą zmysłową i modelową interpretacją.
                                          Zmysły mają swoje ograniczenia a model jest tylko uproszczeniem
                                          rzeczywistości. Jeśli uważasz, że powoływanie się na twierdzenia
                                          matematyczne to „dogmatyka” masz prawo tak sądzić, z powodów o
                                          jakich mówiłem wyżej. Pokaż inne twierdzenie.

                                          • nfao5 Re: Bóg jest tylko urojeniem 24.04.08, 11:04
                                            To nie temat na to forum. Proponuje przeniesc dyskusje na forum
                                            NAUKA.
                                            Niemniej: jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem boskiego cudu,
                                            to w takim razie cala nauka nie ma sensu. Jesli to wszystko stworzyl
                                            Bog, to moze on w kazdej chwili zakonczyc ten eksperyment albo
                                            zmienic stale fizyczne, moze tez wstrzymac uplyw czasu albo go
                                            odwrocic, a my jestesmy tylko bezmyslnymi kuklami wykonujacymi jego
                                            program, kuklami, mniej wolnymi niz skrzynie prof. Corcorana opisane
                                            przez Lema. Stad swiat z Bogiem jest dla mnie nie do przyjecia...
                                            Pozdr. :)
                                            • toja3003 Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem istnieni 24.04.08, 11:40
                                              Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem istnienia rzeczywistości,
                                              to w takim razie cala nauka nie ma sensu. Jesli to wszystko
                                              stworzyly procesy stochastyczne, to moga one w kazdej chwili
                                              zakonczyc ten eksperyment albo zmienic stale fizyczne, moga tez
                                              wstrzymac uplyw czasu albo go odwrocic, a my jestesmy tylko
                                              bezmyslnymi kuklami wykonujacymi ten program, kuklami, mniej wolnymi
                                              niz skrzynie prof. Corcorana opisane przez Lema. stad rzeczywistosc
                                              jest dla mnie nie do przyjecia...

                                              To oczywiście twoja wypowiedź gdzie pewne słowa zostały zastąpione
                                              innymi. Całą złożoność praprzyczyn i rozwoju rzeczywistości
                                              upraszczasz do przyjętego przez ciebie modelu i nie dopuszczasz, że
                                              mogą być inne modele i inne poglądy. W szczególności fetyszyzujesz
                                              cechy stochastyki czy mechaniki kwantowej przypisując im własności
                                              niewątpliwie nadprzyrodzone. Bo twierdzisz, że te prawa same z
                                              siebie mogły wykreować całą rzeczywistość i każde pytanie o
                                              przyczynowość bądź rozważanie innych modeli jest tu zabronione i
                                              heretyckie. Twoje wyznanie wiary wygląda następująco: „Wierzę w
                                              stochastykę wszechmocną, praprzyczynę nieba i ziemii, wszystkich
                                              rzeczy widzialnych i niewidzialnych, stochastyka ze stochastyki,
                                              stochastyka prawdziwa ze stochastyki prawdziwej, samoistniejąca a
                                              niezniszczalna, wiecznie istniejąca, była jest i będzie. Wierzę w
                                              ducha nauki, który mówi o fizyce przez swych jedynie słusznych
                                              noblistów i profesorów. W jeden, powszechny, uniwersalny i naukowy
                                              światopogląd oparty na samoprzyczynowości. Wyznaję jeden i jedynie
                                              słuszny model powstania rzeczywistości i oczekuję ostatecznego
                                              wyjaśnienia przez taką naukę wszelkich problemów i wieczne trwanie
                                              jej praw w stochastyce”. Proponuję żebyś słowo „stochastyka” zaczął
                                              pisać dużą literą, bo ręce po takim wyznaniu to chyba same składają
                                              się do modlitwy. Twoja sprawa. Ale jest to postawa zamknięta i
                                              zupełnie nienaukowa.

                                              Skąd taka parafraza znanej modlitwy? Z porównania cech
                                              przypisywanych Bogu przez wierzących i przypisywanych rzeczywistości
                                              (materii) przez niewierzących. To ten sam tekst wyrażony innymi
                                              słowami (patrz relatywizm językowy). Mówimy zatem o tym samym
                                              różnymi językami. Czy to taka wielka różnica? Chyba, że nie wierzysz
                                              w Rzeczywistość ale przecież wierzysz prawda?
                                              • nfao5 Re: Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem ist 24.04.08, 17:09
                                                1. Prosilem o przeniesienie dyskusji na forum NAUKA.
                                                2. Nie wierze w nic, w tym nie wierze w statystyke matematyczna ani
                                                w teorie prawdopodobienstwa, tylko przyjmuje ich twierdenia za
                                                sluszne, jako iz nie mam zadnego dowodu, ze nie sa one sluszne...
                                                • toja3003 Ależ możesz przenisć co chcesz gdzie chcesz. Ja ty 24.04.08, 17:25
                                                  Ależ możesz przenisć co chcesz gdzie chcesz. Ja tylko stawiam
                                                  pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś?” Również przyjmuję za
                                                  słuszne teorie statystyczne. Np. powiadają one, że w czasie t = ∞
                                                  prawdopodobieństwo zajścia dowolnego zdarzenia p = 1.

                                                  Np. gdzieś ktoś w jakimś świecie czy wszechświecie 100 niedziel z
                                                  rzędu zagra w totka i 100 razy trafi 6-kę. Może nawet już zagrał? A
                                                  zatem statystyka powiada, że zdarzenie polegające na istnieniu Boga
                                                  jest też 100% pewne. Potrzeba tylko nieskończoną ilość czasu a tego
                                                  przecież nie brakuje prawda? W przeszłości czy przyszłości, które to
                                                  zresztą pojęcia są całkowicie umowne.

                                                  W obliczu unikalności pewnych obiektów nie mamy szans na
                                                  powatrzalność doświadczeń, względnie na ich przeprowadzenie. Jest
                                                  jeden gatunek ludzki z jedną historią i cywilizacją, jedna Ziemia i
                                                  jeden Wszechświat, który znamy, z jedną ewolucją materii i przyrody
                                                  ożywionej. To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego
                                                  w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie
                                                  obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu
                                                  lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim. Sama fizyka niewiele ma
                                                  do powiedzenia na temat fenomenu świadomości, bo nie zajmuje się
                                                  funkcjonowaniem obiektów żywych. Takie pojęcia jak np. wolność czy
                                                  świadomość są jej obce. Tu potrzebne są z jednej strony dokonania
                                                  nauk humanistycznych a z drugiej ich powiązanie np. z biologią,
                                                  chemią, genetyką, informatyką (infogenetyką), neurologią; z fizyką
                                                  też ale jak widać nie tylko. Organizmy biologiczne to nie tylko
                                                  maszyneria biochemiczna. Powtórzę: maszyneria nie tłumaczy fenomenu
                                                  samoświadomości. Owszem, zgoda na to, że mysli sa zwiazane z
                                                  dzialaniem mozgu ktory realizuje po prostu pewne algorytmy
                                                  przetwarzania informacji. Ale uważam, że to wcale nie jest tak „po
                                                  prostu”. I fizyka niewiele tu pomoże. Powiadasz: „prawo” a zatem
                                                  jakiś „algorytm”, „informacja”. Zapytam zatem też „po prostu”: czym
                                                  jest informacja? Cóż może nam tu jedynie fizyka odpowiedzieć?
                                                  Niewiele. Owszem istnieje zgrabna definicja entropiczna, są prace
                                                  Shanonna (to już teoria informacji) ale też będące opisem
                                                  ilościowym. A co z kontekstem informacji? A jest ona jak najbardziej
                                                  kontekstowa. I znowu wracam do samoświadomości. Czy informacja, jako
                                                  taka, ma własności materialne? Jeśli tak to jakie? I nie mówię o
                                                  nośnikach danych tj. reprezentacji informacji ani o fizycznym
                                                  transporcie jonów wapnia w mózgu bądź innych sygnałach elektro-chemo-
                                                  magnetycznych. Idea (informacja) jako taka jest czymś niematerialnym
                                                  (choć ma materialną reprezentację ale to nie to samo). Jak fizyka
                                                  (czy w ogóle nauka) tłumaczy fakt, że coś niematerialnego, np. sama
                                                  moja myśl, wola, jest w stanie poruszyć jak najbardziej materialną
                                                  ręką ważącą parę kilo? Uważasz, że to „po prostu” taki sam proces
                                                  jak zderzenie dwóch kulek, które opisują klasyczne równania
                                                  mechaniki? Wątpię.

                                                  Sam fakt bowiem istnienia określonej zasady jest przyczyną dla
                                                  konsekwencji z niej wynikających. Ja po prostu pytam „skąd ta
                                                  zasada, dlaczego akurat taka?” Powołujesz się na stan współczesnych
                                                  teorii kosmologicznych czy fizykę kwantową. Pięknie. Ale, która z
                                                  nich jest w stanie pewnie wnioskować o rzeczywistości sięgając poza
                                                  osobliwość, która zapoczątkowała Wielki Wybuch? Owszem posuwamy się
                                                  tu krok po kroku ale sam punkt osobliwości jest niczym dziurka od
                                                  klucza w zatrzaśniętych przed nami drzwiach. Przez tą dziurkę
                                                  eksplodował cały wszechświat, zaczął się czas i ten proces trwa
                                                  kilkanaście miliardów lat. To wiemy. Ale dlaczego nie miałoby
                                                  być „czegoś” za tymi drzwiami? Wiem, wiem. Zaraz powiesz „takie
                                                  pytanie nie ma sensu”. Wybacz ale to nie argument dla tych, którzy
                                                  mimo to zechcą je postawić. Nie ma sensu w jakim kontekście? Twojego
                                                  modelu? Skoro nie chcesz cofać się w czasie spróbujmy prognozować. W
                                                  końcu cała nauka to prognozowanie. Formułujemy prawa i badamy czy są
                                                  potwierdzane powtarzalnością empirii. Zapytajmy zatem co się stanie
                                                  z naszym eksplodującym wszechświatem. Otóż modele friedmanowskie nie
                                                  wykluczają, że wszechświat zacznie się kurczyć i wszystko wróci do
                                                  osobliwego punktu. Dlaczego zatem ten punkt nie miałby ponownie
                                                  eksplodować i doprowadzić do podobengo stanu jak obecnie i jacyś
                                                  przyszli ludzie bądą toczyć podobnie nierozstrzygalny spór jak my. A
                                                  skoro tak, to te przyszłe istoty też nie będą miały (w ich roku
                                                  2008, około 15 miliardów lat po ich Big-Bangu) żadnych danych na
                                                  nasz temat czyli na to, co, z ich punktu widzenia, było przed ich
                                                  Wielkim Wybuchem. Jaka jest zatem gwarancja, że my teraz nie
                                                  znajdujemy się w podobnej sytuacji? Przyjmijmy, że nasz wybuch jest
                                                  którymś kolejnym, wówczas istniałby poziom metaczasu mierzonego
                                                  kolejnymi wybuchami a więc jak widać mogłoby być coś i „przed”
                                                  i „po”, względnie „obok”, bo nie musimy tu mówić o czasie liniowym
                                                  ale nie widzę powodu, dla którego także na tym metapoziomie nie
                                                  możnaby znaleźć pewnych bardziej ogólnych praw fizyki. Np. czas
                                                  definiowany jako pewna miara zmiany, od jednego do drugiego wybuchu.
                                                  Mielibyśmy zatem i wtedy do czynienia z zasadą przyczynowości czy
                                                  też zechcesz twierdzić, że nie ma na nią miejsca także w modelu
                                                  wielowybuchowym?

                                                  Owszem, można modelowo przyjąć, że wiara i nauka to „przeciwieństwa”
                                                  ale to tylko model czyli uproszczenie rzeczywistości. Jest tylko
                                                  jedna rzeczywistość, z jednym ludzkim gatunkiem, i jej pełne
                                                  zrozumienie tylko od strony religijnej albo tylko od strony naukowej
                                                  jest niemożliwe. Rzeczywistość jest naukowo-religijna a człowiek
                                                  jest istotą religijno-naukową.

                                                  Konwergencja to proces dwustronny a więc owo „przedefiniowanie”
                                                  dotyczy zarówno nauki jak i religii. Mamy tylko jedną rzeczywistość
                                                  i jest ona właśnie religijno-naukowa (bo nauka istnieje i religia
                                                  istnieje w tej samej rzeczywistości) więc kurczowe trzymanie się
                                                  tylko jednej strony jest podejściem skrajnym i mało optymalnym.

                                                  Zdaniem JPII, „nasza cywilizacja potrzebuje do lotu dwóch skrzydeł:
                                                  wiary i nauki; z jednym skrzydłem nie da się latać”. I z tym zdaniem
                                                  się osobiście zgadzam.

                                                  A wiara jest jak widać bardzo potrzebna skoro cała ludzkość jest
                                                  wierząca: większość wierzy w istnienie Boga a mniejszość wierzy w
                                                  jego nieistnienie prawda?
                                                  • nfao5 Re: Ależ możesz przenisć co chcesz gdzie chcesz. 24.04.08, 17:42
                                                    Ja ci nie bronie wierzyc ani w Jehowe, ani w gusla. Tylko nie
                                                    mieszaj swych zydowsko-slowianskich zabobonow z nauka!
                                                  • toja3003 no masz a ten w kółko swoje: 25.04.08, 09:17
                                                    Prawo zachowania materii jest dla mnie dowodem na wyższą spójność
                                                    modelu powstania Wszechświata stworzonego przez Boga niż bez, co
                                                    pokazałem wcześniej; o „gusłach” niczego nie mówiłem; kwestie
                                                    związków moralności z religiami to odrębny temat, który mnie tu
                                                    naukowo nie interesuje ja stawiam tylko pytanie „dlaczego w ogóle
                                                    istnieje coś”. Owszem, nie znamy na nie odpowiedzi ale właśnie od
                                                    sposobu w jaki sposób na to pytanie n i e odpowiemy zależy
                                                    bardzo wiele prawda?

                                                    Zadałem konkretne pytanie: skąd wziął się Wszechświat? Czemu unikasz
                                                    odpowiedzi? Boisz się, że twój materializm nagle by się rozsypał?
                                                    Twierdzisz, że ja „nie mam pojęcia” zatem wykaż to, udowodnij
                                                    naukowo, że ty takie pojęcie masz, bo na razie nic konkretnego nie
                                                    odpowiedziałeś prawda?

                                                    Twierdzę, że można bardzo naukowo prowadzić rozważania teologiczne
                                                    dotyczące Boga i kompletnie nienaukowo zajmować się np.
                                                    makroekonomią albo tzw. ociepleniem klimatu. Problem polega m.in. na
                                                    tym, że człowiek nie jest tylko algorytmicznie działającym automatem
                                                    ale ma także sferę uczuciową i nie można jej odrzucać tylko dlatego,
                                                    że jest trudno wymierna (jeżeli w ogóle).

                                                    skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się sprężył
                                                    i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy
                                                    cała Nauka, więc skąd?

                                                    Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
                                                    to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
                                                    wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
                                                    inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
                                                    inaczej to chętnie posłucham.

                                                    Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać,
                                                    twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można
                                                    przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i
                                                    dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z
                                                    samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową)
                                                    ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga”
                                                    zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę
                                                    wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z
                                                    materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej”
                                                    itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I
                                                    jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
                                                    człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

                                                    Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
                                                    sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i
                                                    będzie.

                                                    W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne
                                                    założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń
                                                    połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo
                                                    składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy
                                                    uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides
                                                    przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria
                                                    ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                                                    definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                                                    języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                                                    językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy
                                                    jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii
                                                    wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie
                                                    ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja
                                                    inna, nie mam z tym żadnego problemu. Ty masz?




                                                  • nfao5 Re: no masz a ten w kółko swoje... 25.04.08, 10:05
                                                    1. Jak pisalem: dowodem na istnienie Wszechswiata jest jego
                                                    istnienie. Natomiast nie ma zadnego empirycznego, a wiec
                                                    obiektywnego dowodu na istnienie chocby jednego Boga czy boga.
                                                    2. Ty na pytanie "skad sie wzial Wszechwiat?" odpowiadasz, ze "Bog
                                                    go stworzyl". A ja sie pytam wiec: "Skad sie wzial Bog?". "Kto (co),
                                                    kiedy, gdzie, w jaki sposob i w jakim celu go stworzyl(o)?", na co
                                                    ty mi nie dajesz zadnej odpowiedzi poza niespojnymi cytatami z
                                                    katechizmu na temat rzekomego cudownego samostworzenia sie Boga. Po
                                                    prostu ty uciekasz przed odpowiedzia na pytanie "skad sie wzial
                                                    Wszechwiat?", a wiec "czemu jest cos, a nie nic?" w nieracjonalne
                                                    obszary religijnych zabobonow...
                                                    3. Twierdzisz, ze z nicosci nic nie moze postac, wiec wyjasnij mi,
                                                    jak z nicosci mogl powstac twoj Bog? Jesli mog powstac twoj Bog, to
                                                    moglo powstac wszystko, jako iz dla ciebie (o czym wczesniej
                                                    pisales) Bog jest wszystkim... Wymyslilwes sobie jako proteze rozumu
                                                    wiare religijna, i sie nia poslugujesz. Twierdzisz, ze Bog jest
                                                    wszechmogacy, wiec mogl sie sam stworzyc z niczego, ale nie masz nic
                                                    do powiedzenia ani na temat mechanimu tego zajwiska jak i na temat
                                                    dowodow na to, ze takowe cudowne samostworzenie nastapilo. Co
                                                    wiecej, jesli takie cuda sa mozliwe, to powinnismy miec praktycznie
                                                    nieskonczona ilosc Bogow, jako iz praktycznie w kazdej chwili,
                                                    gdzies poza naszym Kosmosem, a takze w nim, powinien z nicosci
                                                    cudownie tworzyc sie kolejny, wszechmocny Bog, ktory z kolei zabiera
                                                    sie z zapalem Jehowy do tworzenia nowych Wszechswiatow... ;)
                                                  • nfao5 Dowod Eulera na istnienie Boga 25.04.08, 10:06
                                                    Dowod Eulera na istnienie Boga dany Diderotowi na dworze carskim:
                                                    Monsieur, (a + b^n)/n = x, donc Dieu existe: respondez!
                                                    Czyli:
                                                    (a + b^n)/n = x, Tak wiec Bog istnieje: Odpowiedz!

                                                    French encyclopaedist Diderot paid a visit to the Russian Court at
                                                    the invitation of the Empress. He conversed very freely, and gave
                                                    the younger members of the Court circle a good deal of lively
                                                    atheism. The Empress was much amused, but some of her councillors
                                                    suggested that it might be desirable to check these expositions of
                                                    doctrine. The Empress did not like to put a direct muzzle on her
                                                    guest's tongue, so the following plot was contrived. Diderot was
                                                    informed that a learned mathematician was in possession of an
                                                    algebraical demonstration of the existence of God, and would give it
                                                    him before all the Court, if he desired to bear it. Diderot gladly
                                                    consented: though the name of the mathematician is not given, it was
                                                    Euler. He advanced toward Diderot, and said gravely, and in a tone
                                                    of perfect conviction:
                                                    Monsieur, (a + b^n)/n = x, donc Dieu existe: respondez! [(a + b^n)/n
                                                    = x., Therefore God exists: reply!]
                                                    Diderot, to whom algebra was Hebrew, was embarrassed and
                                                    disconcerted; while peals of laughter arose on all sides. He asked
                                                    permission return to France at once, which was granted.
                                                    Zrodlo: Augustus de Morgan, “A Budget of Paradoxes” (1872) –
                                                    cytowane za Carl Sagan “Broca’s Brain” (1980 s. 160,
                                                    rozdzial “Norman Bloom, Messenger, of God”)
                                                  • toja3003 Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest 25.04.08, 12:31
                                                    Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest istnienie Wszechświata,
                                                    natomiast nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że Bóg nie
                                                    istnieje. Porównałem listę cech Rzeczywistości i cech Boga i okazało
                                                    się, że są podobne tzn. w istocie mówimy nie o różnych ale tożsamych
                                                    bytach, reszta jest kwestią językową.

                                                    Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
                                                    to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
                                                    wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
                                                    inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
                                                    inaczej to chętnie posłucham.

                                                    Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać,
                                                    twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można
                                                    przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i
                                                    dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z
                                                    samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową)
                                                    ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga”
                                                    zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę
                                                    wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z
                                                    materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej”
                                                    itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I
                                                    jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
                                                    człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

                                                    Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
                                                    sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i
                                                    będzie.

                                                    W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne
                                                    założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń
                                                    połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo
                                                    składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy
                                                    uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides
                                                    przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria
                                                    ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                                                    definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                                                    języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                                                    językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy
                                                    jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii
                                                    wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie
                                                    ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja
                                                    inna, nie mam z tym żadnego problemu.

                                                    Oczywiście jako materialista możesz uzupełnić model materialistyczny
                                                    o założenie, że wyjątkowo czy cudownie powstała materia miała
                                                    możliwość samostworzenia się „na początku” ale to oznaczałoby
                                                    przypisanie materii cech boskich właśnie a więc powrót do idei Boga.
                                                    Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było, to trzebaby go
                                                    wymyśleć aby stworzyć bardziej spójny model opisujący świat.

                                                    Niestety, nie znajduję, z materialistycznego punktu widzenia,
                                                    odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego w ogóle istnieje COŚ?

                                                    Rozumiem, że skłaniasz się ku tezie, iż „pytanie o początek
                                                    wszechświata nie ma sensu”. Skądinąd wszakże pokazujesz Big-Bang
                                                    czyli coś, co jak najbardziej miało początek i nadal ma swój
                                                    chronologiczny przebieg w postaci ewolucji materii a następnie
                                                    przyrody ożywionej. W końcu na p o c z ą t k u był wodór a dopiero
                                                    potem dinozaury prawda? Czy zatem nie wolno pytać także o przyczynę
                                                    Big-Bangu? Ja o nią właśnie pytam.

                                                    Ale powiedzmy, że zgadzam się nawet o niezasadność pytania
                                                    o „początek”. Nie zgadzam się jednak w żadnym wypadku na odrzucenie
                                                    zasady przyczynowości, bo tego uczy mnie cała nauka i całe
                                                    doświadczenie ludzkości i moje własne. To pokazują równania w
                                                    matematyce, chemii, ekonomii czy fizyce. Czy jesteś w stanie wskazać
                                                    jakąkolwiek rzecz istniejącą bez przyczyny? Nie znajdziesz choćby
                                                    najmniejszej a twierdzisz, że największa z nich, czyli wszechświat,
                                                    powstała ot tak sobie z niczego!? W nauce istnieją prawa zachowania
                                                    masy czy energii a więc taka masa jak naszego wszechświata nie mogła
                                                    wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli
                                                    znasz inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka masa mogła
                                                    powstać inaczej to chętnie posłucham.

                                                    Skoro NICOŚĆ miała takie własności, że doprowadziła do powstania nie
                                                    tylko CZEGOŚ ale jeszcze dodatkowo i ANTYCZEGOŚ to przyznasz, że
                                                    musiała zawierać też pewien PLAN (IMPULS, ALGORYTM, POCZĄTEK) a w
                                                    szczególności masowo-energetyczny ekwiwalent naszego Wszechświata,
                                                    który przez PUNKT Big-Bangu transformował się do postaci znanej nam
                                                    (i nieznanej) materii i antymaterii. Zatem uszczegóławiasz tylko
                                                    użytą przeze mnie kategorię CZEGOŚ (powiadasz, że moje COŚ to twoje
                                                    COŚ+ANTYCOŚ) a postawione pytania o przyczynę NICOŚCI pozostają.

                                                    Wielokrotnie powtarzałem, że nie zamierzam nikogo ewangelizować.
                                                    Szanuje inne poglądy ale mam prawo także prezentować własne. Żyjemy
                                                    w demokratycznym społeczeństwie, gdzie istnieje swoboda przekonań
                                                    religijnych więc musisz się pogodzić z tym, że to co chcesz
                                                    zaprezentować jako absolutną prawdę, którą inni na wiarę muszą
                                                    przyjąć wywołuje tylko wzruszenie ramion. Czasy jedynie słusznych
                                                    poglądów mamy w Polsce już za sobą. Są ludzie wierzący i niewierzący
                                                    a każdy ma prawo własnych wyborów. Zostań sobie przy swoich tak jak
                                                    ja zostaję przy swoich. Cytowałem JPII „nasza cywilizacja potrzebuje
                                                    do lotu dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z jednym skrzydłem nie da się
                                                    latać”. I z tym zdaniem się osobiście zgadzam.




                                                  • wyjasniacz Derida, to przy was przyszcz! 25.04.08, 12:41
                                                    toja3003 napisał:

                                                    > Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest istnienie
                                                    Wszechświata,
                                                    > natomiast nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że Bóg nie
                                                    > istnieje. Porównałem listę cech Rzeczywistości i cech Boga i
                                                    okazało
                                                    > się, że są podobne tzn. w istocie mówimy nie o różnych ale
                                                    tożsamych
                                                    > bytach, reszta jest kwestią językową.
                                                    >
                                                    > Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii
                                                    i ....

                                                    itd., itp, itd. Co to ma do tematu wątku? A moze tak? a+b=b+a,
                                                    zatem habilitacja jest konieczna. Nie wierzycie? Kwestionujecie
                                                    dowód? No to won z uczelni!! (z nauki, z Polski, itp. co tam kto
                                                    lubi).
                                                  • toja3003 a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 14:46
                                                  • wyjasniacz Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 18:24
                                                    Nie, tylko wyjasniacz. I wyjaśniam, ze podejrzewam, iz SzPan albo
                                                    nic do powiedzenia w temacie nie masz, albo chcesz przykryc temat
                                                    innym.
                                                  • dalatata Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 18:36
                                                    i to laskawemu tak przeszkadza? jakosc zycia obniza?
                                                    proponuje zatem napietnowac, zbanowac i na madagaskar wyslac
                                                  • nfao5 Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 19:16
                                                    Syjonisci do Syjamu, Ksieza na Ksiezyc, a reszta na redukacje i re-
                                                    HABILITACJE np. do Berezy Kartuskiej. Ten oboz to chyba dzisiejsza
                                                    Bialorus - wystarczy wiec tylko ladnie poprosic Lukaszenke... ;)
                                                  • nfao5 A na serio: 25.04.08, 19:16
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420&wv.x=2&v=2&s=0
                                                  • nfao5 Re: a ktoś ty kolego? cenzor? 25.04.08, 19:13
                                                    On nie cenzor, ale ma racje. Przeniesmy te dyskusje na forum NAUKA!
                                                  • nfao5 Re: Derida, to przy was przyszcz! 25.04.08, 19:12
                                                    Juz pisalem, ze to nie jest temat na to forum, ale na forum NAUKA...
                                              • nfao5 Re: Jesli nalegasz, ze wszystko jest wynikiem ist 24.04.08, 17:12
                                                Jesli chodzi o rzeczywistosc: tu zgadzam sie w 100% z biskupem
                                                Berkeley'em: nie mam zadnego dowodu, ze istnieje cos wiecej niz ja i
                                                to, co ja spostrzegam... esse=pericipi (cytat z mojej pamieci)
                                                Pozdr. :)
                                                Kagan
                                                • toja3003 Berkeley to też tylko pewien model. A na każdy mod 24.04.08, 17:32
                                                  Berkeley to też tylko pewien model. A na każdy model jest inny
                                                  model. Możesz wierzyć w co chcesz.

                                                  Jeśli pozwolisz to przeprowadzę teraz pewne rozumowanie opierając
                                                  się jedynie na dwóch bezdowodowo przyjętych założeniach:
                                                  1) poglądy, które głosisz są naukowe
                                                  2) jesteś człowiekiem niewierzącym
                                                  Pod koniec wywodu stanie się jasne dlaczego są one na wstępie
                                                  potrzebne. W dalszym ciągu zamierzam posłużyć się tylko twoimi
                                                  wypowiedziami, starając się usystematyzować. Przede wszystkim, jak
                                                  wykazałeś, praprzyczyną również i samej siebie a więc wszelkiej
                                                  przyczynowości jest rzeczywistość. Z niej wynikają wszelkie dalsze
                                                  konsekwencje Wielkiego Wybuchu, ewolucji przyrody nieożywionej i
                                                  ożywionej z fenomenem samoświadomości włącznie.

                                                  Również wyraźnie wskazałeś, że gdyby nawet nast Wszechświat nie miał
                                                  być jedynym, gdybyśmy mieli do czynienia ze wszechświatami
                                                  równoległymi czy kaskadowymi Wybuchami to przecież i tak dochodzimy
                                                  do stanu najwyższej symetrii. Stan ten bowiem ma cechę
                                                  samostwarzalności, samoprzyczynowości. Jednocześnie wskazałeś
                                                  słusznie, iż nie ma powodu aby wykluczyć fakt, że stany ludzkiej
                                                  świadomości dadzą wytłumaczyć się algorytmicznie a zatem można
                                                  będzie je także powiązać ze stanem najwyższej symetrii czy innymi
                                                  prawami fizyki, matematyki.

                                                  Jasne jest również, że wszystko to, czego dzisiaj jeszcze objaśnić
                                                  nie potrafimy, nie znamy, i tak można powiązać z tymi prawami już
                                                  teraz, np. otwartą kwestię ciemnej materii. Wiemy, że taka materia
                                                  istnieje a nie znamy jeszcze wszystkich mechanizmów nią rządzących
                                                  ale zakładamy, że i ona ma swoje źródło w tych prawach. Również
                                                  wszelkiego rodzaju inne stayn materialne czy uczuciowe, wszelkiego
                                                  rodzaju materie jeszcze „ciemniejsze” czy jeszcze „jaśniejsze”,
                                                  możliwe intelekty czy świadomości jeszcze potężniejsze niż te,
                                                  którymi obecnie dysponuje człowiek, które powstaną w drodze ewolucji
                                                  biologicznej czy sztucznej, tworzone przez człowieka czy przyrodę –
                                                  również i to wszystko da się sprowadzić do materii i praw ją
                                                  opisujących

                                                  A więc każde życie, każde istnienie, gdziekolwiek nie miałoby
                                                  miejsca, w znanym nam Wszechświecie, czy też jakimś innym obszarze,
                                                  przejawie rzeczywistości – wszystko to, ma swoje w tych prawach.
                                                  Zatem dlaczego mielibyśmy zakładać, że najdoskonalszą istotą we
                                                  Wszechświecie i wieczności, teraz i na zawsze jest tylko homo
                                                  sapiens, na poziomie kulturowo-cywilizacyjnym roku 2008? Akurat
                                                  gdzieś na trzeciej planecie peryferyjnej gwiazdy jednej z miriad
                                                  galaktyk, i tulko tu, w tym miejscu i czasie? Jasne, że najwyższa
                                                  sysmetria możebyć źródłem, a może nawet już jest, cywilizacji czy
                                                  istot o wiele potężniejsdzych od współczesnego człowieka – takich,
                                                  dla których człowiek może być przodkiem albo rozwijających się
                                                  zupełnie niezależnie od życia na Ziemii.

                                                  Trudno byłoby zakładać, że dla rozwoju takich istot miałyby istnieć
                                                  jakieś ograniczenia. Przykładowo: opisy istot nazywanych przez
                                                  religie aniołami, nie byłyby w tym kontekście niczym szczególnym. Co
                                                  więcej, nieograniczoność takiego rozwoju powoduje, że nie ma
                                                  przeszkód aby uznać Rzeczywistość także za cechę związaną z
                                                  Absolutem. Dlaczegóż by więc, Rzeczywistość, która objawia swoje
                                                  działanie na każdym kroku, bo widzimy je w całej różnorodności
                                                  rzeczywistości, nie mogłaby gwarantować człowiekowi korzystnia z
                                                  mechanizmów dających nam np. nieśmiertelność? Atrybuty
                                                  Rzeczywistość, skonfrontowane z atrybutami o charakterze boskim,
                                                  wykazują zadziwiającą zbieżność. Opierając się na Rzeczywistość
                                                  możnaby ważyć się na naukowy dowód istnienia Boga. Dlatego właśnie
                                                  poczyniłem owe dwa założewnia na wstępie. Ponieważ najbardziej
                                                  wiarygodnym tego typu dowodem jest taki, który opiera się jedynie na
                                                  poglądach naukowych i to formułowanych przez osobę niewierzącą.
                                                  Wówczas nie można bowiem mówić o stronniczości.

                                                  W ten sposób twoje rozumowanie, paradoksalnie, można zinterpretować
                                                  jako naukowy przyczynek do istnienia Boga. Oczywiście masz prawo się
                                                  tutaj obruszyć, powiedzieć, że „wszystko przekręcam”, że Abel
                                                  (oczywiście nie ten biblijny ale od swoich grup) nie to miał na
                                                  myśli, dając nam do dyspozycji określone narzędzia matematyczne, aby
                                                  ktoś wykrzystywał je do pokazywania boskich cech rzeczywistości. Tak
                                                  więc to, co w zamyśle z mojej strony, początkowo miałoby być tylko
                                                  myślowym paradoksem, stopniowo zaczęło mnie naprowadzać w kierunku
                                                  pewnej głębszej idei, którą warto rozwarzyć szerzej. Być może,
                                                  faktycznie kiedyś, rozwijająca się tak wspaniale nauka dostarczy nam
                                                  coraz więcej narzędzi, które mogą pokazać istnienie boskości.
                                                  Podstawowym bowiem problemem, wielu ludzi wierzących, jest odpowiedź
                                                  na pytanie: „kto stworzył Boga”.

                                                  Rzeczywistość rozwiązuje ten problem. Ponieważ, w czysto naukowy
                                                  sposób, pokazuje, że „coś i nicość są podobnymi formami istnienia”,
                                                  że przyczynowość może mieć charakter samoprzyczynowości. Zatem
                                                  twierdzenie, iż „Bóg był, jest i będzie, że sam jest przyczyną
                                                  samego siebie” jest zrozumiałe a pytanie o jakąś zewnętrzną
                                                  przyczynę, jak to ująłeś „zewnętrzny aksjomat”, jest nieistotne.
                                                  Wszystko bowiem koresponuje z matematycznymi teoriami Rzeczywistości.

                                                  Byś może zatem nauka zatacza już wielkie koło – począwszy od
                                                  pooświeceniowego krytykowania religii, przez postawę wobec niej
                                                  neutralną, wróci do niej na gruncie czysto naukowym właśnie i to od
                                                  strony nauk najbardziej ścisłych a nie humanistycznych. Jak
                                                  wyobrażam sobi taki proces? Niewątpliwie mamy obecnie w fizyce do
                                                  czynienia z krokiem w kierunku rozszerzenia modelu standardowego i
                                                  unifikacją znanych nam oddziaływań, wszczególności grawitacyjnych.

                                                  Jesteśmy blisko odkrycia grawitonu. Gdyby teoria pól Higgsa (byś
                                                  może jest ich wiele) się potwierdziła, byłby to poważny krok w tym
                                                  kierunku. Ale wówczas zanlezione odpowiedzi natychmiast prowokować
                                                  będą do następnych pytań. Grawiton to jeszcze nie wszystko. Szereg
                                                  biologów i genetyków, wysuwa przypuszczenie, że infogentyka czy
                                                  spektukularne rozszyfrowywanie ludzkiego genomu w ostatnich latach
                                                  nie tłumaczy całkowicie mechanizmu powstawania życia.

                                                  Byś może istnieje również swego rodzaju biologiczne „pole życiowe”,
                                                  mające swoje odpowiedniki we właściowściach pól fizycznych. Być może
                                                  będziemy mogli kiedyś zacząć poszukiwania takiej „cząstki życia” i
                                                  fizyko-chemo-biologicznego pola umożliwiającego rozwój życia. Z
                                                  kolei socjologia poszukuje aktualnie pewnych podstawowych „cząstek”
                                                  o charakterze kulturowym (teoria memów). Natychmiast powstaje tu
                                                  zasadne pytanie o fizyczne odpowiedniki tych tworów.

                                                  Ba, Demokryt gdy formułował swoją ideę atomu również nie miał
                                                  mikroskopu elektronowego aby zajrzeć do wnętrza materii. A jednak
                                                  taka idea była pomocna Bohrowi czy Ruthefordowi kiedy tworzyli
                                                  podwaliny nowoczesnej fizyki. Dalczego by więc nie pójść tropem
                                                  biologicznego pola, memów, dalej nawet – założyć, że istnieją pola
                                                  czy cząstki odpowiedzialne za inteligencję, świadomość. Swego
                                                  rodzaju pole informacyjne. Jeśli by zatem udałoby się kiedyś
                                                  połączyć wszytskie te pola i oddziaływnia, wszystkie fenomeny
                                                  rzeczywistości, w jedną Teorię Wszystkiego, która byłaby znacznie
                                                  szersza od tej o której fizyka mówi dziś, wówczas moglibyśmy zrobić
                                                  kolejny krok: ważyć się na Teorię Teorii.

                                                  Zrealizować odwieczne marzenie ludzkości i w spójny sposób połączyć
                                                  całą naszą wiedzę. W takim momencie, różnice które dzisiaj jeszcze
                                                  mogą wydawać się istotne – różnice między religią a nauką – mogłyby
                                                  ulec naturalnemu zmniejszeniu na zasadzie konwergencji. W trakcie
                                                  tego procesu, pewne teorie mogę pełnić rolę atraktorów, kto wie czy
                                                  jednym z nich nie okaże się Najwyższa Symetria? Może więc warto w
                                                  seminariach duchownych wykładać wyższą matematykę i fizykę kwantową?
    • khmara Powalajacy argument 15.04.08, 16:56
      "Obok talentu oraz inwencji niezbędna jest bowiem w naukach humanistycznych i
      społecznych wszechstronna erudycja, wobec czego osiąganie dojrzałości badawczej
      i dydaktycznej jest tu procesem długotrwałym, którego nie da się skrócić
      ministerialnym zarządzeniem ani ustawą."

      Niee, no, w naukach scislych artykuly do czasopism z listy filadelfijskiej same
      sie pisza, a badania przeprowadzaja sie tez same, wiec mozna im skrocic droge do
      awansu.

      PT Sygnatariusze sami strzelaja sobie wlasnie w stope. A przy "skroconych"
      wymaganiach do awansu, wszystkie wydzialy skroca czas zatrudnienia na stanowisku
      adiunkta i szacownych humanistow przeglosuja na uczelnianym senacie. Skonczy sie
      na tym, ze adiunktow na wydzialach humanistycznych bedzie sie rotowac zanim
      erudycyjnie "dojrzeja" do habilitacji. Jak to ma nie poglebic zapasci
      humanistyki? A moze wlasnie o to chodzi, zeby jednak poglebic?
    • yot23 To niech sobie humaniści mają habilitację 15.04.08, 17:06
      najważiejsze żeby w dziedzinach bardziej życiowych jej nie było.
      Nigdzie tego na świecie nie ma. W USA znam 25-letnich doktrorów, a
      co jak są zdolni to dlaczego mają czekać?
      Oczywiście nie mam zielonego pojęcia o humaniźmie więc jak sobie
      poloniści itd. chcą latami rzeźbić habilitację to ich sprawa.
      • salzburg młodzi zdolni 15.04.08, 18:28
        1. Pewnie tak jest, ze jest jakas grupa samodzielnych, którzy mają niewielki
        dorobek; ale tak na prawde o wiele więcej jest takich adiunktow (jest ich po
        prostu o wiele wiecej), ktorych trzeba by popedzic z uczelni bo nic nie robią.
        Zadziwia mnie te ciagle deklaracje że "mlodzi sa zdolni" a profesorowie zadnego
        dorobku nie mają tylko wlasne interesy. W ciągu ostatnich 10 lat na mojej Radzie
        Wydziału były 2 przypadki nie zatwierdzenia habilitacji (jedna została
        zakwestionowana przez CK, zrobiła póżniej habilitacje na Slowacji, druga padła
        na kolokwium w nowym trybie - i moim zdaniem przejść nie powinna). Nikt nikogo z
        czystej zlosliwości nie sekuje. Tak na prawde wplyw habilitanta na koncowy
        pozytywny efekt jest bardzo duży - dobra ksiązka z pozytywnymi recenzjami, 2
        godzinne kolokwium i 10 minutowy wyklad i koniec.
        2. doktor certyfikowany bedzie oznaczał, że wszystko bedzie w rekach CK (czy
        jak tam sie ta instytucja bedzie nazywala), czyli jak ktos tu pisal "mafii
        profesorskiej". Jeżeli ktos liczy, że to bedzie taka skrzynka, że wysyłam
        aplikacje a za 3 m-c dostane informacje, że juz jestem profesorem grubo sie
        pomyli - bo nigdzie tak na swiecie nie ma.
        3. I jeszcze jedno tzw. mlodzi zdolni za chwile beda "starymi prykami" bez
        dorobku, ktorych nastepne pokolenie bedzie odsylac do lamusa, bo blokuja
        stanowiska, pisza bzdety, i jeszcze nie daj boże nie znają najnowszych nowinek
        technicznych. I w tym nic dziwnego nie ma każdy najpierw jest mlody bardzo
        zdolny, dobrze rokujący, potem już tylko rokujacy, a na koniec staje się
        "mafią", starym dziadem bez dorobku i przeszkoda w karierze, a jakze "mlodych
        bardzo zdolnych".
        A zegar tyka.
        • khmara Re: młodzi zdolni 15.04.08, 18:38
          salzburg napisał:

          > 1. Pewnie tak jest, ze jest jakas grupa samodzielnych, którzy mają niewielki
          > dorobek; ale tak na prawde o wiele więcej jest takich adiunktow (jest ich po
          > prostu o wiele wiecej),

          Naprawde nie chce sie do tego odnosic, bo po co? Zeby policzyc jednych i drugich?

          > 2. doktor certyfikowany bedzie oznaczał, że wszystko bedzie w rekach CK (czy
          > jak tam sie ta instytucja bedzie nazywala), czyli jak ktos tu pisal "mafii
          > profesorskiej".

          I bardzo mi sie to w tym pomysle nie podoba. Naprawde. CK juz swoje kompetencje
          pokazala.

          > 3. I jeszcze jedno tzw. mlodzi zdolni za chwile beda "starymi prykami" bez
          > dorobku, ktorych nastepne pokolenie bedzie odsylac do lamusa, bo blokuja
          > stanowiska, pisza bzdety,
          > A zegar tyka.

          Alez te stare pryki bez dorobku przeszly sito CK!!!

          Mysle, ze nie ma sensu przeciwstawiac jednych drugim, tylko trzeba wreszcie cos
          zrobic, zeby przerwac produkcje kolejnych pokolen starych prykow bez dorobku.
          • salzburg Re: mlodzi zdolnii 15.04.08, 18:41
            Chyba nie zrozumiales - niezaleznie od dorobku bedziesz "starym prykiem bez
            dorobku". taka juz uroda mlodosci.
            • khmara Re: mlodzi zdolnii 15.04.08, 18:59
              To faktycznie sie nie zrozumielismy. Ja mowie o starych prykach, ktorzy
              faktycznie nie maja zadnego liczacego sie dorobku, za to wianuszek literek przed
              nazwiskiem.

              Nazwisk litosciwie nie podam, bo kazdy moglby sobie sprawdzic w dostepnych
              bazach, a gdyby ktos mojego nicka rozszyfrowal, to mam przechlapane w tym kraju
              do konca zycia. Na indeks mnie wpisza i jeszcze na wszelki wypadek na stosie
              spala, a popioly kolkiem osinowym przebija.
    • januszz4 Bronią habilitacji 15.04.08, 18:35
      I jeszcze jedno, bezwzględnie należy podniść poprzeczkę przy
      doktoratach. Od dłuższego już czasu postępuje bowiem degrengolada
      prac doktorskich. Właśnie praca doktorska powinna być podstawowym i
      jedynym progiem przed wejściem na ścieżkę kariery naukowej. Później
      to tylko kwestia dalszego dorobku publikacyjnego, badawczego i
      dydaktycznego. Ale doktoraty muszą trzymać poziom. Należy odebrać
      prawa doktoryzowania wydziałom, które przepuszczają knoty.
      • ford.ka Re: Bronią habilitacji 15.04.08, 18:45
        Tutaj już zupa się wylała i stare dziadki jakoś nie pisały
        protestów. Czteroletnie studia doktoranckie (trzeciego stopnia) dla
        wszystkich, którzy znajdą sobie promotora, trwające cztery lata.
        Bardzo jestem ciekaw, jak to połączyć z tym "dojrzewaniem do
        humanistyki".
    • ford.ka Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:15
      Czytam ten list czytam i dochodzę do wniosku, że nie jest to list 44
      najwybitniejszych humanistów, tylko najzabawniejszych kabareciarzy.
      Piszą zatem tak:

      "Wskutek zbyt hojnego przyznawania prawa do nadawania stopni
      naukowych uczelniom słabym oraz ograniczenia kompetencji kontrolnych
      Centralnej Komisji obniżyła się też jakość magisteriów i doktoratów,
      a nawet habilitacji"

      A kto to pisze? Promotorzy tych magisteriów i doktoratów, recenzenci
      tych magisteriów, doktoratów i habilitacji. Same się wypromowały?
      Marsjanie pisali recenzje? Wypełzły spod kamienia i żal było kopnąć?
      Piszą tutaj badacze, którzy ze swoimi tytułami "dopisywali się" do
      list płac "uczelni słabych" (przecież same sobie nie wypromowały
      odpowiedniej liczby samodzielnych) i za "skromną" opłatą umożliwiały
      realizowanie ich ambicji. Piszą członkowie gremiów kontrolnych,
      którym nie chciało się kontrolować. Piszą senatorowie, posłowie,
      ministrowie, którzy wspólnym wysiłkiem zbudowali obecny syf, a
      przynajmniej ramy prawne, w którym mógł rozkwitnąć.
      Czy list kończy się deklaracją "nigdy więcej już nic nie zrobimy, bo
      wszystko, z czego nie mieliśmy indywidualnych korzyści, już
      spieprzyliśmy? Nie. Chcą teraz ustawiać świat na przyszłość po
      naszemu. A my podejmujemy dyskusję nad ich postulatami jak jakieś
      barany...
      • nfa05 Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:22
        Tak, to kabaret. Ponadto to są antyeuropejscy europejczycy. A
        przy tym potwierdzenie, że część ziemian chyba pochodzi z 'Marsa'.
        i ze 'Marsjanie' jednak zagrażają Ziemi.
        • dalatata Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:38
          nie ma to jak rzeczowe argumenty.

          a tak w ogole Panie Doktorze, taki Sztompka zabija Pana dorobkiem.
          nie ma Pan startu do niego, nawet w dzikich marzeniach sennych. moze
          wiec odrobine szacunku, niewiele, odrobine. bo akurat on, w
          przeciwienstwie do pana, przynosi nauce polskie chlube. i pod tym
          listem jest jeszcze przynajmniej kilku takich.

          i mnie obrzydzeniem napawaja te personalne ataki na ludzi, ktorzy
          pokazali ze potrafia wyrobic sobie pozycje miedzynarodowa, o ktorej
          wiekszosc krytykow tu i nie tylkko, moze jedynie pomarzyc.
          • nfa05 Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:52
            Jakbym skopiował fragment korespondencji z prof. to jednak byłby to
            kabaret.
          • khmara Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:53
            Bardzo przepraszam, ale wsrod sygnatariuszy sa rowniez osoby o jakze typowym w
            polskiej humanistyce indeksie h = 0 i nie sa to bynajmniej tylko i wylacznie
            polonisci, by calkowity brak kontaktu ze swiatem zewnetrznym usprawiedliwic.
          • ford.ka Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 20:03
            To do mnie? Uderz w stól, a nożyce się odezwą ;)
            Ma byc o Sztopce? Bedzie o Sztompce.
            Zabija mnie dorobkiem - moj dorobek jest sladowy i raczej na wage -
            ale ja napisalem nic o dorobku. Nie napisalem też nic o tym, ze
            Sztompka sie dopisal do listy plac Wyższej Szkoły Europejskiej im.
            ks. Józefa Tischnera, ale teraz piszę. W dostępnych rankingach nie
            jest to najlepsza szkoła pod słońcem, ale daje magistra. Miedzy
            innymi dlatego, ze ma na liście płac prof. dr. hab. P. Sztompkę.
            A dorobek? No to mamy dowód, że żaden dorobek nie pomoże, jak ktoś
            chce się publicznie ośmieszać w obronie swojej pozycji rynkowej. I
            tyle.
            Mnie też jest przykro, że widzę w tym kabaretowym towarzystwie osoby
            o dorobku godnym szacunku. Tyle że z tego, co napisali, wynika, że
            jest to towarzystwo o zerowej zdolności do autorefleksji. Są jak
            chlopaki z PZPN. To kapitalizm, to wolny rynek, to prasa, nas przy
            tym nigdy nie bylo, wianki dziewicze na naszej skroni...
            • dalatata Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 21:10
              ale tez ja do Pana nic nie mowile drogi fordzie-ka na temat
              Sztompki :-)

              i ja osobiscie uwazam ze kazdy powineienien pracowac na tylu etatach
              na ile mu sil starczy. bo to pensum kadrowe jest kompletnym
              idiotyzmem. i rynek powinien weryfikowac szkoly a nie pensum
              kadrowe. niech sobie kazdy otworzy uniwersytet w kazdej wsi
              • ford.ka Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 21:21
                Przecież napisałem: uderz w stół... ;)
                Powinien, oczywiście, pracować, gdzie zechce, ale nie powinien potem
                wyrzekać w listach otwartych na jakość szkół, w których sam pracuje
                i jakość stopni i tytułów, za które ponosi (w teorii przynajmniej)
                odpowiedzialność z imienia i nazwiska.
                Powtarzam - ta "czołówka" polskiej humanistyki wykazała się
                zdolnością do autorefleksji i samokrytycyzmu identyczną z zarządem
                Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jeśli tacy ludzie czegokolwiek
                bronią, to najlepszy powód, żeby to coś zlikwidować.
      • khmara Re: Czołówka polskiego kabaretu... 15.04.08, 19:27
        Kabaret faktycznie. To magisterki CK tez chce teraz kontrolowac?
        A jezeli adiunkt, ktory jest promotorem takiej magisterki ma doktorat
        zatwierdzony przez CK, to tez ja beda kontrolowac? Czy tylko od habilitowanych,
        ktorzy nie zostali zatwierdzeni (blogoslawieni) przez CK? A czemu CK nie cofa
        uprawnien do nadawania stopni, skoro ma takie prawo?
      • kwinks Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjoner na 15.04.08, 19:35
        uki polskiej. Inny kwiatek: "osiąganie dojrzałości badawczej i
        dydaktycznej jest procesem długotrwałym, którego nie da się skrócić
        ministerialnym zarządzeniem ani ustawą". Ale znakomicie ustawą
        mozna go wydłużyć, tak że tylko starcy nie chodzą w polskiej nauce
        ze śliniaczkami pod brodą i w pampersach. Po tym wykładzie
        mniemanologii stosowanej cały dzień mam świetny humor.
        • dalatata Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 19:42
          jak wszystkie uogolnienia to nie dziala rowniez. ja akurat nie znam
          nikogo, kto bylby wstrzymywany w cuglach bo sie tak wyrywal do
          przodu i habilitacje chcial zrobic w wieku 30 lat. ja zrobilem jak
          mialem 36 (w naukach humanistycznych). i mysle ze to niezly wynik. i
          to z zewnatrz, bez znajomosci ktore sa podobno niezbedne
          • kwinks Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 19:59
            ... i jako niedojrzały piszesz nie używając polskich czcionek.
            Wszystko się zgadza.
          • khmara Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 19:59
            dalatata napisał:

            > ja zrobilem jak
            > mialem 36 (w naukach humanistycznych).

            Skandal !!! Jak to tak - bez naleznej erudycji ???

            Taki wynik to moze byc w naukach przyrodniczych, ale w humanistycznych to nie do
            pomyslenia !!!

            I CK to puscila ?
            Trzeba adresowac pismo do sygnatariuszy, zeby sprawdzili, kto wazyl sie puscic
            takiego mlodego, co to jeszcze ani troche nie zdazyl skwasniec !!!
            • dalatata Re: Kłania się Jan T. Stanisławski, wielki wizjon 15.04.08, 21:06
              dobra dobra, nie ze mna te numery Khmara! pochlebstem nie nic nie
              osiagniecie!

              i do wczesniejszego postu - jasne ze sa tam ludzie z h=0, ale sa tez
              inni. ja mam wrazenie, ze Pan chce koniecznie nam udowodnic ze jest
              syf syfow syfem popychany. a to tylko prawie tak jest :-)

              co wiecej, nie ma dobrej metody na posprzatanie syfu.
    • nfao5 Betoniarze bronią habilitacji 15.04.08, 20:03
      Oto czarna lista polskiej nauki: Maria Janion, Barbara Skarga, Hanna
      Świda-Zięba, Marek Safjan, Karol Modzelewski, Jerzy Osiatyński,
      Krzysztof Pomian, Michał Głowiński, Janusz Tazbir, Jerzy Szacki,
      Henryk Samsonowicz, Andrzej Zoll.
      • ford.ka Re: Betoniarze bronią habilitacji 15.04.08, 20:07
        Ręce precz od Marysi Janion!
        • nfao5 Re: Betoniarze bronią habilitacji 15.04.08, 20:32
          A czemu to mam nie nazwac Pani dozywotniej prof. zw. belw. dr hab.
          M. Janion nazwa, na jaka zasluguje? Ona broni swych partykularnych
          przywilejow, kosztem rozwoju polskiej nauki. Jest wiec obiektywnie
          szkodnikiem, i jako taka zsluguje na nagane i wykluczenie z grona
          uczonych (naukAwcem moze zas zostac na zawsze)... :(
      • khmara Panie Keller! 15.04.08, 20:12
        Prosze zmienic nick, zeby nikt Pana w tej dyskusji z Wieczorkiem nie mylil.
        • nfao5 Me Sir is nfao5, NOT nfa05! 15.04.08, 20:26
          Ja jestem nfao5, a nie naf05. Jesli ktos z prof zw. belw. dr hab.
          wciaz myli LITERY z CYFRAMI, to juz nie moja wina... :(
        • nfao5 Re: Panie Keller! (Errata) 15.04.08, 20:27
          Jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy. Mialo byc:
          Ja jestem nfao5, a nie nfa05. Jesli ktos z prof zw. belw. dr hab.
          wciaz myli LITERY z CYFRAMI, to juz nie moja wina... :(
        • nfao5 My name is Keller, Lech Keller... 15.04.08, 20:28
          PS: Yes, my name is Keller, Lech Keller. And you Sir?
          • pierdolinski Re: My name is Keller, Lech Keller... 05.09.08, 21:53
            ???
          • herrkagan Re: My name is Keller, Lech Keller... 17.03.09, 19:02
            :)
    • nfao5 Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:04
      W skrócie: Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu
      doktorskiego wysłałem do prof. dr hab. Tadeusza Mołdawy, Dziekana
      Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu
      Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 3, pokój nr 20, tel./fax
      (0-22) 55 20 218 tel./fax (0-22) 826 57 91 email: wdinp@uw.edu.pl
      dnia 22 sierpnia 2007, i do dziś nie otrzymałem na nie odpowiedzi.
      Dziekan nie chce się ze mną spotkać, a jego sekretarka jest wobec
      mnie wręcz agresywna i insynuuje mi, że mój dyplom jest wręcz
      fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie
      powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam
      nawet matury.
      Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które wysłałem tamże w listach
      poleconych.
      Dzisiaj, to jest w środę, 14 listopada 2007, udało mi się wreszcie
      spotkać z Dziekanem Mołdawą, ale dopiero po poinformowaniu jego
      sekretarki, że zgłosiłem mą sprawę do Pana Rzecznika. Dziekan był w
      stsounku do mnie wręcz agresywny, i powiedział mi, iż
      1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody
      prawne, to jest:
      - Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu
      i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić,
      mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem
      mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski),
      - Zarząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby
      utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na
      nostryfikację) oraz
      - Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone
      przez przepisy regulujące nostryfikację.
      2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk
      politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na Wydziale Nauk
      Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż formalnie mam tytuł
      doktora filozofii. Zanaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych
      stopień doktora filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest
      najwyższym z możliwych stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska
      habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to
      stopień równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest np. w
      Niemczech, gdzie na stanowisko profesora wymaga się „Habilitation
      oder PhD”.
      Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”,
      Monash University zajmuje 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet Warszawski
      nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w roku 2006
      miejsce 326, a Monash wówczas miejsce 38
      (www.ui.ac.id/indonesia/extra/tabelqs.pdf).
      • ford.ka Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:10
        Panie Keller!
        To wszystko już było. Dlaczego tak bardzo Panu zależy, żeby na
        kolejnym forum ludzie Panu udowodnili, że jest pan żałosny?
        Bez odbioru!!!
        • poetria Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:20
          A male pytanie, to nfa05 to tez Keller? to nieladnie w sumie :(

          A między nami pies naszego znajomego jest docentem bez habilitacji ;)
          • khmara Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:22
            poetria napisała:

            > A male pytanie, to nfa05 to tez Keller?

            Nie to jest Wieczorek.
            • poetria Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:23
              Dziekuje, to ok :)
              • poetria Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:35
                W końcu zrozumialam male o i 0 drobna roznica :(
                • nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:39
                  Jesli o NOT=0, to mozna dzielic przez to "o", ale nigdy nie mozna w
                  obecnie obowiazujacej arytmetyce dzielic przez 0. Stad roznica jest
                  istotna, wieksza nawet niz miedzy kompozytorem Gomółką, a politykiem
                  Gomułką...
          • nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:36
            Juz tlumaczylem, wiec jeszcze raz w Pidgin English, aby profesura
            belwederska tez zrozumiala : me Keller, me nfao5, me not nfa05.
          • nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:40
            Podobno kot Kaczynskiego ma habilitacje z lowienia myszy... Tylko
            nie wiadomo, ktorego Kaczynskiego...
        • nfao5 Re: Do czego prowadzi habilitacja 15.04.08, 20:34
          I co ztego, ze bylo, jak wciaz jest? Przeciez polscy profesorowie
          tkwia mentalnie wciaz w PRLu, uwazja np. ze doktorzy z tej tam,
          panie kolego Australii to przeciez lipa, bo tam nigdy nie bylo
          habilitacji!
    • nfao5 Jak uzdrowic polska nauke? 15.04.08, 20:07
      Jak uzdrowic polska nauke?
      Autor: nfao5 11.04.08, 15:59
      Jej urynkowienie to jedna skuteczna metoda oczyszczenia tej
      augiaszowej stajni, jaka jest obecnie polskie szkolnictwo wyzsze i
      PAN. A wiec:
      1. Kazdy moze zalozyc wyzsza uczelnie i kazdy moze na niej uczyc,
      oraz kazdy moze byc rektorem, ale dyplomy beda tylko uczelniane.
      2. Jesli ktos chce miec dyplom panstwowy, to musi zdac panstwowy
      egzamin, oceniany miedzynarodowo (conajmniej 50% egzaminu w j,.
      obcym typu angielski, niemiecki, francuski, hiszpanski, rosyjski,
      chinski czy japonski - podobnie jak egzaminy unijne).
      3. Dyplomy dobrych uczelni beda i tak uznawane de facto przez
      pracodawcow, wiec dobre uczelnie nie maja sie czego obawiac.
      4. Doktoraty musza byc (poza polonistyka) pisane w jezyku obcym i
      oceniane conajmniej w 50% za granica, stad beda na poziomie obecnych
      anglosaskich PhD.
      5. Zniesienie dozywotnich, belwederskich profesur, habilitacji,
      certyfikacji itp.
      6. Doktorat (PhD) jako jedyna wymagana licencja do samodzielnego
      prowadzenia badan naukowych.
      7. Nostryfikacja tylko dyplomow z krajow "postkomunistycznych" i III
      Swiata, ale za wyjatkiem czolowych uczelni (Uniwersytet Karola w
      Pradze, Lomonosowa w Moskwie itp.).
      8. Automatyczne uznanie dyplomow uczelni z pierwszej 500 listy TES,
      rankingu Webometric i rankingu "sznaghajskiego".
      9. Otwarte, transparentne konkursy na kazde naukowe i dydaktyczne
      stanowisko na panstwowej uczelni, oglaszane centralnie na internecie
      i z procedura odwolawcza i na koniec:
      10. Wprowadzenie jako prawa Europejskiej karty Naukowca, lacznie z
      jej przepisami odnosnie rekrutacji i zatrudniania naukowcow.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=78192806&a=78192806

    • nfao5 Re: Bronią habilitacji 15.04.08, 20:08
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=72016465
    • nfao5 Re: Bronią habilitacji 15.04.08, 21:03
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420
    • kwinks Reformowanie polskiej nauki wg J. Brzechwy 15.04.08, 21:40
      Ryby, żaby i raki
      Raz wpadły na pomysł taki,
      Żeby opuścic staw, siąść pod drzewem
      I zacząć zarabiać śpiewem.
      No, ale cóż, kiedy ryby
      Śpiewały tylko na niby,
      Żaby
      Na aby-aby,
      A rak
      Byle jak.

      Karp wydął żałośnie skrzele:
      "Słuchajcie mnie przyjaciele,
      Mam sposób zupełnie prosty -
      Zacznijmy budować mosty!"
      No, ale cóż, kiedy ryby
      Budowały tylko na niby,
      Żaby
      Na aby-aby,
      A rak
      Byle jak.

      Rak tedy rzecze: "Rodacy,
      Musimy się wziąć do pracy,
      Mam pomysł zupełnie nowy -
      Zacznijmy kuć podkowy!"
      No, ale cóż, kiedy ryby
      Kuły tylko na niby,
      Żaby
      Na aby-aby,
      A rak
      Byle jak.

      Odezwie się więc ropucha:
      "Straszna u nas posucha,
      Coś zróbmy, coś zaróbmy,
      Trochę żywnosci kupmy!
      Jest sposob, ja wam mówię,
      Zacznijmy szyć obuwie!"
      No, ale cóż, kiedy ryby
      Szyły tylko na niby,
      Żaby
      Na aby-aby,
      A rak
      Byle jak.

      Lin wreszcie tak powiada:
      "Czeka nas tu zagłada,
      Opuścilismy staw przeciw prawu -
      Musimy wrócić do stawu."
      I poszły. Lecz na ich szkodę
      Ludzie spuścili wodę.
      Ryby w płacz, reszta też, lecz czy łzami
      Zapełni się staw? Zważcie sami,
      Zwłaszcza że przecież ryby
      Płakały tylko na niby,
      Żaby
      Na aby-aby,
      A rak
      Byle jak.
      • nfao5 Re: Reformowanie polskiej nauki wg J. Brzechwy 15.04.08, 21:49
        ;)
        Stad mój, dośc RADYKALNY program uzdrowienia polskiej nauki:
        Moim skromnym zdaniem urynkowienie to jedna skuteczna metoda
        oczyszczenia tej augiaszowej stajni, jaka jest obecnie polskie
        szkolnictwo wyższe i PAN. A wiec:
        1. Każdy może założyć wyższą uczelnie i każdy może na niej
        uczyć, oraz każdy może być rektorem, ale dyplomy będą tylko
        uczelniane.
        2. Jeśli ktoś chce mięć dyplom państwowy, to musi zdać
        państwowy egzamin, oceniany międzynarodowo, (co najmniej 50%
        egzaminu w j,. obcym typu angielski, niemiecki, francuski,
        hiszpański, rosyjski, chiński czy japoński - podobnie jak egzaminy
        unijne, czyli w UE).
        3. Dyplomy dobrych uczelni będą i tak uznawane de facto przez
        pracodawców, wiec dobre uczelnie nie maja się czego obawiać.
        4. Doktoraty musza być (poza polonistyka) pisane w języku obcym
        i oceniane co najmniej w 50% za granica, stad będą na poziomie
        obecnych anglosaskich PhD.
        5. Zniesienie dożywotnich, belwederskich profesur, habilitacji,
        certyfikacji itp.
        6. Doktorat (PhD) jako jedyna wymagana licencja do
        samodzielnego prowadzenia badań naukowych.
        7. Nostryfikacja tylko dyplomów z krajów "postkomunistycznych"
        i III Świata, ale za wyjątkiem czołowych uczelni (Uniwersytet Karola
        w Pradze, Łomonosowa w Moskwie itp.).
        8. Automatyczne uznanie dyplomów uczelni z pierwszej 500 listy
        TES, rankingu Webometrics i rankingu "sznaghajskiego"
        9. Otwarte, transparentne konkursy na każde naukowe i
        dydaktyczne stanowisko na państwowej uczelni, ogłaszane centralnie
        na internecie i z procedura odwoławcza i na koniec:
        10. Wprowadzenie jako prawa Europejskiej karty Naukowca, łącznie z
        jej przepisami odnośnie rekrutacji i zatrudniania naukowców.
        • kwinks Re: Reformowanie polskiej nauki wg J. Brzechwy 15.04.08, 21:59
          Wszystko się zgadza. Ale wymienmy najpierw "ryby, żaby i raki".
    • xabc123 Pani minister ma jaja 15.04.08, 22:15
      Tylko kobiety mogą jeszcze przeforsować jakieś zmiany w tym zdemoralizowanym
      sektorze zdominowanym przez kolesiów, którzy zbyt łatwo się poddają i ulegają
      zgniłym kompromisom. W porównaniu z poprzednim ministrem-gerontem Seweryńskim
      pani Kudrycka jest postacią, która chce rzeczywiście coś zmienić w polskiej
      nauce. Niech pani minister się nie poddaje.
      • nfao5 Popieram xabc 16.04.08, 10:59
        xabc123 napisał: Tylko kobiety mogą jeszcze przeforsować jakieś
        zmiany w tym zdemoralizowanym sektorze zdominowanym przez kolesiów,
        którzy zbyt łatwo się poddają i ulegają zgniłym kompromisom. W
        porównaniu z poprzednim ministrem-gerontem Seweryńskim pani Kudrycka
        jest postacią, która chce rzeczywiście coś zmienić w polskiej nauce.
        Niech pani minister się nie poddaje.
    • anwad Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 01:11
      ...nie było tyle nieuczciwości przy jej nadawaniu!
      Wiele pozostałych pomysłów minister Kudryckiej to natomiast prawdziwy SKANDAL,
      zwłaszcza:
      1. doktorat po licencjacie,
      2. wspieranie finansowe szkół prywatnych, których poziom nauczania - jak każdy
      dobrze wie - jest godny pożałowania...
      Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska - nie jest
      tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną.
      • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 08:17
        Powraca Radio Erewan.
        To wszystko prawda, ale
        1. Kudrycka powiedziala, ze powinna byc mozliwosc w przypadku osob
        wybitnie genialnych, by mogli przeskoczyc robienie magisterki -
        czyli to jest oferta dla kilku osob rocznie, a nie wszystkich
        2. o pieniadze dobijaja sie rektorzy szkol prywatnych, a nie oferuje
        im Kudrycka - czyli nie ona ukradla, ale jej ukradli, ale na pewno
        byla zamieszana w kradziez ;)
        Dorzuce jeszcze punkt 3. od siebie. Nikt nie mowi, ze wszyscy
        adiunkci zostana od dzisiaj profesorami. Beda mogli stawac do
        konkursow czyli tam gdzie sa stada habilitowanych i belwederskich,
        nic sie nie zmieni, a moze sie zmienic tam, gdzie rozpaczliwie
        brakuje samodzielnych (sa takie miejsca na panstwowych uczelniach!).
        Ale moze bysmy tak dali sobie spokoj do poludnia, kiedy pojawia sie
        jakies fakty?
      • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 09:30
        co za roznica, czy dokotrat jest po licencjacie, jesli to dobry
        doktorat, kotry przejdzie przez wszystkie wymagane procesy i
        kryteria?

        co do wspierania szkol prywatnych, zgadzam sie. panstwo nie powinno
        dokladac do prywatnych biznesow.



        anwad napisała:

        > ...nie było tyle nieuczciwości przy jej nadawaniu!
        > Wiele pozostałych pomysłów minister Kudryckiej to natomiast
        prawdziwy SKANDAL,
        > zwłaszcza:
        > 1. doktorat po licencjacie,
        > 2. wspieranie finansowe szkół prywatnych, których poziom
        nauczania - jak każdy
        > dobrze wie - jest godny pożałowania...
        > Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska -
        nie jest
        > tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną.
        • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 11:18
          > co do wspierania szkol prywatnych, zgadzam sie. panstwo nie
          powinno dokladac do prywatnych biznesow.
          Tlumaczę: Państwo powinno pieniądze podatników przeznaczać na takie
          szkoły, jakie chce, nie licząc się z tych podatników realną
          sytuacją. Jeśli podatnik chce je wydać inaczej, pieniądze z jego
          podatków przechodzą na wykupienie usług dla innych podatników,
          którzy zgadzają się z państwem w opinii co jest słuszne i zbawienne.
          Czyli wyksztalceni rodzice (nie zawsze, ale coraz czesciej bogaci)
          dzieciaków z dużych miast dostają za dwoje podatki darmowe studia na
          najwyższym poziomie dla swoich dzieci. Nieywksztalceni rodzice
          (zwykle biedni i bez wielkich szans na wzbogacenie) biednych
          dzieciaków muszą swoim dzieciom kupić za gotowke studia na niskim
          poziomie. Brawo! Jakie to proste.
          • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 11:47
            gratuluje dobrego samopoczucia. i bardzo prosze nie tlumaczyc - bo
            to co pan mowi, to opinia, a nie fakty. a to co pan mowi, to nie
            dosc ze uproszczenie, to na dodatek zieje uprzedzeniami.

            co wiecej, tak, uniwersytety to nie jest miejsce w ktorym tylko
            wyrownujemy szanse, to jest miejsce w ktorym uczymy tych, ktorzy
            najlepoiej moga skorzystac. i choc to czesto oznacza ludzi z tzw.
            klasy sredniej, wcale nie zawsze. i ja duzobardziej wolalbym te
            pieniadze przeznaczyc na szkolenie nauczycieli i wyposazanie szkol
            podstawowych i srednich, szczegolnie na wsi, zeby kazde dziecko
            mialo rowne szanse edukacyjne, natomiast nie chce zeby kazdy
            mlodzieniec musial koniecznie studiowac za darmo, bo cos tam.
            • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 14:18
              Bo ja mam złe uprzedzenia... Dobre uprzedzenia każą z góry gnoić
              szkoły prywatne ;)
              • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 14:25
                "Na moich zajęciach nie widziałem prawdziwego syna rodziny rolniczej
                od ponad 20 lat. Mam nadzieję, że to się nareszcie zmieni."
                To uprzedzenia niejakiego Irka Krzeminskiego.
                www.dziennik.pl/opinie/article156282/Profesorowie_apeluja_do_Tuska.html
                • nfao5 Matoly profesorami w Polsce 16.04.08, 14:37
                  Pan Turski to matol, ktory Marksa nic a nic nie rozumie. Ilosc
                  zawsze przechodzi w jakosc, w tym sensie, ze zmiany ilosciowe
                  powoduja zmiany jakosciowe. I zwiekszenie ilosci prowadzi do zmiany
                  jakosci, ale na ogol do jej pogorszenia (chyba, ze produkcja jest
                  przeniesiona z zawodnych rak ludzkich na automaty i roboty, ktore,
                  na ogol, produkuja wiecej, szybciej, taniej i lepiej). Jednak w
                  edukacji zwiekszenie ilosci studentow per wykladowca praktycznie
                  zawsze prowadzi do pogorszenia jakosci edukacji... Jesli ktos, jak
                  pan Turski, zna marksizm tylko z WUML, to nic dziwnego, ze nic z
                  niego nie rozumie... :(
                • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 18:47
                  to ja jeszcze poprosze o definicje 'prawdziwej rodziny rolniczej'. a
                  nie widzial pan nie dlatego ze oni sa glupi i dlatego nie moga pojsc
                  na uniwerystet, tylko dlatego, ze ich szkoly do tego nie
                  przygotowuja. i rozwiazaniem jest wzmocnic szkoly, a nie pchac ich
                  na studia, na ktorych nie dadza sobie rady.
                  • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:38
                    Może ja jestem i biedny i głupi, ale do tej pory sądziłem, że prof.
                    dr hab. nauk społecznych Ireneusz Krzemiński wie, co rozumie pod
                    pojęciem "prawdziwej rodziny rolniczej". Ale może to tylko dowód, że
                    ja jestem nainwy, a habilitacja nie chroni nauki przed nieukami ;)
                    Reszty nie komentuje, bo po co mam wypisywać rzeczy oczywiste.
                    Zapewne w odróżnieniu od Pana mam sporo doświadczeń z prywatnymi
                    szkołami poza centrami kulturalnymi i mam świadomość, że takie
                    szkoły wybiera się z bardziej złożonych powodów.
                    • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:54
                      no to pewnie ja nie doczytalem Krzeminskiego, a laskawy Pan PRR
                      (prawdziwa rodzina rolnicza) rozpoznaje na pierwszy rzut oka. ja bym
                      nie potrafil.

                      ja mam wyklady na prywatnej szkole i ja rowniez mysle ze uczelnie
                      takie wybiera sie z roznych wzgledow, jednak glownie one sa wyborem
                      negatywnym, po tym, jak sie student nie dostal na studia nieplatne.
                      i choc sa wyjatki (znam takie) to atrakcyjnosc nieplacenia jest
                      glownym motorem. co wiecej, chodza na te szkoly zarowno dzieci z
                      PRR, jaki dzieci z NIE-PRR. a dychotomia - rolnicy do szkol
                      prywantych, a nierolnicy na fajne panstwowe jest uproszczeniem.

                      to wszystko jednak nie zmienia faktu, ze prywatna szkola to prywatny
                      biznes, od kotrego panstwo powinno sie trzymac jak najdalej i co
                      najwyzej konotrolowac jakosc naczuania.

                      • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:16
                        Nie rozpoznaje. Od rozpoznawania PRR mam socjologów, tak jak nie
                        próbuję rozpoznawać, co się zepsuło w moim samochodzie, tylko
                        odstawiam go do warsztatu. Socjolodzy (zgadzam się, to taka udawana
                        i nie do konca wiarygodna nauka) twierdzą, że zbliżamy się do
                        opisanej przez Pana dychotomii. A ja w piętnastym roku pracy nie
                        jestem jakoś skłonny się z nimi wykłócać.
                        Edukacja nigdy nie jest prywatnym biznesem, bo jej efekty wykraczają
                        daleko poza kwestie indywidualne. Zadaniem państwa jest wyrównywanie
                        szans. Oczywiscie, na jak najwczesniejszym etapie, bo pozniej moze
                        juz byc za pozno. Mydlenie oczu, że to prywatny biznes, więc wara
                        państwu od niego, jest po prostu nieuczciwe. Nawet rolnicy, ktorzy
                        PITu nie placa, nie uciekna przed podatkami posrednimi, wiec dotacja
                        na studia ich dzieci bedzie szla z ich podatkow, ktore w tej
                        chwili "przejadaja" inni.
                        Kiedyś ponoć było w UK że jak się człowiek dostal na studia, mógł
                        liczyć na to, że gmina mu za te studia zapłaci, a kiedy studiował
                        poza domem, dostanie stypendium. Cos sie w tej sprawie zmienilo?
                        • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:24
                          nie rozpoznaje Pan....to skad Pan wie ze nie mial Pan do czynienia z
                          takimi rodzinami? bo to Pan stwierdzil.

                          rozumiem, czyli panstwo powinno tez doplacac do przemyslu
                          motoryzacyjnego, bo efekty wykraczaja daleko.....wlasciwie to
                          powinno doplacac tez drukowania ksiazek (wiem, zabawne jest ze w
                          Polsce tak jest). najlepiej tez dac mnostwo pieniedzy producentom
                          paracetamolu i viagry. wlasciwie tez powinnismy doplaca wydawcom
                          gazet. proponuje tez producentom gumy do zucia, bo przeciez zucie ma
                          podobno zbawienne skutki dla uzebienia? mysle, ze jeszcze pare
                          rzeczy by sie znalazlo.

                          a co do rolnikow, ktorych podatki sa przejadane, to ja proponuje
                          zeby rolnicy leczyli sie i uczyli sami, skoro nie chca placic
                          podatkow na tych darmozjadow, co medycyne za darmo studiuja.
                          • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:35
                            > nie rozpoznaje Pan....to skad Pan wie ze nie mial Pan do czynienia
                            z takimi rodzinami? bo to Pan stwierdzil.
                            No i sie wydalo... Tak, to ja, Ireneusz Krzeminski. A tak sie
                            probowalem ukrywac ;)
                            Jesli Pan nie widzi roznicy miedzy motoryzacja a edukacja, to nie
                            mamy o czym gadac.
                • khmara Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:36
                  A czy on sie spodziewa, ze "synowi rodziny rolniczej" sloma z butow wystaje?

                  Ci studenci niczym sie nie roznia od innych studentow. To juz nie te czasy.


                  ford.ka napisał:

                  > "Na moich zajęciach nie widziałem prawdziwego syna rodziny rolniczej
                  > od ponad 20 lat. Mam nadzieję, że to się nareszcie zmieni."
                  > To uprzedzenia niejakiego Irka Krzeminskiego.
                  > www.dziennik.pl/opinie/article156282/Profesorowie_apeluja_do_Tuska.html
                  • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:40
                    Glupio mi takie rzeczy pisac, ale chyba po to jest socjologiem, zeby
                    potrafic takie rzeczy rozpoznac. To troche tak jak gdyby podawac w
                    watpliwosc stwierdzenie fonetyka, ze od dwudziestu lat nie przyszedl
                    do niego na zajecia zaden student native speaker. Rzeczywiscie,
                    trudno dzisiaj rozpoznac native speakera po ubraniu.
                    • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:48
                      ja mam w nosie co rozpoznaje socjolog, podejrzewam zreszta ze mowi
                      kategoriach weberowskich typow idealnych.

                      ale to pan twierdzil, ze pan nie widzi, wiec to pan powienien
                      rowniez rozpoznawac nie?
              • nfao5 Prywatne czy panstwowe? 16.04.08, 14:32
                To nie ma znaczenia. Sa tylko uczelnie i firmy dobre i zle, a kto
                jest ich wlascicielem: panstwo czy prywatny kapital to sprawa
                drugorzedna. Pracowalem w dobrze zarzadzanych firmach panstwowych
                (Compaq, Eagle Star, ANZ Bank). Podobnie wyzsze szkoly: w Australii
                licza sie tylko panstwowe (Monash i Melbourne, ktore ukonczylem, sa
                panstwowymi uniwerytetami), ale w USA najlepsze sa np. uczelnie
                prywatne... Tylko niedouki typu Balcerowicza mysla, ze panstwowe
                znaczy konicznie lepsze (do roku 1989) albo na odwrot (po roku
                1989)... :(
                • nfao5 Re: Prywatne czy panstwowe? ERRATA 16.04.08, 14:39
                  Mialo byc: To nie ma znaczenia. Sa tylko uczelnie i firmy dobre i
                  zle, a kto jest ich wlascicielem: panstwo czy prywatny kapital to
                  sprawa drugorzedna. Pracowalem w dobrze zarzadzanych firmach
                  panstwowych (Impexmetal, IOZiDK) i ZLE zarzadzanych firmach
                  prywatnych (Compaq, Eagle Star, ANZ Bank). Podobnie wyzsze szkoly: w
                  Australii licza sie tylko panstwowe (Monash i Melbourne, ktore
                  ukonczylem, sa panstwowymi uniwerytetami), ale w USA najlepsze sa
                  np. uczelnie prywatne... Tylko niedouki typu Balcerowicza mysla, ze
                  panstwowe znaczy koniecznie lepsze (do roku 1989) albo na odwrot (po
                  roku 1989)... :(
              • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 18:46
                Pana uprzedzenia, to stwierdzenie ze biedni to glupi.

                nie wiem tez dlaczego niechec do tego, zeby podatnik wspieral
                prywatne biznesy jest gnojeniem tych bizensow, czyli szkol
                prywatnych. to moze bedziemy tez wspierac korepetytorow, bo oni tez
                udzielaja uslug edukacyjnych. czy to tez gnojenie korepetytorow,
                jesli ja nie chcialbym placic im z panstwoej kiesy?
                • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:15
                  > Pana uprzedzenia, to stwierdzenie ze biedni to glupi.
                  >
                  Nic takiego nie napisalem i niczego takiego nie mysle.
                  Napisalem, ze obecny system z podatkow biednych funduje darmowe
                  studia dzieciom wyksztalconych ludzi z duzych miast. A w ten sposob
                  konserwuje istniejacy porzadek (nieporzadek?).
                  W UK jest tak samo (i Oxford i Cambridge sa od lat krytykowane za to
                  ze maja studentow z klas srednio-wyzszych i z public schools) ale to
                  akurat nie znaczy, ze tak jest super.
                  • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:33
                    drogi fordzie ka, nie trzeba nic takiego pisac, zeby implikowac (czy
                    pan chce czy nie, nie wiem). to co pan pisze implikuje ze ci biedni
                    nie dostaja sie na darmowe, lepsze uniwersytety. a to jest taka
                    polprawda w najlepszym razie.
                    • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 19:51
                      Tak, ci biedni nie dostają się na darmowe, lepsze uniwersytety.
                      Część w ogóle nie startuje, bo nie ma jak się utrzymać w innym
                      mieście. Jeśli się odważą, muszą pracować, żeby się utrzymać,
                      podczas gdy ich tutejsi koledzy mieszkają z rodzicami za darmo i
                      mają więcej czasu na naukę. Często są słabsi od swoich miejskich
                      kolegów - n.p. pod względem językowym, bo poziomo w Grodzisku
                      Mazowieckim odbiega od tego, co oferują szkoły w Warszawie. Kiedy
                      kończą studia, nie zostają na studiach doktoranckich za 1200 netto,
                      tylko idą do pracy, bo się sami nie utrzymają, a nie mają wsparcia
                      rodziny na kilka-kilkanaście lat, aż zaczną zarabiać tyle, by się
                      utrzymać na własną rękę.
                      Mam więcej takich "półprawd" wygłosić czy odesłać do badań
                      socjologów? Mogę n.p. zaimplikować, że w średniowieczu na UJ
                      (jakkolwiek się wtedy nazywał ;) było więcej dzieci chłopskich niż
                      dzisiaj. Taka półprawda.
                      • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:03
                        bardzo prosze o wiecej polprawd o biednych.

                        bo mowiac o Grodzisku, nie mowi pan o biednych, tylko o stanie
                        nauczania na prowincji, ktory jest katastrofalny i nie ma nic
                        wspolnego z biednymi. sa slabsi jezykowo, bo nie maja szkoly w
                        kotrej je sie tego nauczy. to mowi pan o biednych, czy o stanie
                        nauki, bo ja caly czas o stanie nauki, a pan sie nie moze
                        zdecydowac, czy mowi pan o ludziach, czy o tym, jak sie ich uczy.

                        a rodziny chlopskie, prosze pana, to zupelnie inna kategoria niz
                        ludzie biedni, wiec, po raz ktorys tam, prosze sobie darowac
                        proteskcjonalnosc i zdecydowac sie o czym pan mowi.

                        o statusie ekonomicznym, czy o klasie spolecznej. bo ja znam dwoje
                        magistrow - ludzi bardzo biednych, glownie z wyboru i pogladow, ale
                        ich dzieci sobie swietnie radza w szkole, bo maja zaplecze w domu.
                        bo choc biedni, oni maja inny habitus (polecam Bourdieu) od
                        bogatszego cinkciarza.

                        to o czym tak dokladnie pan mowi? o biednych, o klasie spolecznej,
                        czy moze o nauczaniu na prowincji. prosze sie laskawie zdecydowac.
                        • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:31
                          "Wyksztalceni rodzice (nie zawsze, ale coraz czesciej bogaci)
                          dzieciaków z dużych miast dostają za swoje i innych podatki darmowe
                          studia na najwyższym poziomie dla swoich dzieci. Niewyksztalceni
                          rodzice (zwykle biedni i bez wielkich szans na wzbogacenie) biednych
                          dzieciaków muszą swoim dzieciom kupić za gotowke studia na niskim
                          poziomie."
                          O czym to ja mowie? Moze Pan to przeczyta i zacznie komentowac na
                          temat.
                          Mowienie w Polsce o klasie spolecznej i statusie nie ma wielkiego
                          sensu, bo normalne (t.j zachodnioeuropejskie) opisy wciaz slabo
                          przystaja. Profesor uniwersytetu, nauczyciel i lekarz - czyli zawody
                          o wysokim statusie spolecznym niezaleznie od miejsca ich
                          wykonywania - moga byc w Polsce biedni (z wyboru i pogladow, ale
                          niekoniecznie, sa tacy, co by sie sprzedali, tylko nikt ich nie chce
                          kupic) ale przecietnie ow habitus coraz czesciej zaczyna sie
                          przekladac na status finansowy. Jak ktos nie chce, oczywiscie, nie
                          musi.
                          Bordieu sobie chyba nie wyobrazal spoleczenstwa, w ktorym nauczyciel
                          panstwowej szkoly sciaga garnitur i popoludniami pracuje za trzy
                          razy wieksza pensje jako pomocnik murarza.
                          Przepraszam, ale zaczynamy sie chyba zapetlac i niewiele z tego
                          wyniknie. Ja sie najwyrazniej slabo sprawdzam w tej skrotowej
                          formie ;)
                          Tematem, na ktory sie akurat wypowiadalem, nie byl akurat stan nauki
                          tylko dofinansowanie przez panstwo szkolnictwa na kazdym poziomie
                          niezaleznie od formy wlasnosci, bo wazne jest kto z tej edukacji
                          korzysta i jakie calosc spoleczenstwa ma z tego pozytek, a nie jaki
                          brzydki kapitalista moze zarobic na oferowaniu uslug edukacyjnych.
                          Co sie na dluzsza mete pewnie przelozy na stan nauki, ale tego nie
                          da sie w tej chwili przewidziec na 100%.
                          • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:40
                            ja dosc wyraznie napisalem o statusie ekonomicznym, a nie
                            spolecznym, o korym pan teraz pisze. te rzeczy, jak slusznie pan
                            zauwaza, nie maja ze soba w Polsce wiele wspolnego. wlasnie dlatego
                            o tym NIE pisalem. pewnie pan nie doczytal.

                            Bourdieu dokladnie to sobie wyobrazal! prosze sobie poczytac jego
                            rozwazania o typach kapitalu (ekonomicznym, spolecznym i
                            symbolicznym). on o tym wlasnie pisze. i dlatego zreszta jest
                            ciekawszy od prostych rozwazan na temat klasy.

                            Pan zaczal mowic o ludziach biednych, ja na to zareagowalem. status
                            EKONOMICZNY nie ma nic wspolnego z uczestnictwem w wyzszym nauczaniu
                            (wlasnie dlatego nalezy wspierac uczelnia panstwowe i darmowe i
                            wlasnie daltego podatnik nie powienien placic uczelniom prywatnym).
                            z kolei klasa spoleczna, czy, lepiej, typ habitusu, ma. a na to sie
                            naklada jakosc nauczania na prowincji. ale to sa 3 rozne rzeczy,
                            ktorych nie nalezy mieszac. i tyle.
                            • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 20:51
                              Jeszcze raz mam przekleic, zeby dotarlo?
                              Czy stwierdzenie, ze brak wyksztalcenia przeklada sie zwykle na
                              biede, wymaga naprawde wielkich debat? Czy zapala sie Panu czerwone
                              swiatelko na dzwiek slowa "bieda"?
                              Te trzy rozne rzeczy sa zawsze ze soba zmieszane, warunkuja sie
                              wzajemnie. Do opisow naukowych mozemy je sobie rozdzielac i
                              analizowac, ale w zyciu jest inaczej.
                              Niech Pan moze opowiada, ze status ekonomiczny nie ma nic wspolnego
                              z uczestnictwem w wyzszym wyksztalceniu, maturzyscie, ktory zeby
                              studiowac musialby sie przeniesc do innego duzego miasta i ktorego
                              rodzina nie moze sobie na to pozwolic, a kredytu ani stypendium na
                              pierwszym roku nie dostanie. Potem tez moze (ale nie musi, trafiaja
                              sie superzdolni i ambitni) nie miec stypendium, bo poziom nauczania,
                              z ktorego korzystal jest taki, ze kolegow nie dogoni, a wykladowcy
                              szybciej go zgnoja niz pomoga. Akademika tez nie dostanie, bo o 3,70
                              przekracza sredni dochod na glowe czlonka rodziny. Przeciez tu sie
                              nic z niczym nie laczy. Mnie sie nie chce tego sluchac.
                              • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 21:00
                                na krzyczenie nie odpowiadam dobrze.

                                a pan nie mowi o biedzie. pan mowi PRR i o ludziach biednych, ktorzy
                                nie moga sobie postudiowac, bo.....sa biedni. i dlatego trzeba
                                doplacac do szkol prywatnych. argument mi ucieka.

                                Pan nie powiedzial ani razu o kosztach studiowania, a to jest
                                zupelnie co innego, nie? pewnie to ten skrot, ktory nie dotarl do
                                mnie. to takie cos oczywiste, o kotrym zapomnial pan powiezdiec,
                                mowiac ze biedny nie studiuje, bo jest biedny. bo panu sie wszystko
                                laczy i jest pan zatroskany na tyle, zeby 'przez przypadek'
                                stygmatyzowac, ale przeciez to do mnie dociera, bo pan przeciez ma
                                najlepsze na siwecie intencje.

                                i nie, nie dotarlo. bo oczekuje od kogos kto zyje z mowienia,
                                mowienia na tyle jasno, zeby nie bylo tych
                                wszystkich 'niefortunnych' implikacji, tych wszystkich polaczen. ale
                                to ja. i pewnie do mnie po prostu nie dociera.
                                • ford.ka Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 21:06
                                  Przepraszam, myslalem, ze z wyksztalciuchami nie trzeba wszystkiego
                                  wykladac w obszernych przypisach.
                                  Jak mowie "biedny" to stwierdzam "ma skromne mozliwosci finansowe" a
                                  nie stygmatyzuje. Mnie PC wiecej zdrowego rozsadku, prosze.
                                  A teraz proponuje zajac sie wraz ze mna lektura zalozen reformy
                                  (link ponizej) - moze bedzie z tego wiecej pozytku. Jestem w polowie
                                  i na razie jestem za.
                                  • dalatata Re: Habilitacja nie byłaby niczym złym, gdyby... 16.04.08, 23:04
                                    no tak, zawsze jeszcze mozna PC zarzucic.....chyle czola, Pan
                                    wygral. to ja nie mam racji.

                                    ford.ka napisał:

                                    > Przepraszam, myslalem, ze z wyksztalciuchami nie trzeba
                                    wszystkiego
                                    > wykladac w obszernych przypisach.
                                    > Jak mowie "biedny" to stwierdzam "ma skromne mozliwosci finansowe"
                                    a
                                    > nie stygmatyzuje. Mnie PC wiecej zdrowego rozsadku, prosze.
                                    > A teraz proponuje zajac sie wraz ze mna lektura zalozen reformy
                                    > (link ponizej) - moze bedzie z tego wiecej pozytku. Jestem w
                                    polowie
                                    > i na razie jestem za.
      • nfao5 Betonowe kalmstwa awad 16.04.08, 10:52
        anwad napisała: Wiele pozostałych pomysłów minister Kudryckiej to
        natomiast prawdziwy SKANDAL, zwłaszcza:
        1. doktorat po licencjacie,
        NFAO5: W takich krajach jak USA czy Australia mozna otrzymac
        najwyzszy stopien naukowy to jest doktora filozofii (PhD) bez
        robienia magistra (Masters). Co wiecej, w takiej np. Australii
        Masters (magister) uchodzi bardziej za tytul zawodowy niz naukowy,
        ktorym jest zdecydowanie PhD.
        2. wspieranie finansowe szkół prywatnych, których poziom nauczania -
        jak każdy dobrze wie - jest godny pożałowania...
        NFAO5: Poziom WSZYSTKICH polskich szkol wyzsych jest obecnie godny
        pozalowania. I sa dobre szkoly prywatne i zle pasntwowe i na odwrot.
        Nie mozna popelniac wciaz Fallacy of Composition...

        Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska - nie
        jest tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną.
        NFAO5: I co w tym zlego? Najbardziej mafijne uklady sa przeciez na
        uczelniach PANSTWOWYCH...


      • itakdalej.itakdalej GW i PiS w jednym obozie 17.04.08, 00:37
        anwad napisała:

        > Generalnie min. Kudrycka działa w interesie swojego środowiska -
        nie jest
        > tajemnicą, że jest związana ze szkołą prywatną.

        Kudrycka skończyła i swoją habilitację robiła na najwyżej notowanej
        polskiej uczelni państwowej - UW. A to, że prowadziła uczelnię
        prywatną, pozwoliło jej uzyskać obiektywną wiedzę na temat wartości
        i przydatności ludzi z hab. i bez hab.. Prawdopodobnie doszła do
        wniosku, że hab. nie jest żadnym kryterium, dlatego chce wprowadzić
        reformę upodabniającą nas do Zachodu.
        I nie można jej zarzucić, że działa w swoim interesie, bo ona
        habilitację ma.

        P.S. 1) Obawiam się, że z tej reformy będą nici, bo ją Prezydent
        zawetuje, a SLD nie poprze koalicji rządowej przy odrzucaniu
        weta (w tej partii zwyciężyli ostatnio postkomunistyczni
        aparatczycy).
        Ale kropla drąży skałę, może następnym razem się uda?
        2) Dochodzę do wniosku, że GW kompletnie nie rozumie nauki
        światowej XXI wieku. W niej posłuch mają jedynie humaniści
        nie uczestniczący w światowej rywalizacji naukowej
        i nie rozumiejący jakim wysiłkiem jest umieszczenie
        czegoś na LF i jaką to ma wartość. Poza tym - niestety -
        ton nadają niewolnicy swoich życiorysów, którzy kojarzą
        podważanie habilitacji z wydarzeniami Marca 1968.
        Paradoksalne, że w tej sprawie Kaczyńscy, PiS i GW mówią
        jednym głosem.
        • wiarusow Re: GW i PiS w jednym obozie 17.04.08, 15:24
          Niestety... :(
    • smile010 Najwybitniejsi humaniści 16.04.08, 11:36
      Można zadać pytanie na podstawie jakiego kryterium określono grupę 44 nawybitniejszych polskich humanistów? Kto jest pierwszym najwybitniejszym, kto 42,43,44, a kto 45,46,... . To jest poprostu żałosna bufonada. Straszycie Szanowni Państwo zapaścią cywilizacyjną i obniżeniem poziomu nauki. A gdzie było grono "44 najwybitniejszych polskich humanistów", kiedy znoszono obowięzek zdawania matematyki na maturze? Nie protestowaliście Państwo z tego powodu. Wasze wielkie umysły nie potafiły dostrzec związku pomiędzy koniecznością masowej edukacji matematycznej na przyzwoitym poziomie a rozwojem cywilizacyjnym Polski. Dotyczy to także humanistów. Kto tego nie dostrzega, niewiele rozumie z otaczającej rzeczywistości.
      Szanowni Państwo przez dziesiątki lat obowiązująca w Polsce habilitacja nie spowodowała podniesienia, czy nawet tylko utrzymania poziomu nauki w Polsce. Habilitacja jest jednym z głównych (obok marnego finansowania) powodów degrengolady w naukach technicznych. Albo postawimy na masową współpracę środowisk naukowych z przemysłem (habilitacje stanowią w tym przypadku ogromną przeszkodę), co doprowadzi w dłuższej prespektywie czasowej do rozwoju technologicznego kraju, albo zakonserwujemy obecny stan w którym głownym celem prac badawczych nie jest rozwiązywanie rzeczywistych problemów, tylko zdobywanie kolejnych stopni i tytułów naukowych. Można tutaj zastosować analogię do kopalni węgla, która cały wydobyty węgiel zużywa na własne potrzeby.

      Mam nadzieję, że Pan Premier i Pani Minister nie zrezygnują z szybkiego wprowadzenia reformy polskiej nauki. KAŻDA KORPORACJA ZAWODOWA PILNUJĄC PARTYKULARNYCH INTERSÓW BRONI SIĘ PRZED WPROWADZENIEM REFORM.
      • nfao5 Najwybitniejsi polscy inzynierowie z habilitacja 16.04.08, 13:31
        Na poczatek to dac im kielnie i lopaty, tym wszystkim prof. dr hab.
        od budownictwa i gornictwa, i wyslac na budowe metra w Warszawie.
        Niech habilitowani eksperci od geologii podtrzymuja ten tunel za
        stacja Marymont, aby sie nie zapadal, habilitowani elektrycy niech
        pomoga zalozyc instalacje elektryczne, a habilitowani eksperci od
        pojazdow niech sie zajma remontami przegladami pociagow metra. Wtedy
        zaobaczymy, co oni naprawde soba reperezentuja!
    • amanasunta Propnuje zrownac honoris causa z doktorem -:)))))) 16.04.08, 20:37
      Swiat nauki polskiej wzbogaci sie o takich tuzow jak Walesa i Lepper.
      Bartoszewski tez sie zalapie,niech ma chlop na starosc.Tylko Olek -
      prezydent zachla ryj w swoim 800-metrowym apartamencie,cichutko w
      kaciku.....wychla swoje pol litra-:)))))Magistra bidula nie zalapie.
    • malgorzata-4 to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko tak 16.04.08, 20:44
      siebie nazywają. Kto ich zna na świecie???Kto ich cytuje??? Czy
      ich "twórczość" jest choćby w bibliotece Kongresu Amerykańskiego???
      Matematyka, fizyka i chemia są w pierwszej 20-tce. Reszta się nie
      liczy. A własnie tacy "intelektualiści" doprowadzili do tego ,że
      wybitni powyjeżdżali. Premierze proszę być twardym.
      • dalatata Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 16.04.08, 20:49
        to prosze sobie zobaczyc indeks cytowan Sztompki. od czasu do czasu
        sie go cytuje.....
        • khmara Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 16.04.08, 20:57
          Malgorzata ma sporo racji. W tym panteonie jest sporo gwiazd, ktore maja duzo do
          powiedzenia na kazdy temat, ale na cytowania sie nie przeklada. Polska nalezy do
          "transition countries" i na ten temat sie sporo w swiecie publikuje. Gdzie sa
          publikacje z Polski? Gdzie sa cytowania tych gwiazd, ktore kazda dyskusje
          medialna monopolizuja i swoim autorytetem narzucaja sposob myslenia?

          List 44 (to jakies szalenstwo z Mickiewicza?) ukazal sie tuz przed ogloszeniem
          rzadowych planow reform. Ci "wybitni" powinni byli choc zaczekac na oficjalne
          ogloszenie programu przeciw ktoremu protestuja. Jezeli sygnatariusze pretenduja
          do miana elit intelektualnych kraju, to takie zachowanie ze strony tych
          rzekomych elit jest skandaliczne.
          • dalatata Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 16.04.08, 21:04
            khmaro drogi, uwielbiam te polskie skandale....ja mysle ze oni maja
            sobie prawo do mowienia tego, co im sie tylko podoba. ich sprawa. i
            zeby to od razu skadnal byl? pewnie miedzynarodowy od razu.

            i wie pan dobrze, ze tam sa rowniez gwiazdy miedzynarodowe, do
            poziomu kotrych ja nie mam nawet startu, jesli Pan ma, to moge tylko
            pozazdroscic.

            i wreszcie, ja watpie, zeby oni sami siebie nazwali wybitnymi, wiec
            o co idzie?
            • khmara Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 21:26
              Sa gwiazdy miedzynarodowe i sa uczeni o bardzo prowincjonalnym dorobku.

              Nie podoba mi sie udzial wielu tych gwiazd i gwiazdeczek w rozpetywaniu
              medialnej histerii. Zostaly przygotowane bardzo szczegolowe zalozenia wstepne do
              reformy calego systemu. Zaden rzad do tej pory na tak kompleksowy plan sie nie
              zdecydowal. W tej chwili potrzebna jest merytoryczna dyskusja nad tymi
              zalozeniami a nie histeryczne wrzaski o koncu swiata poparte przez medialne
              gwiazdy z kompletem literek przed nazwiskiem, ktore w wywiadach przyznaja "ja
              tego pokolenia nie rozumiem".

              Cala medialna histeria dotyczy jednego sformulowania w zalozeniach: "zniesienie
              habilitacji jako stopnia naukowego". Stopnia nie damy, obojetne co by mialo byc
              zamiast niego?

              Dla mnie to nie jest wojna o habilitacje, ale wojna przeciw reformie PAN,
              przeciw jakimkolwiek probom zobiektywizowania zasad oceny dorobku naukowego,
              przeciw miedzynarodowym recenzjom. Przeciw wszystkiemu, co mogloby zagrozic
              dotychczasowym przywilejom, ktore bardzo czesto nie sa zasluzone i nie maja
              przelozenia na zaden dorobek naukowy poza popularonaukowa publicystyka.

              Ma racje Tusk - Norman Davies nie moglby byc w Polsce promotorem pracy
              doktorskiej. A co by bylo, gdyby takiemu Davisowi odbilo i stanolby do udzialu w
              konkursie na dyrektora instytutu PAN? Zgroza!!!

              Zebralo sie grono starcow i wrzeszczy - prosze nie otwierac okna, bo sie przeziebie.
              • chilly Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 21:49
                Co do Normana daviesa jako przykładu. Bardzo lubie tego autora.
                uważam, że ma swieże spojrzenie na historie naszego grajdołka. Nie
                jestem jednak historykiem i nie porywam się na jego ocene
                merytoryczną. Pamiętam jednak, że przy okazji publikacji kolejnych
                jego książek zawsze wracały zarzuty dotyczące warsztatu naukowego
                tego historyka i zawartości merytorycznej jego prac. Khmara powie -
                to z zawiści. Ja nie wiem.
              • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 23:07
                khmaro, ja rozumiem ze jest skandal, bo oni osmielili sie nie
                zgodzic z panem. jakos podejrzewam, ze gdyby sie zgodzili, to
                skadnalu by nie bylo.

                o PAN chodzi....hmmmm.... ja bym jeszcze zapytal kto za tym stoi i
                piecze swoja brudna pieczen na ogniu krzywdy uciemiezonych
                adiunktow....
                • dalatata PS 16.04.08, 23:10
                  a z tym Normanem Daviesem to to chyba niedokladnie tak, nie? Norman
                  Davis, jak nam to wskazuje kolego Keller, moze miec tylko PhD,
                  dopoki nie jest obywatelem polskim.

                  poza tym, tak szczerze mowiac, nie jestem pewien czy nalezy zniesc
                  habilitacje dla Normana Daviesa. mam nadzieje, ze on chociaz wyrazil
                  ochote na to, zeby byc promotorem
                  • kagan_pl Re: PS 22.01.10, 19:20
                    No i jak z tym Daviesem? Dostal habilitacje?
                • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 23:38
                  dalatata napisał:

                  > o PAN chodzi....hmmmm.... ja bym jeszcze zapytal kto za tym stoi i
                  > piecze swoja brudna pieczen na ogniu krzywdy uciemiezonych
                  > adiunktow....

                  A co maja adiunkci do rzeczy?

                  PAN ma byc reformowany w pierwszej kolejnosci. A szykuja sie takie mniej wiecej
                  zmiany (cytuje wybiorczo z ministerialnej prezentacji):

                  Praca wyselekcjonowanych Komitetów PAN (ok. 30)
                  i administracji centralnej PAN powinna byc
                  poddawana okresowym audytom.
                  Instytuty PAN, powinny podlegac cyklicznemu
                  zewnetrznemu audytowi wykonanemu przez
                  miedzynarodowe zespoły ekspertów. Wyniki audytu
                  beda podstawa decyzji dotyczacych miedzy innymi:
                  modyfikacji zestawu grup badawczych w instytucie,
                  łaczenia instytutów (z uwzglednieniem instytucji
                  zewnetrznych) lub likwidacji instytutów.
                  przeprowadzanie miedzynarodowych konkursów
                  na dyrektorów instytutów;

                  Wymagania jak dla Maxa Plancka!
                  Cos z tym trzeba zrobic, bo nas posla w stan spoczynku!
                  To PO to gorsze od PiSu!

                  Warto sprawdzic, ilu sygnatariuszy listu 44 jest zwiazanych z PAN.
                  • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 16.04.08, 23:56
                    adiunkci maja z tym wspolnego tyle, co 'list 44' z reforma PAN.
                    • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:01
                      za grosz sie nie znasz na polityce

                      nie zrobilbys habilitacji w Polsce ;-)
                      • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:04
                        jasne ze nie znam sie. i jestem naiwny. i wogle.

                        i dobrze ze zrobilem wczesniej, bo teraz to na pewno bym nie
                        zrobil :-)
                        • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:06
                          alez teraz to bys wlasnie zrobil bez problemu ;-)
                          • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:21
                            no wlasnie nie. ja ja zrobilem bez wiekszych problemow prawie 10 lat
                            temu. teraz, przy mojej naiwnosci i nieznaniu sie na polityce? nigdy
                            w zyciu.

                            a tak powaznie mowiac, w propozycjach Kudryckiej nie ma jednego, a
                            przynajmniej ja tego nie znalazlem. nie ma mechanizmu zapewniajacego
                            ze nowy system bedzie dzialal, ze nie bedzie go mozna naduzyc. jej
                            przyszlo do glowy to, ze miedzynarodowe panele beda oceniac PAN
                            (nawiasem mowiac, nie wierze w to, to sie bedzie rozmydlalo - Polak
                            potrafi!), nie przychodzi jej do glowy wporwadzenie niczego innego
                            miedzynarodowego.

                            wiele mi sie nie podoba w tej reformie, jednak jeszcze gorsze od tej
                            reformy bedzie jej fiasko. a ja nie widze (ale moze w pelnym
                            dokumencie to sie znajduje), mechanizmow zabezpioeczajacych. to jest
                            wishful thinking w duzej mierze.
                            • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:33
                              Na razie to sa zalozenia do reformy. Wszystko zalezy od tego, co z tego trafi do
                              projektu ustawy i co z tego zostanie, jak zabierze sie za to parlament.
                              • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:36
                                to prawda...nawiasem mowiac, ta reforma nie jest az tak radykalna
                                jak moglaby byc (poza miedzynarodowym audytem PAN, nie ma tam nic
                                radykalnego). w sejmie ja jeszcze stonuja.....i jako sie przestaje
                                martwic o habilitacje....

                                jakakowliek ona bedzie,zle by bylo gdyby ta reforma upadla.
                                • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:43
                                  dalatata napisał:

                                  > jakakowliek ona bedzie,zle by bylo gdyby ta reforma upadla.

                                  zgadzam sie. Tez mi sie niektore szczegoly nie podobaja - troche za duze pole do
                                  interpretacji, ale ogolnie to ma szanse zadzialac.

                                  Nareszcie sie troche przewietrzy...
                            • wiarusow Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 15:25
                              Zrobiles, bo miales plecy, a nie wiedze. Znales nie co trzeba, ale
                              kogo trzeba... :(
                              dalatata napisał: no wlasnie nie. ja ja zrobilem bez wiekszych
                              problemow prawie 10 lat temu.
                          • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:28
                            Prywatne zyja przede wszystkim ze studiow licencjackich, a tu nie ma juz duzego
                            zapotrzebowania na habilitowanych. Kilka lat temu minima kadrowe dla studiow
                            licencjackich zostaly obnizone (zwiekszono liczbe wymaganych dr) za sprawa
                            lobby... malych szkol panstwowych.

                            A do prowadzenia studiow magisterskich pewnie wprowadza minimum wymaganych dr
                            cert. i prywatne i tak nic nie zyskaja.

                            Cala arefe nakreca profesura panowska i czlonkowie PAN, bo oni najwiecej na tych
                            wszystkich reformach traca. Jak wprowadza audyt miedzynarodowy instytutow
                            humanistycznych i zaczna "zespoly" rozliczac z publikacji, to sie okaze, ze
                            wszystkie te instytuty sa do likwidacji w pierwszej kolejnosci.
                            • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:31
                              to jest taka optymistyczna wersja szkol prywatnych....niech
                              bedzie.co do minimow kadrowych zobaczymy (wedle mnie to jest
                              najwieksza zakala poslkiej nauki)

                              a co do profesury PAN.....wiem, oni pieka te brudna profesorska
                              pieczen na niejawnym ogniu dorobku

                              • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:37
                                dalatata napisał:

                                > a co do profesury PAN.....wiem, oni pieka te brudna profesorska
                                > pieczen na niejawnym ogniu dorobku
                                >

                                aha, no, piora z tej pieczeni poleca, jak sie miedzynarodowy audytor do niej
                                dobierze
                                • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:46
                                  zalatwi sie i to.....naprawde wierzysz w te miedzynarodowe audyty?
                                  tak z reka na sercu? ja niestety nie.

                                  i mowie to z bardzo ciezkim sercem..... bo to jest najlepsza czesc
                                  projektu Kudryckiej. oj przewietrzyc te wszystkie instytuty. ale
                                  wlasnie przez to ze sie da zalawic, ta reforma padnie. nie ma w niej
                                  nic, co wskazuje na mechanizm zabiezpieczajacy przed kompletnym
                                  wydymaniem tego systemu.
                                  • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:51
                                    kompletenie wydymane to jest wszystko w tej chwili. jest szansa ze przynajmniej
                                    przez jakis czas bedzie dzialac
                                    • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 00:57
                                      zgadzam sie z ocena tego co jest teraz. niestety nie widze nadziei
                                      na to, ze nowy system bedzie dzialal inaczej. i to jest
                                      najsmutniejsze dla mnie w tej calej dyskusji.

                                      khmara napisał:

                                      > kompletenie wydymane to jest wszystko w tej chwili. jest szansa ze
                                      przynajmniej
                                      > przez jakis czas bedzie dzialac
                                      • khmara Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 01:09
                                        Jezeli zaczna reformowac od PANu, to zaczna od samej gory. Od glowy, jak mowi
                                        Wieczorek. I bardzo dobrze. Jezeli wprowadzac miedzynarodowa ocene, to
                                        sensowniej zaczac od tej glowy, ktora juz wrzeszczy, niz od doktoratow.

                                        Reforma zaklada bardzo duza plastycznosc PANu, wiec jezeli audytor wyda
                                        zalecenie rozwiazania zespolu, to trzeba to bedzie wprowadzic w zycie. W ten
                                        sposob jest szansa, ze to sie nie zasklepi i nie zaskorupi. Jak w tym dowcipie o
                                        bacy, co nosil koty w worku i robil im co jakis czas rewolucje, jak za mocno
                                        zaczynaly w plecy drapac.
                                        • dalatata Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 17.04.08, 01:13
                                          oj potrzebne to!
                                          jednak moge sie zalozyc ze nigdy zaden audytor nie wyda takiego
                                          zalecenia. ael oby sie mylil.

                                          dobranoc. czas poczytac.
                • herrkagan Re: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie!!! 01.04.09, 13:30
                  ???
              • gazetapl.online Mafia prof.: Nie otwierac okna, bo sie przeziebie! 25.12.08, 14:24
                A tu sie zgadzam z khamara:
                Dla mnie to nie jest wojna o habilitacje, ale wojna przeciw reformie
                PAN, przeciw jakimkolwiek probom zobiektywizowania zasad oceny
                dorobku naukowego, przeciw miedzynarodowym recenzjom (dodal bym tez,
                ze contra uznawaniu w PL dyplomow z USA, Australii czy Kanady - LK).
                Przeciw wszystkiemu, co mogloby zagrozic dotychczasowym przywilejom,
                ktore bardzo czesto nie sa zasluzone i nie maja przelozenia na zaden
                dorobek naukowy poza popularonaukowa publicystyka.
                Ma racje Tusk - Norman Davies nie moglby byc w Polsce promotorem
                pracy doktorskiej. A co by bylo, gdyby takiemu Davisowi odbilo i
                stanolby do udzialu w konkursie na dyrektora instytutu PAN? Zgroza!!!
                Zebralo sie grono starcow i wrzeszczy - prosze nie otwierac okna, bo
                sie przeziebie.

            • zomo-prl Re: to nie są żadne sławy...nie są wybitni, tylko 08.09.08, 21:09
              ???
    • khmara Sygnatariusze powinni sie wstydzic 16.04.08, 20:49
      www.nauka.gov.pl/mn/_gAllery/36/57/36574/20080416_projekt_zalozen_reformy.pdf
      www.nauka.gov.pl/mn/_gAllery/36/57/36572/20080416_prezentacja_KPRM.pdf
      • smile010 Re: Sygnatariusze powinni sie wstydzic 16.04.08, 22:14
        Pewnie niewiele osób zapoznało się z projektem reformy, bo dyskutanci nie odnoszą się do meritum, tylko kierują się intuicją.

        Po raz pierwszy mamy do czynienia z kompleksowym projektem reformy polskiej nauki. Duże uznanie dla Pani prof. Kudryckiej i całego zespołu, który opracował ten dokument. Wykazaliście się Państwo sporą odwagą, bo chcąc-niechcąc staliście się czarnymi owcami w tym stadzie "wybitności".

        • pisubek Jak rozwalic uniwersytet? Zniesienie habilitacji 16.04.08, 22:28
          to tylko zaslona dymna. Chodzi tylko o to, zeby szkoly prywatne nie musialy
          zatrudniac kosztownych pracownikow.
          • khmara Idz gdzie indziej kit wciskac 16.04.08, 22:31
            Nie ma w Polsce prywatnych uniwerystetow, wiec sie nie rozwala.

            pisubek napisała:

            > to tylko zaslona dymna. Chodzi tylko o to, zeby szkoly prywatne nie musialy
            > zatrudniac kosztownych pracownikow.
            >
            • dalatata Re: Idz gdzie indziej kit wciskac 16.04.08, 23:15
              tak ogolnie, to pisubek napisal o szkolach, a nie uniwersytetach,
              wiec, khmaro, blagam, nie tym poziomem.

              to co mowi pisubek nie jest az takie glupie, jak by sugerowala Pana
              riposta. zniesienie habilitacji jest na reke szkolom prywatnym,
              ktore cierpia na brak kadry i wypelniania wymogu pensum kadrowego.
              jest mniej na reke szacownym uniwersytetom, ktore cierpia na nadmiar
              kadry. mysle ze nie ma sensu temu zaprzeczac, bez wzgledu na to, czy
              sie jest za czy przeciw habilitacji. Trudno tez nie widziec tego, ze
              Kudrycka dazy do rozwiazania dobrego dla siebie.

              khmara napisał:

              > Nie ma w Polsce prywatnych uniwerystetow, wiec sie nie rozwala.
              >
              > pisubek napisała:
              >
              > > to tylko zaslona dymna. Chodzi tylko o to, zeby szkoly prywatne
              nie musia
              > ly
              > > zatrudniac kosztownych pracownikow.
          • wissarionowicz Re: Jak rozwalic uniwersytet? 19.02.09, 12:40
            Nie dopuszczac nan swiezej krwi, szczegolnie stwarzac bariery w
            uznawaniu zachodnich stopni i tytulow naukowych, jako obcych naszej
            polskiej tradycji.
            Trzymac sie za wszelka cene modelu z :
            1. Habilitacja, aby spowolnic kariere mlodych naukowcow i uzaleznic
            ich bardziej od obecnej, post-PRLowskiej profesury.
            2. Dozywotnim tytulem profesora "belrwederskiego", aby mlodzi
            naukowcy wiedzieli, ze dopiero po szescdziesiatce mozna w Polsce
            zostac naprawde samodzielnym naukowcem.
            3. Nie uznawac doktoratow (PhD)z krajow aglosaskich (USA, UK,
            Australii, Kanady etc.) a takze nie uznawac doktoratow z Niemiec,
            Francji, Skndynawii i ogolnie z tzw. Zachodu, ale uznawac
            automatycznie doktoraty z takich poteg naukowych jak Slowacja czy
            Libia, bowiem Zachod, jak wiadomo, jest zgnily i imperialistyczny.
            4. Popierac model kariery typu "od studenta do rektora na jednej i
            tej samej uczelni", bo tylko wtedy mamy pewnosc, ze ktos przypadkowy
            i nam nieznany nie zrobi naukowej kariery w Polsce.
          • wissarionowicz Jak rozwalic uniwersytet? 19.02.09, 13:06
            Przede wszystkim, to brakuje nam dziś w Polsce odpowiedniej polityki
            naukowej. A wiec po pierwsze, to nie wolno nam, i to pod żadnym
            pozorem, dopuszczać do polskiej nauki świeżej krwi, szczególnie zaś
            należy stwarzać nieprzezwyciężalne bariery w zatrudnianiu w RP
            naukowców z zagranicznymi kwalifikacjami poprzez uniemożliwienie
            nostryfikacji w Polsce zachodnich stopni i tytułów naukowych, jako
            obcych naszej polskiej, sarmackiej tradycji.

            Trzymać się tez należy, i toteż za wszelka cenę, modelu z:
            1. Habilitacją, aby spowolnić karierę młodych naukowców i uzależnić
            ich bardziej od obecnej, post-PRLowskiej profesury, utrzymując tym
            samym obecna, jakże wysoka jakość naszej polskiej nauki, jak wiadomo
            przodującej na swiecie.
            2. Dożywotnim tytułem profesora „belwederskiego”, aby młodzi
            naukowcy wiedzieli, ze dopiero po sześćdziesiątce można w Polsce
            zostać naprawdę samodzielnym naukowcem - jak bowiem wiadomo, to nikt
            jeszcze nie wymyślił nic nowego w wieku poniżej 55-60 lat.
            3. Nie uznawać (i to także po żadnym pozorem) doktoratów (PhD) z
            krajów anglosaskich (USA, UK, Australii, Kanady etc.) a także nie
            uznawać doktoratów z Niemiec, Francji, Skandynawii i ogólnie z tzw.
            Zachodu, ale uznawać automatycznie doktoraty z takich potęg
            naukowych jak Słowacja czy Libia, albowiem Zachód, jak wiadomo, jest
            zgniły i imperialistyczny.
            4. Popierać wszelkimi siłami model kariery typu „od studenta do
            rektora na jednej i tej samej uczelni”, bo tylko wtedy mamy pewność,
            ze ktoś przypadkowy i nam nieznany nie zrobi naukowej kariery w
            Polsce i nie obniży nam tym samym jakże wysokiego dziś poziomu nauki
            polskiej.
        • dalatata Zalozenia ministerialne 16.04.08, 23:47
          rzeczywiscie, ja wlasnie sobie przeczytalem prezentacje
          ministerialna. czesc jest ciekawa, czesc jest wyjatkowo niejasna,
          czesc jest idiotyczna.

          bo czyz nie jest idiotyczne stwierdzenie o umiedzynarodowieniu
          uczelni przez udzial w projektwach miedzynarodowych i zwiekszeniu
          ilsco studenotw z zagranicy? od kiedy udzial w projektach zalezy od
          rzadu?! a te setki studentow z UK i z USA jadace do Polski
          studiowac.....tez widze....

          uczelnie flagowe: tragedia, szkoda mowic nawet o tym.

          niejasne: co to znaczy zniesienie kolokwium habilitacyjnego? to
          habilitacja zostaje czy nie? jak zwiekszymy mobilnosc ludzi, ktorych
          nie stac na wynajecie mieszkania nigdzie? obowiazkowe staze? kto za
          to zaplaci?! skoro naklady na nauke spadaja.
          co to znaczy zroznicowac wymogi kadrowe miedzy uczelniami?

          JEST JAWNOSC dorobku naukowego.....wreszcie....ale nie o to chodzilo
          NFA. chodzi o rezultaty badan.....

          hurraaaaa: konkursy beda oglaszane na forum ogolnopolskim. yes yes
          yes!!!!! YEAAAAAHHHHHHH!!!!!!


          ciekawe: audyt PAN przez panele miedzynarodowe! bardzo dobrze!

          no. to zeby nie bylo, ze nie wiem co mowie
          • smile010 Re: Zalozenia ministerialne 17.04.08, 08:40
            Tak własnie wygladają dyskusje w polskim środowisku akademickim:
            "uczelnie flagowe: tragedia, szkoda mowic nawet o tym."
            Zamiast argumentów, przekonanie o własnej racji.

            Pomysł z uczelniami flagowymi, to właśnie silna strona projektu reformy. Należy dążyć do stworzenia modelu szkolnictwa wyższego, który będzie przypominał piramidę. Dlaczego? Bo to się sprawdza od wielu lat we wszyskich rozwiniętych krajach. W tych krajach jest miejsce dla uczelni elitarnych, średnich i przeciętnych. Ponieważ w Polsce mamy ograniczone środki finansowe na naukę, więc trzeba je bardzo efektywnie wykorzystać. Warto natomiast dyskutować o sposobie wyboru uczelni flagowych, o sposobie podziału dostępnych środków finansowych dla poszczególnych grup uczelni. Skąd wynikają obawy? Jeśli ktoś jest dobry (wybitny) i ma duże aspiracje naukowe, to bez problemu znajdzie zatrudnienie w takiej jednostce. Ale w tym przypadku przestanie wystarczać zrobiona wiele lat temu habilitacja, która obecnie jest furtką do zajmowania intratnych stanowisk. W pewnej uczelni państwowej, w celu "wzmocnienia" kadry próbowano zatrudnić dr habilitowanego. Jakie warunki przedstawił ten tuz polskiej nauki? Aparatura badawcza? NIE! Finansowanie badań? NIE! Ilość adiunktów i asystentów, z których stworzy zespół badawczy? NIE! To tego pana nie intersowało. Tego pana intersowało jedynie to, czy jako kierownik zakładu dostanie sekretarkę, chociaż w całym instytucie jest zatrudniona tylko jedna (w zupełności to wystarczy) i czy dostanie pensję z górnej granicy widełek. To nie przykład patologii, to ilustracja standardu polskiej nauki. Na szczęście ten osobnik znalazł zatrudnienie w innej Dużej i Uznanej jednostce naukowej.
            • dalatata Re: Zalozenia ministerialne 17.04.08, 09:29
              mea cuplpa. tyle ze ja juz o tym pisalem nie raz.

              uczelnie flagowe sa zlym pomyslem bo nie ma czegos takiego jak
              flagowa uczelnia. sa dobre instytytuy a nie uczelnie. polityka
              flagowa doprowadzi do tego, ze slabe instytuty w uczelniach
              flagowych beda maily cieple kaciki, w ktorych za wiecej pieniedzy
              beda mogly dalej nie robic nic. a dobre instytuty w nieflagowych
              uczelniach padna, bo zabierze sie im to co maja teraz.

              argument o zatrudnieniu jest chybiony. ja moge chciec mieszkac w
              Bialej Podlaskiej (a nawet Podlasce) i pracwoac tam w dobrym
              instytucie. flagowe powinny byc instytuty a nie uczelnie.nie ma
              homogneicznych uczelni, swietnych w kazdym aspekcie ich
              dzialalnosci.

              wystarczajaco dobry argument?
      • gazetapl.online Re: Sygnatariusze powinni sie wstydzic 25.12.08, 14:25
        No i co z ta reforma? Kompletna klapa?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka