hqw
26.06.11, 09:58
Nasłuchaliśmy się różnych bzdur o nadzwyczajnych zabiegach dokonanych przez ekipę rządzącą miastem po to by ściągnąć Opla do Gliwic. Chodzący Po Wieży napisał nawet o tym książkę, a tymczasem prawda okazuje się prozaiczna i ujawnia ją w wywiadzie przeprowadzonym z okazji 15 lecia KSSE Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej:
"Był 1996 rok. Po miesiącach morderczych negocjacji General Motors ogłasza, że nowa fabryka samochodów stanie w Gliwicach. Co o tym zdecydowało? Złośliwi mówią, że droga, którą miasto wybudowało w szczerym polu.
- Wpływ na decyzję Amerykanów miało wiele szczegółów, chociażby taki, że zaproponowano im 75 hektarów ziemi po 12 zł za metr, podczas gdy cena rynkowa wynosiła wtedy 35 zł. Dzisiaj nazywałoby się to niedozwoloną pomocą publiczną, ale wtedy nie byliśmy jeszcze w Unii Europejskiej. Warto też pamiętać, że w tym czasie ministrem przemysłu i handlu był Klemens Ścierski, facet ze Śląska. Nawet specjalnie nie ukrywał, że lobbował za Śląskiem. W naszym regionie brano też pod uwagę inną lokalizację - Dąbrowę Górniczą, ale przegrała, bo uznano, że Huta Katowice mogłaby mieć niekorzystny wpływ na produkcję, a konkretnie na blachy używane do montażu karoserii. A w ogóle jest jeszcze plotka, że teściowa prezesa GM Jacka Smitha pochodziła z Gliwic i to ona miała głos decydujący."
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,9844717,W_KSSE_zainwestowano_do_tej_pory_17_mld_zl.html