Troje na huśtawce

11.03.10, 11:08
"Jeżeli tak jest, to trzeba się przyjrzeć temu, dlaczego kobieta
stworzyła wokół siebie taką pustkę" - Pani Psycholog chyba nigdy nie
miała problemów z rodzicami i teściami i korzystała chętnie,
podrzucając im dziecko. Ja takiego komfortu nie mam. Rodzice i
teściowie nie zostaną z dzieckiem nawet godziny, chyba że przyjdę na
tą godzinę do nich razem z dzieckiem.
Oni mają swoje życie i swoje dzieci już odchowali - tyle w temacie.
O wyjściu wieczorem z mężem nie ma mowy, bo opiekunka droga,a
koleżanki mają swoje sprawy. Czy tak trudno to zrozumieć, że nie
wszyscy mają wianuszek chcących pomagać?
Od pięciu tat nigdzie nie byliśmy z mężem razem. wychodzimy na
zmianę, raz na dwa, trzy miesiące. Nikt nie pomaga nam przy dziecku,
teściowie i rodzice mają swoje życie, a dziecko kochają na
zdjęciach - gdy można się nim pochwalić znajomym. O wtedy mają
wspaniałego wnuka...
Co Pani psycholog poleci w takiej sytuacji? Czy usłyszę, ze to moja
wina, bo "nie wychowałam" sobie odpowiedno rodziców?
    • wildor Re: Troje na huśtawce 11.03.10, 14:08
      Czym się martwisz? Przecież wytłumaczyłaś właśnie swoją sytuację. Co
      prawda takie uzasadnienie nie padło w wywiadzie, ale jest możliwy i
      taki scenariusz. Zamiast obarczać siebie za "nie wychowanie" sobie
      rodziców, powiedz sobie, że to może oni nie dojrzeli do roli
      dziadków? Może mają jakąś traumę porodzicielską i boją się jej
      powtórzenia z wnukiem? A może to zwykli egoiści? Bo dobrzy
      dziadkowie, nawet jeśli wciąż jeszcze pracują, a nie są na
      emeryturze, potrafią wygospodarować trochę czasu na wizytę u wnuka,
      a nie wymagać za każdym razem fatygowania się do nich. (Ja bym chyba
      w takiej sytuacji zareagowała ostro, wizytowała rzadko, a zdjęć
      dziecka nie dawała.) Nie wiem co powiedzieć o koleżankach, ale
      takie, co nie znajdują czasu, nie są za bardzo warte znajomości.
      Może poszukać towarzystwa innych matek i ojców, którzy mają dziecko
      w tym samym wieku, może dzieci mogłyby się na zmianę odwiedzać i
      razem bawić, zawsze to trochę czasu by pobyć we dwoje, gdy dziecko
      akurat bawi się u kolegi?
      • beauty_sisi Re: Troje na huśtawce 12.03.10, 15:48
        ''Może poszukać towarzystwa innych matek i ojców, którzy mają
        dziecko
        w tym samym wieku, może dzieci mogłyby się na zmianę odwiedzać i
        razem bawić, zawsze to trochę czasu by pobyć we dwoje, gdy dziecko
        akurat bawi się u kolegi?''
        Dokladnie sie z tym zgadzam. Niestety, mieszkam z mezem daleko od
        rodziny i dlatego staram sie budowac dobre relacje z ludzi, ktorzy
        maja dzieci w podobnym wieku do naszego. Sasiadka z synkiem,
        kolezanki z malymi dziecmi - to sa potencjalne opiekunki dla mojego
        dziecka, kiedy mama i tata chca wyjsc. Nastepnym razem to my
        zajmiemy sie innym dzieckiem.
    • marnela Re: Troje na huśtawce 11.03.10, 17:06
      Ja mieszkam 1000 km od mojej rodziny a 1200 od rodziny meza. Nie mam tu nikogo
      bliskiego do pomocy, a jednak udalo mi sie zbudowac takie ralcje, ktore
      pozwalaja mi miec czas dla siebie. Zreszta moja mama i tak nie jest w stanie
      opiekowac sie dzieckiem z racji zdrowia i nerwowosci, a tesciowie sa aktywni
      zawodowo i nie maja czasu. Nie ma co zwalac na okolicznosci, tylko spojrzec co
      da sie zrobic w sytuacji jakiej jestes. Jest wiele rozwiazan - piecioletnie
      dziecko moze zostac u kolegi na noc jesli umowisz sie z inna mama, ze potem on
      zostanie u Was, mozna wspolnie z inna mama oplacic opiekunke dla dwojki czy
      trojki dzieci, mozna poprosic kolezanke, ktora chce miec wlasne dzieci i jest
      obudzona maciezynsko, zeby zostala, a Ty pomozesz jej z czyms innym. Nie ma
      sytuacji bez wyjscia, tylko czasem trzeba dluzej szukac. Kazdy jest kowalem
      wlasnego losu bez wzgledu na to jakie ma relacje z rodzicami. A jak wyjcia nie
      widac to moze warto udac sie po pomoc (np do psychologa)i razem je znalesc. Bo
      nie sadze zebys lubila bycie meczennica.
      • idaiola to nie tylko artykuł o kryzysie z powodu dziecka 12.03.10, 14:16
        Najbardziej mnie uderzyło to: "Osoba, która czuje się skrzywdzona,
        zawsze znajdzie pretekst, żeby się umacniać w poczuciu
        skrzywdzenia". Wydaje mi się, że większość kobiet tak się czuje, tak
        została wychowana.........Moje dziecko ma już 14 lat i jest
        samodzielne, a ja mam wrażenie, że ten "kryzys" przechodzę właśnie
        teraz - po 15 latach związku, a dziecko nie ma tu nic do rzeczy.
    • echtom Re: Troje na huśtawce 12.03.10, 16:47
      > "Jeżeli tak jest, to trzeba się przyjrzeć temu, dlaczego kobieta
      > stworzyła wokół siebie taką pustkę"

      Trudno tu mówić o świadomym "stwarzaniu pustki" - to raczej konsekwencja modelu rodziny nuklearnej. Sytuacja, w której kobieta przez kilkanaście godzin dziennie przebywa sama z małym dzieckiem jest kulturowo dość nowa. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w domu była z nimi zwykle jakaś służąca, jakaś babcia, jakaś niezamężna ciocia rezydentka i młoda matka nie czuła się taka samotna i sfrustrowana.
      • m.tamiola Re: Troje na huśtawce 29.03.10, 13:52
        Świat się diametralnie zmienił. Kobieta raz że jest najczęściej
        daleko od teściów i rodziców, to jej rodziną są koleżanki, którą soą
        bliskie, ale w weekendy. Spotkanie na kwakę, piwko, owszem ale nie
        codziennia pomoc. Poza tym dochodzi presja społeczna, żeby świetnie
        wyglądac i szybko wrócić do pracy. Facet też nie ma lekko. ma być
        świetnym, rodzinnym i czułym tatą, ale oza tym dobrze zarabiającym
        męskim opiekunem swojej kobiety. Pomieszanie...
    • sugarka Re: Troje na huśtawce 12.03.10, 18:20
      a ja mysle, ze mimo braku wianuszka ''pomagaczy'' mozna sobie
      poradzic. Szczegolnie na przestrzeni 5 lat.
    • faq brak odpowiedzialnosci za słowo? 13.03.10, 08:32
      Na panią Wrzosińską jak zawsze można liczyć. Choć zakładam, że trudno jest żyć
      w takiej schizofrenii - samą być przedstawicielką płci, którą się tak pogardza
      w gruncie rzeczy.
      Znamienne - kobieta nie radzi sobie z nadmiarem obowiązków - sama 'stworzyła'
      pustkę wokół siebie. Mężczyzna? Jeszcze sie nie odnalazł w nowej narzuconej
      kulturowo roli. Biedny prawda?
      Utknęła pani psycholog w latach pięćdziesiątych w USA. Usmiechnieta urocza
      żonka witająca w progu swojego pana-męża z gromadką zadbanych dzieci. Ze
      słodkim uśmiechem uspokaja dziatwę by zmęczony całym dniem w biurze pan mógł
      odpocząć...
      Ależ proszę sobie takie dyrdymały wypisywać, problem tylko w tym, że ktoś moze
      uwierzyc, ze ta pani jest 'autoryetem'..
      • kotfrodo Re: brak odpowiedzialnosci za słowo? 13.03.10, 11:02
        Wiesz faq, ja zupełnie inaczej odebrałam ten artykuł. Moim zdaniem
        pani psycholog nie jest po stronie żadnej z płci, staje po prostu po
        stronie związku, pokazuje jak zastanowić się nad związkiem,a nie
        zwalać winę na wszystko i wszystkich w okół. Nie wiem skąd pomysł o
        pogardzie dla kobiet? Ja tam raczej widzę szacunek dla człowieka po
        prostu. A, że człowiek w ogromnej mierze sam tworzy swoja
        rzeczywistość tak a nie inaczej, to już wybór każdego z nas.
        • rikol Re: brak odpowiedzialnosci za słowo? 14.03.10, 22:38
          Problem w tym, ze ta pani psycholog ZAWSZE widzi wine po stronie kobiety
          (przeczytaj inne jej wypowiedzi). Kobieta nie chce uprawiac seksu - to jej wina.
          Tymczasem kazdy ginekolog, endokrynolog, seksuolog ci powie, ze to normalne, ze
          przy dziecku nie chce sie seksu; zmienia sie wydzielanie hormonow na przyklad,
          poza tym kobieta jest zmeczona, zestresowana, nie mowiac juz o pierwszych 6
          tygodniach po porodzie. Dochodza do tego tez takie rzeczy, jak np. pociete
          krocze (w Polsce 80% kobiet jest okaleczanych), czy kompleksy z powodu gorszej
          figury po ciazy (pewnie kilka procent kobiet powraca calkiem do swojej figury
          sprzed ciazy).

          druga sprawa - opieka nad dzieckiem: kobiety nie maja w genach opieki nad
          dzieckiem, musza sie tego nauczyc; tak samo nauczyc sie moze ojciec. Zreszta tu
          jest jeszcze jeden problem: ojciec wraca z pracy, odpoczywa. Matka siedzi caly
          dzien z dzieckiem - kiedy ona ma odpoczac? 1/4 matek ma depresje poporodowa - to
          chyba swiadczy o tym, ze cos jest nie tak, nie sadzisz? A oprocz opieki nad
          dzieckiem trzeba sie zajac domem. SAmo sie nic nie zrobi.

          No i jeszcze kobieta jest winna, bo nikt jej nie chce pomagac. A czemu ojciec
          nie jest winny, ze nikt nie chce sie opiekowac jego dzieckiem? Na przyklad jego
          rodzice czy koledzy z pracy? Zreszta juz widze, jak wszyscy biegna podcierac
          tylek niemowlakowi. Tym bardziej, jesli wlasny ojciec nie ma na to ochoty.

          Kolejna sprawa - poczucie krzywdy czy odrzucenia. Wiele kobiet po prostu doznalo
          krzywdy i odrzucenia, nie wymyslaja sobie takich odczuc. Owszem, pewnie
          potrzebna jest terapia, ale dobrze pani wie, ze wypieranie nieprzyjemnych uczuc
          prowadzi do gorszych problemow niz wyrazanie tychze.

          Jeszcze jedno - czemu kobieta ma szanowac mezczyzne i jego odczucia, natomiast
          nic nie mowi o jego szacunku do niej? Kazdy wie, jak wkurzajace sa placzace
          niemowlaki, spedzenie z takim dnia to horror. W takiej sytuacji nie dziwi
          rozdraznienie, zly humor.
          • resztka Re: brak odpowiedzialnosci za słowo? 20.05.10, 13:03
            "jest jeszcze jeden problem: ojciec wraca z pracy, odpoczywa. Matka siedzi caly
            dzien z dzieckiem - kiedy ona ma odpoczac?"
            Twierdzisz ze mąż po prowrocie z pracy powinien przejac opieke na dzieckiem
            (calkowita) bo matka jest zmeczona, OK ale niech wtedy ona idzie do pracy...
            Jedno i drugie na PRACE i OBOJGU nalezy sie odpoczynek i oboje powinni zrozumiec
            ze tylko we wspolpracy przetrwaja.
            Matka znuzona, rozdrazniona, zmeczona, ciekawe co powiesz jak maż rozladuje
            swoje stresy z pracy na Tobie, powiesz ze cham i prostak?!
            W swoich opiniach poszukaj spojnosci:
            "Tymczasem kazdy ginekolog, endokrynolog, seksuolog ci powie, ze to normalne, ze
            > przy dziecku nie chce sie seksu; zmienia sie wydzielanie hormonow na przyklad,"
            a
            "kobiety nie maja w genach opieki nad > dzieckiem"
            jesli juz sie odwolujesz do genow to one wlasnie determinuja zachowanie ukladu
            hormonalnego.
            Nie jest istotne przerzucanie sie pustymi argumentami, jak dla mnie pani
            psycholog nawoluje/sklania do wspolpracy a TY zajelas miejsce
            MATKI POLKI ktora widzi wine we wszystkich ale nie w sobie i tak draznisz i tak
            zestresowanych i zmeczonych ludzi. Jakzes taka madra to podpowiedz co moga
            zrobic aby bylo lepiej

    • jendza1 Re: Troje na huśtawce 16.03.10, 13:08
      Nie podoba mi sie ten artykul. Omawiane problemy zostaly tu poruszone
      powierzchownie i stereotypowo. Juz lepiej bylo nic nie pisac, niz pisac takie
      glupoty - poza wszystkim, to szkodliwe.

      Pod wieloma krytycznymi uwagami komentujacych artykul poprzednikow moglabym sie
      podpisac, dodam tylko jeden podstawowy aspekt, w tych komentarzach zupelnie nie
      poruszony: dziecko zostalo w tekscie potraktowane jako zlo konieczne oraz dopust
      Bozy.

      Kazdy z nas, traktowany jako zlo konieczne oraz dopust Bozy, ktorego to klopotu
      najblizsi chca sie pozbyc, chocby na jeden wieczor, bedzie reagowal
      zdecydowanie. Jesli tak nie zareaguje, to jego 'poczucie krzywdy' bedzie
      wzrastac, prawda? Co dopiero, gdy pomyslimy o dziecku? Dziecko jest jak
      sejsmograf - wyczuwa wszystkie, najdelikatniejsze drgnienia duszy doroslego z
      otoczenia, a zwlaszcza rodzica... Tak negatywne nastawienie rzeczonych rodzicow
      sila faktu musi doprowadzic do protestu malca, delikatnie rzecz ujmujac... To
      stad sa, jestem o tym najglebiej przekonana, 'nieznosne' maluchy. One sa
      'nieznosne', bo rodzice ich po prostu nie chca, nie cenia, nie rozumieja itd.

      Rodzicielstwo to jedno z najswpanialszych doswiadczen w zyciu, cementujace
      dodatkowo dwoje - swiadomych tego - rodzicow. Zwiazek nabiera zupelnie innego
      wymiaru, wypelnia sie...
      Obserwowanie z dnia na dzien rozwoju dziecka, ktore z kazda niemal godzina
      nabiera nowych sprawnosci, dokonuje wspanialych odkryc, ktore nadto kocha
      bezwarunkowo - to doznanie nieporownywalne z zadnym innym, niech sie chowa
      wszelka 'samorealizacja', 'budowanie kariery', 'chodzenie na imprezy' i co tam
      tylko jeszcze...

      Gdyby sie tak rodzicom udalo dostrzec ten apsekt, byc moze ta opieka nie bylaby
      tak 'obciazajaca'...

      pzdr
      j.
      (niemloda juz mama kilkumiesiecznego malucha, obie rodziny bardzo daleko...)
      • ledzeppelin3 Re: Troje na huśtawce 16.03.10, 14:47
        Jestem mile zaskoczona poziomem artykułu, wartością merytoryczną, wnikliwym
        podsumowaniem kryzysu tożsamości ludzi po narodzinach dziecka. Sama prawda.
        Podoba mi się też docenienie i nazwanie po imieniu pracy przy dziecku,
        podkreślenie, ile wysiłku ona wymaga, a przecież jest tak często dyskredytowana
        przez kobiety właśnie.

        Jedyny zgrzyt- to już zauważone w pierwszym poście niefortunne "zwalenie" na
        kobietę całej winy za pustkę i brak pomocy osób z zewnątrz.
        Ale ogólne wrażenie bardzo dobre.
        • jendza1 Re: Troje na huśtawce 16.03.10, 21:43
          Podczepilas swoj post pod moj - zatem pozwole sobie troszke skomentowac....

          W istocie: obserwacja, ze przy dziecku jest duzo pracy, zaiste jest niezwykle
          odkrywcza... i wiele wnosi ...

          Ech...

          pzdr
          j
        • ginag Re: Troje na huśtawce 07.04.10, 23:52
          Kurcze bardzo madre to co napisalas.

          Dlaczego to kobiety dyskredytuja kobiety?

          Czytam komentarze do artykulu o wygladzie po ciazy i sie
          przesciagaja idealne z idealniejszymi o to, ktora w krotszym czasie
          od porodu lepiej wyglada.
          Pod tym to samo, ja sobie super radze z wychowaniem mimo braku
          rodziny, a Ty to zle zorganizowana/aspoleczna.
          Dlugo by tak wymieniac:/
          Przykre, ze nie tstoimy ze soba:/

          • wen_yinlu Re: Troje na huśtawce 08.04.10, 17:15
            > Dlaczego to kobiety dyskredytuja kobiety?
            >
            > Czytam komentarze do artykulu o wygladzie po ciazy i sie
            > przesciagaja idealne z idealniejszymi o to, ktora w krotszym czasie
            > od porodu lepiej wyglada.
            > Pod tym to samo, ja sobie super radze z wychowaniem mimo braku
            > rodziny, a Ty to zle zorganizowana/aspoleczna.

            To bardzo powszechne, niestety - i wątek z wyglądem po ciąży jest dobrym
            przykładem... Kobiety nie wiedzieć czemu kochają dziobać się także jeśli chodzi
            np. o godzenie pracy w domu z pracą zawodową ("ja pracuję na pełny etat, dom mi
            lśni, mąż mi nie pomaga - da się! to ty jesteś taka leniwa i niezorganizowana),
            o seks ("ja mam codziennie ochotę, ty jesteś jakaś dziwna i oziębła skoro tylko
            raz na tydzień"), utrzymywanie smukłej figury ("ja mam świetne geny, mogę jeść
            wszystko, nawet smalec na kilogramy i nie utyję") i tak dalej...

            Każda czystsza, bardziej pracowita i piękniejsza od drugiej, ręce opadają. To
            czasem wygląda tak jakby samice puszyły się przed jakimś idealnym samcem,
            zachwalając swoje zalety i "ustawiając" inne kobiety dalej w kolejce do niego.
            Masz rację - przykre to - i żałosne zarazem.
    • jendza1 Nie daje mi spokoju 17.03.10, 12:33

      ten artykul - i swiadomosc, jak sa szkodliwe tego typu poglady... Skrajna
      postac ich konsekwencji zostala opisana w innym tekscie GW
      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,7225344,Tata_i_mama_zabili_ja__bo_za_duzo_jadla.html
      Pani Milska-Wrzosinska analizuje i przedstawia niedojrzalosc rodzicielska,
      postawy skrajnie egocentryczne infantylnych osobowosci, ktore maja dziecko.
      Gorzej, ze nie obnaza tej niedojrzalosci, legitymizujac ja jako stan
      naturalny, zrozumialy, w pelni spolecznie akceptowalny.
      Jest to artykul pisany dla publiki i pod publike.Szkoda, naprawde szkoda, choc
      zrozumiale jest jakos, ze to rzeczona publika dysponuje kasa i te kase za
      'zrozumienie wlasnych problemow' jest w stanie wyasygnowac. Nadto - jesli
      takie "problemy" znikna, psycholog przestanie byc potrzebny...

      Poza wszystkim - cos jest nie tak z ta rodzicielska 'miloscia'. Gdy kochamy -
      chcemy byc jak najwiecej z obiektem naszych 'uczuc' (przy tym milosc to nie
      'uczucie', a akt woli). Naturalna zatem bylaby chec rodzicow spedzenia z
      dzieckiem jak najwiekszej ilosci czasu, skoro je 'kochaja', prawda? A tu
      prosze, spychologia: ona by chciala, zeby po pracy to on sie zajal dzieckiem,
      on uwaza, ze to ona powinna, a oboje, i pani psycholog, zdaje sie, rowniez -
      ze najlepiej, by zrobili to dziadkowie, przyjaciolki czy inni znajomi...
      I gdzie tu sens? No to jak: rodzice w koncu kochaja, czy nie kochaja?
      I co na to dziecko?

      Ze niby dziecko odbiera wolnosc. Jaka 'wolnosc'? Co to w ogole jest owa
      'wolnosc'? Nie bede tu definiowac tego pojecia... To tylko post. Zdefiniowac
      je nalezalo w artykule.
      Jednak powiem, ze moja wolnosc, w wymiarze jak najbardziej egzystencjalnym,
      moj synek dopelnil przyjsciem na swiat. Od momentu, gdy jest z nami, mam tej
      wolnosci wiecej. Jest tez w naszym zyciu wiecej milosci.
      Mniej jest tylko czasu na glupoty:).
      Zabieram sie zatem za sprawy powazne: synek sie budzi...

      pzdr
      j.

      • miedzymorze Re: Nie daje mi spokoju 18.03.10, 16:39
        > Poza wszystkim - cos jest nie tak z ta rodzicielska 'miloscia'. Gdy kochamy -
        > chcemy byc jak najwiecej z obiektem naszych 'uczuc' (przy tym milosc to nie
        > 'uczucie', a akt woli). Naturalna zatem bylaby chec rodzicow spedzenia z
        > dzieckiem jak najwiekszej ilosci czasu, skoro je 'kochaja', prawda?

        Nie, nieprawda. Nie muszę siedzieć cięgiem 'na kupie' ze wszystkimi osobami które kocham. Chcę mieć też czas dla męza bez dzieci, dla siostry bez męża, dla corki bez syna itp itd. I wreszcie czas dla siebie. Bo siebie też kocham ;D

        A tu
        > prosze, spychologia: ona by chciala, zeby po pracy to on sie zajal dzieckiem,
        > on uwaza, ze to ona powinna, a oboje, i pani psycholog, zdaje sie, rowniez -
        > ze najlepiej, by zrobili to dziadkowie, przyjaciolki czy inni znajomi...

        Znowu nieprawda, a raczej półprawda.
        Ona by chciała żeby on się zająć po tym, jak robiła to np 10 godzin BEZ PRZERWY.
        Wymowa tego źle zacytowanego kawałka jest taka, że jeśli opiekę nad dzieckiem sprawuje kilka osób w różnych proporcjach, to wszystkim jest łatwiej.

        > I gdzie tu sens? No to jak: rodzice w koncu kochaja, czy nie kochaja?
        > I co na to dziecko?
        Rodzice kochają nie tylko dzieci, a dzieci są kochane nie tylko przez rodziców.



        pozdr,
        mi
        • jendza1 Re: Nie daje mi spokoju 18.03.10, 22:47
          Nie zrozumialas. TO sprobuje CI to wytlumaczyc inaczej, nawiazujac do Twego
          wlasnego przykladu. Napisalas:

          > Nie, nieprawda. Nie muszę siedzieć cięgiem 'na kupie' ze wszystkimi osobami któ
          > re kocham. Chcę mieć też czas dla męza bez dzieci, dla siostry bez męża, dla co
          > rki bez syna itp itd. I wreszcie czas dla siebie. Bo siebie też kocham ;D

          Ale nie wzielas pod uwage 'dynamiki' tych wszystkich milosci. Pamietasz, kiedy
          maz nie byl jeszcze mezem? Biegalas zapewne na randki najczesciej, jak sie dalo,
          a zanim skonczyla sie jedna, juz marzylas o nastepnym spotkaniu z ukochanym.
          Pewno CI wtedy nie przyszlo do glowy, by przerwac taka randke po godzinie na
          przyklad, bo 'kochasz swoja mame' i jej tez chcesz poswiecic swoj czas... I nie
          wpadlo Ci tez pewnie do glowy 'podrzucic' narzeczonego przyjaciolce, bo
          chcialabys spokojnie zrobic sobie ciuchowe zakupy...

          Zaczynasz rozumiec?

          KIedy decydujemy sie na dziecko w sposob dojrzaly i odpowiedzialny, WIEMY, ze
          ono bedzie wymagalo opieki, ale powinnismy pamietac przede wszystkim, ze ono
          bedzie potrzebowac NAS, NASZEJ MILOSCI. WIesz, ze znacznie czesciej umieraja
          niemowleta z domow dziecka, niz te z 'normalnych rodzin', choc sa rownie dobrze
          'zaopiekowane'? Brak im tylko milosci. DZiecko tej milosnej uwagi potrzebuje
          najwiecej, gdy jest malutkie. Potem, z wiekiem, to sie zmienia. Nastolatki maja
          juz zupelnie inny poglad na spedzanie czasu z rodzicem, niz kilkulatki na
          przyklad. Zauwaz, powiedzialam: z rodzicem, nie 'z mama'...
          Zatem - gdy decydujemy sie powolac do zycia dziecko, powinnismy wiedziec, co nas
          czeka...

          I jesli wiemy dostatecznie dobrze, to potrafimy wtedy wlasciwie przyjac ten dar,
          jakim jest dziecko: razem z dzieckiem poznawac swiat, patrzec na nowo, rozwijac
          sie, odkrywac, przezywac itd. To naprawde jest fascynujace, nawet z tylko
          kilkumiesiecznym malenstwem.

          Piszesz o tych 10 godzinach BEZ PRZERWY... Jakby to bylo tak bezbrzeznie trudne
          i wykanczajace... I potem, ze gdy opieka nad dzieckiem jest rozlozona na kilka
          osob, to 'wszystkim jest latwiej'. Nie, nie 'wszystkim'. Dziecko ma do opieki
          rodzicow. Wg prawa Boskiego i ludzkiego tez. Mozna to tez ujac inaczej:
          OBOWIAZKIEM rodzicow jest zapewnic dziecku te opieke. Nie dziadkow czy innych
          przyjaciolek...
          WIesz, ja bym nie chciala, zeby maz sie zajal dzieckiem, bo ja to robilam 10
          godzin BEZ PRZERWY i taka jestem z tego tytulu 'biedna' (o to CI chodzilo,
          prawda?), ja bym chciala, by maz sie zajal dzieckiem, bo jest to potrzebne i
          dziecku, i mezowi. BO to wspaniale doswiadczenie, jedno z najwazniejszych w zyciu.
          I wiesz? Moj maz bardzo zle znosi dni, gdy musi wyjsc rano do pracy bez
          przytulenia synka, bo ten spi. I swietnie sie bawia wieczorami i obydwu to
          przynosi kupe frajdy.

          Zrozum, dziecko to nie tobol, ktory podrzucasz sasiadce.
          Dziecko to taki sam czlowiek, jak Ty, tylko jeszcze bardzo bezradny, kompletnie
          zdany na swoich najblizszych. Nalezna jest mu milosc i szacunek. Dla jego
          potrzeb rowniez. A te - jakie sa w poczatkach zycia - wiemy wszyscy. I uszanujmy to.

          Zastanawialas sie kiedys moze, skad w czlowieku przestrzen na okrucienstwo wobec
          najblizszych? Skad tyle maltretowanych dzieci? Jak rodzi sie pedofilia? Dlaczego
          dzieci gina z rak rodzicow? I to wszystko nie gdzies na Madagaskarze - a u nas,
          u naszych sasiadow... I to niekoniecznie tych alkoholikow... Dlaczego matki nie
          bronia wykorzystywanych seksualnie corek?
          WIesz, dlaczego?
          Najprosciej rzecz ujmujac - bo tez 'siebie kochaja'. Cos, jak TY. Tylko moze
          ciut bardziej..., inaczej... Tez maja niedojrzale postawy roszczeniowe, a przy
          tym nie ma juz miejsca na perspektywe drugiego.
          Nawet najbardziej bezbronnego...

          Podtrzymuje: to glupi artykul
          • notting_hill Re: Nie daje mi spokoju 19.03.10, 13:34
            To co napisałaś jest baaardzo idealistyczne... I wielu ludzi nie
            potrafi temu sprostać, mimo że próbują. To super, że cieszy Cię każda
            chwila spędzona z dzieckiem, ale może przyjmij do wiadomości, że nie
            wszyscy zostali obdarzeni taką cierpliwością, bezgraniczną siłą woli
            i samozaparciem, żeby nie odczuwać w stosunku do swojej sytuacji
            frustracji, zniecierpliwienia, czasami zwykłego wk... po prostu. I
            nie ma to chyba nic wspólnego z chęcią posiadania dziecka, może ma z
            dorosłością, to ok. No, ale nie wszyscy są doskonali. Czy tylko
            doskonali mają mieć prawo do posiadania dzieci?

            Dobrze, że mówi się coraz głośniej o tym, że bycie sfrustrowanym przy
            nieustającej opiece nad istotą, która chce od nas czegoś niemal przez
            24h na dobę jest zrozumiałe.Bo wcześniej się o tym nie mówiło... Czy
            dzieciom od tego było lepiej? Wątpię.
            Teraz w ogóle więcej się mówi o prawie różnych ludzi do różnych,
            często niewygodnych uczuć i to jest ok.

            Ale trochę nadużyciem jest wrzucanie do jednego worka również
            patologii. Tak, one się zdarzają, ale mówimy tutaj o trudnych
            uczuciach rodziców w stosunku do nowej sytuacji, w jakiej się
            znaleźli w związku z posiadaniem dziecka. A odwołując się do
            patologii znowu odcinamy w pewnym sensie ten wątek dyskursu, który
            pozwala rodzicom poczuć frustrację i zmęczenie i złość.
            Patologia to się chyba między innymi bierze bardziej z ogólnej
            nieumiejętności odczuwania i nazywania swoich uczuć i ich wyrażania w
            akceptowalny sposób?

            • jendza1 Gdzie sie zaczyna patologia 19.03.10, 15:01
              Rozne rzeczy 'przyjmuje do wiadomosci', nie martw sie..., ze tak zaczne od
              wypunktowania Ci niezbyt milych uwag pod moim adresem...

              Pomijajac jednak to - skoncentrowalabym sie przede wszystkim na artykule, ktory
              tu przeciez komentujemy, oraz na pozostalych Twoich obserwacjach.
              Nie wrzucam patologii do 'jednego worka', jak mi suponujesz, pytam o to niejako
              'przy okazji' - co nie zmienia jednak faktu, ze owa patologia nie wyrasta gdzies
              w chmurach, tylko wlasnie na gruncie, na ktorym sie znajdujemy.
              Mozesz mi wierzyc, lub nie, ale nad uczuciami mozemy panowac. Zeby to zrobic,
              trzeba sobie je najpierw uswiadomic (masz racje, rodzic musi umiec sobie
              powiedziec w twarz, ze go pociecha drazni itd...), trzeba jednak wiedziec,
              rozumiec nie tylko, jak rzeczy wygladaja, ale tez - jak wygladac powinny. Tylko
              wiedzac to ostatnie, mamy szanse do tego 'idealu' dazyc. I tylko od nas samych,
              naszej swiadomej woli, zalezy, w ktorym miejscu prostej - pomiedzy idealem, a
              patologia - sie znajdziemy.
              Znam czlowieka. Bardzo jest juz stary.
              Zyje w glebokim przekonaniu, ze jest idealem, nosnikiem cnot wszelkich. To
              czlowiek gruntownie wyksztalcony, jeszcze przed wojna. "Posiada" kilkoro dzieci.
              I do dzis to on decyduje, co dzieje sie w zyciu tych dzieci. Jedna corke to
              nawet 'posiadl' jak najbardziej doslownie. Ciaze usunela, wyszla za maz. Ojciec
              do dzis ma jej za zle te 'zdrade'. Sprawa nigdy nie ujrzala swiatla dziennego,
              to powszechnie szanowany, najlepszy nasz obywatel.
              Ilu takich jeszcze?
              Zapewniam CIe, moj 'idealizm' wyrosl na bardzo trudnym doswiadczeniu... Dlatego
              wiem, ze nie mozna 'w pol kroku', 'byle jak', jest wszystko, albo nic...
              Zrozum, my dzieci nie 'posiadamy'. Dzieci sa nam jedynie dane, albo lepiej: zadane.
              Ten artykul mialby sens, gdyby pokazal tez perspektywe potrzebujacego dziecka, a
              nie tylko sfrustrowanego, niedojrzalego rodzica.
              Tymczasem tu nawet nie ma diagnozy tej niedojrzalosci. Ot, po prostu - majac
              wspolne doswiadczenia - klepiemy sie po pleckach gestem wzajemnego zrozumienia
              naszych negatywnych emocji, ktory prowadzi do nikad. Zadnego pozytywnego wzorca,
              zadnego chocby wskazania kierunku...

              Wierz mi, gdyby prawidlowo przygotowac ludzi do rodzicielstwa, nie przezywaliby
              'kryzysu tozsamosci' w momencie narodzin dziecka.
              Innymi slowy: najpierw ksztaltujmy wlasna tozsamosc, a potem decydujmy sie na
              malenstwa... No, choc przynajmniej trzeba sprobowac...

              Warto w takim artykule chocby o tym wspomniec
          • ur-du Re: Nie daje mi spokoju 21.03.10, 08:20
            Pokłony dla jendzy! Oby każda kobieta tak myślała... świat byłby lepszy
            :)
      • janznepomuka Re: Nie daje mi spokoju 28.02.11, 12:18
        Jasne
    • urquhart Szacun i uznanie dla Zośki 24.03.10, 20:00
      Szacun i uznanie dla Zośki za kolejny ciekawy i życiowy artykuł. Milska będąc terapeutą rodzinnym leczy związki. Sensem i celem związku jest realizacja wspólnych a czasem rożnych i sprzecznych potrzeb, oczekiwań tworzących go mężczyzny i kobiety a potem i będących jego owocem dzieci.
      Nic dziwnego dlatego jak czytam w wielu powyższych kobiecych komentarzach że alergicznie reagują na nią i nienawidzą roszczeniowe harpie i które oczekują że związek polega na dopasowaniu się do ich własnych jedynie słusznych oczekiwań :)
    • mniemanologia Re: Troje na huśtawce 25.03.10, 17:45
      Mnie jako "roszczeniowej harpii" oczywiście nie podoba się ten
      artykuł. Jak większość tekstów pani Milskiej-Wrzosińskiej. Jak
      zwykle winne sa kobiety, jak zwykle biedni sa mężczyźni.
      Ale w sumie - czego ja się spodziewałam?
      Jeśli komuś ten tekst pomoże - super.
      Ja na takie teksty reaguję alergicznie.
      • urquhart rzecznik porozumienia to dla ekstremistów zdrajca 26.03.10, 16:18
        mniemanologia napisała:
        > zwykle winne sa kobiety, jak zwykle biedni sa mężczyźni

        Z pozycji mężczyzny też widać w artykule same oczekiwania wobec niego, a o winie ja nic nie zauważyłem. Za to o typowych pułapkach i błędach popełnianych przez kobiety i mężczyzn.
        Milska ma moim zdaniem bardzo niewdzięczną rolę rzecznika na rzecz porozumienia i kompromisu w konflikcie. I jak na przykład Icchak Rabin był postrzegany przez swoich rodaków zatwardziałych ekstremistów Żydów jako zdrajca i znienawidzony, a dla Palestyńczyków był wrogiem i tak nie mógł ich zadowolić.
    • gagnon Troje na huśtawce 28.04.10, 20:56
      Brawo dla Jedzy1!
      Jaka artykulacja wypowiedzi, nie wspomne juz o glebi!!!

      Artykul Pani Milskiej-Wrzosińskiej jest plytki i do takiego tez
      czytelnika skierowany...
      Trzeba bowiem stwierdzic ze w naszym spoleczenstwie niedojrzali
      emocjanolnie rodzice to cos na porzadku dziennym, wpadlam(em) i mam
      dziecko, nikt nie nazywa tego patologia...a szkoda, bo z takich
      rodzin wyjda dzieci ktore na nowo zaloza patologiczne rodziny i tak
      przez zaklamanie tworzy sie zamkniete kolo....
Pełna wersja