qwerty.tarnow
26.07.04, 19:56
Pamiętacie temat o typach gości? W tym ten szczególny przypadek opisywany
przeze mnie? Przed chwilą o mało nie zostałem zamęczony właśnie przez tego
gościa. Dwie godziny z nim. Najpierw jego opowieści jak to z kolegami
podrywał dziewczyny (po 5-10 dziennie) - do dziś jest starym kawalerem. Potem
po raz 48 historia jak to raz na jakiejś zabawie jego koledzy podrywali
dziewczynę jedną, więc zaczęła się awantura zazdrosnego chłopaka i jak mój
gość z tymi swoimi kolegami ucziekał autem na śliskiej nawierzchni przez
tamtymi "napastnikami". Następnie musiałem mu tłumaczyć prawne aspekty stania
w kolejce i ewentualne podstawy odpowiedzialności gdyby go tak przypadkowo z
tej kolejki wyrzucono (rozpatrywaliśmy dwie wersje: wyrzucają go z kolejki bo
się wepchał, i wyrzucają go z kolejki bo ktoś się wepchał i go wyrzuca). I to
z punktu widzenia prawa karnego i cywilnego. Ewentualnie czy można się bić z
takim wypychającym i czy jest to obrona konieczna. Horror! Potem wszedł temat
prywatyzacji spółek państwowych (że on to by inaczej zrobił). Kolejno temat:
że on to by podrywał dziewczynę nawet jeśli ona już chodzi na dobre z jakimś
chłopakiem, bo niby rozrywi też jej się należą (ja się pytam: jej czy mojemu
gościowi?). Skończyło się - jak to w każdej dyskusji - na polityce. Na
szczęście domownicy mnie wybawili i zwolnili ze stanowiska (znaczy przyszedł
ktoś inny do słuchania, a ja mogłem wrescie odejść). O! Właśnie słyszę, że
się go pozbyli, bo drzwi trzasnęły.
Ja w ogóle przepraszam, że o tym tu piszę, ale muszę jakoś odreagować, bo
inaczej kiepsko by ze mną było. Psychicznie jestem znokautowany.