sorel.lina
14.07.20, 15:46
W ledwie dzień po wyborach z obozu władzy słychać zapowiedzi dokończenia rewolucji narodowo-katolickiej. W pierwszym rzucie rozprawa z wolnymi mediami i ostateczne przejęcie sądów. Władza PiS może też przejąć kontrolę nad szkołami i uniwersytetami, po to, by od małego wychowywać „prawdziwych” Polaków
Politycy rządzącego obozu o tym, co zrobią z Polską po wygranych wyborach prezydenckich, zaczęli mówić już po wieczorze wyborczym Andrzeja Dudy w niedzielę 12 lipca.
W mediach pojawił się dotychczas trzymający się z dala od kamer minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. O tym, jak widzi dalsze rządy, opowiedział w poniedziałek 13 lipca 2020 w TV Trwam Tadeusza Rydzyka.
To nie była zapowiedź pojednania w podzielonym na pół kraju, a ostatecznej rozprawy z jeszcze niezależnymi instytucjami w Polsce i przejmowania kontroli nad kolejnymi obszarami życia społecznego kraju.
Uderzenie w prywatne media
W TV Trwam Zbigniew Ziobro wyłożył swój plan. Na początek wysuwa się rozprawa z niezależnymi mediami. Mówi o tym nie tylko Ziobro.
Przed wyborami (9 lipca) mówił o tym również prezes PiS Jarosław Kaczyński w Radio Maryja: „Każde szanujące się państwo pilnuje tego, żeby media były w rękach obywateli tego państwa czy też instytucji tego państwa”.
Bo PiS zabolały wtedy artykuły w mediach o ułaskawieniu przez prezydenta Dudę mężczyzny skazanego za zgwałcenie córki. Zabolała zwłaszcza okładka w tabloidzie „Fakt”. PiS broniąc się uderzył w gazetę zarzucając jej niemieckie powiązania. Pisaliśmy o sprawie ułaskawienia i o straszeniu Niemcami. (...)
Wyciąganie „wniosków” wobec prywatnych mediów, to zapowiedź wprowadzenia nad nimi kontroli. Niezależne media są solą w oku PiS od wielu lat. Były nawet przygotowywane projekty stosownych ustaw. Ze sfinalizowaniem prac nad tym PiS czekał tylko do obecnych wyborów.
Kontrolę nad mediami partia Jarosława Kaczyńskiego może zyskać na kilka sposobów.
Główny pomysł to repolonizacja. PiS mówi o tym od dawna.
Za słowem repolonizacja kryje się przejmowaniem spółek medialnych, które są wydawcami portali internetowych, gazet, radia i telewizji. PiS chce przejąć media wydawane przez spółki zagraniczne. Chodzi głównie o media wydawane przez koncerny:
Ringer Axel Springer Polska, do którego należy m.in. „Fakt”, portal Onet i tygodnik „Newsweek”,
Polska Press Grupa, do której należą gazety regionalne,
Discovery, do którego należy TVN.
W grę wchodzi dobrowolne skupowanie tych tytułów od obecnych właścicieli przez duże państwowe firmy np. bank PKO BP, PZU; lub prywatnych inwestorów związanych w PiS.
O takim wariancie dobrowolnej repolonizacji mówił przed wyborami prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przejęcia miałyby być dobrowolne, bo prezes PiS obawia się reakcji UE gdyby władza próbowała wywłaszczyć koncerny medialne.
Do wywłaszczenia mogłaby doprowadzić ustawa dekoncentracyjna, która by wprowadziła dla wydawców limity udziałów w polskich spółkach medialnych (np. do 20 proc. udziału w rynku medialnym) i limity udziału w rynku reklamowym.
O pomyśle ustawy dekoncentracyjnej też mówiło się w PiS w poprzednich latach. Taka ustawa zmusiłaby zagraniczne koncerny medialne do sprzedaży swoich udziałów w polskich spółkach. Gdyby to jednak wprowadzono byłoby to sprzeczne z prawem UE.
Ale to nie jedyne sposoby na przejmowanie kontroli nad mediami.
PiS mówił również o wprowadzeniu regulacji dotyczących dostępu do zawodu dziennikarza, który dziś jest wolnym zawodem.
Chodzi o utworzenie samorządu dziennikarskiego, który jak u prawników i lekarzy pilnowałby standardów dziennikarskich i przestrzegania etyki. Kształciłby też przyszłych dziennikarzy oraz mógłby ich karać dyscyplinarnie.
Jak to mogłoby działać w praktyce? Można sobie wyobrazić, że samorządem dziennikarskim będą rządzić prorządowi dziennikarze. Że niezależni dziennikarze byliby usuwani z samorządu dziennikarskiego, a może nawet z zawodu.
W końcu można sobie wyobrazić, że taki samorząd mógłby dostać uprawnienia do weryfikacji wszystkich obecnych dziennikarzy.
cdn.