Dodaj do ulubionych

Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej!

18.06.08, 07:53
Jest różnica między pracą polonisty czy matematyka w szkole, którzy kilka
godzin pracują w domu, a pracą nauczyciela wf, muzyki czy religii.
Obserwuj wątek
    • ojapierdziu Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:08
      Oczywiście, że idą do domu. Ktoś widział w standardowej szkole miejsce do pracy dla nauczyciela?
      Dla dzieci brak ławek na korytarzu (wiec śniadanie je się na podłodze). Przerwa obiadowa to 20 minut (wyścig w jedzeniu). Biblioteki ciasne, względnie mają jeden stoliczek.
      Szkoła to przechowalnia gdzie masy ludzkie przewalają się z klas na korytarz i z powrotem.
    • stoper69 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:10
      Czas pracy nauczyciela to 40 godzin. W niektórych gminach kilka lat temu
      rozliczano nauczycieli z 40 godzin, ale wychodziło 45-60 - więc szybko się z
      tego wycofano. Marzę o tym, żeby w szkole w końcu stworzono warunki do pracy,
      tak aby po lekcjach można się było zająć sprawdzianami, papierologią,
      drukowaniem, kserowaniem itd. itp. Zamiast tachać do domu kilogramy papierów i
      zajmować się tym w domu - zrobić wszystko i zostawić w szkole. Niestety polska
      szkoła nie zapewnia jakiegokolwiek wyposażenia oprócz kredy i tablicy....
      • andrew95 Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 17:21
        Każdy kolejny rząd szuka oszczędności w oświacie. Jest to niemądre i
        krótkowzroczne. Jest to najprostszy sposób na całkowity upadek
        edukacji w Polsce. Już od kilkunastu lat trwa upokarzanie
        nauczycieli /patrz 'Dzień Świra/ i selekcja negatywna do tego
        zawodu. Dziwić się można jedynie rodzicom, że chcą koniecznie
        oszczędzać na tym, co mają najdroższego. Efekty niedoinwestowania
        stają się coraz bardziej widoczne, a ogłupieni mediami rodzice -
        czytaj obywatele - nie potrafią obiektywnie spojrzeć na proble
        dotyczący ich własnych dzieci, bo generalnie traktują szkołę jako
        przechowalnię.
        Ciekaw jestem skąd mają sę w przyszłości brać inowacje, parki
        technologiczne, zaawansowane technologie itd. skoro bez
        zaangażowania nauczycieli będzie to kraj analfabetów i post-
        industrialnych niewolników. A może o to w tym wszystkim chodzi? Bo
        głupimi łatwiej manipulować i rządzić?
    • tmerlin Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:17
      Moja żona jest nauczycielem języka angielskiego i widzę ile ona czasu spędza w
      domu nad przygotowaniem tematów, pomocy naukowych, plansz dla dzieciaków,
      przygotowaniem i sprawdzenie kartówek i sprawdzianów. Każdemu się wydaje, że
      nauczyciel pracuje tylko w szkole, a wszystko robi się samo.
      • bercik38 Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:28
        tmerlin napisał:

        > Moja żona jest nauczycielem języka angielskiego i widzę ile ona czasu spędza w
        > domu nad przygotowaniem tematów, pomocy naukowych, plansz dla dzieciaków,
        > przygotowaniem i sprawdzenie kartówek i sprawdzianów. Każdemu się wydaje, że
        > nauczyciel pracuje tylko w szkole, a wszystko robi się samo.

        Ja takich nauczycieli nie znam za to znam takich co zamiast w okienku odwalać
        robotę to idą na zakupy, kartkówki poprawiają na lekcji, tematy mają raz
        przygotowane i korzystają z nich do emerytury, nikt nie przygotowuje tzw. pomocy
        naukowych czy plansz bo zleca się uczniom (od tego jest uczeń) a z lenistwa
        kserują (nie oni tylko sekretariat) po pół knigi i rozdają uczniom czyli
        nauczyciel nie pracuje ani w szkole ani w domu. Jeśli jest inaczej to znaczy że
        nauczyciel jest do bani i sobie nie radzi.
        • rs_gazeta_forum Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:06
          bercik38 napisał:
          > Ja takich nauczycieli nie znam za to znam takich ...

          Czy Twoim zdaniem to, jakich nauczycieli znasz zmieni wprowadzenie w życie zmian
          proponowanych przez rząd?
        • ojapierdziu Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:20
          Z twojej wypowiedzi wynika, że nauczyciel, który robi pomoce i przygotowuje się do lekcji jest do bani i sobie nie radzi ;)

          I wychodzi, ze moja mama jest od 15 lat kosmitką bo ona robi to wszystko i robi to w domu (bo w szkole nie ma gdzie). A kartkówki drukujemy na domowej drukarce bo ksero w szkole czasem nie działa.

          Oczywiście, ze w każdej grupie zawodowej są lenie. Ale od czegoś jest dyrektor i rodzice :/ I w ostateczności kuratorium. (tak, wiem, w Polsce to jakoś nie działa)
        • chilly Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 17:29
          Co to znaczy "w okienku odwalać robotę"?
          Z "przygotowanych tamatów" nie można korzystać do emerytury.
          zapewniaja nam to kolejne zawirowania polityczne i związane z
          nimi "reformy" oświaty, a więc i programów kształcenia.
          Kseruje sie nie z lenistwa, tylko z potrzeby ( i braku materiałów).
          mamy w końcu XXI wiek - zauważyłeś Bercik?
          • chilly Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 17:32
            P.S. Niedawno podano wyniki badań czasu pracy urzędników i innych
            osób pracujących umysłowo. Okazało sie, że efektywny czas pracy
            minimalnie przekracza 4 godziny dziennie - reszta to obijanie się.
            Konieczne zresztą, bo organizm by nie wytrzymał.
        • folex Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 18:55
          Święta prawda. Sprawdzić obibokom efektywność pracy. Wtedy wyjdzie,
          że 15% pracuje a reszta odstwia tandete. I to za nasze pieniądze z
          podatków. Zwaryfikować wydajność pracy nauczylieli!!!
          • chilly Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 19:31
            Folex - jakieś konkretne propozycje?
            • folex Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 19:38
              Są dalej, poczytaj sobie.
    • oinone81 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 08:33
      Mój 'problem' polega na tym, że nie widzę siebie w innym zawodzie bo
      za bardzo lubię pracować z młodymi ludźmi, przekazywać im to,czego
      sama się dowiedziałam/odkryłam...widzieć ten błysk zrozumienia w
      oczach...(tak - bezcenne...) Jestem 27mio-letnią nauczycielką...Czy
      mam kiedyś swoim dzieciom powiedzieć'nie stać mnie na lizaki dla Was
      bo mama pracuje (prawie)społecznie?" Dlaczego ktokolwiek ma mnie
      wyzywać od nierobów skoro daję z siebie ile mogę, albo dlaczego mam
      zmieniać zawód skoro CHCĘ wykonywać TEN? Kto ma prawo wypowiadać się
      że zarabiam tyle a tyle bo... ŻĄDAM GODZIWEJ PŁACY za UCZCIWĄ PRACĘ
      która-chyba nikogo nie trzeba przekonywać-jest pracą WIELKEJ WAGI...
      PS. a uczniowie kłaniający się 'w pas' na korytarzu osobie
      wygladającej na ich równieśnika chyba coś mówią... Ludzie szanują
      tych którzy szanują ich...I umieją docenić staranie - dlaczego takie
      rzesze zawistnych jednostek albo wyzyskiwacz-rząd nie potrafią???
    • zigzaur "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 08:43
      Nie każdy pracownik jest robotnikiem, którego cały czas trzeba pilnować, żeby
      założył hełm, rękawice albo okulary ochronne. Robotnik wymaga nadzoru
      brygadzisty, aby nie wynosił narzędzi, nie wsadzał śrubokręta do gniazda
      elektrycznego i nie wymieniał wiertła gdy wrzeciono się obraca.

      Nauczyciel to człowiek samodzielny, który musi sam zorganizować program
      nauczania, zaplanować lekcje, uzupełnić wiedzę oraz załatwić pewne sprawy
      administracyjne (np. podliczenie frekwencji klasy)
      • bercik38 Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 09:01
        zigzaur napisał:

        > Nie każdy pracownik jest robotnikiem, którego cały czas trzeba pilnować, żeby
        > założył hełm, rękawice albo okulary ochronne. Robotnik wymaga nadzoru
        > brygadzisty, aby nie wynosił narzędzi, nie wsadzał śrubokręta do gniazda
        > elektrycznego i nie wymieniał wiertła gdy wrzeciono się obraca.
        >
        > Nauczyciel to człowiek samodzielny,

        Nauczyciel nie wykazuje nawet odrobiny samodzielności, posiłkuje się wszelkimi
        gotowcami i pracą innych.

        który musi sam zorganizować program
        > nauczania,

        Program nauczania ma odgórnie narzucony.

        zaplanować lekcje,

        Niczego nie planuje, lekcje są zawsze takie same.

        uzupełnić wiedzę

        Tu jest przegięcie pały, jak wygląda to pseudo uzupełnianie wiedzy to widać
        gołym okiem, to uzupełnianie wiedzy jest niczym innym jak zbieraniem nikomu
        niepotrzebnych papierków a tylko po to by awansować.


        oraz załatwić pewne sprawy

        Czyli zakupy, prywatne sprawy w urzędach etc.

