Takiego miałem kiedyś Sylwka. Były lata gierkowskie czyli 70 te. Roboty było po kokardę wódki do wypicia jeszcze więcej a jeszcze żona w domu, dzieci. Starsi pamiętają zimę stulecia. To było wtenczas. Pamiętam dlatego że wtedy ostatni raz widziałem Janeczki Wujka Janka i ostatni raz się napiliśmy i to tak na zycher. Wypiliśmy z Wujem chyba wiaderko gorzały a wujo co i raz wyglądał przez okno, bo wozem był. Dlatego pił z umiarem

nad ranem powiedział, Czaruś muszę przybastować bo robota /pracował w Minolu ,gaz w butlach rozwoził a wtedy była z tego ciężka kasa/ rozumiesz. Jeszcze po secie na pożegnanie wypiliśmy i tyle widziałem Wujka Janka bardzo charakternego i bardzo porządnego człowieka. Bywa. Zmarł po nowym roku. Zeżarło Mu żołądek i to do kości. Już się podźwignął. Spotkamy się po tamtej stronie i na powitanie wierzę że będzie czysta ojczysta