sorel.lina
18.06.20, 23:01
"W PiS jest pożar, który gaszą benzyną"
Prof. Marek Migalski
Gdyby szło dobrze, to po prostu prezydent objeżdża, otwiera, uświetnia, podaje ręce i spokojnie dojeżdża do pewnej wygranej. To, że sięgnęli po takie chwyty jak z LGBT, to, że pan Adamczyk otwiera debatę pytając o imigrantów i twierdząc, że to obecnie gorący temat, pokazuje, że oni wciąż prowadzą kampanię z 2015 roku – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. I dodaje:
– Jedyne, co zostało mocno wyeksponowane, to to, że TVP jest tubą propagandową partii rządzącej i młotkiem, za pomocą którego władza bije w swoich przeciwników. To było tak oczywiste, że nawet osoby niezbyt inteligentne musiały to zobaczyć. Wszystkie pytania miały sprawić kłopot Rafałowi Trzaskowskiemu i dać pole do popisu Andrzejowi Dudzie.
- W moim przekonaniu przede wszystkim ta debata niczego nie wniosła i jest bez znaczenia. Niczego nie dowiedzieliśmy się ani o kandydatach, ani o programach i nie sądzę, aby poza małymi wyjątkami miała ona jakikolwiek wpływ na preferencje wyborcze.
- W tym pojedynku obaj wypadli średnio, tylko że Duda grał na swoim boisku, miał swojego sędziego i swoich kibiców. To oznacza zatem, że debata nie poszła po myśli rządzących i Andrzeja Dudy.
Prezydent Duda bardzo złagodniał, już nie było mowy nienawiści i straszenia LGBT, a opowieść o jedności narodu, gdzie jest miejsce dla każdego. Dlaczego?
Przyczyn może być kilka. Po pierwsze, prezydent mógł dostać po łapkach od Amerykanów. Ktoś średniego szczebla mógł zadzwonić i go po prostu opieprzyć, a relacje Dudy z Trumpem są dokładnie takie. W Stanach Zjednoczonych to, co mówią członkowie PiS-u i Andrzej Duda o LGBT, jest poza debatą publiczną. Tam jest bardzo fundamentalna prawica, to prawda, ale prawa osób nieheteronormatywnych są po prostu oczywistością, jak prawa kobiet. To oczywiście nie oznacza, że nie ma tam mizoginów czy rasistów, ale o tym nikt nie mówi publicznie. Być może złagodzenie tonu jest wręcz warunkiem spotkania z prezydentem Trumpem.
Po drugie, być może zobaczyli sondaże. Te brutalne ataki na LGBT nie pomogły, a wręcz przeciwnie. Ta skala brutalności mogła pobudzić przeciwników Dudy.
Spotkanie z Trumpem na 4 dni przed wyborami to element kampanii wyborczej?
- Oczywiście, że tak, i nic poza tym. Na tym spotkaniu nic nie zostanie podpisane, będzie tylko spotkanie i parę fotek. To kampania, obopólna zresztą. (...)
- Ja od dawna mówiłem, że panowie mają dziwny kontakt ze sobą – to efekt połączenia maczyzmu, który ma w sobie Trump, z uległością Dudy. Oni idealnie się dopasowali. Z tego wynika fakt, że Duda podpisywał dokumenty stojąc w obecności siedzącego Trumpa – obaj uznali to za oczywiste. Oprócz tego, jest to też relacja kupca z dostawcą. Jesteśmy ulubionymi kupcami amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, ponieważ kupiliśmy F-35 za niewiarygodną sumę 6,5 miliarda dolarów. Wiadomo, że przepłaciliśmy za samoloty w stosunku do innych państw, które je kupowały.
Zresztą obaj traktują to spotkanie jako kampanię.
Duda uważa, że spotkanie z najpotężniejszym, jak sądzi, człowiekiem świata mu pomoże, a Trump potrzebuje głosów 10-milionowej Polonii przy rosnącym w siłę Joe Bidenie. Klasyczna sytuacja win-win.
cdn.