Dodaj do ulubionych

Moja lekcja z dymisji Legutki

20.05.08, 08:49
Bez przesady. Te błędy nie były aż tak wyjątkowe żeby gość
odchodził, nie w tym problem ale w całym systemie edukacji.

Ludzie nie przesadzajcie. Chyba jest przy iksie trzecia potęga tak?
A to znaczy, że chodzi o wielomian trzeciego stopnia. I co jeszcze
ma być napisane? Że „f” oznacza funkcję? A może tylko siłę w fizyce?
W życiu z reguły są zadania wymagające podejmowania decyzji w
warunkach niepełnej informacji i wielu rzeczy trzeba się domyślać.
Uczeń też powinien taką umiejętność mieć a jeśli czegoś nie jest
pewny to rozwiązuje zadanie przyjmując określone założenia i tyle.
Wystarczy, że szkoła egzaminuje z nieżyciowych zadań, odpytuje z
wyuczonych typów ćwiczeń. Nie sprawdza czy ktoś zna angielski tylko
srawdza czy zna angielską gramatykę a to duża różnica i nie o to w
życiu chodzi. Na muzyce odpytuje się czy zna nuty albo umie
wykaligrafować klucz wiolinowy ale niedouk opuszcza szkołę nie
umiejąc grać na żadnym instrumencie. Na polskim musi wkuwać Galla
Anonima i odpytywany jest na maturze na okoliczność knotów typu
Syzyfowe Prace zamiast z obszaru literatury współczesnej. Owszem,
szkoła może sobie takie teściki urządzać; zapamiętać, zdać,
zapomnieć się da i nie w tym widzę problem tylko w tym, że na
podstawie ocen tych zadanek definiuje się też czy ktoś może np.
dyrektorem czy sprzątaczką. Nie patrzy się na osobowość, nie rozwija
i premiuje różnych talentów, które każdy ma, nie sprawdza czy
przyszły lekarz charakterologicznie nadaje się do tego zawodu tylko
wystarczy, że umie rowziązać wielomian i policzyć ruch walca po
równi pochyłej a na pewno będzie świetnym medykiem. To jest
społecznie chory system.


Co za knoty są w tych szkołach odpytywane. Po co katować młodzież
średniowiecznymi starociami „waćpanie, me wezwanie” i tym podobne
bzdury a gdzie odniesienia do współczesnej literatury jak np. Hary
Poter? Nowoczesności szkoła ma uczyć a nie że potem niedouki idą w
świat nie mający pojęcia o kulturze.

Obserwuj wątek
    • gburiaifuria Re: Moja lekcja z dymisji Legutki 20.05.08, 10:34
      chyba żartujesz! Syzyfowe Prace są na prawdę bardzo strawną lekturą i nieżle się
      je czyta. Harry Potter to bestseller, ale nudny jak flaki z olejem- z trudem
      przebrnęłam przez 20 stron i dałam sobie spokój, bo mi szczękę wykręcało od
      ziewania, taka coca- cola, guma do żucia, czy potato chipsy do czytania.
      Rozumiem, że są tacy, co gumie do żucia są w stanie poświęcić życie, ale bez
      przesady, z wiekiem ci to minie i zatęsknisz za czymś strawniejszym.
      • toja3003 może masz rację ale 20.05.08, 10:39
        Hary Poter należy do kodu kulturowego czyli kanonu literackiego,
        który trzeba znać. Trzeba wyrzucić stare knoty z kanonu lektur.

        Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wypisy historyczne a 90%
        poświęcić temu co dzieje się tu i teraz, bo potem niedouki kończą
        szkoły. Uczyć literatury ale nie historii literatury. Uczyć języków
        obcych ale nie gramatyki języków obcych itp. Praktyka się liczy a
        nie teoria.


    • andrzej369 Re: Moja lekcja z dymisji Legutki 20.05.08, 11:13
      Bylbym sklonny sie z Toba zgodzic, ale musze stanowczo stwierdzic,
      ze nie tylko Legutko powinien odejsc, ale przede wszystkim pani
      Minister. W szkolach jest dokonywana "tresura szablonowa", a nie
      uczy sie swiadomej nauki ze zrozumieniem. Za ten stan, jest
      odpowiedzialny szef - Minister.
      • toja3003 myślę, że chcemy tego samego – dać uczniom dobrą s 20.05.08, 14:24
        myślę, że chcemy tego samego – dać uczniom dobrą szkołę, tyle, że
        mamy prawo inaczej rozkładać akcenty. Po prostu te wszystkie
        umiejętności można przekazywać w szkole w różny sposób. Np. nauka
        języka obcego to często nauka gramatyki języka obcego, co w praktyce
        jest wielce nudne i nieprzydatne a potem jak się jedzie z tym
        szkolnym angielskim do Anglii to poza wyrecytowaniem odmiany
        zdania „Jaś pali fajkę” przez wszystkie 28 czasów strony biernej i
        czynnej jest zero porozumienia z Anglikiem prawda? Po prostu
        nauczycielowi jest łatwiej odpytać binarnie poprawność testu
        gramatycznego niż biedzić się nad korygowaniem swobodnych wypowiedzi
        ucznia.

        Raz byłem świadkiem kiedy gość „szprechający” normalnie po
        niemiecku, po wieloletnim tam pobycie, miał kłopoty ze zadniem
        prostego testu, bo nie wiedział co to plusquamperfekt itp. Rodowity
        Niemiec pewnie też nie wie, bo ja, jak widać, posługuję się jako
        rodowity Polak językiem polskim ale spytaj mnie o różnicę między
        orzecznikiem a przydawką a też bezradnie rozłożę ręce.

        Inny przykład: teorii gier można uczyć metodą nudnych formułek
        matematycznych a można robić to grając profesjonalnie w brydża z
        młodzieżą ale ten nauczyciel musiałby to umieć prawda? A to znowu
        wysiłek. I dalej. Czy młodzież się interesuje muzyką? Jasne, nawet z
        pasją. Ale nie knotami typu „od Siewierza jechał wóz, malowane panny
        wiózł” i do tego nuty wkuwać. Ale dać ludziom gitary elektyrczne,
        perkusje czy keybordy do ręki a będą łomotać aż miło, włączyć
        karaoke a nauczą się w mig angielskiej piosenki na pamięć. Czyli
        znowu: ile czasu katujemy ucznia ludowszczyzną z XIX wieku a ile
        współczesnością. Ile czasu poświęcamy na wałkowanie historii, której
        już nigdy nie zmienimy a ile zajmujemy się teraźniejszością i
        przyszłością. A potem ta cała wiedza dociera do ludzi przez
        komercyjne media bez ładu i składu. Bo młody człowiek nie dowie się
        w szkole jaki był wkład Mike Oldfielda w progresywnego rocka i kto
        skrzyżował hip-hop z jazzem ale i też nie otrzyma komentarza do
        beethovenowskiej „Burzy” a to dopiero w całości składa się na
        wychowanie muzyczne.

        To samo z lekturami. Niech 25% ustala centrala, 25% nauczyciel, 25%
        rodzice a 25% uczniowie i od razu będzie ciekawiej.
        • andrzej369 Re: myślę, że chcemy tego samego – dać uczn 20.05.08, 15:21
          Toja, mysle, ze w tym temacie bysmy sie porozumieli i zrozumieli.
          • toja3003 też tak myślę, andrzej369 20.05.08, 18:01
        • funny5 Re: myślę, że chcemy tego samego – dać uczn 20.05.08, 16:24
          toja3003 napisał:

          jak się jedzie z tym
          > szkolnym angielskim do Anglii to poza wyrecytowaniem odmiany
          > zdania „Jaś pali fajkę” przez wszystkie 28 czasów strony biernej i
          > czynnej jest zero porozumienia z Anglikiem prawda?
          -----
          To juz totalne bzdury piszesz
          • toja3003 tak? bzdury? A ilu ludzi w Polsce 20.05.08, 18:00
            się uczyło angielskiego w szkole a ilu potem może normalnie się
            porozumieć w Anglii? A ten polski dyplomant to po jakiemu tam miałby
            przemawiać? Łaciną podwórkową typu „s... dziadu”? Pociągnać posła za
            język. A nie narzekać na zasadzie, nnnnnniiiieeeee pppppprzyjęli
            mmmmnnnnieeee dddo rrrradia bbbbbo jjjjjestem z PPPPolski.

            I proszę o podawanie (sprawdzonych!) informacji językowych
            o kandydatach na euro(p)osłów; nie sadzę żeby poseł bez znajomości
            języków obcych był wiele w stanie dla nas
            załatwić w Brukseli. Najwięcej i tak załatwia
            się podczas tzw. "rozmów pisuarowych",
            czy tam też nasi reprezentanci będą chodzić
            ze swoimi "rozporkowymi" tłumaczami do pomocy?
            Wstyd.

            Minimum to znajomość angielskiego ale d o b r y
            poseł oprócz tego powinien też znać też francuski
            lub niemiecki.

            Pod pojęciem "znajomość języka obcego"
            rozumiem faktycznie jego n o r m a l n ą znajomość
            praktyczną w mowie i piśmie a nie
            dukanie i jąkanie się.

            Albo ktoś umie jeździć na rowerze albo
            nie. Nie wiem co to znaczy "słaba
            umiejętność jazdy na rowerze".

            Oczywiście nie przeceniam roli PE
            ale jak już kogoś tam wysyłać to
            możliwie z sensem.

            Tyle, że szkolnictwo (także wyższe) w tym zakresie
            nastawione jest nie na uczenie i nauczenie się
            języka ale jego studiowanie a to duża różnica.

            Oczywiście zawiłości gramatyczne to wdzięczny temat
            do odpytywania przez nauczycieli. Uczeń tu "nie
            podskoczy" znajomością np. londyńskiego cockneya,
            po wieloletnim pobycie w Anglii i zawsze mu się
            "udowodni", że nie zna języka.

            Zdarzało mi się widzieć ludzi, którzy
            n o r m a l n i e mówili po niemiecku
            i nie zdawali prostych testów a zaliczały
            językowe miernoty nie potrafiące prawidłowo
            wymówic niemieckiego alfabetu ale obkute
            w róznicach między Futur I i II.

            I gdzie jest ta "totalna bzdura"?
            • funny5 Re: tak? bzdury? A ilu ludzi w Polsce 20.05.08, 18:03
              Ja akurat ucze angielskiego na wyzszej uczelni i moi studenci
              komunikuja sie w tym jezyku.Nigdy gramatyka nie byla u mnie celem
              • toja3003 Mówisz „u mnie to czy tamto” a ja mówię o tym co w 22.05.08, 13:52
                Mówisz „u mnie to czy tamto” a ja mówię o tym co widzę i słyszę
                naokoło. Staję sobie do kasy na dworcu podmiejskim PKP a kolejka się
                nie rusza. Kasjerka prawie płacze, getykuluje coś próbuje jakiejś
                kobicie wytłumaczyć. Doleciał mnie język angielski więc instyktownie
                podchodzę do przodu i okazuje się, że w całej grupie ludzi nikt nie
                wie o co chodzi. „Can I help you?” pytam. “O yes, please, I have
                already my ticket” – pokazuje mi – “but where I can find the right
                train?” Uśmiecham się i mówię “You are not on the main central
                station but only in the area for local city-trains, you must just go
                in this direction about 100 m and there can you find the timetable
                with all trains and an information center is there with somebody who
                should speak English to I presume”. Kobita poszła i sprawa
                załatwiona. Kasjerka cała happy i nie wymagam od niej żeby znała ten
                angielski, bo pewnie urodziła się w głębokim PRL-u ale przecież tam
                w tej kasie mogłaby mieć kartkę w obcym języku typu „masz problem to
                idź do informacji 100 w lewo”. I tyle. Dla nas to są oczywiste
                sprawy ale sam wiem nie raz jak się gdzieś za granicą błąkałem żeby
                zrozumieć dla nich zupełnie oczywiste systemy np. w Anglii nie
                zawsze wiesz, z którego peronu odjedzie pociąg i dopiero jak wjeżdża
                to oni chwilę wcześniej mówią.

                Ty możesz odetchnąć z ulgą. Nie jesteś zagranicznym turystą. Nie
                gubisz się w gąszczu korytarzy i nieczytelnych dla ciebie informacji
                na Centralnym. Ale każdego dnia setki takich osób przechodzi jednak
                przez dworcową dżunglę, gdzie nawet międzynarodowych znaków, tzw.
                piktogramów, jest jak na lekarstwo.

                Władze PKP nie widzą problemu. Adrianna Chibowska, rzecznik PKP
                Intercity, które odpowiada za komunikaty megafonowe na stacjach oraz
                informację telefoniczną, przysłała lakoniczne oświadczenie. Kolej ma
                gotowe zapowiedzi w językach obcych dotyczące stałych połączeń
                międzynarodowych i Intercity. W przypadku zmian w rozkładzie PKP
                przygotowuje, w miarę możliwości, komunikaty po angielsku.

                Co oznacza "w miarę możliwości"? Komunikatów takich na Dworcu
                Centralnym nie ma.

                W oświadczeniu czytamy też, że "na dziennej zmianie (informacji
                kolejowej) dyżurują zwykle trzy osoby władające językiem obcym".
                Sprawdziliśmy. W informacji w holu głównym oznaczonej
                międzynarodowym symbolem "I" rzeczywiście dyżurują trzy osoby.
                Jednak żadna z nich nie była w stanie udzielić informacji po
                angielsku.

                Według Łukasza Kurpiewskiego z PKP Przewozy Regionalne elektroniczne
                tablice informacyjne na Centralnym są czytelne dla obcokrajowców.
                Nie ma potrzeby wymieniać ich na nowe z dodatkowymi angielskimi
                określeniami. Kurpiewski uważa też, że w przypadku opóźnień pociągów
                i zmian peronów obcojęzyczni podróżni mogą obserwować zachowanie
                Polaków i podążać za tłumem.

                No comment.
    • ttrkwcz Pacewicz powinien napisać maturę z polskiego 20.05.08, 16:00
      Nie wiem dlaczego, ale pod wypowiedzią red. Pacewicza nie ma możliwości dopisania komentarza. A ten aż się prosi: pan redaktor napisał "na prawdę" zamiast "naprawdę"! Rozumiem, że w GW nie ma korekty, a już pewnie nikt nie śmie korygować szefa. Może jednak red. Pacewicz spróbowałby napisać maturę z polskiego, zamiast bronić dyr. Legutki?!
      • andrzej369 Re: Pacewicz powinien napisać maturę z polskiego 20.05.08, 16:06

        Pacewicz mial na mysli "kierunek na prawde".
    • danuta49 "Drobne" nieścislości Legutki&Co;-)))))) 20.05.08, 16:28
      Bląd w zadaniu z matematyki jest taki mniej więcej, jakby historycy
      zapytali:”Podaj przczyny wybuchu Powstania.”
      Tak wlasnie, bez informacji o jaki powstanie chodzi.A potem
      tlumaczyli, że oczywiście chodzi o Powstanie Warszawskie, bo o nim
      się najwięcej mówi i tylko jego nazwę niektorzy piszą z dużej litery.
      Bląd w rozwiazaniu zadania z fizyki mniej więcej odpowiada
      przypisaniu podstawowego znaczenia dla zwycięstwa polsko-litewskiego
      pod Grunwaldem udzialowi posilków tatarskich [fakt,byly posilki i
      bylo zwycięstwo;-)]
      Tyle,że tzw.ogól o matematyce i fizyce pojęcie ma kiepskie, więc
      można mu wmawiać,że to jakieś profesury takie wyrafinowane swoje
      fochy mają;-)
      Skądinąd jeszcze kilkanaście lat temu osobnik robiący takie “blędy”
      mialby klopot z ukończeniem klasy mat-fiz liceum.Dzś “tworzy”
      materialy dla CKE/OKE…Kto go namaścil???
      Legutko podobno jest doktorem matematyki;-))))))))))))))))))))
      A potem larum,że nie ma chętnych na politechniki;-)))))

      • majkajon Amatorszczyzna i brak profesjonalizmu 22.05.08, 15:44
        Pacewicz pisze:

        "Poza tym - i tego opinia publiczna też nie rozumie - ostateczny klucz
        odpowiedzi do zadań powstaje dopiero w toku sprawdzania prac i uwzględnia to,
        jak na prawdę uczniowie odpowiadali. Koryguje się nieścisłości, dodaje poprawne
        odpowiedzi."

        To jest skandal!!! Przy duzym egzaminie panstwowym takie sytuacje powinny miec
        miejsce incydentalnie, a nie stanowic regule!!! To jest po prostu dowod braku
        profesjonalizmu autorow zadan.

        Kolejna rzecz to recenzje. Kiedy za przygotowanie matury byly odpowiedzialne
        kuratoria, arkusze egzaminacyjne byly dawane do recenzji zewnetrznym fachowcom.
        Recenzent sprawdzal poprawnosc zadan, poprawnosc odpowiedzi w kluczu i zgodnosc
        zadan z podstawa programowa. Wpadki na maturach wykazuja, ze takich recenzji nie ma.
    • nessie-jp Re: Moja lekcja z dymisji Legutki 22.05.08, 17:32
      > Na muzyce odpytuje się czy zna nuty albo umie
      > wykaligrafować klucz wiolinowy ale niedouk opuszcza szkołę nie
      > umiejąc grać na żadnym instrumencie.

      Na litość boską, a po jaką cholerę osoba bez słuchu muzycznego ma się uczyć grać
      na instrumencie?!!! Czyś ty oszalał? Na lekcjach muzyki powinno się uczyć o
      muzyce, a nie jak fałszować na fleciku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka