tatiana99
10.12.06, 21:26
Nie to mnie bynajmniej razi, że ta kobieta ma taki temperament i tylu kochanków.
Razi mnie wszechobecne stawianie seksu na piedestale - to także wina pruderii
i zakłamania poprzedniej epoki.
Niedawno jeszcze swoboda seksualna była związana z buntem, przełamywaniem
tabu. A dziś? To już tylko materializm i hedonizm, jeszcze jeden przejaw
konsumpcji.
Ludziom się coś pomyliło - jakby regularne przeżywanie orgazmu było jakąś
cnotą czy mistyczną wartością. Dlaczego nie słychać głosów, że to kult
prymitywnych doznań fizycznych? (Bynajmniej nie chcę powiedzieć, że seks
zawsze się do tego sprowadza!) Że to jakże często płaskie i jałowe,
porównywalne z obżarstwem. Dobrze, niech się obżerają głodni i łakomi, ale
czemu do tego dorabiać ideologię, robić z tego cnotę, modę, sposób na życie?
W czasach saskich wkładano sobie palce do gardła, prowokowano wymioty, żeby
zrobić miejsce na nowe jedzenie. Mamy takie "czasy saskie" jeśli chodzi o seks.
Słowo "orgazm" często gości na okładkach czasopism kobiecych – temat seksu
stał się papką umysłową do przeżuwania dla mas.