        > administracyjne (np. podliczenie frekwencji klasy)

        Ale jaja "podliczenie frekwencji klasy" to trwa 2 minuty
        • rikol Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 09:58
          Piszesz kompletne bzdury. Kazdy nauczyciel inaczej omawia konkretny temat. Czy
          zmienil ci sie kiedykolwiek nauczyciel matematyki chociaz? Chyba nie, bo
          wiedzialbys, ze rownania czy geometrie mozna tlumaczyc na wiele sposobow. M. in.
          mozna wytlumaczyc to tak, ze zaden uczen nie zrozumie, mozna wytlumaczyc tez
          tak, ze zrozumieja prawie wszyscy (niektorych niestety nie da sie nauczyc).
          Chocby w tych dwoch mozliwosciach jest wiele kombinacji. A konspekty nauczyciele
          sami przygotowuja. Wiesz w ogole, co to konspekt? A wiesz, ile czasu trzeba
          poswiecic na sprawdzenie chocby jednej klasowki, gdzie uczen nagryzmolil tak, ze
          potem sam tego nie potrafi przeczytac? sprobuj odszyfrowac recepte lekarska, to
          jest tak samo 'wyraznie' napisane. Oprocz tego nauczyciele SAMI kupuja ksiazki
          (50-150 zl za sztuke), papier do ksero, dlugopisy - czy znasz jakakolwiek
          prywatna firme, gdzie pracownicy sami musza kupowac materialy? Ja nie znam -
          raczej pracownicy kradna z firm dlugopisy; ze szkoly nauczyciel nie mialby czego
          ukrasc, bo jest bieda.

          Nauczyciele musza miec skonczone studia, oprocz tego studia podyplomowe.
          Ciekawe, jakie ty masz wyksztalcenie - sadzac po twojej wypowiedzi, niezbyt
          dobre. Kazdy swiatly czlowiek docenia nauczycieli i wage edukacji swoich dzieci.
          I wie, ze z niewolnika nie ma pracownika. Nauka to przyszlosc. Finlandia ma
          najlepsza edukacje i jest w swiatowej czolowce. I tam nauczyciele to jedna z
          najbardziej szanowanych grup zawodowych, podobnie jak np. lekarze.
          • hermina5 Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 18.06.08, 11:30
            Czy
            > zmienil ci sie kiedykolwiek nauczyciel matematyki chociaz? Chyba
            nie, bo
            > wiedzialbys, ze rownania czy geometrie mozna tlumaczyc na wiele
            sposobow

            Mnie sie zmieniali 3 razy - pierwszy (koszmar, nikt nic nie
            wiedział) , drugi - zajebista babka, świezo po studich - w dwa lata
            udało jej sie nadgonić braki u największych tepot matematycznych -
            tzreba było być debilem do kwadratu, zeby po jej tłumaczeniu nei
            rozumieć zegokolwiek, tzreci - porazka zupełna - miła babka, ale nie
            potrafiąca nic nikomu wyjasnić, nawet fakultetowi matematycznemu;/
            W sumie szkoda, ze ta środkowa pokazała, zematematyka nei ejst dla
            obdarzonych przez los nadinteligencją, zrozumienie zalezy tylko od
            sposobu wyjasniania, nawet przy ograniczonym mysleniu abstrakcyjnym.

            To samo z polonistami - ostatni był nieludzkim debilem, choc
            sympatycznym...
          • bercik38 Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 19.06.08, 18:52

            > Ciekawe, jakie ty masz wyksztalcenie - sadzac po twojej wypowiedzi, niezbyt
            > dobre. Kazdy swiatly czlowiek docenia nauczycieli i wage edukacji swoich dzieci
            > .
            > I wie, ze z niewolnika nie ma pracownika. Nauka to przyszlosc. Finlandia ma
            > najlepsza edukacje i jest w swiatowej czolowce. I tam nauczyciele to jedna z
            > najbardziej szanowanych grup zawodowych, podobnie jak np. lekarze.

            Powiadam Tobie Acan iż wykształcenie me skończyło się na 6 klasie podstawówki,
            jednakże czytając post Waćpana śmiem domniemywać że Waść magisterium jakieś
            masz bo nawet nie zrozumiałeś o czym wypowiedź ma. No i każdy światły człowiek
            docenia wszystkie grupy zawodowe.
        • tirtir Re: "...co robi dalej, nikt nie kontroluje..." 20.07.08, 00:36
          >> uzupełnić wiedzę
          >
          > Tu jest przegięcie pały (...ciach...)
          > to uzupełnianie wiedzy jest niczym innym jak zbieraniem nikomu
          > niepotrzebnych papierków a tylko po to by awansować

          częściowo masz rację, zwłaszcza jeśli chodzi o niepotrzebne
          papierki... ;)

          zwróć jednak uwagę, że każda akcja wywołuje reakcję - skoro
          wprowadzono system awansu zawodowego a w nim obowiązek uzupełniania
          wiedzy - to każdy nauczyciel to robi... i tu mam takie refleksje:

          1. znając i ucząc informatyki, musiałam pójść na studia podyplomowe
          aby mieć potwierdzenie dla mojej wiedzy i umiejetności i móc dalej
          uczyć; wraz ze mną na te studia poszły jeszcze 2 inne nauczycielki;
          skutek jest taki, że po ukończeniu podyplomówki ja mam papier, który
          mówi, że mogę zgodnie z prawem robić to co już i tak robiłam,
          natomiast moje 2 koleżanki nadal nie potrafią uruchomić worda jeśli
          uczniowie usuną im skrót z pulpitu ;D

          2. jeśli jako nauczyciel nie dokształcasz się, nie doskonalisz, nie
          zdobywasz nowych kwalifikacji to... kim jesteś? po co masz nadal
          pracować, skoro wokoło tylu nadal uczących się nauczycieli? a nawet
          teraz... zwiekszenie etatu nauczycielskiego o 4 godziny - to znaczy
          że srednio co 4,5 nauczyciel straci pracę, bo jego godziny dostaną
          inni nauczyciele... wolę mieć kilka podyplomówek i zostać na
          stanowisku niż ...

          3. nie wiem jak inni nauczyciele, ale ja za swoje dotychczasowe 3
          podyplomówki zapłaciłam sama (podobnie jak za kurs pedagogicznhy); i
          masz rację - zrobiłam je dla papierka, dla awansu, ale przede
          wszystkim dla podwyżki, bo 150 zł misięcznie więcej dla rodziny
          żyjącej z dwóch nauczycielskich pensji to dużo :) a poza tym - w tym
          momencie mam w ręku 3 "fachy" i wiem, ze nigdy nie bedę bez pracy :D

          4. nawiązując do poprzedniego punktu, uważam że nauczyciele są
          bardzo dobrze jeśli nie najlepiej wykształconą grupą zawodową: tyle
          obowiązkowych kursów, warsztatów, szkoleń a w końcu i studiów... kto
          inny musi non stop sie uczyć? piekarz? kierowca? adwokat? ksiądz?

          5. czy chciałbyś, aby Twoje dziecko było uczone przez historyka,
          którego wiedza kończy się na roku 1980, bo wtedy skończył studia?
          albo przez ekonomistę, który po dziś dzień opowiada o rublach
          transferowych? albo anglistę, który studiował w Moskwie i ma
          wschodni akcent? :)

          Niektórzy dokształcający sie nauczyciele robią to dla papierka; ja
          robię to po to by wiedzieć i umieć więcej i aby Twoje dziecko mogło
          z mojej wiedzy skorzystać :)

          Skoro od lekarzy zależy nasze życie i za to powinni zarabiać więcej,
          niezapominajmy o tych którzy tych lekarzy wykształcili... to ci sami
          którzy uczyli budowniczego Twojego domu, konstruktora Twojego
          samochodu, Twojego dentystę i ginekologa, hydraulika, piekarza i
          Ciebie samego...

          Pozdrawiam
    • toja3003 E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 08:48
      E tam 50% podwyżki, żądajcie 150% od razu i 100% obniżki cen, a
      nawet więcej. A tak poważnie: wprowadzić motywację finansową dla
      nauczycieli, w zależności od wyników i od razu się ruszy. A jak się
      mierzy poziom wiedzy europejską metodą PISA? Bardzo konkretnie
      prawda? Wiem, że to nie proste i że są różne klasy ale w każdym
      zawodzie jest pewne ryzyko: do jakiej firmy trafisz jako
      pracobiorca, czy będziesz miał dobry rejon jako lekarz mający własną
      praktykę, czy wypali twoja strategia biznesu jako przedsiębiorcy
      itp. Dlaczego nauczyciele mieliby być włączeni z systemu wiążącego
      wyniki z zarobkami? Owszem, można trafiać na lepsze i gorsze klasy
      ale to się w czasie będzie wyrównywać. To nie jest tak, że drużyna
      piłkarska ma cały czas pecha, we wszystkich meczach. Jak jest dobra
      to przegra jeden czy drugi mecz a resztę wygra i też będzie wysoko.
      A ja mówię nie o absolutnym wyniku klasy tylko o różnicy względnej
      jaką nauczyciel osiągnął w danym okresie. Czyli pomiar poziomu klasy
      na początku i końcu danego okresu porównawczego i to w ramach danego
      przedmiotu. A więc matematyk, który ma matematykę w różnych klasach
      też nie będzie miał tylko jednej słabej klasy z reguły prawda? To
      wszystko da się statystycznie zamodelować. Np. odrzucając wyniki
      skrajne tzn. superzdolnych uczniów najlepszych (i tak się nudzą w
      szkole a w życiu sobie poradzą) i najgorszych (też się nudzą i
      powinni być np. przeniesieni do specjalnej). No bo jaką motywację ma
      nauczyciel żeby uczniowie robili postępy? Przecież niezależnie od
      wyników dostanie te same pieniądze. Jakaś premia za mierzalne wyniki
      powinna być.

      Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między
      nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój
      zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od
      strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że
      różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach.
      • kakens Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 09:23
        > E tam 50% podwyżki, żądajcie 150% od razu i 100% obniżki cen, a
        > nawet więcej. A tak poważnie: wprowadzić motywację finansową dla
        > nauczycieli, w zależności od wyników i od razu się ruszy.

        Bo w ten sposób szybko leniwe, głupie, zaniedbane dzieci wylądują w najgorszej
        szkole i na starcie będą przekreślone.
        Bo w ten sposób dzieci będą się uczyć rozwiązywania testów, a nie uczyć się.
        Po prostu Ci sprytniejsi nauczą się metodyki badań i dopasują wszystko tak, żeby
        zgadzały im się słupki wyników statystycznych. Na papieże wszystko będzie rosło.
        • kakens Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 09:26
          Taki przykład: Policja i motywowanie za wyniki. Szybko odkryli, że wykrywanie
          niektórych przestępstw bardziej się opłaca, że nie opłaca się przyjmowanie
          zgłoszeń o ukradzionym rowerze czy komórce, za to opłaca się złapać małolata z
          lufką lub pirackim windowsem.
          Opłaca się wykonać dzienny plan złapania 2 pijanych rowerzystów, wylegitymowania
          10 pieszych i złapania kilku wagarowiczów. Bo za plany jest premia, a za jej
          niewykonanie dywanik.

          To samo jest w każdej większej korporacji.
          • chilly Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 17:38
            Ale o jakich podwyzkach piszesz? Rząd proponuje nauczycielowi
            dyplomowanemu "podwyżkę" pensji o 50 zł miesięcznie. Przy obecnej
            inflacji to "obniżka". a teraz to co najpiękniejsze: te "obnizkę"
            proponuje w zamian za zgode na podwyższenie tygodniowego pensum o 4
            godziny tygodniowo (znów niezależnie od przedmiotu!), co miesięcznie
            oznacza dodatkowe 18 godzin. Za zgodę na obniżenie zarobków!
      • belfer61 Fachowość {Toi}, niech mnie kule biją! 18.06.08, 09:29
        Już na uczelniach pedagogicznych [to podstawa] uczą, że nauczyciel,
        skupiający się na pracy z prymusami, a zapominający o pozostałej
        reszcie uczniów, popełnia błąd zasadniczy.
        On - chwali się "mam wyniki", a inni nauczyciele, do których klasy
        tacy nie trafili, "wyników" nie mają.

        Nie ma czystej recepty na pracę z uczniami. Na wycenę tej pracy
        także.
        Metoda premiowania rodem z {Toi-toi}, nadaje się do utylizacji.


        Od wielu lat poziom CHĘCI do nauki u uczniów spada. Kiedyś - wyższe
        wykształcenie to było coś.
        Dziś zmniejszenie WYMAGAŃ wobec studiujących [szczególnie na
        uczelniach w wersji "pozastacjonarnej", dziennej jest zatrważający.

        A takiemu {Toi} to zaleciłbym popracować nieco w zawodzie belfra -
        to by nonsensów nie wypisywał.

        Ten nauczyciel , co odbębnia swe pensum, nic poza tym nie pracując
        poza owym pensum, nauczycielem nie jest, jeno wyrobnikiem.
        • toja3003 A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zrobisz 18.06.08, 10:13
          A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zrobisz z idioty imbecyla
          to jesteś tak samo dobry jakbyś zrobił z imbecyla debila i o tym
          mówię. A ja mówię nie o absolutnym wyniku klasy tylko o różnicy
          względnej jaką nauczyciel osiągnął w danym okresie. Czyli pomiar
          poziomu klasy na początku i końcu danego okresu porównawczego i to w
          ramach danego przedmiotu. A więc matematyk, który ma matematykę w
          różnych klasach też nie będzie miał tylko jednej słabej klasy z
          reguły prawda? To wszystko da się statystycznie zamodelować. Np.
          odrzucając wyniki skrajne tzn. superzdolnych uczniów najlepszych (i
          tak się nudzą w szkole a w życiu sobie poradzą) i najgorszych (też
          się nudzą i powinni być np. przeniesieni do specjalnej). No bo jaką
          motywację ma nauczyciel żeby uczniowie robili postępy? Przecież
          niezależnie od wyników dostanie te same pieniądze. Jakaś premia za
          mierzalne wyniki powinna być.Podałem przykład jak mierzyć
          efektywność nauczyciela: nie wymyślam tu nowych teorii tylko
          proponuję wziąść sprawdzone w praktyce modele na świecie a nie
          biadolić ciągle, że „w Polsce to niemożliwe”. W USA np. rodzice w
          szkołach, w demokratycznych wyborach mają wpływ na jej dyrektora
          (tzw. trustees) więc to chyba jest motywacja żeby się starać nie?
          Możliwe jest także włączanie uczniów do oceny nauczycieli wedle
          korczakowskiej zasady „dziecko jest dzieckiem ale we własnych
          problemach i sprawach jest ekspertem”. I znowu – te systemy
          funkcjonują nie tylko na wyższych uczelniach (za granicą). A u nas
          nawet na uniwersytetach toczą się postępowania prawne blokujące
          strony internetowe, które takie oceny zamieszczają, w myśl zasady,
          że „nauczyciel ma zawsze rację i wara rodzicowi czy uczniowi od
          oceny jego postępowania”. A u nas pokutuje socjalistyczne myślenie
          typu „szpital to nie fabryka aut” albo „szkoła to nie fabryka aut”
          albo „teatr to nie fabryka aut”, że niby nie da się ocenić
          efektywności pracy sfery budżetowej. Otóż da się. Tylko trzeba to
          oddać w ręce tych, którzy płacą podatki i tą sferę finansują, nie
          mówiąc o tym, że trzeba tą sferę gdzie się da redukować
          prywatyzacją. Ostanio oglądałem w brytyjskiej TV (BBC Prime, była w
          kablówkach w Polsce ale wycofują bo nie ma chętnych do oglądania)
          jak zmienia się szkoła z tzw. trudnymi uczniami po wprowadzeniu
          amerykańskiej zasady „zero tolerancji”. Lekcje wyglądają jak lekcje
          i nikt nie wkłada nauczycielowi kosza na głowę a jak próbuje to n a
          t y c h m i a s t w szkole zjawia się policja, no a u nas to
          oczywiście też „niemożliwe” a potem to dochodzi do samosądów
          zrozpaczonych obywateli. Pytam konkretnie: jaka jest różnica,
          odnośnie zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i
          profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie
          dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem
          sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba zmienić.
          Podobnie na uczelniach. Jak oceniać naukowców?
          1. Studenci wypełniają ankiety (internet, baza danych) punktowe: od
          1 do 5 punktów za a) aktualność i poziom wiedzy merytorycznej b)
          użyteczność zawodowo-praktyczną c) kulturę osobistą; najlepszych 10%
          naukowców dostaje +10% pensji więcej finansowanej przez 10%
          najgorszych, którzy dostaną minus 10%. Czyli nikt do systemu nie
          dopłaca, jest i kij i marchewka a 80% nic nie zyskuje i nie traci
          finansowo ale boją się żeby nie spaść do 3-ciej ligi i mają
          motywację żeby starać się do 1-szej ligi.
          2. Każdy naukowiec musi wylegitymować się TOEFLEM, czy certyfikatem
          British Council ze znajomości angielskiego, jak ma to jest czysty,
          jak nie ma tego to mu się –10% zabiera i daje +10% tym, którzy
          oprócz angielskiego znają jakiś inny język z ustalonej listy (np.
          francuski, niemiecki, włoski)
          3. Zrobić kadrze egzamin z podstaw PC-ta. Godzinka: napisać i
          odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo, wklepać do excela prostacką
          formułkę, streścić w Wordzie banalny artykulik z wikipedii, posłużyć
          się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę CD/DVD, wszystko –
          zobaczymy, który z panów profesorów zaliczy.

          Na początek wystarczy. Po odrobieniu tych lekcji za 20 lat dam
          dalsze wskazówki.

          Muszą być i testy i wiedza i umiejętność samodzielnego myślenia.
          Jedno drugiemu nie przeszkadza ale wręcz pomaga. Proszę bardzo:
          robię w ramach matematyki lekcję z teorii gier na przykładzie
          szachów i brydża, potem robię test w postaci rozgrywek i sprawdzam
          rankingiem kto jest lepszy a kto gorszy. A więc można i ciekawie i
          efektywnie. Tylko trzeba chcieć i trzeba odpowiednie testy
          przygotowywać.

          Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między
          nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój
          zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od
          strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że
          różnica jest żadna i to trzeba zmienić.
          • chilly Re: A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zr 18.06.08, 17:52
            Toja3003 głosi swoje poglądy na wielu forach. Robi to z
            niepodlegającą dyskusji pewnością siebie. Wypada mu wiec
            odpowiedzieć.
            "Jak oceniać naukowców?
            1. Studenci wypełniają ankiety (internet, baza danych) punktowe: od
            1 do 5 punktów za a) aktualność i poziom wiedzy merytorycznej b)
            użyteczność zawodowo-praktyczną c) kulturę osobistą; najlepszych 10%
            naukowców dostaje +10% pensji więcej finansowanej przez 10%
            najgorszych, którzy dostaną minus 10%."
            Czy faktycznie student (każdy student, w każdej uczelni, nawet
            najsłabszej) jest w stanie ocenić "aktualnośc i poziom wiedzy
            merytorycznej"?
            Czy wykładowca zawsze ma wpływ na "uzytecznośc zawodowo-praktyczną"?
            Jeden wykłada ścisle związaną z praktyka technologię chemiczna, a
            inny termodynamike statystyczna, która dla wiekszości studentów jest
            tak odlotowa, że niewiele z niej rozumieją.
            Kultura osobista - O.K., ale jesli wykładowca jest
            kulturalną "kosą", to i tak może nie zaliczyć.

            "2. Każdy naukowiec musi wylegitymować się TOEFLEM, czy certyfikatem
            British Council ze znajomości angielskiego [...], którzy
            oprócz angielskiego znają jakiś inny język z ustalonej listy (np.
            francuski, niemiecki, włoski)"
            Czy wybitny filolog polski musi faktycznie tracic na pensji za
            nieznajomośc angielskiego? Rozumiem też, że egzamin ministerialny
            (były takie, nie wiem, czy sa nadal) nie wystarczy? Za znajomośc
            rosyjskiego zapewne -50% zarobków?

            "3. Zrobić kadrze egzamin z podstaw PC-ta".
            A ja jestem w stanie wyobrazic sobie wybitnego uczonego (w róznych
            dyscyplinach), który nie umie obsłużyc PC-ta (ma od tego panią
            Krysię, która prochu nie wymysli), a nawet - o zgrozo - pisze z
            błędami ortograficznymi!
            • folex Re: A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zr 18.06.08, 19:21
              Prosze nie porównywać naukowców z nauczycielami. Bo to jak
              porównywać reprezentacje piłki nożnej, Holandii i Polski (takie
              porównanie mi akurat przyszło na czasie). Zgadzam się co do PC-ta i
              podobnych durnych testów. Pracowałem 8 lat na uczelni i coś o tym
              wiem (jako naukowiec). Znałem i znam profesorów którzy mieli
              problemy z obsługą PC, ale złożone problemy rozpracowywali w mig.
              Zwykły zjadacz chleba ze średnim lub nawet wyższym wykształceniem
              (kierunkowym), czasami nawet nie wiedział, gdzie jest początek
              zagadnienia nie mówiąc już o jego rozwiązaniu.
            • toja3003 Odpowiadam, chilly: 19.06.08, 10:09
              Odpowiadam, chilly:
              „Czy faktycznie student (każdy student, w każdej uczelni, nawet
              najsłabszej) jest w stanie ocenić "aktualnośc i poziom wiedzy
              merytorycznej"?”. Tak, z definicji, bo student jest klientem.

              „Czy wykładowca zawsze ma wpływ na "uzytecznośc zawodowo-
              praktyczną"?”. Tak, bo każdą tematykę może powiązać z wymiarem
              użyteczności zawodowo-praktycznej.

              „wykładowca jest kulturalną "kosą", to i tak może nie zaliczyć.”.
              Może. I o to chodzi żeby wtedy nie zaliczył. Może 2 zdawać poprawkę.
              Albo potem nawet egzamin komisyjny. A potem do widzenia.

              „Czy wybitny filolog polski musi faktycznie tracic na pensji za
              nieznajomośc angielskiego?”. Tak, bo angielski jest językiem nauki i
              także ów „wybitny” (?) powinien wiedzieć co piszą amerykańscy
              naukowcy o filologii polskiej. A piszą też po angielsku. I powinien
              umieć napisać po angielsku artykuł o polskiej literaturze po to żeby
              zagranica też się o tym dowiedziała.

              „A ja jestem w stanie wyobrazic sobie wybitnego uczonego (w róznych
              dyscyplinach), który nie umie obsłużyc PC-ta”
              Można sobie wyobrazić jakiegoś genialnego Einsteina, który
              dysponując kartką papieru i ołówkiem tworzy przełomowe teorie. Ale
              ja nie mówię o wyjątkach z minionych epok. Przecież jeśli mamy
              takiego niedouczonego profesora w Polsce, za którego panna Krysia
              robi e-maile i zagraniczną korespondencję albo tłumaczy mu na polski
              mądrości z zagranicznych artykułów, to pytam: czy ten człowiek był
              od razu profesorem z sekretarką czy też wcześniej był doktorem i
              magistrem?

              Bo jeśli tak to, pytam dalej, kto pomagał mu przy doktoracie, gdzie
              np. musiał wykonywać badania literaturowe w obcych językach? Kto
              stał obok doktoranta jako tłumacz na międzynarodowej konferencji
              naukowej? Też ciągle jakaś panna Krysia?

              Otóż ja nie wyobrażam sobie pracownika naukowego bez znajomości
              angielskiego – bo musi mieć kontakt z nauką światową. I nie
              wyobrażam sobie pracownika naukowego bez umiejętności obsługi
              komputera, jako że uczelnia, jak każda współczesna instytucja, jest
              skomputeryzowana i organizacja pracy na uczelni jest w znacznym
              stopniu wspomagana komputerowo.

              • dar61 Nie wyobrażam sobie {Toi} jako ... 19.06.08, 13:09
                Nie wyobrażam sobie {Toi} jako nauczyciela [ ---> wziąść]

                Byłby z niego świetny stójkowy.
                • toja3003 rzeczywistość ma większą wyobraźnię niż ty, dar61. 19.06.08, 17:22
                  • dar61 Dzięki za komplement/ nie jesteśmy na "ty" 20.06.08, 11:05
                    • toja3003 ok dar61, jak mam się do ciebie 23.06.08, 11:34
                      zwracać? Bo jeśli z góry nie zastrzegasz to na tym forum zwyczajowo
                      przyjmuje się na per ty.
                      • dar61 Re: jak 25.06.08, 12:37
                        Jak tam {To Onemu} się chce.
                        Byle bez egoizmu i lekceważenia, jak do tej pory.
                        Najlepiej w 3. osobie.
                        Oduczy sie złych nawyków, za jakie jest na forum sekowany.
              • chilly Re: Odpowiadam, chilly: 19.06.08, 15:42
                1) Zasada "klient ma zawsze rację" sprawdza sie, ale w
                supermarkecie.
                2) Tylko ze w przypadku jednych przedmiotów to "wiązanie" jest
                oczywiste i nie wymaga nawet wysiłku, w przypadku innych zaś -
                trzeba najpierw skończyc studia i troche popracować, aby te
                uzutecznośc dostrzec.
                3) Mówimy o "niezaliczeniu" za brak kultury, czy za to że jest
                się "kosą"?
                4) Francuzi nie mają tego problemu, a raczej rozumieją go na odwrót
                (nie dotyczy nauk scisłych, technicznych, ekonomicznych i
                przyrodniczych).
                5) "Człowiek" zrobił doktorat w czasach, gdy komputery jeszcze nie
                były w użyciu. Był wybitny, wiec został profesorem. I tak, jak 30
                lat temu pani Krysia przepiswała jego rekopisuy na maszynie, tak
                dzisiaj robi to na komputerze.
                Nie dotyczy to wszystkich, ale znam wielu "młodych, zdolnych",
                którzy potrafią pisac na komputerze i nawet po angielsku, tyle, że
                ani w tym języku, ani po polsku nie maja nic do powiedzenia.
                • toja3003 nie tylko w supermarkecie ale wszędzie.Szkoła też 19.06.08, 17:25
                  Szkoła też jest "marketem" czy „fabryką”, której „produktem” ma być
                  wykształcony i wychowany uczeń czy student. Poziom jego
                  wykształcenia i wychowania da się mierzyć. Zatem można też oceniać
                  nauczycieli i to trzeba robić i uzależniać zarobki nauczyciela od
                  wyników uczniów a nie biadolić, że się nie da, że nauczyciele i tak
                  dużo już robią. Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie
                  zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie
                  wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie
                  sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę,
                  że różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach.

                  2) Po to jest ten "wybitny" żeby był w stanie i tym bez studiów
                  zaimponować.

                  3) Mówimy o "niezaliczeniu" za brak kultury.

                  4) Jakiego problemu?

                  5) ok niech ten "wybitny" bez języków i komputerów dalej rządzi,
                  przez następne 30 lat - efekty widać.

                  Dzięki za uwagi, myślę, że chcemy tego samego – dać uczniom dobrą
                  szkołę, tyle, że mamy prawo inaczej rozkładać akcenty. Po prostu te
                  wszystkie umiejętności można przekazywać w szkole w różny sposób.
                  Np. nauka języka obcego to często nauka gramatyki języka obcego, co
                  w praktyce jest wielce nudne i nieprzydatne a potem jak się jedzie z
                  tym szkolnym angielskim do Anglii to poza wyrecytowaniem odmiany
                  zdania „Jaś pali fajkę” przez wszystkie 28 czasów strony biernej i
                  czynnej jest zero porozumienia z Anglikiem prawda? Po prostu
                  nauczycielowi jest łatwiej odpytać binarnie poprawność testu
                  gramatycznego niż biedzić się nad korygowaniem swobodnych wypowiedzi
                  ucznia. Raz byłem świadkiem kiedy gość „szprechający” normalnie po
                  niemiecku, po wieloletnim tam pobycie, miał kłopoty ze zadniem
                  prostego testu, bo nie wiedział co to plusquamperfekt itp. Rodowity
                  Niemiec pewnie też nie wie, bo ja, jak widać, posługuję się jako
                  rodowity Polak językiem polskim ale spytaj mnie o różnicę między
                  orzecznikiem a przydawką a też bezradnie rozłożę ręce. Inny
                  przykład: teorii gier można uczyć metodą nudnych formułek
                  matematycznych a można robić to grając profesjonalnie w brydża z
                  młodzieżą ale ten nauczyciel musiałby to umieć prawda? A to znowu
                  wysiłek. I dalej. Czy młodzież się interesuje muzyką? Jasne, nawet z
                  pasją. Ale nie knotami typu „od Siewierza jechał wóz, malowane panny
                  wiózł” i do tego nuty wkuwać. Ale dać ludziom gitary elektyrczne,
                  perkusje czy keybordy do ręki a będą łomotać aż miło, włączyć
                  karaoke a nauczą się w mig angielskiej piosenki na pamięć. Czyli
                  znowu: ile czasu katujemy ucznia ludowszczyzną z XIX wieku a ile
                  współczesnością. Ile czasu poświęcamy na wałkowanie historii, której
                  już nigdy nie zmienimy a ile zajmujemy się teraźniejszością i
                  przyszłością. A potem ta cała wiedza dociera do ludzi przez
                  komercyjne media bez ładu i składu. Bo młody człowiek nie dowie się
                  w szkole jaki był wkład Mike Oldfielda w progresywnego rocka i kto
                  skrzyżował hip-hop z jazzem ale i też nie otrzyma komentarza do
                  beethovenowskiej „Burzy” a to dopiero w całości składa się na
                  wychowanie muzyczne. To samo z lekturami. Niech 25% ustala centrala,
                  25% nauczyciel, 25% rodzice a 25% uczniowie i od razu będzie
                  ciekawiej.

          • sendivigius Re: A kto każe pracować tylko z prymusami? Jak zr 19.06.08, 21:21
            toja3003 napisał:


            > 3. Zrobić kadrze egzamin z podstaw PC-ta. Godzinka: napisać i
            odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo, wklepać do excela
            prostacką formułkę, streścić w Wordzie banalny artykulik z
            wikipedii, posłużyć się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę
            CD/DVD, wszystko – zobaczymy, który z panów profesorów zaliczy.
            >
            > Na początek wystarczy.

            Sluchalem kiedys (dawno juz) wywiadu ze Stevem Weinbergiem (patrz
            wikipedia). Mowil o tym jak probuje sie nauczyc DOSu, ale twierdzil
            ze jest to cos tak bez sensu ze caly czas musi miec przy sobie
            sciage aby sie tym poslugiwac. O excell ani word go nie
            pytano ...na szczescie! Moim zdaniem to dwa kompletnie niedorobione
            pomysly, jednego (excella) raz probowalem przez piec minut i dalem
            sobie spokoj, sa tysiace lepszych. Worda niestety musze uzywac bo
            uzywaja go wszyscy, ale za taka kaszane to powinni zsylac na Sybir.
            • toja3003 tak wiem, najlepszy jest ten program, 20.06.08, 12:21
              którego ja używam.
      • rikol Re: E tam 50% podwyżki, 18.06.08, 10:10
        nic sie nie wyrowna, nawet z najlepszym nauczycielem. Porownaj sobie liceum
        'olimpijskie' w Warszawie z jakims w Koziej Wolce. Do warszawskiego bedzie
        chcialo isc mnostwo dzieci, wychodzi kilka(kilkanascie?) osob na miejsce. Liceum
        wybiera te najlepsze, czyli beda mieli uczniow ze srednia minimalna 4,5. Z tymi
        dziecmi mozna pracowac dwa razy szybciej niz w normalnej szkole. No i one
        pracuja tez same w domu. Poza tym to sa dzieci bogatych rodzicow, dla ktorych
        nie stanowi problemu kupienie dodatkowego podrecznika czy ksiazki do uzytku
        domowego.

        Tymczasem do Koziej Wolki pojda dzieci okoliczne, biedne, ktorych nie stac na
        przeprowadzke do Warszawy, a nawet nie stac ich na podreczniki. Srednia ocen
        przyjetych uczniow bedzie 3. Nawet najlepszy nauczyciel nie zrobi ze sredniego
        ucznia olimpijczyka.

        Jedyna mozliwa weryfikacja to test na poczatku i na koncu pracy z danym
        nauczycielem. Mozna sprawdzic, o ile poprawily sie wyniki. Ale to wyjdzie tez
        znacznie lepsze dla 'lepszych' szkol, bo dobry uczen szybciej i wiecej pracuje,
        w szkole i w domu. W 'slabych' szkolach, biedne dzieci pochodza czesto z rodzin
        patologicznych, gdzie W DOMU nie motywuje sie do nauki. Czesc dzieci w ogole nie
        chodzi do szkoly- chyba jasne jest, ze nie napisza dobrze testu, jesli ich na
        lekcjach nie bylo? Motywacja do nauki pochodzi Z DOMU. Jesli rodzice nie
        motywuja dziecka, to skad ono ma wiedziec, ze warto sie uczyc? Nie kazdy
        nauczyciel ma charyzme i staje sie idolem mlodziezy, nie kazdy potrafi zacheci
        do czynow wielkich. A moze tego chcesz, testowana nauczycieli, czy maja charyzme
        czy nie?

        Porownanie do lekarzy bardzo dobre. W Warszawie za wizyte placisz 100 zl, nawet
        jak idziesz do konowala. Na prowincji zaplacisz 50 zl, nawet u znakomitego
        lekarza. Wiecej nikt nie zaplaci, bo ich nie stac. A przeciez wszyscy zgadzamy
        sie, ze lepszy lekarz powinien zarabiac wiecej, prawda? Dobrze by bylo, zeby ten
        lekarz traktowal pacjenta jak czlowieka, a nie jak przypadek.
        • toja3003 Jeżeli ten prowincjonalny lekarz jest „znakomity” 18.06.08, 10:15
          Jeżeli ten prowincjonalny lekarz jest „znakomity” to dlaczego nie
          chce pracować w Stolicy a woli w Pierdziszewie Dolnym? A może nie
          jest tak znakomity jak jego warszawscy koledzy?
          • rikol Re: Jeżeli ten prowincjonalny lekarz jest „ 18.06.08, 10:25
            Czy byles kiedykolwiek w Warszawie u lekarza? oplata minimalna to jest 100 zl,
            najgorszy konowal tyle bierze. Za wizyte u profesora zaplacisz kilkaset zlotych
            prawdopodobnie (i rzeczywiscie, profesorowie sa w duzych miastach, bo tam sa
            akademie medyczne). Tylko, ze profesorowie to jest elita, marny procent lekarzy.
            Poza profesorami jest jeszcze mnostwo lekarzy takich samych lub gorszych niz na
            prowincji, ktorzy tak czy siak biora 100 zl za wizyte. Na prowincji nikt by tyle
            nie zaplacil, wiec tam biora 50zl. Czy myslisz, ze poza warszawa juz nikt nie ma
            specjalizacji albo ze w Warszawie to lecza sami przyszli noblisci?
            • toja3003 Nie twierdzę, że każdy najgorszy warszawski konowa 18.06.08, 10:58
              Nie twierdzę, że każdy najgorszy warszawski konował jest lepszy od
              dobrego lekarza z Pierdziszewa ale, że w Stolicy jest średnio wyższy
              poziom i średnio wyższe ceny. Statystyka i tyle.
              • chilly Re: Nie twierdzę, że każdy najgorszy warszawski k 18.06.08, 17:55
                Znowu odsyłam do wczorajszego "Przeglądu" z porównaniem wyników
                egzaminów po szkole podstawowej, m.in. w róznych dzielnicach
                Warszawy. Jednoznacznie wskazują one na wieksze znaczenie
                tzw. "kapitału kulturowego", mniejsze szkoły.
      • tirtir Re: E tam 50% podwyżki, 20.07.08, 00:50
        > Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między
        > nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój
        > zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od
        > strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że
        > różnica jest żadna i to trzeba zmienić.

        Jak to nie ma różnicy? Jest! Nazywa się premia motywacyjna :) Już w
        samej nazwie twór ten jest dziwny - bo niby ma motywować do lepszej
        pracy, ale jednak to premia, czyli otrzymywana post factum :)
        Przyznaję - otrzymałam raz - po tym jak "moja" uczennica doszła do
        finałów pewnej olimpiady; było to całe 3% z 900 zł brutto... to było
        jakieś 20 zł na rękę... :D Nie dziwię się, że innym się nie chce :P
        a Ty?
    • betsaida Ciekawe czy pomysłodawcy tej zmiany... 18.06.08, 09:13
      .. wysłali by swoje dziecko do szkoły w której uczą tacy nauczyciele- pracujący
      po 40h za pensję poniżej średniej krajowej.
      Ja zdecydowanie nie. Uważam że nauczyciele powinni zarabiać więcej (pieniądze
      powinny znaleźć się po unowocześnieniu pracy w urzędach, gdzie można zwolnić
      mnóstwo niepotrzebnych etatów).
      Chcę, żeby moje dziecko chodziło do szkoły w której uczą nauczyciele
      przygotowani, wypoczęci i mający energię do pracy. Szkoły powinny dodatkowo
      zatrudniać pomocników nauczycieli (w klasie mojego dziecka na 25! os są 4 z
      ADHD)dla specjalnie trudnych uczniów.
      Rzeczywiście nauczyciele mogliby mieć dyżury dla uczniów i rodziców w godz
      popołudniowych np. 2h w tygodniu.

      Chcecie żeby wasze dzieci żyły wychowane w społeczeństwie wyedukowanym przez
      nauczycieli pracujących po 40h przy tablicy, w klasach po 30 osób (bo połowa
      nauczycieli rzuci pracę i wyjedzie)?
      • rs_gazeta_forum Re: Ciekawe czy pomysłodawcy tej zmiany... 18.06.08, 09:40
        betsaida napisała:
        > Chcecie żeby wasze dzieci żyły wychowane w społeczeństwie
        > wyedukowanym przez nauczycieli pracujących po 40h przy tablicy,
        > w klasach po 30 osób ...

        To jest podstawowe pytanie, którego jednak rząd nie zauważa (gdyż jego
        członkowie zapewne kształcą dzieci w szkołach prywatnych lub wręcz za granicą).
        Zresztą taka sytuacja w szkole państwowej napędzi uczniów szkołom prywatnym, a
        obecna genialna (słowa premiera) minister oświaty ma właśnie tam interesy.
    • kakens Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:18
      Nieśmiało zauważam, że już w pewnym stopniu ścieżka awansu zawodowego dzieli
      nauczycieli na pracowitych i obiboków. W założeniu, Ci bardziej zaangażowani,
      którzy mają się czym pochwalić awansują i zarabiają lepiej, Ci gorsi nie.
      Nauczyciel to nie kopacz rowów którego trzeba cały czas pilnować. Od tego są
      wizytacje, ewaluacje i inne acje.
      • kakens Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 09:38
        Aha, a tutaj rząd chce pogrzebać pomysł z awansem zawodowym i zamiast motywować
        do pracy, będzie do niej zmuszał:

        "W wersji najbardziej optymistycznej 400 zł brutto dla początkującego
        nauczyciela stażysty, a tylko 50 zł dla najwyżej na zawodowej drabinie
        usytuowanego nauczyciela dyplomowanego (tak to obliczyli związkowcy)."

        Czyli zmniejszamy różnice pomiędzy stażystą a dyplomowanym. To po co się męczyć?
      • belfer61 Re: awans 18.06.08, 09:39
        Mam przykłady z przedmiotów niematuralnych: koleżanka z pracy zajęła
        się produkcją swych papierów do awansu do tego stopnia, że
        zaniedbała zwykłą swą pracę z uczniami.
        Słynne: "A teraz na macie" [Na, macie piłkę i grajcie sobie].
        Awans już ma - a jej robota leży.
        I co z nią zrobiłaby, {Kakensa}?
        • kakens Re: awans 18.06.08, 10:06
          To chyba proste, że nie jest dobrą nauczycielką i dyrektor powinien jej zwrócić
          uwagę, jeśli to nie poskutkuje, wyciągnąć konsekwencje.
          Ścieżka awansu nie może rzutować na realizowanie programu. W każdej grupie
          znajdą się czarne owce, rolą dyrektora i władz oświatowych jest wyciągnięcie
          konsekwencji wobec takich nauczycieli.
          • belfer61 Re: dyrektor 19.06.08, 13:16
            Jej szef ma z nią niepisane układy od kiedy wspólnie poprzedniego
            dyrektora z pracy ... zwolnili.
            Onże - popierany przez władze samorządowe. Poliszynel dodaje, że
            ona - przez władze w kuratorium.
            I
            tak
            dalej...
      • stasiabo po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 10:01
        to niestety w większości prawda!
        Cytuję słowa dyplomowanych: ile można się wygłupiać i tyrać?!
        Jeśli ma być doceniana rzetelna praca to tytul dyplomowanego powinien być np. na
        5 lat a potem wykaż się nauczycielu1
        A tak to biorą kasę za "papierowe osiągnięcia sprzed potopu"!
        • rikol Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 10:19
          A egzamin na prawo jazdy ile razy zdajesz? Albo sie ma stopien albo nie.
          Tymbardziej nie ma sensu sie przykladac, jesli przygotowanie wszystkich papierow
          zajmie dwa lata, a po kilku latach uprawnienia odbiora. Juz lepiej dawac
          korepetycje (uprzedzam atak: ministerstwo przeladowuje program, a w szkole nie
          ma odpowiedniej ilosci godzin, zeby ten program zrealizowac - nie da sie wlac
          wiadra wody do szklanki; stad uczniowie, ktorzy chca znac program, ucza sie sami
          lub chodza na korki). Lekarze zdaja specjalizacje tylko raz, potem moga leczyc.
          Poza tym co sie bardziej liczy - dobre przygotowanie uczniow do matury czy
          przygotowanie apelu? za przygotowanie uczniow do matury swistka sie nie dostaje,
          a za apel owszem.
        • szoszan Wszyscy powinni pracować do 65r.ż 18.06.08, 10:33
          jesli zdrowie im na to pozwala i zadnych płciowych czy zawodowych
          przywilejów w tej kwestii.
          Ja pracuję w służbie zdrowia, obecnie na 10 pełnoetatowych
          pracowników mamy 4 emerytów(za chwilę 5ciu),którzy pracują na 1/2
          lub 3/4 etetu, bo ...muszą dorobić do emerytury.Klniemy w żywe
          kamienie, bo emeryci często mają zerową motywację do pracy(finansową
          żadną,bo ZUS i tak im płaci emeryturę), pracowniczo-koleżeńską też
          nie:bo pojawiam się w miejscu pracy na krótko, zeby dorobić, więc co
          się będę wysilać skoro ZUS i tak mi wypłaci, a tu tylko dorabiam, i
          to wieczne narzekanie:że napracowałem/am się tyle latże teraz W
          PRACY moge odpocząć, więc ty młody biegaj za mnie...
          Mam w rodzinie 4ech nauczycieli róznego szczebla. Bez przesady z tą
          pracą w domu.Rzecz dotyczy tylko początkujacych nauczycieli albo
          zagorzałych pasjonatów-siłaczek(kazus Ani z Ziel.Wzg.), co to poza
          tablicą,ławką i kredą nic nie widzą,bo to ich żywioł.Ilu takich
          nauczycieli znacie:5ciu na całą szkołę może się znajdzie.
        • hermina5 Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 11:33
          Jeśli ma być doceniana rzetelna praca to tytul dyplomowanego
          powinien być np. n
          > a
          > 5 lat a potem wykaż się nauczycielu1


          To ja bym bardzo chciała, aby w taki sposób rozliczać pracowników
          naukowych zajmujacych sie dydaktyką :P
          • chilly Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 18:01
            Pracownicy naukowi sa oceniani, zwłaszcza tzw. niesamodzielni.
            Asystent ma osiem lat na zrobienie doktoratu, a w tym czasie jest
            kilkukrotnie oceniany. Nie zrobi doktoratu - no to dziękujemy.
            Doktor ma na wiekszości uczlni 9 lat (z mozliwościa przedłuzenia o
            3) na zrobienie habilitacji - i tez jest oceniany. Gorzej z
            ocenianiem "samodzielnych".
            Inna sprawa, co to ma wspólnego z poziomem dydaktyki :)
            • folex Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 19:37
              8 lat? O jakim Państwie ty mówisz? W Polsce jest 4 lata +
              ewentualnie rok w trudnych przypadkach (nie złożysz pracy w tym
              termnie to do widzenia).
              • chilly Re: po awansie(podwyżce)-ZERO wysilku! 18.06.08, 21:41
                Piszesz zapewne o słuchaczu Studium Doktoranckiego. ja pisałem o
                asystencie (wskutek braku finansowania oraz specyficznego systemu
                punktowej oceny gatunek niemal wymarły).
    • naprawdetrzezwy 5x8=40 18.06.08, 10:12
      Pracują mniej? To niech zarabiają mniej...
      • kakens Re: 5x8=40 18.06.08, 11:02
        Czyli stare dobre, kto więcej daje z siebie potu...
      • aw34 Re: 5x8=40 18.06.08, 12:41
        Radze pomysleć i poczytać zanim sie bzdure napisze. Niektórym gminom
        na dobre nie wyszło takie myslenie. Kiedy nauczyciele podliczyli
        godziny autentycznej pracy i okazało się, że trzeba im bedzie
        dopłacić. Ale w naszym kraju każdy wie lepiej niż specjalista danej
        dziedziny. Kazdy zna się na ekonomii i wie , że jak nie podniesie
        się płacy nauczycielom, to zaczną lepiej pracować. Puknijcie się w
        łeb. Jak chcecie, żeby do zawodu szli najlepsi a nie odpady to
        zacznijcie dobrze płacić. Inaczej będzie coraz gorzej. I nie
        dlatego, że dobrym nauczycielom nie będzie się chciało pracować.
        Dlatego, że w szkole nie będzie wcale dobrych nauczycieli.
    • ami_lii Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 12:19
      Mam rodzinę z "tradycjami pedagogicznymi", wszyscy poza tatą (firma
      samochodowa) i siostrą (szpital) pracowali bądź pracują w szkole. Ja
      pracować w szkole nie mam najmniejszego zamiaru.

      1. Praca w szkole wymaga OGROMNEJ cierpliwości. Bachorkom trzeba 10
      razy powtórzyć co mają zrobić, 15 razy tłumaczyć zadania, uspokajać,
      tłumaczyć, pilnować żeby dzieci nie poniszczyły rzeczy innych
      dzieci, rozmawiać z rodzicami czemu ich dziecko czegoś tam nie
      umie...ja nie mam do tego cierpliwości a dzieci mnie (jak narazie)
      irytują.
      2. Jak to było w kreskówkce Klasa 3000 : "Praca w szkole nie polega
      na uczeniu. Praca w szkole polega na papierkowej robocie!"
      Widzę ile moja mama poświęca czasu na pisanie sprawozdań, opisów,
      recenzji, programów, planów, testów, zadań, i czegoś tam jescze.
      Potem jeszcze trzeba w domu sprawdzić te wszystkie testy, prace
      domowe, klasówki i wypracowania. A koniec roku to jeszcze dochodzą
      świadectwa, protokoły, opisy, sprawozdania z prac klasowych,
      porównania jednego semestru z drugim...totalny idiotyzm, jakby tak
      wiele zmieniło sie w ciagle 2 miesięcy.
      3. Praca w szkole wymaga użerenia sie z rozbestwionymi bachorami
      które sądzą że wszystko im wolno i jeszcze gorszymi rodzicami którzy
      wymagają od nauczyciela niewiadomo ile. Przychodzi taki 7-8 latek
      który słownictwo ma nie gorsze od pijaczka spod sklepu a mamusia
      zamiast dać dziecku klapsa za przeklinanie (no przepraszam, żeby 7
      latek używał wyrażeń na K, Ch, j itp.? To ja mając 21 lat staram sie
      mówić kulturalnie bo ktoś może poczuć sie urażony moim słownictwem!)
      to jeszcze tłumaczy że "to takie wrażliwe dziecko". Albo dziecko
      nauczone przez mamusię i tatusia że wolno mu absolutnie wszystko,
      nawet bić kolegę a zwrócenie mu uwagi uważa za niesprawiedliwość. A
      rodzice kiepskie wyniki bądź zachowanie dziecka potrafią albo
      ciekawie tłumaczyć (moja pani od chemii w liceum opowiadała jakie
      pomysły mają rodzice - "on był wcześniakiem, dlatego nie lubi
      chemii" "w naszej rodzinie nikt nie przepadał za przedmiotami
      ścisłymi, dlatego jest kiepski z chemii". Okej, rozumiem tłumaczenie
      że dziecko jest humanistą i dlatego nie rozumie chemii, bo sama sie
      tak tłumaczyłam (piątki z angielskiego, polskiego i historii, za to
      z chemią, fizyką i matmą miałam ciągle problemy) ale co ma bycie
      wcześniakiem do chemii?) albo zwalać winę na nauczycieli, że nie
      potrafią dziecka nauczyć. I takiemu rodzicowi trzeba wyjaśnić że
      ciężko żeby dziecko umiało wierszyk jeśli nie ma książki, że jeśli
      nie odrobi ćwiczeń to sie nie nauczy cyferek itp. A i tak niektórzy
      rodzice uważają że winę za kiepskie oceny dziecka ponosi nauczyciel.
      4. Bycie nauczycielem wymaga...wysłuchiwania jaki to jest cudowny
      zawód, jak to oni nie muszą nic robić i ile to oni nie zarabią. No
      bo przecież mają wakacje, ferie, darmowe wycieczki, pracują 18
      godzin, zarabiają 3 tys zł. I to są głównie wypowiedzi osób które ze
      szkołą mają tyle wspólnego, że skończyły ją kilka(naście)lat temu.

      Jako studentka kierunku humanistycznego (filologia angielska) pewnie
      praktykę w szkole będe musiała odbyć ale pracować w szkole? Nie ma
      mowy! Chyba że w szkole jezyków obcych typu Empik, gdzie ludzie chcą
      sie czegoś nauczyć. Chodziłam na przedmaturalne kursy z języka
      niemieckiego ; prace domowe odrobione, ludzie na klasówki (prawie)
      zawsze nauczeni, na każdej lekcji odpytywania z poprzednich lekcji i
      nie było że "ja sie nie nauczyłam bo mnie głowa bolała". W takich
      szkołach przynajmniej są warunki do pracy. (jestem akurat jakoś tak
      dziwnie wychowana, że większe znaczenie ma dla mnie komfort pracy
      niż kasa)

      Moja mama na pomysły dłużej pracy : "Prosze bardzo. Niech tylko mi
      dadzą własny kąt żebym miała gdzie poprawiać klasówki, robić testy,
      pisać sprawozdania, protokoły i inne papiery, żebym nie musiała tego
      robić w domu"
    • anitka221 Rzad PO idzie na wojne z nauczycielami 18.06.08, 12:32
      Tusk obiecywal godne zarobki.I niektorzy ludzie mu uwierzyli.
      Wszystko jest na odwrot. Ceny ida w gore dosc ostro,autostrad brak,
      Euro 2008 wisi, na gieldzie chaos itd itp. Zadna z obiecanek nie
      zostala spelniona. Ceny jak za komuny ida w gore.Sam kiedys
      powiedzial'ekonomia glupcze, przede wszystkim'. 1 wrzesnia nie
      bedzie strajku nauczycieli, bo zaczna sie juz strajki przeciwko temu
      rzadowi i PO.
    • vitmik Re: Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 12:48
      na tym, ze na matematyce żaden debil nie rozwali sobie głowy ani nie skręci nogi
    • nieukonczony Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 13:51
      Wypada zacząć od stwierdzenia, że polska szkoła jest zacofana i jedyne czego
      może dzisiaj nauczyć (jeżeli jeszcze ktoś naprawdę chce z niej skorzystać) to
      wszelakiego rodzaju wstecznictwo!
      Wiem, że brzmi to mocno i niektórzy zaraz mi dołożą. Ale wiem co piszę! Ze
      szkolnictwem i tak zwanym wychowaniem związane jest moje całe, już całkiem
      długie życie, pomimo, że sam nauczycielem nie jestem. To gwoli wstępu.
      A teraz. Zacznę od spraw aktualnych, a więc od toczących się protestów i
      strajków nauczycieli. Trzeba jak najszybciej załatwić tę sprawę. Nauczycielom
      trzeba podnieść wynagrodzenia nie o 10 czy 15 procent, ale o 80 a może nawet
      100, ale w zamian zrobić porządek ze skamieliną postkomunistyczną jaką jest
      "karta nauczyciela", szkolić nauczycieli w nowoczesnych technikach
      edukacyjnych, wymagać i rozliczać.
      Wielu pisaczy postów nie bardzo jest świadoma genezy aktualnego stanu rzeczy.
      I warto by było kilka słów na ten temat powiedzieć. Ten problem rozpoczął się
      już z początkiem lat 50-tych a potem to już tylko narastał. To wówczas zawód
      nauczyciela został niemal całkowicie sfeminizowany, a co za tym szło coraz
      bardziej kiepsko płatny (zresztą trudno precyzyjnie powiedzieć co było
      przyczyną a co skutkiem). W zamian za to „władza” fundowała nauczycielom
      „prestiż”. Kiedy „prestiż” przestał wystarczać pojawiły się przywileje. Nie
      miejsce tu na ich szczegółowe wymienianie ale w końcowej fazie zostały one
      zawarte w „karcie nauczyciela”. Nauczyciele wyćwiczeni przez ponad pół wieku,
      będą bronili tej karty, ponieważ przekonali się wielokrotnie, że jest to
      jedyna pewna wartość jaką dysponują. MARNA ale PEWNA. A więc byle jakie
      pieniądze ale też jakieś drobne apanaże do których zdążyli się przyzwyczaić.
      Rząd nie ma innego wyjścia jak tylko nauczycieli PRZEKUPIĆ. Tak, jedyna
      możliwość to dać przyzwoite pieniądze (a więc ok. 100% podwyżki) i zlikwidować
      lub poważnie zmodyfikować „kartę nauczyciela”. Napisałem PRZEKUPIĆ, ponieważ
      sprawa nie zostanie rozwiązana tak długo, jak długo nauczycielskie związki
      zawodowe będą mogły ją rozgrywać.
      Warto by tutaj odpowiedzieć i tym, którzy chętnie dzielą zawody na ważne i
      nieważne – robotnik to głup, którego należy pilnować na każdym kroku a
      nauczyciel, lekarz czy Bóg wie kto to człowiek, który sam sobie organizuje
      pracę, odpowiedzialny, świadomy swojej misji i jeszcze parę takich tam
      dyrdymał. Otóż, Ci którzy na tym świecie już trochę pożyli wiedzą, że ludzie
      dzielą się bardziej na takich którzy chcą coś zrobić (jak to ładnie się mówi
      „pozostawić po sobie ślad”) i na takich, którzy „aby do jutra” „a po mnie
      choćby potop”. Postawy te nie pozostają w żadnej koicydencji z wykształceniem
      czy zawodem. Już szybciej z wychowaniem.
      Mizeria finansowa nauczycieli idzie niestety w parze z mizerią samej materii
      szkolnej. Internauta ojapierdziu pisze:
      „Oczywiście, że idą do domu. Ktoś widział w standardowej szkole miejsce do
      pracy dla nauczyciela?
      Dla dzieci brak ławek na korytarzu (wiec śniadanie je się na podłodze).
      Przerwa obiadowa to 20 minut (wyścig w jedzeniu). Biblioteki ciasne, względnie
      mają jeden stoliczek.
      Szkoła to przechowalnia gdzie masy ludzkie przewalają się z klas na korytarz i
      z powrotem
      Ten opis i tak jest delikatny i jeszcze wiele należałoby do niego dodać. Myślę
      jednak, że nie warto bo każdy do szkoły chodził a dzisiaj chodzą tam jego
      dzieci, wnuki albo przynajmniej młodsze rodzeństwo więc wrażenia są ciągle
      świeże. I tak szkoła, która obok kształcenia ma „kształtować, wyrabiać
      estetycznie i kulturalnie, wychowywać itd. itp.” pokazuje uczniom prymitywizm
      i wszelkie wstecznictwo. Takich wypowiedzi można cytować więcej:
      internauta stoper69 : „Marzę o tym, żeby w szkole w końcu stworzono warunki do
      pracy,
      tak aby po lekcjach można się było zająć sprawdzianami, papierologią,
      drukowaniem, kserowaniem itd. itp. Zamiast tachać do domu kilogramy papierów i
      zajmować się tym w domu - zrobić wszystko i zostawić w szkole. Niestety polska
      szkoła nie zapewnia jakiegokolwiek wyposażenia oprócz kredy i tablicy....”,
      internauta tmerlin : „…i widzę ile ona czasu spędza w domu nad przygotowaniem
      tematów, pomocy naukowych, plansz dla dzieciaków, przygotowaniem i sprawdzenie
      kartówek i sprawdzianów. Każdemu się wydaje, że nauczyciel pracuje tylko w
      szkole, a wszystko robi się samo.”
      I znowu ojapierdziu : „I wychodzi, ze moja mama jest od 15 lat kosmitką bo ona
      robi to wszystko i robi to w domu (bo w szkole nie ma gdzie). A kartkówki
      drukujemy na domowej drukarce bo ksero w szkole czasem nie działa….”

      Tak! Ksero nie działa, albo nie ma do niego papieru (uczniowie muszą się
      składać, ale zbierać musi nauczyciel), komputer w pokoju nauczycielskim jeden
      – kolejka albo popracuj w domu na swoim, rzutnik zepsuty, albo bez kabla bo
      ciągle przenoszony z klasy do klasy i „gdzieś się zgubił”. Zresztą o czym ja
      piszę? W wielu szkołach nie ma bardziej podstawowych rzeczy.
      Nad tymi prostymi skąd inąd sprawami ciąży jakieś fatum (niektórzy mówią, że
      to „polski porządek”).

      Należy jeszcze pogawędzić o przynajmniej dwóch kwestiach. Pierwsza to
      podejście do pracy nauczycieli a druga to stosunek rodziców do szkoły a co za
      tym idzie także stosunek do swoich obowiązków samych zainteresowanych czyli
      uczniów.
      W sprawie pierwszej:
      oinone81 pisze: „Mój 'problem' polega na tym, że nie widzę siebie w innym
      zawodzie bo za bardzo lubię pracować z młodymi ludźmi, przekazywać im to,
      czego sama się dowiedziałam/odkryłam...widzieć ten błysk zrozumienia w
      oczach...(tak - bezcenne...)”

      ale zaraz belfer61 : „Mam przykłady z przedmiotów niematuralnych: koleżanka
      z pracy zajęła się produkcją swych papierów do awansu do tego stopnia, że
      zaniedbała zwykłą swą pracę z uczniami.
      Słynne: "A teraz na macie" [Na, macie piłkę i grajcie sobie].
      Awans już ma - a jej robota leży.”

      albo stasiabo : „…Cytuję słowa dyplomowanych: ile można się wygłupiać i tyrać?!

      I tak pierwsza wypowiedź świadczy o tak zwanym „powołaniu do zawodu” jakże w
      nauczycielstwie ważnym! Pozostałe o tym, że albo trafił na jakąś uczelnie a
      później „trzeba gdzieś pracować” albo jak mówią niektórzy „zmądrzał”. Pytanie
      zasadnicze: „czy w dzisiejszych czasach należy oczekiwać od nauczycieli
      powołania, czy wystarczy ich tylko dobrze wykształcić?” Z własnego
      doświadczenia mogę powiedzieć, że dobre wykształcenie jest warunkiem
      koniecznym, ale niewystarczającym. W tym zawodzie nie da się pracować długo i
      dobrze bez „powołania”. Ale czy można pracować długo i dobrze za darmo?
      Obserwuję wielu młodych nauczycieli (już z gospodarki rynkowej): praca w kilku
      miejscach. W szkole publicznej etat, w społecznej lub prywatnej albo „dla
      zaocznych” drugi lub godziny, a i jeszcze gdzieś zlecone lub korepetycje. Czy
      w dzisiejszych czasach można się dziwić? Czy młody człowiek będący na początku
      drogi życiowej, zakładający swoją rodzinę musi być „siłaczką” albo „Judymem”?
      Ale też czy tak pracując można pracować dobrze? – szczególnie z tak
      specyficzną materią jak młody człowiek? Chyba odpowiadać nie muszę, każdy
      odpowie sobie sam.

      cdn.
    • nieukonczony Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 13:52
      cd.
      Stosunek rodziców do szkoły? Czy w ogóle można o czymś takim mówić? Owszem -
      zdarzają się jeszcze rodzice, którzy interesują się tym co dzieje się w
      szkole. Ale tylko się zdarzają! (należy tu rozróżnić zainteresowanie pracą
      szkoły od zainteresowania edukacją dzieci). Kontakt ze szkołą ogranicza się do
      obecności (a coraz częściej – niestety – do nieobecności) na wywiadówkach bądź
      zebraniach. Słuchając uwag, że dzieci nie przeczytały, że w ogóle nie czytają,
      że nie przygotowują się do zajęć, że często żyją w całkiem innym świecie,
      kiwają ze zrozumieniem (czasem nawet z troską) głowami, niektórzy usiłują
      tłumaczyć „ogromną ilością nauki jaką mają pociechy”, a czasami nawet obracają
      uwagi w żart, ale najczęściej tych do których adresowane są uwagi, na
      zebraniach po prostu nie ma. Pojawiają się za to po nieudanym teście czy
      egzaminie. Interesują się także wycieczkami czy balami. Moje uwagi odnoszą się
      do szkół publicznych a więc niepłatnych. A jak jest w innych? Dość różnie. Ale
      wbrew wielu sądom – wyrażanych i w tej dyskusji, coraz częściej zauważalny
      jest trend, że tam gdzie płacą - interesują się bardziej. Takim dobrym
      przykładem jest ośmieszana kwestia mundurków. Okazuje się, że całkiem nie ma z
      tym problemów w szkołach pobierających czesne. W wielu postach nawiązuje się
      także do poziomu nauczania ( toja3003 , belfer61 , rikol ,
      betsaida , rs_gazeta_forum ). Powszechna jest sugestia, że bogaci posyłają
      dzieci do szkół prywatnych (czytaj: drogich), a przez to lepszych, a biedni
      chodzą do publicznych, czyli gorszych. Otóż póki co nie można uogólniać, że
      płatne są lepsze a niepłatne gorsze, (zapytajcie ludzi udzielających
      korepetycji) chociaż niewątpliwie do tego dojdzie, jeżeli mizeria szkół
      publicznych będzie dalej utrzymywana. Można natomiast powiedzieć, że pojawia
      się powoli coraz większa grupa rodziców świadomych znaczenia edukacji (nie
      zawsze są to ludzie zamożni). W tych samych postach poruszana jest kwestia
      pracy z uczniami wybitnymi. Problem stary jak szkolnictwo: promować czy
      wyrównywać? Za poprzedniego ustroju: wyrównywać – najlepiej w dół! Dzisiaj
      także są entuzjaści tej formy. Ale czy w kraju , który chce coś osiągnąć
      (dogonić) czy odgrywać rolę adekwatną do swojej wielkości czy liczebności,
      można sobie pozwolić na takie marnotrawstwo i talentów i środków? A więc
      potrzebne są środki także na „odkrywanie” talentów, i pracę nad nimi. Czy może
      to robić nauczyciel, który musi dorabiać?

      Rozpisałem się jak „ten g..pi”. Ale ten temat jest dzisiaj w Polsce
      NAJWAŻNIEJSZY!. Ważniejszy od służby zdrowia! Jeżeli nasza oświata i
      szkolnictwo wyższe nie zacznie działać na światowym poziomie, to i niedługo
      nie będzie za co leczyć (dochód narodowy!).
    • danuta49 Jak wszyscy to wszyscy,i babcia też(wg.rządu);-) 18.06.08, 16:49
      Rząd chce ponieść pensum wszystkim nauczycielom, zamiast je
      zróżnicować w zależności od poziomu szkoly(podstawówki, gimnazja,
      licea) i przedmiotu(inne dla matematyków, polonistów, przyrodników
      czy językowców, a inne dla wf-menów, plastyków,PO-wców, katechetów
      oraz specjalistów od podobnych michalków, tak jak to jest w krajach
      cywilizowanych i bylo w Polsce przed festiwalem "S"!!!
      Skądinąd teraz jest wielki niż i środków na taką ilość uczniów
      powinno być w bród!!!

    • angrusz1 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 18:26

      Donaldzie spadaj .
    • alabasterrr Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 20:35
      Niedawno pani Hall pytała poprzez GW o to co można by zmienić w
      szkole. Wielu nauczyciel pisało, że trzeba zróżnicować pensum według
      przedmiotu. I co? Ano pani minister dokłada wszystkim, tyle ją
      obchodzi zdanie nauczycieli. Podobno ona kiedyś była dyrektorką w
      jakiejś szkole, musiała kiepsko szefować, skoro nie zauważyła, że
      polonista pracuje o wiele więcej niż wuefista, plastyk, katecheta.
      Wstyd. OCZYwiście, rozumiem, że i te zdania na forum panią minister
      nie obchodzą. Ponawiam moje zaproszenie - zapraszam panią monister
      do mnie do domu w ciągu roku szkolnego, żeby zobaczyła ile siedzę
      przy biurku, ile pracuję poza pansum. Niech sobie zobaczy, że
      drukuję w domu za własne pieniądze, kseruję za włassne pieniądze (bo
      w szkole płacę za ksero!, chociaż kseruję materiały potrzebne mi do
      pracy!!!) To skandal, jak wszystkie rządy traktują nauczycieli.
    • big.panda Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 18.06.08, 20:49
      To, co wyprawia ten nieudolny rząd to przechodzi wszelkie pojecie.
      Czepiają się nauczycieli i niewidomo, kogo jeszcze. Może pan Premier
      by tak łaskawie zainteresował się pracą swoja i swoich ministrów. Bo
      na razie jak tak się oceniamy to praca tej władzy to wielki chaos i
      nic więcej.
    • angrusz1 Rząd: Nauczycielu, pracuj więcej! 22.07.08, 20:49

      Pracuję w szkole wystarczająco dużo i nie zamierzam więcej .
      Muszę po południu dorabiać by mieć jakie takie dochody .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka