Dodaj do ulubionych

Jestem matką pracującą

21.11.09, 11:24
A w jaki sposób koleżanki "rzucają ci kłody pod nogi"? Bo nie chcą
cię wyręczać w obowiązkach na co, jak sama piszesz, zgadzają sie
koledzy? One chyba mają swoje obowiązki w pracy, może nie mają czasu
zajmować się jeszcze tym co należy do ciebie? Szef nie robił ci
żadnej łaski, bo należy ci się przerwa na nakarmienie dziecka. Tak
więc nie rozpływaj się nad jego wyrozumiałością. Tak jak napisałaś -
powrót do pracy to był twoj wybór. Może tak zamiast wymagać od
obcych ludzi, by się nad tobą pochylali z troską, bo masz małe
dziecko, wymagaj tego od męża? Niech zrezygnuje z wyjazdu i pomaga
ci, to w końcu też jego dziecko? A poza tym, skoro piszesz, że chyba
jednak zrezygnujesz z pracy, to może jednak powrót do niej nie był
aż tak konieczny i jednak możesz sobie pozwolić, aby zostać z
dzieckiem w domu?
Najłatwiej jest obwiniać wszystkich: Ach, jak mi ciężko, nikt nie
chce pomoc, a te wredne baby jeszcze przeszkadzają. Tylko, że to
wasze dziecko, a nie koleżanek czy sprzedawczyni.
Obserwuj wątek
    • kiciiaa jesteś kobietą? 21.11.09, 12:01
      to widać w twojej wypowiedzi.
      ja jeszcze nie jestem matką, rodzić będę za kilka tygodni albo nawet dni. teraz już nie pracuję do porodu, ale dalej się uczę i mimo zaawansowanej ciąży i brzuszka, jestem wciąż aktywna. jak wspomniałam, uczę się, zajmuję się domem, robię zakupy, załatwiam sprawy urzędowe, pojawiam się w pracy i pomagam, gdy moje czasowe zastępstwo sobie nie daje rady - jednym słowem, jestem aktywna. no, cięższe zakupy robi mąż wracając z pracy, z której nie może zrezygnować, bo w jego zawodzie trudno będzie znaleźć nową, dobrą.

      i co zauważyłam.
      ile razy byłam u lekarza, w urzędzie, w sklepie, w autobusie - NIGDY żadna kobieta nie ustąpiła mi miejsca. od razu informuję, że nigdy nie prosiłam o to nikogo, gdy w autobusie robiło mi się słabo, wysiadałam na przystanku i czekałam aż mi przejdzie. ale brzuch widać i czasem zdarzało mi się skorzystać z czyjejś uprzejmości. tylko to zawsze był mężczyzna. popatrzył, zwykle się uśmiechał i zapraszał przed siebie. kobiety rzucały okiem i udawały że nie widzą.
      więcej: kiedy w blisko dwudziestoosobowej kolejce w markecie - kolejce do kasy z pierwszeństwem - jakiś chłopak stojący już przy kasie, rozejrzał się, zauważył mnie i zaproponował, żebym stanęła przed nim (a byłam chyba wpołowie kolejki i miałam tak w ogóle dwie rzeczy w koszyku), stojąca za nim pani w sile wieku zwróciła mu z oburzeniem uwagę, że ja jestem młoda i mogę sobie postać, bo jak ona była w ciąży, to jej nikt nie ustępował.
      zrobiło mi się tak głupio, że chciałam wrócić na swoje miejsce, tyle że wtrąciła się kasjerka, przypominając, że ta akurat kasa jest dla kobiet w ciąży, kobiet z dziećmi i osób niepełnosprawnych i ja jak najbardziej powinnam podejść bezpośrednio do niej, a nie czekać na czyjąś uprzejmość.
      w urzędzie miasta dwukrotnie załatwiałam przemeldowanie i raz trafiłam na faceta, który, jak okazało się, że jest potrzebny dodatkowy kwitek z innego pokoju, przyniósł mi ten kwitek, żebym wypełniła. jego koleżanka dwa tygodnie póxniej wysłała mnie na trzecie piętro bez windy, gdzie po taki sam papierek musiałam odstać w kolejce, wrócić, wypełnić, odstać w kolejce do tej pani i łaskawie dostać papier, który był mi potrzebny.

      całe życie ustępowałam kobietom w ciąży, matkom z dziećmi i normalnie ludziom, którzy się z jakichś powodów spieszyli i myślałam, że to działa u wszystkich.
      przekonałam się, że jednak nie. że jednak faceci, mimo że sami nie rodzą, mają jakoś więcej empatii.
      przykro mi z tego powodu.
      • gondra Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 12:40
        > ile razy byłam u lekarza, w urzędzie, w sklepie, w autobusie - NIGDY żadna
        kobieta nie ustąpiła mi miejsca.

        > od razu informuję, że nigdy nie prosiłam o to nikogo

        Pewnie za wiele wymagam, ale spróbuj sobie połączyć te dwa zdania. Jakieś
        wnioski, czy niekoniecznie?

        Poza tym - no tak, baby są głupie, faceci super.Ale jestem fajna, że jestem po
        męskiej stronie. Dziecinada, aczkolwiek dosyć częsta postawa.
        • gazeta_mi_placi Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 19:55
          Wszystkiemu winne są kobiety.
          I miejsca nie ustąpią (bo Panowie zawsze,ale to zawsze ustępują).
          I w pracy nie pomogą (może chętniej by pomogły gdyby szef im płacił tyle samo co kolegom,którzy tak chętnie pomagają biedaczce).
          Ci wspaniali mężczyźni...
          I podłe baby!!!!
          • donnastregha Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 22:04
            gazeta_mi_placi napisała:

            > Wszystkiemu winne są kobiety.
            > I miejsca nie ustąpią (bo Panowie zawsze,ale to zawsze ustępują).
            > I w pracy nie pomogą (może chętniej by pomogły gdyby szef im płacił tyle samo c
            > o kolegom,którzy tak chętnie pomagają biedaczce).
            > Ci wspaniali mężczyźni...
            > I podłe baby!!!!


            Dziewczyna napisała z jej punktu widzenia - najwidoczniej na takie wredne trafiała. Miała pecha. A ty nie masz najwidoczniej nic sensownego do powiedzenia, skoro czepiasz się fragmentów. Ewentualnie nie rozumiesz całości wypowiedzi. To mi się wydaje nawet bardziej prawdopodobne.
            • marnela Re: jesteś kobietą? 26.11.09, 17:47
              A moze dziewczyna nie tyle na takie trafiala, co sama prowokuje takie reakcje?
              Ja ustepuje miejsca i pomagam na ile moge, ale na pewno nie komus kto uwaza, ze
              mu to sie nalezy. A autorka niech sie cieszy ze przy tak roszczeniowej postawie
              wogole ktos jej pomaga. Chwala bogu za duze dekolty.
        • kiciiaa Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 21:40
          heheh
          czyli, żebyś ty ustapiła komuś miejsca gdziekolwiek, to ten ktoś musi się o to upomnieć?
          innymi słowy, wykazać się postawą roszczeniową, którą tak potępiasz?
          piękny przyklad hipokryzji z twojej strony - nic tylko pogratulować postawy...
          ech...

          a z rozdzielania kobiety - mężczyźni już dawno wyrosłam (co polecam i tobie, może ci się kiedyś uda) - akurat w czasie mojej ciąży zdecydowanie częściej pomocni byli faceci.
          ale cóż, może kobiety miały takie podejście jak ty - że trzeba się upomnieć, bo inaczej nie widzisz.
          smutna jesteś
          • donnastregha Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 22:01
            zgadzam się, że smutna. Ale takich ludzi jak gondra jest w Polsce bardzo dużo. Z jednej strony udają, że nie widzą potrzebujących pomocy, z drugiej, gdy już się ich poprosi, to się oburzają, że ten kto prosił albo zwrcił uwagę, jest bezczelny i chce większych praw niż pani gondra.
            A najbardziej o wymuszaniu swoich praw i przywilejów krzyczą tacy, którzy najmniej chętnie pomagają. to też jest smutne.
            • gazeta_mi_placi Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 23:10
              Może żyję na innym świecie,ale od 17 roku życia jeżdżę komunikacją miejską i ani
              razu nie zauważyłam aby ktoś nakrzyczał na osobę która prosi o ustąpienie miejsca.
              I w zdecydowanej większości przypadków ludzie (także kobiety) ustępują
              starszym,niepełnosprawnym,kobietom z małymi dziećmi i w ciąży miejsca.
              Tylko jeden jedyny raz widziałam jak ciężarna stała,ale był wtedy niesamowity
              tłok i wszystkie miejsca zajęte przez starsze osoby.
              Jeden jedyny raz byłam świadkiem takiej sytuacji- w pozostałych zawsze miejsce
              się znalazło.
              • kiciiaa Re: jesteś kobietą? 23.11.09, 12:19
                ja niestety widziałam nieraz.
            • echtom Odbiegłyśmy od tematu 23.11.09, 08:29
              Listu nie napisała ciężarna, której nikt nie ustępuje miejsca w
              tramwaju. List napisała kobieta, która oczekuje, że cały świat
              będzie jej pomagał i wyręczał ją w zwykłych obowiązkach, "bo ma małe
              dziecko". Jak pokazałam w poprzednim poście, "na dziecko" można
              kombinować i migać się od pracy nawet 25 lat. Ja po prostu traktuję
              pracę poważnie i taka postawa zwyczajnie mnie wkurza. Sama miałam
              kiedyś (nie)przyjemność zastępować panią, która wiecznie była na
              zwolnieniu na siebie albo na dziecko (w wieku szkolnym). Do jej
              obowiązków należało m. in. prowadzenie służbowej korespondencji, w
              którą inni pracownicy nie byli wprowadzeni. Czułam się idiotycznie,
              tłumacząc w kółko ludziom, że pani, która się tym zajmuje, jest na
              zwolnieniu, a ja nie mam pojęcia, na jakim etapie jest sprawa.
              • kiciiaa Re: Odbiegłyśmy od tematu 23.11.09, 12:53
                owszem - autorka listu uważa, że z powodu urodzenia dziecka wszystko jej się należy.
                nie należy jej się. na to, co się człowiekowi należy, trzeba zapracować. w tym na pomoc kolegów i koleżanek, na życzliwość ludzi i na szacunek.

                z drugiej jednak strony, ile jest takich osób, które nie mają dzieci, a też uważają, że im się wszystko należy? studentów, którzy w czasie pracy załatwiają sprawy na uczelni, kserują materiały na egzaminy, itp? kobiet i mężczyzn, którzy załatwiają lekarzy/sprawy w urzędach/sprawy domowe itp w czasie godzin pracy? więcej - którzy pod pozorem spotkania służbowego potrafią wyjść w godzinach pracy, żeby sobie podbić przegląd prywatnego samochodu?.

                to z dwojga złego wolę pomóc - pomóc, a nie wyręczać, choć sporadycznie nie widzę nic złego i w tym, żebym kogoś jednorazowo wyręczyła - kto ma naprawdę powód typu chore dziecko, małe dziecko, brak opieki, bliski w szpitalu i inne pilne sprawy, niż komuś, kto zabalował w weekend albo nie chce mu się nic po południu i próboje załatwiać swoje interesy w godzinach pracy.
                ja, oprócz tego, że swoją pracę traktuję bardzo poważnie, to jeszcze dodatkowo mam to szczęście, że pracuję w swoim zawodzie i robię to, co uwielbiam. a może po prostu wierzę, że jak ja pomogę, to i mnie ktoś pomoże, gdy ja będę tego potrzebowała?

                a co do pani, o której piszesz, że się wymiguje zwolnieniami na dziecko/dzieci, to jeżeli dzieci skończyły 18 lat, to tzw opieka poświadczana zwolnieniem lekarskim przysługuje, a opieka wystawiana na pomoc/obsługę chorego członka rodziny zamieszkującego to samo gospodarstwo domowe przysługuje w ilości 14 dni w skali roku. potem jest orzecznik ZUS, zgodnie z kp.
                no, chyba, że ta pani bierze zwolnienia na siebie i swoje choroby - ale wtedy chybanie można jej zarzucać posiadania dzieci?
                tak nawiasem mówiąc, do szału doprowadzają mnie ludzie, którzy, dostając jakieś zadanie trudniejsze, idą na L4 w nadziei, że to się samo zrobi.
                ale to też zjazd z tematu :)
            • gondra Re: jesteś kobietą? 23.11.09, 19:03
              > Ale takich ludzi jak gondra jest w Polsce bardzo dużo.
              > Z jednej strony udają, że nie widzą potrzebujących pomocy, z
              > drugiej, gdy już się ich poprosi, to się oburzają, że ten kto prosił
              > albo zwrcił uwagę, jest bezczelny i chce większych praw niż pani gondra.

              No. I jeszcze obcasem ich przydeptuję i popiół z cygaretki na nich strącam.
          • gazeta_mi_placi Re: jesteś kobietą? 22.11.09, 22:01
            >akurat w czasie mojej ciąży zdecydowanie częściej pomocni byli faceci.

            Z wypowiedzi powyżej wynika,że pomagali Ci TYLKO mężczyźni,a teraz nagle stwierdzasz,że "częściej" mężczyźni.
            Czyli jednak te wstrętne i nieużyte kobiety także Ci pomagały?
            • kiciiaa Re: jesteś kobietą? 23.11.09, 12:38
              żeby być dokładnym: w ciągu 9 miesięcy mojej ciąży kobieta pomogła mi raz - jak rejestrowałam samochód. mężczyźni kilkukrotnie.
              może to wynika z podejścia takiego jak ma gondra - że jak się nie upomnę (a ja się nie upominam, bo dobrze znosiłam ciążę - co wcale nie znaczy, że mi ciężej nie było), to nikt nie zauważy, a jak się upomnę, to usłyszę, że mam roszczeniową postawę i wszystko bym chciała.
              a może jestem taka piękna, że te "wstrętne i nieużyte kobiety" (cytat z ciebie) są normalnie zawistne, hahaha.

              a już poważniej. ja się nie skarżę, ja stwierdzam jedynie, co zaobserwowałam. i co potwierdziły także inne znajome, które były albo są w ciąży. nie widzę świata czarno - białego, natomiast akurat w tym przypadku zauważyłam, że generalnie jednak mężczyźni jakoś chętniej pomagają.
              może dlatego, że dla wielu ciąża i macierzyństwo to coś kompletnie obcego i abstrakcyjnego, czego nie umieją sobie wyobrazić, a wiele kobiet (wiele, nie wszystkie, więc proszę nie generalizować i nie przeinaczać moich wypowiedzi) bagatelizuje ten stan, że skoro one przeszły ciążę i im nikt nie pomagał, to niby dlaczego ktoś ma mieć takie przywileje.
              • gondra Re: jesteś kobietą? 23.11.09, 19:11
                > może to wynika z podejścia takiego jak ma gondra - że jak się nie upomnę (a ja
                > się nie upominam, bo dobrze znosiłam ciążę - co wcale nie znaczy, że mi ciężej
                > nie było), to nikt nie zauważy, a jak się upomnę, to usłyszę, że mam roszczenio
                > wą postawę i wszystko bym chciała

                Kicia, Ty naprawdę masz kłopot z logicznym myśleniem. Ja ustępuje kobietom w
                ciąży - w kolejkach, autobusach. Nawet sama z siebie, wyobraź sobie. Tylko nie
                cierpię roszczeniowej postawy. I tak, uważam, że jeśli ktoś oczekuje pomocy, to
                powinien o nią poprosić, chyba dorosłego człowieka na to stać? Bo pretensje w
                sytuacji, gdy cały świat ma się domyślać, a osoba potrzebująca sie nie zniży do
                poziomu proszącego o pomoc, są śmieszne. Chyba, że potraktujemy to tylko jako
                typowe polskie narzekanie na wszystko.
                A już mieć pretensje, że ludzie w pracy nie wyręczają mnie w
                obowiązkach - to już trzeba być kretynką.
                • donnastregha chyba ty masz problem z czytaniem 24.11.09, 11:04
                  hahahaha
                  Czujesz się dowartościowana, jak cię ktoś poprosi o pomoc?
                  A nie łaska się rozejrzeć dokoła i po prostu pomóc? Nie umiesz zauważyć, że ktoś ma dziecko, albo jest w ciąży, albo mu słabo??
                  To słabo z Twoją percepcją, oj słabo.
                  • asiazlasu Re: chyba ty masz problem z czytaniem 24.11.09, 15:07
                    pamietam jak jest ciezko pogodzic zycie zawodowe z domowym +
                    wychowanie dziecka. Tez pracowalam gdy mialo 3 miesiace i tez
                    karmilam. Wiec wiem. Jednak nigdy nie myslalam ani mowilam o moim
                    zyciu w kategoriach roszczeniowo-skargowych. Gdy czytam ten list
                    mysle sobie : gehenna.

                    A tu przeciez normalne zycie, takie jak bylo moje. Cos w tym
                    jest ...Brak organizacji ? usmiechu ? optymizmu ?
                    Dowartosciowania ???? nie wiem...
                    • donnastregha Re: chyba ty masz problem z czytaniem 24.11.09, 18:07
                      może ona ma wszystko na głowie?
                      Może mąż ma gdzieś to, że ją zostawia i gdzieś jedzie?
                      Może nie ma się komu wyżalić, bo wszyscy jej mówią, żeby nie narzekała, bo innym było gorzej i sobie dali radę?
                      Może ma depresję i musiała to z siebie wyrzucić chociaż w liście?

                      Każdy inaczej reaguje na stres - znamy ją, żeby oceniać?

                      Ja autorki listu nie bronię, bo rzeczywiście jej postawa jest zbyt oszczeniowa, jak na moje poglądy.

                      Ale smutne jest to, ilu na tym forum wszystkowiedzących i idealnych, którym tak łatwo przychodzi ocenianie i krytykowanie innych. I wcale im nie przeszkadza, że nie mają pojęcia, jak to jest pracować i mieć dziecko.
                      • ar.co Re: chyba ty masz problem z czytaniem 27.11.09, 09:49
                        Czyli: mąż ma gdzieś i wyjeżdża, a koleżanki z pracy są wredne
                        i "rzucają kłody". Bo to zapewne ich dziecko i to one mają obowiązek
                        ponosić odpowiedzialność za męża, który "ma gdzieś".
                        • gazeta_mi_placi Re: chyba ty masz problem z czytaniem 27.11.09, 21:25
                          Oczywiście,że to kobiety są te złe i wredne,a mężczyźni słodziutcy.
                          Tak sobie myślę,że ta źle ukrywana niechęć do innych kobiet może wynikać z
                          czegoś innego...
                          Może ten mąż o którym wspomniała i mało interesuje się dzieckiem wyjechał do
                          kochanki,więc teraz sfrustrowana kobieta wyżywa się na innych przedstawicielkach
                          płci własnej...
                          • donnastregha może 27.11.09, 22:39
                            Ale to tym bardziej tłumaczy stan tej kobiety prawda? Zostawienie jej samej z dzieckiem przez męża chyba może spowodować depresję?

                            Może zamiast z góry ją potępiać za postawę roszczeniową, spróbujesz pomyśleć, postawić się w jej sytuacji i zrozumieć?
                            Bo, popatrz - tu ci to nawet wyszło...
                            • gazeta_mi_placi Re: może 28.11.09, 11:57
                              Depresja nie ma nic wspólnego z postawą roszczeniową.
                              Oczywiście człowiek mający taką postawę może także chorować na depresję,ale
                              jedno nie wynika z drugiego.
                              Nie każdy chory na depresję człowiek jest roszczeniowy,tak samo jak nie każdy
                              człowiek roszczeniowy ma depresję.
                              Nawiasem mówiąc człowiek w naprawdę ciężkiej depresji nie ma sił nawet na pracę
                              i pisanie listów do redakcji.
                              Wiem,bo miałam taką osobę w rodzinie.

                              • donnastregha Depresja 28.11.09, 14:36
                                Moja droga.
                                To, że jedna osoba w Twojej rodzinie ma depresję, która objawia się w ten sposób, że nie ma na nic sił, to naprawdę nie oznacza, że u każdej innej osoby depresja objawia się tak samo. Chyba, że Ty i osoby z twojej rodziny jesteście sklasyfikowane, jako wzory w Sevres, w co szczerze wątpię.
                                U męża mojej ciotki depresja objawiała się bezsennością. U mojej byłej szefowej depresja objawila się agresją i to agresją wobec własnej rodziny, że w ogóle oni mają czelność coś od niej chcieć.
                                A jednak nie uważam ich za przykładowe objawy depresji.

                                Spróbuj popatrzeć na świat i innych ludzi szerzej, niż przez pryzmat swój i swojej rodziny. Nie każdy powierza Twoje wzorce.
                                • gazeta_mi_placi Re: Depresja 28.11.09, 16:07
                                  Mam dość dużą wiedzę o tej chorobie i jej różnych odmianach.
                                  W ciężkiej depresji człowiek nie ma sił ani na pracę ani na pisanie listów do
                                  redakcji czy choćby umycie się,często musi być hospitalizowany.
                                  Oczywiście są także średnie i lekkie stany depresyjne,ale to co innego niż
                                  depresja w stopniu ciężkim.
                                  W tej ostatniej człowiek naprawdę nie ma sił na nic.
                                  Depresja nie ma też nic wspólnego z postawą "należy mi się bo mam dziecko.
                                  Życzę doinformowanie się w tym względzie.
                                  Pozdrawiam.


                                  • donnastregha Re: Depresja 29.11.09, 11:27
                                    A gdzie ja napisałam, że autorka ma cięzką depresję?
                                    Po liście umiesz rozpoznać, czy ma czy nie ma? Jesteś lepsza od psychiatrów, którzy czasem potrzebują kilku spotkań, by postawić pełną diagnozę?
                                    Zalecam trochę pokory - to, że się zetknęłaś z depresją w rodzinie nie oznacza, że wiesz o niej wszystko.
                  • gondra Re: chyba ty masz problem z czytaniem 25.11.09, 18:54

                    > hahahaha
                    > Czujesz się dowartościowana, jak cię ktoś poprosi o pomoc?
                    > A nie łaska się rozejrzeć dokoła i po prostu pomóc? Nie umiesz zauważyć, że kto
                    > ś ma dziecko, albo jest w ciąży, albo mu słabo??
                    > To słabo z Twoją percepcją, oj słabo.

                    I ta osoba narzeka na znieczulicę i brak wzajemnej życzliwosci. Cudowne.:DDD
                    • donnastregha problemy z czytaniem? 25.11.09, 23:58
                      A gdzie ja narzekam na znieczulicę? Ja stwierdzam fakt niewychowania ludzi. A ty wydajesz się być tego świetnym przykładem.
                      Ale skoro zarzucasz mi hipokryzję, to proszę o cytat z narzekaniem. :D
      • iruuu Re: jesteś kobietą? 25.11.09, 11:13
        Współczuję Wam, kobietom w ciąży. Ja zawsze staram się ustępować
        miejsca kobiecie w odmiennym stanie - za kilka lat prawdopodobnie sama
        będę w takiej sytuacji. Ale wiem też, że zdarzają się kobiety
        zazdrosne, patrzące na Was ze złością. Sama kiedyś byłam świadkiem,
        jak w autobusie dwie starsze panie kłóciły się o wolne miejsce, a obok
        stała kobieta z widocznym już brzuszkiem i nawet jej spojrzeniem nie
        obdarzyły. Jaka podła jest ta nasza płeć, jak trudno jest liczyć na
        czyjąś uprzejmość i wyrozumiałość...
    • deczko Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 12:08
      Ludzie, ja nie wiem czego Wy wymagacie od innych, ciagle sie tylko zalicie i
      zalicie?! Chcialo sie miec dzieciaka, to prosze oto dziecko i obowiazki z nim
      zwiazane. Twoje, nie kolezanki, ani kolegi. Zachowujecie sie jak te niektore
      babcie w komunikacji miejskiej, ktory prawie nie splona zywcem, jak ktos im
      miejsca nie ustapi.
      • kiciiaa Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 13:29
        nie rozumiesz.
        ja się ani nie żalę, ani nie wykorzystuję swojego stanu, ani, co więcej, nie korzystam z przysługujących mi przywilejów (np. z kas z pierwszeństwem). tak samo, jak nikt nigdy nie wykonywał za mnie moich obowiązków - często było na odwrót.
        po prostu stwierdzam fakt, że ludzie u nas są generalnie nieużyci i nieżyczliwi wobec innych i chętnie szykanują pozostałych.
        nie dotyczy to wcale tylko ciężarnych i matek z dziećmi. możesz mieć złamaną nogę, a nikt przed tobą w kolejce do lekarza cię nie przepuści, choć siedzi po receptę. może ci się dom palić/samolot uciekać/mama chorować - nikogo to kompletnie nie obejdzie - często wręcz ktoś chętnie jeszcze ci utrudni, choć nic na tym nie zyska.
        a potem się jeden z drugim skarży, że młodzież niewychowana, nie ustąpi miejsca, itp.
        a jaka ma być, jak bierze przykład z rodziców?

        natomiast tej szczególnej niechęci kobiet wobec matek z dziećmi nie rozumiem. wydawałoby się, że właśnie one powinny pamiętać, jak czasem było ciężko.
        i co ciekawe - te same kobiety zupełnie inaczej traktują ojców z dziećmi. nieporównywalnie lepiej.
        ot, ciekawostks
        • deczko Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 15:59
          kiciiaa napisała:

          > nie rozumiesz.
          > ja się ani nie żalę, ani nie wykorzystuję swojego stanu, ani, co więcej, nie ko
          > rzystam z przysługujących mi przywilejów (np. z kas z pierwszeństwem). tak samo
          > , jak nikt nigdy nie wykonywał za mnie moich obowiązków - często było na odwrót
          > .
          > po prostu stwierdzam fakt, że ludzie u nas są generalnie nieużyci i nieżyczliwi
          > wobec innych i chętnie szykanują pozostałych.


          > nie dotyczy to wcale tylko ciężarnych i matek z dziećmi. możesz mieć złamaną no
          > gę, a nikt przed tobą w kolejce do lekarza cię nie przepuści, choć siedzi po re
          > ceptę.

          A moze mu ta recepta jest bardzo potrzebna, moze nie moze przepuscic kogos ze
          zlamana noga? To nie wina ludzi, ktorzy przyszli po recepte, ze musza czekac,
          tylko sluzby zdrowia, ktora dziala tak jak dziala.




          > a potem się jeden z drugim skarży, że młodzież niewychowana, nie ustąpi miejsca
          > , itp.
          > a jaka ma być, jak bierze przykład z rodziców?


          W niektorych krajach, starsi ludzie wrecz sie obrazaja, jak mlody czlowiek im
          miejsca chce usrapic. Ale u nas to wszyscy chorzy kombatanci. A mnie kiedys taka
          starsza kobiecina powiedziala, ze ona nie chce siedziec, ona sie czuje swietnie,
          chetnie postoi, niech ktos zmeczony usiadzie.

          W komunikacji miejskiej, jak jezdzilam z dzieckiem, ZAWSZE mi ustepowano
          miejsca, ZAWSZE (czasami bez proszenia) wnoszono mi wozek do tramwaju, autobusu.
          • kiciiaa Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 16:51
            deczko napisał:

            > A moze mu ta recepta jest bardzo potrzebna, moze nie moze przepuscic kogos ze
            > zlamana noga? To nie wina ludzi, ktorzy przyszli po recepte, ze musza czekac,
            > tylko sluzby zdrowia, ktora dziala tak jak dziala.

            zastanów się co piszesz. jeżeli komuś lek jest potrzebny pilnie, to nie siedzi i nie czeka na receptę, tylko pójdzie do przychodni i poprosi o pomoc pielęgniarkę albo lekarza i tę pomoc dostanie na poczekaniu. receptę trzeba zrealizować i przyjąć lek - nie wydaje mi się, że w takiej sytuacji pół godziny czekania na świstek papieru jest ważniejsze niż ból złamania.
            ale może dla ciebie jest

            > W komunikacji miejskiej, jak jezdzilam z dzieckiem, ZAWSZE mi ustepowano
            > miejsca, ZAWSZE (czasami bez proszenia) wnoszono mi wozek do tramwaju, autobusu

            ja mam to szczęście, że mogę jeździć samochodem, więc nawet nie mam zamiaru wsiadać do autobusu, jeżeli nie muszę. ale gdy jeszcze jeździłam, nieraz widziałam kobiety w ciąży, matki z dziećmi, ludzi o kulach - stojących, bo nikomu nie przyszłoby do głowy ustąpić im miejsca.

            i popatrz - jak byłam w Australii i ustępowałam miejsca, to nikt się nie obrażal, wręcz okazywano mi wdzięczność. dziwni jacyś chyba, nie?
            • deczko Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 12:01
              kiciiaa napisała:

              > zastanów się co piszesz. jeżeli komuś lek jest potrzebny pilnie, to nie siedzi
              > i nie czeka na receptę, tylko pójdzie do przychodni i poprosi o pomoc pielęgnia
              > rkę albo lekarza i tę pomoc dostanie na poczekaniu. receptę trzeba zrealizować
              > i przyjąć lek - nie wydaje mi się, że w takiej sytuacji pół godziny czekania na
              > świstek papieru jest ważniejsze niż ból złamania.
              > ale może dla ciebie jest

              Czlowiek ze zlamana noga, to jedzie na pogotowie, wiec zastanow sie co Ty
              wypisujesz?! A jak ma juz te noge w gipsie i go swedzi, czy boli, a ma wizyte u
              chirurgA, to siedzi jak i reszta pacjentow, ktorzy sa chorzy, chca byc
              obsluzeni w kolejnosci.


              >


              > > W komunikacji miejskiej, jak jezdzilam z dzieckiem, ZAWSZE mi
              > ja mam to szczęście, że mogę jeździć samochodem, więc nawet nie mam zamiaru wsi
              > adać do autobusu, jeżeli nie muszę. ale gdy jeszcze jeździłam, nieraz widziałam
              > kobiety w ciąży, matki z dziećmi, ludzi o kulach - stojących, bo nikomu nie pr
              > zyszłoby do głowy ustąpić im miejsca.

              No to jakie Ty masz pojecie o polskiej grzecznosci?? Ja mam, poniewaz jezdzilam
              z dzieckiem, malym (plus wozek, ktore wazy swoje), pozniej wiekszym, zawsze
              ustepowano mi miejsca, zawsze pomagano mi wniesc wozek, nawet czasami nie
              musialam prosic. Bardzo duzo jezdze komunikacja miejska i nigdy nie widzialam,
              by osoba niepelnosprawna stala. Bylam swiadkiem, jak pomocy oczekiwali ludzie
              niewidomi, starsi, przyjezdni, matki z wozkami, ludzie na wozkach, zawsze ktos
              im pomagal i to nie jedna osoba.

              A co do kobiet w ciazy. Jak jednej ustapilam miejsca, to spojrzala sie na mnie
              jak na ufoludka. Nie wiem, moze uznala, ze nie jest az w takiej zaawansowwanej
              ciazu, ze nie musi siadac. Nie podziekowala, ani nie usiadla, coz rozumiem- hormony.




              >
              > i popatrz - jak byłam w Australii i ustępowałam miejsca, to nikt się nie obraża
              > l, wręcz okazywano mi wdzięczność. dziwni jacyś chyba, nie?

              Co kraj, to obyczaj.
              • kiciiaa Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 14:33
                ale ja mówię o izbie przyjęć!! człowiek ze złamaną nogą (nota bene mój kolega z pracy), czekał cierpliwie, bo wcześniej do lekarza musiała wejść min pani po receptę na jakieś zastrzyki. na moje grzecznie zadane pytanie, czy nie byłoby jej lepiej iść do lekarza rodzinnego, odpowiedziała, że tam to się musi umawiać na godziny jakie pasują lekarzom, a nie jej i ona nie będzie czekała do wieczora.

                co do jazdy autobusem - czytaj uważnie. już teraz nie muszę jeździć komunikacją, bo mnie było stać na zakup samochodu. wcześniej się napatrzyłam do woli. i nieraz widziałam stojące ooby stare, niepełnosprawne czy w ciąży. siedzący za to widzieli wszystko, tylko nie ich. byłm świadkiem omdlenia w autobusie dziewczyny w zaawansowanej ciąży i przyjazdu karetki (kilka lat temu, linia 517), co przez elegancką damę w wieku ok 40-tki zostało skwitowane "po co się taka gruba pcha do autobusu" - potem się okazało, że dziewczyna po prostu musiała do szpitala jechać, ale pani nie wykazała zrozumienia.
                za to nie spotkałam przypadku, żeby ktoś, komu ustąpiono miejsca, zachował się po chamsku albo nie skorzystał. no, chyba, że wysiadał na następnym przystanku.
                dlatego jakoś nie tęsknię za komunikacją miejską
                • isiaaaaa Re: Jestem matką pracującą 26.11.09, 13:12
                  ale po co komuś tłumaczysz coś czego i tak nie zrozumie?! braku dobrego
                  wychowania nie zmienisz, jak rodzice nie wychowali i nie nauczyli empatii to na
                  stare lata ta osoba się raptem nie zmieni. ja mam 22 lata ale mama nauczyła mnie
                  dobrego wychowania i ustępuje miejsca w autobusie, a podobno to młodzi ludzie są
                  źle wychowani i bezczelni. A tu stara baba się wypowiada, że nie trzeba
                  ustępować miejsca kobietom w ciąży, baba, która podobno sama była w ciąży.
                  Zapomniał wół jak cielęciem był!
                  • kiciiaa Re: Jestem matką pracującą 27.11.09, 16:50
                    bo a nuż coś dotrze? :)
                    a poważniej - kultura, empatia i dobre wychowanie nie zależą od wieku. można mieć 22 lata jak ty i rozumieć problemy innych, a można mieć 50 lub więcej i być skończonym chamem. jak ktoś nie ma kultury za młodu, to na starość nagle jej nie nabędzie znikąd.

                    pozdrawiam :)
              • gazeta_mi_placi Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 20:20
                >No to jakie Ty masz pojecie o polskiej grzecznosci?? Ja mam, poniewaz jezdzilam
                z dzieckiem, malym (plus wozek, ktore wazy swoje), pozniej wiekszym, zawsze
                ustepowano mi miejsca, zawsze pomagano mi wniesc wozek, nawet czasami nie
                musialam prosic. Bardzo duzo jezdze komunikacja miejska i nigdy nie widzialam,
                by osoba niepelnosprawna stala. Bylam swiadkiem, jak pomocy oczekiwali ludzie
                niewidomi, starsi, przyjezdni, matki z wozkami, ludzie na wozkach, zawsze ktos
                im pomagal i to nie jedna osoba.

                Mam podobne spostrzeżenia do Twoich.
                Widziałam nawet sytuację jak kilka osób podlatuje aby pomóc wstać ostatniemu
                menelowi poruszającemu się o kulach.
                Menel odmawiał pomocy i w końcu sam się podniósł,ale w tym czasie przynajmniej
                kilka osób do niego podchodziło.
                Innym razem zemdlała w komunikacji miejskiej moja koleżanka (młoda
                i nie w ciąży)-ludzie rzucili się na pomoc.
                Dwie osoby cuciły,starsza kobieta (był tłok,więc na siedzących miejscach były w
                zasadzie same starsze osoby) chciała ustąpić miejsca,ktoś otwierał okna a jeden
                chłopak (gdy już się ocknęła) specjalnie wysiadł za nami na przystanku aby w
                razie czegoś pomóc.
                Został z nią na ławce gdy poszłam do kiosku po coś do picia.
                Gdy się upewnił,że wszystko w miarę ok wsiadł do tramwaju i odjechał.
                Nie wszędzie jest znieczulica.
          • titta Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 23:10
            W niektorych krajach, starsi ludzie wrecz sie obrazaja, jak mlody
            czlowiek im
            miejsca chce usrapic.

            Ciekawe, inny gatunek czlowieka mieszka w tych "niektorych krajach"?
            Fakt, nie wszedzie jest zwyczaj ustepowania miejsca (ale i nie
            wszedzie komunikacja miejska jest zatloczona). Natomiest wszedzie,
            czlowiek ktory z trudnoscia stoi, ze zgledu na chorobe, ciaze, lub
            po prostu zmeczenie, z wziecznoscia przyjmie ustapione miejsce.
          • gondra Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 12:48
            A moja babcia mówiła, że niech jej młodzież miejsca nie ustępuje, tylko siedzi,
            bo nastoją się, jak będą starzy.;)
        • joanelle Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 23:30
          To w jakichś innych Polskach chyba żyjemy. Mnie w ciąży nie zdarzało się stać w
          tramwajach, jak przyszłam spóźniona na ślub koleżanki też od razu się krzesło
          znalazło. Ostatnio jak wylądowaliśmy z dzieckiem, już trzyletnim, w przychodni
          na pomocy doraźnej, to ludzie sami zaproponowali, żebyśmy weszli poza
          kolejnością, bo dziecko. I nigdy nie ma problemu, żeby wejść na chwilę i o coś
          zapytać lekarza.
          A osoba siedząca po receptę zazwyczaj spędza w gabinecie znacznie mniej czasu,
          niż ciężarna, więc nie dramatyzujmy. IMHO wystarczy, żeby ciężarna miała gdzie
          usiąść.
          • mala_mm Re: Jestem matką pracującą 26.11.09, 13:54
            joanelle napisała:

            > To w jakichś innych Polskach chyba żyjemy. Mnie w ciąży nie
            zdarzało się stać w
            > tramwajach, jak przyszłam spóźniona na ślub koleżanki też od razu
            się krzesło
            > znalazło. Ostatnio jak wylądowaliśmy z dzieckiem, już trzyletnim,
            w przychodni
            > na pomocy doraźnej, to ludzie sami zaproponowali, żebyśmy weszli
            poza
            > kolejnością, bo dziecko. I nigdy nie ma problemu, żeby wejść na
            chwilę i o coś
            > zapytać lekarza.
            > A osoba siedząca po receptę zazwyczaj spędza w gabinecie znacznie
            mniej czasu,
            > niż ciężarna, więc nie dramatyzujmy. IMHO wystarczy, żeby ciężarna
            miała gdzie
            > usiąść.

            Nie mówię, że nie jest tak jak piszesz w ogóle, ale na pewno nie
            wszędzie. To wszystko zależy od tego jak się trafi. W moim mieście i
            okolicach nie zawsze się spotyka takich życzliwe osoby, szkoda, bo
            się wtedy wiarę w ludzi. Tak zupełnie dla przykładu: wyobraź sobie
            taką sytuację: starsza pani, słaba, jechała autobusem i nikt jej nie
            ustąpił.Jak geniusz - kierowca zahamował, to przeleciała przez cały
            autobus i złamała obie nogi. Czyja wina? Ludzi, bo nie ustąpili.
            Kierowcy, bo źle zahamował. I tu ukazuje się jescze jeden aspekt,
            którego nikt nie poruszył w tym sporze: w takiej samej mierze jej
            samej, bo czy naprawdę tak trudno jest poprosić? Korona jej z głowy
            nie spadnie.

            Życzę Ci żebyś dalej spotykała takich fajnych ludzi, farciara
            jesteś ;) Pozdrawiam serdecznie :)
        • gondra Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 12:45
          > po prostu stwierdzam fakt, że ludzie u nas są generalnie nieużyci i nieżyczliwi
          > wobec innych i chętnie szykanują pozostałych.

          No przecież nie ludzie, tylko kobiety.;)
          A powyższym stwierdzeniem ameryki nie odkryłaś. I to nie tylko "u nas".

          > natomiast tej szczególnej niechęci kobiet wobec matek z dziećmi nie rozumiem.

          A ja rozumiem, to odpowiedź na roszczeniową postawę i uważanie sie za pępek
          świata, co jest domeną wielu matek. No bo chyba nie myślisz, że ta niechęć
          bierze się z powietrza?

          > i co ciekawe - te same kobiety zupełnie inaczej traktują ojców z dziećmi. niepo
          > równywalnie lepiej.
          > ot, ciekawostks

          Żadna ciekawostka. Rodzaj dyskryminacji. Od kobiety rodzica wymaga się więcej,
          bo to oczywiste, że kobieta ma zajmować sie dzieckiem. Natomiast facet w tej
          roli jest podziwiany, że łaskawie sie zajął, na niektóre kobiety to działa, bo
          wydaje się odpowiedzialny, "nie taki jak wszyscy":).
          • kiciiaa Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 14:46
            w tym przypadku faktycznie matka się zachowuje roszczeniowo, a cały list się nie do końca trzyma kupy.
            ale niesympatyczne zachowanie kobiet wobec innych (szczegółnie tych w widocznej ciąży i z małymi dziećmi), nie jest li tylko spowodowane postawą roszczeniową. często bierze się z samego faktu ciaży, czy dziecka.
            na pewno masz rację, że w dużej mierze to skutek roszczeniowej postawy matek, wymagających szczególnego traktowania - przez co w efekcie cierpią także te, które wcale niczego się nie domagają.
            niestety, sam fakt ich stanu budzi obawy, że "przyszła taka w ciąży/z bachorem", bo liczy że jej pierwszeństwa ustąpię".

            ale dlaczego te same kobiety traktują mężczyzn, jak bohaterów, tylko za samo zajmowanie się dzieckiem? przecież, do cholery, tatuś to dziecko też robił z mamusią i nie powinno być niczym niezwykłym, że też ma obowiązki!
            tymczasem te same kobiety, które warczą na matki z dziećmi, powielają stereotyp, że facet jest tak wyjątkowy, jak przyjedzie gdzieś z wózkiem, że sami faceci zaczynają w to wierzyć.
            dla mnie to chore.

            choć korzyści z takiego podejścia bywają. moja kuzynka powiedziała kiedyś filozoficznie, że od trzech lat nie była z żadnym z dzieci u pediatry. bo jak ona pójdzie, to musi wyczekać w kolejce swoje, obronić się przed wpychającymi się paniusiami i jeszcze jest potępiana za każde kwilenie dziecka. natomiast jak wyśle męża, to wraca on w ciągu godziny, bo jest wpuszczany poza kolejką i jeszcze inne mamy próbują mu dziecko uspokajać, no bo jak biedny, nieszczęśliwy ojciec wygoniony przez zła żonę by sobie poradził.
            i tylko nie przyznaje się wtedy do fakty, że to on jest na wychowawczym, bo pewno by stracił przywileje.

            ech, to nasze społeczeństwo urocze.
            • gondra Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 15:21
              Niestety, tak jest. Nawet gdy obowiązki ojca ograniczają sie do wyjścia z
              dzieckiem na plac zabaw, a matka zmienia pieluchy, wozi po przedszkolach,
              odrabia z nim lekcje i robi wszystkie te niewidowiskowe zajęcia. Samo
              sformułowanie, że ojciec pomaga przy dziecku jest chore - do jasnej ciasnej, to
              tak samo jego dziecko jak matki.
              Myśle, ze to sie moze troche brać też z tego, że jednak rzeczywistość większości
              rodzin wygląda tak, że tylko/głównie kobieta ma obowiązki w domu i przy
              dzieciach. Dlatego, gdy kobiety widzą faceta, który robi cokolwiek z dzieckiem
              lub przy dziecku, to od razu podziw i uznanie.

              A to o czym piszesz na początku - upraszczając to trochę tak jak z tym, że
              wszystkie blondynki są głupie, kobiety to beznadziejni kierowcy, a 30-letniej
              panny nikt nie chciał. Łatki przypinane grupom społecznym.
              • kiciiaa Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 15:56
                no, tak, niestety, to jest taka łatka.
                smutne jest to, że z czegoś się wzięła
      • gondra Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 12:41
        deczko napisał:

        > Ludzie, ja nie wiem czego Wy wymagacie od innych, ciagle sie tylko zalicie i
        > zalicie?! Chcialo sie miec dzieciaka, to prosze oto dziecko i obowiazki z nim
        > zwiazane. Twoje, nie kolezanki, ani kolegi.

        No i tadam!
    • gazeta_mi_placi Jestem matką pracującą 21.11.09, 17:45
      "Przede mną cztery starsze panie, niewątpliwie mające więcej czasu, niż ja..."

      A skąd ta Pani to wie?
      Jasnowidzka jakaś?
      Tylko ona jedna zapracowana
      i z obowiązkami,ale inni w kolejce już nie?
      Starsze Panie też mają swoje życie.Nawet jak mają więcej czasu to nie muszą go spędzać w kolejce,nie mówiąc już o tym że w starszym wieku już większość nie czuje się tak dobrze jak w młodym,dolegliwości
      i choroby różne dają o sobie znać,a tu wchodzi do kolejki młoda,zdrowa kobieta i ustępujcie jej...
      Nie podoba mi się,że pisze ona w tak lekceważący sposób o starszych osobach tym bardziej,że to właśnie one wyświadczyły jej uprzejmość
      i przepuściły.
      Jedna mądra ekspedientka wyznała się na tym roszczeniowym babsztylu i pokazała gdzie jej miejsce.
      Brawo!

    • gazeta_mi_placi Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 17:58
      szpil1 napisała:

      > A w jaki sposób koleżanki "rzucają ci kłody pod nogi"? Bo nie chcą
      > cię wyręczać w obowiązkach na co, jak sama piszesz, zgadzają sie
      > koledzy? One chyba mają swoje obowiązki w pracy, może nie mają czasu
      > zajmować się jeszcze tym co należy do ciebie? Szef nie robił ci
      > żadnej łaski, bo należy ci się przerwa na nakarmienie dziecka. Tak
      > więc nie rozpływaj się nad jego wyrozumiałością. Tak jak napisałaś -
      > powrót do pracy to był twoj wybór. Może tak zamiast wymagać od
      > obcych ludzi, by się nad tobą pochylali z troską, bo masz małe
      > dziecko, wymagaj tego od męża? Niech zrezygnuje z wyjazdu i pomaga
      > ci, to w końcu też jego dziecko?

      Dokładnie.
      Poza tym podejrzewam,że jak w większości przypadków koleżanki zarabiają mniej od rzeczonych kolegów więc co w tym dziwnego że nie mają chęci aby odwalać jeszcze robotę za kogoś.
      A od obowiązku odnośnie dziecka skoro nie jesteś biedną opuszczoną samotną matką masz jeszcze męża.
      Skoro praca dla niego jest ważniejsza od własnego dziecka to już rozumiem skąd frustracja a czemu te wstrętne koleżanki z pracy,ta ekspedientka itp...
    • titta Re: Jestem matką pracującą 21.11.09, 23:02
      Wiesz czemu mogly by na rowni z kolegami wyreczac w obowiazkach,
      albo przynajmniej okazac zyczliwosc? Dlatego ze w ten sposob latwiej
      zyc. W lepzej atmosferze, dlatego, ze wtedy ktos im tez moze pomoc
      jak beda w trudniejszym oktesie w zyciu. Dlatego, ze w
      spoleczenstwie ludzi skupionych wylacznie na sobie i patrzacych z
      wrogoscia czy czasem komus nie jest przypadkiem lepiej niz innym
      odechciewa sie czegokolwiek.
      • szpil1 Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 20:09
        titta napisała:

        > Wiesz czemu mogly by na rowni z kolegami wyreczac w obowiazkach,
        > albo przynajmniej okazac zyczliwosc? Dlatego ze w ten sposob
        latwiej
        > zyc. W lepzej atmosferze, dlatego, ze wtedy ktos im tez moze pomoc
        > jak beda w trudniejszym oktesie w zyciu. Dlatego, ze w
        > spoleczenstwie ludzi skupionych wylacznie na sobie i patrzacych z
        > wrogoscia czy czasem komus nie jest przypadkiem lepiej niz innym
        > odechciewa sie czegokolwiek.

        Oczywiście, że w miłej atmosferze jest łatwiej żyć i pracować. Tylko
        wyobraź sobie, że masz koleżankę, która wiecznie musi przyjść
        później/wyjść wcześniej, bo np. ona ma dziecko i ktoś, czyli ona
        musi się tym dzieckiem zająć. Ogólnie dotyczy to wszystkich, którzy
        wymagają, żeby ich wyręczać, bo coś tam. Podkreślam "wyręczać"
        (autorka listu użyła tego właśnie słowa), co znaczy ni mniej ni
        więcej tylko pracować za nich. A przecież koleżanki z pracy też
        prawdopodobnie mają obowiązki w domu i też są zmęczone. Na jak długo
        starczy ci życzliwości i zrozumienia, aby wypełniać swoje obowiązki
        i odwalać pracę za kogoś?
        Co do pań z kolejki, to może któraś ma np. wnuczka, którego musi
        odebrać z przedszkola albo chorego, starszego męża w domu i też się
        śpieszy? No, ale niektórzy wymagają zrozumienia i współczucia od
        innych, a sami tymi cechami nie grzeszą.
        • echtom Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 20:47
          > Tylko wyobraź sobie, że masz koleżankę, która wiecznie musi przyjść
          > później/wyjść wcześniej, bo np. ona ma dziecko i ktoś, czyli ona
          > musi się tym dzieckiem zająć.

          Znam osobę, która niemal codziennie w godzinach służbowych załatwiała prywatne sprawy, a na wszelkie próby zwrócenia jej uwagi odpowiadała: "Ja mam troje dzieci i muszę załatwić". Dodam, że dwoje z tych "dzieci" studiuje w innym mieście, a najmłodsze chodzi do gimnazjum.
    • squirrel9 Jestem matką pracującą 21.11.09, 23:16
      List, rzeczywiscie taki "gównarski", a zapewnie pisze go nie
      nastolatka a dorosła kobieta. Sądzę,ze pracuje w jakiejś instytucji
      państwowej z przerostem zatrudnienia, gdzie jej "przymusowy" powrót
      do pracy mogłaby potraktowac jako przychodzenie, przeczekanie i
      wychozenie bo potrzebne jej pieniądze, gdyby tylko wszyscy chcieli
      wykonywać za nią jej pracę. Tak przynajmniej to brzmi. A tu z dużą
      biedą trzeba pracować (przy jakiejś pomocy kolegów, pewnie na tyle
      dobrze wychwanych i gentalmeńskich,że pomocy nie odmawiają kobiecie).
      Jeszcze NIGDY nie zdarzyło mi się, by ekspedientka w sklepie czy
      markecie byłą oburzona,ze kogokoliwek przepuszczam bez kolejki.
      Chyba,że staojący w kolejce przepuszczają ale z dużą niechęcią, lub
      ekspedientka widzi to n-ty raz w wykonaniu tej pani.
      Na pewno samej kobiecie z malutkicm dzieckiem nie jest łatwo.
      Głupie "porady" tupu "niech mąż zrezygnuje z pracy czy wyjazdu"
      można sobie go gumiaków włożyć, rzeczywistośc jest jaka jest. Jednak
      może lepiej zapłacić za godzinę dłuzej opiekunce 2 razy w tygodniu,
      z wóżkiem i dzieciem wyjść na większe zakupy raz w tygodniu i jakoś
      się zorganizować a nie mieć pretensji do całego świata.
      • echtom Dla mnie ta historia średnio trzyma się kupy 22.11.09, 10:40
        Rozumiem, że jakichś przywilejów może oczekiwać kobieta w ciąży czy z malutkim dzieckiem, ale taka, która tylko mówi, że zostawiła małe dziecko w domu? Przecież każdy może tak powiedzieć. Poza tym skąd ten dramatyczny pośpiech, skoro z dzieckiem jest w tym czasie "dobra opiekunka"? W tej sytuacji można chyba zrobić zakupy po pracy? I gdzie tak pilnie musiał wyjechać chwilowo niepracujący mąż - chyba nie w delegację służbową? I jaka w tym wszystkim wina koleżanek z pracy czy kasjerki?
        Mam wrażenie, że autorka listu sama rozsiewa "złe fluidy" i prowokuje niechęć otoczenia swoją agresywną, roszczeniową postawą "musicie mi pomagać, bo mam małe dziecko"
        • gazeta_mi_placi Re: Dla mnie ta historia średnio trzyma się kupy 22.11.09, 20:08
          echtom napisała:

          > Rozumiem, że jakichś przywilejów może oczekiwać kobieta w ciąży czy z malutkim
          > dzieckiem, ale taka, która tylko mówi, że zostawiła małe dziecko w domu? Przeci
          > eż każdy może tak powiedzieć. Poza tym skąd ten dramatyczny pośpiech, skoro z d
          > zieckiem jest w tym czasie "dobra opiekunka"? W tej sytuacji można chyba zrobić
          > zakupy po pracy? I gdzie tak pilnie musiał wyjechać chwilowo niepracują
          > cy mąż - chyba nie w delegację służbową? I jaka w tym wszystkim wina koleżanek
          > z pracy czy kasjerki?
          > Mam wrażenie, że autorka listu sama rozsiewa "złe fluidy" i prowokuje niechęć o
          > toczenia swoją agresywną, roszczeniową postawą "musicie mi pomagać, bo m
          > am małe dziecko"

          Dokładnie.
    • gondra Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 12:36
      Nie no, następna roszczeniowa matka. "Zgodziły się łaskawie". A co, miały
      zaklaskać i zaśpiewać? "Na pewno mają więcej czasu niż ja", ręce opadają.
      "Chociaż koledzy wyręczają w obowiązkach, to kobiety rzucają kłody pod nogi".
      Masz pretensje, że ludzie nie wyręczają Cie w obowiązkach? Kobieto, Ty chyba kpisz.
    • echtom Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 13:04
      Ogólnie mam wrażenie, że pan mąż w tej sytuacji dał ciała, a autorka próbuje go usprawiedliwić, przerzucając jego odpowiedzialność na osoby postronne.
      • gondra Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 13:13
        Świat się wali - zgadzam się z Echtom.
        • gazeta_mi_placi Re: Jestem matką pracującą 22.11.09, 20:05
          gondra napisała:

          > Świat się wali - zgadzam się z Echtom.

          Mi też :-)
    • pan_i_wladca_mx jezeli te listy 22.11.09, 16:06
      mamusiek maja pomoc zwrocic uwage na pewne kwestie.. to im nie wychodzi bo co
      jeden to lepszy, pelne roszczenia, pretensje, nienawisc do innych kobiet (tak
      tak!!! mamuski kontra reszta swiata)!

      a najzabawniejsze jest to, ze jezeli te sytacje sie zdarzaja t zadna paszczy
      nie otworzy i nie powie o co chodzi tylko patrzy spod byka a potem pisze do
      obcasow, no zenada
      • gazeta_mi_placi Re: jezeli te listy 22.11.09, 20:01
        pan_i_wladca_mx napisała:

        > mamusiek maja pomoc zwrocic uwage na pewne kwestie.. to im nie wychodzi bo co
        > jeden to lepszy, pelne roszczenia, pretensje, nienawisc do innych kobiet (tak
        > tak!!! mamuski kontra reszta swiata)!
        >
        > a najzabawniejsze jest to, ze jezeli te sytacje sie zdarzaja t zadna paszczy
        > nie otworzy i nie powie o co chodzi tylko patrzy spod byka a potem pisze do
        > obcasow, no zenada

        Dokładnie.
        Choć z drugiej strony może ona ma jakiś problem z wysławianiem się (np. z
        jąkaniem) i dlatego woli nic nie mówić tylko list wysmażyć do gazety :-)
      • donnastregha Re: jezeli te listy 22.11.09, 22:13
        Słyszałam takie co mówiły. Dowiadywały się, że nie są pępkiem świata albo, że trzeba było nóg nie rozkładać, albo nie brać ze sobą bachora w miejsce publiczne.
        I tak źle, i tak niedobrze.
        Z jednej strony narzekacie na poświęcające się i cierpiące Matki Polki, a z drugiej robicie wszystko, żeby im utrudnić egzystencję.
        • gazeta_mi_placi Re: jezeli te listy 22.11.09, 23:11
          W jaki sposób utrudnić?
      • gazeta_mi_placi Re: jezeli te listy 27.11.09, 21:21
        pan_i_wladca_mx napisała:

        > mamusiek maja pomoc zwrocic uwage na pewne kwestie.. to im nie wychodzi bo co
        > jeden to lepszy, pelne roszczenia, pretensje, nienawisc do innych kobiet (tak
        > tak!!! mamuski kontra reszta swiata)!
        >
        > a najzabawniejsze jest to, ze jezeli te sytacje sie zdarzaja t zadna paszczy
        > nie otworzy i nie powie o co chodzi tylko patrzy spod byka a potem pisze do
        > obcasow, no zenada

        Lepiej żeby taka mamuśka nie otwierała gęby-gdy otworzy to wierz mi,większa żenada niż gdyby milczała :-)
        • donnastregha hipokrytka... 27.11.09, 22:51
          Z jednej strony uważasz, że się powinno prosić, bo nie każdy musi wszystko widzieć.
          Z drugiej, zeby się lepiej takie mamuśki nie odzywały.

          Ech, kobieto, coś słabo z twoim logicznym myśleniem. Ten jad je zakłóca?
    • gazeta_mi_placi Jestem matką pracującą 22.11.09, 20:04
      "Przede mną cztery starsze panie, niewątpliwie mające więcej czasu, niż ja. Poprosiłam, żeby mnie przepuściły, zgodziły się łaskawie..."

      Czy tylko mi się wydaje,że ta Pani pisze o tych osobach (które jej w końcu wyświadczyły przysługę i przepuściły) w lekko złośliwy sposób?
      "łaskawie...,mają więcej czasu,bo stare..." ?
    • naels Jestem matką pracującą 23.11.09, 17:45
      Droga autorko, zupelnie nie podoba mi sie twoj list i postawa, jaka
      prezentujesz. Czy jestes pewna, czego ty wlasciwie chcesz od zycia?

      "szef (mężczyzna!) poszedł mi na rękę i pozwolił na zmianę
      grafiku, dzięki czemu mogę nadal karmić dziecko piersią"

      Chyba, jako matka malego dziecka masz do tej przerwy pelne prawo?
      Tzn. szef poszedl ci na reke w tym sensie, ze cie nie zwolnil ani
      nie zdegradowal pod byle pretekstem?

      "Mąż, który chwilowo nie pracuje, pomaga mi w zakupach, ale
      musiał na dłużej wyjechać."

      Bardzo dziwna sytuacja. Jezeli maz nie pracuje i siedzi w domu, to
      chyba moze przejac wiekszosc obowiazkow zwiazanych z dzieckiem czy
      prowadzeniem domu? Dlaczego np. ty masz gotowac po powrocie z pracy,
      a nie on? I co to znaczy, ze on ci "pomaga" w zakupach, a nie
      zwyczajnie "robi zakupy"?

      "Przede mną cztery starsze panie, niewątpliwie mające więcej
      czasu, niż ja."

      A skad wiesz, ze maja wiecej czasu, niz ty? Moze jedna ma numerek do
      lekarza na okreslona godzine, a druga musi biec do domu, zeby zdazyc
      ugotowac obiad, zanim wnusio wroci ze szkoly, zeby zjadl przed
      treningiem? Nikt nie ma wypisane na czole, ile ma czasu!

      "Choć koledzy (mężczyźni!) wyręczają mnie w obowiązkach, łatwo mi
      nie jest. Bo koleżanki (kobiety!) sprawnie rzucają kłody pod
      nogi."

      Nie przyszlo ci do glowy, ze kolezanki nie pala sie do wyrecznia cie
      w obowiazkach, bo same maja dosc swoich? Moze tez musza wyjsc z
      pracy o okreslonej godzinie i pedzic odebrac dziecko z przedszkola,
      po drodze zrobic zakupy, potem ugotowac, posprzatac, zajac sie
      dzieckiem, polozyc spac, a potem jeszcze wygospodarowac chwile dla
      siebie na powtorzenie angielskich slowek, zeby nie stracic
      atrakcyjnosci na rynku pracy pomimo dziecka. Dzieki temu wszystkiemu
      koledzy maja mniej na glowie i stac ich na luksus wyreczania cie w
      obowiazkach.

      Sczerze mowiac, denerwuje mnie taka postawa, kiedy mlode matki,
      zamiast wyegzekwowac to, co im sie zgodnie z prawem nalezy, jak, za
      przeproszeniem, swini koryto, albo starac sie lobbowac na rzecz
      zmainy prawa na bardziej przyjazne rodzicom, narzekaja na to, ze
      otoczenie jest bezduszne i nie chce im pomagac. To panstwo powinno
      ci ulatwiac zycie, bo w jego interesie jest, zebys rodzila dzieci,
      jednoczesnie pracujac zawodowo i placac podatki; nie obcy ludzie!
      Nie rozumiem, dlaczego np. mlode matki zala sie, ze nikt nie chce im
      pomoc wniesc wózka do autobusu, zamiast np. skrzyknac sie, zalozyc
      grupe interesu i lobbowac w urzedzie miasta na rzecz zakupu flotylli
      autobusow niskopodlogowych, do ktorych latwo wjechac wózkiem (zmiast
      kolejnego pomnika JPII).
    • hela6 Re: Jestem matką pracującą 24.11.09, 18:14
      Kiedy byłam matką malutkiego dziecka, odważyłam się poprosić o woreczek /wtedy
      to był woreczek/ mleka, trzymając dziecko na rękach. karmiłam piersi i byłam
      rano bardzo spragniona tego mleka, a starsze babinki z mojej dzielnicy,
      przebierały w rodzajach wędlin niemiłosiernie długo.
      Zostałam zwyzywana przez owe babcie.
      Innym razem szłam z dzieckiem na spacer a dwóch dekarzy z wysokości dachu
      skomentowało jak to "kruwy rodzą bachory żeby nic nie robić, tylko się z wózkiem
      szlajać".
      I powiem Wam że ludzie są mądrzy i głupi.A czasem po prostu rozgoryczeni
      własnymi niepowodzeniami. Płeć nie jest istotna.
    • j0asia Jestem matką pracującą 25.11.09, 14:28
      też jestem matką pracującą i nawet mi do głowy nie przyszło prosić
      kogokolwiek o wyręczanie w obowiązkach! Przecież za coś mi płacą, a
      po co komuś pracownik który nic nie robi albo bardzo mało? przecież
      sama sobie szkodzi...
      Jeżeli chodzi o przywileje które mają matki - to staram się
      egzekwować - np kasy dla kobiet w ciąży są dla kobiet w ciąży - tak
      jak kasy do 10 produktów. Nie uważam że w takim przypadku mam
      postawę roszczeniową - kasa dla cięzarnych jest więc z niej
      korzystam i tyle.NAtomiast wcale nie uważam że to mężczyźni są tacy
      wielce uprzejmi. Po prostu matki oczekują że inne kobiety je
      zrozumieją, bo w końcu niewiem - solidarność jajników? a jak już
      mężczyzna pomoże to klękajcie niebiosa!
      • gondra Re: Jestem matką pracującą 25.11.09, 18:56
        > NAtomiast wcale nie uważam że to mężczyźni są tacy
        > wielce uprzejmi. Po prostu matki oczekują że inne kobiety je
        > zrozumieją, bo w końcu niewiem - solidarność jajników? a jak już
        > mężczyzna pomoże to klękajcie niebiosa!

        :)
    • assiczka Jestem matką pracującą 26.11.09, 09:24
      o kurcze, aż mi się odbija jak czytam te komentarze do obrzygania idealnych,
      zorganizowanych dziewczyn, "teżmatek" ale takich rozsądnych, zaradnych
      oczywiście żadna nie miała chwili słabosci i nie czuła się zrezygnowana i
      zmęczona w nowej roli mamusi bo zawsze spisuje się na 5 bleee
      trzymaj się Matko Pracująca, powodzenia
    • mala_mm Jestem matką pracującą 26.11.09, 13:27
      chciałabym wyrazić moje zdanie co do paru (bo niestety nie wszystkie
      udało mi się przeczytać) wątków poruszanych przy tym temacie.

      Otóż po pierwsze strasznie mnie denerwuje postawa: 'skoro ja sobie
      poradziłam w ciązy bez pomocy, to reszta świata też powinna dać
      sobie radę'. Przecież każdy jest inny. Każdy, nie tylko ciążę, ale
      różne życiowe sytuacje przechodzi inaczej. Dorośli są
      (paradoksalnie) jak dzieci: jeden uczy się lepiej, drugi gorzej,
      jeden radzi sobie z 20 zajęciami i obowiązkami, a dla drugiego sama
      szkoła już jest problemem. Nie mnie osądzać, czy ktoś na tym forum
      wyżej opisaną postawę prezentuje, chodzi mi tylko o to, żeby się
      zastanowić, czy samemu szanuje się to, że ktoś robi coś inaczej niż
      my.

      Poza tym twierdzę, że wszystko jest dla ludzi i trzeba z tego
      korzystać. Ale z kolei jak się podchodzi np. do kasy z
      pierwszeństwem, kiedy jest się, nazwijmy to nieładnie 'zwykłym
      klientem', to moim zdaniem NASZYM obowiązkiem jest zatroszczyć się o
      to, aby osoby dla których ta kasa została przeznaczona zostały
      przepuszczone bez proszenia się. To samo tyczy się
      wyznaczonych miejsc w autobusie. Ale z drugiej strony, jeśli się nie
      trafi na kogoś spostrzegawczego, to wręcz grzecznie jest poprosić
      o przepuszczenie, żeby nie zrobić tej drugiej osobie, która może
      z jakiegoś innego powodu nie zauważyła naszej niedyspozycji, wstydu.

      Warto się rozglądać, ale nie trzeba mieć oczu dookoła głowy. Nie
      wolno nadużywać przywilejów własnego stanu, ale też nie powinno się
      robić z siebie biedactwa, którego nikt nie przepuścił. Nie bać się
      prosić, a kiedy ktoś prosi ustępować, bez szemrania. Tyle ode mnie ;)
      Kazanie zakończone. Wierni mogą rozejść się do domów.
      • miedzymorze Re: Jestem matką pracującą 26.11.09, 14:18
        >Więc nie ma wyjścia, po zakupy muszę wstąpić podczas przerwy w >drodze do domu

        Bzdura.
        Wyjścia:
        1. zrobić zakupy w internecie
        2. zrobić zakupy przy uzyciu taksówkarza
        3. umówić się z opieunka, żeby raz w tygodniu została godzinę dłużej i zrobić zakupy po drodze z pracy
        4. po pracy nakarmić dziecko, wsadzić w wózek i zrobić zakupy.

        Zamiast wyżalania się wystarczy pomyśleć/

        pozdr,
        mi
    • zonakochajacamezabardzo Wstyd za Polskie prawo 26.11.09, 20:22
      Od lat mieszkam w Holanii i jest mi bardzo przykro patrzec na
      Polskie prawo i porownywac je z prawem dla pracujacych rodzicow w
      Holandii. Urlop maciezynski w Holandii trwa 3 miesiace. Ale obydwoje
      rodzicow malego dziecka (do 12 lat) maja prawo na krotszy tydzien
      pracy. Kobieta moze nawet praciowac 3 dni, nie ryzygnujac z ciekawej
      karjery. Meszczyzna moze pracowac 4 dni, nie zaleznie od stanowiska.
      Urlopy pracujace rodzice biora w czasie wakacji dzieci, zeby byc
      razem. Nikomu z pracodawciow nie przyjdzie do glowy wymagac
      nadgodzin pracy! W niektorych zakladach pracy nawet mozna dopasowac
      rozklad pracy stosownie do opieki nad dzieckiem. Moja bratowa,
      naprzyklad, pracuje jako pielegniarka w godzinach kiedy maz jest w
      domu, zeby trojka dzieci byla pod opieka rodzicow, a nie zadnej tam
      niani!
      A wiecie dlaczego to wszystko? I wiecie w ogole dlaczego w Holandii
      pelny wymiar godzin to 36 w tygodniu? Zeby ludzom bylo lepiej, zeby
      wiecej miejsc pracy wykreowac! Przykro ze Polacy, szczegolnie
      pracujace matki, stoja przed tak trudnym wyborem - praca lub
      dziecko. Wspolczuje szczerze!!!
    • zonakochajacamezabardzo Wstyd za Polskie prawo 26.11.09, 20:40
      Dodam jeszcze! Kiedy przejzalam odpowiedzi na list Pracujacej matki,
      to strasznie sie zrobilo. Ile nienawisci, ile zlosci! I to sa
      polacy? Przeciez to ze koledzi z pracy pomagaja i szef pozmienial
      grafiki, to takie normalne tutaj, w tej "wstretnej" dla wielu
      polakow Holandii. U nas w pracy karmiace matki wszystkie maja
      dopasowane grafiki i zlowek w podworzu, wiec moga sobie karmic
      dziecko w godzinach pracy. A zakupy robimy Internetowo! Bez kolejek!
      Ciesze sie ze ma autorka listu dobrego szefa i dobrych kolegow.
      Podejrzewam ze Pani pracuje w Zachodniej firmie, lub ma szefa ktory
      troche pobyl na Zachodzie!
      • ar.co Re: Wstyd za Polskie prawo 27.11.09, 10:02
        To, że zakupy robicie internetowo i bez kolejek to też zasługa
        wspaniałego szefa? Bo wiesz, u nas w Polsce też można tak robić.
        Tylko trzeba pomyśleć, a nie marudzić na wredne koleżanki i ohydne
        starsze panie, mające "na pewno" więcej czasu.
        • pan_i_wladca_mx wowowo 27.11.09, 10:53
          no no no, zakupy przez internet, wow, u nas w polszy to tylko listy do redakcji
          umiemy wysylac

          o takich wynalazkach jak frisco, zakupach24 i innych takich nikt nie slyszal
          dlatego kobiety w zaawansowanych ciazach i z niemowlakami pasjami chodza do
          makretow, wlasnie po to by pisac listy do redakcji! ze nikt nie chce ich w
          kolejce przepuscic!

          zrozumcie w koncu, ze takie jest zycie i koniec, narzekania na zdziczenie
          obyczajow nie ma sensu, prosty przyklad: zawsze ustepuje miejsca kobiecie w
          ciazy, nigdy nie staje do kasy pierszenstwa, ale gdy na poczcie jest gdzie
          usiasc to nie ustapie numerka, chyba ze na wyrazna prosbe matki (zle sie czuje,
          dziecko chore etc)

          dlaczego na poczcie nie ustapie? bo choc rozumiem ze bycie w zaawansowanej ciazy
          to nie sa wakacje, tak samo opieka nad malym dzieckiem, ale!
          obecnie studiuje dziennie, pracuje, pisze magisterke, wykanczam mieszkanie,
          czasami tez spie i jem. i tak, jestem bardzo zmeczona i bardzo zapracowana i
          nie, nie ustapie tego numerka bo mi sie tez spieszy do domu a nie mam takiego
          komfortu ze wyprawe na poczte moge zaplanowac na dowolna godzine

          te listy do redkacji o biednych matkach i rzucajacych klody pod nogi innych
          babach sa zenujace, spytajcie swoje matki jak one daly rade i nie zwariowaly?

          te pretensje przypominaja mi pretensje "babc" autobusowych, ktore glosno
          komentuja obyczaje mlodziezy, ktora zbyt wolno im ustepuje miejsca, uzywajac
          niecenzuralnych slow.

          po prostu warto sie rozgladac i nie traktowac innych jak wrogow (wrog: inne
          kobiety, najczesciej bez dziecka) a jak ludzi, ktorzy tez maja swoje problemy i
          roszczenia
    • ofiara_przemian Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 27.11.09, 17:43
      Facet z facetem się dogada, kobieta z facetem - i owszem, ale baba z
      babą - niezmiernie rzadko. To jest podświadoma konkurencja, walka o
      dominację wśród samic, ale środkami niebezpośrednimi - poprzez
      cichcem rzucane plotki, oszczerstwa, uszczypliwe uwagi itd. Ja
      jestem ofiarą takiej wrednej małpy - rozwódki z klimakterium na
      karku, która zaczęła się nade mną pastwić w pracy (robiła to
      skutecznie, choć obsługiwała inny dział), kiedy po jednym rozwodzie,
      szybko wyszłam za mąż po raz drugi, a na dodatek po roku urodziło mi
      się dziecko. Kobieta ta (choć to raczej zapalczywy babochłop)nie
      mogła znieść, że posiadam jakieś życie rodzinne, a ona ma tylko
      córkę, którą nazywała starą panną i synka nieudacznika, który zrobił
      dziecko pannie poznanej przypadkiem na imprezie. U kobiet stadnie
      jakoś tak jest, że jak się jednej powodzi lepiej niż pozostałym, to
      zamęczą ją na śmierć, z nieposkromionej zawiści. Najlepiej być
      brzydką ,tęgą, bezdzietną okularnicą bez narzeczonego na horyzoncie
      wśród takich samych paskudnych baboli, które żywią się nawzajem
      swoim nieszczęściem, jak pijawki krwią. Bo nawet, jak się trafią 3
      kobitki ze względnie udanym życiem rodzinno-towarzyskim, to zawsze
      te 2 stwierdzą, że ta 3 ma jednak odrobinę lepiej i jej uprzykrzą
      żywot.
      • zonakochajacamezabardzo Mentalnosc polska 27.11.09, 19:05
        To jest zwykla polska mentalnosc - zazdrosc i niezyczliwosc do
        otoczenia. Przykro, ale mam obserwacje i stwierdzam ze tak to jest.
        Nie jestem Polka, wiec moge latwiej dostrzegac te roznice w
        mentalnosci. Polacy nie znosza sie nawzajem bo nawzajem zazdroszcza
        jedno drugiemu.
      • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 27.11.09, 21:15
        >Najlepiej być
        brzydką ,tęgą, bezdzietną okularnicą bez narzeczonego na horyzoncie
        wśród takich samych paskudnych baboli, które żywią się nawzajem
        swoim nieszczęściem, jak pijawki krwią...

        Niestety muszę się z Tobą zgodzić.
        Miałam trzy "przyjaciółki" i jednego przyjaciela.
        Po kilku latach (i kilku świństwach ze strony "przyjaciółek"-dwóm nawiasem mówiąc wielokrotnie i bezinteresownie pomogłam) został tylko jeden przyjaciel-facet.
        Taka prawda...
      • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 27.11.09, 22:44
        No, to cholera, może my spróbujmy być lepsze i nie krytykować z góry innych?
        Tak trudno pomóc kobiecie mającej dziecko? trzeba od razu ją krytykować?
        Może trochę altruizmu, trochę bezinteresownej życzliwości?
        Może to do nas wróci?

        A po tym forum najlepiej widać, że nikt nie umie tak sprawić przykrości kobiecie jak inna kobieta (niektóre forumowiczki wydają się wręcz celować w krytykowaniu innych). może dlatego, że wiedzą, jak trafić najboleśniej?
        Smutne to.
        • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 27.11.09, 23:23
          Może gdyby Pani z listu nie pisała w stylu (pokrótce) "wspaniali mężczyźni
          pomagają a kobiety są be" komentarze byłyby inne?
          Nie pomyślałaś o tym?
          • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 09:36
            A ty nie pomyślałaś, że ona ma prawo napisać, co czuje? Jakoś nie ona jedyna w tym wątku napisała, że częściej miała przejawy pomocy i życzliwości od mężczyzn niż od kobiet.
            Czy napisanie o tym, jak akurat ma ona (i inne tu piszące) to powód do bezpardonowego ataku na nią? Bo kobiety są faktycznie takie idealne, że rozumieją każdą inną kobietę w każdej sytuacji? I że zawsze zrozumieją, pomogą i nie dotną?

            Sama wiesz, że to bzdura. Napisałaś, że masz dziecko i zapewne zdarza ci się z tym dzieckiem sprawy załatwiać? I co? I nigdy nie stałaś w kolejce za kobietą, która miała w nosie ciebie i twoje dziecko? Nigdy nie byłaś opieką tak zmęczona, że budziło to uczucia na granicy depresji?
            Może przydałoby się trochę empatii, żeby zrozumieć, że nie każda kobieta ma wsparcie męża i rodziny (co wcale nie znaczy, że z powodu braku owegoż wsparcia ma męża zbluzgać i zostawić, bo nie pomaga tylko wyjeżdża - jak się kogoś kocha, to się kocha) i nie każda ma taką wytrzymałość psychiczną, jak Ty, czy niektóre inne "wspaniałe" na tym forum i zrozumcie, że ta kobieta też ma prawo się wyżalić do WO, a zwykłym chamstwem jest próba jej zaszczuwania i sugerowanie dodatkowe, że sobie w życiu nie radzi.

            Co do "wspaniałych mężczyzn" i "paskudnych bab" - nigdy nie zwracałam na to uwagi pod kątem mojego macierzyństwa, choć niektóre znajome dziewczyny stanowczo potwierdzają większą chęć pomocy i życzliwość ze strony mężczyzn.
            Natomiast już w pracy zetknęłam się z tym zjawiskiem nieraz. Nikt nie potrafi tak bezinteresownie uprzykrzać kobiecie życia, jak inna kobieta, z facetem jakoś się łatwiej dogadać.
            • naels Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 10:57
              "A ty nie pomyślałaś, że ona ma prawo napisać, co czuje?"

              Ja tez man prawo napisac, co czuje. A czuje sie, mianowicie, urazona bzdurnym,
              krzywdzacym uogólnieniem, ze mezczyzni sa piekni i wspaniali, a wszystkie
              kobiety sa wredne, paskudne i w ogole winne zlu calego swiata. Ja ustepuje
              miejsca kobietom w ciazy (kiedys nawet dostalam za to solidny opiernicz, bo
              okazalo sie, ze dziewczyna nie byla w ciazy, tylko mocno otyla), w pracy chetnie
              dopasowuje moj grafik do potrzeb kolezanek, ktore musza zajac sie dziecmi. I
              dlatego przykro mi jest, kiedy czytam w gazecie list bezmyslnie powielajacy
              krzywdzace stereotypy na temat wszystkich kobiet, ze mna wlacznie.

              Nie rozumiem twojego toku myslenia. Czy fakt, ze dziewczynie jest smutno, jest
              zmeczona, ma zal do meza czy do rodziny daje jej prawo do publikowania
              krzywdzacych uogólnien w poczytnej gazecie? Uwazasz, ze kazdy, komu jest ciezko
              i akurat ma zly humor moze sobie odreagowac, piszac do gazety glupie listy na
              dowolny temat i walac na oslep zlosliwosciami czy obelgami pod adresem
              przypadkowych ludzi? I potem sie dziwimy, kiedy kolejny glupi stereotyp mowi, ze
              kobiety to niezrownowazone, humorzaste histeryczki, ktorym nie wiadomo o co chodzi.
              • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 11:32
                naels napisała:

                > "A ty nie pomyślałaś, że ona ma prawo napisać, co czuje?"
                >
                > Ja tez man prawo napisac, co czuje. A czuje sie, mianowicie, urazona bzdurnym,
                > krzywdzacym uogólnieniem, ze mezczyzni sa piekni i wspaniali, a wszystkie
                > kobiety sa wredne, paskudne i w ogole winne zlu calego swiata. Ja ustepuje
                > miejsca kobietom w ciazy (kiedys nawet dostalam za to solidny opiernicz, bo
                > okazalo sie, ze dziewczyna nie byla w ciazy, tylko mocno otyla), w pracy chetni
                > e
                > dopasowuje moj grafik do potrzeb kolezanek, ktore musza zajac sie dziecmi. I
                > dlatego przykro mi jest, kiedy czytam w gazecie list bezmyslnie powielajacy
                > krzywdzace stereotypy na temat wszystkich kobiet, ze mna wlacznie.
                >
                > Nie rozumiem twojego toku myslenia. Czy fakt, ze dziewczynie jest smutno, jest
                > zmeczona, ma zal do meza czy do rodziny daje jej prawo do publikowania
                > krzywdzacych uogólnien w poczytnej gazecie?


                Zgadzam się z Tobą.
                Ja na przykład mam inne obserwacje: częściej ustępują miejsca
                i pomagają dziewczyny (inne kobiety) niż mężczyźni,mimo to nie pluję na
                mężczyzn,że są nieempatyczni i tylko na kobiety można liczyć.
                Kiedyś na przystanku stałam ja (z puszką otwartej coli) i kilku młodych zdrowych
                mężczyzn (część studentów).
                Kogo młoda Mama poprosiła o pomoc we wniesieniu wózka?
                Mnie.
                Widać doszła do wniosku,że prędzej kobieta pomoże :-)
                Pomogłam mimo,że na czas wnoszenia wózka musiałam chwilowo postawić puszkę z
                colą na podłodze ;-)
                Dla mnie też normalne jest ustąpienie matce z dzieckiem (nawet kilkuletnim na co
                niektórzy się oburzają-zapominają,że często kilkulatki mają chorobę
                lokomocyjną,ja miałam i już z tego powodu mogą się źle czuć i lepiej będzie jak
                usiądą).





              • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 11:49
                A zacytuj, gdzie się pojawia tekst, że mężczyźni są piękni i wspaniali, a wszystkie baby wredne?
                Bo ja w powyższych wypowiedziach takiego uogólnienia nie znalazłam. Tylko stwierdzenie, że generalnie od mężczyzn łatwiej oczekiwać objawów życzliwości.
                Poza tym autorka listu pisała o swojej sytuacji, a nie o sytuacji wszystkich matek z dziećmi - może akurat tak jej się trafia, że mężczyźni akurat jej chętnie pomagają, a kobiety nie? Wiesz, to żeby oceniać, czy kłamie lub przesadza?

                I tak. Uważam, że w dobie swobody internetu osoba smutna, zmęczona, czy z depresją ma prawo wyrzucić swoje żale, jeżeli nie obraża nikogo i nie robi nikomu krzywdy pomówieniami.
                I ma do napisania takiego postu większe prawo, niż ci wszyscy krytycy, którzy określają ją mianem mamuśki i obrażają twierdząc, że krzywdzi, kłamie, obraża kobiety, a w ogóle sama sobie nie daje rady z dzieckiem.
                Uważam, że ona jest uczciwsza pisząc, że jej źle, niż ci, którzy ją zaraz krytykują. Uważam, że ona ma większe prawo niż Ty napisać list do gazety i się pożalić, bo jej list może być objawem ogólnej frustracji i smutku, a twój ma na celu zarzucenie jej głupoty i złośliwości - chociaż nawet jej nie znasz.
                I gdyby miała istnieć cenzura usuwająca głupie listy z forum, to połowa komentarzy powinna być usunięta, bo są pełne jadu i krytyki tej matki.

                I powtarzam prośbę z początku - zacytuj te teksty, które mówią, że kobiety to niezrównoważone, homorzaste histeryczki, którym nie wiadomo, o co chodzi?
                Nawet jeden cytat mi wystarczy.
                Bo może to Ty jesteś przewrażliwiona na punkcie swoim i kobiet?

                PS: Jeżeli ustępujesz ciężarnym miejsca w autobusie, to cześć ci i chwała - tylko po co to wytknięcie? Brzmisz, jakbyś była z tego dumna. A to powinien być oczywisty odruch każdej dobrze wychowanej osoby, że ustępuje każdemu potrzebującemu
                • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 12:11
                  donnastregha napisała:

                  > A zacytuj, gdzie się pojawia tekst, że mężczyźni są piękni i wspaniali, a wszys
                  > tkie baby wredne?

                  Wprost nie ma takiego tekstu-zgadzam się,ale jak byś zinterpretowała ostatnie
                  zdanie z tego listu?

                  "Wspierają nas mężczyźni, a dlaczego my, kobiety, niszczymy się nawzajem?"

                  oraz rozpływanie się w zachwytach nad szefem (podkreśliła oczywiście,że jest
                  mężczyzną) który przestrzega praw pracowniczych
                  i jednocześnie pisanie (niejasno) o kłodach jakie rzucają jej koleżanki w pracy
                  pod nogi.
                  Nie wiadomo za bardzo o jakie kłody chodzi.
                  Jeżeli jest to mobbing to ma rację.
                  Jeżeli jednak jest to jedynie odmowa pomagania jej przy jej własnych obowiązkach
                  w pracy to już bym polemizowała...

                  "> I powtarzam prośbę z początku - zacytuj te teksty, które mówią, że kobiety to n
                  > iezrównoważone, homorzaste histeryczki, którym nie wiadomo, o co chodzi?"

                  W zasadzie nie ma co cytować bo cały list jest w takim tonie.

                  Poza tym miałam do czynienia przez ostatnie 2-3 lata z Mamami
                  z naprawdę ciężko chorymi niepełnosprawnymi dziećmi (jedna z nich miała trójkę
                  takich dzieciaczków),część z nich (nie wszystkie) samotne Mamy,o niektórych
                  dzieciach wiadomo,że raczej spektakularnej poprawy nie będzie,za to niańczenie
                  do końca (często krótkiego) życia.
                  Uważam że Pani z listu (z pracą,ze zdrowym dzieckiem) powinna nauczyć się od
                  nich pogody ducha,uśmiechu i życzliwości do innych osób.



                  • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 14:49
                    Nic nie wnosi twoja odpowiedź.
                    proszę o cytat o niezróznoważonych, humorzastych histeryczkach.
                    Skoro się komuś coś zarzuca, to bądźmy konkretni i konsekwentni. Bo ja tak tego listu nie odebrałam.
                    Jeżeli ktoś tak odebrał, to może choć cień merytorycznego uzasadnienia?
                    Bo ja też mogę o tobie napisać, że z twojej ogólnej wypowiedzi wynika, że jesteś sfrustrowaną feministką, która reaguje histerią na jakiekolwiek pozytywne wzmianki i przyzwoitych facetach.
                    Nie będzie to prawdą, ale kłamstwa mi nie zarzucisz i cytatu też nie będę musiała ci dać, prawda?
                    • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 18:43
                      Osoba zrównoważona psychicznie nie ma pretensji do całego żeńskiego świata,że
                      ona ma małe dziecko,mąż wyjechał a koleżanki z pracy nie pomagają w wypełnianiu
                      jej własnych obowiązków w pracy.
                      Poza tym faktycznie za mało danych podała.
                      Czemu koleżanki jej nie pomagają? Może same mają malutkie dzieci do których
                      spieszą po pracy (pod tym względem mężczyźni z reguły mają lepiej,bo jednak w
                      dalszym ciągu częściej to matka "robi" przy małym dziecku,więc mają większe
                      chęci i możliwości żeby ewentualnie zostać po pracy i coś pomóc koleżance?)
                      Może swoją postawą nie wzbudza ona powszechnej życzliwości?
                      Pisałam o mojej koleżance której dużo osób (w pracy i poza nią) chętnie
                      pomaga,ale ona ma inny stosunek do ludzi...
            • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 11:40
              Ten list mógł opisać te same wydarzenia w inny (mniej złośliwy dla kobiet) sposób.
              Na przykład zamiast zdania:

              "Przede mną cztery starsze panie, niewątpliwie mające więcej czasu, niż ja.
              Poprosiłam, żeby mnie przepuściły, zgodziły się łaskawie..."

              Można było napisać (także zgodnie z prawdą):

              "Spieszyłam się,w kolejce były cztery starsze Panie - na szczęście uprzejme i
              empatyczne i wpuściły mnie przed siebie z zakupami..."

              Po co dywagacje (niepotrzebne moim zdaniem i w sumie nie wiadomo czy zgodne z
              prawdą) ile te Panie mają wolnego czasu...

              Albo:

              "Całe szczęście, że znalazła się dobra opiekunka, a szef (mężczyzna!) poszedł mi
              na rękę i pozwolił na zmianę grafiku, dzięki czemu mogę nadal karmić dziecko
              piersią, ale mam na to tylko krótką przerwę..."

              Można też w ten sposób:

              "Na szczęście u mnie szef przestrzega praw pracowniczych..."

              W końcu nie robi łaski,że zgodnie z prawem daje matce należne jej przez PRAWO (a
              nie widzimisię szefa) przerwy.

              I jeszcze:

              "Wspierają nas mężczyźni, a dlaczego my, kobiety, niszczymy się nawzajem?"

              Zapomniała już że jej własny mężczyzna (mąż) ją olał a cztery starsze Panie
              ustąpiły miejsca w kolejce?
              • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 14:54
                Skąd wiesz, czy te panie nie prowadziły sobie babskich ploteczek w kolejce?
                Skąd wiesz, czy ona ich nie zna i nie wie, że na przykład żadna nie ma nic pilnego do roboty?

                Na jakiej podstawie oceniasz, że mąż ją olał? Może musiał jechać pomóc niepełnosprawnej matce?

                Skąd wiesz, gdzie ona pracuje i jak wygląda przestrzeganie prawa pracy w jej okolicy (im większe bezrobocie, na tym większe naginanie przepisów kobiety się godzą byle nie stracić pracy)

                Nie wolno jej się wyżalić na kobiety? Boże ratuj, co za hipokryzja, uważasz, że takie święte i doskonałe jesteśmy? Mamy prezentować solidarność jajników i nawet jak nam jakaś szkodzi, to ukrywać, a zamiast tego krytykować facetów? Odmawiasz jej prawa swobonej wypowiedzi?

                Naprawdę nie umiesz się przyjrzeć temu nie tylko z twojego punktu widzenia?
                • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 16:23
                  > Skąd wiesz, czy te panie nie prowadziły sobie babskich ploteczek w kolejce?
                  > Skąd wiesz, czy ona ich nie zna i nie wie, że na przykład żadna nie ma nic
                  pilnego do roboty?

                  Ty też tego nie wiesz.
                  Może być tak jak piszesz(tego nie wiesz),równie dobrze (bo ja też tego nie wiem)
                  jedna lub dwie z nich miały: odebrać jeszcze po zakupach wnuka z przedszkola i
                  ugotować obiad,odwiedzić schorowanego męża
                  w szpitalu itp.itd.
                  To że ktoś jest w starszym wieku nie oznacza że ma automatycznie więcej czasu
                  lub mniej problemów w życiu niż młodsza osoba.
                  Poza tym czy prowadziły towarzyskie rozmówki w kolejce (nic w tym złego nawiasem
                  mówiąc) czy nie zrobiły jej przysługę i uprzejmość przepuszczając ją w
                  kolejce.Nie miały żadnego obowiązku aby to zrobić (nie była w ciąży ani z
                  dzieckiem,w dodatku młodsza od nich).
                  Ja bym się tylko ucieszyła z tego powodu a nie komentowała,że stare to i mają
                  więcej czasu...

                  > Naprawdę nie umiesz się przyjrzeć temu nie tylko z twojego punktu widzenia?

                  A z czyjego punktu widzenia mam się wypowiadać?
                  Pani Zosi z mięsnego,sąsiadki z parteru czy Twojego?

                  > Skąd wiesz, gdzie ona pracuje i jak wygląda przestrzeganie prawa pracy w jej ok
                  > olicy (im większe bezrobocie, na tym większe naginanie przepisów kobiety się go
                  > dzą byle nie stracić pracy)

                  A Ty wiesz w jakich warunkach ona pracuje i w jakiej okolicy?
                  W dalszym ciągu jej szef (ani żaden inny) nie robi nikomu łaski stosując
                  obowiązujące prawo.
                  To jego obowiązek a nie łaska.




                  • donnastregha skoro nic nie wiesz 28.11.09, 16:46
                    Skoro nic nie wiesz, to dlaczego krytykujesz?
                    Bo jako anonimowa osoba czujesz się bezkarna?

                    Może zamiast od razu na kogoś najeżdżać, spróbować go zrozumieć. Zastanowić się, co spowodowało ten list i czy tacy jak ja czy ty się do tego nie przyczyniają i nie zaczynać od ataku na autorkę? Bo to tylko źle o tobie świadczy.

                    W kwestii praw pracowniczych - dorośnij dziewczyno, prawo prawem, a rzeczywistość rzeczywistością. Zdziwiłabyś się, jak się obchodzi takie przepisy. I nie, nie piszę tego ot, tak sobie, zajmuję się takimi naruszeniami. Zdziwiłabyś się ile tego jest w samej Warszawie, a co dopiero w mniejszych i bardziej zagrożonych bezrobociem miastach.
                    • gazeta_mi_placi Re: skoro nic nie wiesz 28.11.09, 18:36
                      donnastregha napisała:

                      > Skoro nic nie wiesz, to dlaczego krytykujesz?
                      > Bo jako anonimowa osoba czujesz się bezkarna?
                      >
                      > Może zamiast od razu na kogoś najeżdżać, spróbować go zrozumieć. Zastanowić się
                      > , co spowodowało ten list i czy tacy jak ja czy ty się do tego nie przyczyniają
                      > i nie zaczynać od ataku na autorkę? Bo to tylko źle o tobie świadczy.
                      >
                      > W kwestii praw pracowniczych - dorośnij dziewczyno, prawo prawem, a rzeczywisto
                      > ść rzeczywistością. Zdziwiłabyś się, jak się obchodzi takie przepisy. I nie, ni
                      > e piszę tego ot, tak sobie, zajmuję się takimi naruszeniami. Zdziwiłabyś się il
                      > e tego jest w samej Warszawie, a co dopiero w mniejszych i bardziej zagrożonych
                      > bezrobociem miastach.

                      A Ty nie jesteś anonimowa? Chyba Twój nick to nie jest Twoje imię i nazwisko,prawda?
                      Skoro Ty (i inni z tego wątku) mogą komentować ten list dlaczego ja nie mogę?
                      Ty również (o ile nie jesteś autorką tego listu lub jej znajomą) też nie wiesz więcej ode mnie i innych osób o bohaterce listu.
                      Krytykuję to co ukazała w swoim liście.
                      Pogardliwy (moim zdaniem) stosunek do starszych kobiet "które na pewno mają więcej czasu" i "z łaski" ją przepuściły oraz pretensje,że koleżanki z pracy nie pomagają jej w obowiązkach (autorka nic nie pisze za to o pretensjach do męża,który wyjechał i zostawił ją z całym majdanem,ale w liście uparcie twierdzi,że to kobiety są nieżyczliwe,
                      a mężczyźni super uczynni).
                      A prawo jest prawem.I niezależnie od tego ile osób je omija jest ono od tego żeby je stosować.
                      Nie tylko ja zresztą uważam (przeczytałaś chyba powyższe posty)że osoba z listu ma postawę roszczeniową.
                      Powiem,że nie wiele ludzi lubi pomagać "z siebie" takim osobom.
                      U nas jest pewna kobieta (też matka,ale dziecko w zasadzie dorosłe) która ma bardzo dużo obowiązków,ale nie ma takiej postawy jak bohaterka listu.Uważa,że sama powinna sobie ze wszystkim poradzić (a wierz mi-ma bardzo dużo na głowie).
                      I wiesz co? Ludzie (kobiety-akurat tak się składa,że w tamtym miejscu same kobiety pracują) wręcz "zabijają" się żeby jej pomóc lub ją wręcz wyręczyć w obowiązkach.
                      Dużo zależy od nastawienia do innych (życzliwego).



                      • echtom Re: skoro nic nie wiesz 28.11.09, 21:47
                        > I wiesz co? Ludzie (kobiety-akurat tak się składa,że w tamtym miejscu same kobiety pracują) wręcz "zabijają" się żeby jej pomóc lub ją wręcz wyręczyć w obowiązkach.
                        > Dużo zależy od nastawienia do innych (życzliwego).

                        Dokładnie. Ludzie na ogół wyczuwają, kto naprawdę potrzebuje pomocy, a kto chce ich wykorzystać, żeby się nie przemęczyć. Co ciekawe, osoby w naprawdę trudnej sytuacji życiowej zwykle nią nie epatują i starają się ambitnie radzić sobie same. Czasami znajomi i współpracownicy wręcz po cichu za ich plecami organizują akcje pomocowe.
            • falka_85 Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 12:53
              > Może przydałoby się trochę empatii, żeby zrozumieć, że nie każda kobieta ma wsp
              > arcie męża i rodziny (co wcale nie znaczy, że z powodu braku owegoż wsparcia ma
              > męża zbluzgać i zostawić, bo nie pomaga tylko wyjeżdża - jak się kogoś kocha,
              > to się kocha)
              Zostawiać może nie tak od razu, zbluzgać też może nie, ale powiedzieć co się na
              temat braku pomocy z jego strony myśli i jakich zachowań oczekuje? Sorry ale
              oczekiwać (wymagać wręcz) wyręczania w obowiązkach służbowych przez
              współpracowników to można, a
              normalnego zajęcia się własnym dzieckiem przez ojca to już nie?
              • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 14:57
                Powtórzę pytanie.
                Jeżeli mąż musiał wyjechać, żeby na przykład pomóc niepełnosprawnej matce - to też się kwalifikuje na potwora, który żonie nie pomaga?

                I kolejne. A skąd wiesz, czy ona wcześniej też kogoś nie wyręczała w obowiązkach w przypadku problemów rodzinnych? Wiesz to, że już ją krytykujesz?
                Uwielbiam takie postawy.
                • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 18:50
                  Każdy (nawet ksiądz) powie,że pierwszeństwo ma żona i dziecko a nie matka.
                  Skoro żona nie za bardzo radzi sobie z życiem i dzieckiem to w takiej sytuacji
                  mąż powinien w pierwszej kolejności zadbać o nią i ich wspólne dziecko,a dopiero
                  potem o innych członków rodziny.
                  Poza tym w liście nic nie pisze w jakim celu wyjechał mąż.
                  Nie jestem jasnowidzem ale nie czarujmy się zbytnio...
                  O ile córki faktycznie dbają o swoje stare czy chore matki to jednak
                  w przypadku synów jest to raczej wyjątek niż reguła,że syn opiekuje się chorą matką.
                  Pierwszeństwo powinna (tak czy inaczej) jednak mieć żona i dziecko...
                  • donnastregha Księża mnie nie interesują 29.11.09, 11:53
                    A matce twojego męża i tobie współczuję, jweżeli uważacie, że matkami mają się zajmowac corki.
                    Bardzo współczuję

                    A nie przyszło ci do głowy, że autorka może miała powód, by nie podoawać szczegółów nieobecności męża? Z góry założyłaś, że on sobie bimba? Tak jak przy tekście o depresji oceniasz przez pryzmat siebie i swojego męża, że tylko olewanie ojcowskich obowiązków ci przychodzi do głowy?

                    Ech. Szkoda tej autorki. Chyba lepiej dla niej byłoby, gdyby to w sobie dusiła, niż napisała na forum, gdzie tacy "życzliwi" i "doskonali" ją tak chętnie niszczą...
                • echtom Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 21:38
                  > Jeżeli mąż musiał wyjechać, żeby na przykład pomóc niepełnosprawnej matce - to też się kwalifikuje na potwora, który żonie nie pomaga?

                  Też pomyślałam w pierwszej chwili o takiej przyczynie wyjazdu, ale nie bardzo w to wierzę. Gdyby mąż wyjechał w jakimś szlachetnym, "czystym" celu, autorka najprawdopodobniej by o tym napisała.
              • donnastregha Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 15:10
                A jeżeli mąż musiał wyjechać, żeby pomóc chorej czy niepełnosprawnej matce, to też należy go ustawić do pionu, kazać wracać, bo dziecko najważniejsze?

                Jacy wy wszyscy jesteście doskonali, wszystkowiedzący i jak świetnie umiecie krytykować nie znając szczegółów.
                Smutno się robi.


                I jeszcze taka jedna uwaga - najbardziej autorkę listu na tym wątku zaatakowały kobiety. I to jak!
                Że głupia, że roszczeniowa, że nie umie czasu planować, że atakuje kobiety w ogóle.
                Same sobie tym wystawiamy świadectwo, jak nieprzyjazne wobec innych jesteśmy. Może ze dwa posty to były wyrazy współczucia, czy zwykłe rady. Cała reszta to frontalny atak na autorkę.

                Weźcie się nad sobą zastanówcie, bo z postów wyłania się gorszy obraz, niż z listu tej dziewczyny
                • falka_85 Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 28.11.09, 18:41
                  Odnoszę wrażenie że bardzo się denerwujesz :) Wrzuć na luz.
                  Moje wrażenie po przeczytaniu tego listu było takie, że autorka jest troszkę nie
                  fair. O tych kłodach pod nogi rzucanych jej przez otoczenie pisze bardzo
                  enigmatycznie: co właściwie takiego zrobiły jej te koleżanki z pracy?, gdzie
                  podziewa się ojciec dziecka?, o tym, że ona sama w przeszłości "wyręczała"
                  współpracowników też nie pisze (śmie więc twierdzić, że nie "wyręczała" :D).
                  Tekst o starszych paniach w sklepie to już poniżej wszelkiej krytyki jest (panie
                  jej grzeczność wyświadczyły a ona je krytykuje, nawet gdyby je znała to w ich
                  skórze nie siedzi i o ich ograniczeniach czasowych nie wie wszystkiego).
                  Nie twierdzę absolutnie, że sytuacja autorki jest super lajtowa, ale ona zdaję
                  się nie zauważać, że inni ludzie (np. wspomniane starsze panie, koleżanki z
                  pracy) też mogą nie mieć lekko i swoje życie oraz obowiązki mają (one też mogą
                  mieć niepełnosprawną matkę w domu ;)).
                  Zachowanie koleżanek łatwiej byłoby ocenić gdyby autorka napisała coś więcej:
                  chodziło np. o jednorazową małą pomoc czy codzienne zostawanie po godzinach i
                  wypełnianie obowiązków za nią (i tak aż dziecko pójdzie do przedszkola? szkoły?
                  na studia?). Bo w pierwszym przypadku o ile nie ma się samemu czegoś pilnego to
                  w zasadzie nie ma problemu (dla normalnego człowieka), to w drugim przypadku
                  nieumiejętność odmowy pomocy odbije się na samym pomagającym, na efektywności
                  jego pracy, życiu rodzinnym itd. (będzie robił projekty koleżanki, przez co
                  zaniedba swoje i w końcu go wyleją).
                  Jeśli pracująca mama nie daje rady pogodzić pracy na cały etat z opieką na
                  dzieckiem (bo prawdopodobnie tatuś się wypiął po prostu) to można np. zacząć
                  pracę na 3/4 etatu.
                  O szanownym tatusiu też się nie rozpisała: może rzeczywiście ma chorych rodziców
                  a może realizuje marzenie młodości - podróż autostopem po Europie. Bo nie wiem
                  jak ty, ale ja osobiście poczułabym się oszukana harując za dzieciatą koleżankę
                  z pracy (bo dziecko) której mąż jest 2 tydzień na spływie kajakowym. Jeżeli zaś,
                  przyjmiemy w naszych rozważaniach, że ojciec dziecka rzeczywiście ma chorą matkę
                  i musi jej pomóc, a żona ze względów np. finansowych musi pracować to już tych
                  rodziców sprawa jak oni sobie to zorganizują (chociażby mama może zamieszkać z
                  nimi, mogą nająć jakąś pomoc dla mamy albo wziąć nianię na więcej godzin
                  dziennie, zacząć pracować w mniejszym wymiarze godzin), żeby obydwoje mogli
                  normalnie swoje zawodowe obowiązki wypełniać.
                  Jeżeli zaś chodzi o moje osobiste spostrzeżenia to nie zauważyłam jakiś wielkich
                  szykan pod adresem młodych mam, dzieciate koleżanki też jakoś nie narzekały nigdy.
                  • donnastregha ja się kompletnie nie denerwuję 29.11.09, 11:48
                    Może dlatego, że sobie w podobnej sytuacji jakoś dalam radę. Ale to mi nie przeszkadza w rozumieniu, że innym kobietom psychicznie może być trudniej i mogą mieć problemy ze zorganizowaniem się w życiu.
                    Tak trudno to zrozumieć?
                    Najwidoczniej tak. Dużo łatwiej skrytykować, zjechać na maksa i obrazić. Zwłaszcza, że na forum nic nie szkodzi.
                    Poczytaj posty pan, które się tu wypowiadają - zobacz, ile jest pozbawionych niechęci lub krytyki. 20%? Może mniej.
                    Dziewczyny same tymi tekstami świadczą o prawdziwości słów autorki listu.

                    PS: Jakieś trzy lata temu koleżanka z pracy miała półroczne dziecko (świeżo po macierzyńskim) i męża, któremu zdarzyła się jedyna w życiu okazja wyjazdu w Himalaje. Na miesiąc. Przez ten miesiąc i ja, i jeszcze jeden kolega z pokoju robiliśmy wszystkie dodatkowe prace i umowy, żeby jej pomóc, żeby mogła się zająć przede wszystkim dzieckiem, a jej pozycja zawodowa nie ucierpiała. Nawet nam nie przyszło do głowy jej tego wytknąć. Że mąż w Himalajach? Boże, ja bym też chciała pojechać kiedyś w Himalaje, zwlaszcza, gdy mam jedyną okazję w życiu i wiem, że w innych okolicznościach mnie nie będzie stać.
                    Ona też do tego po miesiącu nie wracała.
                    Ale dwa lata później, gdy to ja świeżo wróciłam z macierzyńskiego, to ona mnie pomogła, biorąc na siebie te bardziej skomplikowane sprawy, żebym z powrotem mogła wrócić do obowiązków bez żadnych frustracji. Wierzę, że bezinteresowna życzliwość wywoła takie samo zachowanie zwrotne. Ale po niektórych postach na tym forum, jakoś tę nadzieję tracę.

                    A co do Twoich rad, to są urocze - tylko skąd wiesz, czy ona może w ogóle wziąć 3/4 etatu, czy ją stać na zrezygnowanie z tych pieniędzy (zwlaszcza, że mąż bez pracy), czy ta hipotetyczna chora matka może się przenieść i czy to ma sens?

                    Bo może autorka listu znalazła się w tak trudnej sytuacji przejściowo, np. bez pomocy na miesiąc czy dwa i nie ma sensu przemeblowywać wszystkiego na krótki odcinek czasu?

                    Tak łatwo oceniać i krytykować lub dawać dobre rady, które mogą być kompletnie bez sensu.
                    Może trochę empatii.

                    Mnie tej autorki jest szkoda. Mam odczucie, że napisała list do WO, żeby to z siebie wyrzucić anonimowo, żeby nie narzekać do znajomych, bo może nie miała komu się wyżalić. WO opublikowały list, a w efekcie pojawiła się taka fala niechęci i krytyki w stosunku do niech, że ja na jej miejscu, chyba poczułabym się zaszczuta.
                    Przez kobiety - podobno żony i matki.
                    • gazeta_mi_placi Re: ja się kompletnie nie denerwuję 29.11.09, 18:59
                      >Mam odczucie, że napisała list do WO, żeby to z siebie wyrzucić anonimowo...

                      A dopiero co (kilka postów wstecz) zarzucałaś nam jak to łatwo krytykować gdy
                      ktoś jest anonimowy.
                      Ale wyrzucać anonimowo swoje frustracje w liście do WO to już co innego,prawda?
                      Zarzucasz innym falę krytyki,ale chyba nie wzięła się ona z powietrza,prawda?
                      Gdyby to były jeszcze pojedyncze głosy to jeszcze...
                      Poza tym jakby krytykowały osoby bezdzietne też byłoby źle,bo co ona może
                      wiedzieć o obowiązkach i macierzyństwie itp.
                      Wypowiedziały się (większość) matki-też źle...






                    • echtom Re: ja się kompletnie nie denerwuję 29.11.09, 22:35
                      > Wierzę, że bezinteresowna życzliwość wywoła takie samo zachowanie zwrotne.

                      Tak - ale roszczeniowość niesympatycznej osoby nie pobudza ludzi do "bezinteresownej życzliwości".
                    • echtom Re: ja się kompletnie nie denerwuję 29.11.09, 22:41
                      > PS: Jakieś trzy lata temu koleżanka z pracy miała półroczne dziecko (świeżo po macierzyńskim) i męża, któremu zdarzyła się jedyna w życiu okazja wyjazdu w Himalaje. Na miesiąc.

                      Ok, być może mąż autorki też pojechał w jakieś Himalaje. Tylko dojrzała osoba, która taki wyjazd małżonka akceptuje, zakłada, że poradzi sobie przez ten czas ze zwiększonymi obowiązkami, a nie wymaga, że osoby trzecie z marszu te obowiązki przejmą.
                    • falka_85 Re: ja się kompletnie nie denerwuję 30.11.09, 15:21
                      We mnie, jak już pisałam, list wzbudził negatywne emocje, a autorkę odebrałam
                      jako panią "wszystko mi się należy". W zamierzchłej przeszłości na gazeta.pl
                      ukazał się list do redakcji napisany przez motorniczego. Na mnie wywarł on
                      bardzo pozytywne wrażenie, pozwolę sobie twierdzić, że na większości
                      wypowiadających się forumowiczów także, a chyba nikt nie powie że pracownicy
                      komunikacji miejskiej są jakoś szczególnie lubianą grupą :) Po prostu autor
                      napisał że jego praca jest trudna (np. jak trudno wyhamować tramwaj) i
                      stresująca, ale ją lubi i nie zamienił by na żadną inną. Prosił też
                      korzystających z usług MPK o wyrozumiałość wobec kierowców i motorniczych,
                      którzy często są po prostu zmęczeni (nie twierdził przy tym, że zwykłych chamów
                      wśród nich nie ma), rozumiał przy tym że pasażer też ludź i też często jest
                      zestresowany. Szczerze od tamtej pory inaczej patrzę na pracowników mpk. Kilka
                      dni później, chyba na fali "sukcesu", opublikowano list bodajże kelnerki, który
                      jednak takich reakcji nie wywołał. Bo pani była zwyczajnie chamska i nieuprzejma
                      (np. pisała że wąsaci panowie z saszetkami przy pasku wraz z całymi rodzinami
                      zakłócają jej niedzielne popołudnia, nie dają napiwków i takie tam - coś w stylu
                      wrednych babć w kolejce które absolutnie na pewno nie mają nic do roboty).
                      Zmierzam do tego, że jeśli autorka chciała się wyżalić i zostać zrozumiana
                      powinna napisać list inaczej, dokładniej przedstawić swoją sytuację, wykazać
                      zrozumienie dla innych (np. rozumie, że starsze panie nie mają siły długo stać)
                      etc. Zwyczajnie list autorce nie wyszedł :/

                      > A co do Twoich rad, to są urocze - tylko skąd wiesz, czy ona może w ogóle wziąć
                      > 3/4 etatu, czy ją stać na zrezygnowanie z tych pieniędzy (zwlaszcza, że mąż be
                      > z pracy), czy ta hipotetyczna chora matka może się przenieść i czy to ma sens?
                      >
                      > Bo może autorka listu znalazła się w tak trudnej sytuacji przejściowo, np. bez
                      > pomocy na miesiąc czy dwa i nie ma sensu przemeblowywać wszystkiego na krótki o
                      > dcinek czasu?
                      >
                      > Tak łatwo oceniać i krytykować lub dawać dobre rady, które mogą być kompletnie
                      > bez sensu.
                      Przepraszam bardzo, ale czy ty oczekujesz, że napisze Jedną Uniwersalną Radę
                      Sprawdzającą Się W Każdej Możliwej Sytuacji? Pytałaś co zrobić jeżeli mąż
                      pojechał pomóc niepełnosprawnej mamie. Niepełnosprawna mama nie stanie się
                      pełnosprawna, ani za miesiąc ani za rok. A długotrwałe problemy wymagają
                      długotrwałych środków zaradczych. Jeżeli mamy nie można przywieść do siebie to
                      może warto przenieść się do mamy? Jeżeli zaś problem to miesiąc lub dwa to
                      zatrudnienie opiekunki na kilka godzin tygodniowo więcej to nie jest wielkie
                      wywrócenie życia do góry nogami.
                      Ja wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś podpisuje umowę na prace na pełny etat,
                      to ma możliwość na pełny etat pracować. Trudno przepadło - podjął zobowiązanie i
                      tyle (ale przecież jest dorosłym człowiekiem i sam najlepiej wie czy np. ma czas
                      pracować na pełen etat, dojechać na 6.00 do pracy itd.). Oczywiście każdemu mogą
                      wypaść jakieś incydentalne przypadki, niekoniecznie związane z wychowaniem
                      dzieci (egzaminy, na studiach coś może wypaść, auto się może nagle zepsuć itd),
                      ja osobiście nie mam nic przeciwko temu żeby takiemu koledze z pracy wyświadczyć
                      przysługę i coś tam za niego zrobić. W realu jeszcze nie zdarzyło mi się
                      usłyszeć od nikogo o nieprzyjemnościach ze strony szefa w takim wypadku
                      (podkreślmy losowym i rzadkim). Co innego jeśli ktoś ciągle się spóźnia, ciągle
                      chce wyjść wcześniej czy "dosłownie na chwilkę wyskoczyć na miasto" albo ma
                      średnio 4 "wypadki losowe" tygodniowo.
                      Przeczytałam artykuł ponownie i nie wiem czy wszyscy zwrócili uwagę, że przed
                      wyjazdem niepracujący mąż pomagał pracującej żonie w zakupach. Pewnie w
                      praniu, sprzątaniu, gotowaniu też jej pomagał od czasu do czasu, a potem
                      zwinął żagle (wiem wiem donnastregha, że przecież na 100% pojechał walczyć z
                      głodem w Afryce :)). Myślę, że autorka najlepiej wyjdzie jak zamiast obwiniać
                      cały świat (ze staruszkami i ekspedientkami w sklepie włącznie) zacznie więcej
                      wymagać od ojca ich wspólnego dziecka. Bo inaczej to do końca życia cały ten
                      majdan zwany rodziną będzie na jej głowie.
                • gazeta_mi_placi Re: Samice w przyrodzie nie znoszą się nawzajem 29.11.09, 18:48
                  Nie znamy szczegółów bo autorka listu ich nie podała.
                  Możemy więc tylko domyślać się czemu mąż musiał wyjechać.
                  Jeden domyśla się,że może chora matka,inny,że kochanka itp.
                  Wystarczyłoby w liście dodać jedno zdanie (np."Mąż wyjechał na trzy miesiące
                  opiekować się chorą matką") i nie byłoby niepotrzebnych spekulacji.Sytuacja
                  byłaby jasna.

                  >> I jeszcze taka jedna uwaga - najbardziej autorkę listu na tym wątku zaatakowały
                  > kobiety. I to jak!
                  > Że głupia, że roszczeniowa, że nie umie czasu planować, że atakuje kobiety w og
                  > óle.

                  Ale to prawda,że atakuje kobiety i wyraża się o nich niepochlebnie jednocześnie
                  zachwalając mężczyzn.
                  Cóż w tym dziwnego że kobiety odpowiadają jej tym samym?
                  • donnastregha Najsmutniejsze 29.11.09, 22:40
                    ... jest to, że właśnie niestety nie ma w tym nic dziwnego, że to wlaśnie kobiety odpowiadają jej tak niepochlebnie i tak na nią najeżdżają.
                    Swoją drogą, dziwi mnie ten atak, bo ja tego listu nie odebrałam jako obraźliwego wobec kobiet. Raczej jako potrzebę wypowiedzenia się na wolnym forum.
                    Ciekawe, z jakich powodów ten atak właśnie głównie kobiet na autorkę?
                    Czyżby one wszystkie (ty też) odbierały to tak osobiście, bo po części i one się niefajnie zachowują wobec innych kobiet?
                    Skąd taka drażliwość na list?
                    • echtom Re: Najsmutniejsze 29.11.09, 22:46
                      > Skąd taka drażliwość na list?

                      Ja już odpowiedziałam - denerwują mnie osoby, które wymigują się od pracy, tłumacząc sytuacją rodzinną. Dla mnie to kwestia ambicjonalna. Spaliłabym się ze wstydu, gdybym w życiu zawodowym miała brać współpracowników na litość jako biedna, samotna matka wielodzietna.
                    • gazeta_mi_placi Re: Najsmutniejsze 29.11.09, 23:18
                      >Swoją drogą, dziwi mnie ten atak, bo ja tego listu nie odebrałam jako obraźliwego wobec kobiet...

                      Ty nie odebrałaś go jako obraźliwy i w porządku-masz prawo do swojego zdania.
                      Inne kobiety na forum odebrały go całkiem inaczej i też mają takie samo prawo jak i Ty do wypowiadania się na forum.
                      Ich zdanie nie musi być zgodne z Twoim.

                      >> Ciekawe, z jakich powodów ten atak właśnie głównie kobiet na autorkę?

                      Bo list został zamieszczony na Forum Kobieta gdzie głównie udzielają się kobiety a nie na przykład na Społeczeństwie gdzie wypowiadają się obie płcie.
                      W innych wątkach na tym forum także głównie wypowiadają się kobiety (wejdź w dowolną tematykę) bo to jest forum dla kobiet.

                      >> Czyżby one wszystkie (ty też) odbierały to tak osobiście, bo po części i one si
                      > ę niefajnie zachowują wobec innych kobiet...

                      Ja myślę,że ten list właśnie przede wszystkim zdenerwował te kobiety,które pomagają innym matkom i nie "rzucają im kłód pod nogami".
                      To właśnie one mogły go odebrać jako niesprawiedliwy.






    • mchd Autorka listu – dziękuję za komentarze 08.12.09, 14:59
      Dopiero dziś i to przypadkiem odkryłam, że WO jednak zamieściły mój list na swojej stronie internetowej – nie sądziłam, że będzie to możliwe, napisałam, bo jak ktoś tu trafnie zauważył, nie miałam z kim porozmawiać, chciałam po prostu „wyrzucić to z siebie”. Nie spodziewałam się też oczywiście, że ktoś zechce odpowiedzieć na ten mój list.
      Wszystkim za te komentarze bardzo dziękuję. Dały mi sporo do myślenia, zmusiły do refleksji nad sobą. Właściwie każdy z piszących miał swoją rację. Dobrze jest popatrzec na siebie z boku
      Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Zachęcam do pisania listów do redakcji WO, bo może to przynieść niespodziewane efekty …
      • gazeta_mi_placi Re: Autorka listu – dziękuję za komentarze 08.12.09, 17:31
        A perfumy faktycznie wysyłają?
      • gazeta_mi_placi Re: Autorka listu – dziękuję za komentarze 09.12.09, 17:02
        To może też dowiemy się w końcu czemu mąż musiał wyjechać a koleżanki nie pomagają w pracy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka