Widzieliście kiedyś Karola Nawrockiego podczas swobodnej rozmowy w gronie europejskich przywódców? Takiej bez kartki, bez wyuczonych formułek, bez konieczności zerkania, czy wszystko idzie zgodnie z instrukcją obsługi? Ja też nie. Na zdjęciach zwykle wygląda to podobnie. Gdzieś z boku stoi człowiek, który miał być nową gwiazdą polskiej polityki, podczas gdy wokół inni rozmawiają, żartują, negocjują i załatwiają sprawy swoich państw. Dyplomacja to jednak brutalna dziedzina. Tam nie wystarczy donośny głos, patriotyczne hasła i opowieści o walce z wyimaginowanymi wrogami. Trzeba jeszcze umieć rozmawiać.
Ale może nie bądźmy niesprawiedliwi. Przecież europejscy politycy mają ważniejsze zajęcia. Muszą śledzić genialne analizy największego stratega XXI wieku, Jarosława z Żoliborza. Człowieka, który od lat tłumaczy światu, jak budować wpływy poprzez nieustanne kłótnie z sąsiadami, jak wzmacniać pozycję kraju przez izolację oraz jak zdobywać sojuszników poprzez regularne obrażanie wszystkich wokół. Nic dziwnego, że nie mają czasu dla Nawrockiego. Gdy przemawia mistrz, uczniowie muszą słuchać. Można sobie wyobrazić te narady europejskich liderów. Macron odkłada telefon. Merz przerywa spotkanie. Premierzy i prezydenci z całego kontynentu w napięciu oczekują na kolejne polityczne objawienie z warszawskiego Żoliborza.
„Jaką strategię przygotował dziś Jarosław?” pytają z niecierpliwością. A gdzieś obok stoi Nawrocki. Czeka. Może ktoś podejdzie. Może ktoś zagadnie. Może ktoś zapyta o zdanie. Niestety, nic z tego. Bo problem polega na tym, że poważni politycy szukają partnerów, a nie posłańców. Rozmawiają z ludźmi, którzy samodzielnie podejmują decyzje, a nie z tymi, którzy muszą sprawdzić, czy centrala już przesłała właściwe stanowisko. Dlatego Donald Tusk może uczestniczyć w nieformalnych rozmowach, sporach i negocjacjach. Można go lubić albo nie, ale nikt nie ma wątpliwości, że jest graczem przy stole.
Nawrocki natomiast sprawia czasem wrażenie człowieka, który przyjechał na turniej szachowy z instrukcją do warcabów. I być może właśnie dlatego tak trudno znaleźć zdjęcia, na których jest centrum uwagi wśród europejskich liderów. Bo uwagę przyciąga się wpływem, doświadczeniem i relacjami. Nie nominacją polityczną ani przekonaniem własnego zaplecza, że oto właśnie narodził się mąż stanu formatu światowego. Europa jest pełna polityków przekonanych o własnej wielkości. Problem zaczyna się wtedy, gdy tylko oni sami w tę wielkość wierzą.
Piotrek K.