biegłam i biegłam ze świadomością ,że nie dobiegnę.
Bo biegłam po bieżni...a ona zasuwała jak chomik w kołowrotku.
Na koniec jak już czułam ,że pęknę - chytrze na boczki bieżni stopy postawiłam nie tracąc równowagi.I stanęłam

Nogi mam drżące.....
Wytrzymałam tylko 7 minut(:
Od wiosny rower !
Koniec z zasiedziałym trybem życia.