sopherss
03.12.05, 03:23
Mimo wszystko sądzę iż Hillary Cilnton ma zdecydowanie większe szanse na
prezydenturę w 2008 roku. Czeka ją ciężki bój o to aby przekonać amerykanów iż
kobieta może być dobrym prezydentem - jednak dzięki, jak wspomniano w
artykule, pomocy Billa jest w stanie tego dokonać.
Natomiast Condolezza Rice, jeśli w ogóle do boju o fotel w Gabinecie Owalnym
stanie, znajdzie się w znacznie trudniejszej sytuacji; największy problem to
kolor skóry i konserwatywne nastawienie dużej części społeczeństwa za Wielką
Wodą. Czy jest to bariera do sforsowania wątpię.
Wszystkie te dywagacje mogą się okazać małowarte - całkiem możliwe, że za rok
dwa pojawi się dwóch popularnych panów polityków - a pomysł pt. "pani
prezydent" odejdzie w zapomnienie...