diabollo
12.08.10, 21:42
Puci, puci
Maciej Nowak
03.08.2010
Popularne zachodnie pisanie o Rosji to gatunek stricte
orientalistyczny. Od czasów Markiza de Custine mówi więcej o
europejskich kompleksach, wyparciach i poczuciu wyższości niż o tym,
co rzeczywiście dzieje się w moskiewskim kraju. Stale powracają te
same tropy i wątki utwierdzające elegancką publiczność w miłym
przekonaniu, że my to kwiat cywilizacji i demokracji, a dalej,
gdzieś tam w tatarskich stepach jedynie barbarzyństwo, panie, i
zamordyzm. Charakterystyczną figurą tej narracji jest oddzielanie
oficjalnej rosyjskiej polityki od osiągnięć kultury artystycznej. Tą
pierwszą gardzimy, tę drugą obdarzamy łaskawą sympatią, a momentami
nawet egzaltacją. Podobnie przepadamy za tzw. zwykłymi Rosjanami,
nie akceptując jednocześnie państwa, którego są obywatelami. Jak w
klasycznym dyskursie antysemickim: „Ja jestem antysemitą? To
potwarz! Przecież studiowałem z jednym takim żydkiem i bardzo się
lubiliśmy. Ba, nawet koszerną wódkę razem piliśmy! Ja tylko nie
lubię, gdy oni za bardzo się panoszą”.
Współczesna polska opowieść o Rosji sytuuje się w tej samej
stylistyce. Dorobek i rozwaga wielkich rosjoznawców, takich jak
niegdyś Stanisław Brzozowski a dzisiaj Andrzej Walicki czy Andrzej
de Lazari, znaczą niewiele. Lepiej sprzedają się pozycje typu Ruski
ekstrem autorstwa Borisa Reitschustera, korespondenta niemieckiej
prasy w Moskwie, ożenionego z piękną Daną. Zbiór jego felietonów z
podtytułem Jak nauczyłem się kochać Moskwę wydała właśnie Carta
blanca z grupy wydawniczej PWN. Na okładce znajduje się
rekomendacja: ,,Jest to obowiązkowa lektura dla tych, którzy chcą w
Rosji (prze)żyć, a także serdeczny hołd złożony jej wspaniałym
mieszkańcom”. Przy pozorach zrozumienia mamy oto rusofobię w czystej
postaci. Z jednej strony sugestia, że Rosja to kraj, w którym tak po
prostu nie da się (prze)żyć, z drugiej – jakie miłe misie z tych
Rosjan. Puci, puci.
Z perspektywy ,,rodowitego mieszkańca Zachodu”, jak Reitschuster
określa sam siebie, rozlicza on rosyjską rzeczywistość z
niedostosowania do standardów zachodnich. Mierzi go rosyjska
biurokracja, korupcja, pijaństwo, przesądy, chamstwo, agresja, brud
na klatkach schodowych, a nawet konieczność usługiwania dopiero co
poznanym kobietom poprzez podawanie im płaszczy do ubrania. Ośmiesza
obfite kształty stewardess Aeroflotu oraz demaskuje braki kultury
osobistej nowych Ruskich, którzy rozmawiają przez telefon komórkowy
w legendarnym Teatrze Bolszoj. Do tego tonu jesteśmy doskonale
przyzwyczajeni, w identyczny sposób o Rosji piszą korespondenci
polskich mediów. Och, jakże poprawia nasze dobre samopoczucie
uwaga: ,,Oczywiście i w Niemczech telefony dzwonią dniami i nocami.
Ale najwyraźniej między Kaliningradem a Władywostokiem jeszcze nie
rozeszła się pogłoska, że aparaty mają opcję wyciszania głosu i
przycisk wyłączania”. I jeszcze ta charakterystyczna
frazeologia: ,,wszechobecne bezprawie”, ,,tanie perfumy”, ,,braki w
uzębieniu”, ,,wszechwładny urząd” i ,,rynsztok”, przy którym parkują
samochody. Rynsztok zachwycił mnie szczególnie, jako że pochodzi
wprost ze świata Dostojewskiego. W dzisiejszej Moskwie, tak jak w
każdym nowoczesnym europejskim mieście, urządzeń tego typu nie da
się uświadczyć od kilkudziesięciu lat, ale w tekście o Rosji
wyglądają dobrze, bo tworzą aluzję do zapóźnień sanitarnych.
Kuriozalnie brzmi też tłumaczenie Reitschustera, czym jest Wielka
Wojna Ojczyźniana - tak ,,Rosjanie nazywają niemieckie działania na
froncie wschodnim w czasie II wojny światowej – na terenach między
Kaliningradem i Władywostokiem”. Tutaj niemiecki dziennikarz swoje
kompleksy odsłania już jak na scenie.
Ruski ekstrem jest jednak pozycją szczególną również dla polskiego
czytelnika: ma cechy pułapki na myszy. Reitschuster miesza wszystko
ze wszystkim. Pieriestrojka Gorbaczowa, kryzys gospodarczy Jelcyna i
prosperity Putina, radziecka biurokracja i technokratyczny
autokratyzm ostatniej epoki – ponad dwie dekady dziejów wielkiego i
dynamicznie zmieniającego się kraju traktuje jako ciągłość. Niby
pisze o Rosji, ale przytacza też przykłady z Kijowa, Mińska, Tbilisi
i… Nie, o Warszawie nie pisze, ale przecież to tylko kwestia kilku
kliknięć w klawiaturę na temat tradycyjnego polskiego
bałaganiarstwa, korupcji, złych dróg, przesądów, pijaństwa, seksizmu
i niechęci do przestrzegania przepisów - czyli tego, co
każdego ,,rodowitego mieszkańca Zachodu” irytuje najbardziej.
Przemądrzała niemiecka książka o Rosji mogłaby być bez problemu
również książką o Polsce. Bo w swojej istocie orientalistyczny
bełkot nie próbuje uchwycić specyfiki opisywanych społeczności. Jest
tylko imperialistycznym porachunkiem Zachodu z wszystkim, co
Zachodem nie jest. W tym kontekście polscy autorzy i korespondenci
wpisujący się w orientalistyczny dyskurs na temat Rosji stają się
szczególnie żałośni. Jak ulał pasuje do nich użyte a rebours
leninowskie pojęcie ,,pożyteczni idioci”.
www.krytykapolityczna.pl/MaciejNowak/Pucipuci/menuid-350.html