Dodaj do ulubionych

List tygodnia

10.05.09, 06:36
czlowiek zeni sie z cala rodzina. Nie wiedzial pan o tym?
Obserwuj wątek
    • tumoi Re: List tygodnia 10.05.09, 08:24
      g...o prawda, tak nie musi być. Ja jestem z facetem 7 lat: jego
      matki nie widziałam nigdy (mieszka 200 km od nas), on moją poznał po
      4 latach (mieszkaliśmy w tym samym mieście) nigdy nie miało to
      wpływu i nie ma na nasz związek.
      • kika64 Re: List tygodnia 13.05.09, 10:07
        Piszesz, ze jestes z facetem i jego matki nie widzialas_- on
        twoja poznal i tak dalej , ale Wy nie macie pewnie choroby
        dzieci alokoholikow. I nie wyrazaj sie., bo to o Tobie brzydko
        mowi!
      • maganuna Re: List tygodnia 13.05.09, 12:26
        to nie w tym rzecz, gupia. nie chodzi o rodzicow, tylko ze ona sama
        nie umie bez nich zyc.
    • kattad List tygodnia 10.05.09, 14:22
      Po przeczytaniu Pańskiego listu poczułam smutek.Zrobiło mi się
      przykro, że to musi zakończyć się rozwodem. Bardzo Pana podziwiam,że
      walczył Pan o żonę angażując także swoich bliskich. I wielka szkoda,
      że ta walka musi zakończyć się przegraną nie z żoną, ale z okrutną
      kobietą-matką żony, której nikt w porę nie pomógł odejść od męża
      alkoholika i cierpią na tym inni ludzie. Smutna historia. Pozdrawiam
      serdecznie!
    • nett1980 Re: List tygodnia 10.05.09, 17:12
      Znam wielu DDA, ale to co opisujesz, to kompletny brak charakteru,
      moze i dobrze, ze wyzwolisz sie tego piekla. Oprocz ksiezniczek-
      mimoz, ktore trzeba ratowac przed nimi samymi, sa tez fajne,normalne
      kobiety.
      • nika1357 Re: List tygodnia 07.01.10, 10:54
        szkoda że nie wiesz, że czasem nie chodzi o szczytne "ratowanie
        ksiezniczek" ale o uczucie- coś najważniejszego w zyciu, choć jak
        widać nie dla wszystkich... dla kochajacej osoby piekłem jest
        właśnie to, że jest bezradny wobec tragedii kogos bliskiego,
        ukochanego i że jego walka kończy się totalnym fiaskiem - a nie
        zmaganie się z codziennymi problemami, nawet tymi bardzo bardzo
        trudnymi...
        najwyrażniej dla Ciebie najważniejsze jest aby ktoś potrafił te
        wszystkie bzdury, jakie przypadkowo i dowolnie zebrałaś do kupy (wg
        mnie rozrzucanie nawozu to zadanie rolnika- moge nie miec nawet
        malego ogrodka i nikt mnie nie zmusi do zajmowania sie obornikiem;
        programowanie to zadanie informatyka- mnie wystarczy umiejetność
        obsługi komputera; nastawianie złamania zostawiam chirurgowi- jako
        dorażna pomoc wystarczy usztywnienie reki i zabezpieczenie jej przed
        kolejnym urazem, bo nastawianie przez ignoranta (pewnie nie wiesz,
        że do tego wskazane jest przeswietlenie rtg?) moze sie skonczyc
        poważnymi powikłaniami ...itd. -szkoda ze nie napisales jeszcze o
        niezbędnej umiejętności budowania szałasu i naprawy trakcji
        elektrycznej;))) (jeśli tego nie potrafisz to masz Bracie duże
        braki;) Twoje wyobrażenie "każdego człowieka" pasuje raczej do
        wszystko-majacego Samsunga XXXLspectrum2999, ale takie rzeczy to
        tylko w Erze;)))
    • emeralda List tygodnia 11.05.09, 14:46
      Wiem, że to nic nie wnosi, ale ogromnie Wam obojgu współczuję. Oboje z pewnością
      czujecie się bezsilni. Okrutna rzeczywistość jest taka, że to ofiara musi
      znaleźć w sobie siłę, aby wyrwać się oprawcy. A sedno sprawy leży w tym, że w
      Pana żonie od dziecka zabijano jej wewnętrzną siłę. I tu koło się zamyka.
      Niestety, nikogo nie można uszczęśliwić na siłę. Jak każdy banał i ten jest w
      stu procentach prawdziwy. Pana żona musiałaby znaleźć w sobie przekonanie, że
      jest dla samej siebie najważniejsza i walczyć o tą najistotniejszą istotę w
      swoim życiu. Życzę jej odwagi.
    • wieloszka83 List tygodnia 13.05.09, 12:40
      Ja jestem DDA i dokładnie rozumiem co przechodzisz Ty i Twoja
      jeszcze chyba żona. Ja się na szczęście uwolniłam od mojej mamy (
      mimo wszystko zawsze bedzię moją mamusią)! Oderwałam się tylko
      dzięki terapii w ośrodku terapętycznym dla współuzależnionych,
      tylko tam można znaleść siłę i determinację oraz zrozumienie
      problemu. Do puki Twoja żona tam niezajrzy nigdy się nieuwolni i
      tym samym Ty! Szkoda mi jej bo nie rozumie najważniejszej rzeczy:
      że jest odpowiedzialna sama za siebie i ma prwao do podejmowania
      własnych decyzji! Ale matka jej wpaja pewnie, że tylko ona może jej
      i ojcu pomóc, że musim o nich dbać itp.itd.Znam to bardzo dobrze.
      Ja mam teraz z mamą sporadyczny kontakt, ona nie zmieniła swojego
      życia ja natomiast zaczęłam własne i mimo tego że za nią bardzo
      tęsknie jestem szcześliwa!!!
    • kreska.1 Moja żona DDA (Dorosłym Dzieckiem Alkoholika) -... 18.05.09, 12:26
      Nawet nie wiedzialam, ze jestem DDa :-) dobrze ze sie o takich
      rzeczach pisze.
      Ja bardzo szybko wyrwalam sie z domu rodzinnego i zerwalam
      zkontakty z rodzicami akoholikami, oczywiscie dalsza rodzina nie
      potrafila tego zrozumiec, moi tesciowie rowniez .
      - matka jaka jest taka jest ale jest... - slyszalam.
      Sama tez mialam poczucie winy z tego powodu, ale nie moglam
      wytrzymac belkotu, przeklenstw, nie moglam patrzec na taki swiat
      ktory stawal sie i moim swiatem a w ogole do mnie nie pasowal.
      Brak mi matki i ojca ale w swoich nie mam ani wsparcia ani im nie
      jestem w stanie im pomoc, to kompletna patologia.
      Najdotkliwsze sa swieta i inne uroczystosci rodzinne, konflikty
      malzenskie gdzie nie da sie jechac na pare dni do mamy i odpoczac ,
      nabrac do wszystkiego dystansu.
      Pytania dziecka o babcie i brak kontaktu.... ciezko zerwac takie
      wiezy ale najwyazniej jest to potrzebne.
      Zastanawia mnie dlaczego zona odeszla od pana... moze po wypadku
      zachwialo sie zaufanie bezwzglednej pana opieki przed wszystkim?
      skaplikowana sytuacja , wspolczuje.
    • kreska.1 Re: List tygodnia 18.05.09, 12:28
      Bzdura
      1zorro-bis napisał:

      > czlowiek zeni sie z cala rodzina. Nie wiedzial pan o tym?
      • fioletowafoka Re: List tygodnia 18.05.09, 12:32
        Oełen podziw, że jest pan taki dzielny. Życzę, żeby wszystko się
        udało. Mam nadzieję, że żona jednak w końcu wybierze się na
        terapie...
    • anaisanais96 List tygodnia 18.05.09, 13:51
      te teorie o dda mnie również wydają się mocno naciągane. mam męża, którego
      ojciec jest alkoholikiem, a zarówno on jak i jego rodzeństwo mają całkowicie
      normalny kontakt z rodzicami.
      • slowik6791 Re: List tygodnia 18.05.09, 14:07
        tak Ci się tylko wydaje. Moje kontakty z Matką, która jest i była
        współuzależniona też są dobre, a nierzadko rewelacyjne. Ale bywa
        różnie. Alkoholizm rodziców może zabić osobowość, odpowiedzialność,
        umiejętność życia w społeczeństwie i, ogólnie rzecz ujmując - życie
        emocjonalne. To w jakim stopniu zależy od indywidualnych
        predyspozycji dziecka. Każdy ma różną wrażliwość. Ze mną generalnie
        i na pierwszy rzut oka wszystkow jest w porządku. Ale to pozory.
    • karaton List tygodnia 18.05.09, 15:29
      psychologia bardzo dobrze rozpoznaje zespół DDA
      wiele jest książek, ublikacji, wiele z nich można znaleźć w necie -
      warto poczytać zanim zacznie się wyrażać sądy z pełnym przekonaniem
      o "braku charakteru", "braku powagi", "niepoważnym traktowaniu
      życia" przez DDA, itp.
      dla ludzi którzy nie spotkali się z teorią (a i praktyką) czym jest
      DDA, często zdaje się, że jest to zachowanie dziecinne,
      rozpieszczone, krnąbrne, itp.
      często jest po prostu niezrozumiałe
      bierze się to stąd, że w czasie dzieciństwa, mały człowiek zamiast
      bawić się, rozwijać zdolności społeczne, mieć tzw. normalne
      dzieciństwo, żyje w strachu, przyjmując różne role: kozła ofiarnego,
      klowna, opiekuna rodziny, itp
      wraca do domu pełen strachu "czy ojciec będzie pijany", pełen
      wstydu, gdy znajduje pijanego ojca lub matkę leżących przed blokiem
      co gorsze, dziecko częstokroć przypisuje do siebie winę za tę
      sytuację, nie ma bowiem oglądu sytuacji, ani umiejętności jej
      przeanalizowania
      Często małe dziecko żyje w poczuciu, że jak będzie lepsze (lub
      będzie bardziej chuliganić) to zmieni zachowania rodzica, nie mając
      pojęcia na czym polega uzależnienie rodzica, i że tylko rodzic sam
      może się z uzależnienia wyzwolić.
      Co gorsze, częstokroć z alkoholizmem równolegle istnieje w domu
      przemoc - fizyczna lub psychiczna. Pijany rodzic nie tylko bije, ale
      też nie kształtuje odpowiednio psychiki dziecka - wyśmiewa, nie
      wspiera, niszczy sferę uczuciową dziecka, karze, jest
      niekonsekwentny, nieprzewidywalny, itp.
      Wyobraźcie sobie teraz, że w Polsce rodzin z problemem alkoholowym
      jest ok 30%.

      Spotkałem wielu DDA, niestety podlegają oni pewnym schematom w
      zachowaniu. Wielu jest tzw "normalnymi ludźmi", ale cechuje ich
      bardzo często poczucie niskiej wartości własnej, a co za tym idzie
      różne zachowania jak: pracoholizm, wielka ambicja w udowadnianiu
      sobie i innym własnej wartości, brak wiary we własne decyzje, itp.
      Wielu DDA ma znakomite sukcesy w pracy i w szkole, natomiast ma
      problemy w sferze społecznej - nie potrafią żyć po pełnym przemocy
      dzieciństwie w spokojnej rodzinie - są niejako uzależnieni od
      przemocy i strachu. Jest to podobne do skutków przebywania w
      rodzinie tzw. dysfunkcyjnej (niepełnej, z innymi problemami),
      jednakże siła oddziwaływania rodziny z problemem alkoholowym rodzi
      dużo silniejsze problemy i dużo trudniej z nich się wydobyć.

      Czy zastanawialiście się dlaczego dzieci alkoholików wiążą się z
      uzależnionymi partnerami?

      Jeśli by sami pili, to można mówić, że nauczyli się pić od rodzica.
      DDA częściej się uzależniają od nieDDA i to można zrozumieć, ale
      dlaczego niszczą swoje życie często twierdząc, że nigdy więcej nie
      wpadną w problem współuzależnienia, w kolejnych związkach jednak
      wpadają?
      dlaczego kobiety po rozstaniu z alkoholikiem wiążą się często z
      następnym? I on też bije i poniża... To jest właśnie ten mechanizm
      uzależnienia od strachu i problemu jaki mają DDA...

      Czy można przestać być DDA?

      Raczej nie (to tak jak z uzależnieniem - raz uzależniony człowiek
      zawsze uzależniony będzie - może natomiast nie pić, nie zażywać,
      itp) - można natomiast nauczyć się żyć z byciem DDA i radzić sobie w
      świecie - mieć szczęśliwą rodzinę, przyjaciół, znajomych i dobre
      relacje społeczne. Znam takie przypadki i im kibicuję, jednakowoż
      życie z DDA raczej nie będzie sielanką, co nie znaczy, że nie trzeba
      próbować :)
      DDA muszą sobie sami pomóc, przez zrozumienie, że są DDA i aktywnie
      szukając pomocy. Są w Waszych miastach terapie dla DDA, pomoc można
      znaleźć u psychologa (nie każdego - wielu niezbyt wnika w naturę
      DDA), w grupach wsparcia. Kto nie chce przepuścić do siebie tej
      informacji, raczej nie poprawi swojego życia widząc problem zawsze
      na zewnątrz siebie samego, a nie we własnej historii.
      Nawet jeśli nie do końca jesteście przekonani - próbujcie. Może
      nagle okaże się, że ci wszyscy ludzie dookoła mają tak zbieżne
      historie, że coś w tym jednak jest...

      A w liście, do którego napisałem komentarz chyba mamy taką historię,
      gdzie DDA nie chce dopuścić do siebie tej wiedzy. Różne sa próby
      ominięcia tej świadomości, ilu ludzi tyle sposobów.
      Jeśli Żona Pana, który napisał list, nie będzie chciała zbliżyć się
      do niego i przyjąć odpowiednich wag dla relacji Ja-Mąż, Ja-Rodzice,
      to najprawdopodobniej nikt na siłę nie pomoże. Znam niestety takie
      przypadki, gdzie relacja z rodzicami w rodzinie z problemem
      alkoholowym była taka silna, że zniszczyła małżeństwo (z małym
      dzieckiem) i nikt z zewnątrz, prośbą, groźbą, tłumaczeniem, etc. nic
      nie wskórał...
      Mimo wszystko powodzenia życzę, bo walcząc samotnie z problemem DDA
      można sobie samemu zniszczyć kawałek życia, a moim zdaniem
      najważniejsze w życiu z DDA jest przede wszystkim utrzymać własne
      życie na właściwych torach.
      Z życzeniami powodzenia
      Karaton
    • grzesiekbien Moja żona DDA (Dorosłym Dzieckiem Alkoholika) -... 22.05.09, 00:07
      Witam
      Jestem z dziewczyną(18.04.2009 ślub)DDA ponad 13 lat.Związek jest
      ciężki,przeszliśmy wiele.Zrozumiałem jej DDA,choć nie udało mi się
      namówić ją na terapię.Po przeczytaniu artykułu przestraszyłem się,że
      kiedyś podobna sytuacja może mnie spotkać.
      Osoby poszukujące książek o DDA zapraszam na mój post na stronie
      www.dda.pl, nick Jerzy_PDDA tytuł postu: KOLEKCJA KSIĄŻEK DDA lub
      poszukajcie w wyszukiwarce wpisując:"KOLEKCJA KSIĄŻEK DDA".
      Administratora zatwierdzającego ten komentaż proszę o nie
      skasowanie,ponieważ są osoby którym taka informacja jest niezmiernie
      potrzebna.
      Pozdrawiam
      Jerzy_PDDA
    • grzesiekbien Re: List tygodnia 22.05.09, 00:11
      Sorry,ale widzę że temat DDA jest Ci obcy.Nie życzę ci abyś musiał
      kiedykolwiek z bliska mu się przyjrzeć.
    • blanche_blanche Moja żona DDA (Dorosłym Dzieckiem Alkoholika) -... 03.06.09, 16:56
      Chciałabym mieć możliwość porozmawiania z autorem tego listu. Mam nadzieje, że czyta wpisy na forum GW. Jestem DDA i opisana tu sytuacja jest bardzo podobna do mojej. Różnica jest jednak taka, że nie jestem mężatką, rok temu poszłąm na terapie dla DDA i dzieki niej udało mi się zrealizować cel - wyprowadzić się z domu (od mamy) i psychicznie wytrzymać związane z tym trudności.

      Przypomniałam sobie jednak pewną sytuację, która miałą miejsce u mnie w życiu kilka lat temu - zanim sama dojrzałam do tego, by sobie pomóc. Mój wieloletni związek rozpadł się przez to, ze nie umiałam wyprowadzić się z domu ( ojciec pił, matka tyranizowała otoczenie i mnie, ja pilnie się uczyłam, potem doszedł doktorat). Związek się rozpadł, bo chłopak postawił mi ultimatum: masz miesiąc na to by zdecydować się na wyprowadzenie się z domu i zamieszkanie ze mną, oraz rozpoczęcie terapii. Oczywiście sam psychicznie miał już tego serdecznie dosyć i chciał dobrze dla nas - starał się ratować związek...Jego ultimatum wydało mi się jednak wówczas jakieś nieludzkie. Nie umiałam podjąć decyzji....Jest sporo podobieństwa w tej historii i w opisanej. Podobny jest mechanizm postępowania obu stron. Ona - siedzi w bagnie po uszy i czuje się na tyle z nim związana (głównie poczuciem winy), ze nie umie wyjść. On - chce ratować sytuację, choć rozwodem tego nie osiągnie. Podstawowe pytanie: czy on chce z nią być choć sytuacja jest trudna i nie ma szybkiego jej rozwiązania? Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ludzie z DDA bardzo testują innych i to jak bardzo im na nich zależy. Zona potraktuje rozwód jako potwierdzenie tego, ze mężowi jej na niej nie zależy i że nikomu na niej nie zależy. Zostanie w tym domu, z tymi rodzicami ( to w uproszczeniu znacznym). Można jednak spróbować inaczej. Wymaga to jednak dużo cierpliwości i współpracy. Odłożenia decyzji o rozwodzie na jakiś czas. Warto znaleźć miejsce, w którym żona mogłąby iść na terapię ( grupową lub indywidualną). Mąż sam nie przepracuje z nią pewnych mechanizmów zachowania. Zrobi to terapeuta. Terapia trwa 8 -9 miesięcy. Z własnego doświadczenia wiem jak wiele zmienia w człowieku. Po niej sama zdecydowałam się na wyprowadzenie się z domu i to zrobiłam. Dało mi to siłę. Zaczełam też więcej rozmawiać o swoich emocjach z innymi. Znalazłam chłopaka, którego kocham z wzajemnością. Same plusy jak dla mnie...Dlatego wydaje mi się, ze warto spróbować jeśłi ma się siłę.
      Autorowi listu zostawiam maila: aduszka_@poczta.onet.pl. Gdyby miał ochotę napisać i coś ode mnie więcej się dowiedzieć to chętnie pomogę.
      Powodzenia!
    • skrzynka_02 DDA?! Co to za farmazon? 20.12.09, 17:47
      Przepraszam jeśli kogoś tym postem obrażę - nie jest to moim celem. Mam dwadzieścia kilka lat, pochodzę z rodziny, gdzie alkoholizm był główną (a także jedną z wielu) patologią, często w dzieciństwie musiałem brać udział w sytuacjach, które powinny być całkowicie obce normalnemu dziecku.A jednak dziś potrafię normalnie, swobodnie, bezkolizijnie funkcjonować w społeczeństwie. Mam jakiś cel, to zmierzam w jego kierunku, nie tracąc czasu na irracjonalne fochy.

      Dlatego całe to "DDA" wydaje mi sie jedną z kolejnych bzdur, słów-wytrychów stworzonych po to by własną niezdarność zwalić na jakieś okoliczności. "Neurotyczna osobowść naszych czasów" - wymyślanie schorzeń na każdą okazję, przez amerykanów w latach rozkwitu psychologii (lata 70-te, i 80-te). Jeżeli jakaś osoba nie potrafi podejmować decyzji, boji się odpowiedzialności, i woli być poniżana niż eksploatowac szczęście - wszystko to znaczy, po prostu że ktoś jest idiotą/idiotką.

      Jakie to szczęście, że jeżeli okaże sie będę za kiepski do zbudowania związku - to będę mógł powiedzieć, "patrz, to nie moja wina, to wszystko przez DDA".
      • aurita Re: DDA?! Co to za farmazon? 22.12.09, 12:45
        a ja nie jestem DDA lecz DDR ale (niestety) wiele opisanych tu sytuacji sama
        przezywam...szczegolnie to testowanie partnera mnie uderzylo i te doktoraty
        (widze to jako ucieczke) i ta wspoluzalezniona matka-herod baba...Maz jest DDA i
        DDR...


        > Jakie to szczęście, że jeżeli okaże sie będę za kiepski do zbudowania związku
        a probowales? bo w spoleczenstwie jak widac osoby DDA funkcjonuja normalnie a
        nawet b. dobrze.
      • bene_gesserit Re: DDA?! Co to za farmazon? 22.12.09, 13:10
        Masz dwadziescia kilka lat i nie zbudowales do tej pory zadnego
        zwiazku?
        • annakelly Re: DDA?! Co to za farmazon? 07.01.10, 17:51
          a czy wszystko trzeba definiować,syndrom taki czy śmaki
          chyba tylko po to żeby się nim zasłaniać
      • psychoscriptum Re: DDA?! Co to za farmazon? 09.03.11, 14:07
        Gratuluję postawy. Branie się z życiem za bary budzi podziw i tego ci życzę. Ale czy nam się podoba to czy nie DDA jest faktem, podobnie jak neurozy, depresje, natręctwa etc. Ja bym im nie zaprzeczał, raczej próbował rozumieć skąd przechodzą i o czym mówią.
    • czeslawaa Moja żona DDA (Dorosłym Dzieckiem Alkoholika) -... 02.10.12, 01:37
      Grozi tobie wielkie niebezpieczeństwo.Ja bym proponował nowe życie.Twój slub to fikcja.Oszukaj przeznaczenie.Zegar tyka.Możesz nie zdąrzyć.Skorpion331

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka