nuela 18.06.08, 07:53 Jest różnica między pracą polonisty czy matematyka w szkole, którzy kilka godzin pracują w domu, a pracą nauczyciela wf, muzyki czy religii. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ojapierdziu Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:08 Oczywiście, że idą do domu. Ktoś widział w standardowej szkole miejsce do pracy dla nauczyciela? Dla dzieci brak ławek na korytarzu (wiec śniadanie je się na podłodze). Przerwa obiadowa to 20 minut (wyścig w jedzeniu). Biblioteki ciasne, względnie mają jeden stoliczek. Szkoła to przechowalnia gdzie masy ludzkie przewalają się z klas na korytarz i z powrotem. Odpowiedz Link Zgłoś
stoper69 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:10 Czas pracy nauczyciela to 40 godzin. W niektórych gminach kilka lat temu rozliczano nauczycieli z 40 godzin, ale wychodziło 45-60 - więc szybko się z tego wycofano. Marzę o tym, żeby w szkole w końcu stworzono warunki do pracy, tak aby po lekcjach można się było zająć sprawdzianami, papierologią, drukowaniem, kserowaniem itd. itp. Zamiast tachać do domu kilogramy papierów i zajmować się tym w domu - zrobić wszystko i zostawić w szkole. Niestety polska szkoła nie zapewnia jakiegokolwiek wyposażenia oprócz kredy i tablicy.... Odpowiedz Link Zgłoś
andrew95 Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 17:21 Każdy kolejny rząd szuka oszczędności w oświacie. Jest to niemądre i krótkowzroczne. Jest to najprostszy sposób na całkowity upadek edukacji w Polsce. Już od kilkunastu lat trwa upokarzanie nauczycieli /patrz 'Dzień Świra/ i selekcja negatywna do tego zawodu. Dziwić się można jedynie rodzicom, że chcą koniecznie oszczędzać na tym, co mają najdroższego. Efekty niedoinwestowania stają się coraz bardziej widoczne, a ogłupieni mediami rodzice - czytaj obywatele - nie potrafią obiektywnie spojrzeć na proble dotyczący ich własnych dzieci, bo generalnie traktują szkołę jako przechowalnię. Ciekaw jestem skąd mają sę w przyszłości brać inowacje, parki technologiczne, zaawansowane technologie itd. skoro bez zaangażowania nauczycieli będzie to kraj analfabetów i post- industrialnych niewolników. A może o to w tym wszystkim chodzi? Bo głupimi łatwiej manipulować i rządzić? Odpowiedz Link Zgłoś
tmerlin Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:17 Moja żona jest nauczycielem języka angielskiego i widzę ile ona czasu spędza w domu nad przygotowaniem tematów, pomocy naukowych, plansz dla dzieciaków, przygotowaniem i sprawdzenie kartówek i sprawdzianów. Każdemu się wydaje, że nauczyciel pracuje tylko w szkole, a wszystko robi się samo. Odpowiedz Link Zgłoś
bercik38 Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:28 tmerlin napisał: > Moja żona jest nauczycielem języka angielskiego i widzę ile ona czasu spędza w > domu nad przygotowaniem tematów, pomocy naukowych, plansz dla dzieciaków, > przygotowaniem i sprawdzenie kartówek i sprawdzianów. Każdemu się wydaje, że > nauczyciel pracuje tylko w szkole, a wszystko robi się samo. Ja takich nauczycieli nie znam za to znam takich co zamiast w okienku odwalać robotę to idą na zakupy, kartkówki poprawiają na lekcji, tematy mają raz przygotowane i korzystają z nich do emerytury, nikt nie przygotowuje tzw. pomocy naukowych czy plansz bo zleca się uczniom (od tego jest uczeń) a z lenistwa kserują (nie oni tylko sekretariat) po pół knigi i rozdają uczniom czyli nauczyciel nie pracuje ani w szkole ani w domu. Jeśli jest inaczej to znaczy że nauczyciel jest do bani i sobie nie radzi. Odpowiedz Link Zgłoś
rs_gazeta_forum Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:06 bercik38 napisał: > Ja takich nauczycieli nie znam za to znam takich ... Czy Twoim zdaniem to, jakich nauczycieli znasz zmieni wprowadzenie w życie zmian proponowanych przez rząd? Odpowiedz Link Zgłoś
ojapierdziu Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:20 Z twojej wypowiedzi wynika, że nauczyciel, który robi pomoce i przygotowuje się do lekcji jest do bani i sobie nie radzi ;) I wychodzi, ze moja mama jest od 15 lat kosmitką bo ona robi to wszystko i robi to w domu (bo w szkole nie ma gdzie). A kartkówki drukujemy na domowej drukarce bo ksero w szkole czasem nie działa. Oczywiście, ze w każdej grupie zawodowej są lenie. Ale od czegoś jest dyrektor i rodzice :/ I w ostateczności kuratorium. (tak, wiem, w Polsce to jakoś nie działa) Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 17:29 Co to znaczy "w okienku odwalać robotę"? Z "przygotowanych tamatów" nie można korzystać do emerytury. zapewniaja nam to kolejne zawirowania polityczne i związane z nimi "reformy" oświaty, a więc i programów kształcenia. Kseruje sie nie z lenistwa, tylko z potrzeby ( i braku materiałów). mamy w końcu XXI wiek - zauważyłeś Bercik? Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 17:32 P.S. Niedawno podano wyniki badań czasu pracy urzędników i innych osób pracujących umysłowo. Okazało sie, że efektywny czas pracy minimalnie przekracza 4 godziny dziennie - reszta to obijanie się. Konieczne zresztą, bo organizm by nie wytrzymał. Odpowiedz Link Zgłoś
folex Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 18:55 Święta prawda. Sprawdzić obibokom efektywność pracy. Wtedy wyjdzie, że 15% pracuje a reszta odstwia tandete. I to za nasze pieniądze z podatków. Zwaryfikować wydajność pracy nauczylieli!!! Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 19:31 Folex - jakieś konkretne propozycje? Odpowiedz Link Zgłoś
folex Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 19:38 Są dalej, poczytaj sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
oinone81 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:33 Mój 'problem' polega na tym, że nie widzę siebie w innym zawodzie bo za bardzo lubię pracować z młodymi ludźmi, przekazywać im to,czego sama się dowiedziałam/odkryłam...widzieć ten błysk zrozumienia w oczach...(tak - bezcenne...) Jestem 27mio-letnią nauczycielką...Czy mam kiedyś swoim dzieciom powiedzieć'nie stać mnie na lizaki dla Was bo mama pracuje (prawie)społecznie?" Dlaczego ktokolwiek ma mnie wyzywać od nierobów skoro daję z siebie ile mogę, albo dlaczego mam zmieniać zawód skoro CHCĘ wykonywać TEN? Kto ma prawo wypowiadać się że zarabiam tyle a tyle bo... ŻĄDAM GODZIWEJ PŁACY za UCZCIWĄ PRACĘ która-chyba nikogo nie trzeba przekonywać-jest pracą WIELKEJ WAGI... PS. a uczniowie kłaniający się 'w pas' na korytarzu osobie wygladającej na ich równieśnika chyba coś mówią... Ludzie szanują tych którzy szanują ich...I umieją docenić staranie - dlaczego takie rzesze zawistnych jednostek albo wyzyskiwacz-rząd nie potrafią??? Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 08:43 Nie każdy pracownik jest robotnikiem, którego cały czas trzeba pilnować, żeby założył hełm, rękawice albo okulary ochronne. Robotnik wymaga nadzoru brygadzisty, aby nie wynosił narzędzi, nie wsadzał śrubokręta do gniazda elektrycznego i nie wymieniał wiertła gdy wrzeciono się obraca. Nauczyciel to człowiek samodzielny, który musi sam zorganizować program nauczania, zaplanować lekcje, uzupełnić wiedzę oraz załatwić pewne sprawy administracyjne (np. podliczenie frekwencji klasy) Odpowiedz Link Zgłoś
bercik38 Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 09:01 zigzaur napisał: > Nie każdy pracownik jest robotnikiem, którego cały czas trzeba pilnować, żeby > założył hełm, rękawice albo okulary ochronne. Robotnik wymaga nadzoru > brygadzisty, aby nie wynosił narzędzi, nie wsadzał śrubokręta do gniazda > elektrycznego i nie wymieniał wiertła gdy wrzeciono się obraca. > > Nauczyciel to człowiek samodzielny, Nauczyciel nie wykazuje nawet odrobiny samodzielności, posiłkuje się wszelkimi gotowcami i pracą innych. który musi sam zorganizować program > nauczania, Program nauczania ma odgórnie narzucony. zaplanować lekcje, Niczego nie planuje, lekcje są zawsze takie same. uzupełnić wiedzę Tu jest przegięcie pały, jak wygląda to pseudo uzupełnianie wiedzy to widać gołym okiem, to uzupełnianie wiedzy jest niczym innym jak zbieraniem nikomu niepotrzebnych papierków a tylko po to by awansować. oraz załatwić pewne sprawy Czyli zakupy, prywatne sprawy w urzędach etc. > administracyjne (np. podliczenie frekwencji klasy) Ale jaja "podliczenie frekwencji klasy" to trwa 2 minuty Odpowiedz Link Zgłoś
rikol Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 09:58 Piszesz kompletne bzdury. Kazdy nauczyciel inaczej omawia konkretny temat. Czy zmienil ci sie kiedykolwiek nauczyciel matematyki chociaz? Chyba nie, bo wiedzialbys, ze rownania czy geometrie mozna tlumaczyc na wiele sposobow. M. in. mozna wytlumaczyc to tak, ze zaden uczen nie zrozumie, mozna wytlumaczyc tez tak, ze zrozumieja prawie wszyscy (niektorych niestety nie da sie nauczyc). Chocby w tych dwoch mozliwosciach jest wiele kombinacji. A konspekty nauczyciele sami przygotowuja. Wiesz w ogole, co to konspekt? A wiesz, ile czasu trzeba poswiecic na sprawdzenie chocby jednej klasowki, gdzie uczen nagryzmolil tak, ze potem sam tego nie potrafi przeczytac? sprobuj odszyfrowac recepte lekarska, to jest tak samo 'wyraznie' napisane. Oprocz tego nauczyciele SAMI kupuja ksiazki (50-150 zl za sztuke), papier do ksero, dlugopisy - czy znasz jakakolwiek prywatna firme, gdzie pracownicy sami musza kupowac materialy? Ja nie znam - raczej pracownicy kradna z firm dlugopisy; ze szkoly nauczyciel nie mialby czego ukrasc, bo jest bieda. Nauczyciele musza miec skonczone studia, oprocz tego studia podyplomowe. Ciekawe, jakie ty masz wyksztalcenie - sadzac po twojej wypowiedzi, niezbyt dobre. Kazdy swiatly czlowiek docenia nauczycieli i wage edukacji swoich dzieci. I wie, ze z niewolnika nie ma pracownika. Nauka to przyszlosc. Finlandia ma najlepsza edukacje i jest w swiatowej czolowce. I tam nauczyciele to jedna z najbardziej szanowanych grup zawodowych, podobnie jak np. lekarze. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 11:30 Czy > zmienil ci sie kiedykolwiek nauczyciel matematyki chociaz? Chyba nie, bo > wiedzialbys, ze rownania czy geometrie mozna tlumaczyc na wiele sposobow Mnie sie zmieniali 3 razy - pierwszy (koszmar, nikt nic nie wiedział) , drugi - zajebista babka, świezo po studich - w dwa lata udało jej sie nadgonić braki u największych tepot matematycznych - tzreba było być debilem do kwadratu, zeby po jej tłumaczeniu nei rozumieć zegokolwiek, tzreci - porazka zupełna - miła babka, ale nie potrafiąca nic nikomu wyjasnić, nawet fakultetowi matematycznemu;/ W sumie szkoda, ze ta środkowa pokazała, zematematyka nei ejst dla obdarzonych przez los nadinteligencją, zrozumienie zalezy tylko od sposobu wyjasniania, nawet przy ograniczonym mysleniu abstrakcyjnym. To samo z polonistami - ostatni był nieludzkim debilem, choc sympatycznym... Odpowiedz Link Zgłoś
bercik38 Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 19.06.08, 18:52 > Ciekawe, jakie ty masz wyksztalcenie - sadzac po twojej wypowiedzi, niezbyt > dobre. Kazdy swiatly czlowiek docenia nauczycieli i wage edukacji swoich dzieci > . > I wie, ze z niewolnika nie ma pracownika. Nauka to przyszlosc. Finlandia ma > najlepsza edukacje i jest w swiatowej czolowce. I tam nauczyciele to jedna z > najbardziej szanowanych grup zawodowych, podobnie jak np. lekarze. Powiadam Tobie Acan iż wykształcenie me skończyło się na 6 klasie podstawówki, jednakże czytając post Waćpana śmiem domniemywać że Waść magisterium jakieś masz bo nawet nie zrozumiałeś o czym wypowiedź ma. No i każdy światły człowiek docenia wszystkie grupy zawodowe. Odpowiedz Link Zgłoś
tirtir Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 20.07.08, 00:36 >> uzupełnić wiedzę > > Tu jest przegięcie pały (...ciach...) > to uzupełnianie wiedzy jest niczym innym jak zbieraniem nikomu > niepotrzebnych papierków a tylko po to by awansować częściowo masz rację, zwłaszcza jeśli chodzi o niepotrzebne papierki... ;) zwróć jednak uwagę, że każda akcja wywołuje reakcję - skoro wprowadzono system awansu zawodowego a w nim obowiązek uzupełniania wiedzy - to każdy nauczyciel to robi... i tu mam takie refleksje: 1. znając i ucząc informatyki, musiałam pójść na studia podyplomowe aby mieć potwierdzenie dla mojej wiedzy i umiejetności i móc dalej uczyć; wraz ze mną na te studia poszły jeszcze 2 inne nauczycielki; skutek jest taki, że po ukończeniu podyplomówki ja mam papier, który mówi, że mogę zgodnie z prawem robić to co już i tak robiłam, natomiast moje 2 koleżanki nadal nie potrafią uruchomić worda jeśli uczniowie usuną im skrót z pulpitu ;D 2. jeśli jako nauczyciel nie dokształcasz się, nie doskonalisz, nie zdobywasz nowych kwalifikacji to... kim jesteś? po co masz nadal pracować, skoro wokoło tylu nadal uczących się nauczycieli? a nawet teraz... zwiekszenie etatu nauczycielskiego o 4 godziny - to znaczy że srednio co 4,5 nauczyciel straci pracę, bo jego godziny dostaną inni nauczyciele... wolę mieć kilka podyplomówek i zostać na stanowisku niż ... 3. nie wiem jak inni nauczyciele, ale ja za swoje dotychczasowe 3 podyplomówki zapłaciłam sama (podobnie jak za kurs pedagogicznhy); i masz rację - zrobiłam je dla papierka, dla awansu, ale przede wszystkim dla podwyżki, bo 150 zł misięcznie więcej dla rodziny żyjącej z dwóch nauczycielskich pensji to dużo :) a poza tym - w tym momencie mam w ręku 3 "fachy" i wiem, ze nigdy nie bedę bez pracy :D 4. nawiązując do poprzedniego punktu, uważam że nauczyciele są bardzo dobrze jeśli nie najlepiej wykształconą grupą zawodową: tyle obowiązkowych kursów, warsztatów, szkoleń a w końcu i studiów... kto inny musi non stop sie uczyć? piekarz? kierowca? adwokat? ksiądz? 5. czy chciałbyś, aby Twoje dziecko było uczone przez historyka, którego wiedza kończy się na roku 1980, bo wtedy skończył studia? albo przez ekonomistę, który po dziś dzień opowiada o rublach transferowych? albo anglistę, który studiował w Moskwie i ma wschodni akcent? :) Niektórzy dokształcający sie nauczyciele robią to dla papierka; ja robię to po to by wiedzieć i umieć więcej i aby Twoje dziecko mogło z mojej wiedzy skorzystać :) Skoro od lekarzy zależy nasze życie i za to powinni zarabiać więcej, niezapominajmy o tych którzy tych lekarzy wykształcili... to ci sami którzy uczyli budowniczego Twojego domu, konstruktora Twojego samochodu, Twojego dentystę i ginekologa, hydraulika, piekarza i Ciebie samego... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 08:48 E tam 50% podwyżki, żądajcie 150% od razu i 100% obniżki cen, a nawet więcej. A tak poważnie: wprowadzić motywację finansową dla nauczycieli, w zależności od wyników i od razu się ruszy. A jak się mierzy poziom wiedzy europejską metodą PISA? Bardzo konkretnie prawda? Wiem, że to nie proste i że są różne klasy ale w każdym zawodzie jest pewne ryzyko: do jakiej firmy trafisz jako pracobiorca, czy będziesz miał dobry rejon jako lekarz mający własną praktykę, czy wypali twoja strategia biznesu jako przedsiębiorcy itp. Dlaczego nauczyciele mieliby być włączeni z systemu wiążącego wyniki z zarobkami? Owszem, można trafiać na lepsze i gorsze klasy ale to się w czasie będzie wyrównywać. To nie jest tak, że drużyna piłkarska ma cały czas pecha, we wszystkich meczach. Jak jest dobra to przegra jeden czy drugi mecz a resztę wygra i też będzie wysoko. A ja mówię nie o absolutnym wyniku klasy tylko o różnicy względnej jaką nauczyciel osiągnął w danym okresie. Czyli pomiar poziomu klasy na początku i końcu danego okresu porównawczego i to w ramach danego przedmiotu. A więc matematyk, który ma matematykę w różnych klasach też nie będzie miał tylko jednej słabej klasy z reguły prawda? To wszystko da się statystycznie zamodelować. Np. odrzucając wyniki skrajne tzn. superzdolnych uczniów najlepszych (i tak się nudzą w szkole a w życiu sobie poradzą) i najgorszych (też się nudzą i powinni być np. przeniesieni do specjalnej). No bo jaką motywację ma nauczyciel żeby uczniowie robili postępy? Przecież niezależnie od wyników dostanie te same pieniądze. Jakaś premia za mierzalne wyniki powinna być. Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach. Odpowiedz Link Zgłoś
kakens Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 09:23 > E tam 50% podwyżki, żądajcie 150% od razu i 100% obniżki cen, a > nawet więcej. A tak poważnie: wprowadzić motywację finansową dla > nauczycieli, w zależności od wyników i od razu się ruszy. Bo w ten sposób szybko leniwe, głupie, zaniedbane dzieci wylądują w najgorszej szkole i na starcie będą przekreślone. Bo w ten sposób dzieci będą się uczyć rozwiązywania testów, a nie uczyć się. Po prostu Ci sprytniejsi nauczą się metodyki badań i dopasują wszystko tak, żeby zgadzały im się słupki wyników statystycznych. Na papieże wszystko będzie rosło. Odpowiedz Link Zgłoś
kakens Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 09:26 Taki przykład: Policja i motywowanie za wyniki. Szybko odkryli, że wykrywanie niektórych przestępstw bardziej się opłaca, że nie opłaca się przyjmowanie zgłoszeń o ukradzionym rowerze czy komórce, za to opłaca się złapać małolata z lufką lub pirackim windowsem. Opłaca się wykonać dzienny plan złapania 2 pijanych rowerzystów, wylegitymowania 10 pieszych i złapania kilku wagarowiczów. Bo za plany jest premia, a za jej niewykonanie dywanik. To samo jest w każdej większej korporacji. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 17:38 Ale o jakich podwyzkach piszesz? Rząd proponuje nauczycielowi dyplomowanemu "podwyżkę" pensji o 50 zł miesięcznie. Przy obecnej inflacji to "obniżka". a teraz to co najpiękniejsze: te "obnizkę" proponuje w zamian za zgode na podwyższenie tygodniowego pensum o 4 godziny tygodniowo (znów niezależnie od przedmiotu!), co miesięcznie oznacza dodatkowe 18 godzin. Za zgodę na obniżenie zarobków! Odpowiedz Link Zgłoś
belfer61 Fachowość {Toi}, niech mnie kule biją! 18.06.08, 09:29 Już na uczelniach pedagogicznych [to podstawa] uczą, że nauczyciel, skupiający się na pracy z prymusami, a zapominający o pozostałej reszcie uczniów, popełnia błąd zasadniczy. On - chwali się "mam wyniki", a inni nauczyciele, do których klasy tacy nie trafili, "wyników" nie mają. Nie ma czystej recepty na pracę z uczniami. Na wycenę tej pracy także. Metoda premiowania rodem z {Toi-toi}, nadaje się do utylizacji. Od wielu lat poziom CHĘCI do nauki u uczniów spada. Kiedyś - wyższe wykształcenie to było coś. Dziś zmniejszenie WYMAGAŃ wobec studiujących [szczególnie na uczelniach w wersji "pozastacjonarnej", dziennej jest zatrważający. A takiemu {Toi} to zaleciłbym popracować nieco w zawodzie belfra - to by nonsensów nie wypisywał. Ten nauczyciel , co odbębnia swe pensum, nic poza tym nie pracując poza owym pensum, nauczycielem nie jest, jeno wyrobnikiem. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zrobisz 18.06.08, 10:13 A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zrobisz z idioty imbecyla to jesteś tak samo dobry jakbyś zrobił z imbecyla debila i o tym mówię. A ja mówię nie o absolutnym wyniku klasy tylko o różnicy względnej jaką nauczyciel osiągnął w danym okresie. Czyli pomiar poziomu klasy na początku i końcu danego okresu porównawczego i to w ramach danego przedmiotu. A więc matematyk, który ma matematykę w różnych klasach też nie będzie miał tylko jednej słabej klasy z reguły prawda? To wszystko da się statystycznie zamodelować. Np. odrzucając wyniki skrajne tzn. superzdolnych uczniów najlepszych (i tak się nudzą w szkole a w życiu sobie poradzą) i najgorszych (też się nudzą i powinni być np. przeniesieni do specjalnej). No bo jaką motywację ma nauczyciel żeby uczniowie robili postępy? Przecież niezależnie od wyników dostanie te same pieniądze. Jakaś premia za mierzalne wyniki powinna być.Podałem przykład jak mierzyć efektywność nauczyciela: nie wymyślam tu nowych teorii tylko proponuję wziąść sprawdzone w praktyce modele na świecie a nie biadolić ciągle, że „w Polsce to niemożliwe”. W USA np. rodzice w szkołach, w demokratycznych wyborach mają wpływ na jej dyrektora (tzw. trustees) więc to chyba jest motywacja żeby się starać nie? Możliwe jest także włączanie uczniów do oceny nauczycieli wedle korczakowskiej zasady „dziecko jest dzieckiem ale we własnych problemach i sprawach jest ekspertem”. I znowu – te systemy funkcjonują nie tylko na wyższych uczelniach (za granicą). A u nas nawet na uniwersytetach toczą się postępowania prawne blokujące strony internetowe, które takie oceny zamieszczają, w myśl zasady, że „nauczyciel ma zawsze rację i wara rodzicowi czy uczniowi od oceny jego postępowania”. A u nas pokutuje socjalistyczne myślenie typu „szpital to nie fabryka aut” albo „szkoła to nie fabryka aut” albo „teatr to nie fabryka aut”, że niby nie da się ocenić efektywności pracy sfery budżetowej. Otóż da się. Tylko trzeba to oddać w ręce tych, którzy płacą podatki i tą sferę finansują, nie mówiąc o tym, że trzeba tą sferę gdzie się da redukować prywatyzacją. Ostanio oglądałem w brytyjskiej TV (BBC Prime, była w kablówkach w Polsce ale wycofują bo nie ma chętnych do oglądania) jak zmienia się szkoła z tzw. trudnymi uczniami po wprowadzeniu amerykańskiej zasady „zero tolerancji”. Lekcje wyglądają jak lekcje i nikt nie wkłada nauczycielowi kosza na głowę a jak próbuje to n a t y c h m i a s t w szkole zjawia się policja, no a u nas to oczywiście też „niemożliwe” a potem to dochodzi do samosądów zrozpaczonych obywateli. Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach. Jak oceniać naukowców? 1. Studenci wypełniają ankiety (internet, baza danych) punktowe: od 1 do 5 punktów za a) aktualność i poziom wiedzy merytorycznej b) użyteczność zawodowo-praktyczną c) kulturę osobistą; najlepszych 10% naukowców dostaje +10% pensji więcej finansowanej przez 10% najgorszych, którzy dostaną minus 10%. Czyli nikt do systemu nie dopłaca, jest i kij i marchewka a 80% nic nie zyskuje i nie traci finansowo ale boją się żeby nie spaść do 3-ciej ligi i mają motywację żeby starać się do 1-szej ligi. 2. Każdy naukowiec musi wylegitymować się TOEFLEM, czy certyfikatem British Council ze znajomości angielskiego, jak ma to jest czysty, jak nie ma tego to mu się –10% zabiera i daje +10% tym, którzy oprócz angielskiego znają jakiś inny język z ustalonej listy (np. francuski, niemiecki, włoski) 3. Zrobić kadrze egzamin z podstaw PC-ta. Godzinka: napisać i odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo, wklepać do excela prostacką formułkę, streścić w Wordzie banalny artykulik z wikipedii, posłużyć się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę CD/DVD, wszystko – zobaczymy, który z panów profesorów zaliczy. Na początek wystarczy. Po odrobieniu tych lekcji za 20 lat dam dalsze wskazówki. Muszą być i testy i wiedza i umiejętność samodzielnego myślenia. Jedno drugiemu nie przeszkadza ale wręcz pomaga. Proszę bardzo: robię w ramach matematyki lekcję z teorii gier na przykładzie szachów i brydża, potem robię test w postaci rozgrywek i sprawdzam rankingiem kto jest lepszy a kto gorszy. A więc można i ciekawie i efektywnie. Tylko trzeba chcieć i trzeba odpowiednie testy przygotowywać. Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zr 18.06.08, 17:52 Toja3003 głosi swoje poglądy na wielu forach. Robi to z niepodlegającą dyskusji pewnością siebie. Wypada mu wiec odpowiedzieć. "Jak oceniać naukowców? 1. Studenci wypełniają ankiety (internet, baza danych) punktowe: od 1 do 5 punktów za a) aktualność i poziom wiedzy merytorycznej b) użyteczność zawodowo-praktyczną c) kulturę osobistą; najlepszych 10% naukowców dostaje +10% pensji więcej finansowanej przez 10% najgorszych, którzy dostaną minus 10%." Czy faktycznie student (każdy student, w każdej uczelni, nawet najsłabszej) jest w stanie ocenić "aktualnośc i poziom wiedzy merytorycznej"? Czy wykładowca zawsze ma wpływ na "uzytecznośc zawodowo-praktyczną"? Jeden wykłada ścisle związaną z praktyka technologię chemiczna, a inny termodynamike statystyczna, która dla wiekszości studentów jest tak odlotowa, że niewiele z niej rozumieją. Kultura osobista - O.K., ale jesli wykładowca jest kulturalną "kosą", to i tak może nie zaliczyć. "2. Każdy naukowiec musi wylegitymować się TOEFLEM, czy certyfikatem British Council ze znajomości angielskiego [...], którzy oprócz angielskiego znają jakiś inny język z ustalonej listy (np. francuski, niemiecki, włoski)" Czy wybitny filolog polski musi faktycznie tracic na pensji za nieznajomośc angielskiego? Rozumiem też, że egzamin ministerialny (były takie, nie wiem, czy sa nadal) nie wystarczy? Za znajomośc rosyjskiego zapewne -50% zarobków? "3. Zrobić kadrze egzamin z podstaw PC-ta". A ja jestem w stanie wyobrazic sobie wybitnego uczonego (w róznych dyscyplinach), który nie umie obsłużyc PC-ta (ma od tego panią Krysię, która prochu nie wymysli), a nawet - o zgrozo - pisze z błędami ortograficznymi! Odpowiedz Link Zgłoś
folex Re: A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zr 18.06.08, 19:21 Prosze nie porównywać naukowców z nauczycielami. Bo to jak porównywać reprezentacje piłki nożnej, Holandii i Polski (takie porównanie mi akurat przyszło na czasie). Zgadzam się co do PC-ta i podobnych durnych testów. Pracowałem 8 lat na uczelni i coś o tym wiem (jako naukowiec). Znałem i znam profesorów którzy mieli problemy z obsługą PC, ale złożone problemy rozpracowywali w mig. Zwykły zjadacz chleba ze średnim lub nawet wyższym wykształceniem (kierunkowym), czasami nawet nie wiedział, gdzie jest początek zagadnienia nie mówiąc już o jego rozwiązaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Odpowiadam, chilly: 19.06.08, 10:09 Odpowiadam, chilly: „Czy faktycznie student (każdy student, w każdej uczelni, nawet najsłabszej) jest w stanie ocenić "aktualnośc i poziom wiedzy merytorycznej"?”. Tak, z definicji, bo student jest klientem. „Czy wykładowca zawsze ma wpływ na "uzytecznośc zawodowo- praktyczną"?”. Tak, bo każdą tematykę może powiązać z wymiarem użyteczności zawodowo-praktycznej. „wykładowca jest kulturalną "kosą", to i tak może nie zaliczyć.”. Może. I o to chodzi żeby wtedy nie zaliczył. Może 2 zdawać poprawkę. Albo potem nawet egzamin komisyjny. A potem do widzenia. „Czy wybitny filolog polski musi faktycznie tracic na pensji za nieznajomośc angielskiego?”. Tak, bo angielski jest językiem nauki i także ów „wybitny” (?) powinien wiedzieć co piszą amerykańscy naukowcy o filologii polskiej. A piszą też po angielsku. I powinien umieć napisać po angielsku artykuł o polskiej literaturze po to żeby zagranica też się o tym dowiedziała. „A ja jestem w stanie wyobrazic sobie wybitnego uczonego (w róznych dyscyplinach), który nie umie obsłużyc PC-ta” Można sobie wyobrazić jakiegoś genialnego Einsteina, który dysponując kartką papieru i ołówkiem tworzy przełomowe teorie. Ale ja nie mówię o wyjątkach z minionych epok. Przecież jeśli mamy takiego niedouczonego profesora w Polsce, za którego panna Krysia robi e-maile i zagraniczną korespondencję albo tłumaczy mu na polski mądrości z zagranicznych artykułów, to pytam: czy ten człowiek był od razu profesorem z sekretarką czy też wcześniej był doktorem i magistrem? Bo jeśli tak to, pytam dalej, kto pomagał mu przy doktoracie, gdzie np. musiał wykonywać badania literaturowe w obcych językach? Kto stał obok doktoranta jako tłumacz na międzynarodowej konferencji naukowej? Też ciągle jakaś panna Krysia? Otóż ja nie wyobrażam sobie pracownika naukowego bez znajomości angielskiego – bo musi mieć kontakt z nauką światową. I nie wyobrażam sobie pracownika naukowego bez umiejętności obsługi komputera, jako że uczelnia, jak każda współczesna instytucja, jest skomputeryzowana i organizacja pracy na uczelni jest w znacznym stopniu wspomagana komputerowo. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Nie wyobrażam sobie {Toi} jako ... 19.06.08, 13:09 Nie wyobrażam sobie {Toi} jako nauczyciela [ ---> wziąść] Byłby z niego świetny stójkowy. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 ok dar61, jak mam się do ciebie 23.06.08, 11:34 zwracać? Bo jeśli z góry nie zastrzegasz to na tym forum zwyczajowo przyjmuje się na per ty. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Re: jak 25.06.08, 12:37 Jak tam {To Onemu} się chce. Byle bez egoizmu i lekceważenia, jak do tej pory. Najlepiej w 3. osobie. Oduczy sie złych nawyków, za jakie jest na forum sekowany. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Odpowiadam, chilly: 19.06.08, 15:42 1) Zasada "klient ma zawsze rację" sprawdza sie, ale w supermarkecie. 2) Tylko ze w przypadku jednych przedmiotów to "wiązanie" jest oczywiste i nie wymaga nawet wysiłku, w przypadku innych zaś - trzeba najpierw skończyc studia i troche popracować, aby te uzutecznośc dostrzec. 3) Mówimy o "niezaliczeniu" za brak kultury, czy za to że jest się "kosą"? 4) Francuzi nie mają tego problemu, a raczej rozumieją go na odwrót (nie dotyczy nauk scisłych, technicznych, ekonomicznych i przyrodniczych). 5) "Człowiek" zrobił doktorat w czasach, gdy komputery jeszcze nie były w użyciu. Był wybitny, wiec został profesorem. I tak, jak 30 lat temu pani Krysia przepiswała jego rekopisuy na maszynie, tak dzisiaj robi to na komputerze. Nie dotyczy to wszystkich, ale znam wielu "młodych, zdolnych", którzy potrafią pisac na komputerze i nawet po angielsku, tyle, że ani w tym języku, ani po polsku nie maja nic do powiedzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 nie tylko w supermarkecie ale wszędzie.Szkoła też 19.06.08, 17:25 Szkoła też jest "marketem" czy „fabryką”, której „produktem” ma być wykształcony i wychowany uczeń czy student. Poziom jego wykształcenia i wychowania da się mierzyć. Zatem można też oceniać nauczycieli i to trzeba robić i uzależniać zarobki nauczyciela od wyników uczniów a nie biadolić, że się nie da, że nauczyciele i tak dużo już robią. Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach. 2) Po to jest ten "wybitny" żeby był w stanie i tym bez studiów zaimponować. 3) Mówimy o "niezaliczeniu" za brak kultury. 4) Jakiego problemu? 5) ok niech ten "wybitny" bez języków i komputerów dalej rządzi, przez następne 30 lat - efekty widać. Dzięki za uwagi, myślę, że chcemy tego samego – dać uczniom dobrą szkołę, tyle, że mamy prawo inaczej rozkładać akcenty. Po prostu te wszystkie umiejętności można przekazywać w szkole w różny sposób. Np. nauka języka obcego to często nauka gramatyki języka obcego, co w praktyce jest wielce nudne i nieprzydatne a potem jak się jedzie z tym szkolnym angielskim do Anglii to poza wyrecytowaniem odmiany zdania „Jaś pali fajkę” przez wszystkie 28 czasów strony biernej i czynnej jest zero porozumienia z Anglikiem prawda? Po prostu nauczycielowi jest łatwiej odpytać binarnie poprawność testu gramatycznego niż biedzić się nad korygowaniem swobodnych wypowiedzi ucznia. Raz byłem świadkiem kiedy gość „szprechający” normalnie po niemiecku, po wieloletnim tam pobycie, miał kłopoty ze zadniem prostego testu, bo nie wiedział co to plusquamperfekt itp. Rodowity Niemiec pewnie też nie wie, bo ja, jak widać, posługuję się jako rodowity Polak językiem polskim ale spytaj mnie o różnicę między orzecznikiem a przydawką a też bezradnie rozłożę ręce. Inny przykład: teorii gier można uczyć metodą nudnych formułek matematycznych a można robić to grając profesjonalnie w brydża z młodzieżą ale ten nauczyciel musiałby to umieć prawda? A to znowu wysiłek. I dalej. Czy młodzież się interesuje muzyką? Jasne, nawet z pasją. Ale nie knotami typu „od Siewierza jechał wóz, malowane panny wiózł” i do tego nuty wkuwać. Ale dać ludziom gitary elektyrczne, perkusje czy keybordy do ręki a będą łomotać aż miło, włączyć karaoke a nauczą się w mig angielskiej piosenki na pamięć. Czyli znowu: ile czasu katujemy ucznia ludowszczyzną z XIX wieku a ile współczesnością. Ile czasu poświęcamy na wałkowanie historii, której już nigdy nie zmienimy a ile zajmujemy się teraźniejszością i przyszłością. A potem ta cała wiedza dociera do ludzi przez komercyjne media bez ładu i składu. Bo młody człowiek nie dowie się w szkole jaki był wkład Mike Oldfielda w progresywnego rocka i kto skrzyżował hip-hop z jazzem ale i też nie otrzyma komentarza do beethovenowskiej „Burzy” a to dopiero w całości składa się na wychowanie muzyczne. To samo z lekturami. Niech 25% ustala centrala, 25% nauczyciel, 25% rodzice a 25% uczniowie i od razu będzie ciekawiej. Odpowiedz Link Zgłoś
sendivigius Re: A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zr 19.06.08, 21:21 toja3003 napisał: > 3. Zrobić kadrze egzamin z podstaw PC-ta. Godzinka: napisać i odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo, wklepać do excela prostacką formułkę, streścić w Wordzie banalny artykulik z wikipedii, posłużyć się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę CD/DVD, wszystko – zobaczymy, który z panów profesorów zaliczy. > > Na początek wystarczy. Sluchalem kiedys (dawno juz) wywiadu ze Stevem Weinbergiem (patrz wikipedia). Mowil o tym jak probuje sie nauczyc DOSu, ale twierdzil ze jest to cos tak bez sensu ze caly czas musi miec przy sobie sciage aby sie tym poslugiwac. O excell ani word go nie pytano ...na szczescie! Moim zdaniem to dwa kompletnie niedorobione pomysly, jednego (excella) raz probowalem przez piec minut i dalem sobie spokoj, sa tysiace lepszych. Worda niestety musze uzywac bo uzywaja go wszyscy, ale za taka kaszane to powinni zsylac na Sybir. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 tak wiem, najlepszy jest ten program, 20.06.08, 12:21 którego ja używam. Odpowiedz Link Zgłoś
rikol Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 10:10 nic sie nie wyrowna, nawet z najlepszym nauczycielem. Porownaj sobie liceum 'olimpijskie' w Warszawie z jakims w Koziej Wolce. Do warszawskiego bedzie chcialo isc mnostwo dzieci, wychodzi kilka(kilkanascie?) osob na miejsce. Liceum wybiera te najlepsze, czyli beda mieli uczniow ze srednia minimalna 4,5. Z tymi dziecmi mozna pracowac dwa razy szybciej niz w normalnej szkole. No i one pracuja tez same w domu. Poza tym to sa dzieci bogatych rodzicow, dla ktorych nie stanowi problemu kupienie dodatkowego podrecznika czy ksiazki do uzytku domowego. Tymczasem do Koziej Wolki pojda dzieci okoliczne, biedne, ktorych nie stac na przeprowadzke do Warszawy, a nawet nie stac ich na podreczniki. Srednia ocen przyjetych uczniow bedzie 3. Nawet najlepszy nauczyciel nie zrobi ze sredniego ucznia olimpijczyka. Jedyna mozliwa weryfikacja to test na poczatku i na koncu pracy z danym nauczycielem. Mozna sprawdzic, o ile poprawily sie wyniki. Ale to wyjdzie tez znacznie lepsze dla 'lepszych' szkol, bo dobry uczen szybciej i wiecej pracuje, w szkole i w domu. W 'slabych' szkolach, biedne dzieci pochodza czesto z rodzin patologicznych, gdzie W DOMU nie motywuje sie do nauki. Czesc dzieci w ogole nie chodzi do szkoly- chyba jasne jest, ze nie napisza dobrze testu, jesli ich na lekcjach nie bylo? Motywacja do nauki pochodzi Z DOMU. Jesli rodzice nie motywuja dziecka, to skad ono ma wiedziec, ze warto sie uczyc? Nie kazdy nauczyciel ma charyzme i staje sie idolem mlodziezy, nie kazdy potrafi zacheci do czynow wielkich. A moze tego chcesz, testowana nauczycieli, czy maja charyzme czy nie? Porownanie do lekarzy bardzo dobre. W Warszawie za wizyte placisz 100 zl, nawet jak idziesz do konowala. Na prowincji zaplacisz 50 zl, nawet u znakomitego lekarza. Wiecej nikt nie zaplaci, bo ich nie stac. A przeciez wszyscy zgadzamy sie, ze lepszy lekarz powinien zarabiac wiecej, prawda? Dobrze by bylo, zeby ten lekarz traktowal pacjenta jak czlowieka, a nie jak przypadek. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Jeżeli ten prowincjonalny lekarz jest „znakomity” 18.06.08, 10:15 Jeżeli ten prowincjonalny lekarz jest „znakomity” to dlaczego nie chce pracować w Stolicy a woli w Pierdziszewie Dolnym? A może nie jest tak znakomity jak jego warszawscy koledzy? Odpowiedz Link Zgłoś
rikol Re: Jeżeli ten prowincjonalny lekarz jest „ 18.06.08, 10:25 Czy byles kiedykolwiek w Warszawie u lekarza? oplata minimalna to jest 100 zl, najgorszy konowal tyle bierze. Za wizyte u profesora zaplacisz kilkaset zlotych prawdopodobnie (i rzeczywiscie, profesorowie sa w duzych miastach, bo tam sa akademie medyczne). Tylko, ze profesorowie to jest elita, marny procent lekarzy. Poza profesorami jest jeszcze mnostwo lekarzy takich samych lub gorszych niz na prowincji, ktorzy tak czy siak biora 100 zl za wizyte. Na prowincji nikt by tyle nie zaplacil, wiec tam biora 50zl. Czy myslisz, ze poza warszawa juz nikt nie ma specjalizacji albo ze w Warszawie to lecza sami przyszli noblisci? Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Nie twierdzę, że każdy najgorszy warszawski konowa 18.06.08, 10:58 Nie twierdzę, że każdy najgorszy warszawski konował jest lepszy od dobrego lekarza z Pierdziszewa ale, że w Stolicy jest średnio wyższy poziom i średnio wyższe ceny. Statystyka i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Nie twierdzę, że każdy najgorszy warszawski k 18.06.08, 17:55 Znowu odsyłam do wczorajszego "Przeglądu" z porównaniem wyników egzaminów po szkole podstawowej, m.in. w róznych dzielnicach Warszawy. Jednoznacznie wskazują one na wieksze znaczenie tzw. "kapitału kulturowego", mniejsze szkoły. Odpowiedz Link Zgłoś
tirtir Re: E tam 50% podwyżki, 20.07.08, 00:50 > Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między > nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój > zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od > strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że > różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Jak to nie ma różnicy? Jest! Nazywa się premia motywacyjna :) Już w samej nazwie twór ten jest dziwny - bo niby ma motywować do lepszej pracy, ale jednak to premia, czyli otrzymywana post factum :) Przyznaję - otrzymałam raz - po tym jak "moja" uczennica doszła do finałów pewnej olimpiady; było to całe 3% z 900 zł brutto... to było jakieś 20 zł na rękę... :D Nie dziwię się, że innym się nie chce :P a Ty? Odpowiedz Link Zgłoś
betsaida Ciekawe czy pomysłodawcy tej zmiany... 18.06.08, 09:13 .. wysłali by swoje dziecko do szkoły w której uczą tacy nauczyciele- pracujący po 40h za pensję poniżej średniej krajowej. Ja zdecydowanie nie. Uważam że nauczyciele powinni zarabiać więcej (pieniądze powinny znaleźć się po unowocześnieniu pracy w urzędach, gdzie można zwolnić mnóstwo niepotrzebnych etatów). Chcę, żeby moje dziecko chodziło do szkoły w której uczą nauczyciele przygotowani, wypoczęci i mający energię do pracy. Szkoły powinny dodatkowo zatrudniać pomocników nauczycieli (w klasie mojego dziecka na 25! os są 4 z ADHD)dla specjalnie trudnych uczniów. Rzeczywiście nauczyciele mogliby mieć dyżury dla uczniów i rodziców w godz popołudniowych np. 2h w tygodniu. Chcecie żeby wasze dzieci żyły wychowane w społeczeństwie wyedukowanym przez nauczycieli pracujących po 40h przy tablicy, w klasach po 30 osób (bo połowa nauczycieli rzuci pracę i wyjedzie)? Odpowiedz Link Zgłoś
rs_gazeta_forum Re: Ciekawe czy pomysłodawcy tej zmiany... 18.06.08, 09:40 betsaida napisała: > Chcecie żeby wasze dzieci żyły wychowane w społeczeństwie > wyedukowanym przez nauczycieli pracujących po 40h przy tablicy, > w klasach po 30 osób ... To jest podstawowe pytanie, którego jednak rząd nie zauważa (gdyż jego członkowie zapewne kształcą dzieci w szkołach prywatnych lub wręcz za granicą). Zresztą taka sytuacja w szkole państwowej napędzi uczniów szkołom prywatnym, a obecna genialna (słowa premiera) minister oświaty ma właśnie tam interesy. Odpowiedz Link Zgłoś
kakens Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:18 Nieśmiało zauważam, że już w pewnym stopniu ścieżka awansu zawodowego dzieli nauczycieli na pracowitych i obiboków. W założeniu, Ci bardziej zaangażowani, którzy mają się czym pochwalić awansują i zarabiają lepiej, Ci gorsi nie. Nauczyciel to nie kopacz rowów którego trzeba cały czas pilnować. Od tego są wizytacje, ewaluacje i inne acje. Odpowiedz Link Zgłoś
kakens Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:38 Aha, a tutaj rząd chce pogrzebać pomysł z awansem zawodowym i zamiast motywować do pracy, będzie do niej zmuszał: "W wersji najbardziej optymistycznej 400 zł brutto dla początkującego nauczyciela stażysty, a tylko 50 zł dla najwyżej na zawodowej drabinie usytuowanego nauczyciela dyplomowanego (tak to obliczyli związkowcy)." Czyli zmniejszamy różnice pomiędzy stażystą a dyplomowanym. To po co się męczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
belfer61 Re: awans 18.06.08, 09:39 Mam przykłady z przedmiotów niematuralnych: koleżanka z pracy zajęła się produkcją swych papierów do awansu do tego stopnia, że zaniedbała zwykłą swą pracę z uczniami. Słynne: "A teraz na macie" [Na, macie piłkę i grajcie sobie]. Awans już ma - a jej robota leży. I co z nią zrobiłaby, {Kakensa}? Odpowiedz Link Zgłoś
kakens Re: awans 18.06.08, 10:06 To chyba proste, że nie jest dobrą nauczycielką i dyrektor powinien jej zwrócić uwagę, jeśli to nie poskutkuje, wyciągnąć konsekwencje. Ścieżka awansu nie może rzutować na realizowanie programu. W każdej grupie znajdą się czarne owce, rolą dyrektora i władz oświatowych jest wyciągnięcie konsekwencji wobec takich nauczycieli. Odpowiedz Link Zgłoś
belfer61 Re: dyrektor 19.06.08, 13:16 Jej szef ma z nią niepisane układy od kiedy wspólnie poprzedniego dyrektora z pracy ... zwolnili. Onże - popierany przez władze samorządowe. Poliszynel dodaje, że ona - przez władze w kuratorium. I tak dalej... Odpowiedz Link Zgłoś
stasiabo po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 10:01 to niestety w większości prawda! Cytuję słowa dyplomowanych: ile można się wygłupiać i tyrać?! Jeśli ma być doceniana rzetelna praca to tytul dyplomowanego powinien być np. na 5 lat a potem wykaż się nauczycielu1 A tak to biorą kasę za "papierowe osiągnięcia sprzed potopu"! Odpowiedz Link Zgłoś
rikol Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 10:19 A egzamin na prawo jazdy ile razy zdajesz? Albo sie ma stopien albo nie. Tymbardziej nie ma sensu sie przykladac, jesli przygotowanie wszystkich papierow zajmie dwa lata, a po kilku latach uprawnienia odbiora. Juz lepiej dawac korepetycje (uprzedzam atak: ministerstwo przeladowuje program, a w szkole nie ma odpowiedniej ilosci godzin, zeby ten program zrealizowac - nie da sie wlac wiadra wody do szklanki; stad uczniowie, ktorzy chca znac program, ucza sie sami lub chodza na korki). Lekarze zdaja specjalizacje tylko raz, potem moga leczyc. Poza tym co sie bardziej liczy - dobre przygotowanie uczniow do matury czy przygotowanie apelu? za przygotowanie uczniow do matury swistka sie nie dostaje, a za apel owszem. Odpowiedz Link Zgłoś
szoszan Wszyscy powinni pracować do 65r.ż 18.06.08, 10:33 jesli zdrowie im na to pozwala i zadnych płciowych czy zawodowych przywilejów w tej kwestii. Ja pracuję w służbie zdrowia, obecnie na 10 pełnoetatowych pracowników mamy 4 emerytów(za chwilę 5ciu),którzy pracują na 1/2 lub 3/4 etetu, bo ...muszą dorobić do emerytury.Klniemy w żywe kamienie, bo emeryci często mają zerową motywację do pracy(finansową żadną,bo ZUS i tak im płaci emeryturę), pracowniczo-koleżeńską też nie:bo pojawiam się w miejscu pracy na krótko, zeby dorobić, więc co się będę wysilać skoro ZUS i tak mi wypłaci, a tu tylko dorabiam, i to wieczne narzekanie:że napracowałem/am się tyle latże teraz W PRACY moge odpocząć, więc ty młody biegaj za mnie... Mam w rodzinie 4ech nauczycieli róznego szczebla. Bez przesady z tą pracą w domu.Rzecz dotyczy tylko początkujacych nauczycieli albo zagorzałych pasjonatów-siłaczek(kazus Ani z Ziel.Wzg.), co to poza tablicą,ławką i kredą nic nie widzą,bo to ich żywioł.Ilu takich nauczycieli znacie:5ciu na całą szkołę może się znajdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 11:33 Jeśli ma być doceniana rzetelna praca to tytul dyplomowanego powinien być np. n > a > 5 lat a potem wykaż się nauczycielu1 To ja bym bardzo chciała, aby w taki sposób rozliczać pracowników naukowych zajmujacych sie dydaktyką :P Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 18:01 Pracownicy naukowi sa oceniani, zwłaszcza tzw. niesamodzielni. Asystent ma osiem lat na zrobienie doktoratu, a w tym czasie jest kilkukrotnie oceniany. Nie zrobi doktoratu - no to dziękujemy. Doktor ma na wiekszości uczlni 9 lat (z mozliwościa przedłuzenia o 3) na zrobienie habilitacji - i tez jest oceniany. Gorzej z ocenianiem "samodzielnych". Inna sprawa, co to ma wspólnego z poziomem dydaktyki :) Odpowiedz Link Zgłoś
folex Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 19:37 8 lat? O jakim Państwie ty mówisz? W Polsce jest 4 lata + ewentualnie rok w trudnych przypadkach (nie złożysz pracy w tym termnie to do widzenia). Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 21:41 Piszesz zapewne o słuchaczu Studium Doktoranckiego. ja pisałem o asystencie (wskutek braku finansowania oraz specyficznego systemu punktowej oceny gatunek niemal wymarły). Odpowiedz Link Zgłoś
naprawdetrzezwy 5x8=40 18.06.08, 10:12 Pracują mniej? To niech zarabiają mniej... Odpowiedz Link Zgłoś
kakens Re: 5x8=40 18.06.08, 11:02 Czyli stare dobre, kto więcej daje z siebie potu... Odpowiedz Link Zgłoś
aw34 Re: 5x8=40 18.06.08, 12:41 Radze pomysleć i poczytać zanim sie bzdure napisze. Niektórym gminom na dobre nie wyszło takie myslenie. Kiedy nauczyciele podliczyli godziny autentycznej pracy i okazało się, że trzeba im bedzie dopłacić. Ale w naszym kraju każdy wie lepiej niż specjalista danej dziedziny. Kazdy zna się na ekonomii i wie , że jak nie podniesie się płacy nauczycielom, to zaczną lepiej pracować. Puknijcie się w łeb. Jak chcecie, żeby do zawodu szli najlepsi a nie odpady to zacznijcie dobrze płacić. Inaczej będzie coraz gorzej. I nie dlatego, że dobrym nauczycielom nie będzie się chciało pracować. Dlatego, że w szkole nie będzie wcale dobrych nauczycieli. Odpowiedz Link Zgłoś
ami_lii Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 12:19 Mam rodzinę z "tradycjami pedagogicznymi", wszyscy poza tatą (firma samochodowa) i siostrą (szpital) pracowali bądź pracują w szkole. Ja pracować w szkole nie mam najmniejszego zamiaru. 1. Praca w szkole wymaga OGROMNEJ cierpliwości. Bachorkom trzeba 10 razy powtórzyć co mają zrobić, 15 razy tłumaczyć zadania, uspokajać, tłumaczyć, pilnować żeby dzieci nie poniszczyły rzeczy innych dzieci, rozmawiać z rodzicami czemu ich dziecko czegoś tam nie umie...ja nie mam do tego cierpliwości a dzieci mnie (jak narazie) irytują. 2. Jak to było w kreskówkce Klasa 3000 : "Praca w szkole nie polega na uczeniu. Praca w szkole polega na papierkowej robocie!" Widzę ile moja mama poświęca czasu na pisanie sprawozdań, opisów, recenzji, programów, planów, testów, zadań, i czegoś tam jescze. Potem jeszcze trzeba w domu sprawdzić te wszystkie testy, prace domowe, klasówki i wypracowania. A koniec roku to jeszcze dochodzą świadectwa, protokoły, opisy, sprawozdania z prac klasowych, porównania jednego semestru z drugim...totalny idiotyzm, jakby tak wiele zmieniło sie w ciagle 2 miesięcy. 3. Praca w szkole wymaga użerenia sie z rozbestwionymi bachorami które sądzą że wszystko im wolno i jeszcze gorszymi rodzicami którzy wymagają od nauczyciela niewiadomo ile. Przychodzi taki 7-8 latek który słownictwo ma nie gorsze od pijaczka spod sklepu a mamusia zamiast dać dziecku klapsa za przeklinanie (no przepraszam, żeby 7 latek używał wyrażeń na K, Ch, j itp.? To ja mając 21 lat staram sie mówić kulturalnie bo ktoś może poczuć sie urażony moim słownictwem!) to jeszcze tłumaczy że "to takie wrażliwe dziecko". Albo dziecko nauczone przez mamusię i tatusia że wolno mu absolutnie wszystko, nawet bić kolegę a zwrócenie mu uwagi uważa za niesprawiedliwość. A rodzice kiepskie wyniki bądź zachowanie dziecka potrafią albo ciekawie tłumaczyć (moja pani od chemii w liceum opowiadała jakie pomysły mają rodzice - "on był wcześniakiem, dlatego nie lubi chemii" "w naszej rodzinie nikt nie przepadał za przedmiotami ścisłymi, dlatego jest kiepski z chemii". Okej, rozumiem tłumaczenie że dziecko jest humanistą i dlatego nie rozumie chemii, bo sama sie tak tłumaczyłam (piątki z angielskiego, polskiego i historii, za to z chemią, fizyką i matmą miałam ciągle problemy) ale co ma bycie wcześniakiem do chemii?) albo zwalać winę na nauczycieli, że nie potrafią dziecka nauczyć. I takiemu rodzicowi trzeba wyjaśnić że ciężko żeby dziecko umiało wierszyk jeśli nie ma książki, że jeśli nie odrobi ćwiczeń to sie nie nauczy cyferek itp. A i tak niektórzy rodzice uważają że winę za kiepskie oceny dziecka ponosi nauczyciel. 4. Bycie nauczycielem wymaga...wysłuchiwania jaki to jest cudowny zawód, jak to oni nie muszą nic robić i ile to oni nie zarabią. No bo przecież mają wakacje, ferie, darmowe wycieczki, pracują 18 godzin, zarabiają 3 tys zł. I to są głównie wypowiedzi osób które ze szkołą mają tyle wspólnego, że skończyły ją kilka(naście)lat temu. Jako studentka kierunku humanistycznego (filologia angielska) pewnie praktykę w szkole będe musiała odbyć ale pracować w szkole? Nie ma mowy! Chyba że w szkole jezyków obcych typu Empik, gdzie ludzie chcą sie czegoś nauczyć. Chodziłam na przedmaturalne kursy z języka niemieckiego ; prace domowe odrobione, ludzie na klasówki (prawie) zawsze nauczeni, na każdej lekcji odpytywania z poprzednich lekcji i nie było że "ja sie nie nauczyłam bo mnie głowa bolała". W takich szkołach przynajmniej są warunki do pracy. (jestem akurat jakoś tak dziwnie wychowana, że większe znaczenie ma dla mnie komfort pracy niż kasa) Moja mama na pomysły dłużej pracy : "Prosze bardzo. Niech tylko mi dadzą własny kąt żebym miała gdzie poprawiać klasówki, robić testy, pisać sprawozdania, protokoły i inne papiery, żebym nie musiała tego robić w domu" Odpowiedz Link Zgłoś
anitka221 Rzad PO idzie na wojne z nauczycielami 18.06.08, 12:32 Tusk obiecywal godne zarobki.I niektorzy ludzie mu uwierzyli. Wszystko jest na odwrot. Ceny ida w gore dosc ostro,autostrad brak, Euro 2008 wisi, na gieldzie chaos itd itp. Zadna z obiecanek nie zostala spelniona. Ceny jak za komuny ida w gore.Sam kiedys powiedzial'ekonomia glupcze, przede wszystkim'. 1 wrzesnia nie bedzie strajku nauczycieli, bo zaczna sie juz strajki przeciwko temu rzadowi i PO. Odpowiedz Link Zgłoś
vitmik Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 12:48 na tym, ze na matematyce żaden debil nie rozwali sobie głowy ani nie skręci nogi Odpowiedz Link Zgłoś
nieukonczony Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 13:51 Wypada zacząć od stwierdzenia, że polska szkoła jest zacofana i jedyne czego może dzisiaj nauczyć (jeżeli jeszcze ktoś naprawdę chce z niej skorzystać) to wszelakiego rodzaju wstecznictwo! Wiem, że brzmi to mocno i niektórzy zaraz mi dołożą. Ale wiem co piszę! Ze szkolnictwem i tak zwanym wychowaniem związane jest moje całe, już całkiem długie życie, pomimo, że sam nauczycielem nie jestem. To gwoli wstępu. A teraz. Zacznę od spraw aktualnych, a więc od toczących się protestów i strajków nauczycieli. Trzeba jak najszybciej załatwić tę sprawę. Nauczycielom trzeba podnieść wynagrodzenia nie o 10 czy 15 procent, ale o 80 a może nawet 100, ale w zamian zrobić porządek ze skamieliną postkomunistyczną jaką jest "karta nauczyciela", szkolić nauczycieli w nowoczesnych technikach edukacyjnych, wymagać i rozliczać. Wielu pisaczy postów nie bardzo jest świadoma genezy aktualnego stanu rzeczy. I warto by było kilka słów na ten temat powiedzieć. Ten problem rozpoczął się już z początkiem lat 50-tych a potem to już tylko narastał. To wówczas zawód nauczyciela został niemal całkowicie sfeminizowany, a co za tym szło coraz bardziej kiepsko płatny (zresztą trudno precyzyjnie powiedzieć co było przyczyną a co skutkiem). W zamian za to „władza” fundowała nauczycielom „prestiż”. Kiedy „prestiż” przestał wystarczać pojawiły się przywileje. Nie miejsce tu na ich szczegółowe wymienianie ale w końcowej fazie zostały one zawarte w „karcie nauczyciela”. Nauczyciele wyćwiczeni przez ponad pół wieku, będą bronili tej karty, ponieważ przekonali się wielokrotnie, że jest to jedyna pewna wartość jaką dysponują. MARNA ale PEWNA. A więc byle jakie pieniądze ale też jakieś drobne apanaże do których zdążyli się przyzwyczaić. Rząd nie ma innego wyjścia jak tylko nauczycieli PRZEKUPIĆ. Tak, jedyna możliwość to dać przyzwoite pieniądze (a więc ok. 100% podwyżki) i zlikwidować lub poważnie zmodyfikować „kartę nauczyciela”. Napisałem PRZEKUPIĆ, ponieważ sprawa nie zostanie rozwiązana tak długo, jak długo nauczycielskie związki zawodowe będą mogły ją rozgrywać. Warto by tutaj odpowiedzieć i tym, którzy chętnie dzielą zawody na ważne i nieważne – robotnik to głup, którego należy pilnować na każdym kroku a nauczyciel, lekarz czy Bóg wie kto to człowiek, który sam sobie organizuje pracę, odpowiedzialny, świadomy swojej misji i jeszcze parę takich tam dyrdymał. Otóż, Ci którzy na tym świecie już trochę pożyli wiedzą, że ludzie dzielą się bardziej na takich którzy chcą coś zrobić (jak to ładnie się mówi „pozostawić po sobie ślad”) i na takich, którzy „aby do jutra” „a po mnie choćby potop”. Postawy te nie pozostają w żadnej koicydencji z wykształceniem czy zawodem. Już szybciej z wychowaniem. Mizeria finansowa nauczycieli idzie niestety w parze z mizerią samej materii szkolnej. Internauta ojapierdziu pisze: „Oczywiście, że idą do domu. Ktoś widział w standardowej szkole miejsce do pracy dla nauczyciela? Dla dzieci brak ławek na korytarzu (wiec śniadanie je się na podłodze). Przerwa obiadowa to 20 minut (wyścig w jedzeniu). Biblioteki ciasne, względnie mają jeden stoliczek. Szkoła to przechowalnia gdzie masy ludzkie przewalają się z klas na korytarz i z powrotem Ten opis i tak jest delikatny i jeszcze wiele należałoby do niego dodać. Myślę jednak, że nie warto bo każdy do szkoły chodził a dzisiaj chodzą tam jego dzieci, wnuki albo przynajmniej młodsze rodzeństwo więc wrażenia są ciągle świeże. I tak szkoła, która obok kształcenia ma „kształtować, wyrabiać estetycznie i kulturalnie, wychowywać itd. itp.” pokazuje uczniom prymitywizm i wszelkie wstecznictwo. Takich wypowiedzi można cytować więcej: internauta stoper69 : „Marzę o tym, żeby w szkole w końcu stworzono warunki do pracy, tak aby po lekcjach można się było zająć sprawdzianami, papierologią, drukowaniem, kserowaniem itd. itp. Zamiast tachać do domu kilogramy papierów i zajmować się tym w domu - zrobić wszystko i zostawić w szkole. Niestety polska szkoła nie zapewnia jakiegokolwiek wyposażenia oprócz kredy i tablicy....”, internauta tmerlin : „…i widzę ile ona czasu spędza w domu nad przygotowaniem tematów, pomocy naukowych, plansz dla dzieciaków, przygotowaniem i sprawdzenie kartówek i sprawdzianów. Każdemu się wydaje, że nauczyciel pracuje tylko w szkole, a wszystko robi się samo.” I znowu ojapierdziu : „I wychodzi, ze moja mama jest od 15 lat kosmitką bo ona robi to wszystko i robi to w domu (bo w szkole nie ma gdzie). A kartkówki drukujemy na domowej drukarce bo ksero w szkole czasem nie działa….” Tak! Ksero nie działa, albo nie ma do niego papieru (uczniowie muszą się składać, ale zbierać musi nauczyciel), komputer w pokoju nauczycielskim jeden – kolejka albo popracuj w domu na swoim, rzutnik zepsuty, albo bez kabla bo ciągle przenoszony z klasy do klasy i „gdzieś się zgubił”. Zresztą o czym ja piszę? W wielu szkołach nie ma bardziej podstawowych rzeczy. Nad tymi prostymi skąd inąd sprawami ciąży jakieś fatum (niektórzy mówią, że to „polski porządek”). Należy jeszcze pogawędzić o przynajmniej dwóch kwestiach. Pierwsza to podejście do pracy nauczycieli a druga to stosunek rodziców do szkoły a co za tym idzie także stosunek do swoich obowiązków samych zainteresowanych czyli uczniów. W sprawie pierwszej: oinone81 pisze: „Mój 'problem' polega na tym, że nie widzę siebie w innym zawodzie bo za bardzo lubię pracować z młodymi ludźmi, przekazywać im to, czego sama się dowiedziałam/odkryłam...widzieć ten błysk zrozumienia w oczach...(tak - bezcenne...)” ale zaraz belfer61 : „Mam przykłady z przedmiotów niematuralnych: koleżanka z pracy zajęła się produkcją swych papierów do awansu do tego stopnia, że zaniedbała zwykłą swą pracę z uczniami. Słynne: "A teraz na macie" [Na, macie piłkę i grajcie sobie]. Awans już ma - a jej robota leży.” albo stasiabo : „…Cytuję słowa dyplomowanych: ile można się wygłupiać i tyrać?! I tak pierwsza wypowiedź świadczy o tak zwanym „powołaniu do zawodu” jakże w nauczycielstwie ważnym! Pozostałe o tym, że albo trafił na jakąś uczelnie a później „trzeba gdzieś pracować” albo jak mówią niektórzy „zmądrzał”. Pytanie zasadnicze: „czy w dzisiejszych czasach należy oczekiwać od nauczycieli powołania, czy wystarczy ich tylko dobrze wykształcić?” Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że dobre wykształcenie jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. W tym zawodzie nie da się pracować długo i dobrze bez „powołania”. Ale czy można pracować długo i dobrze za darmo? Obserwuję wielu młodych nauczycieli (już z gospodarki rynkowej): praca w kilku miejscach. W szkole publicznej etat, w społecznej lub prywatnej albo „dla zaocznych” drugi lub godziny, a i jeszcze gdzieś zlecone lub korepetycje. Czy w dzisiejszych czasach można się dziwić? Czy młody człowiek będący na początku drogi życiowej, zakładający swoją rodzinę musi być „siłaczką” albo „Judymem”? Ale też czy tak pracując można pracować dobrze? – szczególnie z tak specyficzną materią jak młody człowiek? Chyba odpowiadać nie muszę, każdy odpowie sobie sam. cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
nieukonczony Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 13:52 cd. Stosunek rodziców do szkoły? Czy w ogóle można o czymś takim mówić? Owszem - zdarzają się jeszcze rodzice, którzy interesują się tym co dzieje się w szkole. Ale tylko się zdarzają! (należy tu rozróżnić zainteresowanie pracą szkoły od zainteresowania edukacją dzieci). Kontakt ze szkołą ogranicza się do obecności (a coraz częściej – niestety – do nieobecności) na wywiadówkach bądź zebraniach. Słuchając uwag, że dzieci nie przeczytały, że w ogóle nie czytają, że nie przygotowują się do zajęć, że często żyją w całkiem innym świecie, kiwają ze zrozumieniem (czasem nawet z troską) głowami, niektórzy usiłują tłumaczyć „ogromną ilością nauki jaką mają pociechy”, a czasami nawet obracają uwagi w żart, ale najczęściej tych do których adresowane są uwagi, na zebraniach po prostu nie ma. Pojawiają się za to po nieudanym teście czy egzaminie. Interesują się także wycieczkami czy balami. Moje uwagi odnoszą się do szkół publicznych a więc niepłatnych. A jak jest w innych? Dość różnie. Ale wbrew wielu sądom – wyrażanych i w tej dyskusji, coraz częściej zauważalny jest trend, że tam gdzie płacą - interesują się bardziej. Takim dobrym przykładem jest ośmieszana kwestia mundurków. Okazuje się, że całkiem nie ma z tym problemów w szkołach pobierających czesne. W wielu postach nawiązuje się także do poziomu nauczania ( toja3003 , belfer61 , rikol , betsaida , rs_gazeta_forum ). Powszechna jest sugestia, że bogaci posyłają dzieci do szkół prywatnych (czytaj: drogich), a przez to lepszych, a biedni chodzą do publicznych, czyli gorszych. Otóż póki co nie można uogólniać, że płatne są lepsze a niepłatne gorsze, (zapytajcie ludzi udzielających korepetycji) chociaż niewątpliwie do tego dojdzie, jeżeli mizeria szkół publicznych będzie dalej utrzymywana. Można natomiast powiedzieć, że pojawia się powoli coraz większa grupa rodziców świadomych znaczenia edukacji (nie zawsze są to ludzie zamożni). W tych samych postach poruszana jest kwestia pracy z uczniami wybitnymi. Problem stary jak szkolnictwo: promować czy wyrównywać? Za poprzedniego ustroju: wyrównywać – najlepiej w dół! Dzisiaj także są entuzjaści tej formy. Ale czy w kraju , który chce coś osiągnąć (dogonić) czy odgrywać rolę adekwatną do swojej wielkości czy liczebności, można sobie pozwolić na takie marnotrawstwo i talentów i środków? A więc potrzebne są środki także na „odkrywanie” talentów, i pracę nad nimi. Czy może to robić nauczyciel, który musi dorabiać? Rozpisałem się jak „ten g..pi”. Ale ten temat jest dzisiaj w Polsce NAJWAŻNIEJSZY!. Ważniejszy od służby zdrowia! Jeżeli nasza oświata i szkolnictwo wyższe nie zacznie działać na światowym poziomie, to i niedługo nie będzie za co leczyć (dochód narodowy!). Odpowiedz Link Zgłoś
danuta49 Jak wszyscy to wszyscy,i babcia też(wg.rządu);-) 18.06.08, 16:49 Rząd chce ponieść pensum wszystkim nauczycielom, zamiast je zróżnicować w zależności od poziomu szkoly(podstawówki, gimnazja, licea) i przedmiotu(inne dla matematyków, polonistów, przyrodników czy językowców, a inne dla wf-menów, plastyków,PO-wców, katechetów oraz specjalistów od podobnych michalków, tak jak to jest w krajach cywilizowanych i bylo w Polsce przed festiwalem "S"!!! Skądinąd teraz jest wielki niż i środków na taką ilość uczniów powinno być w bród!!! Odpowiedz Link Zgłoś
alabasterrr Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 20:35 Niedawno pani Hall pytała poprzez GW o to co można by zmienić w szkole. Wielu nauczyciel pisało, że trzeba zróżnicować pensum według przedmiotu. I co? Ano pani minister dokłada wszystkim, tyle ją obchodzi zdanie nauczycieli. Podobno ona kiedyś była dyrektorką w jakiejś szkole, musiała kiepsko szefować, skoro nie zauważyła, że polonista pracuje o wiele więcej niż wuefista, plastyk, katecheta. Wstyd. OCZYwiście, rozumiem, że i te zdania na forum panią minister nie obchodzą. Ponawiam moje zaproszenie - zapraszam panią monister do mnie do domu w ciągu roku szkolnego, żeby zobaczyła ile siedzę przy biurku, ile pracuję poza pansum. Niech sobie zobaczy, że drukuję w domu za własne pieniądze, kseruję za włassne pieniądze (bo w szkole płacę za ksero!, chociaż kseruję materiały potrzebne mi do pracy!!!) To skandal, jak wszystkie rządy traktują nauczycieli. Odpowiedz Link Zgłoś
big.panda Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 20:49 To, co wyprawia ten nieudolny rząd to przechodzi wszelkie pojecie. Czepiają się nauczycieli i niewidomo, kogo jeszcze. Może pan Premier by tak łaskawie zainteresował się pracą swoja i swoich ministrów. Bo na razie jak tak się oceniamy to praca tej władzy to wielki chaos i nic więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 22.07.08, 20:49 Pracuję w szkole wystarczająco dużo i nie zamierzam więcej . Muszę po południu dorabiać by mieć jakie takie dochody . Odpowiedz Link Zgłoś