Dodaj do ulubionych

List tygodnia

13.08.05, 12:51
Wkurza mnie, że nauczyciele nie doceniają tego co mają i wydaje im się, że
dzieje im się krzywda, bo muszą się dokształcać. Każdy jest kowalem własnego
losu i wybierając zawód nauczyciela wie jakie za nim stoją plusy i minusy. W
dzisiejszym świecie wszyscy musimy się dalej kształcić, nie ma czegoś
takiego, że praca jest nam dana raz na zawsze. Ja pracuję codziennie po 10
godzin + 2 godziny dojazd + zajęcia z angielskiego i niemieckiego. W domu
jestem o 20.00, w weekendy natomiast mam zajęcia na uczelni. Dodatkowo mam
męża, małe dziecko, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy użalać się, że muszę
się dalej kształcić. Uwielbiam to, jak czuję iż krok po kroku osiągam
zamierzone cele, mimo zmęczenia. Najłatwiej byłoby usiąść, użalać się. O
wiele łatwiej jest narzekać niż coś robić. Jest to niestety typowa cecha
naszego polskiego społeczeństwa, które zbyt długo dostawało za darmo.
Spotykam się często np. z opiniami kobiet, które twierdzą, iż nie mogą póść
do pracy, ponieważ mają małe dzieci... w wieku np. 11 lat, że po co to
wszstko robię, skoro mam dobrego męża, zabezpieczenie finansowe. Po co? Po to
aby być w życiu niezależną, nie bać się, nie czuć się nigdy od niczego
uzależnioną. Wiedzieć, iż to co mam zawdzieczam sobie (i mojemu kochanemu
mężowi, który mnie nie "dołuje". Co jest niestety typową cechą wielu
mężczyzn, gdy widzą, że ich partnerka jest lepsza od nich, starają się
zachwiać jej wiarę w siebie, aby samemu czuć się bardziej dowartościowanym ).
Dlaczego kobiety nie rozumieją, iż tylko od nich zależy jak będzie wyglądać
ich życie, dlaczego boją się wziąść odpowiedzialność za swoje życie, za
decyzje które podejmują. Najczęściej nie robią nic, bo boją się popełnić
błąd. Ale tylko na błędach możemy się uczyć, wyciągnąć z nich wnioski i iść
dalej nieprzerwanie do celu, który chcemy osiągnąć, nawet jeśli się
potkniemy, trzeba wstać, powiedzieć sobie OK upadłam, ale idę dalej i nigdy,
nie zależnie od trudność po drodze się nie poddam. Ponieważ wiem jakie chcę
aby było moje życie, nie boję się marzyć o rzeczach dla wielu nierealnych.
Tylko wiedząc czego chcemy możemy iść we właściwym kierunku. Życie jest zbyt
któtkie, aby było byle jakie. Spełniajmy nasze marzenia, nawet jeśli inni
będą przeciw. Mogłabym pisać jeszcze tak godzinami. Pschychologia osiągnięć
to moja wielka życiowa pasja..., ale Julcia woła mnie na górę, a ona jest
najważniejsza. Dzięki niej mam siłę iść dalej. Miłego dnia życzę wszystkim,
którzy tak jak ja chcą od życia czegoś więcej. Uda się, musi się udać, nawet
jeśli będzie ciężko to nigdy nie zapomnę o moich marzeniach. Iwona
Obserwuj wątek
    • mieczkosia1 Re: List tygodnia 15.08.05, 22:01
      Wiesz Iwono, cudownie latwo pisac elaboraty - gornolotne i napuszone. Troche
      trudniej zas nie popelniac bledow logicznych.
      Po pierwsze - autorka listu wcale sie specjalnie nie skarzy - podkresla pelna
      odpowiedzialnosc za wlasny wybor - ale ma prawo do rozzlenia - bo racje ma, iz
      polskie spoleczenstwo nie docenia i nie szanuje pracy nauczyciela - powszechnie
      przeciez uwaza sie, ze nauczyciel pracuje 18 godzin tygodniowo i ma az 2
      miesiace platnych wakacji... Ja pracowalam 5 lat w liceum; przez ten czas nie
      mialam ani jednego wolnego weekendu - nie zebym narzekala - uwielbialam moja
      prace i kontakt z mlodzieza, ale przykro mi bylo, ze musze sprawdzic nastepnych
      60 wypracowan, a moj synek chcialby ze mna pojsc na spacerek... itd. itd. mozna
      by zreszta wiele wyliczac, ale nie ma to sensu.
      Druga kwestia to poruszony przez ciebie problem pogodzenia samorealizacji,
      niezaleznosci i macierzynstwa. Otoz - moja droga - dobra matka trudno byc przez
      1-2 godziny dziennie - nie bardzo widze, jak twoja "kochana Julcia" jest dla
      ciebie najwazniejsza, skoro kochajaca mamusia jest najwyrazniej bez reszty
      poswiecona wlasnej karierze i doksztalcaniu (oczywiscie nic w tym zlego - wrecz
      przeciwnie, ale gloryfikowanie samej siebie, poswiecanie sobie 95% czasu i do
      tego utrzymywaniu sie w zludzeniu, ze jest sie cudowna mamusia -
      przez "chwilke" to juz przesada). Moze wiec warto - zamiast tak sie
      zacietrzewiac bez specjalnego powodu - troche pomyslec o wlasnych wyborach i
      odpowiedzialnosci.
      Pozdrowienia dla nauczycieli i innych ludzi kochajacych i swa prace i swa
      rodzine - w rzeczywistosci a nie pustoslowiu.
      • misia19744 Re: List tygodnia 18.08.05, 21:59
        Droga Mieczkosiu. Totalnie nie zrozumiałaś mojego listu. Nie piszę elaboratów,
        aby siebie gloryfikować, ale aby pokazać, iż każdy ma prawo wyboru i że te
        wybory są bardzo trudne.

        Mieczkosiu - jeśli dla Ciebie bycie dobrą matką przelicza się jedynie na
        godziny, a nie na jakość czasu, który możesz poświęcić dziecku to nic dziwnego,
        że jesteś w swoim mniemaniu idealna. Ja nigdy idealna nie byłam i nie będę i
        nie wstydzę się tego. Według Ciebie idealna matka, to matka bezrobotna, która
        ma najwięcej czasu, który może pościęcić dla dziecka??? Kocham moje dziecko nie
        w "pustosłowiu". Niestety Twój list potwierdził moją opinię o polskich
        kobietach, iż w przypadku gdy mają doczynia z kimś, kto chce żyć inaczej bez
        narzekania i użalania się nad swoim losem, to należy mu wpić szpilę, aby
        pokazać, iż jest złą osobą i powinien się dopasować do ogółu społeczeństwa. Ja
        nie zamierzam tego robić. Nadal będą żyć tak jak chcę. Jestem szczęśliwa i moje
        dziecko też, dla niej nie liczy się ilość godzin, lecz jakość czasu, który
        możemy razem spędzić. Życzę powodzenia dla wszystkich, którzy nie boją się żyć
        jak chcą. Niestety w naszej drodze codziennie będziemy spotykać
        różne "mieczkosie", które będą nam udowaniać, iż nasze wybory są błędne, a
        marzenia nierealne. Dlatego tak bardzo ważne jest wiedzieć czego się chce i nie
        bać się popełnianych błędów.
    • zosiasamosia6 Re: List tygodnia 23.08.05, 16:05
      nigdy -przenigdy nie chciałabym uczyć dzieci - wolę moją pracę pielęgniarki na
      zmiany ( praca w nocy do 65 r.życia mi się "kroi") pracuję w niedziele i świeta
      co najbardziej dokucza mojej rodzinie a szczególnie dzieciom ,swoja pracę lubię
      mimo że często jest niedoceniona ,o płaceniu za nią nie wspomnę a nauczycieli
      b.szanuję i jestem pełna uznania dla nich - własnie znowu "idę" do szkoły po 14
      latach,dawno w niej nie byłam i wcale nie tesknie za tymi rozkrzyczanymi naszymi
      "słoneczkami",

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka