leziox
15.06.15, 17:48
Materialne
Jakie to wszystko bez sensu
Kupno nowego kredensu
W pracy męki i szalone zarabianie
Trzeba by znowu odnowić mieszkanie
Wyrzucić ciuchy choć ładne i kolorowe
Trza szanować nową, aktualną modę
Lecz na to nadgodziny trzeba by znowu wziąć
Zasuwać jak niewolnik a pod nosem kląć
Jakie to wszystko bez sensu, proszę Pani
Pani mąż wziął się rozpił i dziś też jest na bani
Rzyga tak jak Pani nowymi pomysłami
A w sobotę do pracy goniąc za trzema zmianami
Szał macicy i prącia, szał szalonej konsumpcji
Skąd on do nas przyszedł? Czy może z Moguncji?
I po co nam to i na co nam to, do cholery
Panienka młoda w reklamie pysk szczerzy nieszczery
Jakie to wszystko bez sensu, proszę Pana
Lanserem być, pokazywać że światowość jest Panu znana
A Pana żona kurwi się z sąsiadem co dni parę
Bo czasu Pan dla niej nie ma, pracując na lans ponad miarę
Zbieractwo rzeczy, bo bez tego nijak nie da się żyć
Giełda nieustająca, kto ma ile i jakie wina może pić
Ohyda i blichtr małp poubieranych a’la Stańczyk
Bóg frasobliwy łka w zamyśleniu, diabeł radośnie tańczy
Ile? Ile nam trzeba aby chciwe gardla zostały zapchane?
Ile żeby starczyło by mamoną wszystko zostało zalane?
I żyć w takim świecie straszno a dzieci gdzieś z głodu i tak mrą
Wstyd mi za to że tak jest, zaś inni tylko klną
I gdyby kataklizm jaki przyszedł, co weźmiecie w ucieczce?
Wasze kryształy, auta, antyki wydające się wieczne
Będziecie spieprzać jak karaluchy, gdy na łeb zwali się co z góry
Błagając Boga o życie, a wyciągi z kont potem zeżrą szczury
Zdrowym byle być, reszta to rzeczy, to nic nie warty chłam
Człowiekiem bądź dla człowieka i nie będziesz nigdy sam
Rozsądek na codzień, bo dziś euro a jutro – może nic
Cała kasa co tak ją zbieramy to teraźniejszy do rozliczeń pic
Niewolnicy rzeczy, niewolnicy duszy, niewolnicy sumień
Nikt spod całej tej presji uwolnić się jakoś nie umie
Zabija Kain Abla dla kilkunastu dolarów
Dla papieru kolorowego wcale nie z krainy czarów
Dla tych samych papierków splądrowana cała Ziemia
Bogate bydło kasę trzepie bez krzty współczucia i sumienia
Wszystko zatrute, zniszczone, niedługo nie będzie co ani pić ani jeść
Ale PKB wzrasta. Miast chleba, PKB będziem żreć.
I tak od kredensu na globalizm mi wzięło niespodzianie zeszło
Niepięknie żyjemy, kredyty bierzemy, spokojne życie gdzieś odeszło
Nie mamy czasu dla siebie, dzieci ni dla rodziny
Miast dupy żony, nowe meble, auto pieścimy
Kończę bo odruch wymiotny niebezpiecznie blisko
Pójdę nad rzeczkę. Ptaków posłucham, rozpalę ognisko
Patrząc z dala na mrowisko nowoczesnych niewolników
Będę całkiem szczęśliwy, trzymając się swych nawyków.
THE END
copyright by Leziox