Dodaj do ulubionych

Dzieci zielononóżki

19.05.10, 21:27
czytam i nie wierzę.. 12 - 13 letnie dzieci pod stałym nadzorem rodziców?
Cieszę się zatem, że nie mieszkam w stanach i współczuję bardzo, że potrzeba
"rewolucji" żeby dziecko w tym wieku zostawić samo w parku na pół godziny..
Widać, że za oceanem mamy chodowlę egoistycznych dorosłych dzieciaków...
Obserwuj wątek
    • jjawor Dzieci zielononóżki 20.05.10, 18:06
      To brzmi jak z kosmosu dla mnie, bo jestem dzieckiem z pokolenia 'klucza na szyi'. Dzieci należy uczyć samodzielności, ja jak miałam 15 lat to ze znajomymi z kursu językowego w Londynie ganialiśmy po muzeach, jeździliśmy metrem, oczywiście rodzice byli w Polsce a mieszkałam u rodziny angielskiej...było super! Też dlatego, że musiał sobie sama dać radę. Jako 10 latka sama gotowałam wodę na gazie, robiłam kanapki i jajecznicę a do szkoły chodziłam koło parku nawet zimą po zmroku, bo w klasie 1-3 chodziło się na 2 zmiany. Do dzisiaj się to wspomina:)
      • ajl-ona Re:Dokladnie!Tak Bylo! 23.05.10, 12:54
        jjawor napisała:

        > To brzmi jak z kosmosu dla mnie, bo jestem dzieckiem z
        pokolenia 'klucza na szy
        > i'. Dzieci należy uczyć samodzielności, ja jak miałam 15 lat to ze
        znajomymi z
        > kursu językowego w Londynie ganialiśmy po muzeach, jeździliśmy
        metrem, oczywiśc
        > ie rodzice byli w Polsce a mieszkałam u rodziny angielskiej...było
        super! Też d
        > latego, że musiał sobie sama dać radę. Jako 10 latka sama
        gotowałam wodę na gaz
        > ie, robiłam kanapki i jajecznicę a do szkoły chodziłam koło parku
        nawet zimą po
        > zmroku, bo w klasie 1-3 chodziło się na 2 zmiany. Do dzisiaj się
        to wspomina:)

        Jestem tez z tego pokolenia i tak wlasnie bylo.My uczylismy sie
        samodzielnosci,poznawalismy wciaz nowe rzeczy ale przede wszystkim
        mielismy duzo ruchu na swiezym powietrzu.Skakanie w gumy(glownie
        dziewczyny),wchodzenie na drzewa,zabawy,biegi(problemy z nadwaga
        dzieci byly prawie nieznane).To bylo piekne a jaki sie mialo po tym
        apetyt!Jak patrze na dzieci mojej znajomej to jestem przerazona,zero
        ruchu,czas wolny spedzany wylacznie przed komputerem(gry)lub przed
        telewizorem i ...tak na zmiane.Do tego oczywiscie chipsy!O
        wychodzeniu na podworko nie ma mowy a maja taki ladny plac zabaw pod
        samym domem.Wspolczuje takim dzieciom i rodzicom.
        Ja w wieku 6,7-lat potrafilam samodzielnie zrobic sobie sniadanie
        lub kolacje,ze o chodzeniu samej do szkola nie wspomne.
        • bachczysaraj To był standard. 23.05.10, 15:49
          Od I klasy podstawówki szedłem do szkoły wracałem sam do domu, albo szlajaliśmy
          się z kolegami. Rodzice pracowali cały dzień a o opiekunkach nikt nie słyszał.
          • maruda.r Re: To był standard. 23.05.10, 22:52
            bachczysaraj napisał:

            > Od I klasy podstawówki szedłem do szkoły wracałem sam do domu, albo szlajaliśmy
            > się z kolegami. Rodzice pracowali cały dzień a o opiekunkach nikt nie słyszał.

            *******************************

            W istocie. Nie przypominam sobie, bym był pod jakimś szczególnym nadzorem.
            Całodzienne wyprawy z kolegami były wówczas normą. Ba! Od drugiej klasy
            podstawówki latem grupą chodziliśmy na całodniowe biwaki nad wodę: nad morze lub
            nad rzekę. Nie było z nami żadnych opiekunów poza starszymi o dwa-trzy lata
            kolegami i koleżankami. Podejrzewam, że udzielenie nam przez rodziców kredytu
            zaufania wyzwalało w nas pewną odpowiedzialność. Rzecz jasna, była to
            odpowiedzialność adekwatna do dziecięcego poziomu rozwoju; zdarzały się rzeczy
            nieprzemyślane i głupie - jak to u dzieci. Nie było jednak większego odsetka
            zdarzeń tragicznych, które zdarzają się i dziś - w trybie chowu pod specjalnym
            nadzorem.

            • anuszka_ha3.agh.edu.pl A potem w gimnazjum 24.05.10, 08:01
              A tak w ogóle, dziwię się ludziom, że się dziwią, gdy potem w gimnazjum te same
              dzieci dostają małpiego rozumu. Każdy by dostał na ich miejscu.
        • dudus31.jazz Re:Dokladnie!Tak Bylo! 24.05.10, 01:29
          Ja częściowo wychowywałem się u mieszkającej w pobliżu babci. Teraz po trawie,
          na której kopaliśmy piłkę zostało wspomnienie. Podobnie po murkach, "placu
          zabaw" (wysoki murek, kawalek piasku i DRZEWO). Ale teraz są tam piękne dzikie
          parkingi! A na trawce ciężko przejść bo nawalone kupsk psich. A spróbuj tam
          teraz kopnąć piłkę chociaż raz! Jeśli oczywiście będzie z kim... Sąsiedzi zjedzą
          w całości. Jak widzę teraz te imponujące place zabaw to nie wiem czy śmiać się
          czy płakać... Sterylne, piękne. Aż dziw bierze, że nie obowiązuje tam obuwie
          zmienne i maseczki ochronne!
        • centaur10 Re:Dokladnie!Tak Bylo! 06.06.10, 23:43
          Jestem prowincjonalnym belfrem. Pokolenie rodzicow s.ac chodzilo za chalupe, a
          dzisiaj czytuje pierdoly magazynowe spod znaku "Styl i i od widel sztyl".
          Lakierowane guano i tyle.
      • wojciech.mazur Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 16:18
        masz bezwzgledna racje!!!! ja poszedl bym wspolczesnie dalej. dzieci powinny w
        wielu wypadkach uczyc sie w domu. na licho maja uczeszczac do "zakladow".nauke
        mozna zorganizowac zdalnie. wiem jak to technicznie zorganizowac!!!!!!!
        mozesz napisac do mnie: wojciech@iv.pl
      • centaur10 Re: Dzieci zielononóżki 06.06.10, 23:38
        Racja i sluszosc. Amerykanski debilizm do szecianu.
    • panienkaz-okienka Dzieci zielononóżki 20.05.10, 22:47
      Takie zachowania zaczynają być typowe dla większych miast w
      Polsce...
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Wraca stare! 21.05.10, 00:43
      kaha1 napisała:

      > czytam i nie wierzę.. 12 - 13 letnie dzieci pod stałym nadzorem rodziców?
      > Cieszę się zatem, że nie mieszkam w stanach i współczuję bardzo, że potrzeba
      > "rewolucji" żeby dziecko w tym wieku zostawić samo w parku na pół godziny..
      > Widać, że za oceanem mamy chodowlę egoistycznych dorosłych dzieciaków...

      Och, poczytaj na forum gazeta.pl dział "emama". Zobaczysz, że zaraza już
      przyszła do Polski.

      U mnie na osiedlu obserwuję dziwne zjawisko. Mało dzieci łazi, bawi się pod
      blokiem w dziecinnych grupach. Jak już, to chłopcy (dziwne!!!). Większość dzieci
      bawi się na placu zabaw lub jeździ rowerem w towarzystwie rodziców. Za moich
      czasów było odwrotnie - dzieci bawiły się same ze sobą. A dziewczyn i chłopców
      było na podwórkach po tyle samo.

      Zaznaczam, że osiedle, o którym mówię, choć broń Boże nie grodzone, jest
      bezpieczne - można przejść przez pół osiedla nie natrafiając na żadną ulicę. Wg
      mnie te okolice to raj do buszowania dla dzieci. A tu dzieci nima! A jak mi żal
      tych rodziców na placach zabaw - widać, jak oni się cholernie nudzą!

      Wraca przedwojenny system wychowania, gdy dzieci inteligencji nie mogły ot tak
      wychodzić sobie na podwórko. Bo bo na podwórko wówczas chodziły tylko dzieci
      klas niższych, w domyśle - zaniedbane.
    • daszka26 Dzieci zielononóżki 21.05.10, 11:04
      Żal mi dzisiejszych "hodowlanych" dzieci. Moje dziciństwo to lata 80/90 i z
      rozrzewnieniem wspominam jak łaziło po drzewach, skakło w wkałuże i skakało w
      gumę całymi dniami. Dzisiejsze dzieci są "sterylne". Nie bawią się same (bez
      nadzoru 1 dorosły na jedno dziecko), nie brudzą się i nie rozbijają kolan. Co
      one będą wspominały za 20 lat?
      • dudus31.jazz Re: Dzieci zielononóżki 24.05.10, 01:43
        Mi do dzisiaj mama "wypomina" jak to potrafiłem w 3 minuty załatwić nowiutkie
        spodnie:) Tylko teraz za oknem gdzie się bawiłem widzę wspaniałą świątynie
        współczesnych - centrum handlowe. Poraża mnie brak kreatywności u dzieci. Ta
        kreska na piasku to nie jest mur, tamto drzewo nie jest bazą, te plecaki/bluzy
        nie są bramkami! Przecież nie mają certyfikatu. Nie mają loga znanej firmy...
    • ar.co Dzieci zielononóżki 21.05.10, 12:02
      Polska powoli dobija do takiego stanu. Pomijając już odprowadzanie
      12- czy 13-latka do szkoły (za tzw. moich czasów szkolnych - w l.
      80. - w 2. czy 3. klasie podstawówki (czyli 8-9 lat) mamusie
      odprowadzały do szkoły dwie osoby z 35-osobowej klasy. Przy czym
      wszyscy pozostali nabijali się z tych odprowadzanych
      nieszczęśników), sama byłam świadkiem, jak mamusia robiła za synka
      (końcówka gimnazjum) rysunek na plastykę "żeby sobie średnią
      poprawił", rozwiązywała za niego zadania (synuś był w tym czasie na
      meczu) itp.
    • pochodnia_nerona Re: Dzieci zielononóżki 21.05.10, 14:11
      No, dla mnie nie do uwierzenia było, że kumpela nie mogła do mnie przyjść w
      odwiedziny, bo musiała zostać w domu ze swoim 10-letnim bratem! Słabo mi się
      zrobiło. Moje pokolenie musiało samo sobie zorganizować zabawę, sami chodziliśmy
      do szkoły i nabijaliśmy się z tych odprowadzanych, jak ktoś już wyżej napisał,
      taplaliśmy się w błocie, łaziliśmy po przeróżnych zakamarach, trzepakach,
      drzewach i dziurach. Po większym deszczu każda kałuża musiała zostać dokładnie
      spenetrowana w kaloszach, bywało, że kalosz zostawał w kałuży, bo "zassał" ;-)
      natomiast noga w skarpetce lądowała w błocie. Kolana i brody też były rozbijane,
      a nawet czoła zalewały się krwią, kiedy jakiś debil rzucił kamieniem ;-)
      Oczywiście, rodzice uświadamiali nas, gdzie nie chodzić i żeby nie rozmawiać z
      nieznajomymi, niczego od nich nie brać, ale nie było takiej psychozy. Z drugiej
      strony, jakoś inni dorośli (zwł. znajomi, albo sąsiedzi) też starali się mieć na
      nas oko. Teraz nikt nikogo nie obchodzi.
      A troska rodziców i panikowanie bierze się z tego, że pamiętają, co robili w
      wieku dzieciaków :-D ale zapominają, że doskonale sobie poradzili, więc i dzieci
      dadzą radę.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dzieci zielononóżki 21.05.10, 14:30
        > Oczywiście, rodzice uświadamiali nas, gdzie nie chodzić i żeby nie rozmawiać z
        > nieznajomymi, niczego od nich nie brać, ale nie było takiej psychozy.

        Najlepsze, że wtedy przestępczość w Polsce była wyższa niż obecnie i od tamtego
        czasu systematycznie spada.
      • patman Człowiek, jakbyś pisał o mnie :) 23.05.10, 09:42
        Toczka w toczkę. Do tego chodzenie po dachach wieżowców, jazda na dachu windy (ja się nie odważyłem, ale 7-letni wówczas kolega dał radę), kąpiel w jeziorze w listopadzie, zapomniałem się nawet rozebrać, więc wracałem do domu w mokrym ubraniu. Do tego "podróżowanie" wagonikiem na złomowisku i cała inna masa ekstremalnych zabaw. Udało się przeżyć, chociaż czasami było groźnie, np. gdy zaliczało się "glebę" skacząc po ułożonych w piętra betonowych rurach kanalizacyjnych (średnica >1 m). Ja, mój brat, koledzy, wszyscy przeżyliśmy, a tutaj rośnie pokolenie łajz, które będą bały się przejść przez ulicę.
        • tom.gorecki Re: Człowiek, jakbyś pisał o mnie :) 23.05.10, 18:04
          Takie rury to był raj dla dzieciarni.
          No i teraźniejszy snobistyczny "parkour" - w latach80.bawiono się w
          berka w starek kotłowni. Przy tej zabawie dzisiejszy parkour to zabawa
          dla pedziów.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Człowiek, jakbyś pisał o mnie :) 24.05.10, 07:51
          > jazda na dachu windy (ja się nie odważyłem, ale 7-letni wówczas
          > kolega dał radę)

          Ech, jazda na dachu windy to akurat przesada. W moim dawnym instytucie był kilka
          lat temu taki wypadek śmiertelny. Student pojechał na dachu windy, uderzył się o
          coś i, hm, wciągnęło mu głowę pomiędzy windę a ścianę...
      • przeciwcialo Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 12:40
        Moje dzieciństwo :)
        Staram się dzieciom stworzyć podobne, synowie własnie po niedzielnym
        rosole smigaja z chłopakami na rowerach.
        • kobietoniewariuj Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 12:55
          o 12 już obiad wpierdzielili? ROTFL
          • przeciwcialo Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 12:58
            Pierwsze danie zjedli, w szkole i przedszkolu tez o tej godzinie
            jedza. Drugie bedzie znacznie póxniej. Nie dajemy rady jeść dwóch
            dań a dzieci zupy lubia więc co w tym dziwnego?
            • najnowsze Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 20:42
              Oż w mordę, i dlatego nie chcę mieć dzieci i rodziny. Całą niedzielę (i nie
              tylko) robiłabym za restauratora. Śniadanie, pierwsze danie, drugie danie,
              kolacja. A może i podwieczorek przed kolacją.
              Nie krytykuję, rzecz jasna, a podziwiam. Ja bym oszalała, gdybym nie miała czasu
              na całkowicie swoje sprawy.
              • lucusia3 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 21:35
                Jak nie chcesz mieć rodziny, to Twoja sprawa, ja tam ma dwójke dzieci a przed 12 w niedzielę rzadko jem śniadanie, a moje potworki dołączają do mamusi i tatusia.Aler są takie rodziny "skowronków", co to się zrywają o 6 czy 7 w wolne dni. My odsypiamy w weekend cały tydzień.
                Gotowac lubię, więc obiad robię, może nie z dwóch dań, ale taki, jaki nam smakuje.
                A śniadanie i kolacje dzieci mogą sobie znaleźć same w lodówce.I nauczyłamich tego dośc szybko - fakt, najpierw starty sa duże- naciapane, potłuczone, ale krótki okres nauki sie opłaca. Dzieci są samodzielne, rozgarnięte, a ja mam czas.
              • jkmjkm Re: Dzieci zielononóżki 24.05.10, 09:02
                Słusznie prawisz. Dodam, że od dzieci robią się rozstępy.
              • przeciwcialo Re: Dzieci zielononóżki 24.05.10, 18:01
                Rano wstaje wczesnie nie z powodu dzieci, one same robią sobie
                sniadanie. Wstaje z powodu psa. Zasadniczo skowronkiem jestem i
                lubie niespieszne poranki. Śpiochem nigdy nie byłam. Lubie tez rano
                na basen podskoczyc jak rodzina spi.
                A co do rosołu, to zupa która gotuje się sama. Wrzucasz do gara, na
                mały płomień i zapominasz o nim. W stosownym momencie nalewasz na
                talerze.
      • dona.a Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 14:02
        pochodnia_nerona napisała:

        > Z drugiej
        > strony, jakoś inni dorośli (zwł. znajomi, albo sąsiedzi) też
        starali się mieć n
        > a
        > nas oko. Teraz nikt nikogo nie obchodzi.

        O, i to jest to. Mnie z opresji w dzieciństwie uratowała
        właśnie "wścibska" sąsiadka, kiedy jako 7latka zostałam na klatce
        zaczepiona przez mężczyznę, który mnie prosił, żeby razem z nim
        poszukać mieszkania znajomego, czułam, że coś jest nie tak, ale
        oczywiście bałam się mu wyrwać z ręki, sąsiadka usłyszała rozmowę,
        wyjrzała z mieszkania zapytała faceta o co chodi, a ja wtedy dałam
        nogę. Do dziś jestem Jej wdzięczna, bo kto wie jakby się skończyło.
        Niestety to prawda, że coraz mniej takich "wścibskich" sąsiadek.
        • lucusia3 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 21:41
          Ja byłam lepiej wychowana - mnie też zaczepił pan, żeby pozać, gdzie są toalety miejskie, ja oczywiście grzecznie chciałam go zaprowadzić, ale sobie przypomniałam, co mówiła mamusia, że nigdy nie iśc z obcymi nigdzie, więc bez niczyjej pomocy dałam nogę. Dobiegłam do domu, a mama zadzwoniła natychmiast na policję, ups. milicję.
          Moje dzieci też były tego nauczone, więc, moim zdaniem, były bezpieczniejsze z własnym rozumem, niż z obstawą.
        • salaminko Re: Dzieci zielononóżki 06.06.10, 15:51
          mnie tez zaczepil pan - zebym mu pokazala gdzie ktos mieszka w klatce obok mojej wlasnej - no i ja grzecznie oczywiscie poszlam. akurat kolezanki poszly na obiad, wiec chwilowo nie gralysmy w gume, a ja zostalam sama przed blokiem i wtedy on podszedl. jak sobie pomysle, ze zamiast na polpietro mogl wtedy mnie zaciagnac do piwnicy, to mnie ciarki przechodza.....!!! skonczylo sie na tym, ze zaczelam piszczec i wyrywac, jak jego rece trafily na moje nogi. wtedy on uciekl, a "wscibska" sasiadka wyjrzala z mieszkania. rodzice oczywiscie sie o tym nie dowiedzieli, bo bym dostala (slusznie) bure, ze z nim poszlam. mialam pewnie z 6 lat. poza tym nie mialam zadnego takiego incydentu, a spedzalo sie na dworze cale dnie - guma, berek, "szukano", podchody, place zabaw... nos pelen strupow od jezdzenia na deskorolce na kolanku, rozstrzaskana broda od zbyt mocno rozbujanej hustawki, kolana w strupach, upadek z trzepaka na beton....ach to byla wolnosc!! :))))
      • salaminko Re: Dzieci zielononóżki 06.06.10, 15:42
        ach, historia z kaloszem mnie rozbawila!!! zassał.....:)))
    • mamaemilii Re: Dzieci zielononóżki 21.05.10, 15:27
      Najgorsza w tym wszystkim jest paranoja, do której doprowadziły właśnie media
      nagłaśniając wszelkie wypadki spowodowane przez "nieodpowiedzialne matki". Bo
      jeśli temu 10-latkowi zostawionemu w domu coś się stanie, to media podniosą
      wrzask i lament. A matka wyląduje w więzieniu. Już mało która matka (ze mną
      włącznie) chce ryzykować ten scenariusz i koszmar sądownictwa. Choć doskonale
      wiemy, że prawdopodobieństwo jest minimalne.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dzieci zielononóżki 21.05.10, 16:54
        mamaemilii napisała:

        > Najgorsza w tym wszystkim jest paranoja, do której doprowadziły właśnie media
        > nagłaśniając wszelkie wypadki spowodowane przez "nieodpowiedzialne matki". Bo
        > jeśli temu 10-latkowi zostawionemu w domu coś się stanie, to media podniosą
        > wrzask i lament. A matka wyląduje w więzieniu. Już mało która matka (ze mną
        > włącznie) chce ryzykować ten scenariusz i koszmar sądownictwa. Choć doskonale
        > wiemy, że prawdopodobieństwo jest minimalne.

        No właśnie. Ale przecież ono naprawdę jest minimalne.
        Póki co, społeczeństwo zaczyna się niestety dzielić na kasty: "Lepszych", którzy
        boją się mediów i "niziny społeczne", które media olewają i wychowują dzieci jak
        chcą. Niech młoda polska inteligencja wreszcie zrozumie, że chodzi na pasku
        mediów i daje sie im terroryzować.
        • tak-sobie Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 20:27
          tak a jak juz sie cos stanie dziecku i GW opisze sprawe to potem forumowicze
          beda kamienowac matke za to ze wyrodna ze dzieciaka puscila itd.
    • sid.leniwiec Re: Dzieci zielononóżki 21.05.10, 17:00
      A ja myślałam, że koleś ode mnie z pracy, który codziennie odprowadza 9-letniego
      syna 300 metrów do szkoły, a kiedy syn ma wolne, to facet albo żona MUSZĄ brać
      urlop, bo dzieciaka nie można na pół dnia bez opieki zostawić, to jakiś odchył.
      A widzę, że to standard. No ale cóż, ja też jestem z "kluczowego" pokolenia,
      więc nie na czasie.

      Pees. Czy to przewrażliwienie nie jest czasami jakoś prawnie uregulowane? Bo
      ktoś kiedyś mi powiedział, że niby rodzice tak muszą...
      • tanczacy.z.myslami Jak zwykle, prawo jest niejasne: 21.05.10, 18:18
        sid.leniwiec napisała:

        > Czy to przewrażliwienie nie jest czasami jakoś prawnie uregulowane? Bo
        > ktoś kiedyś mi powiedział, że niby rodzice tak muszą...

        *****
        Kodeks Wykroczeń, Art. 106.:
        Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo karze nagany.
        *****

        Odprowadzanie 9-latka 300 metrów do szkoły to przesada, ale odprowadzanie tego 9-latka do szkoły przez ruchliwą ulicę / ulice albo niestrzeżony przejazd kolejowy albo inne niebezpieczne miejsca uważałbym za uzasadnione.
        • biala_adelajda Re: Jak zwykle, prawo jest niejasne: 23.05.10, 10:24
          Dlaczego niejasne? Ten sam przepis, zdaje się, że w niezmienionej formie
          obowiązuje od 1971 r., a 20 lat temu mało kto miał paranoję. Przez ten czas
          przepis ten był wielokrotnie interpretowany. Nie mam pod ręką komentarza do tego
          kodeksu, więc szczegółów nie przytoczę, ale żadnego ekstremum nie pamiętam.
          Myślę, że tory kolejowe są "okolicznością niebezpieczną", ale zwracam uwagę na
          granicę wieku - 7 lat. Wydaje mi się, że przeciętny 9-latek poradzi sobie z
          przejściem przez jezdnię i przez tory.
    • cafe_justysia Dzieci zielononóżki 23.05.10, 09:39
      Mnie mama odprowadzała do szkoły tylko w zerówce,potem umiałam sama
      trafić do domu.W dzieciństwie osiedle na którym się wychowałam było
      jeszcze w rozbudowie i czasem chodziło się po placu budowy-wszyscy z
      moich znajomych to robili :)
      BTW-wywiad z tą panią bardzo fajny :)
      Bo jest paru ludzi,bo jest parę w życiu dobrych chwil,bo jest parę
      złudzeń,które warto mieć,by żyć...
      • cassiel Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 12:21
        o, tak, łażenie po niewykończonym budynku to było coś! naprzeciwko mojego domu
        był taki, zwiedziłyśmy go z siostrą i koleżankami prawie w całości, omijając
        wyraźnie niebezpieczne miejsca, jakieś dziury, w które można by wpaść, a
        podwórko i sad za tym domem to było nasze główne miejsce zabaw. i nikt się tym
        nie przejmował, nikt specjalnie nie zabraniał.
        często sama chodziłam do zerówki, a w podstawówce samodzielna jazda do i ze
        szkoły autobusem - normalka, często to wspominam.
        po tym jak nasze pokolenie dorosło, przez wiele lat nie było żadnych dzieci w
        okolicy, ale teraz znowu się pojawiły, bawią się na powietrzu, jeżdżą na rolkach
        i rowerach, może nie jest tak źle.
        • bimbalimba boze drogi, wspomnienia .... 24.05.10, 20:05
          czytam i przed oczami staja mi obrazy dzicinstwa na zbudowanym wasnie osiedlu-
          morze blota po deszczu, kalosz, ktory ugrzazl w glinie i trzeba sie ratowac
          deskami z szalunkow ... nieukonczony zlobek - tajemniczy labirynt z piwnicami
          zalanymi woda z roznymi zyjatkami ...
          elementy bloku, masa sprzetu i materialu, ktora byla naturalnym miejscem zabawy
          ... zabawy latem od rana do wieczora ...tlumy na podworku, plac zabaw- jak w
          fawelach kupa piachu otoczona wkopanymi do polowy oponami i jakas zdezelowana
          hustawka,na ktorej przy mocnym rozbuju mozna bylo sie obkrecic!!! watachy
          bezdomnych psow , z ktorych dobieralo sie osiedlowych, klatkowych ulubiencow i
          wspolnie opiekowalo ...

          z drugiej strony dzis dzieci maja fajne hale, baseny, wycieczki do egiptu itp
    • ruda.ryba Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 09:57
      te zachowania już dotarły do Polski jakiś czas temu
      znam osobę, która ma dwoje dzieci w wieku 10 i 12 lat, które mają
      całodniową opiekunkę (jak rodzice wychodzą z domu to opikunka już
      jest, a jak wracają to może wyjść). nie ma mowy, żeby dzieci same
      zostały w domu, albo same wyszły na ulicę albo na podwórko -
      wyłącznie pod opieka dorosłych. jeśli są wolne dni lub wakacje to
      albo opiekunka się nimi zajmuje, albo któreś z rodziców bierze
      urlop. paradoks posunięty do tego stopnia, że np. gdy opiekunka ma
      miesiąc wakacji to jeden z rodziców bierze urlop na dwa tygodnie, a
      drugi na następne dwa tygodnie - czyli pełną rodziną nie spędzają
      wakacji.

      poza tym wydaje się, że jest coś na rzeczy z tym podziałem na
      inteligencję i biedotę z podwórka
      te jak wyżej opisane, to są takie dzieci inteligencji, a raczej
      pseudointeligencji - non stop pod kontrolą, bezpieczne, milion
      dodatkowych zajęć pozaszkolnych - jak te dzieci to wytrzymują?
      jakieś istne, bezmyślne roboty z nich robimy, no i koniecznie ta
      pseudointeligencja musi być oderwana od możliwości kontaktu z
      proletariatem biegającym po podwórku, bo to nie wiadomo kto i nie
      wiadomo co

      dla mnie jest straszne to co obserwuję, a bezmyślność rodziców
      porażająca

      • eurypides77 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 11:14
        Ja akurat nie chodziłem z kluczem na szyi, bo w domu zazwyczaj
        krzątała się babcia - ale w tym właśnie (tzn. w zaniku
        wielopokoleniowych rodzin) upatruję jednej z przyczyn takiego stanu
        rzeczy.

        Pomijąc odosobnione przypadki psychopatów, dla których dziecko to
        kolejny "projekt" który musi być prowadzony według ścisłych
        wytycznych, większość młodych rodziców w dzisiejszych czasach żyje z
        dala od swoich własnych rodziców. Młody rodzic jest przerażony
        (zwłaszcza jeśli to pierwsze dziecko), a zewsząd bombardują go
        książki i programy co robić żeby być "rodzicem idealnym". Kiedyś w
        pobliżu była babcia która miała już wychowanie dzieci za sobą i
        mogła pomóc radą i poradzić "chill out", ale teraz tego nie ma. No i
        rodzice dostają psychozy.
        • bbuldogg Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 16:01
          Sam byłem z pokolenia - klucz na szyi, cały dzien na dworze bez
          kontroli rodziców. Z tymże za czasów mojego dzieciństwa nie było
          takiej ilosci samochodów, szkołe miałem pod domem. Moje dziecko ma
          już spory kawałek do szkoły, po drodze mija wiele przejść, w tym
          jednokierunkowych uliczek, po których zbyt często kierowcy jada pod
          prąd lub tyłem. mam zaufanie do swojego dziecka i dałbym mu klucz i
          luz, ale boję się nie tylko o przechodzenie przez ulice. Mnie
          wystraszyły raporty Itaki. Zaginione osoby z okolic, gdzie mieszkam,
          w tym syn znajomych znajomych. Czas komórek, samochodów, otwartych
          granic. Tego się boję, że ktoś ukradnie moje dziecko. Czekam aż
          malec podrośnie.
          • nikodem_73 Re: Dzieci zielononóżki 24.05.10, 01:15
            A pomyśl, że w czasach dzieciństwa Twoich rodziców było jeszcze mniej samochodów.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dzieci zielononóżki 24.05.10, 07:55
            > Mnie wystraszyły raporty Itaki. Zaginione osoby...

            A pomyśl, że za twoich czasów nie było po prostu Itaki i raportów o zaginięciach
            dostępnych dla każdego znerwicowanego rodzica.
    • fasolka3 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 11:17
      Moje dzieciaki sa samodzielne, w miare!, tzn. jezdza same do szkoly autobusem (11 i 9 lat, dwie rozne szkoly), bawia sie same w lesie, (mieszkamy na skraju ogromnego lasu, ale juz z nimi temat walkowalam, gdzie moga sie bawic, a gdzie nie).
      Mam wrazenie, ze inne matki z napieciem czekaja, az moim dzieciakom cos sie w koncu stanie, tak aby one mogly powiedziec: a nie mowilam!
      Problem drugi to brak kumpli do zabawy, wszyscy biegaja od zajecia do zajecia. Jak ktores dziecko ma wolny czas, to przychodzi do nas, bo u nas mozna wiecej niz gdzie indziej. I nie mam na mysli komputera, tv, czy wybijania szyb sasiadom, ale swobodnej zabawy, robienia glupot bez nadmiernej kontroli.

      W dzisiejszych czasach nacisk na rodzicow jest niesamowity. Wszystkie dzieci musza byc utalentowane, ten talent nalezycie podpierany i pielegnowany, w zyciu trzeba odniesc sukces, w sporcie, w szkole (i to oczywiscie dobrej), jezykowy i techniczny. Bo inaczej nie zdobedzie sie pracy w przyszlosci i i i i .. Do tego dochodzi ten irracjonalny strach opisany w wywiadzie, przed porwaniami, przed wykorzystaniem seksualnym. Mieszkam w Niemczech, gdzie ostatnio przewalila sie fala oskarzen ksiezy o przesladowanie seksualne. W tej chwili nie mozna wierzyc nawet kosciolowi. To komu mozna zaufac????

      Na zachodzie jest kryzys, zaklady pracy zamykaja jeden za drugim, dla normalnych ludzi nie ma juz zajec, wszystko produkuja Chinczycy, histeria rodzicow jest reakcja na ten stan, na wieczny kryzys, na pogorszenie sytuacji zyciowej, proba ochrony malej idylli kosztem rozwoju dzieci.
      • dorota_z_krainy Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 20:21
        Do 7 r.ż. dziecko miałam pod kontrolą, po tym czasie "spuszczam smycz" coraz
        bardziej. Mieszkając w podmiejskim osiedlu pozwalam chadzać do lasu, spędzać po
        szkole i zrobionych lekcjach godziny u kolegi lub kolegi u nas, od 3 kl. jeździ
        autobusem do innego miasta do szkoły, w miescie chadza do mnie do pracy przez
        centrum.

        Staram się wyposrodkować.
        Niestety zjawisko ścisłej kontroli dzieci jest w natarciu. Smutne jest też to,
        że w domach jednorodzinnych dzieci nie mogą wpuszczać innych do siebie, a na
        swoim kawałku trawniuczka nie można się brudzić, trawnika brudzić też oczywiscie
        nie itd...
    • nielenin A kiedy dzieci zadecydują jak mają być wychowane? 23.05.10, 11:54
      czekam na pierwszy proces lewackiego dziecka przeciw rodzicom
      • kobietoniewariuj Re: A kiedy dzieci zadecydują jak mają być wychow 23.05.10, 12:55
        nielenin napisała:

        > czekam na pierwszy proces lewackiego dziecka przeciw rodzicom

        raczej ultraprawicowokatolskiego
        • nielenin Re: A kiedy dzieci zadecydują jak mają być wychow 23.05.10, 13:13
          Zgadzam się z Tobą że pierwszy może być proces katolickiego dziecka przeciw
          swoim rodzicom zmanipulowany i prowadzony przez lewaków.
          Jako reprezentantów w sądzie przydzielą mu adwokatów Polańskiego a głośno to
          opisze GW
          • guru133 Wiesz co blondi, gdyby głupota umiala latać, już 23.05.10, 15:01
            dawno była bys w okolicach księżyca.
            • centaur10 Re: Wiesz co blondi, gdyby głupota umiala latać, 07.06.10, 00:18
              Jako pietnastolatek macalem dwunastoloetnia Blondi jak trza i zaden stary fajns
              nie zajrzal do dtodoolki
      • guru133 Mam nadzieję że dzieci nie posiadasz, inaczej 23.05.10, 14:59
        bardzo im współczuję i obawiam się iż wyrosną na starych, malutkich hipokrytów
        tak jak ty blondi.
    • zlotabeczka Dzieci zielononóżki 23.05.10, 12:09
      Niesamowicie madra kobieta! Oczywiscie, ze trzeba byc ostroznym, ale nie
      popadac w paranoje! Ja sama sie jej wyzbylam, podrozujac stopem po Europie
      i bedac w Maroku. Nie zawsze czulam sie bezpiecznie, ale przy odrobinie
      zdrowego rozsadku i wiary w ludzi, jakos przetrwalam. I tak mnie do dzis
      ciagnie w swiat, do ludzi.
    • motylkowapanna Dzieci zielononóżki 23.05.10, 13:11
      Swieta Prawda !!!To jest beznadziejne jak widze ze matki 5-6latkow
      staja na glowie zeby zajac swoje pociechy !Dzieci sa bez wyobrazni,
      inicjatywy, sa takie malo ciekawe i roszczeniowe....Ja swoim
      maluchom staram sie pokazywac swiat ale nie czuje sie odpowiedzialna
      za kazda nudna chwile - musza wiedziec ze ja musze ugotowac obiad,
      posprzatac ,kilka chwil posiedziec przed kompem i poczytac .Lubia
      lazic po kaluzach, grzebac patykiem w blocku i robic to co ja moglam
      jako dziecko - ale do tego trzeba przeznaczyc czas. Nie moze byc
      szybko szybko - z angielskiego na balet. Dzieci sa dziecmi i maja to
      czuc !:)
    • ami_lii Dzieci zielononóżki 23.05.10, 13:28
      Rany, to w USA moja mamusia by została uznana za wzorową matkę.
      Przez całą podstawówkę byłam prowadzona do szkoły (ulica - mogę
      wpaść pod samochód!). W liceum mamusia wogóle granice absurdu
      pobiła ; nieomal wpadła w panikę że odmówiłam pójścia do liceum
      niedaleko domu (z powodu że wszyscy idioci z mojego gimka tam szli)
      za to dostałam sie do liceum w centrum miasta. Nie dość że były tam
      ruchliwe ulice, to jeszcze musiałam SAMA jeździć autobusem! Wy
      wiecie jakie zagrożenia czyhają w autobusie? Aby mamusia była
      spokojniejsza dostałam komórkę...z której musiałam jej codziennie
      wysyłać sygnały gdy dojadę do szkoły i gdy skończę zajęcia.

      (oczywiście, to sie dało w różnoraki sposób wykorzystać :P)
    • scibor3 Dzieci zielononóżki 23.05.10, 14:13
      He, he, he... Zajrzyjcie na forum emama gdzie stado wariatek wzajemnie się
      nakręca.
    • gagatka70 Mądry artykuł. Staram sie być rozsądną matką. 23.05.10, 14:38
      Dziecko musi uczyć się odpowiedzialności i samodzielności od maluszka. Dlatego
      trzeba szanować jego decyzje, nawet zachcianki ( nie wszystkie oczywiscie ;)
      ), nie zmuszać bez sensu do jedzenia czegoś, czego nie lubi, nie zabraniać
      ciągle wszystkiego, nie wrzeszczec, ze o biciu nie wspomnę. Gdy dziecko będzie
      odważne i będzie miało duże poczucie własnej wartości, to w wieku 10-15 lat
      można mu pozwolić na o wiele wiecej. Ale gdy ktoś chce mieć posłuszną
      tresowaną małpkę, to rzeczywiście chyba musi pilnowac i strzec bezpieczeństwa
      tejże małpki bardzo długo i solidnie ;). Przyzwyczajona do posłuszeństwa i
      niepewna siebie osoba może sobie nie poradzić w obliczu jakiegokolwiek zagrożenia.
      • kamyk39 Re: Mądry artykuł. Staram sie być rozsądną matką. 23.05.10, 22:57
        gagatka70 napisała:

        > Dziecko musi uczyć się odpowiedzialności i samodzielności od
        maluszka.

        Teoretycznie- zgoda.
        Praktyka wyglada zwykle inaczej.

        Ja chodzilem do I klasy, to musialem przejsc przez ulice zamieszkala
        przez Cyganow.
        Ich chlopaki tylko czekali, aby mi dokopac - dzieki temu stalem sie
        samodzielny i odpowiedzialny. (ale kilka razy w leb dostalem.)
        • kagrami Re: Mądry artykuł. Staram sie być rozsądną matką. 23.05.10, 23:18
          O to super :)

          Tylko się rozejrzę za cygańskim osiedlem i usamodzielnię sobie dziecko. Będę
          mieć nie lada zielononóżkę!
          Ale "prawdziwych Cyganów juz nie ma"
          ...


          Założę się że nie tęsknisz za tamymi momentami ;)
    • guru133 Jak widać normalność w USA to coraz rzadszy 23.05.10, 14:55
      towar. Mam nadzieję iż amerykańskie fobie nie pokonają oceanu i nie dotrą do
      Polski, bo inaczej, to współczuję naszym prawnukom.
      • sikorka68 Re: Jak widać normalność w USA to coraz rzadszy 24.05.10, 08:15
        Po części już dotarły.
    • pixi-pixi-pixi Nie wolno sadzac dziecka na nocnik w Kanadzie 23.05.10, 15:40
      Do extremalnych excesow Biurokratycznych Agencji Pomocy dzieciom doszlo w
      Kanadzie. Uczenie dziecka by siadalo na nocnik nawet ten z muzyka, jerzeli
      jest mlodsze niz 5 Lat uchodzi za czyn kryminalny. Rodzice moga za to
      przymusznie zostac skazani do 2 Lat wiezienia a dziecko dane do adopcji.
      Przypominaja sie faszystowskie Niemcy albo Wszechmocna biurokracja z
      Ksiazek Orwela.
      • ewa-krystyna Re: Nie wolno sadzac dziecka na nocnik w Kanadzie 23.05.10, 17:47
        pixi-pixi-pixi napisał:

        > Do extremalnych excesow Biurokratycznych Agencji Pomocy dzieciom doszlo w
        > Kanadzie. Uczenie dziecka by siadalo na nocnik nawet ten z muzyka, jerzeli
        > jest mlodsze niz 5 Lat uchodzi za czyn kryminalny. Rodzice moga za to
        > przymusznie zostac skazani do 2 Lat wiezienia a dziecko dane do adopcji.
        > Przypominaja sie faszystowskie Niemcy albo Wszechmocna biurokracja z
        > Ksiazek Orwela.





        bzdury piszesz.... to,ze dzieci chodza w pieluchach tak dlugo to jest tylko i
        tylko wybor rodzicow,a nie jakies niewiadome prawo,o ktorym piszesz... w
        panstwowych placowkach dla dzieci typu "daycare" ( polskie zlobko- przedszkola)
        i Early Years Centre dzieci od 18 miesiaca zycia jesli wykazuja chec i gotowosc
        oraz rodzice wspolpracuja ,sa jak najbardziej wysadzane na toalety ( w tych
        placowkach sa odpowiednie toalety dla takich maluchow jak niegdys bylo w Polsce
        :) )
        nie wiem skad bierzesz takie rewelacje!
      • gentrylane Re: Nie wolno sadzac dziecka na nocnik w Kanadzie 24.05.10, 05:33
        czy aby mieszkamy w tej samej Kanadzie? Ja tu mieszkam od 28 lat, mam dzieci,
        znajomi i przyjaciele maja dzieci w roznym wieku i nikt nikogo nie wsadza do
        wiezienia ani dzieci nie zbiera do adopcji za tzw "toilet training"...
        Nawiedzony albo sensata jestes z porownaniami Kanady do faszystowskich Niemiec i
        przywolywaniem Orwella. Kanada jest normalnym krajem bardzo zdrowo-rozsadkowym,
        nieco nudnym ale b. przewidywalnym, spokojnym i wiekszosc ludzi i ich dzieci ma
        tu zupelnie przyzwoite zycie. Oby tak bylo w wielu innych krajach to swiat bylby
        lepszy.

    • zewszad_i_znikad Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 15:40
      Sama jestem przypadkiem niejako pośrednim. Jako małe dziecko ze
      względu na ciągłe choroby byłam raczej chowana pod kloszem. Później
      jako niezbyt sprawna fizycznie nie byłam też z tych dzieci, które
      łaziły po drzewach. Ale w którymś momencie zaczęłam się sama wyrywać
      i nie było protestów, w wieku 10 lat łaziłam sama przynajmniej po
      okolicy, bawiłam się na budowie metra, później jeździłam całkiem
      sama już po całym mieście (jako w dużym stopniu samotniczka poza
      domem zwykle byłam sama, a nie z koleżankami i kolegami).
      W Polsce nigdy nie było tradycji wożenia dzieci do szkół: nie ma
      skrajnie rozrośniętych przedmieść jak w USA, szkoły i przedszkola są
      blisko. Teraz system się zaczyna psuć, skoro każdego roku okazuje
      się, że zwłaszcza na nowych osiedlach dla wielkich grup dzieci nie
      starcza miejsca w przedszkolu.
      Swoją drogą sama byłam dzieckiem dojeżdżającym do przedszkola: gdy
      miałam 5 lat, przeprowadziliśmy się, a ja oświadczyłam, że nie
      zmienię przedszkola. Na szczęście mama pracowała blisko, więc
      codziennie jeździłyśmy tam autobusem, a ja prowadziłam dyskusje w
      stylu: "- A czy chciałabyś mieć braciszka albo siostrzyczkę? - Wie
      pani, to łatwiej urodzić, niż wychować..." ;)
      Natomiast w USA jak wiadomo dowozi się dzieci do szkół. A przecież
      skrajna wersja tej logiki wyglądałaby tak: "osoby nie posiadające
      samochodu nie mogę być odpowiedzialnymi rodzicami".
      I jeszcze co do podwórek i klas społecznych. Otóż owszem, buduje się
      ładne, nowe place zabaw (gdyby jeszcze nadal robiono karuzele
      starego typu, zdatne do użytku przez 30-letnie dziecko... - tak,
      lubię karuzele, huśtawki i wesołe miasteczka i nie wstydzę się
      tego), ale stare, małe, podwórkowe place zabaw są w takim stanie, że
      lepiej je omijać szerokim łukiem. Na moim podwórku nadal jest
      piaskownica, obecnie już całkowicie pozbawiona ławek - od lat nie
      widziałam w niej żadnego dziecka, natomiast niewątpliwie służy jako
      kuweta dla pijaków. Menele zwykle nie są agresywni i nie widziałam,
      żeby wchodzili na "wymuskane" nowe place zabaw, natomiast place
      stare i obskurne zagarniają bez wahania.
      W ten sposób w mojej najbliższej okolicy został jeden ogólnodostępny
      plac zabaw i jeden należący do przedszkola (co nie znaczy, że
      dziecko z zewnątrz nie jest w stanie tam nielegalnie wejść, sama tak
      robiłam). Niestety w wielu miejscach o podwórka się nie dba,
      podwórka to po prostu przejścia - a także toaleta dla psów i
      okazjonalnie miejsce posiedzeń pijaków. Więc nawet się nie dziwię
      ludziom, którzy nie chcą pozwalać dzieciom bawić się na podwórku.
      A, i jeszcze ciekawostka. Chcę rozkręcić jakąś akcję na rzecz
      odbudowy skoczni warszawskiej (obecna skocznia już umiera), znam
      dziewczynę, która chciałaby trenować skoki (niewątpliwie by akcja
      mogła odnieść skutek, potrzebuję całej gromadki takich skoczków i
      skoczkiń in spe)... I póki co pozostaje nam Gadu Gadu, bo bidula
      jest niestety z tych, których rodzice naczytali się o pedofilach i
      nie wypuszczają nastoletniej dziewczyny samej z domu.
      • verte34 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 18:35
        Święta prawda.
        Z drugiej strony, gdy przypomnę sobie co wyrabialiśmy z bratem jako
        dzieci (z kluczami), ogarnia mnie zgroza na myśl że moje dziecko
        mogłoby tak robić w ramach wolnego wychowu. Oto co lubiliśmy:
        Zabawy zapałkami; rozpalanie ognisk i wrzucanie w te ogniska saletry
        i substanci łatwopalnych, ganianie się z zapalonym styropianem.
        Brodzenie w pobliskim ścieku; rzucanie się przedmiotami
        wyciągniętymi z tegoż scieku (cuchnącego na kilometr). Co tam
        jeszcze robiliśmy, nie powiem, bo to hardcore i ktoś mógłby
        zwomitować na ekran.
        Łażenie po domach przeznaczonych do rozbiórki i po budowach - co
        tam, że zagrodzone. Itd.
        I nie myślcie, że nie wiedzieliśmy że nie wolno :>
        • kagrami Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 18:41
          A my PILNOWANI w przedszkolu zjadaliśmy dżdżownice, tak dla śmiechu. Tylko
          kawałeczek!
        • dona.a Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 22:28
          verte34 napisała:

          > Święta prawda.
          > Z drugiej strony, gdy przypomnę sobie co wyrabialiśmy z bratem
          jako
          > dzieci (z kluczami), ogarnia mnie zgroza na myśl że moje dziecko
          > mogłoby tak robić w ramach wolnego wychowu. Oto co lubiliśmy:
          > Zabawy zapałkami; rozpalanie ognisk i wrzucanie w te ogniska
          saletry
          > i substanci łatwopalnych, ganianie się z zapalonym styropianem.
          > Brodzenie w pobliskim ścieku; rzucanie się przedmiotami
          > wyciągniętymi z tegoż scieku (cuchnącego na kilometr). Co tam
          > jeszcze robiliśmy, nie powiem, bo to hardcore i ktoś mógłby
          > zwomitować na ekran.
          > Łażenie po domach przeznaczonych do rozbiórki i po budowach - co
          > tam, że zagrodzone. Itd.
          > I nie myślcie, że nie wiedzieliśmy że nie wolno :>
          >

          Dokładnie tak było, i myślę, że właśnie w tych zdarzeniach należy
          częściowo upatrywać lękliwości u rodziców:)
      • ananoy Re: Dzieci zielononóżki 26.05.10, 23:42
        Ja też jestem zewsząd i z nikąd. Bardzo dużo można powiedzieć na temat tu poruszany. Dorastałam w Polsce lat 80 tych a potem w Kalifornii... Jestem osobą niedowidzącą, więc prowadzenie samochodu jest dla mnie stresujące i męczące a w Polsce nawet nie mam do tego prawa.
        "osoby nie posiadające samochodu nie mogę być odpowiedzialnymi rodzicami"
        Nie bezpośrednio, ale jeżeli nie mieszkasz w Nowym Jorku, San Francisco albo innym dużym mieście (a na przedmieściach mieszka bardzo, bardzo dużo ludzi, raczej większość) to nieposiadanie samochodu lub nieumiejętność prowadzenia go znacznie ogranicza Twoje możliwości życiowe. Jako dziecko trudno się spotkać z przyjaciółmi bo potrzebujesz rodzica szofera. Jako dorosła osoba nie możesz zrobić zakupów, pojechać do pracy, do znajomych, nie mówiąc na wycieczkę. Na komunikację publiczną trudno jest liczyć, bo autobus, jeśli jest, jeździ raz na godzinę. I w tym jest główny problem wg. mnie, w kulturze "samochodowej", która "paradoksalnie" odbiera wielu ludziom wolność poruszania się.
    • kagrami Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 18:38
      Widzę że większość ludzi piszących tu po prostu nie ma dzieci. Ja też byłam
      siedmiolatką z kluczem na szyi, byliśmy wtedy wszyscy w klasie (ci którzy nie
      mieli babci w domu). A i tak w moim bliskim otoczeniu zdarzały się wypadki
      (kolega:wstrząs mózgu=szpital, porażenie prądem 9-latka, molestowanie
      koleżanki). Tyle, że wtedy nie mówiło się o tym tak wiele. Poza tym dawniej -
      wydaje mi się - wierzono bardziej w policję (milicję) a teraz jakoś zmalało
      zaufanie w wymiar sprawiedliwości i w ich kompetencje.. Kilka lat temu
      nachodzona przez "stalkera" musiałam sobie sama poradzić z problemem bo
      dzielnicowy powiedział, że nie może mi pomóc..

      Poza tym faktycznie moje dzieci nie miałyby się z kim bawić na osiedlu - nie
      ma żadnych dzieciaków, także z przyczyny braku placu zabaw (mieszkańcy się nie
      zgodzili bo dzieci hałasują..) Dobrze, że mam ogródek i dzieci w sąsiedztwie.

      Dziś "dzieci z kluczem" jest tak mało, że to one mogą stać się celem jakiegoś
      świra. Po co ryzykować??

      • nett1980 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 20:05
        Moja szescioletnia kolezanka zginela pod kolami motyckla w drodze ze
        szkoly. Mama przeniosla ja z przedszkola do zerowki blizej domu. Ja,
        mama po 30, swego pierwszaka odprowadzam i przyprowadzam ze szkoly.
        Nie jest tak, ze do samych drzwi, ale przynajmniej przez przejscia
        dla pieszych. Mieszkam w centrum duzego miasta. Proby przechodzenia
        samego dzieciaka przez przejscie, konczyly sie moja interwencja,
        ludzie nie widza chyba takich malych dzieci i nie zwalniaja na
        przejsciach.
      • kurczak1 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 20:13
        Dziwne, ja odniosłam wrazenie, ze ludzie pisza tu o swoich dzieciach.
        Ja mojego syna nauczyłam się zachowywać w różnych ekstremalnych
        sytuacjach kiedy miał 5-6 lat. Ma juz na koncie zgubienie sie w
        mieście (kilka razy), w hipermarkecie, zaczepianie przez pijaka. Za
        każdym razem świetnie sobie poradził. Tylko raz wpadłam w panikę: syn
        był wtedy u kolegi piętro wyzej :) Na podwórku łażą po drzewach,
        przełażą przez mur i jakieś wertepy, bawia sie w błocku. Syn jest
        bardzoi dobrym uczniem i ma szerokie zainteresowania. Bardzo ważny
        jest dla mnie jego rozwój: pochłanmia to kupe siana i czasu i
        energii. A jednak wierze w niezbędność wiszenia na trzepaku. Nuda
        rozwija wyobraźnię. Syn koleżanki na podwórku nie wie co robić, gdy
        nie ma przy nim dorosłego, który podyktuje zasady gry. Czy mojemu
        dziecku nie zdarzyło sie nic złego? Owszem: raz wypił buteleczke
        lekarstwa, gdy oboje z mezem bylismy w domu, raz spadł na głowe na
        placu zabaw z domku przystosowanego do potrzeb małych dzieci :0
      • zyta2003 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 20:24

        Pisanie o tym, ze sie jezdzilo na dachu windy, albo chodzilo po
        spadzistych dachach i dziurach na budowie - jako przyklad slusznego
        wychowania jakie ongis bywalo jest co najmniej dziwne.
        Poniewaz mieszkam w kraju, gdzie i pani z wywiadu mieszka- to
        musze dodac, ze nie wyobrazam sobie tutaj 7-letniego, a nawet 9-
        letniego dziecka jadacego samemu metrem w godzinach szczytu. !2-
        letnie- tak i niektore tak jezdza. Nie dlatego, ze je ktos
        uprowadzi, ale ze zatratuja, nie dopcha sie do wejscia
        itd. Pisanie, ze kazdy 9-latek da sobie rade z przejsciami przez
        jezdnie tez jest troche na wyrost. Moja dorosla corka bedac w
        Polsce nie bardzo dawala sobie rade z przejsciem przez jezdnie w
        nadmorskiej miejscowosci z wozkiem i drugim 5-letnim dzieckiem, bo
        samochody tylko smigaly. I nie mowcie, ze chodzenie dzieci do szkoly
        poboczem drogi jest slusznym rozwiazaniem. To strach przed wypadkiem
        stanowi glowna obawe rodzicow, a nie zboczency.
        W Ameryce w przeogromnej ilosci wypadkow dzieci podwozi sie
        wszedzie autem, bo nie ma innej mozliwosci dotarcia. Dlatego w
        niektorych stanach juz 14-letnie dzieci dostaja prawo jazdy, zeby
        same mogly sie podwozic.
        Owa mama ma wiele racji, ale w Ameryce z jednej skrajnosci wpada
        sie w druga. W pewnym momencie kilkunastolatek, bo tu konczy sie
        szkole srednia w wieku 17 lat, staje sie wlasciwie dorosly. Juz
        kiedy ma 16 lat jego najwieksza troska jest, czy znajdzie sobie
        prace na lato i nie w glowie mu obozy, wczasy z rodzicami i inne
        rekreacje. W wieku 21 lat, gdy konczy 4-letnia wyzsza edukacje jest
        calkowicie dorosly i naogol idzie do pracy, bogatszy jedzie w podroz
        dookola swiata, odkladajac na potem ewentualne magisterskie studia,
        na ktore biora juz na swoja konto pozyczke.
        Zareczam, nie wyrastaja te dzieci na kaleki zyciowe, maja
        inicjatywe, sa kreatywne, pracuja spolecznie.
        Tak, nie ma uganiania pod blokiem, co zwalnialo w Polsce rodzicow z
        wszelkich obowiazkow i mogli poswiecic czas na gotowanie,
        sprzatanie, zaopatrywanie domu itd. Ale za to sa tu masowe udzialy
        rodzicow w szkolnych imprezach sportowych i wszelakich innych.
        Wiekszosc zajec pozalekcyjnych organizuje nie szkola, ona tylko
        pomaga lub nie utrudnia. Robia to ochotnicy rodzice i same dzieci,
        poczawszy od trenowania, zalatwiania sal, boisk, terminow,
        kupowania sprzetu, strojow, programu... Dzieci natomiast musza
        zajmowac sie zbieraniem pieniedzy na dzialalnosc. Nawet jesli
        znajda jakis sponsorow, to najpierw musza sie wykazac ile sami juz
        zarobili.
        • maksimum Do tych z kluczem na szyi. 23.05.10, 21:10
          W Stanach dzieci sa duzo bardziej samodzielne niz w Polsce.
          1-Bardzo duzo 14-15 latkow pracuje na part time.
          2-17 latki koncza licea i studiuja poza domem.
          3-Moj syn jest z wrzesnia,wiec w wieku 17 lat zacznie studia,co w
          Polsce sie nikomu nie zdarza.
          4-W NYC jest prawny obowiazek przyprowadzania i odbierania dziecka ze
          szkoly do 10 roku zycia przez osobe dorosla.
          5-Do 12 roku zycia dzieci PRAWNIE nie moga przebywac same poza domem.
          Jesli cos sie stanie dziecku ponizej 12 roku zycia poza domem a nie
          bedzie pod opieka rodzicow,to rodzice sa pociagani do
          odpowiedzialnosci karnej. Pedofilom jest trudniej dzialac w USA niz w
          EU,gdzie pedofilstwo jest na porzadku dziennym i nikogo nie razi.
          Wszyscy bez wyjatku domagaja sie uwolnienia Polanskiego z zarzutow
          gwaltu 13 latki.
          • jojosto Re: Do tych z kluczem na szyi. 23.05.10, 22:24
            no to w takim razie jesli to oczywiscie prawda
            to w USA, jest odgornie, poprzez ustawodastwo, uregulowany system pozbawiania
            dzieci samodzielnosci
          • kamyk39 Re: Do tych z kluczem na szyi. 23.05.10, 22:37
            maksimum napisał:

            > W Stanach dzieci sa duzo bardziej samodzielne niz w Polsce.
            > 1-Bardzo duzo 14-15 latkow pracuje na part time.
            > 2-17 latki koncza licea i studiuja poza domem.
            > 3-Moj syn jest z wrzesnia,wiec w wieku 17 lat zacznie studia,co w
            > Polsce sie nikomu nie zdarza.

            Ta bez przesady. Saw w swoim CV po maturze pojechalem do duzego
            miasta na studia magisterskie (5 letnie). Wiekszosc moich kolegow
            tez w tej samej sytuacji. gdzie zatem tu ta oryginalosc USA?
            <Akurat mialem 17 i pol.>
          • pochodnia_nerona Re: Do tych z kluczem na szyi. 24.05.10, 11:46
            maksimum napisał:

            Pedofilom jest trudniej dzialac w USA niz w
            > EU,gdzie pedofilstwo jest na porzadku dziennym i nikogo nie razi.
            > Wszyscy bez wyjatku domagaja sie uwolnienia Polanskiego z zarzutow
            > gwaltu 13 latki.

            Minimum sensu, maksimum bzdury.
        • kamyk39 Re: Dzieci zielononóżki 23.05.10, 22:34
          zyta2003 napisała:
          "Zareczam, nie wyrastaja te dzieci na kaleki zyciowe, maja
          inicjatywe, sa kreatywne, pracuja spolecznie. "

          Szczegolnie to widac potem w ich akcjach w Iraku czy Afganistanie.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dzieci zielononóżki 24.05.10, 08:08
          @zyta2003

          To jest właśnie dla mnie trochę dziwne w krajach anglosaskich: Człowiek do 12.
          roku życia nie może zostać sam w domu, a po osiągnięciu tego wieku nagle -
          trach! - ma sam zarabiać, znaleźć sobie pracę... Nagle jest dorosły. W Wielkiej
          Brytanii niektórzy w tym upatrują przyczyny licznych ciąż u nastolatek i innych
          ekscesów dokonywanych przez młodzież.

          W Polsce robi się niestety nawet gorzej, bo dzieci 12-letnie nie mają wielkich
          szans zarabiać, a 17-latkowie brać pożyczek na studia. Nic dziwnego, że wariują
          w gimnazjum.
    • pandzik Dzieci zielononóżki 23.05.10, 22:04
      Cały ten artykuł, oraz gadanie jak to fajnie było w latach '80 tych jest o
      kant dupy roztrzaskać.

      Jak już kktoś napisał, realia prawne i społeczne sązupełnie inne i NIE MA
      OBECNIE MOŻLIWOSCI porównania tych dwóch modeli wychowywania dzieci.

      W dzisiejszych czasach cokolwiek sie stanie 9 cio czy 12 latkowi to rodzic
      jest odpowiedzialny.
    • nstemi Rany 23.05.10, 22:38
      Dawno już nie czytałam czegoś tak sensownego i prawdziwego. No może poza
      "Paranoid Parenting" Franka Furedi, który mówi o tym samym. Nawiasem mówiąc
      polecam. Przecież my (mam na mysli 30 kilkulatków i starszych) tak byliśmy
      wychowywani. Może dlatego jednak jesteśmy znacznie bardziej samodzielni i z
      większym luzem traktujemy porażki. I na dodatek ona nam pośrednio mówi, ze
      potrafimy spokojnie wychować nasze dzieci, bo je kochamy i wiemy co dla nich
      dobre, bez armii doradców, specjalistów itp. Tylko jak się nie dać, jak nie
      ulegać tej presji "paranoicznego rodzicielstwa"? Może i u nas trzeba
      zorganizować klub dzieci zielononóżek? Pozdrawiam
      • kagrami Re: Rany 23.05.10, 23:13
        No... :)
        I jeszcze jako niemowlęta byliśmy regularnie karmieni co 3 godziny czy nam się
        to podobało czy nie oraz uczeni korzystania z nocnika w 5 miesiącu życia - tak
        lekarze zalecali. Dziś wiadomo, że to do chrzanu i powodowało niepotrzebne
        stresy dla rodziców a przede wszystkim dla dziecka.. wręcz traumatyczne
        przeżycia rzutujące na całe życie.
        Ja jestem teraz rodzicem i dobrze pamiętam moje dzieciństwo (30 lat i wcześniej)
        i uważam że dla wszystkich - dzieci i rodziców - jest TERAZ O NIEBO LEPIEJ.
        Jak ktoś z tych, którzy tu zabierają głos sam nie jest rodzicem tylko z
        sentymentem wspomina swoje dzieciństwo to tak jak niektórzy mówią że "za komuny
        było lepiej" - bo (byli wtedy młodzi zdrowi i piękni ;)

        Moje dzieci nie mają dużo zajęć dodatkowych. Bywa, że się nudzą - u dzieci to
        pozytywne :) uczy kreatywności. Czasem chodzą sami do sklepu kilka ulic od domu,
        ja się trzęsę ale nie dam po sobie poznać ;) Ze szkoły nie wracają sami bo
        trzeba jechać kilka przystanków autobusem i trafiliby Tylko - jak ktoś tutaj
        zauważył - mogliby zostać stratowani.
        Już się do obcych dzieci nie mówi "kochanie, słoneczko.." jak to było za naszych
        czasów te 30 i wiecej lat temu...
        • nikodem_73 Re: Rany 24.05.10, 01:35
          Wybacz, ale nie bardzo kumam.

          A co jeśli za kolejne 30 lat okaże się, że obecny model jednak jest do d*?

          I naprawdę jestem ciekaw jak zdarzenia z 5tego miesiąca życia mają rzutować na
          całe życie. Nie wiedziałem, że ktoś kwestionuje istnienie amnezji dziecięcej.

          Gdy miałem 7 lat przenieśliśmy się (w połowie mojej pierwszej klasy) z centrum
          Wrocławia na peryferie. Rodzice postanowili jednak nie przenosić mnie (z racji
          tego, że i tak musiałbym dojeżdżać) z jednej podstawówki do innej. I tym oto
          sposobem przez 8 lat pokonywałem dziennie około 20 km (w jedną stronę) - tramwaj
          i dwa autobusy. Do dziś pamiętam dumę z siebie, że oto wracam "jak duży
          chłopiec".

          Choć podziwiam swoich rodziców, bo mój rekord powrotu to godzina 18ta (lekcje
          skończone w południe). Ot po prostu pogoda była śliczna, więc sobie wymyśliłem
          powrót spacerem.

          No, ale to nie były czasy komórek (najbliższy telefon - parę km) i epatowania
          łamaniem prawa (no bo przecież w socjalizmie przestępców nie było), więc jakoś
          nerwowo dotrwali.

          I tak z ciekawości - wie ktoś może o ile wzrosła ilość przestępstw wobec dzieci
          per capita w ciągu tych 30 lat? Bo może rzeczywiście obecnie jest 17461826356
          razy więcej morderstw, gwałtów, pobić dzieci przez obcych niż było wtedy?
          • easz Re: Rany 26.05.10, 08:57
            nikodem_73 napisał:

            > I naprawdę jestem ciekaw jak zdarzenia z 5tego miesiąca życia mają rzutować na całe życie.

            Może poczytaj np. o podłożu niektórych zaburzeń osobowości..?

            Wg mnie dobrze ktoś to ujął gdzieś tu w wątku - za dużo jest opieki tam, gdzie nie trzeba a za mało tam, gdzie akurat by się przydała. Dlaczego? - nie wiem, może to jakaś skaza wynikająca ze współczesnego stylu organizowania sobie czasu przez dorosłych, czy zmian kulturowych, społecznych itd. - nie mam pojęia.
            • nikodem_73 Re: Rany 30.05.10, 04:42
              Niektórych, tzn. których? Chętnie przeczytam, lecz akurat na zrobienie researchu
              nie mam czasu.
              • easz Re: Rany 30.05.10, 20:17
                nikodem_73 napisał:

                > Niektórych, tzn. których? Chętnie przeczytam, lecz akurat na
                zrobienie researchu nie mam czasu.

                Mówi się trudno. Mnie nie zależy.
                • nikodem_73 Re: Rany 31.05.10, 00:33
                  Słuchaj - skoro piszesz: "Może poczytaj np. o podłożu niektórych zaburzeń
                  osobowości..?"
                  to może sprecyzuj o które zaburzenia Ci chodzi. Bo tak mogę
                  napisać "poczytaj sobie to i owo i przekonaj się, że nie masz racji".

                  No chyba, że to taka odpowiedź "wiem, ale nie powiem" :D
    • dyzma2p Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 24.05.10, 09:17
      razy dzieci niż teraz.
      www.stat.gov.pl/gus/5840_3697_PLK_HTML.htm
      strona 308
      zgony ( na 100 tys dzieci)

      .......1-4 lat.....5-9 lat
      1980....80.........40
      2008....27.........13

      To tak dla zrównoważenia powszechnego zachwytu nad przeszłością. Te śmierci obejmują wszystkie przyczyny: choroby i wypadki. Ciekawe byłby statystki dotyczące wypadków dzieci. Wtedy można by powiedzieć ile "kosztuje" wolny wychów dzieci.
      • pochodnia_nerona Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 24.05.10, 11:44
        To sobie pomyśl, że w 1980 roku była kiepska medycyna (w porównaniu z
        dzisiejszą), a poza tym teraz pilniej strzeże się np. budów czy zabezpiecza i
        oznacza niebezpieczne dziury i inne miejsca stanowiące potencjalne zagrożenie
        dla dzieciaków.
        To, co naprawdę zmieniło się in minus, to ruch drogowy - jest więcej samochodów,
        kierowcy nie zważają na pieszych. I tylko tego ewentualnie bym mogła się obawiać.
        Place zabaw to poezja w porównaniu z zardzewiałymi, połamanymi huśtawkami, na
        których my się bujaliśmy, czy zdezelowanymi karuzelami i drabinkami. Teraz jest
        sporo drewna, wszystko musi być bezpieczne, dostosowane do potrzeb dzieci. A
        mimo to, stoi puste, bo dzieciaki siedzą przed kompem, gdzie łupią w krwawe gry,
        albo oglądają i wypisują głupoty. I tyje, bo brak mu ruchu, a wcina chipsy
        zapijając colą. Ale rodzic jest zadowolony, wszak dziecko siedzi spokojnie w
        domu :-/
        • pochodnia_nerona Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 24.05.10, 11:45
          I tyje, bo brak mu ruchu, a wcina chipsy
          > zapijając colą.
          oczywiście, "i tyją", "wcinają".
        • kagrami Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 24.05.10, 13:25
          pochodnia_nerona napisała:

          > To sobie pomyśl, że w 1980 roku była kiepska medycyna (w porównaniu z
          > dzisiejszą)

          Nie było tyle chorób co dziś. Dzieci miały choroby wieku dziecięcego, nie było
          bakterii-mutantów, jakie współczesna medycyna wyhodowała. Nie było szczepień 15
          w jednym itd.

          > Place zabaw to poezja w porównaniu z zardzewiałymi, połamanymi huśtawkami, na
          > których my się bujaliśmy, czy zdezelowanymi karuzelami i drabinkami. Teraz jest
          > sporo drewna, wszystko musi być bezpieczne, dostosowane do potrzeb dzieci.

          Ja miałam plac zabaw "poezja" Moje dzieci nie mają na osiedlu placu zabaw.
          Miasto nie ma pieniędzy i sposobu na lokatorów, którym dzieci przeszkadzają.

          A krwawe gry komputerowe dla dzieci- to mit... Dzieci wcinające chipsy przed
          telewizorem też zdarzają się rzadko.
          Dziś się bardzo dba o zdrowie dzieci i ich bezpieczeństwo - rozejrzyj się.
          • pochodnia_nerona Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 24.05.10, 22:22
            Wybacz, ale raczę się nie zgodzić z tym, co piszesz:
            > Nie było tyle chorób co dziś. Dzieci miały choroby wieku dziecięcego, nie było
            > bakterii-mutantów, jakie współczesna medycyna wyhodowała. Nie było szczepień 15
            > w jednym itd.

            Było więcej zgonów tzw. łóżeczkowych, więcej wypadków na polach, na niektóre
            choroby nie było lekarstwa, pamiętaj, że to głęboka komuna była. A bakterie
            oporne na antybiotyki to wina futrowania tymi antybiotykami dzieci od komuny
            właśnie, alergie też są wynikiem chuchania i dmuchania, żadnych psów i kotów,
            dziecko nie ma prawa się pobrudzić, a dom czyszczony jest Domestosem ;-)

            > Ja miałam plac zabaw "poezja" Moje dzieci nie mają na osiedlu placu zabaw.
            > Miasto nie ma pieniędzy i sposobu na lokatorów, którym dzieci przeszkadzają.

            Coś słabo się o dobro dzieci staracie, dlaczego nie stworzycie Komitetu
            Rodzicielskiego? Taka organizacja może np. starać się o fundusze w urzędach
            miasta czy gminy (np. u mnie tak jest i ludzie to wykorzystują, są różne
            programy współpracy urzędów miasta z mieszkańcami i kasa na to), nawet na
            wioskach powstają place zabaw z tak pozyskanych pieniędzy. Wyznaczcie miejsce,
            gdzie dzieci nie będą przeszkadzać lokatorom, a co za tym idzie - włóczyć po
            klatkach. Nie będziecie mieć niczego, jeżeli będziecie tylko narzekać, ze
            niczego nie ma.

            > A krwawe gry komputerowe dla dzieci- to mit... Dzieci wcinające chipsy przed
            > telewizorem też zdarzają się rzadko.
            > Dziś się bardzo dba o zdrowie dzieci i ich bezpieczeństwo - rozejrzyj się.

            No, nie mit, na przykładzie rodzeństwa znajomej widziałam, jakie gierki są w
            obrocie, bynajmniej nie edukacyjne ;-) Dzieci wcinające chipsy przed telewizorem
            to prawdziwa PLAGA, coraz więcej jest grubasów, za to place zabaw świecą
            pustkami, nie to, co jeszcze 20 lat temu, kiedy każdy placyk służył do gry w
            piłę, gumę, klasy i co tam jeszcze!
            Owszem, nad dziećmi teraz każdy się trzęsie, ale tej troski jest za dużo tam,
            gdzie nie trzeba, a za mało tam, gdzie by się przydała.
            • kagrami Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 25.05.10, 20:07
              Wybacz odpowiem krótko bo dzis nie mogę dłużej..

              Był komitet, załatwiony plac zabaw razem z dyrektorka przedszkola załatwialiśmy.
              I wszystko było nagrane, ale mieszkańców okolicznych bloków nie dało się przekonać.

              Przed nami też był komitet - odradzali nam Mówili że nic nie zrobimy.

              Teraz też może jest kolejny, bo sporo nowych dzieci na osiedlu.

              Są dwie huśtawki, piaskownica zasikana przez psy, była karuzela, ale w
              Katowicach jest tak, że jak coś się na placu zabaw zniszczy to się usuwa resztki
              i nic nowego nie ma :(

              Teraz plac zabaw mi już nie potrzebny - nie taki dla przedszkolaków. Dzieci się
              szwendają po osiedlu (moje grają w piłę w ogródku albo na pobliskiej łące).
              Dużym powodzeniem cieszą się barierki koło sklepu - coś w rodzaju dawnego
              trzepaka ;)

              W ościennych miastach są porządne place zabaw.
              A najfajniejsze widziałam w Bielsku i w Tarnowie.
              • pochodnia_nerona Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 27.05.10, 22:53
                W takim wypadku decydujący głos powinna mieć spółdzielnia, albo właściciel
                terenu (UM, czy coś tam). Co to ma znaczyć, że mieszkańcy się nie zgadzają na
                plac zabaw. Zrozumiałabym, gdyby nie było zgody na cyrk non-stop, lupanar, albo
                mordownię, ale plac zabaw?
                Z drugiej strony - cieszę się, że jednak kreatywność w dzieciakach nie ginie i
                barierki są w użyciu ;-)
      • przeciwcialo Re: Ale w 1980 zmarło 3 krotnie więcej 24.05.10, 18:05
        Weź pod uwagę liczebność populacji w tamtym czasie, gorsza
        diagnostyke i leczenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka