Dodaj do ulubionych

I co z tom

14.04.15, 15:38
Cionżom u starszej pani w Dojczland? Złamała prawo mniemieckie czy raczej nie ? Zagarnęła czyjąś mamonę na perukę po chemioterapii czy mosty w gębie czy rozegrała to fair?
Postąpiła Pro life czy może pro cywilizacji śmierci?
Dopiero po doczytaniu ,w czym rzecz warto inicjować dyskusję w tym względzie!
Bo jak się chce cuś mundrego powiedzieć, to trza se najpierw o tym postudiować!
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: I co z tom 14.04.15, 20:17
      No dobra, skoro brak chętnych, napisze, jaki jest mój punkt widzenia.
      Oczywiście w omawianym przypadku zawsze będziemy ważyć między prawem jednostki do określonego (i nie szkodzącego innym!!!) zachowania, a normami prawnymi regulującymi określony postępek nie tylko w ramach kodeksu karnego, ale i etyki/światopoglądu itd., itp.
      Punktem wyjścia jest zatem pytanie: czy prawo winno dopuszczać rozród metodą in vitro u osoby dowolnej i w nielimitowanym wiekiem przedziale czasowym?
      Sam czyn - w odbiorze opinii społecznej budzi jednak wstręt już nie dedukcyjny, ale oceny zatem wnioskujący.
      Przeciwnicy podnoszą więc, iż kobieta jest wieloródką a najstarsze z jej dzieci jest w wieku, który na dobrą sprawę upoważnia do określania go mianem raczej "babci" (choć młodej - jako, że 44 letniej), niż... siostry.
      Oczywiście można w takim przypadku zapytać o sens dowolnego działania medycznego u osoby "wiekowej", gdy za środki przeznaczone na wydłużanie jej życia można np. uratować kilka znacznie młodszych od niej -np. biorców narządu. Spór będzie w takim wypadku ogniskował się zawsze wokół subiektywnej oceny stron debaty - członek rodziny będzie zawsze "za", gdy ktoś z zewnątrz - i wcale nie tak rzadko - "przeciw"

      cdn
      • wscieklyuklad Re: I co z tom 14.04.15, 20:30
        Naturalnie prawo niemieckie reguluje ten problem jednoznacznie - osobie tak zaawansowanej wiekiem nie przysługuje metoda in vitro - być może dominuje tu troska o wychowanie pociechy, choć w omawianym przypadku akurat bezzasadna ze względu na liczbę rodzeństwa, które śmiało poniesie trud opieki.
        Zabieg wykonano więc w miejscu nieustalonym. To spora zagwozdka dla instytucji penitencjarnych, gdyż "winowajczyni" praktycznie nie popełniła przestępstwa w rozumieniu prawa niemieckiego i nie można jej wziąć za wszarz, by wytarmoszone tym sposobem kłaczury wpleść w ewentualną treskę dla wyłysiałej ofiary chemioterapii - podatnik niemiecki stracił więc możliwość utyskiwania nad roztrwonionymi euro (z jego naturalnie kieszeni - jeśli jest na tyle tępy, że nie zanalizował dokładnie wydarzenia,albo po prostu - jak zwykle nie skumał - w czym tkwi problem, co akurat nie dziwi).
        Innymi słowy: zabieg nie został pokryty z kieszeni niemieckiego podatnika, więc ten może nadal słać do władz petycje, by zrefundowano mu kolejny most, lub n-tą protezę, na który go nie stać i po jaką musi jeździć np. do Polski).
        Można zatem przypuścić, iż swoista "medyczna prowokacja" zagraniczna, miała być może na celu zdobycie sławy - udana ciąża zakończona szczęśliwym porodem czworaczków mogłaby się bowiem przerodzić w niebywały, międzynarodowy sukces (przysparzając np.klinice kolejnych klientów) podobnie zresztą jak powikłania groziłyby jej gromami i powszechnym medycznym (i nie tylko) ostracyzmem.
        Jeszcze nie ostygła przecież informacja o szykowanym przeszczepie głowy, jako metody leczenia nieuleczalnej choroby - świat najwyraźniej dziwaczeje, by nie rzec że wręcz idiocieje, zatem należy oczekiwać coraz to bardziej szalonych prób na tej niwie.

        cdn.
        • wscieklyuklad Re: I co z tom 14.04.15, 20:44
          Uspokoiwszy (mam przynajmniej taką skromna nadzieję) zestresowanego całą sytuacją podatnika niemieckiego, iż nie dołożył eurocenta do procedury, możemy przejść do innego aspektu wydarzenia.
          Oczywiście "życzliwe" komentarze pod notką o wydarzeniu, nie brak entuzjastów wysłania kobiety bezpośrednio do domku pełnym pokoików bez klamek - tych nautów pozostawmy jednak towarzystwie troglodytów, gdyż pominęli ten szczególny element, jakim jest czwórka dzieci nienarodzonych, które musiałyby dzielić los sekowanej mamki.
          My jednak spójrzmy na problem z pozycji humanisty.

          Otóż kobieta - ciesząca się w gruncie rzeczy z tak udanego "zaciażenia" - potwierdziła wolę należyte opieki nad "potomstwem".

          A co w tym wszystkim najważniejsze SAMA ZASKOCZONA TAK DUŻA LICZBĄ ZARODKÓW (spodziewała się jedynactwa) a priori odrzuciła możliwość ABORCJI!!!

          Przed naszymi katabasami nie lada etyczny dylemat do rozwiązania:

          1. Ciąża - jako skutek metody in vitro - nie skutkuje urodzeniem człowieka, ale tworu człekokształtnego. Dzieci już narodzone będą zatem postawione już od urodzenia na marginesie - przełkną niejedno upokorzeni i stoczą niejeden bój o prawo do nazwania ich ludźmi.

          2. Ciężarna jednoznacznie stanęła po stronie zarodków, wykluczając - mimo wieku własnego, ryzyka powikłań w przebiegu ciąży mnogiej, ryzyka powikłań porodowych, wizji przyszłego ostracyzmu (a co najmniej potępienia) - możliwość pozbycia się problemu w kilka minut.

          Zatem "bezmyślna, zidiociała, bezduszna franca" plująca Kościołowi prosto w wypudrowaną gębę, czy może gotowa walczyć o życie od chwili poczęcia... ŚWIĘTA?
          Przecież nie wszystkie zarodki trzeba było implantować! Wszczepiając jeden... mordowałoby się pozostałe trzy.

          I co z tym teraz zrobić?
          • dunajec1 Re: I co z tom 14.04.15, 21:18
            Cokolwiek bedzie zrobione bedzie zle.
            • hardy1 Re: I co z tom 14.04.15, 21:22
              Moje, a krótkie, stwierdzenie - dziecko do dorosłości powinno mieć matkę, która będzie zdolna nią się opiekować, i nie odstawać zanadto w mentalności. Nie babcię, a właściwie już prababcię.
              • wscieklyuklad Re: I co z tom 15.04.15, 07:09
                Iberalesy już huknęły na jedyne zachowane obszary Cywilizacji Życia i Wyższej Kultury - Hiszpanię i kraje Europy Wsch. - DOŚĆ TEGO! - tupnęli mniemieccy ginekolandzi - modelle.
                No i- a to mnie akurat nie dziwi - na plan pierwszy wysunięto naturalnie nie problemy etyczne, techniczne, prawne, ale... kasę.
                Bo kasy chorych zwracają w dojczland!
                Bo mniemiecki podatnik płaci!
                Bo kliniki w państwach Cywilizacji Życia i Wyższej Kultury chcą jedynie zgarniać kasiorę.
                W dojczland naturalnie zabiegi wykonuje się po cenach promocyjnych i wyłącznie dla szczęścia mniemieckiej Nadmatki.
                Bosssssze! Co za mentalność w tym narodku chylącym się ku przepaści.
                Kasa, kasa i jeszcze raz kasa!
                Oni już nie potrafią myśleć o niczym innym jak tylko o kasie.
                A gdzież Uczuciowość Wyższa?
                A gdzież Uczuciowość Ponadwymiarowa?

                www.tvn24.pl/niemcy-lekarze-krytyczni-wobec-sztucznego-zaplodnienia-65-latki,533403,s.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka