IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 10:07
I kłaniały się ludy bałwanom swoim

I tak zrobili królowie dla Francuzów bałwana, i nazwali go Honor, a był to ten
sam bałwan, który za czasów pogańskich nazywał się cielcem złotym.

Zaś Hiszpanom zrobił król bałwana, którego nazwał Preponderencją polityczną
albo Influencją polityczną, czyli mocą i władzą, a był to ten sam bałwan,
który Asyryjczykowie czcili pod imieniem Baala, a Filistynowie pod imieniem
Dagona, a Rzymianie pod imieniem Jowisza.

A zaś Anglikom zrobił król bałwana, którego nazwał Panowaniem na morzu i
Handlem, a był to ten sam bałwan, który się nazywał dawniej Mamonem.

A zaś Niemcom zrobiono bałwana, który się nazywaj Brodsinn, czyli Dobrybyt, a
był to ten sam bałwan, który się nazywał dawniej Molochem i Komusem.
Obserwuj wątek
    • Gość: RODAK Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 10:20
      Włosi wymyślili sobie bałwana-boginię, którą nazwali Równowagą polityczną. A
      tego bałwana nie znali dawni poganie, a Włosi pierwsi zaprowadzili u siebie
      cześć jego i bijąc się o niego osłabli, i zgłupieli, i wpadli w ręce tyranów.

      Pruski król nakreślił koło i rzekł: Oto jest Bóg nowy. I kłaniano się temu kołu,
      i nazywano tę cześć Zaokrągleniem politycznym.

      Imiona tych trzech królów, Fryderyka, Katarzyny i Marii Teresy były.
      Tedy owa trójca widząc, iż jeszcze nie dosyć narody głupie i zepsute były,
      wyrobiła nowego bałwana, najobrzydliwszego ze wszystkich, i nazwała tego bałwana
      Interes, a tego bałwana nie znano u pogan dawnych.

      Ale jeden naród polski nie kłaniał się nowemu bałwanowi i nie miał w mowie
      swojej wyrazu na ochrzczenie go po polsku, równie jak na ochrzczenie czcicieli
      jego, którzy nazywają się z francuskiego egoistami.
      Był tedy naród polski od początku do końca wierny BOGU przodków swoich.
      • Gość: gość Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 11:32
        światowid ???
        • Gość: Pieron Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 11:54
          Bóg Najwyzszy zajmowal Perun, Bóg Burzy, znany takze pod imionami Swietowit i
          Jarowit. Slowo bóg znaczylo "budzacy lek (z powodu swej potegi)". Slowo o
          podobnym znaczeniu - gad - czyli "straszny, wstretny" stalo sie u Slowian nazwa
          weza, zas u ich sasiadów Germanów - wlasnie okresleniem boga (gott u Niemców,
          god po angielsku). Inna nazwa istot nadprzyrodzonych byl kyrtu, pózniej czrtu,
          czyli "potezny". Nie wiadomo dlaczego tym mianem chrzescijanie zaczeli nazwac
          nie Boga lecz... diabla, czyli czarta. Inne diabelskie imie, bies, pierwotnie
          oznaczalo cos zupelnie innego: srodek rozjasniajacy umysl, a wiec napój z
          halucynogennych grzybów i jagód, którym slowianscy wróze-szamani raczyli sie
          podczas biesiady czyli, doslownie "jedzenia biesów".
          Perun jak juz bylo wspomniane wczesniej byl najprawdopodobnie glownym Bogiem.
          Imie jego wiaze sie ze wspołczesnym rzeczownikem "piorun". Oznacza "tego ktory
          uderza". Jest typowym indoeuropejskim Bogiem-Gromowladca. Prokopiusz z Cezarei
          pisze: "Uwazaja oni(slowianie) ze jeden tylko bog tworca blyskawicy, jest panem
          całego swiata". Do naszych czasow przetrwaly zwroty typu: "piorun wie",
          "pieronie", "niech to piorun trzasnie" itp. Potwierdza to jaki budzil respekt i
          jaka wiedze posiadał.
          Weles/Wołos najprawdopodobniej utworzono od "wel" "wiel" czyli wiele. Chociaz
          takze mozliwe jest "volst"-włość. Prawie pewne ze jest on Bogiem krainy
          umarłych; przypisywane sa mu takze funkcje boga magii i przysiegi. Ciekawe jest
          ze o ile znajdujemy we wspołczesnym jezyku odniesiena do Peruna to na pierwszy
          rzut oka takich odniesien do Welesa nie znajdziemy. Ale jest jeszcze jedno
          ciekawe, niewymienione stwierdzenie-"Licho wie". Z tego co wiadomo Licho to
          złośliwy duch leśny. Ale co duch lesny moze takiego wiedziec? Las to w
          wierzeniach Słowian swiat nie ludzki zamieszkany przez duchy(w tym takze
          zmarlych). A Bogiem-wladca dusz jest Weles. Wiec dochodzimy do wniosku ze Weles
          i Licho to ta sama
          osoba.
          • Gość: Tadeusz Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 12:26
            Na poczatku nie bylo nic poza niebem i morzem, Bogiem płynacym łodzią, Diabłem
            ktory wyłonił sie z piany morskiej i dosiadł do Boga. Pomysl stworzenia ziemi
            podsunal bogu diabel ktory sam nie mogl go wykonac. Bog wyslal go na dno po
            garsc piasku. Bog rzucil ja na wode i tak powstal zaczatek ladu tak maly ze
            ledwo mogl pomiescic ich dwoch. Diabel chcial zepchnac spiacego Boga do wody ale
            w ten sposob przyczynil sie do rozrastania sie ladu od strony Boga(wschodniej) i
            swojej (zachodniej). Obaj stworcy wszczeli spor ktory skonczyl sie odejsciem
            Boga w niebiosa a Diabla w otchlan ( do swiata dolnego; podziemnego). Opowiesc
            ta przechowala sie w ustnej ludowej tradycji Rusi i Polski.
            Odbiega ona zdecydowanie od podobnych mitow monoteistycznych; jest ewidentnie
            dualistyczna. Bog i Diabel sa zalezni od siebie nie moga bez siebie istniec; Bog
            jako mieszkaniec niebios nie ma dostepu do wod ktore sa chaotyczne i chtoniczne.
            Natomiast Diabel bez pomocy Boga nie moze stworzyc ziemi. Bog i Diabel to
            najprawdopodobniej Perun i Weles/Wołos lub inne bostwa swiata gornego i dolnego
            pod które potem podstawiono postacie chrzescijanskie. U Słowian wystepuje takze
            typowy trojpodzial swiata na gorny (niebo, siedziba Boga-gromowladcy),
            środkowy(ziemia) i dolny (podziemie; piekło;kraina umarlych, siedziba
            Boga-wladcy dusz). Oba glowne bostwa walcza ze soba. Stary,
            ogolno-indoeuropejski jeszcze mit mowi o tym jak Bog-gromowladca zabija smoka
            uosabiajacego sily chtoniczne ktory hamuje obieg wod . Towarzysza temu
            wyładowania atmosfeyczne. Smok musi zostac pokonany aby moglo byc mozliwe zycie.
            Mit ten, przeksztalcony oczywiscie, jest obecnie legenda Krakowa.
            • Gość: Jorgus pozdrowienia dla Rity IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 12:39
              Zabił święty Jerzy smoka, w płaszcz z atłasu wytarł miecz.
              Czarna zdobi go posoka. Smocza śmierć - rycerska rzecz.
              Odrąbanym skrzydłem gadzim mąż opędza się od much.
              Dowód triumfu w sakwę wsadził komplet świeżych smoczych kłów.
              • Gość: Abuse ps IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 12:51
                Już starożytni heretycy fałszowali dokumenty dotyczące św. Jerzego. Święty
                rycerz walczący ze smokiem razi bowiem nie tylko tych, którzy świadomie stoją po
                stronie smoka, ale i pseudo-chrześcijan chcących zastąpić dającą moc Miłość
                obezwładniającym pacyfizmem.
    • Gość: Bozydar Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 16:00
      Wśród prymitywnych ludów znana jest jednostka chorobowa pod nazwą utrata duszy.

      Nowocześni psychiatrzy nazwaliby tę jednostkę chorobową, utratę duszy, po
      swojemu. W każdym razie jest to zjawisko realne, i według mojego rozeznania,
      obecnie bardzo pospolite. Mam wrażenie, że znaczna część ludzi przeżywa
      większość swojego życia w stanie utracenia duszy. Może mieli ją kiedyś, na
      początku, w dzieciństwie, ale to było krótko i dawno. Dusza, ta którą wykradają
      czarownicy, to takie dziwne stworzenie, które do swego rozwoju wymaga
      szczególnego środowiska. Lubi stare mury, stare budowle. Ale niekoniecznie one
      muszą być stare. Niektóre gmachy już w chwili wybudowania są obdarzone dziwną
      mocą przyciągania i leczenia dusz. (Stanęła mi tu przed oczami świątynia Sagrada
      Familia w Barcelonie, niedokończone dzieło Antonia Gaudiego.) Ale dużo częściej
      są wznoszone budowle toksyczne, a na widok niejednej z nich dusza gotowa jest
      sama uciec, nie czekając aż przyjdzie demon i ją porwie. (Przykład: Dworzec
      Centralny w Warszawie.) Dusza lubi też stare drzewa. Lasy i aleje. Bagna,
      trzciny i torfowiska; szczególnie słowiańska dusza w nich gustuje (ale czy także
      np. dusza arabska, tego już nie wiem). Także morze, jeziora i rzeki, ale
      koniecznie z czystą wodą. Widok z wierzchowin gór i wzgórz, to też. Dusza
      potrzebuje też obecności duchów przodków, którzy żyli w jej okolicy, śladów
      pamięci o przeszłości; muzyki, pieśni, obrzędów, także ptaków i zwierząt. Dusza,
      aby nie dała się porwać i utracić, musi żyć w związku z tym, co jest wokół niej.
      Jeśli ma stworzone odpowiednie środowisko, trzyma się mocno i nie ucieka.
      Zakorzenienie narodu w swojej ziemi jest (przynajmniej ja tak to czuję i
      rozumiem) szczególnym przypadkiem posiadania właściwego środowiska dla duszy.
      Myślę, że jeśli gdzieś pewnej społeczności udałoby się tak urządzić miejscowe
      środowisko, aby ich duszom było tam dobrze, to ci ludzie, jako naród lub część
      narodu, poczuliby się tam zakorzenieni. Zapewne są przykłady tego w świecie.
      Zapewne dałoby się też tak urządzić polski Śląsk, Pomorze i Prusy, aby ziemie te
      i ich miasta były odpowiednim środowiskiem dla duszy. Wymagałoby to wielu
      szczególnych starań, wymagałoby - przede wszystkim - świadomości tej sprawy, a
      tej w Polsce jest o wiele za mało. Stworzenie sprzyjającego środowiska dla duszy
      jest trudniejszym zadaniem niż zaopatrzenie mieszkańców w prawo własności, a
      także sprawienie, aby mieli pracę i bogacili się. Wygody dla ciała (dobrobyt,
      sprawiedliwość i bezpieczeństwo) są łatwiejsze do stworzenia niż wygody dla
      ducha, a jak widać nawet z tym są w Polsce nieustanne kłopoty. Ale pewnie można
      wzmocnić poczucie zakorzenienia: w tym celu należy zostawiać więcej starych
      drzew w lasach i przy drogach. Kryć dachy dachówką a nie szarą falistą blachą.
      Chronić bagna i ptaki. Restaurować zabytki i budować nowe domy tak, żeby się ich
      nie wstydzić. Nie szatkować całej przestrzeni płotami-zasiekami. Nie rozrzucać
      torebek foliowych. Nie wywozić śmieci do lasów. To niektóre działania na
      materię. Potrzebne są także (i są jeszcze ważniejsze) działania na świadomość:
      poczuć się spadkobiercami ludzi, którzy na tych ziemiach kiedyś żyli,
      kontynuatorami ich pracy, chronicielami tego, co tamci stworzyli. Zaakceptować
      przeszłość i nie przekłamywać jej. Zapewne trzeba uczyć dzieci w szkołach nie
      tylko tej wielkiej, państwowej historii o Sobieskim i Piłsudskim, ale również
      tej małej, lokalnej, tłumaczącej dlaczego w jakiejś Jeleniej Górze albo Słupsku
      jest teraz tak jak jest. Historii tych, którzy budowali, i tych, którzy
      niszczyli. (Może ktoś to robi, nie jestem dobrze wprowadzony w temat.) Hasło
      "odwiecznych polskich ziem piastowskich", albo "ziem odzyskanych" jest kłamliwe
      i szkodliwe, ale tego potworka nikt prócz nas Polaków nie wyegzorcyzmuje. Do
      tego trzeba przyjąć wielowątkowość i wielonarodowość polskich historycznych
      tradycji. Mówiąc anegdotami: trzeba polubić i przygarnąć Krzyżaków! Żeby nie
      musieli już odgrywać roli uosobienia zła i antypolskiego imperializmu, tylko
      stali się tym, kim byli: pewną "alternatywną cywilizacją" nad Wisłą. (Tak było:
      pod koniec średniowiecza istniały dwa konkurencyjne ośrodki państwowotwórcze w
      dorzeczu Wisły: Kraków w górnym biegu rzeki i Malbork u jej ujścia. Ludność obu
      miast w dużym stopniu była niemiecka...) Może przydałoby się założyć Towarzystwo
      Przyjaciół Zakonu? Może należałoby nazwy niektórych miast zmienić na bardziej
      zbliżone do oryginalnych? - a na pewno nazwy wielu ulic. Tamten rozdział
      historii, kiedy Stalin z Churchillem i Rooseveltem przesuwali Polskę i jej
      mieszkańców jak wózek na kółkach, należy jednak uznać za nieodwracalnie
      zamknięty. Przesunięcie granicy na zachód i wysiedlenia były aktem przemocy i
      niesprawiedliwości, ale dobrze będzie, jeśli za sto lub więcej lat okaże się, że
      stanowiły koniec nacjonalistycznych obłędów w naszej części Europy.
      • Gość: hassan_hanys Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 18:42
        Dusza, czyli śniące ciało (bo to przecież jest to samo - przy jednym z kilku
        znaczeń słowa dusza!) dla swego zaistnienia wymaga odpowiedniego środowiska,
        właśnie przyrody, a ujarzmienie przyrody jest jedną stroną pewnego procesu,
        zjawiska, drugą zaś stroną tego samego jest zniszczenie duszy, odduszenie
        (Entseelung po niemiecku?) człowieka; utrata duszy, jej zagubienie. Powszechna
        choroba naszych czasów.

        Można by pociągnąć dalej ten wątek. Zabić duszy nie można, jej energia jest zbyt
        podstawowo zrośnięta z życiem, i dopóki ludzie wegetują, dopóty
        dusza/śniące-ciało z nimi, ale tak potraktowana dusza wyradza się i staje się
        niszczącą siłą. Śniące ciało dobija się do świadomości przez choroby, a w końcu
        kontynuuje swoją niszczącą robotę bez nadziei na uzdrowienie, co najwyżej tak
        dobierając choroby, aby delikwent dłużej i okrutniej się męczył. To także powód,
        dla którego duchy w naszych czasach i rzeczywistości przejawiają się głównie
        jako złe duchy.

        Druga myśl (bo daliśmy się wyhasać pierwszej, a druga czeka) jest taka, że
        przyroda - ale i śniące ciało - coś mają wspólnego z sacrum, z religią, może
        nawet ze zbawieniem... Zobaczymy, co będzie dalej.
        • Gość: Werkzeug Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 18:53
          GLOBALNE ŚNIĄCE CIAŁO (global dreambody)

          Dwie lub więcej osób wraz ze swoim otoczeniem rozpatrywane w swoim
          funkcjonowaniu jako jedno ciało. Procesy tych osób, ruchy ich ciał i zewnętrzne
          synchroniczności odzwierciedlają ich sny.
          • Gość: lunatyk Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 19:21
            www.staff.amu.edu.pl/~insfil/problemy-dyskusje/tom1/bakke/artykul.htm
    • Gość: łowca jeleni he,he! IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.04, 21:05


      Panie BOŻE wszechmogący! Dzieci Narodu wojennego wznoszą ku Tobie ręce
      bezbronne z różnych końców świata. Wołają do Ciebie z głębi kopalni sybiryjskich
      i ze śniegów kamczackich, i ze stepów Algeru, i z Francji, ziemi cudzej. A w
      Ojczyźnie naszej, w Polsce wiernej Tobie, nie wolno jest wołać do Ciebie; i
      starcy nasi, kobiety i dzieci modlą się do Ciebie w skrytości. myślą i łzami.
      BOŻE Jagiellonów! BOŻE Sobieskich, BOŻE Kościuszków! zlituj się nad Ojczyzną
      naszą i nad nami. Pozwól nam modlić się znowu do Ciebie obyczajem przodków, na
      polu bitwy, z bronią w ręku, przed ołtarzem zrobionym z bębnów i dział, pod
      baldachimem zrobionym z orłów i chorągwi naszych; a rodzinie naszej pozwól
      modlić się w kościołach miast naszych i wiosek naszych, a dzieciom na grobach
      naszych. A wszakże niech się stanie nie nasza wola, ale Twoja.

      Amen.

      • Gość: RODAK Re: he,he! IP: *.dip.t-dialin.net 31.12.04, 10:00
        DZIADY Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w
        wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności
        zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i
        zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz,
        razem kapłan i poeta (gęślarz).
    • Gość: TADEUSZ Re: dziady IP: *.dip.t-dialin.net 31.12.04, 10:10
      Cicho wszędzie, głucho wszędzie,
      Co to będzie, co to będzie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka