Dodaj do ulubionych

Najmłodsza

10.09.09, 10:45
zgadzam się z tym, że pozytywna motywacja dobrze wpływa na maluchy,
trzeba tylko mieć nadzieję, ze nasze szkoły temu wyzwaniu sprostają?
Obserwuj wątek
    • wizytka1 Najmłodsza 10.09.09, 12:46
      Nie sprostają.
      Niestety jestem o tym przekonana. Doświadczona. Gorzko.
      Ja i moja rodzina.
      Jestem mamą dzisiaj już 19-letniego ADHD-owca. O tym przez co
      przeszedł mój syn i my razem z nim mogłabym napisać książkę.
      Wydaje mi się, że tylko dzięki naszej determinacji i wierze w jego
      umiejętności udało nam sie wychować szczęśliwego, młodego człowieka
      bez kompleksów.
      Syn, co często idzie w "parze", jest także dyslektykiem i
      dysgrafikiem.
      Tylko swojej i naszej cięzkiej pracy zawdzięcza to, że dzisiaj czyta
      i pisze na poziomie, który można uznać za średni.
      Szkoła w Polsce ma tylko jedno zadanie - program nauczania.
      Do zawodu trafiają w 99 % kobiety chcące jak najwięcej czasu
      poświęcić własnej rodzinie. To zrozumiałe. Głównym powodem dla
      którego wybierają ten zawód to godziny pracy, urlop i dodatkowe
      przywileje.
      Ideałów szybko się pozbywają , chociażby pod dużym stosem
      dokumentacji.
      Nauczyciele nie są przygotowani do pracy z dziećmi trudnymi,
      dysfunkcyjnymi. To rodzi wiele nieporozumień i frustracji.
      Przychodzą okresy zoobojątnienia.
      W całym tym systemowym bałaganie tkwi dzieciak potrzebujący już i
      teraz pomocy, tkwią rodzice najczęściej pozostawieni sami sobie z
      uczuciem winy i beznadziejności.
      Przez kilkanaście lat udziału syna w tym całym zamieszaniu zwanym u
      nas systemem edukacji napotkaliśmy na swojej drodze tylko dwie osoby
      pracujące w szkole i zaiteresowane pomocą oraz umiejące lub chociaż
      starające się udzielić mu pomocy. Dwie. Żadna z nich nie znała
      rozwiązań systemowych i nie potrafiła nas odpowiednio pokierować.
      Wszystko czego sie dowiedzieliśmy i nauczyliśmy pochodzi ze spotkań
      i rozmów z rodzicami innych dzieci z podobnymi problemami.

      Pani Joasiu pozdrawiam Panią serdecznie i jestem przekonana , że
      jest Pani jedną z najsympatyczniejszych sześciolatek jakie znam :)
    • naels Najmłodsza 11.09.09, 16:00
      Pani Joanno, z calym szacunkiem, ale nie bardzo rozumiem, co chciala
      pani przekazac tym felietonem, a z tym, co rozumiem, zupelnie sie
      nie zgadzam.

      Opisuje pani, jak to, jako zdolna i ambitna kilkulatka, poszla pani
      wczesnie do szkoly, i jaki wielki wplyw wywarlo to na calym pani
      zyciu, po czym gladko przechodzi pani do dyskusji nad posylaniem do
      szkoly szesciolatkow. A co ma piernik do wiatraka? Sama pani pisze,
      ze pani specyficzne doswiadczenie wynikalo nie z tego, ze w ogole
      zaczela pani szkole jako male dziecko, ale z tego, ze koledzy z
      klasy byli wyraznie starsi od pani. Jesli wszystkie szesciolatki
      pojda do szkoly, to tego problemu nie bedzie, bo wszystkie beda w
      tym samym wieku.

      A pomysl szkoly, gdzie "kazdy robi, co chce" niepokoi mnie. Podaje
      pani przyklad ucznia, ktorego interesuja samochody, wiec pozwala mu
      sie zaprojektowac samochod, i dzieki temu staje sie szkolna gwiazda.
      A jesli kogos interesuje wylacznie lansowanie sie po galeriach?
      Pozwolimy mu zaprojektowac galerie? A jesli jedyne, co uczen lubi,
      to drinkowac z kolegami za garazem? Kazemy mu zaprojektowac
      gorzelnie?

      A teraz na powaznie. W kraju, w ktorym mieszkam, eksperyment ze
      szkola typu "kazdy robi, co chce" wprowadzono w latach 90. Rezultaty
      zaczynamy dzis obserwowac w pelnej krasie, katastrofalne zarowno dla
      gospodarki, jak i dla spoleczenstwa. W eksperymentalnej szkole
      bardzo szybko okazalo sie bowiem, ze ogromna wiekszosc uczniow lubi
      kilka bardzo waskich dziedzin: sztuke, fotografie, spiew, malowanie,
      taniec, projektowanie artystyczne, szeroko pojeta komunikacje,
      media, "prace z ludzmi", itp. Wielbiciele samochodow bardzo szybko
      wykruszyli sie, kiedy okazalo sie, ze do zaprojektowania
      najprostszego potrzeba troche wiedzy z fizyki. Nawet do popularnej
      ochrony srodowiska szybko zniechecily uczniow podstawy chemii.
      Efekty? Rynek pracy peka w szwach od bezrobotnych socjologow,
      psychologow, specjalistow od komunikacji interpersonalnej,
      bibliotekarzy, politologow, dziennikarzy, grafikow i fotografow.
      Niespelnione gwiazdy baletu zaludniaja programy typu "Idol",
      bezrobotni absolwenci szkol operowych chalturza podpitym gosciom na
      statkach wycieczkowych, specjalisci of projektowania reklamy zyja w
      nedzy od zlecenia do zlecenia. I oczywiscie wszyscy gromadnie
      narzekaja na rzad, ze nie walczy z bezrobociem.
      Tymczasem kluczowe galezie gospodarki zaczynaja podupadac z braku
      specjalistow! Zamyka sie kopalnie, bo nie ma geologow, produkcji
      przemyslowej grozi zapasc, bo nie ma kto pracowac w elektrowniach,
      szczegolnie atomowych. Lekarzy i pielegniarki sprowadza sie z
      Polski. Jednym z kluczowych argumentow przeciwko wprowadzeniu
      czesnego dla studentow spoza Europy bylo "Jesli mlodziezy z Azji nie
      bedzie stac na studia u nas i przestanie przyjezdzac, a potem sie u
      nas osiedlac, to kraj stanie z powodu braku inzynierow".

      Jednym slowem, pomysl na szkole, w ktorej uczen robi, co chce jest
      chybiony, bo ogromna wiekszosc dzieci i spora czesc nasolatkow po
      prostu nie wie, czego chce i co jest dla nich dobre.
      • zolwex Re: Najmłodsza 11.09.09, 19:08
        O ktorym skandynawskim kraju mowa? :)
        • kasterekastere Szczepkowska i Dunin skrycie i przewrotnie 30.09.09, 22:40
          realizują, reżyserują i asekurują z pachołami SB potworny gwałt i mord
          psychiczny w konwencji fiesty w okolicznościach publicznego linczu w
          prasie i sieci
    • iruuu Najmłodsza 13.09.09, 19:53
      Strzał w dziesiątkę - a ja myślałam, że bez powodu czuję się inna. Zostalam
      posłana do szkoły rok wcześniej niż inne dzieci - podobnie jak autorka
      artykułu umiałam czytać dużo wczesniej, niż moi rówieśnicy. Nie uważam, żeby
      było to dla mnie złe doświadczenie, zwlaszcza jeśli chodzi o mój rozwój
      intelektualny, ale problem pojawił się w kontaktach interpersonalnych.
      Dzieciaki z klasy zawsze traktowały mnie jako tą "najmlodszą" - nie nadającą
      się do gier i zabaw dla "starszaków", potem do potańcówek i imprez. Tak
      naprawdę dopiero teraz to widzę - nigdy nie byłam w pełni akceptowana w
      szkole. Stosunek do mnie zmienił się dopiero na studiach, gdzie wiek nie
      stanowił już problemu - na moim kierunku spotyka się studiujących 17-latków i
      30-latków.
      Szkoła była... bolesna. Czasami mam żal do moich rodziców - nie tylko o to, że
      zabrano mi rok z dzieciństwa, ale głównie o to, że nie byłam zwykłą
      dziewczynką. Dopiero teraz uwidaczniaja się cechy, na wykształcenie których
      wpłynęło moje szkolne otoczenie - jestem nieśmiała, niepewna siebie,
      nieprzekonana o własnej wartości. Staram sie z tym walczyć, ale... trudno jest
      walczyć z cechami nabytymi w przeciągu 12 lat.
    • cartophell Najmłodsza 14.09.09, 14:51
      szkoly, ktore buduja sukces ucznia na poczuciu "ja potrafie" sa nie
      tylko w Nowym Yorku. Mozemy miec takie tez w Polsce, wystarczy tylko
      zastosowac teorie w praktyce i wyszkolic nauczycieli.
      Zreszta ....pani, tak naprawde, nie jest szesciolatka i nie
      wykluczone, ze nawet polska szkola nie jest juz taka jak wtedy,
      kiedy pani nia byla? W koncu PBL(Problem-based Learning) czyli
      Nauczanie metodą rozwiązywania problemów, ktorego przyklad pani
      przytoczyla, to metoda juz stara i wyprobowana.
    • normalniejszy Czy ktoś zrozumiał ten felieton? 14.09.09, 16:28
      Dla mnie czytanie Szczepkowskiej to jak rozmowa ze stereotypową blondynką:
      Wątki przeplatają się bez sensu w jeden bezrefleksyjny potok, który jest
      związany z tematem tylko o tyle, że coś jej się skojarzyło.
    • godeep Najmłodsza 14.09.09, 19:01
      Szczepkowska pisze:
      > (...) Bo ja szkołę źle zniosłam.

      To widać gołym okiem. I doprawdy, nie ma się czym chwalić.
      Prawda, kretynko?
    • titta Ale o co chodzi? 14.09.09, 21:28
      Zupelnie bez sensu. Zadnej analogi tu nie ma, gdzyz nie chodzi o
      jedno dziecko a o caly rocznik szesciolatkow. No chyba, ze komus
      przeszkadza, ze sa starsze klasy w szkole...
    • 3xm Najmłodsza 15.09.09, 09:22
      Problemem nie jest to, że 6latki idą do szkoły, problemem jest sposób
      wprowadzania zmian, z zaskoczenia, z lekkim przymusem (poprzez brak
      alternatyw). Wychowanie dziecka to proces, nie można ministerialna decyzją,
      dekretem nagle dokonywać w ich życiu rewolucji.
      Reforma, jeśli konieczna z jakichś powodów, powinna mieć długi okres
      przejściowy, by dziecko, które ma iść do szkoły w wieku lat 6 było do tego
      odpowiednio przygotowane, m.in. przez wcześniejsze przedszkole. By rodzice
      mogli siebie i dziecko do tego przygotować.
    • aeromonas Najmłodsza 15.09.09, 12:37
      Też poszłam do szkoły jako sześciolatka (umiałam czytać i pisać,
      więc psycholog stwierdził, że w przedszkolu cofnę się w rozwoju).
      Szkoła jest nieprzyjemna nie tylko dla sześciolatków, ale kto
      powiedział, że ma być przyjemna? Nie popadajmy w przesadę. Z jednej
      strony - rwetes, że dzieci do szkoły nie dorosły, z drugiej -
      nadambitni rodzice obciążają dzieci tysiącem zajęć dodatkowych
      (muzyka, tenis, języki obce). Zgoda, że szkoła nie jest, delikatnie
      mówiąc, doskonała, jednak od czasów Bismarcka dokonał się w tej
      dziedzinie duży postęp. Nie przesadzajmy z chronieniem dzieciaków
      przed całym światem. Ja tam zawsze byłam zadowolona, że jestem
      młodsza (a więc "do przodu"), a drobne kłopoty (np. z przewrotem w
      tył) wynikały z innych przyczyn.
    • marimaryam Najmłodsza 20.09.09, 20:30
      Na temat zdolnych głów polecam artykuł:


      charaktery.eu/artykuly/Rodzina/554/Pani-woli-zdolne-dzieci/
    • squirrel9 Re: Najmłodsza 01.10.09, 00:02
      Problemem jest POLSKIE SZKOLNICTWO!!!! a nie to,ze 6-latek powinien
      zaczynać edukację.
      W Kanadzie, gdzie dzieci mojego rodzeństwa chodzą do szkoły edukację
      zaczyna się jeszcze wcześniej, 4-tatki chodzą do "szkoły" na 2,5
      godziny. Tak oswaja się dzieci ze szkołą.
      Polski problem polega na tym,ze zaczyna się dyskusja na temat jak to
      rodzice mają rozwiązać. jakim cudem można dziecko posyłać do szkoły
      na 2,5 godziny!?!?? Bo w Polsce dzieci się chowa a nie wychowuje.
      Rodzic ma dziecko ale nie ma wobec niego obowiązków. Dziecko musi
      się wtopić w życie dorosłego a nie dorosły zajmować się dzieckiem.
      O całej reszcie "edukacji polskie" nie wspomnę.
      Jako 6-latka posłana do szkoły bo umiałam pisać, czytac, liczyć,
      dodawać i odejmować nie uważam,ze 6 lat to za mało by się edukować.
      To normalny wiek, szkoła tylko nie zawsze jest normalna. Ja trafiłam
      na taka OK :) Szkołe podstawową wspominam naprawdę sympatycznie i
      zawsze mówię,że nie ma jak dobrze skończona podstawówka ...
    • donewelinda Najmłodsza 29.11.09, 18:45
      Droga Pani Joanno! Gdyby moja kochana mama posluchala rady dyrektora
      wiejskiej podstawowki,w ktorej rozpoczelam swoja edukacje jak 5cio
      latka, zapewne od razu wyladowalabym w klasie dla siedmiolatkow.
      Mialam 5 lat gdy zaczelam plynnie czytac, pisac, liczyc i recytowac
      wierszyki. W wieku 8 lat napisalam pierwszy wierszyk, a nieco
      pozniej ksiazke "O przygodach zabka Alfreda", byl i podzial na
      rozdzialy, podrozdzialy, byla numeracja stronic, okladka, byly i
      ilustracje.. Gdy opiekunka pieciolatkow zauwazyla, ze czytam uwagi
      wpisane przez nia do dzienniczka ucznia, kazala mi czytac fragmenty
      czytanek z klas wyzszych, zeby zawstydzic starszych uczniow, nie
      umiejacych jeszcz poprawnie czytac. Dyrektor owej szkoly poradzil by
      dziecka nie marnowac, tylko puscic na gleboka wode skoro plywac juz
      umie, ale moja mama pozwolila mi bawic sie w brodziku, z
      rowiesnikami, zebym nie czula sie najmlodsza. Dla pieciolatki
      siedmioletni "starszak" to osoba duzo starsza, a to przeziez tylko 2
      lata roznicy! A jednak! Tak jak Pani napisala, dla doroslego rok
      jest jak 10 lat dla dziecka. Ciesze sie, ze mama nie zabrala mi tych
      2/20 lat! Pozdrawiam!
      • lena575 Re: Najmłodsza 01.12.09, 01:01
        Mały problem w tym,ze dziś 6-ltaki mają uczyć się w grupie
        równieśników czyli takich samych 6-latków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka